Początek mojej  historii z rękodziełem jest trochę banalny. Zaczęło się w dzieciństwie, uwielbiałam wyszywać, haftować, szyć na maszynie. Szyłam pełno serwetek, bo to było najprostsze. Jak tylko znalazłam kawałek materiału, to już powstawała serwetka z pięknym koronkowym wykończeniem, więc w pewnym momencie w domu był ich całkiem spory zapas.

Później wiadomo, czas upływa szybko, poszłam do liceum. Po maturze uparłam się, że chce wyjechać do Paryża. I tak zrobiłam. No i się zaczęła francuska przygoda. Czyli poważne dorosłe życie. Nauka języka, praca i te wszystkie dorosłe sprawy.

Przez cały ten czas nie przestałam interesować się rękodziełem. Uwielbiam kupować rzeczy z duszą, ręcznie wykonane, artystyczne. Tylko że przez te wszystkie lata tę moją pasję i kreatywność uśpiłam. Co nie znaczy, że żałuje, widocznie nie byłam gotowa na pewne zmiany.

Następnym etapem w moim życiu było macierzyństwo. Jest to czas, który dużo w życiu zmienia. Oczywiście pozytywnie. Jest to też moment, aby przystanąć i zastanowić się, co dalej.  Czy nadal chcę prowadzić taki tryb życia jak przedtem. I właśnie taki rachunek zrobiłam.

Wynik okazał się bardzo motywujący…

Kompletnie nie widziałam siebie na tych stanowiskach, gdzie człowiek musi dopasować się do sztywnych reguł i liczą się tylko dobre wyniki. To podsumowanie mojego życia zbiegło się także z momentem, w którym zaczęłam interesować się rozwojem osobistym. Bardzo pomogło mi to w odnalezieniu w sobie kreatywnego dziecka. Zawsze twierdziłam, że w moim życiu nie ma przypadków. Wszystko ma jakiś sens i czemuś służy.

Powrót do korzeni jest cudowny

Od nowa można żyć swoją pasją, z podwójną siłą. Zawsze są wahania, czy idę w dobrym kierunku, czy dam radę finansowo, czy będzie zainteresowanie tym, co robie i jeszcze wiele innych pytań. W tym wszystkim najważniejsze jest iść za głosem serca. To ono nam pokazuje właściwą drogę. Nie zawsze jest to ta sama co reszty społeczeństwa, ale w sumie o to chodzi o to, by znaleźć własną ścieżkę, a nie podążać za tłumem.

Więc zaczęłam tworzyć. Głównie chce się skupić na reutylizacji różnych rzeczy. Recycling jest super! Po co wyrzucać, jak można wykorzystać do czegoś innego. W tej dziedzinie jest bardzo dużo możliwości. Pomysłów jeszcze więcej. Posługuję się różnymi technikami wykonania i różnymi materiałami, co jest bardzo interesujące i twórcze. Używam m.in. włóczki, sznurki, tasiemki, taśmy klejące, papier, bibułę. Korzystam z ubrań nienadających się do noszenia. Wykorzystuję dobrodziejstwa natury, czyli w zależności od sezonu, liście, patyki, szyszki, żołędzie, kwiaty. W domu robie segregację, zanim coś wyrzucę. Nie jest to łatwe, bo wszystko się przyda.

Moim źródłem inspiracji jest m.in. internet, różnego rodzaju sklepy z dekoracjami. Jeśli znajdę coś, co mi się podoba, to pracuję nad pomysłem, jak to stworzyć w moim stylu, czyli recyklingowym. Często nie trzymam się kurczowo danego pomysłu, ponieważ w trakcie tworzenia nadchodzą inne inspiracje.

Uważam, że nadawanie drugiego życia przedmiotom plus kreatywność to wspaniały mix.

Monika Figura

Facebook

Instagram

Motivation Day

Cześć, nazywamy się Maria i Daria. Razem tworzymy bloga Motivation Day, na którym publikujemy historie (nie)zwykłych kobiet. Zaraz opowiemy jak zrodził się nasz wspólny projekt i co oznacza dla nas słowo (nie)zwykła.

Wszystko zaczęło się w 2016 roku, kiedy zostałyśmy współlokatorkami. Szybko okazało się, że wiele nas łączy. Dwie niskie, młode dziewczyny o filigranowej budowie ciała (choć każda w lustrze widzi coś innego hihi :)) , ciemniejszej karnacji…właściwie wyglądające jak siostry i wciąż poszukujące swojej ścieżki życiowej. Poznając siebie bliżej, zauważyłyśmy, że często borykamy się z podobnymi wątpliwościami. Zaczęłyśmy coraz więcej czasu poświęcać na wspólne rozmowy i przemyślenia. Dyskutowałyśmy późnymi wieczorami  o wpływie różnych czynników na nasze życie, o tym, co chciałybyśmy w nim zmienić oraz jak postrzegamy same siebie. Każdego dnia stawałyśmy się coraz bardziej świadome swoich mocnych stron, które powinnyśmy pielęgnować, ale także słabości, które wymagały od nas pracy. Czułyśmy silną potrzebę rozwoju w różnych aspektach naszego życia. Jednym z pierwszych impulsów był dla nas udział w poznańskim Festiwalu PROGRESSteron jako wolontariuszki. To jedno z najciekawszych  wydarzeń rozwojowych skierowanych do kobiet. Festiwal odbywa się w miarę cyklicznie w różnych miastach w Polsce. Niestety ostatnia edycja w Poznaniu miała miejsce 3 lata temu. Była jednak dla nas wyjątkową. Dlaczego? Uświadomiła nam jak bardzo kobiety potrzebują przestrzeni stworzonej z myślą o nich. Wtedy w naszych głowach zaczął kiełkować pomysł, aby rozpocząć coś, co będzie owocne dla nas samych jak i innych. Przez kilka miesięcy zastanawiałyśmy nad koncepcją naszego bloga, aż w końcu pojawiło się hasło Motivation Day od pierwszych liter naszych imion.


Fotografia: Agnieszka Werecha


Każda z nas potrzebowała inspiracji i motywacji, a kto mógłby ją nam dać jeśli nie inne kobiety? (Nie)zwykłe kobiety, czyli takie, które przeszły od planu do realizacji swoich pomysłów, które robią coś związanego ze swoją pasją, prowadzą własny biznes, opowiadają o często wyboistej drodze dojścia do celu i w końcu są z siebie dumne. Zaczęłyśmy od poszukiwania naszych potencjalnych bohaterek. Nie była to łatwa droga, bo kobiety często nie chcą mówić o sobie i umniejszają swoje osiągnięcia. Nie poddawałyśmy się jednak dalej poszukując zainteresowanych do współpracy z nami. Z pomocą przyszły Latające Kręgi.  To tam poznałyśmy wiele wspaniałych kobiet i historii wartych opowiedzenia. Czasami to znajomi podrzucali nam kobiety mówiąc „ona jest super, idealnie pasuje do waszego bloga”. Co ciekawe, w zdecydowanej większości byli to mężczyźni. Ponadto śledziłyśmy portale społecznościowe i uczestniczyłyśmy w różnych przedsięwzięciach skierowanych do kobiet. Właściwie cały czas to robimy i nieustannie poszukujemy kolejnych bohaterek, które staną się dawką motywacji i inspiracji dla nas samych i naszych czytelników. Jeśli i TY prowadzisz własną działalność, fundację albo inny projekt  i chciałabyś się podzielić nim z innymi, a tym samym zainspirować i zmotywować innych do działania – skontaktuj się z nami. Czekamy właśnie na Ciebie! Nawet jeśli jesteś na początku drogi nic nie stoi na przeszkodzie by móc przedstawić siebie i wypromować swój pomysł. Nie zwlekaj, pozwól by usłyszeli o Tobie inni :).

Historie to nie wszystko, czym się zajmujemy. W swoich działaniach poszłyśmy o krok dalej i razem z naszymi bohaterkami zaczęłyśmy organizować warsztaty tematyczne związane z DIY, tańcem, zdrowym jedzeniem, wizażem i fotografią. Nieustannie staramy się też zachęcać do rozwoju osobistego i słuchania własnych potrzeb za pomocą ciekawych postów, czy udostępnionych planerów motywacyjnych.


Fotografia: Agnieszka Werecha


 A jak będzie wyglądała nasza przyszłość? Pomysłów w głowie mamy dużo, a czasu niezbyt wiele.  Dlatego coraz częściej myślimy o powiększeniu naszego motywacyjnego zespołu.  Nie ukrywamy, że mamy aspirację na więcej, ale potrzebujemy kobiecego wsparcia.  Więc jeżeli już teraz czujesz, że chciałabyś współtworzyć różne projekty z nami, napisz do nas koniecznie.  Może wspólnie z wielkim optymizmem popatrzymy w przyszłość!

Opowiedziałyśmy już historię naszego bloga, ale warto żebyście poznali też nieco bliżej nas. Mimo tego, że wiele nas łączy, jesteśmy też indywidualnościami.

Maria –  zorganizowana, ale tylko w pracy :), ma mnóstwo zajęć  zapominając, że doba to tylko 24h. Na co dzień pracuje jako konsultant do spraw zrównoważonych budynków i osiedli działając na rzecz przyjaznych i nowoczesnych miast przyszłości. Współrozwija projekt Rebel Mind, unikatowych dodatków nie tylko dla kobiet powstałych z resztek materiałów. W wolnej chwili jeżeli nie ogarnia „swoich” tematów to spędza czas z bliskimi, ćwiczy, czyta książki, ogląda filmy lub gra w planszówki.. Chce się cieszyć z małych i dużych rzeczy, uśmiechać się jak najczęściej.

Daria –  zorganizowana, odpowiedzialna i bardzo empatyczna. Na co dzień pracuje w zakresie analiz, kontroli wewnętrznych i raportowania. Kocha taniec i muzykę. Od kilku miesięcy uczy się kizomby i bachaty. Uwielbia jedzenie i eksperymentowanie w kuchni, choć jednym z jej ulubionych dań jest po prostu smażony boczek ;). W wolnym czasie z chęcią szydełkuje, czyta książki (kryminały, poradniki, horrory, luźne fabuły) i spotyka się ze znajomymi przy ulubionej herbacie.

Zapraszamy do nas,

Maria i Daria
Motivation Day

Tutaj znajdziesz nasz fanpage : MOTIVATION DAY NA FACEBOOKU

Zapraszamy też do podglądania MOTIVATION DAY NA INSTAGRAMIE

Zastanawiasz się  kto to? Co to? Kim są Niespokojne Rączki? A to właśnie ja — mam na imię  Joanna i znalazłam sposób, aby zatrzymywać piękne ulotne chwile na dłużej.  Z pozoru cicha, spokojna, jednak w głębi duszy pełna energii, pasji i chęci do robienia tego, co kocha.

Jak to się wszystko zaczęło?

Już od najmłodszych lat towarzyszyły mi kartki, kredki, nożyczki. Ileż to razy słyszałam, że robię bałagan, że wszędzie utykam skrawki papierów. Moje ręce nigdy nie były spokojne. Porysowane zeszyty w szkole, bilet autobusowy zwinięty w rulonik, chusteczka higieniczna, z której można było stworzyć przedziwnego potwora — to właśnie cała ja. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że jako dziecko  właśnie przy pomocy kartki papieru  chciałam zatrzymać swoje chwile, rodzące się gdzieś w dziecięcej wyobraźni.

Wykonując 10 lat temu swoje pierwsze  zaproszenie dla mojego chrześniaka, nie wiedziałam, że były to początek przygody z szeroko pojętym scrapbookingiem czy cardmaking. Myślę, że była to po prostu wewnętrzna chęć wykonania czegoś wyjątkowego dla bliskiej mi osoby. W ten właśnie sposób chciałam podkreślić tak ważne dla niego wydarzenie. Wykorzystałam, co było wtedy dostępne — ozdobne nożyczki, igłę, srebrne nici oraz umiejętność  haftu matematycznego i dużo mojego serducha. Tak powstało oto takie zaproszenie.

A za nim kolejne…

Szlifowanie warsztatu…

Karbowana tektura, ozdobny dziurkacz, pierwszy wykrojnik motyl oraz serwetka i wykonany przez mojego tatę prototyp maszynki do wycinania, ręcznie malowane dodatki (bo kto słyszał wtedy o stemplach), ozdobny papier zrobiony z serwetek — ot takie były początki mojej przygody.

Wszechobecny internet pokazał mi, jakie kryje za sobą możliwości. Niespokojne Rączki niczym motyl rozwinęły skrzydła. Zaczęły się szalone zakupy materiałów, narzędzi i różnych „przydasi”, których nigdy nie ma końca… Możliwość uczestnictwa w warsztatach, zlotach scrapbookingowych,  dały mi świetną okazję do poznania nowych technik oraz osób podobnych do mnie — tworzących  z pasją. Lina Shvets pokazała mi m.in. jak pracować z foamiranem.

Aksamitna pianka, którą dzięki odpowiedniemu formowaniu na ciepło bądź zimno oraz umiejętnemu cieniowaniu i barwieniu pozwala wyczarować kwiaty, do złudzenia przypominające te prawdziwe. Kwiaty często stanowią element dekoracyjny moich prac.

Jakie prace tworzę?

Kartki 3D, sztalugowe, pop up,  exlpoding boxy, walizki, doniczki, sukienki… Przestrzenne formy oraz nieszablonowe kształty – to one  wyzwalają we mnie pokłady kreatywności.

„Tak jak lar­wa przeob­raża się w mo­tyla, tak i zaurocze­nie przeob­raża się w miłość”


Niezliczona liczba godzin, nieprzespane noce i spędzone dni nad moimi pracami pokazały, co w całym szeroko rozumianym scrapbookingu lubię najbardziej. Lubię wyzwania, które niesie ze sobą każda praca. Lubię nieszablonowe i niepowtarzalne rozwiązania i formy. Lubię zaangażowanie przy wycinaniu każdego elementu, który powoduje, że kartka czy zaproszenie jest unikatowe. Lubię to, że każda obdarowana osoba otrzymuje coś stworzonego tylko dla niej — pracę odzwierciedlającą jej osobę, charakter czy pasję. Coś, czego nie można kupić w każdym sklepie za rogiem. A najbardziej kocham emocje, jakie towarzyszą momentom, w którym moje prace trafiają do obdarowywanych osób i chwile, gdy pojawia się:

– uśmiech na twarzy dziecka, kiedy ulubiony bohater z bajki pamięta o życzeniach urodzinowych,

– wzruszenie Młodej Pary, kiedy rodzice wręczają pamiątkę ze słowami błogosławieństwa bożego,

– czas przywołania wspólnie spędzonych cudownych chwil w  rocznicę ślubu rodziców,   

–  poczucie bycia wyjątkowym, gdy dostajemy zapytanie: Ciociu czy zostaniesz moją chrzęsną?

– dobry humor solenizanta na widok niebanalnej formy składanych życzeń,

– podekscytowanie, kiedy wręczasz zaproszenie na ceremonię, które podkreśla twoje osobiste zaangażowanie w przygotowanie do uroczystości,

– efekt zaskoczenia, kiedy wśród życzeń odkrywasz  bilet na mecz swojej ulubionej drużyny sportowej,

– myśl babci i dziadka, za każdym razem, kiedy  spojrzą na doniczkę z kwiatami, które są ciągle żywe i  ich poczucie że pamiętasz o nich, w każdej ważnej dla nich chwili,

„Jesteś jak motyl, pragnę cię trzymać tak mocno, aby nie wypuścić z rąk, a jednocześnie tak delikatnie, aby nie zrobić ci krzywdy.”


Jak motyl rozwinął skrzydła…

Quiling zwany też papierowym filigranem to  tworzenie ozdób z wąskich pasków papieru zwiniętych w kształt sprężyny spiralnej i odpowiednio uformowanych przez zagniecenie palcami zewnętrznych warstw papieru. Technika wymaga ode mnie stałej kontroli napięcia mięśni palców, aby odpowiednio nadać zamierzony kształt. Mając już doświadczenie z papierowymi potworami, z łatwością tworzyłam ze zwykłej kolorowej karki papieru różne kwiaty. Każde takie „O” można łączyć, wyczarowując papierowe dekoracje. Z pewnością jest to sposób na odstresowanie… Może i Ty znajdziesz  w tej zakręconej technice chwilę odprężenia?

Papier to nie tylko kartki okolicznościowe. Uruchomiając wyobraźnię można przy pomocy łączenia go z różnymi materiałami, chociażby jak wełna czesankowa, wióry drewniane,  samodzielnie wykonać elementy świątecznego wystosuj  swojego mieszkania, czy też dekorację urodzinowe spersonalizowane do swoich potrzeb. Nadaję w ten sposób swój niepowtarzalny charakter każdej uroczystości.

„Dzieci są jak motyle na wietrze. Niektóre potrafią latać wyżej niż inne, ale każde z nich lata najlepiej jak może.”

Jakiś czas temu w pudełeczku z pamiątkami po babci,  pomiędzy pożółkniętymi zdjęciami znalazłam moją kartkę, którą bardzo dawno temu zrobiłam specjalnie dla niej. Pojawiła się fala ciepła na serduchu, uśmiech, a zarazem i niedowierzanie. Pomimo że kartka nie była perfekcyjna, bo wypisana troszkę krzywymi literami, to babcia i tak postanowiła ją zachować wraz z innymi rzeczami tak dla niej ważnymi. Zapewne był to sposób przechowywania wspomnień, który pozwalał na powrót do przeszłości i cieszenie się z tego, co było jeszcze raz. Spersonalizowane, ręcznie robione kartki to prezent, który sam w sobie jest wyjątkowy. Otrzymujesz bowiem pracę ludzkich rąk oraz zaangażowanie, które wkładamy w przygotowanie każdego elementu. Dlatego chętnie wspieram kreatywne mamy, które pokazują, że przy odrobinie dobrej zabawie razem z dzieckiem można stworzyć coś z niczego. Dla inicjatywy „Dzieciaki na warsztat” przygotowuję inspiracje, pokazując tym samym, że kawałek  papieru można użyć na wiele sposobów. Może to być element kartki ale i ozdobnej dekoracji świątecznej, opakowania.

Mając do dyspozycji ponad 200 wykrojników i 2 maszynki, każdy znajdzie cos dla siebie. Tylko wyobraźnia dzieci ogranicza, a nie umiejętności. Większość moich prac dedykowanych jest właśnie dla dzieci, bo to one jednocześnie mnie inspirują.

Życie to let­nia łąka, pełna doz­nań i aromatów.
Możesz położyć się, zam­knąć oczy i puścić wodze fantazji.
Możesz też wy­ciągnąć dłoń i ot­worzyć serce,
zaw­sze usiądzie na niej ja­kiś motyl… 

zamówienia ceramika

Znacie kogoś, kto często się uśmiecha, jest sympatyczny, kreatywny a do tego bardzo profesjonalny? Taka właśnie jest Małgosia Choromańska, właścicielka firmy Parolado – pracownia słowa i wyobraźni.

Jej przygoda z ceramiką zaczęła się od zainteresowania i wykształcenia w zupełnie innym kierunku – Gosia jest pedagogiem specjalnym i logopedą. Ucząc się, zdała sobie sprawę, jak ważna w procesie kształtowania mowy u dzieci jest praca rękoma.

Oddajmy głos Gosi:

ceramiczne wisiory
wisiorki

DLACZEO GLINA

Przede wszystkim wybrałam glinę, bo to tworzywo, którego każde dotknięcie ma w sobie coś fascynującego. To proces powstawania przedmiotów i obserwowania, jak zmieniają kształty, potem kolory w wyniku wypalenia i szkliwienia. Sprawia on, że człowiek staje się kreatorem wyjątkowego dzieła podczas całego procesu tworzenia. To surowiec, za pomocą którego da się wyrazić wszystko, czego nie można wyrazić na przykład werbalnie, czy w inny sposób. Spotkałam się z gliną przez przypadek – kilka lat temu uczestniczyłam w krótkich warsztatach i w ich efekcie wszystko się zaczęło. Świat ten pochłonął mnie na maksa. W glinie lepię w pracy i w wolnym czasie.

Jest coś magicznego w pracy z gliną – uspokaja, wycisza, z drugiej strony – przenosi nas w świat wyobraźni. Daje także nieskończone możliwości, pobudza wszystkie nasze zmysły, poszerza możliwości, inspiruje, wciąga i sprawia, ze chcemy jeszcze więcej. Poszukujemy więc, dociekamy, szukamy nowych wyzwań i inspiracji. Najpierw szukamy inspiracji, często wokół siebie. Następnie znajdujemy odpowiednią formę. W trzecim etapie formujemy i często zdarza się, że efekt finalny jest różny od tego pierwszego, który powstał w głowie. I to jest niesamowite, bo jesteśmy ciągle zaskakiwani, nawet sami przed sobą.

Historia ceramiki pokazuje, że główne procesy i techniki od lat nie uległy zmianie, a glina to surowiec, który pozwala na twórcze projektowanie własnego dzieła, pobudza do kreatywnego działania każdego uczestnika zajęć, bez względu na to, na jakim poziomie zaawansowania jest i z jakimi ograniczeniami się zmaga. Glina to tworzywo, które można przetworzyć tak, by naśladowała niemal każdy materiał. Jej powierzchni można nadać pożądany kolor lub wygląd, może być gładka, połyskliwa lub z fakturą. Może przypominać drewno, tkaninę, papier lub metal, to z kolei daje nieskończone możliwości projektowania. A kreatorem powstałego dzieła jest nikt inny, jak uczestnik zajęć.

DLACZEGO DZIECI

Podczas obcowania z gliną dzieci korzystają z elementów terapii ręki, co usprawnia w znaczny sposób motorykę małą i wymusza wykonywanie pewnych czynności, poprawia też koordynację wzrokowo-ruchową i grafomotorykę. Lepienie z gliny pozwala dzieciom posługiwać się innym językiem do wyrażania swoich myśli i pomysłów.

W pracy z dziećmi jest coś wyjątkowego, ponieważ ich wyobraźnia nie zna granic. Co ważne – dzieci nie potrzebują skomplikowanych narzędzi, form. Wystarczą im ich paluszki, dzięki którym powstają artystyczne dzieła. Nawet te najbardziej żywe dzieciaki potrafią skupić się na długie godziny i kreują, tworzą, wymyślają, zmieniają koncepcję, mają przy tym niesamowicie dużo radości. Potem dumnie prezentują swoje dzieła wszystkim.

warsztaty dla przedszkoli
ceramika dziecięca

Podczas spotkań w przedszkolach, na przykład na warsztatach stosuję wiedzę z zakresu terapii ręki – świadomie łączę ceramikę z terapią. Różnorodność mas ceramicznych (gładka, szamotowa), plastyczność oraz kolorystyka pozwala na eksperymentowanie z kształtem, fakturą oraz łączeniem z innymi materiałami. Formuła zajęć ceramiki w terapii ręki i wspomaganie rozwoju manualnego to proces polisensoryczny. Innymi słowy – angażuje wszystkie obszary (zmysły), które zgodnie z teorią integracji sensorycznej są kluczowe dla harmonijnego rozwoju uczestnika zajęć. Metodyka zajęć zakłada wspomaganie motoryki małej, funkcji wzrokowych oraz systemu poznawczego. To bardzo istotne w rozwoju dzieci w wieku przedszkolnym, a dodatkowo jest to po prostu wspaniała zabawa podczas której można może wyrazić siebie. Ja dostarczam narzędzi do wyrażania tego, czego też nie można wyrazić słowami.

dziecięce magnesy
dziecięce magnesy

DLACZEGO DOROŚLI

Fascynuje mnie to, że bez względu na wiek uczestnika warsztatów, czy jest to 3, 6 czy 70 latek – każdy tworzy coś niesamowitego, niepowtarzalnego, niejednokrotnie jest zaskoczony swoim dziełem i faktem, że stworzył to z kawałka bezkształtnej gliny.

ceramika na wielkanoc
ceramika na wielkanoc

DLACZEGO TO WAŻNE

Przede wszystkim, cały czas poszerzam swoją wiedzę i umiejętności na szkoleniach, kursach i warsztatach, których tematyka koncentruje się wokół ceramiki i wiedzy dotyczącej formy wyrazu artystycznego w glinie. Parę lat temu ceramika mnie zachwyciła i ten zachwyt poprowadził mnie do miejsca, w którym jestem teraz, w efekcie tą magią próbuję zarażać dzieciaki i dorosłych, często pomagam wyrażać emocje, przeżycia, wrażenia, radości i smutki poprzez nadanie glinie kształtu, faktury i koloru, pokazując skrawek ich wewnętrznego świata.

To tworzywo naturalne, które pozwala łatwo się kształtować, zatem pozwala budować, ale i niszczyć to co się zbudowało i znowu zbudować. To doskonała zabawa dla dzieci, dorosłych, ludzi w każdym wieku.

ceramiczny anioł
anioł ceramiczny

DLACZEGO FIRMA

W wolnym czasie tworzę też swoją ceramikę, zaczęłam od ozdabiania własnej przestrzeni domowej, a ponieważ moje prace spodobały się też innym, początkowo znajomym i rodzinie, teraz już ozdabiają domy moich klientów, których ilość cały czas wzrasta.

Bardzo lubię realizować indywidualne zamówienia, wyjątkowe, często są częścią ciekawej historii, zawsze są wyzwaniem. Obfitują one w efekcie w ogrom emocji od nadania odpowiedniego kształtu do ostatecznego wyjęcia z pieca.

Bardzo lubię to co robię, w każdą rzecz wkładam serce, a adresat pracy otrzymuje w tej pracy część tych moich emocji

Prowadzę dojazdowe warsztaty do grup przedszkolnych, szkolnych lub na urodziny czy spotkania towarzyskie. Podczas spotkań towarzyskich uczestnicy moich zajęć mogą się odprężyć, wyciszyć, nabrać pozytywnej energii, odkryć drzemiące w nich talenty.

Na co dzień pracuję w szkole specjalnej, także tam w ramach zajęć prowadzę zajęcia z ceramiki, zarażam też ceramiką dzieciaki w przedszkolach podczas warsztatów.

Jestem też logopedą i dobrze wiem, jakie znaczenie w rozwoju mowy ma rozwój motoryki małej – w PAROLADO łączę to wszystko – dlatego w nazwie firmy „pracownia słowa i wyobraźni”.

Małgorzata Choromańska

Gosię znajdziecie, rzecz jasna, w mediach społecznościowych:

Na Facebooku: https://www.facebook.com/paroladopracownia/

Na Instagramie: https://www.instagram.com/parolado_ceramika/

Mam na imię Jola i jestem właścicielką polskiej marki rękodzielniczej Sroka-Projekt. Handmade to moje drugie imię. Od dziecka. Mając pięć lat, zrobiłam swój pierwszy (krzywy jak piramida demograficzna liczby kobiet w Polsce) szalik na drutach. Potem było szydełko, haft… Jednak kluczem do tego, kim jestem dzisiaj, było wyszukiwanie pokazów mody w telewizji oraz… tłuczenie młotkiem podwórkowych kamieni i podziwianie w słońcu ich wyjątkowej, mieniącej się struktury.

Dzisiaj nie rozbijam już kamieni. Dzisiaj jestem dziewczyną po uszy zakochaną w sutaszu. Kocham go miłością wielką, nieustannie od 2011 roku i właściwie od pierwszego wejrzenia.

Co mnie przyciągnęło do sutaszu?

 

Pamiętam to wrażenie przy pierwszym zetknięciu się ze sznurkami… gładkie, ciepłe, posłusznie układały się w dłoni. A kaboszony… na początku tylko niebieskie, bo to mój ulubiony kolor. Oczami wyobraźni widziałam, jak sznurki wiją się radośnie wokół koralików, układają się w kolorową, harmonijnie dobraną całość. Wiedziałam, że potrafię z nich wyczarować wszystko, co mi w duszy gra… Dopiero po pewnym czasie do niebieskich kaboszonów dołączyły kolory, następnie chwosty, pompony, muszelki…

Rękodzieło na wysokich obcasach

 

Jednak nie od razu pokazałam swoje prace światu. Zrobiłam to w momencie, gdy dotarło do mnie, że rękodzieło to nie tylko kapcie od babci i sweter w renifery. Postanowiłam, że moje rękodzieło będzie jak wybiegu — będzie stało na bardzo wysokich obcasach (co najmniej dwunastocentymetrowych !) i będzie tak niepowtarzalne, jak wspomniane wcześniej, rozbite kamienie.

 

Sutasz w klimacie boho

Dzisiaj tworzę tak, jak czuję, w klimacie boho. Uwielbienie kolorów, doświadczenie w szyciu oraz sto pomysłów na projekt  procentują. Ufam sobie. Projektuję. Szyję. A potem ubieram w swoją biżuterię wszystkie kobiety, które chcą pokazywać swoją wyjątkowość, chcą się nią cieszyć i bawić (jejejejeje!).

Aktualnie moją biżuterię noszą nie tylko Polki, ale i Europejki, Amerykanki, Japonki czy Australijki.

 

Wszystko to dzięki intuicji, która pomagała mi podejmować dobre (jeśli nie najlepsze) decyzje w życiu, która przewrotnie zrobiła ze mnie — rodowitej mieszczki kujawskiej z dzikim planem życia w Hiszpanii — mieszkającą na wsi Podlasiankę. Dzięki niej zrozumiałam, że mała miejscowość nie jest przeszkodą, tylko wyzwaniem w byciu modnym i oryginalnym. Że bycie jedyną kobietą w domu wśród pięciu mężczyzn (dla jasności mąż jest jeden, reszta to synowie) tylko dopinguje mnie do eksponowania swych damskich walorów, a rola matki nie  psuje wizji własnego pasjo-zawodu.

Jestem przekonana, że rękodzieło to nie tylko mój sposób na życie. To również misja umacniania kobiet w poczuciu ich własnego stylu, odkrywania w nich najpiękniejszych emocji i zadbania o swą indywidualność.

 

Dziś opowiemy Ci historię spełnionych marzeń. Gościem Oplotków jest Justyna, która zgodziła się napisać dla nas kilka słów o swojej przygodzie  z rękodziełem. Zapraszam serdecznie.

Cześć! Nazywam się Justyna i odkąd pamiętam, ciągnęło mnie do wszelkiego rodzaju sztuki i twórczego działania. Zaraził mnie tym mój Tato, który jest artystą grafikiem.Kiedy byłam dzieckiem, często zabierał mnie do swojej pracowni, dawał brystol,  sadzał przed sztalugą  i pozwalał się twórczo wyżywać 🙂

W tej samej pracowni, która istnieje do dziś i Tato do dziś w niej tworzy, znajduje się ciemnia fotograficzna. Z czasem zaczęło mnie do niej coraz bardziej ciągnąć. Dostałam stary (ale w doskonałym stanie!) analogowy aparat Minolta, czarno-białą kliszę i zaczęłam kolejną twórczą przygodę.

szydełkowanie handmade szydełkowa torba oplotki

Fotografowanie pochłonęło mnie na lata, ukończyłam szkołę fotografii. Ten czas bardzo mnie uwrażliwił, zaczęłam inaczej spoglądać na świat, zauważać niewidzialne 😉 I jeszcze dalej, jeszcze głębiej poszukiwać możliwości realizacji. Studia ukończyłam na Wydziale Biologii. Tutaj wkład miała moja Mama, która jest lekarzem i dzięki niej bardziej twardo stąpam po ziemi 🙂

Studia jednak tylko utwierdziły mnie w tym, że moje dalsze życie musi mieć twórczy charakter. Podjęłam naukę w studio tatuażu. I tutaj wbrew pozorom historia staje się bardzo banalna, wcale nie różniąca się od tej, którą ma do opowiedzenia wiele z nas — rękodzielniczek. Zaszłam w ciążę, musiałam przerwać pracę i koniecznie znaleźć sobie nowe zajęcie. Rękodzieło było wprost idealne!

wełna do szydełkowania oplotki szydełko oplotki

 

Jak marzenia stał się rzeczywistością

I tak w 2015 roku rozpoczęła się moja przygoda. Zaczęło się od niewinnego hobby, które w niedługim czasie przerodziło się w ogromną pasję. Szydełko i druty stały się przedłużeniem moich rąk, a zajęcie się tym zawodowo stało się moim marzeniem.

Z natury jestem osobą, która uwielbia podążać za głosem serca, realizować marzenia, nawet te na pozór nierealne, a takie mi się ono wówczas wydawało. Dlatego po urlopie macierzyńskim podjęłam próbę powrotu do pracy w studiu. Praca szła bardzo powoli, po takiej przerwie miałam wrażenie, że wróciłam do punktu wyjścia. Wróciło marzenie o rękodzielniczej działalności.

szydełkowy sweter oplotki magia szydełkowania oplotki

Pomimo ogromnych obaw, postanowiłam nie marnować więcej czasu i tak, kilka miesięcy temu, postawiłam wszystko na jedną kartę i z ogromnym zasobem energii i motywacji rękodziełem zajęłam się na dobre. Obecnie rozwijam się i uczę nowych umiejętności. Tworzę własną stronę internetową oraz linię autorskich produktów, które stanowią wypadkową rękodzieła i mojej drugiej pasji, jaką jest joga.

Zostanie nauczycielem jogi również znajdowało się na mojej liście marzeń, jednak łącząc jogę w moim biznesie, z powodzeniem mogę powiedzieć, że zrealizowałam je w nieco innej formie 🙂

szydełkowe pufy oplotki jak zrobić czapkę na szydełku oplotki

Dlaczego ja?

Realizuję wizje i odpowiadam na potrzeby osób, które chcą mieć unikatowe, ręcznie robione produkty wysokiej jakości, z naturalnych materiałów. Zależy mi na tym, aby marka, którą buduję, była zgodna z naturą, pełna mojej miłości i pasji do obu dziedzin- rękodzieła oraz jogi. Tutaj hasło „Crochet is the new yoga” nabiera nowego znaczenia. Przekazuję je również na moich warsztatach, na które serdecznie zapraszam.

Obecnie pomoce do jogi są na etapie tworzenia, ale do śledzenia postępów oraz po resztę mięciuchów, które tworzę, zapraszam do mojego instagramowego świata – @juszka.handmade.

szydełko moja miłość oplotki

Nazywam się Magda, moja pasja to szycie.

Pierwsze kroki na maszynie zrobiłam ok 2,5 roku temu…

Moja historia jest dosyć standardowa, mam dwójkę dzieci = urlop macierzyński, potem wychowawczy, a potem ogromna chęć zrobienia czegoś dla siebie, dla dzieci, zbudowania od podstaw czegoś nowego, własnego, innego…

Sklep z ciuchami to było moje marzenie od zawsze.… ale życie zweryfikowało, że to właśnie szycie na zamówienie jest w moim zasięgu.

Dodatkowo dwie córki w domu to doskonałe testerki moich produktów, a czasem nawet żywa reklama ;).

I tak szyłam dla nich, dla bliskich, dla koleżanek i dla dzieci z przedszkola… .

I tak powstała Jagga Zone:

Oplotki Jagga Zone

Zaczęło się od czapek…

Moje pierwsze produkty to czapki i kominy, które cieszą się ogromnym powodzeniem, zwłaszcza wśród najmłodszych. Różnorodność wzorów i materiałów daje mi możliwość szycia zestawów z postaciami z bajek,
z modnymi motywami, w różnych kolorach, a wierzcie, to dla małego klienta jest bardzo ważne.

Wzory chłopięce, dziewczęce, gładkie lub pstrokate, czapki z pomponami lub bez – każdy może wybrać
to, czego tylko potrzebuje.

 

rękodzieło czapki-smerfetki oplotki rękodzieło czapki-smerfetki oplotkowe szycie

 

rękodzieło czapki-smerfetki rękodzieło czapki-smerfetki rękodzieło czapki-smerfetki

Jesienią tego roku, gdy wypuściłam kolejny zestaw czapek z najmodniejszym motywem minionego lata: czyli tukany i liście monstery  –  to cieszył się tak wielkim powodzeniem, że w ten sam dzień musiałam ogłosić  sold out.  Był to jeden z pierwszych, trudnych momentów dla Jagga|Zone –  zamówienia spływały, a ja stawałam na głowie, żeby zdobyć jeszcze kilka metrów tego wzoru. Presja była duża, ale na szczęście wszystko się udało. Ponadto jeden z tych zestawów poleciał do Londynu:

rękodzieło czapki handmade rękodzieło czapki handmade

Znalazłam też sposób na jesienną zmienność pogody i zaproponowałam jednowarstwowe, gładkie czapki „smerfetki”, które cieszą się ogromnym powodzeniem zwłaszcza wśród osób dorosłych. Takie rozwiązanie to  super pomysł, gdy nie wiadomo co najlepiej ubrać na głowę.

jesienne czapki-smerfetki wiosenne czapki-smerfetki
czapki-smerfetki handmade

Szycie wciągało mnie coraz bardziej

Następnie, rozszerzając swoją ofertę, wprowadziłam bawełniane spódniczki oraz komplety spódniczek dla mamy i córki. Folkowe wzory chwyciły od razu. Ten modny w sezonie wzór świetnie prezentuje się
w niejednej stylizacji. Pierwszy komplet uszyłam dla siebie i córek – gdy tylko w nim gdzieś wychodzimy to od razu wzbudzamy zainteresowanie i zyskuję rzeszę nowych klientów 🙂

Wszystkie zamówione spódniczki można samodzielnie projektować, wybrać dowolny wzór materiału, długość w zależności od potrzeb: mini, midi lub maxi, a także szerokość gumki, którą wszywam w pasie.

 spódniczki handmade spódniczki oplotki

Późnej przyszedł czas na super nowość – Magiczna BALONOWA SUKIENKA. Doskonała dla każdej małej elegantki która chciałaby poczuć się wyjątkowo i magicznie, ponieważ balony nabierają kolorów gdy pada na nie słońce.

balonowa sukienka balonowa sukienka handmade oplotki sukienka ręcznie szyta

 Od ubrań po… martwą naturę 🙂

A wiecie jakie są najwytrzymalsze kwiaty na świecie?

– Tulipany uszyte z materiału

Daje gwarancję, że nigdy ich nie przesuszycie, ani nie padną w wazonie 🙂

To doskonały prezent na wiele okazji. Są piękne, kolorowe, świetne na urodziny, imieniny, a także Dzień Mamy i Babci. Super sprawdzają się  jako pamiątka wielu ważnych wydarzeń jak np. przyjęcie sakramentu Chrztu czy Komunii Św.

pluszowe tulipany handmade

pluszowe tulipany ręcznie szyte rękodzieło tulipany

Czasami dostaje też indywidualne „życzenia specjalne”….

i tak dla zagorzałej fanki psów, a dokładnie Terierów Szkockich powstał bardzo elegancki „Timonek”:

pies poduszka handmade

A dla dwóch małych fanek sówek powstały dwie ślicznotki, które same zaprojektowały:

sowa poduszka handmade oplotki

Z okazji Dnia Dziecka i zakończenia roku szkolnego proponuje mięciutkie poduszki ananasy i lody które można wziąć ze sobą na wakacje, kolonie, pod namiot czy na plażę:

                    

Szycie okolicznościowe, czyli rękodzieło z innej perspektywy

Później pomyślałam że poducho-maskotki okolicznościowe, zwłaszcza z okazji Świąt Wielkanocnych i Bożonarodzeniowych to bardzo dobry pomysł. Produkcja ruszyła pełną parą!:

                  poducha bożonarodzeniowa oplotki poducha bożonarodzeniowa oplotki handmade zając wielkanocny handmade

Gdy poznałam Agnieszkę, a później Dziewczyny ze stowarzyszenia Oplotki oraz całą ideę i zamysł projektu Oplotki.pl, otworzyły się przede mną nowe horyzonty.

W trakcie kilku  bardzo inspirujących spotkań spojrzałam na rękodzieło  z innej perspektywy, a zwłaszcza na rękodzieło dla wnętrz… Wtedy postanowiłam, że sama spróbuję stworzyć produkty które mogłyby być elementem wyposażenia mieszkań, sklepów, czy szkół…

Tak powstały, wygodne pufy xxl, wypełnione kulką styropianową , dopasowującą się do kształtu ciała:

pufa handmade oplotki pufa ręcznie szyta oplotki

Oraz mniejsze, okrągłe pufki które trafiły do szkoły językowej dla dzieci :

                                                pufki handmade oplotki pufki handmade

W późniejszym czasie uszyłam eleganckie, welurowe, poduchy dekoracyjne o kształcie gwiazdy, w 6 kolorach do wyboru:  szarym, czarnym, beżowym, fioletowym, czerwonym i morskim. Niektórym może się wydawać  że to świąteczny motyw, ale ja uważam, że są doskonałym, całorocznym dodatkiem i ozdobą do salonu lub do pokoików dziecięcych. Zobaczcie sami:

Od hobby do własnej działalności 🙂

Od maja 2018 roku założyłam swój fanpage na Facebooku i Instagramie, gdzie sprzedaję opisane produkty
i wiele, wiele innych. Niedawno Jagga Zone pojawiło się także na Pinterescie.

W niedalekiej przyszłości planuję dołączyć do sklepu internetowego na oplotki.pl oraz  założyć własną stronę internetową. Pracuję także nad nowym produktem. To będzie coś zupełnie nowego, szyciowego, połączonego z ekologią i zdrowym trybem szycia tzn życia… 🙂  – Będzie to bardzo przydatny produkt w życiu codziennym – stay tuned !!

Serdecznie zapraszam do odwiedzenia moich miejsc w sieci:

https://www.facebook.com/jaggazone

https://www.instagram.com/jaggazone

https://pl.pinterest.com/jaggazone/

Przyszłam na świat na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, czyli w czasach, w których umiejętności rękodzielnicze były niejako koniecznością. Miałam to szczęście, że w mojej rodzinie rękodzielników nie brakowało. Jedna babcia szydełkowała, druga robiła na drutach i szyła, mama nie zostawała za nimi w tyle, dorzucając do tego haft. Ba! Nawet mój tato wyszywał krzyżykami piękne obrazy i rysował. Z wielkim zainteresowaniem podpatrywałam swoich bliskich, a włóczki, kordonki, muliny były moim naturalnym środowiskiem.

Jednak z czasem rękodzieło przestało być konieczne i zaczęło znikać z domów coraz szybciej żyjących ludzi. Zaczęło też znikać z mojej głowy. Moje umiejętności nie szły w parze z ogromną potrzebą tworzenia, jednocześnie nie trafiłam na nikogo, kto chciałby mną pokierować, przekazać swoją wiedzę. Spotkałam za to wielu, którzy chętnie porównywali mnie z innymi i wydawali zwykle nieprzychylne oceny. Kiedy przemalowałam swoje meble, usłyszałam, że je zniszczyłam. Skleciłam jakąś ramkę z masy papierowej lub drewnianych patyków — to niepotrzebne śmieci. Haftowałam nierówno, szydełkowałam za ciasno… Lepiej, żebym przestała zajmować się bzdurami i zaczęła myśleć poważnie, o tym, co da mi utrzymanie.

Łatwo jest przekonać nastolatkę, że się do czegoś nie nadaje. Odpuściłam, co zaowocowało wieloma nietrafionymi decyzjami, frustracją, brakiem wiary w siebie, apatią, niezadowoleniem z życia i biernością wobec tego, co niesie los. Stałam się jedną z wielu szarych, nieszczęśliwych dorosłych osób.

Jak zmieniło mnie macierzyństwo?

I pewnie tkwiłabym w tej szarości do dziś, myśląc, że tak musi być i już. Ale zostałam mamą. Na początku zakładałam szybki powrót do pracy, okazało się jednak, że potrzeby moich dzieci są dla mnie ważniejsze niż kariera handlowca w usługach finansowych. Cieszyłam się, że mogę zostać w domu, skupić na rodzinie i maksymalnie wspierać rozwój moich dzieci. Zamiast stać się typową kurą domową, siedziałam z dziećmi na podłodze, ugniatałam przeróżne masy albo grzebałam palcem w plamie z farby i obserwowałam te małe istoty. Patrzyłam na ich otwartość, na odwagę, by próbować od nowa i jeszcze, i jeszcze. Na ich kreatywność i lekkość wychodzenia poza schematy, im przecież nieznane. I przede wszystkim na szczerą i beztroską radość z odkrywania nowych, nawet najbardziej błahych rzeczy — bzdur, jak nazwałby to jakiś „szary” dorosły. Obiecałam sobie, że zrobię wszystko, aby nie zgasić w nich tej ciekawości, odwagi i otwartości, ale żeby tak się stało, musiałam znaleźć je również w sobie.

Śmiało mogę powiedzieć, że powrót do rękodzieła rozpoczęłam na podłodze podczas beztroskiej zabawy z dziećmi. Czas jednak nie stał w miejscu. Dzieciaki podrosły i zapragnęły trochę więcej przestrzeni, ja z kolei oderwania się od dziecięcych spraw i rzeczy.

Jak odkryłam rynek online?

Dziękując za istnienie Internetu i przeklinając, że wcześniej go nie było, zaczęłam szukać technik, których mogłabym się nauczyć i użyć do wprowadzenia zmian w swojej głowie i w swoich wnętrzach. Poznałam podstawy wyplatania z papierowej wikliny, zainteresowałam się decoupage, przypomniałam sobie haft krzyżykowy oraz swoją miłość do przerabiania starych mebli. Wreszcie wzięłam szydełko i choć miałam bardzo długą przerwę, przekonałam się, że leży w ręce jak ulał, a ja mogę nim wyczarować, co chcę: koronkowe ozdoby na stół, ścianę, okno czy choinkę, kocyk do dziecięcego wózka, dywanik do łazienki, ciepłą opaskę czy szalik, wesołą czapkę dla dziecka, zabawkę czy koszyczek. Nie mogłam też przejść obojętnie obok wyplatania głównie makramy, ale koce z czesanki również skradły moje serce. Dziś, skupiam się głównie na dodatkach i ozdobach do wnętrz, a zdobyte dotychczas umiejętności pozawalają na dużą elastyczność i szeroki wachlarz możliwości.

Szukałam, próbowałam, porzucałam i zaczynałam od nowa. Sięgając po wszystkie te techniki, tworzyłam dla siebie i dla moich bliskich, nawet jeśli oni traktowali (i wciąż traktują) to jak zabawę lub inne bzdury. Z każdym kolejnym krokiem docierało do mnie, że to, co robię, nie każdemu musi się podobać, ale to nie znaczy, że nie ma w tym wartości lub że nie ma jej we mnie.

Długo zajęło mi dochodzenie do wniosku, że nie ucieknę od rękodzieła, że moja potrzeba tworzenia nie jest wynikiem chwilowego braku zajęcia czy wkraczającej na salony mody, a ogromną częścią mojej tożsamości. Ale już rozumiem, dlatego nie mogę tego tłumić, nie mogę również dawać wiary w słowa, że zajmuję się bzdurami.

Marzenia się spełnia!

Nie wiem jeszcze dokąd mnie to doprowadzi, ale podjęłam decyzję, aby spełnić marzenie, o którym przez długi czas bałam się nawet myśleć. Wciąż walczę z wieloma wątpliwościami. Czy potrafię? Czy wystarczy mi odwagi? Czy wystarczy mi sił? Czy znajdę ludzi, którzy jak ja potrafią w zwykłych, małych rzeczach dostrzec więcej? Może serce, duszę, ideę…

To wszystko jest w moim Zbiorze Bzdur i tym chcę się dzielić z innymi. Chcę zarażać innych miłością do rzeczy pięknych, wyjątkowych, stworzonych w sposób niebanalny. Chcę budzić w innych pasję i radość tworzenia i jednocześnie być wiarygodną wobec moich dzieci.

Tutaj znajdziesz ZBIÓR BZDUR NA FACEBOOKU

a tutaj ZBIÓR BZDUR NA PLATFORMIE INSTAGRAM

Mam na imię Gosia, zajmuję się mozaiką. Bardzo dużo mówią o mnie te słowa:

dzieło rąk, góry, jaskinie, podróże (najchętniej na wschód), mozaika, las

Ponoć rękodzieło mam w genach 😉 dostałam je w spadku od moich dziadków, którzy na co dzień pracowali rękoma – babcia była krawcową, a dziadek zegarmistrzem i złotnikiem. Dziadek dodatkowo mnie inspiruje, gdyż swoją przygodę z zegarami i złotem rozpoczął po trzydziestce, co w tamtych czasach nie było wcale łatwe. Chwilę przed czterdziestką otrzymał dyplom mistrza i zmienił zawód. Też coraz częściej o tym myślę…

Kocham góry, naturę, las. Tam odpoczywam, ładuję akumulatory, poznaję siebie, zatrzymuję się, oddycham. Kocham też kolory – po szaro – czarnym okresie młodzieńczego buntu mój organizm – umysł i ciało zgłosiły zapotrzebowanie na spontaniczność, kolorowość i blask 🙂

Skąd wzięło się zamiłowanie do mozaiki?

Moja przygoda z mozaiką zaczęła się w Rosji. Podróże na wschód, poznawanie ludzi, kultury, języka to moja kolejna pasja. W ogóle niesamowite jest, jak moje pasje się zazębiają i prowadzą mnie przed siebie.

W Rosji spędziłam prawie pół roku na tzw. wymianie studenckiej. Jednym z moich ulubionych sposobów na krótkie zimowe dni było chodzenie do księgarń i buszowanie wśród półek z książkami. A że rękodzieło zawsze mnie pociągało to półki z książkami na ten temat były przeze mnie chyba najczęściej odwiedzane. Tak przejrzałam mnóstwo książek o szyciu, szydełkowaniu, drutach, wyklejankach i innych cudeńkach, o których chyba nikt w Polsce nie słyszał :). Tam też znalazłam książki o mozaice i od razu się w niej zakochałam :). Zauroczyły mnie kolory, blask szkiełek i tesser i fakt, że nadaje się potłuczonym kawałkom szkła, ceramiki czy innego surowca drugie czy jeszcze kolejne życie. W ogóle tam kupiłam książkę, która zachwyciła mnie swoim abstrakcjonizmem i pomysłowością – jak zrobić mozaikę ze skorupek jaj :)))).

Fascynacja czy sposób na życie?

Mozaika chodziła za mną po powrocie do Polski, aż w końcu zaczęłam szukać kogoś, od kogo się czegoś więcej dowiem i nauczę. Tak trafiłam do Ewy Zdanowskiej-Góry, która w Warszawie prowadzi warsztaty z mozaiki.

Na warsztatach u Ewy wykonałam swoją pierwszą pracę – jadąc na nie, wymyśliłam, że chcę coś zmienić w swoim życiu i stworzyć warsztatownię — miejsce, w którym będę mogła realizować się twórczo, pokazywać innym ile radości niesie praca własnych rąk, działać na rzecz lokalnej społeczności i wreszcie być sobie szefem.

Powstała wtedy nazwa mojej pracowni – Góra w chmurach… marzeń

Góry – ponieważ to moja druga obok rękodzieła ogromna pasja.

W chmurach – taki prawie rym :), a marzenia – bo to moje marzenie, do realizacji którego chcę dążyć.

Powstała też wizja logo i jego pierwsza wizualizacja 🙂

Od tamtej pory zaczęłam działać, ciąć, kleić, próbować. Czasem częściej, czasem rzadziej ,ale mozaika pojawiła się w moim życiu i zagościła w nim na dobre.

Małymi krokami do… – jak rozwijała się moja mozaikowa przygoda

Na początku tworzyłam nieduże formy: podkładki pod kubki, małe breloczki, zakładki do książek:

Zaczęła mi kiełkować myśl, że chcę spróbować wyjść z mozaiką na zewnątrz, zobaczyć jak na nią reagują znajomi i nieznajomi, czy jestem w stanie o niej mówić, zachęcić do wykonania pracy, do stworzenia czegoś z „niczego”.

W maju 2018 nadarzyła się okazja wyjścia z domowego zacisza. W ramach Getaway Outdoor Festival we współpracy z moim klubem jaskiniowym (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego) na stoisku wspomnianego stworzyliśmy razem z gośćmi festiwalu mozaikę – wariację na temat Getaway Outdoor Festival.

Odzew był naprawdę przemiły. W ciągu dwóch festiwalowych dni, dzięki pracy wielu gości, stworzyliśmy prawie całą mozaikę. Były osoby, które trzeba było zachęcić i namówić do pozostawienia swojego fragmentu. Były takie, które spędziły u nas na stoisku parę ładnych minut, wkręcając się w zabawę, a także takie, które zaglądały kilkukrotnie, żeby sprawdzić stan wykonania pracy 🙂 Także kilkoro moich klubowych znajomych odkryło w sobie pasję do mozaikowania :).

W poszukiwaniu swojego miejsca…

Ta atmosfera popchnęła mnie, żeby próbować dalej. Szukałam tylko odpowiedniego miejsca, czekałam na kolejną, odpowiednią okazję. I tak pewnego dnia w lipcu 2018 wpadłam na informację, że fundacja, którą bardzo lubię i zawdzięczam mnóstwo ważnej i ciekawej wiedzy, otwiera swoje lokum. W czasie ciąży chodziłam do nich na bezpłatne warsztaty i postanowiłam, że w ramach podziękowania i prezentu stworzę razem z gośćmi, którzy pojawią się na uroczystym otwarciu, logo Fundacji Cali Mali. To był impuls 🙂 myśl, która się nagle pojawiła i nie chciała wyjść z głowy. Pewnie nie bez znaczenia był fakt, że kolory logo Całych Małych są takie piękne i wdzięczne, że po prostu nie mogłam się oprzeć stworzeniu tej mozaiki 🙂

I tak powstała kolejna praca – mozaikowe logo fundacji Cali Mali.

Fundacja zajmuje się rozwojem małych dzieci – od urodzenia do kilkulatków. W związku z tym, że w mozaice potrzebny jest klej, pracę wykonywali głównie rodzice. Małe dzieci radziły sobie jednak po swojemu 🙂 wskazywały element który chcą przykleić, jak również miejsce gdzie ma się znaleźć i z moją lub rodziców pomocą dokładały swoją cegiełkę. Było też kilkoro starszaków – oni już samodzielnie mogli porwać się magii mozaikowania 🙂

Po kilku dniach dokończona przeze mnie praca trafiła w ręce założycielek Całych Małych, cieszy oko i przypomina o tym ważnym dniu otwarcia nowego lokum.

Ten projekt dał mi bardzo dużo radości i kolejne doświadczenia w pracy z mozaiką i z dzieleniem się wiedzą o niej. Bardzo podoba mi się idea tworzenia czegoś razem – uzupełniania się, współpracy, pokazywanie, że nawet jeśli ktoś dołoży tylko jeden kafelek, to jest twórcą czegoś większego.

Potem była chwila oddechu od większych projektów, za to pojawiły się w mojej głowie leśne klimaty. Postanowiłam stworzyć tabliczkę adresową inspirowaną tematyką lasu, która w niedługim czasie trafiła w dobre ręce na ulicę Leśną 1.

Kolejno nastąpił spokojniejszy moment w twórczości widocznej fizycznie, ale głowa cały czas szperała, tropiła, obserwowała- trwały poszukiwania czegoś, co mnie zainspiruje

I jak to bywa – najciemniej jest pod latarnią 🙂

GÓRY!!!! Mozaikowe GÓRY :)))

Przyszła mi na myśl idea mozaikowych gór – zorganizowałam wycinki ze sklejki i zaczęłam działać. W końcu nazwa pracowni i pasja zobowiązują 🙂

Najpierw w głowie, a potem w rzeczywistości, powstały produkty z linii związanej z górami:

stojąca góra, podstawki górskie, świecznik, brelok na klucze

Na specjalne zamówienie Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego stworzyłam górskie statuetki dla klubowiczów z okazji 50 lecia ich działalności oraz z okazji 50 lecia odkrycia jaskini Bańdzioch Kominiarski w Tatrach Zachodnich.

Z potrzeby serca zaangażowałam się na miarę swoich sił i możliwości w akcję Góry dla wcześniaków w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Na charytatywnych aukcjach zostały wystawione moje górskie prace – w tym mozaikowa góra z sercem.

Mozaikowa góra z sercem jest także bohaterką pierwszego filmu, który pokazuje, jak wygląda praca nad stworzeniem mozaiki 🙂

Górska akcja trwa i myślę, że trwać będzie długo. Mam już mnóstwo pomysłów na użycie nowych materiałów, na personalizację, wprowadzenie nowych kolorów, struktur.

Co poza górami w mozaice?

Chcę iść dalej, chcę się rozwijać, tworzyć nowe prace, w których będzie widoczna moja pasja, radość, blask, w których będzie się odbijało światło ognia, świec, kominka, nocnej lampki, lampy naftowej, czołówki czy latarni morskiej ….

Chcę próbować nowych technik, materiałów, wzorów, chcę tworzyć to, co dusza podpowie …

Chcę  stworzyć miejsce, w którym każdy chętny będzie mógł zatrzymać się chwilę nad sobą, zrobić coś własnymi rękoma, uwierzyć we własne możliwości i zdolności.

Chcę kiedyś powiedzieć mojej córce, że zdecydowałam się iść za głosem serca i za tym, co czuję oraz, że mocno jej kibicuję w marzeniach i planach choćby były nie wiem jak niecodzienne i odjechane …

Nigdy nie rezygnuj z tego, o czym nie możesz przestać myśleć nawet na jeden dzień

Przeczytałam ostatnio ten cytat autorstwa Churchila i tym bardziej nie mogę przestać o mozaice myśleć.

Pozdrawiam mozaikowo 🙂

Gosia

Ps. Więcej prac Małgosi znajdziesz tutaj 🙂

https://www.facebook.com/gora.w.chmurach.marzen/

https://www.instagram.com/gora.w.chmurach.marzen/

 


Od zawsze lubiłem coś tworzyć. Pamiętam, jak byłem dzieckiem, podłączałem małą żaróweczkę pod
baterię 9V, obserwowałem, jak żarnik się rozgrzewa i zaczyna świecić. Rozkręcałem, co się dało, a były
to piękne czasy gdzie nakręcany budzik był jak skrzynia ze skarbami – krył w sobie zębatki,
przekładnie, sprężynki i wiele innych niespodzianek. Podstawowe prawa poznawane za pomocą
wszystkich zmysłów. Jako dziecko nie lubiłem książek, ale pasjonowało mnie wszystko. Dwa kabelki,
bateria i żarówka uczyły co to jest obwód elektryczny, językiem sprawdzało się baterie. Świat do mnie
mówił, snuł niekończące się opowieści.

Ołówek często gościł w mojej dłoni. Podczas rysowania, człowiekowi towarzyszy dziwne uczucie:
nagle świat zwalnia, wszystko wokół jest jakby cichsze, a uwaga skupia się na kartce. Biała, pusta
kartka po kontakcie z ołówkiem zaczyna ożywać, chce coś powiedzieć odbiorcy, coś przekazać.
Przestaje być neutralna – to magia, którą odczuwam do dziś.


Jak każdą młodą osobę fascynowały mnie tez komputery. To, że można się dzięki nim zrelaksować
przy grach, ale także i tworzyć. Programy graficzne pozwalały osiągać efekty takie, jakie podziwiało się
tylko w gazetach. W tamtym okresie wojsko stawiało bardzo na rozwój technologiczny, dzięki temu
informatyzacja trafiała do firm, a także do naszych domów. Wszystko tak szybko się rozwijało, że
kolejnym krokiem mojej edukacji były studia Informatyczne- oczywiście specjalizacja Grafika.
Studia, jak to studia przepełnione matematyką, teorią i wieloma innymi tematami, które rozwinęły
we mnie umiejętności logicznego myślenia, działania sekwencyjnego, ale nie zbliżały do sztuki. Po
roku dziennych przeniosłem się na zaoczne, zacząłem też pracę w zawodzie. Nie było łatwo, młody
grafik nie jest atrakcyjny na rynku, ale upór i ciągła praca nad poprawa umiejętności zaowocowały
stanowiskiem Grafika.

Wszystko dobrze się rozwijało, powoli spiąłem się po drabinkach kariery zawodowej. Mogłem
zmieniać pracę na lepszą, mogłem wybierać sobie zlecenia. Było dobrze, a nawet bardzo dobrze.
Długie godziny spędzane za biurkiem w pracy, potem kolejne spędzone przed biurkiem w domu (bo
przecież to nie była tylko moja praca, ale i moja pasja więc poświęcałem jej dużo czasu) odbiły piętno
na moim kręgosłupie. Bóle nasilały się, były coraz dłuższe, a kolejne terapie nie przynosiły skutku. Nie
byłem w stanie przesiedzieć 3 godzin a co dopiero 8 czy więcej.
Pamiętam, że wtedy dostałem od swojej dziewczyny (dziś Narzeczonej) wiertarko/wkrętarkę oraz stół
roboczy. Obudziło się we mnie dziecko. Zacząłem kupować inne narzędzia, do stołu montowałem
ręczną wyrzynarkę i takim o to zestawem zrobiłem pierwsze krzesło. Znowu poczułem pod palcami
słowa, to drewno do mnie mówiło.

Moja Narzeczona uwielbiała sowy, zanim nastała na nie moda. Jeden z pierwszych naszyjników jaki
zrobiłem to była właśnie sowa, wyrzeźbiona w drewnie. Toporna, bez uroku, ale była. Kolejna już
poleciała do Londynu – tak o to powstał mój produkt wizytówka. Drewno zacząłem łączyć z żywicą,
robić formy, uczyć się polerowania. Wiele prób i testów aż do efektu gdzie ludzie zaczęli się tym
zachwycać i kupować.

Dziś czuję, że ból pleców był takim moim wewnętrznym głosem, a raczej krzykiem. Coś we mnie
chciało mi powiedzieć, że odszedłem od tego, co było dla mnie zawsze cenne. Grafika cyfrowa to tylko
zapis binarny, który można w nieskooczoność kopiować. Brakowało mi tego dotyku, tego, że to co
robię, robię rękami i każdy naszyjnik z sową może być podobny, ale nigdy nie jest identyczny.
Brakowało mi zostawiania własnej duszy w przedmiocie, tak jak to robię teraz.


To moja historia, poznaliście mnie, poniżej możecie mnie odwiedzić i zobaczyć, co tworzę. Wielu
moich Klientów łączy się ze mną poprzez moje prace i tak o to stajemy się znajomymi – wiem co się
dzieje w Ich życiu – kiedy zdają prawko, że od 3 lat już nie palą, poznaję Ich prace. Rękodzieło to coś
więcej niż przedmiot, to taka nić pomiędzy dwoma osobami. To jest właśnie magia.

zDymkiem
Instagram zDymkiem
Facebook zDymkiem

1 Comment/Autor