Dziś będzie nietypowo. Oddaję głos Ani z naszego OPLOTKOWEGO TEAMU.

 

Gdyby ktoś spytał mnie 20 lat temu, czy wiążę swoją działalność zawodową z rękodziełem, spojrzałabym na tę osobę, najdelikatniej mówiąc, ze zdziwieniem na twarzy. Ba! 15 lat, 10 lat, a nawet 5 lat temu zareagowałabym w ten sam sposób. 

Dobrze pamiętam, kiedy ta myśl po raz pierwszy pojawiła się w mojej głowie. Taka nieśmiała i wątła: „A może by tak…”

Szczerze mówiąc, na początku potraktowałam ją jako jeden z tych żartów, który kończy się opluciem monitora kawą. Bo niby jak? Potem włożyłam do zakładki marzeń, w rodzaju tych „spędzić miesiąc w uroczym domku na Bora-Bora”. 

Byłoby wspaniale, ale nie czarujmy się…

To niewiarygodne, jaką ewolucję może przejść jedna mała myśl, prawda? Szczególnie że dzisiaj rękodzieło, które daje zarobić na chleb, nie jest już moim marzeniem, jest faktem, choć mogłabym nawet powiedzieć, że staje się trampoliną do zawodowego rozwoju, który zmierza w całkiem innym kierunku…

Ale ja właściwie nie o tym chciałam, a o tym, skąd ta mała myśl się we mnie zrodziła? Odpowiedź jest prosta – dzieci. Patrzyłam na nie i zastanawiałam się, co im przekażę, gdy wrócę do pracy, której nigdy nie lubiłam, w której nie czułam się dobrze. Frustracja, zmęczenie, stres… Ale co, jeżeli nie podołam?

Wiem, że nie jestem jedyną osobą, której przyszło się zmagać z podobnymi dylematem. Wielu rękodzielników postawiło wszystko na jedną kartę, bardzo często w „najgorszym” momencie swojego życia. Chyba tylko nieliczni od początku wiedzieli, że kroczą właściwą ścieżką, choć – jak sądzę – niepozbawioną wątpliwości. 

Ciekawa jestem, jak było z Tobą?

Pamiętasz tę iskrę, która kazała Ci zaryzykować, spróbować? A może jesteś jedną/jednym z tych, którzy wiedzieli? Co Tobą kierowało? Łatwo zapomnieć o tym, od czego wychodzimy, o tych pierwszych powodach naszych decyzji. Szczególnie w trudnych czasach, gdy problemy zdają się walić drzwiami i oknami. 

Taka retrospekcja pozwala odnaleźć umykający sens, zweryfikować cel albo po prostu podjąć decyzję. Zacząć znów działać, na przekór wymówkom, które czasem potrafią przybrać nietypowe kształty…

Czy moje wybory pomogą moim dzieciom zwojować świat? A może przeciwnie? Czy wychowuję liderów, czy tchórzy?

Wspominała też o tym Agnieszka w jednym ze swoich tekstów (do poczytania tutaj >> i do posłuchania tutaj >>), który wywołał niezłą burzę, o czym z kolei można posłuchać tutaj >>

Zachęcając do refleksji, przesyłam dużo ciepła i pozytywnej energii!

Anka z ekipy Oplotek

dołącz do akademii rękodzielnika dołącz do akademii rękodzielnika spotkania w akademii rękodzielnikaakademia rękodzielnika

Nasze ścieżki splotły się podczas wspólnej pracy w Akademii Rękodzielnika. Chyba ani Ania, ani ja nie przypuszczałyśmy, że rękodzielnicze zmagania nabiorą takich kształtów 🙂 

Teraz nie wyobrażam siebie pracy nad OPLOTKI bez Ani refleksji, obsługi Facebooka, studzenia szalonych pomysłów. To dzięki niej skutecznie zamieniam ILOŚĆ na JAKOŚĆ.

I niby zaczęło się od mojego Ani pomagania, a teraz to wraca!

A jak to jest u Ciebie? Czy w Twoim rękodzielniczym świecie też pojawiły się takie nieoczekiwane zamiany ról?

Agnieszka Gaczkowska

 

Spełniło się moje największe marzenie, a ja nawet tego nie zauważyłam!

Gdzieś przeczytałam, że wielu z nas jest tak mocno zaaferowanych codziennością, obowiązkami, tą niekończącą się gonitwą, że zapominamy o swoich marzeniach. 

Kiedy to przeczytałam, pomyślałam sobie „Ja pierdziu – no jak można zapomnieć o swoich marzeniach, przecież to nas napędza na co dzień!!!”.

A kilka dni potem spadł na mnie grom z jasnego nieba.

OOOOO REEEETTTYYY!!!

Moje marzenie właśnie się spełniło. 

I to jeszcze nie byłoby takie dziwne…

Piękne to – powiedziałabym!

Ale dziwne jest to, że ja totalnie przeoczyłam ten moment i przeszłam nad tym marzeniem do porządku dziennego. Oczywiście w głowie mam już kolejne, większe i bardziej śmiałe. Dopiero kiedy sobie uświadomiłam, że żyję życiem, o którym marzyłam, wszystko stało się dla mnie jasne. 

Ale po kolei. 

program online MBA

Sprzątanie

Czas pandemii niewątpliwie sprzyjał generalnym porządkom. Pewnie nie jestem oryginałem, który z tych nudów i bezsilności ciągłego siedzenia w domu, zabrał się za sprzątanie. Na pierwszy ogień poszły stare ciuchy – wydane do siostry, mamy, koleżanek (szczególnie ciążowe – z mocnym postanowieniem pt. „Żeby już Ci do głowy nie przyszło!”). Potem przyszedł czas na szafeczki z „przydasiami”.

 

Wyczyściłam wszystkie zakamarki. Wełny i włóczki, które już stanowczo za długo czekają na swoją kolej, rozesłałam jako niespodziewane upominki dla osób, które kupowały mój kurs szydełkowania on-line link (kocham to uczucie, kiedy do zamówienia ktoś dorzuca choćby najdrobniejszą niespodziankę i sama pomyślałam, ze puszczę dalej w świat tę fajną energię). Kolejne „bazy” mojego osobistego bajzelku odhaczałam na tej mojej mentalnej liście. Aż w końcu nie było innego wyjścia i zabrałam się za biurko i jego okolice (grrr…).

Oj, jakaż była frajda, kiedy znajdowałam starą korespondencję, rachunki, które wydawały mi się gigantyczne, a teraz są codziennością, zagryzmolone szkicowniki, w których powstało logo OPLOTKI, wielkie i małe wizje na przyszłość.

 

Jakież było moje zdziwienie, kiedy znalazłam kartkę, na której zapisałam swoją „wizję wymarzonej pracy”. Nie uwierzysz. Napisałam to ponad 3 lata temu, kiedy dołączyłam do programu Online MBA mojej mentorki biznesowej SIGRUN i przechodziłam przez takie ćwiczenie, podczas którego puszczamy wodze fantazji i zapisujemy najśmielszą wizję. To takie marzenie, do którego dążymy, dzięki czemu nawet w te gorsze dni mamy po co wstawać z łóżka. 

Ja – oczywiście, jak to ja – kartkę gdzieś wcisnęłam i totalnie o niej zapomniałam. Podczas tego sprzątania wpadłam na nią przypadkiem, a kiedy przeczytałam, to się poryczałam…

program online MBA SOMBA

Sprzątanie w głowie

Siedziałam tak i wyłam. Najmłodsza córcia (której jeszcze nie było na świecie, kiedy ta notatka powstawała), co to właśnie wygramoliła się z drugiej drzemki (tylko pozazdrościć tym maluszkom poniżej pierwszego roku życia), przypełzła i przytuliła się do piersi. Popatrzyła tylko na mnie tymi wielkimi, czystymi, bezinteresownymi oczkami i zamknęła je w mruczącym, cieplutkim półśnie…

A ja tak siedziałam i wyłam coraz bardziej, aż przybiegła Lenka (już 7-latka! – rety, jak ten czas pędzi), skonfundowana totalnie (ja z tych twardzieli, co płaczą raczej od wielkiego dzwona) też przywarła tym chudym, napędzanym czekoladą ciałkiem, i wyszeptała:

– Wszystko będzie dobrze, mamusiu, pomogę Ci posprzątać, jak nie masz siły.

Wysmarkałam się w kawałek porozciąganej bluzki (chyba jedyna zaleta Covida, że można trochę w ulubionych ciuchach „podomowych” pochodzić, co to wiecznie w szafie zalegają, bo wstyd założyć, a są tak wygodne, że żal wydać) i zaczęłam się wywnętrzać. 

– Wiesz, kiedy napisałam te rzeczy, miałaś cztery latka, Tomuś około dwóch, a Sarci nawet nie było jeszcze na świecie. Byłam bardzo zmęczona siedzeniem w domu z Wami, kiedy tata tyle pracował. Po tym jak postanowiłam, że będę troszkę mniej pracować, żeby móc z Wami trochę więcej czasu spędzać. To było wtedy, kiedy poznałam tą panią, co zawsze nosi czerwone ubrania. 

Program online MBA

– Tą, co ostatnio tańczyła na komputerze?.

He he. Lenka fikała ze mną do zooma podczas ostatniej konferencji SIGRUN LIVE, na którą co roku zlatują się przedsiębiorczynie on-line z całego świata – do ZURYCHU – gdzie wymieniamy się pomysłami i planami (tutaj znajdziesz relację z zeszłego roku), a która w tym roku z wiadomych przyczyn odbywała się on-line i okazała się jeszcze bardziej energetyczna niż „live” Sigrun LIVE :P. Jako przerywnik stosowałyśmy energetyzujące tańce i wygibasy, żeby ten ogrom wiedzy, inspiracji i działania skondensowany w weekendowym wydarzeniu po prostu jak najskuteczniej pochłonąć. No, a kiedy o tej porze roku spacer to już nie cały dzień, ale raczej godzina lub dwie, to po prostu cała familia zmuszona była partycypować.

– Tak, ta – odpowiedziałam, wycierając resztki łez.

– Ta, co pomaga ciociom zarabiać duuużo pieniędzy na Legoland i kupować piękne domy?

He he.  Ciocie, bo koleżanki z tego online MBA  to już teraz coraz częściej moje serdeczne przyjaciółki albo partnerki biznsowe, a do „cioci” z Danii regularnie zaciągamy całą naszą ferajnę, aby skutecznie demolować jej przepiękny nowy dom (rzeczywiście kupiony dzięki wzrastającym zarobkom, realizowanym jako cele i marzenia… Dokładnie takie jak te moje, na tej kartce… Tylko że na kartce u „cioci Kasi”).

A Legoland, bo to Lenki cel, na który odkłada do skarbonki (no, pewnie ciut pomożemy), żeby nie wydawać na Oreo w szkolnym automacie. Taki cel trochę przez nas podsunięty, żeby nie skończyło się kolejną stłuczoną przez Tomka lampą, ale raczej wycieczką gdziekolwiek, ale poza dom urządzony w stanowczo zbyt pięknym stylu na wizytę naszych 3 urwisów u „cioci Kasi”.

Lenka oczywiście mówiła o „cioci” SIGRUN. Zgrabnie używam mojej mentorki jako takiej trochę mitycznej, ale jednak jak najbardziej prawdziwej postaci, żeby w bajkach na dobranoc opowiadać o kobietach, które zmieniają ten świat na lepszy. Ciocia Sigrun pomaga innym ciociom zarabiać pieniądze: żeby Ciocia Kasia mogła docierać do ludzi, którzy potrzebują wsparcia w nauce Duńskiego, żeby ciocia Gudrun mogła uzdrawiać tańcem coraz więcej kobiet, żeby ciocia Lona uczyła gry na pianinie nawet nauczycieli – i to przez internet nawet w pandemii. I tak dalej, i tak dalej…

oplotki spełnianie marzeń

– Tak. Ta ciocia… – odpowiedziałam i wzięłam głęboki wdech. – Wiesz, ta ciocia kiedyś poprosiła mnie, żebym napisała, dlaczego chcę zarabiać dużo pieniędzy. I wiesz, co napisałam?

Lenka popatrzyła tylko na mnie wielkimi oczami (i mogłabym przysiąc, że pomyślała: „żebyś mogła codziennie jeździć z nami do Legolandu”:P).

– Napisałam, że marzę o tym, żebym mogła mieć dwie ważne dla mnie rzeczy, ale OBIE NA RAZ. Kiedy Ciebie jeszcze nie było na  świecie (tak, Tomcia też, a Sarcia to nawet w planach nie była), bardzo dużo pracowałam. Uwielbiałam to. Lubiłam spotkania z klientami, spotkania z panami na budowie, długie godziny klikania kreseczek na komputerze. Ale kiedy Ty i Tomuś pojawiliście się na świecie, nie chciałam już być gdzieś daleko. Chciałam być przy Was i tulić co chwilę, i bawić się z Wami, i rozmawiać, i szykować jedzonko wspólnie…

– I szydełkować? – dopytała celnie Lenka.

– Tak, i szydełkować.

I to wtedy do mnie dotarło. 

W tamtym momencie mojego życia zmęczona szaleńczą pogonią za karierą (nie zrozum mnie źle, kochałam moją pracę, ale jednak macierzyństwo wykluczało takie tempo, a tak „troszeczkę” nie potrafiłam), ale jednocześnie zmęczona macierzyństwem, desperacko szukałam balansu. Kiedy trafiłam na webinar Sigrun, bez wahania zainwestowałam w jej online MBA wiedziona pierwszym ćwiczeniem, przez które mnie przeprowadziła. Po raz pierwszy od dawna dałam sobie pozwolenie, by MARZYĆ. Tak po prostu uwierzyłam, że można mieć jedno i drugie. Satysfakcjonująca pracę, ale i również szczęśliwą rodzinę.

Tamtego dnia, na tamtym webinarze, napisałam na kawałku papieru swoje marzenie: mieć jedno i drugie. Pracę, która pozwoli zaspokoić moje ambicje jako przedsiębiorczyni oraz macierzyństwo, które pozwoli mi z pietyzmem pielęgnować w sobie matkę, którą chcę być dla swoich pociech. 

I kiedy tak szlochałam na posadzce, nie mogłam się po prostu nadziwić. 

agnieszka gaczkowska program online MBA

JESTEM właśnie w tym miejscu!

Mam jedno i drugie. 

Czasem języczek u wagi przechyla się minimalnie mocniej w kierunku macierzyństwa (zwłaszcza teraz, kiedy wirusowy lockdown mówi „sprawdzam”), a czasem w kierunku biznesu (zwłaszcza kiedy zarywam jakiś konferencyjny weekend albo nadganiam zaległości spowodowane chorymi dziećmi w domu).

Ale generalnie…

Moje najskrytsze marzenie o balansie pomiędzy życiem rodzinnym i satysfakcjonującą pracą się spełniło. 

Tu i teraz. 

A ja już byłam myślami w kolejnym punkcie, przy kolejnym marzeniu…

I nie chodzi o to, że marzenia są złe.

Ale odkryłam, że tak się rozpędziłam w tym ciągłym snuciu coraz większych wizji, że totalnie nie zauważyłam, że moje marzenie sprzed 3 lat to moja obecna rzeczywistość!

aga gaczkowska oplotki

Klikam w klawisze komputera, pisząc ten tekst podczas drzemki chorej Sarci (październik to były aż 3 dni obecności w żłobku, a potem standard każdego maluszka – gluba, ząbkowanie, kaszelek i siedzenie w domu, jak za karę).

Kończę ten tekst chwilę po tym, jak ogłoszono, że od poniedziałku również starsza córka zostaje w domu. Tym razem z powodu zamknięcia, nie choroby. Więc będzie jeszcze trudniej znaleźć chwilę na służbowego zooma albo pisanie, nagrywanie podcastu, obsługę kursu „Pokochaj wycenę rękodzieła” (właśnie ruszyła listopadowa edycja, ale tutaj zapiszesz się na kolejną >>). 

Ale mam ten niesamowity komfort pracy z domu, możliwości żonglowania pracą i domem w superwydajnym tańcu przyjemnego z pożytecznym. Kiedy już nie mogę patrzeć na tańczące przed oczami literki, zaczynam układać Duplo na dywanie. Kiedy już mam dość pisków i krzyków z dziecięcego pokoiku, idę pakować paczki (do kursu szydełkowania i makramy dodaję zestawy materiałów, żeby nikogo nie narażać na bieganie po pasmanteriach w tych szalonych czasach).

Dlaczego Ci o tym wszystkim piszę?

A no dlatego, żeby przyznać się (trochę sama przed sobą), że totalnie nie doceniałam potęgi marzeń (uważaj, co sobie marzysz, bo może się spełnić!). Odkryłam też, że sama droga do marzeń jest chyba u mnie ważniejsza niż marzenia. Tak bardzo pędzę do kolejnego celu i kolejnego, i kolejnego, że po drodze nie zauważam tych kamieni milowych, które mijam w coraz większym tempie!!!

Po co o tym opowiadam?

A no po to, żeby powiedzieć Ci, że TY TEŻ MASZ TĘ MOC!

A wiesz, kiedy się ona wyzwala???

Kiedy podążasz za marzeniami, które nosisz głęboko w sobie. 

Nieważne są te popularne, te z okładek, te WIELKIE.

Ważne są te Twoje. Nawet takie najmniejsze.

Bo kiedy spełniasz choćby najmniejsze z nich, zaczynasz wierzyć, że MASZ TĘ MOC i sięgasz po coraz śmielsze wizje siebie za 3… 6… 9… 12… lat. 

Trzymam kciuki za Twoje marzenia. 

One też się spełnią, tylko odważ się zrobić w ich kierunku pierwszy krok. 

Najlepszy czas, żeby to zrobić, był wczoraj.

(Drugi) najlepszy – to tu i teraz.

Zacznij z tym, co masz. 

I nie oglądaj się za siebie!

aga gaczkowska

Agnieszka

 

dochodowy biznes handmade

biznes handmade

Dlaczego niektóre z nas rzucają wszystko i wyjeżdżają budować szkoły w Afryce, a inne pną się po szczeblach korpo kariery? Dlaczego niektóre trwają u boku mężów, otoczone gromadką dzieci, oddając każdą wolną chwilę ich potrzebom?

A no dlatego, że dla każdej z nas SUKCES to coś zupełnie innego. Dla jednej to poczucie, że zmienia świat na lepszy, dla innej przybywające cyferki na koncie, a dla jeszcze innej to po prostu czas spędzany z rodziną.

Każda z nas definiuje sukces inaczej. Warto zdać sobie sprawę z tego, że tak samo różne są biznesy tworzone w oparciu o rękodzieło. 

To, czy osiągniesz „SUKCES,” zależy tylko od Ciebie, ale paradoksalnie – nie znaczy to więcej pracy…

Znaczy to więcej refleksji nad tym, czym właściwie ten SUKCES dla Ciebie jest!

JAK ZACZĄĆ BIZNES HANDMADE

Jak zbudować biznes handmade

Jak się domyślasz – odpowiedź brzmi „to zależy”. 

To zależy od tego, co jest Twoim celem. I nie mówię tu tylko o finansach (dla jednych fajny biznes to ten, który płaci rachunki i pozwala na ciekawe wakacje, dla innych wystarcza „dorobienie” kilkuset złotych do stałej pensji, a jeszcze innym marzy się nowa Tesla w leasingu). 

Nie tylko o finansach mowa.

Dla jednych własny biznes w oparciu o rękodzieło (inaczej: biznes handmade) to forma zarobku „na chleb”, dla innych to „dorobienie na masełko”, a dla jeszcze innych to po prostu sposób na karmienie ducha (to, co lubimy robić kilka godzin w miesiącu jako hobby, zmaksymalizowane do pełnego etatu, który staje się regularną pracą).

Niezależne od tego, gdzie lokujesz siebie i swój biznes handmade, pierwszym krokiem do realizacji celu jest określenie dokładnie, czym on jest. 

biznes a rękodzieło

Czym jest dla Ciebie sukces?

Postawienie własnego sklepu on-line, w którym sprzedajesz swoje prace? A może przeprowadzenie warsztatu rękodzieła? 

Może dla Ciebie sukces to fajne współprace ze znanymi markami producentów materiałów do rękodzieła? (Nie wiem, jak Ty, ale gdyby ktoś przysyłał mi nowe włóczki do testowania i jeszcze za to płacił… to byłby niezły awans!).

W moim przypadku to była prosta kalkulacja.

Czuję, że odnoszę sukces, kiedy starcza na rachunki i rozwój firmy. Fajnie, jeżeli zostaje na dobrą książkę i program rozwojowy, choć to nie jest mus każdego tygodnia czy miesiąca. Osiągam cel, kiedy – jak co roku – grudniowe rękodzielnicze żniwa przynoszą dużą rezerwę finansów na pierwszy kwartał kolejnego roku. Sukcesem nazywam swój biznes jednak dopiero wtedy, kiedy czuję, że wspiera mnie w roli obecnej mamy, żony, która ma na twarzy uśmiech spełnienia i koleżanki „po fachu”, która inspiruje do działania, rozwoju, wzrostu. No i kiedy mogę nałogowo kupować rękodzieło, nie oglądając się na jego ceny. 

zarabianie na rękodziele

Ot, taka moja definicja sukcesu…

U Ciebie wcale tak być nie musi. Rozumiesz, do czego zmierzam?

Kiedy zrozumiałam, że każda z nas ma swoją własną definicję sukcesu, bardzo mocno wpłynęło to na strukturę mojego autorskiego programu wsparcia twórców rękodzieła.

Akademia rękodzielnika ma na celu wspierać Cię w budowaniu biznesu handmade.

Sukces jednak  definiujesz samodzielnie, a im jaśniej określisz swój cel, tym lepsze efekty osiągasz w programie. 

Tutaj przeczytasz więcej o Akademii rękodzielnika >>

A tu przeczytasz historię powstania tego programu >>

akademia rękodzielnika

Wkurw.

Wkurw. 

Dobrze czytasz, choć nie mam w zwyczaju używać takich słów, ba! ja nawet nie przeklinam na co dzień!

Ale inaczej nie potrafię wyrazić tego, co się w Polsce dzieje… 

I daleka tu jestem od oceniania, czy aborcja jest dobra, czy zła. Jako matka trójki mam łzy w oczach na samą myśl, że mogłabym kiedyś stanąć przed obliczem takiej decyzji. 

Moje macierzyństwo jest łatwe (o ile jakiekolwiek takie jest).

Trójka zdrowych dzieciaków.

Wspierający (no, trochę wymusiłam to wspieranie, ale to inna historia) mąż.

Nigdy nie poroniłam. 

Nigdy nie byłam nawet w okolicy decyzji o aborcji. 

Największą chwilę grozy przeżyłam podczas konsultowania wyników badań prenatalnych. Ginekolog się pomylił i odczytał wynik innej pacjentki. Zaczął mówić, że ryzyko nieznacznego upośledzenia mojego dziecka wynosi 1:10.

Wpadłam w panikę, popłoch, zalałam się łzami, a kamień gigant przygniótł wszystko inne, co wydawało mi się w tamtej chwili superważne. Po 15 minutach pielęgniarka weszła z prawidłowym wynikiem (w sensie moim właściwym) i świat znowu stał się słoneczny.

Mimo mojego wieku 35+ (wiek podobno już „ryzykowny”, więc prenatalne są obowiązkowe), Sarcia rosnąca pod moim sercem otrzymała „zielone światło” i gigantyczne prawdopodobieństwo, że wszystko pójdzie w jak najlepszym kierunku. 

A co gdybym musiała kiedyś stanąć przed taką decyzją?

A co gdyby moja córka musiała?

A moja koleżanka, kuzynka, jakakolwiek inna kobieta?!

Nie ma we mnie zgody na to, żeby ktokolwiek podejmował tak trudne decyzje za nas!

I choć nie mam pojęcia, co robić, zrobię, co czuję.

wkurw

Namawiam Cię do zarabiania PIENIĘDZY!

Tak!

Kasy, siana, mamony.

Możemy sobie myśleć, że to takie nieeleganckie. Niekobiece nawet (tak mi kiedyś zarzucono). 

Ale brutalna prawda jest niepodważalna. 

One mają realną władzę. 

Pieniądze.

Kiedy je masz – możesz wesprzeć partię, organizację pozarządową, ba! możesz kupić reklamy na Facebooku i promować idee, w które wierzysz… 

Dlatego zarabiam na handmade. 

Nie wstydzę się tego. 

Uczę innych twórców zarabiać. 

I jestem z tego dumna. 

Teraz bardziej niż kiedykolwiek. 

Podcast to projekt, który kosztuje mnie ogrom pieniędzy.

Więc cieszę się, że je mam.

Stać mnie, aby powiedzieć głośno, co czuję. 

Stać mnie wyrazić WKURW tak głośno, jak tylko potrafię, żeby dotrzeć do CIEBIE po drugiej stronie. Choć pewnie bez KASY na podcast nigdy bym Cię nie poznała. 

kobieto zarabiaj pieniądze

Powiedzmy to głośno!

Czas się ocknąć i na poważnie zarabiać pieniądze.

Czas zacząć się cenić. Nawet jeżeli sama nie wierzysz, że TWOJA PRACA jest warta DUUUŻO, to uwierz, że zarabiasz, by móc wspomagać…

Zmienia perspektywę, nie?

I trzymam kciuki za Twoje sukcesy finansowe. 

Niezależnie od tego, czy jesteś przedsiębiorczynią, czy osobą na etacie. Czy jesteś młoda, czy starsza, czy pro, czy anty. 

Bo wtedy masz realny wpływ. 

Świata nie zbawię, wszystkim nie pomogę, ale w takich chwilach czuję mocniej niż kiedykolwiek, że twórcom rękodzieła potrafię pomagać – pomagać zarabiać, wyceniać, promować.

A że to branża kobieca (jak mało która), apeluję do Ciebie:

Nie wstydź się żądać więcej! Miej realny wpływ. Kiedy pieniądze i władza będą w rękach kobiet, a nie podstarzałych panów, takie cuda jak 22.10.2020 nie będą miały miejsca.

Nie mam więc grama wstydu, by promować kurs, który rusza w listopadzie.

Teraz bardziej niż kiedykolwiek wierzę, że jest BARDZO POTRZEBNY w naszej handmade niszy!

zarabiaj pieniądze na handmade

Pokochaj wycenę rękodzieła

Zarabiaj pieniądze na handmade.

Dużo pieniędzy. 

I miej realny wpływ. 

Niezależnie od tego, na co je wydasz! Wydając na to, co TY CHCESZ, masz realny wpływ na rzeczywistość, w której żyjemy. 

Startujemy w listopadzie. 

I wiem, że będzie OGIEŃ. 

Ja płonę. 

Bo ogarnia mnie – WKURW. 

 

kurs szydełkowania online

 

Pamiętasz jeszcze zajęcia ZPT?

Taka plastyka, tylko dla starszaków. Czasem gotowanie, czasem jakieś podstawy elektronicznych układów, a czasem tkanie, zaplatanie i dzierganie… U mnie to był moment triumfu! Kiedy byłam mała, babcia nauczyła mnie szydełkowania krok po kroku. Kiedy pani nauczycielka zaczęła więc wykładać podstawy słupków, oczek i półsłupków, miałam swój mały moment chwały.  Ja tę „czarną magię” znałam na wylot, ale kolega, z którym wiecznie konkurowałam w wyścigu o lepsze stopnie z polskiego czy matmy, poległ!

Ha!

Jakaż to była frajda! 

Mogłam uczyć koleżanki i kolegów z klasy tak jak „moja pani”!

Ależ się czułam wtedy ważna. A jaka mądra 😛

Fajne wspomnienie. 

Potem przyszło życie. 

Lata nauki, wymarzony zawód (architektura) i to przytłaczające poczucie, że choćby nie wiem ile się uczyć, zawsze będzie coś nowego, czego jeszcze nie znam. Nowy materiał na elewację, nowy rodzaj faktury do wnętrza albo totalna zmiana trendów (a wtedy cała zabawa zaczyna się od nowa). 

Kiedy zrobiłam sobie przerwę zawodową (czyt. macierzyństwo), trochę odetchnęłam od tego wiecznego dokształcania, bo na nowo odkryłam szydełkowanie.

Szydełkowanie – mój sposób na relaks

Znajomy luz.

Oj, jak przyjemnie było projektować koce, pledy, dywany i pufki z poczuciem, że tutaj wszystko jest „stałe”. 

W końcu szydełkowanie to na dobrą sprawę kilka podstawowych splotów. Potem ogranicza Cię tylko wyobraźnia!!!

I znowu poczułam tę frajdę. 

Radocha, że wiem, że ogarniam, że panuję nad tą materią 🙂

Pamiętasz jeszcze to uczucie?

Szydełkowanie daje taką właśnie frajdę z robienia rzeczy własnymi rękami. Taką MOC sprawczą. Pamiętam radość koleżanek i kolegów z podstawówki, kiedy już potrafili zapleść swój „łańcuszek”. Odkryłam, że taką radochę potrafię dawać też dorosłym!!!

Długie godziny w domu spędzałam na kreatywnym urządzaniu naszych wnętrz przy pomocy mięciutkich, ręcznie dzierganych akcesoriów wnętrzarskich. Kolejne koleżanki („po fachu”) uświadamiały mi, jak ogromna jest wartość tego rękodzieła w kategoriach dostosowywania się do dowolnych wnętrz: kolor, faktura, materiał, czas wykonania, możliwość zmiany (w końcu zawsze można spruć dywanik, który się znudził i zamienić na pufkę). 

To one uświadomiły mi też, że warto dzielić się tą umiejętnością (bo ochoczo przesiadywały u mnie na „kawce” i wspólnie dziergały). 

Po pewnym czasie, kiedy radość macierzyństwa powoli zamieniła się w rutynę, zaczęłam prowadzić warsztaty szydełkowania, żeby po prostu wyjść na plotki i złapać równowagę psychiczną. W relaksujących oparach kawy, w poczuciu, że daję innym kobietom taką właśnie frajdę tworzenia, zrozumiałam, że to coś cennego. 

Coś, czym warto się dzielić dalej. 

Kilka miesięcy zajęła mi „rozkmina”, jak mogę się dzielić tym „darem” bez ograniczeń (jeszcze jeden warsztat w tygodniu i mąż wystawiłby mi walizki za drzwi…).

nauka szydełkowania

Zrobię kurs szydełkowania online! 

W końcu skoro można uczyć biznesu, copywritingu, ba, nawet szycia przez internet, to czemu by nie spróbować z szydełkowaniem. 

I zaczęło się. 

Nauka narzędzi, WordPress, grupa na Facebooku, nagrywanie filmików, trzaskanie zdjęć, obróbka.

Godziny, dni, tygodnie nieustannej pracy. 

Zanim trafiłam na mentorkę biznesową, która pokazała mi, jak sprzedaje się takie produkty cyfrowe, wydałam krocie na pseudonauczycieli biznesu on-line. Masa wpadek, ale dopięłam swego!

Kurs szydełkowania krok po kroku

Trzy lata temu – aż nie mogę uwierzyć, że to już tak dawno – powstał kurs szydełkowania online!

Od tego czasu niezmiennie pomaga kolejnym osobom opanować  sztukę dziergania w łatwy i przyjemny sposób. 

Bez godzin na YouTube i frustracji, że nie wychodzi. 

Przy wsparciu społeczności w facebookowej grupie. 

W jasnych, uporządkowanych krokach. Dzięki kolejnym uczestnikom i ich feedbacku kurs jest ciągle ulepszany.

Nie przypuszczałam, że rękodzieło stanie się moim narzędziem do zawodowego powrotu. 

Nie da się ukryć, że niezmienność magii rękodzieła i jego uniwersalny charakter we wnętrzach mocno mnie uskrzydla. Coraz częściej używam rękodzielniczych akcentów w swoich realizacjach, ale też i uczę, że nie trzeba być „wnętrzarzem”, żeby móc swój dom urządzić ze smakiem. 

Nie potrzeba też pokaźnego budżetu (rękodzielnicze prace potrafią kosztować krocie w internetowych butikach). 

Można po prostu zrobić samemu. 

To dlatego w kursie szydełkowania online skupiam się nie tylko na nauczeniu Cię techniki, ale również na nauczeniu Cię, jak projektować własne prace. Staram się zachęcić Cię do eksperymentowania i szukania własnego rozmiaru, koloru, wzoru. Daję Ci raczej wędkę niż rybę (a właściwie szydełko i sznurek zamiast gotowej pracy). 

kurs szydełkowania krok po kroku

Jak działa kurs szydełkowania online?

Przechodzisz kolejne moduły – od omówienia szydełek, sznurków, włóczek i podstawowych splotów przez ćwiczenie prostych projektów po naukę bardziej zaawansowanych prac. Na sam koniec potrafisz projektować własne wzory i do tego też bardzo Cię zachęcam. 

Do kursu dołączam grupę na Facebooku, gdzie kolejne „pokolenia” kursantek pomagają sobie wzajemnie, dyskutują na temat ulubionych sznurków i dzielą się podpowiedziami, gdzie kupować najfajniejsze włóczki. 

Jeżeli Ty też odkładasz frajdę dziergania na wieczne potem – to może być ten moment!

 Szydełkowanie krok po kroku – to naprawdę proste! 🙂 

Oczywiście nie będę Cię tutaj popychać do zakupów, pisząc, że kurs szydełkowania online nagle zniknie, jeśli dziś, tu i teraz, go nie kupisz… 

Kurs szydełkowania nie ucieknie, ewentualnie stracisz kolejny dzień frajdy dziergania 😉

Ja tymczasem uciekam, ale zostawiam Cię z galerią fotek szydełkowych prac, które z pewnością ogarniesz i Ty, kiedy już opanujesz nawet najbardziej podstawowe sploty. 

szydełkowanie krok po krokuszydełkowanie krok po kroku szydełkowanie krok po kroku szydełkowanie krok po kroku szydełkowanie krok po kroku szydełkowanie krok po krokujak nauczyć się szydełkowania jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkowaćjak nauczyć się szydełkowania jak nauczyć się szydełkowania

drogie rękodzieło

Dwie stówy za poduszkę ze śmieci?! Oszalałaś?!

Takimi słowami mąż powitał kolejne z moich instagramowych znalezisk. Mam jakąś taką dziwną przypadłość, że szperam – szczególnie wieczorami i nocą, kiedy maluda skutecznie wyrywa mnie ze snu „na karmienie” – i kompulsywnie kupuję rękodzieło…

A potem przychodzą do domu paczki i paczuszki, które mąż skrzętnie przechwytuje i krytykuje 😉

Nie pytaj, z jakim oburzeniem przywitał informację, że za podusię (taką do samochodu, na kark) zapłaciłam nieco ponad sto siedemdziesiąt złotych przesyłką…

No i oczywiście, kiedy powiedziałam mu, że przekonała mnie informacja, że to materiał z recyklingu, to obruszył się jeszcze bardziej!!!

Czyli jakieś resztki z odzysku, tak?!

I za to tyle dałaś?!

Przecież na allegro bym Ci znalazł za dwie dychy!

rękodzieło less waste

Mąż nie kuma mojej słabości do nurtu less waste, sam jest minimalistą totalnym, więc prędzej nie kupi w ogóle, niż wyda na coś, co nie jest absolutnie potrzebne. No i zawsze tym argumentem „wygrywa” wyścig pt. „Kto jest bardziej eko”.

Nie pytaj, jaki argument mu dałam, kiedy próbowałam wybrnąć z impasu słowami:

Ale ta poduszka jest wypełniona łuską gryki!

Odpowiedział:

Czyli odpady spożywczo-przemysłowe zapakowane w śmieci?! NO BRAWO!

rękodzieło zero waste

I zaprzestałam dyskusji.

Wróciłam do komputera i dopisałam kolejną notatkę do drugiego modułu kursu o wycenie rękodzieła:

„Opowiedz o tym, dlaczego cena nie ma znaczenia, jeżeli wartości, które komunikujesz swoim produktem, są ważniejsze niż kilka złotych więcej”.

Popatrzyłam na moją podusię-liska i zatęskniłam za dalekim wyjazdem – tym razem z karkiem łagodnie otulonym, a nie „połamanym” od samochodowych wstrząsów…

podusia lisek oplotki

A Ty?

  • Jak myślisz, czy rękodzieło musi być drogie?
  • Kiedy ostatnio kupiłaś rękodzieło?
  • Było drogo?
  • A może tanio?
  • Co poczułaś, klikając guzik „kupuję”?
  • Może coś, co sprawiło, że postanowiłaś wreszcie zmierzyć się z tematem wyceny rękodzieła?

Pokochaj wycenę rękodzieła – ZAPISZ się na kurs

Jeżeli tak, zapisuj się na stronie dla zainteresowanych kolejną edycją kursu Pokochaj wycenę rękodzieła i przeglądaj kolejne wideo, które przesyłam do Ciebie (mailowo), aby umilić czas oczekiwania 🙂

 

rękodzieło czy jest drogie

RĘKODZIEŁO ile to kosztuje

Rękodzieło – ile to powinno kosztować? I dlaczego tak trudno jest samemu wycenić wartość swojej pracy? Dziś mam dla Ciebie prawdziwą historię. Wycena rękodzieła to trudna sprawa, ale jeśli tylko chcesz, możesz się tego nauczyć.

 

Mam koleżankę (oczywiście nie zdradzę jej imienia), która w końcu postanowiła spróbować swoich sił w „byznesie”.

Często pytała:

Ile to powinno kosztować według Ciebie?

Generalnie – delikatnie mówiąc – „tłukłam jej do głowy” (no bo inaczej nie da się tego określić), żeby NIE SPRZEDAWAŁA swoich szydełkowych toreb TAK TANIO!

jak wycenić prace szydełkowe

Podliczała koszt materiałów, na oko dodawała „coś tam dla siebie” i była super zadowolona, kiedy udało się sprzedać.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie z płaczem:

Musiałam zrezygnować z zamówienia za kilkanaście tysięcy złotych!!!

Zapytałam:

Co? Oszalałaś?!

a w duchu pomyślałam, że to wino, co miałyśmy razem wypić, jak już przestaniemy karmić piersią, to obaliła sama. 

Odpowiedziała: 

Nie, niestety.

jak wyceniać szydełko

Zadzwonił do niej nasz wspólny kolega – korpowyjadacz.

Pani z działu HR zapytała, czy nie zna kogoś, kto wykonałby prezenty dla wszystkich kobiet w firmie. W tym roku dyrekcja zadecydowała, że Dzień Kobiet ma być hand made, zero waste i made in Poland. (Ha! W końcu made in china jest już ble nawet dla korpo!).

Jak się domyślasz, kolega znał tę moją szlochająca mi w słuchawkę artystkę. 

Polecił ją, zarekomendował najlepiej, jak potrafi, powiedział, że dla swej żony kupił u niej hand made szydełkową torbę za xxx zł (nie wyciągniesz ze mnie za ile, bo to psucie rynku, zaniżanie cen i rozbój w biały dzień, który aż w oczy szczypie) z opakowaniem!

Pani z działu HR bardzo się ucieszyła, nawet już pociągnęła za sznurki, przygotowała budżet i wszystkie papiery (wiesz, jak to w korpo – machina szefów musiała pozatwierdzać, podpisywać i w ogóle cała kampania).

ile kosztuje rękodzieło

Kiedy do niej (tej mojej koleżanki, nie pani z działu HR) zadzwonili z super newsem, spodziewali się czegoś w stylu:

Ogromnie dziękuję za zamówienie. Tutaj konto – proszę przelać zaliczkę na materiał, jutro wysyłam podpisany skan umowy na maila.

Tymczasem usłyszeli: 

To jest niewykonalne.

A czemu?

I tu zostawię Cię ze zgadywanką. Bo:

  • nie była w stanie wydziergać tylu prac w zadanym czasie?
  • kiedy chciała poprosić koleżankę od szydełkowania o pomoc (jak myślisz, do kogo zadzwoniła?), to jej powiedziała, że za tyle (niezależnie, czy licząc za produkt, czy za godzinę dziergania), to nawet made in china drożej wychodzi, więc niech gna do Pepco i modli się, żeby coś było na przecenie
  • kiedy chciała zadzwonić do konkurentki, z którą się podglądały i obniżały cenę o 50 groszy co jakiś czas, żeby było taniej od tej drugiej, to jej jakoś głupio było. No bo jak to teraz tak po prostu pomóc/współpracować, podzielić się zyskiem… (Jakim zyskiem? Nawet na podatek od tego zlecenia braknie, więc by pewnie jeszcze dołożyły)?
  • powiedziała, że nie da rady, bo ma pilny wyjazd. Po prostu nie wiedziała, co ma począć i zadzwoniła do zgadnij kogo i szlochała w słuchawkę. 

Masz rację – każda z odpowiedzi to smutny finał tej historii.

PS. Moja koleżanka się „zbiera”…

rękodzieło ile to kosztuje

Rękodzieło – ile to powinno kosztować?

Wierzę, że ta cała przygoda była po to, żeby unaocznić jej, że WARTO ZASTANOWIć SIĘ NAD WYCENĄ swojego rękodzieła 🙂

A Ty? Jak myślisz, czego nauczyła nas wszystkie ta historia?

Jeżeli tego, że lepiej zmierzyć się z niełatwym tematem wyceny rękodzieła od razu, zamiast odkładać na wieczne potem – MASZ RACJĘ. 

Tym bardziej zapraszam Cię do dołączenia do rosnącej grupy osób, które wezmą udział w kolejnej edycji kursu na temat wyceny rękodzieła. 

Zapisz się, żeby otrzymać na skrzynkę e-mail powiadomienie o starcie kolejnej edycji. 

ZAPRASZAM >> https://oplotki.pl/pokochaj-wycene-rekodziela-strona-zapisu/

 

kulisy kursu online

kulisy kursu online oplotki.pl 

Dlaczego postanowiłam uczyć innych, jak wyceniać rękodzieło?

Będzie zawile i z detalami – ostrzegam!

Pytacie o to, jak ja się uczę „robić biznes online” i jak to przekładam na „polską rzeczywistość” branży rękodzieła – to (w końcu) przysiadłam i piszę…

Będzie o tym, jak powstawał kurs, którego kolejna edycja już niedługo. 

Wierzę, że kiedy opowiem Ci, jak i dlaczego powstał, zrozumiesz, dlaczego jest tak skuteczny.

SOMBA, czyli ONLINE MBA

Kiedy zdałam sobie sprawę, że chcę, żeby rękodzieło dla wnętrz stało się dla mnie regularnym źródłem utrzymania, takim jak była (i właściwie ciągle jest) architektura, nie łudziłam się, że „samo się zrobi”.

Żeby zostać architektem, potrzebne były umiejętności, studia, praktyka zawodowa i rozsądna strategia biznesowa. Tak samo założyłam, że będzie w przypadku biznesu w oparciu o rękodzieło. 

Umiejętności były – babcia nauczyła szydełkowania i podstaw wielu innych technik, a resztę szlifowałam w praktyce dzięki kursom internetowym i warsztatom stacjonarnym. 

Studia? No nie koniecznie, ale potraktowałam naukę podstaw technik rękodzielniczych jak studiowanie. Zgłębiałam na podstawie literatury, przyglądałam się „profesorom” (najczęściej zbliżone wiekiem do moich wykładowców kobiety = rękodzielnicze encyklopedie) i po prostu próbowałam (oj, aż żal tych kilometrów sznurków i włóczek, które maltretowałam swoimi koślawymi słupkami i półsłupkami).

jak zrobić kurs online somba

Jako praktykę zawodową potraktowałam warsztaty rękodzieła (głównie szydełkowania, ale teraz również podstaw makramy, haftu, filcowania na mokro). „Bycie z ludźmi” na żywo nauczyło mnie więcej niż jakiekolwiek lekcje albo teoria. Teraz już rozumiem, dlaczego najlepiej uczymy SIĘ, ucząc innych – po prostu każde nowe pytanie „ucznia” to bodziec do kolejnej „rozkminy”.  I przyznam, że tutaj najcenniejsze było podejście! 

OTWARTOŚĆ NA POPEŁNIANIE BŁĘDÓW – to, że dawałam sobie prawo, aby na jakieś pytanie odpowiedzieć „nie wiem”. Oczywiście później doczytywałam, dokształcałam się i wracałam z wyczerpującą odpowiedzią, ale po prostu nie bałam się uczyć. W końcu nikt z nas nie wie wszystkiego. Takie nastawienie uchroniło mnie przed załamaniem się, kiedy „wymiataczka” haftu wpadła na warsztat i wstydziłam się, że właściwie to ona mogłaby tego haftu uczyć mnie (zresztą nawiązałyśmy współpracę i do dziś prowadzi u nas OPLOTkowe warsztaty od czasu do czasu ☺). 

Dałam sobie prawo uczyć PODSTAW, bo dla początkujących jestem idealnym nauczycielem – zaledwie mały krok przed nimi – i uczę z wyrozumiałością, humorem. Sama dobrze pamiętam, jak to jest z przerażeniem patrzeć na igłę i tamborek albo wieszak do makramowej dekoracji ☺. Kiedy potrzeba więcej – zapraszam na warsztaty dla zaawansowanych, które prowadzą już nasze OPLOTKowe „wymiataczki”.

Rozsądna strategia biznesowa to podstawa

Jak się domyślasz – rozpiszę się nad tym ostatnim krokiem, czyli rozsądną strategią biznesową. 

Jako dziecko pary przedsiębiorców (mama po latach pracy w księgowości i handlowania na lokalnych targowiskach prowadzi od ponad 20 lat własny sklep; tata robił już chyba wszystko: od naprawy sprzętu RTV i video – zgodnie z wyuczonym zawodem – po prowadzenie wypożyczalni kaset video i „budowlankę”) wyssałam ten dreszczyk emocji życia przedsiębiorcy „z mlekiem”.

Nawet kiedy pracowałam w kolejnych biurach architektonicznych, aby „nauczyć się zawodu”, robiłam notatki, żeby ogarniać własne biuro (do dzisiaj śmieję się z tych zapisków pt. „Rób spotkania przy kawie i gadaj z ludźmi, nie pozwól im się poczuć, jak kolejny komputer w leasingu,  to oni są najważniejszą częścią Twojej firmy”). 

ALE..

strategia biznesowa rękodzielnika

O ile tradycyjnego „biznesu” można się było uczyć w praktyce, prowadząc po prostu swoją działalność, o tyle kiedy startowałam z OPLOTKI nie bardzo miałam w swoim otoczeniu osoby, które odniosłyby sukces, prowadząc biznes online. I to jeszcze w oparciu o (podobno) niedochodowe rękodzieło. I na dodatek chętnie chciałyby się dzielić know-how. Podglądałam Panią Swojego Czasu, Hakerki, Kaśkę Żbikowską, ale ciągle czułam, że to nie taki model biznesowy, w jakim mogłabym się poczuć „u siebie”. 

Wyszłam z założenia, że po prostu muszę znaleźć miejsce, gdzie mogę pooglądać różne modele biznesowe, bo ewidentnie takiego biznesu, jaki chodził mi po głowie, jeszcze nie spotkałam. Naturalnie pomyślałam o studiach biznesu. Skoro uczy się tam przy pomocy case studies, czyli przykładów, to jedyna słuszna droga. 

Przeglądając z przerażeniem koszty podjęcia studiów MBA trafiłam na SOMBA >>

Okazało się, że deficyt przykładów biznesów online, na których bazie można by się uczyć tego nowego rodzaju przedsiębiorczości, jest powodem, dla którego Sigrun stworzyła swój Online MBA. I jak się domyślasz – w tym programie przykładów biznesowych nie brakuje. 

Ten program zmienił moje patrzenie – nie tylko na biznes, przedsiębiorczość, ale również podejście do posiadania wiedzy, wpływu, własnego zdania, prawa do kreowania rzeczywistości wokół mnie. 

Niezależność finansowa rękodzielnika

Skracając długą historię (więcej spokojnie poczytasz w artykule SOMBA CO TO TAKIEGO, zrozumiałam, że realny wpływ na swoje życie mam wtedy, kiedy jestem niezależna finansowo. 

Nie zrozum mnie źle. Jestem partnerką mojego męża – również finansowo. Ale dopiero po wielu latach prowadzenia swoich biznesów dotarło do mnie, jak WAŻNE są pieniądze. 

Jak na ironię dostrzegłam to dopiero, kiedy przyglądałam się twórcom rękodzieła, u których panował (i niestety panuje) wieczny deficyt…

Kiedy podaję ceny swoich usług architektonicznych, nie mam z tym najmniejszych problemów. W końcu szuflada dyplomów i lata doświadczenia robią swoje dla poczucia własnej wartości. Ale kiedy miałam wycenić szydełkowy puf, dywanik albo (o zgrozo!) wziąć pieniądze za warsztat szydełkowania (czyli trzygodzinne plotki przy kawie w dobrej knajpce, które właściwie traktowałam jako rozrywkę od pieluchocodzienności), pojawiał się niewytłumaczalny zgrzyt. 

niezależność finansowa rękodzielnika

Okazuje się, że nie tylko ja tak miałam (i właściwie ciągle mam, bo cierpię katusze, kiedy mam podnosić ceny) i bez konkretnych narzędzi, sprytnych sposobów i sprawdzonych metod po prostu nie da rady. 

W ramach akcji SOMBA SUMMER SCHOOL (taka przyjazna nazwa na „zapierdzielamy, kiedy wszyscy wylegują się na plażach”), przypuściłam atak na zmorę twórców rękodzieła – wycenę. 

Wycena rękodzieła – od czego zacząć? 

W ciągu wakacji 2020 powstał kurs „POKOCHAJ WYCENĘ RĘKODZIEŁA”.

Pierwsza edycja  tradycyjnie była bezpłatna. Wszystko po to, aby jak największa liczba uczestników mogła przez kurs przejść w najgorszym możliwym czasie na pracę nad trudnymi kwestiami, czyli w wakacje. Wiedziałam, że jeżeli kurs zadziała wtedy, to zadziała zawsze!

Kiedy przeglądałam skrzętnie tworzone przez ostatnie lata notatki dotyczące sposobów na wycenę swoich prac, usług, działalności, szybko zorientowałam się, że jest tego za dużo!

Nie chciałam, aby uczestnicy kursu utonęli w hałdach wiedzy teoretycznej, jednocześnie chciałam, aby mieli konkretne efekty. 

Zaczęłam więc od tych efektów.

Zadałam sobie pytanie:

Z czym mam największy problem w kwestii wyceny?

…i okazało się, że nie jestem jedyna.

Zmaganie się z samooceną, wewnętrzny głos mówiący: “A kto to kupi tak drogo, a to za tanio, pomyślą, że chińską tandetę sprzedajesz”. Tak źle i tak niedobrze. Niezależnie z jakiego mądrego wzoru, narzędzia czy kalkulatora bym nie korzystała, cena zawsze budziła jakieś wątpliwości. 

Nawet kiedy już wydawało mi się, że cena jest „prawidłowa”, wtedy zawsze trafiał się ktoś, kto mówwił 

Co tak drogo?!

Pani oszalała? Kto to kupi za tyle???

To chyba jakaś chińska podróba… Pani się to opłaca??

Każdy z takich komentarzy zawracał mnie do punktu zero w moich zmaganiach z wyceną.

Kiedy przygotowałam ankietę dla uczestników kursu i zadałam w niej pytania, co sprawia w kwestii wyceny największy problem, odkryłam, że nie jestem sama. Inni też tak mają!

Nieliczenie jest problemem! Każda z nas podstawy matmy zna i wie, że jak to ma być biznes, to zyski mają przewyższać koszty, no i ma zostać trochę „na górkę” (tak z grubsza można streścić wszystkie obliczenia i kalkulacje). (No chyba że chcemy mieć kosztowne hobby, a nie biznes).

Problemem jest za to poczucie, że ta kwota, którą ostatecznie po tych wszystkich wyliczeniach wybieramy, jest tą słuszną!

I tu mnie olśniło!sposoby na wycenę

Wycena produktów – jak to zrobić dobrze?

Nie chodzi tak bardzo o to, jak wyceniać (oczywiście te wszystkie kalkulacje to napakowany konkretem pierwszy moduł), ale o to, jak czuć się dobrze z taką wyceną, żeby:

  • nie obniżać w panice cen, kiedy nikt jeszcze nie kupił;
  • nie zawyżać sztucznie cen, tylko dlatego, że ktoś napisał, że rękodzieło ma być drogie, bo to dla klienta premium (co to w ogóle znaczy, no nie??);
  • nie panikować, kiedy pani prosi o rabat, a my wiemy, że jeszcze złotówka mniej  dokładamy do interesu;
  • poczuć w końcu, że ta cena odzwierciedla realną wartość mojego produktu, mojej pracy;
  • poczuć w końcu spokój, a nie strach za każdym razem, kiedy wyceniam kolejny produkt/usługę.

wycena rękodzieła online

Poczuj się dobrze ze swoimi cenami

No więc nie zdziwię cię pewnie informacją, że 3 z 4 modułów kursu „Pokochaj wycenę rękodzieła” dają właśnie takie konkretne narzędzia do pracy nad tym, jak poczuć się dobrze z własnymi cenami i nauczyć się komunikować ceny odbiorcy. 

Dlaczego uważam, że to największa wartość kursu?

Po ludzku – bo mam na to dowody 😉 

Zadowolone uczestniczki, świetne opinie, wartościowe refleksje. Takie niby małe zmiany, które jednak zmieniają wszystko – w strategii, w podejściu do wyceny, do klienta, do komunikowania wartości wyrażonej w pieniądzu…

Można powiedzieć, że kurs został „przetestowany na ludziach” i dzięki temu wprowadziłam wszystkie niezbędne ulepszenia. W takiej formule lada chwila trafi do stałej sprzedaży na oplotki.pl. 

Ale nim tak się stanie, śmiało możesz zapisać się na listę zainteresowanych, żeby nie przegapić informacji o starcie kolejnej edycji: 

https://oplotki.pl/pokochaj-wycene-rekodziela-strona-zapisu/

Jeżeli dla Ciebie wycena rękodzieła to również obszar, który napawa stresem, niepotrzebną niechęcią – zmień to i POKOCHAJ WYCENĘ RĘKODZIEŁA, by sprzedawać z sukcesem. 

 

wycena rekodziela

banner dlaczego trudno wycenic rekodzielo

Niby proste, prawda? 

Koszt materiałów, pracy, jakaś tam marża i sprzedajemy…

No właśnie!

To dlaczego ta wycena spędza sen z powiek twórcom rękodzieła?

Subiektywnie i całkiem prywatnie, z tym tematem zmagam się niezależnie od etapu rozwoju mojej działalności rękodzielniczej. 

Może też tak masz…

Jeżeli tak, to koniecznie podziel się swoimi przemyśleniami – wierzę, że wspólnie „oswoimy tego potwora” i wycena rękodzieła nie będzie już nam się śniła po nocach ☺ 

Boli, kiedy mówią: „Co tak drogo?!”

Z łezką w oku wspominam początki marki OPLOTKI. Wieczory, kiedy pośród raczkujących pociech dziergałam szydełkowe pufki i dywaniki, i sprzedawałam je jako uzupełnienie stylizacji dziecięcych pokoików. 

Niby pamiętam te piękne chwile, kiedy zadowolona mama dziękowała za ukończenie kolejnego niepowtarzalnego, personalizowanego wnętrza dla bobasa. Nawet najbardziej szalone i nietypowe kolory ręcznie dzierganych dywaników znajdowały zrozumienie w tych projektach…

Ale wiesz, co pamiętam najmocniej?

Te pojedyncze „szpilki” wbijające się jak sztylet w serce.

Szpilki w postaci krytycznych słów:

Pani?! Co takie drogie?!?

Pani chyba zwariowała!

I niby wiedziałam, że to słowa takich nie-do-końca-moich-klientek, ale jednak poczucie własnej wartości oraz poczucie, że to, co mam światu do zaoferowania, może wcale nie jest aż tyle warte, szybowało w dół.

Pojawiały się nieznośne myśli, które ścigały jak natrętny komar w letnią noc.

A może rzeczywiście za drogo

A może dam jakiś rabat?

A co, jak nikt nie kupi?

A co, jeżeli powiedzą, że zawyżam ceny?

I ta ciągła wewnętrzna walka: parę złotych więcej czy parę złotych mniej?

koc na szydelku

Znasz to?

Hmm…

I chciałabym powiedzieć, że już tego nie mam, że to minęło. 

Chciałabym się z Tobą podzielić magicznym eliksirem, po którego wypiciu, jak za dotknięciem magicznej różdżki, wyceniasz już w zgodzie ze sobą, dokładnie wiedząc, ile dokładnie powinien kosztować każdy z Twoich produktów lub poszczególna usługa, aby klienci z wdzięcznością „ustawiali się w kolejce”. 

Prawda jednak jest taka, że wycena to raczej maraton, niż sprint.

Można nawet powiedzieć, że nauka wyceniania nigdy się nie kończy.

A skoro tak jest, to może lepiej się po prostu z tym procesem zaprzyjaźnić?

Teraz sprzedaję dokładnie te same produkty w kilkakrotnie wyższej cenie, a i tak znajduję klientów, którzy kupują bez zbędnego krytykowania ceny!

Okazuje się, że im bardziej jestem pewna jakości swoich usług i produktów, z tym większą łatwością potrafię je wyceniać. Łatwość jednak nie pochodzi od zewnętrznej oceny. 

Krytyczne głosy (teraz już raczej w oburzeniu krzyczące niż nieśmiale szepczące) „co tak drogo” wcale nie ustały…

Ale jakoś tak mniej mnie bolą.

Dlaczego?

Bo postanowiłam skupiać się na tych, którzy doceniają wartość, którą im oferuję. 

Każda zadowolona klientka to cegiełka, z której buduję mur oddzielający mnie od krytyków. 

Każda kolejna transakcja, pozytywna opinia, zdjęcie zadowolonej klientki chwalącej się rękodziełem rodzinie, znajomym to TEN ELIKSIR!

jak sie nie bac wyceny rekodziela oplotki

Kiedy w działalności OPLOTKI coraz mocniej zaczęłam przesuwać się w kierunku dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem, tradycyjnie nie mogło zabraknąć kwestii wyceny rękodzieła.

Postanowiłam pomóc takiej „sobie z przeszłości”, prowadząc swoisty dialog.

Poprosiłam uczestniczki kursu „Pokochaj wycenę rękodzieła” (której kolejna edycja już niebawem – czyli kiedy tylko podsumuję wakacyjny pilotaż – OBIECUJĘ!) o wypowiedź w anonimowych ankietach. 

Zapytałam, co też spędza im sen z powiek w kwestii wyceny rękodzieła. 

Ich pytania i wątpliwości opatrzyłam swoimi komentarzami, narzędziami do pracy nad sposobem wyceny rękodzieła. Całość zebrałam w postaci e-booka, który (w końcu) udało się zredagować, opatrzeć zgrabną grafiką i złożyć w jedną, przyjemną do lektury całość. 

jak pokochac wycene rekodziela oplotki

Składam więc na Twoje dłonie coś, za co taka ja sprzed 2-3 lat byłabym OOOOGROMNIE wdzięczna, czyli totalnie subiektywny poradnik, jak oswoić wycenę rękodzieła.

BA!

Nie tylko oswoić!

POKOCHAĆ!

Bo – uwierz mi – krytycy nie znikną, ale konkretne narzędzia mogą Ci pomóc zamienić ich destrukcyjną moc w paliwo rakietowe!

Gotowa na tę „jazdę bez trzymanki?”

To zapinaj pasy i zapraszam Cię do wyprawy w głąb siebie 🙂

I miłej lektury!

Pobierz e-book i pokonaj strach przed wyceną rękodzieła >> https://oplotki.pl/produkt/e-book-pokochaj-wycene-rekodziela/ebook pokochaj wycene rekodziela

 

10 błędów jak sprzedawać rękodzieło

10 błędów w sprzedaży rękodzieła

Wpadki, które zaliczyłam, zakładając swój sklep, a które Ty możesz zgrabnie ominąć. Nie wiesz, jak sprzedawać rękodzieło? Zapraszam do lektury.

Zbadaj rynek

Sprawdź, czy istnieje już ktoś taki, jak Ty. 

Jeżeli tak – super! To znaczy, że prawdopodobnie Twój pomysł po prostu działa. Sprawdź, czy Twój produkt ma jakąś dodatkową wartość, odróżniającą cechę, nietuzinkowy wyróżnik. To wszystko pomoże Ci wystartować z pozycji nie konkurenta, ale alternatywy.

Oczywiście warto porównać cenę, sposób komunikacji z klientem, kanały docierania do niego i sposoby na strategiczne współprace. Pamiętaj jednak, że nie chodzi o kopiowanie, ale o szukanie, co Cię wyróżnia i dlaczego klient powinien wybrać właśnie Ciebie.

Jeżeli nie – jeszcze lepiej! Możesz dyktować warunki i nie musisz tak wiele czasu spędzać na badaniu i analizowaniu Twojego segmentu rynku. 

Ale, ale!

Istnieje ryzyko, że jest jakiś powód, dla którego nikt nie działa w tej niszy. To kładzie na Tobie jeszcze większą odpowiedzialność za Twój sukces. Rozejrzyj się wokół produktów, które zaspokajają podobną potrzebę, ale robią to w inny sposób. Sprawdź, czego im brakuje, jaki jest ich zakres cenowy. Dlaczego klient miałby zapłacić mniej/więcej za Twój produkt? Co sprawia, że wybierze Twój produkt, a nie podobny, który już istnieje?

To wszystko będzie najważniejszą częścią Twojego opisu produktu i w dużym stopniu „powie Ci”, w jaki sposób prezentować Twoje produkty/usługi np. na zdjęciach.sprzedaż rękodzieła

Stwórz opis

Mogłoby się wydawać, że nie ma nic trudnego w skleceniu kilku zdań o produkcie/usłudze. Nic bardziej mylnego! To był mój ogromny błąd. Napisałam „ładny” opis. Dałam nawet do przeczytania mamie i siostrze (bo mam tendencję do skrótów myślowych i dyslektycznych błędów)…

I niestety – nic.

Mówiłam w swoim opisie do wszystkich.

Czyli do nikogo.

Taki opis MUSI być dostosowany do Twojego klienta. Pannie młodej nie będziesz opowiadać o eko i zero waste (ale jeśli taka właśnie nisza Twojego produktu – to owszem), ona raczej pochłonięta jest tym, jak być „gwiazdą” na własnym weselu. 

Opis powinien mówić językiem Twojego klienta, posiadać dostosowaną do niego długość tekstu, rozpoczynać się od frazy, która przykuje uwagę czytającego. Idealny opis stworzysz na spokojnie, dając sobie czas na korektę, wracanie do tekstu, jego uzupełnianie, konsultowanie z klientem. Zamiast dawać do przeczytania przypadkowej osobie, możesz podyskutować z klientką, czy taki opis produktu do niej trafia, czego w nim brakuje. Możesz nawet takie opisy po prostu przetestować w formie postów w social mediach i uczyć się na bazie realnej interakcji z fankami, co jest dla nich ważne, jakie słowa rezonują z ich potrzebami. 

Pamiętaj, że to proces. 

Tworzenie opisu wydaje się skończonym zadaniem, ale w rzeczywistości będziesz ulepszać go w trakcie rozwoju Twojej działalności. Niewątpliwie jednak – im lepszy start, tym szybciej zbliżysz się do takiego „stanu idealnego”, kiedy opis nie pozostawia niedomówień i miejsca na zbędne pytania i wątpliwości.

To ważne. Każda najdrobniejsza wątpliwość i powód, że klient musi „dopytać”, oddala Cię od jego decyzji o zakupie „bez zawahania”.

handmade sprzedaż

Zrób zdjęcia

To takie oczywiste, w końcu teraz nawet telefony mają aparaty pozwalające na przepiękne ujęcia Twojej pracy, ale…

Jest to też i minus. 

Poprzeczka jest ustawiona wyżej niż jeszcze kilka lat temu. Dobre zdjęcie to już nie wyróżnik, ale podstawa. Jak więc się wyróżnić?

Warto pomyśleć o swoim kliencie (znowu). 

Czy zauważasz, że ma jakieś konkretne preferencje w obszarze fotografii, jakiś konkretny styl, paletę barw, format?

A może lubi charakterystyczne ramki, znaki wodne lub motywy przewodnie?

Im więcej wiesz o swoim kliencie, tym lepiej jesteś w stanie dobrać sposób fotograficznego prezentowania Twojego produktu do jego preferencji. Dzięki temu później łatwo będzie Ci promować Twój produkt i zachęcić do odwiedzin w sklepie. 

Rada, której sama nie znałam. 

Co prawda jakoś intuicyjnie wiedziałam, że zdjęcia są ważne, więc od początku były udane, ale…

Nie pomyślałam o tym, żeby fotografować, jak robię fotografie. Tak, dobrze czytasz! Dokumentowanie procesu pracy nad sklepem mocno przyda się, kiedy będziesz przygotowywać swoich fanów na jego otwarcie. Przyda się też dłuuugo później do postów na social media, promocji, wspomnień…

Kieruj się zasadą: „Lepiej 100 za dużo, niż 1 za mało” i rób zdjęcia na potęgę. Warto się zaopatrzyć w przenośny dysk lub tzw. chmurę, gdzie możesz bezpiecznie przechowywać pliki i korzystać z nich, kiedy tylko są potrzebne. 

I ostatnia wpadka, której Ty nie musisz zaliczyć. 

Porządkuj zdjęcia. Od samego początku przyjmij jakiś łatwy sposób katalogowania swoich produktów, zdjęć, opisów, odnośników, notatek. Przeczesywanie folderów w poszukiwaniu zdjęcia numer_000124215 to ostatnie, czego potrzebujesz. Warto od razu nadawać zdjęciom opisowe nazwy – przyda Ci się ten nawyk również podczas budowania sklepu / strony internetowej ze względu na poprawę pozycjonowania Twoich treści. 

sklep z rękodziełem

Przemyśl sposób wysyłki

Może w momencie, kiedy startujesz, niekoniecznie chcesz negocjować zniżki z pośrednikami do obsługi kurierów, ale jednak przemyśl, dokąd realnie będą wędrować Twoje paczki. Kluczowe jest zorientowanie się, czy będziesz wysyłać za granicę, poza obszar Unii Europejskiej itd. Warto sprawdzić, czy będziesz potrzebować ubezpieczenia paczek albo specjalnych środków ostrożności, żeby zawartość nie uległa zniszczeniu podczas transportu. 

Warto od samego początku przemyśleć strategię komunikacji z klientem w tym zakresie. Może obowiązuje Cię cło?

Pamiętam, że na początku przyjęłam, że po prostu będę wysyłać moje produkty, jak będzie mi wygodniej. Kiedy w moim sklepie przybyło obiektów do kupienia, a do tego zaczęły się jeszcze zamówienia zza granicy, myślałam, że oszaleję!

Nagle koszty wysyłki okazywały się ogromne i klienci często rezygnowali z zakupu. 

Teraz moja strategia idzie bardziej w kierunku podwyższania ceny i oferowania bezpłatnej wysyłki. Ta opcja niekoniecznie musi być dla Ciebie opłacalna jeżeli więcej zamówień będzie spływać zza granicy niż z Polski.

jak sprzedawać handmade

Przeanalizuj optymalny sposób płatności

Kolejna rzecz, której nie przeanalizowałam na początku. Oczywiście, kiedy zamówień jest niewiele, poradzimy sobie nawet ze zwykłym przelewem bankowym, ale…

Niestety nie jest to dobre rozwiązanie, bo wszyscy już dawno przyzwyczailiśmy się do wygody płacenia w Internecie. 

Bramki płatności, blik, płatność zbliżeniowa… Chcemy, żeby było szybko i bezproblemowo. Wykorzystaj swoje doświadczenia zakupowe, aby popatrzeć na ten proces od drugiej strony. Zobacz, którą metodą płacisz najczęściej, dlaczego, a po podjęciu decyzji i wyborze 2-3 preferowanych możliwości, sprawdź, która z tych opcji po prostu się Tobie opłaca. Każda z nich może mieć różny sposób rozliczania – np. prowizja od zakupu, miesięczny abonament, roczna opłata stała. To do Ciebie należy przekalkulowanie, która z form obsługi płatności będzie dla Ciebie najbardziej opłacalna.

Niezależnie który ze sposobów płatności przyjmiesz, ważne, aby ułatwiał życie klientowi i tym kieruj się, jeżeli ostatecznie wahasz się przy wyborze takiej, czy innej opcji. 

Pamiętaj też o obsłudze transakcji międzynarodowych – stary, dobry PayPal ciągle ma się dobrze, choć prowizja to rozbój w biały dzień.

jak sprzedać handmade

Zaplanuj strategię promocji

To chyba błąd, który opłakuję z największym uśmiechem na twarzy. Ja naprawdę myślałam, że kiedy tylko mój sklep w końcu ruszy, to tłumy ustawią się w kolejce, bramki płatnicze nie podołają zakupom, a ja będę musiała wraz z koleżankami dziergać dzień i noc, żeby wyrobić się z zamówieniami.

Eh! Kto z nas o tym nie marzy?

W rzeczywistości, jeżeli nie zadbasz o stałą, mądrą strategię promocji swojego sklepu lub indywidualnych produktów, to Twoje przepięknie skonfigurowane cacuchno przepadnie w czeluściach Internetu.

To oczywiście temat rzeka – i nawet nie zaczynam, bo i na setce stron teoretycznych wynurzeń nie skończę. Tak naprawdę, ile sklepów, tyle strategii. Tutaj jedynie apeluję bardzo serdecznie: zanim jeszcze twój sklep oficjalnie „ruszy”, przemyśl, jak będziesz go promować przed, w trakcie i po otwarciu. Warto zastanowić się, jak podejść do ważnych dla Twojego klienta okazji, świąt, okresów w roku. 

Zaplanowanie strategii promocji, szukanie inspiracji w tym zakresie, przyglądanie się konkurencji, potencjalnym partnerom – to wiele, wiele rzeczy, które możesz zrobić na długo przed tym, zanim wydasz choćby złotówkę na założenie swojego sklepu.

Zacznij, zanim będziesz gotowa.

Chodzi mi tutaj o przemyślenie wszystkiego, co możesz zrobić, ZANIM w ogóle zabierzesz się za własny sklep. Jednym z takich zagadnień są fotografie i opisy produktów/usług. Zanim jeszcze się za nie zabierzesz, kluczowym jest podjęcie decyzji, komu będziesz sprzedawać = kto jest Twoim idealnym klientem. W związku z tym, że tak właściwie to dla tej osoby konstruujesz całość swoich działań, opisy i zdjęcia warto od początku wykonywać w takiej estetyce/języku, który jest dostosowany do grupy docelowej Twoich produktów.

Przygotuj się solidnie do założenia sklepu.

Z łezką w oku wspominam moment, kiedy sama zakładałam e-butik z rękodziełem sklep.oplotki.pl. Oczywiście popełniłam chyba wszystkie błędy, przed którymi chcę Cię ostrzec w tym e-booku.

Jednym z nich było stworzenie sklepu, zanim przemyślałam politykę prywatności i regulamin. Jak się domyślasz, wiele czasu zajęło mi przygotowanie pięknych opisów i zdjęć produktów, a kiedy w końcu umieściłam je w sklepie, okazało się, że ani jedna transakcja nie może zostać zawarta, bo brakuje „tylko” regulaminu i polityki prywatności. 

Ostatecznie musiałam czekać na przygotowanie tych dokumentów przez radczynię prawną (długo zajęło mi znalezienie odpowiedniej osoby, później ona potrzebowała czasu na przygotowanie dokumentów, ja potrzebowałam czasu na zdobycie odpowiednich funduszy, żeby za całość zapłacić). Kiedy zaczynałam, nie miałam możliwości zakupu takich gotowych wzorów (albo raczej po prostu nawet nie byłam świadoma, że tak można). Cały proces sprawił, że przegapiłam moment świątecznego szału zakupowego, kiedy właściwie była największa szansa, że sklep ruszy z pierwszymi sprzedażami. Nawet kiedy wszystko było już gotowe, realnie długo musiałam czekać na pierwszy zakup, bo zupełnie nie przemyślałam strategii promocji.

rękodzieło na sprzedaż

Nie zakładaj sklepu, zanim nie zaczniesz sprzedawać!

Tak! Niczego nie przekręciłam! 

Zapytasz: „Jak to? No to jak mam sprzedać, skoro nie mam sklepu??!”.

Pamiętaj, że zanim wydasz krocie na postawienie pięknej strony, sklepu, zlecisz logo i fotografie, warto sprawdzić, czy ktokolwiek w ogóle jest zainteresowany tym, co chcesz sprzedawać. Sprawdź, czy klienci interesują się Twoimi produktami, czy pytają o cenę, możliwość wysyłki (może nawet zagranicznej). Zbadaj, jak reagują na cenę, która jest dla Ciebie satysfakcjonująca (wyliczona na podstawie prognozowanych kosztów działalności). Pamiętaj, że sama transakcja kupna-sprzedaży to ukoronowanie długiego procesu. Od momentu, kiedy klienci mają pierwszy kontakt z Twoją marką, do momentu zakupu mija tym więcej, im produkt jest droższy i bardziej wyszukany. Oczywiście to ogólna zasada, od której znajdą się wyjątki, warto jednak najpierw sprawdzić zainteresowanie Twoim produktem/usługą, zanim spędzisz długie godziny na konfiguracji sklepu. W trakcie takiego badania rynku może się okazać, że warto pomyśleć o mądrym partnerstwie, delegowaniu tego zadania albo po prostu o zaprojektowaniu unikalnej ścieżki zakupowej Twojego klienta w sklepie. Bardzo często wybór konkretnej platformy umożliwia daną paletę modyfikacji. A co, jeżeli zbudujesz sklep, a później okaże się, że jakaś jego niedostępna funkcja jest kluczowa dla Twojego klienta? 

Nie pozostawiaj kwestii księgowych i prawnych bez opieki

Nie namawiam Cię od razu na zatrudnianie sztabu ludzi, ale zastanów się, czy poradzisz sobie z rozliczaniem, wystawianiem faktur, obliczaniem podatku od swojej działalności. Jeżeli (tak, jak ja) obawiasz się, że w swojej nieświadomości popełnisz jakiś błąd, zacznij od znalezienia zaufanej księgowej. Taka znajomość biznesowa przełoży się z resztą na inne obszary Twojej działalności, nie tylko na samo prowadzenie sklepu. 

To samo w kwestii porady prawnej dotyczącej regulaminu sklepu i polityki prywatności (legendarne RODO).

Kiedy tworzyłam sklep, nawet nie miałam pojęcia, że regulamin jest TAAAKI ważny. Nie wspominając o “RODOpanice” (zakładałam sklep, zanim całe to zamieszanie jeszcze w ogóle się zaczęło). W moim przypadku skończyło się na tym, że gotowy sklep czekał na uruchomienie dobre 3 tygodnie, kiedy to ja zlecałam „na już” radcy regulamin sklepu (w moim przypadku nie miał zastosowania gotowy wzór, bo w sklepie wystawiało kilka osób i trzeba to było wziąć pod uwagę). Kiedy w końcu sklep ruszył, mimo wszystko czekałam jeszcze na Politykę prywatności, bo w całym tym zamieszaniu z „milionem spraw na głowie” po prostu o niej zapomniałam…

 

Mówią, że najlepiej uczyć się na błędach. 

Na szczęście nie zawsze trzeba na własnych. 

Teraz potrafię już z humorem opowiadać o swoich niechlubnych wpadkach, ale wtedy wcale nie było mi wesoło.

Oszczędź sobie rozczarowań i zaczynaj pracę nad swoim sklepem z głową!