Kolejny odcinek podcastu z naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.
W naszym dzisiejszym spotkaniu gościmy panią Eugenię Wieczorek z Jarocina, która od ponad 40 lat zawodowo zajmuje się tkactwem i sztuką wyszywania frywolitek.
Z dzisiejszego odcinka dowiesz się:
  • Co to jest frywolitka?
  • Czego potrzebujemy, żeby ją wykonać?
  • Jak zaczęła się przygoda Pani Eugenii z tą techniką rękodzielniczą?
  • I w jaki sposób zdobyła tytuł Twórcy Kultury Ludowej?
Serdecznie zapraszamy do wysłuchania tej ciekawej historii.
Zdjęcia: Oplotki.pl

Wysłuchajcie rozmowy z panią Eugenią Wieczorek, która od ponad 40 lat zajmuje się frywolitką. Pani Eugenia opowiada o swoim życiu, doświadczeniach i skąd w jej życiu wzięła się frywolitka. Pani Eugenia z zawodu jest nauczycielką, mieszka w Jarocinie jest twórcą ludowym. W 1980 roku zaczął działać Klub Nauczyciela w Jarocinie i pani Eugenia zaczęła uczęszczać na tkactwo gobelinowe. W międzyczasie utworzono również sekcję frywolitki, a że miała już pewne doświadczenie w robieniu na drutach i szydełku oraz haftem, a mama robiła pająki ze słomy, to postanowiła spróbować frywolitki. Co się okazało, że była w tym tak dobra, że zastąpiła panią prowadzącą i sama zaczęła prowadzić sekcję frywolitki. Po pewnym czasie pani Eugenia zrezygnowała z prowadzenia sekcji w Klubie Nauczyciela i zaczęła współpracę z Praktyczną Panią. Praktyczna Pani były to ośrodki usługowe prowadzone przez Poznańską Spółdzielnię Spożywców Społem, miały szeroką gamę usług i kursów, szkoleń i pokazów.

korona czółenkowa

Eugenia Wieczorek – mistrzyni frywolitki

W 1983 r. do pani Eugenii przyjechał pan Paweł Kostuch z Poznania z Cepelii i zaproponował udział w konkursie. Pani Eugenia zrobiła cztery prace kołnierzyk, serwetkę owalną, okrągłą i kwadracik i na 32 czy 33 osoby jako początkująca zdobyła drugą nagrodę. Pani z Mosiny, która otrzymała pierwszą nagrodę, nie chciała uwierzyć, że pani Eugenia robi frywolitkę dopiero od trzech lat. Po tym konkursie zaczęła współpracę z Cepelią. A co roku pani Eugenia zdobywała nagrody w konkursach organizowanych przez Cepelię oraz brała udział w wystawach. W 1989 otrzymała pierwszą nagrodę, a córka trzecią, natomiast uczennica z Praktycznej Pani otrzymała wyróżnienie. Po 89 roku Cepelia przekształciła się w Spółdzielnię ALT gdzie prezesem został pan Godziewski i zaproponował dalszą współpracę w wykonywaniu frywolitek.

Eugenia Wieczorek frywolitka

W 1991 r. zadzwonił pan Olszewski z Kalisza z muzeum i zaczęła się współpraca oraz wystawy i możliwość sprzedaży wyrobów na kiermaszach rękodzieła. Pani Eugenia miała również wystawy w Muzeum, Domu Kultury czy Domu Seniora, w bibliotekach w Jarocinie i okolicach. W 1998 roku pani Eugenia została członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Wysłała pani Eugenia zdjęcia prac, kopie dyplomów i pojechała razem z Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu na Ogólnopolskie Targi Sztuki Ludowej i Zespołów Folklorystycznych w Lublinie. Panie ze Stowarzyszenia Twórców Ludowych przyszły na targi obejrzeć prace i przyznały, że tak pięknej frywolitki jeszcze nie widziały i została członkiem STL. I zaczęła pani Eugenia brać udział  w konkursach organizowanych przez STL i otrzymała liczne nagrody. W 2013 roku otrzymała pani Eugenia nagrodę Kolberga Zasłużona dla Kultury Ludowej. Pani Eugenia ma również liczne medale Zasłużona dla Kultury Polskiej, Zasłużona dla Wielkopolski, medale Cepelii. 

Eugenia Wieczorek

Co to jest frywolitka?

Ale co to jest frywolitka? Frywolitka w tłumaczeniu oznacza coś lekkiego, zwiewnego dającego przyjemność, cieszącego oko i była znana już w Starożytności. W starożytnym Egipcie, Rzymie już tę koronkę wykonywano. Do Europy dotarła w XVI wieku do Hiszpanii, Włoch, Anglii, Francji i Niemiec a do Polski w XVIII właściwie do Zachodniej Polski i wtedy w Jarocinie zajęły się frywolitką i jej nauką siostry zakonne Elżbietanki. Kiedyś pani Eugenia dostała od koleżanki przedwojenną gazetę Bluszcz gdzie było zdjęcie serwetki z frywolitki i sama patrząc, odrobiła tę serwetkę. Żeby zrobić frywolitkę, potrzebujemy specjalne czółenko. Kiedyś trudno dostępne były czółenka i mąż pani Eugenii, widząc czółenka na warsztatach, skonstruował czółenka dla niej. Do zrobienia frywolitki potrzebne jest czółenko, szydełko, nożyczki i nici. Na czółenko nawijamy nitkę i robimy węzełki. Wiąże się kółeczko i robi się odpowiednią ilość węzełków, frywolitka to węzełki i pikotki. Wszystkie węzełki wiążemy w jedną stronę. Trzeba wszystko liczyć. Gdy się pomylimy, trzeba ciąć, ale bardzo umiejętnie. 

serwetka frywolitka

Frywolitka – wzory serwetek

Wzory typowe są tradycyjne np. winogronko, stokrotka, różne ozdobniki i wstawki. Wzory pani Eugenia rysuje na papierze albo jak zrobi jakąś serwetkę, to przez kalkę przerysowuje na papier. Wzór powstaje w głowie, rękach i sercu, trzeba mieć wyczucie frywolitki jak pani Eugenia. Pani Eugenia prowadzi warsztaty, które wzbudzają spore zainteresowanie. Jedna z uczennic jest członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Żeby zrobić serwetkę około 20 cm średnicy, robi się ją około 20 dni po około 8 godzin.  Frywolitkę lekko się krochmali i prasuje się przez mokrą szmatkę. Frywolitka jest jedną z trudniejszych form koronki. 

serwetka frywolitka frywolitka schemat serwetekkoronka czółenkowa

Kolejny odcinek podcastu z naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.
Dzisiaj gościmy panią Monikę Warchalewską, która opowiada nam o kornecie bamberskim – panieńskim nakryciu głowy noszonym przez bamberki.
Z tego odcinka dowiesz się:
  • Co to jest kornet bamberski i w jakim celu się go zakłada?
  • Jak rozpoczęła się przygoda Pani Moniki z kornetem?
  • Jak wygląda proces powstawania kornetu?
  • Czego można użyć do wytworzenia i ozdobienia kornetu?

Serdecznie zapraszamy do wysłuchania tej ciekawej historii. A jeśli wolisz czytać, transkrypcję podcastu znajdziesz poniżej.

Zdjęcia: Oplotki.pl

Transkrypcja podcastu „Monika Warchalewska o kornecie bamberskim”

 

Karolina Nowaczyk: Dzień dobry Pani Moniko, czy mogłaby się pani przedstawić naszym słuchaczom?

Monika Warchalewska: Dzień dobry Monika Warchalewska Projekt Miś.

K.N.: Będziemy dzisiaj rozmawiać o Kornecie Barberskim. Czy może Pani wyjaśnić naszym słuchaczom czym jest Kornet Bamberski?

M.W.: Jest to nakrycie głowy które nosiły Bamberki były to oczywiście panny bo mężatki nosiły czepce i było to nakrycie, które było tworzone bardzo strojne, bardzo bogate, sponsorowane było przez ojca panny młodej czyli im zamożniejszy ojciec tym bogatszy kornet.

K.N.: Bo właściwie jak myślimy Bambrzy i Poznań to pierwsza rzecz którą widzimy to jest Kornet Bamberski jako najbardziej charakterystyczny element. Proszę powiedzieć jak to się stało że Pani i Pani mama zajęłyście się tworzeniem Kornetów Bamberskich.

M.W.: Historia wiąże się z tym że moja mama jest z zawodu modystką ale moja prababcia była Bamberką i do ślubu szła w stroju Bamberskim, z kolei moja babcia zapamiętała tą historię i postanowiła że będę ubrana w strój bamberski chodziła w procesji Bożego Ciała. Szłam sama w procesji środkiem, faktycznie byłam jedyną dziewczynką która miała ten strój ale oczywiście to było niedostępne więc moja babcia z tego co pamiętała i w konsultacji z panią Janiną Paradowska utworzyły ten kornet który tu widzimy, oczywiście dzisiaj patrząc na niego jest kilka nieścisłości ale kornety z czasem ewoluowały, były za każdym razem inne. Na przykład były też tworzone pod kobiety, jeżeli była to niska kobieta to kornet był troszeczkę wyższy, bo te pierwsze miały 20-21 cm. Historia dalsza jest taka że zostałam dostrzeżona przez Danutę Muszyńską-Zamorską, dotarła do mojej rodziny i zapytała się czy może mnie namalować, kiedy mnie namalowała znalazłam się jako dziewczynka w stroju bamberskim na jej obrazie i na serii pocztówek.

kornet bamberski

K.N.: Proszę nam powiedzieć jak wygląda tworzenie Kornetu Bamberskiego, od czego zaczynamy?

M.W.: Jest to niezwykle pracochłonne, wymaga ogromnej cierpliwości i determinacji, jest kilka podstawowych zasad które obowiązują do dziś i które się nie zmieniły, powinno być 5 kwiatków. A dlaczego 5 bo jak to mówili Bambrzy 1 to za mało, 3 średnio, 6 za dużo a 5 w sam raz, stąd jest pomysł tych pięciu kwiatków. Nad czołem mamy tak zwaną czerwoną lamówkę i do tej lamówki jest przyczepiona biała koroneczka. Często też używano białych kwiatków, kwiatów kiedyś używano papierowych głównie były to konwalie i niezapominajki. Wiadomo że z czasem się to zmieniło bo dziś te kwiaty mamy zupełnie innego typu, tył kornetu z kolei są to wstążeczki tak zwane wiatrówki, nazwa stąd że powiewały na wietrze i miały przyciągać uwagę kawalerów, oczywiście układ tych wiatrówek zależał też od parafii ponieważ na przykład parafia na Jeżycach miała wiatrówki na zakładkę tak jak ja mam w moim kornecie. Z kolei kornet drugi który był tworzony przez moją mamę ma wiązane wstążki.

K.N.: Ja bym tylko chciała dodać że właśnie w Poznaniu to parafie i proboszczowie dbali o to żeby ten strój Bamberski ten kornet nie zanikł i oni jakby tak troszkę naciskali żeby dziewczynki które sypały kwiaty były ubrane w stroje i potem ten kornet w każdej parafii troszeczkę inaczej wyglądał.

M.W.: Tak dokładnie była duża dowolność

K.N.: Wróćmy jeszcze do tych pięciu kwiatów czerwonych, wyjaśnimy tylko że kornet jest cały w kwiatach a tylko pięć kwiatów jest czerwonych.

M.W.: Używano też koralików, czasami piórek my na przykład robiłyśmy do sztuki teatralnej Kosińskiego tak do teatru kornet który był zrobiony całkowicie fantazyjnie, ponieważ była to bardzo taka odważna szuka, gdzie mężczyzna występuje w kornecie jako Bamberka i zbiera rozsypane pyry mówiąc po poznańsku czyli ziemniaki. Więc on musiał też być odpowiednio umocowany żeby mu nie spadł z głowy w trakcie nachylania się i tam było już bardzo, bardzo że tak powiem nowocześnie zrobiony, z dużą fantazją, bo tam były i korale i piórka i cekiny więc zupełnie nie historycznie. 

kornet bamberski jak wygląda

K.N.: Czy mogłaby pani jeszcze powiedzieć o samym szkielecie, o tej bazie kornetu, jak to powstaje?

M.W.: Baza powstaje w ten sposób że mamy tak zwany mały czepiec i do tego mamy doczepiane jakby nadbudowywane warstwy kwiatów sztucznych, kwiatów jest użyte kiedyś liczyłyśmy około 350 w jednym kornecie. Z tyłu z kolei są przeplatane wstążki i mamy też dwie lub trzy duże kokardy w oryginale one były broszowane, no dzisiaj niestety jest to ginąca profesja więc tutaj zastąpiłyśmy je haftowanymi wstążkami. I ten kornet jest wysmukły, zaokrąglony na górze.

K.N.: Czy on był jakoś wiązany żeby nie spadł?

M.W.: Z tyłu na kokardki był wiązany dlatego Bamberki powinny mieć włosy spięte najlepiej w kok bo one też stabilizują kornet żeby nie spadł. 

K.N.: Jak długo się wykonuje taki kornet?

M.W.: Zależy jaki jest, jak bardzo szczegółowo robiony, to czasami jest cały dzień czasami kilka dni. Bywają sytuacje kiedy potrzebne są do Muzeum Bambrów np. 12 kornetów i były robione w tempie ekspresowym, ręce bolały i mamę i mnie ale dałyśmy radę ale generalnie normalnie tak 3 dni to jest minimum żeby go dopieścić.

K.N.: Jeżeli ktoś by szukał materiałów, zobaczy sobie zdjęcie, mówi sobie dobrze spróbuję zrobić, gdzie szukać materiałów do wykonania kornetu, tych wszystkich elementów?

M.W.: Myślę że to będzie problematyczne dlatego że trudno jest trafić na kwiatki, które będą chociaż troszeczkę odwzorowywały te stare kwiaty. No tu my miałyśmy dobrze o tyle że w Muzeum Bambrów poznańskich z panem dyrektorem z panią która tutaj opiekuje się karnetami miałyśmy konsultacje wielogodzinne który kwiatek pasuje a który jest zbyt nowoczesny.

kornet bamberski jak wygląda

K.N.: A wstążki bo kiedyś chyba były bawełniane?

M.W.: Jeżeli chodzi o wstążki była duża dowolność ale zawsze były zakończone ząbkiem żeby się nie siepały. 

K.N.: Czy jest jakieś zainteresowanie Kornetem Barberskim?

M.W.: Ogromne dlatego że jest czymś innym i na pewno każda Bamberka gdziekolwiek się pojawia zwraca uwagę, jednak ze wszystkich naszych strojów ludowych myślę że śmiało można powiedzieć że strój bamberski największą uwagę zwraca kornetem, że jest taki inny. Też były czepce, kobiety mężatki nosiły czepce i były też czepce złote, które były zakładane okazjonalnie na przykład jeżeli pani wydawała za mąż syna czy córkę i ten złoty czepiec był pożyczany jednej pani od drugiej. Czepiec złoty był czepcem przechodnim.

K.N.: Chciałbym zapytać o samą taką bazę kornetu czyli ten szkielet, jak on wygląda, jak powstaje?

M.W.: Używano tektury, używano drutów, używano wszystkiego co się właściwie nadaje na podniesienie go i usztywnienie, z racji tego że dzisiaj kornety noszą tylko młode dziewczyny, czasy nam się zmieniły i nie jesteśmy przyzwyczajone do chodzenia w kapeluszach więc często zastępuje się te druty zupełnie czymś innym, czymś lżejszym żeby to nie było takie ciężkie.

K.N.: Czy kornet wymaga prostowania sylwetki?

M.W.: Jak najbardziej żeby nie spadł ale też dobrze osadzony ma prawo przetrwać nawet wesele bamberskie. 

kornet bamberski jak wygląda

K.N.: No tańczyć z kornetem na głowie myślę że jest to wyzwanie.

M.W.: Ale ja powiem szczerze że ja jako mała dziewczynka chodząc w kornecie, pierwszy moment zakładania był trochę dziwny ale potem go nie czułam, przyzwyczajałam się. A propos jeszcze mojego dzieciństwa historia z malowaniem mnie przez Muszyńską-Zamorską rozwinęła się tak że moja babcia się z nią bardzo zaprzyjaźniła przez lata utrzymywały kontakty i znalazłam się na drugim i trzecim obrazie, ten drugi obraz został umieszczony na pocztówce a trzeci to był taka fantazja na temat mojego zdjęcia z komunii.

K.N.: Pokażemy Państwu te pocztówki, zamieścimy zdjęcia do transkrypcji.

M.W.: Myślę że Bamberki były takimi prekursorkami mody bo kornety stare ewoluowały i one nadążały za tymi trendami, one nie bały się tych zmian, one były bardzo nowoczesne jak na tamte czasy.

K.N.: Kornet noszono podczas ślubu aż do momentu oczepin?

M.W.: Panna młoda nosiła do oczepin a potem zakłada czepiec na znak że już jest mężatką i teraz już następuje zmiana. Kornet to był taki trochę wabik na kawalerów takie

 “ Halo tu jestem”

K.N.: Czy panny zakładały w niedzielę kornet?

M.W.: Raczej tak odświętnie do kościoła.

kornet bamberski co to jest

Justyna Renn: Ile waży mniej więcej taki kornet?

M.W.: Około 2-3 kg chociaż te starsze mogły być cięższe bo one były jeszcze raz tak duże, prawidłowo powinien mieć 20- 21 cm.

K.N.: W kornecie przez to że jest dopasowana ta tekturka jest tak naprawdę dla jednej konkretnej osoby.

M.W.: Teoretycznie tak aczkolwiek dzisiaj przez to że one mają te wstążeczki z tyłu można go regulować do kilku centymetrów do głowy, bo tutaj w muzeum na dziewczyny wymieniają się kornetami.

K.N.: Czy ktoś dzisiaj chce się nauczyć tworzenia kornetów bamberskich?

M.W. Myślę że byłoby wiele osób które byłyby zainteresowane aczkolwiek mało kto ma odwagę je nosić. Rozmawiałam z panem dyrektorem że nie każda dziewczyna ma odwagę je nosić bo to jest jednak parę godzin, do tego strój bamberski to jest wiele warstw, to nie jest wygodne a dzisiaj jesteśmy przyzwyczajony do tego że biegamy w dżinsach i spięte włosy.

J.R.: Ile spódnic nosiły Bamberki?

M.W.: Powiem szczerze że nie pamiętam tutaj pana dyrektora trzeba by spytać ale chyba trzy były wiem że było pięć rzędów korali.

 K.N.: Możemy porozmawiać o elementach takich charakterystycznych?

M.W.: Były korale, chusty, fartuchy haftowane, mój na przykład strój składał się z dwóch części ja miałam spódnice i górę. Dominujące kolory w strojach to był żółty, niebieski, zielony i czerwony i jeszcze takim elementem charakterystycznym była torebeczka i torebeczka była taką trochę wizytówką Bamberki. Ona była haftowana i Bamberki starały się żeby ta torebeczka była jak najbardziej strojna, miały chusteczkę, miały rękawiczki.

K.N.: Mam jeszcze taką refleksję się że jeżeli teraz nikt nie wykonuje kornetów to tak naprawdę w pewnym momencie jeżeli będziemy chcieli wykonać to już tylko będziemy musieli się zwracać do muzeów i do ich eksponatów żeby móc w ogóle odtworzyć.

M.W.: Dlatego u mnie jest to pokoleniowo czyli babcia wykonywała kornety, moja mama no a teraz już ja mam pojęcia jak go wykonać tradycja jest zachowana.

K.N.: Dziękujemy serdecznie zrozumiane życzymy wszystkiego najlepszego i myślę że do następnego spotkania. 

Kolejny odcinek podcastu naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.
W naszym dzisiejszym spotkaniu gościmy Panią Małgorzatę Bołkę. Pani Małgorzata jest mistrzynią zdobnictwa ludowego z Szubina, która posiada status twórcy ludowego z zakresu zdobnictwa i obrzędowości ludowej regionu Pałuk.

Z tego odcinka dowiesz się:

  • Co to są pałuckie pająki?
  • Z czego się je wykonuje?
  • Jakie są rodzaje pająków i co można nimi dekorować?
  • I ile czasu trwa przygotowanie takiej dekoracji?

 

Posłuchaj tej interesującej opowieści, pełnej talentu i pasji. Transkrypcję odcinka znajdziesz poniżej.

Transkrypcja podcastu „Małgorzata Bołka o pałuckich pająkach”

 

Karolina Nowaczyk: Dzień dobry, czy mogłaby się pani przedstawić?

Małgorzata Bołka: Nazywam się Małgorzata Bołka, jestem z Szubina, zajmuję się sztuką ludową Pałuk. W szkole średniej rozpoczęła się moja nauka. Mama poznawała sztukę ludową Pałuk – głównie zdobnictwo – i od tego czasu ja się tym zajmuję. Obecnie prowadzę koło rękodzieła w Miejskim Domu Kultury, posiadam status twórcy ludowego w zakresie zdobnictwa i obrzędowości ludowej regionu Pałuk.

K.N.: Co to są pająki pałuckie?

M.B.: Pająki to ozdoby wykonane ze słomy żytniej. Używamy słomy żytniej (dlatego że ona jest najmocniejsza) oraz bibuły gładkiej. Do dekoracji kiedyś używano gazet, ale od kiedy pojawiła się bibuła, zaczęto używać bibuły kolorowej. Pająki wieszano pod powołałem w chatach dawnych, czyli pod sufitami. Wykonywano je na czas Bożego Narodzenia. Kiedyś również organizowano konkursy na pająki w okresie Bożego Narodzenia. Obecnie wykonujemy pająki na konkurs Sztuki Ludowej Pałuk, który odbywa się w Domu Kultury w Szubinie oraz w Muzeum Regionalnym w Wągrowcu. Pająki wykonywane są ze słomy i z bibuły. Są różne rodzaje pająków – są to dzwony, kule, gwiazdy, pająki ostrosłupowe, owalne. 

K.N.: Czy te pająki coś symbolizowały? Dlaczego akurat na Boże Narodzenie je wykonywano? Czy one są związane z symboliką Bożego Narodzenia?

M.B.: Nie, były używane jako ozdoba, mniejsze wieszano na choince. W starych chatach, jak były piece, to żeby zakryć te czarne miejsca po piecu, wieszano pająki – żeby to przykryć, te osmolone miejsca, zanim wybielono chatę. 

K.N.: Czy kolorystyka pająka jest określona, czy dowolna?

M.B.: Dowolna kolorystyka. Współcześnie mamy nawet 20 odcieni jednego koloru bibuły, także jest dowolność kolorów w zależności od tego, kto jaki ma gust. Nie jest nic narzucane.

K.N.: Jak długo się wykonuje takiego pająka?

M.B.: Jeżeli chodzi o dzieci i młodzież, które wykonują pająki u mnie na zajęciach, to spotykamy się na dwie godziny w tygodniu. Rozpoczynamy zazwyczaj po Bożym Narodzeniu, a kończymy w marcu lub kwietniu. W międzyczasie mamy przerwę na Wielkanoc, żeby zrobić ozdoby, ale tak to dwa-trzy miesiące. Ja potrzebuję mniej czasu, jak wykonuję w domu. Ale potrzebuję dwa tygodnie minimum na wykonanie pająka – w zależności od rodzaju. Jeżeli robię pająka dzwon, to każda kula składa się z 30 płatków, które muszą być osobno powywijane. A w każdym łańcuchu, który jest przeplatany słomką i trzema bibułkami, każda bibuła musi być wywinięta osobno.

K.N.: I to wtedy te dwa tygodnie po 5 godzin dziennie? Czy więcej, czy mniej czasu?

M.B.: Zazwyczaj wieczorami i dłużej w soboty. Najpierw trzeba wyciąć wszystkie kółka, później ponacinać, no i zabrać się za wywijanie. Jak są powywijane płatki, to wtedy przystępuję do składania łańcuchów.

K.N.: Czy łatwo się przewozi takiego pająka? Bo to jest kruche, prawda?

M.B.: Pająk dzwon jest łatwy w transporcie, bo składa się koło na koło i łańcuchy się później rozciągają. Natomiast jeżeli chodzi o pająki ostrosłupowe, kule lub gwiazdy, to już jest gorzej, dlatego że tego się nie złoży. 

K.N.: Mówiła Pani. że dzieci się uczą, że prowadzi pani zajęcia. A czy są osoby dorosłe, które chciałyby się zająć tą tematyką i zostać twórcą ludowym w przyszłości?

M.B.: Do mnie chodzą na zajęcia dwie panie, które ukończyły 18 lat, i one są w grupie dorosłych. Myślę, że jedna z nich poradziłaby sobie sama z pająkami.

K.N.: Czyli możemy się cieszyć, że są ludzie, którzy się tym interesują, że to nie zaniknie?

M.B.: Mam nawet jednego rodzynka – chłopak chodzi już na zajęcia od 5 lat. Jest taka zasada, że co roku chcą robić innego pająka. Wybierają sobie sami, ja nie narzucam. Słomę przygotuję, miarki oni sami starają się ciąć. Ze względu na oszczędność materiału, koła przygotowuję sama na kwiaty, a już reszta należy do nich.

K.N.: I oni też startują w konkursie, prawda?

M.B.: Tak, tak, tak, oczywiście. W tym roku akurat wszyscy zdobyli nagrody – ci, co mieli pająki. Jedna osoba dostała wyróżnienie. Dostali nagrody równorzędne, dlatego że komisja stwierdziła, że wszystkie pająki są na równym poziomie i są bardzo ładne.

K.N.: Gratulujemy. Proszę jeszcze opowiedzieć o kropidle i rózdze.

M.B.: Rózgę wykonywano kiedyś do ozdoby obrazów, obrazy wieszano ze skosu przy ścianie, dlatego wkładano za nie tak delikatnie rózgi. Rózgi stawiano również w kątach, tak zwanych kącikach świętych, gdzie były figurki Matki Boskiej lub krzyż, lub inne święte figurki. Tam stawiano rózgę, bukiet kwiatowy, wianki. Wianki były do dekoracji obrazów, wieszano je dookoła obrazów. Nie były to takie wianki na głowę, na głowę były wykonywane ósemki. Dziewczyny tańczące miały właśnie ósemki, bo kiedyś większość kobiet miała warkocze i je zaplatano w ósemki i na to zakładano wianki – stąd ta nazwa. Kropidła pałuckie były wykonywane na czas Wielkanocy. Była to palma regionalna. Do wykonania kropidła potrzebna jest trzcina, rożki z krepy (zwijane tak jak na różę płaską i skręcane) i zioła, to jest dziurawiec, kocanka, krwawnik, wrotycz. Każda warstwa przeplatana jest mchem, a na końcu są również rożki. Kropidła służyły na Wielkanoc do poświęcenia potraw i były wywieszane przy drzwiach. Legenda mówi, że jeżeli kawaler nie chciał się oświadczyć długo dziewczynie i został przeprowadzony kropidłem, to już oznaczało, że nie ma po co w ogóle tutaj przychodzić, bo nie ma szans. Kolejny to jest bukiet żniwny – kiedyś wykonywano go po żniwach, dlatego że kiedyś zboże było w snopach. Teraz natomiast zboże trzeba ściąć przed żniwami, bo jeżdżą kombajny i musimy zdążyć przed kombajnami, żeby były właśnie kłosy. Kłosy dekorowane są bibułą ponacinaną jak do pająków. Kółka ponacinane, powywijane po 7 płatków. Są wycinane gwiazdki, zakończone taką jakby chorągiewką zieloną, czyli właśnie podklejone – to tak zwany listek. Wykonywano również plotki żniwne. Do wykonania plotek żniwnych potrzebna jest słoma gotowana. Kiedyś tylko wystarczyło zaparzyć, bo była inna słoma. Zaparzana, czyli mokra słoma jest miękka, jest możliwość wywijania lub zaginania. Plotki składano w różne kształty. Jak wyschły komponowano z nich różne kształty i dekorowano je już później bibułą. Były wykonywane przez panny dla swoich kawalerów do kapeluszy. Obecnie wykonuje się je dla drużb. Podczas dożynek przypina się do klapy marynarki. 

K.N.: Mam jeszcze pytanie o materiał, bo to jest żyto. Czy zdarzył się na przykład taki rok, że trudno było pani zdobyć materiał do wykonania pająków?

M.B.: Jeżeli nie było żyta, to wtedy używałam pszenżyto. Jeszcze też używa się owsa do bukietu. Każde ziarnko okręcone jest pazłotkiem.

K.N.: Czy to jest tak, że to jest taka praca całoroczna? Że w ciągu całego roku jest jakiś etap, kiedy wykonuje pani coś innego? Czy to są tylko takie momenty w ciągu roku?

M.B.: Trzeba najpierw przed żniwami przygotować sobie słomę, dobrze ją wysuszyć i przechowywać w suchym miejscu, żeby nam nie zapleśniała. Ja zazwyczaj tnę słomę i zostawiam sobie kłosy tak, żeby one mi się nie wygięły. Do dołu wieszam kłosami. One wtedy są proste – na bukiety żniwne. Wykonuję je na przyszły rok dopiero. 

K.N.: Czy ten wzór pająka, tego ostrosłupowego, czy to jest tak, że on jest zawsze tradycyjny i taki sam? Bo ja tutaj widzę, że są trzy różne. Czy zmienia pani wzory od czasu do czasu?

M.B.: Jeżeli chodzi o ostrosłupy, to ewentualnie zmieniam wielkość i kolor. Może być tak, że wszystkie narożniki ostrosłupa są różnego koloru, a może być tak, że taki cały element składający się ze średniego ostrosłupa i sześciu kolejnych są jednego koloru. Pająk ostrosłupowy może być z pięciu ramion – wtedy każdy jest innego koloru. 

K.N.: Czy wykonywała Pani kiedyś takiego pająka, który utkwił w pamięci na zawsze, że był taki jakiś wyjątkowy albo dla kogoś specjalnie wykonywany?

M.B.: Wykonywałam dla kogoś pająka owalnego, czyli tego okrągłego. Pani sobie wybrała kolory i wykorzystała to jako żyrandol, czyli takie uwspółcześnienie. Dzwon też można wykorzystać jako żyrandol. Żarówka do środka i mamy żyrandol.

K.N.: Pająki dzwony?

M.B.: Tak, pająki dzwony są łańcuszkowe – mamy dwa rodzaje. Są wykonane z łańcuszków z kul i łańcuszków przeplatanych trzema okrągłymi płatkami bibuły. Drugi to są łańcuszki wykonane z gwiazdek, też przeplatane słomka-gwiazdka i zamiast małych kul są koszyki ostrosłupowe. Środek, czyli serce dzwonu, tp wykonana gwiazda ze słomy.

K.N.: Szubiński Konkurs Kultury Pałuk – co to jest?

M.B.: Od 58 lat organizujemy Konkurs Sztuki Ludowej Pałuk. Dziedziny, jakie tutaj występują, to jest rzeźba, zdobnictwo i haft. Konkurs adresowany jest do twórców ludowych, amatorów, dzieci, młodzieży. Twórcy ludowi to są właśnie osoby, które mają status twórcy ludowego, nadany przez Stowarzyszenie Twórców Ludowych w Lublinie Zarząd Główny. Tam zjeżdża się komisja wszystkich etnografów z Polski i oni oceniają prace, które zostały tam dostarczone. Albo ktoś otrzymuje status, albo musi jeszcze popracować, żeby otrzymać ten status twórcy ludowego. 

K.N.: Pani jest Twórcą Ludowym, prawda?

M.B.: Od 2005 roku. Żeby to uzyskać, zasada jest taka, że trzeba przynajmniej pięć lat brać udział w naszym konkursie i wtedy można po prostu starać się o przystąpienie do Stowarzyszenia Twórców Ludowych i otrzymać status Twórcy Ludowego. Na ten konkurs dostarczają do nas prace wszyscy z regionów Pałuk, bo to jest głównie sztuka ludowa Pałuk. Są to ośrodki jak Żnin, Kcynia, Wągrowiec, Rogowo, nasz szubiński i jeszcze był Łabiszyn, Barcin. W tej chwili tam nikogo nie ma. W tym roku akurat były 333 prace przesłane na konkurs przez 67 artystów, z tego 25 osób to dzieci i młodzież, a pozostała część to dorośli.

K.N.: Jesteśmy w pomieszczeniu, gdzie wystawione są tylko prace nagrodzone. 

M.B.: Tak. 

K.N.: A proszę jeszcze powiedzieć o tej publikacji, która została wydana na 45 konkurs.

 M.B.: Na 45. konkurs była wydana publikacja, która zawierała biogramy wszystkich twórców, którzy do tego czasu brali udział w konkursach. Były zdjęcia, notatki, tabelki, które pokazywały osoby, które chociaż raz brały udział w konkursie. I oczywiście cała historia konkursów od 1963 roku. Mamy nadzieję, że na 60. konkurs jubileuszowy uda nam się wydać nową broszurę i będzie sporo warsztatów i wydarzeń związanych z tym wydarzeniem.

K.N.: Dziękujemy i życzymy pięknych projektów.

Kolejny odcinek podcastu, naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu “Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”. W naszym dzisiejszym spotkaniu gościmy Panią Zofię Talarowską, hafciarkę snutki golińskiej.
Pani Zofia zajmuje się haftowaniem od 1982 roku, wykorzystując technikę nasnuwania. Urodziła się w Golinie pod Jarocinem w Wielkopolsce.
Z tego odcinka dowiesz się:
  • Na czym polega ta sztuka hafciarska?
  • Skąd wzięła swoją nazwę snutka golińska?
  • Jak wygląda proces przygotowania takiego haftu?
  • Jakie nici są do tego potrzebne?
  • Jak tworzone są wzory?
Posłuchaj tej niezwykłej opowieści pełnej pasji i talentu. A jeśli wolisz czytać, transkrypcję podcastu znajdziesz poniżej 🙂
Zapraszamy!

Transkrypcja podcastu „Zofia Talarowska o snutce golińskiej”

 

Karolina Nowaczyk: Czy mogłaby się pani przedstawić naszym słuchaczom? 

Zofia Talarowska: Jestem Zofia Talarowska, mieszkam w Golinie, z urodzenia jestem golinianką i zajmuje się snutką golińską. Wyszywania nauczyłam się na kursie, który prowadziła pani Pietrzak Pelagia – wielka snutkarka – w Golinie, w roku 1982. 

K.N.: Co to jest snutka golińska?

Z.T.: To haft, który jest nasnuwany specjalną nitką. Nie wiemy, skąd się wzięła nazwa snutka golińska. 

K.N.: Czym charakteryzuje się snutka golińska?

Z.T.: Tą właśnie nasnuwaną nitką. To jest specjalna nitka, która musi być na płótnie nasnuta i od tej nitki chyba jest ta nazwa – haft nasnuwany. 

Jak powstaje snutka golińska

K.N.: Jak wygląda proces przygotowania tego haftu?

Z.T.: Bierzemy białe płótno, wzór i kalkę. Rysujemy wzór, a potem fastrygujemy i robimy tak zwany podkład. Nie robimy pęczków, tylko jedziemy w jedną stronę i w drugą, a potem nasnuwamy nitkę. Nitka musi być mocna.

K.N.: Jaki to jest rodzaj nici?

Z.T.: To jest nić bawełniana, nasnuwana. Najpierw rysujemy na płótnie trójkąty (najlepiej i najwygodniej ołówkiem), bo trójkąciki łączą snutkę. Potem nasnuwamy, a po nasnuciu bierzemy się za szycie. Szyjemy, jak kto woli – muzą lub atłaskiem, Atłaskiem wychodzi delikatniej, bo pęczki są bardzo małe. Pęczki nakłuwamy, żeby nie były zbyt duże. Mamy do tego takie specjalne narzędzie do nakłuwania. I tak powstaje snutka. 

K.N.: A co to jest za charakterystyczny element?

Z.T.: To jest właśnie koszyczek – obszywamy dziureczkę, bierzemy igłę i od spodu łapiemy pęczuszki. To jest margaretka, to jest gałązka, to jest pajączek – każda snutka, każdy motyw w snutce ma swoją nazwę.

K.N.: Czy wzory tworzy Pani sama?

Z.T.: Na początku wymieniałyśmy się z koleżankami – jedna narysowała, druga narysowała i się wymieniałyśmy. A teraz, jak ktoś zamówi serwetkę, to rysuję sama, Mam elementy, nakładam je na pergamin i rysuję. 

Zofia Talarowska snutka golińska

K.N.: Dobrze. Mamy wyhaftowaną serwetę. Jaki jest kolejny etap?

Z.T.: Serwetę trzeba wyprać bardzo delikatnie. Do miseczki sypiemy proszku i namaczamy, żeby ta kalka puściła, bo serwetka troszeczkę od kalki przebija i ta nitka może zrobić się niebieska. Namaczamy i zostawiamy. Jakby jeszcze nie puściła, to można wygotować. Z tym się nic nie stanie, bo to nić lniana. No i szykujemy serwetę do wycinania. Po wycięciu bierzemy styropian, kładziemy białe płótno i upinamy serwetkę tak, żeby była pięknie naciągnięta – każdy narożnik upinamy szpilkami i zostawiamy do wyschnięcia. Po wyschnięciu obcinamy brzegi. Jak jest mocny krochmal zrobiony, taki bardziej gęsty, to serweta już nie musi być prasowana. Wystarczy ją naciągnąć.

K.N.: Czy dużo osób zajmuje się snutką golińską?

Z.T.: Jest trochę pań w Golinie, które szyją, ale kilka z nich szyje tylko dla siebie. My cztery należymy do Centrum Kultury w Kaliszu i dlatego jeździmy z tymi serwetkami po wystawach i pokazujemy naszą snutkę. W szkole też odbywają się kursy szycia, no ale przez ten wirus wszystko stanęło. Są osoby, które chcą się nauczyć haftować. To bardzo cieszy, że ta tradycja jest kontynuowana.

Snutka golińska kiedyś i dziś

K.N.: Jakie zmiany zaszły na przestrzeni lat w snutce golińskiej?

Z.T.: Za dużo się nie zmieniło. Kiedyś też były i gałązki, i kwiatki. My zmieniamy tylko długość snutki. Jak jest wzór narysowany, a snutka wydaje się za długa, to dokładamy pęczek. To nie musi być wszystko pod linię zrobione – może być tu pięć pęczków, a gdzie indziej sześć. Jak pasuje, tak haftujemy. Większość motywów (np. gałązki) jest z tamtych lat, ale tworzymy też swoje, bo kiedyś nie było zajączków, nie było choinek, nie było jajeczek. Dawniej panie robiły więcej serwet i obrusów. Nasz kościół cały jest w pięknych obrusach ze snutki – tych starych i tych nowych. 

Zofia Talarowska snutka golińska

K.N.: Wyszyła Pani obrus, który jest w kościele. Jaki jest duży i jak długo go Pani haftowała?

Z.T.: Obrus ma chyba 2,5 m, a haftowałam go pół roku. Podkład zrobiła mi pani Krawczyńska z Goliny razem z panią Wróblową. Ja nasnułam i cały wyszyłam. I to jest pół roku pracy, ale całymi dniami, czyli cała zima aż do jedenastej wieczorem.

K.N.: A taką serwetkę, która ma średnicę około 25-30 cm, to jak długo się wyszywa?

Z.T.: Ja tak miesiąc ją szyję.

K.N.: Snutka golińska jest biała?

 Z.T.: Tak, tylko biała. Biała na białym płótnie i tylko biała.

Justyna Renn: Proszę powiedzieć kilka słów o zespole „Goliniacy” i ich strojach.

Z.T.: Stroje dla zespołu szyła pani Pietrzakowa i Kawczyńska, a Pani Kowalska robiła czepce. Zespół ma piękne stroje ze snutki golińskiej. Ale teraz co raz więcej zespołów ma takie stroje. My robiłyśmy z panią Łukaszewską stroje do Snutków do Potarzycy, a pani Stasia Kowalska z panią Genią robiły czepce. Zrobiłyśmy 19 kompletów.

prace zofii talarowskiej snutka golińska

K.N.: I te wzory snutki to też jest wasz autorski projekt?

Z.T.: Tak, wszystko zostało przygotowane przez nas. W kryzach zmieniałyśmy kwiatki, bo takie same motywy, jak są na fartuchu, to muszą być też na kryzie. I takie same rysowałyśmy. 

J.R.: Bluzki mają rękawy zrobione ze snutki.

Z.T.: Dla młodzieży szyłyśmy dziewięć strojów – to są te z mniejszymi zdobieniami na bluzach. A starsi mają szerokie snute rękawy. Czepce też są zrobione ze snutki. Pani Stasia i pani Genia robiły snute czepce do Potarzycy.

J.R.: Czy wzory można robić komputerowo?

Z.T.: Tak, niektórzy robią. Pani Jola Łukaszewska narysowała serwetkę właśnie komputerowo. Ten wzór komputerowy można pomniejszać lub powiększać. Pan Radek Żyto potrafi nawet narysować na płótnie wzór gotowy do haftowania. Ja nie umiem rysować na komputerze, więc rysuję jak dawniej – na pergaminie.

K.N.: A co z praniem? Mam snutkę, która z czasem się ubrudziła i zakurzyła. Co teraz?

Z.T.: Najwygodniejszy jest styropian i biały ręcznik albo białe płótno. Upinam szpileczkami. Jak pierzemy w misce z proszkiem, to namaczamy i nic nie szarpiemy. Jak jest mocno zabrudzona lub pożółkła, to wtedy możemy ją wygotować. Nie szarpiemy, tylko zostawiamy proszku – ona się sama wybieli. Jak nie wybieli się za pierwszym razem, to odlewamy wodę i nalewamy następną. Snutki żółkną od krochmalu, ale jak je wypierzemy, to się wybielą.

ozdoby ze snutki golińskiej zofia talarowska

J.R.: Snutki są bardzo trwałe. Od którego roku obrusy leżą w kościele?

Z.T.: Obrusy są z okresu I wojny, jak przyszła pani Moszczyńska. Stary obrus zrobiła pani Bernasowska, taka haciarka, która mieszkała w Golinie. Moszczyńska, jak pałac w Golinie się spalił, mieszkała u niej i to ona robiła właśnie ten stary obrus. Pani Krawczyńska postarała się o ten wzór. Pan Grygiel z Żerkowa go narysował, Grygiel, a ja go wyszyłam. I ten wzór – co 85 lat temu był w kościele na głównym ołtarzu – ja wyszyłam. I też jest na głównym ołtarzu.

A jest też taki jeden przedwojenny piękny obrus z wizerunkiem Matki Boskiej, różańcem i haftowanymi sercami. Mamy piękne obrusy w kościele.

K.N.: Ja się bardzo cieszę, że są osoby takie jak Pani, które kultywują tę tradycję snutki golińskiej. I że są nowe osoby, które też chcą się uczyć. Bo to jest takie nasze wielkopolskie, takie jak nigdzie indziej. 

Z.T.: Jak jeździmy po tych wystawach, to ludzie oglądają i są zachwyceni, tylko się boją kłaść na stół. Wolą coś sztucznego, co się szybko wypierze. My robimy choineczki na Boże Narodzenie, a na Wielkanoc jajka i zajączki i wieszamy w oknach.

K.N.: Ja mam nadzieję, że wróci to, że ludzie będą chcieli kłaść na stół obrusy ręcznie wykonane i że będą doceniać tę pracę w cenie, w cenie tego rękodzieła.

Z.T.: Jakiś czas o snutce było cicho, a teraz znów snutka stała się modna. Ludzie się interesują, a wystaw jest coraz więcej, bo my się mamy naprawdę czym pochwalić. I są warsztaty, żeby przekazywać tę wiedzę. 

K.N.: Dziękujemy, pani Zofio.

Z.T.: Ja też bardzo dziękuję. 

 

Zdjęcia: Oplotki.pl

Na zdjęciach prace p. Zofii Talarowskiej.

jadwiga anioła kraszanki
jadwiga anioła kraszanki
Kolejny odcinek podkastu, naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu “Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.
W naszym dzisiejszym spotkaniu gościmy Panią Jadwigę, która jest twórcą ludowym w dziedzinie zdobnictwa obrzędowego, a od roku prezesem Oddziału Wielkopolskich Twórców Ludowych. Pani Jadwiga opowie nam o kraszankach.
o kraszankach jadwiga anioła
Pani Jadwiga jest wszechstronną artystką, a jej największą pasją są kraszanki.
Z tego odcinka dowiesz się:
  • Co to są kraszanki?
  • Z jakich jajek można je wykonać?
  • W jaki sposób powstają ich niepowtarzalne wzory?
  • Co jest najtrudniejsze w tej sztuce i jak bardzo jest ona trwała?

Posłuchaj pięknej opowieści o jednej z najstarszych technik zdobienia jajek. A jeśli wolicz czytać, transkrypcję całej rozmowy znajdziesz poniżej.

TRANSKRYPCJA PODCASTU: „JADWIGA ANIOŁA O KRASZANKACH”

Karolina Nowaczyk: Dzień dobry, czy mogłaby się pani przedstawić naszym słuchaczom?

Jadwiga Anioła: Nazywam się Jadwiga Anioła i jestem twórcą ludowym w dziedzinie zdobnictwa obrzędowego. Od roku jestem prezesem oddziału Wielkopolskich Twórców Ludowych. Do stowarzyszenia należę od 2014 roku, także jestem stosunkowo młodym twórcą – jak na prezesa to bardzo młodym.

K.N.: Gratulujemy. Dzisiaj będziemy rozmawiać o kraszankach. Co to jest kraszanka?

J.A.: Kraszanka, czyli pobarwione jajko. Okraszone najpierw, czyli pobarwione barwnikiem. A po barwieniu jajka należy to jajko wydrapać, czyli ozdobić, okrasić. To jest ta kraszanka, czyli wydrapywane wzory, wyryte wzory w jajku wcześniej zabarwionym.

K.N. Na jajkach jakich ptaków pani tworzy te kraszanki?

J.A.: Generalnie to moje kraszanki powstają na gęsich jajkach. To znaczy na gęsich wydmuszkach. Nie na pełnych jajkach – tylko na wydmuszkach. Ze względu na to, żeby długo mogły cieszyć oko. W niektórych domach są ozdobą, tak jak bombki przechowywane w pudełkach przez wiele lat, wyjmowane tylko na okres wielkanocny. Robiłam też na kaczych, na kurzych. Wydrapuję rokrocznie na Wielkanoc do koszyczka na pełnych, gotowanych kurzych. I z takimi wydrapanymi idziemy do święconki. I to trzeba wydrapać w Wielką Sobotę rano, żeby iść ze święconką tego samego dnia. No bo jajo ugotowane musi być świeżo poświęcone, nie stare, żeby można było je zjeść. I te właśnie jaja nie zachowują się u nas, no bo – niestety – skorupki obieramy i jemy. Dużo pracy na potrzebę chwili, ale muszą być.

Jak powstają kraszanki?

K.N.: Ja tutaj widzę mnóstwo różnych wzorów. Jak pani tworzy te wzory, pani Jadwigo?

J.A.: Wszystko z głowy, nic nie kopiuję. Nie ma dwóch identycznych jaj. Nie ma takich samych wzorów, one się zawsze różnią. Gdyby nawet ktoś zadał mi takie zadanie, że mam stworzyć ileś tam jajek tego samego wzoru, podejrzewam, że nie podjęłabym się tego bo nie potrafię tego zrobić i zawsze gdzieś mi tam w myślach coś umknie, przemknie innego. Ina pewno będzie to jajko inne, nigdy nie będzie takie samo.

jak zrobić kraszankę

K.N.: Proszę nam opowiedzieć o narzędziach, o tym jak wygląda praca z taką wydmuszką?

J.A.: Narzędzia są prymitywne – to taki zwykły nożyk do ziemniaków. Często też takim gwoździem grubym wydrapywałam wzory. Są też specjalne narzędzia, które są na Opolszczyźnie. Panowie opracowali je dla swoich pań, które wydrapują jajka. Ja w większości wydrapuje zwykłym kuchennym nożem – takim do obierania ziemniaków, warzyw.

K.N.: Co jest najtrudniejszym elementem w przygotowaniu kraszanki? Myślę o tym, że trzeba pozyskać jajko, trzeba je ubarwić, uzyskać barwnik, narzędzia… 

J.A.: Najtrudniejsze dla mnie to chyba jest barwienie, ponieważ od zawsze barwię jajka w materiale roślinnym. Sama pozyskuję barwnik z roślin – są to buraki, liść barwinka, szyszki olchowe, kora dębu, łuski cebuli. No w najróżniejszych barwnikach pozyskanych z roślin barwię, nieraz są to kompozycje dwóch, trzech barwników. Też długość barwienia wpływa na to, jak bardzo się przebarwi skorupka. Zazwyczaj moje pisanki są ciemne, nie są wyraziste w jaskrawych kolorach, kolory są stonowane – powiedziałabym nawet, że w takich przygnębiających barwach – i one nigdy nie mają tego widoku radości, tylko są smutne, bo są ciemne. A wszystkie pisanki, jakie spotkałam, są szalenie kolorowe, barwne, rzucające się w oczy, a moje takie zwykłe szare jaja, ciemne.

jak malować kraszanki

K.N.: Szare nie, ale ciemne. Myślę, że wynika to z tego, że w naturze rośliny to nie są raczej barwne ptaki.

J.A.: Tak, czym ciemniej zabarwiona skorupka i bardziej wchłonie farbę, tym jest ładniejszy wzór – bo mocno wydrapany wzór jest zawsze biały. Ale ja czasem drapie płytko ze względu na to, żeby odkrywać te powłoki farby. No i niektóre z tych moich kraszanek mają właśnie takie cieniowania, które rzadko się spotyka w pisankach.

K.N.: Czy przez te lata, kiedy pani wydrapuje kraszanki – bo ludzie od wieków wydrapują kraszanki – czy jest coś takiego, co się zmieniło w technice? Coś, o czym możemy powiedzieć, że jest od zawsze? I czy coś na przykład pani zmieniła, co ułatwia pani pracę?

J.A.: Ja nic nie zmieniłam, żadnej nowoczesności nie wprowadziłam. Ja jestem taka manufaktura, jak była kiedyś, i nic nie zmieniam, nic nie udoskonalam. Z tego co wiem, to ludzie zmieniają narzędzia, udoskonalają sobie, a ja jestem twarda i stała przy jednym swoim i zawsze ciągle tak samo. Fakt jest jeden – zajmuje to mnóstwo czasu, bo żeby taka ładna kaszanka powstała, to te pięć, sześć godzin trzeba poświęcić. Trzy godziny co najmniej barwienia i dwie, trzy godziny wydrapywania. I to musi być odpowiednio przygotowane jajko, także taki czas poświęca się na jedną taką kraszankę. Jest to super zajęcie, skupienie niesamowite, uruchamia się wyobraźnia, nieraz liczy się kreseczki. Bardzo często to robię – zaczynam drapać i liczę, dojeżdżam do 60 i płatek kwiatka jest zrobiony, także to są takie treningi bardzo dobre dla starszych osób, bo ćwiczą pamięć. Należy liczyć płatki, liczyć kwiatki, żeby się nie pomylić. Niekoniecznie należy zrobić ten sam motyw, ten sam wzór na jednej i drugiej stronie tego jajka, ale chodzi o to, że skupiamy się i intensywnie liczymy, a takie liczenie bardzo dobrze wpływa na człowieka.

 

K.N.: Czyli tak, jak zawsze mówimy u nas w Oplotkach – że rękodzieło jest po prostu rozwijające, pomocne, stymulujące umysł i ciało. 

J.A.: Wiele takich zajęć prowadziłam w szkole z dziećmi. Prowadziłam zajęcia z grupami niepełnosprawnymi. Były to osoby z autyzmem, były osoby z niepełnosprawnościami ruchowymi. Także bardzo fajnie się współpracuje z takimi ludźmi. Wspaniale. Widać, że ci ludzie odnajdują jakiś inny cel w takim wydrapywaniu wzorów – nie są one takie jak od mistrza, ale powodują to, że ci ludzie niepełnosprawni koncentrują się na tym, co robią. Mają ogromny szacunek do człowieka, który ich uczy, potrafią tę radość okazać. Bardzo dobrze też pracuje się z osobami starszymi, seniorami. No nie powiem, że z dziećmi się źle pracuje, bo też się wspaniale pracuje – są wesołe i bardzo dobrze się z nimi pracuje. Dzieciaki wynoszą najwięcej, bo one mają najlepszy chłonny mózg. Po wielu latach spotyka mnie chłopiec na ulicy i mówi: ”A ja z Panią robiłem jajka! Pamiętam, miałem brudne ręce, wydrapywaliśmy wzorki i mam je do dzisiaj. Mama chowa w kieliszku”. Takie miłe wspomnienia. 

I nawet już nie pamiętam, od kiedy robię te jajka. Tak naprawdę babcia wydrapywała. Pamiętam, że u nas zawsze były wydrapywane jajka. Co prawda nie gęsie, nie zachowały się żadne wzory, a moja babcia wydrapywała je do święconki. Pamiętam taką dużą miskę od najlepszego serwisu, jaki był w domu. Babcia stawiała na stole i barwiła w garnku na piecu w łupinach cebuli, dziadek oziminę przynosił. I barwiła różnymi naturalnymi barwnikami, brała nóż do obierania ziemniaków, jak ja dzisiaj biorę, stawała przy piecu i te ciepłe jajca wydrapywała i układała w tej misce. Zawsze mieliśmy na święta takie ładne wydrapane i dla mnie było to normalne – one muszą być.

Potem zaczęłam, jak wyszłam za mąż. Dziecko było małe, to musiało mieć do koszyczka też takie jajko wydrapane. I było to też normalne dla mnie. Potem zaczęłam wydrapywać w gęsich jajkach, pierwsze to były takie wydrapane dla nas na stół wydmuszki, potem były w prezencie dla rodziny, dla znajomych. Nigdy nie robiłam tego zarobkowo, zawsze robiłem to tak z pasją od siebie. I każde było inne. I zawsze mówiłam: wybierzcie sobie, jakie chcecie, jakie się wam podoba. To tak było spontanicznie, tak się zaczęło.

o kraszankach

Wciągnęła mnie ta pasja bardzo mocno, robiłam coś, o czym w ogóle nie wiedziałam, że jest to najstarsza technika zdobienia jaj. Dopiero po spotkaniu z panią etnograf z muzeum w Dziekanowicach i rozmowie pani spytała, skąd ja to umiem. A ja mówię, że nie wiem, no tak od zawsze myśmy tak w domu robili. No i dowiedziałam się właśnie wtedy, że to są właśnie najstarsze pisanki, że tak barwiono kiedyś, dowiedziałam się historii tej pisanki, no i nic nie zmieniłam, zostawiłam tak, jak było. Postanowiłam, że tak długo, jak będę wydrapywać, będę tak barwić. Moje wszystkie pisanki są podpisane przeze mnie. Także gdziekolwiek znajdę kraszankę, wiem, że jest moja. Nigdy nie zapomnę żadnej z nich, chociaż wydrapałam już tysiące, poznam moje zawsze i wszędzie. Mam takie coś, że pamiętam wszystkie.

K.N.: Swoje dzieci się pamięta!

J.A.: Tak, swoje dzieci się pamięta, bo w każdym jest coś innego. I nieraz są pobarwione, mają plamy, niedociągnięcia, jakieś dziwne przebarwienia, to gdzieś jakaś wypustka, bo przecież skorupka to jest tylko skorupka, to stworzyła natura, tak to gęś zniosła, więc każde jest inne. Każda gęś jest inna, każde jajko jest inne i w tych właśnie przebarwieniach i niedociągnięciach, odkrywa się to, co najfajniejsze, najważniejsze. Najładniejsze są wtedy te pisanki, bo są te naturalne przebarwienia, nie trzeba ich malować, robić.

K.N.: Piękno rękodzieła – każda jest inna.

J.A.: Każda inna. Ktoś kiedyś mi powiedział, że właśnie po tym poznaje się prawdziwego artystę, że nie maluje dwóch takich samych obrazów. No i chyba u mnie jest tak samo, bo dwóch równych nie mam.

K.N.: Pani Jadwigo, czy poza dziećmi i seniorami są osoby, które chcą się nauczyć tworzenia takich pisanek?

J.A.: Wiele osób spotkałam w swoim życiu, które chciały się nauczyć, nie wszyscy mają do tego predyspozycje. Nie wiem, mi to wychodzi tak naturalnie, ale nie wszyscy mają takie zdolności, umiejętności, żeby poświęcić tak dużo czasu w tak bardzo głębokim skupieniu. I przede wszystkim, by uruchomić wyobraźnię i wydrapywać te wzory. No mało jest takich osób. Wśród dzieci przez wiele lat prowadziłam zajęcia w szkołach i przedszkolach, a spotkałam tylko jedną dziewczynkę – jedną jedyną – która była naprawdę zaangażowana. Ona nie słyszała, że już był koniec. I to jest dopiero człowiek, z którego będzie naprawdę prawdziwy artysta, bo ona nie zwróciła na nic uwagi: że wszyscy wyszli z lekcji, że warsztaty się skończyły. Ona ciągle była przy jednym jaju skupiona – opanowanie ręki, odkrywanie tych właśnie kolorów, dobieranie wzorów, no było to wspaniałe i to była jedna dziewczynka. Córka moja też umie to robić, nauczyła się przy mnie. W tej chwili jeszcze nie robi tak jak ja, bo nie wie, czy chce robić, czy nie. 

K.N.: Proszę nam jeszcze powiedzieć, jakim innym rękodziełem się pani zajmuje poza kraszankami?

J.A.: Ja jestem taki człowiek orkiestra, bo żyję tak, jak pory roku żyją. Na Wielkanoc pisanki, pieczywo obrzędowe, palmy wielkanocne, kwiaty z bibuły, wyroby ze słomy, wieńce dożynkowe. Trochę jeszcze zostało mi z domu rodzinnego zielarstwa, takiego ludowego. I tak ze wszystkim: jak kalendarz idzie, tak ja też.

K.N.: Czyli na Gwiazdkę mamy ozdoby?

J.A.: To tylko ze słomy, słoma przynosi szczęście, bogactwo. Ludzie w to wierzyli i zawsze taki snopek zboża powinien stać w kącie, bo to przynosi dostatek i ozdoby ze słomy powinny być na choince. Kiedyś wieszano na podłaźniku, pod sufitem, i u nas są ozdoby ze słomy, snopek w kącie, chociaż mamy już XXI wiek, ale niech zostaną te dawne wierzenia i tradycja.

K.N.: To ja mam pytanie: Czy snopek z lnu też się liczy?

J.A.: Nie, nie liczy się. To musi być owies, żyto, pszenica i jęczmień – te cztery zboża.

K.N.: Dobrze, to w tym roku się postaram i będzie taki snopek stał u mnie. Jednak skąd wziąć w mieście taki snopek?

J.A.: Bo to tylko na wsiach taka tradycja.

K.N.: No ale zobaczymy, może powoli coś tam zakrzewimy dzięki naszym rozmowom z twórcami.

J.A.: Wielu jest zakręconych ludzi właśnie w takim klimacie kultury ludowej, jednak większość to pisarze, rzeźbiarze, koronczarze, a mało jest właśnie takich, którzy żyją porami roku i żyją tak, jak żyli ludzie dawniej.

K.N.: To miejmy nadzieję, że dzięki naszej rozmowie ktoś się zainteresuje i chociaż spróbuje żyć porami roku.

J.A.: Ja zapraszam do tego, bo jest to piękne i kontakt z naturą jest niesamowity. Człowiek musi żyć wtedy ze zbieractwa, musi zbierać barwniki, musi zbierać zioła, sam ręcznie zbierać zboże na polu. Przy okazji spaceruje, wychodzi z domu. Dopiero na zimę schodzi do domu i wtedy zaczyna przerabiać to, co zebrał. 

K.N.: Dziękujemy za tę rozmowę.

J.A.: Bardzo dziękuję. 

wywiad z magdą wojtecką
wywiad z magdą wojtecką
Kolejny odcinek podkastu i naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu “Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.
W naszym dzisiejszym spotkaniu gościmy Magdalenę Wojtecką, która od 9 lat mieszka w Hadze w Holandii. Magda jest rękodzielnikiem z zamiłowaniem do historii rękodzieła. Jest także członkiem Stowarzyszenia Oplotki oraz wolontariuszką w „Polce” – Poolse vrauen in Segbroek.
Z tego odcinka dowiesz się:
  • Co to jest lucet?
  • Co to jest widelec dziewiarski i dlaczego się tak nazywa?
  • Jakie są rodzaje sznurków i do czego można je wykorzystać?
  • Co to jest bardko tkackie i tabliczki do tkania? Czym się różnią?
  • Jakie są rodzaje splotów?
  • Do czego służyły krajki?
Wysłuchaj tej interesującej opowieści i przekonaj się, co można stworzyć za pomocą tych narzędzi w XXI wieku. A jeśli wolisz czytać, transkrypcję nagrania znajdziesz poniżej. Zapraszamy 🙂
Więcej szczegółów o projekcie znajdziesz na stronie Rękodzieło Wczoraj i Dziś >> 

Listen to „37_2020 Magdalena Wojtecka o lucecie, bardku i igle dziewiarskiej” on Spreaker.

 

TRANSKRYPCJA PODCASTU „MAGDALENA WOJTECKA O LUCECIE, BARDKU I IGLE DZIEWIARSKIEJ”

 

Magdalena Wojtecka: Cześć, nazywam się Magdalena Wojtecka, mieszkam w Hadze w Holandii od 9 lat. Muszę przyznać, że postrzegam siebie jako rękodzielnika z zamiłowaniem do historii rękodzieła. Jako osoba kreatywna nie mam ulubionej dziedziny rękodzieła, chyba bardziej fascynuje mnie proces nauki samej techniki i jej historii w jednym. Jestem członkiem Stowarzyszenia Oplotki. Ze stowarzyszeniem mamy wspólną ideę rozpowszechnianie rękodzieła i muszę przyznać, że to jest bardzo inspirujące. Jestem też wolontariuszem w Polce, czyli Poolse vrouwen in Segbroek. Są to kobiety zrzeszone w grupie, które pomagają sobie nawzajem na emigracji. Dzisiaj chcę opowiedzieć o lucecie, bardku, tabliczkach i igle dziewiarskiej. Brzmi ciekawie?

Justyna Renn: Brzmi ciekawie, trochę zapomniane techniki.

M.W.: Tak są to techniki wczesnośredniowieczne, chociaż tak naprawdę przez całe średniowiecze służyły naszym przodkom do wyrobu tych rzeczy, które potrzebowali. Są to rzeczy dziewiarskie, natomiast nie są bardzo skomplikowane w obsłudze. Myślę że dzisiaj każdy z nas spokojnie może przysiąść i sobie udziergać, co potrzebuję za pomocą tych przyrządów.

J.R.: Co to jest lucet, który w Polsce nazywany jest widelcem dziewiarskim?

M.W.: Muszę powiedzieć, że widelec dziewiarski to nazwa jest adekwatna do wyglądu, ponieważ przypomina nasz współczesny widelec tylko bez środkowych zębów. Z powodzeniem można go zrobić w domu. Oplata się włóczkę wokół dwóch zębów po bokach i przeciąga. W bardzo prosty sposób powstaje kwadratowy sznurek. Jest on dosyć sprężysty, bardzo fajny. Dzisiaj mamy sznurki płaskie, okrągłe, a ten właśnie ma taką oryginalną konstrukcję, obrócisz go z każdej strony i będzie kwadrat.

J.R.: Do czego mógł być wykorzystywany ten sznurek?

M.W.: Tym sznurkiem można było się przepasywać na przykład suknię, można było szyć aplikacje na sukni czy na dekolcie, można było też nosić zawieszoną sakwę – naszą dzisiejszą portmonetkę. Była to rzecz bardzo przydatna. Innym bardzo przydatnym narzędziem dziewiarskim było bardko. Jest to drewniana tabliczka ze zrobionymi otworami na włóczkę. Musisz w odpowiedni sposób przeciągnąć i później dodatkowo włóczkę przeplatać, przekładać. Na podobnej zasadzie są też tabliczki do tkania, natomiast one różnią się tym, że musisz ich użyć minimum 4, żeby powstał wyrób tkacki. Oczywiście możesz ich użyć dużo więcej, ale takie minimum to są 4. Są w kształcie kwadratów i mają po bokach wywiercone otwory, przez które przeciągasz włóczkę. Różnica pomiędzy jednym a drugim urządzeniem polega na tym, że na bardku możesz tkać proste wzory kwadratowe, bardziej geometryczne, natomiast tabliczki dają wzór ukośny, można by rzec – diamentowy. Muszę przyznać, że tabliczki są dla mnie bardziej skomplikowane, bardko jest łatwiejsze. Więc jeżeli ktoś ma ochotę uczyć się, zachęcałabym zacząć od bardka.

bardko

J.R.: A co wykonywane było na bardku i na tabliczkach?

M.W.: Wykonywane były krajki. Krajki są to wąskie paski barwne, służyły one też do przepasywania się, do obszywania sukien, czyli miały taką bardzo praktyczną funkcję, żeby te suknie się nie niszczyły zbyt szybko. Natomiast jeżeli mówimy typowo o średniowieczu, no to one miały jeszcze inne zastosowanie, miały chronić tę osobę, która ją nosiła. Dzisiaj tak naprawdę współczesnym odpowiednikiem krajki będzie taśma pasmanteryjna. Jak szukałam w książkach na temat krajek, to doszukałam się bardzo ciekawego zastosowania. Krajki służyły do przewiązywania niemowląt i właśnie w jednej książce było napisane, że dziecko ułożone prosto było unieruchomione, owinięte właśnie krajką i miało uniknąć dzięki temu krzywicy. Tak sobie skojarzyłam w dzisiejszych czasach takie nasze chustowanie.

J.R.: Chyba tak, ale faktycznie podejrzewam, że oni też nosili w chustach dzieci. Krajki są wykorzystywane też w strojach ludowych do tej pory, prawda?

M.W.: Tak, to wszystko zależy od regionu tak naprawdę. To, co było we wczesnym średniowieczu, przewija się również do naszych czasów. Pewne elementy zostały zachowane, na przykład kolor czy dobór krojów. Myślę, że we wszystkim można poszukać jakiejś analogii. Natomiast fascynujące jest to, jak nasi praprzodkowie radzili sobie z tym, żeby mieć odzież ciepłą, ładną, żeby ona była praktyczna, ale też w ich mniemaniu miała chronić ich przed złymi duchami, demonami. My dzisiaj nosimy biżuterię dla ozdoby, a ówczesne kobiety nosiły ją po to, by ochronić siebie, biżuteria była amuletem. No i właśnie ten lucet, o którym wspominałam na początku, też służył do wyrobu biżuterii, na przykład można było zrobić bransoletkę za pomocą tego urządzenia.

Kobieta w sukni przepasanej krajką, mężczyzna w butach przepasanych krajką; Żródło: Igor D. Górewicz Poznaj Słowian str 24

Kobieta w sukni przepasanej krajką, mężczyzna w butach przepasanych krajką; Żródło: Igor D. Górewicz, Poznaj Słowian, str 24

J.R.: Igła dziewiarska. Co to było takiego?

M.W.: Igła dziewiarska jest to też bardzo fajny przyrząd. Dla mnie chyba najbardziej skomplikowany i najbardziej prosty w swojej prostocie. Przypomina współczesną igłę. Igła dziewiarska jest wykonana z drewna. Długości są różne – od 6 cm do 12 cm. W środku ma wyżłobiony otwór, co najmniej 3 mm, przez który się przeciąga włóczkę, no i z tego robi się na przykład skarpety, rękawiczki i czapki. No muszę przyznać, że dzisiaj właściwie chyba w Polsce zanikło już wyplatanie za pomocą igły dziewiarskiej. Chcąc uczyć się kiedyś właśnie tym sposobem, musiałam szukać informacji w języku szwedzkim i norweskim. Tam nadal jest ta igła żywa, są wykonywane po dziś dzień piękne ozdoby, tutaj w Holandii też. Kiedyś na ulicy widziałam dziewczynkę ubraną właśnie w strój wykonany za pomocą naalbinding, czyli igły dziewiarskiej. Różniło się to od szydełka, dlatego przykuło moją uwagę. Dziewczynka była fantastycznie ubrana, miała czapkę i rękawiczki, no i ten splot rzeczywiście jest zupełnie inny. Więc jeżeli chcemy mieć coś wyjątkowego, innego niż ma sąsiadka, zachęcam do nauki tkania za pomocą igły dziewiarskiej. Na początek polecam ścieg najprostszy, który nazywa się Oslo To tak, żeby postawić pierwsze kroki.

J.R.: Czy obecnie lucet jest często wykorzystywany? Bo mi się kojarzy, że można zrobić na przykład ze złotej czy srebrnej nitki biżuterię?

M.W.: Można, ale powiem ci więcej. Jeżeli ktoś na przykład szyje sutasz, to te sznurki do sutaszu też byłyby bardzo fajną podstaw. Tak, zamiast włóczki wziąć właśnie te sznurki i oplatać. Wyjdzie nam zupełnie nowy wyrób, oryginalny starą metodą. 

J.R.: Czy ten lucet, te widelce, są w różnych wielkościach, ten sznurek może być różnej szerokości?

M.W.: Tak jest. Widziałam też lucety dwustronne, jeżeli ktoś nie lubi zbyt dużo tak zwanych przydasi, to może mieć właśnie lucet dwustronny, czyli z jednej strony są te widelce szersze, a z drugiej strony są węższe. Fajnie może sobie tym lucetem operować. Jeżeli ktoś ma ochotę, może zrobić sobie go w domu. Wystarczy wziąć drewniany widelec, wyciąć środkowe zęby i właściwie już jest urządzenie czy narzędzie dziewiarskie.

J.R.: Czyli właściwie można robić różnej szerokości paski, różnej grubości?

M.W.: Tak, są dwie metody. Jedna jest taka, że robisz sznurek i ten sznurek zszywasz w odpowiedni sposób, natomiast druga metoda troszkę bardziej może trudna, ale efekty są szybsze. Robisz jak gdyby podstawy sznurka i później, przeplatając już na tym lucecie, robisz koło. Jeśli chcesz zrobić podstawkę pod kubek, to nie musisz tego już zszywać, ponieważ stosując właśnie tę metodę przeplatania, już ta podstawka jest gotowym produktem.

Żródło: Zdobnictwo wczesnego średniowiecza, t.2, wyd. Triglav

Żródło: Zdobnictwo wczesnego średniowiecza, t.2, wyd. Triglav

J.R.: To może być bardzo ciekawe, bo zupełnie inaczej pewnie będzie wyglądać niż robione na szydełku.

M.W.: Tak, powiem, że te podstawki są bardziej stabilne. Jednak tutaj masz zachowany ten krój kwadratowości cały czas, więc jest to jednak taka podstawka stabilna. Koszyk nie wybrzusza się, tylko stoi tak zupełnie prosto.

J.R.: A te wszystkie urządzenia są nadal wykorzystywane w rekonstrukcji strojów?

M.W.: No tak, bez tego właściwie nie mogłoby się to zadziać, czyli rekonstruktorzy nie mieliby jak odtworzyć tych strojów. Myślę, że oni mają bardzo szeroką wiedzę i bardzo chętnie się nią dzielą na festynach historycznych. Można podejść, zapytać, dotknąć. To jest bardzo fajne doświadczenie, takie rękodzielniczohistoryczne. Muszę też powiedzieć, że z bardka dzisiaj można utkać wisior albo dekorację naścienną, jeżeli ktoś tak chce udekorować sobie mieszkanie. Ta tkanina utkana za pomocą bardka może też być szeroka.

Kobieta w rękawiczkach wykonanych za pomocą igły dziewiarskiej; Żródło: Igor D. Górewicz Poznaj Słowian, str 24

Kobieta w rękawiczkach wykonanych za pomocą igły dziewiarskiej; Żródło: Igor D. Górewicz, Poznaj Słowian, str 24

J.R.: A czy kolory i wzory są też historyczne? Czy można sobie samemu zaprojektować wzór?

M.W.: No tak jak wspominałam, mamy trochę ograniczone możliwości wzoru, ponieważ bardko daje proste sploty – kratki i inne wzory z dominującymi pionowymi liniami, natomiast tabliczki to jest splot ukośny. Tylko to nas ogranicza w tych dwóch sposobach tkania. Natomiast kolory, dobór włóczki, czyli materiału dzisiaj właściwie mamy nieograniczony, możemy równie dobrze użyć nici z lnu, jak również użyć akrylu.

J.R.: Kiedyś właściwie był używany len i bawełna.

M.W.: Wełna.

J.R.: Ale my pokażemy również, jak się robi za pomocą lucetu sznurki, ponieważ zapraszamy na warsztat, w którym to będzie pokazane.

M.W.: Tak, bardzo się cieszę na tę możliwość. Muszę przyznać, że bardzo lubię dzielić się swoją wiedzą. Myślę, że to będzie ciekawe i inspirujące doświadczenie, jak można w domu zrobić sobie lucet bardzo prosto i jakie ciekawe rzeczy mogą z niego powstawać nawet w XXI wieku. Także zapraszamy do obejrzenia. 

J.R.: Dziękujemy.

9_36_2020 Olga Krause-Matelska o papierze czerpanym

 

9_36_2020 Olga Krause-Matelska o papierze czerpanym

Olga Krause-Matelska o papierze czerpanym

 

Kolejny odcinek naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu “Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.
Dziś gościmy panią Olgę Krause-Matelską z Fundacji Nasze Podwórko, która między innymi zajmuje się odtwarzaniem tradycji papierniczej, opowiadaniem o niej i prowadzeniem warsztatów.
Z tego odcinka dowiesz się:
  • Jak rozpoczęła się przygoda pani Olgi z papierem?
  • Co to jest papier czerpany?
  • Jak powstaje papier czerpany?
  • Jak wygląda proces powstawania takiego papieru?
  • Czego można użyć do wytworzenia i ozdobienia papieru?
  • Jaki papier nadaje się do mielenia i tworzenia kolejnych wyrobów rękodzielniczych?

 

Serdecznie zapraszamy do wysłuchania tej ciekawej historii połączonej z lekcją ekologii. A jeśli wolicz czytać, transkrypcję podcastu znajdziesz poniżej 🙂

TRANSKRYPCJA PODCASTU „Olga Krause-Matelska o papierze czerpanym”

 

Karolina Nowaczyk: Dzień dobry, czy możesz się przestawić naszym słuchaczom?

Olga Krause-Matelska: Nazywam się Olga Krause-Matelska, reprezentuję Fundację Nasze Podwórko. Mieszkam obecnie pod Rogoźnem w Gościejewie. Z mężem prowadzimy fundację, która między innymi zajmuje się odtwarzaniem tradycji papierniczych, opowiadaniem o nich, prowadzeniem warsztatów.

K.N.: Skąd to zainteresowanie papierem?

O.K.-M.: Zainteresowanie papierem jest z innego miejsca, czyli z Czerwonaka. Pracowałam tam przez kilkanaście lat w Ośrodku Kultury i podczas jednego z projektów historycznych trafiliśmy na taki trop – papiernicze tradycje tego miejsca. Okazało się, że ta tradycja jest unikalna, że jest to rzadkie rzemiosło. I zaczęło się grzebanie w literaturze. Od pierwszego artykułu, jaki przeczytałam dzięki koleżance Karolinie Nowaczyk, zainteresowało mnie to na tyle, że zaczęłam doczytywać, szukać literatury z różnych dziedzin – począwszy od mechaniki przez źródłoznawstwo, bo określanie wieku papieru jest jedną z nauk pomocniczych historii. Więc tak wielotorowo czytałam na ten temat i starałam się odtworzyć w warsztatach tę tradycję Czerwonaka. Zainteresowało mnie rzemiosło i historia. Stwierdziłam, że to jest ciekawe hobby i bardzo ciekawe warsztaty dla dzieci, gdzie można przy okazji mówić o historii. Wciągają również mężczyzn, dorosłe osoby. Obudowaliśmy ten warsztat różnymi urządzeniami, mamy specjalny stół, specjalne ramki, sita, prasę, mamy kolender, którego dzisiaj też używamy, i różne inne akcesoria. To wszystko jest bardzo ciekawe, ale przy okazji dostrzegliśmy też aspekt ekologiczny tego przedsięwzięcia. Papier tradycyjnie robiono w średniowieczu z włókien roślinnych i ze szmat. Przetwarzano je i rozdrabniano w specjalnych urządzeniach napędzanych energią wody lub wiatru. My w swoich warsztatach czasami próbujemy też zmielić jakieś rośliny, ale przetwarzamy przede wszystkim makulaturę. Robiąc papier z makulatury, zaczęliśmy postrzegać inny aspekt tego rzemiosła i tych warsztatów – ekologiczny. Często łączymy swoje zajęcia z opowieścią o ekologii. Także jedną gałęzią hobby jest drążenie historii i odtwarzanie starych technologii, ale drugą mówienie o ekologii, o tym, że można, a nawet trzeba przetwarzać nie tylko papiery, ale i inne tworzywa. My akurat się skupiamy na papierze, pokazujemy, co można z tego przemielonego papieru zrobić.

o papierze czerpanym

K.N.: Czy mogłabyś powiedzieć o etapach tworzenia papieru? Jak go zrobić, jak wygląda taki proces?

O.K.-M.: Ten historyczny proces zaczynał się od tego, że trzeba było pozyskać dużo słomy roślinnej albo szmat i je przetworzyć. Przetworzyć, czyli macerować. Mówiąc prosto: pozwolić im zgnić. Potem trzeba było je zmielić, rozdrobnić. Robiło to duże urządzenie napędzane w Europie najczęściej kołem wodnym. To tak zwana stępa. To jest europejski wkład w tradycję, która sięga starożytnych Chin. Kiedy rozdrobni się tę masę, powstaje pulpa, z której można tworzyć papier. Rozpuszcza się na powrót w wodzie. I z tej zawiesiny wodnej wyczerpuje się przy pomocy sita papier. Sito ma swój określony kształt, można je dopasować do arkusza, znaczy stworzyć w ten sposób wielkość arkusza, i następnie trzeba to odsączyć z wody. To się działo pod prasą; my używamy do tego prasy introligatorskiej. Następnie trzeba to wysuszyć i potem mamy już gotowy papier. Jeszcze dodatkowo ten papier przyklejano w papierniach. Robiły to najczęściej kobiety – przyklejały papiery klejem kostnym, gładziły specjalnym kamieniem, żeby był gładziutki i nadawał się do pisania, potem podzielony na ryzy trafiał do tych, co papier użytkowali. My nie używamy dzisiaj do produkcji ani szmat, ani włókien roślinnych. Co najwyżej robiąc eksperymenty z jakimiś roślinami, mielimy je i wrzucamy do kadzi czerpalnej. Mamy specjalny stół z kadzią, który się rozkłada i pozwala nasze warsztaty przenosić z miejsca na miejsce, sita i ramki. Przy pomocy sita czerpiemy masę makulaturową z roztworu wodnego, który jest w kadzi, potem odsączamy na ściereczkach, potem wkładamy pod prasę introligatorską. Czasami gładzimy w kalandrze, czyli w takim dużym maglu, zabieramy go na niektóre warsztaty, ale jest bardzo ciężki, więc nie zawsze go używamy – nie jest konieczny. Potem suszymy papier na suszarce i jest gotowy do tego, żeby coś z niego zrobić. Można jeszcze go potem na przykład posmarować żelatyną albo klejem kostnym, wtedy po wysuszeniu oczywiście będzie gładki.

papier czerpany

K.N.: Ja tutaj widzę takie papiery, które mają jakieś fragmenty roślin, jakieś zmielone kawałki. 

O.K.-M.: Papiery robimy z różnych rzeczy, na przykład ten zielony, taki marmurkowy troszeczkę, to jest najprawdopodobniej trawa z kosiarki, po prostu mielona razem z makulaturą. Z takiej pulpy wyczerpaliśmy na sicie kartki, są one dość twarde i dosyć efektowne. Na niektórych papierach widać rośliny, ponieważ można dekorować je roślinami. Można je na przykład wrzucić bezpośrednio do kadzi z wodą i wyłowić sitem. Efekt jest bardziej przypadkowy. Można je po prostu położyć na papierze przed prasowaniem. One się zazwyczaj bardzo ładnie łączą z tą masą papierową, to jest kwestia potem już kompozycji. Można zrobić papiery dwukolorowe, wtedy się używa takich przesłon. Takim papierem dwukolorowym jest papier z serduszkiem. Są dwie warstwy – jedna miała dziurkę w kształcie serduszka i złożyliśmy dwie warstwy. Papiery mogą mieć różne faktury zależnie od tego, na jakim materiale będziemy go wkładać do prasy: czy będzie to na przykład juta, czy grubo tkany len. Wygląda to bardzo dekoracyjnie, ale nie zawsze jest dobre, gdy chcemy na nim pisać, bo on jest taki chropowaty, porowaty, ale próbowałam – można pisać długopisem, pióro niespecjalnie się nadaje. Ten papier działa trochę jak bibuła. Można zrobić papier zapachowy, na przykład z mielonej mięty. Długo zachowuje zapach mielonych ziół. To są takie eksperymenty robione dosyć rzadko, ponieważ w domowych warunkach ciężko jest zmielić zioła. Po prostu tępi się blender. Tym sposobem wykończyłam już kilka blenderów. Dlatego zbieram stare blendery. Uboczna część naszej działalności to zbieranie starych blenderów takich z lat 70., bo mają bardzo dobre parametry. Takim domowym sposobem można ten papier z powodzeniem produkować. Oczywiście jest to czasochłonne, pracochłonne i może nie tyle brudne, ile się strasznie chlapie. Potem w kuchni jest nie lada bałagan, ale też jest przyjemna zabawa z dziećmi. Dzieci bardzo lubią to robić, choć im starsze, tym niechętniej moczą ręce. 

jak powstaje papier czerpany

K.N.: Jest zainteresowanie tym papierem, ludzie chcą się tego nauczyć?

O.K.-M.: Wydaje mi się, że tak. Obserwujemy to tak jak dzisiaj – podczas festynu. Nie jest to bardzo duża impreza, ale mieliśmy ogromne oblężenie i dzieci, i ich rodziców. Rodzice przychodzą zobaczyć. Niekoniecznie uczestniczą, ale wypytują o technologie, jak to się robi. Są zaciekawieni. Dla mnie jest to praktyczna forma uczenia historii. Dzieci i dorośli podczas wykonywania papieru chętnie słuchają historii. Opowiadając o tradycji papierniczej w Poznaniu, opowiadam o renesansowym Poznaniu, o tradycji rzemiosła, drukarstwie. To wszystko się łączy. 

K.N.: Mam podarte kartki papieru. Ile musi upłynąć czasu od momentu, kiedy zacznę drzeć papier, do momentu, kiedy uzyskam tę moją kartkę?

 O.K.-M.: Właściwie można to zrobić w ciągu jednego dnia, chociaż na pewno lepiej jest papier namoczyć. Łatwiej jest go wtedy zmielić. Jak mam czas, to wcześniej zostawiam go w wodzie na dłużej, ewentualnie czasem podgotowuję. Natomiast nie używam żadnych dodatków, ponieważ papier, którego używam, ma już w sobie dodatki, przede wszystkim jest bielony. Najczęściej jest to papier, który dostaję od różnych instytucji z niszczarki. Jest to papier do drukarek, często zadrukowany tuszem, więc on wszystko ma już w sobie. Im więcej kolorowych gazet, tym kolor będzie inny. Papier gazetowy z gazet takich jak Gazeta Wyborcza, Polityka czy Głos Wielkopolski jest świetny, ale uzyskujemy z tego zawsze pakier szary, bo tam jest dużo farby.

papier czerpany jak wygląda

K.N.: A czy nadaje się papier z kolorowych gazet, taki kredowy?

O.K.-M.: Dużo gorzej. Trzeba by go chyba pogotować, ale lepiej tego nie robić, bo on jest pełen chemii. Ja go nie używam, czasem dodaję ręczniki papierowe. Robiliśmy różne eksperymenty, na przykład kupowałam czystą celulozę. Ale myślę, że właśnie brakuje nam wiedzy i używamy tej celulozy tylko jako dodatek, ponieważ nie udawał nam się papier z samej celulozy.

K.N.: Zastanawiam się, czego – zamiast prasy – użyć w domu do odciśnięcia tej kartki. Bo czym ona jest bardziej odciśnięta, tym ten papier jest bardziej zbity. Wałek do ciasta? 

O.K.-M.: Wałek niekoniecznie, bo on rozpulchnia papier, będzie rozciągał włókna. Myślę, że lepiej włożyć go pomiędzy dwie szmatki, zabezpieczyć i przygnieść ciężkimi książkami. Papier wyschnie bez odciskania, tylko trochę dłużej będzie wysychał. Natomiast my do wałkowania używamy kalandru, czyli maglownicy, ale na późniejszym etapie, jak on już jest odsączony. W dwóch szmatkach wkładamy i trzeba robić to dość umiejętnie, ponieważ on często się rozrywa. Takie maglowanie dodatkowo ten papier wygładza i odsącza, ale dużej różnicy nie ma niż po odsączeniu w prasie. 

papier czerpany

K.N.: Czy polecasz zabawę w papier czerpany?

O.K.-M. Jak najbardziej polecam zabawę w papier czerpany. Uważam, że to jest ciekawy sposób spędzania wolnego czasu. Poza tym, kiedy się zrobi samemu papier, pojawia się mnóstwo pomysłów, jak go udekorować. Można na przykład barwić go w masie, czyli dodawać barwników i pigmentów do wody. Barwniki spożywcze są bezpieczne dla dzieci. Można malować jeszcze mokry papier bezpośrednio akwarel – pięknie kolory się rozchodzą. Można namaczać przyschnięty papier i robić jakieś przejścia kolorystyczne. Można wrzucać na przykład bibułki, które też same z siebie będą barwić papier. Najlepsze pomysły przychodzą do głowy wtedy, kiedy robi się papier. 

K.N.: Bawiąc się z dziećmi, nigdy nie wiadomo, czy dorośli też nie zapałają chęcią do pozyskiwania własnego papieru do dekoracji, lub zrobienia własnej papeterii…

O.K.-M. Może tak się zdarzyć, bo u mnie coś, co wynikało z obowiązku w pracy, przerodziło się w pasję. Zaraziłam tym męża i to on teraz głównie zajmuje się czerpaniem papieru i mieleniem. Taka zabawa z dzieckiem może bardzo twórczo rozwijać. Zaczynie się od zmielenia papieru i sprawdzenia, co z tego wyniknie, a kończy się na dekorowaniu i zrobieniu własnej papeterii. A jak się ma zmieloną pulpę papierową i doda się trochę kleju, to można przejść w formy przestrzenne, czyli po prostu stworzyć rzeźbę papierową, zrobić maski, przedmioty użytkowe. Masa papierowa jest bardzo trwała. Dla mnie zaskoczeniem było, że zbroje armii chińskiej były wykonane z papieru. Armie wtedy miały łuczników i kuszników i z wielką siłę przebijały normalne metalowe tarcze z blach. Okazało się, że papier ma taką gęstość i takie warstwy, że papierowa tarcza i zbroja chroniły przed strzałami, tak czytałam. Papier jest rzeczywiście twardy i trwały. Czasem robię takie eksperymenty z papierem: dwa lata temu zostawiłam na dworze resztkę masy papierowej w foremce, byłam ciekawa, co się stanie. Wygląda jak coś naturalnego np. huba, korek. Nie spleśniał, mocno się nie zmienił, po prostu wysechł i jest bardzo trwały. Próbowałam go rozkruszyć i nie udało mi się.

z czego zrobić papier czerpany

Robiliśmy warsztaty w Poznaniu i przyszedł paninżynier, bo chciał zobaczyć, jak zachowuje się papier. Myślał o wykorzystaniu go do budowy kadłubów do łodzi. W muzeum papiernictwa widzieliśmy różne pomysły na papier, nie przypuszczałam, że w tylu różnych dziedzinach jest używany. Ta historyczna technologia, która powstała 2000 lat temu, nadal może pokazać swoje nowe oblicza, a warsztaty w jakiś sposób o tym mówią. Może te warsztaty zachęcą któregoś z tych młodych ludzi do spojrzenia na papier w nowy sposób, jako tworzywo odnawialne. W końcu można tworzyć go z lasu, który się sadzi… Oby rozsądnie eksploatować i odtwarzać. Ja ten aspekt ekologiczny mocno podkreślam. Na warsztatach tworzymy tak zwane tytki, czyli torebeczki, których można używać zamiast foliowych woreczków. I każde dziecko i dorosły po naszych warsztatach wie, jak złożyć tytkę z gazety, żeby nie biec do sklepu i nie kupować kolejnej torebeczki-folióweczki.

K.N.: Tym ekologicznym akcentem możemy zakończyć naszą opowieść. Olgo, serdeczniedziękuję za spotkanie.

O.K.-M.: Dziękuję za zainteresowanie. Było mi bardzo miło.

sławomir wesołek wywiad

sławomir wesołek wywiad

Sławomir Wesołek o fachu szewca

W dzisiejszym odcinku z cyklu „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, realizowanego w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”, rozmawiamy z panem Sławomirem Wesołkiem. 

Sławomir Wesołek prowadzi swój warsztat szewski od niemal 40 lat. To rodzinna tradycja, bo zarówno dziadek, jak i ojciec byli szewcami.

Co robi szewc?

Czy bycie szewcem i cholewkarzem oznacza pracę tylko przy butach? Absolutnie nie 🙂 Choć noszenie własnoręcznie zrobionych butów, niepowtarzalnych w swoim rodzaju, jest niewątpliwym plusem tego zawodu, o czym pan Sławomir mógł się niejednokrotnie przekonać.

Do warsztatu szewskiego pana Sławomira (znajdującego się przy ulicy Reja 79 c w Wągrowcu), można przynieść prawie wszystko: buty, botki, kozaki i oficerki, nesesery, torebki i torebeczki, plecaki (nawet te firmowe), smycze dla psów, uzdy dla koni, paski do spodni i wiele, wiele więcej. Pan Sławomir tu naprawi, tam przyszyje, zwęzi lub poszerzy. Nasza rada? Nie wyrzucaj! Napraw!

co robi szewc tradycja a nowoczesnosc

Z naszej rozmowy z panem Sławomirem Wesołkiem dowiesz się:

  • Co robi szewc?
  • Skąd się bierze buty?
  • Jak nie nosić butów?
  • Co to znaczy, że but jest dobry?
  • Kiedy powinniśmy oddać but do szewca i dlaczego warto to robić?
  • Czy usługi szewskie dużo kosztują?
  • Co zrobić, gdy kupimy za mały but?
  • Dlaczego nie powinno się wlewać do buta octu?
  • Jak szewc rozciąga but?
  • Jakich narzędzi potrzebuje szewc?
  • W czym szewc może pomóc pannie młodej?
  • Czy łatwo jest zrobić but?
  • Jak kupować buty?
  • Jakie są elementy buta?
  • Jak zostać szewcem i gdzie można uczyć się zawodu?

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z panem Sławomirem o tym, co robi szewc. Jeśli wolisz czytać, transkrypcję znajdziesz poniżej 🙂 

Transkrypcja podcastu: „Sławomir Wesołek o fachu szewca”

Sławomir Wesołek: Nazywam się Sławomir Wesołek, prowadzę warsztat od wielu lat, prawie czterdziestu. Miałem usługi i wyrób obuwia. Produkowałem i sprzedawałem po targowiskach, potem produkowałem buty i odstawiałem na sklepy, a potem wróciłem tylko do usług, czyli znowu naprawiam buty. Robiłem buty na miarę przez wiele lat, jednak cholewkarz, który ze mną współpracował (i szył wierzchy do tych butów na miarę), ma już ma ponad dziewięćdziesiąt lat, więc przestałem robić na miarę i teraz już tylko i wyłącznie robię usługi. 

Karolina Nowaczyk: I pana zakład znajduje się…? 

S.W.: W Wągrowcu przy ulicy Reja 79 c.

K.N.: Zapraszamy!

S.W.: Zapraszamy. Dziadek był szewcem, w 1912 roku założył warsztat, potem tata miał w Bydgoszczy warsztat. Ja też w tej Bydgoszczy miałem warsztat, ale przeniosłem się do Wągrowca. No i cały czas te usługi robię. I to nie tylko usługi szewskie, ale także sprawy cholewkarskie, bo mam dwa zawody: cholewkarz i szewc. Buty naprawiam, torebki naprawiam, kozaki poszerzam, zwężam, zamki wszywam. Szeroki asortyment. Nesesery naprawiam, paski. Wszystko, co możliwe, bo nawet przy oficerkach do koni czy uzdach do koni coś zszyję. Różne rzeczy robię: pasy transmisyjne, smycze dla psów. Szeroki asortyment.

Justyna Renn: A proszę powiedzieć, czym się różni szewc od cholewkarza? 

S.W.: Cholewkarz to ten, co robi wierzch do butów, a szewc to ten, co robi spody. Teraz jest wielu szewców, co tylko umieją zrobić zelóweczkę, fleczek i koniec. Nawet maszyn do szycia nie mają. Ja dużo rzeczy szyję: plecaków, nie plecaków, torebek. Naprawiam. Na przykład same rączki się urwą, to ja to przyszyję i plecak jest. A plecak Adidasa kosztuje 150 zł, pasek się urwie, ja przyszyję za dyszkę i można nosić dalej. 

K.N.: Czyli to tradycja rodzinna, że zajmuje się pan, powiedzmy ogólnie, butami, że ma pan zakład szewski? Czy było łatwo się panu nauczyć tego zawodu, czy to było mozolne? Czy to było coś, co po prostu było w rodzinie, więc było to naturalne?

S.W.: Ja już jak miałem dziesięć lat, to chodziłem tacie pomagać i od piętnastego roku życia robię w tym zawodzie, czyli robię czterdzieści lat. 

K.N.: Szewska złota rączka. Czy ma pan uczniów, czy są osoby, które chcą się uczyć tego zawodu? 

S.W.: Ja wyuczyłem wielu uczniów, ale już teraz nie, bo ten zawód zanika i jest nieopłacalny.

K.N.: Czyli to naprawdę pasja, żeby w tym zawodzie w tej chwili pracować?

S.W.: Pasja. Jestem przed emeryturą parę lat, także mnie już zarobek nie interesuje. Mam zadowolenie z tego, że to robię.

K.N.: Jakie zmiany zachodziły w tym zawodzie w trakcie pana praktyki?

S.W.: Dużo się zmieniło. Weszła technika, pojawiło się więcej rodzajów gum niż dawniej, kolorystyka jest większa, narzędzia są lepsze i nowocześniejsze. To ułatwia pracę, pozwala wiele czynności zrobić lepiej, inaczej.

K.N.: Czy miał pan zlecenie na jakieś specjalne buty, coś takiego niepowtarzalnego?

S.W.: Robiłem miarowe, ortopedyczne. A tak to robiłem sobie różnego rodzaju – takie, jakich nie miał nikt. Miałem czerwono-czarne, biało-czarne, miałem kozaki, na przykład dół biały, góra siwa – taka wyduszona na krokodyla. One były takie niepospolite, że jak gdzieś szedłem, to wszyscy się oglądali. Nikt takich butów nie miał, bo były nie do kupienia. A dzisiaj to dużo szyję, jak coś pęknie, coś się zepsuje. Poszerzę kozaki, zwężę kozaki, rozciągnę buty zbyt wąskie lub na halluksy.

K.N.: No właśnie, skąd te haluksy się biorą? Od jakich butów? Czy od obcasów? 

S.W.: Nie, wcale nie. Jak jest dobrze but wyprofilowany, to nie musi być od obcasów. Ale od płaskich na pewno młodzi mają płaskostopie, bo od młodego wieku noszą buty, które nie mają tego wygięcia. Jak jest but źle wyprofilowany, to potem tak się dzieje. Ludzie kupują buty za wąskie i zamiast dać je rozciągnąć, to dusi, dusi, bo fajne, więc się chodzi. No i tak wydusi, aż ta kość zaczyna rosnąć. Wielu kupuje niezdrowe buty, zbyt wąskie. Można dać do szewca rozciągnąć, ale nie pomyślą ludzie.

J.R.: Teraz młodzi ludzie nie wiedzą, że można dać naprawić czy rozciągnąć buty.

 S.W.: Tak, starsi ludzie wiedzieli, że to wszystko jest do zrobienia, a młodzi ludzie nie widzą i z niewiedzy noszą. Teraz się często zamawia internetowo przez tę pandemię i często ludzie kupują za małe buty. Ci, co wiedzą, no to przyniosą, żeby rozciągnąć, a ci, co nie, to się męczą i męczą. Zaczynają tam lać wody lub octu. Cuda-niewidy wymyślają, a nie wymyślą, bo nie rozciągną. Czasami nawet buty mogą się skurczyć.

J.R.: Czy buty nie ze skóry też się da rozciągnąć?

S.W.: Tak, adidasy rozciągną się, jak ja z czuciem wbiję to kopyto, namoczę, to się rozciągnie przez noc, wyschnie ta woda i but będzie rozciągnięty. Tylko trzeba z czuciem, bo jedno uderzenie więcej i z jednego buta są dwa.

K.N.: Ale to są lata praktyki, lata doświadczenia w tym zawodzie. Proszę nam powiedzieć coś o narzędziach. Co to jest za maszyna?

S.W.: To jest taka powojenna/przedwojenna singerka, bo dawniej te maszyny były. Dzisiaj są nowoczesne maszyny, które są kolosalnie drogie. Rzemieślnik nie jest w stanie tego kupić, dlatego mam jedną maszynę, taką singerkę. Szyję nią sprawy cholewkarskie, zwężania, poszerzania, paseczki do butów, torebki… A z kolei na takie cięższe sprawy, grubsze rzeczy, to mam drugą maszynę. Tu mam szlifierkę, że jak robię fleczki, no to oszlifowuję, jak dorabiam. Bo to wszystko się dorabia, dziś już nie ma gotowych fleków. Wszystko się dorabia – duże, małe. Szlifuje się to wszystko na szlifierce, dlatego mam szerokie i wąskie koło. Teraz rzadko, ale jeszcze zdarza się, że ktoś przyniesie buty na skórze, to mogę je nawoskować. Takie powojenne były, takie luksusowe dla prezesów, z górnej półki, jak to się mówi. Jeszcze można takie drogie buty zamawiać albo kupić, bo one są po pięć tysięcy, po siedem tysięcy. I wtedy one są na skórze i szyte. Ja też mam takie ładne, różnego rodzaju droższe buty. Bo jak jest przysłowie: “Szewc bez butów chodzi”, to ja akurat odwrotnie – mam dużo butów.

J.R.: Czy ślubne buty jeszcze dziewczyny zamawiają? Czy pan robi też ślubne buty?

S.W.: Nie, ale często robię poprawki do ślubnych butów, bo nie pasują i poprawiam. Bo za ciasne są i rozciągnę, czy paseczek dorobię, czy obcas zniżę, bo za wysoki i źle się chodzi. Ładne są, ale niepraktyczne. A to trzeba całą noc przetańczyć. 

J.R.: Dobrze wyprofilowany but zrobić to nie jest takie proste.

S.W.: No nie, ciężko dostać nawet, bo dziś robi się na ilość. Te lepsze firmy, które są droższe, takie jak Wojas, Ryłko, Gino Rossi, Vanessa to lepiej robią buty, ale za odpowiednią sumę. A te takie typu CCC, to jest wszystko takie na chwile. 

J.R.: A dużo jest polskich firm szyjących buty?

S.W.: Są, ale dużo nie. I jak są, to są drogie. Te tanie dają robić wszystko gdzieś w Chinach i Korei. Firma polska, ale nie u nas zrobione.

J.R.: Ale są fabryki butów, które produkują w Polsce?

S.W.: Są i robią dobre buty, ale to już takie od 500 zł w górę. Proszę zobaczyć, tu mam dwie pary butów polskich, kupiłem je przecenione za 210 zł i noszę je już 4 lata, a one są jak nowe. A teraz kupiłbym z ceratki za siedem dyszek, to starczą na jeden sezon, razy cztery lata to już wyszło 280 zł. I jeszcze nie wiadomo, czy bym grzybicy nie dostał od tego sztucznego. Czyli mam osiem dych w kieszeni i nadal do noszenia ze trzy lata. I mam buty, które noszę już pięć czy siedem lat i są jak nowe. 

K.N.: Jak ma Pan ten but w ręku, to czy mógłby pan elementy buta przedstawić naszym słuchaczom, bo nie wszyscy znają?

S.W.: Dobrze – na górze cholewka, podszewka, wkładka, podspód, spód, zelówka i flek. 

J.R.: Teraz są modne sztuczne skóry robione z ananasa albo z papieru. Czy to jest dobry materiał?

S.W.: No nie wiem, musiałbym mieć. Ale powiem wam, że mam czapkę. Pokażę, bo nie wiem, z czego to w ogóle jest. Sztuczne, ale głowa się nie poci. W ogóle nie chciałem kupić, ale potem się przekonałem i kupiłem, bo jest taka inna. Faktycznie mogą być – tak jak mówicie – inne skóry dobre, bo mam oparcie z trawy morskiej, które jest bardzo wygodne. Sztuczna skóra jest dobra, ale nie cerata zwykła. Bo wtedy noga się zapoci i to jest w ogóle nie do noszenia. To chemikaliami czuć, a jak się nogę wyciągnie, to jest mokra. Ale jak będzie sztuczna, jak na adidasach czy najkaczach, to wcale nie tak źle.

K.N.: Mam jeszcze takie pytanie techniczne: Czy jak porównuje pan swoją pracę 40 lat temu i teraz, biorąc pod uwagę to, że jest więcej narzędzi, więcej materiałów, czy ta praca jest łatwiejsza technicznie? Szybciej pan może dany but wykonać, naprawić? 

S.W.: Lżejsza jest teraz. Kiedyś musiałem papierkiem szlifować, teraz mam szlifierkę. Kiedyś musiałem w czajniczku wodę grzać i na tym ogrzewać, a teraz mam opalarkę, która momentalnie grzeje. To mi bardzo ułatwia pracę.

K.N.: Czyli wszystkim tym, którzy byliby chętni do tego zawodu, możemy powiedzieć, że nie jest to fizycznie trudna praca?

S.W.: Ależ skąd, niech Pani patrzy, ja mam rękę jak pan doktor. Bo to tylko mam śrubokręciki dobrych firm, magnetyczne. To tylko chwyci, wkręci i już gotowe. Nożyczki mam dobrej firmy, ostre jak brzytwa.

K.N.: Czy jest to zawód, w którym potrzeba dużo cierpliwości?

S.W.: Raczej nie, ale trochę trzeba. To zależy, co się robi. Są rzeczy, że nie, i są rzeczy, że tak. Czasem są takie drobiazgi nieopłacalne, ale człowiek robi, żeby zadowolić klienta. Robię dla przyjemności, a nie dla pieniędzy, bo z niektórych rzeczy nie ma pieniędzy. Robię coś godzinę czasu na przykład i 7 zł państwo bierze, plus towar jest dycha, no i ja wezmę dychę, bo nie mogę wziąć więcej, no to po prostu godzinę robię dla przyjemności, nie dla pieniędzy, no i po to, żeby klienta zatrzymać. 

J.R.: Kiedyś buty się bardziej szanowało niż teraz, naprawiało się. A teraz są tak tanie buty, że zmienia się je co chwilę.

S.W.: Ja mówię, że biednego nie stać na tanie buty i kupuje drogie. Chodzi w nich latami. Ma dwie pary lub trzy, ale ekstra. A bogaty kupuje ciągle, ciągle, ciągle, ciągle. W sumie wydaje więcej pieniędzy, chodzi w czymś gorszym i niszczy stopy. Kupi pani bawełnianą bluzkę i ona oddycha, a w sztucznej się pani zapoci.

J.R.: Ale myślę, że ludzie wracają do naturalnych materiałów.

S.W.: Tak, zaczynają rozumieć, że jak kupi droższą bluzkę, naturalną, to można prać i prać, nic się nie dzieje. To tak jak ze skórzanymi butami – też się nic nie dzieje i można długo chodzić, pastować, pastować i odświeżać, i nic się z tym nie dzieje.

J.R.: No właśnie jak dbać o buty, aby nam długo służyły?

S.W.: Są pasty różne i woski. Ja to wszystko mam, więc jak naprawiam buty, to przy okazji odnawiam. I za to już nic nie biorę. Mam kolory past, mam szczotki do nakładania i polerowania, inne do czarnego, inne do kolorowych. Przejadę i normalnie są jak nowe. Ktoś przyniesie brudne, ja szmatą zetrę, przejadę pastą, wypoleruję i już. I klienci się cieszą, bo da brudne, a odbiera jak nowe. Mnie to dużo nie kosztuje, a przez to mogę zdobyć klientów. Mam papierowe torebki z pieczątkami z dwóch stron. I jak ktoś idzie, to reklamuje moją firmę.

J.R.: A gdzie się uczy takiego zawodu? Są szkoły, które uczą szewców?

S.W.: Ostatniego ucznia to z Urzędu Pracy miałem, pełnoletni człowiek, bo miał 21 lat. Urząd mu płacił 900 zł, takie stażowe. I on potem zrobił poszerzone cholewkarstwo szewskie. W Katowicach wyrobił papiery, że może po całej Europie jeździć, pracę znaleźć i dobrze zarabiać w tym zawodzie.

J.R.: A czy to jest tak, że to jest w Polsce zawód, który ginie, czy na całym świecie?

S.W.: Na świecie nie wiem, ale u nas ginie, bo to zawód mało dochodowy. W małych mieścinach za mało pracy, w dużych czynsze drogie. Choć trochę jeszcze szewców jest, bo ktoś te buty musi naprawiać. Kupi pani szpilki za 600 zł, a po jednym wieczorze fleczek wyleci. I co? Nie wyrzuci pani butów za 600 zł. Trzy dyszki pani zainwestuje i chodzi w nich dalej. A jak mąż kupi sobie eleganckie buty też za 600 zł i gdzieś czubkiem zahaczy i mu się odklei, to też nie wyrzuci. Sklejenie kosztuje dychę. Warto naprawiać. 

K.N.: Serdecznie dziękujemy za rozmowę i wszystkiego dobrego życzymy. 

 

CO ROBI SZEWC oplotkico naprawia szewc szewc naprawa torebki

 

zuzanna kozdęba o wiankach podcast

zuzanna kozdęba o wiankach podcast

Zuzanna Kozdęba o wiankach

Gdy nadchodzi wiosna, niemal każda mała dziewczynka plecie wianki z kwiatów. A każdy z tych wianków jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Zuzanna Kozdęba swoją pasję do kwiatów odkryła dawno temu, właśnie na polnej łące, gdzie wraz z kuzynkami szukała roślin do kwietnych bukiecików. Atlasy roślin z ręcznie malowanymi obrazkami zamiast zdjęć były jej ulubioną lekturą przed snem. I chociaż Zuzanna na co dzień zajmuje się nauczaniem języków obcych, to gdy przychodzi lato, jej pracownia Co ja plotę jest pełna zapachów i kolorów, a pod sufitem suszą się ogromne ilości roślin, które potem zamieniają się w wianki z kwiatów.

Z naszej rozmowy z Zuzanną Kozdębą dowiesz się:

  • Kim tak naprawdę jest wianczarka?
  • Jak pleść wianki i od czego zacząć?
  • Czy wykonywanie wianków z kwiatów wymaga dużo przestrzeni?
  • Czy wianki można zapleść z każdej rośliny?
  • Gdzie zdobyć kwiaty na wianki i jak z nimi postępować?
  • Jakie są rodzaje wianków? 
  • Czy zimą również można pleść wianki?
  • Jak dbać o wianek z kwiatów i jak go przechowywać?
  • Gdzie można nauczyć się plecenia wianków z kwiatów?

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z Zuzanną Kozdębą o wiankach z kwiatów. A jeśli wolisz czytać, transkrypcję nagrania znajdziesz poniżej 🙂

 

Wszystkie zdjęcia użyte w tym artykule pochodzą ze strony Co ja plotę >>

Transkrypcja podcastu „Zuzanna Kozdęba o wiankach”

 

Karolina Nowaczyk: Dzień dobry, prosimy, żeby nam się pani przestawiła. 

Zuzia Kozdęba: Dzień dobry, jestem Zuzia Kozdęba i jestem wianczarką z Wągrowca.

K.N.: Kim jest wianczarka?

Z.K.: Wianczarka, przynajmniej w moim wyobrażeniu, to kobieta, która plecie wianki. Tak sobie wyobraziłam tę nazwę. Drugi raz spotkałam się z tą nazwą w jednym dramatów Miłoszewskiego i okazało się, że taka nazwa występuje w języku polskim. Wianczarki to kobiety, które przekazują historię, przekazują dzieje za pomocą tańca, śpiewu i myślę, że ta nazwa wianczarka już tak przylgnęła i została.

wianki z kwiatów

Jak to się wszystko zaczęło

K.N.: Jak się zaczęła pani pasja?

Z.K.: Pasja? Czym skorupka za młodu nasiąknie… Mama farmaceutka, także spacery po polach, patrzyłam, co jest czym, co zrywać i kiedy. Do czego używać roślin, czego nie dotykać. 

K.N.: Czyli przez mamę zaczęła się pasja do roślin. A jak to się stało, że w te rośliny teraz pojawiają się u pani w formie wianków? 

Z.K.: Wcześniej pojawiały się w formie bukietów, które z siostrą i kuzynkami sprzedawaliśmy jako dzieci, żeby sobie zarobić na wesołe miasteczka, które do nas przyjeżdżały, do mojego rodzinnego miasta Skoki. Jak chciałyśmy iść, to musiałyśmy zarobić, a że było nas pięć, to sporo rąk do pracy. Teraz zostałam sama, kuzynki lajkują i kupują, a ja plotę. W sumie pierwsze wianki, które zaczęłam robić i sprzedawać, sięgają chyba czterech lat wstecz, tak jak tutaj się przeprowadziliśmy i zyskałam miejsce do pracy, zyskałam pole do popisu, bo chciałam udekorować swój dom. 

kwietne wianki

Wianki z kwiatów – jak wygląda proces tworzenia

K.N.: Czy wykonywanie wianków, cały ten proces, czy on wymaga dużo miejsca? Czy do tego jest potrzebna przestrzeń? 

 Z.K.: Ogrom przestrzeni! W tym momencie wykorzystuję nasz strych, który ma powierzchnię pewnie 50 metrów i tam suszę rośliny, tam pracuję. Ale docelowo tutaj, w budynku gospodarczym obok domu, będzie powstawała pracownia, atelier, w którym będzie można pracować, bo suszenie roślin najlepiej sprawdzi się na strychu.

K.N.: Przewiew? 

Z.K.: Przewiew, jest gorąco i jest ciemno, a to rośliny lubią, żeby zachować kolor. Żeby zachować ładny kolor roślin, jest potrzebna wysoka temperatura i właśnie odpowiednie “nienaświetlenie”. Im ciemniej, tym lepiej.

K.N.: Czy mogłaby nam pani powiedzieć o tym całym procesie? Od momentu, kiedy zobaczy pani kwiatka, do momentu, w którym jest już gotowy wianek?

Z.K.: Przed zobaczeniem kwiatka czytam o kwiatku. Mam tutaj u siebie na stałe takie małe atlasy roślin, jeszcze z lat 70-tych, Delfiny Gayówny z malowanymi ręcznie rycinami. To są piękne stare książki, które ja jako dziecko przeglądałam częściej niż Brzechwę, także jakby naturalnie wrosły we mnie. Także oglądając, czytając, potrafię sobie wyobrazić, co się z nimi stanie, jak będą w wianku, ale nie zawsze potrafię sobie wyobrazić, co się stanie, jak zacznę je suszyć. Historii pod tytułem: “Zetnijmy to i ususzmy” jest mnóstwo, bo nie wszystko się nadaje do suszenia. Oczywiście dzisiaj ogromną wiedzę czerpię również z internetu: to strony takie jak Pinterest, strony osób zajmujących się hodowlą bylin, roślin suszonych. Takie dokształcanie się, co jeszcze można, co jeszcze można zdobyć. Bo nie wszystko można zerwać, nie wszystko można ususzyć samemu. Czasami fajnie jest też kupić coś od kogoś, kto te rośliny hoduje. 

jak suszyć kwiaty na wianek

K.N.: To ja jeszcze wrócę – mamy ten kwiatek i co?

Z.K.: Mamy kwiatki i idziemy na strych. Zrywamy kwiatek, czyścimy kwiatek, zostawiamy tę część rośliny, która nas docelowo interesuje. Czyli jeśli na łodydze są liście, to te liście zrywamy. Czyli mamy tylko główkę. Jeśli liście są ładne, to zawsze testuję, co się stanie z liśćmi po zasuszeniu. No bo liść potrafi się też ładnie zasuszyć, potrafi zachować formę. Łączymy kwiaty w nieduże bukiety, żeby mogły oddychać i wieszamy je na strychu do góry nogami. 

K.N.: Jak długo się suszy taki kwiat?

Z.K.: To zależy od temperatury, zależy od pogody. Potrafi być to kilka dni, a przy nieznośnej pogodzie suszenie może się też zepsuć.

K.N.: To lato, które teraz mamy, jest dosyć wilgotne, czyli nie jest korzystne do suszenia?

 K.Z.: Dosłownie 3-4 dni temu prawie płakałam na strychu, bo lało praktycznie dwa dni i okazało się, że w niektórych miejscach dach przecieka. Zrobiło się po prostu bardzo wilgotno i zastanawiałam się, czy wszystko nie spleśnieje, ale przedwczoraj wyszło słońce, dzisiaj byłam i okazało się, że wszystko pięknie odparowało, co było krzywe wyprostowało się. Jeżeli coś nam się krzywo ususzy, to też jest taka metoda: potraktowanie takiej rośliny parą wodną, można dać jej troszkę nasiąknąć. Też fajnie jest nawilżyć rośliny przed pracą, żeby nie były bardzo kruche, bo jeżeli są bardzo kruche, to będzie się ciężko pracowało, mogą się zniszczyć. Jeżeli mam do czynienia z rośliną bardzo kruchą, tak jak na przykład lawenda (która jest przepiękna, ale nienawidzę z nią pracować, ponieważ jest bardzo krucha), dobrze jest ją wystawić na noc na dwór, żeby delikatnie złapała z powietrza wilgoć. Będzie się lepiej słuchać. Taki kwiatek wisi i jak jest już suchy, trafia do koszyka pod tytułem: “Kompozycje wianka”, bo zanim zacznę pleść, wymyślam sobie temat, jaki będzie przewodni każdego wianka, wtedy dobieram rośliny w zespoły i wplatam.

wianki z kwiatów suszonych

 K.N.: Jak długo trwa wykonanie takiego wianka?

K.Z.: Mówimy o momencie, kiedy już wszystko jest ususzone, gotowe, czyli sam proces plecenia trwa do czterech godzin. Na pewno nie jest to praca taśmowa i dziennie jestem w stanie zrobić tak 3-4 maksymalnie wianki. 

K.N.: To i tak uważam że 3-4 wianki to dużo.

Z.K.: Trzeba poświęcić cały dzień. Zawodowo zajmuję się nauką języków obcych i wakacje są takim czasem, w którym ja nie pracuję, także to jest moja druga działalność artystyczna i mam na to czas.

K.N.: Lato czas wianków.

Z.K.: Tak, to jest mój wymarzony, wyczekiwany czas.

wianki na głowę

Techniczne aspekty tworzenia wianków z kwiatów

K.N.: To ja mam jeszcze takie pytanie: mam rośliny i chcę zrobić wianek, i co? Jakiś podkład? 

Z.K.: Pokażę na prezentacji. Zaczynam zawsze od wyboru podkładu. Na przykład takie słomiane podkłady, nie robię ich sama, choć bym mogła, ale to wydłużyłoby nam zdecydowanie czas pracy, takie podkłady, wianki słomiane można kupić wszędzie w sieci lub na giełdach kwiatowych. Podkład i giętki drucik florystyczny wystarczą nam za podstawę. A co będziemy pleść i w co będziemy wplatać kwiaty, to już dyktuje nam wyobraźnia. Pierwsze wianki, jakie robiłam na samym początku, były na gipsówce polnej, jednak od gipsówki odeszłam, bo ja lubię co roku coś zmienić. W zeszłym roku miałam wianki na zatrwianie tatarskim – to taka roślina uprawiana w celach florystycznych, często się ją wykorzystuje na trwałe bukiety, taki biały charakterystyczny, kaszkowaty kwiat. A w tym roku na wiosnę wyśniło mi się, że zrobię wianki na sianie, żeby w domu chociaż raz było dużo siana, i robię na sianie. 

K.N.: Czyli to jest tak, że inspiracja przychodzi jak coś pani zobaczy, to jest po prostu taki błysk i to jest to.

Z.K.: Proces tworzenia wianków zaczyna się w głowie i tak naprawdę zawsze mam oczy szeroko otwarte. O co zawsze boi się mój mąż. Prowadząc samochód, większą uwagę przywiązuję do pobocza niż do drogi, więc jak jedziemy gdzieś dalej, zwłaszcza w teren nieznany, to umawiamy się, że on prowadzi, tylko z tego względu, że boi się o mnie, że nie będę patrzeć tam, gdzie powinnam. Zawsze mam w samochodzie sekator, worki, kartonik na rośliny. Zawsze się coś może przydarzyć, często się przydarza.

o wiankach z kwiatów zuza kozdęba

Justyna Renn: A czy wianki ślubne też pani robi? Albo ozdoby?

Z.K.: Wianki ślubne chyba lepiej, żeby były z roślin żywych, więc jeżeli ktoś ma taką prośbę i miałby to być wianek z kwiatów żywych, to musiałaby być bliska osoba, żebym zrobiła. Po prostu kwiaty żywe to nie moja bajka, nie wiedziałabym chyba do końca, które ze sobą połączyć, więc chyba to zostawię kwiaciarkom. A wianki ślubne suszone, gdzieś słyszałam, że chyba nie do końca przynoszą szczęście, więc jeżeli ktoś się uprze, to okej, zrobię. Za to świetnie sprawdzają się suszone wianki na sesjach zdjęciowych, takie w stylu boho. Widziałam ostatnio któryś z moich wianków u znajomej fotografki z Wągrowca. Przysłała mi wczoraj zdjęcie z sesji ciążowej z białym wiankiem, bardzo piękna.

K.N.: A ja mam jeszcze pytanie techniczne, bo teraz mamy kwiaty, czyli wybór kwiatów i to jest strefa kreatywności, ale takie twarde techniczne elementy, które trzeba mieć, żeby ten wianek był wiankiem?

Z.K.: Twarde techniczne elementy: jest podstawa, drucik, jest sekator. Bukiety z suszu, które są do takiej postawy drucikiem przymocowane, ale jest klej na gorąco, który służy po to, żeby już później przepięknie ubrać, bo nie wszystkie elementy da się złapać i wpleść, łamią się.  Od tej metody już odeszłam. Co jest jeszcze potrzebne? Żel na oparzenia, plastry, bo klej na gorąco jest jednak gorący, i osoba karmiąco pojąca (u mnie w tej roli mąż Bartuś). Jak się zafiksuję na pracy, to po prostu plotę.

warsztaty plecenia wianków

K.N.: Jak ten gotowy wianek, który już mamy skończony,  konserwować, żeby jak najdłużej, jak najładniej wyglądał?

Z.K.: Jako że też interesuje się troszkę malarstwem, świetnie sprawdza się werniks anty UV, który nie pozwala, żeby ta roślina wyblakła, także można potraktować takie kwiaty werniksem. Poza tym nie wieszamy wianków w tak zwanych planach słonecznych, chyba że chcemy, żeby nam się wybarwił. Niektórzy chcą, żeby był spłowiały, to okej. Wybieramy miejsca nienasłonecznione w domu, nie zewnętrzne drzwi, bo kwiat suszony nie może dostać z powrotem wilgoci. Moja mama się przekonała kilka razy, bo ona koniecznie chce na drzwi wejściowe wianki. Mówię jej: “Mamo, dobrze, ale on będzie ładny dwa tygodnie”. “To mi zrobisz następny, dobrze?”. Nie farbuję też roślin, dlatego one się po prostu z czasem będą zachowywać naturalnie, będą troszeczkę, troszeczkę płowiały. Ale najważniejsze kolory i forma, forma zostanie na pewno na długo.

K.N.: Myślę, że to jest właśnie ich urok, że są naturalne, że nie ma ani barwienia, ani sztucznych elementów, tylko to jest sama natura, potem będzie się tak wybarwiał ,jak się w naturze wybarwia.

Z.K.: Poza tym nic nie jest wieczne, one też nie mogą być wieczne, mają być wspomnieniem lata i mają służyć przez kilka sezonów. A z tego co wiemy od zaprzyjaźnionych osób, to przez kilka nic się z nimi nie dzieje. Czasem ktoś nie lubi i boi się, że będzie mu się kurzył, to wtedy mówię, że może od czasu do czasu sprayem do włosów. Ja tego nie lubię, bo wolę jak jest pachnący, i tak wieszam.

jak zrobić wianek

Nowoczesne metody plecenia wianków

 K.N.: Tradycja i nowoczesność. Jakie tradycyjne metody powstawania, plecenia wianków, w jaki sposób je pani zamieniła na coś nowocześniejszego, żeby sobie ułatwić pracę?

Z.K.: Nowocześniejsze są na pewno metody pracy z wiankiem, między innymi podkłady, o których mówiłam, których nie trzeba już wyplatać ręcznie, bo są do tego specjalne maszyny, które od razu przy żniwach zbierają słomę i przekształcają na wianki różnej grubości i średnicy, to jest jedna rzecz. A druga to też wspomniane wcześniej kleje na gorąco z pistoletem, bardzo przydatnym.

K.N.: Co to jest wianek zimowy?

K.Z.: Wianek zimowy, dla mnie przynajmniej, to jest wianek, który jest upleciony z żywych roślin, to jest taki wianek, który powiesimy sobie nad kominkiem lub na drzwiach wejściowych, wianek, który jest pełen owoców, orzechów, słodyczy. Upleciony najczęściej z jałowca, do środka idzie rokitnik przepiękny, który się pięknie komponuje z pomarańczami, głóg, który nam został z jesieni, ostrokrzew, szkarłatnica. To są żywe, grube, zielone, pachnące rośliny. Świerku nie polecam, jeśli ktoś nie lubi pracować w grubych rękawicach, o wiele lepiej sprawdzi się miękka jodełka, sosna z szyszkami, pachnące zimowe rośliny. 

wianek zimowy

K.N.: Czy prowadzi pani warsztaty, czy są osoby zainteresowane nauką wyplatania wianków?

Z.K.: Okazuje się, że tak i ku mojemu zdziwieniu nie są to dzieci, a mamy, które z dziećmi przychodzą. Pierwsze warsztaty, które robiłam, to chyba warsztaty, które sięgają trzy lata wstecz. To były warsztaty prowadzone w Bibliotece Publicznej w Skokach, z którą mam przyjemność na co dzień współpracować, która niesamowicie wierzy w te wszystkie zdolności moje, która mnie promuje, kupuje moje rzeczy i pomaga, jak może. Tam były moje pierwsze warsztaty właśnie dla rodzin i to były wianki zimowe. Materiały są ogólnodostępne dla wszystkich, bo każdy gdzieś pewnie na ogródku ma rośliny zimozielone. Wianki jesienne, które wyplatałyśmy w zeszłym roku tutaj, u pani Kuczerepy-Budzyńskiej, wianki na nawłociach suszonych – nawłocie są przepiękne, nie mam jeszcze ich w tym roku, będą pewnie za jakieś trzy tygodnie takie gotowe do ścięcia. Moment ścięcia roślin jest ważny, wcześniej o tym nie mówiłam, ale też trzeba wybrać ten moment, kiedy roślina jest piękna. To ten dzień zakwitania. Przychodzą osoby zainteresowane, pytają właśnie jak suszyć rośliny, które suszyć, jak w ogóle zabrać się za wianek i okazuje się, że nagle każdy potrafi taki wianek zrobić i wcale nie trzeba wielkich nakładów finansowych.

K.N.: Czy ja dobrze myślę, że samo plecenie wianka to jest chyba najłatwiejszy element, trudniejsze jest przygotowanie i dobór roślin.

Z.K.: Tak właśnie. Mój mąż zawsze pyta: “To co dzisiaj robisz? Podstawy czy ubierasz? Podstawy – to będziesz się nudzić”. Faktycznie, jak robi się już któryś wianek, jest nudno.

wianek zimowy

J.R.: Ale trzeba mieć wyobraźnię, wiedzę, jak dobrać rośliny, które rośliny się sprawdzą, które będą ze sobą ładnie wyglądały, prawda?

Z.K.: Tak jak mówiłam wcześniej, robię sobie najpierw temat przewodni, na przykład Tajemniczy ogród. Wtedy wiem, że idzie bluszcz, mech, idą hortensje, no i pewnie kluczyk powinien w środku wisieć. Potrzebna jest wiedza, rozglądanie się, łączymy rośliny, które lubią się, które kwitną w tym samym momencie, rosną obok siebie, to wtedy ładnie się komponują w wianku. Niektóre rośliny się ze sobą nie lubią, źle się komponują.

J.R.: Czyli trzeba podglądać Naturę.

Z.K.: Tak właśnie, trzeba mieć oczy szeroko otwarte i mieć dużo pomysłów. Kreatywność jest bardzo ważna przy takiej pracy i trzeba mieć patenty.

K.N.: Dziękujemy za rozmowę i życzymy kolejnych wspaniałych wianków.

zuzanna kozdęba co ja plotę

Zuzanna Kozdęba

Jaka jest idea projektu “Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”?

Celem naszego projektu jest wzmocnienie tożsamości narodowej poprzez zapoznanie się z polskim rękodziełem, kulturą, tradycją, folklorem. 

Techniki rękodzielnicze ulegały transformacjom na przestrzeni czasu – chcemy to pokazać, a tym samym rozbudzić w Tobie rękodzielniczego bakcyla! 

Bo rękodzieło jest naprawdę dla wszystkich, a o jego dobroczynnym wpływie możemy mówić bez końca 🙂

Wszystkie rozmowy, które przeprowadziłyśmy do tej pory w ramach projektu, znajdziesz na stronie Rękodzieło Wczoraj i Dziś >>

 

haft pałucki podcast

haft pałucki podcast

Haft pałucki – rozmowa z Wiesławą Gruchałą i Krystyną Ługiewicz

 

W dzisiejszym odcinku z cyklu „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, realizowanego w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”, rozmawiamy z panią Wiesławą Gruchałą z Muzeum Regionalnego w Wągrowcu, z paniami z Koła Miłośniczek Haftu Pałuckiego przy Muzeum Regionalnym w Wągrowcu oraz z panią Krystyną Ługiewicz opiekującą się kołem hafciarskim. Haft pałucki zdobił elementy stroju ludowego na terenach Pałuk (styk Wielkopolski, Kujaw i Pomorza).

Haft pałucki – kto się tym zajmuje?

Koło Miłośniczek Haftu Pałuckiego działa nieprzerwanie od 2013 roku, a zawiązało się po warsztatach zorganizowanych przez Muzeum Regionalne w Wągrowcu. Kołem opiekuje się pani Wiesława Gruchała z muzeum w Wągrowcu, a mistrzynią czuwającą nad poprawnością wzorów jest pani Krystyna Ługiewicz z Bożejewiczek. Koło Miłośniczek Haftu Pałuckiego tworzone jest przez hafciarki, które zdobywają nagrody w najstarszym konkursie hafciarskim w Polsce, organizowanym w Szubinie od ponad 50 lat.

Warto przy tym wspomnieć, że pani Krystyna Ługiewicz, jako twórczyni ludowa, nie tylko jest laureatką wielu konkursów, ale też otrzymała wyróżnienie “Zasłużony dla kultury polskiej”, medal ministra kultury i dziedzictwa narodowego oraz marszałka województwa kujawsko-pomorskiego. Jej prace można podziwiać w wielu muzeach w Polsce. Pod jej czujnym okiem można także uczyć się sztuki haftowania w muzeum w Wągrowcu oraz w domu kultury w Rogowie.  

haft pałucki hafciarka przy pracy oplotki

Co to jest haft pałucki?

Haft pałucki jest bardzo charakterystyczny, zdobi elementy stroju pałuckiego: czepiec, kryzę, koszulkę, fartuch, halkę białą i czerwoną. Czerwona halka nazywana jest “piekielnicą”, ponieważ jest w kolorze czerwonym, a hafty są w kolorze czarnym. 

Głównymi motywami haftu pałuckiego są motywy roślinne, takie jak listki, gałązki oraz bukiety, a jego struktura jest bardzo mięsista, wypukła. Czepce, kryzy i koszulki w stroju pałuckim są w kolorze białym, haftowane białą, bawełnianą nicią. Występują tu motywy florystyczne z obdzierganą dziurką. Halki, kryzy i fartuszki wykańcza się w tak zwany ząbek, o krawędziach obdzierganych dziurek. Fartuszek, zazwyczaj w paski, był w kolorach blado czerwonym i białym, haftowany białą nicią.

haft pałucki jak wyglądazdobienia na serwetcejak wygląda haft pałucki

Jak wygląda strój pałucki ozdobiony haftem pałuckim?

Strój Pałucki składa się z charakterystycznego czepca wykonanego z białego płótna lub tiulu zdobionego wypukłym haftem pałuckim. Do czepca doszyte są szerokie haftowane bandamy, czasem sięgające kolan. Do białej haftowanej koszuli panny zakładają gorset w kolorze czarnym lub granatowym, a mężatki krótki kabat w ciemnym kolorze. Do tego haftowana kryza, czyli rodzaj kołnierzyka, oraz czerwone, drobne korale. Dół składa się z kilku warstw: najpierw biała, haftowana halka, potem czerwona flanelowa halka (tzw. piekielnica), następnie dyrdok, czyli wełniana spódnica (dawniej pasiasta, obecnie w ciemnych kolorach), a na samym wierzchu haftowany fartuch.

haft pałucki piekielnicahaftowanie haftem pałuckimhafciarka pokazuje haft pałucki

Panie z Koła Miłośniczek Haftu Pałuckiego mają mnóstwo pomysłów, a haft pałucki wykorzystują również do ozdabiania obrusów, serwetek, woreczków, a nawet maseczek do zakrywania nosa i ust. 

Zapraszamy do wysłuchania krótkiej, ale bardzo ciekawej rozmowy z mistrzyniami haftu pałuckiego 🙂

 

Jaka jest idea projektu “Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”?

Celem naszego projektu jest wzmocnienie tożsamości narodowej poprzez zapoznanie się z polskim rękodziełem, kulturą, tradycją, folklorem. 

Techniki rękodzielnicze ulegały transformacjom na przestrzeni czasu – chcemy to pokazać, a tym samym rozbudzić w Tobie rękodzielniczego bakcyla! 

Bo rękodzieło jest naprawdę dla wszystkich, a o jego dobroczynnym wpływie możemy mówić bez końca 🙂

Wszystkie rozmowy, które przeprowadziłyśmy do tej pory w ramach projektu, znajdziesz na stronie Rękodzieło Wczoraj i Dziś >>