podcast z Karoliną Brzuchalską

Mówią, że za każdym biznesem stoją LUDZIE. Moją super mocą jest nie tylko świetny, wspierający na co dzień zespół, ale również koleżanki z grup mastermind. Większość z nich poznałam w Online MBA, gdzie wspólnie uczymy się kreatywnie budować swoje biznesy.

Poprzez moje rozmowy z koleżankami z SOMBA, chcę dziś zwrócić uwagę na naszą współpracę, na ideę MASTREMINDU.

Chcę pokazać, jak przydatne może być czyjeś spojrzenie na biznes z innej perspektywy, z poziomu innej branży, z poziomu różnych doświadczeń, itp… i oczywiście, jak cenne wsparcie idzie za taką współpracą.

Rozmowa z Karoliną Brzuchalską

Dziś rozmawiam z Karoliną Brzuchalską, przedsiębiorczynią, właścicielką Agencji Wirtualnych Asystentek Pretty Well Done oraz mentorem początkujących wirtualnych asystentek.

Karolina nie tylko wspiera inne biznesy – w tym Oplotki – ale także szkoli freelancerów i pomaga im przejść z etatu na własną działalność. Pokazuje też jak skutecznie delegować zadania i skalować swój biznes.

Wysłuchaj naszej rozmowy o kobiecych biznesach, o dążeniu do sukcesu i o rozwoju, na który same musimy sobie pozwolić, żeby ten sukces osiągnąć.

W 2021 RUSZAM z pierwszą edycją elitarnej grupy biznesowego mastermindu pod moją opieką.
Czy to Coś dla Ciebie?

Zbadajmy temat wspólnie! Na początek wypełnij ankietę:
https://oplotki.pl/mastermind2021-ankieta

Zapraszam również do grupy, skąd czerpię wiedzę na temat biznesu online.
https://www.facebook.com/groups/biznes.online.oplotki

W razie wątpliwości pisz do mnie agnieszka@oplotki.pl
Agnieszka

They say that the power behind any business is PEOPLE.

My superpower is online-mastermind – friends from Online MBA. I Invite them here In this series of interviews to drop precious insights that come from our discussions. I believe these amazing business women will inspire You to take action with YOUR endeavours.

No matter the business = handmade-based or not = You will definitely find there precious ideas worth spreading.

Today I introduce Johdi Woodford who will tell us, how to take care of our bodies while doing handmade. I won’t spoil the surprise for you. Listen to our inspiring interview and meet this amazing, energetic woman.

January 2021 I will finally start an elite mastermind group of my own. If You feel this is a place to be for YOU – jump into:

https://oplotki.pl/mastermind2021-ankieta

You may also check my “behind the scenes” FB group:
https://www.facebook.com/groups/biznes.online.oplotki

or mail directly agnieszka@oplotki.pl

Enjoy!
Agnieszka

As I have mentioned in the intro – You will find more inspiring handmade artists here:
https://www.instagram.com/handmade_from_poland/

Mówią, że za każdym biznesem stoją LUDZIE. Moją supermocą jest nie tylko świetny, wspierający na co dzień zespół, ale również koleżanki z grup mastermind.

Większość z nich poznałam w Online MBA, gdzie wspólnie uczymy się kreatywnie budować swoje biznesy.

Poprzez moje rozmowy z koleżankami z SOMBA, chcę dziś zwrócić uwagę na naszą współpracę, na ideę MASTREMINDU.

Chcę pokazać, jak przydatne może być czyjeś spojrzenie na biznes z innej perspektywy, z poziomu innej branży, z poziomu różnych doświadczeń, itp… i oczywiście, jak cenne wsparcie idzie za taką współpracą.

Rozmowa z Barbarą Bartczak

Dziś rozmawiam z Barbarą Bartczak, inspirującą przedsiębiorczynią działającą online, która pokazuje, że w biznesie nie trzeba trzymać się utartych schematów. Można osiągnąć sukces podążać własną ścieżką.

Posłuchaj naszej rozmowy o mindsecie, podejściu do codzienności i szukaniu szansy w zagrożeniu:


W 2021 RUSZAM z pierwszą edycją elitarnej grupy biznesowego mastermindu pod moją opieką.
Czy to Coś dla Ciebie?
Zbadajmy temat wspólnie! Na początek wypełnij ankietę:
https://oplotki.pl/mastermind/

 

Zapraszam również do grupy, skąd czerpię wiedzę na temat biznesu online:
https://www.facebook.com/groups/biznes.online.oplotki

W razie wątpliwości pisz do mnie agnieszka@oplotki.pl
Agnieszka

They say that the power behind any business is PEOPLE. My superpower is online-mastermind – friends from Online MBA.

I invite them here In this series of interviews to drop precious insights that come from our discussions.

I believe these amazing businesswomen will inspire You to take action with YOUR endeavours. No matter the business – handmade-based or not – You will definitely find their precious ideas worth spreading.

Today I introduce Lona Kozik who proves, that every business can be taken online.

Lona is a piano teacher, and she teaches her students… yes, online!

Listen to our conversation and feel inspired to show your business worldwide as well.

January 2021 I will finally start an elite mastermind group of my own. If You feel this is a place to be for YOU – jump into : https://oplotki.pl/mastermind2021-ankieta

You may also check my “behind the scenes” FB group:
https://www.facebook.com/groups/biznes.online.oplotki

or mail directly agnieszka@oplotki.pl

Enjoy!
Agnieszka

As I have mentioned in the intro – You will find more inspiring handmade artists here:

https://www.instagram.com/handmade_from_poland/

podcast okładka Ania Olesiewicz pl

Mówią, że za każdym biznesem stoją LUDZIE. Moją supermocą jest nie tylko świetny, wspierający na co dzień zespół, ale również koleżanki z grup mastermind. Większość z nich poznałam w Online MBA, gdzie wspólnie uczymy się kreatywnie budować swoje biznesy.

Poprzez moje rozmowy z koleżankami z SOMBA, chcę dziś zwrócić uwagę na naszą współpracę, na ideę MASTREMINDU.
Chcę pokazać, jak przydatne może być czyjeś spojrzenie na biznes z innej perspektywy, z poziomu innej branży, z poziomu różnych doświadczeń, itp… i oczywiście, jak cenne wsparcie idzie za taką współpracą.

Dziś rozmawiam z Anią Olesiewicz, która jako socjolożka, coach, psychoterapeutka systemowa w trakcie certyfikacji i trenerka inteligencji emocjonalnej – pomaga kobietom w dążeniu do życia po swojemu, w spokoju i szczęściu, poprzez warsztaty, kursy oraz indywidualne sesje.

Więcej informacji znajdziesz tutaj:

https://www.facebook.com/AnnaOlesiewiczPsychoterapia

Podcast z gościem krasucka kasia

Dlaczego poczucie własnej wartości jest takie ważne w naszej pracy?

Posłuchaj wersji audio mojego webinaru ze wspaniałą Kasią Krasucką!

Zdradzę Ci też plany Oplotek na końcówkę roku i opowiem, co dalej z podcastem.

Zapraszam serdecznie!

 

Link do programu mentoringowego Kasi: http://kasiakrasucka.com/mentoring/

Kolejny odcinek podcastu z naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.
W naszym dzisiejszym spotkaniu gościmy panią Eugenię Wieczorek z Jarocina, która od ponad 40 lat zawodowo zajmuje się tkactwem i sztuką wyszywania frywolitek.
Z dzisiejszego odcinka dowiesz się:
  • Co to jest frywolitka?
  • Czego potrzebujemy, żeby ją wykonać?
  • Jak zaczęła się przygoda Pani Eugenii z tą techniką rękodzielniczą?
  • I w jaki sposób zdobyła tytuł Twórcy Kultury Ludowej?
Serdecznie zapraszamy do wysłuchania tej ciekawej historii.
Zdjęcia: Oplotki.pl

Wysłuchajcie rozmowy z panią Eugenią Wieczorek, która od ponad 40 lat zajmuje się frywolitką. Pani Eugenia opowiada o swoim życiu, doświadczeniach i skąd w jej życiu wzięła się frywolitka. Pani Eugenia z zawodu jest nauczycielką, mieszka w Jarocinie jest twórcą ludowym. W 1980 roku zaczął działać Klub Nauczyciela w Jarocinie i pani Eugenia zaczęła uczęszczać na tkactwo gobelinowe. W międzyczasie utworzono również sekcję frywolitki, a że miała już pewne doświadczenie w robieniu na drutach i szydełku oraz haftem, a mama robiła pająki ze słomy, to postanowiła spróbować frywolitki. Co się okazało, że była w tym tak dobra, że zastąpiła panią prowadzącą i sama zaczęła prowadzić sekcję frywolitki. Po pewnym czasie pani Eugenia zrezygnowała z prowadzenia sekcji w Klubie Nauczyciela i zaczęła współpracę z Praktyczną Panią. Praktyczna Pani były to ośrodki usługowe prowadzone przez Poznańską Spółdzielnię Spożywców Społem, miały szeroką gamę usług i kursów, szkoleń i pokazów.

korona czółenkowa

Eugenia Wieczorek – mistrzyni frywolitki

W 1983 r. do pani Eugenii przyjechał pan Paweł Kostuch z Poznania z Cepelii i zaproponował udział w konkursie. Pani Eugenia zrobiła cztery prace kołnierzyk, serwetkę owalną, okrągłą i kwadracik i na 32 czy 33 osoby jako początkująca zdobyła drugą nagrodę. Pani z Mosiny, która otrzymała pierwszą nagrodę, nie chciała uwierzyć, że pani Eugenia robi frywolitkę dopiero od trzech lat. Po tym konkursie zaczęła współpracę z Cepelią. A co roku pani Eugenia zdobywała nagrody w konkursach organizowanych przez Cepelię oraz brała udział w wystawach. W 1989 otrzymała pierwszą nagrodę, a córka trzecią, natomiast uczennica z Praktycznej Pani otrzymała wyróżnienie. Po 89 roku Cepelia przekształciła się w Spółdzielnię ALT gdzie prezesem został pan Godziewski i zaproponował dalszą współpracę w wykonywaniu frywolitek.

Eugenia Wieczorek frywolitka

W 1991 r. zadzwonił pan Olszewski z Kalisza z muzeum i zaczęła się współpraca oraz wystawy i możliwość sprzedaży wyrobów na kiermaszach rękodzieła. Pani Eugenia miała również wystawy w Muzeum, Domu Kultury czy Domu Seniora, w bibliotekach w Jarocinie i okolicach. W 1998 roku pani Eugenia została członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Wysłała pani Eugenia zdjęcia prac, kopie dyplomów i pojechała razem z Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu na Ogólnopolskie Targi Sztuki Ludowej i Zespołów Folklorystycznych w Lublinie. Panie ze Stowarzyszenia Twórców Ludowych przyszły na targi obejrzeć prace i przyznały, że tak pięknej frywolitki jeszcze nie widziały i została członkiem STL. I zaczęła pani Eugenia brać udział  w konkursach organizowanych przez STL i otrzymała liczne nagrody. W 2013 roku otrzymała pani Eugenia nagrodę Kolberga Zasłużona dla Kultury Ludowej. Pani Eugenia ma również liczne medale Zasłużona dla Kultury Polskiej, Zasłużona dla Wielkopolski, medale Cepelii. 

Eugenia Wieczorek

Co to jest frywolitka?

Ale co to jest frywolitka? Frywolitka w tłumaczeniu oznacza coś lekkiego, zwiewnego dającego przyjemność, cieszącego oko i była znana już w Starożytności. W starożytnym Egipcie, Rzymie już tę koronkę wykonywano. Do Europy dotarła w XVI wieku do Hiszpanii, Włoch, Anglii, Francji i Niemiec a do Polski w XVIII właściwie do Zachodniej Polski i wtedy w Jarocinie zajęły się frywolitką i jej nauką siostry zakonne Elżbietanki. Kiedyś pani Eugenia dostała od koleżanki przedwojenną gazetę Bluszcz gdzie było zdjęcie serwetki z frywolitki i sama patrząc, odrobiła tę serwetkę. Żeby zrobić frywolitkę, potrzebujemy specjalne czółenko. Kiedyś trudno dostępne były czółenka i mąż pani Eugenii, widząc czółenka na warsztatach, skonstruował czółenka dla niej. Do zrobienia frywolitki potrzebne jest czółenko, szydełko, nożyczki i nici. Na czółenko nawijamy nitkę i robimy węzełki. Wiąże się kółeczko i robi się odpowiednią ilość węzełków, frywolitka to węzełki i pikotki. Wszystkie węzełki wiążemy w jedną stronę. Trzeba wszystko liczyć. Gdy się pomylimy, trzeba ciąć, ale bardzo umiejętnie. 

serwetka frywolitka

Frywolitka – wzory serwetek

Wzory typowe są tradycyjne np. winogronko, stokrotka, różne ozdobniki i wstawki. Wzory pani Eugenia rysuje na papierze albo jak zrobi jakąś serwetkę, to przez kalkę przerysowuje na papier. Wzór powstaje w głowie, rękach i sercu, trzeba mieć wyczucie frywolitki jak pani Eugenia. Pani Eugenia prowadzi warsztaty, które wzbudzają spore zainteresowanie. Jedna z uczennic jest członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Żeby zrobić serwetkę około 20 cm średnicy, robi się ją około 20 dni po około 8 godzin.  Frywolitkę lekko się krochmali i prasuje się przez mokrą szmatkę. Frywolitka jest jedną z trudniejszych form koronki. 

serwetka frywolitka frywolitka schemat serwetekkoronka czółenkowa

Kolejny odcinek podcastu z naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.
Dzisiaj gościmy panią Monikę Warchalewską, która opowiada nam o kornecie bamberskim – panieńskim nakryciu głowy noszonym przez bamberki.
Z tego odcinka dowiesz się:
  • Co to jest kornet bamberski i w jakim celu się go zakłada?
  • Jak rozpoczęła się przygoda Pani Moniki z kornetem?
  • Jak wygląda proces powstawania kornetu?
  • Czego można użyć do wytworzenia i ozdobienia kornetu?

Serdecznie zapraszamy do wysłuchania tej ciekawej historii. A jeśli wolisz czytać, transkrypcję podcastu znajdziesz poniżej.

Zdjęcia: Oplotki.pl

Transkrypcja podcastu „Monika Warchalewska o kornecie bamberskim”

 

Karolina Nowaczyk: Dzień dobry Pani Moniko, czy mogłaby się pani przedstawić naszym słuchaczom?

Monika Warchalewska: Dzień dobry Monika Warchalewska Projekt Miś.

K.N.: Będziemy dzisiaj rozmawiać o Kornecie Barberskim. Czy może Pani wyjaśnić naszym słuchaczom czym jest Kornet Bamberski?

M.W.: Jest to nakrycie głowy które nosiły Bamberki były to oczywiście panny bo mężatki nosiły czepce i było to nakrycie, które było tworzone bardzo strojne, bardzo bogate, sponsorowane było przez ojca panny młodej czyli im zamożniejszy ojciec tym bogatszy kornet.

K.N.: Bo właściwie jak myślimy Bambrzy i Poznań to pierwsza rzecz którą widzimy to jest Kornet Bamberski jako najbardziej charakterystyczny element. Proszę powiedzieć jak to się stało że Pani i Pani mama zajęłyście się tworzeniem Kornetów Bamberskich.

M.W.: Historia wiąże się z tym że moja mama jest z zawodu modystką ale moja prababcia była Bamberką i do ślubu szła w stroju Bamberskim, z kolei moja babcia zapamiętała tą historię i postanowiła że będę ubrana w strój bamberski chodziła w procesji Bożego Ciała. Szłam sama w procesji środkiem, faktycznie byłam jedyną dziewczynką która miała ten strój ale oczywiście to było niedostępne więc moja babcia z tego co pamiętała i w konsultacji z panią Janiną Paradowska utworzyły ten kornet który tu widzimy, oczywiście dzisiaj patrząc na niego jest kilka nieścisłości ale kornety z czasem ewoluowały, były za każdym razem inne. Na przykład były też tworzone pod kobiety, jeżeli była to niska kobieta to kornet był troszeczkę wyższy, bo te pierwsze miały 20-21 cm. Historia dalsza jest taka że zostałam dostrzeżona przez Danutę Muszyńską-Zamorską, dotarła do mojej rodziny i zapytała się czy może mnie namalować, kiedy mnie namalowała znalazłam się jako dziewczynka w stroju bamberskim na jej obrazie i na serii pocztówek.

kornet bamberski

K.N.: Proszę nam powiedzieć jak wygląda tworzenie Kornetu Bamberskiego, od czego zaczynamy?

M.W.: Jest to niezwykle pracochłonne, wymaga ogromnej cierpliwości i determinacji, jest kilka podstawowych zasad które obowiązują do dziś i które się nie zmieniły, powinno być 5 kwiatków. A dlaczego 5 bo jak to mówili Bambrzy 1 to za mało, 3 średnio, 6 za dużo a 5 w sam raz, stąd jest pomysł tych pięciu kwiatków. Nad czołem mamy tak zwaną czerwoną lamówkę i do tej lamówki jest przyczepiona biała koroneczka. Często też używano białych kwiatków, kwiatów kiedyś używano papierowych głównie były to konwalie i niezapominajki. Wiadomo że z czasem się to zmieniło bo dziś te kwiaty mamy zupełnie innego typu, tył kornetu z kolei są to wstążeczki tak zwane wiatrówki, nazwa stąd że powiewały na wietrze i miały przyciągać uwagę kawalerów, oczywiście układ tych wiatrówek zależał też od parafii ponieważ na przykład parafia na Jeżycach miała wiatrówki na zakładkę tak jak ja mam w moim kornecie. Z kolei kornet drugi który był tworzony przez moją mamę ma wiązane wstążki.

K.N.: Ja bym tylko chciała dodać że właśnie w Poznaniu to parafie i proboszczowie dbali o to żeby ten strój Bamberski ten kornet nie zanikł i oni jakby tak troszkę naciskali żeby dziewczynki które sypały kwiaty były ubrane w stroje i potem ten kornet w każdej parafii troszeczkę inaczej wyglądał.

M.W.: Tak dokładnie była duża dowolność

K.N.: Wróćmy jeszcze do tych pięciu kwiatów czerwonych, wyjaśnimy tylko że kornet jest cały w kwiatach a tylko pięć kwiatów jest czerwonych.

M.W.: Używano też koralików, czasami piórek my na przykład robiłyśmy do sztuki teatralnej Kosińskiego tak do teatru kornet który był zrobiony całkowicie fantazyjnie, ponieważ była to bardzo taka odważna szuka, gdzie mężczyzna występuje w kornecie jako Bamberka i zbiera rozsypane pyry mówiąc po poznańsku czyli ziemniaki. Więc on musiał też być odpowiednio umocowany żeby mu nie spadł z głowy w trakcie nachylania się i tam było już bardzo, bardzo że tak powiem nowocześnie zrobiony, z dużą fantazją, bo tam były i korale i piórka i cekiny więc zupełnie nie historycznie. 

kornet bamberski jak wygląda

K.N.: Czy mogłaby pani jeszcze powiedzieć o samym szkielecie, o tej bazie kornetu, jak to powstaje?

M.W.: Baza powstaje w ten sposób że mamy tak zwany mały czepiec i do tego mamy doczepiane jakby nadbudowywane warstwy kwiatów sztucznych, kwiatów jest użyte kiedyś liczyłyśmy około 350 w jednym kornecie. Z tyłu z kolei są przeplatane wstążki i mamy też dwie lub trzy duże kokardy w oryginale one były broszowane, no dzisiaj niestety jest to ginąca profesja więc tutaj zastąpiłyśmy je haftowanymi wstążkami. I ten kornet jest wysmukły, zaokrąglony na górze.

K.N.: Czy on był jakoś wiązany żeby nie spadł?

M.W.: Z tyłu na kokardki był wiązany dlatego Bamberki powinny mieć włosy spięte najlepiej w kok bo one też stabilizują kornet żeby nie spadł. 

K.N.: Jak długo się wykonuje taki kornet?

M.W.: Zależy jaki jest, jak bardzo szczegółowo robiony, to czasami jest cały dzień czasami kilka dni. Bywają sytuacje kiedy potrzebne są do Muzeum Bambrów np. 12 kornetów i były robione w tempie ekspresowym, ręce bolały i mamę i mnie ale dałyśmy radę ale generalnie normalnie tak 3 dni to jest minimum żeby go dopieścić.

K.N.: Jeżeli ktoś by szukał materiałów, zobaczy sobie zdjęcie, mówi sobie dobrze spróbuję zrobić, gdzie szukać materiałów do wykonania kornetu, tych wszystkich elementów?

M.W.: Myślę że to będzie problematyczne dlatego że trudno jest trafić na kwiatki, które będą chociaż troszeczkę odwzorowywały te stare kwiaty. No tu my miałyśmy dobrze o tyle że w Muzeum Bambrów poznańskich z panem dyrektorem z panią która tutaj opiekuje się karnetami miałyśmy konsultacje wielogodzinne który kwiatek pasuje a który jest zbyt nowoczesny.

kornet bamberski jak wygląda

K.N.: A wstążki bo kiedyś chyba były bawełniane?

M.W.: Jeżeli chodzi o wstążki była duża dowolność ale zawsze były zakończone ząbkiem żeby się nie siepały. 

K.N.: Czy jest jakieś zainteresowanie Kornetem Barberskim?

M.W.: Ogromne dlatego że jest czymś innym i na pewno każda Bamberka gdziekolwiek się pojawia zwraca uwagę, jednak ze wszystkich naszych strojów ludowych myślę że śmiało można powiedzieć że strój bamberski największą uwagę zwraca kornetem, że jest taki inny. Też były czepce, kobiety mężatki nosiły czepce i były też czepce złote, które były zakładane okazjonalnie na przykład jeżeli pani wydawała za mąż syna czy córkę i ten złoty czepiec był pożyczany jednej pani od drugiej. Czepiec złoty był czepcem przechodnim.

K.N.: Chciałbym zapytać o samą taką bazę kornetu czyli ten szkielet, jak on wygląda, jak powstaje?

M.W.: Używano tektury, używano drutów, używano wszystkiego co się właściwie nadaje na podniesienie go i usztywnienie, z racji tego że dzisiaj kornety noszą tylko młode dziewczyny, czasy nam się zmieniły i nie jesteśmy przyzwyczajone do chodzenia w kapeluszach więc często zastępuje się te druty zupełnie czymś innym, czymś lżejszym żeby to nie było takie ciężkie.

K.N.: Czy kornet wymaga prostowania sylwetki?

M.W.: Jak najbardziej żeby nie spadł ale też dobrze osadzony ma prawo przetrwać nawet wesele bamberskie. 

kornet bamberski jak wygląda

K.N.: No tańczyć z kornetem na głowie myślę że jest to wyzwanie.

M.W.: Ale ja powiem szczerze że ja jako mała dziewczynka chodząc w kornecie, pierwszy moment zakładania był trochę dziwny ale potem go nie czułam, przyzwyczajałam się. A propos jeszcze mojego dzieciństwa historia z malowaniem mnie przez Muszyńską-Zamorską rozwinęła się tak że moja babcia się z nią bardzo zaprzyjaźniła przez lata utrzymywały kontakty i znalazłam się na drugim i trzecim obrazie, ten drugi obraz został umieszczony na pocztówce a trzeci to był taka fantazja na temat mojego zdjęcia z komunii.

K.N.: Pokażemy Państwu te pocztówki, zamieścimy zdjęcia do transkrypcji.

M.W.: Myślę że Bamberki były takimi prekursorkami mody bo kornety stare ewoluowały i one nadążały za tymi trendami, one nie bały się tych zmian, one były bardzo nowoczesne jak na tamte czasy.

K.N.: Kornet noszono podczas ślubu aż do momentu oczepin?

M.W.: Panna młoda nosiła do oczepin a potem zakłada czepiec na znak że już jest mężatką i teraz już następuje zmiana. Kornet to był taki trochę wabik na kawalerów takie

 “ Halo tu jestem”

K.N.: Czy panny zakładały w niedzielę kornet?

M.W.: Raczej tak odświętnie do kościoła.

kornet bamberski co to jest

Justyna Renn: Ile waży mniej więcej taki kornet?

M.W.: Około 2-3 kg chociaż te starsze mogły być cięższe bo one były jeszcze raz tak duże, prawidłowo powinien mieć 20- 21 cm.

K.N.: W kornecie przez to że jest dopasowana ta tekturka jest tak naprawdę dla jednej konkretnej osoby.

M.W.: Teoretycznie tak aczkolwiek dzisiaj przez to że one mają te wstążeczki z tyłu można go regulować do kilku centymetrów do głowy, bo tutaj w muzeum na dziewczyny wymieniają się kornetami.

K.N.: Czy ktoś dzisiaj chce się nauczyć tworzenia kornetów bamberskich?

M.W. Myślę że byłoby wiele osób które byłyby zainteresowane aczkolwiek mało kto ma odwagę je nosić. Rozmawiałam z panem dyrektorem że nie każda dziewczyna ma odwagę je nosić bo to jest jednak parę godzin, do tego strój bamberski to jest wiele warstw, to nie jest wygodne a dzisiaj jesteśmy przyzwyczajony do tego że biegamy w dżinsach i spięte włosy.

J.R.: Ile spódnic nosiły Bamberki?

M.W.: Powiem szczerze że nie pamiętam tutaj pana dyrektora trzeba by spytać ale chyba trzy były wiem że było pięć rzędów korali.

 K.N.: Możemy porozmawiać o elementach takich charakterystycznych?

M.W.: Były korale, chusty, fartuchy haftowane, mój na przykład strój składał się z dwóch części ja miałam spódnice i górę. Dominujące kolory w strojach to był żółty, niebieski, zielony i czerwony i jeszcze takim elementem charakterystycznym była torebeczka i torebeczka była taką trochę wizytówką Bamberki. Ona była haftowana i Bamberki starały się żeby ta torebeczka była jak najbardziej strojna, miały chusteczkę, miały rękawiczki.

K.N.: Mam jeszcze taką refleksję się że jeżeli teraz nikt nie wykonuje kornetów to tak naprawdę w pewnym momencie jeżeli będziemy chcieli wykonać to już tylko będziemy musieli się zwracać do muzeów i do ich eksponatów żeby móc w ogóle odtworzyć.

M.W.: Dlatego u mnie jest to pokoleniowo czyli babcia wykonywała kornety, moja mama no a teraz już ja mam pojęcia jak go wykonać tradycja jest zachowana.

K.N.: Dziękujemy serdecznie zrozumiane życzymy wszystkiego najlepszego i myślę że do następnego spotkania. 

Kolejny odcinek podcastu naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.
W naszym dzisiejszym spotkaniu gościmy Panią Małgorzatę Bołkę. Pani Małgorzata jest mistrzynią zdobnictwa ludowego z Szubina, która posiada status twórcy ludowego z zakresu zdobnictwa i obrzędowości ludowej regionu Pałuk.

Z tego odcinka dowiesz się:

  • Co to są pałuckie pająki?
  • Z czego się je wykonuje?
  • Jakie są rodzaje pająków i co można nimi dekorować?
  • I ile czasu trwa przygotowanie takiej dekoracji?

 

Posłuchaj tej interesującej opowieści, pełnej talentu i pasji. Transkrypcję odcinka znajdziesz poniżej.

Transkrypcja podcastu „Małgorzata Bołka o pałuckich pająkach”

 

Karolina Nowaczyk: Dzień dobry, czy mogłaby się pani przedstawić?

Małgorzata Bołka: Nazywam się Małgorzata Bołka, jestem z Szubina, zajmuję się sztuką ludową Pałuk. W szkole średniej rozpoczęła się moja nauka. Mama poznawała sztukę ludową Pałuk – głównie zdobnictwo – i od tego czasu ja się tym zajmuję. Obecnie prowadzę koło rękodzieła w Miejskim Domu Kultury, posiadam status twórcy ludowego w zakresie zdobnictwa i obrzędowości ludowej regionu Pałuk.

K.N.: Co to są pająki pałuckie?

M.B.: Pająki to ozdoby wykonane ze słomy żytniej. Używamy słomy żytniej (dlatego że ona jest najmocniejsza) oraz bibuły gładkiej. Do dekoracji kiedyś używano gazet, ale od kiedy pojawiła się bibuła, zaczęto używać bibuły kolorowej. Pająki wieszano pod powołałem w chatach dawnych, czyli pod sufitami. Wykonywano je na czas Bożego Narodzenia. Kiedyś również organizowano konkursy na pająki w okresie Bożego Narodzenia. Obecnie wykonujemy pająki na konkurs Sztuki Ludowej Pałuk, który odbywa się w Domu Kultury w Szubinie oraz w Muzeum Regionalnym w Wągrowcu. Pająki wykonywane są ze słomy i z bibuły. Są różne rodzaje pająków – są to dzwony, kule, gwiazdy, pająki ostrosłupowe, owalne. 

K.N.: Czy te pająki coś symbolizowały? Dlaczego akurat na Boże Narodzenie je wykonywano? Czy one są związane z symboliką Bożego Narodzenia?

M.B.: Nie, były używane jako ozdoba, mniejsze wieszano na choince. W starych chatach, jak były piece, to żeby zakryć te czarne miejsca po piecu, wieszano pająki – żeby to przykryć, te osmolone miejsca, zanim wybielono chatę. 

K.N.: Czy kolorystyka pająka jest określona, czy dowolna?

M.B.: Dowolna kolorystyka. Współcześnie mamy nawet 20 odcieni jednego koloru bibuły, także jest dowolność kolorów w zależności od tego, kto jaki ma gust. Nie jest nic narzucane.

K.N.: Jak długo się wykonuje takiego pająka?

M.B.: Jeżeli chodzi o dzieci i młodzież, które wykonują pająki u mnie na zajęciach, to spotykamy się na dwie godziny w tygodniu. Rozpoczynamy zazwyczaj po Bożym Narodzeniu, a kończymy w marcu lub kwietniu. W międzyczasie mamy przerwę na Wielkanoc, żeby zrobić ozdoby, ale tak to dwa-trzy miesiące. Ja potrzebuję mniej czasu, jak wykonuję w domu. Ale potrzebuję dwa tygodnie minimum na wykonanie pająka – w zależności od rodzaju. Jeżeli robię pająka dzwon, to każda kula składa się z 30 płatków, które muszą być osobno powywijane. A w każdym łańcuchu, który jest przeplatany słomką i trzema bibułkami, każda bibuła musi być wywinięta osobno.

K.N.: I to wtedy te dwa tygodnie po 5 godzin dziennie? Czy więcej, czy mniej czasu?

M.B.: Zazwyczaj wieczorami i dłużej w soboty. Najpierw trzeba wyciąć wszystkie kółka, później ponacinać, no i zabrać się za wywijanie. Jak są powywijane płatki, to wtedy przystępuję do składania łańcuchów.

K.N.: Czy łatwo się przewozi takiego pająka? Bo to jest kruche, prawda?

M.B.: Pająk dzwon jest łatwy w transporcie, bo składa się koło na koło i łańcuchy się później rozciągają. Natomiast jeżeli chodzi o pająki ostrosłupowe, kule lub gwiazdy, to już jest gorzej, dlatego że tego się nie złoży. 

K.N.: Mówiła Pani. że dzieci się uczą, że prowadzi pani zajęcia. A czy są osoby dorosłe, które chciałyby się zająć tą tematyką i zostać twórcą ludowym w przyszłości?

M.B.: Do mnie chodzą na zajęcia dwie panie, które ukończyły 18 lat, i one są w grupie dorosłych. Myślę, że jedna z nich poradziłaby sobie sama z pająkami.

K.N.: Czyli możemy się cieszyć, że są ludzie, którzy się tym interesują, że to nie zaniknie?

M.B.: Mam nawet jednego rodzynka – chłopak chodzi już na zajęcia od 5 lat. Jest taka zasada, że co roku chcą robić innego pająka. Wybierają sobie sami, ja nie narzucam. Słomę przygotuję, miarki oni sami starają się ciąć. Ze względu na oszczędność materiału, koła przygotowuję sama na kwiaty, a już reszta należy do nich.

K.N.: I oni też startują w konkursie, prawda?

M.B.: Tak, tak, tak, oczywiście. W tym roku akurat wszyscy zdobyli nagrody – ci, co mieli pająki. Jedna osoba dostała wyróżnienie. Dostali nagrody równorzędne, dlatego że komisja stwierdziła, że wszystkie pająki są na równym poziomie i są bardzo ładne.

K.N.: Gratulujemy. Proszę jeszcze opowiedzieć o kropidle i rózdze.

M.B.: Rózgę wykonywano kiedyś do ozdoby obrazów, obrazy wieszano ze skosu przy ścianie, dlatego wkładano za nie tak delikatnie rózgi. Rózgi stawiano również w kątach, tak zwanych kącikach świętych, gdzie były figurki Matki Boskiej lub krzyż, lub inne święte figurki. Tam stawiano rózgę, bukiet kwiatowy, wianki. Wianki były do dekoracji obrazów, wieszano je dookoła obrazów. Nie były to takie wianki na głowę, na głowę były wykonywane ósemki. Dziewczyny tańczące miały właśnie ósemki, bo kiedyś większość kobiet miała warkocze i je zaplatano w ósemki i na to zakładano wianki – stąd ta nazwa. Kropidła pałuckie były wykonywane na czas Wielkanocy. Była to palma regionalna. Do wykonania kropidła potrzebna jest trzcina, rożki z krepy (zwijane tak jak na różę płaską i skręcane) i zioła, to jest dziurawiec, kocanka, krwawnik, wrotycz. Każda warstwa przeplatana jest mchem, a na końcu są również rożki. Kropidła służyły na Wielkanoc do poświęcenia potraw i były wywieszane przy drzwiach. Legenda mówi, że jeżeli kawaler nie chciał się oświadczyć długo dziewczynie i został przeprowadzony kropidłem, to już oznaczało, że nie ma po co w ogóle tutaj przychodzić, bo nie ma szans. Kolejny to jest bukiet żniwny – kiedyś wykonywano go po żniwach, dlatego że kiedyś zboże było w snopach. Teraz natomiast zboże trzeba ściąć przed żniwami, bo jeżdżą kombajny i musimy zdążyć przed kombajnami, żeby były właśnie kłosy. Kłosy dekorowane są bibułą ponacinaną jak do pająków. Kółka ponacinane, powywijane po 7 płatków. Są wycinane gwiazdki, zakończone taką jakby chorągiewką zieloną, czyli właśnie podklejone – to tak zwany listek. Wykonywano również plotki żniwne. Do wykonania plotek żniwnych potrzebna jest słoma gotowana. Kiedyś tylko wystarczyło zaparzyć, bo była inna słoma. Zaparzana, czyli mokra słoma jest miękka, jest możliwość wywijania lub zaginania. Plotki składano w różne kształty. Jak wyschły komponowano z nich różne kształty i dekorowano je już później bibułą. Były wykonywane przez panny dla swoich kawalerów do kapeluszy. Obecnie wykonuje się je dla drużb. Podczas dożynek przypina się do klapy marynarki. 

K.N.: Mam jeszcze pytanie o materiał, bo to jest żyto. Czy zdarzył się na przykład taki rok, że trudno było pani zdobyć materiał do wykonania pająków?

M.B.: Jeżeli nie było żyta, to wtedy używałam pszenżyto. Jeszcze też używa się owsa do bukietu. Każde ziarnko okręcone jest pazłotkiem.

K.N.: Czy to jest tak, że to jest taka praca całoroczna? Że w ciągu całego roku jest jakiś etap, kiedy wykonuje pani coś innego? Czy to są tylko takie momenty w ciągu roku?

M.B.: Trzeba najpierw przed żniwami przygotować sobie słomę, dobrze ją wysuszyć i przechowywać w suchym miejscu, żeby nam nie zapleśniała. Ja zazwyczaj tnę słomę i zostawiam sobie kłosy tak, żeby one mi się nie wygięły. Do dołu wieszam kłosami. One wtedy są proste – na bukiety żniwne. Wykonuję je na przyszły rok dopiero. 

K.N.: Czy ten wzór pająka, tego ostrosłupowego, czy to jest tak, że on jest zawsze tradycyjny i taki sam? Bo ja tutaj widzę, że są trzy różne. Czy zmienia pani wzory od czasu do czasu?

M.B.: Jeżeli chodzi o ostrosłupy, to ewentualnie zmieniam wielkość i kolor. Może być tak, że wszystkie narożniki ostrosłupa są różnego koloru, a może być tak, że taki cały element składający się ze średniego ostrosłupa i sześciu kolejnych są jednego koloru. Pająk ostrosłupowy może być z pięciu ramion – wtedy każdy jest innego koloru. 

K.N.: Czy wykonywała Pani kiedyś takiego pająka, który utkwił w pamięci na zawsze, że był taki jakiś wyjątkowy albo dla kogoś specjalnie wykonywany?

M.B.: Wykonywałam dla kogoś pająka owalnego, czyli tego okrągłego. Pani sobie wybrała kolory i wykorzystała to jako żyrandol, czyli takie uwspółcześnienie. Dzwon też można wykorzystać jako żyrandol. Żarówka do środka i mamy żyrandol.

K.N.: Pająki dzwony?

M.B.: Tak, pająki dzwony są łańcuszkowe – mamy dwa rodzaje. Są wykonane z łańcuszków z kul i łańcuszków przeplatanych trzema okrągłymi płatkami bibuły. Drugi to są łańcuszki wykonane z gwiazdek, też przeplatane słomka-gwiazdka i zamiast małych kul są koszyki ostrosłupowe. Środek, czyli serce dzwonu, tp wykonana gwiazda ze słomy.

K.N.: Szubiński Konkurs Kultury Pałuk – co to jest?

M.B.: Od 58 lat organizujemy Konkurs Sztuki Ludowej Pałuk. Dziedziny, jakie tutaj występują, to jest rzeźba, zdobnictwo i haft. Konkurs adresowany jest do twórców ludowych, amatorów, dzieci, młodzieży. Twórcy ludowi to są właśnie osoby, które mają status twórcy ludowego, nadany przez Stowarzyszenie Twórców Ludowych w Lublinie Zarząd Główny. Tam zjeżdża się komisja wszystkich etnografów z Polski i oni oceniają prace, które zostały tam dostarczone. Albo ktoś otrzymuje status, albo musi jeszcze popracować, żeby otrzymać ten status twórcy ludowego. 

K.N.: Pani jest Twórcą Ludowym, prawda?

M.B.: Od 2005 roku. Żeby to uzyskać, zasada jest taka, że trzeba przynajmniej pięć lat brać udział w naszym konkursie i wtedy można po prostu starać się o przystąpienie do Stowarzyszenia Twórców Ludowych i otrzymać status Twórcy Ludowego. Na ten konkurs dostarczają do nas prace wszyscy z regionów Pałuk, bo to jest głównie sztuka ludowa Pałuk. Są to ośrodki jak Żnin, Kcynia, Wągrowiec, Rogowo, nasz szubiński i jeszcze był Łabiszyn, Barcin. W tej chwili tam nikogo nie ma. W tym roku akurat były 333 prace przesłane na konkurs przez 67 artystów, z tego 25 osób to dzieci i młodzież, a pozostała część to dorośli.

K.N.: Jesteśmy w pomieszczeniu, gdzie wystawione są tylko prace nagrodzone. 

M.B.: Tak. 

K.N.: A proszę jeszcze powiedzieć o tej publikacji, która została wydana na 45 konkurs.

 M.B.: Na 45. konkurs była wydana publikacja, która zawierała biogramy wszystkich twórców, którzy do tego czasu brali udział w konkursach. Były zdjęcia, notatki, tabelki, które pokazywały osoby, które chociaż raz brały udział w konkursie. I oczywiście cała historia konkursów od 1963 roku. Mamy nadzieję, że na 60. konkurs jubileuszowy uda nam się wydać nową broszurę i będzie sporo warsztatów i wydarzeń związanych z tym wydarzeniem.

K.N.: Dziękujemy i życzymy pięknych projektów.

Kolejny odcinek podcastu, naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu “Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”. W naszym dzisiejszym spotkaniu gościmy Panią Zofię Talarowską, hafciarkę snutki golińskiej.
Pani Zofia zajmuje się haftowaniem od 1982 roku, wykorzystując technikę nasnuwania. Urodziła się w Golinie pod Jarocinem w Wielkopolsce.
Z tego odcinka dowiesz się:
  • Na czym polega ta sztuka hafciarska?
  • Skąd wzięła swoją nazwę snutka golińska?
  • Jak wygląda proces przygotowania takiego haftu?
  • Jakie nici są do tego potrzebne?
  • Jak tworzone są wzory?
Posłuchaj tej niezwykłej opowieści pełnej pasji i talentu. A jeśli wolisz czytać, transkrypcję podcastu znajdziesz poniżej 🙂
Zapraszamy!

Transkrypcja podcastu „Zofia Talarowska o snutce golińskiej”

 

Karolina Nowaczyk: Czy mogłaby się pani przedstawić naszym słuchaczom? 

Zofia Talarowska: Jestem Zofia Talarowska, mieszkam w Golinie, z urodzenia jestem golinianką i zajmuje się snutką golińską. Wyszywania nauczyłam się na kursie, który prowadziła pani Pietrzak Pelagia – wielka snutkarka – w Golinie, w roku 1982. 

K.N.: Co to jest snutka golińska?

Z.T.: To haft, który jest nasnuwany specjalną nitką. Nie wiemy, skąd się wzięła nazwa snutka golińska. 

K.N.: Czym charakteryzuje się snutka golińska?

Z.T.: Tą właśnie nasnuwaną nitką. To jest specjalna nitka, która musi być na płótnie nasnuta i od tej nitki chyba jest ta nazwa – haft nasnuwany. 

Jak powstaje snutka golińska

K.N.: Jak wygląda proces przygotowania tego haftu?

Z.T.: Bierzemy białe płótno, wzór i kalkę. Rysujemy wzór, a potem fastrygujemy i robimy tak zwany podkład. Nie robimy pęczków, tylko jedziemy w jedną stronę i w drugą, a potem nasnuwamy nitkę. Nitka musi być mocna.

K.N.: Jaki to jest rodzaj nici?

Z.T.: To jest nić bawełniana, nasnuwana. Najpierw rysujemy na płótnie trójkąty (najlepiej i najwygodniej ołówkiem), bo trójkąciki łączą snutkę. Potem nasnuwamy, a po nasnuciu bierzemy się za szycie. Szyjemy, jak kto woli – muzą lub atłaskiem, Atłaskiem wychodzi delikatniej, bo pęczki są bardzo małe. Pęczki nakłuwamy, żeby nie były zbyt duże. Mamy do tego takie specjalne narzędzie do nakłuwania. I tak powstaje snutka. 

K.N.: A co to jest za charakterystyczny element?

Z.T.: To jest właśnie koszyczek – obszywamy dziureczkę, bierzemy igłę i od spodu łapiemy pęczuszki. To jest margaretka, to jest gałązka, to jest pajączek – każda snutka, każdy motyw w snutce ma swoją nazwę.

K.N.: Czy wzory tworzy Pani sama?

Z.T.: Na początku wymieniałyśmy się z koleżankami – jedna narysowała, druga narysowała i się wymieniałyśmy. A teraz, jak ktoś zamówi serwetkę, to rysuję sama, Mam elementy, nakładam je na pergamin i rysuję. 

Zofia Talarowska snutka golińska

K.N.: Dobrze. Mamy wyhaftowaną serwetę. Jaki jest kolejny etap?

Z.T.: Serwetę trzeba wyprać bardzo delikatnie. Do miseczki sypiemy proszku i namaczamy, żeby ta kalka puściła, bo serwetka troszeczkę od kalki przebija i ta nitka może zrobić się niebieska. Namaczamy i zostawiamy. Jakby jeszcze nie puściła, to można wygotować. Z tym się nic nie stanie, bo to nić lniana. No i szykujemy serwetę do wycinania. Po wycięciu bierzemy styropian, kładziemy białe płótno i upinamy serwetkę tak, żeby była pięknie naciągnięta – każdy narożnik upinamy szpilkami i zostawiamy do wyschnięcia. Po wyschnięciu obcinamy brzegi. Jak jest mocny krochmal zrobiony, taki bardziej gęsty, to serweta już nie musi być prasowana. Wystarczy ją naciągnąć.

K.N.: Czy dużo osób zajmuje się snutką golińską?

Z.T.: Jest trochę pań w Golinie, które szyją, ale kilka z nich szyje tylko dla siebie. My cztery należymy do Centrum Kultury w Kaliszu i dlatego jeździmy z tymi serwetkami po wystawach i pokazujemy naszą snutkę. W szkole też odbywają się kursy szycia, no ale przez ten wirus wszystko stanęło. Są osoby, które chcą się nauczyć haftować. To bardzo cieszy, że ta tradycja jest kontynuowana.

Snutka golińska kiedyś i dziś

K.N.: Jakie zmiany zaszły na przestrzeni lat w snutce golińskiej?

Z.T.: Za dużo się nie zmieniło. Kiedyś też były i gałązki, i kwiatki. My zmieniamy tylko długość snutki. Jak jest wzór narysowany, a snutka wydaje się za długa, to dokładamy pęczek. To nie musi być wszystko pod linię zrobione – może być tu pięć pęczków, a gdzie indziej sześć. Jak pasuje, tak haftujemy. Większość motywów (np. gałązki) jest z tamtych lat, ale tworzymy też swoje, bo kiedyś nie było zajączków, nie było choinek, nie było jajeczek. Dawniej panie robiły więcej serwet i obrusów. Nasz kościół cały jest w pięknych obrusach ze snutki – tych starych i tych nowych. 

Zofia Talarowska snutka golińska

K.N.: Wyszyła Pani obrus, który jest w kościele. Jaki jest duży i jak długo go Pani haftowała?

Z.T.: Obrus ma chyba 2,5 m, a haftowałam go pół roku. Podkład zrobiła mi pani Krawczyńska z Goliny razem z panią Wróblową. Ja nasnułam i cały wyszyłam. I to jest pół roku pracy, ale całymi dniami, czyli cała zima aż do jedenastej wieczorem.

K.N.: A taką serwetkę, która ma średnicę około 25-30 cm, to jak długo się wyszywa?

Z.T.: Ja tak miesiąc ją szyję.

K.N.: Snutka golińska jest biała?

 Z.T.: Tak, tylko biała. Biała na białym płótnie i tylko biała.

Justyna Renn: Proszę powiedzieć kilka słów o zespole „Goliniacy” i ich strojach.

Z.T.: Stroje dla zespołu szyła pani Pietrzakowa i Kawczyńska, a Pani Kowalska robiła czepce. Zespół ma piękne stroje ze snutki golińskiej. Ale teraz co raz więcej zespołów ma takie stroje. My robiłyśmy z panią Łukaszewską stroje do Snutków do Potarzycy, a pani Stasia Kowalska z panią Genią robiły czepce. Zrobiłyśmy 19 kompletów.

prace zofii talarowskiej snutka golińska

K.N.: I te wzory snutki to też jest wasz autorski projekt?

Z.T.: Tak, wszystko zostało przygotowane przez nas. W kryzach zmieniałyśmy kwiatki, bo takie same motywy, jak są na fartuchu, to muszą być też na kryzie. I takie same rysowałyśmy. 

J.R.: Bluzki mają rękawy zrobione ze snutki.

Z.T.: Dla młodzieży szyłyśmy dziewięć strojów – to są te z mniejszymi zdobieniami na bluzach. A starsi mają szerokie snute rękawy. Czepce też są zrobione ze snutki. Pani Stasia i pani Genia robiły snute czepce do Potarzycy.

J.R.: Czy wzory można robić komputerowo?

Z.T.: Tak, niektórzy robią. Pani Jola Łukaszewska narysowała serwetkę właśnie komputerowo. Ten wzór komputerowy można pomniejszać lub powiększać. Pan Radek Żyto potrafi nawet narysować na płótnie wzór gotowy do haftowania. Ja nie umiem rysować na komputerze, więc rysuję jak dawniej – na pergaminie.

K.N.: A co z praniem? Mam snutkę, która z czasem się ubrudziła i zakurzyła. Co teraz?

Z.T.: Najwygodniejszy jest styropian i biały ręcznik albo białe płótno. Upinam szpileczkami. Jak pierzemy w misce z proszkiem, to namaczamy i nic nie szarpiemy. Jak jest mocno zabrudzona lub pożółkła, to wtedy możemy ją wygotować. Nie szarpiemy, tylko zostawiamy proszku – ona się sama wybieli. Jak nie wybieli się za pierwszym razem, to odlewamy wodę i nalewamy następną. Snutki żółkną od krochmalu, ale jak je wypierzemy, to się wybielą.

ozdoby ze snutki golińskiej zofia talarowska

J.R.: Snutki są bardzo trwałe. Od którego roku obrusy leżą w kościele?

Z.T.: Obrusy są z okresu I wojny, jak przyszła pani Moszczyńska. Stary obrus zrobiła pani Bernasowska, taka haciarka, która mieszkała w Golinie. Moszczyńska, jak pałac w Golinie się spalił, mieszkała u niej i to ona robiła właśnie ten stary obrus. Pani Krawczyńska postarała się o ten wzór. Pan Grygiel z Żerkowa go narysował, Grygiel, a ja go wyszyłam. I ten wzór – co 85 lat temu był w kościele na głównym ołtarzu – ja wyszyłam. I też jest na głównym ołtarzu.

A jest też taki jeden przedwojenny piękny obrus z wizerunkiem Matki Boskiej, różańcem i haftowanymi sercami. Mamy piękne obrusy w kościele.

K.N.: Ja się bardzo cieszę, że są osoby takie jak Pani, które kultywują tę tradycję snutki golińskiej. I że są nowe osoby, które też chcą się uczyć. Bo to jest takie nasze wielkopolskie, takie jak nigdzie indziej. 

Z.T.: Jak jeździmy po tych wystawach, to ludzie oglądają i są zachwyceni, tylko się boją kłaść na stół. Wolą coś sztucznego, co się szybko wypierze. My robimy choineczki na Boże Narodzenie, a na Wielkanoc jajka i zajączki i wieszamy w oknach.

K.N.: Ja mam nadzieję, że wróci to, że ludzie będą chcieli kłaść na stół obrusy ręcznie wykonane i że będą doceniać tę pracę w cenie, w cenie tego rękodzieła.

Z.T.: Jakiś czas o snutce było cicho, a teraz znów snutka stała się modna. Ludzie się interesują, a wystaw jest coraz więcej, bo my się mamy naprawdę czym pochwalić. I są warsztaty, żeby przekazywać tę wiedzę. 

K.N.: Dziękujemy, pani Zofio.

Z.T.: Ja też bardzo dziękuję. 

 

Zdjęcia: Oplotki.pl

Na zdjęciach prace p. Zofii Talarowskiej.