sławomir wesołek wywiad

Sławomir Wesołek o fachu szewca

W dzisiejszym odcinku z cyklu „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, realizowanego w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”, rozmawiamy z panem Sławomirem Wesołkiem. 

Sławomir Wesołek prowadzi swój warsztat szewski od niemal 40 lat. To rodzinna tradycja, bo zarówno dziadek, jak i ojciec byli szewcami.

Co robi szewc?

Czy bycie szewcem i cholewkarzem oznacza pracę tylko przy butach? Absolutnie nie 🙂 Choć noszenie własnoręcznie zrobionych butów, niepowtarzalnych w swoim rodzaju, jest niewątpliwym plusem tego zawodu, o czym pan Sławomir mógł się niejednokrotnie przekonać.

Do warsztatu szewskiego pana Sławomira (znajdującego się przy ulicy Reja 79 c w Wągrowcu), można przynieść prawie wszystko: buty, botki, kozaki i oficerki, nesesery, torebki i torebeczki, plecaki (nawet te firmowe), smycze dla psów, uzdy dla koni, paski do spodni i wiele, wiele więcej. Pan Sławomir tu naprawi, tam przyszyje, zwęzi lub poszerzy. Nasza rada? Nie wyrzucaj! Napraw!

co robi szewc tradycja a nowoczesnosc

Z naszej rozmowy z panem Sławomirem Wesołkiem dowiesz się:

  • Co robi szewc?
  • Skąd się bierze buty?
  • Jak nie nosić butów?
  • Co to znaczy, że but jest dobry?
  • Kiedy powinniśmy oddać but do szewca i dlaczego warto to robić?
  • Czy usługi szewskie dużo kosztują?
  • Co zrobić, gdy kupimy za mały but?
  • Dlaczego nie powinno się wlewać do buta octu?
  • Jak szewc rozciąga but?
  • Jakich narzędzi potrzebuje szewc?
  • W czym szewc może pomóc pannie młodej?
  • Czy łatwo jest zrobić but?
  • Jak kupować buty?
  • Jakie są elementy buta?
  • Jak zostać szewcem i gdzie można uczyć się zawodu?

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z panem Sławomirem o tym, co robi szewc. Jeśli wolisz czytać, transkrypcję znajdziesz poniżej 🙂 

Transkrypcja podcastu: „Sławomir Wesołek o fachu szewca”

Sławomir Wesołek: Nazywam się Sławomir Wesołek, prowadzę warsztat od wielu lat, prawie czterdziestu. Miałem usługi i wyrób obuwia. Produkowałem i sprzedawałem po targowiskach, potem produkowałem buty i odstawiałem na sklepy, a potem wróciłem tylko do usług, czyli znowu naprawiam buty. Robiłem buty na miarę przez wiele lat, jednak cholewkarz, który ze mną współpracował (i szył wierzchy do tych butów na miarę), ma już ma ponad dziewięćdziesiąt lat, więc przestałem robić na miarę i teraz już tylko i wyłącznie robię usługi. 

Karolina Nowaczyk: I pana zakład znajduje się…? 

S.W.: W Wągrowcu przy ulicy Reja 79 c.

K.N.: Zapraszamy!

S.W.: Zapraszamy. Dziadek był szewcem, w 1912 roku założył warsztat, potem tata miał w Bydgoszczy warsztat. Ja też w tej Bydgoszczy miałem warsztat, ale przeniosłem się do Wągrowca. No i cały czas te usługi robię. I to nie tylko usługi szewskie, ale także sprawy cholewkarskie, bo mam dwa zawody: cholewkarz i szewc. Buty naprawiam, torebki naprawiam, kozaki poszerzam, zwężam, zamki wszywam. Szeroki asortyment. Nesesery naprawiam, paski. Wszystko, co możliwe, bo nawet przy oficerkach do koni czy uzdach do koni coś zszyję. Różne rzeczy robię: pasy transmisyjne, smycze dla psów. Szeroki asortyment.

Justyna Renn: A proszę powiedzieć, czym się różni szewc od cholewkarza? 

S.W.: Cholewkarz to ten, co robi wierzch do butów, a szewc to ten, co robi spody. Teraz jest wielu szewców, co tylko umieją zrobić zelóweczkę, fleczek i koniec. Nawet maszyn do szycia nie mają. Ja dużo rzeczy szyję: plecaków, nie plecaków, torebek. Naprawiam. Na przykład same rączki się urwą, to ja to przyszyję i plecak jest. A plecak Adidasa kosztuje 150 zł, pasek się urwie, ja przyszyję za dyszkę i można nosić dalej. 

K.N.: Czyli to tradycja rodzinna, że zajmuje się pan, powiedzmy ogólnie, butami, że ma pan zakład szewski? Czy było łatwo się panu nauczyć tego zawodu, czy to było mozolne? Czy to było coś, co po prostu było w rodzinie, więc było to naturalne?

S.W.: Ja już jak miałem dziesięć lat, to chodziłem tacie pomagać i od piętnastego roku życia robię w tym zawodzie, czyli robię czterdzieści lat. 

K.N.: Szewska złota rączka. Czy ma pan uczniów, czy są osoby, które chcą się uczyć tego zawodu? 

S.W.: Ja wyuczyłem wielu uczniów, ale już teraz nie, bo ten zawód zanika i jest nieopłacalny.

K.N.: Czyli to naprawdę pasja, żeby w tym zawodzie w tej chwili pracować?

S.W.: Pasja. Jestem przed emeryturą parę lat, także mnie już zarobek nie interesuje. Mam zadowolenie z tego, że to robię.

K.N.: Jakie zmiany zachodziły w tym zawodzie w trakcie pana praktyki?

S.W.: Dużo się zmieniło. Weszła technika, pojawiło się więcej rodzajów gum niż dawniej, kolorystyka jest większa, narzędzia są lepsze i nowocześniejsze. To ułatwia pracę, pozwala wiele czynności zrobić lepiej, inaczej.

K.N.: Czy miał pan zlecenie na jakieś specjalne buty, coś takiego niepowtarzalnego?

S.W.: Robiłem miarowe, ortopedyczne. A tak to robiłem sobie różnego rodzaju – takie, jakich nie miał nikt. Miałem czerwono-czarne, biało-czarne, miałem kozaki, na przykład dół biały, góra siwa – taka wyduszona na krokodyla. One były takie niepospolite, że jak gdzieś szedłem, to wszyscy się oglądali. Nikt takich butów nie miał, bo były nie do kupienia. A dzisiaj to dużo szyję, jak coś pęknie, coś się zepsuje. Poszerzę kozaki, zwężę kozaki, rozciągnę buty zbyt wąskie lub na halluksy.

K.N.: No właśnie, skąd te haluksy się biorą? Od jakich butów? Czy od obcasów? 

S.W.: Nie, wcale nie. Jak jest dobrze but wyprofilowany, to nie musi być od obcasów. Ale od płaskich na pewno młodzi mają płaskostopie, bo od młodego wieku noszą buty, które nie mają tego wygięcia. Jak jest but źle wyprofilowany, to potem tak się dzieje. Ludzie kupują buty za wąskie i zamiast dać je rozciągnąć, to dusi, dusi, bo fajne, więc się chodzi. No i tak wydusi, aż ta kość zaczyna rosnąć. Wielu kupuje niezdrowe buty, zbyt wąskie. Można dać do szewca rozciągnąć, ale nie pomyślą ludzie.

J.R.: Teraz młodzi ludzie nie wiedzą, że można dać naprawić czy rozciągnąć buty.

 S.W.: Tak, starsi ludzie wiedzieli, że to wszystko jest do zrobienia, a młodzi ludzie nie widzą i z niewiedzy noszą. Teraz się często zamawia internetowo przez tę pandemię i często ludzie kupują za małe buty. Ci, co wiedzą, no to przyniosą, żeby rozciągnąć, a ci, co nie, to się męczą i męczą. Zaczynają tam lać wody lub octu. Cuda-niewidy wymyślają, a nie wymyślą, bo nie rozciągną. Czasami nawet buty mogą się skurczyć.

J.R.: Czy buty nie ze skóry też się da rozciągnąć?

S.W.: Tak, adidasy rozciągną się, jak ja z czuciem wbiję to kopyto, namoczę, to się rozciągnie przez noc, wyschnie ta woda i but będzie rozciągnięty. Tylko trzeba z czuciem, bo jedno uderzenie więcej i z jednego buta są dwa.

K.N.: Ale to są lata praktyki, lata doświadczenia w tym zawodzie. Proszę nam powiedzieć coś o narzędziach. Co to jest za maszyna?

S.W.: To jest taka powojenna/przedwojenna singerka, bo dawniej te maszyny były. Dzisiaj są nowoczesne maszyny, które są kolosalnie drogie. Rzemieślnik nie jest w stanie tego kupić, dlatego mam jedną maszynę, taką singerkę. Szyję nią sprawy cholewkarskie, zwężania, poszerzania, paseczki do butów, torebki… A z kolei na takie cięższe sprawy, grubsze rzeczy, to mam drugą maszynę. Tu mam szlifierkę, że jak robię fleczki, no to oszlifowuję, jak dorabiam. Bo to wszystko się dorabia, dziś już nie ma gotowych fleków. Wszystko się dorabia – duże, małe. Szlifuje się to wszystko na szlifierce, dlatego mam szerokie i wąskie koło. Teraz rzadko, ale jeszcze zdarza się, że ktoś przyniesie buty na skórze, to mogę je nawoskować. Takie powojenne były, takie luksusowe dla prezesów, z górnej półki, jak to się mówi. Jeszcze można takie drogie buty zamawiać albo kupić, bo one są po pięć tysięcy, po siedem tysięcy. I wtedy one są na skórze i szyte. Ja też mam takie ładne, różnego rodzaju droższe buty. Bo jak jest przysłowie: “Szewc bez butów chodzi”, to ja akurat odwrotnie – mam dużo butów.

J.R.: Czy ślubne buty jeszcze dziewczyny zamawiają? Czy pan robi też ślubne buty?

S.W.: Nie, ale często robię poprawki do ślubnych butów, bo nie pasują i poprawiam. Bo za ciasne są i rozciągnę, czy paseczek dorobię, czy obcas zniżę, bo za wysoki i źle się chodzi. Ładne są, ale niepraktyczne. A to trzeba całą noc przetańczyć. 

J.R.: Dobrze wyprofilowany but zrobić to nie jest takie proste.

S.W.: No nie, ciężko dostać nawet, bo dziś robi się na ilość. Te lepsze firmy, które są droższe, takie jak Wojas, Ryłko, Gino Rossi, Vanessa to lepiej robią buty, ale za odpowiednią sumę. A te takie typu CCC, to jest wszystko takie na chwile. 

J.R.: A dużo jest polskich firm szyjących buty?

S.W.: Są, ale dużo nie. I jak są, to są drogie. Te tanie dają robić wszystko gdzieś w Chinach i Korei. Firma polska, ale nie u nas zrobione.

J.R.: Ale są fabryki butów, które produkują w Polsce?

S.W.: Są i robią dobre buty, ale to już takie od 500 zł w górę. Proszę zobaczyć, tu mam dwie pary butów polskich, kupiłem je przecenione za 210 zł i noszę je już 4 lata, a one są jak nowe. A teraz kupiłbym z ceratki za siedem dyszek, to starczą na jeden sezon, razy cztery lata to już wyszło 280 zł. I jeszcze nie wiadomo, czy bym grzybicy nie dostał od tego sztucznego. Czyli mam osiem dych w kieszeni i nadal do noszenia ze trzy lata. I mam buty, które noszę już pięć czy siedem lat i są jak nowe. 

K.N.: Jak ma Pan ten but w ręku, to czy mógłby pan elementy buta przedstawić naszym słuchaczom, bo nie wszyscy znają?

S.W.: Dobrze – na górze cholewka, podszewka, wkładka, podspód, spód, zelówka i flek. 

J.R.: Teraz są modne sztuczne skóry robione z ananasa albo z papieru. Czy to jest dobry materiał?

S.W.: No nie wiem, musiałbym mieć. Ale powiem wam, że mam czapkę. Pokażę, bo nie wiem, z czego to w ogóle jest. Sztuczne, ale głowa się nie poci. W ogóle nie chciałem kupić, ale potem się przekonałem i kupiłem, bo jest taka inna. Faktycznie mogą być – tak jak mówicie – inne skóry dobre, bo mam oparcie z trawy morskiej, które jest bardzo wygodne. Sztuczna skóra jest dobra, ale nie cerata zwykła. Bo wtedy noga się zapoci i to jest w ogóle nie do noszenia. To chemikaliami czuć, a jak się nogę wyciągnie, to jest mokra. Ale jak będzie sztuczna, jak na adidasach czy najkaczach, to wcale nie tak źle.

K.N.: Mam jeszcze takie pytanie techniczne: Czy jak porównuje pan swoją pracę 40 lat temu i teraz, biorąc pod uwagę to, że jest więcej narzędzi, więcej materiałów, czy ta praca jest łatwiejsza technicznie? Szybciej pan może dany but wykonać, naprawić? 

S.W.: Lżejsza jest teraz. Kiedyś musiałem papierkiem szlifować, teraz mam szlifierkę. Kiedyś musiałem w czajniczku wodę grzać i na tym ogrzewać, a teraz mam opalarkę, która momentalnie grzeje. To mi bardzo ułatwia pracę.

K.N.: Czyli wszystkim tym, którzy byliby chętni do tego zawodu, możemy powiedzieć, że nie jest to fizycznie trudna praca?

S.W.: Ależ skąd, niech Pani patrzy, ja mam rękę jak pan doktor. Bo to tylko mam śrubokręciki dobrych firm, magnetyczne. To tylko chwyci, wkręci i już gotowe. Nożyczki mam dobrej firmy, ostre jak brzytwa.

K.N.: Czy jest to zawód, w którym potrzeba dużo cierpliwości?

S.W.: Raczej nie, ale trochę trzeba. To zależy, co się robi. Są rzeczy, że nie, i są rzeczy, że tak. Czasem są takie drobiazgi nieopłacalne, ale człowiek robi, żeby zadowolić klienta. Robię dla przyjemności, a nie dla pieniędzy, bo z niektórych rzeczy nie ma pieniędzy. Robię coś godzinę czasu na przykład i 7 zł państwo bierze, plus towar jest dycha, no i ja wezmę dychę, bo nie mogę wziąć więcej, no to po prostu godzinę robię dla przyjemności, nie dla pieniędzy, no i po to, żeby klienta zatrzymać. 

J.R.: Kiedyś buty się bardziej szanowało niż teraz, naprawiało się. A teraz są tak tanie buty, że zmienia się je co chwilę.

S.W.: Ja mówię, że biednego nie stać na tanie buty i kupuje drogie. Chodzi w nich latami. Ma dwie pary lub trzy, ale ekstra. A bogaty kupuje ciągle, ciągle, ciągle, ciągle. W sumie wydaje więcej pieniędzy, chodzi w czymś gorszym i niszczy stopy. Kupi pani bawełnianą bluzkę i ona oddycha, a w sztucznej się pani zapoci.

J.R.: Ale myślę, że ludzie wracają do naturalnych materiałów.

S.W.: Tak, zaczynają rozumieć, że jak kupi droższą bluzkę, naturalną, to można prać i prać, nic się nie dzieje. To tak jak ze skórzanymi butami – też się nic nie dzieje i można długo chodzić, pastować, pastować i odświeżać, i nic się z tym nie dzieje.

J.R.: No właśnie jak dbać o buty, aby nam długo służyły?

S.W.: Są pasty różne i woski. Ja to wszystko mam, więc jak naprawiam buty, to przy okazji odnawiam. I za to już nic nie biorę. Mam kolory past, mam szczotki do nakładania i polerowania, inne do czarnego, inne do kolorowych. Przejadę i normalnie są jak nowe. Ktoś przyniesie brudne, ja szmatą zetrę, przejadę pastą, wypoleruję i już. I klienci się cieszą, bo da brudne, a odbiera jak nowe. Mnie to dużo nie kosztuje, a przez to mogę zdobyć klientów. Mam papierowe torebki z pieczątkami z dwóch stron. I jak ktoś idzie, to reklamuje moją firmę.

J.R.: A gdzie się uczy takiego zawodu? Są szkoły, które uczą szewców?

S.W.: Ostatniego ucznia to z Urzędu Pracy miałem, pełnoletni człowiek, bo miał 21 lat. Urząd mu płacił 900 zł, takie stażowe. I on potem zrobił poszerzone cholewkarstwo szewskie. W Katowicach wyrobił papiery, że może po całej Europie jeździć, pracę znaleźć i dobrze zarabiać w tym zawodzie.

J.R.: A czy to jest tak, że to jest w Polsce zawód, który ginie, czy na całym świecie?

S.W.: Na świecie nie wiem, ale u nas ginie, bo to zawód mało dochodowy. W małych mieścinach za mało pracy, w dużych czynsze drogie. Choć trochę jeszcze szewców jest, bo ktoś te buty musi naprawiać. Kupi pani szpilki za 600 zł, a po jednym wieczorze fleczek wyleci. I co? Nie wyrzuci pani butów za 600 zł. Trzy dyszki pani zainwestuje i chodzi w nich dalej. A jak mąż kupi sobie eleganckie buty też za 600 zł i gdzieś czubkiem zahaczy i mu się odklei, to też nie wyrzuci. Sklejenie kosztuje dychę. Warto naprawiać. 

K.N.: Serdecznie dziękujemy za rozmowę i wszystkiego dobrego życzymy. 

 

CO ROBI SZEWC oplotkico naprawia szewc szewc naprawa torebki