jadwiga anioła kraszanki
Kolejny odcinek podkastu, naszej serii pt. „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, która jest realizowana w ramach projektu “Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.
W naszym dzisiejszym spotkaniu gościmy Panią Jadwigę, która jest twórcą ludowym w dziedzinie zdobnictwa obrzędowego, a od roku prezesem Oddziału Wielkopolskich Twórców Ludowych. Pani Jadwiga opowie nam o kraszankach.
o kraszankach jadwiga anioła
Pani Jadwiga jest wszechstronną artystką, a jej największą pasją są kraszanki.
Z tego odcinka dowiesz się:
  • Co to są kraszanki?
  • Z jakich jajek można je wykonać?
  • W jaki sposób powstają ich niepowtarzalne wzory?
  • Co jest najtrudniejsze w tej sztuce i jak bardzo jest ona trwała?

Posłuchaj pięknej opowieści o jednej z najstarszych technik zdobienia jajek. A jeśli wolicz czytać, transkrypcję całej rozmowy znajdziesz poniżej.

TRANSKRYPCJA PODCASTU: „JADWIGA ANIOŁA O KRASZANKACH”

Karolina Nowaczyk: Dzień dobry, czy mogłaby się pani przedstawić naszym słuchaczom?

Jadwiga Anioła: Nazywam się Jadwiga Anioła i jestem twórcą ludowym w dziedzinie zdobnictwa obrzędowego. Od roku jestem prezesem oddziału Wielkopolskich Twórców Ludowych. Do stowarzyszenia należę od 2014 roku, także jestem stosunkowo młodym twórcą – jak na prezesa to bardzo młodym.

K.N.: Gratulujemy. Dzisiaj będziemy rozmawiać o kraszankach. Co to jest kraszanka?

J.A.: Kraszanka, czyli pobarwione jajko. Okraszone najpierw, czyli pobarwione barwnikiem. A po barwieniu jajka należy to jajko wydrapać, czyli ozdobić, okrasić. To jest ta kraszanka, czyli wydrapywane wzory, wyryte wzory w jajku wcześniej zabarwionym.

K.N. Na jajkach jakich ptaków pani tworzy te kraszanki?

J.A.: Generalnie to moje kraszanki powstają na gęsich jajkach. To znaczy na gęsich wydmuszkach. Nie na pełnych jajkach – tylko na wydmuszkach. Ze względu na to, żeby długo mogły cieszyć oko. W niektórych domach są ozdobą, tak jak bombki przechowywane w pudełkach przez wiele lat, wyjmowane tylko na okres wielkanocny. Robiłam też na kaczych, na kurzych. Wydrapuję rokrocznie na Wielkanoc do koszyczka na pełnych, gotowanych kurzych. I z takimi wydrapanymi idziemy do święconki. I to trzeba wydrapać w Wielką Sobotę rano, żeby iść ze święconką tego samego dnia. No bo jajo ugotowane musi być świeżo poświęcone, nie stare, żeby można było je zjeść. I te właśnie jaja nie zachowują się u nas, no bo – niestety – skorupki obieramy i jemy. Dużo pracy na potrzebę chwili, ale muszą być.

Jak powstają kraszanki?

K.N.: Ja tutaj widzę mnóstwo różnych wzorów. Jak pani tworzy te wzory, pani Jadwigo?

J.A.: Wszystko z głowy, nic nie kopiuję. Nie ma dwóch identycznych jaj. Nie ma takich samych wzorów, one się zawsze różnią. Gdyby nawet ktoś zadał mi takie zadanie, że mam stworzyć ileś tam jajek tego samego wzoru, podejrzewam, że nie podjęłabym się tego bo nie potrafię tego zrobić i zawsze gdzieś mi tam w myślach coś umknie, przemknie innego. Ina pewno będzie to jajko inne, nigdy nie będzie takie samo.

jak zrobić kraszankę

K.N.: Proszę nam opowiedzieć o narzędziach, o tym jak wygląda praca z taką wydmuszką?

J.A.: Narzędzia są prymitywne – to taki zwykły nożyk do ziemniaków. Często też takim gwoździem grubym wydrapywałam wzory. Są też specjalne narzędzia, które są na Opolszczyźnie. Panowie opracowali je dla swoich pań, które wydrapują jajka. Ja w większości wydrapuje zwykłym kuchennym nożem – takim do obierania ziemniaków, warzyw.

K.N.: Co jest najtrudniejszym elementem w przygotowaniu kraszanki? Myślę o tym, że trzeba pozyskać jajko, trzeba je ubarwić, uzyskać barwnik, narzędzia… 

J.A.: Najtrudniejsze dla mnie to chyba jest barwienie, ponieważ od zawsze barwię jajka w materiale roślinnym. Sama pozyskuję barwnik z roślin – są to buraki, liść barwinka, szyszki olchowe, kora dębu, łuski cebuli. No w najróżniejszych barwnikach pozyskanych z roślin barwię, nieraz są to kompozycje dwóch, trzech barwników. Też długość barwienia wpływa na to, jak bardzo się przebarwi skorupka. Zazwyczaj moje pisanki są ciemne, nie są wyraziste w jaskrawych kolorach, kolory są stonowane – powiedziałabym nawet, że w takich przygnębiających barwach – i one nigdy nie mają tego widoku radości, tylko są smutne, bo są ciemne. A wszystkie pisanki, jakie spotkałam, są szalenie kolorowe, barwne, rzucające się w oczy, a moje takie zwykłe szare jaja, ciemne.

jak malować kraszanki

K.N.: Szare nie, ale ciemne. Myślę, że wynika to z tego, że w naturze rośliny to nie są raczej barwne ptaki.

J.A.: Tak, czym ciemniej zabarwiona skorupka i bardziej wchłonie farbę, tym jest ładniejszy wzór – bo mocno wydrapany wzór jest zawsze biały. Ale ja czasem drapie płytko ze względu na to, żeby odkrywać te powłoki farby. No i niektóre z tych moich kraszanek mają właśnie takie cieniowania, które rzadko się spotyka w pisankach.

K.N.: Czy przez te lata, kiedy pani wydrapuje kraszanki – bo ludzie od wieków wydrapują kraszanki – czy jest coś takiego, co się zmieniło w technice? Coś, o czym możemy powiedzieć, że jest od zawsze? I czy coś na przykład pani zmieniła, co ułatwia pani pracę?

J.A.: Ja nic nie zmieniłam, żadnej nowoczesności nie wprowadziłam. Ja jestem taka manufaktura, jak była kiedyś, i nic nie zmieniam, nic nie udoskonalam. Z tego co wiem, to ludzie zmieniają narzędzia, udoskonalają sobie, a ja jestem twarda i stała przy jednym swoim i zawsze ciągle tak samo. Fakt jest jeden – zajmuje to mnóstwo czasu, bo żeby taka ładna kaszanka powstała, to te pięć, sześć godzin trzeba poświęcić. Trzy godziny co najmniej barwienia i dwie, trzy godziny wydrapywania. I to musi być odpowiednio przygotowane jajko, także taki czas poświęca się na jedną taką kraszankę. Jest to super zajęcie, skupienie niesamowite, uruchamia się wyobraźnia, nieraz liczy się kreseczki. Bardzo często to robię – zaczynam drapać i liczę, dojeżdżam do 60 i płatek kwiatka jest zrobiony, także to są takie treningi bardzo dobre dla starszych osób, bo ćwiczą pamięć. Należy liczyć płatki, liczyć kwiatki, żeby się nie pomylić. Niekoniecznie należy zrobić ten sam motyw, ten sam wzór na jednej i drugiej stronie tego jajka, ale chodzi o to, że skupiamy się i intensywnie liczymy, a takie liczenie bardzo dobrze wpływa na człowieka.

 

K.N.: Czyli tak, jak zawsze mówimy u nas w Oplotkach – że rękodzieło jest po prostu rozwijające, pomocne, stymulujące umysł i ciało. 

J.A.: Wiele takich zajęć prowadziłam w szkole z dziećmi. Prowadziłam zajęcia z grupami niepełnosprawnymi. Były to osoby z autyzmem, były osoby z niepełnosprawnościami ruchowymi. Także bardzo fajnie się współpracuje z takimi ludźmi. Wspaniale. Widać, że ci ludzie odnajdują jakiś inny cel w takim wydrapywaniu wzorów – nie są one takie jak od mistrza, ale powodują to, że ci ludzie niepełnosprawni koncentrują się na tym, co robią. Mają ogromny szacunek do człowieka, który ich uczy, potrafią tę radość okazać. Bardzo dobrze też pracuje się z osobami starszymi, seniorami. No nie powiem, że z dziećmi się źle pracuje, bo też się wspaniale pracuje – są wesołe i bardzo dobrze się z nimi pracuje. Dzieciaki wynoszą najwięcej, bo one mają najlepszy chłonny mózg. Po wielu latach spotyka mnie chłopiec na ulicy i mówi: ”A ja z Panią robiłem jajka! Pamiętam, miałem brudne ręce, wydrapywaliśmy wzorki i mam je do dzisiaj. Mama chowa w kieliszku”. Takie miłe wspomnienia. 

I nawet już nie pamiętam, od kiedy robię te jajka. Tak naprawdę babcia wydrapywała. Pamiętam, że u nas zawsze były wydrapywane jajka. Co prawda nie gęsie, nie zachowały się żadne wzory, a moja babcia wydrapywała je do święconki. Pamiętam taką dużą miskę od najlepszego serwisu, jaki był w domu. Babcia stawiała na stole i barwiła w garnku na piecu w łupinach cebuli, dziadek oziminę przynosił. I barwiła różnymi naturalnymi barwnikami, brała nóż do obierania ziemniaków, jak ja dzisiaj biorę, stawała przy piecu i te ciepłe jajca wydrapywała i układała w tej misce. Zawsze mieliśmy na święta takie ładne wydrapane i dla mnie było to normalne – one muszą być.

Potem zaczęłam, jak wyszłam za mąż. Dziecko było małe, to musiało mieć do koszyczka też takie jajko wydrapane. I było to też normalne dla mnie. Potem zaczęłam wydrapywać w gęsich jajkach, pierwsze to były takie wydrapane dla nas na stół wydmuszki, potem były w prezencie dla rodziny, dla znajomych. Nigdy nie robiłam tego zarobkowo, zawsze robiłem to tak z pasją od siebie. I każde było inne. I zawsze mówiłam: wybierzcie sobie, jakie chcecie, jakie się wam podoba. To tak było spontanicznie, tak się zaczęło.

o kraszankach

Wciągnęła mnie ta pasja bardzo mocno, robiłam coś, o czym w ogóle nie wiedziałam, że jest to najstarsza technika zdobienia jaj. Dopiero po spotkaniu z panią etnograf z muzeum w Dziekanowicach i rozmowie pani spytała, skąd ja to umiem. A ja mówię, że nie wiem, no tak od zawsze myśmy tak w domu robili. No i dowiedziałam się właśnie wtedy, że to są właśnie najstarsze pisanki, że tak barwiono kiedyś, dowiedziałam się historii tej pisanki, no i nic nie zmieniłam, zostawiłam tak, jak było. Postanowiłam, że tak długo, jak będę wydrapywać, będę tak barwić. Moje wszystkie pisanki są podpisane przeze mnie. Także gdziekolwiek znajdę kraszankę, wiem, że jest moja. Nigdy nie zapomnę żadnej z nich, chociaż wydrapałam już tysiące, poznam moje zawsze i wszędzie. Mam takie coś, że pamiętam wszystkie.

K.N.: Swoje dzieci się pamięta!

J.A.: Tak, swoje dzieci się pamięta, bo w każdym jest coś innego. I nieraz są pobarwione, mają plamy, niedociągnięcia, jakieś dziwne przebarwienia, to gdzieś jakaś wypustka, bo przecież skorupka to jest tylko skorupka, to stworzyła natura, tak to gęś zniosła, więc każde jest inne. Każda gęś jest inna, każde jajko jest inne i w tych właśnie przebarwieniach i niedociągnięciach, odkrywa się to, co najfajniejsze, najważniejsze. Najładniejsze są wtedy te pisanki, bo są te naturalne przebarwienia, nie trzeba ich malować, robić.

K.N.: Piękno rękodzieła – każda jest inna.

J.A.: Każda inna. Ktoś kiedyś mi powiedział, że właśnie po tym poznaje się prawdziwego artystę, że nie maluje dwóch takich samych obrazów. No i chyba u mnie jest tak samo, bo dwóch równych nie mam.

K.N.: Pani Jadwigo, czy poza dziećmi i seniorami są osoby, które chcą się nauczyć tworzenia takich pisanek?

J.A.: Wiele osób spotkałam w swoim życiu, które chciały się nauczyć, nie wszyscy mają do tego predyspozycje. Nie wiem, mi to wychodzi tak naturalnie, ale nie wszyscy mają takie zdolności, umiejętności, żeby poświęcić tak dużo czasu w tak bardzo głębokim skupieniu. I przede wszystkim, by uruchomić wyobraźnię i wydrapywać te wzory. No mało jest takich osób. Wśród dzieci przez wiele lat prowadziłam zajęcia w szkołach i przedszkolach, a spotkałam tylko jedną dziewczynkę – jedną jedyną – która była naprawdę zaangażowana. Ona nie słyszała, że już był koniec. I to jest dopiero człowiek, z którego będzie naprawdę prawdziwy artysta, bo ona nie zwróciła na nic uwagi: że wszyscy wyszli z lekcji, że warsztaty się skończyły. Ona ciągle była przy jednym jaju skupiona – opanowanie ręki, odkrywanie tych właśnie kolorów, dobieranie wzorów, no było to wspaniałe i to była jedna dziewczynka. Córka moja też umie to robić, nauczyła się przy mnie. W tej chwili jeszcze nie robi tak jak ja, bo nie wie, czy chce robić, czy nie. 

K.N.: Proszę nam jeszcze powiedzieć, jakim innym rękodziełem się pani zajmuje poza kraszankami?

J.A.: Ja jestem taki człowiek orkiestra, bo żyję tak, jak pory roku żyją. Na Wielkanoc pisanki, pieczywo obrzędowe, palmy wielkanocne, kwiaty z bibuły, wyroby ze słomy, wieńce dożynkowe. Trochę jeszcze zostało mi z domu rodzinnego zielarstwa, takiego ludowego. I tak ze wszystkim: jak kalendarz idzie, tak ja też.

K.N.: Czyli na Gwiazdkę mamy ozdoby?

J.A.: To tylko ze słomy, słoma przynosi szczęście, bogactwo. Ludzie w to wierzyli i zawsze taki snopek zboża powinien stać w kącie, bo to przynosi dostatek i ozdoby ze słomy powinny być na choince. Kiedyś wieszano na podłaźniku, pod sufitem, i u nas są ozdoby ze słomy, snopek w kącie, chociaż mamy już XXI wiek, ale niech zostaną te dawne wierzenia i tradycja.

K.N.: To ja mam pytanie: Czy snopek z lnu też się liczy?

J.A.: Nie, nie liczy się. To musi być owies, żyto, pszenica i jęczmień – te cztery zboża.

K.N.: Dobrze, to w tym roku się postaram i będzie taki snopek stał u mnie. Jednak skąd wziąć w mieście taki snopek?

J.A.: Bo to tylko na wsiach taka tradycja.

K.N.: No ale zobaczymy, może powoli coś tam zakrzewimy dzięki naszym rozmowom z twórcami.

J.A.: Wielu jest zakręconych ludzi właśnie w takim klimacie kultury ludowej, jednak większość to pisarze, rzeźbiarze, koronczarze, a mało jest właśnie takich, którzy żyją porami roku i żyją tak, jak żyli ludzie dawniej.

K.N.: To miejmy nadzieję, że dzięki naszej rozmowie ktoś się zainteresuje i chociaż spróbuje żyć porami roku.

J.A.: Ja zapraszam do tego, bo jest to piękne i kontakt z naturą jest niesamowity. Człowiek musi żyć wtedy ze zbieractwa, musi zbierać barwniki, musi zbierać zioła, sam ręcznie zbierać zboże na polu. Przy okazji spaceruje, wychodzi z domu. Dopiero na zimę schodzi do domu i wtedy zaczyna przerabiać to, co zebrał. 

K.N.: Dziękujemy za tę rozmowę.

J.A.: Bardzo dziękuję.