Monika Przeciszowska o koronce klockowej wczoraj i dziś

Monika Przeciszowska (https://koroni.pl/) od przeszło 15 lat zajmuje się koronką klockową. Od dzieciństwa uwielbia rękodzieło, ale to właśnie koronka klockowa skradła jej serce.

Gdy pewnego dnia  Monika z ciekawości wpisała w wyszukiwarkę hasło „koronka klockowa” i znalazła informację o festiwalu koronki w Bobowej, nie zastanawiając się wiele, kupiła bilet na autobus i wyruszyła na swoje pierwsze warsztaty. Przepadła na dobre. To była miłość od pierwszego wejrzenia, która trwa do dzisiaj.

Monika swoje umiejętności szlifowała przez lata na licznych warsztatach koronki klockowej, a nawet w specjalnej szkole w Pradze.

Co jest potrzebne do zrobienia koronki klockowej? Przede wszystkim wałki i nici (lniane, bawełniane, jedwabne białe lub kolorowe). Ale, jak mówi Monika, w tej technice ogranicza nas tylko wyobraźnia. Projekty wykonane przy pomocy techniki koronki klockowej mogą przybierać formy płaskie lub przestrzenne. Można wykorzystać do nich rzemienie, koraliki, materiały etc. Monika tworzy biżuterię, szale, torebki, wstawki i dodatki do odzieży, dekoracje koronkowe, obrazy, serwety, a także rekonstrukcje starych koronek do ubiorów historycznych.

Czy wiesz, że kiedyś dobra koronka była warta nawet 3 wsie?

Kiedy na ziemiach polskich pojawiła się koronka klockowa i dlaczego jest tak niesamowita? Czy jest to technika, którą da się uwspółcześnić? Czy to naprawdę tylko serwetki ludowe? Ile trwa nauka i gdzie można zdobyć doświadczenie?

O tym wszystkim posłuchasz w najnowszym podcaście, który powstał w ramach naszego cyklu „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”.

Zapraszam do wysłuchania.

Jeśli wolisz czytać, transkrypcję podcastu o koronce klockowej znajdziesz poniżej.

Monikę znajdziesz również na stronie https://koroni.pl/ >>

Więcej informacji, a także wywiadów i ciekawych artykułów znajdziesz na stronie projektu Stowarzyszenia Oplotki „Rękodzięło wczoraj i dziś. Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele” >>

Tradycja i Nowoczesność w polskim rękodziele

TRANSKRYPCJA PODCASTU „KORONKA KLOCKOWA – ZAPOMNIANA, ALE PIĘKNA SZTUKA

Rękodzieło wczoraj i dziś. Zapraszam Was do kolejnego odcinka naszej serii, dotyczącej tego, jak nieznane techniki rękodzieła zmieniały się na przestrzeni czasu i jak wyglądają dziś.

Agnieszka Gaczkowska: Dzień dobry witam was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Oplotki. Dzisiaj wyjątkowy odcinek, bo będziemy opowiadać o technice rękodzielniczej, która – przyznam szczerze – nie jest bardzo popularna.  Zaciekawiło mnie, kiedy usłyszałam o technice koronki klockowej. Dzisiaj porozmawiamy o niej z Moniką. Monika opowiedz nam trochę o sobie i skąd ta koronka klockowa?

koronka klockowa

Monika Przeciszowska: Witajcie, nazywam się Monika Przeciszowska i w sumie od 15 lat zajmuję się koronką klockową. Praktycznie od zawsze coś dłubałam, robótki ręczne zawsze były u mnie na podorędziu, natomiast o koronce klockowej dowiedziałam się, będąc jeszcze w liceum. To były czasy jeszcze za naszego, tak zwanego, PRL-u, kiedy nie było dostępu do większości materiałów, nie było komputera, nie było internetu, także wiedziałam tylko, że aby robić takie rzeczy, potrzebuję wałka, klocków i nitki i tyle.

Po ładnych paru latach, dla mnie to był moment tuż po wejściu do Unii (aczkolwiek z nią to nie miało żadnego związku, po prostu wtedy miałam dostęp do komputera), tak dla przyjemności wpisałam sobie w wyszukiwarkę koronka klockowa. No i się zacząło. Okazało się że w Polsce, w Bobowej, jest Międzynarodowy Festiwal Koronki Klockowej i są również warsztaty. No to cóż, dużo mi nie trzeba było: bilet na autobus i Bobowa.

Bobowa jest piękną miejscowością leżącą między Nowym Sączem a Gorlicami, więc jest i co zwiedzać, jest gdzie pójść na spacer, no i oczywiście jest koronka. Wchodząc pierwszy raz na festiwal, zaliczyłam tak zwany opad szczęki. Po prostu zobaczyłam koronki z różnych krajów, nie tylko polskie, ale także rosyjskie, czeskie, niemieckie, słowackie, kolorowe, bajeczne no i  po prostu mnie wciągnęło.

Pierwsza wizyta w Bobowej, pierwsze warsztaty, oczywiście wszystkie nitki mi się plątały, siedziałam mokrusieńka, przekładając, skupiona na tym, co robię, no bo nie wiem jak, a tu trzeba nitki przekładać. No ale na szczęście się udało, wiadomo z jakimś tam kawałkiem, zaczątkiem robótki wyszłam. No i z postanowieniem, że ja muszę się tego nauczyć, bo to jest piękne. W związku z powyższym oczywiście telefon do Bobowej, panie z Bobowej przysłały mi klocki, przysłały mi wałek, bo – zaraz wszystko opowiem, jak to się robi – no ale nie mam nici. W Bobowej się dowiedziałam, że tę koronkę się robi z nici lnianych. Oczywiście  można ją robić z każdych nici, ale wtedy skoro panie powiedziały, że nici lniane, to nici lniane. No to gdzie można te nici kupić, bo w Polsce nie ma. No ale jest festiwal w Vamberku. Tam można kupić nici lniane i to kolorowe, no to już dla mnie po prostu ósmy cud świata.

Poczekałam oczywiście do festiwalu, zabrałam rodzinę, zabrałam znajomych i jedziemy na koronki. Jak tam weszłam, to wyszłam po paru ładnych godzinach z portfelem pustym, ale szczęśliwa niemożliwie, milion zdjęć. No i się okazało, że koronki można robić z każdej nici, nie tylko z nici lnianych. Oczywiście nici zakupione, wzory kupione, no dobra, tylko co dalej w tym temacie? Oczywiście zdążyłam zapomnieć, bo to prawie rok trwało między jednym i drugim. Pojechałam więc na kolejny festiwal, kolejny raz do Bobowej, na kolejne warsztaty.

Potem znowu pojechałam do Bobowej już bardziej prywatnie, do pań które prowadzą tam agroturystykę i można pojechać na wczasy i przy okazji uczyć się koronki. Nie trzeba mi było drugi raz powtarzać – z powrotem do Bobowej, na szczęście, ponieważ mieszkam niedaleko Krakowa, do Bobowej mam blisko, bo tylko dwie i pół godziny jazdy, tak więc oczywiście pojechałam na takie tygodniowe warsztaty i już zaczęłam się uczyć.

Po tych warsztatach umiałam już podstawy, ale ponieważ byłam na festiwalu, zobaczyłam koronki, zobaczyłam zdjęcia, zobaczyłam oryginalne koronki, znowu dalej nie było to do końca to, co ja bym chciała. Narysowane albo w książkach, albo sprzedawane wzory, to są różne piękne rzeczy, a tylko że ja dalej nie umiem ich zrobić. Więc kolejny wyjazd, na kolejny festiwal do Bobowej, a ponieważ był to festiwal międzynarodowy, byli ludzie z różnych krajów, no i „nasze” Czeszki, które były już kilka razy na tym festiwalu, w związku z czym troszkę po polsku umiały mówić. Wiadomo zresztą, te nasze języki są zbliżone, więc jakaś tam forma kontaktu była. No i tak od słowa do słowa nagle się okazało, że panie prowadzą szkołę w Pradze, no i ja bym mogła tam się uczyć dalej. To już była wyższa forma szczęścia po prostu. Co Monia zrobiła? Zapakowała się i prosto do Pragi. Także przez ponad 2 lata uczyłam się tam koronki. Oczywiście wiadomo nie była to typowa szkoła, że ławeczka zeszyt, tylko były to wyjazdy raz na miesiąc, raz na dwa miesiące, czasem częściej. Spotykałyśmy się też z paniami na różnych festiwalach i po prostu robiłam to, co było przewidziane w szkole, cały wzornik zrobiony z różnymi technikami różnymi ściegami, oczywiście własne prace, potem jeszcze projektowanie , rekonstrukcja koronki, czyli odtworzenie starej koronki. Miałam starą serwetkę i na podstawie tej starej serwetki musiałam zrobić na przykład kawałek koronki dokładne odwzorowanie, co mi się w tej chwili też bardzo przydaje.

AG: A były potrzebne jakieś specjalne narzędzia? Bo wiadomo, że koronkę klockową robi się na klockach. Czy trudno zapanować nad tymi narzędziami? No bo mówiłaś już o niciach, które ciężko było dostać w Polsce i pewnie takie klocki – domyślam się – że to też nie jest tak, że idziesz do pierwszej lepszej pasmanterii i możesz takie kupić.

rękodzieło koronka klockowa

MP: No cóż w pasmanterii faktycznie nie da się tego kupić. Kiedy ja się uczyłam, to był bardzo duży problem, bo nie można było takich klocków w Polsce w ogóle dostać. W tej chwili już są panie – głównie w Bobowej – które robią klocki. Polecam zaglądnąć do sklepu Koronkarnia, pani Ewy Szpili, bo tam można nabyć klocki, czy wałki. Pani Monika Madej również ma sklep i tam można nabyć różne nici, jak również też część wzorów. No u mnie jeszcze na razie nie można kupić, ale docelowo będę starała się prowadzić również sklep z wszystkimi przyrządami, które są potrzebne.

A co jest potrzebne? Przede wszystkim wałek, na którym robimy koronkę. Taki wałek wypchany sianem lub trocinami, kiedyś bywały kanapy, które przy oparciach miały takie okrągłe boki, więc coś takiego jest właśnie potrzebne. Taki wałek, na którym przypinamy wzór, wzór możemy narysować możemy skserować. I właśnie potrzebne są nam te nasze klocuszki, od których nazwa jest koronki klockowe. Proszę sobie spróbować wyobrazić – nie wiem czy Państwo pamiętacie, kiedyś w dawnych czasach nici do szycia były sprzedawane na drewnianych słupach i teraz taką szpulkę musimy sobie troszkę odchudzić, dorobić do niej rączkę, czyli mamy taki drewniany przedmiot ze szpuleczką i z rączką. Ta szpuleczka to jest miejsce na nici, nawijamy nici i pracujemy zawsze parami klocków. Czyli mamy jeden klocek-nitkę, która nam przechodzi do drugiego klocka i to jest para klocków i w ten sposób pracujemy, przekładając te klocuszki, w zależności od tego, jak je przekładamy, taki wychodzi ścieg. Mamy w zasadzie dwa podstawowe ściegi, czyli półcienko i siekankę. Półcienko, jak sama nazwa wskazuje, jest to praktycznie prawie płótno, ponieważ koronkę klockową można nazwać inaczej inną formą tkania, ponieważ nici układają nam się tak samo: nitka nad, nitka pod.

AG: Rozumiem.

MP: Dokładnie jak w płótnie, jak w zwykłej ścierce kuchennej. I teraz, w zależności od wzoru, od ilości klocków, od tego co chcemy osiągnąć w ten sposób, robimy koronki. Są najmniejsze wzory, gdzie wystarczą dwie trzy pary klocków dosłownie, a są wzory gdy używa się 200 – 400 klocków. Ja przyznam się szczerze, że największą liczbą klocków, z którą pracowałam, to był szalik który robiłam, miałam 128 klocków.

AG: O kurcze to dopiero wyobraźnia przestrzenna jest potrzebna. To chyba powinien być przedmiot obowiązkowy na architekturze.

MP: Coś w tym może być, ponieważ jak ktoś robił badania – już nie wiem, nie potrafię w tej chwili powiedzieć kto – podobno właśnie koronka klockowa wychodzi najlepiej osobom, które mają dużo wspólnego z liczbami. Nie muszą być matematykami, ale po prostu ktoś, kto ma kontakt z liczbami. Nie wiem, dlaczego tak jest, nie dociekałam, ale podobno działa. Żeby to tak strasznie nie brzmiało, w momencie kiedy pracujemy, kiedy robimy tę koronkę, jednocześnie w rękach trzymamy 4 klocki, czyli dwie pary, także jesteśmy w stanie to spokojnie ogarnąć. Jak ktoś to widzi, to mówi, że strasznie trudne i ja też tak myślałam na początku, ale jak już się usiądzie do wałka, weźmie w ręce klocki,  jak ja coś pokażę, to nagle się okazuje, że to jest w sumie bardzo proste, pracochłonne, ale proste. Oczywiście mówię tu o jakieś podstawowych wzorach.

Natomiast co można zrobić z tej koronki? No właściwie można wszystko, ponieważ ogranicza nas tutaj tylko i wyłącznie wyobraźnia. Ja na przykład robię i biżuterię płaską, i biżuterię 3D, obrazy, serwety, torebki, szaliki. Tą techniką nawet pewien pan w Hiszpanii zrobił sobie przęsło do ogrodzenia. Oczywiście nie z nici i nie na wałku, tylko gwoździe, i deska, i drut, ale jak widać można wszystko. Można używać bardzo cienkich nici, bo posiadam takie nici o grubości prawie włosa, bardzo cienkie, a można to również robić z grubej liny czy sznura, też można zrobić jakąś dekorację.

AG: Czyli z tych samych materiałów, jak przy tych technikach, które teraz są takie bardzo modne typu makrama czy szydełkowanie i po prostu można wykorzystać tę wiedzę do używania takich materiałów, które stosujemy właśnie w tej współczesnej makramie typu właśnie sznurki bawełniane oprócz używanych nici .

MP: Oprócz tego, że używa się nici, ja również wykorzystuję cienki sznurek papierowy, rzemienie, drucik, skórę, kamyki, koraliki, także tutaj właściwie, tak jak mówię ogranicza nas tylko wyobraźnia. Dlatego tak też bardzo lubię tę technikę, ponieważ mogę bardzo dużo rzeczy zrobić i płaskich i 3D czyli przestrzennych.

AG: A kiedy uczyłaś się tej techniki, to dowiadywałaś się, skąd ona pochodzi? Skąd się wzięła, jak ona się zaczęła?  Domyślam się, że ona gdzieś w pewnym momencie powstała. I teraz, wiadomo, troszeczkę ją modyfikujesz, tak uwspółcześniasz. Cofałaś się do tego czasu, jak ona powstawała, gdzie była wykorzystywana?

 

MP: Oczywiście, to najbardziej mnie intrygowało. Ta technika, w ogóle wszystkie techniki koronkarskie, łącznie z makramą, wywodzą się prawdopodobnie z czasów, kiedy próbowano w jakiś sposób zabezpieczyć ubiory przed niszczeniem, czyli gdzieś jeszcze tam ze Starożytności, w okolicach Starożytnego Egiptu coś podobnego próbowano robić.

Początkowo była ona związana z wyplataniem sieci. Później pewnie ktoś wpadł na pomysł, że można do czegoś innego wykorzystać albo coś mu się urwało i po prostu próbował poskładać i w ten sposób zaczęła ewoluować koronka. Jeżeli chodzi o koronkę klockową, to prawdopodobnie narodziła się we Włoszech. Najprawdopodobniej w Wenecji. Wykształciła się z koronki igłowej i początkowe wzory były wykorzystywane z tej koronki igłowej,  przerabiane troszeczkę na koronkę klockową.

Koronka klockowa ma takie możliwości, że zrobimy z niej na przykład warkoczyki na tych czterech nitkach. I w tym momencie jest ona odzwierciedleniem tej techniki, którą robione są koronki we Włoszech, tak zwane Reticella – to było właśnie technika koronki igłowej. No i stamtąd, jako tańsza – i szybsza przede wszystkim – wersja, koronka klockowa zaczęła się podobno rozchodzić po całym świecie. W tym oczywiście we Francji, Holandii, Flandrii. Zaczęły się wykształcać ośrodki, czyli każde miasto miało swój styl robienia koronek i do tej pory możemy je rozróżniać. Jest tych stylów kilkanaście. Każdy ma jakieś cechy charakterystyczne. W tej chwili może nie będę każdej omawiać, bo do tego akurat by się przydały zdjęcia. Natomiast są cechy charakterystyczne właściwie dla każdej z tych koronek.

Koronki rozwijały się pomału. Pierwsze  rzeczy, które były z koronki robione, to małe kryzy przy szyi, które później urosły do tych sławetnych kół młyńskich, gdzie były metalowe stelaże i te kołnierze były z cieniutkiego płótna wykończonego koronkami albo nawet same koronki na metalowych stelażach. Potem zaczęły koronki “zjeżdżać” troszkę w dół czyli dekolty, kołnierze, mankiety. W dawnych czasach bardziej była to nawet ozdoba dla mężczyzn niż dla kobiet. XVI-XVII wiek to były głównie koronki, piękne, duże koronki, które nosili mężczyźni. Bardzo duże kołnierze, ozdoby do rękawic, mankietów, do spodni. Dopiero później jakoś zaczęły z nich korzystać kobiety, aż w pewnym momencie te koronkii zaczęły osiągać tak niebotyczne ceny i były towarem bardzo  pożądanym, były oznaką wysokiego statusu społecznego i dużej majętności. Także nawet zaczęły we Francji, w Hiszpanii, w Anglii wychodzić edykty Królewskie które zabraniały wręcz noszenia tak wystawnych koronek. Zresztą kiedyś za pięknie zrobioną koronkę płacono i trzy wsie! Więc to była zawsze koronka bardziej dla tych zamożnych osób. Były szkoły we Francji, na przykład słynna szkoła Colberta – ministra francuskiego, powstała pierwsza książka, pierwszy wzornik z koronkami wyszedł we Włoszech – nazywał się Le Pompe było to około roku 1559.

AG: Czyli to był jakoś XVI-XVII wiek. Zobacz, jak wcześnie te techniki zostały opisane. I to, co mówisz że można było nawet dostać trzy wsie za dobrą koronkę – zobacz, że w dzisiejszych czasach, mam wrażenie tak jakby nie doceniamy tej pracy rąk ludzkich. Kiedyś to było poważane i to był taki symbol statusu, coś, za co płacono duże pieniądze. Były dużo warte, a mam wrażenie że teraz niekoniecznie to nasze rękodzieło jest tak cenione jak kiedyś, prawda?

MP:  W tej chwili na pewno nie, ale jakieś przebłyski już widać, ponieważ zaczyna być i moda na rękodzieło i ludzie zaczynają doceniać to, że właśnie nie jest to maszynowe. Ta koronka była taka droga, ponieważ ona zajmowała jednak trochę czasu. Nie każdy potrafił, nie każdy mógł w ogóle to wykonywać, były drogie nici, przede wszystkim cienkie piękne nici. Dopiero w momencie kiedy ruszyła produkcja maszynowa, i nici, i koronek, bo skonstruowano specjalne maszyny do produkcji koronek, wtedy te koronki stały się bardziej popularne, no i straciły swój status takiego elitarnego tworzywa. To było w okolicach XIX wieku.

Do Polski podobno koronki trafiły z królową Boną, ale nigdy tutaj jakoś nie było ośrodka, który by ją promował, jakiś styl nadał tej koronce. Najczęściej były to koronki sprowadzane właśnie z Flandrii, z Włoch, Francji. Owszem dla pań z dobrych domów to była jedna z umiejętności, które powinny posiadać (oprócz gry na pianinie, śpiewania i zarządzania domem). Dopiero w drugiej połowie XIX wieku pierwszą szkołę w Polsce założyła Helena Modrzejewska w Zakopanym i tam już się panie konkretnie uczyły koronki, uczyły się ją wyrabiać. Druga szkoła powstała właśnie w Bobowej, która jest w tej chwili znanym ośrodkiem koronki klockowej i panie też się tam uczyły. Byli też projektanci koronek, tworzyli różne wzory charakterystyczne. Gównie były to wzory po prostu oparte na motywach roślinnych np. szarotka to co rośnie obok, że tak powiem.

AG: Przyznam że moje pierwsze skojarzenia związane  z koronką to właśnie takie motywy roślinne, czyli taka polska flora i fauna, i nie wiem czy to rzeczywiście tak było, czy to moja babcia też pewno odtwarzała z tych wzorników Modrzejewskiej. Myślę że one się rozeszły później na całą Polskę i tak naprawdę to stamtąd się wzięły te wszystkie popularne wzory prawda.

serwetka koronka klockowa

MP: Tak, do tego stopnia nawet była ta szkoła poważana i dziewczyny z tej szkoły zajmowały miejsca na wystawach światowych. Wzory pana Karola Kłosowskiego, właśnie ze szkoły w Zakopanem – jego uczennice w 1925 roku dostały złoty medal na Światowej Wystawie Sztuki w Paryżu, więc to jest jakiś osiągnięcie. Jeżeli chodzi o Bobową, to w 1902 roku dostały dziewczyny brązowy medal na wystawie w St Luis i złoty medal w San Francisco w 1905 roku, więc były to, uważam, dosyć wybitne osiągnięcia, bo to wystawa światowa. Natomiast niestety po naszych przewrotach politycznych te szkoły zamknięto jako nierentowne. Natomiast w tej chwili jest grupa osób, która próbuje właśnie zrekonstruować tę koronkę. Pokazujemy, mówimy uczymy.

AG: Tym bardziej się cieszę że dzięki temu projektowi trafiłyśmy na Ciebie. Ja dosyć długo rękodziełem się zajmuję, a jednak na tę technikę nie trafiłam w takiej spopularyzowanej  formie. Wiadomo, w literaturze gdzieś się trafia, trochę mówi się o tym. Jednak wydaje się ona taka odległa, z dawnych czasów. Człowiek  nie potrafi sobie tego wyobrazić i kiedy zobaczyłam Ciebie na nagraniu, kiedy tymi klockami pracujesz, to nagle się okazało, że to tak naprawdę jest fajna technika, która wręcz aż się prosi o uwspółcześnienie, o popularyzację, bo tak jak mówisz, wygląda na bardzo skomplikowaną do momentu, kiedy nie usiądziesz i tak naprawdę nie spróbujesz. Wtedy okazuje się, że to po prostu świetna zabawa, prawda?

MP: Oj tak!

AG:  Ciekawa jestem, kiedy się uczyłaś tej techniki, to wiadomo, że jakbyś uczyła się tego w takiej konkretnej szkole, ale gdybyś miała wziąć na przykład jakąś przeciętną osobę, która niekoniecznie ma dostęp na przykład do tego, żeby gdzieś pojechać do Bobowej, spróbować. Czy myślisz że jest taka osoba w stanie uczyć się tej  techniki z literatury czy z innych źródeł np. z filmu, czy raczej to jest taka technika, do której trzeba  jednak przysiąść z  żywym człowiekiem, który wszystko pokaże krok po kroku.

MP:  Przyznam szczerze, że znam dwie osoby, które się tej techniki nauczyły właśnie z filmów na YouTubie,  ewentualnie z książki. Natomiast no wygodniej zdecydowanie i lepiej jest, jak ktoś po prostu go nauczy. Nie mówię tu tego dlatego, że ja muszę koniecznie kogoś uczyć. Owszem, lubię to i też sprawia mi przyjemność, natomiast jest to technika, której człowiek nie jest w stanie nauczyć się w pół godziny.

Jest to technika, która zabiera sporo czasu, nawet tego, żeby się jej nauczyć, takie totalne podstawy, to jest około 6 godzin nauki, dlatego też nie jest to takie proste. Filmy nagrane są w  różnych językach. Nie ma nic po polsku. Jeżeli ktoś dobrze zna angielski, czy hiszpański, czy włoski ewentualnie, to myślę, że byłby w stanie się nauczyć. Natomiast jest też specyficzne słownictwo  i tutaj jednak przydaje się jakiś nauczyciel, który podpowie.

Poza tym kwestia nawinięcia samych tych nici tak, żeby one nie spadały, bo to też jest sztuka. Dlatego wydaje mi się, że jednak lepszą wersją jest to, że ktoś nauczy, pokaże, przynajmniej te początki. Potem są tzw. schody i ja do tej pory się uczę i jeszcze będę pewnie długo się tego uczyć, pomimo że już 15 lat się tym zajmuje. Bez przerwy coś nowego gdzieś mi wpadnie, jakieś nowości, jakieś nowe ściegi i rozwiązania.

Zresztą nie wykonuję takich typowych ludowych koronek tzn. jak trzeba wykonywać, też wykonuję. Jednak jest całe spektrum możliwości do wykorzystania tego w bardzo nowoczesny sposób, bo tak jak mówiłam robię biżuterię płaską, biżuterię 3d, a kiedyś tego w ogóle nie wykorzystywano do tych celów. Nie używało się drutów, nie używało się różnych rzemyków innych materiałów, także w tej chwili możemy troszeczkę sobie poszaleć. Oczywiście mogą to być też klasyczne serwetki, przy czym te serwetki wcale nie muszą wyglądać jak ludowe, ponieważ tu jest możliwość tworzenia. Właśnie to jest coś, co mi się bardzo podoba, to że ja mogę sobie te wzory narysować, to znaczy teraz już mogę po nauce w szkole. Natomiast wcześniej nie miałem zielonego pojęcia, od czego zacząć i jak to zrobić. Teraz już wiem, że jak nitka wejdzie, to i wyjść musi, nie może mi też nic zostać, ale nie bardzo można też obciąć, bo to nie ładnie wygląda. Oczywiście wiadomo, jest możliwość zakończenia w środku koronki w zależności od tego, co potrzebujemy, także tutaj nie ma problemów. Przetestowałam bransoletkę z obciętymi nitkami, która pojechała w góry na wycieczkę z pewnym panem i wróciła, nie rozpadła się.

AG: A czy ty myślisz, że w tej technice jest taka duża możliwość na taką swoją kreatywność, czy raczej ona jest skupiona wokół tak jakby tego, co jest i ewentualnej modyfikacji jakieś techniki? Jestem ciekawa, bo często są takie techniki, które im więcej jesteś w stanie podejść do niej kreatywnie, jakby wnieść coś nowego, tym bardziej się bawisz tą techniką. Ciekawa jestem, czy w koronce klockowej też możesz tak jakby wymyślać swoje rzeczy, dodawać jakiś swój unikalny styl.

– O tak zdecydowanie, dlatego właśnie tak bardzo lubię tę technikę. Wyobraź sobie zdjęcie psa, twojego psa –  zapraszam przy okazji na moją stronę internetową koroni.pl – jest zdjęcie psa, a pod tym zdjęciem jest pies zrobiony techniką koronki klockowej. Osoby, które widziały go na zdjęciach, zanim jeszcze wrzuciłam na stronę, nie były w stanie rozpoznać, które to jest zdjęcie, a które koronka. Dlatego też, tak jak tutaj, ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Można stosować różne materiały, tak jak wcześniej mówiłam. Nawet to przęsło można sobie zrobić takie ogrodzeniowe, wszelkiego rodzaju dekoracje, aplikacje, oczywiście ubiory. Co prawda troszkę dłużej to trwa i trzeba troszkę więcej poświęcić czasu, ale jak najbardziej można. Przepiękne narzutki, wdzianka, suknie robią Rosjanki. Na pewno większość z nas oglądała rosyjskie bajki, gdzie były śnieżynki w takich koroneczkach. W tej chwili te koroneczki można sobie zrobić samodzielnie. Oczywiście dużo czasu trzeba na to poświęcić, ale również tutaj możemy wykorzystać naszą kreatywność, bo możemy skorzystać z wzorów, które są, a możemy też sami wymyślić. Poza tym wzory rosyjskie mają tę ciekawą stronę, że charakteryzują się takim rysunkiem, że jak w jednym miejscu zaczniesz tę koronkę, to w tym samym miejscu ją skończysz, wypełniając całe pole, które mamy zrobić. Czy to będzie obraz, czy to będzie właśnie jakaś pelerynka, narzutka, sukienka, góra od sukienki także tutaj możemy rozwijać kreatywność.

Można z tego robić wszystko i z wielu materiałów na przykład w krajach Ameryki Południowej, gdzie wiadomo no raczej nie przelewa się, jeśli chodzi o finanse, panie zamiast szpilek wykorzystują kolce agawy. U nas w Polsce na przykład i krajach ościennych (Litwa, Białoruś, Ukraina) w momencie kiedy nie było innych włókien, panie robiły włókna z pokrzyw i również tkały z tego koronki. Więc tak, jak mówię, kreatywność w każdym wymiarze i w każdą stronę, jeśli chodzi o tworzywo i jeśli chodzi o wzornictwo. Można robić, co człowiek właściwie zamarzy. Na przykład wykonywałam takie koronki, gdzie miałam zdjęcie i część zdjęcia robiłam z koronki, czyli połączenie fotografii z koronką. Może to być płaskie, może to być przestrzenne, może wychodzić z obrazu, a może mieścić się w ramie.

AG:  Tu już moja słabość do rękodzieła we wnętrzach i wyobraźnia szaleje. Już widzę te ramki z  fotografiami, które wychodzą z ramki w 3d i i stają się taką przestrzenną dekoracją. Ja myślę, że to jest świetne pole do  eksplorowania tej koronki. Ja bardzo czekam, kiedy ona stanie się bardziej popularna, bo trzeba przyznać, że ciągle jest techniką niszową. Mam nadzieję że nasza rozmowa zarazi taką pasją do koronki. Jestem ciekawa, na ile koronka pomoże też promować te naturalne materiały. Wiemy, że teraz jest to taki popularny trend, użycie naturalnych materiałów typu bawełna, len to są takie tkaniny, które wracają do łask, za bawełniane sukienki znowu płaci się majątek, docenia się ich wartość, ale mam wrażenie, że jest ich coraz więcej, więc pewnie  lada chwila znowu będą taniały i znowu będą coraz bardziej przystępne. Fajnie, że powiedziałaś o tym, że nici lniane to jest taka podstawa. Zaczęło się od twojego poszukiwania tych nici, no i też wychodzi ten temat właśnie, że takie nici tak naprawdę można zrobić samemu, tak jak te kobiety, które robiły nici z pokrzyw.

MP: Mamy teraz fazę na recycling, wykorzystywanie różnych materiałów. W Szwecji Pani zrobiła duży projekt, do którego wykorzystała zamiast nici pocięte worki plastikowe. Pocięte, związane i jest przepiękna koronka do wystroju wnętrz zrobiona właśnie z foli, z którą mamy w tej chwili problem. No bo wszędzie już jest plastik, drobinki plastiku nam latają. Także nie musi być koniecznie wykorzystywane tylko włókno typu len, aczkolwiek oczywiście jak najbardziej się nadaje. Może być cieńsze, może być grubsze, może być białe, szare czy kolorowe. Również można wykorzystać pocięte stare jeansy czy podkoszulki i zamiast klocków zwinąć je w kłębuszki.

AG:  Czyli tak naprawdę ogranicza nas tylko wyobraźnia. Ja się bardzo cieszę, że mówiłyśmy o tym, że współcześnie możemy tę technikę, która gdzieś wywodzi się z historii i gdzieś ma swoje takie długie korzenie, swoją historię, rozwijała się i że ona jest tak ciągle obecna, i że teraz możemy uwspółcześniać te trendy. Można wykorzystać aktualną modę na zero waste. Świetnie, że możemy tą koronką też bawić się tak współcześnie. Nie chcę przeciągać, bo nie chcę też za długo eksplorować tematu, chciałabym zostawić trochę takie niedopowiedzenie, żeby zaprosić naszych słuchaczy do zaglądania na twoją stronę oczywiście. Ale na koniec chciałam tylko podpytać, jakie są twoje plany? Możemy zdradzić, że chcemy zorganizować taki warsztat koronki tutaj nawet w ramach Oplotek. Przy dobrych wiatrach Monika przyjedzie do nas, do Poznania. Co by było takim przekazem, który można zdradzić osobom, które słuchając tego podcastu są zainteresowane tą techniką. Bo wiem, że taki warsztat trwa przez kilka godzin, nie da się tej techniki nauczyć tak szybciutko jak na przykład podstaw szydełkowania, w godzinę czy dwie, bo to tylko oczko, słupek, półsłupek. Co można powiedzieć takim osobom, które chciałyby spróbować, czego się bać, czego się nie bać, jak się przygotować?

sukienka koronka klockowa

MP:  Po pierwsze, to ma być przyjemność, więc bać się tego nie trzeba. Po drugie, myślę, że jako nauczyciel też się sprawdzam, ponieważ prowadzę warsztaty na Festiwalu Twórczo Zakręcony, a przy okazji – bo właśnie tak, jak mówisz – mam nadzieję, że w drugiej połowie września przyjadę do Poznania, gdzie będą panie mogły zerknąć, jak to się robi? Co  jest potrzebne? Ja oczywiście przywiozę wszystkie materiały i będzie można sobie dowolnie popróbować, co to jest, jak to się robi, czego można używać pełne kompendium, tyle, co potrafię, pokażę.

AG: Super, świetnie Moniko. Ja Ci bardzo ogromnie dziękuję i cóż mogę dodać? Mogę tylko dodać, że zachęcamy wszystkich do wskakiwania na twoją stronę, do czytania, do oglądania. Na pewno też spróbujemy zamieścić zdjęcia twoich prac tutaj, na naszej zbiorczej stronie i oczywiście podlinkujemy wszystkie miejsca w sieci, gdzie można Cię znaleźć. No i co możemy tylko życzyć wszystkim zarażenia się bakcylem koronki.

– Oj  tak zdecydowanie zapraszam.

 

*wszystkie zdjęcia pochodzą z fanpage’a Moniki