Od zawsze lubiłem coś tworzyć. Pamiętam, jak byłem dzieckiem, podłączałem małą żaróweczkę pod
baterię 9V, obserwowałem, jak żarnik się rozgrzewa i zaczyna świecić. Rozkręcałem, co się dało, a były
to piękne czasy gdzie nakręcany budzik był jak skrzynia ze skarbami – krył w sobie zębatki,
przekładnie, sprężynki i wiele innych niespodzianek. Podstawowe prawa poznawane za pomocą
wszystkich zmysłów. Jako dziecko nie lubiłem książek, ale pasjonowało mnie wszystko. Dwa kabelki,
bateria i żarówka uczyły co to jest obwód elektryczny, językiem sprawdzało się baterie. Świat do mnie
mówił, snuł niekończące się opowieści.

Ołówek często gościł w mojej dłoni. Podczas rysowania, człowiekowi towarzyszy dziwne uczucie:
nagle świat zwalnia, wszystko wokół jest jakby cichsze, a uwaga skupia się na kartce. Biała, pusta
kartka po kontakcie z ołówkiem zaczyna ożywać, chce coś powiedzieć odbiorcy, coś przekazać.
Przestaje być neutralna – to magia, którą odczuwam do dziś.


Jak każdą młodą osobę fascynowały mnie tez komputery. To, że można się dzięki nim zrelaksować
przy grach, ale także i tworzyć. Programy graficzne pozwalały osiągać efekty takie, jakie podziwiało się
tylko w gazetach. W tamtym okresie wojsko stawiało bardzo na rozwój technologiczny, dzięki temu
informatyzacja trafiała do firm, a także do naszych domów. Wszystko tak szybko się rozwijało, że
kolejnym krokiem mojej edukacji były studia Informatyczne- oczywiście specjalizacja Grafika.
Studia, jak to studia przepełnione matematyką, teorią i wieloma innymi tematami, które rozwinęły
we mnie umiejętności logicznego myślenia, działania sekwencyjnego, ale nie zbliżały do sztuki. Po
roku dziennych przeniosłem się na zaoczne, zacząłem też pracę w zawodzie. Nie było łatwo, młody
grafik nie jest atrakcyjny na rynku, ale upór i ciągła praca nad poprawa umiejętności zaowocowały
stanowiskiem Grafika.

Wszystko dobrze się rozwijało, powoli spiąłem się po drabinkach kariery zawodowej. Mogłem
zmieniać pracę na lepszą, mogłem wybierać sobie zlecenia. Było dobrze, a nawet bardzo dobrze.
Długie godziny spędzane za biurkiem w pracy, potem kolejne spędzone przed biurkiem w domu (bo
przecież to nie była tylko moja praca, ale i moja pasja więc poświęcałem jej dużo czasu) odbiły piętno
na moim kręgosłupie. Bóle nasilały się, były coraz dłuższe, a kolejne terapie nie przynosiły skutku. Nie
byłem w stanie przesiedzieć 3 godzin a co dopiero 8 czy więcej.
Pamiętam, że wtedy dostałem od swojej dziewczyny (dziś Narzeczonej) wiertarko/wkrętarkę oraz stół
roboczy. Obudziło się we mnie dziecko. Zacząłem kupować inne narzędzia, do stołu montowałem
ręczną wyrzynarkę i takim o to zestawem zrobiłem pierwsze krzesło. Znowu poczułem pod palcami
słowa, to drewno do mnie mówiło.

Moja Narzeczona uwielbiała sowy, zanim nastała na nie moda. Jeden z pierwszych naszyjników jaki
zrobiłem to była właśnie sowa, wyrzeźbiona w drewnie. Toporna, bez uroku, ale była. Kolejna już
poleciała do Londynu – tak o to powstał mój produkt wizytówka. Drewno zacząłem łączyć z żywicą,
robić formy, uczyć się polerowania. Wiele prób i testów aż do efektu gdzie ludzie zaczęli się tym
zachwycać i kupować.

Dziś czuję, że ból pleców był takim moim wewnętrznym głosem, a raczej krzykiem. Coś we mnie
chciało mi powiedzieć, że odszedłem od tego, co było dla mnie zawsze cenne. Grafika cyfrowa to tylko
zapis binarny, który można w nieskooczoność kopiować. Brakowało mi tego dotyku, tego, że to co
robię, robię rękami i każdy naszyjnik z sową może być podobny, ale nigdy nie jest identyczny.
Brakowało mi zostawiania własnej duszy w przedmiocie, tak jak to robię teraz.


To moja historia, poznaliście mnie, poniżej możecie mnie odwiedzić i zobaczyć, co tworzę. Wielu
moich Klientów łączy się ze mną poprzez moje prace i tak o to stajemy się znajomymi – wiem co się
dzieje w Ich życiu – kiedy zdają prawko, że od 3 lat już nie palą, poznaję Ich prace. Rękodzieło to coś
więcej niż przedmiot, to taka nić pomiędzy dwoma osobami. To jest właśnie magia.

zDymkiem
Instagram zDymkiem
Facebook zDymkiem

1 Comment/Autor
1 komentuj
  1. Insnat
    Insnat says:

    Aż mi łezka poleciała. Jakbym trochę czytała o sobie :). Znam te bóle pleców, przez 10 lat pracowałam jako grafik komputerowy. W moim życiu też przyszedł czas na powrót do korzeni, zawsze lubiłam tworzyć. Niedoskonałości, nieprzewidywalność w rękodziele, to mnie kręci ;). Uciekam od perfekcji na różne sposoby- chociażby szpachle zamiast pędzla …. ach… rozmażyłam się. Dziękuję za artykół 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *