tkactwo ręczne wywiad

Karolina Nowaczyk o historii tkania, sztuce tkackiej i tkactwie ręcznym

Dziś znowu sięgniemy do niemal samych początków sztuki rękodzielniczej w ramach naszego cyklu „Rękodzieło wczoraj i dziś”.

Tkactwo ręczne to jedna z najstarszych znanych nam technik. Czy wiesz, że za pierwsze krosno służyło… drzewo i jego gałęzie? Niesamowite, prawda?

Historia rozwoju tkactwa ręcznego w Polsce jest bardzo kolorowa, nieraz przeplatana złotymi nićmi, które po dziś dzień zdobią wawelskie komnaty, pobłyskując w przepięknych arrasach. Ale tkactwo to również sztuka użytkowa: obicia mebli, dywany, serwety… Ma w sobie coś magicznego i nie da się ukryć –  można je wykorzystać niemal do wszystkiego.  Można tkać formy duże i formy miniaturowe. Można tkać na krośnie poziomym lub na krośnie pionowym. A na pewno można się w tkaniu ręcznym całkowicie zatracić. Tak jak nasz dzisiejszy gość – Karolina Nowaczyk. Karolina ma swoją własną pracownię tkacką, a o tkactwie ręcznym w Polsce i na świecie wie bardzo wiele. Dlatego serdecznie zapraszam Cię do wysłuchania mojej rozmowy z Karoliną, która z pasją opowiada o tym, czym tak naprawdę jest tkactwo ręczne i jak rozwijało się na przestrzeni wieków.

Czy istnieje coś takiego jak polska sztuka tkacka? Czy tkanie ręczne odchodzi do lamusa? A może wręcz przeciwnie – najlepszy okres ma jeszcze przed sobą? Czy tkactwo ręczne jest dla każdego?

Odpowiedzi na te pytania, znajdziesz w poniższym odcinku podcastu. Zapraszam!

Jeśli wolisz czytać, zamiast słuchać, transkrypcję odcinka znajdziesz poniżej. 


Więcej informacji, a także wywiadów i ciekawych artykułów znajdziesz na stronie projektu Stowarzyszenia Oplotki „Rękodzięło wczoraj i dziś. Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele” >>

Tradycja i Nowoczesność w polskim rękodziele

Transkrypcja odcinka podcastu: Karolina Nowaczyk o historii tkania i sztuce tkackiej

Agnieszka Gaczkowska: Rękodzieło wczoraj i dziś. Zapraszam Cię do kolejnego odcinka naszej serii dotyczącej tego, jak nieznane techniki rękodzieła zmieniały się na przestrzeni czasu i jak wyglądają w dzisiejszych czasach. 

Witam was w kolejnym odcinku naszej oplotkowej serii „Rękodzieło wczoraj i dziś”. Jestem bardzo przejęta, bo dziś mamy takiego „nowego starego” gościa – Karolinę, którą już słyszeliście w naszym podcaście. Jednak ostatnio skupiałyśmy się na osobistej opowieści o tkaniu, a teraz projekt wymógł na nas trochę inne spojrzenie na tkanie. Dzisiaj będziemy się trochę zastanawiać nad tym tkaniem: jak to było kiedyś, a jak teraz to wygląda. Oczywiście bardzo serdecznie zapraszam Was do opowieści Karoliny, która opowie nam o tej technice, o której można mówić i mówić, i mówić. Już nie przedłużam, oddaję głos Karolinie. Karolina, opowiedz nam coś o sobie i tkaniu.

Karolina Nowaczyk: Witajcie, tkanie to jedna z najstarszych technik rękodzielniczych. Właściwie już na jakiejś gałęzi zawiązywano pionowe nici, obciążano je karmieniami i przytykano czymkolwiek. No oczywiście nićmi, ponieważ chodziło o to, żeby to było do noszenia, to były tkaniny typowo użytkowe, tkaniny, z których robiono ubrania. Przetykano te nitki wątku, czyli te nitki poziome, na tych niciach pionowych zawieszonych na tej gałęzi obciążonej kamieniami i w ten sposób powstawały pierwsze tkaniny. I to było takie pierwsze podstawowe krosno – krosno pionowe, tak zwane haute lisse (to nazwa fachowa). No i to się rozwijało, aż potem przyszły tkaniny gobelinowe, tkaniny arrasowe, czyli tkaniny pochodzące z miasta. Arras, czyli tkaniny już pełne przepychu. Tkaniny, które tworzono z jedwabiu, wplatano złotą nitkę. Powstawały całe serie biblijnych scen, tkaniny pełne scen mitologicznych. Tkaniny tworzone na zamówienie dla naszego króla Zygmunta Augusta, czyli najsłynniejsza kolekcja wawelska. Te tkaniny są niesamowite i bezcenne. Tworzono także tkaniny do ozdabiania, do mebli, na wyściółkę do krzeseł, ozdabiano oparcia i siedziska. Także historia tkania i jego rozwoju jest niesamowita: od takiej najprostszej tkaniny użytkowej po taką tkaninę bardzo ozdobną, cenną, zdobiącą miejsca, gdzie ludzie przebywali w pomieszczeniach. Jednak powstawały również tkaniny bardziej użytkowe, tak zwane sumaki, w Mongolii i Azji. Tkaniny, po których chodzono, którymi wykładano jurty (mongolskie chaty) i namioty. Tam wykładano tkaninami podłogi. Były to tkaniny typowo użytkowe, czyli dywany, które do tej pory są używane na całym świecie, może obecnie są mniej popularne, ale nadal są używane. No i jak to dalej ewoluowało powstała tkanina unikatowa, tkana przez artystów w różnych miejscach, na całym świecie. Tkanina, która powstaje z przeróżnych materiałów, czasami nie spodziewalibyśmy się, z czego można stworzyć tkaninę unikatową. Jednym z najbardziej chyba popularnych trendów jest taki ekologiczny trend, czyli tworzenie ze starych worków, plastików, wykorzystywanie wszelkich przeróżnych materiałów. I z kolei znowu taka ewolucja czy właśnie taka odnowa tkaniny ludowej: chociażby nasza tkanina dwuosnowowa, niesamowita, odkryta po II Wojnie Światowej przez Eleonorę Plutyńską, która się zainteresowała tymi taninami. Stworzyła całą grupę kobiet, które jeździły na Podlasie i które odtwarzały te tkaniny. Dzięki nim te tkaniny przeżyły, a w tej chwili mamy kilka pań na Podlasiu, które tworzą te tkaniny, przez cały czas kultywują tę sztukę tej naszej polskiej tkaniny dwuosnowowej, ludowej, przepięknej. Mamy również tkaniny huculskie z ich typowymi wzorami, kilimy polskie, był przecież ŁAD, który tworzył tkaniny, i Olga Stryjeńska również projektowała wzory kilimów. Także ta historia tkaniny i to, w jak wiele różnych odnóg może pójść tkactwo, jest niesamowita. 

tkanina geometryczna tkactwo Karolina Nowaczyk

Kilka słów o tkactwie polskim

AG: myślisz, że można mówić o czymś takim jak “typowo polskie tkanie”? Czy coś takiego w ogóle istnieje twoim zdaniem?

KN: Wiesz co, jako wzór, to jakie wzory żeśmy stworzyli – to tak. Nasze polskie kilimy, nasza polska tkanina, no i typowo polska dwuosnowowa.

AG: Jak myślisz, czy one są w jakiś sposób popularne? Ponieważ mamy taki duży powrót do tych folkowych wzorów np. słynne filcowe torby z różnymi folkowymi kwiatami, często to są wzory w jakiś sposób tylko inspirowane albo są taką współczesną reinterpretacją tych tradycyjnych wzorów. Czy jak obserwujesz właśnie to, co się z tkaniem dzieje teraz współcześnie, to widzisz jakieś takie właśnie elementy, z których się czerpie, czy takie wzory, do których się wraca, interpretuje się ponownie?

KN: Te torby filcowe to mi się kojarzą tylko z łowickimi wzorami, taki typowo łowicki wzór, taki trochę pop-folk. Natomiast w tkaniu ja tego nie widzę. Natomiast tkanina ta dwuosnowowa na pewno cały czas kultywuje te tradycyjne wzory. Panie tworzą swoje wzory, ale to jest ciągle na podstawie tych starych. Tak ja to interpretuję, jednak ja się bardzo nie znam na tkaninie dwuosnowowej, bo się nią nie zajmuję. To jest tkanina, która powstaje na krośnie poziomym, a ja tkam na ramie tkackiej. Ale tam tak, widzę, że tam to jest wszystko ciągle oparte na bazie właśnie tej tradycyjnej tkaniny, tradycyjnego wzoru tradycyjnego projektowania. 

Karolina Nowaczyk tka ręcznie

W jaki sposób tkactwo może ewoluować?

AG: Mam wrażenie, że technika tkania staje się popularniejsza i trochę sięgamy po nią tak świadomie, dla takiego mindfulnessu, relaksu. Jest to technika bardzo czasochłonna, pracochłonna i – tak jak kiedyś rozmawiałyśmy – nie ma co siadać na godzinę. To jest trochę taka praca, do której się siada właśnie na kilka godzin minimum, żeby rzeczywiście ten wzór mógł powstać, żeby był jakiś poziom satysfakcji kawałka wykonanej pracy. Jak myślisz, czy w tych takich naszych dzisiejszych zabieganych czasach, gdzie na wszystko wiecznie tego czasu brakuje, to tkanie ma jakąś taką swoją przyszłość? Czy widzisz ją jakby podobnie, tak jak to było kiedyś, czy bardziej w takich formach uproszczonych przyspieszonych?

KN: Myślę, że ma swoją przyszłość, tylko musimy trochę zmienić nawet formę, w jakiej traktujemy tkanie, do czego wykorzystujemy tkactwo. Bo ja na przykład w tej chwili zrezygnowałam z wielkich tkanin i tkam miniatury. I to tak wcale nie jest, jak się wydaje, że poświęcam na nią mniej czasu, bo często wychodzi na to, że ja muszę poświęcić na miniaturę jeszcze więcej czasu, ale też dlatego, że wzór, który tkam, jest wzorem bardzo takim drobiazgowym, szczegółowym, więc wymaga ode mnie większej ilości osnów, co wymaga większej ilości czasu, żeby to wytkać, precyzyjnie wykonać ten wzór. Myślę, że możemy sobie stworzyć jakieś takie piękne małe perełki tkackie, które będą takimi jubilerskimi tkaninami. To nie będzie jakaś wielka tkanina grubo tkana, wielki wzór (myślę, że to jest nadal bardzo modne). Te wielkie tkaniny, takie grube, mięsiste – to też jest piękne, ale myślę, że jeśli przejdziemy do tkaniny takiej właśnie luksusowej, takiej malutkiej perełeczki, którą chcemy mieć gdzieś w domu, to myślę, że może nie stanie się to modne, ale to może stać się właśnie elementem wystroju wnętrza czy elementem naszej dekoracji. To będzie stanowiło taki element luksusu, czegoś niepowtarzalnego, czegoś pięknego, takiego obrazka, takiego małego tkanego obrazka.

AG: Dałaś mi teraz do myślenia i myślę, że się z tobą zgodzę, bo mam wrażenie, że żyjemy coraz szybciej, coraz bardziej mobilni jesteśmy, przeprowadzamy się często w poszukiwaniu pracy albo za swoją pasją, albo nawet za szkołą dzieci. Jesteśmy coraz bardziej mobilni jako społeczeństwo i rzeczywiście duże formy potrafią być kłopotliwe. Przeprowadzka z domu do domu, a z każdą przeprowadzką minimalizacja bagażu. Coraz mniej zabieramy ze sobą i rzeczywiście takie małe formy są bliskie sercu. Jeżeli tkanie wykonujemy samodzielnie, no to poświęcamy bardzo dużo czasu, więc siłą rzeczy jest to dla nas bliskie sercu. Kiedy kupujemy, to też nie są produkty tanie, więc jest to bardzo świadomy zakup. Mimo wszystko przez to, że są małe, są łatwiejsze, żeby je zabrać i mieć tak jakby bliżej siebie. Nie ma potrzeby pozbywać się przy kolejnych przeprowadzkach. Bardzo cenna obserwacja. 

KN: Jest tak nawet nie od strony tkaniny, którą będziemy ze sobą przewozić, ale od strony warsztatu. Wielki warsztat tkacki, nawet jeżeli go złożymy, to są wielkie dechy, które musimy ze sobą wozić, a tutaj na przykład mamy taką ramkę 50 x 50 cm, którą sobie szybko możemy złożyć i jest gotowe. Taka rama zmieści się w każdej szafie, w każdym kącie, nawet rozłożoną jest łatwiej schować w jakiś kąt i potem tylko wyjąć, niż mieć taką wielką kolubrynę, która musi stać w jednym miejscu. Nawet przenoszenie wtedy, gdy już jest nasnuta i na niej pracujemy, już nie jest taką prostą sprawą. 

tkactwo ręczne obrazów

Tkactwo ręczne i jego rodzaje

AG: Masz rację, to ja jeszcze dopytam, bo może mamy takie osoby, które słuchają, które niekoniecznie dużo wiedzą o tkaniu, o tkaninie dwuosnowowej, o tkaninie, którą Ty tworzysz na ramie. Gdybyś mogła przybliżyć słuchaczom podział tkania. No bo wszystko się pewnie kojarzy właśnie z przetykaniem nici przez nić, ale wiem, że mamy różne rodzaje tkania. Ty też tworzysz w konkretnym stylu, ale może łatwiej będzie się poruszać, jakbyś mogła przybliżyć te terminy. 

KN: Taki najprostszy podział to jest tkanie na ramie pionowej, czyli takiej, która stoi pionowo, ma nóżki, jest oparta albo możemy ją postawić po prostu na sztaludze malarskiej. Wtedy mamy ją zabezpieczoną i tkamy w pionie, i to jest tkanie na ramie. Tak na przykład tkają w manufakturze gobelinów w Paryżu, ale w Paryżu tkają też poziomo, czyli jest wielkie krosno, które zajmuje dosyć dużo miejsca i ta tkanina jest położona płasko jak na stole. To, co utkamy, nawija się na wał i jest zawijane, a z kolei z drugiej strony odkręcamy sobie osnowę i wtedy możemy utkać wielkie długie tkaniny, w zależności ile tej osnowy na wał zostało nasnute. Natomiast wracając do ramy pionowej: właściwie jesteśmy ograniczeni długością tej osnowy przy wysokości tej ramy, czyli jeżeli ja mam taką małą 50 cm od gwoździ na górze do tych na dole, odejmując jeszcze zarobienie, które musimy zrobić, wzmocnienie naszej tkaniny, plus jakieś kawałki, które musimy zostawić, żebyśmy potem tę osnowę zabezpieczyli, to wyjdzie nam tkanina maksymalnie 30 cm. I tak jesteśmy ograniczeni tą ramą. I teraz z kolei tkanina dwuosnowowa to jest też tkanina tkana na tych poziomych krosnach wielkich, czyli basilis i to jest taka tkanina, która ma dwie strony. To są jakby dwie tkaniny, one są dwukolorowe ze sobą połączone na krawędziach wzoru. Czyli jeżeli będziemy tkać trójkąt i ten trójkąt mamy na białym tle niebieski, to z drugiej strony mamy biały na niebieskim tle i te dwie tkaniny połączone są tylko na krawędziach tego trójkąta. Kiedy weźmiemy do ręki taką tkaninę dwuosnowową i mamy większy kawałek, to możemy wyczuć, że to są dwie tkaniny, można je tak jakby rozsunąć. I to jest taka podstawowa różnica z tymi tkaninami, potem mamy kilimy i gobeliny. Gobelin jest tkaniną jednostronną, to znaczy, że mamy prawą stronę, a po drugiej stronie mamy te wszystkie nitki końcówki, które nam zostały przy tkaniu. Z kolei kilim jest taką tkaniną, która jest dwustronna, czyli mamy po jednej i po drugiej stronie ten sam ładny wzór i wtedy taka tkanina może wisieć na przykład w przepierzeniu, podziałach jakichś wielkich przestrzeni, bo ma jakby prawą stronę po obu stronach.

AG: Dokładnie, kiedy o tym mówisz, to w mojej głowie od razu pojawiają się obrazy, gdzie można wykorzystać taką tkaninę. Rzeczywiście, to o czym mówisz, że duże formy od razu kojarzą się z wnętrzami. Może dobrze by było wspomnieć, gdzie te tkaniny się pojawiają. Wspomniałaś już o obiciach mebli, o takich dużych przepierzeniach, na pewno formy dekoracyjne gdzieś na ścianie. Jakie jeszcze formy tkania przychodzą ci do głowy?

KN: Ja generalnie nie lubię dużej tkaniny, która jest oprawiona w ramę, ale też stosuje się taką formę, że tkaniny wkłada się do ram i powstaje wtedy taki obraz jakby. Ja natomiast lubię tkaninę, która wisi wolno, tak jak stare arrasy, tylko zawieszona jest na górze i ona wolno sobie wisi przy ścianie czy w przepierzeniu. Ale lubię małe formy, które są właśnie w ramce za szybką troszkę oddalone i jest ładne passe-partout, i wtedy faktycznie jest to taki mały elegancki obrazek, czyli forma taka bardzo dekoracyjna, bardzo ozdobna w jakimś miejscu. Jednak w momencie kiedy tkam i wykorzystuję len – ale nie włókno, tylko całą roślinkę, łodygę razem z nasionami i gniazdami nasiennymi – to wtedy to jest bardzo delikatne i wtedy dobrze to właśnie zabezpieczyć za jakąś szybką, żeby była jakaś odległość między tą tkaniną a szybą, żeby po prostu tej tkaniny nie zniszczyć.

warsztat pracy tkanie ręczne

AG: Myślę, że koniecznie muszę Cię namówić, żebyś zmieściła też zdjęcia swojej pracy. Ja mam to szczęście, że ja już wiedziałam prace Karoliny, rzeczywiście dla mnie to jest najwyższy poziom mistrzostwa, żeby tkać, używając tak kruchego materiału jak właśnie len, który jest rośliną kruchą, zasuszoną. Kiedy weźmiecie taką suchą łodygę, to ona się po prostu kruszy jak słoma, a Karolina potrafi to tkać, to po prostu jest mistrzostwo dla mnie. Masz takie gotowe prace oprawione w ramy, więc na pewno poproszę, żebyś zdjęcia pokazała, bo dla mnie to jest rzeczywiście pokazanie tego kunsztu artystycznego. To już nie jest taka rzecz, której możemy się nauczyć na trzygodzinnym warsztacie i śmigać, bo to jest coś, co wymaga doświadczenia, lat wprawy w tej materii. Mam wrażenie, że Ty bardzo fajnie się odnajdujesz w takich współczesnych trendach, bardzo fajnie je podglądasz, interpretujesz, jakby przekładasz umiejętności i wiedzę wynikającą ze znajomości historii, techniki i też faktu, że bardzo długo już pracujesz z tą techniką, ale w przepiękny sposób właśnie tak uwspółcześniasz to tkanie. Czy mogłabyś coś o tym opowiedzieć? Wiadomo, że to jest takie poszukiwanie swojego stylu jako artysta, ale widać, że patrzysz na te nowe trendy, patrzysz na modne kolory i wplatasz w to historię tej techniki. Skąd to u Ciebie, jak to się dzieje, że właśnie szukasz tych form? Co jest inspiracją? 

KN: Ja myślę, że to jest taka potrzeba poszukiwania właśnie nowych rzeczy, próba zrobienia czegoś z niczego, jakaś próba wykorzystania roślin, na przykład jakby tutaj tę roślinę wykorzystać. Niekoniecznie taki gobelin musi być w formie takiej tradycyjnej, arrasowej, takiej obrazowej. Ja też lubię przy tej tkaninie dużej wszystko, co jest mięsiste, takie bardzo strukturalne, co pozwala pokazać tę tkaninę, tę materię, z którą pracuję, więc to jest dla mnie bardzo ciekawe, a z drugiej strony w tych tkaninach malutkich to ta precyzja, ta precyzja tej każdej nitki, czy na pewno uzyskam tę formę, którą chciałam uzyskać i potem to próbowanie, czy na pewno w ten sposób się uda, czy może w inny, to jest też kwestia na przykład dobierania kolorów. Czy jak dobiorę te kolory, to uzyskam coś fajnego czy nie? I to jest chyba właśnie to, co mnie interesuje, to poszukiwanie tej nowej rzeczy. Jeszcze jest jedna taka ciekawa rzecz przy pracy z tkaniną, że tkactwa nie oglądamy z bliska, tkactwo jest jak obraz, czyli zawieszamy na ścianie i odchodzimy, oglądamy z kilku metrów. Jak oglądam z bliska, to żeby zobaczyć, jak to jest utkane, jak ktoś to zrobił, jaką nitką. To jest taka techniczna ciekawość, natomiast tkaniny oglądamy z daleka i trzeba pamiętać, że przy tkaniu nie można za długo siedzieć. Tkam kilka godzin jednym ciągiem, tak minimum dwie godziny, ale przy tym tkaniu ja wstaję, odchodzę, obracam się, kilka razy na boki popatrzę i potem dopiero z odległości patrzę na tę moją tkaninę i dopiero sobie mówię: Aha, dobra, ten kolor to jednak nie pasuje. I poprawiam wtedy, bo tkanie to też jest prucie jak w każdej technice czy przy drutach, czy szydełku. Wszędzie poprawiamy, szukamy jakiegoś lepszego rozwiązania i tak samo jest przy tkaniu. Patrzę, że to jednak nie wygląda tak, jak chciałam. Tworzę sobie szkic mojego wzoru, tego, co chcę stworzyć. Im lepszy i dokładniejszy będzie projekt, tym łatwiej i szybciej wykonany tkaninę, ale nie przy każdej tkaninie uda się stworzyć tak dokładny wzór. Na przykład przy takich tkaninach z lnem, gdzie mam ten wzór stworzony, to mimo wszystko tak naprawdę już w samym tym ostatecznym etapie tkania widzę, czy to będzie mi się podobało, czy nie. Myślę, że to wynika u mnie z takiego poszukiwania, że ja mam ciągłą taką potrzebę szukania jakichś nowych rozwiązań, czegoś nowego, jakby coś innego zrobić. To jest takie przyjemne. Ostatnio tkanina geometryczna mnie zainteresowała, czyli opuszczanie osnowy, pozostawiam wolne osnowy i te wolne osnowy tworzą mi ten wzór, czyli zupełne odwrócenie, nie przykrywam, tylko odkrywam i to mi tworzy moją tkaninę.

Miejsca związane z tkaniem, które warto odwiedzić

AG: Ja bym nie była sobą gdybym nie zapytała o jedną, dosłownie ostatnią rzecz. Nie chcę też przeciągać i nadużywać gościnności, ale bardzo bym Cię chciała dopytać o miejsca czy wydarzenia, w których osoby zainteresowane tkaniem – niezależnie czy współczesnym, czy historycznym – znajdą coś dla siebie. Bo wiadomo, że zawsze się zaczyna od takiej inspiracji, od oglądania, zobaczenia, dotknięcia czasem tkaniny. Wiadomo, że w naszych oplotkach proponujemy takie bardzo uproszczone warsztaty tkania, który zresztą ty prowadzisz i na które też będziemy zapraszać, ale często się zaczyna jeszcze krok do tyłu, ale jeszcze nie chcemy tego spróbować, zrobić tylko zobaczyć, zachłysnąć się. Tak jak to było u Ciebie, że zobaczyłaś, zafascynowałaś się i zostało z Tobą na całe życie. Powiedz mi, czy są jakieś miejsca, może cykliczne wystawy, może wydarzenia, które warto odwiedzić, jeżeli chcemy troszeczkę tak łyknąć tego tkania?

KN: Pierwsze miejsce, do którego zapraszam to Muzeum Sztuk Użytkowych w Poznaniu, ostatnie piętro na górze. Tam jest wystawa stała tkanin i wspaniała, przepiękna, ogromna, fascynująca tkanina Urszuli Plewka-Schmidt “Madonna”. To Widząc tylko reprodukcję zdjęcia w katalogach, byłam zachwycona. Kiedy zobaczyłam to na żywo, to po prostu pochłania. Są też tkaniny współcześniejsze, oczywiście Urszula Plewka-Schmit to też współczesna tkaczka nieżyjąca już, ale są współczesne polskie tkaniny. Jednak “Madonna” to jest coś po prostu, co mnie zachwyciło. Potem jest wiadomo Łódź. Jak tkanina to musi być Łódź, więc Centralne Muzeum Włókiennictwa. Tam są wystawy stałe, wystawy czasowe, Triennale tkaniny, za każdym razem jak jestem, zawsze jest jakaś wystawa tkanin ze zbiorów muzeum. Także zapraszam serdecznie do muzeum. I coś może bardziej dla amatorów tkaczy: teraz będzie w Bydgoszczy (25 lipca) wernisaż, wystawa i konkurs tkaniny właśnie amatorskiej, potem jest Turek (co 3 lata w grudniu też konkurs i wystawa dla amatorów tkaczy). No i chyba wszystko, co mi w tej chwili przychodzi do głowy. Potem jest Biennale Madryt. Było chyba w roku 2019 bodajże, ale to się zmienia miejsce, ostatnio była w Madrycie.

AG: Już i tak mamy pokaźną listę, którą warto opublikować, żeby w razie czego odesłać słuchaczy, bo teraz jesteśmy w formacie podcastu i dużo musimy sobie wyobrażać. Oczywiście będziemy odsyłać też do dedykowanego artykułu wzbogaconego o zdjęcia, ale myślę, że to ma swój urok, kiedy Ty opowiadasz z taką pasją i tak widać, że promieniejesz, kiedy opowiadasz o tym, co robisz, to myślę, że to jest najlepszy sposób, żeby tak troszkę zaszczepić tego bakcyla rękodzieła, zarazić rękodziełem, zaprosić do tego świata tkactwa, pomimo że wydawało się takie odległe i tak już trochę zapomniane, to same wydarzenia, o których wspominasz, są żywym dowodem, że to ten świat jest koło nas i on cały czas równolegle istnieje i ta tkanina żyje, kwitnie, uwspółcześnia się. Tylko my po prostu tego świata nie dostrzegamy jeszcze trochę. Czekam kiedy znowu przyjdzie moda na tkanie tak samo jak teraz mamy boom na makrame. Wszyscy chcą robić makramę, ja trochę czekam z niecierpliwością na to, kiedy przyjdzie moda na tkanie i myślę, że wtedy wszyscy sobie przypomnimy o tych wydarzeniach i będziemy poszukiwać takich audycji jak ta, żeby dowiedzieć się trochę więcej. Karolina, nie przyciągam, bo myślę, że chcemy zostawić słuchaczy z takim małym niedosytem, żeby tym chętniej wrócili do twojego artykułu, który się pojawi na naszej dedykowanej stronie. Chyba że chcesz jeszcze coś dodać na zakończenie, bo myślę, że oddam tobie głos jako naszemu gościowi. Ja już się żegnam. Do następnego odcinka.

KN: Chciałbym wszystkim powiedzieć, że tkanie nie jest takie straszne, jak się wydaje. Wszyscy zawsze mówią, że jejku, to tyle czasu, to jest takie skomplikowane, ja się nigdy tego nie nauczę, ja nie mam cierpliwości. Spróbuj, najpierw spróbuj i zobaczysz, że połkniesz bakcyla i naprawdę poznasz niesamowitych ludzi, którzy zajmują się tkaniem, którzy o tkaniu mogą opowiadać godzinami, z którymi można wymieniać się doświadczeniami i można tworzyć niesamowite tkaniny i ma się przy tym niesamowitą satysfakcję. 

Wszytkie zdjęcia pochodzą z instagrama Karoliny. Tam również możesz ją znaleźć. Zajrzyj koniecznie – https://www.instagram.com/kolory.natury/

tkactwo ręczne i karolina nowaczyk