Zaczęło się od informacji usłyszanej od koleżanki. Że jest taka możliwość. Że są programy na rozpoczęcie działalności. A informacja ta zbiegła się z procesem decyzyjnym, przebiegającym u mnie podówczas, dotyczącym podjęcia kroków zawodowych. Byłam (i do dziś jestem) na urlopie wychowawczym, do pracy na etacie nie chciałam wracać. Mając małe dziecko u progu przedszkola nie chciałam pracować w szkole, w której przenigdy nie pracowałam na pół gwizdka, zawsze angażowałam się mocniej, nie umiem inaczej.

Zatem zbiegły się dwie informacje w dobrym czasie. Ale żebyście nie pomyśleli, że to już spowodowało, że pobiegłam do wujka google’a. Nie. Jestem leniwą bułą, tak łatwo się nie daje ruszyć. Zaistniała trzecia okoliczność. Jedna z moich Przyjaciółek kończyła studia i żeby uzyskać dyplom coacha, szukała chętnych do sesji. Pobiegłam. (żartuję, jak wspomniałam wcześniej – jestem kanapowym ziemniakiem, nie biegam). Ale – nie zaprzeczę – chętnie skorzystałam z możliwości przeczołgania siebie. Po pytaniach, któremi niczym snajper strzelała Justyna, podjęłam trud i rozrysowałam sobie meandry błądzącej i ruszyłam pytać.

Najpierw trafiłam do Urzędu Pracy. W tejże cudnej instytucji niemalże odbiłam się od drzwi (trafiłam tam koło 14, a to już kres możliwości pań zza biurka, słowem: z(a)mykały!!!), ale słowo „niemalże” dało mi szansę na otrzymanie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Nie mogłam otrzymać dofinansowania z UP (wysokość takiej dotacji to OKOŁO 18 tysięcy złotych i o więcej nie pytajcie, bo nie wiem), gdyż nie byłam zarejestrowaną bezrobotną i stanowczym tonem poinformowano mnie, jakże nagannym jest proces rejestracji wyłącznie w celu otrzymania dotacji. Zawsze byłam wzorową uczennicą i na takie zachowanie w życiu bym sobie nie pozwoliła. Dowiedziałam się również, iż warto udać się do miejsca, w którym wspiera się początkujących przedsiębiorców (jak gdyby UP takim miejscem nie był, choćby z założenia…) i tam poszłam w kolejnym tygodniu.

W moim mieście było to http://www.powp.poznan.pl/kat/id/153 i tam przyjęto mnie bardzo sympatycznie.

Przede wszystkim, zasiano nadzieję na to, że się uda.

Po wtóre, czułam się tam jak partner rozmowy, a nie roszczeniowy petent.

Tam też dostałam magiczną listę. Listę z adresami firm, w których trwał nabór do projektów unijnych, w których mogłam uczestniczyć. Skierowane były one do osób po trzydziestym roku życia oraz BIERNYCH zawodowo (urlop wychowawczy to jeden z przykładów bierności). Wystarczyło zadzwonić…

Czy podniosłam słuchawkę? (kto w dzisiejszych czasach podnosi słuchawki, błagam…)

Odpowiedź w następnym odcinku.

 

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *