Co dokładnie rozumiem przez WarsztatOn-line

Dziś o czerwcowym projekcie – zarezerwuj datę – 11.06.2022 i przyjdź na nasz WarsztatOn – czyli maraton rękodzieła.

Nie ma lepszego dnia na szerzenie bakcyla rękodzielniczego jak Światowy Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych 🙂 Wprawdzie zamierzam wraz z dziewczynami z zespołu przyjść do Ciebie z rękodziełem wirtualnie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nabytymi umiejętnościami pochwalić się publicznie na ławce w parku, na kocu na plaży, przy kawiarnianym stoliku, a może na przystanku autobusowym…

Może myślisz sobie: Czy to dobry czas na takie atrakcje? Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mamy obecnie trudne czasy: wojna, kryzys, inflacja, kredyty, problemy… czasem zdaje się, że czaszka wybuchnie.

I to nie tak, że to wszystko ignoruję. Świadomie kieruję uwagę tam, gdzie można choć przez chwilę dać głowie odpocząć i naładować baterie!

Dlaczego WarsztatOn rękodzieła?

To ładowanie baterii jest potrzebne nam wszystkim. A rękodzieło bardzo w tym pomaga – tym którzy je znają, ale również tym, którzy chcą dopiero posmakować. Tym głośniej teraz chcę głosić ideę rękodzieła, które daje wytchnienie i jednoczy ludzi, pozwala wrócić do korzeni…

Szczególnie przy okazji tego wyjątkowego dnia – święta dziergających, ale po trochu już święta wszystkich rękodzielników, marzę, żeby nas było wiecej. I powtórzę po stokroć: idea – oderwanie od codzienności, bycie tu i teraz, bycie z luźmi, z rodziną, język gestów, oddech dla głowy, joga umysłu, darcie pierza 2.0

Niech się rękodzieje!

Zapraszam 11 czerwca na maraton warsztatów różnych technik – bez żadnych biletów, opłat – dla młodszych i starszych, dla tych, co już dziergają i dla tych, co dopiero chcą spróbować, dla tych którzy potrzebują odrobiny inspiracji, towarzystwa, dla tych, którzy chcą miło i twórczo spędzić czas.

Jak będzie wyglądać harmonogram warsztatowego maratonu?

Spotykamy się w drugą sobotę czerwca o 10:00. Rozpoczniemy krótkim wstępem, aby opowiedzieć jak wygląda plan na cały dzień, co będziemy robić, co może się przydać, który warsztat, o której godzinie, a przede wszystkim trochę się poznamy. Już nie mogę się doczekać, tego momentu, kiedy zaczniecie wpisywać, skąd się łączycie z Oplotkami :D. A przy okazji damy szansę wszystkim spóźnialskim na dołączenie 😉

Potem ruszamy z warsztatami rozplanowanymi na cały dzień, aż do okolic 17:00.

Później zapraszamy na wspólne podsumowanie – czas na chwalenie się, dzielenie się radością satysfakcją i oczywiście rozmowę 😀

Grafika z harmonogramem na WarsztatOn Oplotki
Harmonogram – WarsztatOn-line Oplotki 11.06.2022

Na początek widzimy się na oplotkowym profilu facebookowym, potem na kanale YT, a przez cały czas będziemy również na zoomie. Oglądaj jak Ci wygodnie 🙂 i po prostu bądź z nami. Jeżeli nie udało Ci się być z nami na żywo udostępniamy WarsztatOn na naszym kanale YouTube – nagrania są już dostępne:

A co, jeżeli nie masz worka przydasi na strychu? Czyli BOX oplotki z materiałami do warsztatonu!

Jeżeli w panice myślisz: O matko! Skąd ja wezmę te wszystkie materiały? Pewnie czeka mnie poszukiwanie to tu, to tam… a do tego pewnie jeszcze wysyłka z pięciu różnych miejsc…

Znamy ten problem, dlatego przygotowałyśmy limitowaną serię boxa rękodzielniczego dedykowanego specjalnie pod tę edycję WarsztatOnu 🙂 Mamy nadzieję, że ułatwi Ci to życie i udział w naszym bezpłatnym święcie rękodzieła. Warsztatonowych boxów nie będzie wiele w ofercie – przygotowuję je z domowych zapasów, które udało mi się zgromadzić. W kryzysie ceny akcesoriów i materiałów również wariują, dlatego ten box będzie dostępny wyłącznie do wyczerpania zapasów. Ale to również taka mała zapowiedź, że przynajmniej w tej sytuacji kryzusu, będziemy dodchodzić od naszych boxów – na rzecz kursów online.

A co znajdziesz w boksie?

Wszystko, co przyda się podczas WarsztatOnu:

  • motek włóczki
  • szydełko
  • druty
  • lniany sznurek
  • metalowa obręcz
  • wstążki, sznurki, wełna czesankowa
  • metalowy karabinek
  • ołówek
  • taśma klejąca
  • i inne oplotkowe gadżety

Zero wymówek! Wszystko podane na złotej tacy 😀

Jeżeli zbyt mało czasu poświęciłaś mamie w Dzień Matki, jeżeli weekend Dnia Dziecka nie bardzo się udał, jeżeli Twoja przyjaciółka od dawna prosi Cię, abyście zrobiły razem coś kreatywnego – nasz WarsztatOn daje szansę aby nadrobić zaległości, zainspirować dzieciaki do odklejenia od ekranu, zapewnienić sobie coś dla własnego umysłu – swego rodzaju mind jogę.

Wiele osób nie wierzy w to, że rękodzieło ma ogromny potencjał relaksujący i uwalniający. Oczywiście pod warunkiem, że traktujemy je jako proces. Miałam o tym przyjemność opowiadać na „czerwonej kropce” podczas TEDx Warsaw Women – jeżeli jeszcze nie widziałaś, gorąco zachęcam do obejrzenia i dzielenia się z innymi 🙂

A dla tych, którzy wolą krótko i zwięźle:

  • przygotuj
  • zacznij
  • nieidealnie – popełniaj błędy
  • skończ
  • zaczynaj znowu!

MENTALNY PROCES!

Edit: Po WarsztatOnie – czyli krótkie podsumowanie

Uff! Wreszcie nadszedł ten dzień! Sobota 11.06. 2022 – Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych i pierwsza edycja WarsztatOnu.

Prowadzenie warsztatów rękodzielniczych to nie nowość dla zespołu Oplotki. Przecież w Oplotkach odbyło się ich już mnóstwo – tych bezpłatnych dostępnych dla każdego co poniedziałek i tych komercyjnych, które wzbogacone o potrzebne materiały oferujemy m.in. firmom jako sposób na integrację zespołów, relaks przy rękodziele jako bonus dla pracowników…

Ale jakoś inaczej… Jakoś chyba więcej tej adrenaliny, tej ekscytacji – czy wszystko pójdzie jak należy, czy technikalia nie zawiodą?

Tysiąc myśli na sekundę przebiega zwykle człowiekowi w takich chwilach, ale czas zaczynać.

Jak było?

Nic nie odda tej atmosfery na żywo, a ta była gorąca. Każdy warsztat to inna technika, inne przemyślenia, refleksje, a było ich sporo, bo tym rękodzielniczym spotkaniom na żywo zawsze towarzyszy wymiana doświadczeń, wspomnień, nasze tradycjyme (o)plotki. Całą resztę możesz obejrzeć w nagraniach, które postanowiłyśmy udostępnić.

A w krótkich słowach podsumuję, że było fantastycznie!

Maraton rękodzieła w dniu święta rękodzielników na całym świecie.

Wydarzenie trwające (z drobnymi przerwami) 8 h.

5 warsztatów, 3 prowadzące, 3 techniki rękodzielnicze plus inne kreatywne działania twórcze.

Mnóstwo miłych wspomnień i mnóstwo miłych słów od najlepszych uczestniczek.

Z resztą zobacz sama:

Oczywiście należy dodać, że ten jeden dzień był poprzedzony sporymi przygotowaniami, ale zdecydowanie warto było się postarać. No i tak na gorąco, jeszcze bardzo nieoficjalnie, myślimy o kolejnej edycji – może świątecznej, może poszerzonej o inne techniki, pomysłów nam nie brak, ale jeżeli masz jakiś, to daj nam koniecznie znać.

A co jeżeli chcesz więcej???

Jeżeli po naszym WarsztatOnie będziesz chcieć więcej rękodzieła, polecam Ci kursy rękodzieła online, które znajdziesz w nasej ofercie:

grafika z szydełkową podkładką  na stół

Kurs szydełkowania czyli wszystko, co potrzebne, aby nauczyć się tworzyć własne dodatki do wnętrz i wiele więcej.

grafika z obrazkiem punch needle - serce

Kurs Punch Needle – szybko dasz się oczarować ich urokowi i wielu możliwościom wykorzystania ich we własnym wnętrzu.

grafika z dużą makramą ścienną

Kurs makramy online czyli nauka krok po kroku, jak wprowadzić do swojego świata, domu magię własnoręcznych splotów.

grafika z dzerganym na drutach swetrem

Kurs online robiena na drutach od pierwszego oczka po sweter – i podstawy dziergania masz w kieszeni.

grafika z uszytymi maskotkami - zajączkami

Kurs online Uszyj sobie zajączka – od materiału, po wyszycie pyszczka – wszystko krok po kroku.

grafika z kartką wyszywaną haftem matematycznym

Kurs haftu matematycznego – naucz się podstaw wyszywania na papierze i samodzielnie stwórz wyjątkowe kartki na różne okazje.

A co jeżeli chcesz wspólnie z nami prowadzić warsztaty?

Wiesz, że chcesz się dzielić wiedzą i doświadczeniem w ukochanej przez Ciebie technice rękodzielniczej, ale nie wiesz, czy to dobra droga albo jak robić to dobrze?

Sprawdź co może przyjść Ci z pomocą:

Ebook Jak prowadzić warsztaty rękodzieła (z bonusami)ponad 100 stron ebooka, przykłady z życia wzięte, specjalny kalkulator kosztów

Akademia Rękodzielnika – VI edycja startuje we wrześniu 2022, ale dołączyć można (i warto) już dziś.

Tytułowe zdjęcie do wpisu Podsumowanie Vedycji Akademii Rękodzielnika - rzeczy przedsiębiorczej rękodzielniczki: okulary, laptop, mała makrama, ciepłe, miękkie dodatki w  barwach jesieni

AKADEMIA RĘKODZIELNIKA – kolejna, tym razem już piąta edycja programu wspierania twórców handmade w budowaniu stabilnych modeli biznesowych, dobiegła końca. Dzisiaj będzie o Akademii oraz o osiągnięciach jej uczestniczek… ale zanim zacznę…

Jeżeli pierwszy raz słyszysz o Akademii Rękodzielnika – na końcu tego tekstu znajdziesz kilka linków do artykułów o samym programie, jej poprzednich edycjach oraz oczywiście link do najbliższej edycji (powoli otwieramy rekrutację…). Ale i tutaj kilka słów tytułem wstępu.

Jeżeli lubisz słuchać, nagrałam je i przygotowałam dla Ciebie w formie podcastu. Dla wzrokowców wersja tekstowa poniżej.

Wspieranie biznesów handmade

Kilka lat temum równolegle z działalnością warsztatową, zaczęłam dawać twórczyniom rękodzieła możliwość biznesowych konsultacji. Kiedy nabrałam pewności, że daję realną wartość, pomagam definiować, czego w biznesie chcą (albo raczej, częściej, czego na pewno nie chcą), zaczęłam tworzyć całe programy rozwojowe, dedykowane dla przedsiębiorczych rękodzielniczek. Akademia Rękodzielnika, bo tak nazwałam program biznesowego wsparcia twórców ciągle ewoluuje (można powiedzieć, że rośnie wraz z moim wzrostem), ale idea dzielenia się własnym doświadczeniem z branży handmade jest niezmienna. 

Jedynym, co wiecznie uwierało (i do dziś uwiera), jest rozmowa na temat pieniędzy. 

Biznes z definicji jest czymś, co ma zarabiać (na rachunki, na „waciki”, na kredyty… wstaw dowolne, ale przyznasz mi rację… biznes = zarabianie), inaczej to po prostu kosztowne hobby. 

Może to fakt, że moi rodzice to przedsiębiorcy. Może to fakt, że w moim życiu epizod ciepłego etatu nie potrwał dłużej niż kilka lat zdobywania doświadczenia zawodowego w różnych pracowniach architektury… nie wiem. Wiem, że błędnie zakładałam, iż dla każdej kobiety oczywistą oczywistością jest fakt, że aby zarobić… trzeba zainwestować.

Z zafascynowaniem, jakimś takim przedziwnym podziwem i zażenowaniem odkrywałam, że z jednej strony rękodzielniczki snują wizje, jak to szydełkując chusty, będą w stanie zarobić na rachunki, kredyty, ba! Nawet zagraniczne wakacje i nowe buty od czasu do czasu… z drugiej jednak… inwestycja symbolicznych kwot we własny rozwój jako przedsiębiorca jest dla nich totalną abstrakcją. 

Uginały mi się kolana, kiedy świetne, oryginalne prace sprzedawały za bezcen, bo zakładały, że „za materiały i coś tam na plusie” można nazwać kalkulacją cen. Chciało mi się płakać, kiedy wracały na znienawidzony etat, bo po pół roku sprzedawania szydełkowych pufek po kosztach sznurka i minimalnej marży… nie były w stanie zarobić nawet na ZUS. W końcu macierzyński kiedyś się kończy i dotychczasowe klientki odwracały się na pięcie po nagłej podwyżce.

Jednocześnie odkryłam, że moje „biznesowe rady”, które mimochodem rozdawałam bezpłatnie na prawo i lewo… robią więcej krzywdy, niż pożytku. 

Niby malarka dobrze wyceniła… ale bez strategii nie potrafiła sprzedać… i porzucała temat.

Niby haftująca CUDA (naprawdę CUDA!) potrafiła wycenić i nawet miała sensowną strategię cen… ale wyłożyła się na postawieniu sklepu on-line i kalkulacji godzin pracy. Finalnie sprzedaje przez Instagram nielegalnie i drży w obawie, że kiedy przekroczy próg dochodu działalności nierejestrowej… kaplica. Sabotuje więc swój własny rozwój w obawie przed… sukcesem.

Niby szydełkująca artystka prowadzi świetne warsztaty… ale przecież usługa na „nierejestrowaną” się nie pisze, więc odpuszcza i bezskutecznie próbuje sprzedawać szydełkowe maskotki… bez certyfikatu CE, jako kolekcjonerskie niby… bo to znowu za dużo roboty z „ogarnięciem” odpowiedzialności za takie wyroby dla dzieci. 

Ehh…

Im głębiej wchodziłam (i nadal wchodzę) w tę przebogatą branżę, tym więcej mnie zadziwia. Przede wszystkim w obszarze finansów i przekonań.

Przedsiębiorca – to stan umysłu. 

Śmiałam się z tego stwierdzenia, ale dopiero, kiedy zaczęłam pracować z osobami, które tej przedsiębiorczości uczą… zrozumiałam, o co chodzi. 

Pieniądze, wiara we własne siły i praca. Mądra, nie ciężka. 

Dosłownie  – aż tyle i tylko tyle potrzeba, żeby sobie poradzić. 

Pieniądze

Na początku działalności mentoringowej dla rękodzielniczych przedsiębiorców chciałam pomóc wszystkim. Szczególną słabość i chęć niesienia pomocy wzbudzały we mnie osoby, których „nie było stać”.  Celowo wstawiłam w cudzysłów.

Jak szybko się okazywało… kiedy zaniżałam cenę swoich programów, organizowałam bezpłatne „stypendia” dla tych osób, które pisały rzewne historie, że nie mogą sobie pozwolić na inwestycje… ale też, kiedy tak po prostu – dzieliłam się swoją wiedza bezpłatnie…

Współpraca kończyła się goryczą…

Smutna prawda, której musiałam się nauczyć na bazie doświadczenia… to WARTOŚĆ.

Jeżeli coś jest „za darmo” – to nie docenia się WARTOŚCI.

I wiem, to duże uogólnienie. Niestety ta smutna prawda sprawdziła się w relacji biznsowej. Osoby, które otrzymywały udział w Akademii bezpłatnie, najczęściej nie były tak zdeterminowane ny wykorzystać jej cały potencjał. Po ludzku – nie przykładały się do pracy, nie poświęcały czasu na dyskusję, ćwiczenia, swoiste „zadania domowe”. Podejście „coś tam” zrobię, „coś tam” pogadam, dawało mi poczucie, że marnuję swój czas i energię, a co gorsza, marnuję czas innych uczestników (wiele programów i metod, którymi uczę, bazuje na procesie grupowym, gdzie dodatkowa wartość płynie z wymiany informacji pomiędzy uczestnikami starannie dobranej grupy). Jak się domyślasz… rozczarowanie było nie tylko po mojej stronie. Uczestniczki programu, które nie czuły potrzeby „przyciśnięcia” siebie do wysiłku… z zazdrością i frustracją spoglądały na uczestniczki ze spektakularnymi efektami. Co Ci będę mówić…były to te osoby, dla których inwestycja w Akademię była ogromnym wysiłkiem finansowym i starały się wydusić program, jak cytrynę… do ostatniej kropelki..

Dobra – może tutaj rodzi się w Tobie opór i mówisz: „nieprawda”… owszem… od KAŻDEJ reguły sa wyjątki… ale tutaj zapytam Cię… ile razy skorzystałaś z DARMOWEJ siłowni na wolnym powietrzu… ile razy udało Ci się w takim miejscu ćwiczyć regularnie przez 3-4 miesiące?  

A co było, kiedy wykupiłaś karnet na siłownię? Albo basen…i po prostu „żal było nie pójść” .

Ekm…

To normalne. Ja też tak działam. 

I wiesz… kiedyś sama próbowałam „zaginać rzeczywistość” . Udowadniać sobie i światu myśląc „Eh! Moje programy są TAK dobre, że nawet najbardziej oporna osoba będzie mieć efekty biznesowe”.  

Ale oszukiwałam i siebie… i uczestniczki.

Bez energii pieniądza, bez poczucia, że jak się nie wysilę, to nie będzie efektu… tych efektów po prostu nie było. Ze stratą dla wszystkich. 

Potrzebowałam usiąść sama ze sobą i dojść do tego wniosku. 

Niby mamy w OPLOTKI bezpłatne podcasty, YouTuba, masę szkoleń, webinarów w internecie. Śmiało zaryzykuję stwierdzenie, że w internecie dostaniesz od nas wszystko! Za darmo! Jednak sama zainwestowałam dziesiątki tysięcy dolarów właśnie po to, aby ktoś „przycisnął mnie” do działania. I przyznam, że kiedy moja mentorka „cisnęła mnie” do prowadzenia warsztatów rękodzieła on-line kilka lat temu… to gdyby nie fakt, że zapłaciłam za jej usługi MAAASĘ pieniędzy… to też bym odpuściła. Wtedy wydawało mi się to jakimś szaleństwem. Teraz dziękuję jej każdego dnia, bo w dobie wirusowej pandemii to on-line warsztaty rękodzieła uratowały mój domowy i firmowy budżet. 

Kończąc ten przydługawy wywód. 

Bez energii pieniądza, a dokładniej – bez decyzji pt.: „Inwestuję w swój rozwój, w rozwój swojego biznesu” nie ma efektu. I oczywiście możemy mówić o nielicznych wyjątkach. Przyjmijmy jednak, że pieniądz i symboliczna transakcja zakupu programu rozwojowego, konsultacji, czy nawet niedrogiego pdf-u, czy książki ma w sobie coś z takiej magii przekroczenia pewnego mentalnego progu. 

Wiara we własne siły

Głęboko wierzę, że przekroczenie tego progu finansowego – ta symboliczna inwestycja w siebie, własny biznes to po prostu dowód wiary we własne siły. Bez tego nie ma sukcesu. Przynajmniej w szeroko rozumianej roli przedsiębiorcy. Jeżeli nie masz w sobie choćby malutkiego ziarenka wiary, że dasz radę, nie jestem w stanie Ci pomóc. 

To Henry Foed stwierdził

Jeżeli twierdzisz, że Ci się uda, masz rację.

Jeżeli twierdzisz, że Ci się nie uda, też masz rację. 

Zauważyłam, że cena moich programów, choć nie należy do niskich (to pojęcie względne, ale przyznam, że trudno na nie zarobić chałupniczym „dorabianiem” ), nie stanowi bariery dla zdeterminowanych twórczyń. 

Wiem, że większość uczestniczek Akademii lub kursów, w których uczestniczki mają do mnie osobisty dostęp (te są w górnym przedziale cen, ale oczywiście są też produkty automatyczne, na każdą kieszeń) nie zarabia na rękodziele wystarczająco, aby na taki program sobie pozwolić. Co z tego! Wtedy właśnie po raz pierwszy uruchamiają gen przedsiębiorczości = pożyczka od męża, mail z prośbą o raty, szalona akcja zorganizowania kilku „wyprzedzonych” prezentów imieninowych…

DA SIĘ!

Ale kluczowe tutaj nie są pieniądze. 

Kluczowa jest wewnętrzna decyzja – „Inwestuję w siebie, swój biznes”. 

Sybmoliczna – bo takie uczestniczki po prostu WIERZĄ, że ta inwestycja się zwróci. 

A niezachwiana wiara we własne siły – to już właściwie gwarancja sukcesu. 

Z przyjemnością pracuję z takimi osobami. 

Czasem zwrot z inwestycji następuje spektakularnie – jeszcze w trakcie trwania programu. Czasem długo po jego zakończeniu …

Ale to już wtedy nie jest ważne. 

Taka wiara w siebie, taka decyzja, jest jak dobrze podlewane ziarenko. 

Bardzo szybko kiełkuje i rozkwita …BA! Rośnie jak szalone…i  oswojenie się z kolejnymi inwestycjami jest już kwestią czasu. 

Z przyjemnością podglądam… jak osoby, które jeszcze chwilę temu obawiały się, czy uda się „spłacić akademię”… rozglądają się za wirtualną asystą, bo mają apetyt na szybszy rozwój… chcą  uwalniać więcej swojego cennego czasu na działanie ☺ 

To jest bardzo ważne – wiara, że masz w sobie wszystko, czego potrzeba, by odnieść sukces…

Praca

Sama wiara to jednak za mało. 

I owszem… żyjemy w czasach, kiedy ciężka praca wcale nie gwarantuje sukcesu finansowego. 

Brak jakiegokolwiek wysiłku, jednak, już jest 100% gwarantem porażki. 

Sama jestem raczej typem pracusia, którego trzeba trochę zmuszać do odpoczynku. Hm, która z kobiet tak trochę nie ma… nawet leżąc w wannie – pewnie też układasz listę zadań… albo przynajmniej zakupów…

Okazuje się jednak, że najsmutniejsze, najbardziej zniechęcające jest to, kiedy pracujemy dużo… ale oczekiwane efekty omijają nas wielkim łukiem. 

Jak się domyślasz – tutaj też mam swój patent na sukces. 

A no – praca MĄDRA … a nie CIĘŻKA. 

Jak to się objawia w branży handmade?

„No przecież dziergałam tę chustę 5 dni, ma najbardziej skomplikowany splot na świecie, w domu syf, stary narzeka, że obiad musiał sam sobie gotować, a ja kończyłam to cudo… i od 3 dni nikt nie kupił”

Narobiłam się?

Tak!

Napracowałam?

Tak!

Ciężko było?

Ciężko! 

Zarobiłam?

No nie…

No i pewnie jeszcze ta chusta trochę poleży, bo zamiast sprawdzić najmodniejszy kolor sezonu… albo po prostu zapytać swoich fanek, czy w ogóle chusta, a może raczej szal z frędzlami i wielkim warkoczem z przodu…po prostu kupiłam najpiękniejszą (według mnie) wełnę z najnowszej dostawy do internetowej hurtowni (no dobra promka była też!) i dziergałam, jak szalona. 

No dobra – trochę koloryzuję, ale rozumiesz, do czego zmierzam…

Wystarczy odrobina planowania, świadomej strategii, zapowiadania produktu… a nawet na szaloną chustę znajdzie się klient… ale to praca. Nie ciężka…ale mądra.

Konkretne umiejętności, podstawowa wiedza biznesowa (wiem, brzmi strasznie, ale uwierz mi, to nie fizyka kwantowa), konsekwentna realizacja założonej strategii marki. To właśnie te „czary mary”, które odróżniają pozornie identyczne chusty szydełkowe i dzielą je na te, które rozchodzą się, jak ciepłe bułeczki… i te, które zalegają w szafie z przydasiami przez lata. 

Tak zaczęła się Akademia R i uczenie biznesu innych rękodzielników.

Akademia Rękodzielnika – Uczestniczki V edycji

Potrzebowałam tego przydługawego wstępu, aby móc opowiedzieć Ci o tegorocznych uczestniczkach – tych heroicznych babkach, które zainwestowały w swój rozwój nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim czas, uważność, otwartą głowę i chęć konstruktywnej wymiany myśli. Każda z nich, choć na zupełnie innym etapie, ochoczo wspierała pozostałe. Każda poszła inną ścieżką. Każda jednak poszła WŁASNĄ! Z dumą przedstawiam Ci uczestniczki i ich totalnie subiektywny katalog dokonań w V edycji Akademii Rękodzielnika!

Ania Mikołajczyk – Złap Zajączka – kurs „Uszyj sobie zajączka” hostowany na Oplotkowej stronie (DUMA MILION!) oraz niesamowita podróż przez meandry nagrywania video, montażu, promocji i poszukiwania najlepszych sposobów pokazania ultrawrażliwości i nieziemskiej atmosfery wsparcia w jej kursach.

Ewa Dudzic ed&craft – epickie warsztaty koralików – a właściwie kosmiczna podróż od „JA!?! Warszaty on-line?” do „To kiedy tam dziewczyny macie wolny termin, żebym mogła coś nowego oplotkowej społeczności pokazać??” Ewa! Trzymamy też kciuki za sklep na Facebooku, który pokazał, że polityki prywatności i regulaminy to żadne strachy!

Ewa Maria Pacini evamp-knitdesigner – nowe wyzwania to drugie imię Ewy. Nie tylko sprowadza rasowe włóczki z Włoch (gdzie mieszka) do Polski i tworzy własne dzianinowe kolekcje, ale zainwestowała w dalszy rozwój i wraz z moją specką od PR-u rozwija się w programie Mastermind, więc mam poczucie, że szykuje się duuużo więcej…

Monika MelkowskaPasje Mony i Monika Melkowska Trener Mentalny – warsztaty stacjonarne, on-line + łączenie treningu mentalnego z rękodziełem, TVN i występ w DDTVN z OPLOTKI

Alicja Cieślikowska – Maciakstarlation.art – stacjonarne wydarzenia, kolekcje konstelacyjne i marynistyczne oraz zapanowanie nad ogromem pomysłów.

Agata StróżykŚwiaty Agaty – kolejne przełomy i klarowność w planowaniu.

Małgorzata Witt – współpraca stacjonarna z jedną z uczestniczek + oferta swoich prac na niemieckojęzyczny rynek.

Eliza KlonowskaMade by JagaPakamera, przejście mentalne z etatu na swoje!

Kasia MałkowskaMontownia Rękodzieła niesamowite torebki i akcesoria – uporządkowanie działności i produkcja jak w fabryce!

Agnieszka KowalczykStudio.20 Pinterest i stacjonarne działanie z wieloma wnioskami – co dla mnie, co nie dla mnie!

Bogusława Popkowska – produktowe przełomy i prototypy, które doprowadziły ją do ważnych wniosków i TAK dla produktów cyfrowych z misją pracy z dziećmi wykorzystującą ogromne wieloletnie doświadczenie pedagogiczne.

Elżbieta MroczekBajery Eli – świetnie hulający YouTube i kurs świątecznych pisanek szydełkowych!

Monika PrzeciszowskaKoroni.pl choć tylko rozpoczęła pracę nad kursem Koronki klockowej on-line, to wierzę, że zwieńczy ją w kolejnych edycjach Akademii.

Rozwój uczestniczek Akademii Rękodzielnika oraz ich sukcesy te dzisiejsze i te przyszłe to dla mnie ogromna satysfakcja, motywacja do działania i kolejny argument utwierdzający mnie w przekonaniu, że wspieranie innych to dobry kierunek.

Więcej o Akademii Rękodzielnika

A jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o Akademii Rękodzielnika zapraszam Cię do lektury tych wcześniejszych wpisów blogowych:

Jak rozpocząć działalność rękodzielniczą

Akademia Rękodzielnika – przez pryzmat uczestniczek poprzedniej edycji

Poznaj Uczestniczki Akademii Rękodzielnika

Bez pomocy ani rusz, o spotkaniach w Akademii Rękodzielnika

A tutaj link do kolejnej – VI edycji, która rusza we wrześniu 2022 r, ale już dziś możesz do niej dołączyć.

Dołącz do VI edycji

Akademia Rękodzielnika – 5 edycja

Czerwona róża

W kobietach jest ogromna moc – Dzień Kobiet 2022

8 marca. Jeden dzień. Zdecydowanie za mało. W OPLOTKI celebrujemy kobiety bez ograniczeń. Cały marzec to miesiąc kobiet.

A zaczniemy od tych kilku słów w podcaście. Posłuchaj.

Będziemy więc świętować Dzień Kobiet cały miesiąc! 

I mamy ku temu minimum 5 powodów!

Ale zacznę od tego, o którym nawet nie planowałam pisać. 

W świetle tragicznej rzeczywistości wojny u naszych wschodnich sąsiadów, mam wrażenie, że ten tekst jest tym bardziej aktualny. 

W pierwszym odruchu chciałam go odłożyć  “na potem” .

Ale po dłuższej refleksji zdecydowałam – NIE!

Najlepsze, co mogę zrobić, to tym bardziej doceniać kobiety, które w mojej rzeczywistości kojarzą się z pokojem, rozmową, empatią, szacunkiem do drugiego człowieka i nieustannym poszukiwaniem wyjścia z największego impasu. 

I wiem, może to, co dalej piszę, wyda się trywialne w obliczu tragedii, która rozgrywa się na naszych oczach, ale wierzę, że jesteś tutaj, bo jak na co dzień szukając ucieczki od pędzącej codzienności, dziś szukasz w OPLOTKI ciepła, oderwania od bieżączki, ukojenia gonitwy myśli w poczuciu, że rozmowa przy rękodziele była, jest i będzie naszą potężną bronią z zimnym światem.

Co miesiąc w OPLOTKI staramy się ogłaszać jakiś motyw przewodni. 

Marzec zdecydowanie jest miesiącem wdzięczności, wzajemnego wsparcia i świadomości, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach stoi za plecami armia kobiet. 

Zapraszam Cię do totalnie subiektywnego peanu na cześć kobiet!

Zwłaszcza tych, które dane mi było poznać. 

 

Mama

Bez niej nic by się nie zaczęło – i to nie tylko tak dosłownie, ale też biznesowo/rodzinnie. Mam wrażenie, że tak bardzo próbuję być do przodu, że ciągle zapominam, jak wiele podstaw w dosłownie każdej dziedzinie aktualnego życia mam od tej turbokobiety. Odkrywam dopiero teraz (jako matka swoich łobuzów), jak wiele bezcennych cegiełek wbudowała w moją duszę siłą łagodności, konsekwencji niezłomnego spokoju.

Wiara w to, że ludzie są po prostu dobrzy (nawet gdzieś tam bardzo głęboko), że wszystko dzieje się DLA nas, a nie przeciwko, że jeżeli tylko zapragniemy, możemy mieć wszystko. 

Podziwiam matki, które po długich godzinach oczekiwania, stania na granicy, potrafią krzesać z siebie jakieś nadludzkie siły, by chronić wspomnienia swoich dzieci. Tulą i kroczą w nieznane, żeby dać swoim maluchom alternatywę dla wdzierającego się w umysły lęku. Heroizm zwyczajnego życia pokazuje nadludzkie moce mam. Wszystkich razem i każdej z osobna. Tragiczne informacje ostatnich dni każą mi niezmiennie wracać wracać do domu. Tego fizycznego (jakoś tak opadają emocje przy gorącej herbacie z miodem w kuchni rodziców)… ale też i tego mentalnego… które dają nam mamy, ciocie, siostry, przyjaciółki, mentorki… takie mentalne/biznesowe/osobiste “matki chrzestne”.

Zespół 

Największy, najbardziej przerażający, ale też najbardziej osobisty projekt w OPLOTKI to książka Oplotki.Sukces handmade, której właściwie nie byłoby, gdyby nie zespół, który dopinał najdrobniejsze szczegóły.

Marzec 2021 – dokładnie wtedy napisałam tekst. Równo rok temu! Dokładnie tyle czasu potrzebowaliśmy, aby ta epicka publikacja dopracowana została przez niezastąpioną ekipę OPLOTKI.

Rzuć okiem, jak miesiąc po miesiącu moc wsparcia przekładała się na rozwój projektu:

Marzec

Pisanie, research, wielkie marzenie, aby książka była epickim tekstem dmuchającym w skrzydła predsiębiorczym mamom, liderkom, kobietom, które chcą zmieniać ten świat na lepszy. 

Kwiecien

Wsparcie od Agi Płoskiej i zaprojektowanie kampanii crowdfundingowej, czyli epickiego doświadczenia i daru dla społeczności.

Maj

Przegrupowanie w zespole, dołącza Olga, Szymon, Ela – na dobre ruszamy – cel – stańmy się ZESPOŁEM przez duże Z i wspólnie zainspirujmy pokolenia kobiet do brania odpowiedzialności za swoje szczęście i realizowanie nawet najbardziej ambitnych planów. 

Czerwiec

Startujemy z kampanią, 35 % funduszy zebrane w pierwszym tygodniu – od razu widać, kto jest z nami naprawdę, kto tylko pozornie. Mimo ogromnej spoleczności – to właściwie grupa około 200 najbliższych wspierających sprawia, że kampania przechodzi do historii. 

Zabolały te znajomości, po których oczekiwałam wsparcia i go nie było, zaskoczyły wielkie akty wsparcia od tych, których nawet nie śmiałam poprosić o pomoc, a jednak pomogli. Podmuch w skrzydła i świadomość, że bardzo, bardzo będę chciała się tym osobom odwdzięczyć!

Lipiec i sierpień

Przekroczone 100%. Ogromna radość i świadomość, że do końca kampanii jeszcze miesiąc — puściły wszystkie hamulce i rozpędzona machina zaparkowała na drugim progu finansowym!

Wrzesień 

Zebrane 179% zakładanego celu, dlatego nie tylko książka, ale i audiobook i ebook będą zrealizowane!

I wiem, że książka była możliwa dzięki wsparciu profesjonalistek:

Edyta Niewińska

Gosia Żebrowska

Aga Płoska

Celowo nie wymieniam wszystkich, bo limit słów bardzo szybko by się wyczerpał w tym artykule…

Tutaj chcę tylko powiedzieć ZESPÓŁ!

Niezależnie, czy u Ciebie to współpracownicy, rodzina, kumpela od opłakiwania przy winie różnych twardych lekcji losu… pamiętaj, że nie jesteś sama — jestem pewna, że jest przy Tobie niejedna kobieta, którą możesz poprosić o wsparcie. Napisz, zadzwoń, daj znać, że doceniasz — to przepiękny prezent, który możesz dać innym kobietom. To Twój zespół!

Epickie projekty nie są możliwe w pojedynkę!

(oczywiście to zaledwie skrót, pełną historię crowdfundingu Oplotkowej ksiażki prześledzisz na www.oplotki.pl/ksiązka

Mastermindy 

Od kilku lat biorę udział i sama tworzę grupy mastermindI wiem, że w tych spotkaniach, nieformalnych dyskusjach i wzajemnych dmuchnięciach w skrzydła drzemie olbrzymia moc. 

Jeżeli zastanawiasz się, jak to się dzieje, że prę do przodu jak szalona, zajrzyj do uczestniczek moich mastermindów. Moje sukcesy to “efekt uboczny” obracania się w tym inspirującym gronie!

Agnieszka Zdunek – Jestem Zielona

Danuta Rolinger – Rolinger PR

Ewa Maria Pacini

Anna Jurek Jellonek

Nomad Atelier

Nicole Wehn

Amel Derragui- tandemnomads

Tak! Międzynarodowo… i to właśnie pozwala otwierać głowę!

Zapraszam Cię też do odwiedzenia inicjatywy podjętej wspólnie przez jedną z mastermindowych grup! 

 

 

Akcja #celebratewomen2022 to codzienne live’y wokół kobiecej energii, wzmacniania, doceniania naszych niesamowitych umiejętności — zwłaszcza teraz, chcemy ogniskować energię wokół doceniania, jak ogromne pokłady pozytywnej energii każda z nas ma w sobie – każda z nas! TY TEŻ! Dołącz do tej dyskusji na IG – codziennie o 8.30 live  na naszych profilach:

Agnieszka Gaczkowska 

Shesgothepower

Kasia Krasucka

Merilyn

Monika Hein voice coach

Inspirujące przedsiębiorczynie

No właśnie — bo to nie tylko aktualne mastermindy, ale sieć inspirujacych przedsiębiorczyń, z którymi jestem w mniejszym lub większym kontakcie. Zazwyczaj nasze życia i biznesy płyną równolegle – podglądamy siebie nawzajem, czasem podrzucimy inspirację, czasem dobre słowo albo ważny kontakt do usługodawcy, którego akturat potrzeba. Najważniejsze jednak – kiedy potrzeba – po prostu sobie pomagamy. 

Ja doświadczyłam tego ogromnego wsparcia choćby w momencie wydawania oplotkowej ksiażki lub podczas poprzednich lat budowania naszego oplotkowego ekosystemu, dlatego sama, kiedy tylko mogę – wspieram. W marcu – skoro miesiąc wspierania kobiet – tym bardziej!

Na naszych platformach zobaczycie wywiady, posty, zaproszenia do przeróżnych inicjatyw! Chcemy wpsierać – promując u nas!

A co dokładnie? Nie zdołam wymienić wszystkich (w momencie, kiedy piszę ten tekst, lista ciągle się powiększa, więc zaglądaj do Oplotek), ale to o czym już wiadomo:

live z Kasią Krasucką – na otwarcie miesiąca empowermentu i wsparcia kobiet 

live z Małgosią Sobczak – wybitną fotografką otwierającą 11 marca 2022 wystawę “KOBIECOŚĆ” 

live na temat nowej książki Karoliny Kizińskiej

i wiele, wiele innych

Mentorzy

Tutaj opowiadam, jak zdarta płyta o Sigrun, pierwszej mentorce biznesowej, której zawdzięczam ten romans z on-line biznesem (więcej przeczytasz we wpisie Somba – co to takiego ). Ale również o mentorach, z którymi pracowałam krócej: Denise Duffield Thomas, Jim Fortin, Anna Kupisz-Cichosz i wielu, wielu innych, których łaskawy los postawił na mojej drodze w odpowiednim czasie i miejscu, abym mogła wzrastać i się rozwijać w tak szalonym tempie. 

Ale moim niezmiennie najważniejszym mentorem jest SPOŁECZNOŚĆ OPLOTKI. Od Was uczę się konsekwencji, pokory, słuchania i oczywiście niezmiennie odkrywam nowe dary, jakie niesie rękodzieło!

Dlatego w marcu rzucamy światło reflektorów na WAS wspaniałe kobiety!!!

Co nas czeka?

  • live’y, o których wspomnam wyżej, 
  • premiera kursu uczestniczki Akademii Rękodzielnika – Ania Mikołajczyk wymiata i potrafi nauczyć szycia w przeciepłej, rodzinnej atmosferze wsparcia i dbałości o najdrobniejsze detale. Zapraszamy, jeżeli tylko masz ochotę Uszyj sobie Zajączka
  • i oczywiście przygotowania do oficjalnej premiery krsiążki OPLOTKI.SUKCES HANDMADE, która będzie dostępna w pierwszej kolejności dla naszej społeczności (a dopiero później trafi do szerszej publiczności) 

Od dawna OPLOTKOWY marzec planowałyśmy jako miesiąc książki. Po rocznych zmaganiach trafi ona do stałej sprzedaży podczas oficjalnego otwarcia akcji sprzedaży. Teraz książka jest dostępna tylko dla osób, które wsparły crowdfunding. 

Biłam się z myślami.

Czy wypada, czy w kontekście wydarzeń na Ukrainie mogę tak po prostu mówić o książce …

Poczułam jednak, że jej treść jest tym bardziej aktualna. 

Pokazuje, jak bardzo zależymy od siebie nawzajem, jak pomoc wraca, jak wspieranie innych może dawać paliwo w codziennej pogoni za następnym zadaniem z niekończącej się listy. Odsłaniam się tam tak, jak nie odważyłam się odsłonić w żadnym wpisie, blogu, podcaście, czy naszych mediach społecznościowych. Wierzę, że tego nam właśnie w dzisiejszych czasach desperacko potrzeba — dowodów, że nasza siła tkwi w byciu człowiekiem. Bądźmy dla siebie ludźmi. Tak bardzo potrzeba nam teraz wierzyć, że despotyczna siła i tupanie nóżkami czas zamknąć w szafie historii. 

jak promować się na Pinterest

 

Wymarzony biznes, czyli jaki

Kto nie marzy o biznesie, który dzieje się gdzieś tam w tle… sprzedaż za sprzedażą, a Ty na wakacjach pod palmami zapominasz o całym świecie…

Może w wizji o Twoim wymarzonym biznesie nie ma palm, są góry… albo morze…

Ale na pewno towarzyszy Ci poczucie wolności, spokoju, wewnętrznego spełnienia, i że nigdzie nie musisz się spieszyć, a tuż obok bliscy serca ludzie, miejsca, wspomnienia…

 

Posłuchaj o moim sposobie na slow biznes online albo czytaj dalej.

 

 

 

 

Życie i praca w rytmie slow

Niezależnie, jak odległe są nasze wizje, z powodzeniem możemy użyć słowa SLOW.

Modne ono ostatnio i trochę wyświechtane, ale jego definicji jest wiele.

 

Dla mnie… to rękodzieło, które daje moment na złapanie oddechu od tempa codzienności.

To możliwość robienia rzeczy po swojemu.

Czasem praca w niedzielę, a czasem wakacje w środku tygodnia.

Taki rytm według własnego widzimisię.

 

Rytm slow – czym jest dla mnie? To prawidłowy balans. Prawidłowy, czyli jaki? Według mnie to ten dyktowany własnymi potrzebami, własnymi wartościami, priorytetami. Ale takimi naprawdę swoimi, przesianymi sitem głębokiej refleksji, własnej intuicji. Na własnych warunkach, własnych zasadach. Niekonieczne rozumiany jako „powoli”. Tak w życiu, jak i w biznesie oraz między tymi dwoma składowymi…

Ta idea tak mocno we mnie pracowała (i wciąż pracuje), że musiałam efekty jej działania opisać na stronach książki Oplotki. Sukces handmade – czyli historię powstawania mojego slow biznesu online… dokładnie takiego, jakiego potrzebowałam, aby pogodzić najważniejsze dla mnie role życiowe: matki, żony, córki i przedsiębiorczyni.

 

 

 

I oczywiście wciąż na mojej liście jest sporo zadań, ale staram się tę listę maksymalnie upraszać i wykorzystywać sprytne narzędzia, które uwalniają mój czas.

 

Spotkania online, rękodzieło i tyle możliwości

Przez pandemię nasz świat mocno się zmienił. Sporo tych zmian ma negatywne skutki, ale warto zwrócić uwagę też na pozytywy.

Choćby konferencje i spotkania online. Dziś to już chyba nikogo nie dziwi, ale pamiętam, kiedy pisałam o tym pierwszy raz — zafascynowana ideą i potencjałem tego typu spotkań. Dziś ten sam schemat wykorzystujemy w Oplotkach do prowadzenia warsztatów rękodzieła. Dzięki tej opcji możemy rozsiewać bakcyla rękodzieła wszędzie, gdzie znajdzie się osoba chętna do przyjęcia jego dobroczynnego wpływu, bez konieczności wychodzenia z domu. I choć spotkania twarzą w twarz z drugim człowiekiem są nieocenione (w głowie jeszcze huczy milion wrażeń i emocji po moim wystąpieniu na Tedx Warsaw Women  – długo oczekiwanym wydarzeniu stacjonarnym), to te w wersji online mają wiele pozytywnych stron… uwalniają czas… w przypadku Oplotek na bezkarne plotki przy rękodziele… i  pozwalają zwolnić… bez względu na to, jak duże korki w centrum, czy jak daleko do większego miasta, we własnym fotelu… od tempa codzienności…

 

Pinterest narzędzie do promocji

Ale dziś o rękodziele tylko troszeczkę. Bo dziś chcę zwrócić Twoją uwagę na Pinterest.

Można się zastanawiać, dlaczego w samym centrum rękodzielniczego wszechświata (nieskromnie o Oplotki) piszę właśnie o Pinterest?

Dla mnie to taka furtka, którą uchylam dla potencjalnych klientów, by łatwiej było im trafić do tego, co oferują Oplotki.

I dość często nawołuję do tego, aby zacząć korzystać z Pinterest do promocji nie tylko rękodzieła. (Choćby w tym wpisie, w którym starałam się zebrać wszystkie argumenty mówiące za tym, dlaczego warto używać Pinterest do promocji).

 

 

Oczywiście know-how wyrasta z naszego handmade wszechświata, ale kiedy odkryłyśmy, że ta strategia działa dla blogerów, grafików, właścicieli sklepów internetowych, usługodawców, a nawet offline’owych biznesów, które w sieci szukają jedynie promocji… nie było innego wyjścia, by podjąć decyzję.

 

Strategiczna promocja na Pinterest to klucz 

Czas podzielić się tą pinterestową strategią jeszcze szerzej.

Dlatego zapraszam Cię do udziału w konferencji Slow Business Online Grażyny Pawtel-Lorente. To niezwykłe wydarzenie dla przedsiębiorczych kobiet startuje 14.02.2022. Mam przyjemność brać w nim udział jako prelegentka i zamierzam opowiedzieć o Pinterest jako świetnym narzędziu do kierowania ruchu do swoich miejsc w sieci.

 

 

Odliczam dni do tego wydarzenia, bo z wielką radością wspominam poprzednią edycję, w której brałam udział. Minęło 2 lata a temat wciąż tak mocno aktualny – z resztą odsyłam Cię do nagranego wtedy odcinka podcastu: 

 

 

Z dumą obserwuję pinterestowe poczynania osób, które zainspirowane moim miniwykładem zaczęły swoją przygodę z tą platformą, a dzisiaj odcinają kupony od działań, które wdrażali 2 lata temu. A piny przypięte w 2020 roku do dzisiaj przynoszą rosnące grono nowych fanów i klientów!

Tym bardziej nie mogę się doczekać, by podzielić się z Tobą Pinterestem.

Nie tylko w krótkiej, zwięzłej formie zainspiruję, aby po prostu zacząć…

Podzielę się bezpłatnym minikursem Pinterest (dla każdego uczestnika konferencji udostępniam go bezpłatnie!) oraz zaproszę na nietuzinkowe spotkanie na żywo, Q&A na temat najlepszej strategii działania na Pinterest.

 

jak promować się na Pinterest

 

Slow to dla mnie wolność, aby działać we własnym rytmie. Pinterest daje możliwość wylogowania się z internetów na miesiąc, dwa, czy pięć… Daje wolność od terroru algorytmów Facebooka czy Instagrama. To właśnie dlatego wybrałam taki temat na konferencję o biznesie w rytmie slow. Jeżeli potrzebujesz poczuć komfort bycia offline, to już wiesz, że moja prelekcja jest dla Ciebie i zaznaczysz w kalendarzu Walentynki 2022.

 

jak promować się na Pinterest

 

Konferencja Slow Biznes Online startuje 14.02.2022 i będzie trwała 5 dni. Zgromadzi 33 prelegentki, które podzielą się swoją wiedzą i doświadczeniami, po to, abyś mogła uprościć swój biznes i dostosować go do własnego rytmu i potrzeb.

Budżet nie będzie stanowił w tym przypadku wyzwania, ponieważ wystarczy pobrać bezpłatny bilet, by móc na żywo oglądać zaplanowane prelekcje (ich nagrania dostępne są przez 24h). Jeśli jednak potrzebujesz więcej czasu, przewidziana jest opcja biletu VIP – dostęp do nagrań otrzymasz na rok oraz biletu PREMIUM – w której oprócz nagrań, zgarniesz również bonusy przygotowane przez każdą z prelegentek.

 

 

Nie odkładaj tego na później! Dołącz do kobiet, które z sukcesem łączą życie zawodowe z prywatnym w zgodzie z własnymi potrzebami, prowadząc Slow Business Online

 

Odbierz swój bilet!

 

Ale nie zapomnij spojrzeć na kurs: Jak skutecznie promować na Pinterest –  podczas ferii dostępny jest ze specjalną zniżką.

 

 

A jeżeli już zyskasz więcej czasu, to może skusisz się na Ferie z Rękodziełem i promocje na nasze rękodzielnicze kursy w sklepie Oplotki.

 

jak promować się na Pinterest  

jak promować się na Pinterest

jak promować się na Pinterest

TEDx Polska, TEDx Warsaw Women

TEDx Polska, TEDx Warsaw Women

TED vs TEDx — co to takiego

Zanim zanurkuję do szczegółów – warto wyjaśnić, że oficjalne mowy TED to takie równo 15-minutowe przemówienia, o których z czystym sumieniem można powiedzieć, że „ZMIENIAJĄ ŚWIAT”. Podane w skompilowanej formie idee – od przemysłu po technologię, od sztuki po dietetykę, od wyzwań Trzeciego Świata po dylematy „zachodu”. Na oficjalnej stronie TED można znaleźć mowę chyba na każdy możliwy temat. Ale to zaledwie część nieustannej produkcji wartościowego, inspirującego kontentu! Na całym świecie organizowane są jeszcze niezależne od głównego TED-a, lokalne i tematyczne eventy na licencji  – TEDx – TEDx Warsaw Women. I to właśnie o takim lokalnym wydarzeniu będę dzisiaj pisać.

Jako że praktycznie non-stop na całym świecie organizuje się TEDx-y (czy to online, czy stacjonarnie), poprzeczka dla kolejnych mówców i organizatorów wędruje coraz wyżej i wyżej. To właśnie dlatego, napędzana dumą, ale też poczuciem, że stanowczo za mało jest ciągle kobiet na słynnej „czerwonej kropce” zaszyłam się w swoim biurze na dobre półtora tygodnia i pisałam, jak najęta. Wiedziałam, że skoro tu jesteś… i czytasz dalej… WARTO BYŁO!

 

TEDx Polska, TEDx Warsaw Women

 

Jak zostać mówcą na TEDx Warsaw Women

Czyli subiektywna ścieżka, co dokładnie, krok po kroku zrobiłam, aby 9 grudnia 2021 stanąć na słynnej czerwonej kropce i wygłosić 15-minutową mowę, która odmieniła mnie i rzeczywistość dookoła. 

Posłuchaj lub czytaj dalej.

 

Przecież to nadludzie!

TED-owe mowy oglądałam od zawsze. Jeszcze na studiach filologicznych (przed architekturą – na poznańskim uniwerku) w ten sposób dokarmiałam wokabulariusz i badałam akcenty. Uzależnienie od inspirujących kwadransów weszło mi w krew. Mogę powiedzieć, że wymyśliłam sobie format podcastów, zanim go poznałam, bo nagrywałam składankę mów w formie audio i tak wyruszałam w piesze wędrówki po mieście (dzięki temu poznałam urbanistykę Poznania) albo zabierałam się za czasochłonne makiety nowych projektów jeszcze na studiach i potem w pracy zawodowej (ahh te godziny klejenia ze styroduru… no! Handmade w pełnej krasie). 

Czułam jakiś taki niesamowity podziw pomieszany z zazdrością pod tytułem “chcę być taka, kiedy dorosnę”. Niby chwila na scenie, ot, co!  (po prostu pogadać), ale jednocześnie wydawało mi się to jakieś takie nadludzkie. Pamiętam nawet TEDx Poznań – pierwszy event, na którym byłam osobiście (oczywiście w roli widza)  – i to przedziwne uczucie, kiedy można było po prostu pogadać z ludźmi, którzy chwilę temu stali na czerwonej kropce na scenie, których od dawna podglądałam w internecie i podziwiałam.

Bezcenne.

TEDx Warsaw Women

Skąd w ogóle pomysł

Gdzieś tam na dnie głowy było marzenie, żeby też tak kiedyś zainspirować, opowiedzieć o czymś większym, niż ja sama, zanurzyć się w mówieniu z głębiny duszy. To marzenie jednak wraz z ukończeniem studiów… na długo wylądowało na przykurzonej półce pt.“na potem” w gąszczu miliona rzeczy z serii codzienności pt. “na już”. Przyznam, że kiedy podczas pauzy od architektury zanurzałam się w macierzyńskim lukrze, to właśnie TED-owe mowy znowu pozwalały unosić się nad ziemią i odrywać od codzienności. Tym razem już w wydaniu podcastowym. Myślę, że to właśnie te krótkie, inspirujące przemówienia kapały do mojej głowy, że można robić rzeczy inaczej, po swojemu, na przekór utartym ścieżkom. Niewątpliwie to dzięki nim odważyłam się pójść za intuicją i wystartować z OPLOTKI. Kiedy kilka lat później, na scenie jednej z konferencji mojej mentorki biznesowej  odbierałam nagrodę… i w totalnym zaskoczeniu improwizowałam ze wzruszającym podziękowaniem… ona rzuciła prowokująco “Twoje miejsce jest na scenie”. A że branding Sigrun ocieka czerwienią i jakoś tak wyszło, że pierwsze skojarzenie powędrowało do znajomego formatu TED-owej mowy na czerwonej kropce… to wiem, że tam tak naprawdę zaczęły się dla mnie przygotowania do tegorocznego wystąpienia…

3 lata temu Sigrun zasiała w mojej głowie ziarenko.

Nieśmiałą myśl, że może ja… kiedyś… też…

Ale, jak wiemy… od pomysłu… do realizacji…

 

TEDx Polska

 

Ale to przecież nie dla mnie

Oczywiście!

Gdzie tam JA?!

Z tym moim biznesem w oparciu o rękodzieło — na scenę TED?! Poważnie! 

Tak wyglądały moje wewnętrzne paradoksy. 

Z jednej strony wielkie marzenie. 

Z drugiej poczucie, że co ja tam właściwie miałabym powiedzieć! 

Taka mała ja!

Przyznam, że potrzebowałam wielu kropelek, które dolewały mi morza pewności siebie, aby w końcu wypłynąć na fali… pandemii…

Okazało się, że oplotkowe przesłanie łączenia ponad podziałami, zatrzymywania się przy rękodziele, aby złapać oddech od tempa codzienności… to jest coś, co stało się już nie tylko przyjemnym luksusem, ale niezbędnym narzędziem, by nie zwariować w tej naszej wymuszonej Covidem rewolucji cyfrowej!

To wtedy, kiedy kolejne firmy i indywidualne osoby zaczęły szturmować Oplotkowe kursy i warsztaty rękodzieła online, szukając oddechu od tej upudrowanej internetowej idealności… zrozumiałam, że to wystąpienie, to nie jest już kwestia mojej wewnętrznej walki pt.” wypada mi, czy nie”.

 

To już jest kwestia obowiązku!

Tak! Kwestia obowiązku podzielenia się czymś, co uratowało mi życie, uchroniło od okołomacierzyńskiej depresji, zrewidowało definicję sukcesu, by nie ścigać się w nieswojej grze, ale zacząć budować własne boisko!

Coś, co  dało mi narzędzie do pierwszego w życiu biznesu w oparciu o najgłębsze wartości – należy się też innym!

Poczułam, jak nigdy wcześniej, że to, co robię w OPLOTKI to już nie tylko moja mała mozaika kompetencji, mocnych stron, marzeń, wartości i wielkiej potrzeby mówienia głośno, że biznes da się holistycznie, bez udawania, z trójką dzieci, w środku pandemii i na własnych warunkach.

 

To już jest większa układanka. 

Potrzeb otaczających mnie ludzi, trendów zmieniających ten świat, wielkiego zwrotu, który dzieje się na naszych oczach. 

Poczułam, że jestem częścią tych zmian, na które czekałam całe życie. 

Poczułam, że moim obowiązkiem jest wycisnąć z siebie więcej, niż strach, obawa przed oceną, brak doświadczenia jako profesjonalny mówca. 

Wiedziałam, że jeżeli ja stanę na tej scenie… to TY! TEŻ TAM BĘDZIESZ! 

Kwestia czasu.

(I konkretnych kroków, które warto podjąć, aby pomóc trochę losowi..;P) 

Dlatego ten tekst!

 

TEDx Polska, TEDx Warsaw Women

 

Zapinaj pasy i szykuj się na podróż po check-pointach, które trzeba odhaczyć, aby stanąć na czerwonej kropce TEDx Warsaw Women :))) 

Pamiętaj, że piszę z perspektywy swojego doświadczenia – i powołuję się na osoby, z którymi dane było mi się spotkać w trakcie tej niesamowitej podróży – ale takie dane warto aktualizować, bo to wydarzenie zmienia się z roku na rok.

 

Formularz

Aplikacja do TEDx to coś, o czym nie miałam pojęcia! Wydawało mi się, że pewnego pięknego dnia zgłosi się do mnie organizatorka jednego z TEDx-wych eventów i w myśl zasady “siedź w kącie, a znajdą Cię” zaprosi do występu. 

Ta.

Pewnie!

Bo przecież organizatorzy TEDx owych konferencji czytają w myślach i potrafią telepatycznie wyłowić pełnych werwy mówców gotowych rzucić wszystko i wsiąść na półroczny rollercoaster emocjonalno-mentalny, by przygotować się do tego dnia!

 

Jak aplikować do TEDx? 

Po prostu aplikować! 

Warto po prostu zacząć śledzić event na długo przed konferencją, aby nie przegapić króciutkiego okienka, kiedy można zgłosić siebie lub kogoś znajomego jako mówcę. Co najważniejsze, zgłoszenie to nie gwarancja, a zaledwie możliwość zasygnalizowania gotowości i chęci rozpoczęcia procesu przygotowań. Dopiero po ich przejściu możesz oficjalnie zostać wybrana do udziału w wydarzeniu i wygłoszenia swojej mowy! 

Warto pamiętać, że każdy event ma swój motyw przewodni, hasło, myśl, która przyświeca w procesie rekrutacji. To, że nie zostaniesz zaproszona/y jako speaker nie znaczy, że Twoja  idea jest do niczego. Raczej tyle, że może nie pasuje do zamysłu wydarzenia, albo po prostu ktoś o zbliżonym temacie jest już na pokładzie!

Ja dowiedziałam się o tym dopiero, po długim czasie. Już dawno po tym, jak zostałam oficjalnie zaproszona do udziału w TEDx Warsaw Women. Dzielę się tą informacją, bo wiem, że może pomóc, jeżeli z jakichś powodów Twoja aplikacja nie została przyjęta. To nie z Tobą jest cos nie tak, to nie idea jest zła… po prostu w jakiś sposób nie pasuje do zamysłu danego wydarzenia. Tego konkretnego, nie wszystkich!

 

IDEAS worth spreading

No właśnie.

IDEAS. 

Nie reklama Twojej firmy, nie historia życia, nie chwalipost, czy laurka dla współpracowników. 

IDEA!

To bardzo ważne podczas aplikowania.

Pamiętaj, że zgłoszeń jest zazwyczaj dużo więcej, niż otwartych miejsc dla mówców. Na tym etapie osoby decydujące o Twoim udziale w procesie chcą poznać ideę, którą chcesz się podzielić ze światem. To ta myśl, która jest większa, niż Ty, Twoja historia, działalność, miejsce, w którym chcesz być za 10 lat. To coś, co zostanie w głowach słuchających Cię osób. Ta rzecz, która sprawi, że inaczej zaczną spoglądać na świat, albo zrobią coś inaczej, niż dotychczas. 

Teraz wiem, że to jest ta część, która zdecydowała, że zostałam zaproszona do pracy nad mową pod okiem zespołu organizacyjnego TEDx Warsaw Women. Właśnie ta idea, o której opowiedziałam w formularzu. 

W głębi serducha czuję też, że pomógł też fakt, że serdeczna przyjaciółka z biznesowego mastermindu wypełniła formularz, polecając moją ideę, co dodatkowo dodało wiarygodności mojej aplikacji (Kasia! DOZGONNA WDZIĘCZNOŚĆ, której nie sposób wyrazić słowami). 

 

TEDx Polska

 

Jak zostałam mówcą TEDx

Nawet po pomyślnym wypełnieniu formularza i tym pamiętnym dniu, kiedy do Twojej skrzyneczki wpada mail “zapraszamy do udziału w TEDx jako mówca”… to jeszcze nie koniec niepewności. 

A właściwie — to dopiero początek. 

Taka oficjalna informacja znaczy mniej więcej tyle, że możesz rozpocząć półroczny proces pracy nad swoją mową. A dokładniej — szykować cotygodniowe piłowanie swojego przemówienia, bez gwarancji, że na pewno wystąpisz 😉 

Tak. 

Teraz już wiem, że to zamierzona strategia. Dzięki temu organizatorzy dosłownie w ostatniej chwili decydują, kto ostatecznie pojawi się na scenie. Dzięki temu nawet najlepszy mówca, który jednak zapragnie stanąć na czerwonej kropce bez przygotowania i improwizować… skutecznie zostanie wykluczony z udziału w konferencji. 

Świetna strategia! A dla mówcy – motywacja do pracy. 

TEDx to szansa, aby na scenie pojawiły się osoby, które nie są zawodowymi mówcami. Proces przygotowania to ogrom pracy, ale też i dar dla tych, którzy noszą w sobie ideę, ale jeszcze nigdy w profesjonalny sposób nie przygotowywali się, aby o niej opowiedzieć. 

Przyznam, że ogrom pracy gwarantuje, że nawet bez tzw. “speaking skills” jesteś w stanie świetnie się przygotować, a jednocześnie…jeżeli myślisz, że już wszystkie rozumy w tej materii pozjadałaś /łeś – to prawdopodobnie odpuścisz sobie po drodze i w drodze naturalnej selekcji “odpadniesz”. 

Poniżej zamieściłam krótkie video, które nagrałam wraz z osobą, która wspierała mnie podczas pracy nad mową. Lana jest jedną ze współorganizatorek konferencji TEDx Warsaw Women i bezpośrednio odpowiadała za nadzorowanie mojego procesu przygotowania mowy. 

 

 


TEDx Warsaw Women — Dlaczego tak bardzo zależało mi na tym właśnie wydarzeniu? 

Konferencji na licencji TEDx jest wiele. Nie tylko w Europie, ale nawet w samej Polsce. Nieoficjalnie jednak mówi się, że TEDx Warsaw Women jest jedną z największych i najbardziej rozpoznawalnych, ale również najbardziej obserwowanych, a zatem i wpływowych. Dla mnie osobiście nie tylko to było ważne. Najcenniejszym był fakt, że jest to konferencja, na której tak wielką uwagę skupia się na głosie kobiet. Wiedziałam, że mój przekaz jest tak mocno skierowany do silnych, niezależnych liderek, że nie wyobrażałam sobie innego wydarzenia. Wiedziałam, że chcę mówić o Handmade w kontekście innych kluczowych zmian w podejściu do leadershipu, które są symbolizowane przez mówczynie tego dorocznego wydarzenia. 

Czuję ogromną wdzięczność, że mogłam właśnie obok tak świetnych przemówień opowiedzieć swoją prawdę.

 

 

Proces pracy nad mową

No właśnie. Kiedyś też wydawało mi się, że ci, którym się płaci za mówienie na scenie, mają fajną robotę. Dopóki nie doświadczyłam, ile pracy trzeba włożyć, aby przygotować  kwadrans na scenie! I nie, nie ma w tym ani trochę przesady. Cotygodniowe konsultacje, przebudowa mowy, zmiana kluczowej tezy, nasilenie i łagodzenie gestykulacji, aby znaleźć ten magiczny złoty środek… no i oczywiście balans pomiędzy osobistym podejściem i drżącym głosem, kiedy otworzysz się za bardzo. Każde zdanie powtarzane miliony razy, żeby akcent (mówiłam po angielsku) położyć na odpowiednią sylabę. Każdy akapit szlifowany do perfekcji, żeby brzmiał naturalnie, jakbym rozmawiała z bliską przyjaciółką. 

Przyznam, że samo przygotowanie mowy dało tak wiele porządku w głowie i myślach, że wszystkie elementy misternie budowanej mozaiki zgrały się w spójną całość, jakby nigdy nie były tylko miliardem strzępów myśli. 

To irracjonalne poczucie, że z jednej strony nasza idea od zawsze tkwi w naszej głowie i sercu, a z drugiej strony, kiedy zaczynamy o niej mówić, to wylewa się potok słów. A przecież na scenie mamy tylko moment na wartką strużkę słów. Zero powodzi, zero rwącej rzeki. Tylko szemrający potok, przy którym miło stanąć, aby zanurzyć stopy. 

Nie mam kłopotu mówić. 

Webinary, warsztaty on-line, przemówienia.

Pikuś. 

Jednak zdałam sobie sprawę, że najczęściej mówię do osób, które już w jakiś sposób wybrały, aby wejść do świata handmade. 

Co innego tak ogólnie! Do wszystkich!

No bo jak tu w 15 minut streścić prze-bogactwo naszego rękodzielniczego świata!

Jak sprawić, by ta idea porwała nawet najbardziej opornych na handmade?

No właśnie. 

Po to właśnie ten półroczny proces pracy nad mową. 

Jestem ogromnie wdzięczna, że to właśnie Lana była moją towarzyszką w tej ekscytującej podróży.

 

 

Ostatnia prosta przed TEDx — wizerunkowe szlify 

Przyznam, że ogrom pracy pozostawił niedosyt tylko w jednym miejscu.

Wiedziałam, że mowę mam “wykutą na blachę”… żeby nie powiedzieć “wrytą w głowę”.

Wyzwaniem okazało się jednak typowe, chyba dla każdej kobiety: ”co ja na siebie włożę??!”

Standard pt. “czerwona kiecka i szpilki” totalnie do mnie nie pasował. Po pierwsze w mowie opowiadam, z jaką dumą porzucam ściganie się w szpilkach z panami na budowie, by rozbijać przysłowiowy “szklany sufit”. 

Po drugie – wywodzę się ze świata mięciutkiego handmade, które nie tylko dosłownie otula wełnianą dzianiną, ale w kwestii biznesowej daje komfort biznesu on-line bez uwierającej pozy. Dokładnie o tym była moja mowa…

Wiedziałam też, że mój speech to swoisty manifest kobiety, która tworzy biznes 2.0 – taki z trójką dzieci pod pachą, na warunkach, które sama sobie stworzyła. 

Wiedziałam, że szpilki to zdecydowanie NIE JEST look, który chcę lansować w biznesie przez duże B. 

To już było. 

Idzie nowe. 

Wiedziałam, że doszlifowanie podprogowego przekazu mojej mowy wyrażonego ubraniem, detalem, makijażem, fryzurą… to integralna część samego przemówienia. 

Wiedziałam, że mam w swojej sieci kontaktów jedyny słuszny wybór dla takich zadań specjalnych!

 

 …Beata Salomea — najlepsza specka od TEDx look!

Zaczęło się niewinnie — to Beata zaczepiła mnie, kiedy zaczęłam się oficjalnie chwalić, że będę przemawiać (mimo że przygotowania trwały pół roku, to oficjalnie wolno nam było pochwalić się dopiero na około miesiąc przed samym wydarzeniem, żeby wziąć udział w procesie promocji eventu). Ona już wiedziała, choć ja sama nie miałam pojęcia. 

Wkrótce przyszło mi się przekonać! (Beata – jestem  dozgonnie wdzięczna!)  

To, jak wyglądasz tego dnia jest ultraważne — i nie, nie mówię o tym, że przez tę krótką chwilę wszystkie oczy (włącznie z okiem kamery) zwrócone są na Ciebie! Mówię o tym, że jeżeli masz na sobie strój, który świadomie wybrałaś, bo wiesz, że obraz mówi milion słów… to twój poziom pewności siebie wzrasta o te detale, które robią OGROMNĄ różnicę. 

No bo wyobraź sobie! 

Wychodzisz na scenę. 

Wiesz, że wszyscy patrzą. 

Wiesz, że to nagranie trafi na oficjalną stronę, profil YT TEDx i kto wie, gdzie jeszcze!

A Ty uzbrojona jesteś po zęby!

W głowie idea, która jest większa, niż ty sama. 

Na Tobie ubranie, które świadomie, w drodze pieczołowitego, superprzyjemnego procesu wybrałaś pod okiem specjalistki od psychologii mody i miliona innych związanych z wizerunkiem turbo-fascynujących rzeczy związanych z szeroko pojmowanym wizerunkiem. 

Na nogach buty, które dodają pewności chwiejnym krokom. 

Włosy i makijaż dokładnie TWOJE, bez pozy, maski i wrażenia, że to jakaś alternatywna wersja Ciebie. 

Styl, który jest w 100% TWÓJ!

Taka TY, tylko bardziej!

Jak widzisz, nie potrafię tego logicznie opisać – ale to chyba znak, jak ważne są te emocje. 

Koniecznie zobacz to krótkie nagranie – udało mi się złapać Beatę (choć tak, jak ja – biznes u niej przy trójce dzieci na pokładzie!), aby mogła podzielić się, jak pracuje nad takim bezcennym dla mówców i przedsiębiorczyń efektem. 

 

TEDx Warsaw Women – big day

Choć do Warszawy przyjechałam już dzień wcześniej i miałam wielką przyjemność uczestniczyć w próbie generalnej w teatrze Szóste Piętro… to nic nie zastąpi emocji tego wielkiego dnia!

Przepiękny pokój hotelowy z widokiem na centrum, który powitał mnie przepysznym deserem z widokiem na stolicę. 

 

14-te piętro, które sprawiło, że nie tylko w przenośni, ale niemalże dosłownie… unosiłam się nad ziemią – dawało niesamowity widok na centrum Warszawy. Królewskie śniadanie w dniu tak ważnego wydarzenia… w ciszy i skupieniu (dzieci były u babci, Jacek w delegacji służbowej) – BEZCENNE. 

Spacerek do Pałacu Kultury. Mróz, który szczypał w policzki i otrzeźwił umysł. 

I zaczęło się. 

Mały tłumek prawdziwych ludzi. Po trzech latach wirtualnych eventów – w końcu wydarzenie na żywo!

Obowiązkowe maseczki, dezynfekcja rąk i oświadczenia Covidowe. 

 

 

I zadziało się!

Dokładnie 9 go grudnia 2021 w centrum Warszawy podczas TEDx Warsaw Women o 12.35 stanęłam na czerwonej kropce i wylałam z siebie potok słów szlifowanych przez ostatnie pół roku. 

Wieczność trwająca 15 minut zmieniła mnie na zawsze. 

Niewiele pamiętam przed i po. Pamiętam ciepłe słowa. Pamiętam świetną atmosferę, Pamiętam wspólne fotki i uściski. Nawet wzięłam udział w warsztacie fotograficznym z Karo Glazer (ogromnie dziękuję za tą pożyczoną czarną koszulę!)… ale za cholerę go nie pamiętam… a patrząc na fotkę, nie mogę uwierzyć, że ta z tyłu, za tymi kobietami-rakietami… to ja!

 

projekt

 

Co pamiętam najlepiej to bezcenne uczucie.

To irracjonalne wrażenie, że taki moment to wisienka na torcie!

Cały proces przygotowań to ten ogromny tort pełen różnych smaków. Było słodko, było kwaśno, było czasem i trochę gorzko. Szczególnie kiedy wszystkie inne priorytety pędzącej codzienności spychałam na „po TEDx”. Jedno wiem – warto było. Super cenne lekcje i niezapomniane kontakty zabieram ze sobą z tego procesu na zawsze. 

Samą mowę – a właściwie jej oficjalne, zmontowane nagranie,  wkleję tutaj, dla Twojej wygody, choć możesz ją też oglądać bezpośrednio na oficjalnym profilu TEDx.

 

TEDx Warsaw Women – Afterparty

Oczywiście, jak to mówią, “co w Vegas zostaje w Vegas”… bo nie da się tutaj opowiedzieć bezcennych rozmów, atmosfery luzu pomieszanego z dumą z tego wielkiego dnia. Organizatorzy, goście, mówcy… wszyscy przy wtórze głosu Karo, która uraczyła nas swoim świeżutkim świątecznym numerem. Najbardziej cieszyłam się z tego, że samo przyjęcie było właściwie w tym samym kompleksie budynków, co mój hotel – stres pt. taksówka, spacer w mrozie, zniknął i można było po prostu się “nagadać”. 

Jeszcze w pokoju hotelowym siedziałam do wieczora i przeglądałam zdjęcia w social mediach… ciągle nie mogąc uwierzyć, że ten dzień wydarzył się naprawdę. Pamiątkowy dyplom leżał obok mnie, wcinałam nawet pierniki z logo eventu… dyskutowałam z niezastąpionymi koleżankami z biznesowego mastermindu, które dmuchały mi w skrzydła przez cały okres pracowitych przygotowań… ale jednak i tak nie mogłam uwierzyć…

 

 

TEDx Warsaw Women

 

What Now

No właśnie! To jest świetne pytanie!

Hasło przewodnie TEDx Warsaw Women 2021 brzmiało właśnie tak.

TEDx Warsaw Women – WHAT NOW.

Nasze mowy były niejako odpowiedzią na to pytanie… ale jednocześnie – takie właśnie hasło pozostało w mojej głowie, kiedy wsiadałam do pociągu Warszawa-Poznań. Oglądałam sobie jeszcze nagrania (przez kilka dni można było oglądać relację na żywo z wydarzenia, później została usunięta, a jej miejsce zajmą zmontowane, przetłumaczone mowy na oficjalnym profilu).

Jakieś to takie było surrealne!

Niby wiedziałam, że to było wczoraj, a i jednocześnie wydawało się, jakby to był sen. 

Walizka pełna pamiątek. Głowa pełna inspiracji… i poczucia, że właśnie zwieńczyłam jakiś etap, ale jednocześnie otworzyły się jakieś nowe drzwi. 

Do czego?

Niewątpliwie niebawem Ci o tym opowiem…

 

Tymczasem chcę Cię zostawić z myślą, która przyszła do mnie na długo po samym wydarzeniu. 

Pamiętasz? Na początku pisałam Ci, że ten TED jakoś tak przewijał się przez moją głowę. Może u Ciebie też tak jest?

Aby zacząć działać, potrzebowałam jednak konkretnego bodźca. 

Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że tą kropelką, która wylała falę entuzjazmu do występów, był moment na scenie mojej mentorki Sigrun. W siódmym miesiącu ciąży poleciałam wtedy do Zurychu, w obstawie męża przeświadczonego, że w razie czego, będzie ratował z zagranicznej porodówki. Ku mojemu zaskoczeniu zostałam obdarowana tytułem “Most Inspiring SOMBA 2019”. Somba to skrót od Sigruns online Mba program nauki biznesu online, o którym pisałam już wcześniej.

I nie chodzi nawet o samą nagrodę (i fakt, że tak utalentowana, samoświadoma, imponująca mi właściwie wszystkim, społeczność przedsiębiorczyń z całego świata oddała na mnie głos w tym plebiscycie…) – chodzi o ten moment na scenie. 

Sigrun mogła po prostu wręczyć mi tę nagrodę, uściskać dłoń i przejść do kolejnego punktu programu konferencji. 

Tymczasem, ku mojemu zaskoczeniu, zadała kilka pytań, poprosiła o krótką mowę. 

Totalnie nieprzygotowana – mówiłam z serca. Słowa jakoś tak same przychodziły do głowy, a adrenalina sprawiła, że złożyłam je w całkiem zgrabną całość. 

Wiem, bo później długo jeszcze odbierałam gratulacje związane z tą mową… i niedowierzanie, że była spontanicznie, na szybko skleconą porcją zdań…

Ta mieszanka emocji, łaskoczącego ego dyskomfortu bycia w świetle reflektorów, irracjonalnego poczucia, że scena to potężne narzędzie, by podzielić się moim przesłaniem… sprawiła, że raz zasiane ziarenko o czerwonej kropce zaczęło kiełkować na poważnie. 

Potrzebowałam tego zewnętrznego  “pozwolenia”, że mogę.

 

Dlatego napisałam ten (wiem, wiem, przydługawy) tekst.

Może Ty też potrzebujesz takiego pozwolenia?

Może po prostu nie wiesz, jak krok po kroku to zrobić?

Może nie czujesz się wystarczająca?

Też tam byłam!

A teraz jestem tutaj. 

Po drugiej stronie strachu.

I powiem Ci… widoku nie da się porównać do niczego innego. 

Mój występ na TEDx Warsaw Women to tak naprawdę suma wsparcia od niesamowitej społeczności. Niezastąpione koleżanki z mastermindu, które były ze mną nawet na Zoom-ie kilka godzin po tej wielkiej chwili, by świętować wspólnie.  Ta świadomość, że celebrowanie sukcesów to tak samo ważna część wspólnego wzrostu, jak wyciąganie wniosków z porażek. Ta świadomość, że kiedy Ty już jesteś blisko poddania się – ktoś powie “odpocznij i szturmuj szczyt!”. Ty też masz prawo otoczyć się takim wsparciem! Korzystaj! 

Jeżeli szukasz nowej inspiracji – otwarcia się na nowe znajomości i dmuchanie w skrzydła po wspólne cele – zaglądaj na stronę mojego mastermindu – https://oplotki.pl/mastermind/ 

————-

 

Ps. Teraz TEDx Warsaw Women 2021 żyje we mnie i wokół mnie własnym życiem…

O tym dniu pewnie jeszcze długo będę mówić, pisać, dyskutować… więc w tej części wpisu spodziewaj się aktualizacji i nowych materiałów  – pierwszy z materiałow – to podcast jednej z mówczyń. Aga zaprosiła mnie i dosłownie dzień przed świętami – między bigosem a pakowaniem prezentów nagrałyśmy wspólny odcinek o odwadze, gdzie przemycamy też wiele praktycznych wskazówek odnośnie tego, jak zostać mówcą na TEDx. 

 

 

Jako że TEDx Warsaw Women w moim wydaniu nie byłoby, gdyby nie moment totalnej zmiany podejścia do biznesu – z wyścigu na szpilkach i architektonicznego przebijania przysłowiowych szklanych sufitów, do holistycznego biznesu w oparciu o rękodzieło – z trójką dzieciaków w tle i wykorzystaniem tych umiejętności, które przychodzą mi najbardziej naturalnie – jestem Ci winna taką właśnie inspirację. 

Wierzę, że jeżeli biznes wspiera nasze życie prywatne, a nie odbywa się jego kosztem, to te dwie sfery życia się wzajemnie napędzają. Nie jestem już Agnieszką z pracy i Agnieszką z domu. Jestem jednym, a to dzięki niesamowitym możliwościom, które dał mi biznes on-line. W tym obszarze nie znam lepszej mentorki niż ta, z którą współpracuję od ponad 4 lat. Mogę śmiało powiedzieć, że wszystko zaczęło się od jej wsparcia – jeżeli też chcesz z niego skorzystać sprawdź, co aktualnie oferuje  albo pisz bezpośrednio do mnie – jestem dumną ambasadorką jej programów i często wspomagam nowe osoby w naszej społeczności jako #sombamentor.

 

 


A jeżeli chcesz poznać mnie bliżej od strony biznesowej – wskakuj na https://agnieszkagaczkowska.pl/

Trzymam kciuki za Twój dzień na czerwonej kropce!

Koniecznie daj znać, jeżeli ten tekst w jakiś sposób pomógł:

agnieszka@oplotki.pl

 

TEDx Warsaw Women

 

 

handmade sukces, podsumowanie roku

Subiektywne podsumowanie roku 2021,

czyli ostatni w tym roku odcinek podcastu Oplotki

Jak co roku pora na podsumowanie. Tym jednak razem bardziej subiektywnie i szczerze… Szczerze o prawdziwej cenie sukcesu…

Podsumowanie roku – Visibility

Co roku przyjmuję jedno hasło przewodnie, któremu podporządkowuję strategię działania. W tym roku angielskie VISIBILITY przełożyło się na ogromną widoczność w mediach, ale popularność i mówienie coraz głośniej o misji zarażania pozytywnym bakcylem rękodzieła miały i drugą stronę medalu. 

Tradycyjnie, jak co roku zapraszam Cię do zanurkowania do subiektywnego podsumowania roku w naszym ekosystemie wsparcia twórców i fanów rękodzieła OPLOTKI. W tym roku o widoczności, popularności, sukcesie i jego różnych definicjach. I o prawdziwej cenie szeroko rozumianego spełniania marzeń. 

 

Dlaczego w ogóle VISIBILITY?

No właśnie – warto zanurkować do korzeni. Dlaczego właśnie takie hasło wybrałam, podsumowując 2020, aby uczynić z niego motyw przewodni 2021?

Od lat kompulsywnie czytam biografie i podglądam ludzi, którzy zmieniają ten świat. Imponują mi i poruszają w moim sercu taką strunę, która sprawia, że codzienne problemy mikrusieją na rzecz rzeczy “naprawdę ważnych”. 

Zrozumiałam, że odkąd sama zaczęłam pracować z mentorką biznesową w 2017 (o Sigrun i jej online MBA pisałam tutaj) i podglądałam jej coraz śmielsze poczynania, sama zaczęłam porywać się na coraz większe cele. Kiedy zauważyłam, że moje sukcesy uskrzydlają kolejnych twórców rękodzieła do wyjścia z ukrycia i działania, pokazywania światu polskiego handmade, dzielenia się niszowymi technikami… poczułam wiatr w skrzydłach. 

Wiedziałam, że im więcej twórców dostrzeże, co robię, tym większe szanse, że kolejni rękodzielnicy zaczną wokół handmade budować swoją regularną działalność zarobkową, a tym samym kolejne pokolenia odbiorców skorzystają z dobrodziejstw, jakie niesie ze sobą paleta uniwersalnych wartości zaklętych w rękodziele. Taka trochę drabinka w duchu “skoro ona może, dlaczego nie ja!”… która efektem motyla, gdzieś, kiedyś… sięgnie moich córek i syna. 

Ekspozycja i sukces… kosztują

Oczywiście, kiedy przyjmowałam na 2021 jako cel przewodni skupienie na szeroko rozumianej widoczności — pierwsze, w co zainwestowałam to promocja, reklama, PR. Z drugiej strony — ogromną inwestycją było powiększenie naszego zespołu. Nie mówię tutaj oczywiście tylko o oczywistych, finansowych kosztach – raczej tych wymagających ode mnie ogromnego przyrostu wiedzy i kompetencji w obszarze umiejętności publicznego mówienia oraz szeroko rozumianego leadershipu — czyli po ludzku — umiejętności świadomego tworzenia zespołu. Przyznam, że długo wydawało mi się, że delegowanie zadań to już coś – ale kiedy z trybu wirtualnej asysty wraz ze zmianą osób wspierających (zwłaszcza technicznie) Oplotki, zaczęłam przechodzić w tryb budowania własnej organizacji, oddawania coraz bardziej odpowiedzialnych zadań z pełnym zaufaniem do “project-menagerujących” wymiataczek… moja głowa eksplodowała. 

Dotarło do mnie, jak wiele kosztów psychicznych ponosi ktoś, kto teoretycznie “nic nie robi” – nauczenie się na nowo, jak pozwalać, aby inni popełniali własne błędy, wymyślali nowe, zoptymalizowane procedury funkcjonowania naszego oplotkowego “zaplecza” to była lekcja pokory i samopoznania. No bo jak tu nie wymądrzać się wiecznie, skoro “wiem lepiej”… i pozwolić, aby ktoś na nowo odkrywał, jak realizować poszczególne zadania! Przecież Oplotki to moje biznesowe dziecko! Jak tu oddać ster komukolwiek innemu?!?

Zupełnie inaczej słucham teraz przechwałek “zarabiam 50 tysięcy miesięcznie pracując 3 h dziennie” — szczerze?! Sama pracuję nie więcej niż 5 (najmłodsza córcia z limitem godzin u niani to skutecznie egzekwuje), przychód to jakieś trzy razy tyle miesięcznie, w momencie, kiedy to piszę, ale mimo wszystko wiem, ile pracy kosztowało dojście do tego punktu… i wcale nie oznacza to, że jest tak bajecznie. Wcale nie leżę sobie i nie pachnę przez pozostałe 19 z mojej codziennej doby. 

Poziom odpowiedzialności

Choćby za wynagrodzenia rosnącego zespołu dodaje zupełnie innego balastu – i owszem – uwolniony czas cieszy… ale poziom działalności wkracza w etapy zupełnie nowych wyzwań, a głowa pracuje, nawet w wolnym czasie – na zupełnie innych obrotach… momentami SZALONYCH!

Oczywiście nie piszę tego, aby marudzić – wręcz przeciwnie – pękam z dumy, że misternie budowany cel, jest w końcówce roku już rzeczywistością – piszę jednak, aby dać Ci taki filtr, przez który warto czasem popatrzeć na sukcesy, o których trąbi sieć. Owszem – one są prawdziwe – jestem żywym dowodem… ale żaden z nich nie spada nagle z nieba – a dzisiaj właśnie o “ukrytych kosztach” takich tryumfów. 

Jak zbudowałam sukces pracując zaledwie 5 godzin dziennie

 

No dobra, żeby nie było tak gorzko. 

Rzeczywiście czuję się szczęściarą. Kiedy budowałam ten biznes, motorem napędowym była (i jest) rodzina – trójka dzieci, mąż, za którym szaleję, nawet, jak mam na niego focha roku… to były od początku obszary, gdzie chcę lokować swój czas, finanse, energię… a model pracy od początku miał być skrojony tak, aby, niczym bluszcz, obudował ten szkielet. To, co pod koniec zapracowanego 2020 roku wydawało się niemożliwe (niezastąpiona Ania już wtedy wspierała mnie pełną parą i wiedziałam, że idea zespołu nie jest mrzonką, ale wirtualna asysta coraz bardziej ciążyła takim balastem pierdyliarda mikrozadań, które wraz z rozwojem Oplotki mnożyły się na potęgę), na początku 2021 było wizją kultury organizacyjne z inspirującą CEO-liderką na czele. Z uporem maniaczki, przy niezliczonych inwestycjach w mindset, rozwój osobisty i szeroko rozumiany leadership skills właśnie się materializuje.

Oczywiście – te sukcesy to nie tylko ja – to cały zespół – ale widzę, jak bardzo człowiek potrzebował “oduczyć się” chorego zosio-samosiowania, żeby rzeczywiście móc sobie pozwolić na taki model 5-godzinnego dnia pracy.

Jak wygląda mój dzień?

Śniadanie z rodzinką, każdy w swoją stronę (szkoła, zerówka i niania w drodze Jacka do pracy)… a ja do biura (czyt. pokoju obok). To moje “złote godziny” – pełne skupienie od rana, zwieńczone spotkaniem (z zespołem, mastermindem, konsultacją ze specjalistą, lub godziną pracy jako biznesowa mentorka u Sigrun, gdzie teraz ja dzielę się wiedzą, którą jeszcze 2 lata temu połykałam w jej online MBA)  w okolicy 11.00, bo już o 12.00 odbieram malutką od niani i w ciągu max. 2 godzin ogarniam obiady, drzemki, tulanko i obowiązkowe wierze z Duplo :P. Kiedy mała śpi — mam jeszcze godzinkę na uporządkowanie tego, co “nie zdążyłam” w pracy, zaplanowanie kolejnego dnia, jakieś telefony i tzw. “bieżączkę”. Każde bezsensowne scrollowanko to zbyt wysoka cena za czas, który umyka… koniec drzemki i twarde STOP dla czasu pracy. 

Czasem zdarza mi się jeszcze przysiąść wieczorem, ale to nie jest dla mnie dobry czas, mózg raczej w trybie kreatywnej rozmowy, dziergania,  niż pracy – więc 2 razy w tygodniu serwuję sobie mastermindowe pogadanki (tak, tą działalnością nie chwaliłam się głośno, ale już i tak plotka o prowadzonych przeze mnie grupach mastermind “się poniosła” – więc oficjalnie linkuję – bo już powoli ruszam z rekrutacją) a co środa realizuję spotkania na Zoom w naszym flagowym programie AKADEMIA RĘKODZIELNIKA, gdzie wspieram (wraz z naszym niezastąpionym zespołem ) twórców handmade, którzy budują swoje marki i przedsiębiorczą postawą łączą się z nami w misji szerzenia “pozytywnego bakcyla” rękodzieła. 

 

Przyznam, że na 5-cio godzinny dzień pracy musiałam “zasłużyć”

Budując (często po nocach) świetne kursy on-line, ebooki  dla twórców (choćby Pinterest dla twórców rękodzieła , Handmade hobby, czy biznes, ebook o wycenie i o warsztatach oraz programy dla fanów rękodzieła (kurs szydełkowania, makramy, punch needle on-line i inne) często tworzone choćby z uczestniczkami Akademii Rękodzielnika — jak kurs haftu strukturalnego z Anią oraz nadchodzący kurs drutów z Martą. 

Więc kiedy czytam czasem te wszystkie wpisy blogowe o sielskim życiu w online biznesie i milionach, które lecą z nieba… uśmiecham się pod nosem i robię swoje dalej.

Nie, nie piszę tego, aby Cię zdemotywować — ale też mam wrażenie, że lukrowanko rzeczywistości, która w pierwszych latach biznesu to najczęściej zarwane noce i robota, kiedy się da i gdzie się da… to nie droga do wzmacniania siebie nawzajem jako przedsiębiorcy. 

Ja o tym, że potem jest lżej

Może nie do końca takie drinki z palemką na plaży, ale zdecydowanie przyjemniej. 

Zauważyłam, że to taki turbo przyjemny czas odcinania kuponów od wszystkiego, co wysyłałam w świat na przestrzeni przeszłych 3 lat “orki”. Kontakty biznesowe procentują fascynującymi wspópracami — przyznam, że nawet rzuciłam sobie osobiste wyzwanie na moim priv FB, żeby oznaczać takie niesamowite, inspirujące osoby  i również w jakiś sposób podsumować te znajomości wyrażając za nie ogromną wdzięczność. Na moim prywatnym Facebooku oznaczam inspirujące przedsiębiorczynie, które serdecznie polecam Twojej uwadze (wiele z nich też mnie oznacza w swoich osobistych wyzwaniach — także zachęcam Cię do zaglądania — krótkie wideo czasem tak potężnie zmieniają nasz sposób myślenia, że przyjmujemy zupełnie inną trajektorię lotu!)

W jakim obszarze mi się w tym roku NIE UDAŁO?

Mam poczucie, że te wszystkie wystąpienia medialne, o których pisałam Ci w zeszłym miesiącu, wypełniły hasło VISIBILITY po brzegi. Było ukochane Chilli Zet, Forbes Woman, nawet FORBES, w którym doradzałam, jak inwestować w rękodzieło! Było jednak w tej turbo medialnej przygodzie 2021 też pewna symbolika. 

Dokładnie w ten sam weekend, kiedy zabrałam uczestniczki AKADEMII RĘKODZIELNIKA do Dzień Dobry TVN, gdzie dziergałyśmy szalik długości 5 i pół Prokopów (No dobra 5 Prokopów i jednej pani Wellman)… dokładnie wtedy działa się przeprowadzka! 

Nie jakaś tam!

Moja własna!

Nowy dom, nowe biuro… a mnie — pani architekt przy tym nie ma!

 

Wyobraź sobie, jak rozdzierające było cieszenie się z tego szalonego weekendu z dziewczynami w Warszawie i jednoczesna świadomość, że symboliczna przeprowadzka ze starego mieszkania, do większego, wymarzonego, wyczekiwanego, nowego M, w którym (w końcu!) mam własne biuro… odbyła się …beze mnie. 

I tak – trochę dramatyzuję — bo oczywiście pakowanko działo się od miesiąca, urządzenie nowego trwało drugie tyle… ale ten symboliczny moment przejścia umknął mi… a mężu przy wsparciu rodzinki sam tachał te nasze graty z trójką łobuzów pod pachą…

 

To tylko dobitniej unaoczniło mi cenę sukcesu. 

 

Doba nie jest z gumy

Każda godzina, ba! każda minuta! To wybór…

Jak, z kim, gdzie, spędzisz ten czas… to ciągły dylemat… i tamtego dnia, bardziej, niż kiedykolwiek poczułam, jak wysoka jest momentami cena tej widoczności medialnej. 

Jak wysoka jest cena brania odpowiedzialności za spełnianie własnych marzeń. 

Poczułam – dosłownie – ile to dokładnie (mentalnie) kosztuje. 

 

Nie to, żeby miała zaraz schować się w domowej norce… ale przechowuję to wspomnienie, aby przypominało mi, jak łatwo czasem poczuć, że sukces, do którego dążymy… każe nam płacić za siebie wysoką cenę. 

Wnioski z przygody z dużymi mediami

Może zabrzmi to jakoś górnolotnie, ale duże media dały mi wielką realizację. 

Kiedy wybierałam mentorkę, która przeprowadziła mnie przez proces stworzenia modelu biznesowego dopasowanego do potrzeb mojego życia prywatnego i opartego o naturalne talenty i miłość do rękodzieła — szukałam kogoś z doświadczeniem. Fakt, że kiedy zaczynałam z nią współpracę, a ona była już kilka kroków przede mną, okazał się tak samo ważny, jak fakt, że przez lata rozwoju – ona zawsze była kilka kroków do przodu i niezmiennie pokazywała, co jest dla mnie możliwe na tej onlajnowej rękodzielniczej ścieżce. 

Zauważyłam, że widoczność w mediach zwróciła uwagę na OPLOTKI, ale nie tylko w zamierzonym kontekście naszej popularyzacji rękodzieła, ale również w kontekście biznesowym. Coraz częściej z moje osobiste konsultacje, które “wiszą na stronie” z myślą o biznesowym wsparciu twórców handmade — zaczęły przyciągać przedsiębiorców z różnych branż. Epickie sesje strategicznych burzy mózgów, zwłaszcza w obszarze online-launchów przeszły już do historii i pokazały mi, jak bardzo nie dostrzegałam czegoś, co powtarzają mi kolejne klientki. 

Tworząc Oplotki uczyłam się na potęgę – a zasady biznesowe, mindsetowe mechanizmy potrzebne do zbudowania i rozwijania naszej organizacji są bardzo cenną biznesową pigułką wiedzy. Wiem, że nie zamierzam, przynajmniej na razie ruszać na podbój rynku biznesowego kołczowanka, ale już indywidualne sesje strategiczne… ”na oficjalu” wjechały do mojego kalendarza i dały bodziec do uporządkowania działalności.  W OPLOTKI nadal jestem Agnieszką — założycielką i turbo-prowadzącą zoomowe spotkania gadatliwą babką od biznesu w oparciu o handmade. 

Ale powoli pracuję nad agnieszkagaczkowska.pl — gdzie zapraszam również przedsiębiorczynie z innych branży – po indywidualne burze mózgów oraz do elitarnych grup mastermind. Wiem, że nie mam potrzeby uczyć nikogo biznesu on-line – bo jestem dumną ambasadorką programów mojej mentorki – Sigrun – i w razie potrzeby chętnie polecę jej online MBA do nauki podstaw i skalowania. Przyznam, że dzięki pracy jako #sombamentor – ciągle mam rękę na pulsie i osoby, które dzięki mojemu poleceniu trafiły pod skrzydła Sigrun ciągle mogą korzystać z dyskusji ze mną (choćby na temat specyfiki naszego rodzimego rynku on-line). 

Odważ się być widziana!

Wiesz, mam nieodparte wrażenie, że droga była o wiele bardziej ekscytująca, niż cel! Visibility mogłabym “odhaczyć” choćby jednym z tych bardzo licznych wystąpień medialnych… a tak naprawdę kolejne i kolejne otwierały mnie ciągle na nowe — przełomy, odkrycia, realizacje…

W pewnym momencie zrozumiałam, że ta podróż dzieje się po to, aby 2022 otworzył kolejne drzwi. 

Kropką nad i będzie 9-ty grudnia. W Warszawie, na żywo (och, jaki przywilej, w tych pandemicznych czasach) podzielę się z Tobą przemówieniem na scenie TEDx Warsaw Women. 

I choć przesłanie tej 15-minutowej mowy noszę w sobie od lat – mam wrażenie – odkąd pamiętam… to szalony 20121 rok dał mi jeszcze świeższą perspektywę, która sprawiła, że idea, którą chcę się z Tobą podzielić – zatoczyła pełne koło. 

Zrozumiałam, że media tylko pomogły mi mówić o tym, o czym mówię odkąd pamiętam – tylko głośniej, pewniej, z jeszcze większą mocą!

 

Handmade Success – is that a product, or a process…

To zagadka, którą dla Ciebie rozwikłam już za kilka dni —i oczywiście podzielę się szczegółami i video już w styczniowym wpisie. 

Ty też możesz!

Podsumowując to podsumowanie 2021. roku. Chcę Cię zostawić z myślą BĄDŹ WIDOCZNA, bo Twoje działanie daje siłę kolejnym i kolejnym, aby odważyły się mówić głośno swoją prawdę. 

Wiem, czasem wydaje nam się, że w necie już wszystko było, że gdzieś tam, ktoś tam już to wymyślił, powiedział, zrobił… ale to, jak robisz to TY jest ważne… bo inspirujesz kolejne osoby do DZIAŁANIA… a nie tylko biernego przyglądania się!

Znajdą się krytycy, hejt poleje się strumieniami… ale będzie też armia osób, które zainspirujesz… a efekt motyla, jaki pociągniesz za sobą, zaskoczy nawet Ciebie!

 

Zastanawiam się, jakie hasło przyjmiesz na 2022 rok. 

Ja swoje już znam… podzielę się nim w kolejnym podsumowaniu za rok – weryfikując, czy rzeczywiście mogę sobie spojrzeć w oczy i powiedzieć TAK! Żyłam tą myślą każdego dnia 2022 go roku!

Tak, jak w 2021 żyłam, oddychałam, tętniłam myślą VISIBILITY dla OPLOTKI. 

 

PS — i to duże PS!

W końcu, podsumowanie roku, więc pewnie, jeżeli jesteś z nami — to wiesz, że jest to też czas prześledzenia ważniejszych kamieni milowych tego roku – stwierdziłam, że zaserwuję je tym razem na końcu, żeby pierwszeństwo położyć na wnioski, którymi podzieliłam się z Tobą powyżej. 

 

Styczeń

Z przytupem wspierałam swoją mentorkę Sigrun w naborze do kolejnej edycji online MBA.- w tym roku też zamierzam – więc jeżeli online biznes z solidnymi przychodami to Twój plan na najbliższy czas, klikaj tutaj.

 

Luty

W kolejnych 2 miesiącach wspierałam inne przedsiębiorczynie tworzące swoje pierwsze kursy online jako #sombamentor – osobom, które dołączyły do programu MBA ojej mentorki postanowiłam “oddać” swoją wiedzę pod skrzydłami SIGRUN, (jeżeli chcesz wiedzieć więcej o tym online MBA, albo poznać historie przedsiębiorczyń, którym służyłam wsparciem jako mentorka, – pisz na agnieszka@oplotki.pl, nie chcę tutaj rozwijać tego tematu) 

 

Marzec

Inspirowałam przedsiębiorczynie na festiwalu Kolej na Kobiety, w wydaniu online

A w Oplotkowej społeczności wrzało, bo skutecznie dzieliłyśmy się tym, jak skutecznie promować się na Pinterest.

 

Kwiecień

Konferencja online dla Zabieganych mam — gdzie zachęcałam przedsiębiorcze kobiety do przyglądania się sprytnemu narzędziu do promocji, jakie skutecznie zastępuje “dupogodziny” przed ekranem poprzez produktywne pozycjonowanie naszych stron www, sklepów, czy innych miejsc w sieci. Oczywiście mówiłam o Pinterest, zapraszając po więcej do naszego epickiego kursu Pinterest (podlinkować kurs) który, jak się okazuje, choć wyrasta z zaplecza handmade, to jest aplikowalny do dowolnej branży promującej swoją działalność online

 

Maj 

Konferencja Slow Business Online – Grażyny Pawtel Lorente

 

Czerwiec

Konferencja Jak Żyć w Necie

Z przytupem otworzyłyśmy akcję crowdfundingu książki Oplotki. Nadchodzące miesiące pokazały, że był to wstęp do najbardziej pracowitych wakacji sezonu. Potężna energia tego gigantycznego projektu scementowała nas jako zespół i pokazała, jak wielkie rzeczy możemy robić razem.

 

Lipiec

Książka i…kursy online

 

Sierpień

Książka i…kursy online

 

Wrzesień

Wystartowała kolejna edycja Akademii rękodzielnika  i… z sukcesem zakończyliśmy crowdfunding książki. 

 

Październik 

Wyczyściłyśmy listę mailową — usunęłyśmy ponad 7 tysięcy adresów osób, które nie otwierały newsletterów dłużej niż przez 3 miesiące. Twarde cięcie i pierwsza twarda decyzja. Czas na głębsze relacje. Dosyć powierzchownych, jednorazowych i pustych słów. 

 

Listopad

Mega obniżki na Black Friday i epicka obsługa klienta i wysyłka paczek. Wszystko stało się większe, szybsze…skalowałyśmy nasze OPLOTKI jak szalone dzięki warsztatom dla dużych korporacji.

 

Grudzień

TedXWoman Warsaw – ale o tym jeszcze będzie 🙂

 

Zauważ, że nie wspomniałam nawet o OPLOTKI!

A to wszystko działo się, podczas gdy w naszym ekosystemie wsparcia twórców i fanów rękodzieła nieprzerwanie działy się:

Cotygodniowe warsztaty rękodzieła — co poniedziałek 18.30 na FB

Kreatywna środa — co tydzień na FB

Co tydzień ukazywał się odcinek podcastu oraz wpis blogowy — to szalone tempo nieco zmniejszamy, o czym posłuchasz w tym odcinku  

W 2021 powstał Kurs Haftu Matematycznego przy współpracy z Anią Żurowską 

A jak to wygląda w liczbach? (na dzień pisania tego tekstu — czyli początek grudnia 2021) 

 

Strona Oplotki rosła falami przekraczając 30 tysięcy UU miesięcznie

Fanpage spuchł do szalonych 14 544 fanów

A grupa Oplotki And Friends do 9,7 tys. członków 

Instagram urósł do 3,872 fanów 

YouTube zyskał nowych subskrybentów i jest już nas 1,73 tys.

Pinterest Oplotki przekroczył 300 tysięcy miesięcznych wyświetleń, a 4,4 tys. nowych obserwatorów regularnie dołącza do naszych grupowych tablic współtworząc bijące serce rękodzielniczych treści wizualnych 

Podcast, choć ciągle niszowy zyskał rzeszę nowych fanów po wyróżnieniu przez Forbes Women Polska, a współtworzony przez grono zaprzyjaźnionych podcasterów projekt najlepszepolskiepodcasty.pl dał dużą motywację do kontynuacji kosztownego projektu, w którym hojnie dzielę się rękodzielniczym i biznesowym know-how. 

Można również rzucić okiem na markę-córkę. To młodziutkie, ale dynamicznie rozwijające się miejsce tworzy podwaliny następnego kroku OPLOTKI, na razie nie zdradzam szczegółów, ale powiem tylko, że jest już nas tam ponad 16 tysięcy obserwujących…a armia twórców handmade rośnie!

Podrzucam Twojej uwadze również moją stronę i profil osobisty, bo choć niepozornie, po cichutku dłubałam sobie to gdzieś w tak zwanym “międzyczasie”, to w 2022 będzie się tam więcej działo 🙂 

https://agnieszkagaczkowska.pl/

https://www.linkedin.com/in/agnieszka-gaczkowska/

 

Twoje hasło na 2022?

Jeżeli jesteś tutaj ze mną i dobrnięcie do samego końca dało Ci poczucie, ze warto było czytać… zapraszam Ce do szalonej przygody pod tytułem 2022. 

Nadaj mu hasło, niech Cię prowadzi… jeżeli poczujesz, że w jakikolwiek sposób mogę cię wesprzeć w twojej drodze — wiedzą, doświadczeniem, cennym kontaktem, dobrym słowem — to śmiało pisz!

 

A jeżeli chcesz usłyszeć, jaką cenę przyszło mi zapłacić za sukcesy w 2022 roku – pobierz to bezpłatne nagranie — to podsumowanie dyskusji, którą otworzyłam 16 go listopada 2021 podczas spotkania pod tytułem “Prawdziwa cena handmade sukcesu” – pozwoliłam sobie na zakończenie tego Video streścić ponad dwugodzinne spotkanie wokół tego tematu  i zawarłam w nagraniu przydatne wnioski, którymi podzieliły się uczestniczki tej dyskusji. 

Zapisując się po nagranie — trafiasz na listę mailową osób zainteresowanych kolejnym takim spotkaniem. 

Po nagranie “Prawdziwa cena handmade sukcesu” zapiszesz się tutaj.

A po bezpłatne masterclassy biznesowe od mojej mentorki możesz wskakiwać tutaj: https://oplotki.pl/12-days-of-masterclasses/

rękodzieło w mediach

rękodzieło w mediach


To nie była pierwsza wizyta w mediach. 

Co roku daję w styczniu taki umowny tytuł dla danego roku. W 2021 postawiłam na hasło “VISIBILITY”. Uznałam, że co z tego, że rękodzieło to świetny sposób na bolączki pędzącego świata, skoro ciągle tak mało ludzi zna jego zbawienny wpływ na nasz szeroko pojęty well-being. Co z tego, że produkty handmade są lokalne, eko, wspierają małe biznesy itd., skoro ciągle jeszcze wielu ludzi wybiera sieciówkowy import. Zdecydowałam, że nie ma co narzekać, ale trzeba brać się do pracy.

W 2021 postawiłam na pracę nad popularyzacją idei związanych z tym, co robimy w Oplotki.

W “Pytanie na Śniadanie” opowiadałam o zbawiennym wpływie praktyki rękodzieła na łagodne zasypianieW radiowej czwórce mówiłam o umiejętności zagospodarowywaniu talentu i warsztatach rękodzieła, które łączą ponad podziałamiW “Dobrze mieszkajdzieliłam się jednym ze wzorów, które nasza Ania pomagała naprędce spisać, bo tak spontanicznie pojawiła się prośba o propagowanie szydełkowego know-how z redakcji tego pisma

Nawet prestiżowy Forbes Women Polska dostrzegł OPLOTKI i umieścił nas w swoim podcastowym zestawieniu najlepszych audycji.

I choć cieszyłam się wtedy, jak dziecko, to szybko emocje z tym związane szybko przyćmił przepięknie napisany wywiad-rzeka dla Onetu  (do dzisiaj chylę czoła przed ogromem pracy autorki – pani Renato – jestem dozgonnie wdzięczna za to spotkanie i moc profesjonalnej klikaniny włożonej w ten tekst).

Przyznam, że gdyby ktoś mi na początku roku powiedział, że będę w FORBES polecać, w jaki sposób inwestować w rękodzieło… to bym się uśmiechnęła z niedowierzaniem… a jednak! Dokładnie 24 sierpnia Forbes opublikował materiał, gdzie pojawiam się już nie tylko w dużym zestawieniu jako autorka wyróżnionego podcastu, ale jako ambasador śmiałych inwestycji w handmade stawianych na równi ze światem sztuki!  

Było Meloradio, było ukochane Chilli Zet (Pana Tomasza Śliwińskiego uwielbiam — a tutaj miałam okazję przekonać się, że na żywo jest równie czarujący, co na antenie).


Dopiero jednak ostatnia wizyta w TVN-owej śniadaniówce była w moim przekonaniu nie lada przygodą. 

Nie tylko ze względu, że miałam okazję poznać Martynę Wojciechowską, Dorotę Wellman i Marcina Prokopa osobiście, ale przede wszystkim dlatego, że mogłam ten pełen wrażeń weekend przeżyć wspólnie z uczestniczkami Akademii Rękodzielnika i wspólnie z nimi pokazywać, że rękodzieło po prostu jest DLA KAŻDEGO!

Wierzę, że zrobiłyśmy dobrą robotę dla wszystkich twórców, bo sobotni poranek to ciągle tysiące oczu przykutych do ekranu. Jeżeli choć jedna z nich pomyślała “ale fajne te to rękodzieło — też spróbuję!” – to warto było!

Wiem jednak, że aby rękodzieło na dobre rozgościło się w sercach i duszach – to warto, aby takich wystąpień twórców handmade w mediach było jak najwięcej.


Zatem dzisiaj — o kilku praktycznych lekcjach, które dała ta wyprawa. 

Oczywiście nie była przypadkowa — to wynik pracy wielomiesięcznej współpracy ze specjalistką od PR — jeżeli tylko też szukasz takiej osoby — pisz śmiało do mnie na agnieszka@oplotki.pl – chętnie podzielę się do niej kontaktem. 

Ale zanurkujmy do tej przyjemnej części — pozwalając poszaleć wyobraźni, planując nasz kolejny podbój mediów — warto zatrzymać się, by wynotować wszystkie lekcje (na przyszłość ;).

 


Jak przygotować się do wystąpienia w Dzień Dobry TVN

 

Przede wszystkim zacząć wcześniej, niż Ci się wydaje. 

Pomimo że na 2 tygodnie przed samym występem wiedziałyśmy już o tej przygodzie i właściwie od momentu dzikiej euforii od razu przeszłyśmy w tryb przygotowań — to niezmiennie miałam ciągłe wrażenie, że czas na ogarnięcie tony ważnych rzeczy kurczy się w zastraszającym tempie.  

Zaczęło się od nerwowego wybierania prac. Oczywiście Zaraz po tym, jak dowiedziałam się, że nie tylko ja, ale również 2 uczestniczki Akademii będziemy mogły rozsiąść się na TVN-owych fotelach podczas CAŁEGO wpadłam w popłoch. A kiedy na dodatek potwierdzono nam, że scenografka pragnie przy pomocy naszego rękodzieła umeblować cały ten kącik studio — to już namiętnemu dzierganiu i poprawianiu starszych prac nie było końca. 

Okazało się, że (całe szczęście) warto mieć w domu przepastne szafy pełne “przydasi”. Kolorowe włóczki, niedokończone prace, wielobarwne dywaniki, swetry i szale stały się przepięknie zakomponowaną scenografią do naszego odcinka. 

Okazało się też, że strzałem w dziesiątkę jest logo Dzień Dobry TVN wykonane techniką punch needle

No i tutaj doba okazała się za krótka, mimo że każdego dnia o tym myślałam („musisz zacząć wcześniej, żeby nie na ostatnią chwilę”) to oczywiście było tyle innych rzeczy na głowie, że w końcu i tak dziergałam na szybko w hotelu na dzień przed występem… żeby nie zaczynać w studio totalnie od zera. 


Jak ubrać się do studio TV

No właśnie. Czy wiesz, że nie warto na biało albo w bluzce w drobne wzorki? Ja nie wiedziałam — i jestem ogromnie wdzięczna, że w porę poznałam szczegółowo sekrety dobrego ubrania do studio TV. Skutecznie uniknęłam wpadki i teraz kiedy oglądam nagranie, to pękam z dumy, bo każda z nas samodzielnie wybrała swoje stroje (dzięki czemu czułyśmy się superkomfortowo), ale jednak jednocześnie każda z nas wyglądała bardzo profesjonalnie i jednocześnie “bez zadęcia”. Marta wystąpiła w samodzielnie wydzierganym sweterku, ja miałam ulubione jesienne brązy i wiśnie (ta spódnica do dzisiaj wisi w szafie tylko “na specjalne okazje”) , a Monika dyskretnie promowała ulubioną markę i przywdziała popisowy błękitny sweterek, o który posypały się na IG pytania. 

Z perspektywy tego wydarzenia wiem już, że warto ubrać się w coś wygodnego, niezbyt obcisłego, ale też niezupełnie nowego. Lepiej sprawdzą się wypróbowane stylizacje, niż coś, co może zaskoczyć. A!

No i buty!

Bezcenna wskazówka — buty na pewno będzie dobrze widać, więc nie ma co liczyć, że coś tam się dopasuje. To jeden z najbardziej spostrzegalnych akcentów — nie tylko powinny być wygodne, ale również niezbyt ciężkie — bo przy szpileczkach prowadzącej… może to wyglądać przedziwnie (no, chyba że inna pora roku, ale akurat początek października był przepięknie słoneczny, więc kozaczki nie miałyby szans, ale już buty do kostki, jak najbardziej).


Co najbardziej ekscytujące — nie warto się spóźniać (umówiony czas to godzina przed Twoim “wejściem”).

Dzięki punktualności załapałyśmy się na przepiękny makijaż i fachową fryzurę od przemiłych pań na “backstage”u. Nie tylko profesjonalnie rozładowały turbostres (i cierpliwie słuchały rozemocjonowanych opowieści 3 szalonych rękodzielniczek), ale jeszcze zrobiły nas “gwiazdy”  w okamgnieniu, dzięki czemu fala selfiaczy polała się z naszych rąk i komórki właściwie nie opuszczały naszych dłoni dosłownie do ostatniej minuty przed oficjalnym “wejściem”. 

Widać było, że te niesamowite profesjonalistki mają w sobie pokłady pozytywnej energii, które z wprawą przelewają na każdego gościa. Miałam nieodparte wrażenie, że to celowy zabieg, bo drżące dłonie i głos wyciszały się z każdym ich pociągnięciem pędzla do pudru czy szczotki do włosów. A może to dlatego, że takie zabiegi upiększające (nas ;P) miały w sobie coś z rękodzieła? 

Coś w tym jest, bo od razu miałam wrażenie, że “jesteśmy u siebie”, wierzę, że gdybyśmy spotkały się na jednym z Oplotkowych warsztatów, pewnie dokładnie tak samo przebiegałaby nasza wspólna rozmowa. 

 

rękodzieło w mediach  

 

Jak trafić do Dzień Dobry TVN

Przyznam, że jazda własnym autem po Warszawie to nie jest to, co lubię robić najbardziej. Zwłaszcza kiedy mam trafić (choć z nawigacją) w nowe miejsce. Podobnie było i tutaj. Niby miliony razy słyszymy na wizji “róg Marszałkowskiej i Hożej”… ale jednak kiedy mamy tam dojechać, zaparkować i spędzić dobre kilka godzin, to nie jest już tak łatwo. Przede wszystkim ciasno zagospodarowany parkingami — dosłownie każdy milimetr kwadratowy przestrzeni ścisłego centrum nie pozostawia wątpliwości, że albo uda Ci się zaparkować “jak VIP”, pod samym studio “za szlabanem”… albo czeka Cię trzecia rundka w poszukiwaniu miejsca parkingowego. Nie muszę chyba wspominać o cenach warszawskich prywatnych parkingów… koszmar. Cieszę się, że udało się skorzystać VIP opcji, chociaż na czas trwania samego programu, bo późniejsze i wcześniejsze plotki w okolicznych knajpkach i wspólne świętowanie naszej medialnej przygody odbiło się słoną czkawką (przeliczaną oczywiście na motki włóczki, z której zakupu było trzeba w zamian w tym miesiącu zrezygnować, żeby budżet się zgadzał :PPP) 

Nawigacja poprowadziła bezbłędnie, ale warto mieć świadomość, że choć biurowiec, w którym mieści się studio DDTVN wydaje się ogromy od środka, to na zewnątrz wygląda bardzo niepozornie. Widok z okien w studio wynagradza jednak wszystkie parkingowe niedogodności i skutecznie usprawiedliwia ceny parkingów w okolicy 🙂 


Jak posadzić rękodzieło na kanapie TVN

Jak poznać Dorotę Wellman, Marcina Prokopa i Martynę Wojciechowską jednego dnia?

Najlepiej osobiście!

No suchar na koniec musiał być!

Ale całkiem poważnie — po prostu nie da się tego zaplanować. Miałyśmy ogromne szczęście — bo Martyna dokładnie tego samego dnia, co nasz występ opowiadała o urodzinach własnych i o urodzinach swojej fundacji. To właśnie to przypadkowe spotkanie zainspirowało nas, aby przesłać szalik, który mozolnie dziergałyśmy przez cały program, zza którego przysłuchiwałyśmy się rozmowie Marcina, Doroty i Martyny… na szczytny cel. Zaraz po przyjeździe do domu, kiedy tylko emocje opadły — poprawiliśmy nieco nasz wspólny szaliczek długości pięciu i pół prokopów (no dobra – pięciu prokopów i jednej Doroty) i pięknie zapakowaliśmy go zgodnie z obietnicą złożoną Martynie. Nasze dziergane dzieło wesprze fundację Unaweza. Pękamy z dumy, że dziergane dobro może otulić (dosłownie i w przenośni) tak piękne działanie. 

Oczywiście cała ta przygoda zapadła mi tak głęboko w pamięć dlatego, że wyprawa do Warszawy była jednocześnie okazją do osobistego spotkania z uczestniczkami Akademii Rękodzielnika.

Jestem dumna, że mogłyśmy wspólnie reprezentować rękodzieło w tej śniadaniówce, bo nasza wizyta w studio była jednocześnie ucieleśnieniem mojego osobistego manifestu: Razem możemy więcej

Każda z nas podzieliła się swoją historią, każda reprezentowała siebie, ale jednocześnie każda z nas współdziałała na rzecz popularyzacji rękodzieła. 

Ps. Wszystkie te porady i kilka dodatkowych — skompilowałam w formie Video-szkolenia — a nasza Ania wycięła z niego najbardziej smakowite kąski:

 

 

Zrealizowane marzenia


Kiedy w grudniu 2020 wyobrażałam sobie takie medialne podboje (tradycyjnie, jak co roku wspólnie z moją mentorką i społecznością przedsiębiorczyń on-line planuję kolejny biznesowy rok – piszę o tym więcej tutaj
 nie śmiałam nawet wizualizować sobie tego, co się wydarzyło. 

Piękny makijaż i fryzura, świetne rękodzielniczki przy boku, ulubieni prowadzący popularnej śniadaniówki, inspirujące spotkania i OPLOTKI w epicentrum tego wszystkiego. 

Przyznam, że nie śmiałam nawet o tym marzyć. 

Jeszcze rok, dwa lata temu — takie rzeczy wisiały gdzieś pomiędzy dzikim szalonym marzeniem a przekonaniem, że do TV to tylko inni, gdzie tam ja. 

A jednak!

To dlatego piszę ten tekst. 

To dlatego dzielę się wiedzą i doświadczeniem. 

Jeżeli po drugiej stronie czytasz i myślisz sobie — no fajnie, fajnie, ale to nie dla mnie, gdzie tam ja…

To powiem Ci tylko — TAK TY!

Bo jak nie MY TO KTO?

 

Wiem, że rozwój, nauka, osiąganie kolejnych, coraz bardziej śmiałych celów to proces. 

Sama korzystam ze wsparcia mentorki, ale też wierzę, że podaję tę „pałeczkę dalej”. 

Wspierając, motywując, dzieląc się wiedzą. 

Jeżeli Ty też gdzieś tam w środku czujesz, że pisane Ci więcej… to koniecznie podziel się tą myślą! To już pierwszy krok, żeby takie szalone wizje stały się rzeczywistością. 

Rok temu powiedziałam podczas warsztatu mojej mentorki — tak trochę od niechcenia — w odpowiedzi na pytanie “najbardziej szalone marzenie, które chciałabyś spełnić w 2021”…

“Chciałabym opowiedzieć o OPLOTKI w najpopularniejszych mediach w Polsce”. 

To ona skutecznie wybiła mnie z magicznej sfery marzeń i pomogła zamienić takie marzenia na konkretne kroki potrzebne do jego realizacji. 

To dzięki Sigrun zaczęłam współpracę ze specjalistką od PR. To dzięki niej zrozumiałam, jak funkcjonują media i przestałam śnić, że pewnego dnia Dorota Wellman zadzwoni i zaprosi na kanapę, ale zaczęłam wykonywać konkretne kroki, konkretną pracę, aby to wszystko stało się rzeczywistością. 

I wiesz co???

Marzenie było spoko, ale rzeczywistość okazała się o niebo lepsza!

Pewnie jeszcze usłyszysz, jak polecam moją mentorkę i zaprzyjaźnioną speckę od PR-u – w kolejnym — już grudniowym wpisie (to będzie goigant – bo podsumowanie całego tego szalonego roku), ale jeżeli już nie możesz się doczekać — śmiało pisz: 

agnieszka@oplotki.pl

Trzymam kciuki za Twoje medialne podboje — każda z nas nosi w sobie historię wartą opowiedzenia. 

 

  rękodzieło w mediach


Ps. To musiałam zostawić na koniec

(nie nie, nie tylko wszystkie linki do Oplotkowych podbojów medialnych, które znajdziesz klikając w dane logo! )

Na koniec musiałam zostawić jedno z największych spełnionych w tym roku marzeń medialnych! 

Rękodzieło w FORBES!!!!

TAK!

A to dopiero początek!

Pamiętaj, że to piękne obrazki ilustrujące lata pracy… jeżeli jesteś na początku swojej drogi — garściami czerp inspirację i za nic w świecie nie porównuj swojej sytuacji do tej u nas — nie ma sensu! Porównuj swoją sytuację do SWOJEJ Z WCZORAJ! Jeżeli pracujesz na swój sukces, działasz, to GWARANTUJĘ, że dzięki porównaniu do siebie z wczoraj, czujesz POWERA, żeby iść dalej!

Oplotkowe osiągnięcia potraktuj jako inspirację, że na Ciebie też czekają takie chwile… a tymczasem… Koniecznie chwal się swoim rękodziełem, po drugiej stronie internetu jest klient/klientka, którzy pragną nim obdarować najbliższych na święta…

Wierzę, że może Ci się przydać to szkolenie:

 


AAAA! 

I koniecznie daj mi znać, jeżeli ten artykuł w jakiś sposób zainspirował Cię do działania i dzięki temu wspólnie z nami zarażasz “pozytywnym bakcylem rękodzieła” 

agnieszka@oplotki.pl

 

WOW!!!

Ale sztos tona wartości i to za free!!!

                       

rękodzieło na pinterest

 

Zacznijmy od początku, czyli kiedy używasz Pinterest?

Pewnie trafiłaś/łeś na tę platformę przy ostatnim remoncie. W poszukiwaniu inspiracji wnętrzarskiej albo scrollując przepisy na popisowe danie na parapetówkę w nowej kuchni. Duża szansa, że planowałaś swoje wesele, albo wymarzone wakacje rozmarzając się podczas oglądania boskich fotek. Niewykluczone, że corocznie przed świętami zaglądasz tam po inspirację — niezależnie, czy do własnych prac, czy po pomysły na prezent, czy też po prostu, aby poczuć „Magię Świąt”.

Czy zdarzyło Ci się, że po wejściu z jasnym zamierzeniem… skończyłaś na jakiejś przypadkowej stronie z koszykiem pełnym zakupów, których nie planowałaś?

No właśnie!
Magia Pinterest!

A co, gdyby to, co oferujesz, znalazło się w koszyku takiego przypadkowego (a raczej totalnie nieprzypadkowo zaproszonego do Ciebie) klienta?

Jeżeli już czujesz, że to, coś dla Ciebie… czytaj dalej — czeka Cię garść przydatnej wiedzy na temat Pinterest.

 


Pinterest — czy tylko dla rękodzielników i architektów

Nie da się ukryć. Pinterest to skarbnica wiedzy na temat rękodzieła i wnętrz. Sama pisałam niedawno o tym, że Pinterest to przebogata skarbnica inspiracji jak znaleźć wzory rękodzielnicze na Pinterest.
Mam wrażenie, że kiedy mamy dosyć produkowania postów na FB i IG (takich, co to i tak za 5 minut giną w czeluściach feedu, albo znowu algorytm obciął zasięgi)… to z ulgą lądujemy na Pinterest, gdzie treści potrafią żyć nawet latami!

W podcaście Social Media dla Rękodzielnika rozgadałam się trochę na ten temat (jest też wersja pisana w formie blogowego artykułu: Social media dla rękodzielnika).  To tam opowiadam, dlaczego warto zarezerwować odrobinę czasu na tę platformę, nawet kosztem FB, czy IG… bo działania mogą nam przynieść o wiele więcej długotrwałych efektów sprzedażowych i promocyjnych.

 

 

Ale oczywiście tutaj chcę Cię zachęcić do spoglądania na Pinterest jako na potężne narzędzie do promocji.

Co, gdyby te wszystkie inspirujące się osoby mogły znaleźć Twoje treści, Twoją ofertę… nawet na dłuuuugo po tym, jak ją opublikujesz?
A co, gdyby Twoje produkty mogły zyskać nowe życie i zaprezentować się nowej grupie odbiorców tylko dlatego, że umieścisz je na Pinterest?
No właśnie!
To wcale nie takie trudne!
W podcaście Pinterest — Dlaczego w ogóle warto wykorzystać go do promocji rękodzieła opowiedziałam Ci ze szczegółami, dlaczego warto — ale to już pewnie wiesz po lekturze nieco przykurzonego wpisu na naszym blogu Jak wykorzystać Pinterest do Promocji rękodzieła albo nieco nowszego Jak wykorzystać Pinterest do promocji rękodzieła w kryzysie.

No dobra!
Jak już robię przegląd archiwalnych treści na temat Pinterest to koniecznie muszę dorzucić blogowy wpisPinterest do promocji Handmade. Dzisiaj chcę Cię zachęcić do spoglądania przyjaznym okiem na Pinterest do promocji Twojego biznesu, nawet jeżeli handmade to dla Ciebie jedynie hobby, a zawodowo działasz w zupełnie innej branży!

Okazuje się, że w naszym kursie Pinterest  brały udział również przedstawiciele innych branż. Natalia — nasza graficzka uświadomiła mi, że choć kurs bazuje na ogromnym praktycznym know-how wypracowanym na bazie kilku lat strategicznych działań promocyjnych na Pinterest — to taka strategia (której uczę w kursie Pinterest) jest aplikowalna również dla innych branż!.

 


I to nie tylko wizualnych!

Z zainteresowaniem podglądam sukcesy producentów śrubek, dystrybutorów filtrów do kawy, a nawet coachów i freelancerów z najróżniejszych branży.
Mam wrażenie, że coś, o czym trąbię od dobrych kilku lat — w końcu się przyjęło!
Na Pinterest liczy się pomysł i opis grafiki. Tylko tyle i aż tyle.
O ile kwestia, jak technicznie przygotować grafiki na Pinterest nie jest trudna — to już strategia pinowania (czyli przyczepiania na odpowiednich tablicach takich specjalnych postów na Pinterest) już warta jest przemyślenia i długofalowego (choćby przy minimalnych nakładach czasowych) wdrażania.

 

rękodzieło na pinterest   rękodzieło na pinterest

 

Pinterest To nie jest sprint — to maraton

Zdecydowanie warto mało, a dobrze.
Zwłaszcza teraz. Wiem — kiedy spoglądasz na tysiące pinów na Oplotkowym profilu — myślisz sobie „no pewnie”. Pamiętaj jednak, że ten profil to kilka lat pracy — nie tylko mojej, ale całej społeczności (współtworzącej grupowe tablice z rękodziełem). Jeżeli startujesz (albo jesteś tam już dłużej, ale dopiero zaczynasz wykorzystywać tę platformę strategicznie) – to doradzę CI jedno. Nie warto dużo. Warto dobrze.


Dobrze, czyli strategicznie — z jasno określonym celem.

I tutaj oczywiście odpowiedź na pytanie „Jak skonstruować skuteczną strategię na Pinterest” brzmi (znienawidzone): TO ZALEŻY…
Bo oczywiście zależy od Twojego celu, zasobów czasowych, docelowego klienta …
Ale wiem, że z czystym sumieniem mogę polecić Ci kurs Pinterest, nawet jeżeli Twój biznes wcale nie opiera się na handmade. Choć większość przykładów oparłam o nasze rękodzielnicze doświadczenie, to już wiem (dzięki kolejnym uczestnikom kursu wykorzystującym tę strategię dla swoich branży), że wiedza zawarta w kursie działa również poza naszą Oplotkową niszą.

Trzymam kciuki za Twoje przedświąteczne (i poświąteczne z resztą też!) żniwa. Do zobaczenia na Pinterest!

AAA! Nie zapomnij sprawdzić bezpłatnych video na temat Pinterest, które umieściliśmy na naszym Oplotkowym YOUTUBE — co prawda platforma się zmienia i ciągle aktualizuje, ale wiele z tych treści ma bardzo uniwersalny, strategiczny charakter i jeżeli wolisz oglądać, niż czytać — to zdecydowanie miejsce, gdzie najszybciej przekonasz się o niesamowitych możliwościach, które drzemią w zasobach tej platformy.

A jeżeli nie chcesz tracić czasu, tylko od razu zabrać się do działania i konstruowania TWOJEJ strategii promocji na Pinterest — to koniecznie sprawdź ten kurs Pinterest on-line.

Agnieszka@oplotki.pl

 

 

promocja handmade na pinterest

promocja handmade na pinterest

Promocja biznesu

Mamy październik 2021 – w marketach nawet jeszcze nie wyciągają świątecznych gadżetów, a rękodzielniczy biznes już od dawna planuje strategię na Boże Narodzenie.
Dzisiaj przychodzę do Ciebie z zaproszeniem, aby nie zostawiać promocji na ostatnią chwilę, ale wręcz odwrotnie. Wykorzystaj narzędzie, które ma ogromny, niewykorzystany potencjał i już dzisiaj zrób to, co zapracuje na Twoją sprzedaż w listopadzie i grudniu.

Zaintrygowałam?
Czytaj dalej!

Dlaczego w ogóle warto zainteresować się platformą Pinterest, jeżeli jesteś twórcą rękodzieła?

Zapewne znasz Pinterest na wylot. Podobnie jak ja przypinasz miliony prac, które (na pewno!) kiedyś zrobisz. Setki inspiracji, tysiące fajnych zdjęć, cytaty, tutoriale wideo, wzory i schematy.

Bogactwo dobra!
I ogromny czasopochłaniacz…

Czasem na Pintereście znajduję perełki: „przydasie”, których od dawna szukam, włóczkę, której nie mogłam znaleźć stacjonarnie itd. Wtedy klikam i… ze zdziwieniem odkrywam, że to oferta z polskiego sklepu! Klikam dalej, kupuję.

Najczęściej na Pinterest zaglądam również wtedy, kiedy szukam czegoś konkretnego na prezent. Wpisuję hasło w wyszukiwarkę Pinterest, a algorytm „wypluwa” setki zdjęć, opatrzonych dokładnie taką frazą, której użyłam. Coraz częściej wyniki wyszukiwania to polskie słowa. A to oznacza polskie produkty naszych rodzimych twórców.

A co, gdybyś TY też mogła być „po drugiej stronie” i była tym „wynikiem wyszukiwania” pożądanego przez klienta?

A co, gdyby to właśnie Twojej pracy szukał Twój idealny klient?

To się nazywa bezpłatna promocja.
I o tym będzie w dzisiejszym wpisie.

Pinterest – dlaczego jest lepszy od Facebooka i Instagrama?

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z Pinterest, buszowałam, scrollowałam i przypinałam na potęgę. Ale jedna myśl: „A co gdybym to JA dała się odnaleźć???” zmieniła wszystko.

Szukałam, doszkalałam się, dyskutowałam z koleżanką, która uczy profesjonalnego używania Pinterest (Mary Lumley, którą znam z mojego Online MBA) i w końcu postanowiłam sama spróbować.

Skracając tę blisko 2-letnią opowieść o strategicznym używaniu Pinterest w promocji rękodzieła i usług opartych o rękodzieło, powiem jedno: TO DZIAŁA! I dlatego chcę podzielić się z Tobą tym patentem na bezkosztową promocję.

Zacznijmy od punktu, w którym byłam. Umęczona produkowaniem postów na Facebooka i Instagram, zniechęcona faktem, że zasięgi spadają, a ludzie stają się obojętni na moje starania. W dodatku od czasu, kiedy zaczęłam używać płatnych narzędzi, Facebook chciał więcej i więcej… Aby ktokolwiek mógł zobaczyć moje oferty sprzedaży produktów, musiałam nieźle zapłacić. (Oczywiście oplotkowy Facebook i Instagram ciągle hula, ale nie znajdziesz tam zbyt częstego nawoływania do zakupu produktów z oplotkowego sklepu. No, chyba że oglądasz reklamę, ale jak wiesz, nie jest to bezpłatna promocja ;).

Odkryłam jednak, że o ile FB i Instagram żyją własnym życiem (przede wszystkim służą do zapraszania na nasze oplotkowe warsztaty rękodzieła), o tyle Pinterest stale rośnie – czyli przyprowadza coraz większą rzeszę kupujących klientów na naszą stronę.

Nawet kiedy zrobiłam sobie przerwę od przypinania czegokolwiek na Pinterest, on i tak ciągle działał. Nawet piny (bo tak nazywają się grafiki na Pinterest) sprzed kilku lat są ciągle wyszukiwane, przypinane i kierują odbiorców na moją stronę internetową.

Brzmi zbyt pięknie, aby było prawdziwe? No tak, gdzieś musi być haczyk.
Jest jeden: na Pinterest, jak na każdej platformie, robi się coraz ciaśniej. To, co działało 2 lata temu, nie działa już tak odlotowo dziś, ale ciągle ilość pracy, którą wkładam w regularne publikowanie treści na Pinterest, jest śmiesznie mała w stosunku do efektów.

promocja handmade na pinterest  promocja handmade na pinterest

Sprzedaż przez Pinterest – Jak zacząć?

Wyobraź sobie, że możesz wykorzystywać te treści, które już masz.
Do tablic na Pinterest możesz przypinać grafiki bezpośrednio ze swoich sklepów, stron www, social mediów (z Facebookiem jest trochę trudniej, bo się bardzo z Pinterest nie lubią, ale są sposoby, żeby to obejść).

Regularne działania bezpłatne przynoszą niesamowite efekty. Nawet jeden, dwa, trzy piny dziennie dają efekt kuli śniegowej i po zaskakująco krótkim czasie widać rezultaty. A co najlepsze – one nie giną z czasem! Wręcz odwrotnie, pracują dalej.

Brzmi jak legenda miejska?!?

Wiesz jak to z tymi legendami. W każdej ziarno prawdy.

Pinterest do promocji biznesu handmade

Dzisiaj, zanim zaleję Cię kolejnymi wpisami na temat platformy Pinterest, zapraszam Cię do samodzielnego sprawdzenia, czy warto słuchać tego, o czym będę Ci w najbliższych tygodniach opowiadać:

  1. Załóż konto na Pinterest (jeżeli jeszcze go nie masz). To nic nie kosztuje, a cała akcja trwa minutkę. Jeśli chcesz, możesz skorzystać z tutoriala wideo >>, który przygotowała Ania z oplotkowego zespołu. Pamiętaj, żeby wybrać konto biznesowe. Dzięki temu będziesz mieć dostęp do statystyk – bezpłatnie!
  2. Masz już konto? Super! Zaloguj się i wskocz na platformę. Przy użyciu wyszukiwarki na gorze strony spróbuj znaleźć coś, czego właśnie szukasz – prezent dla mamy, wiosenną doniczkę na balkon, pomysł na zabawę z dzieckiem. Im bardziej szalone hasło, tym lepiej.
    Masa odpowiedzi, prawda? Jesteś jeszcze ze mną, czy już przewijasz miliony interesujących inspiracji? 😉
  3. OK, to teraz ostatni test. Pomyśl o czymś, czego potrzebujesz. Chcesz to kupić. Powiedzmy, że to nowa sofa do salonu. Wyobraź ją sobie. Moja wymarzona jest granatowa i wodoodporna (bo dzieciaki, wiadomo). Co więc robię? Wpisuję „granatowa wodoodporna sofa”.
    Zgadnij, co zobaczyłam?

promocja handmade na pinterest

Co robię potem? Klikam w grafikę przedstawiającą sofę, która już mi się spodobała.
Powiększam.

I BUM! Klikam w powiększoną sofę, a jeżeli cena i wymiary pasują to… Jak myślisz, co robię? 😉 No właśnie. Wylądowałam w sklepie meblowym, dokładnie w tym punkcie, w którym znajduje się moja wymarzona sofa. Oszczędziłam sobie przeczesywania katalogów. Teraz już tylko dyskutuję z mężem, czy na raty, czy za gotówkę…

Rozumiesz już, jaki potencjał drzemie w Pinterest?
A co, gdyby to Twoje prace wyskakiwały klientowi po wpisaniu frazy z nazwą prezentu poszukiwanego na Dzień Mamy?

Zaintrygowałam?

W takim razie dołączaj!
Kurs Pinterest 

Do zobaczenia po drugiej stronie ☺

 

książka biznes rękodzielniczy

książka biznes rękodzielniczy

 

Dla kogo jest ta książka?

Początkowo myślałam, że piszę ją dla przedsiębiorczych kobiet, które potrzebują podmuchu w skrzydła na około macierzyńskim zakręcie zawodowym, kiedy to najczęściej nasze wewnętrzne wartości robią fikołka z potrójnym saltem.

Kiedy jednak o książce, w wielkiej ekscytacji opowiadałam na prawo i lewo okazało się, że tak naprawdę z ciekawością przeczyta ją

  • Pan, który chce w końcu zrozumieć te „baby”, co to by chciały wszystko na raz — i dzieci, i kariera i szczęście rodzinne i frajda i znajomi i… o co im właściwie chodzi i (co chyba ważniejsze) jak z nimi w ogóle koegzystować w harmonii.
  • Ktoś na życiowym, zawodowym, emocjonalnym „zakręcie”, kto tak bardzo czuje, że intuicja podpowiada jedno, a świat krzyczy drugie i szuka dowodów, że WARTO słuchać tych cichutkich podszeptów duszy. Nie, nie jest to poradnik, tekst terapeutyczny — to fakty z mojej osobistej ścieżki, która (wierzę) nie jest aż taka nietypowa i w której odnajdziesz z pewnością i siebie. Nie tylko w formie konkretnych wydarzeń, ale (co ważniejsze) sposobów, aby w porażkach odnaleźć super cenne fundamenty sukcesu.
  • Mama, która ma wrażenie, że zaraz oszaleje w gąszczu wytycznych, parentingowych trendów i spektrum od sztywnej tygrysiej dyscypliny, po macierzyństwo bliskości, na którym tak bardzo potrzeba zaufania do siebie samej, żeby się w tym wszystkim nie zatracić.
  • Osoba, która ma dosyć narzuconych przez społeczeństwo definicji słowa SUKCES — taka, która zdecydowanie woli określić, co to dla niej znaczy samodzielnie. Może dla Ciebie to też frazes pt. równowaga między życiem prywatnym i zawodowym + praca z pasją… ale może (tak, jak ja) chcesz go zamienić w EPICKIE wydanie frazesu — EPICKIE, bo TWOJE WłASNE, idealnie dopasowane do tego, co gra w TWOJEJ duszy.

Wierzę, że ta historia pisana jest nie tylko grupie babek, które chcą więcej, niż egzystować. Wierzę, że ta książka jest dla wszystkich, którzy chcą ŻYĆ! Żyć po swojemu i budować sukces na własnych warunkach, własnymi rękami. To dlatego OPLOTKI. Sukces Handmade. W moim wypadku to Sukces w oparciu o warsztaty rękodzieła, ale jak taka definicja mogłaby wyglądać dla Ciebie?

Wierzę, że ta książka pomoże Ci zadać sobie odpowiednie pytania, które Cię do niej zaprowadzą.

 

książka biznes rękodzielniczy   książka biznes rękodzielniczy

 

O czym jest ta książka

No właśnie — tyle szumu wokół kilku lat z codzienności? Jeżeli szukasz historii rodem z filmu akcji, dynamicznych zwrotów, zdrad i fakapów na miliony dolców — no cóż… może niektóre sceny to i dla mnie wydają się, jak wycięte z kina akcji, ale generalnie to po prostu ŻYCIE.

A dokładniej kilka krytycznych lat od momentu, kiedy na przekór zdrowemu rozsądkowi (”To po to Ci były te studia Architektury w Berlinie i lata doświadczenia w zawodzie, żebyś teraz szydełkowania uczyła?!?”) zaufałam intuicji (te warsztaty to bezpieczny krąg wspierającej rozmowy! – to jest bezcenne w dzisiejszym pędzącym świecie obojętności w sieci) i z pełną parą zawlokłam handmade do skalowalnego on-line’u w postaci OPLOTKI (kursy rękodzieła on-line, ale również programy wspierające biznesowo samych twórców w naszej wspólnej misji zarażania bakcylem rękodzieła).

 

Pod prąd

Jak to się dzieje, że nieubłagane statystyki trąbią o upadających firmach w pierwszym, drugim roku działalności, a OPLOTKI to z roku na rok projekt o coraz większym rozmachu.

Czy jestem jakimś turbo-robotem?
Nie!
Superwoman.
Poważnie.
Tylko że każda z nas jest.
Każdy z nas.

Ale dopiero wtedy, kiedy odkryje kilka prawd, którymi podzieliłam się (między wierszami osobistej historii z przedsiębiorczością na zakręcie macierzyństwa w tle) w tej książce.

Stanowczo za dużo czasu potrzebowałam, by to wszystko odkryć — i wierzę, że prześledzenie tych kilku lat skróci Ci drogę.

Ta książka jest o podróży człowieka.
Tej, która każe czasem przemierzyć morza i oceany, setki kilometrów.
Po to tylko, żeby trafić tam, gdzie chyba wszyscy pędzimy.
Do siebie.

 

Dlaczego Self-publishing i crowdfunding?

No właśnie! Nie można było po prostu oddać całej tej logistyki, współpracując ze znanym wydawnictwem?
Cała ta korekta, redakcja, skład, druk, grafiki, okładka i tona promocji.

Przecież w OPLOTKI nie da się inaczej!

Wiedzieliśmy, że chcemy się nauczyć tego know-how. Kto wie, może uczestnicy Akademii Rękodzielnika (program biznesowego wsparcia marek handmade) też marzą o swojej pozycji książkowej? Skoro szeroko rozumiany mentoring HANDMADE wrósł w DNA marki OPLOTKI — to, czemu by nie nauczyć się, „budując samolot w trakcie lotu”?!

Przyznam — nie było łatwo. Nabrałam pokory do procesu wydawniczego. Cały nasz zespół też. Tym bardziej jednak cieszę się, że jakoś tak mimochodem działalność OPLOTKI rozszerzyła się o wydawnictwo.

 

 

Samodzielne wydawanie książki to jednak jedno, ale drugie — to kampania crowdfundingowa!

Wiem, że mamy najlepszą społeczność na świecie i wiedziałam, że finansowa górka związana z kosztami całego projektu jest do przeskoczenia, bo po drugiej stronie leży wsparcie, zaufanie i oczekiwanie na ten tekst tych niesamowitych ludzi, dla których to wszystko, co robimy na co dzień, zyskuje większy sens.

Tak się stało.

Kampania otwierająca przedsprzedaż książki rozpoczęła się w połowie czerwca.

Na „dzień dobry” osiągnęliśmy 30% potrzebnej do wydania książki kwoty (Pierwszy tydzień! Dasz wiarę?!?). Po wakacyjnym oddechu miał być wrześniowy finał — ale właściwie już w sierpniu zebraliśmy 100%.

Co teraz? No idziemy na rekord! Skoro już ruszyliśmy z procesem wydawniczym a zbiórka ciągle trwa —> Robimy Audiobooka!

Także ciągle jeszcze można zaklepać swój egzemplarz.

Kończymy 19 września, ale już teraz wiemy, że mamy wszystkie potrzebne środki na cały proces, który już właściwie ruszył. Aktualnie — już po korekcie, redakcji tekstu — kończymy składanie grafik i literek w całość, która lada chwila trafia do druku. Ostateczna liczba egzemplarzy powiększa się z dnia na dzień i stanie w miejscu na (już to wiemy) rekordowej ilości dokładnie 19 września — bo to właśnie do tego dnia można zaklepywać swój egzemplarz na stronie OPLOTEK

 

CIEBIE TEŻ CHCEMY W TYM KRĘGU!

Wiemy, że to ostatni moment na książkę. Po 19 września zamykamy sprzedaż i koniec, finito, oddech.

Wiemy, że już na pewno do końca roku po zakończeniu akcji 19 września NIE BĘDZIE MOŻNA sprawić sobie egzemplarza tej książki w tym roku! A dlaczego???

  • Padamy z wycieńczenia — to był ogromny projekt i w momencie jego zakończenia zabieramy się za wysyłanie książek do naszych wspierających kampanię, podsumowań, rozliczeń -odpoczywamy mentalnie, jednocześnie nadrabiając zaległości w rękodzielniczych projektach.
  • Bierzemy głęboki wdech i podsumowujemy wszystkie niesamowite cuda, które w tej kampanii pokazały nam, jak bardzo warto pomagać sobie nawzajem w spełnianiu marzeń.
    Będziemy dopieszczać naszych wspierających niespodziankami i VIP wydarzeniami, bo WDZIĘCZNOŚĆ to chyba ciągle zbyt mało pojemne słowo, by wyrazić, co czujemy.

Także na pewno w tym roku możliwość zaklepania swojego własnego egzemplarza OPLOTKI. Sukces Handmade kończy się 19 września — dlatego właśnie śmiejemy się, że u nas Gwiazdka już teraz — bo jak szukasz fajowego prezentu do poczytania, chcesz, żeby przyszedł w oryginalnym opakowaniu do osoby, której świąteczny prezent to MUSI być coś wyjątkowego —> no to masz szansę odhaczyć zakupową listę prezentów świątecznych już dziś na stronie OPLOTEK, zwłaszcza że do samej książki możesz dorzucić ciekawą nagrodę 🙂 Pakowanko i wysyłka po naszej stronie — więc jedno zmartwienie będziesz mieć „z głowy” w przedświątecznym szale.

 

Przeciek kontrolowany — posłuchaj jednego z rozdziałów!

No właśnie. Sama też nie lubię kupować kota w worku — to właśnie dlatego lada chwila jeden z rozdziałów książki w formie nagranego audio… pofrunie do wszystkich, którzy wsparli akcję wydawniczą na Oplotkowej stronie książki.
A że mamy tam nawet taką opcję wrzucenia przysłowiowego piątaka (”wesprzyj dowolną kwotą”), to właściwie już dzisiaj możesz sprawić sobie (no może jeszcze nie całość, ale…) jeden rozdział książki „Oplotki. Sukces Handmade”.

Każdy z naszych wspierających trafia na sekretną listę mailową pełną bonusów, niespodzianek i zaproszeń na ekskluzywne wydarzenia on-line. Teraz wiemy już, że do każdej z nich powędruje również rozdział książki w wersji AUDIO.

Jeżeli chcesz dołączyć do tego VIP-grona to wskakuj i wesprzyj kampanię, korzystając z jedynej, niepowtarzalnej szansy, aby stać się fundatorem książki… i na zawsze zapisać w historii przełomowego momentu ekosystemu OPLOTKI.

 

Do… przeczytania…
Agnieszka