• Link to Facebook
  • Link to Instagram
  • Link to Instagram
  • Link to Youtube
  • Link to Pinterest
  • Link to Mail
  • Link to TikTok
  • Link to LinkedIn
  • Koszyk
  • Moje konto
  • Shopping Cart Shopping Cart
    0Shopping Cart
Oplotki
  • Sklep
    • Rękodzieło
      • Punch Needle
      • Makrama
      • Szydełko
      • Druty
      • Tkanie
      • Haft
      • Szycie
      • Stacjonarne warsztaty rękodzieła
      • Boxy produktowe
      • Vouchery prezentowe
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
    • Biznes Handmade
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Handmade Biz Summit
      • Kursy dla Biznesu Handmade
      • Ebooki, książki, webinary
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
    • Biznes
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Kursy dla biznesu
      • Biznesowe wydarzenia stacjonarne
      • Handmade Biz Summit
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
  • Książka
  • PODCAST
  • Warsztaty
  • Dla firm
  • HandmadeBIZsummit
  • Biblioteka
  • Mastermind
  • O nas
    • Kontakt
    • Newsleeter i FREE treści
    • Wynajem pracowni na warsztaty Poznań | Pracownia Oplotki
    • Agnieszka Gaczkowska
    • BLOG OPLOTKI
    • Stowarzyszenie
    • Zespół
    • Aktualne promo
    • Program Afiliacyjny
    • Dla mediów
    • Social Media OPLOTKI
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, HBS, Wszystkie wpisy

Jak stworzyć stronę internetową na WordPressie samodzielnie? Przewodnik dla początkującej rękodzielniczki

Masz już produkty.

Masz pomysł na markę.

Masz może nawet pierwsze klientki.

I w pewnym momencie pojawia się myśl:

„Potrzebuję własnej strony internetowej.”

Tylko zaraz potem pojawiają się kolejne pytania:

Domena czy hosting?

WordPress czy coś prostszego?

Czy potrzebuję programisty?

Jaki wybrać motyw?

Ile wtyczek zainstalować?

Czy naprawdę dam radę zrobić stronę sama?

Jeżeli te pytania brzmią znajomo, nie jesteś sama.

Podczas Handmade Business Summit 2023 Sylwia Stein pokazała, jak podejść do stworzenia własnego miejsca w sieci na WordPressie również wtedy, gdy nie jesteś programistką.

I najważniejsza wiadomość jest bardzo prosta:

Jeżeli masz czas, chęć szukania informacji i nie boisz się samodzielnego uczenia, możesz stworzyć stronę na WordPressie sama.

Nie oznacza to, że musisz wszystko robić samodzielnie.

Oznacza tylko, że nie musisz zakładać, że strona internetowa od razu wymaga dużego budżetu i programisty.


Czym właściwie jest WordPress?

WordPress to system CMS, czyli system zarządzania treścią.

W praktyce oznacza to, że możesz za jego pomocą:

  • tworzyć strony,
  • publikować wpisy blogowe,
  • dodawać zdjęcia i inne media,
  • rozbudowywać stronę o kolejne funkcjonalności.

I nie musisz za każdym razem zaglądać do kodu.

To właśnie odróżnia CMS od rozwiązania, w którym każdą zmianę trzeba zlecać programiście.

WordPress może być wykorzystany do stworzenia:

  • bloga,
  • strony firmowej,
  • sklepu internetowego,
  • rozbudowanego portalu,
  • platformy kursowej.

Czyli nie musisz zmieniać całej technologii, kiedy Twoja firma zaczyna się rozwijać.

Możesz rozwijać również swoje miejsce w sieci.


Czy WordPress jest dla rękodzielniczki?

To jedno z najważniejszych pytań.

Jeżeli nie masz doświadczenia technicznego, sama nazwa „WordPress” może brzmieć dość poważnie.

Ale Sylwia zwraca uwagę na jego dużą zaletę:

intuicyjność.

WordPress jest systemem, który pozwala zarządzać stroną bez konieczności ciągłego grzebania w kodzie.

A jeżeli czegoś nie wiesz?

Istnieje ogromna społeczność użytkowników WordPressa.

Są:

  • blogi,
  • filmy na YouTube,
  • grupy dyskusyjne,
  • fora,
  • dokumentacja,
  • osoby, które zajmują się WordPressem zawodowo.

Dlatego kiedy utkniesz na jakimś problemie, bardzo często możesz znaleźć rozwiązanie albo poprosić kogoś o pomoc.


Ale czy naprawdę możesz zrobić stronę sama?

Tak, pod pewnymi warunkami.

Sylwia bardzo wyraźnie rozróżnia dwie sytuacje.

Jeżeli:

  • masz czas,
  • lubisz szukać informacji,
  • nie boisz się eksperymentowania,
  • masz techniczną smykałkę,
  • jesteś gotowa uczyć się po drodze,

możesz stworzyć stronę samodzielnie.

Nie musisz być programistką.

Natomiast jeżeli już na samym początku wiesz:

„Nie mam czasu.”

„Nie chcę się tego uczyć.”

„Nie cierpię technicznych rzeczy.”

„Nie będę szukać rozwiązań, kiedy coś przestanie działać.”

— wtedy samodzielne budowanie strony może być dla Ciebie frustrujące.

I to też jest OK.

Zlecenie strony specjaliście nie oznacza porażki.

Chodzi o świadome wybranie rozwiązania odpowiedniego do Twojej sytuacji.


Od czego zacząć tworzenie strony internetowej?

Jeżeli chcesz zrobić ją samodzielnie, potrzebujesz najpierw dwóch podstawowych rzeczy:

1. Domeny

2. Hostingu

To dwa pojęcia, które bardzo często są ze sobą mylone.


Czym jest domena?

Najprościej:

domena to adres Twojej strony internetowej.

Tak jak dom ma swój adres, tak Twoje miejsce w internecie ma swój adres.

Przykładowo:

twojamarka.pl

To właśnie domena.


Jak wybrać domenę dla marki handmade?

To zależy od tego, co chcesz budować.

Jeżeli rozwijasz markę osobistą, możesz zdecydować się na:

imięnazwisko.pl

Jeżeli masz konkretną nazwę firmy:

nazwafirmy.pl

Możesz również wybrać nazwę bardziej tematyczną.

Najważniejsze jest jednak pytanie:

Co chcesz osiągnąć swoją stroną?

Nie wybieraj domeny wyłącznie dlatego, że jest tania albo dostępna.

Pomyśl o niej w perspektywie kilku lat.


.pl czy .com?

Jeżeli działasz przede wszystkim na polskim rynku, rozszerzenie .pl jest naturalnym wyborem.

Jeżeli planujesz działalność międzynarodową, możesz rozważyć .com.

Nie ma jednak jednej odpowiedzi odpowiedniej dla każdej marki.

To decyzja związana z tym, gdzie i dla kogo chcesz działać.


Uważaj na cenę domeny

To jedna z praktycznych porad z wystąpienia Sylwii.

Nie patrz tylko na:

„Pierwszy rok za 1 zł”.

Sprawdź przede wszystkim:

ile kosztuje odnowienie domeny w kolejnych latach?

Promocyjna cena na start może wyglądać świetnie, ale nie mówi Ci, ile będziesz płacić później.

Dlatego porównując oferty, patrz na koszt przedłużenia, a nie tylko na cenę pierwszego roku.


Czym jest hosting?

Jeżeli domena jest adresem Twojego domu w internecie, hosting jest miejscem, na którym ten dom stoi.

To przestrzeń, na której znajdują się pliki Twojej strony.

Czyli:

domena = adres

hosting = miejsce

WordPress = system, na którym zarządzasz stroną

Potrzebujesz tych elementów, żeby stworzyć własne miejsce w sieci.

Sama domena nie wystarczy do uruchomienia strony.


Jak wybrać hosting?

Tutaj wybór jest ważniejszy niż w przypadku samej domeny.

Warto zwrócić uwagę m.in. na:

  • wydajność,
  • dostępne parametry,
  • możliwość obsługi potrzebnej liczby stron i plików,
  • obsługę techniczną,
  • jakość supportu.

Cena nie powinna być jedynym kryterium.

Bo możesz kupić tani hosting, a później tracić mnóstwo czasu na problemy techniczne.

W wystąpieniu Sylwia szczególnie podkreśla znaczenie supportu.

Jeżeli coś przestanie działać, chcesz mieć możliwość uzyskania konkretnej pomocy.


Następny krok: instalacja WordPressa

Kiedy masz:

domenę + hosting

możesz zainstalować WordPressa.

Sylwia wskazuje na możliwość instalacji WordPressa na własnym serwerze oraz korzystania z autoinstalatorów oferowanych przez niektóre firmy hostingowe.

Jeżeli dopiero zaczynasz, autoinstalator może uprościć proces.


Motyw WordPress, co to właściwie jest?

Kiedy WordPress już działa, musisz zdecydować, jak będzie wyglądała Twoja strona.

Za wygląd odpowiada między innymi motyw.

Możesz korzystać z:

  • darmowego motywu,
  • płatnego motywu,
  • rozwiązania przygotowanego indywidualnie.

I tutaj pojawia się bardzo ważna rzecz.

Nie musisz od razu kupować drogiego motywu.

Sylwia pokazuje, że nawet darmowy, lekki motyw może być podstawą bardzo dobrej strony.

Wystąpienie wskazuje m.in. Bloxy/Blocksy oraz Astrę jako przykłady motywów, które mogą być wykorzystywane również przy ograniczonym budżecie.


Nie wybieraj motywu tylko dlatego, że jest ładny

To jeden z najważniejszych fragmentów całego wystąpienia.

Patrzysz na demo i myślisz:

„Wow! To jest dokładnie moja strona.”

Klikasz.

Kupujesz.

Instalujesz.

A później okazuje się, że:

połowa funkcji, które wyglądały świetnie w demo, jest Ci kompletnie niepotrzebna.

Dlatego zanim wybierzesz motyw, sprawdź:

Czy jest aktualizowany?

Stary, dawno nieaktualizowany motyw może powodować problemy ze zgodnością i bezpieczeństwem.

Czy działa szybko?

Jeżeli demo już działa wolno, nie jest to dobry sygnał.

Czy działa dobrze na telefonie?

To szczególnie ważne.

Czy obsługuje funkcje, których potrzebujesz?

Jeżeli chcesz mieć sklep, sprawdź współpracę z WooCommerce.

Jeżeli chcesz mieć platformę kursową, sprawdź kompatybilność z rozwiązaniem, które planujesz wykorzystać.

Czy potrzebujesz page buildera?

Jeżeli chcesz budować stronę metodą „przeciągnij i upuść”, wybierz rozwiązanie, które rzeczywiście będzie Ci to umożliwiało.


Lekki motyw może być lepszy niż przeładowany gotowiec

To bardzo ciekawa lekcja z wystąpienia.

Niektóre gotowe motywy mają mnóstwo funkcji:

  • animacje,
  • dodatkowe elementy,
  • rozbudowane slidery,
  • wiele niepotrzebnych opcji.

Tylko że jeśli wykorzystasz 10% z nich, pozostałe 90% może być po prostu niepotrzebnym balastem.

Dlatego czasami lepiej zacząć od:

prostego, lekkiego motywu

i rozbudować go dokładnie o to, czego potrzebujesz.


A może zamówić motyw dedykowany?

Niekoniecznie.

Sylwia obala również przekonanie:

„Jeżeli chcę naprawdę profesjonalną stronę, muszę mieć motyw napisany specjalnie dla mnie.”

Dobrze przygotowany motyw dedykowany może mieć zalety.

Ale sam fakt, że został napisany specjalnie dla Ciebie, nie gwarantuje, że będzie:

  • szybszy,
  • wygodniejszy,
  • łatwiejszy do edycji,
  • bardziej funkcjonalny.

Może się nawet zdarzyć odwrotnie.

Jeżeli programista „zaszyje” treści w kodzie, późniejsza samodzielna zmiana strony może być trudniejsza.

A przecież jednym z powodów wyboru CMS-a jest właśnie możliwość samodzielnego zarządzania treścią.


Wtyczki, czyli jak rozbudować WordPressa

WordPress daje Ci podstawę.

A dodatkowe funkcje możesz dodawać za pomocą wtyczek.

Przykładowo potrzebujesz:

  • SEO,
  • ochrony przed spamem,
  • sklepu,
  • formularzy,
  • platformy kursowej,
  • integracji z innymi narzędziami.

Nie oznacza to jednak:

„im więcej wtyczek, tym lepsza strona”.

Wręcz przeciwnie.

Warto instalować tylko to, czego naprawdę potrzebujesz.


Jak nie zbudować strony, której później nie da się rozwijać?

To szczególnie ważne dla rękodzielniczki.

Możesz dziś potrzebować tylko:

prostej wizytówki.

Ale za dwa lata możesz chcieć:

  • sprzedawać produkty,
  • prowadzić blog,
  • sprzedawać kurs,
  • zbierać zapisy na newsletter,
  • prowadzić warsztaty,
  • stworzyć platformę edukacyjną.

Dlatego już na początku warto zadać sobie pytanie:

Jak może wyglądać mój biznes za kilka lat?

Nie po to, żeby od razu budować ogromny portal.

Po to, żeby nie zamknąć sobie drogi do rozwoju.


Strona internetowa nie musi być gotowa w jeden dzień

To również ważna zmiana myślenia.

Nie musisz od razu stworzyć:

  • 30 podstron,
  • bloga z 50 wpisami,
  • sklepu,
  • platformy kursowej,
  • rozbudowanej bazy wiedzy.

Możesz zacząć od prostego fundamentu.

Na przykład:

Strona główna

O mnie

Oferta

Kontakt

A później rozwijać kolejne elementy.

To często jest lepsze niż miesiącami przygotowywać „idealną stronę”, której nikt jeszcze nie może zobaczyć.


Co wybrać: samodzielna strona czy zlecenie?

Nie ma jednej odpowiedzi.

Zrób ją samodzielnie, jeżeli:

  • masz czas,
  • lubisz techniczne eksperymenty,
  • chcesz się nauczyć,
  • masz ograniczony budżet,
  • nie boisz się szukania rozwiązań.

Zleć ją, jeżeli:

  • Twój czas jest cenniejszy niż nauka technologii,
  • nie chcesz zajmować się techniczną stroną biznesu,
  • potrzebujesz niestandardowych rozwiązań,
  • zależy Ci na szybkim wdrożeniu.

I najważniejsze:

Nie ma nic złego ani w jednym, ani w drugim rozwiązaniu.

Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy wybierasz rozwiązanie niepasujące do Twoich możliwości.


Checklista: czego potrzebujesz do własnej strony?

Jeżeli chcesz stworzyć stronę internetową samodzielnie, zacznij od tej listy:

Strategia

□ wiem, po co tworzę stronę
□ wiem, dla kogo jest moja oferta
□ wiem, jakie funkcje będą mi potrzebne

Technologia

□ domena
□ hosting
□ WordPress
□ motyw
□ potrzebne wtyczki

Przed wyborem motywu

□ sprawdzam aktualizacje
□ sprawdzam szybkość
□ sprawdzam wersję mobilną
□ sprawdzam kompatybilność z potrzebnymi funkcjami
□ sprawdzam support, jeśli motyw jest płatny

Przed uruchomieniem

□ mam podstawowe podstrony
□ mam treści
□ mam zdjęcia
□ mam dane kontaktowe
□ wiem, jak będę później aktualizować stronę


I jeszcze jedna rzecz: nie bój się WordPressa

Jeżeli prowadzisz biznes handmade, prawdopodobnie masz już doświadczenie w uczeniu się rzeczy, których wcześniej nie umiałaś.

Nauczyłaś się:

  • nowej techniki,
  • robienia produktu,
  • fotografowania,
  • sprzedaży,
  • prowadzenia social mediów,
  • obsługi klientek.

WordPress jest kolejnym narzędziem.

Nie musisz od razu wiedzieć wszystkiego.

Możesz zacząć od:

„Chcę stworzyć prostą stronę i nauczyć się podstaw.”

A potem krok po kroku ją rozwijać.


Twoja strona to nie tylko wizytówka

W biznesie handmade własna strona internetowa może być czymś znacznie ważniejszym.

To może być miejsce, w którym:

  • pokazujesz swoją historię,
  • prezentujesz produkty,
  • publikujesz wiedzę,
  • zbierasz ruch z Google,
  • sprzedajesz,
  • zapisujesz klientki na warsztaty,
  • budujesz listę mailingową,
  • rozwijasz ofertę edukacyjną.

Dlatego warto myśleć o niej nie tylko jako o:

„stronie internetowej”.

Ale jako o własnym miejscu w sieci, które możesz rozwijać razem ze swoją firmą.


Handmade Business Summit 2023

Ten artykuł powstał na podstawie wystąpienia Sylwii Stein „Wyklikaj swoje miejsce w sieci na WordPress” podczas Handmade Business Summit 2023.

Jeżeli budujesz biznes oparty na rękodziele i chcesz uporządkować nie tylko stronę techniczną, ale również sam biznes, zobacz także:

Biznes handmade – jak zarabiać na rękodziele – kompletny przewodnik

Bibliotekę Biznesową dla Handmade

oraz pozostałe materiały Handmade Business Summit.


FAQ

Czy można samodzielnie stworzyć stronę internetową na WordPressie?

Tak. Według Sylwii Stein osoba, która ma czas, chęć uczenia się, potrafi szukać informacji i nie boi się pytać, może samodzielnie stworzyć stronę na WordPressie.

Czego potrzebuję, żeby stworzyć stronę na WordPressie?

Podstawą są domena, hosting oraz zainstalowany WordPress. Następnie wybierasz motyw i instalujesz potrzebne wtyczki oraz przygotowujesz treści strony.

Jaka jest różnica między domeną a hostingiem?

Domena to adres strony internetowej, a hosting to miejsce, na którym przechowywane są pliki strony. Do uruchomienia własnej strony potrzebujesz obu.

Czy muszę kupić płatny motyw WordPress?

Nie. W wystąpieniu Sylwia Stein pokazuje, że można zacząć od lekkiego, darmowego motywu i rozbudowywać stronę zgodnie z potrzebami.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze motywu WordPress?

Przede wszystkim na aktualizacje, szybkość działania, wersję mobilną, potrzebne funkcjonalności oraz kompatybilność z rozwiązaniami, których chcesz używać, np. sklepem internetowym.

Czy potrzebuję programisty do stworzenia strony WordPress?

Nie zawsze. Prostsze strony można stworzyć samodzielnie. Programista może być potrzebny przy bardziej niestandardowych rozwiązaniach albo wtedy, gdy nie chcesz samodzielnie zajmować się techniczną stroną strony.

27 sierpnia 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2025/04/HBS_2023_1080x180px_post_instagram_szare_tlo.png 1080 1080 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-08-27 09:46:252026-08-25 08:59:59Jak stworzyć stronę internetową na WordPressie samodzielnie? Przewodnik dla początkującej rękodzielniczki
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, HBS, Wszystkie wpisy

Jak przygotować się do sesji wizerunkowej? 7 błędów, których warto uniknąć

Sesja wizerunkowa może być dla rękodzielniczki czymś znacznie więcej niż po prostu zbiorem ładnych zdjęć.

Może być materiałem do strony internetowej, social mediów, newslettera, kampanii sprzedażowych, ofert warsztatów czy promocji produktów.

A jednak wiele twórczyń odkłada ją przez bardzo prosty powód:

„Nie jestem fotogeniczna.”

Albo:

„Nie lubię zdjęć.”

„Nie wiem, jak mam się ubrać.”

„Nie wiem, co robić przed aparatem.”

„Przecież moje produkty są ważniejsze niż ja.”

Tymczasem w biznesie opartym na osobistej marce właśnie osoba stojąca za produktem staje się częścią tego, co klientka kupuje.

Podczas Handmade Business Summit 2023 Agnieszka Werecha Osińska, fotografka specjalizująca się w sesjach wizerunkowych, opowiadała o tym, jak przygotować się do takiej sesji i jakich błędów unikać.

I nie chodziło jej o to, żeby każda rękodzielniczka wyglądała jak modelka z okładki magazynu.

Wręcz przeciwnie.

Chodzi o to, żeby na zdjęciach być sobą, tylko w najlepszej, świadomie zaprojektowanej wersji swojej marki.


Po co rękodzielniczce sesja wizerunkowa?

Jeżeli prowadzisz markę handmade, bardzo łatwo schować się za tym, co tworzysz.

Pokazujesz:

  • swoje produkty,
  • dłonie podczas pracy,
  • materiały,
  • pracownię,
  • proces tworzenia.

A siebie?

Czasami tylko fragment.

Tymczasem klientka często chce wiedzieć:

Kto stoi za tą marką?

Dlaczego?

Bo w rękodziele produkt nie jest anonimowym przedmiotem z półki.

Za nim stoi człowiek.

Jego historia.

Jego sposób patrzenia na świat.

Jego estetyka.

Jego doświadczenie.

Jego osobowość.

I właśnie dlatego pokazanie siebie może stać się ważnym elementem budowania marki.


Sesja wizerunkowa to nie to samo co zdjęcia produktowe

To ważne rozróżnienie.

Fotografia produktowa ma przede wszystkim pokazać produkt.

Klientka ma zobaczyć:

  • jego wygląd,
  • szczegóły,
  • fakturę,
  • kolor,
  • sposób wykonania.

Sesja wizerunkowa ma pokazać natomiast:

człowieka stojącego za marką.

Dlatego na takich zdjęciach możesz być:

  • w swojej pracowni,
  • podczas pracy,
  • z materiałami,
  • z narzędziami,
  • z gotowymi produktami,
  • w sytuacjach związanych z Twoim biznesem.

Nie chodzi tylko o pozowanie do aparatu.

Chodzi o stworzenie wizualnego obrazu Twojej marki.


„Nie jestem fotogeniczna”, czyli pierwszy problem

Agnieszka Werecha Osińska mówi, że przed sesjami bardzo często słyszy:

„Jestem niefotogeniczna.”

To przekonanie potrafi skutecznie zatrzymać decyzję o zrobieniu sesji.

Tylko że profesjonalna sesja nie jest tym samym co przypadkowe zdjęcie z telefonu.

Nie musisz umieć pozować.

Nie musisz wiedzieć, co zrobić z rękami.

Nie musisz znać dobrego kąta dla swojej twarzy.

Od tego jest fotograf.

Dobry fotograf nie tylko naciska przycisk aparatu.

Pomaga przejść przez cały proces.


Błąd nr 1: próba zostania kimś innym na sesji

To jeden z najmocniej podkreślanych problemów w transkrypcie.

Wyobraź sobie, że na co dzień:

  • nosisz jeansy i T-shirt,
  • masz luźny styl,
  • pracujesz w swojej pracowni,
  • masz ręce pobrudzone farbą,
  • szydełkujesz,
  • szyjesz,
  • malujesz.

A na sesję przychodzisz nagle:

  • w eleganckim garniturze,
  • z zupełnie inną fryzurą,
  • w ubraniu, którego nigdy nie nosisz,
  • w przestrzeni, która kompletnie nie pasuje do Twojej marki.

Możesz wyglądać „ładnie”.

Ale możesz również wyglądać jak ktoś zupełnie inny.

I to jest problem.

Bo klientka, która pozna Cię później na żywo, może mieć wrażenie:

„To nie jest ta sama osoba.”

Zasada:

Nie przebieraj się za swoją idealną wersję z Pinteresta.

Pokaż siebie.


Błąd nr 2: wybieranie stylizacji tylko dlatego, że dobrze wygląda u kogoś innego

Inspiracje są potrzebne.

Ale inspiracja nie oznacza kopiowania.

Jeżeli zobaczysz piękną sesję przedsiębiorczyni w czerwonej sukience i pomyślisz:

„Ja też tak muszę.”

Zatrzymaj się.

Najpierw zadaj sobie pytanie:

Czy to pasuje do mnie i do mojej marki?

Bo jeżeli na co dzień nie nosisz czerwonej sukienki, nie czujesz się w niej dobrze i nigdy nie pracujesz w takim otoczeniu, prawdopodobnie będzie to widać na zdjęciach.

A zdjęcia wizerunkowe mają budować zaufanie, a nie tworzyć fikcyjną postać.


Błąd nr 3: wybór miejsca, które nie pasuje do marki

To kolejny bardzo praktyczny element wystąpienia.

Wyobraź sobie artystkę, która na co dzień pracuje w pełnej farby, trochę chaotycznej pracowni.

Jej marka jest:

  • artystyczna,
  • spontaniczna,
  • kolorowa,
  • autentyczna.

A na sesję wynajmuje bardzo eleganckie studio:

  • perfekcyjnie uporządkowane,
  • luksusowe,
  • pełne złotych dekoracji,
  • kompletnie niepasujące do jej codziennego świata.

Efekt może być estetyczny.

Ale może być również niezgodny z marką.

Dlatego przed sesją zastanów się:

Jakie miejsce opowiada historię mojej marki?

Nie zawsze najlepszym miejscem jest profesjonalne studio fotograficzne.

Czasami najlepszym miejscem jest:

Twoja pracownia.


Błąd nr 4: brak przygotowania do sesji

Sesja wizerunkowa nie powinna zaczynać się w momencie wejścia przed aparat.

Warto wcześniej przemyśleć:

  • do kogo mówisz,
  • kim jest Twoja klientka,
  • jaki klimat ma Twoja marka,
  • co chcesz pokazać,
  • gdzie wykorzystasz zdjęcia,
  • jakie produkty lub projekty powinny pojawić się na zdjęciach,
  • jakie miejsca pasują do Twojej działalności.

Dopiero wtedy możesz zaplanować sesję.

I tutaj bardzo ważna jest współpraca z fotografem.

Dobry fotograf może pomóc Ci zaplanować:

  • miejsce,
  • ujęcia,
  • rekwizyty,
  • porę dnia,
  • styl zdjęć,
  • scenariusz sesji.

Błąd nr 5: zabierasz za mało rzeczy

To jeden z najbardziej praktycznych wniosków z wystąpienia.

Jeżeli przyjdziesz na sesję z:

  • jednym strojem,
  • laptopem,
  • kubkiem,
  • jednym narzędziem,

możliwości szybko się skończą.

Jeżeli natomiast zabierzesz rzeczy związane z Twoim prawdziwym biznesem, możesz stworzyć ogromną liczbę różnych ujęć.

Zabierz więc na sesję np.:

  • swoje produkty,
  • materiały,
  • narzędzia,
  • książki,
  • szkicowniki,
  • opakowania,
  • próbki,
  • elementy pracowni,
  • rzeczy, których naprawdę używasz.

Nie chodzi o to, żeby wszystkie przedmioty znalazły się na jednym zdjęciu.

Chodzi o to, żeby fotograf miał z czego budować różne kadry.


Błąd nr 6: za mało stylizacji

Jedna stylizacja może wystarczyć do jednego konkretnego zdjęcia.

Ale jeśli chcesz mieć materiał na wiele miesięcy, warto przygotować kilka możliwości.

Nie oznacza to, że musisz całkowicie zmieniać swój wygląd.

Możesz przygotować np.:

  • podstawowy zestaw,
  • drugi zestaw kolorystyczny,
  • coś bardziej codziennego,
  • coś bardziej „biznesowego”, jeśli pasuje do Twojej marki.

Ważne, żeby wszystko nadal było spójne z Tobą.


Błąd nr 7: myślenie, że pierwsza sesja musi być idealna

To chyba jedna z najważniejszych rzeczy, które warto zapamiętać.

Twoja pierwsza sesja nie musi być perfekcyjna.

Dlaczego?

Bo Ty również się rozwijasz.

Twoja marka się rozwija.

Twój biznes się zmienia.

Zmienia się sposób, w jaki komunikujesz swoją ofertę.

Z czasem coraz lepiej wiesz:

  • jakie zdjęcia są Ci potrzebne,
  • w czym dobrze wyglądasz,
  • jaki styl Ci odpowiada,
  • jak chcesz pokazywać swoją markę,
  • czego potrzebujesz do kampanii,
  • jakie zdjęcia działają w Twojej komunikacji.

Dlatego kolejna sesja może być lepsza.

I kolejna jeszcze lepsza.

Nie musisz czekać na moment:

„Kiedy już będę wyglądać i działać wystarczająco profesjonalnie”.

Sesja może być częścią tej drogi.


Jak przygotować się do sesji wizerunkowej krok po kroku?

Jeżeli masz już decyzję:

„OK, chcę zrobić sesję.”

zacznij od tych kroków.

1. Określ, po co Ci zdjęcia

Nie zaczynaj od:

„Chcę mieć ładne zdjęcia.”

Zastanów się:

Do czego ich potrzebuję?

Czy będą na:

  • stronie internetowej?
  • stronie „O mnie”?
  • Instagramie?
  • Facebooku?
  • LinkedInie?
  • newsletterze?
  • materiałach sprzedażowych?
  • kampanii?
  • stronie warsztatów?
  • materiałach prasowych?

Im lepiej określisz zastosowanie, tym łatwiej zaplanować sesję.


2. Przypomnij sobie, dla kogo tworzysz

Twoje zdjęcia nie muszą podobać się wszystkim.

Mają pasować do:

Twojej marki i Twojej klientki.

Zastanów się:

  • Kim jest?
  • Co jest dla niej ważne?
  • Jakiego rodzaju estetyka ją przyciąga?
  • Co ma pomyśleć, kiedy zobaczy Twoje zdjęcie?

To pomoże fotografowi zaprojektować odpowiedni klimat.


3. Wybierz fotografa, który rozumie Twoją branżę

Nie każdy świetny fotograf będzie dobrym fotografem dla Twojej marki.

Agnieszka podkreśla znaczenie znalezienia osoby, która:

  • rozumie Twój biznes,
  • czuje klimat Twojej marki,
  • potrafi zaproponować odpowiednie ujęcia,
  • rozumie Twoją grupę docelową.

Jeżeli prowadzisz biznes handmade, doświadczenie fotografa z twórcami rękodzieła może być dodatkową wartością.

Taka osoba rozumie, że:

szydełko, włóczka, pracownia, materiały i ręce podczas pracy nie są przypadkowymi rekwizytami.

One opowiadają historię Twojej marki.


4. Przygotuj rekwizyty

Zrób wcześniej listę rzeczy, które są częścią Twojego świata.

Nie pytaj:

„Co wygląda profesjonalnie?”

Zapytaj:

„Czego naprawdę używam w swojej pracy?”

To ogromna różnica.


5. Przygotuj kilka ubrań

Nie po to, żeby się przebrać za kogoś innego.

Po to, żeby mieć różne możliwości.

Wybieraj przede wszystkim rzeczy, w których czujesz się sobą.


6. Zastanów się nad miejscem

Może to być:

  • Twoja pracownia,
  • domowe studio,
  • przestrzeń warsztatowa,
  • plener,
  • wynajęte studio.

Miejsce powinno wspierać historię marki.


7. Porozmawiaj z fotografem przed sesją

To bardzo ważne.

Nie traktuj sesji jako:

„Przyjdę i zobaczymy.”

Porozmawiaj wcześniej o:

  • Twojej marce,
  • klientkach,
  • produktach,
  • zastosowaniu zdjęć,
  • klimacie,
  • miejscach,
  • stylizacjach,
  • rekwizytach.

Im lepiej fotograf rozumie Twój biznes, tym łatwiej zaprojektować zdjęcia, które będą naprawdę użyteczne.


Ile zdjęć potrzebujesz?

Nie ma jednej właściwej liczby.

Ale warto myśleć o sesji nie jako o:

„chcę mieć kilka zdjęć profilowych”

tylko:

„chcę zbudować bibliotekę zdjęć mojej marki”.

W transkrypcie pojawia się bardzo dobry przykład: dobrze zaplanowana, nawet godzinna sesja może dostarczyć tak różnorodnego materiału, że można go wykorzystywać przez wiele miesięcy.

I właśnie o to chodzi.

Nie potrzebujesz co tydzień nowej sesji.

Potrzebujesz materiału, który można wielokrotnie wykorzystać.


Sesja wizerunkowa jako inwestycja w markę

Wystąpienie bardzo mocno pokazuje jeszcze jeden sposób patrzenia na sesję.

Nie jako:

„wydatek na ładne zdjęcia”.

Ale jako:

inwestycję w komunikację marki.

Dobre zdjęcia mogą być wykorzystywane wielokrotnie:

  • na stronie,
  • w social mediach,
  • w sprzedaży,
  • w kampaniach,
  • w materiałach promocyjnych,
  • w publikacjach,
  • podczas wystąpień,
  • w newsletterze.

Dlatego warto planować sesję nie pod jeden post.

Tylko pod całą komunikację marki.


A co z tą informacją o podnoszeniu cen?

W rozmowie Agnieszka przywołuje zagraniczne badania, według których silna wizualna marka osobista może pozwalać podnosić ceny, pada tam konkretna liczba 23%.

Traktowałabym to jednak jako przykład przywołany podczas konferencji, a nie jako uniwersalną regułę cenową.

Nie można więc powiedzieć:

„Zrobisz sesję i możesz automatycznie podnieść cenę o 23%.”

To byłoby zbyt daleko idące.

Znacznie ważniejszy jest mechanizm, o którym mówi wystąpienie:

profesjonalny i spójny wizerunek może wpływać na sposób, w jaki odbiorcy postrzegają markę, jej profesjonalizm i wartość.

A to może wspierać również sprzedaż produktów premium.


Nie chowaj się za swoim rękodziełem

Być może najważniejsza lekcja z tego wystąpienia nie dotyczy wcale fotografii.

Dotyczy widoczności właścicielki marki.

Możesz mieć:

  • piękne produkty,
  • świetną stronę,
  • dobry sklep,
  • dopracowaną ofertę.

Ale jeżeli cała komunikacja marki mówi:

„patrz na moje produkty, ale nie patrz na mnie”

Rezygnujesz z części tego, co może odróżniać Cię od konkurencji.

Bo ktoś inny również może zrobić:

makramę.

szydełkową chustę.

ceramikę.

biżuterię.

warsztat.

Ale nikt nie zrobi tego dokładnie po Twojemu.

Twoja osobowość, historia, sposób pracy i sposób patrzenia na rękodzieło są częścią marki.


Nie musisz kochać aparatu

I na koniec coś bardzo ważnego.

Nie musisz zostać osobą, która uwielbia pozować.

Nie musisz nagle poczuć się jak modelka.

Możesz po prostu zrobić:

pierwszy krok.

Pierwsza sesja może być trochę stresująca.

Możesz nie wiedzieć, co zrobić z rękami.

Możesz potrzebować kilku ujęć, żeby się rozluźnić.

To normalne.

Z czasem przychodzi doświadczenie.

A razem z nim:

większa swoboda.

większa świadomość marki.

lepsze zdjęcia.

większa biblioteka materiałów do komunikacji.

I być może w pewnym momencie sesja zdjęciowa przestanie być czymś, czego się boisz.

A stanie się po prostu kolejnym narzędziem rozwijania Twojej marki.


Handmade Business Summit 2023

Ten artykuł powstał na podstawie rozmowy z Agnieszką Werechą Osińską podczas Handmade Business Summit 2023.

Jeżeli rozwijasz markę opartą na rękodziele i chcesz nie tylko tworzyć piękne rzeczy, ale również budować wokół nich rozpoznawalny biznes, zajrzyj do Handmade Business Summit oraz materiałów dotyczących budowania biznesu handmade.


FAQ

Jak przygotować się do sesji wizerunkowej?

Przed sesją określ, do czego będziesz wykorzystywać zdjęcia, zastanów się nad swoją grupą docelową i charakterem marki, wybierz fotografa pasującego do Twojego stylu, przygotuj kilka ubrań oraz rekwizyty związane z Twoją pracą.

Jak ubrać się na sesję wizerunkową?

Najważniejsze jest, żeby ubranie pasowało do Ciebie i Twojej marki. Nie warto zakładać stroju tylko dlatego, że dobrze wygląda na zdjęciach innej osoby. Jeżeli na co dzień go nie nosisz i źle się w nim czujesz, może to być widoczne na zdjęciach.

Co zabrać na sesję wizerunkową rękodzielniczki?

Warto zabrać swoje produkty, materiały, narzędzia, książki, szkicowniki, opakowania oraz inne przedmioty, które rzeczywiście są częścią Twojej pracy. Większa różnorodność rekwizytów daje fotografowi więcej możliwości stworzenia różnych ujęć.

Czy pierwsza sesja wizerunkowa musi być idealna?

Nie. Pierwsza sesja jest również sposobem na zdobycie doświadczenia. Wraz z rozwojem marki coraz lepiej wiesz, jakich zdjęć potrzebujesz i jak chcesz pokazywać siebie oraz swoją firmę.

Czy rękodzielniczka powinna pokazywać twarz w swojej marce?

Nie ma jednej zasady dla każdego biznesu, ale w przypadku marki osobistej pokazanie osoby stojącej za produktami może pomagać budować rozpoznawalność i relację z odbiorcami. Wystąpienie Agnieszki Werechy Osińskiej mocno podkreśla właśnie ten aspekt.

26 sierpnia 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2025/04/HBS_2023_1080x180px_post_instagram_szare_tlo.png 1080 1080 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-08-26 09:41:162026-08-25 08:59:52Jak przygotować się do sesji wizerunkowej? 7 błędów, których warto uniknąć
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, HBS, Wszystkie wpisy

Jak delegować zadania w małej firmie? Przestań być Zosią Samosią

Jeżeli prowadzisz własny biznes, prawdopodobnie znasz ten schemat.

Tworzysz produkty.

Odpisujesz klientkom.

Prowadzisz Instagram.

Piszesz newsletter.

Wystawiasz faktury.

Pilnujesz strony internetowej.

Ogarniesz sprzedaż.

Robisz marketing.

Pakujesz zamówienia.

A kiedy ktoś mówi:

„Może coś delegujesz?”

myślisz:

„Ale co ja właściwie mam delegować? Przecież nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja.”

I właśnie tutaj zaczyna się problem.

Bo bardzo łatwo zostać w swoim biznesie Zosią Samosią, która wszystko potrafi, wszystko kontroluje i wszystko robi sama.

Tylko że taki model ma swoją cenę.

I nie chodzi wyłącznie o zmęczenie.

Chodzi również o tempo rozwoju firmy.


Czy naprawdę musisz robić wszystko sama?

Podczas Handmade Business Summit 2023 Anna Papiernik pokazała delegowanie z perspektywy właścicielki małej firmy.

Jej punkt wyjścia jest bardzo prosty:

w każdym biznesie są zadania, które może wykonać ktoś inny.

Nie oznacza to jednak, że masz jutro zatrudnić pięć osób i oddać im połowę firmy.

Wręcz przeciwnie.

Delegowania trzeba się nauczyć.

A pierwszy krok to zrozumienie, co właściwie robisz w swoim biznesie.


Właścicielka firmy pełni więcej niż jedną rolę

Anna odwołuje się do koncepcji Michaela Gerbera i trzech ról przedsiębiorcy:

  • właściciela biznesu,
  • menedżera,
  • specjalisty.

Właścicielka patrzy w przyszłość.

Zastanawia się:

Dokąd chcę doprowadzić firmę?

Menedżer pilnuje planu, organizacji i realizacji.

Specjalista natomiast chce po prostu wykonywać swoją pracę.

I tutaj pojawia się problem rękodzielniczki.

Bo w praktyce możesz być jednocześnie specjalistką od:

  • tworzenia produktów,
  • marketingu,
  • sprzedaży,
  • księgowości,
  • obsługi klienta,
  • strony internetowej,
  • social media,
  • newslettera.

Czy naprawdę musisz być specjalistką we wszystkich tych dziedzinach?

Nie.


Najpierw wypisz wszystko, co robisz

To jedno z najbardziej praktycznych ćwiczeń z wystąpienia Anny.

Weź kartkę.

Albo dokument.

I spróbuj odtworzyć swój typowy tydzień.

Wypisz wszystkie zadania, które wykonujesz.

Nie tylko te związane z produktem.

Również:

  • pisanie postów,
  • przygotowywanie newslettera,
  • odpowiadanie na wiadomości,
  • wystawianie faktur,
  • prowadzenie strony,
  • zamówienia,
  • obsługę klientek,
  • przygotowywanie grafik,
  • sprzedaż,
  • administrację.

Nie oceniaj ich jeszcze.

Po prostu je wypisz.

Dopiero potem zacznij analizować.


Które zadania delegować jako pierwsze?

Anna proponuje bardzo proste ćwiczenie z trzema kolorami.

Kolor pierwszy

Zaznacz zadania, które są poza Twoją specjalizacją.

Czyli takie, w których musisz poświęcać czas na uczenie się czegoś, co nie jest Twoim głównym obszarem.

Kolor drugi

Zaznacz zadania, których nie lubisz robić.

Bo jeżeli czegoś nie znosisz, bardzo łatwo zaczynasz to odkładać.

A wtedy pojawiają się:

  • zaległości,
  • stres,
  • gaszenie pożarów,
  • praca na ostatnią chwilę.

Kolor trzeci

Zaznacz zadania, które zajmują Ci najwięcej czasu w ciągu tygodnia.

I teraz najważniejsze:

Zadania oznaczone wszystkimi trzema kolorami są najlepszymi kandydatami do delegowania.

Nie musisz oddawać wszystkiego.

Zacznij właśnie od nich.


„Nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja”

To jeden z najczęstszych argumentów przeciwko delegowaniu.

I Anna zwraca uwagę na ważną rzecz.

Często problem nie polega na tym, że druga osoba nie potrafi wykonać zadania.

Problem polega na tym, że Ty nie powiedziałaś dokładnie, jak ma je wykonać.

Masz w głowie sposób działania.

Wiesz:

„Jak to robię, to najpierw robię A, potem B, potem C, a tutaj trzeba uważać na X.”

Tylko że druga osoba tego nie wie.


Nie deleguj zadania. Deleguj instrukcję jego wykonania.

Świetnym przykładem z wystąpienia jest pieczenie muffinek.

Jeżeli powiesz komuś:

„Upiecz muffinki”.

to nie przekazałaś właściwie żadnej procedury.

Możesz mieć w głowie konkretny przepis.

Ale druga osoba go nie zna.

Dlatego potrzebujesz przygotować instrukcję.

Czyli:

  1. co trzeba zrobić,
  2. w jakiej kolejności,
  3. z czego skorzystać,
  4. jakie są ważne szczegóły,
  5. jaki powinien być efekt końcowy.

Tak samo działa to w biznesie.


Jak przygotować zadanie do delegowania?

Załóżmy, że chcesz przekazać komuś publikowanie posta na Instagramie.

Nie wystarczy:

„Przygotuj i opublikuj post”.

Jeżeli chcesz, żeby druga osoba zrobiła to zgodnie z Twoim standardem, opisz proces.

Na przykład:

1. Przygotuj grafikę.

2. Przygotuj tekst.

3. Dodaj odpowiednie hashtagi.

4. Dodaj CTA.

5. Sprawdź zgodność z brandingiem.

6. Zaplanuj publikację w określonym narzędziu.

7. Sprawdź jeszcze raz całość przed publikacją.

I teraz pojawia się kolejny poziom szczegółowości.

Co oznacza:

„Dodaj hashtagi”?

Jeżeli masz konkretne zasady, trzeba je zapisać.

Co oznacza:

„Zgodnie z brandingiem”?

Warto wskazać:

  • kolory,
  • fonty,
  • sposób wykorzystania zdjęć,
  • styl komunikacji.

Im bardziej powtarzalne jest zadanie, tym bardziej opłaca się stworzyć procedurę.


Procedura może być tekstem albo filmem

Nie musisz pisać wielkiej instrukcji.

Jeżeli zadanie jest wizualne, możesz po prostu:

nagrać ekran.

Pokazać:

„Klikam tutaj → wybieram to → wpisuję to → zapisuję tutaj.”

To często będzie dla współpracownika znacznie bardziej użyteczne niż kilka stron tekstu.

I ważna rzecz:

nie tworzysz procedury po to, żeby utrudnić sobie delegowanie.

Tworzysz ją po to, żeby nie musieć za każdym razem tłumaczyć tego samego od początku.


Delegowanie nie musi być kosztem

Kolejny bardzo ważny argument z wystąpienia Anny:

delegowanie nie musi być kosztem, może być inwestycją.

Wyobraź sobie, że Twoja godzina pracy jest warta 125 zł.

Jeżeli przez 32 godziny tygodniowo zajmujesz się zadaniami spoza swojej głównej specjalizacji, to możesz policzyć, ile kosztuje Cię wykonywanie ich samodzielnie.

W przykładzie Anny daje to 208 000 zł ukrytego kosztu rocznie.

To nie oznacza oczywiście, że każda firma osiągnie dokładnie taki wynik.

To przykład pokazujący mechanizm:

Twojego czasu nie można traktować jako darmowego.

Jeżeli odzyskasz część czasu i przeznaczysz go na pracę, która generuje przychód, sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.


Jak policzyć, czy delegowanie Ci się opłaca?

Zamiast pytać:

„Czy stać mnie na zatrudnienie kogoś?”

zadaj sobie kilka innych pytań.

Ile warta jest moja godzina?

Weź realną stawkę, po której sprzedajesz swoje usługi lub pracę.

Ile czasu tygodniowo zajmuje mi zadanie?

Nie zgaduj.

Zmierz.

Ile kosztowałoby zlecenie tego zadania komuś innemu?

Sprawdź stawki rynkowe.

Co zrobię z odzyskanym czasem?

To jest kluczowe pytanie.

Jeżeli odzyskane pięć godzin przeznaczysz na kolejne pięć godzin administracji, niewiele się zmieni.

Ale jeżeli przeznaczysz je na:

  • pracę z klientami,
  • rozwój produktu,
  • sprzedaż,
  • strategię,
  • działania, które generują przychód,

delegowanie może zacząć działać jak inwestycja w rozwój firmy.


Najdroższe zadanie to czasami to, którego nie delegujesz

To bardzo ważna zmiana perspektywy.

Płacąc współpracownikowi, widzisz:

„Wydałam 500 zł.”

Nie widzisz natomiast:

„Odzyskałam 10 godzin mojego czasu.”

Dlatego przy podejmowaniu decyzji o delegowaniu warto patrzeć nie tylko na:

koszt współpracownika

ale również na:

wartość Twojego odzyskanego czasu.


Ale uwaga: nie deleguj byle czego

Anna bardzo mocno podkreśla jeszcze jedną rzecz.

Jeżeli oddasz zadanie niewłaściwej osobie albo przekażesz je bez odpowiedniego przygotowania, możesz stracić podwójnie.

Najpierw:

płacisz komuś za wykonanie zadania.

A później:

poprawiasz jego pracę sama.

Wtedy zamiast odzyskać czas, tracisz go jeszcze więcej.

Dlatego kolejność jest ważna:

wybierz właściwe zadanie → przygotuj procedurę → przekaż → sprawdź → popraw proces.


„Jak deleguję, stracę kontrolę”

To kolejny mit.

Ale warto odwrócić pytanie:

Czy naprawdę masz kontrolę, jeżeli wszystko zależy od Ciebie?

Jeżeli pracujesz:

  • po nocach,
  • na ostatnią chwilę,
  • gasząc kolejne pożary,
  • pilnując każdego szczegółu,

to fakt, że wszystko robisz sama, niekoniecznie oznacza kontrolę.

Może oznaczać po prostu przeciążenie.

Prawdziwa kontrola wymaga systemu.


Najpierw stwórz strukturę swojej firmy

Nawet jeżeli działasz solo.

To bardzo ciekawy element tego wystąpienia.

Możesz myśleć:

„Przecież jestem sama, więc po co mi struktura organizacyjna?”

A jednak warto ją rozpisać.

Na samej górze jesteś Ty:

Właścicielka

A poniżej możesz mieć np.:

Tworzenie / realizacja usług

Marketing

Sprzedaż

Obsługa klienta

Finanse / księgowość

IT / strona internetowa

To nie oznacza, że masz natychmiast zatrudnić sześć osób.

Oznacza tylko, że zaczynasz widzieć:

jakie funkcje naprawdę istnieją w Twoim biznesie.


A potem rozpisz odpowiedzialności

Dla każdego obszaru odpowiedz:

Za co ta osoba odpowiada?

Jakie zadania wykonuje?

Jakich umiejętności potrzebuje?

Jakich narzędzi używa?

Na przykład osoba odpowiedzialna za marketing może zajmować się:

  • listą mailingową,
  • newsletterem,
  • mediami społecznościowymi,
  • przygotowaniem grafik,
  • planowaniem publikacji.

Do tego potrzebuje konkretnych umiejętności i znajomości konkretnych narzędzi.

I właśnie w ten sposób zaczyna powstawać coś bardzo cennego:

opis stanowiska.


Struktura + role + procedury

Anna wskazuje trzy elementy, które pomagają przygotować biznes do delegowania:

1. Struktura

Jakie obszary istnieją w firmie?

2. Role

Za co odpowiada każda osoba?

3. Procedury

Jak dokładnie wykonuje się powtarzalne zadania?

Kiedy masz te trzy rzeczy, delegowanie staje się znacznie prostsze.

Bo nie zaczynasz od:

„Potrzebuję kogoś do pomocy, tylko nie wiem właściwie do czego”.

Możesz powiedzieć:

„Potrzebuję osoby odpowiedzialnej za ten konkretny obszar, z tym zakresem odpowiedzialności i tymi zadaniami”.


Nie zarządzaj zadaniami przez Messenger

To również ważny praktyczny element wystąpienia.

Jeżeli zadania są rozrzucone:

  • w mailach,
  • Messengerze,
  • SMS-ach,
  • notatkach,
  • kartkach,
  • rozmowach,

bardzo szybko zaczynasz tracić orientację.

Dlatego warto mieć jedno miejsce, w którym zarządzasz zadaniami.

Anna rekomenduje Asanę i sama korzysta z niej od lat.

Warto jednak potraktować to jako jej rekomendację z wystąpienia, a nie uniwersalną zasadę, że każda firma musi korzystać właśnie z Asany.

Najważniejsza jest zasada:

zadania powinny mieć jedno uporządkowane miejsce.


Zacznij od jednego zadania

Jeżeli nigdy wcześniej nie delegowałaś, nie próbuj od razu budować całego zespołu.

Wybierz:

jedno zadanie.

Przekaż je.

Zobacz:

  • co zadziałało,
  • czego zabrakło w instrukcji,
  • jakie pytania pojawiły się po stronie współpracownika,
  • co trzeba poprawić.

Potem deleguj kolejne.

Delegowania również trzeba się nauczyć.


Od delegowania zadań do delegowania odpowiedzialności

To kolejny etap.

Na początku możesz przekazać:

„Wyślij newsletter”.

Potem:

„Zajmij się newsletterem”.

A docelowo:

„Odpowiadasz za marketing.”

To zupełnie inny poziom.

Nie przekazujesz pojedynczych czynności.

Przekazujesz obszar odpowiedzialności.

I właśnie wtedy zaczynasz naprawdę budować firmę, która nie opiera się wyłącznie na Tobie.


Nie musisz przestać być specjalistką

To bardzo ważne szczególnie w biznesie handmade.

Delegowanie nie oznacza:

„Przestaję robić rękodzieło”.

Jeżeli właśnie tworzenie jest Twoją największą wartością, możesz nadal pozostać główną osobą odpowiedzialną za:

produkt.

Ale nie musisz jednocześnie być:

  • księgową,
  • administratorką,
  • specjalistką IT,
  • social media managerką,
  • osobą od newslettera,
  • osobą od obsługi klienta.

Twoim zadaniem jako właścicielki nie jest wykonywanie wszystkich prac w firmie.

Twoim zadaniem jest również decydowanie, które z nich powinny pozostać w Twoich rękach.


Ćwiczenie dla Ciebie

Jeżeli chcesz zacząć delegować, zrób dziś jedną rzecz.

Weź kartkę i wypisz wszystkie zadania z ostatniego tygodnia.

Następnie oznacz je trzema kolorami:

1. Poza moją specjalizacją

2. Nie lubię tego robić

3. Zajmuje mi to dużo czasu

Teraz znajdź zadania oznaczone trzema kolorami.

I wybierz jedno.

Nie pięć.

Nie dziesięć.

Jedno.

Następnie przygotuj do niego procedurę.

Napisz:

  • jaki ma być efekt,
  • jakie są kroki,
  • jakich narzędzi użyć,
  • jakie są zasady,
  • czego unikać,
  • po czym poznasz, że zadanie zostało wykonane prawidłowo.

I dopiero wtedy przekaż je innej osobie.


Delegowanie nie oznacza utraty kontroli

Wręcz przeciwnie.

Dobrze przygotowane delegowanie może sprawić, że zyskujesz kontrolę nad firmą, bo przestajesz być jedynym miejscem, w którym znajduje się cała wiedza.

Zaczynasz budować:

strukturę.

procedury.

role.

odpowiedzialność.

system pracy.

I dzięki temu biznes może rosnąć bez dokładania kolejnych godzin Twojej pracy.


Zostań właścicielką biznesu, a nie jego jedynym pracownikiem

Największa zmiana nie polega więc na tym, że:

„zatrudnię kogoś do pomocy”.

Chodzi o zmianę sposobu myślenia:

„Nie muszę osobiście wykonywać wszystkiego, co jest potrzebne do funkcjonowania mojej firmy.”

Możesz nadal być sercem marki.

Możesz nadal tworzyć.

Możesz nadal mieć kontakt z klientkami.

Ale jednocześnie możesz budować firmę, w której nie każda decyzja i nie każde zadanie musi przejść przez Twoje ręce.

Bo jeśli wszystko zależy od Ciebie, trudno mówić o skalowaniu.

A jeśli zaczynasz budować strukturę, role i procedury, pojawia się przestrzeń na rozwój.


Handmade Business Summit 2023

Ten artykuł powstał na podstawie wystąpienia Anny Papiernik „4 mity na temat delegowania, czyli jak skutecznie skończyć z rolą Zosi Samosi” podczas Handmade Business Summit 2023.

Jeżeli rozwijasz biznes oparty na rękodziele i chcesz przejść od wykonywania wszystkiego samodzielnie do bardziej uporządkowanego modelu biznesowego, zobacz również:

Handmade Business Summit

Biznes handmade , jak zarabiać na rękodziele, kompletny przewodnik

Biblioteka Biznesowa dla Handmade


FAQ

Jak zacząć delegować zadania w małej firmie?

Zacznij od spisania wszystkich zadań, które wykonujesz w ciągu tygodnia. Następnie zaznacz zadania spoza swojej specjalizacji, których nie lubisz oraz te, które zajmują Ci najwięcej czasu. Zadania należące do wszystkich trzech grup są dobrymi kandydatami do pierwszego delegowania.

Co warto delegować w biznesie handmade?

W pierwszej kolejności warto rozważyć zadania spoza głównej specjalizacji właścicielki, których nie lubi wykonywać i które zajmują dużo czasu. Mogą to być np. część działań marketingowych, obsługa klienta, zadania administracyjne, księgowość czy czynności techniczne.

Jak delegować zadania, żeby ktoś wykonał je dobrze?

Przed przekazaniem zadania przygotuj dokładną procedurę: określ oczekiwany rezultat, kolejność działań, potrzebne narzędzia i standard wykonania. W przypadku zadań wykonywanych na komputerze pomocne może być również nagranie ekranu.

Czy delegowanie jest opłacalne w małej firmie?

Może być, szczególnie jeśli odzyskany czas właścicielka przeznacza na działania generujące przychód lub rozwój firmy. Warto porównać własną wartość godzinową, czas poświęcany na zadanie oraz koszt zlecenia go innej osobie.

Jak nie stracić kontroli po delegowaniu?

Pomaga uporządkowanie struktury firmy, odpowiedzialności poszczególnych ról i procedur oraz korzystanie z jednego systemu zarządzania zadaniami. Delegowanie nie powinno oznaczać przekazywania zadań „w ciemno”.

25 sierpnia 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2025/04/HBS_2023_1080x180px_post_instagram_szare_tlo.png 1080 1080 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-08-25 09:38:362026-08-25 08:59:41Jak delegować zadania w małej firmie? Przestań być Zosią Samosią
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, HBS, Wszystkie wpisy

Jak napisać opis produktu handmade, który sprzedaje?

Masz piękny produkt.

Zrobiłaś go własnymi rękami.

Włożyłaś w niego czas, wiedzę, doświadczenie i mnóstwo pracy.

Robisz zdjęcia.

Wrzucasz produkt do sklepu.

I przychodzi moment, którego wiele rękodzielniczek nie lubi najbardziej:

„No dobrze… a teraz trzeba to opisać”.

I zaczyna się:

„Bransoletka wykonana ręcznie z…”.

„Sukienka z czerwonej wiskozy, długość do kolan…”.

„Makrama wykonana ze sznurka bawełnianego…”.

Wszystko się zgadza.

Tylko że jest jeden problem.

Taki opis niekoniecznie sprawi, że klientka zapragnie Twojego produktu.

Bo opis produktu handmade nie powinien być wyłącznie instrukcją obsługi.

Powinien pokazać dlaczego ten produkt ma dla niej znaczenie.


Jak opisać produkt handmade, skoro wszystko widać na zdjęciu?

To bardzo dobre pytanie.

Jeżeli sprzedajesz sukienkę, klientka widzi na zdjęciu, że jest czerwona.

Jeżeli sprzedajesz torbę, widzi jej kształt.

Jeżeli sprzedajesz makramę, widzi wzór.

Jeżeli sprzedajesz ceramikę, widzi talerz.

Po co więc pisać:

„To jest czerwone”.

„To jest okrągłe”.

„To ma taki i taki wzór”.

Oczywiście informacje techniczne są potrzebne.

Klientka chce wiedzieć:

  • z czego wykonany jest produkt,
  • jakie ma wymiary,
  • jak go używać,
  • jak o niego dbać,
  • co dokładnie otrzyma.

Ale same parametry nie budują zachwytu.

Bo techniczny opis odpowiada na pytanie:

„Co to jest?”

A dobry opis powinien pomóc odpowiedzieć również na pytanie:

„Dlaczego ja tego chcę?”


Banan nie potrzebuje historii. Twój produkt ją ma.

Podczas swojego wystąpienia Gocha Szoka posługuje się świetnym przykładem:

bananem.

Jak opisać banana?

Możesz napisać:

żółty, podłużny, jadalny owoc.

Tylko że banan nie ma własnej historii.

Stworzyło go drzewo.

Twój produkt jest zupełnie inny.

Twój produkt stworzyłaś Ty.

Za nim stoją:

  • pomysł,
  • inspiracja,
  • próby,
  • błędy,
  • decyzje,
  • materiały,
  • czas,
  • doświadczenie,
  • emocje,
  • Twoja historia.

I właśnie dlatego możesz o nim opowiedzieć znacznie więcej.

Nie chodzi o to, żeby stworzyć wielką autobiografię.

Chodzi o to, żeby pokazać kawałek tego, co znajduje się poza samym przedmiotem.


Dobry opis produktu handmade nie kończy się na produkcie

Pomyśl o tym w ten sposób.

Sprzedajesz:

torbę.

Ale być może klientka kupuje również:

  • możliwość wyrażenia siebie,
  • poczucie wyjątkowości,
  • wygodę,
  • historię,
  • wartości marki,
  • kontakt z człowiekiem, który ją stworzył,
  • przynależność do określonego świata.

Sprzedajesz:

ceramiczny talerz.

Ale może on być również:

  • elementem porannego rytuału,
  • prezentem,
  • symbolem konkretnej historii,
  • przedmiotem związanym z określoną ideą,
  • czymś, co sprawia, że zwykłe śniadanie staje się przyjemniejsze.

Sprzedajesz:

torebkę z personalizacją.

Ale za wygrawerowanym tekstem może kryć się:

  • prezent dla mamy,
  • pamiątka narodzin dziecka,
  • ważny cytat,
  • wspomnienie,
  • osobista historia.

I właśnie o tym możesz pisać.


Cecha produktu to dopiero początek

W opisie produktu oczywiście warto podać konkrety.

Na przykład:

„Torba wykonana jest z…”

„Ma wymiary…”

„Posiada…”

„Można ją…”

To są ważne informacje.

Ale możesz zrobić jeszcze jeden krok.

Zastanów się:

Co ta cecha oznacza dla klientki?

Jeżeli torba ma dużą kieszeń, możesz napisać nie tylko:

„Torba posiada dużą kieszeń wewnętrzną”.

Możesz pokazać:

„Wreszcie masz miejsce na telefon, klucze i wszystko to, co zwykle znika na dnie torby.”

Informacja techniczna pozostaje.

Ale pojawia się kontekst życia klientki.


Nie opisuj tylko tego, co widzisz. Opowiedz, czego nie widać.

To jedna z najważniejszych zasad, które możesz zabrać z tego wystąpienia.

Zdjęcie pokazuje produkt.

Tekst może pokazać:

dlaczego powstał.

dla kogo powstał.

co Cię zainspirowało.

co jest dla Ciebie ważne.

jaką historię niesie.

jakie emocje może wywołać.

co dzięki niemu klientka może poczuć lub zrobić.

I właśnie tutaj zaczyna się przestrzeń dla Twojego stylu.


Twoja historia może być częścią opisu produktu

Nie oznacza to, że każdy opis musi zaczynać się od:

„Kiedy miałam pięć lat, moja babcia nauczyła mnie szydełkować…”

Jeżeli to nie jest prawdziwe albo nie ma związku z produktem, nie rób tego.

Chodzi o coś prostszego.

Dlaczego stworzyłaś właśnie ten produkt?

Może zobaczyłaś coś podczas podróży.

Może od dawna brakowało Ci konkretnego przedmiotu.

Może eksperymentowałaś z techniką.

Może powstał przez przypadek.

Może jest odpowiedzią na problem klientek.

Może wiąże się z ważną dla Ciebie ideą.

To wszystko może być materiałem do komunikacji.


Nie musisz opowiadać całego swojego życia

To ważne, szczególnie jeśli masz opór przed pokazywaniem prywatności w internecie.

Gocha zwraca uwagę na bardzo istotną rzecz:

autentyczność nie oznacza ekshibicjonizmu.

Nie musisz pokazywać:

  • dzieci,
  • partnera,
  • domu,
  • tego, co jesz,
  • całego swojego życia.

Możesz świadomie zdecydować:

„O tym mówię. O tym nie mówię.”

I to jest w porządku.

Możesz wybrać jeden element swojego życia, który pasuje do marki.

Na przykład:

  • książki, które Cię inspirują,
  • miejsca, które odwiedzasz,
  • pracownię,
  • proces tworzenia,
  • wartości,
  • historię konkretnego projektu,
  • materiały, z których korzystasz.

Nie musisz odsłaniać całego życia, żeby marka była osobista.


Twoja pracownia jest tematem, który zawsze masz pod ręką

Jeżeli nie wiesz, o czym pisać, pokaż:

jak tworzysz.

To może być:

  • stół roboczy,
  • narzędzia,
  • materiały,
  • fragment procesu,
  • szkic,
  • próbka,
  • nieudany projekt,
  • etap pracy,
  • moment pakowania.

Nie musisz mieć idealnej, ogromnej pracowni.

Może to być jeden stół.

Jedna szuflada.

Jedno narzędzie.

Jedna historia.

Proces powstawania produktu jest częścią tego produktu.


Pisz nie tylko o tym, co sprzedajesz

To bardzo ważna zmiana myślenia.

Jeżeli sprzedajesz torebki, nie musisz w każdym poście pisać:

„Torebka dostępna tutaj”.

Możesz pisać o:

  • kobietach, które je noszą,
  • podróżach,
  • książkach,
  • miejscach,
  • przedmiotach, które nosimy w torbie,
  • historii konkretnej personalizacji,
  • wartościach marki,
  • powodach, dla których stworzyłaś konkretny model.

Produkt nadal jest obecny.

Ale nie jest jedynym tematem.


Produkt może być punktem wyjścia do całego świata

Wyobraź sobie ceramiczny talerz.

Możesz napisać:

„Ręcznie wykonany talerz śniadaniowy. Średnica 20 cm. Ceramika. Można myć w zmywarce.”

Koniec.

Ale możesz też zapytać:

„Co jeszcze znajduje się w świecie tego talerza?”

Jeżeli projekt powstał w związku z ideą body positive, możesz opowiedzieć o tej idei.

Możesz porozmawiać o relacji kobiet z własnym ciałem.

O tym, dlaczego powstał właśnie taki projekt.

O historii stojącej za kolekcją.

Nagle okazuje się, że jeden produkt daje Ci dziesiątki tematów do komunikacji.


Wykorzystuj wartości stojące za marką

To jeden z najmocniejszych elementów całego podejścia.

Pytanie brzmi:

Co naprawdę dajesz, kiedy sprzedajesz?

Nie tylko:

produkt.

Może dajesz:

  • poczucie odwagi,
  • możliwość wyrażenia siebie,
  • kontakt z naturą,
  • radość,
  • poczucie przynależności,
  • jakość,
  • spokój,
  • świadome podejście do zakupów,
  • możliwość celebrowania codzienności.

To właśnie może być misja marki.

I z tej misji możesz później wyciągać kolejne tematy do komunikacji.


Dlaczego ludzie kupują coś więcej niż przedmiot?

Wyobraź sobie markę, która sprzedaje ręcznie robione buty.

Można napisać:

„Buty wykonane ze skóry.”

Ale można też opowiedzieć:

  • że to firma rodzinna,
  • że buty są wykonywane ręcznie,
  • że wiedza przechodzi z pokolenia na pokolenie,
  • że marka stawia na trwałość,
  • że produkt ma służyć przez wiele lat.

Wtedy klientka nie kupuje wyłącznie butów.

Kupuje również pewną historię i wartości.

Może pomyśleć:

„To jest marka, z którą mi po drodze”.

I właśnie o to chodzi.


Opis produktu powinien być prawdziwy

Jest jednak jedna bardzo ważna granica.

Nie wymyślaj historii tylko dlatego, że „dobrze się sprzedaje”.

Nie twórz sztucznej emocjonalności.

Nie dopisuj wielkiej filozofii do zwykłego produktu, jeśli jej tam nie ma.

Jeżeli historia jest prawdziwa, opowiedz ją.

Jeżeli produkt powstał dlatego, że brakowało Ci konkretnej rzeczy, powiedz to.

Jeżeli inspiracją była podróż, opowiedz o podróży.

Jeżeli ważna jest dla Ciebie konkretna wartość, pokaż ją.

Autentyczność jest ważniejsza niż efektowność.


Personalizacja daje Ci gotowe historie

To jeden z fantastycznych przykładów z wystąpienia Gocha.

Jeżeli tworzysz produkty personalizowane, każda personalizacja może mieć swoją historię.

Na przykład:

  • imię dziecka,
  • rysunek,
  • cytat,
  • data,
  • symbol,
  • dedykacja.

Za każdym takim elementem może stać konkretna osoba i konkretne wydarzenie.

Jeżeli klientka wyrazi zgodę, możesz opowiedzieć tę historię.

I nagle zamiast kolejnego:

„Torebka z personalizowanym grawerem”

masz:

opowieść o osobie, dla której powstała.

To jest zupełnie inny poziom komunikacji.


Opinie klientek mogą być materiałem na kolejne treści

Nie musisz za każdym razem wymyślać nowego tematu.

Jeżeli klientka napisała coś ciekawego o Twoim produkcie, zapytaj:

„Co dokładnie ją w nim zachwyciło?”

Jeżeli masz zgodę, możesz wykorzystać tę historię.

Opinie mogą pokazywać:

  • dlaczego ktoś kupił,
  • dla kogo był produkt,
  • jaki problem rozwiązał,
  • co klientka poczuła,
  • w jakiej sytuacji go wykorzystała.

To jest bardzo wartościowy materiał.

Bo nie mówisz wtedy wyłącznie:

„Mój produkt jest wyjątkowy”.

Pokazujesz:

„Zobacz, co wydarzyło się u osoby, która go kupiła”.


Co jeszcze możesz pokazać wokół produktu?

Zrób sobie własną listę.

Przy każdym produkcie odpowiedz:

1. Dlaczego go stworzyłam?

2. Co było inspiracją?

3. Jak powstawał?

4. Co było najtrudniejsze?

5. Co jest w nim wyjątkowego?

6. Dla kogo jest?

7. W jakiej sytuacji może być używany?

8. Co może dzięki niemu poczuć klientka?

9. Jakie wartości stoją za tym produktem?

10. Czy za produktem stoi jakaś historia?

Jeżeli odpowiesz na te pytania, prawdopodobnie masz już znacznie więcej materiału niż tylko:

„Ręcznie robiona torba z bawełnianego sznurka”.


Nie zapominaj o konkretach

Emocje są ważne.

Historia jest ważna.

Wartości są ważne.

Ale klientka nadal musi wiedzieć:

  • co kupuje,
  • ile to kosztuje,
  • jaki jest rozmiar,
  • z czego produkt jest wykonany,
  • jak go użytkować,
  • jak o niego dbać,
  • kiedy zostanie wysłany,
  • co dokładnie znajduje się w zamówieniu.

Dlatego dobry opis produktu łączy konkrety z emocją.

Nie wybierasz:

techniczny ALBO emocjonalny.

Potrzebujesz:

techniczny + ludzki.


Jak pisać o produkcie, żeby nie brzmieć jak reklama?

To kolejna ważna rzecz.

Nie musisz pisać:

„To absolutnie najlepsza, wyjątkowa, cudowna i niesamowita torba na świecie!!!”

Takie słowa same w sobie niewiele znaczą.

Znacznie mocniejsze jest pokazanie konkretu.

Zamiast:

„Wyjątkowa jakość”.

Napisz:

„Każdą torbę szyję ręcznie, a zanim trafi do sklepu, sprawdzam każde wykończenie.”

Zamiast:

„Niezwykła historia”.

Opowiedz tę historię.

Zamiast:

„Idealny prezent”.

Pokaż:

dla kogo i dlaczego ktoś może chcieć go podarować.

Nie mów klientce, że ma się zachwycić.

Daj jej powód, żeby sama się zachwyciła.


A co z social media?

Opis produktu nie powinien żyć wyłącznie na karcie produktu.

Jeżeli stworzyłaś dobrą historię wokół produktu, możesz ją później wykorzystać w:

  • poście,
  • rolce,
  • newsletterze,
  • artykule,
  • filmie,
  • Pinterest,
  • opisie kategorii,
  • materiałach sprzedażowych.

Czyli zamiast codziennie wymyślać:

„O czym ja mam dzisiaj napisać?”

możesz potraktować jeden produkt jako źródło wielu treści.

To bardzo ważna zmiana.


Jeden produkt = wiele tematów

Załóżmy, że masz ręcznie robioną torbę.

Możesz stworzyć:

Post 1:
Dlaczego powstała ta torba?

Post 2:
Co można w niej zmieścić?

Post 3:
Jak wygląda proces jej tworzenia?

Post 4:
Historia klientki, która kupiła ją jako prezent.

Post 5:
Dlaczego wybrałaś taki materiał?

Post 6:
Co oznacza dla Ciebie idea stojąca za marką?

Post 7:
Jak dbać o torbę?

Post 8:
Jak wygląda personalizacja?

Post 9:
Jak powstał konkretny kolor?

Post 10:
Co zabierasz ze sobą w tej torbie?

I nagle okazuje się, że nie potrzebujesz dziesięciu nowych produktów, żeby mieć o czym mówić.

Potrzebujesz lepiej opowiedzieć o tym, co już masz.


Twoja misja może być kopalnią tematów

Zadaj sobie pytanie:

Co tak naprawdę daję, gdy sprzedaję?

Nie odpowiadaj:

„Torebkę”.

To tylko produkt.

Poszukaj głębiej.

Może dajesz kobietom:

odwagę.

Może:

możliwość wyrażenia siebie.

Może:

poczucie, że mogą kupować świadomie.

Może:

kontakt z ręczną pracą i człowiekiem, który ją wykonał.

Może:

radość.

Może:

poczucie bycia zaopiekowaną.

To jest materiał na komunikację całej marki.


Nie musisz pokazywać wszystkiego

Jeżeli marka jest osobista, nie oznacza to, że musisz dzielić się wszystkim.

Możesz ustalić własne zasady.

Na przykład:

Nie pokazuję dzieci.

Nie pokazuję prywatnego domu.

Nie pokazuję życia rodzinnego.

Ale:

Pokazuję książki, które mnie inspirują.

Pokazuję pracownię.

Pokazuję proces tworzenia.

Opowiadam o podróżach związanych z moją pracą.

To pozwala budować osobistą markę bez przekraczania własnych granic.


Opis produktu to początek relacji

Klientka nie zawsze kupuje od razu.

Najpierw może zobaczyć produkt.

Potem przeczytać opis.

Potem wejść na Instagram.

Przeczytać historię marki.

Zobaczyć pracownię.

Zapisać się na newsletter.

Wrócić za miesiąc.

I dopiero wtedy kupić.

Dlatego warto myśleć o opisie produktu nie tylko jako:

„tekście na stronie produktu”

ale jako części większej relacji z klientką.


Ćwiczenie: weź jeden swój produkt

Teraz wybierz jeden produkt ze swojego sklepu.

Nie cały katalog.

Jeden.

I odpowiedz:

Co to jest?

Napisz konkretnie.

Z czego jest zrobiony?

Podaj parametry.

Jak powstał?

Opowiedz proces.

Dlaczego go stworzyłaś?

Poszukaj źródła pomysłu.

Dla kogo jest?

Pomyśl o konkretnej osobie.

Co może dzięki niemu zyskać?

Nie tylko materialnie.

Co jest dla Ciebie ważne w tym produkcie?

Poszukaj wartości.

Jaka historia się z nim wiąże?

Nawet mała.

Co możesz pokazać poza produktem?

Pracownię, inspirację, proces, ludzi, miejsce.

Z tych odpowiedzi masz materiał nie tylko na opis produktu.

Masz materiał na całą komunikację wokół niego.


Twój produkt to nie tylko przedmiot

To chyba najważniejsza myśl tego wystąpienia.

Kiedy sprzedajesz rękodzieło, sprzedajesz coś znacznie większego niż materiał i pracę.

Możesz sprzedawać:

historię.

emocje.

wartości.

doświadczenie.

przynależność.

sposób patrzenia na świat.

Twoją osobistą perspektywę.

Ale to nie znaczy, że musisz wszystko wymyślać.

Wręcz przeciwnie.

Najlepszym źródłem treści jest często to, co już istnieje w Twojej marce.


Nie pytaj tylko: „Co sprzedaję?”

Zapytaj:

„Co tak naprawdę daję, kiedy ktoś ode mnie kupuje?”

To pytanie może zmienić sposób, w jaki piszesz o produktach.

Bo nagle zamiast:

„Ręcznie robiona torba z bawełnianego sznurka”

możesz zobaczyć:

kobietę, która chce mieć coś stworzonego specjalnie dla niej.

Zamiast:

„Ceramiczny talerz”

możesz zobaczyć:

codzienny rytuał, historię i sposób celebrowania zwykłego dnia.

Zamiast:

„Torebka z grawerem”

możesz zobaczyć:

prezent, wspomnienie i historię dwóch osób.

I właśnie wtedy opis zaczyna pracować na sprzedaż.


Podsumowanie: jak napisać dobry opis produktu handmade?

Pamiętaj o kilku rzeczach:

1. Podaj konkrety.
Klientka musi wiedzieć, co kupuje.

2. Nie zatrzymuj się na cechach.
Pokaż, co te cechy oznaczają dla niej.

3. Opowiedz historię produktu.
Pokaż, dlaczego powstał.

4. Pokaż proces.
Ręczna praca jest częścią wartości produktu.

5. Pokaż wartości marki.
Zastanów się, co dajesz poza fizycznym przedmiotem.

6. Wykorzystuj historie klientek.
Za zgodą mogą stać się świetną treścią.

7. Nie bój się osobistego tonu.
Ale ustal własne granice prywatności.

8. Szukaj tematów wokół produktu.
Nie musisz w każdym poście mówić tylko o sprzedaży.

9. Pisz prawdziwie.
Nie wymyślaj emocji, których nie ma.

10. Zadaj sobie najważniejsze pytanie:

Co tak naprawdę daję, kiedy sprzedaję?


Handmade Business Summit 2023

Ten artykuł powstał na podstawie wystąpienia Gocha Szoki podczas Handmade Business Summit 2023: „Jak pisać, by ludzie kupowali”.

Wystąpienie dotyczy przede wszystkim tworzenia opisów produktów oraz tego, jak wyjść poza techniczne opisywanie cech i pokazywać historię, emocje, wartości oraz znaczenie produktu. Gocha pokazuje również, jak jeden produkt może stać się źródłem wielu tematów do komunikacji marki.

Jeżeli rozwijasz biznes oparty na rękodziele, zobacz również:

Handmade Business Summit

Biznes handmade, jak zarabiać na rękodziele, kompletny przewodnik

Biblioteka Biznesowa dla Handmade


FAQ: opisy produktów handmade

Jak napisać opis produktu handmade?

Dobry opis produktu handmade powinien łączyć informacje techniczne z historią, kontekstem i wartościami stojącymi za produktem. Warto odpowiedzieć nie tylko na pytanie, czym produkt jest, ale również dlaczego powstał, dla kogo jest i co może dać klientce.

Co powinien zawierać opis produktu rękodzielniczego?

W opisie warto podać najważniejsze informacje o produkcie: materiał, wymiary, sposób użytkowania i pielęgnacji oraz inne istotne parametry. Oprócz tego warto opowiedzieć o procesie tworzenia, inspiracji i przeznaczeniu produktu.

Jak opisać produkt handmade, żeby zachęcał do zakupu?

Nie ograniczaj się do wymienienia cech produktu. Pokaż, co te cechy oznaczają dla klientki i w jakiej sytuacji produkt może być dla niej wartościowy. Pomaga również historia stojąca za produktem i autentyczna komunikacja wartości marki.

Czy w opisie produktu warto opowiadać historię?

Tak, jeśli historia rzeczywiście wiąże się z produktem lub marką. Historia może pokazać inspirację, proces powstawania, osobiste znaczenie produktu albo sytuację, w której powstał.

Czy trzeba pokazywać prywatne życie, żeby marka handmade była autentyczna?

Nie. Autentyczna komunikacja nie oznacza konieczności publikowania wszystkich szczegółów życia prywatnego. Możesz samodzielnie zdecydować, jakie elementy swojego życia chcesz pokazywać i które pozostają prywatne.

O czym pisać w social mediach, jeśli sprzedaję rękodzieło?

Nie musisz pisać wyłącznie o samych produktach. Możesz pokazywać proces tworzenia, inspiracje, pracownię, historię produktów, wartości marki, historie klientek, personalizacje i tematy związane z tym, co Twoja marka daje klientkom poza fizycznym produktem.

24 sierpnia 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2025/04/HBS_2023_1080x180px_post_instagram_szare_tlo.png 1080 1080 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-08-24 09:30:112026-08-25 08:59:33Jak napisać opis produktu handmade, który sprzedaje?
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, HBS, Wszystkie wpisy

Jak promować rękodzieło bez social media? 7 sposobów na odzyskanie czasu

Jeżeli prowadzisz biznes handmade, prawdopodobnie znasz ten scenariusz.

Rano zaglądasz na Instagram.

Trzeba wrzucić relację.

Potem post.

Może rolkę.

Trzeba sprawdzić, co teraz działa.

Zmienić zdjęcie.

Zobaczyć, co robi konkurencja.

Odpisać na komentarze.

Przejrzeć statystyki.

A później okazuje się, że minęło kilka godzin, a Ty nadal nie zrobiłaś tego, co naprawdę chciałaś zrobić.

Stworzyć.

I właśnie o tym jest ten artykuł.

Nie o tym, że social media są złe.

Nie o tym, że trzeba z nich całkowicie zrezygnować.

Tylko o pytaniu:

Czy naprawdę wszystkie działania promocyjne Twojej marki muszą odbywać się w social mediach?

Bo być może część tego czasu możesz odzyskać.


Czy rękodzielniczka musi być wszędzie?

To jedna z największych pułapek prowadzenia marki w internecie.

Widzisz, że ktoś działa na Instagramie.

Ktoś inny jest na TikToku.

Kolejna osoba rozwija Pinterest.

Jeszcze ktoś prowadzi YouTube.

I pojawia się myśl:

„Skoro oni tam są, ja też muszę tam być”.

To prowadzi do tak zwanego syndromu błyszczącego obiektu.

Nowy kanał.

Nowy trend.

Nowa funkcja.

Nowy format.

I za każdym razem:

„Może właśnie TO jest rozwiązanie?”

Tylko że każdy kolejny kanał potrzebuje Twojego czasu.

A przecież masz już pracę twórczą.

Masz produkty.

Zamówienia.

Klientki.

Pakowanie.

Warsztaty.

I życie poza biznesem.

Dlatego pierwsze pytanie nie powinno brzmieć:

„Gdzie jeszcze powinnam być?”

Tylko:

„Które kanały rzeczywiście przynoszą mi coś więcej niż lajki?”


Nie każda marka potrzebuje tych samych kanałów

To bardzo ważna rzecz.

Każda marka startuje z innego miejsca.

Masz inną:

  • grupę odbiorców,
  • rozpoznawalność,
  • ofertę,
  • ilość czasu,
  • wiedzę,
  • możliwość inwestowania w reklamę,
  • historię marki.

To, co działa u jednej twórczyni, nie musi działać u Ciebie.

Jeżeli ktoś zaczyna publikować na TikToku i odnosi sukces, nie oznacza to automatycznie, że Ty również musisz tam wejść.

Jeżeli konkurencyjna marka prowadzi codziennie Instagram, nie oznacza to, że codzienny Instagram jest najlepszym sposobem na rozwijanie Twojej marki.

Nie kopiuj kanału. Sprawdź mechanizm.


Problem zaczyna się wtedy, kiedy social media zabierają czas na właściwą pracę

To właśnie tutaj warto zrobić sobie uczciwy rachunek.

Ile godzin tygodniowo spędzasz na:

  • tworzeniu postów,
  • montowaniu rolek,
  • nagrywaniu relacji,
  • odpowiadaniu na komentarze,
  • przeglądaniu innych profili,
  • śledzeniu trendów,
  • zastanawianiu się, co opublikować?

A ile czasu przeznaczasz na:

  • tworzenie produktów,
  • rozwijanie oferty,
  • kontakt z klientkami,
  • pracę nad stroną,
  • budowanie relacji,
  • rozwój własnych kompetencji?

Jeżeli proporcje zaczynają się odwracać, warto się zatrzymać.

Bo celem nie jest przecież:

spędzać jak najwięcej czasu w internecie.

Celem jest:

rozwijać biznes.


1. Blog i SEO: twórz treści, które nie znikają po 24 godzinach

To jeden z najmocniejszych argumentów pojawiających się w wystąpieniu Kasi Wilk.

Wyobraź sobie dwie sytuacje.

Opcja pierwsza

Tworzysz relację na Instagramie.

Po 24 godzinach praktycznie znika z głównego obiegu.

Opcja druga

Tworzysz artykuł na blogu.

Dobrze wybierasz temat.

Optymalizujesz go pod wyszukiwarkę.

Dodajesz wartościową treść.

Linkujesz go z innych miejsc.

I artykuł może być znajdowany również wiele tygodni czy miesięcy później.

To zupełnie inny rodzaj pracy.

Nie oznacza to, że każdy artykuł automatycznie zacznie przynosić ruch.

SEO potrzebuje czasu.

Ale właśnie dlatego warto myśleć o blogu jak o budowaniu biblioteki treści, a nie o jednorazowej publikacji.


Dlaczego blog może być lepszą inwestycją czasu?

Kasia opisuje własne doświadczenie z profilem podróżniczym.

Kiedyś coraz więcej energii szło w tworzenie materiałów na social media.

Podróże zaczęły być podporządkowane temu, co można później opublikować.

W pewnym momencie pojawiło się pytanie:

„Po co właściwie prowadzę ten profil?”

I wtedy blog stał się jednym z elementów zmiany.

Treści publikowane na blogu nie znikały po 24 godzinach.

Można było do nich wrócić.

Coś poprawić.

Coś dopisać.

Rozwijać je.

A przede wszystkim:

mogły być znajdowane przez osoby, które rzeczywiście szukały danego tematu.

To jest ogromna różnica między publikowaniem „żeby coś było” a tworzeniem treści, które mają długoterminowy cel.


2. Wykorzystuj SEO na stronie internetowej

Jeżeli masz stronę internetową, nie traktuj jej wyłącznie jako wizytówki.

To może być jeden z najważniejszych kanałów pozyskiwania klientów.

Podstawą jest zadbanie o rzeczy takie jak:

  • dobre opisy produktów,
  • odpowiednie słowa kluczowe,
  • meta title,
  • meta description,
  • opisy zdjęć,
  • czytelna struktura strony,
  • wartościowe treści.

Nie chodzi o to, żeby pisać dla robotów Google.

Chodzi o to, żeby pomóc wyszukiwarce zrozumieć:

co oferujesz, dla kogo jest Twoja oferta i na jakie pytania odpowiada Twoja strona.


Twoje zdjęcie też może pracować na SEO

W biznesie handmade zdjęcia są oczywiście niezwykle ważne.

Ale samo wrzucenie zdjęcia do sklepu nie wystarczy.

Warto zadbać o sposób jego opisania i nazwania.

Jeżeli masz zdjęcie produktu, nie zostawiaj go jako:

IMG_4532.jpg

Zadbaj o nazwę, opis i kontekst, który pomaga zarówno użytkownikowi, jak i wyszukiwarce zrozumieć, co znajduje się na zdjęciu.

To drobiazgi.

Ale właśnie z takich drobiazgów składa się dobrze przygotowana strona.


3. Newsletter: buduj własny kanał kontaktu

Newsletter może być świetną alternatywą dla ciągłego ścigania zasięgów.

Dlaczego?

Bo osoba zapisująca się na Twoją listę świadomie daje Ci możliwość kontaktu.

Nie musisz czekać, aż algorytm zdecyduje, czy pokaże jej Twój post.

Możesz napisać do niej bezpośrednio.

Newsletter może służyć do:

  • informowania o nowych produktach,
  • sprzedaży,
  • dzielenia się historiami,
  • edukowania,
  • pokazywania kulis,
  • zapraszania na warsztaty,
  • informowania o wydarzeniach.

I co najważniejsze:

nie musisz publikować codziennie.

Możesz stworzyć własny rytm.


4. Podcast: buduj relację głębiej niż jednym postem

Jeżeli lubisz mówić, podcast może być ciekawą alternatywą dla ciągłego tworzenia krótkich treści.

Możesz opowiadać o:

  • procesie twórczym,
  • biznesie,
  • swoich doświadczeniach,
  • błędach,
  • produktach,
  • inspiracjach,
  • problemach klientek,
  • kulisach marki.

Podcast ma jeszcze jedną zaletę.

Pozwala odbiorcy spędzić z Tobą znacznie więcej czasu.

Nie kilka sekund.

Nie jedno zdjęcie.

Tylko kilkanaście czy kilkadziesiąt minut.

To może bardzo dobrze budować relację.


5. YouTube: wykorzystuj wyszukiwalność wideo

Kolejnym kanałem, o którym mówi Kasia, jest YouTube.

I tutaj pojawia się ważna różnica względem części treści publikowanych w social mediach.

Film na YouTube może być znajdowany przez wyszukiwarkę również długo po publikacji.

Możesz tworzyć:

  • tutoriale,
  • instrukcje,
  • odpowiedzi na pytania,
  • prezentacje produktów,
  • materiały edukacyjne,
  • rozmowy,
  • podcasty wideo.

Jeżeli ktoś wpisze w wyszukiwarkę pytanie, na które odpowiada Twój film, masz szansę pojawić się dokładnie wtedy, kiedy ta osoba czegoś potrzebuje.

To zupełnie inny model niż:

„Mam nadzieję, że ktoś zobaczy mój dzisiejszy post”.


6. Współprace: nie musisz wszystkiego robić sama

Kolejny sposób na promocję to współpraca z innymi osobami i markami.

I tutaj ważne jest, żeby nie myśleć wyłącznie:

„Muszę znaleźć kogoś z ogromną liczbą obserwujących”.

Nie zawsze.

Czasami znacznie ważniejsza jest zgodność odbiorców i wartości.

Kasia opisuje sytuacje, w których kontaktowała się z miejscami, które odwiedzała, proponując wspólne materiały.

Dzięki temu treści stawały się bogatsze.

Pojawiały się nowe osoby.

Nowe historie.

Nowe doświadczenia.

A przy okazji powstawały relacje biznesowe.


Nie każda współpraca jest warta Twojego czasu

To również bardzo ważne.

Może zdarzyć się, że marka odpowie:

„Odezwij się, kiedy będziesz mieć 5000 obserwujących”.

Ale warto wtedy zadać sobie pytanie:

„Czy ja naprawdę potrzebuję tej konkretnej współpracy?”

Nie musisz udowadniać swojej wartości każdej marce.

Możesz znaleźć inną osobę.

Inną firmę.

Innego twórcę.

Inny projekt.

Najlepsze współprace często powstają wtedy, kiedy obie strony widzą win-win.


7. Targi i wydarzenia mogą pracować również po wydarzeniu

Jeżeli sprzedajesz rękodzieło stacjonarnie, targi mogą być ważnym kanałem promocji.

Ale warto spojrzeć na nie szerzej.

Targi nie muszą kończyć się w momencie złożenia stoiska.

Jeżeli organizator przygotowuje materiały z wydarzenia, możesz je później wykorzystać.

Zdjęcia.

Filmy.

Relacje.

Informacje o uczestnikach.

Podsumowanie wydarzenia.

To wszystko może być materiałem, który nie musisz tworzyć od zera.

Dlatego przed udziałem w targach warto zapytać organizatora:

„Jak będzie wyglądała promocja wydarzenia i czy materiały po wydarzeniu będę mogła wykorzystać na swoich kanałach?”

To bardzo konkretne pytanie.

I może oszczędzić Ci sporo czasu.


Po targach nie zostawiaj klientki samej z wizytówką

To kolejny problem.

Wyobraź sobie osobę, która po targach wraca do domu z:

  • dziesięcioma wizytówkami,
  • kilkunastoma profilami na Instagramie,
  • katalogiem,
  • ulotkami.

Czy naprawdę następnego dnia wejdzie na każdy z tych profili?

Prawdopodobnie nie.

Dlatego warto zadbać o kolejny punkt kontaktu.

Może nim być:

  • newsletter,
  • strona internetowa,
  • blog,
  • YouTube,
  • formularz zapisu,
  • konkretna oferta.

Nie chodzi o to, żeby po targach klientka musiała sama Cię odnaleźć.

Ułatw jej powrót do Twojej marki.


Nie musisz docierać do wszystkich

To jedna z najważniejszych myśli z całego wystąpienia.

Możemy podzielić rynek na trzy obszary:

Twój dostępny rynek

To osoby, do których możesz już teraz dotrzeć.

Masz z nimi kontakt.

Obserwują Cię.

Są w Twojej społeczności.

Twój potencjalny rynek

To osoby, do których chcesz dotrzeć.

Mogą być zainteresowane Twoją ofertą, ale jeszcze Cię nie znają.

„Nie Twój” rynek

To osoby, do których nie musisz docierać.

I to jest bardzo uwalniające.

Bo nie musisz podobać się wszystkim.

Nie musisz współpracować ze wszystkimi.

Nie musisz być obecna wszędzie.

Nie musisz mieć każdego klienta.


Umiejętność odpuszczania jest częścią strategii

W biznesie handmade bardzo łatwo wpaść w przekonanie:

„Jeszcze tylko ten jeden kanał”.

„Jeszcze TikTok”.

„Jeszcze Pinterest”.

„Jeszcze codzienne rolki”.

„Jeszcze newsletter”.

„Jeszcze podcast”.

A potem okazuje się, że nie masz czasu na produkcję.

Dlatego czasami najlepszą decyzją biznesową jest powiedzenie:

„Nie. Tego teraz nie robię.”

Nie dlatego, że ten kanał jest zły.

Tylko dlatego, że nie jest teraz właściwy dla Twojego biznesu.


Jak ocenić, czy social media rzeczywiście Ci się opłacają?

Nie patrz wyłącznie na lajki.

Sprawdź:

  • ile osób rzeczywiście kupuje,
  • ile osób pyta o ofertę,
  • ile osób zapisuje się na newsletter,
  • ile osób przechodzi na stronę,
  • ile osób wraca,
  • ile czasu zajmuje Ci tworzenie treści,
  • ile sprzedaży można powiązać z danym kanałem.

Możesz mieć post z dużą liczbą polubień i zero sprzedaży.

Możesz mieć mały artykuł na blogu, który przez rok sprowadza na stronę osoby zainteresowane konkretnym produktem.

To są dwa zupełnie różne wyniki.


Lajki nie są celem biznesowym

To może być trudne do przyjęcia.

Bo lajki są widoczne.

Można je policzyć.

Można je porównać.

Ale:

1000 lajków ≠ 1000 klientów.

Dlatego warto patrzeć na to, co rzeczywiście dzieje się po publikacji.

Czy ktoś:

  • odwiedził stronę?
  • zapisał się?
  • zapytał?
  • kupił?
  • polecił Cię?

Jeżeli nie, być może warto zmienić sposób mierzenia skuteczności.


Nie musisz podążać za każdym trendem

Internet zmienia się bardzo szybko.

Dzisiaj wszyscy mówią o rolkach.

Jutro o TikToku.

Później o kolejnym formacie.

Za chwilę pojawi się następny trend.

Ale:

Trend nie oznacza automatycznie strategii dla Twojej marki.

Możesz wybierać tylko te trendy, które naprawdę do Ciebie pasują.

Jeżeli jakiś format jest sprzeczny z Twoim stylem komunikacji albo zabiera Ci absurdalnie dużo czasu, nie musisz go wdrażać tylko dlatego, że robi to konkurencja.


Co zamiast social media?

Nie chodzi o stworzenie kolejnej listy „musisz być wszędzie”.

Chodzi o wybranie jednego lub kilku kanałów, które mają dla Ciebie sens.

Możesz postawić na:

Blog + SEO

Jeżeli lubisz pisać i masz wiedzę, którą możesz przekazywać.

YouTube

Jeżeli dobrze czujesz się przed kamerą lub lubisz tworzyć tutoriale.

Newsletter

Jeżeli chcesz budować bezpośrednią relację z odbiorcami.

Podcast

Jeżeli dobrze czujesz się w dłuższej formie rozmowy.

Współprace

Jeżeli masz możliwość budowania relacji z innymi markami.

Targi i wydarzenia

Jeżeli Twoje produkty dobrze funkcjonują offline.

Opinie i rekomendacje

Jeżeli masz już klientki, które mogą polecać Twoją markę dalej.

Nie musisz robić wszystkiego.

Wybierz to, co możesz utrzymać.


Opinie klientów są Twoim kanałem promocji

Jeżeli masz już klientów, wykorzystaj to.

Poproś o:

  • opinię,
  • zdjęcie produktu,
  • komentarz,
  • rekomendację,
  • krótką historię.

Opinie mogą później pracować:

  • na stronie,
  • w sklepie,
  • w Google,
  • w newsletterze,
  • w materiałach sprzedażowych,
  • na YouTube.

I znów:

nie tworzysz wszystkiego od zera.

Wykorzystujesz to, co już wydarzyło się w Twoim biznesie.


Twoja strona internetowa może pracować, kiedy Ty odpoczywasz

To jedna z największych zalet działań długoterminowych.

Jeżeli masz dobrze przygotowaną stronę:

  • produkt jest opisany,
  • zdjęcia są dobre,
  • treści odpowiadają na pytania,
  • strona jest widoczna w Google,
  • klient może łatwo dokonać zakupu,

to strona może przyciągać osoby również wtedy, kiedy Ty nie siedzisz przy telefonie.

Nie oznacza to, że strona zrobi wszystko za Ciebie.

Ale jej potencjał jest zupełnie inny niż pojedynczej relacji, która za chwilę zniknie.


Produkty cyfrowe mogą pracować bez Twojej obecności

To kolejny element, który warto wykorzystać.

Jeżeli masz:

  • ebook,
  • wzór,
  • kurs,
  • nagranie,
  • webinar,
  • materiał edukacyjny,

możesz sprzedawać go online.

Wystarczy odpowiednio przygotowana strona i system sprzedaży.

Nie musisz za każdym razem:

  • jechać na targi,
  • rozstawiać stoiska,
  • pakować produktu,
  • umawiać spotkania.

Produkt cyfrowy może być dostępny również wtedy, kiedy Ty masz wolne.


Nie oznacza to, że wszystko musi być cyfrowe

To ważne rozróżnienie.

Nie chodzi o to, żebyś przestała tworzyć fizyczne produkty.

Nie chodzi też o to, żeby każda rękodzielniczka została influencerką albo twórczynią kursów.

Chodzi o dywersyfikację sposobów docierania do klientów.

Jeżeli sprzedajesz fizyczne produkty, możesz rozwijać stronę.

Jeżeli prowadzisz warsztaty, możesz wykorzystać newsletter.

Jeżeli masz wiedzę, możesz stworzyć ebook.

Jeżeli lubisz mówić, możesz uruchomić podcast.

Jeżeli dobrze czujesz się przed kamerą, możesz rozwijać YouTube.


Zacznij od podstaw swojej strony

Jeżeli masz stronę internetową, nie musisz od razu robić wielkiej przebudowy.

Zacznij od podstaw:

Zdjęcia

Czy wiadomo, co przedstawiają?

Nazwy plików

Czy są opisowe?

Opisy produktów

Czy naprawdę odpowiadają na pytania klienta?

Słowa kluczowe

Czy używasz określeń, których potencjalna klientka rzeczywiście szuka?

Meta title i meta description

Czy pomagają wyszukiwarce i użytkownikowi zrozumieć stronę?

Responsywność

Czy strona dobrze działa na telefonie?

To są fundamenty.


SEO nie działa od razu

To również warto sobie powiedzieć wprost.

Jeżeli dzisiaj napiszesz artykuł, nie oznacza to, że jutro znajdziesz się na pierwszym miejscu Google.

SEO potrzebuje czasu.

Strona musi zostać zaindeksowana.

Treść musi zacząć budować swoją widoczność.

Potrzebujesz konsekwencji.

Ale właśnie dlatego SEO może być tak wartościowe:

pracujesz dzisiaj nad treścią, która może przynosić efekty również później.


Nie wszystko musisz robić sama

Jeżeli nie znasz się na SEO, możesz się go nauczyć.

Ale możesz też zlecić część pracy.

Ważne jest, żeby nie traktować tego jako:

„Skoro nie umiem, to nie ma sensu”.

Możesz nauczyć się podstaw.

Możesz przetestować.

Możesz sprawdzić, co działa.

A później zdecydować:

Czy chcę robić to sama, czy wolę przekazać to komuś innemu?

Czasami właśnie takie decyzje pozwalają odzyskać czas.


Zrób własny audyt czasu

I teraz najważniejsze ćwiczenie.

Weź ostatni tydzień.

Zapisz, ile czasu spędziłaś na:

Instagramie: ___

Facebooku: ___

TikToku: ___

Pinterest: ___

tworzeniu rolek: ___

odpowiadaniu na komentarze: ___

tworzeniu postów: ___

A potem zapisz:

blog / SEO: ___

newsletter: ___

strona internetowa: ___

tworzenie produktów: ___

obsługa klientek: ___

sprzedaż: ___

I odpowiedz sobie:

Czy mój czas jest tam, gdzie są moje cele biznesowe?

To może być bardzo ciekawe ćwiczenie.


Nie chodzi o ucieczkę z internetu

To nie jest artykuł przeciwko social mediom.

Social media mogą być świetnym narzędziem.

Mogą budować społeczność.

Mogą przynosić klientów.

Mogą pomagać w sprzedaży.

Mogą dawać ogromną frajdę.

Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy:

narzędzie zaczyna zarządzać Twoim biznesem.

Jeżeli każdego dnia zastanawiasz się, jaki trend właśnie obowiązuje, co musisz nagrać i dlaczego Twoje zasięgi spadły, być może warto zrobić krok w tył.


Zamiast być wszędzie, wybierz swoje miejsce

Nie potrzebujesz pięciu kanałów.

Nie potrzebujesz codziennie publikować.

Nie potrzebujesz mieć wszystkiego.

Potrzebujesz znaleźć sposób promocji, który:

  • pasuje do Twojej marki,
  • dociera do właściwych osób,
  • prowadzi do sprzedaży,
  • możesz regularnie utrzymać,
  • nie zabiera Ci całego czasu.

Bo biznes handmade powinien zostawić Ci jeszcze trochę miejsca na…

handmade.


W poszukiwaniu straconego czasu

Tytuł wystąpienia Kasi Wilk jest bardzo trafny.

Bo być może problemem nie jest to, że masz za mało czasu.

Być może część tego czasu oddajesz kanałom, które nie są dla Ciebie najważniejsze.

I być może nie potrzebujesz kolejnego sposobu na zwiększenie produktywności.

Potrzebujesz po prostu przestać robić kilka rzeczy, które nie przynoszą odpowiedniego efektu.

Zamiast kolejnej godziny na Instagramie możesz:

  • napisać jeden wartościowy artykuł,
  • poprawić opis produktu,
  • przygotować newsletter,
  • nagrać film na YouTube,
  • poprosić klientkę o opinię,
  • odezwać się do potencjalnego partnera,
  • stworzyć nowy produkt,
  • odpocząć.

I czasami właśnie odpuszczenie jest decyzją strategiczną.


7 sposobów na promocję rękodzieła poza social media

Jeżeli chcesz zacząć od konkretów, wybierz jeden z tych kierunków:

1. Blog i SEO

Twórz treści odpowiadające na pytania klientów i pracujące dłużej niż pojedynczy post.

2. Strona internetowa

Zadbaj o opisy produktów, zdjęcia, słowa kluczowe i podstawy SEO.

3. Newsletter

Buduj własną bazę osób zainteresowanych Twoją marką.

4. YouTube

Twórz materiały, które mogą być znajdowane również po publikacji.

5. Podcast

Buduj relację poprzez dłuższe treści i rozmowy.

6. Współprace

Łącz się z markami i twórcami, których odbiorcy pasują do Twojej grupy docelowej.

7. Targi i wydarzenia

Wykorzystuj nie tylko samo wydarzenie, ale również materiały i kontakty powstałe wokół niego.


Najważniejsze pytanie na koniec

Nie pytaj:

„Jak mogę być jeszcze bardziej widoczna w internecie?”

Zapytaj:

„Jak mogę być widoczna dla właściwych osób, nie spędzając całego życia w social mediach?”

To zupełnie inne pytanie.

I może prowadzić do znacznie lepszej strategii.


Handmade Business Summit 2023

Ten artykuł powstał na podstawie wystąpienia Kasi Wilk podczas Handmade Business Summit 2023 – „W poszukiwaniu straconego czasu”.

Wystąpienie dotyczy m.in. ograniczania zależności od social mediów, wykorzystania bloga i SEO, strony internetowej, newslettera, podcastu, YouTube, współprac, targów oraz świadomego wyboru kanałów promocji.

Kasia pokazuje również na przykładzie własnego doświadczenia, jak nadmierne skupienie na social mediach może zacząć odbierać czas, który pierwotnie miał być przeznaczony na samą pasję i twórczość.

Jeżeli chcesz rozwijać biznes oparty na rękodziele, zobacz również:

👉 Handmade Business Summit

👉 Biznes handmade, jak zarabiać na rękodziele, kompletny przewodnik

👉 Biblioteka Biznesowa dla Handmade


FAQ: promocja rękodzieła bez social media

Czy można promować rękodzieło bez Instagrama?

Tak. Instagram jest tylko jednym z możliwych kanałów promocji. Możesz wykorzystywać m.in. blog i SEO, stronę internetową, newsletter, YouTube, podcast, współprace, targi oraz rekomendacje klientów.

Jak promować rękodzieło bez Facebooka?

Warto zbudować własne kanały komunikacji, takie jak strona internetowa i newsletter, oraz wykorzystywać kanały wyszukiwalne, np. Google, blog i YouTube. Możesz również rozwijać współprace i promocję offline.

Czy warto prowadzić bloga, jeśli mam markę handmade?

Tak, szczególnie jeśli jesteś gotowa tworzyć treści odpowiadające na rzeczywiste pytania potencjalnych klientów. W przeciwieństwie do części krótkotrwałych treści social media artykuł może być znajdowany przez wyszukiwarkę również długo po publikacji.

Czy rękodzielniczka musi być aktywna na wszystkich social mediach?

Nie. Warto wybrać kanały, które odpowiadają Twojej grupie docelowej, ofercie i możliwościom czasowym. Obecność na większej liczbie platform nie zawsze oznacza większą sprzedaż.

Co zamiast Instagrama dla marki handmade?

Możesz rozwijać blog i SEO, newsletter, YouTube, podcast, stronę internetową, współprace z innymi markami, targi oraz system rekomendacji i opinii klientów.

Jak odzyskać czas zabrany przez social media?

Najpierw sprawdź, ile czasu rzeczywiście spędzasz na poszczególnych platformach i jaki efekt biznesowy przynoszą. Następnie ogranicz kanały, które wymagają dużo pracy, ale nie prowadzą do wartościowych działań, i przenieś część energii do kanałów długoterminowych.

23 sierpnia 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2025/04/HBS_2023_1080x180px_post_instagram_szare_tlo.png 1080 1080 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-08-23 09:25:152026-08-25 08:59:27Jak promować rękodzieło bez social media? 7 sposobów na odzyskanie czasu
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, HBS, Wszystkie wpisy

Jak stworzyć ofertę handmade, która sprzedaje? Zacznij od właściwych klientów

Jeżeli prowadzisz biznes handmade, bardzo łatwo wpaść w pułapkę ciągłego tworzenia treści.

Post na Instagramie.
Stories.
Facebook.
Reels.
Zdjęcia produktów.
Filmik z procesu.
Kolejny post.

I nagle orientujesz się, że minęło kilka godzin, a Ty nadal nie wiesz, co właściwie ma z tego wyniknąć dla Twojego biznesu.

Bo przecież samo publikowanie nie jest celem biznesu.

Celem jest dotarcie do osób, które potrzebują tego, co oferujesz, a następnie przeprowadzenie ich od zainteresowania do zakupu.

Dlatego warto odwrócić kolejność myślenia.

Nie:

social media → social media → social media → może kiedyś sprzedaż

ale:

oferta → właściwa osoba → komunikacja → kontakt → sprzedaż.

Twoja oferta powinna być sercem biznesu.


Oferta jest sercem Twojego biznesu

Jedna z najważniejszych rzeczy, o których warto pamiętać, prowadząc biznes online, brzmi:

Nie budujesz biznesu po to, żeby mieć ładnego Instagrama.

Instagram, Facebook, YouTube, TikTok czy inne kanały są narzędziami.

Są sposobem dotarcia do osób, które mogą być zainteresowane tym, co robisz.

Nie powinny być centrum całego biznesu.

Centrum jest Twoja oferta.

To właśnie do niej mają ostatecznie prowadzić Twoje działania marketingowe.

Może to być:

  • produkt handmade,
  • warsztat,
  • kurs online,
  • ebook,
  • konsultacja,
  • program,
  • mastermind,
  • webinar,
  • książka,
  • usługa.

Może być również oferta bezpłatna, np.:

  • ebook,
  • checklista,
  • webinar,
  • wyzwanie,
  • konferencja,
  • materiał do pobrania.

Najważniejsze jest to, żebyś wiedziała:

co oferujesz i komu to oferujesz.


Nie potrzebujesz tysięcy obserwujących, żeby zacząć sprzedawać

Jednym z mitów, który bardzo często blokuje osoby rozpoczynające biznes online, jest przekonanie:

„Najpierw muszę zbudować dużą społeczność, a dopiero później będę mogła coś sprzedawać”.

Nie.

Nie musisz mieć tysięcy followersów, żeby zacząć budować ofertę i sprawdzać, czy ktoś chce z niej skorzystać.

Znacznie ważniejsze pytanie brzmi:

Czy docierasz do właściwych osób?

100 osób naprawdę zainteresowanych konkretnym problemem może być dla Twojego biznesu znacznie wartościowsze niż kilka tysięcy przypadkowych obserwatorów.

Dlatego zamiast obsesyjnie patrzeć na liczbę followersów, warto zacząć patrzeć na potencjalnych klientów.


Kim jest osoba, której chcesz pomóc?

To jeden z fundamentów dobrej oferty.

Nie wystarczy powiedzieć:

„Moimi klientkami są kobiety”.

To zdecydowanie za mało.

Warto wejść głębiej.

Co ją boli?

Co ją martwi?

Czego potrzebuje?

O czym marzy?

Co chce osiągnąć?

Co sprawia jej trudność?

Jakiego rezultatu szuka?

I przede wszystkim:

W jaki sposób to, co Ty tworzysz, może jej pomóc?

To właśnie tutaj zaczyna się dobra oferta.


Nie twórz oferty dla wszystkich

Jednym z najczęstszych problemów w komunikacji jest próba powiedzenia:

„Potrafię robić to, to, to i jeszcze tamto”.

Bo przecież umiesz.

Masz wiele zainteresowań.

Masz różne kompetencje.

Potrafisz tworzyć różne rzeczy.

Tylko że klientka, która patrzy na taki komunikat, może nie wiedzieć:

„Czy to jest dla mnie?”

Dlatego potrzebujesz swojego wycinka tortu.

Czyli konkretnego obszaru, w którym jasno komunikujesz:

To jest dla Ciebie.
Pomagam Ci w tym konkretnym problemie.
Dzięki temu możesz osiągnąć ten konkretny rezultat.

Im bardziej klarowna jest ta komunikacja, tym łatwiej właściwej osobie rozpoznać, że znalazła odpowiednią markę.


Oferta handmade powinna rozwiązywać konkretny problem

Nie zaczynaj od pytania:

„Co ja mogę sprzedać?”

Zacznij od:

„Czego potrzebuje moja klientka?”

To subtelna, ale ogromna różnica.

Jeżeli np. uczysz szydełkowania, możesz myśleć:

„Mam wiedzę o szydełkowaniu”.

Ale klientka może myśleć:

„Chcę zrobić swoją pierwszą torbę”.

Albo:

„Chcę nauczyć się szydełkować, ale nie wiem od czego zacząć”.

Albo:

„Chcę mieć kreatywne hobby, które pozwoli mi odpocząć po pracy”.

To są zupełnie różne potrzeby.

A każda z nich może prowadzić do innej oferty.


Nie sprzedajesz techniki. Sprzedajesz rezultat

To szczególnie ważne w biznesie handmade.

Klientka często nie kupuje:

„kursu szydełkowania”.

Kupuje:

możliwość nauczenia się szydełkowania.

Nie kupuje:

„warsztatu z makramy”.

Kupuje:

doświadczenie, podczas którego zrobi coś własnymi rękami.

Nie kupuje:

„ebooka z wzorami”.

Kupuje:

możliwość stworzenia konkretnych projektów.

Dlatego przy projektowaniu oferty zastanów się:

Co zmieni się u klientki dzięki temu, co jej oferuję?

To właśnie ten rezultat powinien być widoczny w komunikacji.


Social media nie są centrum Twojego biznesu

To bardzo ważne, szczególnie jeśli masz poczucie, że social media zabierają Ci za dużo czasu.

Facebook jest kanałem.

Instagram jest kanałem.

YouTube jest kanałem.

TikTok jest kanałem.

Pinterest jest kanałem.

Twoja lista mailingowa również jest kanałem komunikacji.

Nie musisz traktować żadnego z nich jak centrum biznesu.

Ich zadaniem jest pomóc Ci dotrzeć do właściwych osób i skierować je dalej.

Czyli zamiast:

„Muszę dzisiaj coś wrzucić na Instagram”.

zadaj sobie pytanie:

„Do czego ten dzisiejszy materiał ma prowadzić?”


Każdy post nie musi sprzedawać

To nie oznacza, że od dzisiaj każdy Twój post ma brzmieć:

„Kup! Kup! Kup!”

Wręcz przeciwnie.

Treści mogą:

  • edukować,
  • inspirować,
  • budować relację,
  • pokazywać Twoją historię,
  • odpowiadać na pytania,
  • pokazywać Twoje doświadczenie,
  • przygotowywać odbiorców do przyszłej oferty.

Ale warto wiedzieć:

Po co tworzysz konkretną treść?

Jeżeli za dwa tygodnie planujesz sprzedaż produktu, Twoje wcześniejsze treści mogą przygotowywać odbiorców do tej oferty.

Możesz pokazywać problem.

Możesz edukować.

Możesz odpowiadać na obiekcje.

Możesz pokazywać rezultaty.

Możesz opowiadać historię.

A kiedy pojawi się oferta, odbiorca wie już:

dlaczego tego potrzebuje.


Content marketing powinien przygotowywać do oferty

To bardzo praktyczne podejście.

Wyobraź sobie, że za dwa tygodnie otwierasz sprzedaż kursu.

Nie musisz przez dwa tygodnie publikować:

„Kup mój kurs”.

Możesz przygotować serię treści dotyczących problemu, który ten kurs rozwiązuje.

Na przykład:

Tydzień 1

  • najczęstsze błędy,
  • pytania początkujących,
  • mity,
  • problemy,
  • Twoje doświadczenia.

Tydzień 2

  • rozwiązania,
  • przykłady,
  • efekty,
  • historie klientek,
  • pokazanie procesu.

A potem:

oferta.

Wtedy social media nie są przypadkową kolekcją postów.

Stają się częścią kampanii sprzedażowej.


Co to jest lead?

Jeżeli chcesz rozwijać biznes online, warto znać podstawowe pojęcie:

lead.

Lead to osoba, która jest potencjalnie zainteresowana tym, co oferujesz.

Nie jest jeszcze klientką.

Ale może nią zostać.

Na przykład osoba, która:

  • pobrała Twój materiał,
  • zapisała się na webinar,
  • dołączyła do wyzwania,
  • zapisała się na newsletter,
  • zostawiła swoje dane kontaktowe.

To właśnie z takich osób możesz później budować sprzedaż.


Dlaczego warto budować własną listę mailingową?

To jeden z najważniejszych elementów całego modelu.

Jeżeli wszystkie osoby zainteresowane Twoją marką masz tylko na Instagramie czy Facebooku, jesteś zależna od tych platform.

Może zmienić się algorytm.

Może zmienić się sposób wyświetlania treści.

Możesz stracić dostęp do konta.

Możesz po prostu przestać docierać do dużej części obserwujących.

Dlatego warto budować własną bazę kontaktów.

Lista mailingowa daje Ci możliwość bezpośredniego kontaktu z osobami, które świadomie zostawiły Ci swój adres.


Jak zdobywać kontakty na listę mailingową?

Nie wystarczy napisać:

„Zapisz się do mojego newslettera”.

Znacznie ciekawsze jest zaoferowanie konkretnej wartości.

Może to być lead magnet, czyli bezpłatny materiał, który potencjalna klientka otrzymuje w zamian za kontakt.

Na przykład:

  • ebook,
  • checklista,
  • wzór,
  • webinar,
  • wyzwanie,
  • bezpłatna lekcja,
  • nagranie,
  • zaproszenie na wydarzenie,
  • materiał edukacyjny.

Ale musi być naprawdę wartościowy.


Dobry lead magnet przyciąga właściwe osoby

To bardzo ważne.

Nie twórz materiału:

„Darmowy PDF dla każdego”.

Zastanów się:

Czy osoba, która chce pobrać ten materiał, jest również potencjalnie zainteresowana moją płatną ofertą?

Jeżeli tak, jesteś na dobrym tropie.

Jeżeli nie, możesz zebrać dużo adresów, ale niewiele z nich będzie miało wartość biznesową.

Dobry lead magnet powinien więc przyciągać właściwe osoby, a nie po prostu jak największą liczbę osób.


Nie dawaj byle czego za adres e-mail

To kolejna ważna zasada.

Jeżeli oferujesz bezpłatny materiał, zadbaj o jego jakość.

Osoba, która go pobiera, powinna pomyśleć:

„To było naprawdę wartościowe”.

Wtedy zaczyna budować się zaufanie.

Jeżeli natomiast dostaje coś przypadkowego, nieprzydatnego albo bardzo słabego, od początku obniżasz swoją wiarygodność.

Darmowy materiał nie musi zawierać całego Twojego procesu.

Ale powinien dawać realną wartość.


Landing page: jedna konkretna oferta

Kiedy kierujesz osobę z social mediów dalej, warto mieć miejsce, w którym może wykonać jedno konkretne działanie.

To może być strona zapisu.

Albo strona sprzedażowa.

Nie chodzi o stronę internetową z piętnastoma zakładkami:

O mnie | Blog | Kontakt | Sklep | Warsztaty | Historia | Galeria | …

Chodzi o jedną stronę poświęconą jednej konkretnej ofercie.

Na niej klientka powinna wiedzieć:

  • co oferujesz,
  • dla kogo to jest,
  • jaki problem rozwiązujesz,
  • co otrzyma,
  • jaki może osiągnąć rezultat,
  • co ma zrobić dalej.

I przede wszystkim:

Kliknij tutaj. Zapisz się. Pobierz. Kup.

Jedno jasne wezwanie do działania.


Klientka potrzebuje jasnej instrukcji

Możesz mieć świetny produkt.

Możesz mieć ogromne doświadczenie.

Możesz mieć piękną markę.

Ale jeżeli osoba, która Cię obserwuje, nie wie:

„Co mam teraz zrobić?”

to może po prostu nic nie zrobić.

Dlatego nie bój się mówić wprost:

„Jeżeli chcesz nauczyć się X, tutaj możesz zapisać się na mój kurs”.

„Jeżeli chcesz pobrać wzór, kliknij tutaj”.

„Jeżeli chcesz wziąć udział w warsztacie, tutaj znajdziesz terminy”.

Jasne CTA nie jest nachalne.

Pomaga klientce podjąć decyzję.


Nie bój się sprzedawać

To szczególnie ważne w biznesie opartym na pasji.

Możesz mieć poczucie:

„Nie chcę się narzucać”.

„Co sobie pomyślą?”.

„Przecież cały czas coś sprzedaję”.

Ale jeżeli ktoś obserwuje Cię dlatego, że interesuje go temat, którym się zajmujesz, Twoja oferta może być dla niego właśnie kolejnym krokiem.

Nie każdy kupi.

I to jest w porządku.

Jeżeli ktoś uzna, że Twoja oferta nie jest dla niego, może się wypisać.

To nie jest porażka.

To oznacza, że zaczynasz lepiej rozumieć, kto rzeczywiście jest Twoją grupą docelową.


Oferta płatna i oferta bezpłatna powinny się łączyć

Pomyśl o tym jak o drodze klientki.

Krok 1: poznaje Cię

Widziała Twój post, film, pin albo polecenie.

Krok 2: interesuje ją temat

Rozpoznaje swój problem albo potrzebę.

Krok 3: otrzymuje bezpłatną wartość

Pobiera materiał, zapisuje się na webinar albo dołącza do wyzwania.

Krok 4: poznaje Cię bliżej

Otrzymuje kolejne treści i zaczyna Ci ufać.

Krok 5: widzi ofertę

Dowiedziała się już, że możesz pomóc jej rozwiązać problem.

Krok 6: kupuje

Przechodzi z osoby zainteresowanej do klientki.

To jest właśnie lejek sprzedażowy.

Nie każda osoba przejdzie przez niego w tym samym tempie.

I to jest normalne.


Nie każdy lead kupi od razu

Możesz mieć osobę, która pobierze materiał i następnego dnia kupi produkt.

Ale możesz też mieć osobę, która:

  • pobierze ebook,
  • będzie czytać Twoje maile,
  • obserwować Cię przez kilka miesięcy,
  • wróci dopiero wtedy, kiedy będzie gotowa.

Dlatego nie każda osoba, która dzisiaj nie kupuje, jest straconym klientem.

Warto budować relację i pozostawać w kontakcie.


Zacznij od jednej oferty

Jeżeli teraz czujesz się przytłoczona, nie próbuj budować wszystkiego jednocześnie.

Nie musisz mieć:

  • pięciu produktów,
  • trzech lead magnetów,
  • newslettera,
  • YouTube,
  • Instagrama,
  • TikToka,
  • Pinterest,
  • podcastu,
  • webinaru
  • i jeszcze automatycznego lejka.

Zacznij od podstaw.

1. Jedna konkretna grupa

Komu pomagam?

2. Jeden konkretny problem

Co chcę tej osobie pomóc rozwiązać?

3. Jeden konkretny rezultat

Co zmieni się po skorzystaniu z mojej oferty?

4. Jedna oferta

Co konkretnie sprzedaję?

5. Jedna strona

Gdzie osoba może się zapisać albo kupić?

6. Jeden kanał pozyskiwania osób

Skąd będę przyciągać właściwych odbiorców?

To wystarczy, żeby zacząć.


Posprzątaj swoje profile w social mediach

Jeżeli masz już konto na Instagramie czy Facebooku, zrób prosty audyt.

Wejdź na swój profil tak, jakbyś była nową klientką.

I odpowiedz sobie:

Czy od razu wiem, czym się zajmujesz?

Czy wiem, dla kogo jest Twoja marka?

Czy wiem, w czym możesz mi pomóc?

Czy widzę Twoją aktualną ofertę?

Czy wiem, co mam zrobić dalej?

Czy mogę łatwo przejść do Twojej strony?

Czy mogę zapisać się na listę mailingową?

Czy widzę konkretny produkt lub usługę?

Jeżeli na większość pytań odpowiadasz „nie”, masz bardzo konkretną rzecz do poprawienia.


Zrób porządek z komunikacją marki

Sprawdź:

zdjęcie profilowe
Czy wygląda profesjonalnie i pasuje do marki?

opis profilu
Czy wiadomo, czym się zajmujesz?

informacja dla kogo jesteś
Czy potencjalna klientka może się w tym rozpoznać?

link
Czy prowadzi do czegoś konkretnego?

oferta
Czy wiadomo, co można u Ciebie kupić?

lead magnet
Czy jest możliwość wykonania kolejnego kroku?

wezwanie do działania
Czy mówisz jasno, co osoba ma zrobić?

Nie chodzi o to, żeby Twój profil był „idealny”.

Chodzi o to, żeby ułatwiał drogę do Twojej oferty.


Nie musisz być wszędzie

Jeżeli jesteś rękodzielniczką, bardzo możliwe, że masz ograniczoną ilość czasu.

Masz tworzenie.

Zamówienia.

Klientki.

Dom.

Życie.

Dlatego nie ma sensu być aktywną na wszystkich platformach tylko dlatego, że „tak trzeba”.

Zacznij od jednego kanału.

Naucz się go wykorzystywać.

Potem możesz dodawać kolejne.

I pamiętaj o recyklingu treści.

Nie musisz codziennie wymyślać czegoś zupełnie nowego.

Jeżeli dana kampania wraca, możesz ponownie wykorzystać treści, które już wcześniej przygotowałaś.


Twoja oferta powinna być widoczna

To bardzo ważne.

Nie chowaj swojej oferty.

Nie zakładaj, że klientka „sama znajdzie”.

Powiedz jej:

„Jeżeli chcesz zrobić kolejny krok, tutaj możesz to zrobić.”

Twoja oferta nie jest czymś, czego trzeba się wstydzić.

Jeżeli rzeczywiście rozwiązujesz problem klientki, informowanie jej o możliwości skorzystania z Twojej pomocy jest częścią wartościowej komunikacji.


Jak stworzyć ofertę handmade, która sprzedaje? Zacznij od tych 7 pytań

Zanim zaczniesz tworzyć kolejną serię postów, odpowiedz sobie:

1. Komu pomagam?

2. Jaki problem tej osoby rozwiązuję?

3. Jakiego rezultatu chce ta osoba?

4. Co dokładnie oferuję?

5. Jaki jest kolejny krok dla osoby zainteresowanej?

6. Gdzie mogę ją skierować?

7. W jaki sposób moje social media będą prowadzić do tej oferty?

Jeżeli potrafisz odpowiedzieć na te pytania, masz znacznie mocniejszy fundament niż osoba, która po prostu codziennie zastanawia się:

„Co dzisiaj wrzucić na Instagram?”


Najważniejsza zmiana: przestań traktować social media jak biznes

Social media są narzędziem biznesu.

Nie biznesem.

Twoim biznesem jest to, co oferujesz, komu pomagasz i w jaki sposób zamieniasz zainteresowanie w relację, a następnie w sprzedaż.

Dlatego następnym razem, kiedy pomyślisz:

„Muszę coś dzisiaj opublikować…”

zatrzymaj się i zapytaj:

„Po co?”

Czy ten materiał:

  • przyciąga właściwą osobę?
  • pokazuje jej problem?
  • edukuje?
  • buduje zaufanie?
  • prowadzi do lead magnetu?
  • przygotowuje do oferty?
  • pokazuje ofertę?
  • kieruje do konkretnego działania?

Jeżeli tak, świetnie.

Jeżeli nie, być może właśnie znalazłaś zadanie, którego nie musisz dzisiaj robić.


Od czego zacząć budowanie oferty handmade?

Nie od Instagrama.

Nie od logo.

Nie od kolejnego posta.

Zacznij od klientki.

Potem określ problem.

Następnie rezultat.

Później stwórz ofertę.

A dopiero potem zastanów się:

Jakimi kanałami dotrę do osób, które jej potrzebują?

To pozwala odzyskać kontrolę nad marketingiem.

Zamiast tworzyć coraz więcej treści, możesz zacząć tworzyć mniej, ale bardziej celowo.

I właśnie o to chodzi w podejściu Karoliny Kizińskiej do oferty jako centrum biznesu.


Handmade Business Summit 2023

Ten artykuł powstał na podstawie wystąpienia Karoliny Kizińskiej podczas Handmade Business Summit 2023:

„Oferta sercem Twojego Biznesu. Zamień czasochłonne hobby na markę, która zarabia”.

Wystąpienie koncentruje się na budowaniu oferty, pozyskiwaniu właściwych osób, wykorzystaniu social mediów jako kanałów kierujących do oferty, budowaniu listy mailingowej, lead magnetach i lejku sprzedażowym.

Jeżeli chcesz rozwijać biznes oparty na rękodziele, zobacz również:

👉 Handmade Business Summit

👉 https://oplotki.pl/biznes-handmade-jak-zarabiac-na-rekodziele-kompletny-przewodnik/

👉 Biblioteka Biznesowa dla Handmade


FAQ: oferta handmade i sprzedaż rękodzieła

Jak stworzyć ofertę dla marki handmade?

Zacznij od określenia konkretnej grupy docelowej, jej problemu i oczekiwanego rezultatu. Następnie dopasuj do niej konkretny produkt lub usługę i jasno pokaż, jaki kolejny krok ma wykonać potencjalna klientka.

Czy trzeba mieć dużo obserwujących, żeby sprzedawać rękodzieło?

Nie. Liczba obserwujących nie jest jedynym ani najważniejszym czynnikiem sprzedaży. Ważniejsze jest docieranie do osób, które rzeczywiście są zainteresowane Twoją ofertą i mają problem lub potrzebę, którą możesz rozwiązać.

Czy social media powinny być centrum biznesu handmade?

Nie. Social media mogą pełnić funkcję kanałów, które przyciągają właściwe osoby i kierują je do oferty, strony zapisu, listy mailingowej lub strony sprzedażowej.

Co to jest lead magnet?

Lead magnet to bezpłatna wartość oferowana potencjalnej klientce w zamian za dane kontaktowe, najczęściej adres e-mail. Może to być np. ebook, checklista, webinar, wyzwanie, wzór lub inny materiał.

Po co rękodzielniczce lista mailingowa?

Lista mailingowa pozwala budować własną bazę kontaktów i komunikować się bezpośrednio z osobami zainteresowanymi marką, niezależnie od zmian algorytmów platform społecznościowych.

Czy każdy post na Instagramie powinien sprzedawać?

Nie. Treści mogą również edukować, inspirować, budować relację i przygotowywać odbiorców do przyszłej oferty. Ważne jest jednak, aby wiedzieć, jaką rolę dana treść pełni w strategii biznesowej.

Jak często pokazywać ofertę handmade w social mediach?

Nie ma jednej uniwersalnej częstotliwości. Istotniejsze jest, aby potencjalna klientka wiedziała, co oferujesz i miała łatwą możliwość przejścia do konkretnej oferty.

22 sierpnia 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2025/04/HBS_2023_1080x180px_post_instagram_szare_tlo.png 1080 1080 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-08-22 09:21:072026-08-25 08:59:20Jak stworzyć ofertę handmade, która sprzedaje? Zacznij od właściwych klientów
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, HBS, Wszystkie wpisy

Produkty cyfrowe dla rękodzielników: co możesz sprzedawać oprócz kursu online?

Kiedy myślisz o biznesie online opartym na rękodziele, prawdopodobnie pierwsze, co przychodzi Ci do głowy, to kurs online.

Nagrać lekcje.
Przygotować materiały.
Zbudować platformę.
Stworzyć sprzedaż.
Promować.

I nagle okazuje się, że zanim jeszcze cokolwiek sprzedasz, masz przed sobą ogromny projekt.

A co, jeśli produkt cyfrowy wcale nie musi być dużym kursem?

Nie musi.

Produkt cyfrowy może być małym, konkretnym rozwiązaniem, które pomaga klientce coś zrobić, ułatwia jej pracę, oszczędza czas, daje inspirację albo pozwala osiągnąć konkretny efekt.

I właśnie takich pomysłów jest w świecie handmade znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.


Biznes online to nie tylko kursy

Kurs online jest tylko jednym z możliwych produktów cyfrowych.

Możesz stworzyć również:

  • mini kurs,
  • ebook,
  • instrukcję,
  • wzór,
  • wykroj,
  • szablon,
  • planer,
  • zestaw grafik,
  • cyfrową reprodukcję swojej pracy,
  • kolorowankę,
  • książkę z aktywnościami,
  • płatny webinar,
  • warsztat online,
  • program grupowy,
  • grupę abonamentową,
  • pakiet kilku produktów,
  • produkt drukowany na żądanie.

A to jeszcze nie wszystko.

Najciekawsze jest to, że te formaty możesz ze sobą łączyć.

Z kilku małych produktów możesz później zbudować większy kurs.

Zestaw szablonów może stać się elementem abonamentu.

Mini warsztat może być pierwszym krokiem do większego programu.

Dlatego nie musisz od razu budować wielkiej oferty.

Możesz zacząć od małego produktu.


Czym właściwie jest produkt cyfrowy?

Najprościej mówiąc, produkt cyfrowy to coś, co klient może otrzymać lub wykorzystać w formie elektronicznej.

W przypadku biznesu handmade może to być zarówno produkt edukacyjny, jak i coś zupełnie innego.

I tutaj warto rozszerzyć sposób myślenia.

Jeżeli szydełkujesz, możesz oczywiście stworzyć kurs:

„Nauczę Cię szydełkować od podstaw”.

Ale możesz też stworzyć:

„5 wzorów na dekoracje do domu”.

Albo:

„Instrukcja wykonania konkretnej torby”.

Albo:

„Zestaw wzorów na świąteczne ozdoby”.

W pierwszym przypadku uczysz.

W drugim klientka dostaje gotowe rozwiązanie.

I obie rzeczy mogą być produktami cyfrowymi.


Jakie produkty cyfrowe może stworzyć rękodzielniczka?

Przejdźmy do konkretów.

1. Mini kurs zamiast wielkiego kursu

Jeżeli masz wiedzę, którą możesz przekazać innym, nie musisz od razu nagrywać kursu „od A do Z”.

Możesz zawęzić temat.

Zamiast:

„Szycie na maszynie od podstaw”

możesz stworzyć:

„Uszyj swój pierwszy prosty projekt na maszynie”.

Zamiast wielkiego kursu malowania akwarelami:

„Jak namalować konkretny typ pejzażu?”

Albo:

„5 najczęstszych błędów przy malowaniu akwarelą”.

To może być znacznie łatwiejsze do stworzenia.

A dla klientki również może być łatwiejsze do wykorzystania.


2. Ebook

Ebook to jeden z najbardziej oczywistych produktów cyfrowych.

Ale również tutaj nie musisz pisać 150 stron.

Ebook może być bardzo konkretny.

Na przykład:

„10 pomysłów na wykorzystanie resztek włóczki”

albo:

„Przewodnik po podstawowych ściegach szydełkowych”

albo:

„20 pomysłów na ręcznie robione prezenty”.

Kluczowe pytanie brzmi:

Jaki konkretny problem albo potrzebę rozwiązuję tym materiałem?

Im bardziej konkretny efekt, tym łatwiej zrozumieć wartość produktu.


3. Wzory, instrukcje i wykroje

To szczególnie ciekawy kierunek dla branży handmade.

Jeżeli szyjesz, możesz sprzedawać wykroje.

Jeżeli szydełkujesz, możesz przygotować instrukcje wykonania konkretnych projektów.

Jeżeli tworzysz inne techniki rękodzielnicze, możesz zastanowić się:

Co robię dzisiaj sama, a co mogłabym przekazać klientce jako gotową instrukcję?

Nie musisz uczyć jej wszystkiego.

Możesz dać jej konkretny projekt do wykonania.


4. Planery i produkty do druku

To kolejny ciekawy sposób wykorzystania własnej twórczości.

Jeżeli tworzysz grafiki, malujesz albo zajmujesz się hand letteringiem, możesz wykorzystać swoje prace do stworzenia np.:

  • planerów,
  • kalendarzy,
  • kart pracy,
  • materiałów do druku,
  • dzienników,
  • zeszytów ćwiczeń.

Twoja ilustracja, wzór czy grafika może stać się częścią produktu, który klientka pobiera i drukuje.

Możesz też korzystać z modelu print on demand, czyli drukowania produktu dopiero wtedy, kiedy klient go zamówi.

W takim modelu nie musisz wcześniej zamawiać kilkudziesięciu egzemplarzy i przechowywać ich w domu.


5. Szablony

Szablon to kolejny produkt cyfrowy, który może mieć bardzo różną formę.

Jeżeli szyjesz, może to być wykroj.

Jeżeli szydełkujesz, instrukcja lub wzór.

Jeżeli tworzysz grafiki, zestaw elementów graficznych.

Jeżeli znasz się na tworzeniu stron internetowych, możesz nawet przygotować gotowy szablon strony.

Wszystko zależy od tego, jakie kompetencje już masz.

I to jest ważne:

Nie patrz wyłącznie na swoje rękodzieło. Sprawdź, jakie inne umiejętności masz w swoim „biznesowym plecaku”.

Może się okazać, że potrafisz połączyć kilka pozornie niezwiązanych ze sobą kompetencji i stworzyć produkt, którego nie oferuje nikt inny.


6. Zestawy grafik i cyfrowe reprodukcje

Jeżeli malujesz, rysujesz, fotografujesz albo tworzysz ilustracje, możesz swoje prace przenieść do świata cyfrowego.

Przykładem może być:

  • zestaw grafik,
  • zestaw ikon,
  • elementy dekoracyjne,
  • ilustracje,
  • cyfrowe reprodukcje,
  • grafiki do wykorzystania w projektach.

Klient może następnie wykorzystać je np. przy tworzeniu własnych materiałów.

Twoja praca nie kończy się więc na jednym fizycznym obrazie.

Może stać się materiałem do stworzenia wielu produktów cyfrowych.


7. Produkty drukowane na żądanie

Ciekawym połączeniem świata fizycznego i cyfrowego jest print on demand.

Tworzysz projekt.

Umieszczasz go na produkcie.

Klient składa zamówienie.

Produkt jest drukowany dopiero wtedy, kiedy ktoś go kupuje.

Mogą to być np.:

  • poduszki,
  • kartki,
  • kubki,
  • koszulki,
  • planery,
  • książki.

Z punktu widzenia twórczyni ogromną zaletą jest to, że nie musisz magazynować produktów u siebie.

Nie kupujesz z góry dużego nakładu.

Nie zastanawiasz się, gdzie przechować kilkadziesiąt egzemplarzy.

Produkt powstaje wtedy, kiedy pojawia się zamówienie.


8. Kolorowanki i książki z aktywnościami

Jeżeli rysujesz, malujesz lub zajmujesz się hand letteringiem, możesz pomyśleć również o:

  • kolorowankach,
  • kartach pracy,
  • zestawach ćwiczeń,
  • książkach z aktywnościami,
  • materiałach dla dzieci,
  • materiałach dla dorosłych.

Nie muszą być wyłącznie edukacyjne.

Mogą służyć również:

  • relaksowi,
  • kreatywnemu spędzaniu czasu,
  • odpoczynkowi,
  • rozwijaniu konkretnej umiejętności.

Możesz stworzyć nawet serię powiązanych produktów.

Przykładowo:

„24 kreatywne zadania na grudzień”

czyli coś w rodzaju kalendarza adwentowego, w którym każdego dnia klientka otrzymuje jedno małe zadanie.


9. Webinar albo warsztat online

Produkt cyfrowy nie musi być materiałem, który klientka pobiera.

Może być również wydarzeniem online.

Możesz stworzyć płatny:

  • webinar,
  • warsztat,
  • spotkanie tematyczne,
  • wspólne tworzenie.

To może być np.:

„Wieczór z akwarelą, namalujmy razem pejzaż”

albo:

„Stwórz swoją pierwszą makramę: warsztat online”.

Możesz również wykorzystać bardziej nietypowy format.

Na przykład warsztat kreatywny dla mamy i córki.

Nie sprzedajesz wtedy wyłącznie wiedzy.

Sprzedajesz również wspólne doświadczenie.


10. Grupa abonamentowa

Kolejny model to subskrypcja.

Klientka płaci regularnie za dostęp do:

  • materiałów,
  • spotkań,
  • nowych projektów,
  • społeczności,
  • inspiracji,
  • wspólnego tworzenia.

Może to być np. grupa osób, które chcą regularnie znaleźć czas na swoją twórczość.

I tutaj pojawia się bardzo ciekawa wartość.

Czasami klientka nie potrzebuje kolejnego kursu.

Potrzebuje powodu, żeby rzeczywiście usiąść i coś zrobić.

Regularne spotkanie może jej to zapewnić.


Nie wszystko musi być kursem

To jest chyba najważniejsza zmiana sposobu myślenia.

Jeżeli zajmujesz się rękodziełem, możesz mieć tendencję do myślenia:

„Muszę nauczyć kogoś szydełkować”.

„Muszę nauczyć kogoś szyć”.

„Muszę nauczyć kogoś malować”.

„Muszę stworzyć kurs”.

A przecież klientka może potrzebować czegoś zupełnie innego.

Może potrzebować:

gotowego wzoru.

inspiracji.

konkretnego projektu.

szablonu.

listy pomysłów.

planera.

materiału do druku.

godziny wspólnego tworzenia.

małego kroku, który pomoże jej zacząć.

I właśnie dlatego warto patrzeć na produkty cyfrowe znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat kursów.


Najlepszy produkt cyfrowy? Taki, który jest szybki do stworzenia i daje szybki efekt

Jeżeli dopiero zaczynasz, nie zaczynaj od ogromnego produktu.

To jedna z najważniejszych wskazówek z tego materiału.

Zamiast tworzyć kurs, który będzie wymagał wielu tygodni przygotowań, poszukaj małego wycinka tematu.

Takiego, który:

  1. możesz stosunkowo szybko przygotować,
  2. rozwiązuje konkretny problem,
  3. pozwala klientce szybko zobaczyć rezultat.

Wyobraź sobie na przykład naukę szycia na maszynie.

Możesz stworzyć ogromny kurs:

„Szycie na maszynie od podstaw”.

Ale możesz też stworzyć mały produkt:

„Uszyj swój pierwszy prosty projekt: podstawy pracy z maszyną”.

Klientka nie musi od razu opanować całej techniki.

Ale po zakończeniu ma coś gotowego w ręce.

I właśnie to poczucie rezultatu jest bardzo wartościowe.


Dlaczego warto zacząć od małego produktu?

Bo mały produkt jest łatwiejszy również dla Ciebie.

Nie musisz od razu:

  • przygotowywać wielkiej platformy,
  • nagrywać dziesiątek godzin materiałów,
  • tworzyć ogromnej kampanii sprzedażowej,
  • inwestować dużych pieniędzy,
  • zastanawiać się, czy ktoś w ogóle będzie chciał kupić Twój pomysł.

Możesz zacząć od czegoś małego.

A potem sprawdzić reakcję odbiorców.

Jeżeli produkt się sprawdzi, możesz stworzyć kolejny.

A później jeszcze jeden.

I nagle okazuje się, że masz całą bibliotekę małych produktów.


Małe produkty mogą stać się większą ofertą

To jedna z największych zalet takiego podejścia.

Wyobraź sobie, że tworzysz:

produkt 1: podstawy
produkt 2: konkretny projekt
produkt 3: kolejny projekt
produkt 4: najczęstsze błędy
produkt 5: zestaw wzorów

Każdy z nich może funkcjonować samodzielnie.

Ale później możesz połączyć je w:

większy kurs

albo:

program

albo:

platformę abonamentową

albo:

pakiet produktów.

Czyli nie tworzysz wszystkiego od razu.

Budujesz swoją ofertę krok po kroku.


Co możesz stworzyć jako produkt cyfrowy w swojej technice?

Spróbuj teraz spojrzeć na swoje rękodzieło z dwóch stron.

Kierunek pierwszy: wiedza i umiejętności

Co możesz nauczyć?

  • techniki,
  • konkretnego projektu,
  • jednego elementu większej umiejętności,
  • rozwiązania konkretnego problemu,
  • sposobu pracy.

Kierunek drugi: gotowe rozwiązania

Co możesz przygotować za klientkę?

  • wzór,
  • szablon,
  • instrukcję,
  • zestaw,
  • kolekcję,
  • grafikę,
  • planer,
  • inspiracje,
  • materiał do druku.

To właśnie na przecięciu tych dwóch kierunków może pojawić się Twój produkt.


Skąd brać pomysły na produkty cyfrowe?

Nie musisz wymyślać wszystkiego z niczego.

Zacznij obserwować.

Patrz na:

  • inne osoby z Twojej branży,
  • inne branże DIY,
  • twórców zagranicznych,
  • sklepy z produktami cyfrowymi,
  • platformy z materiałami dla twórców.

Szczególnie warto zaglądać na rynki anglojęzyczne, gdzie produkty cyfrowe w branżach kreatywnych są bardzo rozwinięte.

Inspiracji możesz szukać m.in. na:

  • Etsy,
  • Creative Market,
  • Creative Fabrica.

Nie chodzi o kopiowanie cudzych produktów.

Chodzi o zadanie sobie pytania:

„Czy ten model mogłabym przełożyć na moją technikę?”

Ktoś tworzy produkt dla scrapbookingu?

Coś podobnego można zrobić dla szydełkowania?

Ktoś sprzedaje zestaw grafik?

Czy Twoje ilustracje mogłyby działać w podobnym modelu?

Ktoś stworzył planer?

Czy możesz stworzyć planer dla osób zainteresowanych Twoją techniką?

Patrz szeroko.


Najpierw obserwuj, potem projektuj

Czasami najlepszy pomysł pojawia się właśnie wtedy, kiedy zobaczysz coś zupełnie niezwiązanego z Twoją branżą.

Ktoś zajmuje się renowacją mebli.

Ktoś inny fotografią.

Jeszcze ktoś tworzy materiały edukacyjne dla dzieci.

I nagle widzisz model, który możesz przełożyć na własny biznes.

Dlatego warto mieć trochę taki radar na produkty.

Za każdym razem, kiedy widzisz coś ciekawego, zapisz:

„Czy mogę zrobić coś podobnego dla mojej klientki?”


Jak sprzedawać mały produkt cyfrowy bez wielkiej kampanii?

I tutaj dochodzimy do kolejnej ważnej rzeczy.

Wiele osób nie tworzy produktu, ponieważ już na etapie pomysłu myśli:

„Ale jak ja to później sprzedam?”

Duży kurs często wymaga dużej kampanii.

Webinarów.

Live’ów.

Maili.

Promocji.

Całej otoczki sprzedażowej.

Przy małym produkcie możesz zacząć znacznie prościej.

Jeżeli masz już społeczność, możesz wykorzystać miejsca, w których i tak jesteś obecna.


Link w bio

Jeżeli masz konto na Instagramie czy innym kanale społecznościowym, produkt może znaleźć się bezpośrednio w Twoim bio lub na stronie z linkami.


Podpis w mailu

Jeżeli regularnie wysyłasz wiadomości, możesz dodać do podpisu informację:

„Sprawdź mój nowy mini produkt →”

Nie musisz za każdym razem pisać osobnej kampanii.


Newsletter

Możesz również dodać produkt do stopki newslettera.

Albo naturalnie wspomnieć o nim przy okazji tematu, o którym już piszesz.


Social media

Możesz pokazać:

  • fragment produktu,
  • efekt pracy klientki,
  • sposób wykorzystania,
  • kulisy jego tworzenia.

I przy okazji wskazać, gdzie można go kupić.


Produkt jako bonus albo oferta specjalna

Jeżeli masz bezpłatny materiał, możesz po jego pobraniu zaproponować klientce kolejny krok.

Na przykład:

Bezpłatny wzór → płatny zestaw wzorów

albo:

Darmowa instrukcja → mini kurs

albo:

Bezpłatny tutorial → pełny pakiet projektów.

Ważne, żeby oferta była naturalnym rozwinięciem tego, co klientka właśnie otrzymała.


Wykorzystaj YouTube

Jeżeli nagrywasz tutoriale, możesz wykorzystać je również do sprzedaży produktów.

Pod filmem możesz umieścić link do:

  • wzoru,
  • instrukcji,
  • mini kursu,
  • warsztatu,
  • zestawu materiałów.

Wtedy darmowy materiał pomaga klientce Cię poznać, a płatny produkt daje jej możliwość pójścia dalej.


Pokaż efekty klientek

Kiedy pojawią się pierwsze osoby, które skorzystają z produktu, poproś je o pokazanie rezultatu.

To może być:

  • zdjęcie,
  • relacja,
  • komentarz,
  • film,
  • opinia.

A później możesz pokazać te efekty swojej społeczności.

Zamiast mówić wyłącznie:

„Kup mój produkt”.

możesz pokazać:

„Zobacz, co można dzięki niemu zrobić”.

To zupełnie inny rodzaj komunikacji.


Stwórz bundle z innymi twórczyniami

Małe produkty bardzo dobrze nadają się również do tworzenia pakietów.

Możesz połączyć siły z innymi osobami z branży DIY.

Każda z Was daje jeden mały produkt.

Razem tworzycie większy pakiet.

Dzięki temu:

  • każda osoba wnosi coś własnego,
  • klientka dostaje większą wartość,
  • możecie wzajemnie dotrzeć do swoich społeczności.

To szczególnie ciekawy model wtedy, kiedy Twoja społeczność nie jest jeszcze bardzo duża.


Wzajemna promocja

Nie zawsze potrzebujesz formalnego programu afiliacyjnego.

Możesz po prostu umówić się z osobą, która ma podobną grupę docelową:

„Ty polecisz mój produkt swojej społeczności, a ja pokażę swojej społeczności Twój”.

Przykładowo:

kreatywne kobiety,
kreatywne mamy,
osoby zainteresowane DIY,
osoby szukające nowych hobby.

Jeżeli grupy odbiorców się pokrywają, obie strony mogą na tym skorzystać.


Afiliacja

Kolejnym rozwiązaniem jest afiliacja.

Inna osoba poleca Twój produkt, a Ty przekazujesz jej ustaloną prowizję od sprzedaży.

To pozwala wykorzystać cudzą społeczność bez konieczności budowania jej od zera.


Najważniejsze pytanie: co możesz stworzyć szybko?

Jeżeli masz dziś wyciągnąć z tego artykułu jedną rzecz, niech będzie nią właśnie to pytanie:

Jaki mały produkt mogę stworzyć szybko i który pozwoli mojej klientce szybko osiągnąć konkretny rezultat?

Nie:

„Jaki wielki kurs powinnam stworzyć?”

Tylko:

„Jaki mały problem mogę rozwiązać?”

To może być:

  • jeden wzór,
  • jeden projekt,
  • jedna instrukcja,
  • jeden webinar,
  • jeden zestaw,
  • jeden planer,
  • jeden mini kurs,
  • jedna kolekcja grafik.

Nie musisz budować całego biznesu online od razu

Biznes oparty na produktach cyfrowych możesz budować stopniowo.

Najpierw jeden mały produkt.

Potem drugi.

Potem kolejny.

Z czasem możesz stworzyć:

mini produkty → pakiety → większy program → abonament → pełną bibliotekę produktów.

I właśnie dlatego mały produkt może być znacznie lepszym pierwszym krokiem niż próba stworzenia od razu ogromnego kursu.


Produkty cyfrowe dla rękodzielników: zacznij od tego, co już masz

Być może masz już wszystko, czego potrzebujesz.

Masz:

  • wiedzę,
  • umiejętności,
  • projekty,
  • wzory,
  • zdjęcia,
  • ilustracje,
  • doświadczenie,
  • materiały,
  • społeczność.

Zamiast zastanawiać się:

„Co jeszcze muszę stworzyć?”

zapytaj:

„Co z tego, co już mam, mogłoby stać się produktem cyfrowym?”

To często prowadzi do znacznie prostszych i szybszych pomysłów.


Handmade Business Summit 2023

Ten artykuł powstał na podstawie wystąpienia Grażyny Pawtel-Lorente podczas Handmade Business Summit 2023 pt. „Biznes online to nie tylko kursy”.

Wystąpienie pokazuje, jak szeroko można patrzeć na produkty cyfrowe w biznesie kreatywnym – od kursów i webinarów, przez wzory, szablony i planery, aż po produkty drukowane na żądanie, pakiety i modele abonamentowe.

Jeżeli interesuje Cię rozwijanie biznesu opartego na rękodziele, zobacz również:

👉 Handmade Business Summit

👉 Biznes handmade : kompletny przewodnik

👉 Biblioteka Biznesowa dla Handmade


FAQ: produkty cyfrowe dla rękodzielników

Co może sprzedawać rękodzielniczka jako produkt cyfrowy?

Rękodzielniczka może sprzedawać m.in. ebooki, wzory, instrukcje, wykroje, szablony, planery, grafiki, cyfrowe reprodukcje, kolorowanki, mini kursy, webinary, warsztaty online i pakiety produktów.

Czy produkt cyfrowy musi być kursem online?

Nie. Kurs online jest tylko jednym z rodzajów produktu cyfrowego. Produktem może być również gotowy wzór, instrukcja, szablon, planer, zestaw grafik albo konkretny projekt do wykonania.

Jaki produkt cyfrowy stworzyć na początek?

Dobrym początkiem jest mały produkt, który można stosunkowo szybko przygotować i który pozwala klientce osiągnąć konkretny rezultat. Może to być np. pojedynczy wzór, instrukcja, mini kurs, webinar lub zestaw projektów.

Czy rękodzielniczka może sprzedawać wzory i instrukcje online?

Tak. W zależności od techniki mogą to być np. wykroje, wzory szydełkowe, instrukcje wykonania projektów czy materiały do samodzielnej pracy.

Czy można połączyć kilka małych produktów cyfrowych?

Tak. Kilka mini produktów może zostać połączonych w pakiet, większy kurs, program lub platformę abonamentową.

Jak sprzedawać produkt cyfrowy bez dużej kampanii?

Możesz wykorzystywać istniejące kanały komunikacji: link w bio, newsletter, podpis mailowy, YouTube, social media, materiały bezpłatne, współpracę z innymi twórcami, pakiety produktów czy afiliację.


Źródło

Grażyna Pawtel-Lorente, „Biznes online to nie tylko kursy”, Handmade Business Summit 2023.

Materiał został opracowany na podstawie transkryptu wystąpienia konferencyjnego.

21 sierpnia 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2025/04/HBS_2023_1080x180px_post_instagram_szare_tlo.png 1080 1080 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-08-21 09:08:542026-08-25 08:59:12Produkty cyfrowe dla rękodzielników: co możesz sprzedawać oprócz kursu online?
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, HBS, Wszystkie wpisy

AI w biznesie handmade: jak wykorzystać sztuczną inteligencję w swojej marce?

Jeżeli prowadzisz biznes oparty na rękodziele, prawdopodobnie masz już wystarczająco dużo rzeczy do zrobienia.

Tworzysz produkty. Odpisujesz klientkom. Robisz zdjęcia. Prowadzisz social media. Piszesz newsletter. Ogarniesz stronę internetową. Planujesz sprzedaż. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim próbujesz jeszcze mieć czas na samo rękodzieło.

I właśnie tutaj może przydać się AI.

Nie po to, żeby sztuczna inteligencja zrobiła Twój biznes za Ciebie.

Po to, żeby część pracy, która zabiera Ci godziny, mogła zostać wykonana szybciej.

Podczas Handmade Business Summit 2023 rozmawiałyśmy właśnie o tym, jak wykorzystać sztuczną inteligencję w biznesie handmade. Temat pojawił się zresztą dlatego, że uczestniczki same pytały o AI jeszcze przed konferencją.

I to jest dobry punkt wyjścia:

Nie musisz zostać ekspertką od sztucznej inteligencji. Wystarczy, że znajdziesz kilka zadań, w których AI rzeczywiście może Ci pomóc.


AI w biznesie handmade, od czego zacząć?

Najprościej wyobrazić sobie AI jak dodatkowego pracownika, któremu możesz przekazywać konkretne zadania.

Nie jest to człowiek, nie ma Twojego doświadczenia i nie zna Twojej marki tak jak Ty.

Ale może wykonać za Ciebie część pracy.

Możesz mu napisać polecenie, otrzymać odpowiedź, poprawić ją, doprecyzować zadanie i pracować dalej.

I właśnie sposób wydawania tych poleceń jest bardzo ważny.

AI nie czyta Ci w głowie

Jeżeli napiszesz:

„Napisz mi post o rękodziele”.

otrzymasz prawdopodobnie coś bardzo ogólnego.

Ale jeśli powiesz:

„Napisz post dla kobiet zainteresowanych kupowaniem ręcznie robionych prezentów. Chcę pokazać, dlaczego prezent wykonany ręcznie ma większą wartość emocjonalną. Ton komunikacji: ciepły, konkretny, bez przesadnej sprzedaży. Na końcu dodaj pytanie zachęcające do rozmowy.”

wynik będzie znacznie bliższy temu, czego potrzebujesz.

Dlatego jednym z najważniejszych „mięśni”, które warto rozwijać przy pracy z AI, jest precyzyjne formułowanie poleceń, czyli promptowanie.


Do czego możesz wykorzystać AI w biznesie handmade?

Możliwości jest bardzo dużo.

I właśnie dlatego nie polecam zaczynać od próby nauczenia się „całego AI”.

Technologia zmienia się tak szybko, że gonienie za każdą nową aplikacją może stać się kolejnym pełnoetatowym zajęciem.

Lepiej zacząć od pytania:

Które zadania w mojej firmie są powtarzalne, czasochłonne albo wymagają ode mnie ciągłego zaczynania od zera?

To właśnie tam warto przetestować AI.


1. Tworzenie pierwszych wersji treści

To jeden z najbardziej oczywistych sposobów wykorzystania ChatGPT i podobnych narzędzi.

AI może pomóc Ci przygotować pierwszą wersję:

  • posta na Instagram,
  • posta na Facebook,
  • newslettera,
  • opisu produktu,
  • tekstu na stronę,
  • pomysłów na artykuły,
  • pytań do społeczności,
  • scenariusza filmu,
  • listy tematów do komunikacji.

Ale jest tutaj ważne „ale”.

Nie publikuj bezmyślnie tekstu wygenerowanego przez AI.

W materiale HBS 2023 mocno wybrzmiewa różnica między wykorzystaniem AI jako pomocnika a bezrefleksyjnym kopiowaniem wygenerowanych treści.

AI może pomóc Ci przygotować pierwszą wersję.

Ale Twoja strona powinna mieć Twoją myśl.

Twoje doświadczenie.

Twoją historię.

Twój sposób patrzenia na rękodzieło.

Twoją refleksję.

Bo jeśli wszyscy zaczną publikować identyczne teksty wygenerowane przez AI, sama produkcja tekstu przestanie być przewagą.

I właśnie dlatego AI powinno być dla Ciebie asystentem, a nie autorem Twojej marki.


2. AI jako pomocnik w researchu

To jedno z ciekawszych zastosowań.

Zamiast godzinami przekopywać internet, możesz potraktować AI jako pierwszego pomocnika w researchu.

Możesz poprosić je np. o:

  • zebranie informacji na dany temat,
  • uporządkowanie materiałów,
  • stworzenie listy zagadnień,
  • wskazanie pytań, które warto jeszcze sprawdzić,
  • porównanie różnych podejść,
  • przygotowanie wstępnej struktury materiału.

Ale tutaj również obowiązuje jedna zasada:

AI nie zwalnia Cię z myślenia.

AI może zebrać informacje, które już gdzieś istnieją, i ułożyć je w odpowiedź. Twoją rolą jest potem pchnąć ten materiał dalej.

Czyli:

research → Twoje doświadczenie → Twoja interpretacja → własna treść.

To jest znacznie wartościowsze niż kopiuj–wklej.


3. AI może pomóc Ci tworzyć grafiki

To drugi duży obszar wykorzystania sztucznej inteligencji.

Narzędzia takie jak Midjourney czy DALL·E pozwalają generować obrazy na podstawie opisu.

Możesz wykorzystać generowane grafiki np. jako:

  • tło do posta,
  • ilustrację do artykułu,
  • element prezentacji,
  • grafikę koncepcyjną,
  • materiał do eksperymentowania z komunikacją marki.

I tutaj pojawia się kolejna umiejętność:

Promptowanie obrazów

Nie wystarczy napisać:

„kobieta robiąca szydełko”.

Możesz określić:

  • osobę,
  • miejsce,
  • atmosferę,
  • sposób pokazania sceny,
  • rodzaj światła,
  • kompozycję,
  • styl obrazu,
  • elementy, które mają znaleźć się w kadrze.

Im dokładniej określisz, czego potrzebujesz, tym większą kontrolę masz nad efektem.


4. AI może pomóc Ci wykorzystać istniejące treści

To jest szczególnie ważne, jeśli masz już dużo materiałów.

Być może masz:

  • stare wpisy blogowe,
  • newslettery,
  • nagrania,
  • podcasty,
  • materiały z kursów,
  • prezentacje,
  • transkrypcje,
  • odpowiedzi na pytania klientek.

I zamiast za każdym razem wymyślać coś od zera, możesz powiedzieć AI:

„Mam ten materiał. Pomóż mi znaleźć w nim 10 tematów na posty”.

Albo:

„Wyciągnij z tego tekstu najważniejsze pytania, które mogą zadawać moje klientki”.

Albo:

„Na podstawie tego materiału przygotuj listę tematów do newslettera”.

To zmienia sposób pracy.

Nie zaczynasz od pustej kartki.

Pracujesz na tym, co już stworzyłaś.


5. AI może być pierwszym partnerem do burzy mózgów

To jedno z najbardziej praktycznych zastosowań.

Możesz powiedzieć:

„Mam taki pomysł. Pomóż mi go rozwinąć”.

A potem:

„Jakie widzisz ryzyka?”

„Czego jeszcze nie uwzględniłam?”

„Jakie pytania może mieć klientka?”

„Podaj mi pięć innych sposobów rozwiązania tego problemu”.

„Zagraj rolę sceptycznej klientki”.

To jest szczególnie przydatne wtedy, kiedy siedzisz sama nad biznesem i potrzebujesz drugiej perspektywy.

Nie oznacza to, że AI podejmuje decyzję za Ciebie.

Daje Ci po prostu materiał do myślenia.


6. AI może pomóc Ci w zadaniach, których wcześniej nie umiałaś zrobić

Kolejny obszar, który pojawił się podczas HBS 2023, to wykorzystanie AI do zadań wymagających wcześniej bardziej specjalistycznych kompetencji.

Dobrym przykładem jest kod.

Nie umiesz napisać kawałka kodu?

Możesz opisać, co chcesz osiągnąć, i poprosić AI o przygotowanie rozwiązania.

Oczywiście nadal trzeba umieć ocenić, czy rezultat działa poprawnie.

Ale bariera wejścia jest niższa.

I dla małej firmy handmade to może być naprawdę duża rzecz.

Nie musisz od razu stawać się programistką.

Możesz zacząć od pytania:

„Czy AI pomoże mi zrobić to, czego do tej pory nie potrafiłam zrobić samodzielnie?”


AI nie ma zastąpić Twojej kreatywności

To jest najważniejsza część całej układanki.

Jeżeli prowadzisz markę handmade, Twoją przewagą nie jest to, że potrafisz wygenerować 100 postów w godzinę.

Twoją przewagą może być:

  • Twój styl,
  • Twoja historia,
  • Twoje doświadczenie,
  • sposób, w jaki uczysz,
  • sposób, w jaki tworzysz,
  • relacja z klientkami,
  • wartości marki,
  • sposób patrzenia na rękodzieło.

AI może pomóc Ci szybciej przygotować materiał.

Ale nie powinno odbierać Ci tego, co czyni Twoją markę Twoją.


A co z kopiowaniem tekstów z AI?

Tutaj warto rozróżnić dwie rzeczy.

Social media

Treści w social mediach szybko znikają i często potrzebujesz dużej liczby komunikatów.

AI może więc pomóc Ci przygotować pierwszą wersję posta, którą następnie wykorzystasz, poprawisz i dopasujesz do swojej marki.

Blog

Tutaj stawka jest inna.

Jeżeli chcesz budować stronę, która przez lata będzie przyciągała ruch z Google, nie ma większego sensu produkować kolejnych ogólnych tekstów, które mogłaby napisać każda osoba korzystająca z tego samego narzędzia.

Twój blog powinien być miejscem Twojej wiedzy, doświadczenia i refleksji.

I to jest kierunek, który warto przyjąć również w SEO Oplotki:

AI może przyspieszyć produkcję. Nie może zastąpić wartości merytorycznej.


Jak zacząć korzystać z AI w małym biznesie handmade?

Nie instaluj dziesięciu aplikacji.

Nie próbuj nauczyć się wszystkiego.

Nie zapisuj się na każdy kurs o AI.

Zrób coś znacznie prostszego.

Krok 1: wybierz jedno zadanie

Na przykład:

„Pisanie postów na Instagram”.

Krok 2: przez tydzień testuj AI tylko w tym zadaniu

Sprawdź:

  • co działa,
  • czego nie rozumie,
  • jakie informacje musisz mu podawać,
  • jak formułować polecenia,
  • co nadal musisz zrobić sama.

Krok 3: stwórz własny sposób pracy

Nie chodzi o to, żeby AI pisało wszystko.

Możesz ustalić:

Ty: pomysł + doświadczenie + historia
↓
AI: pierwsza wersja / uporządkowanie / warianty
↓
Ty: poprawki + własny głos + konkretne przykłady
↓
publikacja

To jest zupełnie inny model niż:

AI → kopiuj → wklej → publikuj.


AI jako pracownik, ale Ty jesteś szefową

To chyba najlepsza metafora całego podejścia.

Możesz potraktować AI jak dodatkowego pracownika.

Dajesz mu zadanie.

Sprawdzasz rezultat.

Dajesz feedback.

Prosisz o poprawkę.

Zmieniasz polecenie.

Próbujesz ponownie.

Ale jedna rzecz się nie zmienia:

Ty jesteś szefową.

To Ty decydujesz:

  • co jest ważne,
  • co publikujesz,
  • co pasuje do marki,
  • jakie masz wartości,
  • czego nie chcesz robić,
  • jak wygląda Twój biznes.

AI ma Ci pomóc odzyskać czas.

A nie przejąć stery.


AI w biznesie handmade, od czego zacząć dzisiaj?

Jeżeli po przeczytaniu tego artykułu myślisz:

„Okej, ale ja nadal nie wiem, co konkretnie zrobić”.

Zacznij od jednego zadania.

Weź coś, co robisz regularnie i czego nie lubisz robić.

Na przykład:

  • wymyślanie tematów postów,
  • research,
  • porządkowanie pomysłów,
  • przygotowywanie pierwszych wersji tekstów,
  • tworzenie opisów,
  • przygotowanie grafiki,
  • analiza materiałów.

I poproś AI o pomoc.

Nie oczekuj od razu idealnego rezultatu.

Eksperymentuj.

Bo być może odkryjesz, że jedna mała rzecz, którą do tej pory robiłaś przez dwie godziny, może zostać wykonana znacznie szybciej.

A te odzyskane godziny możesz przeznaczyć na coś, czego AI za Ciebie nie zrobi.

Na tworzenie. Na relacje. Na strategię. Na rozwijanie marki.


Handmade Business Summit 2023: AI w biznesie handmade

Ten artykuł powstał na podstawie materiału z Handmade Business Summit 2023, podczas którego rozmawiałyśmy o praktycznym wykorzystaniu AI w biznesie handmade.

Temat został pogłębiony podczas bonusowego spotkania VIP, w którym pojawiły się m.in. zagadnienia związane z:

  • ChatGPT,
  • tworzeniem promptów,
  • generowaniem grafik,
  • Midjourney,
  • DALL·E,
  • researchem,
  • tworzeniem treści,
  • wykorzystaniem istniejących materiałów,
  • usprawnianiem powtarzalnych zadań.

Chcesz zobaczyć materiał źródłowy?

👉 Zobacz Handmade Business Summit 2023

👉 Sprawdź Bibliotekę Biznesową dla Handmade


FAQ: AI w biznesie handmade

Czy AI może pomóc w prowadzeniu biznesu handmade?

Tak. AI może wspierać m.in. tworzenie pierwszych wersji treści, research, generowanie pomysłów, porządkowanie materiałów, tworzenie grafik czy wykonywanie części powtarzalnych zadań. Nie powinno jednak zastępować doświadczenia i decyzji właścicielki marki.

Czy rękodzielniczka musi znać się na technologii, żeby korzystać z AI?

Nie. Warto zacząć od jednego konkretnego zadania i nauczyć się formułowania prostych, precyzyjnych poleceń. Nie trzeba od razu poznawać wszystkich narzędzi AI.

Czy można używać ChatGPT do pisania postów na Instagram?

Tak. AI może przygotować pierwszą wersję posta, pomysły na komunikację czy różne warianty tekstu. Warto jednak dodać własne doświadczenie, styl i punkt widzenia zamiast publikować bez zmian wygenerowany tekst.

Czy AI może tworzyć grafiki dla marki handmade?

Tak. Narzędzia wykorzystujące generatywną AI mogą tworzyć obrazy na podstawie opisów. Można wykorzystywać je do tworzenia ilustracji, grafik koncepcyjnych czy materiałów do komunikacji.

Czy AI zastąpi rękodzielniczkę?

Nie powinno. AI może wykonywać część zadań pomocniczych, ale nie zastępuje twórczego doświadczenia, relacji z klientkami, znajomości marki ani decyzji właścicielki.


Ważne: AI i prawa autorskie

Materiał HBS 2023 powstał w 2023 roku, dlatego informacje dotyczące prawa i zasad korzystania z treści generowanych przez AI należy traktować jako kontekst historyczny nagrania, a nie aktualną poradę prawną.

Przed wykorzystaniem wygenerowanego tekstu, obrazu lub innego materiału w działalności komercyjnej sprawdź aktualne zasady licencyjne konkretnego narzędzia oraz obowiązujące przepisy.


Materiał źródłowy

Handmade Business Summit 2023 „AI w biznesie handmade”

Materiał powstał na podstawie bonusowego spotkania VIP HBS 2023.

Handmade Business Summit to konferencja poświęcona budowaniu biznesu opartego na rękodziele i twórczości.

→ Zobacz Handmade Business Summit

→ Poznaj Bibliotekę Biznesową dla Handmade

20 sierpnia 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2025/04/HBS_2023_1080x180px_post_instagram_szare_tlo.png 1080 1080 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-08-20 09:02:412026-08-25 08:59:04AI w biznesie handmade: jak wykorzystać sztuczną inteligencję w swojej marce?
MASTERMINDowe, Podcast, Wszystkie wpisy

Na co wydajemy pieniądze? – Odcinek #211 podcastu OPLOTKI

Obrazek tytułowy na co wydajemy pieniądze

Wydawaliśmy, wydajemy i wydawać będziemy. Nasi klienci też. To nie jest czas na chowanie głowy w piasek. To czas na mądre zarządzanie zmianą, odważne komunikowanie wartości i inwestowanie w to, co naprawdę ma znaczenie.

W skrócie: o czym jest ten odcinek?

Na co wydaję pieniądze i dlaczego nie na jachty ani torebki ze znaczkiem.

Dlaczego kryzys to zły moment na schowanie głowy w piasek jako przedsiębiorczyni.

Jak nie pozwolić nikomu decydować za Ciebie, na co wydajesz swoje pieniądze.

Czego nauczyłomnie dzieciństwo jako córki seryjnych przedsiębiorców.

Dlaczego inwestycja w edukację to zawsze dobra inwestycja.

Jak mastermind działa jako generator innowacji w trudnych czasach.

Możesz przeczytać cały artykuł poniżej albo posłuchać odcinka podcastu „Na co wydajemy pieniądze?”

Na co naprawdę warto wydawać pieniądze w biznesie?

Kiedy prowadzisz własny biznes, lista rzeczy, na które możesz wydać pieniądze, właściwie się nie kończy. Narzędzia, reklamy, materiały, sprzęt, szkolenia, książki, konsultacje, programy, ludzie, którzy mogą zrobić coś za Ciebie…

Problemem nie jest więc samo wydawanie.

Problemem jest decyzja, w co naprawdę warto zainwestować.

I właśnie o tym, między innymi, rozmawiam w tym odcinku.

Na co naprawdę warto wydawać pieniądze w biznesie?

Inflacja szaleje, w portfelach zostaje podobno coraz mniej, a memy o spekulacjach cenami masła biją rekordy popularności.

Dzisiaj na przekór marazmowi, wkładam „kij” w mrowisko i „namawiam” Cię do optymizmu, zwłaszcza, jeżeli prowadzisz własny biznes – rękodzielniczy, onlajnowy….albo przymierzasz się do startu…

Owszem – coraz uważniej oglądamy każdą złotówkę….ale czy rzeczywiście radykalnie przestaliśmy wydawać pieniądze?

Ja sama wykorzystałam czas po-pandemicznego kryzysu do potężnej porcji edukacji finansowej i inwestycyjnej.

Pochwalę się!

W końcu dostałam oficjalne „papiery”, by mieć poczucie odcięcia od szarlatanów internetowych, którzy ucząc o pieniądzach, sami o nich nie wiele mają pojęcia ;PPP

A tak całkiem poważnie – parkuję sobie tutaj takie poklepanie po plecach za kawał solidnej, potwierdzonej wiedzy, narzędzi pracy z klientkami i aktualnego know-how wokół inwestowania i zarządzania majątkiem firmowym i prywatnym.

Po maratonie ponad 3-letniej edukacji finansowej i (w końcu) ostatecznej 3-stopniowej certyfikacji…piszę z tym samym przekonaniem, co w poprzednich latach, aby podzielić się z Tobą moim poglądem na temat wydawania pieniędzy.

Zapraszam Cię do lektury nowego-starego wpisu.

Nowego – bo mam wrażenie, że mechanizmy, o których pisałam rok temu nie tylko się potwierdziły, ale będą się pogłębiać.

Starego – bo wiele z planów na 2026 to kontynuacja planów z poprzednich lat…i w końcu uczę się nie wymyślać „koła na nowo” zwłaszcza, jeżeli świetnie się toczy…

A

A teraz treść samego artykułu, do którego nawiązuję – czyli przeklejony wpis z przełomu 2023/24:

Na co wyd(aje)my pieniądze

O czym dzisiaj?

O planowaniu – ale krótko o ogółach (bo szczegóły zobaczysz w akcji już niebawem), szerzej o finansach!

Na co wydajemy pieniądze? Bo że wydawaliśmy, wydajemy i wydawać będziemy – to fakt. Nasi klienci też – nawet jeśli kryzys nie zbyt ochoczo odpuszczcza – więc to nie jest czas na poddawanie się, ale na mądre zarządzanie zmianą.

O tym, że planujemy ostrożniej, bo zewsząd czarne scenariusze, tym bardziej “w cenie” jest doświadczenie (Ceń siebie!) 

O tym, że inwestycja w edukację to zawsze dobre posunięcie. 

Jeżeli wolisz słuchać poniżej znajdziesz jego wersję w formie podcastu:

Mogłabym rozpisywać się na temat planów, ale podrzucę Ci tylko kilka punktów. Wolę przejść do tematu finansów, bo plany zobaczysz w detalach już w najbliższych miesiącach. Jeżeli zaglądasz tutaj często – wiesz, że wolę działać, nie gadać.

Pełne „PRZECIEKI” znajdziesz w naszym comiesięcznym newsleterze (i tak! Celowo Cię do niego zapraszam, bo coraz mniej będzie widać oplotkowych działań „na zewnątrz”, a coraz więcej będzie się działo „pod powierzchnią” dla naszych subskrybentek i klientek)

Podczas świątecznej przerwy miałam okazję nadrobić długo odkładane spotkania (oczywiście przy dzierganiu!) i choć chciałam pisać o nowych modułach w kursach rękodzielniczych (czekaj na te nowe projekty! nadchodzą nowe dziergane moduły w kursie szydełkowania), to jednak postanowiłam poruszyć temat, który nie schodził z ust. 

I nie mówię o jednym spotkaniu!

Czy z rodziną, czy bliższymi znajomymi, czy z partnerkami biznesowymi – temat finansów, inflacji, kryzysu i tego “co teraz?” nie schodził z tapetu!

Podzielę się więc z Tobą tym sposobem myślenia, który sprawia, że na przekór wszystkiemu – kolejny rok w Oplotki.pl zamykamy na dużym plusie pomimo (a może właśnie ze względu na) wieeeelu inwestycji i dynamicznego rozwoju. 

Na co wydajemy pieniądze? Czyli wydawaliśmy, wydajemy i wydawać będziemy – nasi klienci też

Piszę to, aby Ci pokazać, że jeżeli jesteś twórczynią poniższych produktów lub usług (albo wieeelu innych, których nie zdołałam umieścić w tym zestawieniu) to prawdopodobnie tak, jak ja, zastanawiasz się: “Czy klienci będą kupować, przecież TAAAAKIE CZASY…?!” 

Piszę to zestawienie, żeby Ci pokazać, że z dużym prawdopodobieństwem będą, ale istneje duża szansa, że inaczej, niż zwykle. I choć może nieco bardziej ostrożnie będę obracać złotówkami… to i tak będę je puszczać w obieg… 

Co z tego dla Ciebie? 

To nie czas, aby chować głowę w piasek jako przedsiębiorczyni. 

To czas, aby myśleć!

Ale po kolei…

Na co wydaję (a właściwie na co wydajemy) pieniądze:

#czas z rodziną – tutaj nie oszczędzam(y) –  hotele, wyjazdy, lodziki i pierdoły na straganach dla kolegów i koleżanek naszej trójki, bo przecież jak bez tandetnej maskotki dla koleżanki ze szkolnej ławki wrócić znad morza ;P  (to akurat z umiarem, ale jednak) – mam poczucie, że tutaj wydaję jak szalona (czyt. niewspółmiernie do zarobków), ale też czerpię z tego (jak na razie) dziką frajdę.

#dom – meble (używki z OLX stoją u nas obok designerskich perełek za krocie, a akcesoria raczej w kategorii ilościowej pt. „minimalizm” niż „rupieciarnia”) kupuj(emy)ę impulsywnie. Czerpię z tego dziką radość. A to zasłony w szalonym granacie, a to podobrazie za miliony monet, bo właśnie taki, a nie inny format mi się przyśnił, żeby go zapaćkać farbą, a to włóczka, z rasowej, ręcznie barwionej wełny, która zmultiplikowała się rozmiarem (och-nastego) koca, który namiętnie dziergam przy dokumencie z Netflixa (i wyszło 30 motków, pięć dyszek każdy…) nie liczę, mam ten luksus podążania za własnym gustem, preferencjami dzieciaków i męża… kocham być w domu (tu też pracuję) i szastam na wszystko, co znim związane… ot tak już mam.

#rozwój osobisty – kurczę – dotarło do mnie, że gdyby mój mąż zobaczył moje coroczne podsumowania wydatków na inwestycje w programy rozwojowe, mastermindy, indywidualne coachingi, mentoringi i doraźne usługi fachowców zaglądających za kurtynkę Oplotki, by pomóc nam generować innowacje… ehh… zawał ;P – ale wiem, że to nie wydatki – to INWESTYCJE, które ZAWSZE się zwracają, niezależnie czy od razu, czy na przestrzeni czasu… tu nie szczędzę, wolę przyciąć gdzie indziej.

#książki – mam ogromną słabość do papieru – choć czytam też na Kindlu i słucham na Audible, wydaję bez opamiętania i co lepsze pozycje pakuję co roku w formie prezentów dla najbliższych klientów – nieuleczalne uzależnienie, nawet nie próbuję z nim walczyć. Wąchanie zapachu nowej książki przy nastrojowej lampce, pod wełnianym kocykiem, kiedy dzieciaki padły spać…ten moment zanim zanurzę się bez pamięci w lekturę, wiedząc, że oczy odpoczywają od niebieskiego światła ekranu… BEZCENNE (wartość przemyśleń płynących z wiedzy zawartej na tych stronach – nieporównywalna do ceny tych książek ;P – tak sobie usprawiedliwiam ;P – może zacznę wrzucać na nasz kanał YouTube polecenia co ciekawszych – też trochę dla siebie, żeby pamiętać, do których pozycji regularnie wracać).

#czas – wszędzie tam, gdzie mogę wydelegować zadanie i oszczędzić zasobu, który nigdy do mnie nie wróci  (nie wiem, może to taka obsesja, która przychodzi z upływającymi latami) wart jest dla mnie każdych pieniędzy – zatrudniam, kupuję programy do automatyzacji zadań, wypycham co się da ze swojej listy zadań do zrobienia (czasem udaje się bezpłatnie podrzucić mężowi albo dzieciakom ;P).

I tyle

Zero jachtów

Zero prywatnych odrzutowców!

Zero lansu biżuterią, czy torebkami ze znanym logo. 

🙂

Auto – używka z rysami na boku

Ciuchy – zazwyczaj z second-handów lub udziergane/uszyte samodzielnie na przemian z okazjonalną superdrogą „fanaberią”

Kosmetyki w wersji minimal, najczęściej jako prezenty handmade od twórczyń “z branży” lub od mamy (nie mam tak wrażliwej cery, ona tak, więc w spadku dostaję dużo takich cudów z reklam, co kupiła a jej nie służą, a u mnie bez zarzutu facjatę, czy ciało smarują, nawilżają, peelingują, złuszczają, odżywiają, wygładzają czy co to tam się jeszcze robi w tym wieku ze skórą).

Pewnie by się znalazło jeszcze trochę pozycji do tej listy, ale pewnie łapiesz klimat.

Mój tata się dziwi, że na hotel potrafimy więcej wydać więcej, niż na ratę mieszkania.

Dziadek się dziwi, że nie jeździmy jeszcze nowoczesną hybrydą (marzymy o Tesli i jeszcze spory kawałek do niej mamy;P).

Mama się dziwi, że nie biegam po galeriach, skoro w Poznaniu jest ich najwięcej na metr kwadrat powierzchni metropolitalnej…

A sąsiedzi pewnie się dziwią, że Sylwestra spędzamy sami w domu zamiast imprezować.

I CO Z TEGO DLA CIEBIE?!?!

Na co wydajemy pieniądze?

„W cenie” jest doświadczenie (Ceń swoje!) 

Nie pozwól NIKOMU decydować za Ciebie, na co wydajesz TWOJE pieniądze.

Ani społeczeństwu (kto też nam włożył do głowy – ten odrzutowiec i drinki z palemką na plaży – jako symbol bogactwa ;P)

Ani partnerowi („bo wypada, bo wszyscy na Sylwestra cośtam…” – Nie! dyskutujmy ze sobą!)

Ani znajomym („Postaw się, a zastaw się??”- Nie! Ave asertywność!)

Ani bliższej, czy dalszej rodzinie, ani dzieciakom!

No NI-KO-MU!

Wduś pauzę za każdym razem, kiedy coś w środku Ciebie robi zgrzyt podczas decyzji o wydaniu kilku złotych! Zapytaj wtedy siebie – czy ja tak chcę, czy tylko robię, co mi wtłoczyli do głowy, że powinnam, z moimi pieniędzmi!

(Dla przykładu – sama nie miałam oporu, żeby na lekcje angielskiego wydawać krocie bez większych oczekiwań wobec dzieci… ale już na rozwój osobisty dla siebie… często wydawałam z wielkimi wyrzutami sumienia i turbo-presją zwrotu z takiej inwestycji, na szczęście jest już lepiej i dalej pracuję nad tym…dałam sobie prawo zarabiać nie tylko na dzieci, ale i własne „zachcianki.)

Piszę o tym, bo Twój klient/klientka też jest coraz bardziej świadomy – i Twoje produkty często wybiera zgodnie, albo wręcz przeciwnie – wbrew (innym, trendom, poleceniom, odradzaniu, tu wstaw dowolne). To znaczy – wybiera, bo zrobiłaś wystarczająco dobrą pracę wokół zakomunikowania wartości. 

A to znaczy, że to na Tobie, nie na kimś innym, ciąży odpowiedzialność odpowiedniego zaprezentowania swoich produktów i usług. 

Umiejętność prawidłowej wyceny i komunikacji oferty nigdy nie była tak ważna, jak teraz. 

Skąd ta teza?

Dzieciństwo jako córka dwójki przedsiębiorców nauczyło mnie ODKLEJAĆ bogactwo od zasobności portfela. Bywało bardzo obficie, bywało i bardzo krucho, ale NIGDY nie czułam biedy, nawet, kiedy mama kroiła parówki na 4 kawałki (wzdłuż ;P ), żeby lepiej na talerzu wyglądały. Piszę o tym, żeby Cię zatrzymać – i zapytać, czy aby w dobie inflacji nie zaczęłaś sprawdzać częściej, co jest NAPRAWDĘ ważne? 

Czy przypadkiem ostatni rok nie stał się katalizatorem mądrych decyzji? 

Śmieję się czasem, mówiąc, że sinusoidę wzlotów i upadków mam przećwiczoną dzięki dzieciństwu jako córka seryjnych przedsiębiorców. Coś w tym jest. Ale ta umiejętność nie jest zarezerwowana tylko dla pokoleń ludzi spoza schematu. Nauczyłam się kreować przebogate doświadczenia materialne, duchowe, energetyczne, emocjonalne POZA determinantą finansów. I co najciekawsze – finanse przyszły w ślad za tym. Ty też możesz się tego nauczyć- po prostu poddając w wątpliwość utarte schematy. Tylko tyle i aż tyle.

Ciebie też zapraszam do refleksji.

Co dla Ciebie znaczy bogactwo, obfitość, pełnia?

Czy przypadkiem Twoje produkty i usługi nie sprawiają, że Twój klient może poczuć się “bogatym” nawet mimo wydania relatywnie niewielkiej kwoty?

Czy poczucie “pełni” jest zdeterminowane wpływami na konto, czy może totalnie odklejone od sytuacji finansowej?

Dzisiaj jednak – chcę Cię zatrzymać przy temacie FINANSÓW!

Zrozumiałam, że nie tyle chodzi o to, ile zarabiamy, ale o to, jak się potem z tymi finansami obchodzimy, by je pomnażać -dla mnie to był skok mentalny nie z tej ziemi. Taki szok w stylo „czekaj czekaj, to nie chodzi o zarabianie coraz więcej, ale o mnożenie tego, co już zarabiamy?!?!” Serdecznie polecam takie podejście – mega uwalniające od zasuwania i wiecznego „więcej” kosztem siebie, czasu, zdrowia, ŻYCIA.

Dlaczego Ci o tym piszę? 

Wydałam w tych ostatnich, trudnych podobno, czasach kupę pieniędzy na programy on-line. Wiele z nich, tak jak Financial Freedom Univerity, było w dolarach, więc przy aktualnym przeliczeniu waluty – możesz domyślać się, ile razy przemyślałam tę inwestycję. 

Mimo wszystko – zainwestowałam.

I wiem, że to najlepiej “wydane” pieniądze w tak trudnych czasach. 

Nie tylko dlatego, że rozumiem teraz, jak operować finanasami, żeby szczególnie dziś korzystać z szans, jakie daje nam kryzys (Tak! Dobrze czytasz! W takich czasach jest ukrytych wiele szans!), ale pozwoliło mi to przyjrzeć się sobie jako klientowi.

Czy kryzys sprawił, że odłożyłam tę inwestycję na potem? 

NIE, wręcz przyspieszył decyzję!

Czy sprawił, że zrezygnowałam z zakupu?

NIE, stał się jego powodem!

Czy byłam jedyną, która zainwestowała w ten program?

No… nie… jest nas ARMIA!

Twój klient/klientka – też będzie kupować – ale tylko wtedy, kiedy poczuje, że to inwestycja, która warta jest jego/jej pieniędzy! Zwłaszcza teraz.

To Twoje zadanie, aby zakomunikować tę wartość. 

Teraz – bardziej, niż kiedykolwiek.

A piszę Ci o tym dlatego, że

Grafika do wpisu Na co wydajemy pieniądze? Inwestycja w edukację to zwasze dobra inwestycja

Inwestycja w edukację to zawsze dobra inwestycja 

Zauważyłam, że nie działają teraz w biznesie gotowe schematy kalkowane 1-1 od naszych (nawet najlepszych) mentorów. 

Co sprawdza mi się najbardziej to dostęp do ludzi, którzy wiedzą lepiej i chcą się dzielić doświadczeniem, pomysłami, dyskusją, czasem – zwłaszcza spoglądając na to, co robisz z perspektywy swojej wiedzy. 

W taki dostęp do ludzi, którzy znają się na czymś, czego potrzebuję… inwestuję najwięcej, bo wiedza w tak niepewnych czasach jest warta więcej, niż złotówka (zwłaszcza przy tej inflacji ;P). To wiedza przekłada się na strategiczne decyzje, które dają dźwignię zmian. W tak pędzącym świecie, kalibracja trajektorii lotu o milimetry, ma w skali życia olbrzymi wpływ na destynację. 

PS. Jeżeli czujesz, że tego właśnie teraz Ci potrzeba – zanurzenia w gronie, które pociągnie Cię do przodu – klikaj link do strony mastermindu i aplikuj

Dlaczego piszę Ci o mastermindzie?

Bo uświadomiłam sobie dzięki uczestniczkom poprzednich edycji, że moje siły i umiejętności są przydatne w tych niepewnych czasach.

Więcej filmów o i wokół mastermindu znajdziesz na stronie programu

Lata budowania Oplotki.pl pokazały mi, że potrafię zamieniać trudne sytuacje w nowe możliwości, a gallupowy wizjoner pozwala mi kreować nietuzinkowych rozwiązań na pęczki.

Czerpię z doświadczenia oplotkowych projektów (crowdfundingu, selfpublishingu książki, budowania zdalnego zespołu, przygotowania mowy na Tedx Warsaw Women, zarządzania organizacją i społecznością, prowadzeniem warsztatów handmade dla klientów korporacyjnych…)  – pomogę Ci zaplanować duże projekty i zaprojektować strukturę wsparcia, aby je zrealizować. 

Weź moje know-how z budowania OPLOTKI do swojej branży

Zdecydowanie zbyt długo pozostawałam w komfortowym ukryciu – w bezpiecznej branży handmade, którą znam na wylot – było mi tu cieplutko, dopóki kryzys nie wywołał do tablicy. Moje klientki same wygrzebały mastermind z czeluści internetu (postawiłam stronę z ofertą już lata temu, ale jej nie promowałam) i zmusiły do otwarcia się na ludzi spoza branży, abym w końcu przestała mówić: “nie, bo to nie handmade, nie doradzam”. 

Coraz śmielej robię to, co robiłam po cichu – pokazuję, jak z mojej wiedzy i doświadczenia z rozwijania Oplotki można brać pełnymi garściami i przekładać na rozwiązania w dowolnej branży – zwłaszcza on-line. 

Nie twierdzę, że mam wszystkie odpowiedzi, ale wiem, że stworzyłam wehikuł, który odpowiedzi generuje dzięki wiedzy każdej z uczestniczek programu, i sumarycznej wiedzy naszej wspólnej dyskusji – a to jest na wagę złota!

To moje klientki uświadomiły mi że lata budowania atmosfery relaksu podczas warsztatu rękodzieła procentują szybkim wprowadzaniem grupy na poziom otwartości, który owocuje kreatywną, biznesową burzą mózgów. Wspólnota ponad podziałami. Wyciąganie tego, co nas jednoczy ponad to, co dzieli, żeby wspólnie generować innowacje. Kiedy przekładamy to na realia biznesu on-line – dzieją się rzeczy, których sama nie jest w stanie realizować żadna z nas z osobna!

To dlatego zapraszam Cię do programu, gdzie udowadniamy, że najlepszy czas na wzrost jest teraz. Na przekór czarnym scenariuszom, które sączą się z internetu, na przekór inflacji i całej reszcie sabotujących nas paralizatorów – działamy! 

Pracujmy mądrze, nie dużo i wymieniamy się doświadczeniami podczas dwugodzinnych spotkań na zoomie raz na dwa tygodnie przez pół roku. Ten format pozwala nam zgrabnie wpleść nasze spotkania w kalendarz codzienności i wydusić z nich maksimum wartości. 

Zanim zastanowisz się, czy ten format wymiany doświadczenia, wzrastania w biznesie, jest dla Ciebie – posłuchaj ostatniej serii podcastowej poświęconej mastermindowi i sprawdź, czy to, o czym mówię, jest dla Ciebie. 

Poniżej znajdziesz serię superkrótkich odcinków z przemyśleniami wokół tego generatora innowacji:

Mastermind biznesowy – już teraz możesz spotkać się ze mną, żeby sprawdzić, która grupa najlepiej wesprze Cię w Twoich planach. Szczegóły na stronie mastermindu: oplotki.pl/mastermind

Pełna transkrypcja odcinka „Na co wydajemy pieniądze?”

Poniżej znajdziesz pełną transkrypcję odcinka podcastu Oplotki. Została uporządkowana dla wygody czytania, usunęłam znaczniki czasowe i techniczne elementy automatycznej transkrypcji, ale zachowuję sens i charakter rozmowy.

Jeśli wolisz słuchać, odcinek znajdziesz również na YouTube powyżej.

Wydawaliśmy, wydajemy i wydawać będziemy

Na co wydajemy pieniądze, czyli porozmawiajmy dzisiaj o finansach, o tym, na co wydajemy nasze pieniądze. Wydawaliśmy, wydajemy i wydawać będziemy. Nasi klienci też.

To nie jest czas na chowanie głowy w piasek. To jest czas na to, żeby mądrze zarządzać zmianą, odważnie komunikować wartość i inwestować w to, co naprawdę ma znaczenie.

Podczas świątecznej przerwy miałam okazję nadrobić kilka długo odkładanych spotkań i rozmów. Jedna z nich była szczególnie ciekawa, bo zeszła na temat pieniędzy, wydawania i tego, jak właściwie podejmujemy decyzje zakupowe.

I pomyślałam wtedy, że to jest temat, o którym warto porozmawiać również tutaj.

Czy w czasach kryzysu klienci nadal kupują?

Podczas świątecznej przerwy miałam okazję nadrobić długo odkładane spotkania. Jedno z nich szczególnie skłoniło mnie do refleksji nad tym, jak zmienia się nasze podejście do pieniędzy.

Z jednej strony słyszymy o kryzysie, rosnących cenach i niepewności. Z drugiej — cały czas wydajemy pieniądze. Kupujemy rzeczy, których potrzebujemy, ale również takie, które sprawiają nam przyjemność, oszczędzają czas albo dają poczucie, że inwestujemy w siebie.

Dlatego zamiast pytać wyłącznie: „Czy ludzie będą teraz kupować?”, warto zadać inne pytanie:

„Na co ludzie będą chcieli wydać swoje pieniądze?”

I to jest ogromna różnica.

Bo kryzys nie oznacza automatycznie, że ludzie przestają kupować. Oznacza raczej, że dokładniej przyglądają się temu, czy dany zakup jest wart swojej ceny.

A to oznacza również zmianę po stronie osoby prowadzącej biznes.

Jeżeli sprzedajesz rękodzieło, usługę, warsztat czy produkt cyfrowy, nie wystarczy już powiedzieć: „To jest piękne” albo „Włożyłam w to mnóstwo pracy”.

Musisz umieć pokazać klientowi, dlaczego ten zakup ma dla niego wartość.

Na co sama wydaję pieniądze?

Kiedy zastanawiam się, na co sama wydaję pieniądze, lista jest zaskakująco różnorodna.

Wydaję na rzeczy bardzo praktyczne, ale również na takie, które dają mi czas, wiedzę, nowe doświadczenia albo po prostu przyjemność.

I coraz częściej zauważam, że największą wartość mają dla mnie nie rzeczy, które mogę posiadać, ale dostęp do czegoś, czego sama nie jestem w stanie zrobić albo czego nie chcę robić samodzielnie.

Czasem jest to wiedza.

Czasem doświadczenie drugiej osoby.

Czasem możliwość zlecenia komuś zadania, którego sama nie muszę już wykonywać.

A czasem po prostu możliwość spotkania z ludźmi, którzy patrzą na świat zupełnie inaczej niż ja.

I właśnie tutaj zaczyna się dla mnie bardzo ciekawy temat inwestowania w rozwój.

Bo można kupić kolejną rzecz.

Można też kupić sobie czas, wiedzę, doświadczenie albo dostęp do ludzi.

Nie pozwól innym decydować, na co wydajesz pieniądze

No i pewnie znalazłoby się jeszcze trochę takich pozycji, na które wydaję pieniądze, ale najważniejsze jest dla mnie coś innego.

Z czasem coraz bardziej zaczęłam zauważać, że nasze decyzje zakupowe bardzo często nie są tak naprawdę nasze.

Kupujemy, bo ktoś nam powiedział, że powinniśmy coś mieć.

Kupujemy, bo wszyscy wokół to mają.

Kupujemy, bo reklama stworzyła w nas potrzebę, której jeszcze chwilę wcześniej w ogóle nie odczuwaliśmy.

I dokładnie tak samo jest w biznesie.

Możesz mieć poczucie, że powinnaś mieć kolejną stronę, kolejny kurs, kolejne narzędzie, kolejną reklamę, kolejny produkt.

Tylko kto właściwie powiedział, że właśnie tego potrzebujesz?

Dlatego coraz częściej zadaję sobie pytanie:

Czy naprawdę tego potrzebuję, czy tylko ktoś przekonał mnie, że powinnam tego chcieć?

To jest bardzo ważne pytanie również wtedy, kiedy inwestujesz w swój biznes.

Nie każda inwestycja jest dobra tylko dlatego, że jest inwestycją.

Dobra inwestycja to taka, która odpowiada na Twój konkretny problem i przybliża Cię do Twojego celu.

Czego nauczyło mnie dzieciństwo w rodzinie przedsiębiorców?

Dzieciństwo spędziłam jako córka dwójki seryjnych przedsiębiorców. I z perspektywy czasu widzę, że bardzo dużo mojego podejścia do pieniędzy i biznesu wyniosłam właśnie z domu.

Przede wszystkim nauczyłam się, że pieniądze są narzędziem.

Można je wydać na coś, co znika po chwili. Można je również zamienić na doświadczenie, wiedzę, czas albo możliwość zrobienia czegoś, czego wcześniej nie potrafiliśmy zrobić.

Nauczyłam się też podważać pewne oczywistości.

Czy naprawdę muszę robić coś w taki sposób, jak robią to wszyscy?

Czy istnieje tylko jedna droga?

Czy jeżeli coś nie działa, oznacza to, że trzeba się poddać, czy może trzeba zmienić sposób działania?

Dzisiaj dokładnie takie pytania zadaję sobie również w biznesie.

I dokładnie takich pytań uczymy się zadawać wspólnie w naszych programach.

Inwestycja w edukację

W grudniu opowiadałam Ci dużo o mojej mentorce biznesowej Sigrun. To właśnie takie doświadczenia bardzo mocno zmieniły moje podejście do inwestowania w rozwój.

Bo edukacja nie jest dla mnie kolejnym wydatkiem na liście.

Jest narzędziem podejmowania lepszych decyzji.

Jeżeli dzięki czyjejś wiedzy mogę szybciej zobaczyć problem, którego sama jeszcze nie widzę, uniknąć błędu, który kosztowałby mnie dużo więcej, albo znaleźć rozwiązanie, na które sama nie wpadłabym przez kolejne sześć miesięcy, to jest realna wartość.

I właśnie dlatego coraz częściej inwestuję nie tylko w samą wiedzę, ale również w dostęp do ludzi, którzy mają inne doświadczenia niż ja.

Kogoś, kto zada pytanie, którego sama sobie nie zadaję.

Kogoś, kto spojrzy na mój pomysł z zupełnie innej perspektywy.

Kogoś, kto powie: „Zatrzymaj się. Naprawdę chcesz iść w tę stronę?”

Albo przeciwnie:

„Przestań się zastanawiać. To jest dobry kierunek. Teraz po prostu to zrób.”

I właśnie ten rodzaj inwestycji jest dla mnie coraz bardziej wartościowy.

Czasem potrzebujesz nie kolejnej wiedzy, ale ludzi

W pewnym momencie rozwoju biznesu problemem przestaje być brak wiedzy.

Masz książki. Masz kursy. Masz podcasty, webinary, notatki i zakładki zapisane „na później”.

A mimo to możesz nadal stać w miejscu.

Dlaczego?

Bo wiedzieć, co można zrobić, a zdecydować, co naprawdę zrobić, to dwie różne rzeczy.

I właśnie wtedy coraz większą wartość ma dla mnie dostęp do ludzi, którzy wiedzą więcej w obszarze, którego akurat potrzebuję.

Nie chodzi nawet o to, żeby ktoś podał mi gotową odpowiedź.

Czasem wystarczy jedno dobre pytanie.

Czasem spojrzenie z boku.

Czasem doświadczenie osoby, która już przeszła drogę, którą ja dopiero próbuję przejść.

Czasem ktoś mówi: „U mnie to nie zadziałało. Sprawdź, czy u Ciebie na pewno ma sens”.

A czasem odwrotnie:

„Przestań się zastanawiać. Masz wystarczająco dużo danych. Teraz działaj.”

Właśnie dlatego inwestycja w ludzi może być dla przedsiębiorcy równie ważna jak inwestycja w wiedzę.

Wiedza daje Ci możliwości. Rozmowa z właściwymi ludźmi pomaga wybrać jedną z nich.

„Ten dostęp do ludzi, którzy znają się na czymś, czego potrzebuję, w to właśnie inwestuję najwięcej.”

Dlaczego właśnie Mastermind?

Kompletna lista moich mentorów, ekspertów i osób, od których uczyłam się przez lata, byłaby naprawdę długa. Ale jest jedna rzecz, która wraca w tych doświadczeniach bardzo często:

najwięcej wartości pojawia się wtedy, kiedy wiedza różnych osób spotyka się przy jednym konkretnym problemie.

I właśnie dlatego powstał Mastermind Oplotki.

Nie jako kolejny kurs, który masz obejrzeć od początku do końca.

Nie jako miejsce, w którym jedna osoba mówi, a reszta słucha.

Tylko jako przestrzeń do wspólnego myślenia nad biznesem.

Każda uczestniczka przychodzi ze swoim doświadczeniem, swoim biznesem, swoimi pytaniami i problemami.

Jedna osoba może mieć doświadczenie w sprzedaży.
Inna w budowaniu społeczności.
Kolejna w tworzeniu produktów cyfrowych.
Jeszcze inna przeszła już drogę, którą ktoś dopiero zaczyna.

I właśnie wtedy zaczyna działać efekt, którego nie da się uzyskać podczas samotnej pracy z kolejnym kursem.

Jedna osoba wnosi pytanie. Grupa pomaga wygenerować odpowiedzi.

Nie twierdzę, że mam wszystkie odpowiedzi. Wiem natomiast, że stworzyłam przestrzeń, w której odpowiedzi mogą powstawać dzięki wiedzy, doświadczeniu i dyskusji całej grupy.

To jest dla mnie największa wartość Mastermindu.

„Nie twierdzę, że mam wszystkie odpowiedzi, ale wiem, że stworzyłam wehikuł, który odpowiedzi generuje dzięki wiedzy każdej z uczestniczek programu i sumarycznej wiedzy naszej wspólnej dyskusji.”

Jak działa Mastermind Oplotki?

Mastermind to przede wszystkim regularna praca nad konkretnymi biznesami.

Spotykamy się w kameralnej grupie, a każda uczestniczka może przynieść na spotkanie swój aktualny problem, pomysł, decyzję albo projekt, nad którym właśnie pracuje.

Nie chodzi o to, żeby przez dwie godziny rozmawiać ogólnie o biznesie.

Chodzi o to, żeby wyjść ze spotkania z czymś, co można realnie zrobić dalej.

Możemy przyglądać się pomysłowi na nowy produkt.
Możemy rozłożyć na części pierwsze ofertę.
Możemy zastanowić się, dlaczego coś nie sprzedaje.
Możemy przeanalizować komunikację, strategię albo sposób prowadzenia projektu.

Czasem potrzebna jest wiedza ekspercka.

Czasem wystarczy kilka pytań od osób, które patrzą na Twój biznes z zewnątrz.

A czasem najcenniejsze jest usłyszenie od kogoś:

„Ja zrobiłam to inaczej, zobacz, co u mnie zadziałało, a co nie.”

Dzięki temu nie musisz każdej decyzji podejmować samotnie.

W Mastermindzie możesz korzystać nie tylko z mojego doświadczenia, ale również z doświadczeń innych uczestniczek.

2 godziny co 2 tygodnie przez 6 miesięcy

Historyczny format Mastermindu opisywany w tym odcinku zakładał dwugodzinne spotkania na Zoomie raz na dwa tygodnie przez pół roku.

To ważne, bo Mastermind nie jest jednorazowym spotkaniem inspiracyjnym. Jego wartość buduje się również przez regularność, obserwowanie postępów i wracanie do wcześniej podjętych decyzji.

Nie musisz budować biznesu sama

Jedną z rzeczy, które najbardziej lubię w Mastermindzie, jest to, że spotykają się w nim osoby, które na pierwszy rzut oka mogą mieć ze sobą niewiele wspólnego.

Różne branże. Różne doświadczenia. Różne produkty. Różne etapy biznesu.

A jednak bardzo szybko okazuje się, że problemy przedsiębiorczyń są zaskakująco podobne.

Jak wycenić swoją pracę?
Jak powiedzieć „nie”?
Jak wybrać spośród kilku dobrych pomysłów?
Jak przestać odkładać ważny projekt?
Jak zbudować ofertę, która naprawdę odpowiada na potrzeby klienta?
Jak skalować coś, co działa?

Wspólny mianownik często pojawia się tam, gdzie wcześniej go nie widziałyśmy.

I właśnie dlatego tak ważne jest dla mnie wyciąganie tego, co nas łączy, ponad tym, co nas dzieli.

Kiedy różne doświadczenia spotykają się przy jednym problemie, powstają rozwiązania, których żadna z nas mogłaby nie wymyślić samodzielnie.

Nie chodzi więc o stworzenie grupy, w której wszystkie osoby myślą tak samo.

Wręcz przeciwnie.

Wartością jest właśnie różnica perspektyw.

Każda osoba wnosi coś własnego. A grupa pomaga zobaczyć więcej.

„Żadna z nas osobna, ale razem to już zupełnie inna bajka.”

Chcesz mieć obok siebie ludzi, którzy pomogą Ci myśleć o biznesie?

Nie każda decyzja wymaga kolejnego kursu.

Czasem potrzebujesz rozmowy z kimś, kto spojrzy na Twój biznes z boku. Czasem doświadczenia osoby, która już przeszła podobną drogę. Czasem grupy, która zada właściwe pytania i pomoże Ci zobaczyć rozwiązanie, którego sama nie widzisz.

Właśnie po to powstał Mastermind Oplotki.

Jeśli czujesz, że masz już wystarczająco dużo wiedzy, ale potrzebujesz przestrzeni do podejmowania decyzji, feedbacku i konsekwentnego działania, sprawdź aktualną formułę programu.

→ Poznaj Mastermind Oplotki

Posłuchaj całego odcinka


tu link do odcinka —> NA CO WYDAJEMY PIENIĄDZE

Jeśli wolisz słuchać niż czytać, cały odcinek „Na co wydajemy pieniądze?” znajdziesz powyżej w wersji wideo.

Możesz też wrócić do konkretnych fragmentów rozmowy poniżej, przygotowałam pełną transkrypcję odcinka.

Wydawaliśmy, wydajemy i wydawać będziemy

Na co wydajemy pieniądze, czyli porozmawiajmy dzisiaj o finansach, zwłaszcza w tych czasach, czyli o tym, że wydawaliśmy, wydajemy i wydawać będziemy. Nasi klienci pewno też.

Więc to nie jest czas na poddawanie się, ale na mądre zarządzanie zmianą. O tym, że planujemy ostrożnie, bo zewsząd czarne scenariusze i tym bardziej w cenie jest doświadczenie.

Zachęcę Cię do tego, żeby cenić siebie i swoje doświadczenie.

No i oczywiście o tym, że inwestycja w edukację to zawsze dobra inwestycja, czyli polecajka na koniec.

Ale jeżeli jesteś tutaj pierwszy raz, z tej strony Agnieszka Gaczkowska, a Ty słuchasz podcastu Oplotki dedykowanego dla twórców i fanów rękodzieła, ale nie tylko, bo znajdziesz tutaj plotki ze świata biznesu w oparciu o rękodzieło, wszystkie know-how, które wyciągam z tej branży i szczegółowe informacje o różnych technikach handmade.

Znajdziesz tu też inspirujące wywiady, kulisy warsztatów rękodzieła dla osób indywidualnych i dużych organizacji, ale przede wszystkim przecieki z działania i kierunków rozwoju tego ekosystemu biznesowego Oplotki.

I oczywiście wszystko robimy w stylu handmade. Handmade rozumianego również jako sukces budowany własnymi rękami.

No to nurkujemy.

Podczas świątecznej przerwy miałam okazję nadrobić długo odkładane spotkania. No i oczywiście przy dzierganiu, ale choć chciałam pisać o nowych modułach kursu szydełkowania, tak na te projekty jeszcze trochę poczekasz. Na pewno nadchodzą.

Także zachęcam Cię, jeżeli lubisz dziergać albo chcesz poznać nowe techniki rękodzieła, to zachęcam Cię, bo nowe moduły do kursu są w przygotowaniu.

To jednak dzisiaj postanowiłam Ci opowiedzieć o temacie, który nie schodził z ust nawet podczas spotkań przy rękodziele. I to nie mówię o jednym spotkaniu.

Czy to było spotkanie z rodziną, czy z bliższymi znajomymi, czy z partnerkami biznesowymi — temat finansów, inflacji, kryzysu i tego, co teraz właściwie, nie schodził z tapetu.

Dlatego dzisiaj podzielę się z Tobą tym sposobem myślenia, który sprawia, że na przekór wszystkiemu kolejny rok Oplotki zamykamy na dużym plusie, pomimo, a może właśnie ze względu na wiele inwestycji i z takim dynamicznym poczuciem rozwoju.

No to zacznijmy od tego pierwszego punktu.

Wydawaliśmy, wydajemy i wydawać będziemy.

Nasi klienci też.

Piszę to, mówię o tym, piszę, bo zachęcam Cię też do skryptu tego odcinka, który znajdziesz w formie blogowego artykułu.

Mówię o tym, aby pokazać Ci, że jeżeli jesteś twórcą różnych produktów czy usług, to prawdopodobnie tak jak ja zastanawiasz się, czy klienci będą kupować, no bo przecież takie czasy.

Piszę takie zestawienie jak to dzisiejsze, żeby Ci pokazać, że z dużym prawdopodobieństwem będą.

Ludzie bowiem dalej właśnie tak wydawać będą pieniądze, jak i wydawali. Duża szansa, że będą to robić troszkę inaczej niż zwykle i choć może nieco bardziej ostrożnie będą obracać złotówkami, to i tak na pewno będą puszczać je w obieg.

A co z tego dla Ciebie?

A no to, że to nie jest czas, aby schować głowę w piasek jako przedsiębiorczyni, tylko czas, żeby myśleć. Myśleć o drobnych, czasem naprawdę malutkich zmianach, które zrobią dużą różnicę.

Ale po kolei, tak żeby zobrazować to przykładami.

Opowiem Ci, na co ja sama wydaję pieniądze. I zobacz, bo może to ja jestem Twoim idealnym konsumentem. Może dać do myślenia to, jak myślę, kiedy wydaję.


Na co wydaję pieniądze?

Więc na co wydaję?

No na pewno na czas z rodziną.

Pogrupowałam te wydatki w takie grupy, żeby łatwiej było je gdzieś tam zrozumieć jako taki tok myślenia.

No to czas z rodziną. No i tutaj totalnie nie oszczędzamy.

Dlatego mówię o tym w pierwszej kolejności, bo są tu i hotele, i jakieś wyjazdy, i są tu takie pierdoły, lodziki na plaży, czy naprawdę takie, nie wiem, słabej jakości tandetne maskotki na straganach nad morzem, bo trzeba wrócić z jakąś pamiątką dla koleżanki od mojej córki ze szkolnej ławy.

Tak, tu oczywiście z umiarem, tak, ale mam poczucie, że tutaj wydaję jak szalona.

Co to dla mnie znaczy?

No niewspółmiernie do zarobków.

To jest dla mnie wydawanie jak szalona, ale też czerpię z tego, no przynajmniej jak na razie, dziką frajdę i bez oporu wydaję lekką ręką.

To samo w takiej grupie tematycznej: dom.

Meble to u nas, nie wiem, używki z OLX-a, które stoją obok designerskich perełek. Zakrocie i akcesoria kupujemy raczej w kategorii ilościowej minimalizm niż rupieciarnia, ale jednak kupujemy impulsywnie.

Tak czerpię z tego dziką frajdę.

A to zasłony w jakimś szalonym granacie, a to podobrazie za miliony monet, bo właśnie taki wielgachny format mi się przyśnił, żeby go zapaćkać farbą i powiesić na którejś ze ścian.

A to włóczka z jakiejś rasowej, ręcznie barwionej wełny, która zmultiplikowała się rozmiarem osiemnastego koca, no który oczywiście namiętnie dziergam przy jakimś tam dokumencie z Netflixa.

No i wyszło nagle 30 motków, każdy po pięć dyszek.

Nie liczę w tej materii. Nie liczę i mam ten luksus podążania za takim własnym gustem, za takimi preferencjami dzieciaków czy męża.

Po prostu kocham być w domu. Tutaj też pracuję, więc szastam na wszystko, co z nim związane.

Po prostu tak mam pomimo kryzysu. A może właśnie dlatego, że jest kryzys.

Hm, chyba już łapiesz, co chcę powiedzieć.

Kolejne takie grupy tematyczne, na przykład rozwój osobisty.

Tak, kiedy robiłam sobie to zestawienie, takie przygotowanie do tego odcinka, dotarło do mnie, że jakby mój mąż zobaczył moje coroczne podsumowania wydatków na inwestycje w różne programy rozwojowe, mastermindy, indywidualne coachingi, mentoringi i takie doraźne usługi fachowców zaglądających za kurtynkę naszych Oplotek, by pomóc nam, nie wiem, na przykład generować różne innowacje, to chyba dostałby zawału przed czterdziestką, a zostało już koło czterech miesięcy.

No ale wiem, że to wydatki, których nawet nie traktuję jak wydatki. Traktuję jako inwestycje, które zawsze się zwracają.

Niezależnie czy od razu, czy na przestrzeni czasu, no to tutaj nie szczędzę. Wolę przycinać gdzie indziej.

No i oczywiście książki.

Mam taką ogromną słabość do papieru i choć czytam na Kindlu czasem i też słucham na Audi, bo no nie wiem, wydaję bez opamiętania.

I co lepsze, pozycje oczywiście pakuję później w formie prezentów dla najbliższych klientów czy znajomych i nieuleczalnie jestem uzależniona od papieru, nawet nie próbuję z tym walczyć.

Więc wąchanie zapachu nowej książki przy jakiejś nastrojowej lampce pod wełnianym kocykiem, oczywiście handmade, kiedy dzieciaki już padły spać.

No to ten moment, zanim zanurzę się bez pamięci w lekturę, wiedząc, że oczy odpoczywają od niebieskiego światła ekranu, jest po prostu bezcenne.

No i oczywiście wartość przemyśleń płynących z wiedzy zawartej na tych stronach książek, no to jest nieporównywalne do ceny tych książek.

Tak sobie usprawiedliwiam przynajmniej.

Nie wiem, może zacznę na naszym kanale YouTube podrzucać jakieś polecajki choćby dla siebie, żeby wracać do co lepszych pozycji.

Ale chyba rozumiesz, co chcę powiedzieć.

Tu nie szczędzę, wydaję bez opamiętania.

Często są to pozycje, które kończę po, nie wiem, kilku rozdziałach i wiem, że lepiej sprawdziłyby się w rękach kogoś z moich znajomych, ale jednak wydaję na to pieniądze.

No i oczywiście taka grupa, którą sobie nazwałam „czas”, czyli wszędzie tam, gdzie mogę wydelegować zadania, oszczędzać tego zasobu, który wiadomo — nigdy do mnie nie wróci.

Nie wiem, może to jakaś obsesja, która przychodzi z upływającymi latami, ale no to jest dla mnie warte każdych pieniędzy.

Zatrudniam, kupuję programy do automatyzacji zadań, wypycham, co się da, ze swojej listy zadań do zrobienia.

No czasem też się udaje bezpłatnie podrzucić mężowi czy dzieciakom, ale rozumiesz, o czym mówię?

Wszystko, co jakby wpada w tę kategorię oszczędności mojego czasu, jest dla mnie warte krocie i tutaj nie szczędzę.

No i tyle.

Tak, no nie wiem, może Cię zaskoczę, bo zero jachtów, zero prywatnych odrzutowców albo lansu biżuterią czy torebkami ze znanym logo.

Nie wiem, z takich większych wydatków to nie wiem, auto używane z jakimiś rysami na boku, ciuchy to zazwyczaj second handy czy udziergane albo uszyte samodzielnie, więc tutaj praktycznie też nie wydaję.

Chyba że są to właśnie szyte ręcznie tutaj w Polsce, często kosztujące dużo więcej niż w jakichkolwiek sieciówkach.

Więc zobacz, też duży rozstrzał.

Kosmetyki w wersji jakiejś takiej minimalistycznej. Najczęściej też jako prezenty handmade, które dostałam od twórców z naszej branży albo od mamy, bo akurat w przypadku jej cery tam ona ma bardzo dużo alergii, więc bardzo często dostaję w spadku różnego rodzaju cuda, smarowidła, nawilżacze, peelingi, złuszczacze, odżywki, Bóg wie co.

No i właściwie też używam, dlaczego by nie?

Często to są jakieś tam prezenty, kiedy wpadamy do domu.

Ale chcę Ci o tym opowiedzieć, żeby Ci pokazać, że w tych kategoriach, które może by się wydawało, że byłyby dla mnie dużymi wydatkami, często nie wydaję za wiele, ale są kategorie, w których nie szczędzę i wydaję dużo więcej niż taki przeciętny Kowalski.

No i pewno by się znalazło jeszcze trochę takich pozycji do tej listy, ale pewnie już łapiesz klimat.

Wiesz, co chcę Ci powiedzieć?

Mój tata siedzi i piszczy, że na hotel potrafimy jako nasza rodzinka wydać więcej niż na ratę mieszkania.

Dziadek się dziwi, że nie jeździmy jeszcze nowoczesną hybrydą.

Mama się dziwi, że biegam po galerii, że właśnie nie biegam po galeriach, bo ona to najchętniej by biegała, jak tylko jest tutaj u nas w Poznaniu gości.

No a sąsiedzi się pewno dziwią, że Sylwestra spędzamy z rodzicami, dziadkami i dziećmi na wsi, zamiast podziwiać poznańskie lokale od środka.

No i co z tego?

Dyskutujmy ze sobą, czy na pewno trzeba, czy po prostu wypada, albo ktoś powiedział, że musimy.

No i nie pozwólmy decydować innym, nawet znajomym.

Tak wiecie: postaw się, a zastaw się — tutaj a asertywność.

Nawet najbliższej rodzinie czy dzieciakom, no nikomu nie pozwalajmy.

Jak to można zrobić?

Warto wdusić pauzę za każdym razem, kiedy coś w środku Ciebie robi taki zgrzyt podczas decyzji o wydaniu kilku złotych.

Zapytaj wtedy siebie, czy ja tak chcę, czy tylko tak robię, bo mi ktoś włożył do głowy, że powinnam tak robić z moimi pieniędzmi.

Dla przykładu ja sama nie miałam oporu, żeby na lekcje angielskiego u dzieci wydawać krocie bez większych oczekiwań wobec dzieci, że będą spikać jak szalone na wyjazdach.

Ale już na rozwój osobisty dla siebie to często wydawałam z wielkimi wyrzutami sumienia albo w ogóle nie wydawałam, bo wydawało mi się, że to jest inwestycja, na którą nie zasługuję.

Więc turbo presję zwrotu z takiej inwestycji kładłam sobie na kark, kiedy właśnie wydawałam.

Na szczęście jest już lepiej i dalej nad tym pracuję, ale ten wniosek przyszedł do mnie właśnie po wduszeniu takiej pauzy.

Ej, wydaję na ten angielski grube tysiące, a dla siebie żal mi tam na przykład jakichś, nie wiem, dwóch, trzech godzin porządnego coachingu.

Piszę o tym, bo Twój klient albo klientka też jest coraz bardziej świadomy i Twoje produkty często też wybiera wbrew innym trendom, poleceniom, odradzaniu, doradzaniu.

Tu możesz wstawić dowolne, ale to znaczy, że wybiera, bo zrobiłaś wystarczająco dobrą pracę wokół zakomunikowania wartości.

Robi tę właśnie pauzę.

Zastanawia się, czy wydać te pieniądze na Twój produkt czy usługę, czy też nie.

I to po Twojej stronie, tak że to na Tobie, a nie na nikim innym, ciąży odpowiedzialność odpowiedniego zaprezentowania swoich produktów i usług.

Umiejętność prawidłowej wyceny i komunikacji oferty nigdy nie była tak ważna jak teraz.

Skąd ta teza?


Bogactwo to nie tylko zasobność portfela

Dzieciństwo spędziłam jako córka dwójki przedsiębiorców.

Tak.

I to dzieciństwo nauczyło mnie odrywać bogactwo od zasobności portfela.

Trochę tak jak w tej ekonomii, że raz na górze, raz na dole, raz mamy kryzysy, raz mamy wielką hossę.

U nas też bywało bardzo obficie, ale bywało też i bardzo krucho i nigdy nie czułam biedy.

Nawet kiedy mama kroiła nam parówki na cztery kawałki tak wzdłuż, wiecie, żeby lepiej na talerzu wyglądały, że niby cztery, a nie jedna.

To piszę o tym, żeby Cię zatrzymać i zapytać albo zaprosić Cię do zadania sobie pytania.

Czy aby w dobie inflacji nie zaczęłaś sprawdzać częściej, co tak naprawdę jest ważne?

Czy przypadkiem ten kryzys nie stał się katalizatorem mądrych decyzji, wydawania tam, gdzie rzeczywiście chcesz?

I to samo u Twojego klienta — wydawania, gdzie rzeczywiście potrzebuje i rzeczywiście skorzysta z produktu czy usługi, a nie tylko tam, gdzie akurat nadarzyła się okazja.

Śmieję się czasem, mówiąc, że sinusoidę wzlotów i upadków mam przećwiczoną dzięki właśnie dzieciństwu jako córka seryjnych przedsiębiorców.

Coś w tym chyba jest, ale ta umiejętność nie jest zarezerwowana tylko dla pokoleń ludzi spoza schematu.

Nauczyłam się kreować przebogate doświadczenia materialne, duchowe, energetyczne, emocjonalne, jakie tylko poza determinantą finansów, bo wiem, jak bardzo zmienna jest ta sinusoida.

Może jest mniej taka odczuwalna na etacie, ale jednak zawsze jest.

I co najciekawsze, finanse przyszły w ślad za tym, za tym zaakceptowaniem, że można się tego nauczyć.

Ty też możesz oczywiście po prostu poddawać w wątpliwość utarte schematy.

Tylko tyle i aż tyle.

Ja Ciebie też zapraszam do takiej refleksji.

Zadaj sobie pytania: co dla Ciebie znaczy bogactwo, obfitość, pełnia?

Czy rzeczywiście da się to wszystko kupić za pieniądze?

Czy one są tak niezbędne?

Czy może przypadkiem Twoje produkty i usługi nie sprawiają, że Twój klient może poczuć się bogatym, nawet pomimo albo mimo, że wydaje tylko jakąś relatywnie niewielką kwotę?

Czy może to poczucie pełni jest zdeterminowane wpływami na konto, czy może jednak totalnie odklejone od sytuacji finansowej, również tej takiej, na którą nie mamy wpływu, czyli tej takiej makroekonomicznej sytuacji, choćby właśnie tego szeroko komentowanego, zapowiadanego kryzysu.


Inwestycja w edukację

W grudniu opowiadałam Ci dużo o mojej mentorce biznesowej Sigrun.

Polecałam Ci różne jej szkolenia.

Ona mi pokazała, jak zarabiać w online kwoty, o których wcześniej nawet nie śniłam jako właścicielka biura architektonicznego z kilkuletnim doświadczeniem.

Rozdawała na przełomie grudnia i stycznia bezpłatne szkolenia warte minimum 1000 dolarów, a mimo to wiele osób nie znalazło czasu, żeby skorzystać.

Trąbiłam o nich, gdzie się da.

No i dzięki temu jednocześnie wiele osób wydusiło z nich turbo wartość i zamieniło na kroki w swoich biznesach, które teraz generują i pewno generować będą też w przyszłości stałe przychody.

Dzisiaj jednak wokół tematu finansów chcę Ci przedstawić osobę, którą poznałam dzięki Sigrun, dzięki której jednak poczułam się mentalnie o krok dalej na tej finansowej ścieżce i chcę Cię na tę ścieżkę też zaprosić.

To dzięki właśnie Sigrun poznałam Ann, osobę, która również wspiera w budowaniu niezależności finansowej.

Ann Wilson, bo o niej mówię, o przemiłej „The Wealth Chef”.

To zdecydowanie osoba, którą warto znać i warto obserwować.

Na pewno tutaj znajdziesz w opisie wszystkie linki, także się nie stresuj. Wszystko jest tutaj podlinkowane.

To właśnie dzięki niej jeszcze bardziej zaczęłam kojarzyć bogactwo z budowaniem finansowej niezależności i zainwestowałam w naukę konkretnych narzędzi i instrumentów.

Mówię tutaj o tej inwestycji w edukację finansowo-ekonomiczną, której zdecydowanie mi brakowało wcześniej.

Dołączyłam do jej programu Financial Freedom University.

Jeżeli masz ochotę, chętnie Ci o nim więcej powiem, ale tutaj to jest jakby w kontekście tej większej wypowiedzi.

Także nie musisz w ogóle jakby od razu kupować całego programu, chociaż ja uważam, że jest naprawdę świetny, ale na przykład zdecydowanie polecam jej książkę.

Tak, teraz chyba jest nawet w jakiejś promocji za niecałe 2 dolce.

Podlinkuję Ci tę książkę.

Jeżeli czytasz trochę później, to może już się nie załapiesz na promkę, ale ona i tak kosztuje grosze.

Więc jest książka, w której też znajdziesz ten jej sposób myślenia o finansach.

Dla mnie to był ten moment, kiedy w końcu zrozumiałam giełdę, NFT, indeksy, kryptowaluty, inwestowanie w złoto, nieruchomości i co tam jeszcze, wiesz, różne tematy, które wydawały mi się magicznie niedostępne.

Jeszcze Ci pewno o tym opowiem, bo widzę, że też w moich mastermindach dyskusja o finansach jest chyba takim tematem wartym szerszej uwagi.

Tymczasem chcę Cię zostawić z bezpłatnym szkoleniem.

A wiem, że tutaj w styczniu zapowiada się świetne szkolenie.

Ja sama z niego korzystałam, zanim przystąpiłam do programu, więc polecam, bo jest bezpłatne.

Można z niego skorzystać po prostu w formie takich nagrań czy nawet na żywo.

To jest seria takich masterclassów i później seria takich pytań i odpowiedzi.

Także warto skorzystać i zanurkować trochę w ten finansowy świat.

Dlaczego?

Bo nawet jeżeli nie inwestujesz i nie planujesz, to rozumienie niektórych finansowych mechanizmów dzisiejszego świata to wiedza, której nikt nam nie dał.

I teraz chyba rozumiem dlaczego, bo tę wiedzę trzeba sobie tak troszeczkę wziąć samemu.

Mam wrażenie, że w interesie wszystkich dookoła, banków, instytucji finansowych, nawet państwa, jest to, żebyśmy się bały finansowej wiedzy i z niej nie korzystały, bo stajemy się zbyt niezależne.

Mam takie wrażenie.

Przynajmniej takie jest moje doświadczenie.

Zrozumiałam, że nie tyle chodzi o to, ile zarabiamy, ale właściwie chodzi o to, jak się potem z tymi finansami obchodzimy, by je pomnażać.

Dla mnie to był skok mentalny nie z tej ziemi.

Zatem poszły konkretne kroki, które przełożyły się na świetne finanse.

Serdecznie Ci to polecam.

I dlaczego o tym mówię?

Ponieważ nie tylko wydałam w tych trudnych czasach kupę pieniędzy na program online.

Program był oczywiście w dolarach, więc przy aktualnym przeliczniku waluty możesz się też jakby domyślać, ile razy przemyślałam tę inwestycję, ale mimo wszystko zainwestowałam i wiem, że to najlepiej wydane pieniądze w tak trudnych czasach.

I to nie tylko dlatego, że rozumiem teraz, jak operować z finansami, żeby szczególnie teraz korzystać z szans, jakie daje nam kryzys.

Tak?

I dobrze słuchasz, tak?

W kryzysie jest bardzo dużo szans.

Ale pozwoliło mi się też przyjrzeć sobie jako klientowi.

Czy kryzys sprawił, że odłożyłam tę inwestycję na potem?

No nie.

Wręcz przyspieszył decyzję.

Czy sprawił, że zrezygnowałam w ogóle z tego zakupu?

No nie.

Stał się powodem dla tego zakupu.

Czy byłam jedyną, która zainwestowała w ten program?

No nie.

Na pokładzie jest armia ludzi z całego świata.

Więc Twój klient czy klientka też będzie kupować, ale tylko wtedy, kiedy poczuje, że to inwestycja, która warta jest jego czy jej pieniędzy, zwłaszcza teraz.

To Twoje zadanie, żeby zakomunikować tę wartość teraz, właśnie teraz, bardziej niż kiedykolwiek.

Dlatego Ci o tym mówię, bo no i tu taki trzeci punkt, który dzisiaj chciałam z Tobą zanurkować.


Inwestycja w edukację to zawsze dobra inwestycja

I oczywiście są odstępstwa od reguły, ale mam poczucie, że ta reguła przyświecała mi i przyświeca, i chyba przyświecać będzie, ponieważ widzę efekty.

Zauważyłam, że nie działają teraz w biznesie gotowe schematy, takie kalkowane jeden do jeden od naszych nawet najlepszych mentorów.

Co się sprawdza, zwłaszcza w takich właśnie niepewnych czasach, przynajmniej mi?

Co sprawdza się najbardziej?

To dostęp do ludzi, którzy wiedzą lepiej i chcą się podzielić swoim doświadczeniem, pomysłami, dyskusją, czasem, zwłaszcza spoglądając na to, co robisz z perspektywy swojej wiedzy.

Czyli ten czas czasami jest ważniejszy niż jakikolwiek program, jakikolwiek ebook, jakakolwiek właśnie inwestycja w coś takiego sztywnego.

Ten dostęp do ludzi, którzy znają się na czymś, czego potrzebuję, w to właśnie inwestuję najwięcej, bo wiedza w tak niepewnych czasach jest warta więcej niż złotówka, zwłaszcza przy tej inflacji, bo to właśnie wiedza przekłada się na strategiczne decyzje, które dają dźwignię zmian w tak pędzącym świecie.

Kalibracja tej trajektorii lotu nawet o milimetry ma w skali życia czy prowadzenia działalności olbrzymi wpływ na tę destynację, na ten nasz cel, do którego dolecimy.

Ann Wilson i jej bezpłatne szkolenie oczywiście podlinkuję, bo to zaledwie jedna nasza taka dzisiejsza polecajka.

Kompletną listę moich mentorów znają oczywiście uczestniczki moich mastermindów, bo tutaj dyskutujemy na bieżąco i tak na gorąco dzielę się różnymi poleceniami.

Tam mamy też więcej przestrzeni na dzielenie się takimi perełkami, więc jeżeli czujesz, że tego właśnie teraz Ci potrzeba, właśnie takiego zanurzenia w gronie, które pociągnie Cię do przodu, no to śmiało klikaj w link w opisie.

Możesz już rezerwować swoje miejsce, bo mastermind ruszy na koniec stycznia.

Tradycyjnie, tak jak zawsze, koniec września i koniec stycznia to są takie momenty, kiedy ruszają u mnie kolejne grupy.


Dlaczego mówię Ci o Mastermindzie?

Dlaczego Ci mówię o tym mastermindzie?

Bo też uświadomiłam sobie, że dzięki uczestniczkom poprzednich edycji moje siły, umiejętności są przydatne w tych niepewnych czasach.

To było coś, co warto było sobie w końcu uświadomić.

Lata budowania Oplotki pokazały mi, że potrafię zamienić trudne sytuacje w nowe możliwości.

A ten mój Gallupowy Wizjoner pozwala mi kreować nietuzinkowe rozwiązania na pęczki.

Jak to często mówię, daję pohasać podczas takich burzy mózgów i wychodzą z tego niesamowite pomysły biznesowe, które bardzo często bierzecie ode mnie garściami.

Ja nie jestem w stanie tego wszystkiego wdrożyć w życie.

Chyba brakłoby armii ludzi do pomocy.

Ale jednak bardzo chętnie się tym dzielę, ponieważ czuję, że to jest taka moja mocna strona.

Czerpię z doświadczenia oplotkowych projektów.

Tak.

Crowdfunding, self-publishing, książki, budowanie zdalnego zespołu, nie wiem, przygotowanie mowy na TEDx, Warsztaty Women, zarządzanie taką dużą organizacją zdalną, ale też zarządzanie taką społecznością, prowadzenie warsztatów handmade dla klientów korporacyjnych, prowadzenie tutaj też tej gałęzi takiego szkolenia biznesowego dla naszych twórców z branży handmade, ale też wyciąganie tego know-how z naszej branży i dostrzeganie, co jest takim uniwersalnym działaniem ogólnobiznesowym, zwłaszcza w tych biznesach onlineowych i przekładanie tego, by dzielić się tym właśnie w formacie Mastermindu.

Pomogę Ci zaplanować duże projekty i zaplanować strukturę wsparcia, żeby je zrealizować, bo sama uwielbiam zaczynać, ale z dużym problemem jest kończenie.

Iż dojść do mistrzostwa kończenia projektu, doprowadzenia do końca i też takiego zbierania plonów swoich pomysłów i pracy, no to jednak była już duża umiejętność, którą też chętnie się podzielę.

Weź moje biznesowe know-how z budowania Oplotki do swojej branży.


Wspólnota ponad podziałami

Dlaczego?

Mam poczucie, że zdecydowanie zbyt długo pozostawałam w takim komfortowym ukryciu.

Styczeń to taki czas, kiedy jest takie nowe otwarcie.

Zaraz chwilę po podsumowaniu poprzedniego roku, do którego zresztą też Cię zapraszam w poprzednim dużym odcinku, i mam poczucie, że bardzo długo pozostawałam w takim komfortowym ukryciu, w bezpiecznej branży handmade, którą znam przez te wszystkie lata na wylot.

I było mi tu, jest zresztą bardzo cieplutko, dopóki ten kryzys trochę nie wywołał mnie do tablicy dzięki klientkom.

Moje klientki same wygrzebały gdzieś na stronie Mastermind z czeluści internetu.

Postawiłam kiedyś taką stronę z ofertą.

Pamiętam, że właśnie naciskało mnie kilka osób na taki Mastermind.

Postawiłam taką stronę z ofertą i gdzieś tam sobie myślałam: a może kiedyś, niech sobie ta strona tam będzie. Będę ją sobie dłubać w wolnym czasie.

Okazało się, że klientki wygrzebały tę stronę i trochę zmusiły do otwarcia się na ludzi spoza branży, bo zgłosiły się osoby spoza branży handmade i, jak stwierdziły, bardzo korzystają z tego Mastermindu.

I to pozwoliło mi, właściwie zmusiło mnie do otwarcia się na ludzi spoza branży, żebym w końcu przestała mówić:

„No nie, bo to nie handmade, nie doradzam, nie czuję się kompetentna. Ja tę branżę handmade znam na wylot, ale niekoniecznie chcę doradzać dalej.”

No wraz z 2023 rokiem coraz śmielej robię to, co robiłam trochę tak po cichu, czyli pokazuję, jak z mojej wiedzy i doświadczenia z rozwijania Oplotki można brać pełnymi garściami i przekładać na rozwiązania w dowolnej branży, zwłaszcza onlineowej.

Nie twierdzę, że mam wszystkie odpowiedzi, ale wiem, że stworzyłam wehikuł, który odpowiedzi generuje dzięki wiedzy każdej z uczestniczek programu i sumarycznej wiedzy naszej wspólnej dyskusji.

To moim zdaniem w dzisiejszych czasach jest na wagę złota.

To moje klientki uświadomiły mi, że lata budowania atmosfery, relaksu podczas warsztatów rękodzieła, takiego wylogowania z tempa codzienności, procentują szybkim wprowadzaniem grupy na poziom otwartości, który owocuje kreatywną burzą mózgów.

W końcu doceniłam tę wartość.

Wspólnota ponad podziałami.

Wyciąganie tego, co nas jednoczy, ponad to, co nas dzieli, żeby wspólnie generować innowacje.

Kiedy przekładamy to na realia biznesu online, dzieją się rzeczy, których sama nie jesteś w stanie zrealizować.

Zresztą sama nie jestem w stanie, sama nie jest w stanie zrealizować tego żadna z nas.

Żadna z nas osobna, ale razem to już zupełnie inna bajka.


Jak wygląda Mastermind?

To dlatego zapraszam Cię do programu, gdzie udowadniamy, że najlepszy czas na wzrost jest właśnie teraz.

Na przekór czarnym scenariuszom, które sączą się z internetu, z mediów, na przekór inflacji i na przekór całej reszcie sabotujących nas paraliżatorów.

My działamy, pracujemy mądrze, a nie dużo.

Wymieniamy się doświadczeniami podczas dwugodzinnych spotkań na Zoomie raz na dwa tygodnie przez pół roku.

Ten format pozwala nam zgrabnie wpleść nasze spotkania w kalendarz codzienności i wydusić z nich maksimum wartości.

Sama wiem, jak bardzo dwie godziny raz na dwa tygodnie stają się nieinwazyjnym nawykiem, który sprawia, że popycham rzeczy do przodu bez sabotowania tego, co robię na co dzień w swoim biznesie.

Zanim zastanowisz się, czy ten format wymiany doświadczenia i wzrastania w biznesie, takiego wzrostu na przekór prognozom wszelkiego kryzysu, jest dla Ciebie, to koniecznie posłuchaj ostatniej serii podcastowej poświęconej Mastermindowi i sprawdź, czy to, o czym mówię, jest dla Ciebie.

Poprzednie odcinki to bardzo króciutkie odcinki.

W przeciwieństwie do tego dzisiejszego to dosłownie kilka, kilkanaście minut na odcinek, po to, żeby w pigułce pokazać Ci klimat tych dyskusji.

Oczywiście mówię sama, format Mastermindu jest formatem grupowym, ale myślę, że poczujesz gdzieś w środku, czy jest on dla Ciebie.


Podsumowanie odcinka

Także w pigułce dzisiaj dwie myśli, z którymi chcę Cię zostawić.

Jedna: pamiętaj o tym, że kryzys to nie jest czas, żeby schować głowę w piasek.

To czas, żeby sprzedawać, żeby produkować, oferować swoje produkty i usługi, ale robić to mądrze, komunikując wartość w stosunku do ceny, ponieważ klienci będą kupować, ale będą kupować ostrożniej, decydując o tym, czy tak naprawdę tego potrzebują.

To Twoje zadanie pokazać, że rzeczywiście warto.

Cenna polecajka z dzisiaj: bezpłatne szkolenie Ann Wilson, The Wealth Chef, do którego zapraszam Cię totalnie bezpłatnie po wielką porcję takiej finansowej edukacji.

Financial literacy to moje hasło dotyczące tego myślenia o finansach w skali życia, budowania finansowej niezależności po to, żeby nie być uwięzionym w pułapce wiecznego zarabiania.

Aby budować raczej sytuację finansową, w której zarabiam, kiedy chcę, kiedy mogę, kiedy nadarza się okazja.

Natomiast bezpieczeństwo finansowe jest ze mną zawsze.

No i ostatnia polecajka, czyli zaproszenie do mojego Mastermindu, który ruszy pod koniec stycznia.

Ruszy pod koniec stycznia bez określonej daty, ponieważ daty ustalamy konkretnie, indywidualnie z każdą grupą i wtedy decydujemy, kiedy następuje pierwsze spotkanie.

Zazwyczaj jest to właśnie w ostatnim tygodniu stycznia.

Dlatego już teraz możesz pisać do mnie na agnieszka@oplotki.pl, aby umówić się na krótkie spotkanie, podczas którego zadecydujemy, która grupa może wesprzeć Ciebie w Twoich konkretnych celach na 2023.

Jeżeli masz ochotę, wskakuj na stronę, którą podlinkowałam w opisie: oplotki.pl/mastermind i tam doczytasz wszystkie szczegóły.

Nie trać czasu.

Pamiętaj, że potrzebujemy chwili, aby się spotkać i zdeterminować, czy ten program rzeczywiście jest w stanie wesprzeć Cię w Twoich celach.

To nie pogaduchy przy kawie, nie pitu-pitu raz na dwa tygodnie.

To konkretne biznesowe dyskusje.

Jeżeli czujesz, że masz konkretny plan, marzenie, potrzebę, cel na 2023 i w pierwszym półroczu chcesz przycisnąć, aby ten cel stał się rzeczywistością, to to jest świetne miejsce, żeby wzrastać.

Ale warto o tym najpierw porozmawiać, żebym miała pewność, że grupa, którą dla Ciebie konstruuję, będzie w stanie tego dowieść.

Trzymam kciuki za Twój nowy rok.

Widzimy się, słyszymy w 2023, więc korzystając z okazji trzymam kciuki za Twoje plany, marzenia i cele.

Nie daj się na przekór wszelkim prognozom.

Idź do przodu.

Pamiętaj, że kryzysy były, są i będą.

Pamiętaj, że po kryzysach zawsze przychodzi hossa.

A jeżeli Twój pomysł biznesowy sprawdzi się w tak trudnych czasach, to później może być tylko dużo, dużo lepiej.

Największe firmy, które znasz z pierwszych stron gazet, no choćby Uber, powstały właśnie w czasach największych kryzysów.

Może Twoja działalność to jedna z takich działalności ważnych na lata.

Trzymam kciuki za Twój biznes.

Słyszymy się w kolejnych odcinkach.

Zapraszam Cię do opisu i linków tutaj w opisie do tego odcinka.

I oczywiście zachęcam Cię do przeczytania wpisu dedykowanemu temu odcinkowi na naszym blogu na oplotki.pl.

Do zobaczenia i do usłyszenia w kolejnym spotkaniu.

agnieszka@oplotki.pl

19 sierpnia 2026/Autor Ania - Zespół Oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2023/01/Na-co-wydajemy-pieniadze-czyli-porozmawiajmy-o-finansach.jpg 410 1210 Ania - Zespół Oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png Ania - Zespół Oplotki2026-08-19 11:00:002026-08-25 08:57:52Na co wydajemy pieniądze? – Odcinek #211 podcastu OPLOTKI
MASTERMINDowe, Wszystkie wpisy

Podcasty, których warto słuchać: Moje rekomendacje

Lubię podcasty.

Nie tylko dlatego, że można ich słuchać przy kawie, w samochodzie, podczas spaceru czy wtedy, kiedy ręce są zajęte rękodziełem, a głowa chce jeszcze czegoś posłuchać.

Lubię je przede wszystkim dlatego, że pozwalają zajrzeć do głowy innych ludzi.

Posłuchać, jak myślą. Jak podejmują decyzje. Jak budują swoje firmy. Jak radzą sobie z porażkami. Jak dochodzą do swoich wniosków.

A ponieważ sama prowadzę podcast OPLOTKI, z czasem zaczęłam też zwracać większą uwagę na to, jak inni prowadzą rozmowy i jakie tematy wybierają.

I właśnie w taki trochę przewrotny sposób odkryłam kilka podcastów, które dziś mogę Ci z czystym sumieniem polecić.

Podcasty, które zaczęłam słuchać dzięki zaproszeniom do rozmowy

Wszystkie podcasty z tej listy łączy jedna rzecz.

Byłam w nich gościnią.

Kiedy dostałam zaproszenie do rozmowy, oczywiście zaczynałam od przesłuchania kilku wcześniejszych odcinków.

Chciałam wiedzieć, do jakiego świata wchodzę.

Kim jest prowadząca lub prowadzący? Jakie pytania zadaje? Jak prowadzi rozmowę? Jakich tematów mogę się spodziewać?

I kilka razy zadziałało to bardzo prosto:

poszłam do podcastu jako gościni, a zostałam również jako słuchaczka.

Dlatego dzisiejsza lista nie jest rankingiem.

Nie znajdziesz tu numerów 1–5 ani gwiazdek.

To po prostu pięć podcastów, które warto znać, jeśli interesuje Cię biznes, przedsiębiorczość, rozwój, pieniądze i budowanie własnej marki.

A przy okazji, chcę podziękować ich autorkom i autorom za zaproszenia do rozmów.

Bo bez tych zaproszeń prawdopodobnie nie odkryłabym części z nich w taki sposób.


1. Podcast Oli Gościniak – biznes, marka i przedsiębiorczość

Podcast Oli Gościniak poznałam właśnie od strony gościni.

Zanim nagrałyśmy naszą rozmowę, zaczęłam zaglądać do wcześniejszych odcinków.

I właśnie wtedy odkryłam, że to jeden z tych podcastów, do których chce się wracać nie tylko wtedy, kiedy zna się prowadzącą albo występuje się w konkretnym odcinku.

Lubię w nim połączenie tematów związanych z biznesem, marką osobistą, marketingiem i przedsiębiorczością.

Szczególnie cenię rozmowy, które nie kończą się na prostym „zrób X, a osiągniesz Y”, ale pokazują też proces budowania własnego biznesu od kuchni.

Mój odcinek u Oli

W odcinku „Milion na rękodziele – czy to w ogóle możliwe?” rozmawiałyśmy oczywiście o rękodziele, ale tak naprawdę temat jest znacznie szerszy.

Bo pytanie brzmi:

czy na rękodziele można zbudować prawdziwy biznes?

Rozmawiamy o pieniądzach, skalowaniu, budowaniu marki i o tym, co musi się wydarzyć, żeby rękodzieło przestało być wyłącznie hobby.

To temat, który jest mi szczególnie bliski, bo właśnie tym zajmuję się w Oplotkach.

→ Posłuchaj mojego odcinka u Oli Gościniak

Dla kogo?

Ten podcast polecam szczególnie osobom, które budują własną markę, rozwijają biznes albo dopiero zastanawiają się, jak zamienić swoje kompetencje i pasję w źródło dochodu.

I Olu! dziękuję za zaproszenie. Dzięki niemu nie tylko odbyłyśmy dobrą rozmowę, ale też odkryłam kolejną audycję do słuchania.


2. Agni Ajurweda: biznes, relacje i rozwój

Ten podcast odkryłam w podobny sposób.

Najpierw zostałam zaproszona do rozmowy, a później zaczęłam zaglądać do innych odcinków.

I właśnie to lubię w podcastach najbardziej.

Nie zawsze muszą być dokładnie „o tym, czym się zajmuję”.

Czasami wartościowa jest zmiana perspektywy.

Podcast Agni Ajurweda łączy tematy związane z rozwojem, biznesem, relacjami i budowaniem własnej drogi zawodowej.

To dobry przykład podcastu, który przypomina mi, że biznes nie dzieje się w próżni.

Za każdą marką stoi człowiek.

Jego decyzje, relacje, energia, sposób pracy i sposób myślenia.

Mój odcinek w Agni Ajurwedzie

W naszej rozmowie pojawił się m.in. temat afiliacji, rekomendowania i budowania relacji biznesowych.

To jeden z tych tematów, o których warto rozmawiać szerzej, bo współpraca z innymi markami może być bardzo ważnym elementem rozwijania biznesu.

→ Posłuchaj mojego odcinka w Agni Ajurweda

Podcast Agni Ajurweda #152: Afiliacja – co to jest i czemu służy? Rozmowa z Agnieszką Gaczkowską.

Dla kogo?

Polecam ten podcast, jeśli interesuje Cię biznes, ale jednocześnie nie chcesz oddzielać go od własnego życia, relacji i rozwoju osobistego.

Bo można budować firmę i jednocześnie zastanawiać się, jak chce się żyć.

Te dwie rzeczy naprawdę mogą iść ze sobą w parze.

I dziękuję za zaproszenie do tej rozmowy, właśnie dzięki niemu zaczęłam zaglądać do kolejnych odcinków.


3. Rozwój Osobisty dla Każdego: biznes, życie i inna perspektywa

Ten podcast jest dla mnie szczególny również dlatego, że pojawił się już wcześniej na tej stronie.

Kiedyś polecałam go tutaj jako jeden z podcastów, po które chętnie sięgam.

A później wydarzyło się coś, co bardzo lubię w świecie podcastów:

sama zostałam zaproszona do rozmowy.

I nagle podcast, którego wcześniej słuchałam jako odbiorczyni, zobaczyłam również od drugiej strony.

To ciekawe doświadczenie.

Bo kiedy sama prowadzisz podcast, zaczynasz zwracać uwagę nie tylko na to, o czym ktoś mówi, ale również jak prowadzi rozmowę, jakie pytania zadaje i jak pozwala gościowi opowiedzieć swoją historię.

Mój odcinek w Rozwoju Osobistym dla Każdego

W odcinku „Rzuciła architekturę dla handmade” rozmawiamy o mojej drodze od architektury do rękodzieła i budowania biznesu Oplotki.

Ale to nie jest wyłącznie historia zawodowej zmiany.

To również rozmowa o tym, jak z pasji może powstać biznes i jak zmienia się sposób myślenia, kiedy przestajesz traktować swoje rękodzieło wyłącznie jako hobby.

→ Posłuchaj mojego odcinka w Rozwoju Osobistym dla Każdego

Rzuciła architekturę dla Homemade

Dla kogo?

Dla osób, które są właśnie w momencie zmiany.

Zastanawiają się, czy można zrobić coś inaczej.

Czy można przebudować swoją pracę.

Czy można zacząć od nowa.

I czy pasja naprawdę może stać się częścią zawodowego życia.


4. Europejska Sieć Przedsiębiorczości: Jak zarabiać na rękodziele?

Ten podcast zdecydowanie wyróżnia się na tej liście.

Tutaj nie rozmawiamy już tylko o przedsiębiorczości w szerokim znaczeniu.

Rozmawiamy bardzo konkretnie o biznesie handmade.

A więc o czymś, czym zajmuję się na co dzień.

Mój odcinek

Tytuł mówi właściwie wszystko:

„Boom na rękodzielnictwo! Jak skutecznie zarabiać w branży handmade?”

Rozmawiamy o tym, jak zarabiać na rękodziele, jak rozwijać firmę, jak dywersyfikować przychody i dlaczego samo robienie pięknych rzeczy nie wystarczy, żeby zbudować stabilny biznes.

Pojawia się też temat sprzedaży online, sezonowości, skalowania i delegowania.

Czyli dokładnie te obszary, które pojawiają się w mojej pracy z osobami budującymi biznes oparty na rękodziele.

→ Posłuchaj rozmowy o zarabianiu na rękodziele

Dla kogo?

Jeśli rękodzieło jest dla Ciebie czymś więcej niż hobby i zastanawiasz się:

„Czy naprawdę mogę z tego żyć?”zacznij właśnie tutaj.

To również jeden z powodów, dla których tak bardzo lubię dzielić się doświadczeniem Oplotków.

Bo wierzę, że rękodzieło może być zawodem.

Potrzebuje tylko czegoś więcej niż talentu i pasji.

Potrzebuje modelu biznesowego.


5. ZUS to nie MUS: Kiedy warto przejść na spółkę z o.o.?

Piąty podcast na tej liście pokazuje jeszcze inną stronę prowadzenia firmy.

Formalną.

Bo kiedy rozwijasz biznes, wcześniej czy później pojawiają się pytania, których nie da się rozwiązać samą kreatywnością.

Jaka forma działalności będzie dla mnie odpowiednia?

Kiedy warto pomyśleć o spółce?

Co zmienia się, kiedy firma zaczyna rosnąć?

Jak podejmować decyzje dotyczące dalszego rozwoju?

Mój odcinek w ZUS to nie MUS

Zostałam zaproszona do rozmowy o tym, kiedy warto przejść na spółkę z o.o.

To temat, który może wydawać się bardzo odległy osobie rozpoczynającej działalność.

Ale właśnie dlatego warto go znać wcześniej.

Nie po to, żeby od razu zakładać spółkę.

Tylko po to, żeby wiedzieć, jakie możliwości pojawiają się wraz z rozwojem firmy.

→ Posłuchaj mojego odcinka „Kiedy warto przejść na spółkę z o.o.?”

Dla kogo?

Dla przedsiębiorców, którzy są już w biznesie i zaczynają zadawać sobie pytania o dalszy rozwój, strukturę firmy i rozwiązania formalno-prawne.

I tutaj również dziękuję za zaproszenie.

Bo zanim zostałam gościnią, musiałam zostać słuchaczką.


Dlaczego warto słuchać podcastów innych niż te „z Twojej branży”?

Po tych pięciu rozmowach jeszcze bardziej doceniam jedną rzecz.

Nie warto zamykać się wyłącznie w podcastach dotyczących własnej branży.

Jeśli robisz biżuterię, nie musisz słuchać wyłącznie o biżuterii.

Jeśli prowadzisz warsztaty, nie musisz słuchać wyłącznie o warsztatach.

Jeśli sprzedajesz rękodzieło, nie musisz słuchać wyłącznie o handmade.

Bo Twój biznes składa się również z:

  • marketingu,
  • sprzedaży,
  • finansów,
  • relacji,
  • zarządzania,
  • rozwoju osobistego,
  • technologii,
  • prawa,
  • strategii,
  • komunikacji.

I właśnie dlatego lubię takie podcastowe „wycieczki poza własną bańkę”.

Czasami jedna rozmowa z kimś z zupełnie innej branży daje więcej niż kolejny poradnik dotyczący tego, co już znamy.


A jeśli interesuje Cię biznes handmade…

Skoro trafiłaś tutaj, prawdopodobnie interesuje Cię nie tylko słuchanie o biznesie.

Być może sama tworzysz.

Prowadzisz warsztaty.

Sprzedajesz rękodzieło.

Albo dopiero zastanawiasz się, czy z tego, co robisz po godzinach, można zbudować coś większego.

Właśnie o tym rozmawiam w swoim podcaście OPLOTKI.

To podcast o rękodziele, ale nie tylko o tym, jak coś zrobić.

Rozmawiam w nim również o tym:

  • jak wyceniać rękodzieło,
  • jak sprzedawać swoje produkty i usługi,
  • jak prowadzić warsztaty,
  • jak budować markę,
  • jak rozwijać biznes handmade,
  • jak przejść od hobby do zawodu,
  • jak budować firmę bez ciągłego dokładania sobie pracy.

Posłuchaj podcastu OPLOTKI

Jeśli więc po przesłuchaniu tych pięciu podcastów masz ochotę na więcej rozmów o rękodziele, przedsiębiorczości i budowaniu biznesu handmade, zapraszam Cię do mojego podcastu.

→ Przejdź do podcastu OPLOTKI

Znajdziesz tam rozmowy i odcinki, które pomogą Ci spojrzeć na rękodzieło nie tylko jak na pasję, ale również jak na produkt, usługę i biznes.


Moje podcastowe odkrycia

I chyba właśnie za to najbardziej lubię podcasty.

Nigdy nie wiesz, dokąd zaprowadzi Cię jedna rozmowa.

Czasami zaczynasz od zaproszenia jako gościni.

Potem słuchasz jednego odcinka.

Później kolejnego.

A po jakimś czasie okazuje się, że masz nowy podcast na swojej liście.

Dlatego jeszcze raz dziękuję wszystkim osobom, które zaprosiły mnie do swoich audycji.

Dzięki Wam nie tylko miałam okazję opowiedzieć o Oplotkach z kolejnej perspektywy.

Znalazłam też kilka podcastów, których sama chętnie słucham.

A teraz przekazuję je dalej Tobie.


Jeśli znasz podcast, który Twoim zdaniem powinnam dodać do tej listy, napisz mi o nim:agnieszka@oplotki.pl

Bo ta lista prawdopodobnie jeszcze nie raz się zmieni.

12 sierpnia 2026/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/01/blog-grafika-na-social-media-szablon-1.png 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2026-08-12 13:22:292026-08-25 08:57:02Podcasty, których warto słuchać: Moje rekomendacje
Strona 1 z 19123›»

SPRAWDŹ NASZ KALENDARZ:

Zobacz najbliższe wydarzenia

Ostatnie wpisy

  • Jak stworzyć stronę internetową na WordPressie samodzielnie? Przewodnik dla początkującej rękodzielniczki
  • Jak przygotować się do sesji wizerunkowej? 7 błędów, których warto uniknąć
  • Jak delegować zadania w małej firmie? Przestań być Zosią Samosią
  • Jak napisać opis produktu handmade, który sprzedaje?
  • Jak promować rękodzieło bez social media? 7 sposobów na odzyskanie czasu

Sprawdź ulubione produkty naszej społeczności. Kliknij grafikę, aby dowiedzieć się więcej:

© Oplotki.pl 2021 | pomoc@oplotki.pl| agnieszka@oplotki.pl | Newsletter | Polityka Prywatności | Regulamin Sklepu Oplotki
Strona używa plików cookie. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na zapisywanie plików cookie na urządzeniu (dysku) użytkownika.
 

Scroll to top Scroll to top Scroll to top
konferencja rękodzieło HANDMADE BIZ SUMMIT
Zapraszamy na tegoroczną konferencję: https://oplotki.pl/handmade-biz-summit/