Czy Ty też masz już dosyć?

Ileż można! Wyszłam z założenia, że jedyne, czego mi teraz trzeba, to obśmiać tę rzeczywistość. Bo wiesz, mam wrażenie, że to, co się dzieje, to jedna wielka kpina z rzeczywistości. 

Może i Tobie ten wpis pozwoli się uśmiechnąć (choć na chwilę) i złapać oddech między „hołmofisem”, zdalnym nauczaniem i goniącymi się po domu maluchami. Przypuszczam, że nawet jeżeli dzieciaki nie dają Ci w kość, to pewnie i tak nie jest kolorowo w tym ciągłym zamknięciu, w rutynie bez pewnego końca…

W takim razie serwuję Ci gorący jeszcze przegląd domowych patentów na kpinę z kpiny z rzeczywistości, czyli wycięte z telefonu kadry z pandemii w OPLOTKI.

Pracownia rękodzieła w domu (w czasach zarazy)

Skoro wynajmowanie pracowni nie miało najmniejszego ekonomicznego sensu, wszystkie oplotkowe zapasy przeniosły się do mojego domu. A dokładniej – do sypialni najmłodszej córki. Miejsce zabawek (upchniętych teraz w szydełkowych koszyczkach na podłodze) w szafach zajęły sznurki, włóczki, druty, ulotki, metki, kartoniki i pergaminy, różne przydasie i gratisy, które dorzucam do paczek z materiałami wysyłanymi jako dodatek do kursu szydełkowania on-line.

Jeżeli szukasz pocieszenia i chcesz w duchu pomyśleć sobie: „O, rety! U nas nie jest jednak tak źle!”, polecam Ci rzut okiem na fotki.

OPLOTKI w pandemii kartony i dzieci (1) OPLOTKI w pandemii kartony i dzieci

Pakowanie paczek, nadawanie przesyłek, zabezpieczanie ich, żeby nic w trasie nie wyleciało, a do tego…przeganianie trójki łobuzów, która w kartonowych labiryntach urządza sobie plac zabaw.

(PS. Jeżeli w paczce do kursu szydełkowania albo w którymś z boksów, na przykład w boksie  XXL, z drutami lub tkackim, znajdziesz smoczek i zabłąkane klocki, to już wiesz dlaczego).

Sesja fotograficzna  – Oplotki w pandemii

Można by powiedzieć, że wybrałam najgorszy moment na trzaskanie fotek, ale kiedy zobaczyłam, co dzieje się w naszym domu, to wiedziałam, że to po prostu trzeba uwiecznić. I to nawet nie raz, ale dwa razy. Tony sznurków wyściełające podłogę, góry kartonów i łobuzy biegające wokół. Kiedy znowu trafi się taka sceneria??? Uśmiecham się, za każdym razem, kiedy spoglądam na te kadry.

Nawet w takim szaleństwie jest metoda. Te zdjęcia okazały się prawdziwym hitem. Chyba właśnie dlatego, że mam na nich wory pod oczami (jak każda mama w pandemii). Widać, że zdecydowanie pochwalamy w oplotkowym ekosystemie podejście „rób to, co możesz, z tym, co masz”, które w czasach zarazy po prostu ratuje od nieosiągalnej perfekcji. 

sesja zdjeciowa oplotki w pandemii OPLOTKI w pandemii kartony i dzieci (4)

 

Skoro mowa o kartonach…

Nie zapomnę momentów, kiedy do domu wtaczały się paczki giganty. Kilogramy wełny, tuziny szpul ze sznurkiem, całe paki szydełek i drutów. To były momenty najlepszej zabawy. Przyznam, że rozpakowywanie przesyłek od kuriera nigdy nie było tą częścią pracy, którą lubię, ale dzięki pandemii to teraz kulminacyjny punkt dnia. Nie tylko dlatego, że dzieciaki właściwie robią to za mnie, ale dlatego, że później godzinami wyczyniają cuda z tymi kartonami. Te bezcenne chwile ich zabawy i mojego spokoju ratują mi psychikę.

Resztki etykiet i góry papierów materializują się w traktory, statki kosmiczne albo domki i garaże. Cała trójka potrafi w zgodzie bałaganić, nie wymagając mojego angażu. Bajzel? Rzecz drugorzędna. Gdzieś w okolicach drugiego lockdownu olałam bajzel. Założyłam, że – tak jak wszystko – i bajzel kiedyś minie 🙂 

Malarski szał

Papierzyska wyściełające paczki przydały się jeszcze do zabezpieczania domu przed malarskim szałem synka. Ta nasza mocno ruchliwa „środkowa” latorośl daje w kość… No, chyba że zajmie się czymś bez opamiętania. 

Taką nieekranową alternatywę dały pędzle i farby. A że ściany mocno oberwały w pandemii? Kreatywne obrazy stały się idealną wymówką do odłożenia remontu do czasu, kiedy najmłodsza osiągnie słuszny wiek nie-brudzenia-czego-się-da. 

Lena pokochała haft matematyczny

Jeżeli twierdzisz, że rękodzieło jest za trudne, albo masz do tego dwie lewe dłonie – usilnie będę Cię namawiać na nasze poniedziałkowe bezpłatne warsztaty. Skoro moja 7-latka opanowała haft strukturalny, dlaczego Tobie miałoby się nie udać?! Jeżeli złapiesz bakcyla, na Oplotki.pl znajdziesz więcej warsztatów z innych technik. Szykujemy też cały kurs on-line haftu strukturalnego – jeśli dzieci szybko nie wrócą do szkół, czarno to widzę… (albo kolorowo, bo z dzieciakami w tle).

No dobra, a co z dorosłymi?

No właśnie! Tak skupiłam się na dobrostanie maluchów, że prawie zapomniałam o „starszakach”. 

Ku mojej wielkiej (o ironio!) radości do sypialni maludy wjechał też trenażer męża. No i oczywiście moje kreatywne pomysły na to, jak nie pójść z torbami w tym handmade biznesie. 

Kiedy jednego dnia (przy pierwszej fali pandemii) warsztaty stacjonarne rękodzieła zostały zmiecione z powierzchni ziemi, z dziką wiarą, że musi się udać, ruszyłam na podbój onlajnów. 

Nie uwierzysz, ale ta „praca” dawała mi najwięcej frajdy. Kiedy wszystkie rozrywki nagle zniknęły, a ryzyko spotkania z przyjaciółmi było zbyt wielkie, zaczęłam na potęgę prowadzić warsztaty rękodzieła on-line. To bycie z ludźmi, choćby poprzez ekran, ładowało baterie. 

oplotki w pandemii, praca online oplotki w pandemii, praca online

Teraz wspominam te szalone wieczory, kiedy mąż uciszał maluszki w drugim pokoju, a ja prowadziłam kolejne lekcje dziergania.

Najbardziej uśmiecham się do tej ciepłej myśli, że pomogłam kilku koleżankom złapać bakcyla onlajnu i podratować domowy budżet. Był nawet warsztat kosmetyczny on-line!

oplotki w pandemii, praca online oplotki w pandemii, praca online

Praca na trzy zmiany

W pewnym momencie nie można już było czekać na „lepszy moment” – trzeba było pracować z tym, co jest. Zaczęła się więc logistyka level pro. Rano mąż z dziećmi do 9.00, a  ja przed komputerem od bladego świtu, potem on do biura i koło 17.00 znowu zamiana – on w domu, a ja w biurze szukająca ciszy, znowu z komputerem. Nowa rutyna stała się rzeczywistością. Choć nie ma w tym grafiku miejsca na odpoczynek, to oboje łapiemy takie „lepsze chwile” podczas drzemek maluchów, albo wtedy, kiedy zajmą się rozdzieraniem na strzępy kolejnej paczki od kuriera. 

Może i nie są to idealne warunki do pracy, ale czy kiedykolwiek takie będą?

Chyba znudziło mi się już czekanie, aż to szaleństwo się skończy. Nauczyłam się w tym żyć. Oczywiście, nie mogę się doczekać końca, ale może i Tobie pomoże myśl, która przyszła do mnie chwilę po tym, kiedy ogłosili, że czeka nas kolejny tydzień lockdownu:

Nie mamy wpływu na rzeczywistość, która nas otacza, ale mamy wpływ na to, co z tym szaleństwem zrobimy.

Damy się zwariować?

A może powariujemy trochę, żeby nie zwariować? 🙂 

projekt-ksiazka-oplotki

Niemal każdą wolną chwilę spędzam ostatnio na pisaniu. Projekt „Książka” trwa w najlepsze: opowiadam historie, spisuję myśli… Pisanie bez wątpienia ma w sobie coś z magii. Dzięki niemu możesz spojrzeć w głąb siebie i odkryć nieodkryte. To bardzo uwalniające. Ale jak okiełznać to, co mam w głowie i przekazać czytelnikowi tak, żeby go nie zanudzić i nie przytłoczyć? Jak nauczyć się pisać?

Nie mogło być inaczej – do rozmowy o moim najnowszym wyzwaniu zaprosiłam Starą Smoczycę, czyli Magdaleną Białecką. Dla Magdy pisanie jest jak tlen. Na swoich kursach i warsztatach pomaga kobietom pokonywać blokady oraz pokazuje, jak tworzyć lekkie, wciągające i wyróżniające treści. Jednym słowem – oswaja smoki.

Z Magdą rozmawiałyśmy o tym, czym w ogóle jest pisanie i czy pisać może każdy. Jak pokonać blokady, wziąć pióro do ręki i zacząć przelewać na papier swoje myśli?

Jak nauczyć się pisać?

Pierwsze pytania, jakie musisz sobie zadać na początku swojej pisarskiej drogi to: „O kim chcę pisać?”, „Dlaczego chcę pisać?”, „Co chcę dać światu i co chcę od niego w zamian otrzymać?”.

W moim wypadku impulsem do stworzenia książki były warsztaty rękodzieła, podczas których kobiety dzieliły się historiami swojego życia. Ostatecznie historia marki Oplotki upleciona jest właśnie z takich opowieści…

Gdy już poznasz odpowiedzi, kup sobie notes.

Tak! Piękny notes, w którym będziesz chciała zapisywać swoje myśli. I pisz, pisz, pisz! Daj się ponieść. Pisanie to proces. To puzzle, z których potem ułożysz piękną całość. 

jak-nauczyc-sie-pisac jak-nauczyc-sie-pisac jak-nauczyc-sie-pisac jak-nauczyc-sie-pisac

A co, jeśli wcale nie chcesz napisać książki?

Jeśli jesteś rękodzielniczką, która chce zbudować swoją społeczność lub sprzedać swoje produkty, umiejętność dobrego pisania będzie bardzo przydatna 🙂 I nie chodzi tu wcale o skrupulatne tworzenie biznesowych treści, ale o świadomość tego, jak za pomocą słowa zbudować relacje ze swoimi odbiorcami. 

Niech moja rozmowa z Magdą będzie dla Ciebie inspiracją – również do czytania fascynujących opowieści i poznawania niesamowitych historii, które poruszają do głębi.

Agnieszka

A teraz oddaję głos Smoczycy, która na pisaniu zjadła zęby 🙂

umiejetnosc-pisania-a-rekodzielo (1) umiejetnosc-pisania-a-rekodzielo (1) umiejetnosc-pisania-a-rekodzielo (1) umiejetnosc-pisania-a-rekodzielo

Szkoła walki ze smokami, czyli jak ja uczę pisania

Tekst: Magdalena Białecka

Lubię o sobie myśleć, że jestem Smoczycą. Starą Smoczycą, która zjadła zęby na pisaniu.
Lubię też tak o sobie mówić. I robię to od ponad 2 lat. Na początku różni życzliwi pisali mi: „A może coś bardziej przyjaznego?”, „Przecież smoki są straszne!”.
A ja się nie boję. I wiem, że Smoki są różne. I dobrze mieć jakiegoś po swojej stronie 😊 I wiem też, że metafory mają super moc – trafią do głowy Twoich Odbiorców i tam zostają.
Zaczynam od skóry Smoczycy, bo chciałabym, żeby to była dla Ciebie pierwsza szybka lekcja pisania.

Lekcja 1

Działaj w zgodzie ze sobą. Czujesz się Smokiem? Nazywaj się siebie Smokiem. Czujesz się Kapitanem statku! Bądź Kapitanem! Poszukaj metafory, bo to jest kod dostępu do głów Twoich Odbiorców.

Pewnie teraz zastanawiasz się, jak taką metaforę możesz znaleźć. Pomyśl – może ktoś Cię tak nazwał? Może ktoś podsumował jakoś pracę z Tobą? A jeżeli nie, to poczekaj. Włącz radar na metafory i zapewne coś się wtedy wydarzy…
Ku inspiracji podzielę się z Tobą moją historią. Właściwie dwiema – jedną dawną i drugą niedawną. Ta ostatnia jest prosta i krótka – opisałam siebie w taki sposób podczas zabawy na jednej z grup Facebookowych. Opisałam i poczułam – tak, to ja. I tak oto od 2 latach jestem tą Smoczyca też dla innych. Druga, dawna historia jest nieco dłuższa…

Dawno, dawno temu, gdy byłam jeszcze aktywną dziennikarką i biegałam po mieście, szukając ciekawych tematów na reportaże (tak, tak było, biegałam tak przez kilkanaście lat…) trafiłam do Pracowni Ceramicznej na Mokotowie. Pracownia była ukryta pod ziemią w piwnicy i przez to dostępna tylko dla wtajemniczonych. Wprowadziła mnie tam koleżanka. Otworzył mi starszy siwy Pan w brudnej szacie. Przywitał mnie z wielką radością, zaparzył zielonej herbaty i zaczął opowiadać… Mówił i mówił… O tym, jak był w Chinach, czego tam się nauczył i czego teraz uczy innych. Na początku obowiązkowo – 20 godzin nauki trzymania pędzla. Taki mały trening uważności. A później, co kto sobie wymarzył – ceramika, mozaiki, malarstwo precyzyjne… i dalsza praca nad świadomością. Bo to jedyna droga do szczęścia, do istoty siebie. Napisałam tekst o Panu Stasiu i wróciłam. I prawie zamieszkałam w tej pracowni na 3 lata. Okazało się, że jest to Szkoła Walki ze Smokami. Pokonałam je. I teraz prowadzę swoją pracownię – Pracownię Słowa, w której pomagam pokonać wszelkie smoki, które przeszkadzają w pisaniu.
Opisałam Ci swoją historię, bo chciałabym, żeby to była dla Ciebie druga szybka lekcja pisania.

Lekcja 2

Pisz historiami… Zobacz, jak angażujące są czyjeś przeżycia. Używaj historii do opowiadania o sobie i swojej marce. Używaj też ich w postach Facebookowych, wpisach blogowych, newsletterze… wszędzie! Ludzie uwielbiają historie. Dzięki nim poznają Cię, zbliżają się i zaczynają Ci towarzyszyć.

Pracownię Słowa założyłam już kilkanaście lat temu. A od 4 lat prowadzę ją online. Możesz ją znaleźć na Facebooku. Tylko, uważaj – na wejściu przeczytasz, że od razu możesz tu spalić wszystkie swoje pisarskie gorsety, staniki szpilki. Nic przeciwko nim nie mam, o ile nie krępują, nie uwierają i nie hamują. Bo najważniejsza dla mnie w życiu i w pisaniu jest świadomość, bliskość i swoboda. I to swoboda w pisaniu jest w pierwszym rzucie najważniejsza. Bo ona jest nośnikiem Twoich emocji, a emocje są nośnikiem informacji. Więc to dzięki swobodzie pisania, tekst działa na Odbiorców.
I to chciałabym, żeby była dla Ciebie trzecia szybka lekcja pisania.

Lekcja 3

Pisz swobodnie. Zawsze i wszędzie. Pisz tak jak i się zapisuje. W tym momencie jest to zawsze najlepsze, co może powstać. Później odłóż tekst i przeczytaj go, krytycznie poprawiając, co trzeba.

O tym wszystkim wspominam też w rozmowie z Agnieszką Gaczkowską z Oplotek, ale chciałam wyłuskać to z naszej długiej rozmowy i podać Ci w formie 3 krótkich lekcji do zapamiętania. Żebyś od razu zabrała je ze sobą i stosowała od najbliższego pisania.
A rozmowę odsłuchaj koniecznie, bo rozmawiamy tam ponad godzinę. O tym, jak znaleźć pomysł na książkę, jak zacząć ją pisać, na co zwracać uwagę przy pisaniu, jak się wspomagać w tym procesie…
Jeżeli myślisz o jej napisaniu, ta rozmowa z pewnością Ci pomoże. A jeżeli nie myślisz, też posłuchaj, bo pada tam wiele informacji na temat pisania w ogóle.
Szczególnie jeżeli chciałabyś złapać tę swobodę, poczuć wiatr we włosach, rozłożyć ręce i lecieć…
Jeżeli chciałabyś ściąć głowy smokom, które Cię powstrzymują przed pisaniem…

Jeżeli chciałabyś z pisania uczynić swój miecz…

Zapraszam Cię do mojej pieczary: https://www.magdalenabialecka.pl/
I na początek polecam Ci mój kurs podstawowy trzymania pióra: https://www.magdalenabialecka.pl/produkt/pisze-codziennie-przez-newsletter/, w którym przećwiczysz wszystko, co w pisaniu jest Ci potrzebne – jak pisać o sobie, o swoich produktach, jak zaczynać, jak łapać uwagę Czytelnika, jak go angażować, jak zachęcać i wzywać do działania… Będą też metafory! Wskakuj! A później możesz ćwiczyć pisanie, czego tylko zechcesz…

Trzymam za Ciebie moje wielkie smocze kciuki
Magda vel Smoczyca

 

Wciąż mało? Szukasz swojego miejsca, inspirujących kobiet i fantastycznych historii?

Zapraszam Cię do naszej grupy na Facebooku:

https://www.facebook.com/groups/jak.zarabiac.na.rekodziele

oraz na naszą stronę na FB: 

https://www.facebook.com/oplotki

Gdzie znajdziesz Starą Smoczycę?

www: https://www.magdalenabialecka.pl/

FB: https://www.facebook.com/pracowniaslowapl/

IG: https://www.instagram.com/magdalenabialecka.pl/

Znasz to uczucie, kiedy czas przestaje istnieć, a Ty kolejną godzinę robisz coś, co daje taką frajdę, że minuty zamieniają się w sekundy, łapie Cię zachód słońca (albo burczenie w brzuchu) i dopiero rzut oka na zegarek sprawia, że wracasz do rzeczywistości?

Jako dzieci mieliśmy tak bardzo często… Ale potem staliśmy się tacy porządni, mądrzy i dorośli – pozostało nam tylko mgliste wspomnienie tego dzikiego bycia tu i teraz.
Może dlatego, że przez dużą część życia po prostu się „dorabiamy”? Dom, samochód, może rodzina. Gonimy w zabójczym tempie. A kiedy już wszystkie checkboxy odhaczone, nagle zadajemy sobie pytanie: JAK ODNALEŹĆ PASJĘ?

Nie będę ściemniać. Nie należę do tych osób, które pół życia dryfują, zastanawiając się, co by tu zrobić. Od malucha marzyłam o architekturze, a pierwsza połowa mojego dorosłego życia podporządkowana była spełnianiu tego marzenia. Już jako właścicielka własnej pracowni złapałam się na poczuciu, że nie wiem, co dalej.

Nie wiem, co robić w życiu – 30 lat

Niby wszystko idealnie: praca marzeń, mąż – platoniczna miłość z podstawówki – u mego boku, początek podróży związanej z macierzyństwem, i to nieodparte uczucie, że coś zgrzyta.
Na zewnątrz spełnienie marzeń, a w środku pustka, brak, jakiś palący niedosyt. To wtedy poczułam, że chcę więcej. I choć trochę po omacku szukałam odpowiedzi na pytanie „jak znaleźć (na nowo) pasję?”, wiem, że w tym szaleństwie była metoda. Chcę się dziś nią z Tobą podzielić. I nie, nie będzie TYLKO o rękodziele.

nie wiem co robic nie wiem co robic nie wiem co robic nie wiem co robic

Mam 35 lat i nie wiem, co robić w życiu

Tak brzmiała moja definicja w tym wieku. Niby świetna praca, ale jednak niepozwalająca mi na równoczesne bycie obecną mamą i świadczenie usług na takim poziomie, pod którym chciałabym się podpisać swoim nazwiskiem. Wrzuciłam na zawodowy luz. Macierzyństwo było świetnym powodem. Niby mama, ale z poczuciem, że uczę dzieci marudzenia, narzekania i frustracji, zamiast pasji, błysku w oku i brania odpowiedzialności za własne szczęście. Dużo zmieniło się, kiedy zaczęłam szydełkować.

CO?! Wiem, brzmi jak bełkot szaleńca, ale już tłumaczę, dlaczego z pełną odpowiedzialnością podrzucam Ci mój patent na odnalezienie pasji. Nie chodzi o samą rękodzielniczą umiejętność. Kiedy rozpaczliwie biczowałam się samooskarżaniem (w końcu miałam wszystko, a mimo to nie wiedziałam, co chcę w życiu robić), zajrzałam w głąb siebie. To tam tkwią wszystkie odpowiedzi na nasze najtrudniejsze pytania.

Dzięki szydełkowaniu odłożyłam telefon, ekran, milion „muszę”, „trzeba” i „wypada” wykonywanych na autopilocie i po prostu pozwoliłam sobie być ze sobą. W ciszy, w rozmowie, w emocjach.

Magia powtarzalnych ruchów dłoni sprawiała, że krew w mózgu przepływała przez zaspane arterie. Nieużywane od dawna neurony pobudzały wspomnienia. Ciepłe wieczory u boku drogich mi kobiet, niespieszne rozmowy od serca, pełnia akceptacji i otwartości na drugiego człowieka. Z przyjemnością odkrywałam, że te skarby dostępne są również teraz – wystarczy sobie dać prawo do ich odkrywania.

30 lat nie wiem co robic w zyciu 30 lat nie wiem co robic w zyciu 30 lat nie wiem co robic w zyciu30 lat nie wiem co robic w zyciu

Zaufałam intuicji

Jako architekt z dwójką dzieci na pokładzie zamknęłam etap wygodnej, dochodowej pracy, aby budować biznes on-line oparty na warsztatach rękodzieła!
Szaleństwo? NIE! PASJA! To dzięki warsztatom szydełkowania odkryłam, że kocham być z ludźmi. Uwielbiam te niespieszne rozmowy o życiu, wyzwaniach, trudnościach. Kocham wspierać, motywować, ale też tryskać pomysłami, których często sama nie realizuję (bo już gonię za kolejnym). Pasja bycia w bezpiecznym kobiecym kręgu, gdzie daję z siebie 110% każdego dnia, przywróciła mi dziecięcy błysk w oku.

Mam 40 lat i nie wiem, co robić w życiu

Pewnie czeka mnie taka realizacja. Ale wiem, że to normalne! Redefiniujemy się praktycznie codziennie.
Ja też.
Ty Też.
I wiem, że na 40. urodziny, też zadam sobie to pytanie: „Co dalej?”.
I wiem, że rękodzieło przyjdzie mi z pomocą.
W Oplotki dzieje się tyle, że nie wiem, czy będzie to koronka klockowa, szydełko, punch needle, haft, czy tkactwo ;)).
Wiem jednak, że niespieszne godziny sam na sam ze sobą, z robótką w dłoni, to będzie moje narzędzie prowadzące do najlepszych odpowiedzi. Najcelniejszych, bo wypływających ze mnie, ze środka.

nie wiem, co robić w życiu jak znaleźć sposób na siebie pomysł na siebie

Wierzę, że Ty też masz wszystkie odpowiedzi w sobie. Daj sobie tylko prawo do nich dotrzeć.
Wierzę, że rękodzieło, którym zarażamy na co dzień w OPLOTKI to świetne narzędzie do tworzenia przestrzeni wewnętrznej ciszy, otwartości i gotowości, by pytać i słuchać TWOICH własnych odpowiedzi.
Nie tych, które podpowiada hałaśliwy świat wokoło, ale tych, które ciągle tam były, są i będą po cichutku. Zawsze.

Masz je w sobie, odważ się tylko tam zajrzeć – tam głęboko. Przypomnij sobie tę frajdę zatracania poczucia czasu. Pozwól językowi wyjść na zewnątrz, gdzieś w kącik ust. Złap się na minie przedszkolaka, który rysuje pierwszą literkę. Nowa technika rękodzieła, nowa umiejętność, skill, który otwiera na nieznane, może przyjść z wielką pomocą 🙂

Życzę Ci tego z całego (przepełnionego miłością do rękodzieła) serca.

Znajdź tę pasję!
Masz ją w sobie!

PS. Piszę i piszę. Książka nie pomieściła powyższej refleksji (puchnie w zastraszającym tempie, bo kusi, żeby upchnąć w niej wszystko, czym chcę się z Tobą podzielić), ale po prostu musiałam… Także ten. Więcej na łamach. Już niedługo.
Tymczasem śmiało pisz, jeżeli to, o czym mówię, dotknęło czegoś w Twoim środku.

agnieszka@oplotki.pl

worok-life-balance-rownowaga-w-zyciu

Oplotki są żywym przykładem, że da się (niby) żyć w ciągłej sielance równowagi między pracą a rodziną, między ambicjami a rolą mamy, między irracjonalnym pragnieniem więcej a tęsknotą za cieplutkim komfortem.

Ale czy aby na pewno?
Jak to się udało w praktyce? A gdzie się nie udało?

Równowaga w życiu

Jakąś dekadę temu cierpiałam na przypadłość typową dla perfekcjonistów.
Znasz to uczucie, które zżera od środka, kiedy tylko zabierasz się za coś nowego i jakiś wewnętrzny głos traktuje to totalnie zero-jedynkowo?
Albo będziesz najlepsza, albo w ogóle nie ma sensu próbować. Albo zrobisz to dobrze, albo nie rób wcale. Albo możesz się tym dumnie pochwalić, albo odpuść sobie na starcie.

Oj, długo zajęło mi zrozumienie, że czasami (a może i zawsze?) chodzi tak naprawdę o proces, a nie o rezultat końcowy.

Oplotki były pierwszym przedsięwzięciem (uwierzysz?) w moim życiu, w którym pozwoliłam sobie po prostu działać bez jasno określonego celu. Oczywiście miałam marzenia, jakąś mglistą wizję, w jakim kierunku podążam, ale czy była to wypolerowana (czyt. IDEALNA), precyzyjna, zaplanowana od A do Z strategia?

Zdecydowanie nie.

Jedyne, czego byłam pewna, to fakt, że tym razem chcę w życiu równowagi. Nieważne było, czy ten biznes będzie robił tzw. kokosy, czy po prostu pomoże ogarniać wspólnie domowy budżet. O ile zapewniał poczucie, że robię coś, co zmienia mały kawałek naszego świata na bardziej przyjazny, był wart zachodu. O ile uda się robić ten biznes tak, aby wspomagał nasze życie rodzinne, a nie odbywał się jego kosztem – trzeba było spróbować.

rownowaga-w-zyciu-work-life-balance (5) rownowaga-w-zyciu-work-life-balance (5) rownowaga-w-zyciu-work-life-balance (5) rownowaga-w-zyciu-work-life-balance (5)

Work-life balance, czyli powiedzieć łatwo, wykonać trudniej

Parząc z boku, nie było widać równowagi.
Zarwane przed komputerem wieczory, czasem noce. Drzemki dzieciaków spędzone na skrupulatnym nadrabianiu zaległości albo studiowaniu arkanów biznesu on-line. Wyrywane w przelocie chwile zabawy z maluchami i randki z mężem, kiedy czasem babcia wpadła do nas na weekend w odwiedziny. Tempo zabójcze.

Ale teraz dostrzegam w nim intuicyjne dążenie właśnie (o, ironio!) do równowagi.

Kto powiedział, że musi być pięć dni w pracy, a weekend dla rodziny?
Kto powiedział, że pracujemy, kiedy dzieci są w przedszkolu / szkole / żłobku, a odpoczywamy, kiedy są w domu?
Wreszcie – kto powiedział, że praca musi być historią z serii Krew, pot i łzy, a nie frajdą, która daje odpoczynek od dzieciaków czy zabieganego świata?

Powielałam ten ślepy schemat. Musiałam dojść do ściany, żeby zrozumieć, że work-life balance to termin mocno indywidualny. Niosąc na sztandarze OPLOTKI slow life, sama wyrabiałam co najmniej dwa etaty. Teraz widzę, że było mi to potrzebne. I nie ma tu zaprzeczenia owej wycacanej definicji równowagi w życiu. Dopiero teraz widzę, że po okresie macierzyńskiego lukru, kiedy przez chwilę byłam nieaktywna zawodowo – moje ambicje potrzebowały turbotempa. To było moje pokrętne dążenie do równowagi w życiu.
Dlaczego dałam sobie wmówić, że kiedy pojawia się potomstwo na pokładzie, to rola mamy jest jedyną słuszną?

Od etapu zaczytywania się w poradnikach przeszłam przez frustrację rodem z piekła aż do poczucia, że warto zacząć słuchać wewnętrznego głosu (i uczestniczek warsztatów) 😉

Każda rozmowa podczas kameralnych spotkań rękodzielniczych dawała mi coraz większe przekonanie, że nie da się być czempionem we wszystkim. Albo wypucowany dom, albo napisany tekst na bloga. Albo trzecie dzisiaj pranie, albo nagrany podcast. Albo dwudaniowy obiad, albo oddzwonione telefony zagryzane odgrzaną z zamrażarki pomidorówką. Albo kolejny wieczór w domu i krzyczenie na męża, ze już po prostu muszę wyjść do ludzi, albo praca warsztatowa.

Ależ to było uwalniające! To tak można?

Można nie mieć najczystszego domu w okolicy (przy dzieciakach na pokładzie)?
Można napisać tekst z bykami i zdaniami wielokrotnie złożonymi bez myślenia o SEO?
Można tak po prostu uściskać męża w kiecce brudnej od glub zakatarzonej córci, zamiast gnać na – Bóg wie, jakie – kolacje w obcasach?
Można, wreszcie, dać sobie SPA roku w postaci pracy, która Cię kręci?

Można!

rownowaga-w-zyciu-work-life-balance (1) rownowaga-w-zyciu-work-life-balance (1) rownowaga-w-zyciu-work-life-balance (1) rownowaga-w-zyciu-work-life-balance (1)

Moja osobista definicja work-life balance

Dlaczego Ci o tym piszę? Nie, nie tylko dlatego, że ta rozkmina zabrała kilka rozdziałów książki, którą piszę codziennie po kawałeczku. Dzielę się tą myślą, bo dojście do tego uwalniającego punktu w życiu kosztowało mnie stanowczo za dużo. Pozbawiałam się przyjemności z codzienności.
Może Ty też?

Work-life balance – przykłady mocno osobiste

No dobrze, było podniośle. Teraz czas zejść na ziemię i przytoczyć kilka praktycznych przykładów. W końcu nie chcę tutaj kolejnego poradnika dla tłumów, jakich wiele w internecie.

Kiedy przestałam się oglądać na innych (byłam już zbyt zmęczona wyścigiem), sprawy zaczęły przyspieszać. Zamiast obsesyjnego podglądania konkurencji, świadomie przestałam w ogóle śledzić. TAK! Po prostu odobserwowałam, wywaliłam z wszelkich miejsc w sieci, gdzie bywam. Czasem kusi, aby podglądać, ale dla spokoju ducha celowo tego nie robię. Błogość kreatywnej wolności bez zbędnych skojarzeń gwarantowana!

Zamiast czytać pełne hejtu komentarze pod postami, postawiłam sobie cel, żeby zrobić budżet na wsparcie w obszarze social media. Nasza niezastąpiona Ania z anielskim spokojem potrafi podejść do czegoś, co kiedyś kazało mi nie spać trzy noce! Hejt nie boli już tak mocno, kiedy omawiamy wątpliwe sytuacje wspólnie.

Zamiast biczować się, że moje uda to już nie materiał na jeansy slim, zaczęłam nosić sukienki dopasowane tylko w talii. Też spoko wyglądam, a poza tym nic nie gniecie, kiedy dupsko przesiaduje przed komputerem albo na kanapie, zamiast wdzięczyć się na mieście.

Jakoś tak zrobiło się lżej. Przyjemniej nawet.

A co najlepsze!

Ten luz dał mi paliwo rakietowe dla pogoni za moimi własnymi marzeniami.

rownowaga-w-zyciu-work-life-balance (1)

Możesz się śmiać, ale doceniam tak małe rzeczy jak wspólne śniadania (jaki to komfort wybrać jednak lokalne przedszkole/szkołę i nie wozić dzieci na drugi koniec miasta do wypasionej placówki, gdzie bitwa o miejsca trwa w najlepsze), możliwość pracy z domu (no dobra, mamy wypasione biuro służące do spotkań i warsztatów on-line, ale faktycznie mój mąż więcej tam przesiaduje niż ja) i wreszcie definiowanie KIEDY pracuję tylko przez pryzmat mojego tempa (slow biznes, a ja biczowałam, się, że potrafię posiedzieć grubo ponad ustawowe 8 h przed komputerem, kiedy jakiś szalony pomysł potrzebuje rozpisania tu i teraz).

Można poklikać, kiedy dzieciaki na dobre zajęte są zinxami i mojipopsami (tylko rodzice przedszkolaków/wczesnoszkolnych zrozumieją), a mała jeszcze na spacerze z mężem. Wolno tak po prostu powiedzieć rodzince: „Mama teraz potrzebuje pół godziny w samotności w łazience” i trzasnąć sobie wszystkie maseczki z szafki, kiedy czujesz, że zaraz wybuchniesz po nieudanej kampanii reklamowej za kupę pieniędzy. Możesz wreszcie po prostu zrobić sobie wolne we wtorek. Ot tak! Tylko dlatego, że masz gorszy dzień. Nadrobisz w sobotę (o zgrozo!). I świat się nie zawali.
Poważnie.

Poszukaj własnej definicji work-life balance! To uwalnia i paradoksalnie daje tempo nie z tej ziemi!

Kiedy ruszałam z projektem książki, wydawał mi się nieogarnianym jaźnią tematem z serii Albo firma, albo czas na pisanie oraz Albo czas z rodziną, albo pisanie.

I oczywiście, pracy jest masa, bo chcę dotrzymać ustalonego terminu. Ale im mniej myślę o tym, co mogłoby pójść nie tak, tym więcej po prostu piszę! O dziwo, dużo u mnie ostatnio zarówno work, jak i life… Kluczem jest słowo pośrodku: balance.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Zapraszam Cię również do wysłuchania mojego podcastu na ten temat.

A jak Ty lawirujesz na tej linie życia i pracy?
Koniecznie podziel się swoimi przemyśleniami na agnieszka@oplotki.pl

 

 

Gdyby jeszcze miesiąc temu ktoś kazał mi założyć konto na kolejnej platformie, to bym grzecznie… wyśmiała.
Z trudem wyszarpuję z doby (która nie chce się, za choinkę, rozciągnąć) chwilę dla rodziny dzięki niezastąpionym koleżankom z zespołu, które wspierają mnie w tworzeniu grafik, postów na social media, montowaniu podcastów, tworzeniu filmów na YouTube… A jednak założyłam profil na Clubhouse.

Ba! Nie tylko założyłam! Nałogowo go (nad)używam!

Clubhouse – o co chodzi

To platforma, na której po prostu rozmawiasz. Użytkownicy mogą utworzyć własny pokój lub wejść do już działającego pokoju i włączyć się do dyskusji. Trochę jak na scenie – grupa panelistów (zakładający pokój), która może zaprosić publikę (każdy obecny w pokoju) do zadawania pytań, swobodnej wypowiedzi, włączenia się do rozmowy.
Ciekawy format.
Nie da się tutaj czegoś nagrać na zapas, zaplanować, zapozować.
Jesteś tylko Ty i to, co masz do powiedzenia oraz do wysłuchania.
A co najważniejsze – nie widać, jak wyglądasz!

clubhouse jak zacząć clubhouse jak zacząć clubhouse jak zacząć clubhouse jak zacząć

Sama dziergam wełniane koce (jak szalona) w ulubionym dresie i z maseczką na twarzy, i po prostu sobie plotkuję. O-plotkuję!
Trochę jak za starych, dobrych, legendarnych czasów, kiedy warsztaty O-plotki odbywały się stacjonarnie w lokalnych knajpkach (o, rety! Kto by pomyślał, że z taką tęsknotą będę wspominać pracę!) – tylko że bez makijażu i zakładania wyjściowych ciuchów, bez stania w korkach i bez opłaty parkingowej.

Tutaj video:

Clubhouse – jak zacząć?

Oczywiście trudno opowiedzieć, dlaczego aplikacja jest fajna.
Dla jednej osoby może to być coś ciekawego, dla drugiej – bzdura.

Nie byłabym sobą, gdybym jednak nie podrzuciła Ci informacji, jak możesz się o tym przekonać na własnej skórze:

Zakładanie konta na tej platformie, jak i jej używanie, jest banalnie proste. Aplikacja ma jednak jeden całkiem skuteczny haczyk.

Clubhouse – jak zdobyć zaproszenie

No właśnie!
Aby dołączyć do zacnego grona użytkowników (czyt. „elyty”), trzeba – uwaga, uwaga – otrzymać zaproszenie! Bez niego nie można zarejestrować konta i swobodnie korzystać z wszystkich funkcji aplikacji.
Mało tego!
Ilość zaproszeń jest ograniczona!
Przekonałam się o tym sama, kiedy ruszyłam szturmem informować wszystkich o swoim odkryciu (czyt. kolejnej czasożernej apce na telefon).

Zaproszenie można jednak ZDOBYĆ poprzez aktywne uczestniczenie w dyskusjach.
Sprytne. Skutecznie ogranicza się sztuczne pompowanie ruchu. Jakość zamiast ilości. Trzeba jednak trzy razy się zastanowić, komu chcemy oddać cenne zaproszenie, albo cierpliwie poczekać, aż pojawi się możliwość zaproszenia kolejnej osoby.

Mam dla Ciebie dobrą wiadomość!

Planuję cotygodniowe dyskusje w pokoju o-plotki (w każdy piątek o 21.00) – więc zaproszenia będą regularnie przybywały (pisz na agnieszka@oplotki.pl, jeżeli też chcesz skorzystać).

Tutaj wytłumaczyłam, jak to działa:

Jak zainstalować na androida

No właśnie, i tu jest kolejny haczyk. Na razie (piszę ten tekst w lutym 2021) nie ma możliwości korzystania z aplikacji na innym sprzęcie niż jabłuszkowy. Jak tylko to się zmieni – niezwłoczenie Cię poinformuję. Doskwiera mi fakt, że jednak większa część znajomych, z którymi bardzo chętnie bym podyskutowała, gardzi srajfonem (jak pieszczotliwie nazywają mój telefon)… No nic.
Pozostaje cierpliwie czekać.

nowa apka społecznościowa clubhouse co to jest

Tymczasem zapraszam Cię do pokoju pełnego mięciutkich opowieści przy twórczości dłoni ludzkich.

Co piątek o 21.00 – O-plotki, czyli Handmade from Poland w luźnych rozmowach wokół rękodzieła.

Niezależnie, czy to wspomnienia ZPT z piątej klasy podstawówki, czy makramowy szał na supermodne dodatki wnętrzarskie, czy niszowa technika, którą chowasz w szufladzie na odstresowanie od ekranu – wskakuj i dołącz do plotek.
O-plotek na Clubhouse.

Agnieszka

Ps. Tutaj dodaję jeszcze pozostałe video na temat aplikacji – wszystkie znajdziesz na playliście CLUBHOUSE na naszym YouTube:

https://www.youtube.com/oplotki

Prowadzenie biznesu handmade, który przynosi dochody i satysfakcję nie jest zadaniem łatwym. Prowadzenie biznesu w ogóle nie jest zadaniem łatwym, tym bardziej, jeśli jest to w dodatku biznes online, a Ty jesteś kobietą…

Chciałabym to zmienić. Chciałabym, aby rzeczywistość wyglądała inaczej, dlatego dzielę się swoim doświadczeniami, swoją wiedzą i źródłami, z których ją czerpię. Dziś opowiem Ci o tym, co ostatnio zaprząta moją głowę – o spotkaniach mastermind.

Co stoi za sukcesem Oplotki? Jak prowadzić dochodowy biznes handmade?

Często słyszę to pytanie – od rodziny, znajomych, klientów, osób, które obserwują mnie w sieci.

Mogłabym opowiedzieć długą historię o tym, jak ciężko pracowałam na to, by znaleźć się tu, gdzie jestem… I byłoby w tym ziarno prawdy 😉

Ale największą siłą napędową mojego biznesu są… ludzie. Ludzie, którymi się otaczam. To oni mnie inspirują, wskazują drogę, którą powinnam podążać, zachęcają do przekraczania własnych granic i ograniczeń.

Przyznam Ci się do czegoś – jeszcze kilka lat temu nie była mi znana idea mastermindu. Owszem, intuicja podpowiadała mi, że spotykanie się z grupą osób i rozmawianie na tematy biznesowe, wymiana doświadczeń i pomysłów ma sens… Dlatego chętnie w nich uczestniczyłam 🙂

jak stworzyć dochodowy biznes handmade

Co daje spotkanie mastermind?

Ostatnio opowiadałam Ci o sile zespołu Oplotki – o tym, jak dziewczyny wspierają mnie w codziennej pracy i o tym, że jest to jeden z elementów sukcesu.

Drugim puzzlem tej całej oplotkowej układanki są ludzie, z którymi spotykam się na mastermindach – ambitne kobiety, które nie boją się dyskusji na nieraz trudne biznesowe tematy.

Wymieniamy się doświadczeniem, omawiamy trudności, które napotykamy, przyznajemy się do porażek i… działamy! Zmieniamy pomysły w rzeczywistość, a w rezultacie w dochodowy biznes.

Na przestrzeni ostatnich lat uczestniczyłam w kilku międzynarodowych spotkaniach mastermind z prawdziwego zdarzenia. Czuję, że przyszedł czas na mój własny.

Chcę stworzyć grupę kobiet, które są na podobnym etapie rozwoju biznesowego i które będą wspólnie wdrażać swoje pomysły w życie. Zamiast nieproduktywnych rozmów – konkretne działania i motywacja.

Nie, nie jestem guru biznesu, ale kilka etapów prowadzenia własnej działalności mam już za sobą (w tym trochę sukcesów oraz… porażek).


Wiem, co i jak.

Wiem, jak to jest, kiedy doba jest za krótka, a Ty masz mnóstwo pomysłów, które muszą być NATYCHMIAST zrealizowane. Też kiedyś próbowałam łapać kilka srok za ogon, a potem byłam zdziwiona, że żadna z nich nie chce latać 😉

Teraz, mądrzejsza o te biznesowe lata, chcę pomóc przedsiębiorczym kobietom, które są w tym samym miejscu.

Bo biznes to nie tylko sukces i miliony na koncie…

Biznes to nie tylko wakacje z palemką i wylegiwanie się na plaży…

mastermind co to jest

Niech Twój biznes nabierze rozpędu!

Zapraszam Cię do zgłębienia idei mastermindu. Nieważne, na jakim etapie rozwoju biznesowego jesteś – czy dopiero zaczynasz, czy może masz już jakieś doświadczenia za sobą – jestem przekonana, że ta forma spotkania pchnie Twoje biznesowe życie mocno do przodu.

Szukasz grupy mastermind, która w będzie wspierać Cię w realizacji nowych celów?

spotkanie mastermind

Bez zbędnego plotkowania, tylko konkret i elitarne grono przedsiębiorczych kobiet? Chcesz otoczyć się sprytnym wsparciem i w końcu zarządzać swoją firmą, zamiast się w niej zapracowywać?

Zapraszam Cię na spotkanie mastermind! Zapisy zamykamy 27 stycznia 2021 roku!

Dowiedz się więcej: https://oplotki.pl/mastermind/

spotkanie mastermind

Pozostając w temacie rozwoju biznesu, polecam również program mojej mentorki – Sigrun. Aby nie przegapić otwarcia, zapisz się już dziś: https://oplotki.pl/somba-waitlist

Jeżeli masz jakieś pytania, pisz: agnieszka@oplotki.pl

 

 

 

Dziś będzie nietypowo. Oddaję głos Ani z naszego OPLOTKOWEGO TEAMU.

 

Gdyby ktoś spytał mnie 20 lat temu, czy wiążę swoją działalność zawodową z rękodziełem, spojrzałabym na tę osobę, najdelikatniej mówiąc, ze zdziwieniem na twarzy. Ba! 15 lat, 10 lat, a nawet 5 lat temu zareagowałabym w ten sam sposób. 

Dobrze pamiętam, kiedy ta myśl po raz pierwszy pojawiła się w mojej głowie. Taka nieśmiała i wątła: „A może by tak…”

Szczerze mówiąc, na początku potraktowałam ją jako jeden z tych żartów, który kończy się opluciem monitora kawą. Bo niby jak? Potem włożyłam do zakładki marzeń, w rodzaju tych „spędzić miesiąc w uroczym domku na Bora-Bora”. 

Byłoby wspaniale, ale nie czarujmy się…

To niewiarygodne, jaką ewolucję może przejść jedna mała myśl, prawda? Szczególnie że dzisiaj rękodzieło, które daje zarobić na chleb, nie jest już moim marzeniem, jest faktem, choć mogłabym nawet powiedzieć, że staje się trampoliną do zawodowego rozwoju, który zmierza w całkiem innym kierunku…

Ale ja właściwie nie o tym chciałam, a o tym, skąd ta mała myśl się we mnie zrodziła? Odpowiedź jest prosta – dzieci. Patrzyłam na nie i zastanawiałam się, co im przekażę, gdy wrócę do pracy, której nigdy nie lubiłam, w której nie czułam się dobrze. Frustracja, zmęczenie, stres… Ale co, jeżeli nie podołam?

Wiem, że nie jestem jedyną osobą, której przyszło się zmagać z podobnymi dylematem. Wielu rękodzielników postawiło wszystko na jedną kartę, bardzo często w „najgorszym” momencie swojego życia. Chyba tylko nieliczni od początku wiedzieli, że kroczą właściwą ścieżką, choć – jak sądzę – niepozbawioną wątpliwości. 

Ciekawa jestem, jak było z Tobą?

Pamiętasz tę iskrę, która kazała Ci zaryzykować, spróbować? A może jesteś jedną/jednym z tych, którzy wiedzieli? Co Tobą kierowało? Łatwo zapomnieć o tym, od czego wychodzimy, o tych pierwszych powodach naszych decyzji. Szczególnie w trudnych czasach, gdy problemy zdają się walić drzwiami i oknami. 

Taka retrospekcja pozwala odnaleźć umykający sens, zweryfikować cel albo po prostu podjąć decyzję. Zacząć znów działać, na przekór wymówkom, które czasem potrafią przybrać nietypowe kształty…

Czy moje wybory pomogą moim dzieciom zwojować świat? A może przeciwnie? Czy wychowuję liderów, czy tchórzy?

Wspominała też o tym Agnieszka w jednym ze swoich tekstów (do poczytania tutaj >> i do posłuchania tutaj >>), który wywołał niezłą burzę, o czym z kolei można posłuchać tutaj >>

Zachęcając do refleksji, przesyłam dużo ciepła i pozytywnej energii!

Anka z ekipy Oplotek

dołącz do akademii rękodzielnika dołącz do akademii rękodzielnika spotkania w akademii rękodzielnikaakademia rękodzielnika

Nasze ścieżki splotły się podczas wspólnej pracy w Akademii Rękodzielnika. Chyba ani Ania, ani ja nie przypuszczałyśmy, że rękodzielnicze zmagania nabiorą takich kształtów 🙂 

Teraz nie wyobrażam siebie pracy nad OPLOTKI bez Ani refleksji, obsługi Facebooka, studzenia szalonych pomysłów. To dzięki niej skutecznie zamieniam ILOŚĆ na JAKOŚĆ.

I niby zaczęło się od mojego Ani pomagania, a teraz to wraca!

A jak to jest u Ciebie? Czy w Twoim rękodzielniczym świecie też pojawiły się takie nieoczekiwane zamiany ról?

Agnieszka Gaczkowska

 

Spełniło się moje największe marzenie, a ja nawet tego nie zauważyłam!

Gdzieś przeczytałam, że wielu z nas jest tak mocno zaaferowanych codziennością, obowiązkami, tą niekończącą się gonitwą, że zapominamy o swoich marzeniach. 

Kiedy to przeczytałam, pomyślałam sobie „Ja pierdziu – no jak można zapomnieć o swoich marzeniach, przecież to nas napędza na co dzień!!!”.

A kilka dni potem spadł na mnie grom z jasnego nieba.

OOOOO REEEETTTYYY!!!

Moje marzenie właśnie się spełniło. 

I to jeszcze nie byłoby takie dziwne…

Piękne to – powiedziałabym!

Ale dziwne jest to, że ja totalnie przeoczyłam ten moment i przeszłam nad tym marzeniem do porządku dziennego. Oczywiście w głowie mam już kolejne, większe i bardziej śmiałe. Dopiero kiedy sobie uświadomiłam, że żyję życiem, o którym marzyłam, wszystko stało się dla mnie jasne. 

Ale po kolei. 

program online MBA

Sprzątanie

Czas pandemii niewątpliwie sprzyjał generalnym porządkom. Pewnie nie jestem oryginałem, który z tych nudów i bezsilności ciągłego siedzenia w domu, zabrał się za sprzątanie. Na pierwszy ogień poszły stare ciuchy – wydane do siostry, mamy, koleżanek (szczególnie ciążowe – z mocnym postanowieniem pt. „Żeby już Ci do głowy nie przyszło!”). Potem przyszedł czas na szafeczki z „przydasiami”.

 

Wyczyściłam wszystkie zakamarki. Wełny i włóczki, które już stanowczo za długo czekają na swoją kolej, rozesłałam jako niespodziewane upominki dla osób, które kupowały mój kurs szydełkowania on-line link (kocham to uczucie, kiedy do zamówienia ktoś dorzuca choćby najdrobniejszą niespodziankę i sama pomyślałam, ze puszczę dalej w świat tę fajną energię). Kolejne „bazy” mojego osobistego bajzelku odhaczałam na tej mojej mentalnej liście. Aż w końcu nie było innego wyjścia i zabrałam się za biurko i jego okolice (grrr…).

Oj, jakaż była frajda, kiedy znajdowałam starą korespondencję, rachunki, które wydawały mi się gigantyczne, a teraz są codziennością, zagryzmolone szkicowniki, w których powstało logo OPLOTKI, wielkie i małe wizje na przyszłość.

 

Jakież było moje zdziwienie, kiedy znalazłam kartkę, na której zapisałam swoją „wizję wymarzonej pracy”. Nie uwierzysz. Napisałam to ponad 3 lata temu, kiedy dołączyłam do programu Online MBA mojej mentorki biznesowej SIGRUN i przechodziłam przez takie ćwiczenie, podczas którego puszczamy wodze fantazji i zapisujemy najśmielszą wizję. To takie marzenie, do którego dążymy, dzięki czemu nawet w te gorsze dni mamy po co wstawać z łóżka. 

Ja – oczywiście, jak to ja – kartkę gdzieś wcisnęłam i totalnie o niej zapomniałam. Podczas tego sprzątania wpadłam na nią przypadkiem, a kiedy przeczytałam, to się poryczałam…

program online MBA SOMBA

Sprzątanie w głowie

Siedziałam tak i wyłam. Najmłodsza córcia (której jeszcze nie było na świecie, kiedy ta notatka powstawała), co to właśnie wygramoliła się z drugiej drzemki (tylko pozazdrościć tym maluszkom poniżej pierwszego roku życia), przypełzła i przytuliła się do piersi. Popatrzyła tylko na mnie tymi wielkimi, czystymi, bezinteresownymi oczkami i zamknęła je w mruczącym, cieplutkim półśnie…

A ja tak siedziałam i wyłam coraz bardziej, aż przybiegła Lenka (już 7-latka! – rety, jak ten czas pędzi), skonfundowana totalnie (ja z tych twardzieli, co płaczą raczej od wielkiego dzwona) też przywarła tym chudym, napędzanym czekoladą ciałkiem, i wyszeptała:

– Wszystko będzie dobrze, mamusiu, pomogę Ci posprzątać, jak nie masz siły.

Wysmarkałam się w kawałek porozciąganej bluzki (chyba jedyna zaleta Covida, że można trochę w ulubionych ciuchach „podomowych” pochodzić, co to wiecznie w szafie zalegają, bo wstyd założyć, a są tak wygodne, że żal wydać) i zaczęłam się wywnętrzać. 

– Wiesz, kiedy napisałam te rzeczy, miałaś cztery latka, Tomuś około dwóch, a Sarci nawet nie było jeszcze na świecie. Byłam bardzo zmęczona siedzeniem w domu z Wami, kiedy tata tyle pracował. Po tym jak postanowiłam, że będę troszkę mniej pracować, żeby móc z Wami trochę więcej czasu spędzać. To było wtedy, kiedy poznałam tą panią, co zawsze nosi czerwone ubrania. 

Program online MBA

– Tą, co ostatnio tańczyła na komputerze?.

He he. Lenka fikała ze mną do zooma podczas ostatniej konferencji SIGRUN LIVE, na którą co roku zlatują się przedsiębiorczynie on-line z całego świata – do ZURYCHU – gdzie wymieniamy się pomysłami i planami (tutaj znajdziesz relację z zeszłego roku), a która w tym roku z wiadomych przyczyn odbywała się on-line i okazała się jeszcze bardziej energetyczna niż „live” Sigrun LIVE :P. Jako przerywnik stosowałyśmy energetyzujące tańce i wygibasy, żeby ten ogrom wiedzy, inspiracji i działania skondensowany w weekendowym wydarzeniu po prostu jak najskuteczniej pochłonąć. No, a kiedy o tej porze roku spacer to już nie cały dzień, ale raczej godzina lub dwie, to po prostu cała familia zmuszona była partycypować.

– Tak, ta – odpowiedziałam, wycierając resztki łez.

– Ta, co pomaga ciociom zarabiać duuużo pieniędzy na Legoland i kupować piękne domy?

He he.  Ciocie, bo koleżanki z tego online MBA  to już teraz coraz częściej moje serdeczne przyjaciółki albo partnerki biznsowe, a do „cioci” z Danii regularnie zaciągamy całą naszą ferajnę, aby skutecznie demolować jej przepiękny nowy dom (rzeczywiście kupiony dzięki wzrastającym zarobkom, realizowanym jako cele i marzenia… Dokładnie takie jak te moje, na tej kartce… Tylko że na kartce u „cioci Kasi”).

A Legoland, bo to Lenki cel, na który odkłada do skarbonki (no, pewnie ciut pomożemy), żeby nie wydawać na Oreo w szkolnym automacie. Taki cel trochę przez nas podsunięty, żeby nie skończyło się kolejną stłuczoną przez Tomka lampą, ale raczej wycieczką gdziekolwiek, ale poza dom urządzony w stanowczo zbyt pięknym stylu na wizytę naszych 3 urwisów u „cioci Kasi”.

Lenka oczywiście mówiła o „cioci” SIGRUN. Zgrabnie używam mojej mentorki jako takiej trochę mitycznej, ale jednak jak najbardziej prawdziwej postaci, żeby w bajkach na dobranoc opowiadać o kobietach, które zmieniają ten świat na lepszy. Ciocia Sigrun pomaga innym ciociom zarabiać pieniądze: żeby Ciocia Kasia mogła docierać do ludzi, którzy potrzebują wsparcia w nauce Duńskiego, żeby ciocia Gudrun mogła uzdrawiać tańcem coraz więcej kobiet, żeby ciocia Lona uczyła gry na pianinie nawet nauczycieli – i to przez internet nawet w pandemii. I tak dalej, i tak dalej…

oplotki spełnianie marzeń

– Tak. Ta ciocia… – odpowiedziałam i wzięłam głęboki wdech. – Wiesz, ta ciocia kiedyś poprosiła mnie, żebym napisała, dlaczego chcę zarabiać dużo pieniędzy. I wiesz, co napisałam?

Lenka popatrzyła tylko na mnie wielkimi oczami (i mogłabym przysiąc, że pomyślała: „żebyś mogła codziennie jeździć z nami do Legolandu”:P).

– Napisałam, że marzę o tym, żebym mogła mieć dwie ważne dla mnie rzeczy, ale OBIE NA RAZ. Kiedy Ciebie jeszcze nie było na  świecie (tak, Tomcia też, a Sarcia to nawet w planach nie była), bardzo dużo pracowałam. Uwielbiałam to. Lubiłam spotkania z klientami, spotkania z panami na budowie, długie godziny klikania kreseczek na komputerze. Ale kiedy Ty i Tomuś pojawiliście się na świecie, nie chciałam już być gdzieś daleko. Chciałam być przy Was i tulić co chwilę, i bawić się z Wami, i rozmawiać, i szykować jedzonko wspólnie…

– I szydełkować? – dopytała celnie Lenka.

– Tak, i szydełkować.

I to wtedy do mnie dotarło. 

W tamtym momencie mojego życia zmęczona szaleńczą pogonią za karierą (nie zrozum mnie źle, kochałam moją pracę, ale jednak macierzyństwo wykluczało takie tempo, a tak „troszeczkę” nie potrafiłam), ale jednocześnie zmęczona macierzyństwem, desperacko szukałam balansu. Kiedy trafiłam na webinar Sigrun, bez wahania zainwestowałam w jej online MBA wiedziona pierwszym ćwiczeniem, przez które mnie przeprowadziła. Po raz pierwszy od dawna dałam sobie pozwolenie, by MARZYĆ. Tak po prostu uwierzyłam, że można mieć jedno i drugie. Satysfakcjonująca pracę, ale i również szczęśliwą rodzinę.

Tamtego dnia, na tamtym webinarze, napisałam na kawałku papieru swoje marzenie: mieć jedno i drugie. Pracę, która pozwoli zaspokoić moje ambicje jako przedsiębiorczyni oraz macierzyństwo, które pozwoli mi z pietyzmem pielęgnować w sobie matkę, którą chcę być dla swoich pociech. 

I kiedy tak szlochałam na posadzce, nie mogłam się po prostu nadziwić. 

agnieszka gaczkowska program online MBA

JESTEM właśnie w tym miejscu!

Mam jedno i drugie. 

Czasem języczek u wagi przechyla się minimalnie mocniej w kierunku macierzyństwa (zwłaszcza teraz, kiedy wirusowy lockdown mówi „sprawdzam”), a czasem w kierunku biznesu (zwłaszcza kiedy zarywam jakiś konferencyjny weekend albo nadganiam zaległości spowodowane chorymi dziećmi w domu).

Ale generalnie…

Moje najskrytsze marzenie o balansie pomiędzy życiem rodzinnym i satysfakcjonującą pracą się spełniło. 

Tu i teraz. 

A ja już byłam myślami w kolejnym punkcie, przy kolejnym marzeniu…

I nie chodzi o to, że marzenia są złe.

Ale odkryłam, że tak się rozpędziłam w tym ciągłym snuciu coraz większych wizji, że totalnie nie zauważyłam, że moje marzenie sprzed 3 lat to moja obecna rzeczywistość!

aga gaczkowska oplotki

Klikam w klawisze komputera, pisząc ten tekst podczas drzemki chorej Sarci (październik to były aż 3 dni obecności w żłobku, a potem standard każdego maluszka – gluba, ząbkowanie, kaszelek i siedzenie w domu, jak za karę).

Kończę ten tekst chwilę po tym, jak ogłoszono, że od poniedziałku również starsza córka zostaje w domu. Tym razem z powodu zamknięcia, nie choroby. Więc będzie jeszcze trudniej znaleźć chwilę na służbowego zooma albo pisanie, nagrywanie podcastu, obsługę kursu „Pokochaj wycenę rękodzieła” (właśnie ruszyła listopadowa edycja, ale tutaj zapiszesz się na kolejną >>). 

Ale mam ten niesamowity komfort pracy z domu, możliwości żonglowania pracą i domem w superwydajnym tańcu przyjemnego z pożytecznym. Kiedy już nie mogę patrzeć na tańczące przed oczami literki, zaczynam układać Duplo na dywanie. Kiedy już mam dość pisków i krzyków z dziecięcego pokoiku, idę pakować paczki (do kursu szydełkowania i makramy dodaję zestawy materiałów, żeby nikogo nie narażać na bieganie po pasmanteriach w tych szalonych czasach).

Dlaczego Ci o tym wszystkim piszę?

A no dlatego, żeby przyznać się (trochę sama przed sobą), że totalnie nie doceniałam potęgi marzeń (uważaj, co sobie marzysz, bo może się spełnić!). Odkryłam też, że sama droga do marzeń jest chyba u mnie ważniejsza niż marzenia. Tak bardzo pędzę do kolejnego celu i kolejnego, i kolejnego, że po drodze nie zauważam tych kamieni milowych, które mijam w coraz większym tempie!!!

Po co o tym opowiadam?

A no po to, żeby powiedzieć Ci, że TY TEŻ MASZ TĘ MOC!

A wiesz, kiedy się ona wyzwala???

Kiedy podążasz za marzeniami, które nosisz głęboko w sobie. 

Nieważne są te popularne, te z okładek, te WIELKIE.

Ważne są te Twoje. Nawet takie najmniejsze.

Bo kiedy spełniasz choćby najmniejsze z nich, zaczynasz wierzyć, że MASZ TĘ MOC i sięgasz po coraz śmielsze wizje siebie za 3… 6… 9… 12… lat. 

Trzymam kciuki za Twoje marzenia. 

One też się spełnią, tylko odważ się zrobić w ich kierunku pierwszy krok. 

Najlepszy czas, żeby to zrobić, był wczoraj.

(Drugi) najlepszy – to tu i teraz.

Zacznij z tym, co masz. 

I nie oglądaj się za siebie!

aga gaczkowska

Agnieszka

 

dochodowy biznes handmade

biznes handmade

Dlaczego niektóre z nas rzucają wszystko i wyjeżdżają budować szkoły w Afryce, a inne pną się po szczeblach korpo kariery? Dlaczego niektóre trwają u boku mężów, otoczone gromadką dzieci, oddając każdą wolną chwilę ich potrzebom?

A no dlatego, że dla każdej z nas SUKCES to coś zupełnie innego. Dla jednej to poczucie, że zmienia świat na lepszy, dla innej przybywające cyferki na koncie, a dla jeszcze innej to po prostu czas spędzany z rodziną.

Każda z nas definiuje sukces inaczej. Warto zdać sobie sprawę z tego, że tak samo różne są biznesy tworzone w oparciu o rękodzieło. 

To, czy osiągniesz „SUKCES,” zależy tylko od Ciebie, ale paradoksalnie – nie znaczy to więcej pracy…

Znaczy to więcej refleksji nad tym, czym właściwie ten SUKCES dla Ciebie jest!

JAK ZACZĄĆ BIZNES HANDMADE

Jak zbudować biznes handmade

Jak się domyślasz – odpowiedź brzmi „to zależy”. 

To zależy od tego, co jest Twoim celem. I nie mówię tu tylko o finansach (dla jednych fajny biznes to ten, który płaci rachunki i pozwala na ciekawe wakacje, dla innych wystarcza „dorobienie” kilkuset złotych do stałej pensji, a jeszcze innym marzy się nowa Tesla w leasingu). 

Nie tylko o finansach mowa.

Dla jednych własny biznes w oparciu o rękodzieło (inaczej: biznes handmade) to forma zarobku „na chleb”, dla innych to „dorobienie na masełko”, a dla jeszcze innych to po prostu sposób na karmienie ducha (to, co lubimy robić kilka godzin w miesiącu jako hobby, zmaksymalizowane do pełnego etatu, który staje się regularną pracą).

Niezależne od tego, gdzie lokujesz siebie i swój biznes handmade, pierwszym krokiem do realizacji celu jest określenie dokładnie, czym on jest. 

biznes a rękodzieło

Czym jest dla Ciebie sukces?

Postawienie własnego sklepu on-line, w którym sprzedajesz swoje prace? A może przeprowadzenie warsztatu rękodzieła? 

Może dla Ciebie sukces to fajne współprace ze znanymi markami producentów materiałów do rękodzieła? (Nie wiem, jak Ty, ale gdyby ktoś przysyłał mi nowe włóczki do testowania i jeszcze za to płacił… to byłby niezły awans!).

W moim przypadku to była prosta kalkulacja.

Czuję, że odnoszę sukces, kiedy starcza na rachunki i rozwój firmy. Fajnie, jeżeli zostaje na dobrą książkę i program rozwojowy, choć to nie jest mus każdego tygodnia czy miesiąca. Osiągam cel, kiedy – jak co roku – grudniowe rękodzielnicze żniwa przynoszą dużą rezerwę finansów na pierwszy kwartał kolejnego roku. Sukcesem nazywam swój biznes jednak dopiero wtedy, kiedy czuję, że wspiera mnie w roli obecnej mamy, żony, która ma na twarzy uśmiech spełnienia i koleżanki „po fachu”, która inspiruje do działania, rozwoju, wzrostu. No i kiedy mogę nałogowo kupować rękodzieło, nie oglądając się na jego ceny. 

zarabianie na rękodziele

Ot, taka moja definicja sukcesu…

U Ciebie wcale tak być nie musi. Rozumiesz, do czego zmierzam?

Kiedy zrozumiałam, że każda z nas ma swoją własną definicję sukcesu, bardzo mocno wpłynęło to na strukturę mojego autorskiego programu wsparcia twórców rękodzieła.

Akademia rękodzielnika ma na celu wspierać Cię w budowaniu biznesu handmade.

Sukces jednak  definiujesz samodzielnie, a im jaśniej określisz swój cel, tym lepsze efekty osiągasz w programie. 

Tutaj przeczytasz więcej o Akademii rękodzielnika >>

A tu przeczytasz historię powstania tego programu >>

akademia rękodzielnika

Wkurw.

Wkurw. 

Dobrze czytasz, choć nie mam w zwyczaju używać takich słów, ba! ja nawet nie przeklinam na co dzień!

Ale inaczej nie potrafię wyrazić tego, co się w Polsce dzieje… 

I daleka tu jestem od oceniania, czy aborcja jest dobra, czy zła. Jako matka trójki mam łzy w oczach na samą myśl, że mogłabym kiedyś stanąć przed obliczem takiej decyzji. 

Moje macierzyństwo jest łatwe (o ile jakiekolwiek takie jest).

Trójka zdrowych dzieciaków.

Wspierający (no, trochę wymusiłam to wspieranie, ale to inna historia) mąż.

Nigdy nie poroniłam. 

Nigdy nie byłam nawet w okolicy decyzji o aborcji. 

Największą chwilę grozy przeżyłam podczas konsultowania wyników badań prenatalnych. Ginekolog się pomylił i odczytał wynik innej pacjentki. Zaczął mówić, że ryzyko nieznacznego upośledzenia mojego dziecka wynosi 1:10.

Wpadłam w panikę, popłoch, zalałam się łzami, a kamień gigant przygniótł wszystko inne, co wydawało mi się w tamtej chwili superważne. Po 15 minutach pielęgniarka weszła z prawidłowym wynikiem (w sensie moim właściwym) i świat znowu stał się słoneczny.

Mimo mojego wieku 35+ (wiek podobno już „ryzykowny”, więc prenatalne są obowiązkowe), Sarcia rosnąca pod moim sercem otrzymała „zielone światło” i gigantyczne prawdopodobieństwo, że wszystko pójdzie w jak najlepszym kierunku. 

A co gdybym musiała kiedyś stanąć przed taką decyzją?

A co gdyby moja córka musiała?

A moja koleżanka, kuzynka, jakakolwiek inna kobieta?!

Nie ma we mnie zgody na to, żeby ktokolwiek podejmował tak trudne decyzje za nas!

I choć nie mam pojęcia, co robić, zrobię, co czuję.

wkurw

Namawiam Cię do zarabiania PIENIĘDZY!

Tak!

Kasy, siana, mamony.

Możemy sobie myśleć, że to takie nieeleganckie. Niekobiece nawet (tak mi kiedyś zarzucono). 

Ale brutalna prawda jest niepodważalna. 

One mają realną władzę. 

Pieniądze.

Kiedy je masz – możesz wesprzeć partię, organizację pozarządową, ba! możesz kupić reklamy na Facebooku i promować idee, w które wierzysz… 

Dlatego zarabiam na handmade. 

Nie wstydzę się tego. 

Uczę innych twórców zarabiać. 

I jestem z tego dumna. 

Teraz bardziej niż kiedykolwiek. 

Podcast to projekt, który kosztuje mnie ogrom pieniędzy.

Więc cieszę się, że je mam.

Stać mnie, aby powiedzieć głośno, co czuję. 

Stać mnie wyrazić WKURW tak głośno, jak tylko potrafię, żeby dotrzeć do CIEBIE po drugiej stronie. Choć pewnie bez KASY na podcast nigdy bym Cię nie poznała. 

kobieto zarabiaj pieniądze

Powiedzmy to głośno!

Czas się ocknąć i na poważnie zarabiać pieniądze.

Czas zacząć się cenić. Nawet jeżeli sama nie wierzysz, że TWOJA PRACA jest warta DUUUŻO, to uwierz, że zarabiasz, by móc wspomagać…

Zmienia perspektywę, nie?

I trzymam kciuki za Twoje sukcesy finansowe. 

Niezależnie od tego, czy jesteś przedsiębiorczynią, czy osobą na etacie. Czy jesteś młoda, czy starsza, czy pro, czy anty. 

Bo wtedy masz realny wpływ. 

Świata nie zbawię, wszystkim nie pomogę, ale w takich chwilach czuję mocniej niż kiedykolwiek, że twórcom rękodzieła potrafię pomagać – pomagać zarabiać, wyceniać, promować.

A że to branża kobieca (jak mało która), apeluję do Ciebie:

Nie wstydź się żądać więcej! Miej realny wpływ. Kiedy pieniądze i władza będą w rękach kobiet, a nie podstarzałych panów, takie cuda jak 22.10.2020 nie będą miały miejsca.

Nie mam więc grama wstydu, by promować kurs, który rusza w listopadzie.

Teraz bardziej niż kiedykolwiek wierzę, że jest BARDZO POTRZEBNY w naszej handmade niszy!

zarabiaj pieniądze na handmade

Pokochaj wycenę rękodzieła

Zarabiaj pieniądze na handmade.

Dużo pieniędzy. 

I miej realny wpływ. 

Niezależnie od tego, na co je wydasz! Wydając na to, co TY CHCESZ, masz realny wpływ na rzeczywistość, w której żyjemy. 

Startujemy w listopadzie. 

I wiem, że będzie OGIEŃ. 

Ja płonę. 

Bo ogarnia mnie – WKURW.