Stowarzyszeniowy kryzys

Kiedy zakładałam Oplotki jako formę „wyjścia z domu”, żeby nie zwariować w roli mamy na pełen etat… nie miałam pojęcia, że powstanie z tego stowarzyszenie rękodzielnicze, a OPLOTKI staną się „rasową” firmą. Taką wiesz, co daje pracę, robi duże obroty, potrzebuje księgowej, radcy prawnego, wirtualnej asysty i całego sztabu supportu technicznego. Pewnie głośno bym się roześmiała, gdybyś pokazała mi obroty tego handmade-korpo (jak z uśmiechem nazywamy naszą organizację na zapleczu podczas spotkań zespołu) po 3 latach od startu…

A jednak…

Oplotki od początku napędzane były podstawową potrzebą kobiety, której poczucie zawodowej wartości mocno zachwiały długie miesiące niańczenia pociech. Od początku chodziło o wspieranie ambitnych przedsiębiorczyń w rękodzielniczych zmaganiach biznesowych… i jak się okazało biznes i misja mogą, ale jednocześnie nie mogą iść w parze. 

Teraz potrafię to nazwać. I opowiedzieć. 

Wtedy – nie zbadawszy rynku, kierowałam się intuicją. 

Skoro ja szukam okazji do twórczego odprężenia, na pewno nie jestem sama. Nie myliłam się. Sukces rękodzielniczych warsztatów pokazał, że po drugiej stronie jest armia kobiet, które czekają na sygnał. Wyjście z domu, rozmowa, wspólna burza mózgów, wzajemne dodawanie skrzydeł. Potrzebujemy tego na każdym etapie naszego rozwoju, ale mam wrażenie, że po macierzyńskiej mieliźnie, potrzebujemy tego podwójnie. 

grafika z napisem blog - stowarzyszenie rękodzielnicze ; od potrzeb matki po wsparcie przedsiębiorczych kobiet; oplotki.pl; na grafice widać dziecko siedzące na szydełkowym dywanie z białego sznurka, oglądające kolorową książeczkę dla dzieci

O ile dostarczanie tej bardziej powierzchownej obietnicy warsztatu nie stanowiło nigdy problemu (nauczenie podstaw szydełkowania w 2-3 godziny naprawdę nie jest takie trudne, jeżeli po prostu lubisz to robić), o tyle cel warsztatów, który nadał im głębszy sens, ten kobiecy, biznesowy, empowermentowy mastermind – to już zupełnie inna historia. 

Jeżeli masz ochotę posłuchać, jak tworzyła się opowieść pt: Stowarzyszenie rekodzielnicze Oplotki, przygotowałam dla Ciebie podcast, który znajdziesz w swojej ulubionej aplikacji lub tutaj poniżej.

Jeżeli wolisz słowo pisane, poniżej znajdiesz również tekst.

Choć z całego serca zapraszam Cię do skorzystania z obu opcji.

Drugie dno twórczych spotkań

Zaczęło się niewinnie. 

Podczas jednego z warsztatów pani popłakała się i powiedziała, że dawno nie poczuła się, taką profesjonalistką, jak na warsztacie szydełkowych poduszek. Jak się domyślasz, nie chodziło wcale o popisowe słupki i łańcuszek. Po prostu – kiedy przedstawiła się jako księgowa z 15 letnim doświadczeniem – warsztat zamienił się w sesję pytań i odpowiedzi raczkujących przedsiębiorczyń. One – startujące ze swoimi biznesami po 2-3 miesiącach macierzyńskiego nie mogły się nadziwić, jak wiele można zrobić we własnym biznesie ZANIM jeszcze zacznie się żarłocznemu ZUSowi płacić comiesięczną daninę. I to całkiem legalnie! Ona – nie mogła się nadziwić, że ktoś może tego, tak po prostu – nie wiedzieć. W końcu od lat obracała się w gronie koleżanek po fachu – pracowała w dużej firmie księgowej i właściwie przyszła na warsztat, żeby po prostu sobie pogadać o czymś innym, niż Vaty, Pity i excelowe tabelki… bo akurat szydełkować potrafiła lepiej ode mnie. Z wypiekami na twarzy uświadamiała uczestniczki warsztatu, że biznes to się bada i buduje ZANIM założy się firmę i zacznie płacić ZUS. 

Podczas kolejnego – radczyni prawna opowiadała o pomysłach na założenie własnej cukierni w domu. Od strony przepisów, Sanepidu, teorii, strategii biznesowej… miała wszystko, ciągle jednak bała się zacząć. Nie uwierzysz, ale na warsztaty przyszła z kartonem wypieków (to był warsztat w parku – w opisie stało jak byk, że wyjątkowo nie będzie nic słodkiego, bo taka piękna pogoda, że szkoda kisić się w lokalu i będziemy karmić się słońcem :PPP ). Nie wspomniała słóweczkiem o swoich biznesowych planach przez cały warsztat. Dopiero na końcu, kiedy przejedzone tymi pysznościami wciskałyśmy w siebie kolejne ciacho (były warte każdej kalorii mozolnie potem spalanej na spacerkach po parku) i zapisywałyśmy jej numer na instrukcjach szydełkowych mat stołowych, żeby móc zamawiać wypieki u tej bogini ciacha, opowiedziała, jak bardzo potrzebowała tego spotkania…

Cały warsztat rozpływałyśmy się w komplementach, pałaszując pączek z wiśnią, rogaliki z domową konfiturą, bezglutenowe ciasteczka kokosowe. Ona chłonęła nasze opinie i upewniała się, że dosyć już odkładania biznesowych planów na „wieczne potem”. 

grafika z napisem: blog; Stowarzyszenie rękodzielnicze; jak załozyć, oplotki.pl; w tle fragment makramowej pracy.

Takich warsztatów było coraz więcej. Niby szydełkowe, ale tak naprawdę biznesowe. Te niesamowite kobiety udowadniały, że przychodząc po szydełkowe podstawy, wychodziły z „pozwoleniem” na własne biznesy. Skoro szalona pani architekt (to akurat o mnie) zamieniła dochodową branżę projektową na szydełkowe cuda i uśmiech spełnienia z twarzy jej nie schodzi. Dlaczego im miało by się nie udać!

Podczas któregoś z takich właśnie niby-szydełkowych, ale w gruncie rzeczy biznesowo-empowermentowych warsztatów zrozumiałam, że to jest właśnie sedno OPLOTEK. 

Kobiece wyzwania i krąg kobiet

Jak byk…w logo stoi…na początku wielki krąg. Olśniło mnie, że przecież od początku to właśnie kobiecy krąg jest tym magicznym pierwiastkiem, po który przychodziły kolejne i kolejne kobiety na warsztaty rękodzieła. 

Kiedyś – darcie pierza… teraz? No właśnie. Teraz w wielkim biegu, we własnej bańce. Coraz trudniej nam o taką przestrzeń. Może w momencie coraz popularniejszych kobiecych networkingów jest ich troszkę więcej, ale wciąż niewiele jest takich, gdzie siadasz w gronie totalnie nowych kobiet na kilka godzin, by tak po prostu pogadać. 

Kiedy zrozumiałam, jak ogromny potencjał tkwi w tym „bonusie” rękodzielniczych spotkań, postawiłam wszystko na jedną kartę. 

Zrozumiałam, że dziką frajdę daje mi pomaganie tym niesamowitym kobietom, którym społeczeństwo, niewspierające otoczenie, nadmiar obowiązków, zaniżone poczucie wartości (i tu wstaw te nasze przekleństwa XXI wieku)  każą czekać na jakieś zewnętrzne pozwolenie, aby w końcu zacząć realizować swoje marzenia, zawodowe ambicje, po prostu – nowe pomysły. 

grafika z napisem blog; stowarzyszenie rękodzielnicze; siła kobiecego kręgu; oplotki.pl. w tle zdjęcie złączonych kobiecych rąk

To wtedy OPLOTKI mocno skręciły w kierunku biznesowym. Sama zainwestowałam jakiś czas wcześniej we współpracę z profesjonalną coach biznesową (tę historię opowiadam we wpisie SOMBA co, to takiego). To ona widziała we mnie ten potencjał na długo, zanim go odkryłam. To uczestniczki warsztatów, jednak, upewniły mnie, że potrafię… i przede wszystkim…CHCĘ pomagać, dzieląc się swoją drogą, doświadczeniem, energią. 

Wtedy OPLOTKI już rosły. Społeczność bliżej i dalej zaprzyjaźnionych twórczyń rękodzieła pączkowała. Z jednej strony wiedziałyśmy, że nasze spotkania to moc, z drugiej nie chciałyśmy pracować za darmo. W końcu warsztaty odbywały się kosztem czasu z dziećmi, partnerami. 

Wiedziałyśmy, że to, co robimy, to już nie hobby, ale praca. Konkretna wartość, która ma konkretną cenę. Czułyśmy jednak, że chcemy, aby warsztaty rękodzieła były również dostępne dla tych, które nie mogą sobie pozwolić na wydatki, w końcu wiele z nas potrzebowało takich spotkań w momencie przerwy macierzyńskiej, kiedy jednak nie zarabiamy.

To wtedy do głowy przyszedł mi ten pomysł. Stowarzyszenie rękodzielnicze! Totalnie w moim stylu…zapłonęłam ideą od pierwszej chwili. Od momentu pomysłu…wszystko zadziało się z prędkością światła!

Czas na działanie

Bezpośrednim impulsem do jego założenia – był projekt OPLOTKI POP-UP – czyli stacjonarna, tymczasowa pracownia w sercu poznańskich Jeżyc. 130 metrów kwadratowych przestrzeni warsztatowej. Ogromne przedsięwzięcie logistyczne, które potrzebowało przejrzystej struktury finansowej, aby pomieścić grono kobiet, które chciały prowadzić warsztaty rękodzieła i eksplorować, co artystycznie i biznesowo jest dla nich możliwe.

To wtedy zrozumiałam, że model stowarzyszenia, gdzie nie ma szefowej, gdzie wszyscy są współodpowiedzialni za decyzje – jest tym odpowiednim dla eksperymentów biznesowych. 

Wpis do Krajwego Rejestru Sądowego otrzymałyśmy w miesiąc. Idealnie na moje urodziny. 

Przypadek?

Nie sądzę!

Mimo, że od tego czasu wiele było i przyjemnego, i bolesnego, i wzlotów, i upadków, i ogromnego poczucia wspólnoty, i też osamotnienia… – między innymi tę historię i związane z nią (długo ukrywane) emocje opisałam w książce Oplotki. Sukces handmade – to wiem, że to był najlepszy prezent urodzinowy, jaki kiedykolwiek przyniósł mi los. 

Jak założyć stowarzyszenie rękodzielnicze?

Najtrudniejszym krokiem jest podjęcie decyzji o tym, że chcesz działać. Czasem przez lęk, czy sobie poradzę, a czasem przez brak świadomości, że to co robię ma znaczenie dla innych. Stowarzyszenie to ludzie, bez rozmowy z nimi, bez interakcji, relacji trudno będzie je zbudować. Jeżeli jednak masz wizję, poczucie misji to działaj. Formalne przepisy, prawne wymogi czasem ulegają zmianie i po nie warto udać się do specjalistów. Ode mnie te kilka wskazówek:

  • znajdź szerszy sens Twojej rękodzielniczej działalności
  • podejmij decyzję
  • znajdź innych ludzi, którym towarzyszą te same wartości, idee i miłość do rękodzieła
  • znajdź cierpliwość do formalności
  • przygotuj się na to, że nie wszyscy będą chcieli iść z Tobą do końca
  • nie poddawaj się

Stowarzyszenie rękodzielnicze Oplotki – świętujemy.

Stowarzyszenie OPLOTKI oficjalnie ruszyło z przytupem dokładnie 4 lata temu!

To dla mnie niezbity dowód na to, że poczucie czasu jest pojęciem względnym, bo w ciągu tych 4 lat, tak wiele się wydarzyło, tak wiele osób stanęło ze mną w tym zrodzonym na pasji do rękodzieła kręgu, a jednocześnie przecież to tylko 4 lata i całkiem sporo ich jeszcze przed nami.

Świętuj z nami oficjalne czwarte urodziny Stowarzyszenia OPLOTKI!

Jak?

Na różne sposoby:

  • rękodzielniczo – obejrzyj nagrania naszych najlepszych warsztatów – przez wakacje, w każdy poniedziałek warsztaty na bis na naszum profilu na Facebooku
  • rękodzielniczo – pójdź o krok dalej spróbuj nowej techniki, a może podróży od chcę nauczyć się jak robic kwietnik – po makramowe sploty dały początek mojemu biznesowi – kursy rękodzieła, kreatywne boxy znajdziesz w naszym sklepie w kategorii dla fanów rękodzieła
  • z książką w ręku – daj się zainspirować, do kolejnego kroku, bez względu czy duży, czy mały – do niektórych potrzeba czasem odrobiny motywacji, inspiracji – Oplotki. Sukces handmade – to lekka lektura na wakacje, ale ma w sobie ogromną moc (co potwierdzają czytelnicy – sprawdź na stronie książki)
  • biznesowo (odważnie) – zaklep miejsce w odpowiednim dla Ciebie programie Akademia Rękodzielnika – jeśli chcesz swój biznes handmade wzneść na kolejny poziom lub mastermind, jeśli chcesz wznieść się równie wysoko, ale w innej niż handmade branży
  • po prostu bądź z nami na bieżąco – zapisz sie na nasz newsletter – o niektórych niespodziankach wspominamy tylko w nim

A jeżeli prowadzisz biznes handmade, marzysz, aby to, co kochasz przynosiło satysfakcjonujący dochód, pragniesz sie rozwijać, to już dziś zapisz się na pierwszą w Polsce konferencję online dla branży handmade Handmade Biz Summit.

W ten sposób chcemy uczcić czteroletnią (choć tak naprawdę dłuższą) działalność Oplotek, realizując marzenie o profesjonalizacji branży rękodzielniczej.

Obejrzyj oficjalne zaproszenie i zapisz się już dziś. Dostęp do materiałów konferencji na żywo będzie bezpłatny (z możlwością wykupienia dostępu na rok), warto więc zarezerwować w kalendarzu daty 5 – 9 września 2022.

Nie zapomnij powiedzieć o niej swojej przyjaciółce, mamie, sąsiadce…

Jak rozpocząć rękodzielniczą działalność

Jak rozpocząć rękodzielniczą działalność

Zanim zacznę –  chciałabym, byś zadała sobie kilka kluczowych pytań (bez obaw, nie odpowiadasz nikomu, poza sobą).

  • Od czego zacząć biznes w oparciu o rękodzieło?
  • Na czym się skupić, żeby zarabiać?
  • Skąd mam wiedzieć, czy mój pomysł jest dobry? jak to sprawdzić?
  • Jak nie zwariować robiąc wszystko, aby ten biznes w końcu ruszył?!?

 

Jeżeli te pytania dręczą Cię na co dzień – to wiesz, że warto dalej czytać. No to zaczynamy!

 

Od czego zacząć biznes w oparciu o rękodzieło?

Od tego, od czego zaczynamy każdy biznes, jeżeli ma być czymś więcej niż tylko kosztownym hobby. Planujemy. Określamy swoje cele finansowe, zawodowe, czasowe. Opracowujemy plan strategiczny i plan wdrażania swoich założeń. I działamy. Filtrując cele przez pryzmat osobistych wartości, priorytetów, bazując na naszych realnych możliwościach, środkach, zasobach – budujemy REALNE plany działania. Nie ma sensu porównywać się do innych, ale już jak najbardziej jest sens porównywać się do… siebie. Z przeszłości.

Nie porównuj się do innych

Dlaczego mówię o tym w odpowiedzi na pytania „od czego zacząć rękodzielniczy biznes?”. Bo niestety zbyt często jest to właśnie nic innego jak kosztowne hobby. Warto na samym początku zdecydować, czy tak nie powinno przypadkiem pozostać.

Rękodzieło to świetny sposób na odstresowanie, odpoczynek od pracy, to niejednokrotnie pasja, jakich mało. Nie musi być sposobem na zarabianie, czyli PRACĄ i warto to sobie uświadomić, ZANIM ruszysz szturmować szkolenia i kursy na temat promocji, brandingu, reklamy na Facebooku i całej tej oferty „sukcesu w miesiąc”, jakiej masa w „internetach”.

Stabilne źródło zarobku w oparciu o rękodzieło jest w zasięgu ręki. Ale to praca. Jak każda inna. Warto skonstruować model biznesowy z głową, co zapewne przyspieszy proces zarabiania, ale łudzenie się, że utrzymywanie się z rękodzieła będzie niekończącą pasją twórczych momentów… to raczej mało realistyczna wizja pracy zarobkowej.

Nie to, żebym chciała Ci odradzić tę drogę zawodową… ale warto liczyć się z faktem, że na początku nie będzie łatwo. Samo zaplanowanie swojej pracy tak, aby przynosiła efekty, zadowolenie, stanowiła dla nas źródło nie tylko satysfakcji, ale i utrzymania to inwestycja czasu i energii.

 

Na czym się skupić, żeby zarabiać?

Wdrażać w życie! Nawet najlepszy plan jest bezwartościowy, jeżeli nie wdrożysz go w życie. Niestety wielu spotkałam świetnych twórców, którzy poddali się w połowie drogi i z wielkim poczuciem porażki wrócili do tego, co robili, ZANIM podjęli decyzję, aby spróbować swoich sił w działalności w oparciu o rękodzieło. Samotność, poczucie przytłoczenia nadmiarem obowiązków, brak partnerów do rozmowy w momencie wątpliwości lub czasu ważnej decyzji… nie pomaga. Nie twierdzę, że cokolwiek zrobi ktokolwiek za Ciebie, ale już otoczenie się grupą osób o podobnych celach – znacznie ułatwia drogę.

Próbowałaś się kiedyś wspinać na Mount Everest… no dobra, na Rysy chociaż? Łatwiej, kiedy masz kogoś obok, prawda? Nie znaczy to, że stawia kroki za Ciebie, ale jakoś mniej marudzisz, a jak już naprawdę nie dajesz rady, duża szansa, że podzieli się łykiem wody, kiedy Twoja już się skończyła. Już rozumiesz, do czego zmierzam?

Branża rękodzieła to taka trochę wspinaczka na szczyt… ciężko liczyć na zrozumienie ze strony koleżanki, która wyleguje się na plaży, ale już łatwiej o sensowną radę od tej, która rok temu zdarła kolano ześlizgując się ze zbocza, bo wyszła na szlak… w japonkach.

Dobra, dobra, nie zapuszczam się w meandry metafor, ale jedno, co warto zapamiętać, z tych wynurzeń, że jeżeli Twoim celem finansowym są Rysy – to nie ma sensu porównywać Twojej mapy do tej od koleżanki zmierzającej do Doliny Pięciu Stawów. Może i fragmencik przejdziecie razem, może nawet wyruszycie z tego samego schroniska, ale kiedy Wasze szlaki się rozdzielą, życzycie sobie pewnie powodzenia i każda idzie w swoją stronę – ze świadomością, że fajnie było przejść kawałek wspólnie. Niby ta sama droga, ale minęła jakoś szybciej, raźniej.

Małymi krokami do celu

 

Skąd mam wiedzieć, czy mój pomysł jest dobry? Jak to sprawdzić?

Nie ma innej drogi, niż zweryfikować swój pomysł w praktyce. Ale ale… zanim weźmiesz kredyt na nową pracownię rękodzieła – sprawdź, czy w ogóle ktoś zechce ją odwiedzać. Niekonwencjonalne metody działania, inwestycje czasu i energii są jak najbardziej wskazane – ale bez skutecznego sprawdzenia rynku, konkurencji, zasadności Twojego pomysłu na zarabianie… nie warto maksymalizować swoich działań. Badanie rynku – to szumny „must have” do odhaczenia na liście zadań, ale jak to się właściwie robi w branży rękodzieła? Nie ma utartych schematów i gotowej recepty na sukces – jest za to kilka sprawdzonych metod do ich wypracowania. Jedną z nich jest działanie – robienie tego samego, ale zupełnie inaczej. Nie obędzie się bez narzędzi badania, czy Twoje założenia były słuszne – bo co Ci po badaniu rynku, którego nie potrafisz zinterpretować, porównać z innymi.

Jedna z uczestniczek moich warsztatów była załamana faktem, że na zorganizowane przez nią pierwsze warsztaty przyszły „tylko” 3 osoby… Ileż lżej było jej cieszyć się z tego wyniku, kiedy zwierzyłam się z faktu, że kilka moich pierwszych warsztatów… miało frekwencję zerową. Nawet teraz – po kilku latach działalności ciągle zdarzają się takie warsztaty! Ale są i takie, kiedy proszę koleżanki z zespołu o pomoc, bo jest aż tak wielu chętnych.

 

Jak nie zwariować robiąc wszystko (poza rękodziełem), aby ten biznes w końcu ruszył?!?

Piszesz posty, produkujesz treści na blogu, jesteś aktywna na Instagramie, może nawet zastawiasz się nad Youtubem, Pinterestem, czy podkastowaniem? Masz wrażenie, że ciągle za mało się promujesz, bo Twoje prace sprzedają się okazjonalnie? A kiedy czas na twórczą pracę?! Kiedy czas na urlop?!?

Odpowiedź prosta! Kiedy tak zaplanujesz!

Nie ma się co łudzić, że praca „sprzeda się sama”, więc wcielasz się w sprzedawcę i księgową. Podstawowe kwestie prawne też są kluczowe, więc wykrajasz czas na ich dopilnowanie. Nie można się promować bez sensownych zdjęć, więc studiujesz, co to ta migawka i przesłona, jakie ISO itd. I po kilku miesiącach łapiesz się na tworzeniu sklepu internetowego, w którym nie ma czego sprzedawać, bo przecież brakuje Ci czasu na tworzenie. I kółko się zamyka…

Kiedy słyszysz „deleguj pracę”, łapiesz się za kieszenie… i zastanawiasz, skąd masz wziąć środki na księgową, skoro przecież ta machina „jeszcze nie zarabia”.

Jak wyjść z tego zaklętego koła?

Postawić na zbudowanie modelu biznesowego w oparciu o Twoje potrzeby i cele.

Tak proste! I tak trudne!

Kiedy pytam „ile chcesz zarabiać miesięcznie?” pewnie nie przychodzi Ci kwota stu tysięcy Euro…

A może jednak?

Niezależnie od tego, o jakiej kwocie pomyślałaś – czy przeliczyłaś, ile to oznacza sprzedanych produktów lub usług? Pewnie podzieliłaś właśnie tą „pomyślaną kwotę” przez średnią cenę Twojego bestsellera? A co z kosztami jego wytworzenia?

Rozumiesz?

To proces.

Łatwiej przejść go wspólnie.

Dasz radę sama?

Świetnie! Nie czekaj ani chwili. To coś, co absolutnie trzeba zrobić,  jeżeli jeszcze nie zaczęłaś!

Podsumowując – nie wierz mi na słowo! Sprawdź to! A dlaczego?!

 

A na koniec…

Kim ja właściwie jestem, żeby Cię uczyć, jak robić biznes w oparciu o rękodzieło?!?

Jako właścicielka marki OPLOTKI z powodzeniem utrzymuję się z działalności w oparciu o rękodzieło. Prowadzę warsztaty szydełkowania, koordynuję organizację warsztatów z innych dziedzin rękodzieła, prowadzę sklep internetowy oraz dzielę się wiedzą i doświadczeniem z zakresu prowadzenia takiej właśnie działalności. Znajdziesz mnie na InstagramieFacebookuPinterest,  YouTube, a tutaj posłuchasz moich podcastów.

Jestem architektem

Studiowałam na Poznańskiej Politechnice (Architektura i Urbanistyka) i Technische Universitat Berlin (jeżeli chcesz poczytać więcej o takich podpunkcikach obok nazwiska, którymi chwali się w CV – to tutaj szczegóły).

Pracę zaczęłam już na początku studiów (to moje drugie po Filologii Angielskiej na UAM studia) – kiedy koledzy z roku imprezowali, ja pisałam kolejne podania, aby zawalczyć o praktyki w lokalnych biurach. Od biura do biura, od asystentki asystenta, po coraz bardziej samodzielnego projektanta z epizodami zawodowymi w Warszawie i Berlinie wróciłam do ukochanego Poznania i tutaj założyłam swoją firmę. Oszczędzę Ci bolączek zawodowego życia – skwituję tylko, że finanse rekompensują długie godziny skupienia, stresu i odpowiedzialności związanej z pracą. Tak długo, jak mogłam, poświęcałam każdą wolną chwilę na rozwój zawodowy. Ale kiedy na świecie zawitała córeczka i z przychustowanym maluszkiem dzielnie biegałam po budowie… Już powoli czułam, że to chyba nie tędy droga, bo…

Jestem mamą

 

Z jednym dzieckiem jeszcze (choć wysiłkiem ponad siły) godziłam rolę profesjonalistki i nocnej niani, ale kiedy pojawiło się drugie, postawiłam na jedną kartę. Nikt mnie nie zmuszał, miałam komfort wyboru, ale zdecydowałam się spędzać długie godziny z dwójką urwisów, zamiast rozwijając się w ukochanej profesji. Niczego nie poświęciłam, nie byłam rozczarowana, nie mogę powiedzieć, że kiedykolwiek żałowałam wyboru (jeżeli jesteś mamą, wiesz, jak potrafią dać w kość  momenty macierzyństwa na pełnych obrotach. Też tak miałam… i  mam, ale i tak drugi raz wybrałabym tak samo). Gdyby nie ta pustka, która pojawiała się po każdym odrzuconym na rzecz macierzyństwa zleceniu, pewnie nigdy nie odkryłabym ponownie, że…

Jestem rękodzielnikiem

Tęsknota za pracą, tempem zawodowych spotkań, kreatywnym procesem projektowym i adrenaliną jego weryfikacji przez klienta wywołała wielką potrzebę rozpychania tych momentów między obiadkami, klockami i dziecięcymi basenami czymś własnym. To COŚ  – to było właśnie rękodzieło. Powrót do wszystkich zapomnianych technik, które właściwie zaprowadziły mnie na architekturę zbudował most między dziećmi a mną…DAWNĄ MNĄ. Nie mówię tu tylko o rzucaniu się w wir spontanicznej rzeźby, malarstwa, szydełkowania, szkicowania… rodem z własnego dzieciństwa, tylko teraz w wydaniu z własnymi dzieciakami do spółki… Mówię tu głównie o szydełkowaniu, które z jednej strony dawało ucieczkę od stresów macierzyństwa, a z drugiej zataczało koło ku architekturze. Tym razem w wydaniu bardziej mięciutkim niż kubatury i budowa. W wydaniu ciepłych, organicznych wnętrz wyposażonych w rękodzielnicze dodatki. Szybko odkryłam, że o ile wykształcenie architektoniczne nie jest tak powszechne, szydełkowanie już zdecydowanie przyciągnęło większą rzeszę praktykujących pań. To uświadomiło mi, że…

Jestem kobietą, 

klasyczną „babą”, aby być bardziej precyzyjną. Lubię być w otoczeniu innych plotkujących istot. Po latach pracy w męskich zespołach głodna byłam tej energii. Głodna tym bardziej, że jedyne, o czym z innymi kobietami rozmawiałam, to bezglutenowe obiadki i dziecięce przypadłości. Tęskniłam za kobiecą przestrzenią, ale taką „naszą”, nie dziecięcą. Stworzyłam OPLOTKI – czyli przestrzeń na „plotki” przy O-plataniu. Z mojej potrzeby narodziła się cała idea zajęcia się rękodziełem „na serio” nie tylko „po godzinach”, których i tak przy dwójce maluchów było coraz mniej. Tak jak wiele innych kobiet po urodzeniu dzieci zamarzyłam o pracy, która pozwoli bezszwowo połączyć rolę profesjonalistki z rolą matki „obecnej”. Ale daleka jestem marzeń w tej materii, wiedziałam, że moje przedsiębiorstwo działające w oparciu o rękodzieło musi być co najmniej w połowie tak finansowo opłacalne, jak praca w zawodzie, bo…

 

Jestem żoną, 

ale taką, która od A do Z musi mieć realny wpływ na to, jak wyglądają nasze wspólne decyzje. Również te finansowe. Dlatego bez owijania – piszę tutaj z perspektywy osoby, która nie najlepiej czuje się w relacji zależności finansowej i traktuje biznes – również ten w oparciu o rękodzieło – jako realne narzędzie finansowania wspólnego życia. Z pracy jako rzemieślnik można „płacić rachunki” – ale jedynie wtedy, kiedy potraktuje się ją jak pracę.

Łudzenie się, że kolejki chętnych ustawią się po moje produkty i usługi bez jakiegokolwiek wysiłku w budowaniu strategii działania na rynku… to słaba metoda. Nie będę Cię karmić frazesami „rób, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia” – bo nawet dla mnie – „szefa” we własnej wymarzonej firmie to bzdura. Bez pracy nic się nie zadzieje – ale to Twoja w tym głowa, aby praca była przyjemna, odbywała się w obszarze Twoich najlepszych umiejętności, była zaplanowana w taki sposób, aby dawać satysfakcję i zarobek, a nie poczucie porażki. Długo wydawało mi się, że skoro biznesplan, badanie rynku, kalkulacja zysków i strat przychodzą mi łatwo, to dzieje się tak dla każdego. Tak nie jest, po części dlatego też…

 

Jestem szkoleniowcem

no nie mogłam się oprzeć, nie znoszę tego terminu – ale nic tak dobrze nie określa tego, co robię, aby osiągnąć swój cel. „Rekrutuję” kolejnych rękodzielników do współpracy, „wyławiając” perełki z płatnych programów online (np. Akademia rękodzielnika), szkoleń stacjonarnych (np. szkolenie dla Poznańskiego programu Zaułek Rzemiosła) oraz bezpłatnych grup dla chcących budować biznes w oparciu o rękodzieło (grupa).

Wiem, że osoby, które zdecydowały się na budowanie biznesu w oparciu o rękodzieło i świadomie inwestują czas, energię i środki finansowe w powodzenie swojego przedsięwzięcia – już tam są  – i to im chcę ułatwiać drogę. Dlatego daję wiele możliwości osiągania Celu, jakim jest zarabianie na rękodziele. Można skrócić sobie drogę – korzystając z mojej wiedzy i doświadczenia w intensywnych programach (np. akademia rękodzielnika), można też korzystać z bezpłatnych możliwości, jeżeli taka inwestycja, to za dużo dla Twojego osobistego budżetu. Dlaczego można wolniej? Bo dzięki temu można bezpłatnie! Wierzę, że brak finansowego zaplecza to nie przeszkoda, potrzeba po prostu więcej pracy. Właśnie dlatego…

 

Jestem społecznikiem

Jako Prezes Zarządu Stowarzyszenia dzielnie walczę o zewnętrzne finansowanie projektów skierowanych zarówno do rękodzielników, jak i początkujących przedsiębiorczyń. Wiem, jak trudno było mi nauczyć się specyfiki skutecznej promocji w dobie social-mediów i niekonwencjonalnych strategii biznesowych i jak często jest to bariera, ograniczająca nawet najcenniejsze rękodzielnicze mikrobiznesy. Jeżeli finanse to jedyny powód, dla którego nie możesz wystartować z Twoją rękodzielniczą działalnością – pisz – problemów nie rozwiążę jednym mailem, ale jeżeli wiesz, czego chcesz, nie ma przeszkód, które mogą Cię powstrzymać. Otoczenie się wspierającymi ludźmi o podobnych celach nic nie kosztuje, a może dodać sił w krytycznych momentach.

 

Jestem taka jak TY

A skoro mi się z powodzeniem udaje się „żyć z rękodzieła”, dlaczego Tobie miałoby się nie udać?

Z powodzeniem łączę rolę architekta, mamy, żony, kobiety, szkoleniowca…i wiele innych! Tak jak Ty!

Masz w sobie energię, aby zawojować świat! – jeżeli potrzebujesz środowiska wzrostu, grupy ludzi o podobnych celach, pomocy i wsparcia. Jesteś we właściwym miejscu, bo w takim właśnie celu stworzyłam Akademię Rękodzielnika.

Program startuje w określonych momentach w roku – dlatego, żeby nie przegapić startu, koniecznie zapisz się na tę listę. Pamiętaj, że Akademia – to droga „na skróty”. W programie swobodnie korzystasz z mojej wiedzy i doświadczenia,  uczysz się tutaj na moich błędach, błędach kolegów i koleżanek z programu, swoich. Popełniasz je, bo działasz! Gdybyś mogła osiągnąć to samo sama – pewnie już dawno byś to zrobiła.

 

 

Czy Ty też masz już dosyć?

Ileż można! Wyszłam z założenia, że jedyne, czego mi teraz trzeba, to obśmiać tę rzeczywistość. Bo wiesz, mam wrażenie, że to, co się dzieje, to jedna wielka kpina z rzeczywistości.

Może i Tobie ten wpis pozwoli się uśmiechnąć (choć na chwilę) i złapać oddech między „hołmofisem”, zdalnym nauczaniem i goniącymi się po domu maluchami. Przypuszczam, że nawet jeżeli dzieciaki nie dają Ci w kość, to pewnie i tak nie jest kolorowo w tym ciągłym zamknięciu, w rutynie bez pewnego końca…

W takim razie serwuję Ci gorący jeszcze przegląd domowych patentów na kpinę z kpiny z rzeczywistości, czyli wycięte z telefonu kadry z pandemii w OPLOTKI.

Pracownia rękodzieła w domu (w czasach zarazy)

Skoro wynajmowanie pracowni nie miało najmniejszego ekonomicznego sensu, wszystkie oplotkowe zapasy przeniosły się do mojego domu. A dokładniej – do sypialni najmłodszej córki. Miejsce zabawek (upchniętych teraz w szydełkowych koszyczkach na podłodze) w szafach zajęły sznurki, włóczki, druty, ulotki, metki, kartoniki i pergaminy, różne przydasie i gratisy, które dorzucam do paczek z materiałami wysyłanymi jako dodatek do kursu szydełkowania on-line.

Jeżeli szukasz pocieszenia i chcesz w duchu pomyśleć sobie: „O, rety! U nas nie jest jednak tak źle!”, polecam Ci rzut okiem na fotki.

 

OPLOTKI w pandemii kartony i dzieci (1) OPLOTKI w pandemii kartony i dzieci

 

Pakowanie paczek, nadawanie przesyłek, zabezpieczanie ich, żeby nic w trasie nie wyleciało, a do tego…przeganianie trójki łobuzów, która w kartonowych labiryntach urządza sobie plac zabaw.

(PS. Jeżeli w paczce do kursu szydełkowania albo w którymś z boksów, na przykład w boksie  XXLz drutami lub tkackim, znajdziesz smoczek i zabłąkane klocki, to już wiesz dlaczego).

Sesja fotograficzna  – Oplotki w pandemii

Można by powiedzieć, że wybrałam najgorszy moment na trzaskanie fotek, ale kiedy zobaczyłam, co dzieje się w naszym domu, to wiedziałam, że to po prostu trzeba uwiecznić. I to nawet nie raz, ale dwa razy. Tony sznurków wyściełające podłogę, góry kartonów i łobuzy biegające wokół. Kiedy znowu trafi się taka sceneria??? Uśmiecham się, za każdym razem, kiedy spoglądam na te kadry.

Nawet w takim szaleństwie jest metoda. Te zdjęcia okazały się prawdziwym hitem. Chyba właśnie dlatego, że mam na nich wory pod oczami (jak każda mama w pandemii). Widać, że zdecydowanie pochwalamy w oplotkowym ekosystemie podejście „rób to, co możesz, z tym, co masz”, które w czasach zarazy po prostu ratuje od nieosiągalnej perfekcji.

OPLOTKI w pandemii kartony i dzieci (4)

Skoro mowa o kartonach…

Nie zapomnę momentów, kiedy do domu wtaczały się paczki giganty. Kilogramy wełny, tuziny szpul ze sznurkiem, całe paki szydełek i drutów. To były momenty najlepszej zabawy. Przyznam, że rozpakowywanie przesyłek od kuriera nigdy nie było tą częścią pracy, którą lubię, ale dzięki pandemii to teraz kulminacyjny punkt dnia. Nie tylko dlatego, że dzieciaki właściwie robią to za mnie, ale dlatego, że później godzinami wyczyniają cuda z tymi kartonami. Te bezcenne chwile ich zabawy i mojego spokoju ratują mi psychikę.

Resztki etykiet i góry papierów materializują się w traktory, statki kosmiczne albo domki i garaże. Cała trójka potrafi w zgodzie bałaganić, nie wymagając mojego angażu. Bajzel? Rzecz drugorzędna. Gdzieś w okolicach drugiego lockdownu olałam bajzel. Założyłam, że – tak jak wszystko – i bajzel kiedyś minie 🙂

Malarski szał

Papierzyska wyściełające paczki przydały się jeszcze do zabezpieczania domu przed malarskim szałem synka. Ta nasza mocno ruchliwa „środkowa” latorośl daje w kość… No, chyba że zajmie się czymś bez opamiętania.

Taką nieekranową alternatywę dały pędzle i farby. A że ściany mocno oberwały w pandemii? Kreatywne obrazy stały się idealną wymówką do odłożenia remontu do czasu, kiedy najmłodsza osiągnie słuszny wiek nie-brudzenia-czego-się-da.

Lena pokochała haft matematyczny

Jeżeli twierdzisz, że rękodzieło jest za trudne, albo masz do tego dwie lewe dłonie – usilnie będę Cię namawiać na nasze poniedziałkowe bezpłatne warsztaty. Skoro moja 7-latka opanowała haft strukturalny, dlaczego Tobie miałoby się nie udać?! Jeżeli złapiesz bakcyla, na Oplotki.pl znajdziesz więcej warsztatów z innych technik. Szykujemy też cały kurs on-line haftu strukturalnego – jeśli dzieci szybko nie wrócą do szkół, czarno to widzę… (albo kolorowo, bo z dzieciakami w tle).

No dobra, a co z dorosłymi?

No właśnie! Tak skupiłam się na dobrostanie maluchów, że prawie zapomniałam o „starszakach”.

Ku mojej wielkiej (o ironio!) radości do sypialni maludy wjechał też trenażer męża. No i oczywiście moje kreatywne pomysły na to, jak nie pójść z torbami w tym handmade biznesie.

Kiedy jednego dnia (przy pierwszej fali pandemii) warsztaty stacjonarne rękodzieła zostały zmiecione z powierzchni ziemi, z dziką wiarą, że musi się udać, ruszyłam na podbój onlajnów.

Nie uwierzysz, ale ta „praca” dawała mi najwięcej frajdy. Kiedy wszystkie rozrywki nagle zniknęły, a ryzyko spotkania z przyjaciółmi było zbyt wielkie, zaczęłam na potęgę prowadzić warsztaty rękodzieła on-line. To bycie z ludźmi, choćby poprzez ekran, ładowało baterie.

oplotki w pandemii, praca online oplotki w pandemii, praca online

Teraz wspominam te szalone wieczory, kiedy mąż uciszał maluszki w drugim pokoju, a ja prowadziłam kolejne lekcje dziergania.

Najbardziej uśmiecham się do tej ciepłej myśli, że pomogłam kilku koleżankom złapać bakcyla onlajnu i podratować domowy budżet. Był nawet warsztat kosmetyczny on-line!

 

oplotki w pandemii, praca online oplotki w pandemii, praca online

Praca na trzy zmiany

W pewnym momencie nie można już było czekać na „lepszy moment” – trzeba było pracować z tym, co jest. Zaczęła się więc logistyka level pro. Rano mąż z dziećmi do 9.00, a  ja przed komputerem od bladego świtu, potem on do biura i koło 17.00 znowu zamiana – on w domu, a ja w biurze szukająca ciszy, znowu z komputerem. Nowa rutyna stała się rzeczywistością. Choć nie ma w tym grafiku miejsca na odpoczynek, to oboje łapiemy takie „lepsze chwile” podczas drzemek maluchów, albo wtedy, kiedy zajmą się rozdzieraniem na strzępy kolejnej paczki od kuriera.

Może i nie są to idealne warunki do pracy, ale czy kiedykolwiek takie będą?

Chyba znudziło mi się już czekanie, aż to szaleństwo się skończy. Nauczyłam się w tym żyć. Oczywiście, nie mogę się doczekać końca, ale może i Tobie pomoże myśl, która przyszła do mnie chwilę po tym, kiedy ogłosili, że czeka nas kolejny tydzień lockdownu:

Nie mamy wpływu na rzeczywistość, która nas otacza, ale mamy wpływ na to, co z tym szaleństwem zrobimy.

Damy się zwariować?

A może powariujemy trochę, żeby nie zwariować? 🙂

 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

projekt-ksiazka-oplotki

 

Niemal każdą wolną chwilę spędzam ostatnio na pisaniu. Projekt „Książka” trwa w najlepsze: opowiadam historie, spisuję myśli… Pisanie bez wątpienia ma w sobie coś z magii. Dzięki niemu możesz spojrzeć w głąb siebie i odkryć nieodkryte. To bardzo uwalniające. Ale jak okiełznać to, co mam w głowie i przekazać czytelnikowi tak, żeby go nie zanudzić i nie przytłoczyć? Jak nauczyć się pisać?

Nie mogło być inaczej – do rozmowy o moim najnowszym wyzwaniu zaprosiłam Starą Smoczycę, czyli Magdaleną Białecką. Dla Magdy pisanie jest jak tlen. Na swoich kursach i warsztatach pomaga kobietom pokonywać blokady oraz pokazuje, jak tworzyć lekkie, wciągające i wyróżniające treści. Jednym słowem – oswaja smoki.

Z Magdą rozmawiałyśmy o tym, czym w ogóle jest pisanie i czy pisać może każdy. Jak pokonać blokady, wziąć pióro do ręki i zacząć przelewać na papier swoje myśli?

Jak nauczyć się pisać?

Pierwsze pytania, jakie musisz sobie zadać na początku swojej pisarskiej drogi to: „O kim chcę pisać?”, „Dlaczego chcę pisać?”, „Co chcę dać światu i co chcę od niego w zamian otrzymać?”.

W moim wypadku impulsem do stworzenia książki były warsztaty rękodzieła, podczas których kobiety dzieliły się historiami swojego życia. Ostatecznie historia marki Oplotki upleciona jest właśnie z takich opowieści…

Gdy już poznasz odpowiedzi, kup sobie notes.

Tak! Piękny notes, w którym będziesz chciała zapisywać swoje myśli. I pisz, pisz, pisz! Daj się ponieść. Pisanie to proces. To puzzle, z których potem ułożysz piękną całość.

jak-nauczyc-sie-pisac jak-nauczyc-sie-pisac

A co, jeśli wcale nie chcesz napisać książki?

Jeśli jesteś rękodzielniczką, która chce zbudować swoją społeczność lub sprzedać swoje produkty, umiejętność dobrego pisania będzie bardzo przydatna 🙂 I nie chodzi tu wcale o skrupulatne tworzenie biznesowych treści, ale o świadomość tego, jak za pomocą słowa zbudować relacje ze swoimi odbiorcami.

Niech moja rozmowa z Magdą będzie dla Ciebie inspiracją – również do czytania fascynujących opowieści i poznawania niesamowitych historii, które poruszają do głębi.

Agnieszka

 

A teraz oddaję głos Smoczycy, która na pisaniu zjadła zęby 🙂

umiejetnosc-pisania-a-rekodzielo (1) umiejetnosc-pisania-a-rekodzielo (1)

Szkoła walki ze smokami, czyli jak ja uczę pisania

Tekst: Magdalena Białecka

Lubię o sobie myśleć, że jestem Smoczycą. Starą Smoczycą, która zjadła zęby na pisaniu.
Lubię też tak o sobie mówić. I robię to od ponad 2 lat. Na początku różni życzliwi pisali mi: „A może coś bardziej przyjaznego?”, „Przecież smoki są straszne!”.
A ja się nie boję. I wiem, że Smoki są różne. I dobrze mieć jakiegoś po swojej stronie 😊 I wiem też, że metafory mają super moc – trafią do głowy Twoich Odbiorców i tam zostają.
Zaczynam od skóry Smoczycy, bo chciałabym, żeby to była dla Ciebie pierwsza szybka lekcja pisania.

jak-nauczyc-sie-pisacjak-nauczyc-sie-pisac

Lekcja 1

Działaj w zgodzie ze sobą. Czujesz się Smokiem? Nazywaj się siebie Smokiem. Czujesz się Kapitanem statku! Bądź Kapitanem! Poszukaj metafory, bo to jest kod dostępu do głów Twoich Odbiorców.

Pewnie teraz zastanawiasz się, jak taką metaforę możesz znaleźć. Pomyśl – może ktoś Cię tak nazwał? Może ktoś podsumował jakoś pracę z Tobą? A jeżeli nie, to poczekaj. Włącz radar na metafory i zapewne coś się wtedy wydarzy…
Ku inspiracji podzielę się z Tobą moją historią. Właściwie dwiema – jedną dawną i drugą niedawną. Ta ostatnia jest prosta i krótka – opisałam siebie w taki sposób podczas zabawy na jednej z grup Facebookowych. Opisałam i poczułam – tak, to ja. I tak oto od 2 latach jestem tą Smoczyca też dla innych. Druga, dawna historia jest nieco dłuższa…

Dawno, dawno temu, gdy byłam jeszcze aktywną dziennikarką i biegałam po mieście, szukając ciekawych tematów na reportaże (tak, tak było, biegałam tak przez kilkanaście lat…) trafiłam do Pracowni Ceramicznej na Mokotowie. Pracownia była ukryta pod ziemią w piwnicy i przez to dostępna tylko dla wtajemniczonych. Wprowadziła mnie tam koleżanka. Otworzył mi starszy siwy Pan w brudnej szacie. Przywitał mnie z wielką radością, zaparzył zielonej herbaty i zaczął opowiadać… Mówił i mówił… O tym, jak był w Chinach, czego tam się nauczył i czego teraz uczy innych. Na początku obowiązkowo – 20 godzin nauki trzymania pędzla. Taki mały trening uważności. A później, co kto sobie wymarzył – ceramika, mozaiki, malarstwo precyzyjne… i dalsza praca nad świadomością. Bo to jedyna droga do szczęścia, do istoty siebie. Napisałam tekst o Panu Stasiu i wróciłam. I prawie zamieszkałam w tej pracowni na 3 lata. Okazało się, że jest to Szkoła Walki ze Smokami. Pokonałam je. I teraz prowadzę swoją pracownię – Pracownię Słowa, w której pomagam pokonać wszelkie smoki, które przeszkadzają w pisaniu.
Opisałam Ci swoją historię, bo chciałabym, żeby to była dla Ciebie druga szybka lekcja pisania.

umiejetnosc-pisania-a-rekodzielo (1)umiejetnosc-pisania-a-rekodzielo

Lekcja 2

Pisz historiami… Zobacz, jak angażujące są czyjeś przeżycia. Używaj historii do opowiadania o sobie i swojej marce. Używaj też ich w postach Facebookowych, wpisach blogowych, newsletterze… wszędzie! Ludzie uwielbiają historie. Dzięki nim poznają Cię, zbliżają się i zaczynają Ci towarzyszyć.

Pracownię Słowa założyłam już kilkanaście lat temu. A od 4 lat prowadzę ją online. Możesz ją znaleźć na Facebooku. Tylko, uważaj – na wejściu przeczytasz, że od razu możesz tu spalić wszystkie swoje pisarskie gorsety, staniki szpilki. Nic przeciwko nim nie mam, o ile nie krępują, nie uwierają i nie hamują. Bo najważniejsza dla mnie w życiu i w pisaniu jest świadomość, bliskość i swoboda. I to swoboda w pisaniu jest w pierwszym rzucie najważniejsza. Bo ona jest nośnikiem Twoich emocji, a emocje są nośnikiem informacji. Więc to dzięki swobodzie pisania, tekst działa na Odbiorców.
I to chciałabym, żeby była dla Ciebie trzecia szybka lekcja pisania.

Lekcja 3

Pisz swobodnie. Zawsze i wszędzie. Pisz tak jak i się zapisuje. W tym momencie jest to zawsze najlepsze, co może powstać. Później odłóż tekst i przeczytaj go, krytycznie poprawiając, co trzeba.

O tym wszystkim wspominam też w rozmowie z Agnieszką Gaczkowską z Oplotek, ale chciałam wyłuskać to z naszej długiej rozmowy i podać Ci w formie 3 krótkich lekcji do zapamiętania. Żebyś od razu zabrała je ze sobą i stosowała od najbliższego pisania.
A rozmowę odsłuchaj koniecznie, bo rozmawiamy tam ponad godzinę. O tym, jak znaleźć pomysł na książkę, jak zacząć ją pisać, na co zwracać uwagę przy pisaniu, jak się wspomagać w tym procesie…
Jeżeli myślisz o jej napisaniu, ta rozmowa z pewnością Ci pomoże. A jeżeli nie myślisz, też posłuchaj, bo pada tam wiele informacji na temat pisania w ogóle.
Szczególnie jeżeli chciałabyś złapać tę swobodę, poczuć wiatr we włosach, rozłożyć ręce i lecieć…
Jeżeli chciałabyś ściąć głowy smokom, które Cię powstrzymują przed pisaniem…

Jeżeli chciałabyś z pisania uczynić swój miecz…

Zapraszam Cię do mojej pieczary: https://www.magdalenabialecka.pl/
I na początek polecam Ci mój kurs podstawowy trzymania pióra, w którym przećwiczysz wszystko, co w pisaniu jest Ci potrzebne – jak pisać o sobie, o swoich produktach, jak zaczynać, jak łapać uwagę Czytelnika, jak go angażować, jak zachęcać i wzywać do działania… Będą też metafory! Wskakuj! A później możesz ćwiczyć pisanie, czego tylko zechcesz…

Trzymam za Ciebie moje wielkie smocze kciuki
Magda vel Smoczyca

Wciąż mało? Szukasz swojego miejsca, inspirujących kobiet i fantastycznych historii?

Zapraszam Cię do naszej grupy na Facebooku oraz na naszą stronę na FB:

Gdzie znajdziesz Starą Smoczycę?

www: https://www.magdalenabialecka.pl/

FB: https://www.facebook.com/pracowniaslowapl/

IG: https://www.instagram.com/magdalenabialecka.pl/

 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

 

Znasz to uczucie, kiedy czas przestaje istnieć, a Ty kolejną godzinę robisz coś, co daje taką frajdę, że minuty zamieniają się w sekundy, łapie Cię zachód słońca (albo burczenie w brzuchu) i dopiero rzut oka na zegarek sprawia, że wracasz do rzeczywistości?

Jako dzieci mieliśmy tak bardzo często… Ale potem staliśmy się tacy porządni, mądrzy i dorośli – pozostało nam tylko mgliste wspomnienie tego dzikiego bycia tu i teraz.
Może dlatego, że przez dużą część życia po prostu się „dorabiamy”? Dom, samochód, może rodzina. Gonimy w zabójczym tempie. A kiedy już wszystkie checkboxy odhaczone, nagle zadajemy sobie pytanie: JAK ODNALEŹĆ PASJĘ?

Nie będę ściemniać. Nie należę do tych osób, które pół życia dryfują, zastanawiając się, co by tu zrobić. Od malucha marzyłam o architekturze, a pierwsza połowa mojego dorosłego życia podporządkowana była spełnianiu tego marzenia. Już jako właścicielka własnej pracowni złapałam się na poczuciu, że nie wiem, co dalej.

Nie wiem, co robić w życiu – 30 lat

Niby wszystko idealnie: praca marzeń, mąż – platoniczna miłość z podstawówki – u mego boku, początek podróży związanej z macierzyństwem, i to nieodparte uczucie, że coś zgrzyta.
Na zewnątrz spełnienie marzeń, a w środku pustka, brak, jakiś palący niedosyt. To wtedy poczułam, że chcę więcej. I choć trochę po omacku szukałam odpowiedzi na pytanie „jak znaleźć (na nowo) pasję?”, wiem, że w tym szaleństwie była metoda. Chcę się dziś nią z Tobą podzielić. I nie, nie będzie TYLKO o rękodziele.

nie wiem co robic nie wiem co robic  

Mam 35 lat i nie wiem, co robić w życiu

Tak brzmiała moja definicja w tym wieku. Niby świetna praca, ale jednak niepozwalająca mi na równoczesne bycie obecną mamą i świadczenie usług na takim poziomie, pod którym chciałabym się podpisać swoim nazwiskiem. Wrzuciłam na zawodowy luz. Macierzyństwo było świetnym powodem. Niby mama, ale z poczuciem, że uczę dzieci marudzenia, narzekania i frustracji, zamiast pasji, błysku w oku i brania odpowiedzialności za własne szczęście. Dużo zmieniło się, kiedy zaczęłam szydełkować.

nie wiem co robicnie wiem co robic

CO?! Wiem, brzmi jak bełkot szaleńca, ale już tłumaczę, dlaczego z pełną odpowiedzialnością podrzucam Ci mój patent na odnalezienie pasji. Nie chodzi o samą rękodzielniczą umiejętność. Kiedy rozpaczliwie biczowałam się samooskarżaniem (w końcu miałam wszystko, a mimo to nie wiedziałam, co chcę w życiu robić), zajrzałam w głąb siebie. To tam tkwią wszystkie odpowiedzi na nasze najtrudniejsze pytania.

Dzięki szydełkowaniu odłożyłam telefon, ekran, milion „muszę”, „trzeba” i „wypada” wykonywanych na autopilocie i po prostu pozwoliłam sobie być ze sobą. W ciszy, w rozmowie, w emocjach.

Magia powtarzalnych ruchów dłoni sprawiała, że krew w mózgu przepływała przez zaspane arterie. Nieużywane od dawna neurony pobudzały wspomnienia. Ciepłe wieczory u boku drogich mi kobiet, niespieszne rozmowy od serca, pełnia akceptacji i otwartości na drugiego człowieka. Z przyjemnością odkrywałam, że te skarby dostępne są również teraz – wystarczy sobie dać prawo do ich odkrywania.

30 lat nie wiem co robic w zyciu 30 lat nie wiem co robic w zyciu

Zaufałam intuicji

Jako architekt z dwójką dzieci na pokładzie zamknęłam etap wygodnej, dochodowej pracy, aby budować biznes on-line oparty na warsztatach rękodzieła!
Szaleństwo? NIE! PASJA! To dzięki warsztatom szydełkowania odkryłam, że kocham być z ludźmi. Uwielbiam te niespieszne rozmowy o życiu, wyzwaniach, trudnościach. Kocham wspierać, motywować, ale też tryskać pomysłami, których często sama nie realizuję (bo już gonię za kolejnym). Pasja bycia w bezpiecznym kobiecym kręgu, gdzie daję z siebie 110% każdego dnia, przywróciła mi dziecięcy błysk w oku.

30 lat nie wiem co robic w zyciu30 lat nie wiem co robic w zyciu

Mam 40 lat i nie wiem, co robić w życiu

Pewnie czeka mnie taka realizacja. Ale wiem, że to normalne! Redefiniujemy się praktycznie codziennie.
Ja też.
Ty Też.
I wiem, że na 40. urodziny, też zadam sobie to pytanie: „Co dalej?”.
I wiem, że rękodzieło przyjdzie mi z pomocą.
W Oplotki dzieje się tyle, że nie wiem, czy będzie to koronka klockowaszydełko, punch needle, haft, czy tkactwo ;)).
Wiem jednak, że niespieszne godziny sam na sam ze sobą, z robótką w dłoni, to będzie moje narzędzie prowadzące do najlepszych odpowiedzi. Najcelniejszych, bo wypływających ze mnie, ze środka.

nie wiem, co robić w życiu

Wierzę, że Ty też masz wszystkie odpowiedzi w sobie. Daj sobie tylko prawo do nich dotrzeć.
Wierzę, że rękodzieło, którym zarażamy na co dzień w OPLOTKI to świetne narzędzie do tworzenia przestrzeni wewnętrznej ciszy, otwartości i gotowości, by pytać i słuchać TWOICH własnych odpowiedzi.
Nie tych, które podpowiada hałaśliwy świat wokoło, ale tych, które ciągle tam były, są i będą po cichutku. Zawsze.

Masz je w sobie, odważ się tylko tam zajrzeć – tam głęboko. Przypomnij sobie tę frajdę zatracania poczucia czasu. Pozwól językowi wyjść na zewnątrz, gdzieś w kącik ust. Złap się na minie przedszkolaka, który rysuje pierwszą literkę. Nowa technika rękodzieła, nowa umiejętność, skill, który otwiera na nieznane, może przyjść z wielką pomocą 🙂

jak znaleźć sposób na siebiepomysł na siebie

Życzę Ci tego z całego (przepełnionego miłością do rękodzieła) serca.

Znajdź tę pasję!
Masz ją w sobie!

PS. Piszę i piszę. Książka nie pomieściła powyższej refleksji (puchnie w zastraszającym tempie, bo kusi, żeby upchnąć w niej wszystko, czym chcę się z Tobą podzielić), ale po prostu musiałam… Także ten. Więcej na łamach. Już niedługo.
Tymczasem śmiało pisz, jeżeli to, o czym mówię, dotknęło czegoś w Twoim środku.

agnieszka@oplotki.pl

 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.