Tag Archive for: inspiracja

Warsztaty rękodzieła – jak to zrobić 

„O-plotki to plotki przy oplataniu…” – tak tłumaczę wszystkim, skąd wzięła się nazwa tego rękodzielniczego ekosystemu wzrostu. Jak się domyślasz, początek działalności to właśnie takie twórcze spotkania przy rękodziele, to wlaśnie warsztaty rękodzieła.

Jako że już od dłuższego czasu niezmienna formuła takich spotkań po prostu się sprawdza, postanowiłam podzielić się tym patentem na udane warsztaty rękodzieła.

Posłuchaj podcastu: Jak zorganizować warsztaty rekodzieła? Od czego zacząć?

Kilka fundamentów pod dobre warsztaty rękodzieła

Wydawać by się mogło, że przeprowadzenie spotkania, którego celem jest przekazanie wiedzy z zakresu np. nauki podstawowych splotów szydełkowych bądź wykonania ceramicznego kubka to rzecz oczywista. Ale im dłużej zaczynamy się nad tym zastanawiać, im bardziej „fachowo” chcemy podejść do tematu, tym więcej pytań pojawia się po drodze. Dlatego wszystko to, co przychodzi mi do głowy na temat prowadzenia warsztatów rękodzieła, ułożyłam w tematyczne bloki.

Grafika zachęcająca do przeczytania wpsiu blogowego. Napis: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła i zdjęcie różnych przedmiotów wykonanych szydełkiem

Jeszcze jedna notka warta wspomnienia…

Moje doświadczenie zbudowałam na podstawie kilku lat prowadzenia warsztatów z zakresu podstaw szydełkowania, dlatego jeżeli tworzysz w innej technice, warto przefiltrować te informacje i spojrzeć na nie pod kątem specyfiki danej dziedziny rękodzieła.

Grafika zachęcająca do przeczytania wpsiu blogowego. Napis: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła i zdjęcie malujących dzieci

Cel Twoich warsztatów

Zanim ruszysz na podbój social mediów, by promować swoje warsztaty rękodzieła, i zanim zaprosisz pierwszych uczestników, zastanów się, co jest celem takiego spotkania.

Czy chodzi o miłe spędzenie wspólnego czasu wolnego (bo np. pracujesz na etacie i szukasz rozrywki, poszerzenia grona znajomych lub po prostu miłej odmiany), czy może celem warsztatów jest zbudowanie stabilnego dochodu z Twojej działalności rękodzielniczej?

A może jest to jednorazowe wydarzenie charytatywne np. dla WOŚP lub akcji „Tęczowy Kocyk”?

Nie zaskoczę Cię, ostrzegając, że Twoja komunikacja w kierunku potencjalnych uczestników będzie zupełnie inna w każdym przypadku.

Jeżeli warsztaty rękodzieła to dla Ciebie forma regularnej działalności zarobkowej, przyda się solidne spotkanie z planowaniem miesięcznego budżetu i konkretne przyjrzenie się sposobowi, w jaki wyceniasz swoje usługi. Niestety bardzo często obserwuję twórców, którzy „dokładają” do interesu, ponieważ na samym początku nie przekalkulowali wszystkich kosztów prowadzenia warsztatów. (Pracujemy nad tym w oplotkowym kursie: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku )

Jasne komunikowanie, z czego wynika cena danego warsztatu (np. jakość materiałów, które czekają na uczestnika, Twoje doświadczenie, fakt, że działalność jest legalna i odprowadzasz podatki od swoich warsztatów), sprawia, że potencjalny uczestnik inaczej postrzega wysoką cenę, niż w przypadku, kiedy żądasz kosmicznej kwoty za towarzyskie spotkanie przy kawie.

Czas – to nie tylko same warsztaty rękodzieła

Zastanów się, jak wyceniasz swój czas. Najczęściej popełnianym błędem podczas organizacji warsztatów zarobkowych jest przeszacowanie dochodu właśnie ze względu na przeoczenie czynności związanych z warsztatem, które pochłaniają dodatkowe zasoby czasowe.

Wydawać by się mogło, że 3-4 godziny twórczego spotkania to wyczerpujący czas, ale jednak opłacalny, jeżeli odpowiednio wycenimy udział każdego z uczestników. Nic bardziej mylnego. Zauważyłam, że twórcy, z którymi rozpoczynam współpracę, najczęściej zapominają o:

a) wycenie czasu, który poświęcają na przygotowanie scenariusza warsztatu,

b) środkach potrzebnych na promocję / zebranie grupy warsztatowej,

c) zamawianiu materiałów / czekaniu na paczkę / przygotowaniu zestawów dla każdego uczestnika,

d) kwestiach księgowych (podanie danych do przelewu lub kwestia organizacji formy rezerwacji miejsc na warsztaty, obsługa zwrotów, ewentualnego odwołania warsztatu),

e) komunikacji z osobami zainteresowanymi (odpowiadanie na maile, telefony, odwołanie warsztatu lub zmiana terminu),

f) powarsztatowa obsługa uczestników (często pojawiają się dodatkowe pytania, chęć dokupienia materiału, polecanie miejsc, gdzie można zaopatrywać się w materiały itd.).

Mogłabym wymieniać bez końca, ponieważ każda technika rządzi się własnymi prawami i do powyższego zestawu dołożyć należy np. sprzątanie pracowni, wypalanie ceramiki, dojazd do wynajętej pracowni lub kafejki itd.

Każda z tych czynności sprawia, że koszty prowadzenia warsztatu rosną.

Miejsce odpowiednie pod warsztaty rękodzieła

To kolejna ważna kwestia, która często ignorowana jest przez prowadzących warsztaty. Najczęściej zakładamy, że warsztat po prostu „się odbędzie”, zapominając, jak ważne jest zaplanowanie odpowiedniej lokalizacji.
Sama przyznam, że warsztaty szydełkowania są pod tym względem mocno uprzywilejowane. Bardzo często wybieram kafejkę mieszczącą się w okolicy najczęściej wskazywanej przez nasze fanki, pytam wprost podczas warsztatów, jakie restauracje i kafeterie polecają lub po prostu lubią odwiedzać. Wystarczy, że skontaktuję się z właścicielem i zarezerwuję stolik, ustalając wcześniej konkretne warunki takiej współpracy, i właściwie nie muszę się wybitnie martwić o własną pracownię.

Są jednak techniki rękodzieła, które ze względu na przepisy sanitarne nie mają racji bytu w miejscach, gdzie podaje się jedzenie (choćby biżuteria miedziana – warsztat, podczas którego używa się odczynników chemicznych, na których obecność w restauracji czy kafejce nie może pozwolić sobie żaden rozsądny właściciel).

W takim przypadku organizator warsztatu jest w nieco trudniejszej sytuacji i musi kalkulować koszt wynajęcia sali warsztatowej bądź biura coworkingowego. Może również pomyśleć o jakiejś formie barteru lub gościnnej wizycie w zaprzyjaźnionej pracowni rękodzieła.

Tutaj warto zapamiętać, że brak własnej pracowni nie sprawia, że prowadzenie warsztatów jest niemożliwe. Pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że taka „wymuszona mobilność” może pozwolić na solidne zbadanie rynku, ZANIM podejmie się decyzję o kosztownej inwestycji lokalowej.

Materiały niezbędne do warsztatu

Przechodzimy do bardziej oczywistych aspektów, które wpływają na sposób prowadzenia, a co za tym idzie – promowania warsztatów.

Warto na samym początku określić, czy uczestnicy przychodzą z własnymi materiałami, czy to Ty je zapewniasz jako organizator. Wbrew pozorom nie jest to takie oczywiste. W dobie konkurencji ceną (niestety) i smutnego „wyścigu do dna” wielu organizatorów warsztatów sztucznie zaniża cenę, każąc później uczestnikom dokupować materiały niezbędne do skorzystania z samego warsztatu. 

O ile ta praktyka – jak się domyślasz – prowadzi donikąd, niestety ciągle jest stosowana (zwłaszcza przez osoby początkujące, które w akcie swoistej desperacji zebrania grupy uczestników uciekają się do – w ich opinii – jedynego argumentu, czyli ceny warsztatu.

Jeżeli myślisz o stabilnym dochodzie płynącym z warsztatów rękodzieła, to nie zaskoczę Cię wieścią, że taka strategia nie ma sensu. Warto jednak zadbać o to, aby jasno komunikować, jakie materiały zostaną na takim warsztacie zapewnione, a które będzie można na przykład dokupić na zapas, jeżeli ktoś będzie zainteresowany.

Warto jasno określić, czy jakiekolwiek materiały mogą podlegać modyfikacji lub czy uczestnik ma prawo wyboru (np. koloru włóczki w przypadku warsztatów szydełkowania).

Warto również przygotować się na pytania o możliwość przybycia na warsztat z własnymi materiałami, nawet jeżeli jasno komunikujesz, że będą one wliczone w cenę warsztatu i zapewnione dla każdego z uczestników.

Finanse czyli o kosztach raz jeszcze

Po tym jak określisz cel warsztatów i odpowiesz sobie na pytanie, czy to forma „dorobienia” do etatu, czy może jednak plan na stałe zarobki i rozwój w zakresie danej techniki – nie zdawaj się na przeczucia. Warto solidnie zbadać rynek i sprawdzić, czy przypadkiem Twój warsztat nie jest oferowany przez innych twórców. Wtedy jedyne, co pozostaje, to sprawdzić ceny obowiązujące na rynku i zastanowić się, czy warto konkurować, czy lepiej pomyśleć o nowym scenariuszu warsztatu, innym temacie lub choćby innych godzinach przeprowadzania warsztatu.

Przemyśl, jaką wartość dajesz potencjalnym uczestnikom i dopiero na tej podstawie wyceniaj swój warsztat.

=Ale to nie koniec!=

Polecam przekalkulowanie wszystkich kosztów (o wielu pisałam w poprzednich punktach) w bezlitosnym excelu. Taki arkusz kalkulacyjny pozwoli przeliczyć wszystkie wydatki, czas i realne minimum zarobkowe, co ułatwi przełożenie wytycznych na ilość i cenę warsztatów (oraz liczbę minimum uczestników, aby taki warsztat był opłacalny).

W oplotkowym kursie: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku, znajdziesz taki specjalny kalkulator. Jest również dostępny w zestawie materiałów z Ebookiem: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła?

=Ale to jeszcze nie wszystko…=

Pamiętaj, że powyższe podstawy to zaledwie szkielet warsztatowego know-how. I nie! Nie chodzi o to, że najczęściej pomagam Ci zaprojektować takie warsztaty w najdrobniejszym szczególe podczas konsultacji indywidualnych lub pracujesz nad tym samodzielnie podczas epickiego kursu: Prowadź Warsztaty rękodzieła po Mistrzowsku.

Chodzi o jeszcze jeden ważny punkt, który z pewnością jesteś w stanie przepracować samodzielnie!

Na warsztat rękodzieła przyciągasz nie tylko techniką, tematem, materiałami najwyższej jakości. Przyciągasz też SOBĄ!!!

Twoja autorska metodologia, Twoja osobowość, fakt, że czujesz, że nie pracujesz poniżej Twoich oczekiwań finansowych, fakt, że warsztaty dają Ci satysfakcję – to wszystko sprawia, że uczestnicy chcą wracać, polecać Cię dalej, chwalić się w social mediach udziałem w Twoim wydarzeniu.

Pomyśl o tym zwłaszcza podczas wyceny warsztatu.

Pamiętaj, że za rok lub dwa od ukończenia warsztatu uczestnicy zapamiętają tylko emocje, wrażenia, czy im się podobało, czy też nie. Raczej nie będą pamiętać ceny warsztatu.

Zadbaj o to, aby cena była adekwatna do wartości tego doświadczenia, a wróżę Ci powodzenie w Twoim warsztatowym przedsięwzięciu.

Jeżeli temat prowadzenia warsztatów to coś, co Cię interesuje – zerknij również do tych wpisów:

Warsztaty rękodzieła dlaczego warto?

Oplotki Pop-Up pracownia rękodzieła

Jak nauczać rękodzieła na warsztatach?

Jeżeli czujesz, że warto dodać jeszcze jakieś informacje w tym tekście – śmiało pisz: agnieszka@oplotki.pl

Mam nadzieję, że z odwagą podejdziesz do prowadzenia warsztatów i podzielisz się Twoją rękodzielniczą wiedzą ze światem!

Jeżeli chcesz dołączyć do grona nieziemskiej ekipy rękodzielniczek prowadzących warsztaty po mistrzowsku, koniecznie wskocz na stronę kursu: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku

Jeżeli nie wiesz, czy już masz w sobie gotowość do kursu – zawsze możesz zapisać się na listę osób zainteresowanych prowadzeniem warsztatów po pro-tipy i materiały w tej tematyce:

Podglądaj też grafik warsztatów na naszej stronie:

https://oplotki.pl/warsztaty-stacjonarne/

i social mediach:

Facebook Oplotki

Instagram Oplotki

YouTube Oplotki

Linked In Oplotki

TikTok Oplotki

Pinterest Oplotki

A przede wszystkim zapisz się na oplotkowy newsletter – to w nim dzielimy się zawsze pierwszymi informacjami i przeciekami.

Będzie się działo!


Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

przeczytaj książkę

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

 

 

Przyznaję: nie jestem ekofreakiem, jednak uczę dzieci, ile mogę przykładem i sama nawet w swojej marce inkorporuję less waste, gdzie się da. Ale…

<Rozmawiałam o tym niedawno z najbliższymi przyjaciółmi: mam nieodparte wrażenie, że Ziemia – zupełnie jak matka – mówiła do nas grzecznie, powtarzała stanowczo, czasem nawet podniosła wrzask i przetoczyła rozwścieczona huraganem przez salon, ale nie słuchaliśmy.

Musiała zabrać nam zabawki, żebyśmy w końcu spojrzeli jej w oczy.

Nie musi nawet nic więcej mówić. Ta głośna cisza chyba w końcu uzmysławia nam, że tych konsekwencji będzie więcej.

To mądra matka. Ona wie, że nie potrzebuje karać. Konsekwencje nauczą nas wiele więcej.

Wiesz, w całym tym szaleństwie czułam się winna.

Obłęd!

Czułam się winna, że się cieszę.

Oczywiście nie z powodu samego wirusa, ale cieszę się, że w końcu mogę być z moją rodziną 24/7 bez tej walki o wydzieranie każdej wspólnej godziny ze szponów rzeczywistości, obowiązków większych i mniejszych. W końcu w darze od codzienności dostanę ciepłe ciało męża obok mojego (zamiast jego pobudki około 5:00, którą zazwyczaj przesypiam), w końcu tuptające o świcie do naszej sypialni zimne bose stópki starszaków (6- i 4-latka) będą grzały się pod moją kołdrą, aż burczące brzuchy nie wyciągną nas do kuchni na WSPÓLNE, POWOLNE śniadanie.

Bez ponaglania, bez pospieszania, bez tego ciągłego ciśnienia, że coś musisz, trzeba i to JUŻ. Nagle te proste chwile niewarte naszej uwagi stały się tak cenne tylko dlatego, że w końcu widzimy, jak mogą być ulotne.

Mam wrażenie, że tę lekcję odrobiłam już jakiś czas temu. Wtedy, kiedy pierwszy raz zostałam mamą i zmieniłam kierunek zawodowy o 180 stopni właśnie po to, aby świadomie czerpać garściami z hojnej obfitości takich chwil.

Długo jednak czułam, że mój mąż nie miał tego przywileju.

I BUM. Wirus. Zamknięte szkoły i przedszkola = nasza decyzja (męża pracodawca oficjalnie jeszcze na to nie pozwala, ale pewnie lada chwila tak będzie „z nakazu”) = WSZYSCY zostajemy w domu. Tzn. ZMUSZAM go do pracy zdalnej.

Ja nie odczułam bardzo mocno tej zmiany, bo sama na co dzień pracuję online (to była świadoma, choć pracochłonna decyzja już kilka lat temu, aby być obecną mamą trójki dzieci zamiast architektem na wiecznej smyczy klientów). Szpagat między zasmarkanym noskiem a pilnym spotkaniem to dla mnie nie pierwszyzna.

praca zdalna oplotki

Byłam jednak zdruzgotana rzeczywistością mojego męża. Praca (czyt. 8 h w biurze plus średnio 1,5 h na dotarcie i powrót) nagle zamieniła się na (dokładnie takie samo) klikanie z domu.

Uśmiechasz się pewnie pod nosem.

Ja też się uśmiechałam, dopóki mnie nie uderzyła ta myśl.

Przecież on w domu opowiadał, jaki jest wykończony pracą (a w pracy pewnie narzekał na ogrom obowiązków w domu, choć w rzeczywistości robił przestrzeń na thriatlonowy trening, he, he), ale kiedy zobaczyłam, jak ta praca w rzeczywistości wygląda…

OLŚNIŁO MNIE!

Przecież to praca taka jak moja! Może nawet nie taka trudna, bo wyrabiał się w domu w jakieś 4-5 godzin z zadaniami przeznaczonymi na 8. Pewnie troszkę odpadło tych lunchów, kawusi i „przewietrzania”, żeby nie bolały plecki, oczka ;).

Tylko że oprócz pracy to JA czuję się odpowiedzialna za całą resztę rodzinnej logistyki i „ogarniam”. I żeby była jasność: przez „ogarniam” nie rozumiem tego, że tyram cykl pranie-sprzątanie-obiady (zakładam, że ten PRL jako kobiety mamy już za sobą). Raczej to, że bez mojego nakazu nic się nie dzieje.

Logistyka domowego ogniska to ciągle, niestety, jeszcze MOJA odpowiedzialność. Za to “pomaganie” trzeba nagradzać, bo jak nie to foch i „sama sobie myj ten kibel”.
No dobra, może trochę mnie poniosło (he, he), ale rozumiesz, o czym piszę? Taka decyzja na przykład o pani, która wpada, żeby posprzątać raz w tygodniu, i tak raczej wynikała z mojej inicjatywy, chociaż to jego miała odciążać. Po ludzku: wolałam mieć faceta do domowej rozmowy, zamiast szorować podłogi w tych strzępach czasu, które mamy dla siebie wspólnie.

Czy ON przetrwa tę presję? Już teraz blady jak ściana narzeka na ogromny stres związany z pracą z domu (“A co, jak Tomuś wejdzie do pokoju w trakcie mojego spotkania online?!”).

I BUM. Tu mogłabym włączyć feministyczną płytę itp. Pokazywałabym pewnie, jakie to my silne, oni słabi, jak my sobie radzimy, oni nie, jak to dobrze im teraz i mają nauczkę.

Przyznaję: trochę sobie poużywałam w ten deseń. Ale po (dłuższej) chwili do mnie dotarło.

To dla nich RZECZYWISTY stres!

Kiedy kobieta przeprosi, że synek wtargnął na spotkanie grupy projektowej, każdy jakoś wpada w myślowe koleiny: och, jaka dzielna kobieta, tak dobrze żongluje tymi rolami matki-profesjonalistki jak prawdziwa bohaterka! Zresztą takie akcje w moim biznesie są na porządku dziennym i wręcz traktuję je jako nieodłączny element pozycjonowania.

Ale ciekawe, co tam sobie myślą korpokumple (najczęściej bezdzietni wyjadacze w fit ciałach obleczonych w sztywne kołnierzyki), kiedy ich równie profesjonalny na co dzień kolega nagle jest również ojcem, mężem, RÓWNORZĘDNYM domoogarniaczem, a nie hołubionym za wyniesione śmieci okazyjnym pomagaczem???

I nagle do mnie dotarło.
Podczas gdy empowerment kobiet przetacza się wielką falą przez naszą rzeczywistość, mężczyznom coraz trudniej jest się w tym wszystkim odnaleźć.

Podczas gdy my bierzemy udział w tej naszej małej wielkiej cyfrowej rewolucji, umożliwiającej nam bezszwowe łączenie roli mamy, przedsiębiorczyni, kobiety, żony (i pewnie jeszcze jakiejś setki innych), prowadzimy sobie z coraz większym powodzeniem te online biznesy…

…oni najczęściej jeszcze ciągle mentalnie tkwią w jedynej znanej im definicji sukcesu: „Fura, skóra, komóra”. I może choć teraz to jest bardziej: “Dobrze zarabiaj – trenuj thriatlon/bieganie/crossfit/czy-co-tam-teraz-modne-w-korpolandzie – pokazuj siłę/kontrolę/jak-ja-to-ogarniam-zagraniczne-wczasy-najlepsze-szkoły-dla-dzieci-i-pakiet-modnych-zajęć-dla-całej-rodzinki”, to jednak ciągle jest to ten sam model sukcesu, co zawsze.

 Taki, w którym nie mieści się coś takiego jak:

– zdecyduj, żeby zarabiać mniej, ale mieć CZAS dla rodziny;
– bądź gotów odpuścić w pracy, żeby po prostu zająć się małym chorym dzieckiem, bo chcesz wspierać żonę w jej zawodowej drodze;
– zrób miejsce na spontaniczny spacer tylko dlatego, że córka poprosiła;
– bądź aktywny. Dla siebie nie dla kolejnego medalu / instafoci / świętowania, że urwałeś pół minuty więcej niż kumpel z personalnym trenerem;
– brak wyścigu;
– zaglądanie w SWOJE potrzeby, SWOJE cele, SWOJE DEFINICJE SUKCESU.

definicja sukcesu oplotki

My mamy całe plemię kobiet, które poklepie po plecach za to, że szukasz własnej definicji sukcesu w takim balansie między pracą a rodziną, jaki dla CIEBIE jest odpowiedni. Bo my, kobiety, potrafimy o tym po prostu pogadać.

ONI NIE POTRAFIĄ. 

I tak. Możemy sobie usiąść i pomyśleć: to teraz mężu MASZ! Nauczysz się, jak to kobiety przez lata miały pod górkę! W tym ciągłym rozkroku między ambicjami zawodowymi i rodzinnymi! Możemy w końcu ukarać tego swojego męża za tych wszystkich, którzy w naszej drodze robili wiecznie pod górkę.

Możemy!

Ale możemy też wykorzystać ten wspólny przymusowy wirusowy czas na to, aby POROZMAWIAĆ.
supermoc kobiet oplotki

Podzielmy się tą naszą kobiecą supermocą, którą trenuje w nas społeczeństwo od małego. Tą supermocą, która w momencie największej próby (tak, mówię o macierzyństwie) pozwoliła nam przedefiniować się na nowo.

EMPATIA. ROZMOWA. POMOC. Elastyczne podejście do rzeczywistości i chęć kreowania jej dla siebie na nowo według SWOJEJ definicji.

Zapytałam więc (choć z wielkim strachem), co jest dla niego najważniejsze.

I wiesz co?

Dokładnie to samo, co dla mnie.

Tylko trochę inaczej nas wychowywano.

wykorzystaj czas oplotki

Może wykorzystajmy ten darowany wspólny czas, żeby po prostu pogadać z naszymi facetami o tej zawodowej i mentalnej rewolucji kobiet, w której oni też mogą wziąć udział. I to jako w pełni męscy mężczyźni. W pełni odnoszący sukces mężczyźni. 

Pogadajmy o naszych indywidualnych celach.

I tych wspólnych też.

Może ten wirus to dla nas prezent od Matki Natury…?

Takie wiesz, brzydkie puzzle, które są trochę za trudne na nasz wiek, ale po kilku latach staną się najcenniejszą zabawką edukacyjną.
Może się okazać, że nasi panowie rozumieją sukces dokładnie tak jak my (mówię tu o takim indywidualnym balansie między rodziną a ambicją), tylko społeczeństwo kazało im czuć się niepełnym facetem, kiedy nie koszą po drodze kokosów kosztem pielęgnowania wrażliwości i tej dzikiej radochy z małych pięknych chwil.

Może ta nasza wspólna mądra MATKA stworzyła nas bardziej podobnymi, niż nam się wydaje? Tylko my tak sobie jakoś słabiutko te zabawki po drodze wybieraliśmy, że coraz trudniej było nam się bawić wspólnie?

bądźcie ze sobą oplotki

Może ten wirus i ta cała kwarantanna to taki czas, kiedy MATKA w swojej mądrości wrzuca te zabawki do kosza, zamyka w jednym pokoju, aż w końcu przytulimy się jak dzieci? Tak bez podtekstów, bez ukrytych interesów, tak w wielkim poczuciu, że więcej nas dzieli niż łączy?

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

7 RZECZY, O KTÓRYCH WARTO WIEDZIEĆ, ZACZYNAJĄC DZIAŁALNOŚĆ ZAROBKOWĄ NA BAZIE RĘKODZIEŁA

No dobra – masz umiejętności, które skłaniają Cię do rozpoczęcia działalności zarobkowej. Możliwe, że masz już nawet kilka gotowych produktów. Może nawet masz już profil na Facebooku lub Instagramie i roztaczasz wizje, jak to by było fajnie, zamienić swoje hobby w regularną pracę zarobkową.

Zaczynasz nawet powoli budować stronę internetową i ruszasz na podbój świata.

Świetnie!

Niestety tutaj zazwyczaj kończy się wiele opowieści o markach handmade…

W zderzeniu z rzeczywistością prowadzenia działalności, która – bądźmy szczerzy – nie zawsze jest łatwa, wiele marek handmade po prostu „odpada”.

Jak się domyślasz, niekończące się listy zadań sprawiają, że powoli zajmujesz się wszystkim innym niż rękodzieło… I tak toniesz w codzienności.

Dlatego postanowiłam podzielić się kilkoma kluczowymi rzeczami, o których warto pamiętać, rozpoczynając rękodzielniczą działalność.

WYCENIAJ SWOJE PRACE Z MYŚLĄ O ZYSKU

Nie sprzedawaj poniżej kosztów! Wiem, że wiele z nas znajduje lub znajdowało się w punkcie, gdzie desperacko potrzebuje zarobku. Niestety zaniżanie cen z nadzieją, że to przekona klientów do zakupu to wyścig „do dna”. Takie podejście szybko wyczerpie Twoje zasoby energii i budżet. Nie tylko Ty będziesz doświadczać nieprzyjemnego poczucia bycia niedocenianym. Twoi klienci też będą postrzegać Twoje produkty jako mniej wartościowe, jeżeli będą miały podejrzanie niskie ceny.

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Polecam Ci skorzystać z mojej wideo serii na temat wyceny rękodzieła, która niewątpliwie utwierdzi Cię w przekonaniu, że nie warto zaniżać cen, ale też warto uwzględnić wiele czynników, których prawdopodobnie nie brałaś dotychczas pod uwagę.

DOŁĄCZ DO GRUPY, KTÓRA BĘDZIE CIĘ WSPIERAĆ

Może to i frazes, ale jakże prawdziwy: razem łatwiej! Dołącz do grupy lub sama stwórz grupę osób o podobnych celach biznesowych, co Ty. Będziecie mogli się wspierać i motywować we wspólnym rozwoju. Zapewne wzajemne rady, rekomendacje, lekcje pomogą Wam szybciej się rozwijać. Dodatkowo w wielu przypadkach jesteście w stanie np. negocjować różne zniżki (np. na materiały, lokalizacje warsztatów itp.)

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Dodatkowo nieocenionym wsparciem okazuje się choćby sama świadomość, że masz się do kogo zwrócić w trudnej sytuacji.

DELEGUJ ZADANIA

Zanim utoniesz w morzu zadań z niekończącej się listy “do zrobienia”,  zastanów się, czy rzeczywiście wszystko warto robić samodzielnie. Jeżeli czujesz, że księgowość to Twoja pięta achillesowa, nie próbuj na siłę udowadniać sobie i światu, że dasz radę. Zamiast tego poszukaj wprawnej księgowej, która pomoże Ci w tej kwestii. To naprawdę nie kosztuje majątku, a może Ci „kupić” ogrom czasu.

To nie wstyd korzystać z pomocy!

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Pomyśl, co się stanie, kiedy otrzymasz duże zamówienie? Czy Twoje „moce przerobowe” będą w stanie podołać mu bez pomocy? Dobrze mieć pomocne dłonie w swojej drużynie, zanim jeszcze rozegrasz ważny mecz. Nie testuj rezerwy  w wielkim dniu, ale wspólnie uskuteczniaj treningi na co dzień.

KORZYSTAJ Z MOCY SIECI WSPARCIA

Jako właściciel przedsiębiorstwa myśl wartością. Jeżeli Ty jesteś w stanie komuś w czymś pomóc, zapewne taka osoba zechce w jakiś sposób odwdzięczyć się w przyszłości. Nie namawiam oczywiście do pracy ponad siły, ale jeżeli wiesz, że możesz w jakiś sposób wyświadczyć komuś nieobciążającą Cię przysługę – WARTO. Dzięki temu budujesz sieć kontaktów i relacji biznesowych, które procentują w długiej perspektywie.

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Pomyśl, może używasz materiałów, które dla kogoś są formą odpadu? Kartonowe opakowania lub folia bąbelkowa to częsty kłopot małych przedsiębiorców, ale Tobie mogą się przydać, bo na przykład używasz ich podczas pakowania swoich prac lub warsztatów. Świetny przykład, jak rozwiązując czyjś problem z odpadami, sama możesz skorzystać na bezpłatnych materiałach.

Szukaj tego typu współpracy zwłaszcza na początku, kiedy każda zaoszczędzona kwota może stać się „być, albo nie być” dla inwestycji w Twój rozwój.

DOKŁADNIE LICZ

I uwierz mi – pisze to osoba, która nie znosi księgowości i budżetowania, a osobiście oddaje kalkulację domowego budżetu mężowi (och, jak on kocha Excela!).

Niestety MUSISZ nauczyć się kalkulować albo – mówiąc prościej – obliczać opłacalność danych aktywności. Bez tego nie jesteś w stanie planować, rezygnować z niedochodowych działań lub po prostu odkładać pieniędzy i inwestować ich w rozwój.

No, chyba że Twoje rękodzieło to tylko kosztowne hobby, a nie biznes.

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Wiem, nie jest to może najbardziej rozrywkowa część Twojego biznesu, ale jednak to finanse pozwalają na „rozrywki”. Kiedy jesteś spokojna o stabilne dochody, łatwiej Ci będzie o kreatywny flow bez martwienia się, czy starczy na kolejną porcję rękodzielniczych materiałów, aby wdrożyć w życie ostatni pomysł na produkt.

NIE ZRAŻAJ SIĘ 

Jako przedsiębiorca wieeele razy usłyszysz „NIE”.

Nie traktuj braku zamówień osobiście. To nie jest atak na Twoją twórczość. Zanim staniesz się sensacją, minie trochę czasu. Zazwyczaj związany jest on z ciężką pracą, aby dotrzeć do idealnych klientów.  Paradoksalnie w czasie świetnej dostępności coraz trudnej jest walczyć o uwagę odbiorców, a coraz łatwiej zginąć w szumie informacyjnym. Warto uzbroić się w cierpliwość i przyjmować wszelką krytykę z dużą dozą wdzięczności! Tak! To dzięki krytyce możesz ulepszać swoją ofertę i profesjonalizować swoje usługi!

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

NIE REZYGNUJ, ODPOCZNIJ

Prowadzenie własnej działalności to raczej maraton niż sprint. Warto uzbroić się w cierpliwość i zadbać o sposoby na ładowanie baterii. Kiedy czujesz, że jesteś u kresu wytrzymałości, po prostu ODPOCZNIJ. To na pewno ułatwi Ci drogę w dłuższej perspektywie. Planuj odpoczynek w krótkiej i długiej strategii rozwoju: od rezerwacji rodzinnego urlopu po planowanie, kiedy w ciągu dnia zrobisz sobie 15-minutową przerwę na ulubioną kawę.

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Pamiętaj, że Twoja Rękodzielnicza Firma to TY (przynajmniej na początku), i jeżeli planujesz sukces, nie możesz pozwolić sobie na wypalenie już na samym początku. Dlatego pamiętaj o wycenianiu swojego czasu, usług i produktów w zgodzie ze sobą.

Jeżeli  przyda ci się wsparcie w tym zakresie – wskakuj po wideo serię „Jak wycenić rękodzieło”.

Znajdziesz ją tutaj >>

Trzymam kciuki za Twoją działalność rękodzielniczą.

Agnieszka

MASZ DOSYĆ NARZUCONYCH DEFINICJI SZCZĘŚCIA?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

 

O prowadzeniu warsztatów rękodzieła

Krótka ściąga z pytań, na które musisz sobie odpowiedzieć, zanim zaczniesz prowadzić warsztaty rękodzieła. 

NARZĘDZIA I MATERIAŁY

  • Jakich narzędzi potrzebujesz i czy łatwo je transportować na miejsce warsztatu?
  • Czy każdy z uczestników potrzebuje oddzielnego zestawu narzędzi, czy mogą korzystać z kilku wspólnych?
  • Jak kosztowne są takie narzędzia?
  • Czy zainteresowani przyjdą na warsztaty rękodzieła ze swoimi materiałami (mają związane z tym nawyki, przyzwyczajenia), czy to Ty zapewniasz im odpowiednie materiały?
  • Czy materiały na warsztaty rękodzieła musisz zamawiać z dużym wyprzedzeniem, czy masz na to potrzebne środki finansowe?
  • Czy jakość materiałów jest wystarczająca, czy wpłynie na efekty pracy lub stopień opanowania danej techniki?
  • Czy uczestnicy mają wybór materiałów (np. kolor włóczki na warsztatach szydełkowania)?
  • Czy będzie możliwość dokupienia materiałów po warsztacie, aby kontynuować prace, jeżeli uczestnikom się spodoba?
  • Czy materiały potrzebują specjalnej przestrzeni albo sposobu przechowywania (czy masz je gdzie pomieścić, zanim zostaną zużyte w dniu warsztatu)?

MIEJSCE I CZAS

  • Ile przestrzeni potrzeba, aby przeprowadzić warsztaty rękodzieła (dla danej liczby uczestników)?
  • Czy potrzebny jest specjalny sprzęt (np. warsztaty makramowych kwietników wymagają odpowiednich stojaków/wieszaków i trudno je zmieścić w kafejce przy stole)?
  • Czy potrzebne są odpowiednio zabezpieczone stoły/blaty (np. warsztaty miedzianej biżuterii wymagają pracy z chemikaliami, które mogą uszkodzić delikatne powierzchnie)?
  • Ile czasu potrzeba na wykonanie danej pracy, czy uczestnicy kończą pracę na miejscu, podczas warsztatów, czy w domu?
  • Czy warsztaty rękodzieła są na tyle długie, że potrzebna jest przerwa?
  • Czy podczas warsztatu możliwe jest zapewnienie napojów, przekąsek?<o prowadzeniu warsztatów rękodzieła

BEZPIECZEŃSTWO

  • Jakie środki ostrożności będą wymagane, a jakie zapewnisz dodatkowo?
  • Czy potrzebna jest odzież/wyposażenie ochronne?
  • Czy pomieszczenie musi być w jakiś sposób wyposażone (np. gaśnice itp.)?
  • Czy uczestnicy będą potrzebowali instrukcji użycia narzędzi?
  • Czy narzędzia przeznaczone są dla uczestników w określonym wieku?
  • Czy jakaś część warsztatu jest zbyt niebezpieczna / wymaga osobistego nadzoru lub wcześniejszego przygotowania itp.?

o prowadzeniu warsztatów rękodzieła

WYMAGANE UMIEJĘTNOŚCI

  • Ile podstawowych umiejętności manualnych powinni posiadać uczestnicy warsztatów?
  • Czy warsztat jest przeznaczony dla zupełnie początkujących?
  • Czy jesteś w stanie zagwarantować, że każdy uczestnik wykona zadany temat?

I CO JESZCZE

Może się okazać, że Twoja technika wymaga dodatkowego sprzętu lub innego rodzaju przygotowania. Możliwe, że nie możesz skorzystać z gościnności np. kafejki (warsztaty szydełkowania – bez problemu, ale chemiczne wytrawianie biżuterii z miedzi – raczej nie). Spróbuj wtedy kreatywnie podejść do wyzwania. Może znajdziesz zaprzyjaźnioną pracownię rękodzieła lub odpowiednio przystosowane biuro coworkingowe?

PRZYGOTUJ PIERWSZY WARSZTAT

Jeżeli jesteś w stanie przygotować scenariusz, który jest maksymalnie prosty, nie wymaga kosztownych materiałów i wiesz, że możesz go bez większego wysiłku przetestować, to warto zacząć prowadzenie warsztatów właśnie od niego.

Podczas kolejnych warsztatów warto testować coraz bardziej zaawansowane scenariusze wymagające dedykowanych narzędzi, przestrzeni itp.

Pamiętaj, że sam warsztat to meritum, ale również „nie wszystko” – warto zadbać o promocję samego wydarzenia oraz opiekę „powarsztatową” nad uczestnikami.
Jeżeli nosisz się z zamiarem prowadzenia swoich warsztatów i masz w związku z tym jakiekolwiek pytania – pisz:

agnieszka@oplotki.pl

Jeżeli przyda Ci się poradnik PDF „Jak prowadzić warsztaty rękodzieła” Klikaj  ====> TUTAJ lub w poniższą grafikę

 

o prowadzeniu warsztatów rękodzieła

 

 

 

 

o prowadzeniu warsztatów rękodzieła

 

Social media dla rękodzielnika

Masz wrażenie, że od kiedy pracujesz nad swoim rękodzielniczym przedsięwzięciem, brakuje Ci wiecznie czasu?

Tutaj post na FB, tam nowa fotka na insta… A! I jeszcze jakieś instastory wypadałoby uskutecznić, żeby nie wypaść z rytmu.

Co zrobić, żeby być wszędzie (a raczej sprawiać takie wrażenie), a jednocześnie pracować nad tym, co najważniejsze – czyli rękodziełem?

Zebrałam garść przydatnych podpowiedzi, takich „z życia wziętych”, jak można bezkosztowo lub niskim kosztem “kupić” sobie czas, który ucieka nam przez social media.

Facebook

Zadbaj o swój prywatny profil! Bardzo często widzę, jak w grupach tematycznych twórcy rękodzieła prezentują swoje prace z poziomu prywatnego konta. Klikam w ich profil, a tu nic! Wystarczy prosty zabieg – wskazanie swojego fanpage’a w sekcji Praca. Niezależnie, czy użyjesz określenia właściciel czy pracuje w –każda nowa osoba, która będzie chciała odwiedzić Twój fanpage po tym, jak promujesz swoje prace z poziomu prywatnego profilu, będzie miała ułatwioną drogę.

Tylko to!

Niby banał, ale potrafi zwiększyć organiczny napływ nowych fanów w znaczący sposób. Warto podkreślić, że są to osoby autentycznie zainteresowane tym, co robisz (w końcu trafiły na Twój fanpage dosyć okrężną drogą, co wymagało nieco wysiłku).

Warto pamiętać, że do grup tematycznych można już dołączać jako “fanpage”, choć nie wszyscy administratorzy grup tolerują takich gości.

Ta sama wskazówka dotyczy profilu Twojej firmy na FB.

Nawet jeżeli Twoja aktywność jest znikoma, warto zadbać o sekcję Informacje oraz wszystkie podstawowe dane dotyczące Twojej firmy. Nawet bez dużego ruchu, ogromnej ilości postów czy wielkiego zaangażowania społeczności, warto zadbać, aby fanpage działał jak wirtualna wizytówka. Facebookowe profile jeszcze ciągle bardzo wysoko pozycjonują się w wynikach wyszukiwania.

Jeżeli tworzysz treści i planujesz postować regularnie, warto (banał) wykorzystać możliwość planowania. Ta opcja ciągle jest dostępna bezpłatnie, nie potrzeba żadnego zewnętrznego narzędzia, a po jakimś czasie można to zadanie spokojnie oddelegować.

Instagram

Oczywiście idealny wzrost zapewni regularne wrzucanie atrakcyjnych dla Twoich klientów treści, codzienne instastory, “lajwy” i interakcja ze społecznością.

Oczywiście!

Tylko to masa czasu i często tak mocno przeraża wizja tych wszystkich rzeczy, które TRZEBA robić, że finalnie nie robisz nic.

A gdyby tak wdrożyć plan minimum, który pozwoli Twojemu profilowi rosnąć zupełnie samodzielnie?!

Brzmi jak cudowna formuła, ale wcale nie jest jakimś cudownym wynalazkiem. To absolutne podstawy.

Sama stosuję tę taktykę, kiedy niedoczas lub aktualny projekt sprawia, że nie zaglądam na insta.

Otóż – podobnie jak w przypadku Facebooka – bio i 9 fot w feedzie. To wszystko!

A po ludzku: uzupełnij opis profilu z myślą o Twoim odbiorcy (nie Tobie) i dodaj choćby 9 zdjęć (znowu – z myślą o tym, co stanowi wartość dla Twojego klienta), aby konto nie straszyło pustką.

Nawet przy braku aktywności jest większe prawdopodobieństwo, że potencjalni klienci odwiedzą Twoją stronę / sklep / inne miejsce w sieci, niż kiedy Twoje konto nie istnieje.

Twitter

Potraktuj go jako miejsce, z którego ludzie czerpią newsy. Zastanów się, czy te treści, które produkujesz, są rzeczywiście warte podawania dalej? Jak są związane z Twoją marką?

Jeżeli jesteś na tej platformie strategicznie, a nie tylko prywatnie, to czy rzeczywiście wszystkie Twoje aktywności są takie potrzebne?

Może warto wybrać, kogo obserwujesz (by np. podawać dalej) oraz jak opisujesz swój profil (patrz: wskazówki z insta i z fejsa).

LinkedIn

To platforma, która ciągle jeszcze kocha B2B. A cóż znaczy ten magiczny skrót?! A no nic więcej, jak tylko „business to business”, czyli zero fotek z kotkiem, maksimum meritum Twojej działalności. Nawet mało będzie dobrze, o ile profesjonalnie i bez nachalnej sprzedaży. Wystarczy, że uzupełnisz swój profil, pokazując, “czym możesz służyć” innym, a w dużej mierze dasz się znaleźć.

Oczywiście, zaokrąglam troszkę strategię (bez aktywności ciężko liczyć na ogromne cuda), ale wartość prawidłowo uzupełnionego profilu, umiejętność zaprezentowania swoich usług i produktów w atrakcyjny sposób i odrobina pomysłu na swój wizerunek może zdziałać cuda. Jeżeli już posiadasz profil na tej platformie i coś tam od czasu do czasu publikujesz, lepiej przeznacz czas poświęcany na tę aktywność na zadbanie o swój profil.

Lista nie ma końca…

Oczywiście mogłabym tu wymieniać i wymieniać platformy: YouTube, Snapchat, TikTok… I tak bez końca. Ale chyba już „łapiesz” mechanizm.

Jeżeli czujesz, że dana platforma to miejsce, gdzie spędzają czas Twoi klienci rękodzieła, a Ty nie pałasz do niej wielką miłością, zadbaj przynajmniej o przyzwoicie uzupełniony profil. To absolutne minimum.

Dobra rada

Skup się na jednej platformie na raz. Pracuj nad nią tak długo, aż uznasz, że niektóre działania możesz zaplanować, zautomatyzować lub wydelegować. Dopiero wtedy szukaj kolejnej platformy, na której się skupisz. Wiem – nieodparte wrażenie, że konkurencja jest wszędzie, nie daje spać po nocach. Warto jednak skupić się na meritum, czyli Twojej twórczości.

Jeżeli dziś miałabym zaczynać od przysłowiowego zera, wybrałabym platformę PINTEREST.

To właśnie dlatego jej poświęcam najwięcej uwagi i publikuję najwięcej treści z tą właśnie platformą związanych. 

Opracowałam je w formie wideo tutorialu, bo dłuuugo by tutaj pisać o wszystkich zaletach.

Zapraszam Cię do pobrania tutaj >> 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

 

Udane warsztaty rękodzieła – o tym musisz pamiętać

Prowadzę warsztaty rękodzieła już od kilku lat i w tym czasie popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy, jakie mogłam popełnić…

Ale bez nich nie byłoby dzisiejszej świadomości, jak ważne są dla mnie te kreatywne spotkania w atmosferze twórczej rozmowy i niespiesznego manualnego tu i teraz.

Jeżeli Ty też zastanawiasz się, czy warto w takim formacie dzielić się swoją techniką, a strach przed gafą hamuje Twój zapał, ten tekst jest dla Ciebie.

TŁUMY NIE USTAWIAJĄ SIĘ W KOLEJCE PIERWSZEGO DNIA TWOJEJ DECYZJI

Może Cię zdziwię, ale świat nie oczekuje w zawieszeniu na Twoją decyzję o wyjściu z ukrycia, i niekoniecznie sprzyja Twoim zamierzeniom od samego początku. Należy przygotować Twoją społeczność na to, co nadchodzi.

Zanim zorganizujesz pierwszy warsztat, warto o tym mówić. I jeszcze raz mówić. Aby zebrać grupę, niewątpliwie trzeba poświęcić czas na informowanie o możliwości spotkania, jasno wyłuszczając szczegóły (np. gdzie, kiedy, na jakich zasadach).

A jeżeli nie masz społeczności? Warto zastanowić się nad sposobem docierania do osób, które będą zainteresowane Twoimi warsztatami.

WARSZTATY TO ŚWIETNA PROMOCJA

Tak, ale…

Oczywiście osobiste spotkanie z Tobą działa o niebo lepiej niż „tony” postów w social mediach, ale to nie jest „automatyczny” pewnik. Warto pamiętać, że dobre wrażenie będzie niosło się „pocztą pantoflową” jeszcze długo po samym warsztacie. Niestety, to samo dotyczy również rozczarowań i niedotrzymanych obietnic.

Warto kierować się strategią „nie obiecuj złotej góry, ale dowieź ze trzy” (ot, takie moje hasło). W myśl tej zasady jasno opisuję, czego uczestnicy mogą się na warsztacie spodziewać. Wyłuszczam cenę, zapewnione materiały, miejsce, czas warsztatu, wspominam, że w cenę wliczony będzie poczęstunek. Podczas samego warsztatu „dowożę” razy trzy.

6 błędów, których warto unikać, prowadząc warsztaty rękodzięła

Poczęstunek – to najlepsza kawa i ciacho, jaką można znaleźć w danej okolicy (często dużo czasu poświęcam na znalezienie odpowiedniego miejsca warsztatu – w przypadku warsztatów szydełkowania są to na przykład najczęściej polecane kawiarnie).

Materiały – oprócz tych obiecanych w opisie staram się dorzucić choćby niewielki gratis. Rozumiesz, do czego zmierzam? Kieruję się zasadą „pozytywnie zaskocz”. I wiem, że dzięki temu uczestnicy zechcą podzielić się wrażeniami ze znajomymi oraz polecić im taką formę rozrywki.

I owszem, jeżeli uczestnicy warsztatu są zadowoleni ze spotkania, tym chętniej kupują lub polecają Twoje produkty, ale nie dzieje się to automatycznie. Warto wprost poprosić o polecenie, dobre słowo, recenzję lub udostępnienie.

Pamiętaj, że taka forma promocji to nie tylko koszt materiałów i moment samego spotkania. To także czas!

Czas budowania napięcia i pozytywnej atmosfery przed warsztatem, ale także i po! Nawiązuj kontakt z zainteresowanymi, zachęcaj do udziału, odpowiadaj na pytania i rozwiewaj wątpliwości, a po warsztacie podtrzymaj relację. To pozwala na otwartą komunikację z Twoją rosnącą społecznością.

SPODZIEWAJ SIĘ, ŻE KTOŚ NIE DOPISZE LUB SIĘ SPÓŹNI

Nie traktuj tego osobiście, ale spróbuj zminimalizować ilość nieobecności. Warto poinformować o wszystkich technicznych utrudnieniach dla uczestników (o ułatwieniach tym bardziej warto wspominać).

Jeżeli jesteś w stanie wskazać dogodne, bezpłatne miejsce parkingowe, podpowiedzieć, jak dojechać np. komunikacją miejską, poradzić, jak się praktycznie ubrać, aby wygodnie uczestniczyć w warsztacie, poinformować, czy w miejscu, w którym się spotykacie, będzie ciepło, czy raczej chłodno – zminimalizujesz powody, dla których coś mogłoby pójść nie tak.

ZADBAJ O PLAN B

Zakładaj najgorszy scenariusz. Pomyśl, jak jesteś w stanie ubezpieczyć się na wypadek np. braku prądu, awarii sprzętu, rozlanej na stole kawy itp.

Na pewno warto zakładać, że np. dojazd na miejsce warsztatu może zająć Ci więcej czasu niż zwykle (poznańskie korki nie raz stawiały moje plany pod znakiem zapytania i duży zapas czasu pozwalał mi uniknąć spóźnienia), właściciel kawiarni może zapomnieć o rezerwacji, a ulewny deszcz może utrudnić schludny wygląd w dniu warsztatu.

Nie daj się zaskoczyć. Przewiduj nieprzewidziane. WARTO! Nikomu nie życzę poziomu stresu, który osiągasz, kiedy uczestnicy warsztatu dzwonią do Ciebie stojącej 20 metrów od miejsca warsztatu w korku, który nie chce drgnąć.

ZRÓB PRÓBĘ

Nigdy nie testuj nowego scenariusza warsztatu na klientach (no, chyba że ich o tym poinformujesz i od początku zgodzą się na te warunki – sama czasem prowadzę takie warsztaty bezpłatnie).

Jeżeli masz możliwość, przetestuj warsztat na grupie znajomych, którzy podzielą się z Tobą opinią, co zadziałało dobrze, a z czego nie do końca byli zadowoleni.

Dokładnie prześledź, co działo się podczas takiego warsztatu, czy udało Ci się zmieścić w założonym czasie, czy wszystkie kroki były jasne, czy materiały wystarczające, a instrukcje odpowiednio czytelne.
Pytaj, analizuj i poprawiaj błędy, zanim zaprosisz regularnych uczestników na swoje warsztaty.

BĄDŹ SOBĄ!

Kilka pierwszych chwil takiego warsztatu potrafi być przerażające… Wizja niezręcznej ciszy wśród nieznajomych lub obawa przed tym, jak wypadniesz w ich oczach, potrafią spędzić sen z powiek. Wiem. Też tam byłam. I nadal jestem przed każdym z moich warsztatów, niezależnie od tego, ile już ich było.

Po prostu bądź sobą. Pamiętaj, że masz niesamowity dar, którym właśnie planujesz się podzielić. Twoja technika, twoja osobowość – to wszystko składa się na unikalną mieszankę, która sprawi, że uczestnicy warsztatu odprężą się w tej zabieganej codzienności.

Pozwól sobie na luz. To tej autentyczności oczekują uczestnicy warsztatu. Dzięki niej sami mogą się odprężyć. Pomyśl, że każda z tych osób przyszła z podobnymi obawami, a im szybciej dostrzeżesz po drugiej stronie „ludzi”, a nie tylko „klientów”, tym łatwiej będzie Ci opanować zdenerwowanie.

Jeżeli jesteś twórcą, który planuje prowadzenie warsztatów rękodzieła i potrzebujesz wsparcia – śmiało pisz: agnieszka@oplotki.pl

Jeżeli przyda Ci się wiedza z zakresu prowadzenia warsztatów, sprawdź kurs: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku –

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Pinterest – co to za portal

Mówiąc (a właściwie pisząc) „po ludzku” to kolejne po Facebooku, Instagramie, Snapchacie i Twitterze miejsce w sieci, gdzie można stracić masę czasu… Ale, ale! Możemy też – tak jak w przypadku wymienionych narzędzi – wykorzystać je strategicznie.
jak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

Pinterest to taka wirtualna tablica korkowa, do której przyczepiamy znalezione w sieci grafiki po to, aby kolekcjonować bliskie nam treści. Na tej platformie królują przepisy kulinarne, moda, piękne krajobrazy, wystrój wnętrz, architektura i rękodzieło, a także coraz więcej innych dziedzin szeroko pojmowanego lifestyle’u.

Pinterest – jak działa

Pinterest to ogromna wyszukiwarka graficzna. W przeciwieństwie do FB czy Instagrama treści publikowane na Pinterest mogą żyć miesiącami lub nawet latami.

Z jednej strony Pinterest może służyć do wyszukiwania inspiracji, ale z drugiej, wykorzystany z głową, może kierować ruch z wyszukiwarki do Twoich miejsc w sieci (np. na stronę internetową, do e-sklepu itp.).

jak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

Jak korzystać z Pinterest

Podobnie jak w przypadku innych popularnych portali zaczynamy od założenia konta. Wystarczy adres e-mail, wybór indywidualnego hasła i korzystamy z dobrodziejstw platformy. Możemy wyszukiwać przy użyciu interesujących nas haseł, zapisywać poszczególne grafiki w formie pinów (tak nazywane są pojedyncze obrazki, które zapisujemy) i porządkować je w obrębie własnych tablic tematycznych.

Pinterest pozwala też na współtworzenie tablic przez wielu autorów, dzięki czemu każdy z nich ma dostęp do treści graficznych zapisanych przez pozostałych użytkowników.

jak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

>Sprawdź tablice grupowe na profilu OPLOTKI i śmiało dołączaj do nich po inspiracje!

Jak dodać zdjęcie na Pinterest

Aby dodać zdjęcie lub grafikę, która już funkcjonuje na platformie, do swojej tablicy, wystarczy wcisnąć przycisk zapisz lub pin (w wersji angielskiej). Natomiast aby dodać zupełnie nową treść, należy użyć przycisku z symbolem plusika. Wtedy możemy załączyć zdjęcie (edytując jego tytuł i opis) z naszego dysku.

Kolejnym sposobem jest dodawanie grafik bezpośrednio ze stron, które przeglądamy, dzięki przyciskowi pin it. Taki przycisk instalujemy w przeglądarce i po kliknięciu zyskujemy możliwość przypinania.

jak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

Nie chcę powielać świetnej instrukcji, którą znajdziesz bezpośrednio w dziale pomocy Pinterest – podpowiem tylko, że wystarczy wpisać w wyszukiwarkę frazę: ”How to install pin it button” lub po polsku „Jak zainstalować przycisk na Pinterest”.

Jak prowadzić Pinterest

Oczywiście o strategii prowadzenia konta na Pinterest można napisać książkę. Pewnie zawierałaby tyle rozdziałów, ile kont chciałoby się w niej omówić. Jak się domyślasz, odpowiedź na to pytanie jest indywidualna. Niewątpliwie jednak w przypadku Pinterest liczy się grafika (jednak to medium wyjątkowo obrazkowe), często wyposażona w krótki tekst ilustrujący, do jakiej treści prowadzi.

jak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

Pinterest to – jak już wspomniałam – wyszukiwarka, więc ważne z perspektywy prowadzenia konta jest dokładne opisywanie swoich treści tak, aby łatwo było je wyszukać przy użyciu konkretnych fraz lub słów kluczowych.

Warto też zadbać o regularność. Jeżeli zależy nam na świadomym budowaniu ruchu, a nie korzystaniu z platformy jedynie w celu czerpania inspiracji, warto zaplanować częstotliwość przypinania własnych treści lub użyć do tego celu narzędzi do planowania.

jak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

Serdecznie polecam Tailwindtutaj znajdziesz link >>

Jak usunąć pina na Pinterest

Jeżeli to Ty utworzysz pina lub przypniesz go do własnej tablicy, możesz go usunąć. Nie możesz usuwać treści innych autorów, chyba że zostały dodane do Twojej tablicy. Wystarczy kliknąć ołóweczek, który pojawi się po najechaniu na danego pina – pozwala on właśnie na usuwanie lub edycję danego pina.

Jak zarabiać na Pinterest

>Oczywiście dzięki platformie możesz wesprzeć istniejące mechanizmy zarobkowe w swojej działalności poprzez wzmocnienie ruchu do Twoich e-sklepów, bloga, stron z ofertą usług itd. Są jednak możliwości zarabiania bezpośrednio dzięki platformie Pinterest. Wiele z nich nie jest niestety jeszcze dostępnych w Polsce, dlatego wrócę do tego zagadnienia za jakiś czas w kolejnym wpisie. Na pocieszenie dodam, że już (od niedawna) można korzystać z płatnej promocji na Pinterest, więc prawdopodobnie inne funkcjonalności tego medium lada chwila pojawią się w PL.

jak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

Pinterest – czy jest płatny?

Na razie nie jest płatny. Założenie konta nie kosztuje ani grosza. Śmiało można korzystać z wszystkich funkcjonalności oraz bezpłatnie przekształcić konto prywatne w biznesowe (dzięki temu można mieć dostęp na przykład do szczegółowych statystyk konta i korzystać z funkcji płatnej reklamy).

Pinterest czy Instagram

Właściwa odpowiedź na to pytanie brzmi: Pinterest i Instagram. Obecność na jednej platformie nie wyklucza obecności na drugiej. Wręcz przeciwnie. Śmiało możesz wykorzystać treści publikowane na Instagramie i przypinać je do tablic na Pinterest, dając im drugie życie. Warto odnotować, że Facebook nie daje takiej możliwości.

jak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

Pinterest – do czego służy

Właściwie ogranicza nas tylko wyobraźnia. I choć najczęściej wykorzystuje się go do kierowania zainteresowanych daną treścią na konkretne strony (np. na bloga lub do sklepu internetowego) to zastosowań może być tyle, ile pomysłów na wykorzystanie mechanizmu jego działania.

Jeżeli masz pomysł, jak przy pomocy atrakcyjnego zdjęcia lub grafiki zainteresować swoich odbiorców na tyle, aby chcieli kliknąć, zapisać lub dowiedzieć się więcej o autorze, osiągasz zamierzony cel – czyli kierujesz nowe osoby do siebie. Tak w skrócie można zdefiniować, do czego najczęściej służy Pinterest.

jak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

Pinterest – to do list

Załóż konto. Rozejrzyj się. Platforma jest bardzo intuicyjna, nie trzeba się jej jakoś specjalnie uczyć, aby po prostu sprawdzić, jak działa. Zastanów się, jak to, co robisz, ma się do treści, które widzisz, czy Twoje grafiki mogą być atrakcyjne z punktu widzenia osoby, która ogląda pozostałe treści na Pinterest. Jeżeli odnosisz wrażenie, że „pasujesz” albo wręcz przeciwnie – „wyróżniasz się”, to warto spróbować.

Pinterest – wsparcie sprzedaży w sklepie

Jak wspomniałam wcześniej, Pinterest można wykorzystać, aby wzmóc ruch do Twojego sklepu internetowego. Oczywiście mogłabym uraczyć Cię przydługawym artykułem na ten temat, ale żeby ułatwić Ci zrozumienie, jak wdrożyć taki mechanizm w życie, nagrałam praktyczny wideo tutorial, który pobierzesz tutaj >> Jak promować rękodzieło przy pomocy Pinterestjak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

Pinterest – czy warto

Zdecydowanie TAK!

Ta platforma, jak żadna inna, premiuje współpracę. Możliwość korzystania z treści innych autorów, dzielenia się wiedzą, grafikami, udostępniania swoich treści, ale również treści innych twórców daje jej niesamowitą potęgę.
Szczególnie polecam ją Twojej uwadze, jeśli jesteś twórcą rękodzieła.

jak wykorzystać pinterest do promocji rękodzięła

Jeżeli treści zawarte w tym artykule okazały się dla Ciebie przydatne – podziel się nimi dalej!

A jeżeli potrzebujesz bardziej wyczerpujących informacji – takich do wdrożenia w życie od razu – polecam klikać tutaj.

Możesz też pobrać bezpłatny VIDEO-TUTORIAL „Jak promować rękodzieło na Pinterest” 

Agnieszka Gaczkowska

Agnieszka@oplotki.pl

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

PARĘ SŁÓW O MNIE

Nazywam się Aneta Maczel. Trzy lata temu, po osiemnastu latach pracy na bardzo wysokich obrotach, zmieniłam zawód lektora i nauczyciela wychowania przedszkolnego na coś spokojniejszego i „usiadłam za biurkiem”. Pozamykanie przedszkolnych segregatorów nie przegoniło jednak ani mojej weny twórczej, ani chęci (czy wręcz wewnętrznej potrzeby) tworzenia. Wtedy właśnie w moim życiu pojawiła się florystyka, a wraz z nią cardmaking oraz scrapbooking. Chociaż wcześniej podejmowałam inne działania twórcze – były anioły, był decoupage – to moje serce całkowicie skradł właśnie papier.

Teraz przyszedł czas, by tą pasją i miłością zarażać innych. Stąd mój projekt MALOWANKI WYCINANKI i scrapbooking dla dzieci.

MALOWANKI WYCINANKI jest skierowany nie tylko do osób, które pracują z dziećmi (nauczycieli wychowania przedszkolnego i wczesnoszkolnego, nauczycieli pracujących w świetlicach, opiekunów grup funkcjonujących przy Domach Kultury), ale także do rodziców, którzy szukają pomysłów na kreatywne spędzenie czasu ze swoimi pociechami.

Wśród rodziców rośnie świadomość (co bardzo cieszy), że wspólne spędzanie czasu w aktywny, zaangażowany sposób jest niezwykle istotne. Niesie bowiem wiele korzyści rozwojowych oraz – co według mnie najważniejsze – buduje relacje, poczucie bliskości, tworzy wspomnienia. I to jest największa korzyść płynąca z takich działań. Marzy mi się, żeby wspólne tworzenie dekoracji, upominków okolicznościowych dla najbliższej rodziny czy kartek świątecznych wpisało się w tradycję tak samo jak pieczenie świątecznych pierników lub wspólne kolędowanie. Liczę, że ten projekt będzie małą cegiełką do budowania takich właśnie chwil.

Myślę, że w tym projekcie odnajdą się także osoby dorosłe, którym podobają się prace w tym stylu, ale przytłacza je ilość informacji i materiałów oferowanych zazwyczaj w zaawansowanych formach (warsztatach, tutorialach).

SKĄD POMYSŁ

Obecnie szkoły i przedszkola realizują wiele projektów, biorą udział w wymianach, organizują eventy, kiermasze, zapraszają rodziców na zajęcia otwarte i warsztaty. Jednym z elementów takich spotkań jest wspólne przygotowanie jakiegoś projektu – często jest to praca plastyczna. Jako nauczyciel traciłam sporo czasu na szukanie inspiracji. Chodziło o to, żeby projekt był atrakcyjny, angażujący, najlepiej z efektem WOW, ale jednocześnie zrealizowany przy niewielkich nakładach finansowych i z łatwo dostępnych materiałów.

Moja propozycja to – oprócz pojedynczych projektów – przygotowanie pakietów, które będą zawierały kilka propozycji rozwiązań w danym obszarze. Jeżeli tematem będzie na przykład Wielkanoc, to w pakiecie znajdą się pomysły na przygotowanie kartek z uwzględnieniem różnego stopnia trudności, praca plastyczna oraz dekoracja. Nauczyciel będzie mógł wykorzystać te materiały podczas pracy z grupą, w czasie zajęć otwartych lub warsztatów. Dodatkowo będzie miał do dyspozycji element dekoracyjny, który będzie mógł pełnić rolę np. okazjonalnego podarunku. To od nauczyciela będzie zależało, jak wykorzysta dany projekt.

DLACZEGO SCRAPBOOKING?

Pierwsze kroki w scrapbookingu stawiałam już po odejściu z zawodu nauczyciela, jednak podczas tylu lat pracy z dziećmi nigdy nie zetknęłam się z wykorzystaniem tej formy. A szkoda. Daje ona szeroki wachlarz możliwości, wnosi „powiew świeżości” i rzuca nowe światło na pracę z papierem. Nawet tradycyjnie stosowana wydzieranka może stać się pięknym i genialnym w swej prostocie uzupełnieniem kompozycji w pracy tematycznej czy przy dekoracji zdjęcia. Zwykłe kwiatki zrobione dziurkaczem lub wycięte od szablonu dzięki prostemu trikowi nabierają przestrzennej formy, a motylki „ożywają”.

Scrapbooking przynosi proste rozwiązania, dające jednocześnie niesamowity efekt. Żałuję, że nie miałam wcześniej tej wiedzy, bo według mnie jest przydatna. Stąd teraz moja chęć jej rozpowszechniania. Wierzę, że jak ktoś raz spróbuje, to przepadnie z kretesem. Tak jak powiedziała Eunika podczas podcastu: „papier wciąga”. Ja bym jednak zastosowała porównanie, że wciąga jak jedzenie czekolady, bo mam wrażenie, że przynosi podobne uczucie przyjemności. Tym bardziej polecam.

CZYM ZATEM JEST SCRAPBOOKING?

Scrapbooking, podając za Wikipedią, to sztuka ręcznego tworzenia i dekorowania albumów ze zdjęciami, a samo słowo „scrap” oznacza skrawek. W praktyce znajdziemy wiele innych przedmiotów ozdobionych papierem: metryczki, ramki na zdjęcia, pudełka, blejtramy, tamborki, bazy hdf, ręcznie tworzone kartki okolicznościowe. Chociaż projekty „zaawansowanych” scraperek pełne są niezwykłych dodatków, a w pracach często wykorzystuje się różnorodne media, to myślę, że wiele rozwiązań można przenieść i wykorzystać w pracy z dziećmi.

Czasami wystarczy kilka trików, aby coś nabrało niezwykłej formy. I tak właśnie jest ze scrapbookingiem. Co więcej, każda osoba pracująca z dziećmi ma ogromne zasoby tzw. „przydasi”, czyli drobiazgów, które mogą się przydać. Świetnie w takich pracach sprawdzają się koraliki, guziczki, sznurki, tasiemki czy koronki. Myślę, że każdy znajdzie u siebie w szufladzie wymienione przeze mnie przedmioty. Mam świadomość, że budżet jest ważny, dlatego też chętnie podpowiem, jakich zamienników można użyć, by przygotowanie takiej pracy nie rujnowało kieszeni, a całość wyglądała efektownie.

Mam nadzieję, że przekonałam Was do swojego pomysłu i spróbujecie ze mną poscrapować.

Zapraszam serdecznie i pozdrawiam,

Aneta

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Ogromna Wdzięczność!

2019 rok był prawdziwym prezentem świątecznym!

[For ENGLISH scroll down]

Koleżanka pochwaliła się, że „praktykuje wdzięczność”. W pierwszym odruchu uśmiechnęłam się pod nosem, w drugim wypytałam szczegółowo, o co chodzi, a dopiero po jakimś czasie – kiedy mądrość zawarta w prostocie tego ćwiczenia mnie dopadła – zaczęłam… praktykować!

Serdecznie polecam! Rano lub wieczorem, raz w tygodniu lub raz w miesiącu, ale zdecydowanie – im częściej, tym lepiej – zatrzymaj się i pomyśl, za co jesteś w danej chwili, w dniu czy też w miesiącu WDZIĘCZNA.

Proste i uwalniające. Pozwala skupić się na dobrodziejstwach naszej codzienności i doceniać najmniejsze rzeczy. A w dłuższej perspektywie zdecydowanie uczy, jak przesuwać się w kierunku innego myślenia: z punktu pod tytułem „To moje, bo jak oddam, to mieć nie będę, ktoś mi zabierze” do punktu, że na świecie jest tyle dobra, że starczy dla wszystkich. Zwą to abundance mindset. Nie będę wielce rozwijać, ale zdecydowanie polecam uwadze.

Ale do rzeczy. 🙂

Ta praktyka powoli weszła mi w krew i dlatego postanowiłam tutaj podsumować małe i duże „wdzięczności”, które powtarzają się niezmiennie w mojej codzienności. Może i Ciebie zainspiruję do takiej praktyki na co dzień. )

Dzięki MAMO! Nigdy Ci tego nie zapomnę.

Lubię sobie myśleć, że takie właśnie cytaty krążą po główkach moich dzieciaków, kiedy po nocach kończę kolejne szydełkowe pomysły (ich pomysły – moje wykonanie. Tak, to moja tajna broń w procesie design thinking dla nowych prototypów szydełkowych prac w naszym sklepie)

Ale tak naprawdę, to ja dziękuję!

Od czasu, kiedy zostałam mamą, zmieniło się tak wiele, że trochę czuję, jakby crash course logistyki życiowej spadł mi na głowę w wersji self-study. Ale całkiem poważnie, dziękuję tym łobuzom każdego dnia za lekcje pokory, cierpliwości i samodystansu. Za to, że skutecznie leczą z perfekcjonizmu i dyscyplinują godziny pracy (zero scrollowania FB, skoro trzeba się zmieścić w grafiku przedszkola z moją pracą). Dziękuję im za to, że najpilniejsze pilności mojego biznesu potrafią zblednąć w momencie jesiennego koncertu albo Dnia Misia. Za te codzienne lekcje zdrowego dystansu do siebie i świata. Za to, że jest ich dwójka, a za chwilę trójka, więc daleko mi do mamy trzęsącej się nad każdą pierdołą, a raczej bliżej do podejścia „ogarnij się dziecko!”. I o dziwo, jakoś się ogarniają!

Dzieciaki uczą mnie też wdzięczności za związek, który zmieniał się i ewoluował (w bólach, wzlotach i upadkach, lepszych i gorszych chwilach, przy poczuciu wielkiego osamotnienia i niezmiennej wspólnoty jednocześnie), by stać się portem, do którego zawijam(y), kiedy o wdzięczność trudno tu i teraz (zwłaszcza kiedy rodzicielskie nerwy puszczają i jest krzyk oraz – delikatnie mówiąc – różnice zdań).

O ironio! W czasie, kiedy piszę ten tekst (natchnęło mnie i zawlokłam laptopa do łóżka), córcia próbuje scrollować ekran, bo dostrzegła nasze zdjęcie na ekranie…

Jestem wdzięczna! Nawet za te przeszkadzajki, kiedy najmniej się ich spodziewam. Bo jakoś tak czuję, że to nasze domostwo tętni życiem, a wieczny niedoczas pozwala na realizowanie jedynie absolutnych priorytetów. Bez całej tej otoczki „wypada”, „trzeba by”, „a może by tak”.

A teraz trzecia pociecha dołączy do naszej gromadki, by uczyć nas wszystkich pokory, cierpliwości i nowych ról. Lekcja wdzięczności za nieprzespane noce to duży sprawdzian! Mam nadzieję, że (akurat te) wspomnienia uciekną z pamięci równie szybko, jak w przypadku poprzedniej dwójki (której teraz dobudzić nie sposób nawet o poranku).

Wdzięczność za handmade! Nie ma skuteczniejszej autoterapii!

Kiedy startowałam z pomysłem na OPLOTKI, zaczęło się od autoterapeutycznego dziergania, które dawało mi ukojenie w stresie macierzyństwa w wiecznej opozycji do biznesu. To rękodzieło pozwoliło mi pogodzić te dwa światy w bezszwową całość i spełniać się na linii matka – przedsiębiorczyni – żona – kobieta – projektantka. Nie przypuszczałam, że to właśnie biznes oparty na handmade pozwoli wyjść nie tylko poza architekturę, branżę rękodzieła czy szeroko pojęty online, ale sprawi, że zacznę inspirować inne kobiety do małych zwycięstw na co dzień.

Rękodzielniczy biznes stał się wehikułem większych idei. Misja pozostawienia świata (choćby tylko tego skrawka wokół mnie) lepszym, czystszym, bardziej otwartym, tolerancyjnym, ciepłym i równym dla kobiet i mężczyzn. Czuję, że (znowu) to dzieci mocno przyczyniły się do podążania za tą misją. Blisko mi było do „wojujących feministek”, póki synek, mąż i wspierający przyjaciele nie nauczyli mnie, jak ważna jest RÓWNOWAGA. I choć wciąż biznesowo najbliżej mi do idei równości płac (uważam, że kobiety są mocno niedoceniane finansowo), to jednak coraz mocniej skłaniam się ku wpajaniu dzieciom poszanowania zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn, i w dobie coraz bardziej „hardych” babek ochoczo wzmacniam również chłopaków.

Wierzę, że potrzebujemy być wzmocniONE dokładnie tak samo jak i ONI. Wierzę, że naszym orężem będzie burzenie stereotypu, że handmade jest tylko dla „bab”, bo panowie i chłopcy jak najbardziej również potrzebują bezpiecznego kręgu rozmowy, wsparcia i zrozumienia (choćby podczas warsztatów dziergania :P). Ciągle rozczula mnie widok tatusiów z pociechami na OPLOTKowych warsztatach rękodzieła.

Kiedy w końcu obudzimy się w rzeczywistości, w której nastolatek ze słabością do szydełkowania nie będzie traktowany jak kuriozum?! Pod względem potrzeby ciepła, bliskości i rozmowy jesteśmy dokładnie tacy sami i smutne, że czasem o tych potrzebach panów (i chłopców) zapominamy.

Mogę tylko podziękować za to, że rękodzieło otworzyło mi oczy na coś tak niedostrzeganego (przynajmniej przeze mnie wcześniej). No nie da się ukryć, że na sali konferencyjnej poznaję panów najczęściej w „zbroi” profesjonalnego looku i merytorycznej biznes-nowo-mowy. 🙂 Coś takiego jak męska wrażliwość była dla mnie jedynie chwilami rozmów z moim partnerem, a potem przytulasami synka. Dla mnie to rękodzieło jest „detektorem” odważnych panów, którzy nie wstydzą się wpajać synom i córkom wrażliwości oraz otwartości na ludzi i świat (wbrew paplaniu stereotypowych „konserw”). Ale Ty pewnie odnajdziesz swoją własną drogę, by dostrzegać te przebłyski „ewolucji” w naszej szarej rzeczywistości.

Wdzięczność za wspólne posiłki – to luksus w dzisiejszych czasach!

Wiem, że jestem lokalizacyjną szczęściarą. Mieszkamy 5 minut od przedszkola i jakieś 12 min od szkoły. Oczywiście kusiło szoferowanie do najlepszego przedszkola w mieście, ale odpuściliśmy na rzecz pewnego priorytetu.

Każdego dnia czuję wdzięczność za spokojne śniadania, ubieranie bez pośpiechu, mycie zębów z oldschoolowym zegarkiem tarczowym na łazienkowym blacie (wskazówka musi zrobić dwa okrążenia, zanim dzieciaki mogą wyjąć szczoteczki z paszczy, a ja dyscyplinuję się przy okazji) i króciutki spacer (zamiast nerwów w porannych korkach). Dzięki temu, że jest blisko, wracam piechotką, zahaczając o lokalny warzywniak i piekarnię. Plotkuję z ekspedientkami i „dzieńdobruję” sąsiadki. Czuję się zupełnie jak w mojej małej miejscowości (gdzie się wychowałam i ja, i mój mąż), pomimo że od uroków poznańskiego centrum dzieli nas kilka przystanków tramwajowych.

I może wyda Ci się to śmieszne, ale mam wrażenie, że jesteśmy w mniejszości społeczeństwa, które czerpie garściami z przywileju wspólnych śniadań, obiadów i kolacji JEDNOCZEŚNIE! Nie będę czarować – pizza i pierogi z paczki też wjeżdżają na stół. Dni, kiedy każdy je osobno, bo nadgodziny u Jacka, bo ważne spotkanie u mnie, bo urodzinki przyjaciół dzieci (ach, ten ich napięty grafik :P) też wkradają się w naszą codzienność. Ale tym bardziej dziękuję, że tą regułą są jednak wspólne, niespieszne, parujące ciepełkiem posiłki i kolacje po kąpieli, kiedy wszyscy już tylko czekamy, co przyniesie kolejny dzień. Kuchnia, jak się domyślasz, to epicentrum rozwiązywania małych końców świata i gojenia ran na wojnie z całym złem.

Kiedy ćwiczę tę moją wdzięczność, staram się doszukiwać w tych rozlanych pomidorówkach i kręceniu nosem na mozolnie gotowane warzywka właśnie tej magii. Dzięki temu nie wpadam w dziki szał pod tytułem „Nie będzie czekolady po obiedzie! Ani kawałeczka! Zjem sama!” (na ukojenie nerwów, oczywiście).

Ale nie tylko te rodzinne posiłki stały się dla mnie wielkim powodem do wdzięczności. Zaczęłam coraz bardziej doceniać kawy, ciacha, a nawet kolacje z koleżankami z zespołu, z partnerami biznesowymi, z ludźmi, z którymi planujemy kolejne inicjatywy społeczne, projekty czy zadania. Kiedy czas zaczął się stawać dla mnie dobrem luksusowym, tym bardziej zaczęłam doceniać, kiedy poświęcają mi go inni, kiedy wiem, że mogę z kimś przegadać przy kawie najdrobniejsze szczegóły. Czuję, że jedzenie staje się takim trochę mistycznym łącznikiem, który gwarantuje niespieszność, pełną uwagę i pewnego rodzaju otwartość, wręcz intymność. Przestałam jadać w pośpiechu. Zrezygnowałam z tego na rzecz celebrowania spotkań przy posiłku. Choćby przy odgrzewanej pomidorówce. 🙂

Wdzięczność za Święta!

W tym roku pierwszy raz u siebie, z wielką choinką (dzidzia jeszcze nie będzie broić) i toną prezentów (niecny plan, by były małe, tanie i zabrały starszakom cały wieczór na misterne rozpakowywanie). Wiem, banał.

W naszym wydaniu jednak nowość totalna. Po latach maratonów rodzico-teścio-babciowo-ciotkowych po raz pierwszy we własnym domu! W tym roku wymówka nie do przebicia: planowany termin przyjścia na świat dzidzi numer 3. Wdzięczność ogromna. I wbrew pozorom nie tylko za te piękne wspomnienia, które w końcu zbudujemy we własnym zaciszu, ale też za lata wstecz.

Za każdą niezręczną rozmowę, za supergłośny telewizor, za marudzenie przy stole, za fochy i kłótnie, i godzenie, i przepraszanie. Ogromna, szalona rodzinka dawała nam w kość co roku. Ale co roku też czuliśmy (i czujemy), że mamy ogromnego farta. Po cichutku liczę, że w tym roku zamienimy się rolami i to oni będą dziękować za gościnę („no, jeszcze kawałeczek ciasta, bo się zmarnuje” już szykuje się z atakiem :P), a my podziękujemy za gości. 🙂

Dziękuję za chwile oddechu od całego świata!

Choćby były to (jak to najczęściej u mnie) jedynie długie kąpiele albo niezbędne zabiegi łazienkowe. Te zamknięte drzwi, cisza, para na lustrze, te cieplutkie wspomnienia momentów, kiedy dom już śpi, nigdzie nie pędzę i mogę zwolnić przy olejowaniu włosów, kremie na twarzy czy wsmarowywaniu antyrozstępowych preparatów ciążowych w brzuch. Nie zapomnę tego uczucia self-care. Powoli uczę się je rozciągać. Niby niewiele, ale spróbuj! Nie od razu SPA na weekend, ale czasem prywatne domowe SPA wystarczy, żeby odzyskać równowagę. 🙂

I to chyba ta największa wdzięczność, której i Tobie życzę na co dzień

To taka wyuczona wdzięczność.

Taka wyćwiczona.

Taka, gdzie biust już nie jest za mały albo za duży – jest dokładnie taki, jak ma być.

Taka, gdzie waga – niezależnie czy ciążowa, czy w wersji „prawie idealnego bikini” – jest fajna.

Taka wdzięczność za każdą zmarszczkę, bo jest ich więcej od uśmiechania niż od zgryzoty.

Taka wdzięczność za to, że jest fajnie tu i teraz. Z tymi ludźmi, którzy mnie otaczają. Z tymi wyzwaniami, które mam. Z tymi smuteczkami, które pokonuję, bo przeplatają się z chwilami radości.

Wdzięczność, że czas sam na sam z sobą, kiedy ogarnia mnie spokój i poczucie, że jestem ważna, warta i kochana, ciągle trwa.

I że kocham.

Siebie, ludzi, malutki kawałek świata, w którym żyję.

Takiej wdzięczności Ci życzę.

Agnieszka

 

 

What did 2019 bring?

My good friend boasted one day about how she practices this GRATEFULness …

At first I said to myself “Yup, another fancy trend like all that Yoga, mindfulness, slowlife craze”. But after she left I could not get the idea of my mind… Gradually…I grew to try it out on my own…And now I must say “Thank YOU”  – It vastly improved my everyday in 2019!

WHAT IS IT ALL ABOUT?

It is so simple, yet so powerful. You just take a day, a week, a month, a Year….and name things that happened in that period of time that made You feel grateful. As simple as that. You can write it down or just think it to Yourself. The form does not matter. The point is – to allow Yourself for appreciation for what You have. That’s it!

It can make You kiss Your spouse unexpectedly or allow kids some after-dinner ice-creams just like that. It irreversibly leads You from “It is mine, I have to protect it”  …into  “Let’s share! There is so much good for us in the world, that there is enough for each and every one”.  Abundance Mindset – there You go!

Ok – but let’s stick to the point.

This “gratefulness practice” slowly, but surely has become “my thing” for the end of the day…and by the power of accumulation it piled up into this abundant 2019 that I want to share with You …

Thanks Mum, I’ll never forget that!

I like to think thet those are the phrases that go through my kids’ minds when I finisz yet another crochet project for them. Their ideas inspire my products. The prototypes that take form at home …become bestsellers in our online handmade butique. I love how the sole thought of making use of my skills for my kids’ smiles keeps me inspired and makes me implement this design-thinking into practice J

But in fact…I should be the one to say “Thanks”

Since I became mum there were so many new skills I needed to master…that I feel those three little ones have just given me a crash course on life-logistics in a self-study intensive version. Yup, quite honestly, i am grateful for this everyday lesson of hardcore patience.

Those little ones are my personal trainers specializing in self-discipline at work (Yes, I make the use of every hour of their kindergarten or nap for productive work – no feed-scrolling allowed), because I know that every distraction will then cost me missing out on a little theatre at school or “teddy bear day”. They are also the ones teaching me how to keep a healthy distance to my business problems (try explaining to a 4-yaer old why You are shouting at Your computer when the power is down…believe me, this will chill you down).

Ps. What an Irony – now when I am working on this text I have my 6-year old trying to read it letter by letter, because she saw her picture on the screen …

…So You know what I mean by „using every moment for productive work” …I never know when she, or two others come along with “work is done” “play with me” on their mouth…

My kids also show me how to be grateful for my relationship. Yes we had some hard times, but kids have always brought us back to kindness, simple gestures and everyday hugs that can break the loudest silence. They make us laugh…when all we sometimes dream is to cry…

Yes, I could say „Wait, I need to work, we’ll play later” …but I don’t. I know, that was the whole point of this lifestyle, this business…so I could always answer  “Ok, but I am playing Elsa this time…You are Anna, and Tomek is Olaf” ( Frozen 2 re-activated all the favourite theatrical games).

At the end of 2019 – our third child enriched the „family gang” …So currently I am also training myself to be grateful for those sleepless nights…It is not that hard… when I look at Lena ( the oldest – 6-Year old daughter) I quickly grasp to those intimate moments of cuddling…I know…little Sara will grow up as fast as Lena did…

Grateful for this job! There is no better autotherapy!

When I started with the sole Idea for OPLOTKI …it all evolved from therapeutic crochet meetups for women. Thanks to those handmade workshops I found a group of like-minded women whom I could simply load-off everyday burden by the magic of converswations and this intangible power You feel when You actually create something with Your hands. With every crochet blanket, carpet…we felt like omnipowerful creators. The everyday burdens faded away.

Till this day I am grateful for this extra –bonus I have attached to my work. Every time I feel this online world is sucking me too deep into stress, FOMO, lack of time…I just plug off and tune in…to soft wool, knitting sticks and favourite podcasts. I bet I save thousands on burnout therapy! What is more…this method to chill out works also when I need to cool down from hardships of any role – mum-wife-friend-daughter-designer…

Not only do I feel lucky to call such knitting moments „part of my job”… I also feel grateful for this handmade business, as it has become a wehicle for jet deeper, bigger ideas.

I have got this irresistible feeling I leave this small part of the world around me …a  tiny bit better, than when I entered it. I work on making it a little bit more open, cleaner, tolerant and welcoming for others. I always look at participants of handmade workshops that somehow magically unite over some embroidery accessories, or hands-dirty from clay on pottery classes. Never mind the different opinions on various topics! A little boy is equal to an old lady in terms of fun-energy and openness to others. I truly believe we miss those moments so much in our crazy-paced, digital times. I am forever grateful that my work on organizing more and more handmade workshops results in those fragile, momentary bridges between genders, ages, point of views…and make people connect on this basic human level.

Grateful for everyday meals…together!

I know not everybody is so lucky in terms of localisation. I mean, I live close to the Poznań centre, but in a quiet district, 5 minutes from my daughter’s school and with my son’s kindergarden right across the street. We loose no time for traffic jams and get to walk to school/kindergarden/local grocery stores. We basically use a car only for weekend trips or swimming pool classes ( where we still need 7 minutes to get there). We could have selected kids’ educational facilities on the other end of POZNAŃ, just to boast to friends, how prestigious kindergarten we have…but we dropped this silly idea for the sake of other priority.

Meals.

Simple meals.

All together.

We do not get to shoffeur our kids back and forth in trafffic jams…we prefer to spend that time by the table instead.

I call myself lucky, because I get to have a slow breakfast with my husband and kids. We get to chat a bit and prepare ourselves for this “fight with the challenges of the world”. After coming back home …we have dinner together. Sometimes we even get the time to cook it altogether (however we skip cooking on busy days and have some help bringing us something nutritious to warm up quickly). And after some lazy playing, swimming classes,guitar lessons or favourite friends coming over  for dessert …we get to sum-up the day with a round of bubble baths and supper.

I did not treat it as privilege until I saw reality of many of our friends. Hectic pace, traffic jam stress, being late here and there that builds up frustration…That was the moment I felf super-gratefull for those simple meals together, for dressing up slowly in the morning. For washing our teeth in a company of an oldschool clock showing two rounds of slow-ticking out the 2-minute brushing for kids. I love the grocery store by the corner, that I visit right after I drop my daughter to school and the lady who remembers not only my name, but the fact I love those celeries she gets every Tuesedays from a local farmer living in deep suburbs around Poznań.  I am grateful I get to live just like in a small town (Yup, I come from such a place, so it feels home to me) but with every opportunity that gives me the city of Poznań. Somehow after realizing all those blessings…the smog does not bother THAT much (AAAnd plus…my pot plants get a warm “thank You” every now and then when watering this urban-jungle) .

And just to keep this perfect picture real – there are crazy days, when extra work keeps Jacek away in his office till late. There are business meetings, networking events I attend to on the cost of family time…but they make me appreciate the everyday routine even more. And I practice my gratefulness even when tomato soup gets spilled out to the floor by two crazy kids punching each other over some lego blocks piling up between our kitchen plates. Maybe that is something that keeps me away from shouting „NO CHOCOLATE AFTER DINNER!” ( And eating it myself to calm down…) .

Those „common meals” got also another dimension for me. I used to meet “for a coffee”. Business coffee, quick espresso over a new contract, looong latte, when discussing new workshops… However in 2019 I re-discovered the power of sharing business meals. I carefully plan business meetings now…food-wise. I pay attention to the restaurant we meet, to the cafeteria we select and the way this meeting looks …and “tastes”.  I dropped the pace of business coffee for the sake of pleasant meals. I kind of feel now, that every time an important business meeting runs over something delicious…both sides do not hurry…and minutest details get talked through…resulting in improved quality of new projects. Nothing but “thank you” that I could say to myself for calling such pleasant moments part of “my work”.

It is sometimes hard to meet. Especially when You do the „online business thing” 🙂  The possibility of shared meals drops dramatically. That is why in 2019 I decided to fly to Zurich (being 7th month pregnant!)  to meet my „online” friends during Sigrun Live. We finally had the chance to sit by the dinner, have long discussions over a dessert. I will remember the conference we attended together mainly through the prism of shared meals and our breakthroughs that came not only from an online MBA we suppport each other in ( SOMBA – Sigrun’s Online MBA), but also from simpla „being together” by the table.

Grateful for Christmas

A little background.  Every single Year – our Christmas were bringing us a trip to our home town, dividing time between members of a big family, visiting all the mommies, aunites, grannies…and coming back all tired, nervous about pinchy words here and there…and oftentimes with kids getting a runny nose from all that hectic craziness.

This year, with me pregnant …and just about to give birth to our baby Sara…we took the perfect excuse to stay at home.

Now THAT was a festival of GRATEFULNESS.

And Yes…I was forever grateful for this quiet Christmas this Year. Only the 4 of us (Ok, 5 – with baby sara still inside), slow paced-dinner, gifts taking kids’attention for the whole time with us laying down and catching up with Netflix series somewhere on the couch…

But I was also grateful for all those past, hectic Christmas at our home town. We just realized how lucky we are to have all those crazy grannies and aunties telling stories to our kids, preparing traditional meals with all the storytelling over its’ symbolical meanings, boxes of gifts that keep our kids busy till march with fabourite toys…somehow “sacred” because brought by a REAL SANTA ( even if he had strangely similar shoes to uncle Sławek) … we truly are lucky… and when realizing that…we somehow forget the fights over what plates should the dessetrts be served at.

Grateful for ME-time.

Even though those moments were quite short…I have trained myself to find those minutes for buble baths, warm oils onmy body, or simple quiet moments behind the bathroom door. This awareness that the whole house is sound asleep and I can listen to my thouhts, relax, feel the warm steamy air on my skin… Those were the moments I practiced my gratefulness most intensively. I was creating environment to be grateful for and thinking back on things I am grateful for…So simple, Yet I needed my whole life to learn to practice it only now.

What do You think I can wish for You?

I wish You practice it too.

Gratefulness.

For having what You already have.

For achieving hat You already achieved.

For having all the people You have around You.

For being YOU.

It REALLY makes this little part of the world we live in…a bit better place.

 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.