Sklep internetowy z rękodziełem może być dobrym kanałem sprzedaży, ale nie jest rozwiązaniem dla każdej marki handmade. Wymaga nie tylko produktów i zdjęć, ale też formalności, kosztów, ruchu i cierpliwości, bo sam sklep nie gwarantuje jeszcze sprzedaży.
Kiedy własny sklep internetowy z rękodziełem ma sens
Gdy chcesz budować własną markę
Gdy chcesz mieć większą niezależność
Gdy jesteś gotowa na dłuższy proces
Co trzeba przygotować, zanim uruchomisz sklep
Regulamin, polityka prywatności i zwroty
Płatności i dostawa
Koszty abonamentu i „drobnych” wydatków
Największy mit o sklepie internetowym z rękodziełem
Największym mitem jest przekonanie, że sam sklep internetowy zacznie sprzedawać. Bez ruchu, komunikacji i promocji nawet dobrze przygotowany sklep może stać pusty.
Najbardziej bolą porażki których nie zawinisz.
Żeby nie było tak kolorowo postanowiłam zebrać w jednym miejscu wszystkie niepowodzenia, które tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że twardego dupska trzeba do przedsiębiorczości.
Starasz się, wypruwasz sobie flaki, masz uzasadnione poczucie ze zrobiłaś wszystko, co w twojej mocy i … klapa. No i tak było z moim sklepem internetowym, choć może trudno w to teraz uwierzyć, ale był już nawet moment, że (gdyby nie roczny abonament wykupiony z góry) to po sklepie nie byłoby już śladu.

Trudne początki
Zaczęłam szukać jak wystawić swoje prace nie korzystając ze zbiorczych platform sprzedażowych. Podskórnie czułam, że tam z pewnością „zginę w tłumie”. Platformy zagraniczne odpadały, bo zakładałam że ciężkie dywany nie nadawały się choćby ze względu na koszty wysyłki. Objawieniem była dla mnie jedna z platform sprzedażowych. Tam mogłam założyć swój własny sklep. Dzięki 14-dniowemu okresowi próbnemu połknęłam haczyk.
Przez prawie 2 tygodnie przykuta do komputera uczyłam się obsługi sklepu. Z uporem maniaka studiowałam filmiki instruktarzowe by w końcu umieścić opisy i zdjęcia produktów w odpowiednich miejscach. Kiedy w końcu skonfigurowałam setki drobnostek podjęłam decyzje o wykupieniu abonamentu. Długo zajęło mi przekonanie siebie ze nie ma sensu na miesiąc, bo takie przedsięwzięcie potrzebuje co najmniej kilku miesięcy na rozwój. Roczny abonament wydawał się najsensowniejszy. Kwota netto oczywiście razy 12 miesięcy + 23% podatku, ręka zadrżała … ale mówią, że „do odważnych świat należy”.
Jeszcze trudniejszy start
Spodziewałam się fanfar, trąb anielskich, pasma sukcesów i kolejki zamówień. Zamiast tego czekała informacja, że bez polityki prywatności, regulaminu, wzoru formularza zwrotu, zdefiniowania form dostawy i bramek płatniczych, żadna transakcja się nie odbędzie. No dobra, zabrałam się za wszystkie zbędności i niezbędności, które umiałam ogarnąć samodzielnie.
Oszczędzę ci wyliczania szczegółowych kosztów, ale uwierz mi, że wszystko, co bezpłatne to się skończyło kiedy zapłaciłam abonament i pokazałam ze jednak chce sprzedawać przez Internet.
Tzw. „drobnica” zabrała mi prawie miesiąc z życia. Został jeszcze regulamin wraz z wszystkimi formularzami oraz polityka prywatności (nie stresuj się nie wyskoczę teraz z historią RODO, wole wspomnieć o takich detalach finansowych, jak ZUS, urząd skarbowy, czy czas potrzebny na twórcze rękodzieło). Nie pytaj, jak wyglądało moje domostwo w tym czasie…powiedzieć „chaos” – to jak nic nie powiedzieć J

Zapał i dobre chęci wzięły górę.
No, gdybym może nie powiedziała A, to pewnie nigdy nie byłoby B (czyli dzisiejszej platformy Oplotki and Friends -sklepu, gdzie sprzedają zaprzyjaźnieni rękodzielnicy).
Nie pytajcie skąd wyczarowałam fundusze na prawną obsługę sklepu i ile czasu, uwagi i poszukiwania opcji na moją kieszeń mi to zajęło…Ale, jak powiadają…”Jeżeli jest chęć, znajdzie się sposób, jeżeli jej brak, znajdzie się powód”.
Skrócę opowieść…UDAŁO SIĘ!…obecnie radca pomaga ubrać w rzeczywistość nasze niekończące się pomysły.
No i pewnie tu powinien nastąpić happy end i krocie ze sprzedaży…
No ehm..nie do końca…
Sklep w końcu ruszył i był gotowy obsługiwać realne transakcje. Teoretycznie każdy mógł wejść, znaleźć piękny detal wnętrzarski dla siebie kupić lub ewentualnie skontaktować się w celu zmodyfikowania rozmiaru, czy koloru …. Teoretycznie…bo w praktyce nikt o tym moim wyśnionym sklepie nie miał pojęcia! No…miałam już działający fanpage, ale tam promowałam warsztaty …więc wiedziałam, że niekoniecznie są to osoby, które chcą kupować gotowe produkty, raczej na fanpage-u są te, które chcą je zrobić samodzielnie…
No i zaczęło się!
Jak to ja…na oparach entuzjazmu…ruszyłam na podbój szkoleń sprzedażowych…chyba nie było bezpłatnego instruktażu marketingowego, który uszedłby mojej uwadze…(no nie kryję, że nadszarpnięty budżet nie pozwalał na płatne szkolenia, a Poznań w szkolenia przebogaty).
Powoli (i tu żeby nie było wątpliwości…mówię raczej o miesiącach, nie tygodniach) zaczęłam rozumieć…o co w tym wszystkim chodzi…
I drgnęło!
Możesz sobie wyobrazić całą moją radochę, kiedy w końcu misterna machina ruszyła w grudniu 2016…
Szampan, kurtyna…brawa…
No nie do końca…
Potem był martwy styczeń i zero pomysłów, jak przetrwać do Wielkanocy.
Dopiero kolejny rok nauczył mnie, jak wykorzystać dni Babci, Mamy, letniej mody, jesiennych czapko-szałów…
No i teoretycznie powinnam sobie teraz spokojnie dziergać w domu i sprzedawać personalizowane ręczne dodatki do wnętrz…tyle, że w całej tej walce przegapiłam siebie…
Przecież ja wcale nie chcę siedzieć całymi dniami w domu, kiedy mąż w pracy, a dzieci w przedszkolu po to by dziergać bez końca…Ja przecież kocham ludzi! To przecież głównie warsztaty dają mi frajdę z tej rękodzielniczej działalności!
Dlaczego sam sklep nie wystarczy
Potrzebujesz ruchu
Potrzebujesz promocji
Potrzebujesz spójnego modelu sprzedaży
Jakie są najczęstsze pułapki przy sklepie handmade
Niedoszacowanie kosztów
Niedoszacowanie czasu
Zły kanał dla Twojego stylu pracy
Czyli na przykład, jak u mnie – samoświadomość, że nie chcesz siedzieć całymi dniami w domu i tworzyć w nieskończoność, bo tak naprawdę kochasz ludzi i warsztaty.
I CO TERAZ?
Jeżeli też tworzysz, pamiętaj, aby doceniać swoje umiejętności i poświęć chwilę na temat wyceny swojej pracy. Polecam Ci BIBLIOTEKĘ BIZNESU HANDMADE, w kótre zebrałam wszystkie doświadczenia związane ze sprzedażą rękodzieła na przestrzeni lat.
Agnieszka@oplotki.pl

Agnieszka Gaczkowska
www.oplotki.pl

FAQ
Czy warto mieć sklep internetowy z rękodziełem?
Tak, ale tylko wtedy, gdy pasuje do Twojego modelu marki, sposobu pracy i planu sprzedaży. Sam sklep nie gwarantuje jeszcze zamówień.
Jak założyć sklep internetowy z rękodziełem?
Trzeba przygotować nie tylko produkty i zdjęcia, ale też regulamin, politykę prywatności, zwroty, płatności, dostawę i cały techniczny setup sklepu.
Czy sklep internetowy z rękodziełem od razu sprzedaje?
Nie. Wpis bardzo wyraźnie pokazuje, że po uruchomieniu sklepu może pojawić się rozczarowanie, bo bez ruchu i promocji nikt nie dowie się, że sklep istnieje.
Jakie są koszty sklepu internetowego z rękodziełem?
To nie tylko abonament. Dochodzą koszty prawne, płatności, dostawy, czas wdrożenia i wiele „drobnych” elementów, które łatwo zlekceważyć na starcie.
Czy własny sklep jest lepszy niż marketplace?
Nie zawsze. Własny sklep daje większą niezależność, ale wymaga większego zaangażowania w promocję i budowanie ruchu.
Jeśli chcesz rozwijać sprzedaż rękodzieła spokojniej, mądrzej i bez chaosu, zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade.

















