Żeby zacząć działalność handmade, nie wystarczy mieć talent i gotowe produkty. Trzeba nauczyć się wyceniać z zyskiem, liczyć opłacalność, szukać wsparcia, dbać o sprzedaż i nie wypalać się już na starcie.
7 RZECZY, O KTÓRYCH WARTO WIEDZIEĆ, ZACZYNAJĄC DZIAŁALNOŚĆ ZAROBKOWĄ NA BAZIE RĘKODZIEŁA
No dobra – masz umiejętności, które skłaniają Cię do rozpoczęcia działalności zarobkowej. Możliwe, że masz już nawet kilka gotowych produktów. Może nawet masz już profil na Facebooku lub Instagramie i roztaczasz wizje, jak to by było fajnie, zamienić swoje hobby w regularną pracę zarobkową.
Zaczynasz nawet powoli budować stronę internetową i ruszasz na podbój świata.
Świetnie!
Niestety tutaj zazwyczaj kończy się wiele opowieści o markach handmade…
W zderzeniu z rzeczywistością prowadzenia działalności, która – bądźmy szczerzy – nie zawsze jest łatwa, wiele marek handmade po prostu „odpada”.
Działalność handmade to nie tylko tworzenie produktów, ale także wycena, sprzedaż, liczenie, organizacja pracy i dbanie o własne zasoby.
Jak się domyślasz, niekończące się listy zadań sprawiają, że powoli zajmujesz się wszystkim innym niż rękodzieło… I tak toniesz w codzienności.
Dlatego postanowiłam podzielić się kilkoma kluczowymi rzeczami, o których warto pamiętać, rozpoczynając rękodzielniczą działalność.
Największym błędem na starcie działalności handmade nie jest brak talentu, tylko myślenie, że sam talent wystarczy do zbudowania stabilnego biznesu.
Wskazówka 1: WYCENIAJ SWOJE PRACE Z MYŚLĄ O ZYSKU
Nie sprzedawaj poniżej kosztów! Wiem, że wiele z nas znajduje lub znajdowało się w punkcie, gdzie desperacko potrzebuje zarobku. Niestety zaniżanie cen z nadzieją, że to przekona klientów do zakupu to wyścig „do dna”. Takie podejście szybko wyczerpie Twoje zasoby energii i budżet. Nie tylko Ty będziesz doświadczać nieprzyjemnego poczucia bycia niedocenianym. Twoi klienci też będą postrzegać Twoje produkty jako mniej wartościowe, jeżeli będą miały podejrzanie niskie ceny.
Wskazówka 2: DOŁĄCZ DO GRUPY, KTÓRA BĘDZIE CIĘ WSPIERAĆ
Może to i frazes, ale jakże prawdziwy: razem łatwiej! Dołącz do grupy lub sama stwórz grupę osób o podobnych celach biznesowych, co Ty. Będziecie mogli się wspierać i motywować we wspólnym rozwoju. Zapewne wzajemne rady, rekomendacje, lekcje pomogą Wam szybciej się rozwijać. Dodatkowo w wielu przypadkach jesteście w stanie np. negocjować różne zniżki (np. na materiały, lokalizacje warsztatów itp.)
Dodatkowo nieocenionym wsparciem okazuje się choćby sama świadomość, że masz się do kogo zwrócić w trudnej sytuacji.
Wskazówka 3: DELEGUJ ZADANIA
Zanim utoniesz w morzu zadań z niekończącej się listy “do zrobienia”, zastanów się, czy rzeczywiście wszystko warto robić samodzielnie. Jeżeli czujesz, że księgowość to Twoja pięta achillesowa, nie próbuj na siłę udowadniać sobie i światu, że dasz radę. Zamiast tego poszukaj wprawnej księgowej, która pomoże Ci w tej kwestii. To naprawdę nie kosztuje majątku, a może Ci „kupić” ogrom czasu.
To nie wstyd korzystać z pomocy!
Pomyśl, co się stanie, kiedy otrzymasz duże zamówienie? Czy Twoje „moce przerobowe” będą w stanie podołać mu bez pomocy? Dobrze mieć pomocne dłonie w swojej drużynie, zanim jeszcze rozegrasz ważny mecz. Nie testuj rezerwy w wielkim dniu, ale wspólnie uskuteczniaj treningi na co dzień.
Wskazówka 4: KORZYSTAJ Z MOCY SIECI WSPARCIA
Jako właściciel przedsiębiorstwa myśl wartością. Jeżeli Ty jesteś w stanie komuś w czymś pomóc, zapewne taka osoba zechce w jakiś sposób odwdzięczyć się w przyszłości. Nie namawiam oczywiście do pracy ponad siły, ale jeżeli wiesz, że możesz w jakiś sposób wyświadczyć komuś nieobciążającą Cię przysługę – WARTO. Dzięki temu budujesz sieć kontaktów i relacji biznesowych, które procentują w długiej perspektywie.
Pomyśl, może używasz materiałów, które dla kogoś są formą odpadu? Kartonowe opakowania lub folia bąbelkowa to częsty kłopot małych przedsiębiorców, ale Tobie mogą się przydać, bo na przykład używasz ich podczas pakowania swoich prac lub warsztatów. Świetny przykład, jak rozwiązując czyjś problem z odpadami, sama możesz skorzystać na bezpłatnych materiałach.
Szukaj tego typu współpracy zwłaszcza na początku, kiedy każda zaoszczędzona kwota może stać się „być, albo nie być” dla inwestycji w Twój rozwój.
Wskazówka 5: DOKŁADNIE LICZ
I uwierz mi – pisze to osoba, która nie znosi księgowości i budżetowania, a osobiście oddaje kalkulację domowego budżetu mężowi (och, jak on kocha Excela!).
Niestety MUSISZ nauczyć się kalkulować albo – mówiąc prościej – obliczać opłacalność danych aktywności. Bez tego nie jesteś w stanie planować, rezygnować z niedochodowych działań lub po prostu odkładać pieniędzy i inwestować ich w rozwój.
No, chyba że Twoje rękodzieło to tylko kosztowne hobby, a nie biznes.
Wiem, nie jest to może najbardziej rozrywkowa część Twojego biznesu, ale jednak to finanse pozwalają na „rozrywki”. Kiedy jesteś spokojna o stabilne dochody, łatwiej Ci będzie o kreatywny flow bez martwienia się, czy starczy na kolejną porcję rękodzielniczych materiałów, aby wdrożyć w życie ostatni pomysł na produkt.
Wskazówka 6: NIE ZRAŻAJ SIĘ
Jako przedsiębiorca wieeele razy usłyszysz „NIE”.
Nie traktuj braku zamówień osobiście. To nie jest atak na Twoją twórczość. Zanim staniesz się sensacją, minie trochę czasu. Zazwyczaj związany jest on z ciężką pracą, aby dotrzeć do idealnych klientów. Paradoksalnie w czasie świetnej dostępności coraz trudnej jest walczyć o uwagę odbiorców, a coraz łatwiej zginąć w szumie informacyjnym. Warto uzbroić się w cierpliwość i przyjmować wszelką krytykę z dużą dozą wdzięczności! Tak! To dzięki krytyce możesz ulepszać swoją ofertę i profesjonalizować swoje usługi!
Wskazówka 7: NIE REZYGNUJ, ODPOCZNIJ
Prowadzenie własnej działalności to raczej maraton niż sprint. Warto uzbroić się w cierpliwość i zadbać o sposoby na ładowanie baterii. Kiedy czujesz, że jesteś u kresu wytrzymałości, po prostu ODPOCZNIJ. To na pewno ułatwi Ci drogę w dłuższej perspektywie. Planuj odpoczynek w krótkiej i długiej strategii rozwoju: od rezerwacji rodzinnego urlopu po planowanie, kiedy w ciągu dnia zrobisz sobie 15-minutową przerwę na ulubioną kawę.
Co łączy te wszystkie 7 rzeczy?
Działalność handmade nie opiera się tylko na produkcie. Opiera się na systemie myślenia, który łączy twórczość z wyceną, sprzedażą, finansami, wsparciem i dbaniem o własne zasoby.
Pamiętaj, że Twoja Rękodzielnicza Firma to TY (przynajmniej na początku), i jeżeli planujesz sukces, nie możesz pozwolić sobie na wypalenie już na samym początku. Dlatego pamiętaj o wycenianiu swojego czasu, usług i produktów w zgodzie ze sobą.
Jeśli chcesz poukładać działalność handmade spokojniej i bardziej strategicznie…
Jeśli widzisz, że problemem nie jest tylko jedna rzecz — na przykład wycena czy promocja — ale cały system działania Twojej marki handmade, zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade.
Trzymam kciuki za Twoją działalność rękodzielniczą.
Social media dla rękodzielnika nie muszą oznaczać obecności na każdej platformie. Najlepiej wybrać jeden kanał, który pasuje do Twojej marki handmade i sposobu pracy, a dopiero później rozwijać kolejne.
Social media dla rękodzielnika, gdzie warto być?
Nie warto być wszędzie. Wybierz mądrze jedną platfromę i skup się na jej rozwijaniu, by docierać do Twoich klientów.
Masz wrażenie, że od kiedy pracujesz nad swoim rękodzielniczym przedsięwzięciem, brakuje Ci wiecznie czasu?
Tutaj post na FB, tam nowa fotka na insta… A! I jeszcze jakieś instastory wypadałoby uskutecznić, żeby nie wypaść z rytmu.
Co zrobić, żebyjednocześnie pracować nad tym, co najważniejsze, czyli rękodziełem?
Zebrałam garść przydatnych podpowiedzi, takich „z życia wziętych”, jak można bezkosztowo lub niskim kosztem “kupić” sobie czas, który ucieka nam przez social media.
Jakie social media wybrać dla rękodzielnika?
Kiedy Facebook ma sens
Zadbaj o swój prywatny profil! Bardzo często widzę, jak w grupach tematycznych twórcy rękodzieła prezentują swoje prace z poziomu prywatnego konta. Klikam w ich profil, a tu nic! Wystarczy prosty zabieg – wskazanie swojego fanpage’a w sekcji Praca. Niezależnie, czy użyjesz określenia właściciel czy pracuje w –każda nowa osoba, która będzie chciała odwiedzić Twój fanpage po tym, jak promujesz swoje prace z poziomu prywatnego profilu, będzie miała ułatwioną drogę.
Tylko to!
Niby banał, ale potrafi zwiększyć organiczny napływ nowych fanów w znaczący sposób. Warto podkreślić, że są to osoby autentycznie zainteresowane tym, co robisz (w końcu trafiły na Twój fanpage dosyć okrężną drogą, co wymagało nieco wysiłku).
Warto pamiętać, że do grup tematycznych można już dołączać jako “fanpage”, choć nie wszyscy administratorzy grup tolerują takich gości.
Ta sama wskazówka dotyczy profilu Twojej firmy na FB.
Nawet jeżeli Twoja aktywność jest znikoma, warto zadbać o sekcję Informacje oraz wszystkie podstawowe dane dotyczące Twojej firmy. Nawet bez dużego ruchu, ogromnej ilości postów czy wielkiego zaangażowania społeczności, warto zadbać, aby fanpage działał jak wirtualna wizytówka. Facebookowe profile jeszcze ciągle bardzo wysoko pozycjonują się w wynikach wyszukiwania.
Jeżeli tworzysz treści i planujesz postować regularnie, warto (banał) wykorzystać możliwość planowania. Ta opcja ciągle jest dostępna bezpłatnie, nie potrzeba żadnego zewnętrznego narzędzia, a po jakimś czasie można to zadanie spokojnie oddelegować.
Kiedy Instagram ma sens
Oczywiście idealny wzrost zapewni regularne wrzucanie atrakcyjnych dla Twoich klientów treści, codzienne instastory, “lajwy” i interakcja ze społecznością.
Oczywiście!
Tylko to masa czasu i często tak mocno przeraża wizja tych wszystkich rzeczy, które TRZEBA robić, że finalnie nie robisz nic.
A gdyby tak wdrożyć plan minimum, który pozwoli Twojemu profilowi rosnąć zupełnie samodzielnie?!
Brzmi jak cudowna formuła, ale wcale nie jest jakimś cudownym wynalazkiem. To absolutne podstawy.
Sama stosuję tę taktykę, kiedy niedoczas lub aktualny projekt sprawia, że nie zaglądam na insta.
Otóż – podobnie jak w przypadku Facebooka – bio i 9 fot w feedzie. To wszystko!
A po ludzku: uzupełnij opis profilu z myślą o Twoim odbiorcy (nie Tobie) i dodaj choćby 9 zdjęć (znowu – z myślą o tym, co stanowi wartość dla Twojego klienta), aby konto nie straszyło pustką.
Nawet przy braku aktywności jest większe prawdopodobieństwo, że potencjalni klienci odwiedzą Twoją stronę / sklep / inne miejsce w sieci, niż kiedy Twoje konto nie istnieje.
Kiedy X (dawny Twitter) ma sens
Potraktuj go jako miejsce, z którego ludzie czerpią newsy. Zastanów się, czy te treści, które produkujesz, są rzeczywiście warte podawania dalej? Jak są związane z Twoją marką?
Jeżeli jesteś na tej platformie strategicznie, a nie tylko prywatnie, to czy rzeczywiście wszystkie Twoje aktywności są takie potrzebne?
Może warto wybrać, kogo obserwujesz (by np. podawać dalej) oraz jak opisujesz swój profil (patrz: wskazówki z insta i z fejsa).
Kiedy LinkedIn ma sens
To platforma, która ciągle jeszcze kocha B2B. A cóż znaczy ten magiczny skrót?! A no nic więcej, jak tylko „business to business”, czyli zero fotek z kotkiem, maksimum meritum Twojej działalności. Nawet mało będzie dobrze, o ile profesjonalnie i bez nachalnej sprzedaży. Wystarczy, że uzupełnisz swój profil, pokazując, “czym możesz służyć” innym, a w dużej mierze dasz się znaleźć.
Oczywiście, zaokrąglam troszkę strategię (bez aktywności ciężko liczyć na ogromne cuda), ale wartość prawidłowo uzupełnionego profilu, umiejętność zaprezentowania swoich usług i produktów w atrakcyjny sposób i odrobina pomysłu na swój wizerunek może zdziałać cuda. Jeżeli już posiadasz profil na tej platformie i coś tam od czasu do czasu publikujesz, lepiej przeznacz czas poświęcany na tę aktywność na zadbanie o swój profil.
Lista nie ma końca…
Oczywiście mogłabym tu wymieniać i wymieniać platformy: YouTube, Snapchat, TikTok… I tak bez końca. Ale chyba już „łapiesz” mechanizm.
Jeżeli czujesz, że dana platforma to miejsce, gdzie spędzają czas Twoi klienci rękodzieła, a Ty nie pałasz do niej wielką miłością, zadbaj przynajmniej o przyzwoicie uzupełniony profil. To absolutne minimum.
Dobra rada
Skup się na jednej platformie na raz. Pracuj nad nią tak długo, aż uznasz, że niektóre działania możesz zaplanować, zautomatyzować lub wydelegować. Dopiero wtedy szukaj kolejnej platformy, na której się skupisz. Wiem – nieodparte wrażenie, że konkurencja jest wszędzie, nie daje spać po nocach. Warto jednak skupić się na meritum, czyli Twojej twórczości.
Jeżeli dziś miałabym zaczynać od przysłowiowego zera, zajrzałabym do BIBLIOTEKI BIZNESU HANDMADE – tam wszystko, co potrzebujesz wiedzieć o platformach social-media dla rękodzieła i duuużo więcej…
Podsumowując: dlaczego rękodzielnik nie musi być wszędzie
Bycie wszędzie kosztuje czas
Brak strategii sprawia, że nie robisz nic
Jakie social media dla rękodzielnika naprawdę mają sens?
Facebook — gdy chcesz być łatwo znajdowana
Instagram — gdy chcesz budować wizualną obecność
Zrób choćby plan minimum: bio i 9 zdjęć. To jest bardzo krótkie i konkretne.
LinkedIn — gdy działasz bardziej B2B lub edukacyjnie
Pinterest — gdy chcesz działać długofalowo i spokojniej
Jakie social media są najlepsze dla rękodzielnika?
Najlepsze są te, które pasują do Twojej marki, odbiorców i sposobu pracy. Nie każda twórczyni handmade musi działać na wszystkich platformach.
Czy rękodzielnik musi być na Instagramie?
Nie. Instagram może być pomocny, ale nie jest jedyną drogą promocji rękodzieła.
Czy Pinterest nadaje się do promocji rękodzieła?
Tak, szczególnie jeśli chcesz budować ruch w bardziej długofalowy sposób i nie opierać się wyłącznie na codziennej aktywności w social media. To też jest mocno zasugerowane w obecnym wpisie.
Od jakiej platformy najlepiej zacząć?
Najlepiej zacząć od jednej platformy i dopiero po opanowaniu jej szukać kolejnej. Taki wniosek pada już dziś w sekcji „Dobra rada”.
Co zrobić, jeśli social media zabierają mi za dużo czasu?
Warto uprościć działania, ustalić plan minimum i wybrać jeden kanał, zamiast próbować być wszędzie.
Jeśli chcesz promować rękodzieło spokojniej, mądrzej i bez bycia wszędzie naraz, zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade. To miejsce, w którym układasz strategię promocji dopasowaną do siebie i swojej marki.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/02/blog-grafika-na-social-media-szablon-4.png788940aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2020-02-26 05:30:082026-08-21 09:14:19Social media dla rękodzielnika: jak promować rękodzieło bez chaosu
Wielokrotnie wspominałam, że moja działalność w oparciu o rękodzieło nie byłaby tak skuteczna, gdyby nie wsparcie mojej mentorki Sigrun. Całą historię współpracy z nią w programie SOMBA opisałam ze szczegółami TUTAJ. Dlatego nie będę już wracać do opisywania wszystkich detali…jednak mimo wszystko…napiszę o niej znowu.
Wakacje w czerwcu?
Jak wspominałam – biorę udział w programie SOMBA – czyli Sigrun’s Online MBA – gdzie uczę się , ogólnie mówiąc, biznesu online. Program – w przeciwieństwie do wielu kursów cyfrowych trwa okrągły rok, co pozwala na okresy bardziej i mniej wzmożonej pracy dostosowanej do indywidualnego rytmu. Tegoroczne wakacje zaplanowałam w czerwcu…oczywiście nie bez powodu. Od dawna wiedziałam, że lipiec i sierpień to – w przeciwieństwie do innych szkół – wcale nie wakacje. Wręcz odwrotnie – to czas dużych emocji, wielkich skoków edukacyjnych i eksperymentów – O zgrozo! –na ludziach!
Workation?
Lipiec i sierpień to czas, kiedy większość z nas odpoczywa. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, choć śmiem twierdzić, że wielu przedsiębiorców …też – ale zbyt długi odpoczynek mnie męczy i rozleniwia. Uwielbiam to, co robię, dlatego format 'SUMMER SCHOOL’, czyli sprintu biznesowego wewnątrz Online MBA( SOMBA ) mocno do mnie przemawia i postanowiłam Wam o tym troszkę opowiedzieć.
W czerwcu 2019 przez dwa tygodnie smażyłam się w Chorwacji, oczywiście po 3cim dniu cyfrowego detoksu dziękowałam swoim przeczuciom i z wielkim zapałem wygrzebałam laptopa z dna walizki. Jestem tym typem, który choć nie musi, to i tak z wypiekami na twarzy podgląda, co tam dzieje u mojego biznesowego „dziecka” czyli OPLOTKI. Nazywam takie praco-urlopy „Worcation”.
Odpoczęłam, ale jednocześnie zbierałam myśli, spisywałam obserwacje i pomysły, podpytywałam moje klientki i współpracowniczki, czego jeszcze nam w tym rękodzielniczym ekosystemie wsparcia brakuje. Zbierałam siły na SOMBA SUMMER SCHOOL.
Somba Summer School
To dwumiesięczny czas wytężonej pracy w rocznym programie SOMBA. W tym czasie tworzymy zupełnie nowe kursy online. Od A do Z – ale nie w teorii! – Tworzymy je po to, aby od razu przetestować na realnych uczestnikach. Jest kilka zasad uczestnictwa w tym zbiorowym sprincie – ale najważniejszą jest działanie! Sigrun i jej zespół prowadzi nas krok po kroku przez proces tworzenia, testowania, ulepszania i wprowadzania naszych kursów do stałej – już wtedy płatnej – oferty. Oczywiście największą zaletą tej „akcji” jest fakt, że ponad 200 osób w dokładnie tym samym czasie pracuje nad swoimi cyfrowymi produktami i energia grupy potrafi zmobilizować. Uwierzcie mi, nawet 30-stopniowe upały nie są tak gorące, jak zagorzałe dyskusje w naszej wewnętrznej grupie wsparcia. Nie ma pytań bez odpowiedzi, nie ma zadań za trudnych i pomysłów zbyt szalonych…jest za to ogrom merytorycznych rad, burze mózgów i porcja praktycznych narzędzi – wielka wymiana informacja- dzięki której każdy z nas tworzy EPICKIE kursy online.
Jak to wygląda dla uczestników naszych kursów?
Zasady są proste. Kurs, który tworzymy, niezależnie od tematyki, musi być 4-tygodniowy, bezpłatny dla uczestników, którzy chcą wziąć udział w jego testowaniu i kończyć się zebraniem wszystkich opinii na jego temat. To właśnie dzięki nim będziemy w stanie go ulepszyć, zanim trafi do regularnej sprzedaży. Klasyczne win-win – kursanci otrzymują wielką porcję naszej pracy bezpłatnie, a my otrzymujemy ich krytyczne uwagi na temat kursu.
Dumnie donoszę, że – oczywiście- nie mogła bym ominąć takiej okazji i dzięki energii grupy zamierzam rozprawić się z najczęstszym wyzwaniem rękodzielników! Postanowiłam skonstruować program, który raz na zawsze pozwoli uczestnikom odpowiedzieć sobie na pytanie „Czy to, co robię – HANDMADE – to kosztowneHOBBY, czy dochodowy BIZNES”. Celem programu jest przeprowadzenie uczestnika przez taki proces, po którego przejściu będzie wiedział, czy w swojej obecnej sytuacji, przy swoich obecnych możliwościach – jest w stanie zarobić „na chleb” (albo, jak to zgrabnie jedna z uczestniczek kursu ujęła, „nie tylko na chleb, ale na masełko”) prowadząc działalność w oparciu o rękodzieło. Chodzi o to, żeby każdy z uczestników zderzył się ze swoją rzeczywistością i realnie ocenił swoje szanse na powodzenie.
Handmade – hobby, czy biznes
Oczywiście najłatwiej jest przeładować taki kurs wiedzą, zasypać toną informacji, narzędzi, wzorców i schematów…których potem nikt nie wdroży w życie, ale odłoży „na wieczne potem”…ale właśnie dokładnie NIE O TO chodzi w Somba Summer School. Celem programu jest nauczenie nas – twórców – jak zredukować kurs do absolutnego minimum wysiłku ze strony uczestników (mamy nawet limit na ilość video i pdf-ów, które możemy udostępniać w naszych kursach) przy jednoczesnej maksymalizacji efektów. I tutaj widzę największą wartość…ale też największą pracę. …no bo jak tego dokonać, żeby w kilku video zawrzeć taką wiedzę, zadania, wzorce, które pozwolą na uporanie się z tak fundamentalnym pytaniem uczestników kursu…”Czy biznes rękodzielniczy jest dla mnie? Czy może lepiej, żeby to pozostało moje hobby?”…
Redukcja, Redukcja i jeszcze raz analiza…
Nie muszę Wam pewnie opowiadać, że z moją tendencją do tzw. „overdelivery” ( czyli przygniatania nadmiarem) to jest dla mnie najtrudniejsza część zadania. Jak z tych godzin nagrań, ton mądrych książek, procesów, które sama przeszłam, programów, z których chciała bym wyłowić dla uczestników cenne „perełki” … jak mam z tego skompilować krótką całość, którą łatwo i przyjemnie będzie przyswoić podczas 4-tygodni (no i nie zapominajmy, że to jednak środek wakacji…apetyt na „ciężkie rozkminy” raczej wtedy mocno spada). I za to uwielbiam Somba Summer School – wiem, że poprzeczka jest tak wysoko, że samodzielnie pewnie przeszła bym pod nią…i w którymś punkcie po prostu się poddała…ale nie tutaj…nie kiedy 200 innych osób „daje radę” ! Dzięki tej wspólnej mobilizacji pracuję jak szalona nad okrajaniem merytoryki programu do absolutnego minimum, potrzebnego do osiągnięcia przez uczestników zamierzonego efektu.
A czy mi się uda?
Głęboko w to wierzę!
Możesz samodzielnie się przekonać i skorzystać z programu. Wakacje 2019 to czas eksperymentu, zbierania cennych opinni uczestników o kursie i jego ulepszania.Później program trafi do stałej oferty OPLOTKI: https://oplotki.pl/handmade-hobby-czy-biznes/
Śmiało podziel się informacją z koleżanką.
Wierzę, że Ci za to podziękuje
Agnieszka@oplotki.pl
Ps.
Jeżeli chcesz, abym przesyłała Ci informacjena temat programu SOMBA ( Online MBA), gdzie uczę się, jak budować OPLOTKowy biznes online – zapisz się tutaj. Poinformuję Cię o najbliższym naborze do programu oraz będę wysyłać informacje o bezpłatnych, choć bardzo wartościowych materiałach mojej biznesowej mentorki i autorki SOMBA – Sigrun.
Mały up-date z 2021 🙂
Kurs rzeczywiście okazał się Hitem! to właśnie dlatego odświeżam ten wpis! – Kurs Handmade Hobby Czy BIZNES rzeczywiście trafił do stałej oferty…a wakacyjny tryb pracy wszedł mi w krew…w tym szalonym 2021 roku nie lada projekt! KSIĄŻKA!!!!
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png00oplotkihttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngoplotki2019-07-10 07:09:562021-05-26 15:31:22Somba Summer School – co to takiego?
Sutasz to jedna z tych technik rękodzieła, które trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Kolorowe sznurki układające się w charakterystyczne, miękkie linie, kamienie i koraliki otoczone precyzyjnym ściegiem, asymetryczne kompozycje, duże kolczyki, naszyjniki, bransoletki, broszki czy ozdobne zakładki.
Jeżeli pierwszy raz widzisz biżuterię sutaszową, możesz pomyśleć: jak właściwie się to robi?
I właśnie o tym jest ten tekst.
Poznasz bliżej technikę sutaszu, materiały wykorzystywane do jej wykonywania, możliwości, jakie daje, oraz historie dwóch twórczyń, które z sutaszem zbudowały własne twórcze światy.
Jedną z nich jest Jola Sroka ze Sroka Projekt, drugą Ewa Genge, z którą rozmawiałam w podcaście Oplotki.
Co to jest sutasz?
Sutasz to technika rękodzielnicza polegająca na zszywaniu specjalnych sznurków, często wokół kamieni, kaboszonów, koralików lub innych elementów dekoracyjnych.
Charakterystyczne sznurki mają odpowiednią konstrukcję, dzięki której można je formować w łuki, spirale, pętle i bardziej skomplikowane kompozycje.
To właśnie sposób prowadzenia i zszywania sznurków sprawia, że sutasz ma swój charakterystyczny wygląd.
W efekcie można uzyskać bardzo dekoracyjne, przestrzenne formy.
Najczęściej technika kojarzy się z biżuterią:
kolczykami,
naszyjnikami,
wisiorami,
bransoletkami,
broszkami,
pierścionkami.
Ale możliwości są znacznie większe.
Z sutaszu można wykonywać również ozdoby, dekoracje, zakładki do książek czy elementy użytkowe.
To technika, w której materiał sam w sobie staje się częścią kompozycji.
Jak wygląda praca w technice sutaszu?
W sutaszu nie wystarczy po prostu „przykleić” ozdobnych elementów do sznurka.
Charakterystyczne dla techniki jest precyzyjne zszywanie sznurków, często w taki sposób, aby otaczały one wybrany kamień czy kaboszon.
Potrzebna jest więc cierpliwość i dokładność.
Jednocześnie sutasz daje ogromne możliwości projektowe.
Sznurki występują w wielu kolorach, a do tego można dobierać różnego rodzaju:
kamienie,
kaboszony,
koraliki,
kryształki,
perełki,
chwosty,
muszelki,
inne elementy dekoracyjne.
Dlatego nawet korzystając z podobnych materiałów, dwie osoby mogą stworzyć zupełnie różne prace.
I właśnie ta możliwość tworzenia własnego stylu jest jedną z rzeczy, które w sutaszu przyciągają twórców.
Jakich materiałów potrzebujesz do sutaszu?
Podstawą jest oczywiście sznurek sutaszowy.
Do tego dochodzą elementy, które będą tworzyły kompozycję.
W zależności od projektu mogą to być:
kaboszony,
kamienie,
koraliki,
kryształki,
perełki,
chwosty,
inne ozdobne dodatki.
Potrzebujesz również igły i odpowiednich nici do zszywania elementów.
To właśnie dobór materiałów jest jednym z ciekawszych aspektów tej techniki.
Możesz pracować z bardzo podobną konstrukcją, ale zmieniając kolor sznurków, kamienie czy koraliki, uzyskać zupełnie inny efekt.
Dlatego sutasz może być:
minimalistyczny albo bardzo dekoracyjny,
stonowany albo pełen koloru,
geometryczny albo organiczny,
elegancki albo mocno boho.
Sutasz i biżuteria: dlaczego ta technika tak dobrze się sprawdza?
Sutasz szczególnie mocno kojarzy się z biżuterią.
I nietrudno zrozumieć dlaczego.
Sznurki pozwalają tworzyć formy, których nie uzyskalibyśmy w taki sam sposób przy wykorzystaniu tradycyjnej biżuterii wykonanej wyłącznie z metalu.
Można bawić się:
kolorem,
kształtem,
symetrią,
wielkością,
fakturą,
połączeniem różnych materiałów.
Powstają dzięki temu ozdoby, które mogą być bardzo mocnym elementem stylizacji.
Tak właśnie sutasz odkryła Jola Sroka ze Sroka Projekt.
Jak opowiadała, jej fascynacja zaczęła się od kontaktu ze sznurkami i kaboszonami.
Zachwyciło ją to, że można łączyć kolory i materiały w sposób, który daje zupełnie inne możliwości niż klasyczna biżuteria.
Jej prace poszły później mocno w stronę kolorowego, charakterystycznego stylu boho.
Na stronie Oplotki Jola opowiadała o swojej miłości do sutaszu, która trwała od 2011 roku, oraz o tym, jak z czasem zaczęła tworzyć własny rozpoznawalny styl.
Sutasz to nie tylko kopiowanie wzorów
To bardzo ważny element tej techniki.
Możesz nauczyć się podstawowego sposobu prowadzenia sznurków.
Możesz nauczyć się konkretnego ściegu.
Możesz wykonać prostą zakładkę albo pierwszy wisior.
Ale z czasem pojawia się pytanie:
co właściwie jest moje?
W rozmowie podcastowej Oplotki Ewa Genge zwracała uwagę właśnie na ten aspekt sutaszu.
Jej zdaniem każdy, kto zajmuje się tą techniką, musi z czasem znaleźć własny styl.
I trudno się z tym nie zgodzić.
Bo można nauczyć się techniki od kogoś innego, ale później można zacząć eksperymentować:
zmieniać proporcje,
łączyć kolory,
wybierać inne kamienie,
tworzyć własne kompozycje,
eksperymentować z asymetrią,
dodawać własne elementy.
W ten sposób technika staje się językiem, którym twórczyni może opowiedzieć coś własnego.
Ewa Genge: od pierwszego sutaszu do własnego stylu
Historia Ewy jest ciekawym przykładem tego, jak można wejść w tę technikę właściwie od zera.
Ewa opowiadała w podcaście, że po raz pierwszy zobaczyła biżuterię sutaszową w telewizji w 2013 roku.
I – jak sama mówiła – po prostu się zakochała.
Zwróciły jej uwagę przede wszystkim:
kolory,
kamienie,
różnorodność form,
możliwość tworzenia rzeczy innych niż klasyczna biżuteria.
Zaczęła więc szukać informacji w internecie, zamówiła materiały i zaczęła uczyć się z tutoriali.
Początki oczywiście nie były idealne.
Pierwsze prace były krzywe, pojawiały się błędy, a nawet problemy z materiałami.
Ewa wspominała, że pierwszą biżuterię szyła nawet żółtymi nićmi do dżinsów, ponieważ nie miała jeszcze odpowiednich nici.
Ale najważniejsze było coś innego:
chciała po prostu szyć.
I właśnie w ten sposób zaczęła rozwijać swoją technikę.
Sutasz wymaga cierpliwości
To technika, w której efekt końcowy może wyglądać bardzo efektownie, ale droga do niego wymaga pracy.
Precyzyjne prowadzenie sznurków.
Pilnowanie ich ułożenia.
Równe zszywanie.
Dopasowywanie elementów.
Dobieranie kolorów.
Praca z kamieniami i koralikami.
A później wykończenie gotowej pracy.
To wszystko sprawia, że wykonanie jednej rzeczy może zająć sporo czasu.
Ewa zwracała uwagę, że jej biżuteria jest bardzo czasochłonna.
Co więcej, nie tworzy seryjnie identycznych projektów.
Jak opowiadała, często każdy wisior jest inny, a sama kompozycja zmienia się jeszcze podczas szycia.
To ważna cecha rękodzieła.
Nie wszystko musi powstać według sztywnego projektu od początku do końca.
Czasami właśnie materiał i proces prowadzą twórczynię do ostatecznego efektu.
Czy sutasz jest trudny?
Na początku może być wymagający.
Zwłaszcza jeśli nie masz doświadczenia w precyzyjnym szyciu.
Ale jak w przypadku wielu technik rękodzielniczych, trudność zależy również od projektu, od którego zaczniesz.
Nie warto rozpoczynać od najbardziej skomplikowanej kompozycji.
Lepiej zacząć od prostszych form i nauczyć się:
jak prowadzić sznurki,
jak je zszywać,
jak utrzymywać odpowiednie napięcie,
jak osadzać element dekoracyjny,
jak wykańczać pracę.
Dopiero później można zwiększać poziom skomplikowania.
I właśnie dlatego pierwsze krzywe sznurki, uciekające koraliki czy rozprute fragmenty nie oznaczają, że „nie masz talentu do sutaszu”.
Oznaczają po prostu, że uczysz się nowej techniki.
Ewa wspominała w rozmowie, że kiedy patrzymy na prace osób, które tworzą od kilku czy kilkunastu lat, łatwo zapominamy, że one również kiedyś zaczynały od pierwszego wbicia igły.
Co można zrobić techniką sutaszu?
Najbardziej oczywistą odpowiedzią jest oczywiście:
Biżuterię.
Ale nie tylko.
Kolczyki
Małe i delikatne albo duże, asymetryczne i mocno dekoracyjne.
Naszyjniki i wisior
Sutasz pozwala tworzyć rozbudowane kompozycje, w których kamień lub kaboszon może stać się centralnym punktem całego projektu.
Bransoletki
Można tworzyć zarówno proste, jak i bardziej rozbudowane formy.
Broszki
Sutasz świetnie sprawdza się także jako technika do tworzenia ozdób przypinanych do ubrań czy dodatków.
Zakładki
To ciekawy sposób na wykorzystanie techniki również poza klasyczną biżuterią.
Dekoracje
Jeżeli potraktujesz sutasz szerzej niż jako technikę biżuteryjną, możliwości zaczynają się jeszcze bardziej rozszerzać.
Sutasz jako sposób na znalezienie własnego stylu
W tej technice szczególnie dobrze widać, jak z czasem rękodzielniczka przechodzi od:
„umiem zrobić sutasz”
do:
„wiadomo, że to jest moje”.
To dwie różne rzeczy.
Pierwsza oznacza opanowanie techniki.
Druga – zbudowanie własnego języka wizualnego.
Możesz mieć charakterystyczny sposób łączenia kolorów.
Możesz wybierać określony rodzaj kamieni.
Możesz tworzyć asymetryczne formy.
Możesz konsekwentnie pracować w określonym klimacie.
Możesz połączyć sutasz z innymi materiałami.
Właśnie w tę stronę poszła między innymi Jola Sroka, której sutasz kojarzy się z kolorami i klimatem boho.
Ewa z kolei rozwinęła wokół techniki również działalność edukacyjną – prowadziła warsztaty, szkolenia online i społeczność osób uczących się sutaszu.
To pokazuje jeszcze jedną rzecz:
jedna technika rękodzieła może stać się podstawą bardzo różnych ścieżek.
Możesz tworzyć dla siebie.
Możesz sprzedawać gotowe prace.
Możesz wykonywać zamówienia.
Możesz prowadzić warsztaty.
Możesz uczyć online.
Możesz budować społeczność wokół techniki.
Sutasz online: technika, którą można pokazać na wiele sposobów
Ewa zwracała uwagę również na to, jak internet zmienił możliwości osób zajmujących się rękodziełem.
Jej własna biżuteria była sprzedawana przede wszystkim przez internet.
Dzięki temu nie była ograniczona wyłącznie do lokalnego rynku.
To szczególnie istotne w przypadku tak charakterystycznej techniki jak sutasz.
Jeżeli w Twojej miejscowości niewiele osób wie, czym jest sutasz, nie oznacza to, że nie ma osób zainteresowanych taką biżuterią.
Internet pozwala znaleźć osoby, które:
szukają konkretnego stylu biżuterii,
chcą kupić ręcznie wykonaną ozdobę,
interesują się techniką,
chcą nauczyć się sutaszu,
szukają inspiracji,
chcą dołączyć do społeczności innych twórczyń.
Dlatego technika rękodzielnicza może być jednocześnie materiałem do tworzenia i tematem, wokół którego budujesz swoją markę.
Czy sutasz może być dla Ciebie?
Jeżeli lubisz:
precyzyjną pracę ręczną,
kolory,
kamienie i koraliki,
projektowanie własnych kompozycji,
biżuterię,
eksperymentowanie z formą,
pracę wymagającą cierpliwości,
sutasz może być techniką wartą wypróbowania.
Nie musisz od razu planować kolekcji biżuterii.
Nie musisz wiedzieć, czy będziesz ją sprzedawać.
Nie musisz mieć własnego stylu pierwszego dnia.
Możesz po prostu zacząć od jednego projektu.
Od pierwszego sznurka.
Od pierwszego wbicia igły.
Od pierwszej – prawdopodobnie trochę krzywej – kompozycji.
Bo właśnie tak zaczynała również Ewa.
Sutasz: najważniejsze informacje w skrócie
Sutasz to technika rękodzielnicza polegająca na zszywaniu specjalnych sznurków, często wokół kamieni, kaboszonów i koralików.
Najczęściej wykorzystuje się ją do tworzenia biżuterii, ale możliwości są szersze.
Podstawowe materiały to sznurki sutaszowe, nici, igła oraz elementy dekoracyjne – między innymi kamienie, kaboszony i koraliki.
Technika wymaga precyzji i cierpliwości, szczególnie przy bardziej skomplikowanych projektach.
Nie ma jednego stylu sutaszu. Ta sama technika może prowadzić do bardzo różnych efektów wizualnych.
Własny styl rozwija się z czasem, poprzez eksperymentowanie z materiałami, kolorami i formą.
Sutasz może być hobby, ale może też stać się podstawą marki handmade – sprzedaży biżuterii, warsztatów, kursów czy społeczności.
Chcesz poznać więcej technik rękodzieła?
Sutasz to tylko jedna z wielu technik, które możesz odkryć.
A jeśli chcesz zobaczyć, jak konkretne twórczynie zamieniają swoją technikę w coś więcej niż samo tworzenie, posłuchaj również podcastu Oplotki.
W rozmowie z Ewą Genge znajdziesz dużo więcej o jej drodze od pierwszego sutaszu do własnej marki, nauczania i społeczności wokół tej techniki.
Podcast Oplotki – rozmowa z Ewą Genge:
Sutasz nie musi wyglądać tak samo u każdej osoby
I chyba właśnie to jest w tej technice najciekawsze.
Możesz nauczyć się podstaw.
Możesz poznać materiały.
Możesz powtórzyć pierwszy projekt.
Ale później zaczyna się najciekawsza część:
co zrobisz z tą techniką po swojemu?
Bo rękodzieło nie kończy się na opanowaniu instrukcji.
Instrukcja pokazuje Ci, jak zrobić.
Twórczość zaczyna się wtedy, kiedy zaczynasz pytać:
„A co, jeśli zrobię to inaczej?”
Poniżej cytuję wypowiedź Joli za „Sroka Projekt” :
Mam na imię Jola i jestem właścicielką polskiej marki rękodzielniczej Sroka-Projekt. Handmade to moje drugie imię. Od dziecka. Mając pięć lat, zrobiłam swój pierwszy (krzywy jak piramida demograficzna liczby kobiet w Polsce) szalik na drutach. Potem było szydełko, haft… Jednak kluczem do tego, kim jestem dzisiaj, było wyszukiwanie pokazów mody w telewizji oraz… tłuczenie młotkiem podwórkowych kamieni i podziwianie w słońcu ich wyjątkowej, mieniącej się struktury.
Dzisiaj nie rozbijam już kamieni. Dzisiaj jestem dziewczyną po uszy zakochaną w sutaszu. Kocham go miłością wielką, nieustannie od 2011 roku i właściwie od pierwszego wejrzenia.
Co mnie przyciągnęło do sutaszu?
Pamiętam to wrażenie przy pierwszym zetknięciu się ze sznurkami… gładkie, ciepłe, posłusznie układały się w dłoni. A kaboszony… na początku tylko niebieskie, bo to mój ulubiony kolor. Oczami wyobraźni widziałam, jak sznurki wiją się radośnie wokół koralików, układają się w kolorową, harmonijnie dobraną całość. Wiedziałam, że potrafię z nich wyczarować wszystko, co mi w duszy gra… Dopiero po pewnym czasie do niebieskich kaboszonów dołączyły kolory, następnie chwosty, pompony, muszelki…
Rękodzieło na wysokich obcasach
Jednak nie od razu pokazałam swoje prace światu. Zrobiłam to w momencie, gdy dotarło do mnie, że rękodzieło to nie tylko kapcie od babci i sweter w renifery. Postanowiłam, że moje rękodzieło będzie jak wybiegu — będzie stało na bardzo wysokich obcasach (co najmniej dwunastocentymetrowych !) i będzie tak niepowtarzalne, jak wspomniane wcześniej, rozbite kamienie.
Sutasz w klimacie boho
Dzisiaj tworzę tak, jak czuję, w klimacie boho. Uwielbienie kolorów, doświadczenie w szyciu oraz sto pomysłów na projekt procentują. Ufam sobie. Projektuję. Szyję. A potem ubieram w swoją biżuterię wszystkie kobiety, które chcą pokazywać swoją wyjątkowość, chcą się nią cieszyć i bawić (jejejejeje!).
Aktualnie moją biżuterię noszą nie tylko Polki, ale i Europejki, Amerykanki, Japonki czy Australijki.
Wszystko to dzięki intuicji, która pomagała mi podejmować dobre (jeśli nie najlepsze) decyzje w życiu, która przewrotnie zrobiła ze mnie — rodowitej mieszczki kujawskiej z dzikim planem życia w Hiszpanii — mieszkającą na wsi Podlasiankę. Dzięki niej zrozumiałam, że mała miejscowość nie jest przeszkodą, tylko wyzwaniem w byciu modnym i oryginalnym. Że bycie jedyną kobietą w domu wśród pięciu mężczyzn (dla jasności mąż jest jeden, reszta to synowie) tylko dopinguje mnie do eksponowania swych damskich walorów, a rola matki nie psuje wizji własnego pasjo-zawodu.
Jestem przekonana, że rękodzieło to nie tylko mój sposób na życie. To również misja umacniania kobiet w poczuciu ich własnego stylu, odkrywania w nich najpiękniejszych emocji i zadbania o swą indywidualność.
Po więcej informacji o technikach rękodzieła wskakuj na stronę poświęconą WARSZTATOM RĘKODZIEŁA
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/01/szablon-bloga-poziom.png8001200oplotkihttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngoplotki2019-02-20 07:12:442026-09-18 14:12:09Sutasz: co to za technika? Biżuteria, materiały i możliwości
Dziś opowiemy Ci historię spełnionych marzeń. Gościem Oplotek jest Justyna, która zgodziła się napisać dla nas kilka słów o swojej przygodzie z rękodziełem. Zapraszam serdecznie.
Cześć! Nazywam się Justyna i odkąd pamiętam, ciągnęło mnie do wszelkiego rodzaju sztuki i twórczego działania. Zaraził mnie tym mój Tato, który jest artystą grafikiem.Kiedy byłam dzieckiem, często zabierał mnie do swojej pracowni, dawał brystol, sadzał przed sztalugą i pozwalał się twórczo wyżywać 🙂
W tej samej pracowni, która istnieje do dziś i Tato do dziś w niej tworzy, znajduje się ciemnia fotograficzna. Z czasem zaczęło mnie do niej coraz bardziej ciągnąć. Dostałam stary (ale w doskonałym stanie!) analogowy aparat Minolta, czarno-białą kliszę i zaczęłam kolejną twórczą przygodę.
Fotografowanie pochłonęło mnie na lata, ukończyłam szkołę fotografii. Ten czas bardzo mnie uwrażliwił, zaczęłam inaczej spoglądać na świat, zauważać niewidzialne 😉 I jeszcze dalej, jeszcze głębiej poszukiwać możliwości realizacji. Studia ukończyłam na Wydziale Biologii. Tutaj wkład miała moja Mama, która jest lekarzem i dzięki niej bardziej twardo stąpam po ziemi 🙂
Studia jednak tylko utwierdziły mnie w tym, że moje dalsze życie musi mieć twórczy charakter. Podjęłam naukę w studio tatuażu. I tutaj wbrew pozorom historia staje się bardzo banalna, wcale nie różniąca się od tej, którą ma do opowiedzenia wiele z nas — rękodzielniczek. Zaszłam w ciążę, musiałam przerwać pracę i koniecznie znaleźć sobie nowe zajęcie. Rękodzieło było wprost idealne!
Jak marzenia stał się rzeczywistością
I tak w 2015 roku rozpoczęła się moja przygoda. Zaczęło się od niewinnego hobby, które w niedługim czasie przerodziło się w ogromną pasję. Szydełko i druty stały się przedłużeniem moich rąk, a zajęcie się tym zawodowo stało się moim marzeniem.
Z natury jestem osobą, która uwielbia podążać za głosem serca, realizować marzenia, nawet te na pozór nierealne, a takie mi się ono wówczas wydawało. Dlatego po urlopie macierzyńskim podjęłam próbę powrotu do pracy w studiu. Praca szła bardzo powoli, po takiej przerwie miałam wrażenie, że wróciłam do punktu wyjścia. Wróciło marzenie o rękodzielniczej działalności.
Pomimo ogromnych obaw, postanowiłam nie marnować więcej czasu i tak, kilka miesięcy temu, postawiłam wszystko na jedną kartę i z ogromnym zasobem energii i motywacji rękodziełem zajęłam się na dobre. Obecnie rozwijam się i uczę nowych umiejętności. Tworzę własną stronę internetową oraz linię autorskich produktów, które stanowią wypadkową rękodzieła i mojej drugiej pasji, jaką jest joga.
Zostanie nauczycielem jogi również znajdowało się na mojej liście marzeń, jednak łącząc jogę w moim biznesie, z powodzeniem mogę powiedzieć, że zrealizowałam je w nieco innej formie 🙂
Dlaczego ja?
Realizuję wizje i odpowiadam na potrzeby osób, które chcą mieć unikatowe, ręcznie robione produkty wysokiej jakości, z naturalnych materiałów. Zależy mi na tym, aby marka, którą buduję, była zgodna z naturą, pełna mojej miłości i pasji do obu dziedzin- rękodzieła oraz jogi. Tutaj hasło „Crochet is the new yoga” nabiera nowego znaczenia. Przekazuję je również na moich warsztatach, na które serdecznie zapraszam.
Obecnie pomoce do jogi są na etapie tworzenia, ale do śledzenia postępów oraz po resztę mięciuchów, które tworzę, zapraszam do mojego instagramowego świata – @juszka.handmade.
Ps. Jeżeli masz ochotę na więcej informacji o różnych dziedzinach rękodzieła…chcesz od nas otrzymywać powiadomienia o warsztatach stacjonarnych i online oraz dowiadywać się, co nowego w OPLOTKowym świecie – klikaj TUTAJ.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/02/2.png10801080aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2019-02-13 06:19:062021-05-13 16:15:43JOGA DLA CIAŁA, JOGA DLA UMYSŁU
Pierwsze kroki na maszynie zrobiłam ok 2,5 roku temu…
Moja historia jest dosyć standardowa, mam dwójkę dzieci = urlop macierzyński, potem wychowawczy, a potem ogromna chęć zrobienia czegoś dla siebie, dla dzieci, zbudowania od podstaw czegoś nowego, własnego, innego…
Sklep z ciuchami to było moje marzenie od zawsze.… ale życie zweryfikowało, że to właśnie szycie na zamówienie jest w moim zasięgu.
Dodatkowo dwie córki w domu to doskonałe testerki moich produktów, a czasem nawet żywa reklama ;).
I tak szyłam dla nich, dla bliskich, dla koleżanek i dla dzieci z przedszkola… .
I tak powstała Jagga Zone:
Zaczęło się od czapek…
Moje pierwsze produkty to czapki i kominy, które cieszą się ogromnym powodzeniem, zwłaszcza wśród najmłodszych. Różnorodność wzorów i materiałów daje mi możliwość szycia zestawów z postaciami z bajek,
z modnymi motywami, w różnych kolorach, a wierzcie, to dla małego klienta jest bardzo ważne.
Wzory chłopięce, dziewczęce, gładkie lub pstrokate, czapki z pomponami lub bez – każdy może wybrać
to, czego tylko potrzebuje.
Jesienią tego roku, gdy wypuściłam kolejny zestaw czapek z najmodniejszym motywem minionego lata: czyli tukany i liście monstery – to cieszył się tak wielkim powodzeniem, że w ten sam dzień musiałam ogłosić sold out. Był to jeden z pierwszych, trudnych momentów dla Jagga|Zone – zamówienia spływały, a ja stawałam na głowie, żeby zdobyć jeszcze kilka metrów tego wzoru. Presja była duża, ale na szczęście wszystko się udało. Ponadto jeden z tych zestawów poleciał do Londynu:
Znalazłam też sposób na jesienną zmienność pogody i zaproponowałam jednowarstwowe, gładkie czapki „smerfetki”, które cieszą się ogromnym powodzeniem zwłaszcza wśród osób dorosłych. Takie rozwiązanie to super pomysł, gdy nie wiadomo co najlepiej ubrać na głowę.
Szycie wciągało mnie coraz bardziej
Następnie, rozszerzając swoją ofertę, wprowadziłam bawełniane spódniczki oraz komplety spódniczek dla mamy i córki. Folkowe wzory chwyciły od razu. Ten modny w sezonie wzór świetnie prezentuje się
w niejednej stylizacji. Pierwszy komplet uszyłam dla siebie i córek – gdy tylko w nim gdzieś wychodzimy to od razu wzbudzamy zainteresowanie i zyskuję rzeszę nowych klientów 🙂
Wszystkie zamówione spódniczki można samodzielnie projektować, wybrać dowolny wzór materiału, długość w zależności od potrzeb: mini, midi lub maxi, a także szerokość gumki, którą wszywam w pasie.
Późnej przyszedł czas na super nowość – Magiczna BALONOWA SUKIENKA. Doskonała dla każdej małej elegantki która chciałaby poczuć się wyjątkowo i magicznie, ponieważ balony nabierają kolorów gdy pada na nie słońce.
Od ubrań po… martwą naturę 🙂
A wiecie jakie są najwytrzymalsze kwiaty na świecie?
– Tulipany uszyte z materiału
Daje gwarancję, że nigdy ich nie przesuszycie, ani nie padną w wazonie 🙂
To doskonały prezent na wiele okazji. Są piękne, kolorowe, świetne na urodziny, imieniny, a także Dzień Mamy i Babci. Super sprawdzają się jako pamiątka wielu ważnych wydarzeń jak np. przyjęcie sakramentu Chrztu czy Komunii Św.
Czasami dostaje też indywidualne „życzenia specjalne”….
i tak dla zagorzałej fanki psów, a dokładnie Terierów Szkockich powstał bardzo elegancki „Timonek”:
A dla dwóch małych fanek sówek powstały dwie ślicznotki, które same zaprojektowały:
Z okazji Dnia Dziecka i zakończenia roku szkolnego proponuje mięciutkie poduszki ananasy i lody które można wziąć ze sobą na wakacje, kolonie, pod namiot czy na plażę:
Szycie okolicznościowe, czyli rękodzieło z innej perspektywy
Później pomyślałam że poducho-maskotki okolicznościowe, zwłaszcza z okazji Świąt Wielkanocnych i Bożonarodzeniowych to bardzo dobry pomysł. Produkcja ruszyła pełną parą!:
Gdy poznałam Agnieszkę, a później Dziewczyny ze stowarzyszenia Oplotki oraz całą ideę i zamysł projektu Oplotki.pl, otworzyły się przede mną nowe horyzonty.
W trakcie kilku bardzo inspirujących spotkań spojrzałam na rękodzieło z innej perspektywy, a zwłaszcza na rękodzieło dla wnętrz… Wtedy postanowiłam, że sama spróbuję stworzyć produkty które mogłyby być elementem wyposażenia mieszkań, sklepów, czy szkół…
Tak powstały, wygodne pufy xxl, wypełnione kulką styropianową , dopasowującą się do kształtu ciała:
Oraz mniejsze, okrągłe pufki które trafiły do szkoły językowej dla dzieci :
W późniejszym czasie uszyłam eleganckie, welurowe, poduchy dekoracyjne o kształcie gwiazdy, w 6 kolorach do wyboru: szarym, czarnym, beżowym, fioletowym, czerwonym i morskim. Niektórym może się wydawać że to świąteczny motyw, ale ja uważam, że są doskonałym, całorocznym dodatkiem i ozdobą do salonu lub do pokoików dziecięcych. Zobaczcie sami:
Od hobby do własnej działalności 🙂
Od maja 2018 roku założyłam swój fanpage na Facebooku i Instagramie, gdzie sprzedaję opisane produkty
i wiele, wiele innych. Niedawno Jagga Zone pojawiło się także na Pinterescie.
W niedalekiej przyszłości planuję dołączyć do sklepu internetowego na oplotki.pl oraz założyć własną stronę internetową. Pracuję także nad nowym produktem. To będzie coś zupełnie nowego, szyciowego, połączonego z ekologią i zdrowym trybem szycia tzn życia… 🙂 – Będzie to bardzo przydatny produkt w życiu codziennym – stay tuned !!
Serdecznie zapraszam do odwiedzenia moich miejsc w sieci:
Ps. Jeżeli masz ochotę na więcej informacji o różnych dziedzinach rękodzieła…chcesz od nas otrzymywać powiadomienia o warsztatach stacjonarnych i online oraz dowiadywać się, co nowego w OPLOTKowym świecie – klikaj TUTAJ.