Wpisy

Serio, nie pamiętam dokładnie, czy podczas telefonu do Urzędu spuszczono mnie na drzewo, czy też udzielono mi sensownej porady.

Jeśli nie pamiętasz początku tej historii zacznij tutaj.

Kolejna część jest tu.

Trzecia w tym miejscu.

A poprzednia tutaj.

Mam niejasne wspomnienie, że nie udzielono mi tym razem wskazówek – powiedziano, że obecnie takich projektów) nie ma. I znów wzięłam sprawy w swoje ręce (tak w bólach rodzi się czasem przedsiębiorczość).

kawa

 

Wklepałam w googlowe okienko frazę „efs dofinansowania na dg Poznań” i wyskoczyło mi kilka stron, które znałam dobrze, ale i kilka nowych. Poklikałam głębiej i znalazłam kilka programów. Jeden zaczynał się w październiku, inny w styczniu. Nie chciałam czekać, choć asekuracyjnie zostawiłam swój adres mailowy, żeby zabezpieczać tyły.

Październik nadchodził szybko (co roku przychodzi błyskawicznie, a potem ciągnie się niemiłosiernie, nie rozumiem tego zjawiska), zatem przeczekałam i pierwszego dnia zgłoszeń pobiegłam do firmy. Tam przesympatyczna pani manager zapewniła mnie, iż cały projekt skończy się przed świętami. Było to wielce zaskakujące po doświadczeniu sprzed kilku miesięcy. Jak może pamiętacie – tamten trwał niemal pół roku. Najpierw wypełniłam wszystkie papiery, tym razem było ich mniej, ale i zasady rekrutacji nieco inne, choć oparte na tym samym modelu.

I tym razem proces rekrutacji wydłużano dwukrotnie, mimo tego nadal obiecywano koniec całego procesu przed Nowym Rokiem (spoiler alert: nie udało się).

Żeby nieco tylko przyspieszyć – po rozmowach z psychologiem oraz doradcą zawodowym oraz po złożeniu wstępnego planu rozwoju swojego pomysłu biznesowego – dostałam się na pokład i znów zaczęłam szkolenia. Był już grudzień…

 

rękodzieło dla wnętrz

Oczywiście, że zadzwoniłam, są jednak granice lenistwa.

Okazało się, że pierwszy numer telefonu na liście kierował do programu

, który zaczynał się lada moment, za dwa czy trzy tygodnie, odbywał się w Poznaniu (czyli na miejscu), przewidywał udział kobiet po 30 roku życia, wszystko zaczynało się układać.

Kiedy nabór miał ruszać, pobrałam dokumenty, wypełniłam je, opisałam dość zwięźle pomysł na mój biznes. Pierwszego dnia rekrutacji pobiegłam do biura projektu niczym rącza łania, pełna obaw, że o 11 to już na pewno pozamiatane i miejsc nie ma. Okazało się tymczasem, że wprawdzie zainteresowanie jest spore, ale miejsc zostało jeszcze kilka… naście… dziesiąt.

To cut the long story short – rekrutację wydłużano dwukrotnie. Po dwóch miesiącach proces ruszył. Zaproszono mnie na spotkanie z doradcą zawodowym i psychologiem, po kilku dniach ogłoszono listę przyjętych do programu kobiet, na której się znalazłam! I to nawet na dość wysokim miejscu. Pełna optymizmu odpowiadałam na maile z biura, szykowałam się na kurs przedsiębiorczości, cieszyłam się niezmiernie, gdyż z 50 osób przyjętych 35 miało otrzymać dotację, wiara w moje siły była przeogromna.

Zapisałam się do grupy, która zajęcia rozpoczynała na samym początku, synek miał chodzić jeszcze do przedszkola (cała akcja działa się równo rok temu), kupiłam sobie nowy zeszyt, zaostrzyłam ołówki, nabiłam pióro i wtedy bratanek męża przytargał nam do domu bostonkę aliboż coś w jej stylu i trzeba było kombinować.

Jako kobieta przedsiębiorcza u progu budowania własnego imperium biznesowego zakasałam rękawy, podrapałam się po czole i po długim rozważaniu orzekłam, że mąż idzie na opiekę. I wiecie co? Nie mógł. Z racji przebywania przeze mnie na urlopie wychowawczym, małżonkowi lub partnerowi nie przysługuje opieka nad dzieckiem, niezły ubaw, nie? Szczęśliwie miał jeszcze dwa dni opieki nad dzieckiem zdrowym i wykorzystał je do opieki nad dzieckiem chorym. Tak system obeszliśmy (wychodzi na to, że człowiek na wychowawczym sam nie może zachorować, wyjechać albo dorobić, no trudno).

Kurs trwał osiem upalnych dni, w tym sobotę, niektóre zajęcia były pasjonujące, inne piekielnie trudne (rachunkowość, finanse, aktywa i pasywa, prawo księgowe i kruczki w podatkach. Mniaaaam!), poznałam siedem świetnych dziewczyn, nauczyłam się obsługiwać PEKĘ (kartę miejskiej komunikacji), pobiegałam po mieście, co mi się rzadko zdarza, nauczyłam się wieeelu rzeczy i siadłam do pisania zasadniczego biznesplanu. I tu zaczęły się schody. Strome i wysokie, gdyż formularz biznesplanu był serio mocno skomplikowany nawet dla osoby niegłupiej, za jaką siebie mam.

Pisanie go, liczenie, zmiany, kolejne liczenie, szacowanie, kolejne zmiany, znów przeliczanie, konsultacje, poprawki, przeliczanie, a jakże, pochwały, poprawki, przeliczanie, życzenia powodzenia, cały ten proces trwał około miesiąca, w sierpniu złożyłam gotowe dzieło pełna obaw ale i nadziei i rozpoczęło się czekanie. Wraz z Dziewczynami z grupy nerwowo zagryzałyśmy palce, nakręcałyśmy się wzajemnie i gdyby nie nasza oaza spokoju – Agnieszka – pewnie wpadłybyśmy w nerwicę (a wtedy prosto do Agi na kozetkę!)

Z początkiem września przyszły wyniki.

Połowa z nas dostała dofinansowanie, druga połowa nie.

Czy miałam powody do radości? Czekajcie na kolejny odcinek mojej firmowej sagi.

 

stopy

Na początku, choć z pewnością bez pomocy hipnozy tego nie pamiętamy, kochamy Ją bezwarunkowo. To cudny czas bezgranicznego zaufania, spoglądania w oczy, obierania wyłącznie wspólnej perspektywy…

 

stopy

 

 

a kuku

Z upływem lat uczucie może nie słabnie, ale staje się bardziej szorstkie. Racja nie jest już tak oczywista, przewaga wieku i doświadczenia przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, budzenie samodzielności bywa bolesne. Dla relacji z obu stron.

Później jest lekko łatwiej, bo drogi się rozchodzą – nieobecność i własne sprawy zagęszczają tęsknotę i świadomość, że to kwestia chwili, kiedy to małe, smarkate dziecko opuści gniazdo, które z mozołem dla niego wiłaś. Czasem wyfrunięcie wiąże się z trzaśnięciem drzwiami, niestety. Nawet jeśli są one obrotowe…

Mam w swoim życiu i sercu doświadczenia z obu perspektyw. Tego nieopierzonego, skrzeczącego pisklaka, który wie przecież wszystko najlepiej, ale i tej doświadczonej kwoki, która wie przecież wszystko najlepiej. Obie perspektywy z tak głęboko nieprawdziwym przekonaniem…

stopy

Film o najtrudniejszym zawodzie na świecie obiegł sieć i zmoczył oczu wielu milionów ludzi kilka lat temu (jeśli przez przypadek jeszcze go nie widzieliście, jest tu: po angielsku i z polskimi napisami, znów się spłakałam, nic nie poradzę) i chyba wszyscy mamy świadomość, jak trudno jest być rodzicem, jednocześnie jak bardzo ubogacające jest to doświadczenie.

Chcę być dla swoich dzieci mamą inspirującą. Kimś, kto wskazuje możliwe ścieżki, ale nie ciągnie po nich za rękę. Chcę im pokazać, jak piękne jest życie i jak ważne jest w nim dostrzeganie małych szczęść. Chcę, by były odważne, odpowiedzialne, szczęśliwe i bogate w najpiękniejsze chwile. Chciałabym, żeby im się chciało!

Cieszę się jak dziecko, że czasem chcą się czegoś ode mnie nauczyć, że plotą ze mną makramę, czasem chwytają szydełko, widzą, że pasja w życiu to ważna sprawa.

Uch, jak Ich czasem wkurzam.

Uch, jak mnie czasem wkurzają.

Uch, jak Ją czasem wkurzałam.

Takie zapętlenia…

Taka żonglerka…

fot: pozytywnaperspektywa.pl

żonglerka

jak zrobić pompon z rajstop

Od nas zależy co na świecie robimy

Odkąd pamiętam, zawsze interesowało mnie wykonywanie nowych rzeczy z czegoś, co się miało pod ręką. Niektórzy nazywali to śmieciami 🙂 do wyrzucenia.  Jako mała dziewczynka, bawiąc się lalkami z kuzynką, wymyślałam akcesoria do zabawy, jak np. ekspres do kawy z  pozostałości po układance …  posiadał nawet filtr 😉
Prezenty rozdawane najbliższym miały zawsze formy rękodzieła, a jeżeli sam prezent nie był rękodziełem, to zapewne opakowanie 🙂 Niektórym żal było otwierać.   Na ogół wszystko powstawało z tego, co pozornie zużyte i chętnie wyrzucane.   Uwielbiam Boże Narodzenie, bo to okres kiedy najchętniej się obdarowuje i pakuje.  Dawanie jest super 🙂 a tworzenie dla konkretnych ludzi sprawia jeszcze więcej przyjemności.

Czytaj dalej

Moja miłość – biżuteria

Zawód złotnika czy jubilera wiąże się najczęściej z biznesem rodzinnym przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Młodzi rzemieślnicy chwalą się opowieściami, jak ich dziadek, czy pradziadek otworzył pierwszy sklep, a oni kontynuują rodzinną tradycję. Jednak dziś nie przeczytacie takiej historii. Mój zawód zrodził się z pasji do tworzenia biżuterii zupełnie przez przypadek. Czytaj dalej

Stowarzyszenie Oplotki

zaprasza Seniorki i Seniorów do wzięcia udziału

w Konkursie

WIZERUNEK KOZIOŁKÓW POZNAŃSKICH W RĘKODZIELE

Czytaj dalej

Czy znacie powiedzenie o planowaniu i reakcji Boga na nie?

Tak, gorzko się sama śmieję ze swojego planowania. Bo choć mocy Bożej mi brakuje (niestety, och jak bardzo niestety), to umiejętność dostrzegania błędów posiadłam, i właśnie swój widzę. Czytaj dalej