• Link to Facebook
  • Link to Instagram
  • Link to Instagram
  • Link to Youtube
  • Link to Pinterest
  • Link to Mail
  • Link to TikTok
  • Link to LinkedIn
  • Koszyk
  • Moje konto
  • Shopping Cart Shopping Cart
    0Shopping Cart
Oplotki
  • Sklep
    • Rękodzieło
      • Punch Needle
      • Makrama
      • Szydełko
      • Druty
      • Tkanie
      • Haft
      • Szycie
      • Stacjonarne warsztaty rękodzieła
      • Boxy produktowe
      • Vouchery prezentowe
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
    • Biznes Handmade
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Handmade Biz Summit
      • Kursy dla Biznesu Handmade
      • Ebooki, książki, webinary
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
    • Biznes
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Kursy dla biznesu
      • Biznesowe wydarzenia stacjonarne
      • Handmade Biz Summit
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
  • Książka
  • PODCAST
  • Warsztaty
  • Dla firm
  • HandmadeBIZsummit
  • Biblioteka
  • Mastermind
  • O nas
    • Kontakt
    • Newsleeter i FREE treści
    • Wynajem pracowni na warsztaty Poznań | Pracownia Oplotki
    • Agnieszka Gaczkowska
    • BLOG OPLOTKI
    • Stowarzyszenie
    • Zespół
    • Aktualne promo
    • Program Afiliacyjny
    • Dla mediów
    • Social Media OPLOTKI
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
AKADEMIA, BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, WARSZTATY, Wszystkie wpisy

Od kosmetyków naturalnych do własnych warsztatów – historia Oli Mierzwińskiej

Czy z rękodzieła można zrobić coś więcej niż tylko własne hobby?

Ola Mierzwińska jest dobrym przykładem na to, że tak.

Jej techniką są kosmetyki naturalne. Tworzy kremy, balsamy, kule do kąpieli, maseczki i inne kosmetyki handmade, ale przede wszystkim pokazuje innym, jak samodzielnie je przygotować.

Prowadzi warsztaty kosmetyków naturalnych dla dorosłych i dzieci, spotkania kobiece, wydarzenia dla mam i córek, a także eksperymentuje z formatem online.

Tutaj zobaczysz jej gościnny warszat online:

Co ciekawe, kiedy Ola trafiła do Oplotkowej Akademii Rękodzielniczki, wcale nie była osobą, która dopiero zastanawiała się, czy potrafi prowadzić warsztaty.

Już je prowadziła.

Potrzebowała jednak czegoś innego: uporządkowania, nowych pomysłów, spojrzenia z dystansu i środowiska osób, które – podobnie jak ona – chcą rozwijać swoje rękodzielnicze biznesy.

Ta historia jest częścią serii podcastowych rozmów z uczestniczkami Akademii Rękodzielniczki.

W skrócie

  • Ola Mierzwińska prowadzi warsztaty kosmetyków naturalnych.
  • Jej warsztaty pokazują, że rękodzieło może być jednocześnie nauką, doświadczeniem i sposobem spędzania czasu z innymi.
  • Do Akademii Rękodzielniczki przyszła już jako doświadczona prowadząca.
  • Dzięki Akademii zaczęła inaczej patrzeć na swoje możliwości, ofertę i współpracę z organizatorami.
  • Jednym z ważnych odkryć było dla niej to, jak wiele może zmienić dobre otwarcie warsztatu.
  • Zaczęła też odważniej eksperymentować z formatem online.
  • Z jednego zapytania o warsztat udało jej się wyprowadzić pomysł na cykl spotkań.
  • Dziś mówi o prowadzeniu warsztatów nie tylko jako o dzieleniu się pasją, ale również jako o regularnej pracy.
  • Tutaj posłuchasz rozmowy z Olą: https://music.youtube.com/podcast/cQKyNO-2mNI

Kosmetyki naturalne jako technika rękodzielnicza

Rękodzieło kojarzy nam się najczęściej z włóczką, makramą, ceramiką czy szyciem.

Ale rękodzieło może wyglądać zupełnie inaczej.

U Oli to tworzenie kosmetyków naturalnych.

Podczas warsztatów uczestnicy mogą między innymi przygotowywać kremy, balsamy, kule do kąpieli czy maseczki.

I właśnie krem jest jednym z ulubionych elementów warsztatów Oli.

Dlaczego?

Bo jest w nim coś, co świetnie działa podczas warsztatu: obserwowanie procesu.

Składniki trzeba odpowiednio przygotować, połączyć, mieszać, a później pojawia się zupełnie inna konsystencja. Zamiast pojedynczych składników uczestnicy dostają gotowy produkt, który mogą zabrać ze sobą.

To bardzo konkretne doświadczenie:

zrobiłam → zobaczyłam efekt → mogę tego używać.

Ale w historii Oli równie ważne jest to, co dzieje się pomiędzy tymi trzema etapami.

Warsztat to nie tylko kosmetyk

Ola opowiadała o warsztatach dla dorosłych, dzieci, spotkaniach kobiecych, a także o warsztatach dla mam i córek.

I właśnie ten ostatni format bardzo dobrze pokazuje, że uczestnik nie zawsze przychodzi na warsztat wyłącznie po to, żeby nauczyć się techniki.

Czasami przychodzi po wspólnie spędzony czas.

Po rozmowę.

Po doświadczenie, którego nie da się kupić jako gotowego produktu.

Ola opowiadała o warsztatach, podczas których mama i córka wspólnie robiły krem. I to właśnie obserwowanie ich relacji było dla niej jednym z najbardziej poruszających elementów prowadzenia takich spotkań.

To ważna lekcja także dla osoby, która chce stworzyć własną ofertę warsztatową:

technika jest punktem wyjścia. Doświadczenie uczestnika może być tym, co naprawdę wyróżnia ofertę.

Jeżeli szukasz warsztatów rękodzieła, w których możesz nauczyć się konkretnej techniki i jednocześnie spędzić czas z innymi, zajrzyj do [LINK: warsztatów stacjonarnych Oplotki].

Ola nie zaczynała od zera

I tutaj zaczyna się dla mnie najciekawsza część tej historii.

Ola przyszła do Oplotkowego programu już jako osoba, która:

  • znała swoją technikę,
  • miała doświadczenie,
  • prowadziła warsztaty,
  • wiedziała, że lubi pracować z ludźmi.

Nie potrzebowała więc kolejnego kursu, który pokaże jej podstawy.

Potrzebowała metapoziomu.

Spojrzenia na to, co robi, z innej perspektywy.

Jak sama mówiła w rozmowie, przed rozpoczęciem programu korzystała już z materiałów Oplotki i bardzo pomogły jej konkretne wskazówki dotyczące prowadzenia warsztatów. To właśnie sprawiło, że chciała pójść głębiej.

Nie chodziło o to, żeby ktoś powiedział jej:

„Ola, rób warsztaty tak i tak”.

Chodziło raczej o zebranie doświadczeń, narzędzi i pomysłów w jednym miejscu oraz możliwość skonfrontowania ich z innymi osobami prowadzącymi warsztaty.

Jedno małe „otwarcie”, które zmienia cały warsztat

Jednym z elementów, które Ola szczególnie zapamiętała, było otwarcie warsztatu.

Niby tylko początek.

Kilka pierwszych minut.

A jednak właśnie tam dzieje się bardzo dużo.

Ola zauważyła, że wcześniej nie poświęcała temu aż tyle uwagi. Po przejściu materiału z kursu zaczęła świadomie myśleć o tym, jak przywitać uczestników, jak ich włączyć w spotkanie i jak sprawić, żeby od początku czuli się zaopiekowani.

I bardzo szybko zobaczyła, że ta wiedza działa w praktyce.

Opowiadała o sytuacji, kiedy weszła do grupy dzieci, które już siedziały przy stolikach. Zamiast zatrzymać się i zastanawiać, co teraz zrobić, przypomniała sobie elementy dotyczące otwarcia warsztatu, przywitała się z grupą i zadała dzieciom pytania.

Co ważne, nie kazała im się przedstawiać, ponieważ dzieci już się znały.

To drobny szczegół.

Ale właśnie z takich szczegółów składa się dobre prowadzenie warsztatu.

Bo prowadzenie warsztatu to trochę więcej niż znajomość techniki

Możesz doskonale znać swoją technikę.

Możesz robić piękne rzeczy.

Możesz mieć doświadczenie.

A mimo wszystko możesz nie wykorzystywać całego potencjału swoich warsztatów.

Dlaczego?

Bo prowadzenie grupy to osobna kompetencja.

Trzeba jednocześnie:

  • obserwować uczestników,
  • pilnować procesu,
  • reagować na sytuacje,
  • zarządzać czasem,
  • budować atmosferę,
  • zadbać o początek i koniec spotkania,
  • przewidzieć możliwe problemy,
  • a przy tym wszystkim nadal być obecnym człowiekiem, który dzieli się swoją pasją.

Ola odkryła u siebie jeszcze jedną rzecz.

Lubi zarządzać grupą.

Ma naturalną umiejętność obserwowania sytuacji trochę „z góry”. Widzi, że komuś coś zaraz się wyleje, że ktoś za mocno podgrzał składniki, że ktoś potrzebuje uwagi.

Wcześniej mogła traktować tę cechę jako coś, co po prostu robi.

Dzięki warsztatom zaczęła widzieć w niej konkretny atut prowadzącej.

I to jest właśnie jedna z rzeczy, które lubię najbardziej w historiach uczestniczek.

Nie zawsze chodzi o nauczenie się czegoś całkowicie nowego.

Czasami chodzi o zauważenie, że to, co już w sobie masz, może być Twoją przewagą.

Warsztaty kosmetyków naturalnych dla dzieci? Tak, ale z inną odpowiedzialnością

Ola prowadzi warsztaty nie tylko dla dorosłych.

Pracowała również z dziećmi, między innymi podczas spotkań, podczas których przygotowywały kosmetyki takie jak balsam do ciała czy kule do kąpieli.

I tutaj pojawił się kolejny ciekawy element jej pracy.

Kosmetyki naturalne mają swoją specyfikę.

Pojawiają się składniki, olejki, podgrzewanie, różne etapy przygotowania produktu.

To oznacza, że prowadząca musi myśleć nie tylko o tym, czego nauczy, ale również o tym, jak bezpiecznie przeprowadzić uczestników przez cały proces.

W rozmowie Ola opowiadała, że jednym z ważnych odkryć z programu był dla niej temat regulaminu i odpowiedzialności podczas warsztatów.

Dopiero konkretna sytuacja z uczestnikiem uświadomiła jej, jak łatwo może pojawić się scenariusz, którego wcześniej nie przewidziała.

To nie jest najbardziej „sexy” część prowadzenia warsztatów.

Ale właśnie takie rzeczy odróżniają spontaniczne spotkanie z rękodziełem od profesjonalnie przygotowanej usługi.

Akademia pomogła Oli inaczej patrzeć na okazje

To jest chyba jeden z najmocniejszych fragmentów tej historii.

Ola opowiadała o kontakcie z fundacją, która zaprosiła ją do poprowadzenia warsztatów.

Początkowo była mowa o jednym, krótkim wydarzeniu.

I wtedy wydarzyło się coś bardzo prostego:

Ola zaczęła dopytywać.

Zamiast przyjąć pierwszą propozycję dokładnie taką, jaka się pojawiła, zaczęła sprawdzać:

  • czego naprawdę potrzebuje organizator,
  • co jeszcze mogłaby zaproponować,
  • jakie są możliwości,
  • czy w tym pomyśle jest większy potencjał.

Efekt?

Z pojedynczego zapytania powstał pomysł na cykl warsztatów na pół roku.

Ola sama podkreślała w rozmowie, że właśnie Akademia pomogła jej zobaczyć, że warto dopytać i sprawdzić potencjał takiej propozycji.

I dla mnie to jest świetny przykład tego, czym różni się:

„prowadzę warsztaty, kiedy ktoś mnie zaprosi”

od

„buduję biznes oparty na warsztatach”.

Nie wszystko musi wydarzyć się od razu

Historia Oli ma jeszcze jeden ciekawy wątek.

Online.

Ola długo była sceptyczna wobec prowadzenia warsztatów w internecie.

Kamera?

Nagrywanie?

Pokazywanie procesu przez ekran?

Nie była przekonana.

A jednak zrobiła pierwszy krok.

Wspólnie z Oplotkami przygotowała online’owy warsztat, podczas którego pokazywała przygotowanie produktu do pielęgnacji twarzy:

I właśnie takie małe eksperymenty są często dużo lepszym początkiem niż decyzja:

„Od jutra tworzę wielki kurs online”.

Nie trzeba od razu budować ogromnego produktu.

Można sprawdzić:

Czy ludzie chcą się tego nauczyć?

Czy potrafię przekazać tę wiedzę przez internet?

Czy dobrze czuję się przed kamerą?

Czy ktoś rzeczywiście skorzysta z takiej formy?

Ola dzięki temu doświadczeniu otworzyła się na możliwość działania online, choć nie oznaczało to, że natychmiast musiała tworzyć własny wielki kurs.

I to jest bardzo zdrowe podejście do rozwijania oferty:

najpierw eksperyment, później decyzja.

Co tak naprawdę daje prowadzenie warsztatów?

Kiedy Agnieszka zapytała Olę, co dało jej prowadzenie warsztatów, odpowiedź nie dotyczyła tylko pieniędzy.

Ola powiedziała o ogromnej satysfakcji.

O dzieleniu się pasją.

O byciu z ludźmi.

O tym, że lubi obserwować grupę i pomagać uczestnikom przejść przez cały proces.

Ale powiedziała też coś jeszcze.

Że prowadzenie warsztatów pozwoliło jej zobaczyć, że umie uczyć.

Jej córka, która brała udział w jej warsztatach, powiedziała jej kiedyś:

„Mamo, ty potrafisz nauczyć, ty uczysz super”.

To może być dla prowadzącej warsztaty ważniejsze niż niejeden certyfikat.

Bo czasami potrzebujemy nie kolejnej wiedzy, ale potwierdzenia:

„Tak, ja naprawdę potrafię przekazać to, co wiem.”

Od hobby do regularnej pracy

Pod koniec rozmowy wróciłyśmy do Akademii Rękodzielniczki.

Ola powiedziała, że po Akademii zgadza się z jednym bardzo ważnym założeniem:

to jest regularna praca.

Nie coś, co robi się „pomiędzy”.

Nie coś, co dzieje się tylko wtedy, kiedy akurat jest czas.

Nie tylko hobby, któremu poświęca się resztki energii.

Jeżeli chcemy budować biznes wokół rękodzieła, potrzebujemy zacząć traktować nasze umiejętności, wiedzę i ofertę jak pracę.

I właśnie dlatego historie takie jak historia Oli są dla mnie dużo ciekawsze niż kolejna lista:

„10 rzeczy, które musisz zrobić, żeby prowadzić warsztaty”.

Bo tutaj możemy zobaczyć prawdziwy proces.

Ola już umiała.

Już prowadziła warsztaty.

Już miała swoją technikę.

A mimo to weszła do programu, żeby zobaczyć więcej.

I właśnie dzięki temu zaczęła dostrzegać kolejne możliwości: nowe formaty, nowe grupy, współprace, rozwój oferty i kolejne sposoby wykorzystania tego, co już potrafi.

Co możesz wziąć z historii Oli dla siebie?

Jeżeli masz własną technikę rękodzielniczą, być może jesteś właśnie w podobnym miejscu.

Umiesz robić.

Może nawet już uczysz innych.

Ale czujesz, że:

  • masz dużo pomysłów i trudno Ci je poukładać,
  • chcesz stworzyć konkretną ofertę,
  • nie wiesz, co właściwie może być Twoim produktem,
  • chcesz zarabiać na swojej wiedzy,
  • potrzebujesz spojrzenia z zewnątrz,
  • chcesz spotkać osoby, które są na podobnym etapie,
  • albo po prostu czujesz, że czas przestać traktować rękodzieło jak coś robionego „przy okazji”.

Właśnie po to powstała Akademia Rękodzielniczki.

To nie jest kurs kolejnej techniki.

To przestrzeń dla osób, które chcą przełożyć swoje umiejętności, doświadczenie i pomysły na konkretny kierunek działania i biznes oparty na rękodziele.

[LINK: Dowiedz się, czym jest Akademia Rękodzielniczki]

A jeśli masz już swoją technikę i chcesz przede wszystkim lepiej prowadzić warsztaty?

To też jest osobna droga.

Jeżeli tak jak Ola już prowadzisz warsztaty, ale chcesz wejść poziom wyżej: lepiej projektować doświadczenie uczestnika, pracować z grupą, budować scenariusz i świadomie prowadzić całe spotkanie, zajrzyj do programu:

[LINK: Prowadź warsztaty rękodzieła po mistrzowsku]

Bo znajomość techniki to dopiero początek.

Potem zaczyna się sztuka prowadzenia ludzi przez doświadczenie.


Posłuchaj całej rozmowy z Olą Mierzwińską w podcaście Oplotki

W odcinku rozmawiamy między innymi o warsztatach kosmetyków naturalnych, pracy z dziećmi i dorosłymi, warsztatach dla mam i córek, prowadzeniu grupy, regulaminach, eksperymentowaniu z online oraz o tym, co daje wejście na kolejny poziom rozwoju, nawet jeśli już masz doświadczenie.

[LINK: Posłuchaj odcinka #262 „Rozmowa z Olą Mierzwińską – Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku”]

A jeśli interesują Cię warsztaty rękodzieła na żywo, zobacz aktualną ofertę Oplotki:

[LINK: Warsztaty stacjonarne Oplotki]

15 września 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2026/09/Warsztaty-naturalnych-kosmetykow-OPLOTKI.jpg 996 996 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-09-15 13:40:252026-09-15 15:22:09Od kosmetyków naturalnych do własnych warsztatów – historia Oli Mierzwińskiej
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Wszystkie wpisy

Poznaj uczestniczki Akademii Rękodzielnika

Każda edycja Akademii Rękodzielnika to spotkanie twórczyń znajdujących się na różnych etapach drogi biznesowej. Niektóre dopiero zaczynają przekładać swoją pasję na działalność, inne mają już własne produkty, warsztaty albo marki i szukają kolejnego kroku.

Zamiast opowiadać Ci, czym Akademia jest w teorii, chcę pokazać Ci kobiety, które ją tworzyły. Ich historie są bardzo różne — i właśnie dlatego dobrze pokazują, jak różne mogą być drogi rozwoju biznesu opartego na rękodziele.

Jeśli dopiero budujesz swój biznes handmade i przede wszystkim potrzebujesz wiedzy, materiałów i narzędzi do samodzielnej pracy, zacznij od Biblioteki Biznesowej Oplotki. Dostęp do Biblioteki jest dostępny przez cały rok.

Uczestniczki Akademii Rękodzielnika

Katarzyna: od wielu technik do własnego stylu

Mam nadzieję, że Kasia wybaczy mi tę prezentację – znamy się już tyle lat, że mam wrażenie, że uczestnictwo w Akademii to tylko kolejny etap naszej znajomości.

Kasia jest jedną z tych osób, które potrafią właściwie wszystko. Szydełko, druty, filcowanie, szycie, tkanie… długo można wymieniać.

Jej historia jest jednak dla mnie ciekawa przede wszystkim dlatego, że pokazuje, jak z wielu różnych fascynacji można dojść do własnego kierunku.

Kasia zaczynała od różnorodnych technik, a z czasem coraz mocniej skupiała się na tworzeniu chust i szali. To właśnie tam zaczęła budować swoją rozpoznawalność i własny styl.

kasia jakubowska
Katarzyna Dorota Jakubowska
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA KASIA JAKUBOWSKA

Emilia: rękodzieło, dzieci i mnóstwo pomysłów

Emilia to kolejny przykład twórczyni, której trudno przypisać jedną technikę.

Szydełkuje, szyje, tworzy lalki, pracuje z dziećmi i nieustannie szuka kolejnych sposobów na wykorzystanie swoich umiejętności.

Jej historia pokazuje, że biznes handmade może rozwijać się na styku kilku obszarów: produktu, edukacji, pracy z dziećmi i własnych zainteresowań.

UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA emilia sieczka
emilia sieczka
Emilia Sieczka
Emilka Sieczka
Emila Sieczka

Dorota: tkactwo dla wnętrz

Dorota urzekła mnie przede wszystkim swoją pasją do tkactwa.

Jej prace powstają z ogromną dbałością o szczegóły, a sama technika daje jej możliwość tworzenia tekstyliów, które świetnie odnajdują się we wnętrzach.

Pamiętam również moment, kiedy wielkie na pół pokoju krosno wyniosła na zewnątrz podczas Dnia Dziergania w Miejscach Publicznych i po prostu dzieliła się swoją pasją.

To właśnie takie momenty pokazują, że rękodzieło może być nie tylko produktem, ale też sposobem budowania relacji i własnej marki.

dorota witowska

Anna: od rękodzieła do pracowni i warsztatów

Anna tworzy dekoracje okolicznościowe, kartki, zaproszenia, ozdabia przedmioty techniką decoupage, szydełkuje i wykonuje kompozycje kwiatowe.

Jej działalność obejmuje również realizacje na zamówienie oraz prowadzenie warsztatów rękodzielniczych i florystycznych dla dzieci i dorosłych.

To kolejny przykład tego, jak wiele różnych źródeł przychodu może pojawić się wokół jednej osoby i jej umiejętności.

anna żurowska
Anna Żurowska

Agnieszka: rękodzieło jako sposób na rozwój

Agnieszka rozwijała swoją działalność wokół rękodzieła, szukając sposobu na połączenie własnych zainteresowań z działaniem biznesowym.

Jej historia jest kolejnym przykładem tego, że droga od pasji do biznesu nie musi wyglądać tak samo u każdej twórczyni.

Ewa: czas na sprzedaż i biznes

Ewa to przykład osoby, która bardzo dobrze zna swoją technikę i potrafi tworzyć piękne rzeczy, ale jednocześnie wie, że dobry produkt to dopiero początek biznesu.

W jej przypadku ważnymi tematami były między innymi sprzedaż, budowanie strony internetowej, prowadzenie fanpage’a i rozwijanie własnej marki.

To bardzo częsta sytuacja wśród twórczyń handmade: umiejętności techniczne są już na wysokim poziomie, ale pojawia się pytanie:

Jak sprawić, żeby z tego naprawdę powstał biznes?

Karolina: tkactwo, warsztaty i produkt cyfrowy

Karolina łączy twórczość tkacką z edukacją i rozwijaniem produktów dla innych osób zainteresowanych rękodziełem.

Jej historia świetnie pokazuje, jak może wyglądać przejście od własnej pasji do tworzenia produktu edukacyjnego.

Warsztaty, materiały edukacyjne, własne doświadczenie i wiedza mogą stać się podstawą kolejnego źródła przychodu.

Karolina rozwijała również własne produkty kreatywne i pracowała nad książką, pokazując, że biznes rękodzielniczy może mieć wiele różnych odgałęzień.

Różne drogi, wspólny kierunek

Historie tych kobiet są bardzo różne.

Jedna rozwija markę wokół produktów.
Inna prowadzi warsztaty.
Kolejna szuka sposobu na sprzedaż i komunikację.
Jeszcze inna rozwija produkty edukacyjne albo łączy rękodzieło z pracą z dziećmi.

I właśnie to jest dla mnie najciekawsze.

Nie ma jednej właściwej drogi budowania biznesu handmade.

Możesz sprzedawać produkty. Możesz prowadzić warsztaty. Możesz tworzyć kursy i materiały edukacyjne. Możesz łączyć kilka modeli. Możesz też po drodze zmienić zdanie.

Akademia nie daje jednej gotowej ścieżki.

Pomaga uporządkować własną drogę i przełożyć wiedzę na konkretne działania — z pomocą grupy, zespołu Oplotki i regularnego feedbacku.

Chcesz wiedzieć, czym jest Akademia Rękodzielnika?

Ta strona pokazuje historie jej uczestniczek. Jeśli chcesz poznać sam program, sposób pracy, zakres wsparcia i informacje o kolejnej rekrutacji, przejdź do głównego HUB-a Akademii.

→ Poznaj Akademię Rękodzielniczki

Rekrutacja do Akademii odbywa się raz w roku.

Jeżeli natomiast potrzebujesz przede wszystkim wiedzy, materiałów i narzędzi do rozwijania biznesu handmade, sprawdź:

→ Bibliotekę Biznesową Oplotki

A tu znajdziesz archiwalny wpis z poszerzoną treścią:

Katarzyna Dorota Jakubowska

Z wykształcenia magister ekonomii, z zamiłowania rękodzielnik. Prywatnie żona, mama, młoda babcia. Oto ja, w kilku słowach.

Zainteresowanie rękodziełem wyniosłam z domu rodzinnego i rozwinęłam jako pasję w życiu dorosłym. W wolnych chwilach szyłam, dziergałam na drutach oraz szydełkiem, haftowałam, robiłam prostą biżuterię i ozdabiałam przedmioty techniką decoupage. Jednak zawsze wracałam do kolorowej, miękkiej dzianiny, zachłannie poznając różne techniki jej tworzenia.

kasia jakubowska uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA

Poza liczbami i rękodziełem uwielbiam wszystko, co kolorowe: własnoręcznie wykonywane remonty, uprawę kwiatów, rockową muzykę oraz intrygujące obrazy Mistrza Beksińskiego.

Po latach doświadczeń wiem, że tworzenie chust i szali o ciekawych fakturach i kolorach to moje przeznaczenie i droga życiowa. Pragnę dzielić się z moimi klientami tym, co potrafię najlepiej – miękkimi, kolorowymi dzianinami wysokiej jakości, które przyjemnie otulając, poprawiają samopoczucie i dodają uroku codziennej garderobie. Dlatego porzuciłam liczby ukryte w druczkach i formularzach i pracuję nad swoją marką rękodzielniczą Destiny’s Hands – barwne chusty i szale. Już niedługo będę mogła zaoferować kolekcję szali według autorskiego projektu w moim sklepie destinys-hands.pl >>

 uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA KASIA JAKUBOWSKA

Emilia Sieczka

Mam na imię Emilka.

Długo czekałam, by pokazać, co robię w długie zimowe wieczory. I nadszedł ten czas, by zacząć się dzielić radością obcowania z niepowtarzalnymi rzeczami tworzonymi ręcznie, jednostkowymi egzemplarzami.

Zaczęło się dawno temu, gdy byłam małą dziewczynką, trochę chorowitą i nielubiącą czytać książek. Obok dwie wspaniałe kobiety: Mama i Babcia, z drutami, włóczkami, gałgankami w pobliżu. I jak tu nie złapać bakcyla 🙂 Już nie wiem, czy najpierw nauczyłam się dziergać na drutach, czy na szydełku.
Z czasem porzuciłam druty (nie gramy tej samej melodii), za to szydełko zostało. Jest ze mną do dziś. Razem tworzymy misterne dekoracje – bieżniki, serwety i nie tylko. Powstają też swetry, bluzeczki, kocyki. Za krótkie ubrania dostają drugie życie, dzięki koronkowemu wykończeniu.

Szydełko to jedno, ale jest jeszcze maszyna i gałganki 🙂 Tworzę z nich torby, torebeczki… Ale nie takie zwyczajne. Zawsze są niepowtarzalne, bo robione z sercem po długiej rozmowie osobą, która ma je używać. Torebki mają dodatkowe kieszonki, zakamarki. Niepowtarzalne wykończenie w postaci zindywidualizowanego haftu lub szydełkowej koronki.

uczestniczki akademii rękodzielnika
emilia sieczka uczestniczki akademii rękodzielnika

A co do tego mają lalki, które widać na moich zdjęciach? Bo to lalki najbardziej kocham robić. Lalki i inne gałgankowe dziełka powstają, by wesprzeć Gosię, moje najmłodsze dziecko. Nasza Gosieńka boryka się z trudnościami rozwojowymi, poznaje świat troszkę inaczej. A mama, pełen pomysłów nauczyciel przedszkolny, chce ułatwić jej drogę do rozwoju. Pracując z dziećmi, widziałam, jak bardzo ich świat jest zdominowany przez plastik (głównie toporne, twarde lalki) i płaskie układanki / gry tekturowe. Zaczęłam szyć… i powiem Wam, że i mnie przyjemniej jest siąść z córą i pobawić się czymś, co jest miłe, ciepłe i miękkie w dotyku. Szyję laleczki dziewczynki, laleczki chłopaków i bobasy. Dzięki temu możemy bawić się w rodzinę, dom, odgrywać scenki z życia codziennego czy też tworzyć domowe teatrzyki.  Laleczki świetnie sprawdzą się również podczas terapii i zajęć rozwijających kreatywność. Wyraziste twarze, ręce, nogi umożliwiają poznawanie przez dziecko schematu ciała. Laleczki mają zdejmowane ubrania. Przebieranie laleczek umożliwia dziecku ćwiczenie paluszków, dłoni i rąk oraz działania pod kontrolą wzroku. Oprócz tego kształtuje umiejętność zakładania garderoby w odpowiedniej kolejności. I wiele innych umiejętności.

Widząc, jaką frajdę sprawia nam zabawa szmaciankami, postanowiłam się tym dzielić.

Można mnie znaleźć na Facebooku:

Artdziełka Emilki >>

Jako kreatywny człowiek, który nie potrafi odpoczywać (tak twierdzi moja rodzina), wciąż coś tworzę, łącząc techniki i materiały. Tak powstają różne, nieszablonowe rzeczy. Co roku tworzę ozdoby choinkowe. W tym roku króluje juta i koronka :).

Zapraszam do mojego świata i kontaktu. Razem możemy stworzyć coś wyjątkowego. Wspólne spotkania i rozmowa dają zawsze wiele radości, pozwalają poszerzać własne horyzonty i rozwijać twórczą wyobraźnię.

 uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA emilia sieczka

Dorota Witowska

Tkaniem zajmuję się od ponad trzech lat. Przygodę tę zaczynałam od prac na ramie i po roku spróbowałam swoich sił w tkaniu na krośnie. Dzięki warsztatom prowadzonym przez Panią Annę Bałdygę, w ramach Stowarzyszenia Akademia Łucznica, zapoznałam się z podstawowymi technikami tkackimi, które rozwijam na bieżąco. Rękodzieło rozwija we mnie kreatywność i wyobraźnię, w mojej głowie powstaje mnóstwo pomysłów. Mam nadzieję, że część z nich uda mi się zrealizować.

Lubię otaczać się rękodziełem, w szczególności rzeczami przeze mnie wykonanymi. Zawsze wykorzystuję naturalne materiały. Kocham len, bawełnę i wełnę. Interesuję się wystrojem wnętrz, stąd większość wykonywanych przeze mnie produktów to tekstylia domowe, przede wszystkim dywany. Uważam, że tekstylia do wnętrz odgrywają ważną rolę w tworzeniu poczucia komfortu i spokoju w domu. Poprzez teksturę tkaniny i kolorystykę wnoszę ciepło i oryginalność do każdego pomieszczenia, czego nie może zaoferować żaden inny rodzaj tekstyliów.

 uczestniczki akademii rękodzielnika
dorota witowska uczestniczki akademii rękodzielnika

Moje prace inspirowane są prostotą w połączeniu z nowoczesną, minimalistyczną paletą kolorów. Używam tylko wysokiej jakości włókien naturalnych, aby stworzyć trwałe przedmioty.

Ponadto wykonuję na zamówienie elementy garderoby, przede wszystkim szale i szaliki, które poza wysoką jakością dają użytkownikom poczucie komfortu i przyjemność z użytkowania.

Dlaczego tkanie? Zamiłowanie do tkania odziedziczyłam po babci. Kiedyś w wielu wiejskich gospodarstwach domowych głównie kobiety tkały materiały użytkowe na krosnach, które teraz możemy spotkać w muzeach. Dzisiaj nie jest łatwo znaleźć nauczyciela tego rzemiosła, chociaż pomału tkactwo ręczne zaczyna się w Polsce odradzać. Byłam jednak uparta i znalazłam kurs. To były fantastyczne 5 dni spędzone w gronie ciekawych kobiet i nie tylko w pracowni. Nie było końca rozmów, nie pamiętam, kiedy przegadałam dnie i noce i wysłuchałam ciekawych historii innych osób. Nasza nauczycielka również stwierdziła, że nie miała jeszcze takich zapalonych kursantek. Wchodząc po raz pierwszy do pracowni tkackiej, wiedziałam tylko, jak wygląda krosno, do domu wyjeżdżałam z ogromnym entuzjazmem. Zakochałam się w tkaniu, a miłość trwa i pogłębia się 🙂

 uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA dorota witowska

Anna Żurowska

Cześć, jestem Anna i uwielbiam tworzyć kartki. Dlaczego kartki? Bo mają duszę i potrafią powiedzieć więcej niż słowa. Kartki mają w sobie ogromną moc,  magię i niepowtarzalny urok. Tworzę w różnych technikach rękodzielniczych, ale wszystko zaczęło się od kartek i właśnie je najbardziej kocham.

Późnym wieczorem lub wczesnym rankiem, gdy moi domownicy śpią, ja otwieram drzwi mojej pracowni, przygotowuję potrzebne materiały, uruchamiam wyobraźnię i realizuję napływające pomysły. Siadam i kleję, i tak mija godzina za godziną. Świat zewnętrzny przestaje dla mnie istnieć, znikają problemy, wątpliwości. A ja tonę w papierach i zatracam się w krainie mojej wyobraźni. Czy wy też tak macie? Niektórzy mówią mi, że nie mieliby cierpliwości, że to nie ich bajka. A mnie tworzenie kartek pozwala się wyciszyć i zrelaksować oraz dostarcza energii, aby móc podejmować kolejne wyzwania.

anna żurowska uczestniczki akademii rękodzielnika
anna żurowska

Nazywam się Anna Żurowska – rękodzieło to moja pasja od wielu lat. Początkowo tworzyłam dla siebie, rodziny, znajomych. Kilka lat temu zdecydowałam się otworzyć pracownię rękodzieła i florystyki (www.makiaart.pl).

Podstawą mojego działania jest jakość, rzetelność i indywidualne podejście do klienta. Chętnie podejmuję twórcze wyzwania będące odpowiedzią na pomysły i potrzeby moich klientów. To dzięki nim stale się rozwijam, sięgam po nowe techniki i tworzę nowe projekty. Dbam o to, aby moje prace były dopracowane w każdym szczególe i spełniały oczekiwania klientów. Większość moich prac realizuję na zamówienie, a każda z nich jest niepowtarzalna.

Tworzę przedmioty dekoracyjne i użytkowe, które mogą stanowić doskonały prezent lub być jego dopełnieniem. W swojej ofercie posiadam między innymi kartki i zaproszenia na różne uroczystości oraz inne papierowe cuda. Innym stałym asortymentem są szydełkowe torebki
i koszyki z bawełnianego sznurka. Ponadto na indywidualne zamówienie wykonuję przedmioty zdobione techniką decoupage oraz dekoracje świąteczne i okolicznościowe. Miałam okazję współpracować z fotografami tworząc zaproszenia na sesje zdjęciowe oraz etui na płyty CD.

Wyznaję zasadę, że w życiu ważne jest, aby robić to, co się lubi, co daje nam satysfakcję i napędza do dalszego działania mimo napotykanych trudności. Ja lubię pracę z ludźmi i dla ludzi. Rękodzieło mieści się właśnie w tym obszarze. Poza tym rękodzieło jest dla mnie nie tylko pasją, ale również sposobem na relaks. Pozwala na wyciszenie się w pędzie codzienności.  Uwielbiam tworzyć w zaciszu mojej pracowni, a potem pokazywać te projekty innym. Ogromną radość sprawia mi uśmiech i zadowolenie na ich twarzach.

Moją pasją zarażam innych, dzieląc się z nimi wiedzą i doświadczeniem podczas warsztatów rękodzieła. Prowadzę warsztaty zarówno dla dzieci jak i dorosłych, indywidualne oraz grupowe. W tym obszarze współpracuję między innymi z domami kultury oraz firmami szkoleniowymi.

Jestem pełna energii i nowych pomysłów. Moje prace i nowe projekty staram się na bieżąco prezentować na FB na moim fanpage >>
a także na moim koncie na Instagramie >>

 uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA anna żurowska

Agnieszka Mazurek

Zaczęło się… Myślę, że przy kuchennym stole moich rodziców. W kącie kuchni stała maszyna do szycia, przy pomocy której powstawały ubrania będące spełnieniem marzeń wielu kobiet. Dla mojej Mamy nie było rzeczy niemożliwych. Dlatego przy  tym stole siadywaliśmy my – rodzina, ale i mnóstwo kobiet i dziewcząt, które przychodziły do przymiarki. Nie pamiętam sytuacji, że któraś wychodziła niezadowolona. To po pierwsze zasiało we mnie miłość do tkanin, ale też nauczyło mnie wsłuchiwania się w potrzeby i pragnienia innych tak, by każdy czuł się wyjątkowy. Od Mamy nauczyłam się również myślenia, że jeśli coś jest zrobione czyimiś rękoma, to ja również mogę się tego nauczyć. Wiele rzeczy już próbowałam robić, niektóre z lepszym bądź mniej udanym skutkiem. Ale próbowałam…

Potem były długie lata z dziećmi. Mam ich pięcioro. Kiedy większość mam wyprawiała swoich siedmiolatków do szkoły, moje zostawały w domu. Wtedy, 14 lat temu, edukacja domowa była nieziemskim pomysłem, niewielu zastanawiało się nad sensem szkoły czy reformowaniem podejścia do edukacji. W wielu kwestiach byliśmy pozostawieni samymi sobie i musieliśmy wymyślać sami nauczanie swoich dzieci. Sami ustalaliśmy sobie harmonogram nauki, wyznaczaliśmy cele (razem z dziećmi) , planowaliśmy krótko- i długoterminowe zadania. Była to niezła szkoła wytrwałości i cierpliwości, ale też nauka w przyjmowaniu porażek, ustalaniu priorytetów. No i kreatywności. Rękodzieło dawało mi w tamtym czasie możliwość odpoczynku od codzienności. Prócz tego musiałam czymś zająć ręce w czasie wielu godzin zajęć popołudniowych moich dzieci, gdy czekałam na basenach, w domach kultury czy innych miejscach. Wtedy powstawały upominki dla wszystkich moich znajomych – obrus szydełkowy, który podobał się mojej przyjaciółce, kocyk dla dziecka, które miało się urodzić, czapka i szalik dla przyjaciela. Każde niepowtarzalne i zrobione dla tej konkretnej osoby.

 uczestniczki akademii rękodzielnika
agnieszka mazurek

Po kolei przychodziły nowe umiejętności związane z szydełkowaniem, potem tkanie, plecenie makram, szycie. Głowę miałam pełną pomysłów, które skrzętnie notowałam w moim czerwonym zeszycie. Części z nich pewnie nie zrealizuję, ale chętnie do nich wracam.

W ogrodzie mam ponad 30 krzewów róż, każda inna, niepowtarzalna. Kocham ich unikalność tak samo, jak kocham piękno przedmiotów wytworzonych rękoma innego człowieka. W nim zawarta jest część z tej osoby, jej niepowtarzalny charakter. Jeśli jest zrobiony przy użyciu szlachetnych materiałów (takich jak naturalna wełna, jedwab, czy nasz polski len) jego piękno trwa przez długi czas.

Ale oprócz materiałów szlachetnych lubię wykorzystywać ponownie to, co już przestało spełniać swoje pierwotne zadanie. Studia z ochrony środowiska uwrażliwiły mnie na stan świata, który mnie otacza, i pozwoliły mi krytycznym okiem spojrzeć na to, jak niesamowite ilości dóbr konsumujemy i wyrzucamy. I zastanowić się, czy na pewno danej rzeczy nie da się wykorzystać ponownie. Z mojej ulubionej książki z dzieciństwa ”Dzieci z Bullerbyn” zapamiętałam opis pokoju, jaki jedna z mam urządziła dla swojej córki i dywanika, który utkała dla niej z resztek tkanin.

Obserwując moje kury, zauważyłam, że  raczej nie siedzą w miejscu. Ciągle coś grzebią, szukając jak najlepszych kąsków. Podobnie ja – ciągle jestem w ruchu, ciągle coś robię. Czasem mam wrażenie, że doba jest za krótka na ilość pomysłów, które przychodzą mi do głowy. Stąd  porozrzucane po całym domu listy „to do”, które pozwalają mi ogarnąć rzeczywistość tu i teraz.

 uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA agnieszka mazurek

Ewa Dudzic

Dzień Dobry, mam na imię Ewa i mam 55 lat. Chciałabym opowiedzieć Wam trochę o sobie. Jestem mamą dwóch dorosłych synów ora babcią dla dwójki wnucząt. Jestem szczęśliwą od 35 lat mężatką, jak również od 10 lat właścicielką wspaniałej suczki border collie.

Dlaczego jestem rękodzielnikiem? Robótki ręczne w moim życiu są „od zawsze” – bieżniki na szydełku, szaliki na drutach, sweterki dla dzieci robione na drutach w czasach, gdy w sklepach nic nie było, obrazki do kuchni robione krzyżykami i na koniec obrusiki wyszywane haftem richelieu.

Dzieci rosły i wymagały większego zaangażowania – praca, sprzątanie, wywiadówki, dojazdy do pracy i zarzuciłam wszelkiego rodzaju robótki. Czasami wyszyłam jakiś obrazek (brałam udział w V i VI edycji konkursu „Inspirujemy Kolorem”, wystawa była w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi).

Chłopcy dorastali, wyprowadzili się i wprowadził się pies, bardzo aktywny pies. Codzienne spacery, zabawy niezależnie od pogody, -25 st nie było przeszkodą w wyjściu na 1,5 godzinny spacer i obowiązkową zabawę.

Aż pewnego dnia znalazłam w popularnej sieciowej księgarni magazyn „Beading Polska”. I odkryłam świat koralików Toho, akcesoria do robienia biżuterii. Kupiłam i pokazałam koleżankom w pracy. A one do mnie: „Zrób nam takie bransoletki. Co nie dasz rady! Przecież umiesz robić takie rzeczy”.
I wylazło ze mnie coś, co zawsze w środku siedziało: „TY NIE DASZ RADY? NO KTO, JAK NIE TY?”. I zaczęło się. Co z tego, że umiem robić na szydełku, ale jak, do jasnej anielki, robi się te bransoletki. Odkryłam tutoriale na YouTube. A potem poszło: broszki, bransoletki, naszyjniki, wisiorki i dalsza nauka następnych technik robienia z koralików.

akademia rękodzielnika ewa dudzic
akademia rękodzielnika ewa dudzic

Ale ponieważ jestem duszą niespokojną, odkryłam następną gałązkę rękodzieła: zabawki z włóczki robione na szydełku. Zrobiłam pierwsze zabawki dla wnuczki, ciotecznych wnucząt. Co ja się nad nimi nadenerwowałam. Jak się robi to magiczne kółko? Dlaczego nie widzę tych oczek z tego Dolphina? Jak ja mam to zszyć? Ale poszło i powstało kilka(naście) zabawek. Po zabawkach odkryłam kolorowe chusty. I znowu kilka wieczorów z tutorialami i powstały chusty dla synowej, partnerki syna, przyjaciółki w prezencie pod choinkę. Dzieci dostały kocyko-kołderki, ale szycie na maszynie to nie moja bajka.

Jak zaczęły powstawać moje małe dzieła, to trzeba było je fotografować. Trzeba było to jakoś ogarnąć i stwierdziłam, że super aparat jest w telefonie i po przeczytaniu kilku szkoleń coś tam potrafię zrobić (powyższe zdjęcia są przeze mnie zrobione komórką). Zdjęcia zleciłam mężowi – lubi to robić i niech ma chociaż trochę wkładu w moją działalność.

Dlaczego tak bardzo się rozpisałam o tym co robię? Mimo posiadania umiejętności posługiwania się szydełkiem i drutami wielu technik musiałam się nauczyć. Musiałam znaleźć te informacje w internecie, w gazetach. Musiałam znaleźć te informacje sama, ponieważ nikt nie mógł mi pomóc – dzieci się wyprowadziły oraz musiało mi się przede wszystkim chcieć tego szukać. Nauczyłam się i chcę iść dalej. Chcę się dalej uczyć jak sprzedawać, jak zbudować stronę internetową, jak obsługiwać fanpage na FB oraz szukać dalszych technik robienia biżuterii z koralików czy wykonywania zabawek na szydełku. Chciałabym również nauczyć się robić inne rzeczy np. plecenia makramy, które niekoniecznie będę wykorzystywać w swojej działalności , ale chcę zgodnie z moją zasadą „Co? Ja nie dam rady?!”.

Na koniec: mimo że dzieci się wyprowadziły, nadal mam dużo zajęć i muszę być bardzo zorganizowana, aby wszystko pogodzić ze sobą: pracę, psa, obowiązki domowe, sprawy rodzinne i moją dodatkową działalność. I nadal się tego wszystkiego uczę.

Dziękuję za przeczytanie i mam nadzieję, że chociaż trochę mnie poznaliście.

P.S. Nurkować też się nauczyłam.

akademia rękodzielnika ewa dudzic

Karolina Kapustka

Wyobraź sobie miękki fotel, na nim koc, obok na drewnianym stoliku gorąca herbata z imbirem, a tuż obok mruczy głośno kot. Na ścianie wisi gobelin utkany z wełny, która jest szorstka i miękka jednocześnie, a w tle słychać tylko jednostajny szum jesiennego deszczu. Tak dla mnie wygląda idealny wieczór, kiedy najchętniej otwieram swoją przepastną szufladę z włóczkami i zabieram się do tkania.

Mam na imię Karolina i jestem tkaczką, projektuję także warsztaty twórcze. Mieszkam w Poznaniu, więc lubię, kiedy nic się nie marnuje – jeśli nie tkam z wełny, wykorzystuję materiały recyklingowe. Najczęściej są to stare ubrania, które przerabiam na „włóczkę”, z której realizuję projekty. Uwielbiam wszystko, co naturalne, staram się dążyć do prostoty w każdej dziedzinie życia – jeśli obiad, to zrobiony z lokalnych, sezonowych produktów, jeśli pieluszki dla synka – to wielorazowe, jeśli sprzątanie w kuchni – zamiast detergentów ekologiczne, samodzielnie robione czyściki. Jednak kiedy stanę przed wyborem – kupić nową naturalną wełną czy zużyć do tkaniny starą, nienaturalną koszulkę, pewnie jednak wybiorę to drugie.

karolina kapustka uczestniczki akademii rękodzielnika

Prowadzę warsztaty tkackie  i uwielbiam to robić. Zawsze wiąże się to z pleceniem i to nie tylko włóczek! Chwila wytchnienia od codziennych obowiązków, konieczność skupienia się na „tu i teraz”, aby nie pogubić wątku, sprawia, że zabiegane mamy i babcie chętnie wygospodarowują chwilę czasu.  Wśród śmiechów i dzielenia się przepisami na przetwory, sposobami na ogrodowe problemy albo zabawnymi historiami z życia swoich rodzin – tkają cuda. I robią to tylko po to, aby tworzyć coś wyjątkowego, bez oczekiwań czy będzie to praktyczne, potrzebne, przydatne. Uwielbiam obserwować ten proces, kiedy uczestnicy warsztatów przeobrażają się na moich oczach z kogoś, kto nie za bardzo wie, jak połączyć to pionowe z tym poziomym w twórców, którzy potrzebują mnie tylko do konsultacji jaka włóczka, osnowa i krosno będzie najlepsze do realizacji ich autorskich projektów, a splot płótna wykonują z zamkniętymi oczami.

Z kategorii rzeczy lubię/nie lubię. Kocham jesień, to czas spotkań, rozmów i miękkich tkanin! Lubię rzeczy przytulne i miłe w dotyku, dlatego takie są tworzone przeze mnie prace i miejsca. Kocham swetry i mam ich całą kolekcję, nie mogę się doczekać pierwszych chłodów, aby wyciągnąć je z szafy. Większość jest w kolorze niebieskim, który ubóstwiam i mam go wszędzie… Podobnie jak sznurki – to już chyba chorobliwe – poutykane w każdym pomieszczeniu mojego domu. Nie lubię ślimaków bez skorupki – zawsze obawiam się, że je nadepnę i usłyszę ten straszny dźwięk! Zadziwia mnie, że niektórzy potrafią zjeść takiego stwora, zwłaszcza że jestem wegetarianką.

Lubię długie spacery. Pewnie dlatego z pomocą cudownej ilustratorki Zuzanny Bartczak wydałam książkę pt. „Miastotwór”, która jest rodzajem artystycznego nieprzewodnika po Poznaniu. To publikacja dla rodzin, nauczycieli, każdego, kto ma ochotę zwiedzić miasto trochę inaczej – nie tylko spacerując, ale również wykonując twórcze zadania z bliskimi. Oparte są na zasadach warsztatów twórczych, które prowadzę. Ich głównym założeniem jest skupianie się na procesie, a nie efekcie końcowym oraz postawienie uczestnika w takiej sytuacji, aby wyzwolić jego kreatywność, innowacyjność, sprowadzić go z utartej ścieżki. Przykład? Zamiast zaproponować dziecku zadanie: „Narysuj pocztówkę z wakacji”, mówimy: „Zbuduj pojazd, który w sekundę może przenieść cię w miejsce, gdzie byłeś ostatnio na wakacjach. Umieść go w tym miejscu i zaplanuj, jak może sprawić, abyś czuł się w nim jeszcze lepiej. Wymyśl nazwę dla swojego wynalazku”. Tak, w dużym uproszczeniu, może wyglądać zadanie warsztatowe. W takich warsztatach często wykorzystuję materiały recyklingowe. Z dziećmi tworzę, a z nauczycielami pracuję nad ich własnym warsztatem pracy.

15 września 2026/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/12/blog-grafika-na-social-media-szablon-2.png 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2026-09-15 06:13:002026-08-25 09:07:02Poznaj uczestniczki Akademii Rękodzielnika
warsztaty rękodzieła
Wszystkie wpisy

Akademia Rękodzielnika IV edycja: historie uczestniczek i ich działania

Czytaj dalej
14 września 2026/Autor Ania - Zespół Oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/08/blog-grafika-na-social-media-szablon-2.jpg 788 940 Ania - Zespół Oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png Ania - Zespół Oplotki2026-09-14 06:00:002026-08-18 14:59:28Akademia Rękodzielnika IV edycja: historie uczestniczek i ich działania
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Podcast, Wszystkie wpisy

Akademia Rękodzielnika V edycja: efekty i historie uczestniczek

Tytułowe zdjęcie do wpisu Podsumowanie Vedycji Akademii Rękodzielnika - rzeczy przedsiębiorczej rękodzielniczki: okulary, laptop, mała makrama, ciepłe, miękkie dodatki w  barwach jesieni

V edycja Akademii Rękodzielnika dobiegła końca.

To była kolejna grupa twórczyń, które zdecydowały się potraktować rozwój swojego biznesu handmade poważnie — inwestując nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim czas, uwagę i gotowość do działania.

Poniżej znajdziesz historie uczestniczek V edycji oraz przykłady tego, co wydarzyło się w ich biznesach podczas programu.

Dlaczego powstała Akademia Rękodzielnika?

Wspieranie biznesów handmade

Kilka lat temum równolegle z działalnością warsztatową, zaczęłam dawać twórczyniom rękodzieła możliwość biznesowych konsultacji. Kiedy nabrałam pewności, że daję realną wartość, pomagam definiować, czego w biznesie chcą (albo raczej, częściej, czego na pewno nie chcą), zaczęłam tworzyć całe programy rozwojowe, dedykowane dla przedsiębiorczych rękodzielniczek. Akademia Rękodzielnika, bo tak nazwałam program biznesowego wsparcia twórców ciągle ewoluuje (można powiedzieć, że rośnie wraz z moim wzrostem), ale idea dzielenia się własnym doświadczeniem z branży handmade jest niezmienna. 

Jedynym, co wiecznie uwierało (i do dziś uwiera), jest rozmowa na temat pieniędzy. 

Biznes z definicji jest czymś, co ma zarabiać (na rachunki, na „waciki”, na kredyty… wstaw dowolne, ale przyznasz mi rację… biznes = zarabianie), inaczej to po prostu kosztowne hobby. 

Może to fakt, że moi rodzice to przedsiębiorcy. Może to fakt, że w moim życiu epizod ciepłego etatu nie potrwał dłużej niż kilka lat zdobywania doświadczenia zawodowego w różnych pracowniach architektury… nie wiem. Wiem, że błędnie zakładałam, iż dla każdej kobiety oczywistą oczywistością jest fakt, że aby zarobić… trzeba zainwestować.

Z zafascynowaniem, jakimś takim przedziwnym podziwem i zażenowaniem odkrywałam, że z jednej strony rękodzielniczki snują wizje, jak to szydełkując chusty, będą w stanie zarobić na rachunki, kredyty, ba! Nawet zagraniczne wakacje i nowe buty od czasu do czasu… z drugiej jednak… inwestycja symbolicznych kwot we własny rozwój jako przedsiębiorca jest dla nich totalną abstrakcją. 

Uginały mi się kolana, kiedy świetne, oryginalne prace sprzedawały za bezcen, bo zakładały, że „za materiały i coś tam na plusie” można nazwać kalkulacją cen. Chciało mi się płakać, kiedy wracały na znienawidzony etat, bo po pół roku sprzedawania szydełkowych pufek po kosztach sznurka i minimalnej marży… nie były w stanie zarobić nawet na ZUS. W końcu macierzyński kiedyś się kończy i dotychczasowe klientki odwracały się na pięcie po nagłej podwyżce.

Jednocześnie odkryłam, że moje „biznesowe rady”, które mimochodem rozdawałam bezpłatnie na prawo i lewo… robią więcej krzywdy, niż pożytku. 

Niby malarka dobrze wyceniła… ale bez strategii nie potrafiła sprzedać… i porzucała temat.

Niby haftująca CUDA (naprawdę CUDA!) potrafiła wycenić i nawet miała sensowną strategię cen… ale wyłożyła się na postawieniu sklepu on-line i kalkulacji godzin pracy. Finalnie sprzedaje przez Instagram nielegalnie i drży w obawie, że kiedy przekroczy próg dochodu działalności nierejestrowej… kaplica. Sabotuje więc swój własny rozwój w obawie przed… sukcesem.

Niby szydełkująca artystka prowadzi świetne warsztaty… ale przecież usługa na „nierejestrowaną” się nie pisze, więc odpuszcza i bezskutecznie próbuje sprzedawać szydełkowe maskotki… bez certyfikatu CE, jako kolekcjonerskie niby… bo to znowu za dużo roboty z „ogarnięciem” odpowiedzialności za takie wyroby dla dzieci. 

Ehh…

Im głębiej wchodziłam (i nadal wchodzę) w tę przebogatą branżę, tym więcej mnie zadziwia. Przede wszystkim w obszarze finansów i przekonań.

Przedsiębiorca – to stan umysłu. 

Śmiałam się z tego stwierdzenia, ale dopiero, kiedy zaczęłam pracować z osobami, które tej przedsiębiorczości uczą… zrozumiałam, o co chodzi. 

Pieniądze, wiara we własne siły i praca. Mądra, nie ciężka. 

Dosłownie  – aż tyle i tylko tyle potrzeba, żeby sobie poradzić. 

Inwestycja w rozwój biznesu wymaga decyzji i zaangażowania.

Ale kluczowe tutaj nie są pieniądze. 

Kluczowa jest wewnętrzna decyzja – „Inwestuję w siebie, swój biznes”. 

Sybmoliczna – bo takie uczestniczki po prostu WIERZĄ, że ta inwestycja się zwróci. 

A niezachwiana wiara we własne siły – to już właściwie gwarancja sukcesu. 

Z przyjemnością pracuję z takimi osobami. 

Czasem zwrot z inwestycji następuje spektakularnie – jeszcze w trakcie trwania programu. Czasem długo po jego zakończeniu …

Ale to już wtedy nie jest ważne. 

Taka wiara w siebie, taka decyzja, jest jak dobrze podlewane ziarenko. 

Bardzo szybko kiełkuje i rozkwita …BA! Rośnie jak szalone…i  oswojenie się z kolejnymi inwestycjami jest już kwestią czasu. 

Z przyjemnością podglądam… jak osoby, które jeszcze chwilę temu obawiały się, czy uda się „spłacić akademię”… rozglądają się za wirtualną asystą, bo mają apetyt na szybszy rozwój… chcą  uwalniać więcej swojego cennego czasu na działanie ☺ 

To jest bardzo ważne – wiara, że masz w sobie wszystko, czego potrzeba, by odnieść sukces…

Praca

Sama wiara to jednak za mało. 

I owszem… żyjemy w czasach, kiedy ciężka praca wcale nie gwarantuje sukcesu finansowego. 

Brak jakiegokolwiek wysiłku, jednak, już jest 100% gwarantem porażki. 

Sama jestem raczej typem pracusia, którego trzeba trochę zmuszać do odpoczynku. Hm, która z kobiet tak trochę nie ma… nawet leżąc w wannie – pewnie też układasz listę zadań… albo przynajmniej zakupów…

Okazuje się jednak, że najsmutniejsze, najbardziej zniechęcające jest to, kiedy pracujemy dużo… ale oczekiwane efekty omijają nas wielkim łukiem. 

Jak się domyślasz – tutaj też mam swój patent na sukces. 

A no – praca MĄDRA … a nie CIĘŻKA. 

Jak to się objawia w branży handmade?

„No przecież dziergałam tę chustę 5 dni, ma najbardziej skomplikowany splot na świecie, w domu syf, stary narzeka, że obiad musiał sam sobie gotować, a ja kończyłam to cudo… i od 3 dni nikt nie kupił”

Narobiłam się?

Tak!

Napracowałam?

Tak!

Ciężko było?

Ciężko! 

Zarobiłam?

No nie…

No i pewnie jeszcze ta chusta trochę poleży, bo zamiast sprawdzić najmodniejszy kolor sezonu… albo po prostu zapytać swoich fanek, czy w ogóle chusta, a może raczej szal z frędzlami i wielkim warkoczem z przodu…po prostu kupiłam najpiękniejszą (według mnie) wełnę z najnowszej dostawy do internetowej hurtowni (no dobra promka była też!) i dziergałam, jak szalona. 

No dobra – trochę koloryzuję, ale rozumiesz, do czego zmierzam…

Wystarczy odrobina planowania, świadomej strategii, zapowiadania produktu… a nawet na szaloną chustę znajdzie się klient… ale to praca. Nie ciężka…ale mądra.

Konkretne umiejętności, podstawowa wiedza biznesowa (wiem, brzmi strasznie, ale uwierz mi, to nie fizyka kwantowa), konsekwentna realizacja założonej strategii marki. To właśnie te „czary mary”, które odróżniają pozornie identyczne chusty szydełkowe i dzielą je na te, które rozchodzą się, jak ciepłe bułeczki… i te, które zalegają w szafie z przydasiami przez lata. 

Tak zaczęła się Akademia i uczenie biznesu innych rękodzielników.

I właśnie dlatego powstała Akademia Rękodzielnika: żeby połączyć wiedzę biznesową z działaniem, decyzjami i wsparciem grupy.

Poniżej zobaczysz, jak wyglądało to w praktyce podczas V edycji.

Uczestniczki V edycji Akademii Rękodzielnika: ich działania i efekty

V edycja Akademii zgromadziła twórczynie na bardzo różnych etapach drogi biznesowej. Łączyło je jedno: gotowość, żeby nie tylko zdobywać wiedzę, ale wykorzystać ją w praktyce.

Każda poszła inną ścieżką. Każda jednak poszła WŁASNĄ. Z dumą przedstawiam Ci uczestniczki i ich totalnie subiektywny katalog dokonań w V edycji Akademii Rękodzielnika.

Ania Mikołajczyk: Złap Zajączka

ednym z efektów pracy Ani było stworzenie kursu „Uszyj sobie zajączka”, hostowanego na stronie Oplotki. Akademia była dla niej również podróżą przez nagrywanie video, montaż, promocję i szukanie najlepszego sposobu pokazania atmosfery wsparcia w jej kursach.

Ewa Dudzic: Ed&craft

Ewa rozwinęła ofertę warsztatów z koralików i przeszła drogę od „JA!?! Warsztaty online?” do samodzielnego prowadzenia zajęć online. W praktyce pracowała też nad sklepem na Facebooku oraz tematami związanymi z polityką prywatności i regulaminami.

Ewa Maria Pacini – evamp-knitdesigner

Nowe wyzwania to drugie imię Ewy. Nie tylko sprowadza rasowe włóczki z Włoch (gdzie mieszka) do Polski i tworzy własne dzianinowe kolekcje, ale zainwestowała w dalszy rozwój i wraz z moją specką od PR-u rozwija się w programie Mastermind

Monika Melkowska – Pasje Mony i Monika Melkowska Trener Mentalny

Monika rozwijała warsztaty stacjonarne i online oraz łączyła trening mentalny z rękodziełem. Jej działania doprowadziły ją również do występów w TVN i DDTVN z Oplotki.

Alicja Cieślikowska – Maciak – starlation.art

Alicja rozwijała stacjonarne wydarzenia, kolekcje konstelacyjne i marynistyczne, a jednocześnie pracowała nad uporządkowaniem ogromnej liczby pomysłów na dalszy rozwój marki.

Agata Stróżyk – Światy Agaty i PANNA KORONKA

Agata pracowała nad kolejnymi przełomami w swoim biznesie i większą klarownością planowania kolejnych działań.

Małgorzata Witt

Małgorzata rozwinęła współpracę z jedną z uczestniczek Akademii oraz przygotowała ofertę swoich prac na rynek niemieckojęzyczny.

Eliza Klonowska – Made by Jaga

Pakamera, przejście mentalne z etatu na swoje! Eliza rozwijała markę Made by Jaga, co najważniejsze, wykonała mentalny krok od etatu w stronę pracy na własny rachunek.

Kasia Małkowska – Montownia Rękodzieła

Kasia rozwijała ofertę niesamowitych torebek i akcesoriów, a jednym z ważnych efektów pracy w Akademii było uporządkowanie działalności i procesu produkcji.

Agnieszka Kowalczyk – Studio.20

Nie każda metoda biznesowa jest dla każdej twórczyni. Agnieszka pracowała nad rozwojem swojej działalności stacjonarnej i jednocześnie testowała różne kierunki promocji, wyciągając konkretne wnioski z tego, co jest dla niej, a co nie.

Bogusława Popkowska produkty cyfrowe z misją

Bogusława pracowała nad produktami i prototypami, które doprowadziły ją do ważnych decyzji dotyczących dalszego kierunku marki. Jednym z efektów tej pracy była decyzja o rozwijaniu produktów cyfrowych z misją pracy z dziećmi, wykorzystujących jej wieloletnie doświadczenie pedagogiczne.

Elżbieta Mroczek – Bajery Eli

Elżbieta rozwijała swój kanał YouTube i stworzyła kurs świątecznych pisanek szydełkowych.

Monika Przeciszowska – Koroni.pl

Monika rozpoczęła pracę nad kursem koronki klockowej online. To był jeden z kierunków rozwoju, który rozpoczęła podczas V edycji Akademii.

Historie uczestniczek V edycji pokazują, że rozwój biznesu handmade nie zawsze oznacza jeden spektakularny przełom. Czasem jest nim nowy produkt, pierwszy warsztat online, uporządkowanie procesu, decyzja o zmianie kierunku albo po prostu większa pewność, co robić dalej.

I właśnie takie zmiany były dla mnie jednym z najważniejszych efektów V edycji Akademii Rękodzielnika.

Poznaj Akademię Rękodzielniczki

Ta strona jest archiwum V edycji programu. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak wygląda Akademia obecnie i kiedy otwieramy kolejną rekrutację, przejdź do głównego HUB-a Akademii.

→ Poznaj Akademię Rękodzielniczki

Jeśli potrzebujesz przede wszystkim wiedzy, materiałów i narzędzi do rozwijania biznesu handmade, sprawdź:

→ Bibliotekę Biznesową Oplotki

Rekrutacja do Akademii odbywa się raz w roku.

Poznaj inne edycje Akademii

→ VI edycja Akademii Rękodzielnika

→ VII edycja Akademii Rękodzielnika

→ IV edycja Akademii Rękodzielnika

Agnieszka Gaczkowska mówczyni na TEDx Warsaw Women, prowadząca program wsaprcia dla twórców Akademia Rękodzielnika

13 września 2026/Autor Ania - Zespół Oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2022/04/do-wpisu-Akademia-Rekodzielnika-podsumowanie-V-edycji.jpg 788 940 Ania - Zespół Oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png Ania - Zespół Oplotki2026-09-13 09:00:002026-08-25 09:06:49Akademia Rękodzielnika V edycja: efekty i historie uczestniczek
Jak rozpocząć rękodzielniczą działalność
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, Wszystkie wpisy

Masz wiedzę o biznesie handmade. Ale czy masz wsparcie, żeby ją wdrożyć?

Czytaj dalej
12 września 2026/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/08/blog-grafika-na-social-media-szablon-1.jpg 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2026-09-12 07:16:002026-08-25 09:08:25Masz wiedzę o biznesie handmade. Ale czy masz wsparcie, żeby ją wdrożyć?
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Wszystkie wpisy

Akademia Rękodzielnika VII edycja: efekty i historie uczestniczek

VII edycja Akademii Rękodzielnika dobiegła końca.

To właśnie takie momenty najbardziej przypominają mi, po co powstał ten program. Nie tylko dlatego, że widzę progres uczestniczek, ale przede wszystkim dlatego, że każda edycja pokazuje mi, jak różne mogą być drogi rozwijania biznesu opartego na rękodziele.

Jedne osoby przychodzą z konkretnym pomysłem, ale nie wiedzą, jak go wdrożyć. Inne mają za dużo pomysłów i potrzebują je uporządkować. Jeszcze inne chcą wreszcie potraktować rękodzieło jak biznes.

Poniżej zobaczysz, co wydarzyło się z tymi pomysłami podczas VII edycji.

Posłuchaj podcastu:

Czego można się spodziewać po Akademii?

Słowo klucz tutaj to inwestycja. Nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim czasu, energii i uwagi.

Akademia nie jest programem, w którym po kilku miesiącach wszystko „samo się wydarzy”. Rozwój biznesu nadal wymaga pracy. Różnica polega na tym, że nie musisz każdej decyzji podejmować samotnie.

W VII edycji szczególnie ważne były dla uczestniczek spotkania, konkretne wskazówki, możliwość zadawania pytań dotyczących własnego biznesu oraz wymiana doświadczeń w grupie.

Najlepiej jednak nie opowiadać o tym za uczestniczki. Pokażmy, co same powiedziały po zakończeniu programu.

„Akademia przede wszystkim poukładała mi w głowie”

„Najcenniejsze są spotkania warsztatowe – Agnieszka i Dziewczyny z oplotkowego zespołu z zaangażowaniem i indywidualnym podejściem dają wskazówki do tego, co robić, jak rozwiązać nurtujący nas problem. Akademia przede wszystkim poukładała mi w głowie. Wiem, co mogę zrobić, by dalej rozwijać się w rękodzielniczym świecie.”

Agata Stróżyk, Panna Koronka

Agnieszka Adamek od wypalenia i chaosu do konkretnej oferty

Ma do zaoferowania wiele różnych opcji. Warto je sprawdzić i wybrać coś dla dzieciaków swoich lub ze swojego otoczenia, bo jak mówi Aga w dobie smartfonów pobudzanie dziecięcej kreatywności, dbanie o rozwój umiejętności manualnych staje się niesłychanie ważne. Koniecznie zajrzyj na Dzikie Podwórko na Instagramie:  @dzikie.podworko 

Tu zobaczysz ułamek tego z czego możesz skorzystać, ponieważ Aga ma w swojej ofercie teraz dużo więcej, zajrzyj do jej słów poniżej:

Wchodziłam do Akademii jako osoba wypalona. Rozhulany Instagram. Społeczność. Do tej pory zarabiałam na sprzedaży produktów, po kilku latach się skończyły zamówienia. Weszłam w prowadzenie warsztatów uruchomiając Dzikie Podwórko czyli Naturalny Ogród Zabaw, Warsztatów i Rękodzieła. Szukałam nowego pomysłu, który uwzględni nasz styl życia, czyli 4 dzieci w edukacji domowej i życie na wsi. Nie potrafiłam stworzyć oferty. Akademia mnie konkretnie wsparła. Stworzyłam ofertę, która się sprzedaje, bo odpowiada na potrzeby ludzi i na potrzeby naszej rodziny: podjęłam się organizacji Dzikich Campów dla rodzin na naszym Dzikim Podwórku w sezonie letnim. Przede mną pierwszy sezon. Jestem zdumiona tym co się wydarzyło w Akademi ze mną i podekscytowana tym, co się będzie działo dalej.

Wartością ogromna w Akademi jest Agnieszka, która słucha i nie wciska swoich wizji, tylko pomaga nazwać i określić to, o co chodzi uczestniczkom i daje KONKRETY co robić.

Agnieszka Adamek

Karolina Chmielewska-Powałka – PETCARPET

Tworzy zachwycające, oryginalne, szydełkowe ozdoby oraz dywany. Koniecznie zajrzyj do filmu:

kontakt: petcarpet.design@gmail.com

Katarzyna Kostiuk – Illuminos

Jej misją jest tworzenie nastrojowego oświetlenia, które wydobywa i podkreśla potencjał każdej przestrzeni. Sprawia, że ludzie przestają żyć z gołymi żarówkami zwisającymi z sufitu na nieestetycznym kablu. 

Koniecznie zajrzyj do tych miejsc:

https://www.facebook.com/Illuminospl/

https://pl.pinterest.com/illuminospl/

https://www.instagram.com/illuminospl/

Podejrzyj też w tym filmie:

Akademia pojawiła się w moim życiu gdy w 100% postawiłam na działanie. Kiedy byłam gotowa by sięgnąć po swoje rękodzielnicze marzenia. Akademia stała się dla mnie trampoliną do wystartowania ze swoim biznesem. Od niej zaczęłam traktować rękodzieło jako środek do tworzenia firmy wywodzącej się z pasji. Dzięki Agnieszce zaczęłam szukać rozwiązań które są mi potrzebne do rozwoju. Dzięki ogromnemu sercu, które Agnieszka wkłada w pomoc każdej osobie czuję ogromną wdzięczność i pewność, że biznes może być oparty na wspólnym wspieraniu się i wymianie doświadczeń i wiem, że Oplotki to zespół, który mnoży dzieląc. 

Katarzyna Kostiuk

Lucyna Kuchno-Wyrobek

Łączy dwie pasje – aktywność w pięknych okolicznościach przyrody oraz twórcze spędzanie czasu. Planuje dla kobiet fantastyczną ofertę: prowadzenie wycieczek (w góry, pieszych, rowerowych, nawet spaceru) połączonej z chwilą na oddech przy wspólnym tworzeniu. Kameralne i bezpieczne grono, w którym nie trzeba martwić się o swoją kondycję, a z którym spędzisz czas aktywnie, twórczo i oddasz się rozmowie…

Jeżeli taka wizja Cię interesuje skontaktuj się z Lucyną:

drogazachwytu@gmail.com

Facebook Lucyna Kuchno

Instagram: @lucyna_kuchno_wyrobek

A poniżej zapraszamy do warsztatów, które Lucyna przeprowadziła w ramach poniedziałkowego cyklu spotkań z rękodziełem. Pierwsze jako nagranie, drugie już na żywo:

Edyta Melaniuk-Wolny: kiedy grupa daje „kliknięcie” potrzebne do ruszenia dalej

Doktor nauk technicznych, nauczyciel akademicki z ponad 25 letnim doświadczeniem. Pasjonatka rękodzieła, swojego ogrodu i siatkówki – kiedyś czynna zawodniczka, obecnie wierna kibicka.

Z inżynierską precyzją i polotem tworzy prace z bawełnianego sznurka, zwłaszcza tego o konkretnych grubościach, najchętniej przy użyciu szydełka – stąd nazwa tworzonej przez nią marki UHEKLOWANE, chociaż nie stroni od innych technik rękodzielniczych. Swoją pasją dzieli się i zaraża zarówno małych, jaki i dużych, prowadząc stworzone przez siebie warsztaty.

Dzieciom pokazuje jak miło i kreatywnie spędzać czas w oderwaniu od ekranu komputera czy telewizora. Przekonuje, że zaplatanie na paluszkach, wiązanie makramowych węzełków, plecenie bransoletek techniką KUMIHIMO czy szydełkowanie nie jest trudne, a „efektem ubocznym” warsztatowania jest poprawa umiejętności manualnych i motoryki ręki dzieci.

Wspiera kobiety szukające spokoju, ucieczki od zgiełku codzienności, pragnące zadbać o swój dobrostan fizyczny i psychiczny. Jest pomysłodawczynią i współprowadzącą Warsztatów Dla Ciała i Ducha, na których wspólnie z przyjaciółką, terapeutką uroginekologiczną, tworzy bezpieczną przestrzeń do pracy nad mięśniami dna miednicy (przekładającej się na poprawę komfortu w codziennym funkcjonowania i zwiększenie pewności siebie kobiet w każdym wieku), inspiruje do twórczych działań, przekonuje, że rękodzieło może być „jogą dla umysłu”, kreuje miejsce życzliwych spotkań i możliwość nawiązywania serdecznych relacji z osobami o podobnych zainteresowaniach i energii.

Kontakt:  uheklowane@gmail.com

Dla mnie Akademia Rękodzielnika była intensywnym czasem pełnym inspiracji i możliwości rozwoju, ale przede wszystkim była spotkaniem z niesamowitymi kobietami, mającymi podobne marzenia związane z rozwijaniem swoich rękodzielniczych pasji w biznes. Wspólne rozmowy, dzielenie się pomysłami i doświadczeniem, czasami dające utwierdzenie co do sensowności planowanych działań (co jest bardzo potrzebne raczkującemu przedsiębiorcy , a czasami otwierające oczy i ukazujące zupełnie nową perspektywę, „kliknięcie”, otwierające głowę, które pozwalało pójść naprzód. Jeszcze nieśmiało, małymi kroczkami. Odważyć się.

Dzięki Agnieszce każde spotkanie było nie tylko źródłem wiedzy, ale także momentem pełnym wsparcia i zrozumienia. Jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam tego doświadczyć. 

Edyta Melaniuk Wolny

Aleksandra Mierzwińska – wysmarowani.pl

Ola prowadzi warsztaty kosmetyków naturalnych dla dzieci i dorosłych. I z sukcesem pokazuje, że to więcej niż świetna zabawa, to również sposób na wspólne spędzenie czasu, na budowanie relacji, na chwilę oddechu…

Koniecznie zajrzyj do Oli:

wysmarowani.pl.

https://www.facebook.com/KremyNaturalne

https://www.instagram.com/wysmarowani

Możesz też zajrzeć do tego filmu:

Ola, choć jej domeną są warsztaty stacjonarne, poprowadziła również te w wersji online w naszym poniedziałkowym cyklu bezpłatnych warsztatów rękodzieła. Przy okazji wskoczyła na oplotkowy Instagram na swój pierwszy live:

Wyświetl ten post na Instagramie

Post udostępniony przez Oplotki Agnieszka Gaczkowska (@oplotki.pl)

A tutaj znajdziesz warsztaty Olą

Akademia Rękodzielnika – wsparcie i nowe możliwości

„Program mentoringowy połączony z regularnym feedbackiem ze strony grupy stworzył dla mnie środowisko do rozwoju. Udział w Akademii dał mi również wiarę w siebie, nowe kierunki rozwoju i cenne kontakty w branży rękodzielniczej.”

Aleksadnra Mierzwińska

Katarzyna Niżegorodcew od niepewności do pewności, że to dobry kierunek

Przed startem Akademii byłam w niepewności czy to co chcę robić spotka się z odpowiedzią i czy ma sens.

Ja się zajmuję psychoterapią i sztuką. Skończyłam Grafikę na krakowskiej ASP, oraz całościowe 4letnie szkolenie z zakresu psychoterapii humanistyczno/ doswiadczeniowej. Moją misją jest połączenie tych dwóch dziedzin i prowadzenie szeroko pojętej działalności artystyczno- rękodzielniczej, która będzie przestrzenią kontaktu zmysłowego i kontaktu z ciałem dla współczesnego człowieka.

W trakcie spotkań okazało się, że moje pomysły spotkały się z zainteresowaniem i ożywieniem!

To co się zmieniło po Akademii to większe poczucie sensu tego, co robię i pewność, że to dobry kierunek, nowe znajomości, i wsparcie grupy dziewczyn! Mnóstwo inspiracji i kontaktów! Masa dobrej energii, zaspokojenie potrzeby przynależności!

Mam dużo wiary w handmade, bo jest po prostu unikalny i zajmuje, i za tym stoi jakość i konkretna osoba (co jest mega ważne w epoce „chińszczyzny”).

Jestem bardzo wdzięczna za ten czas i ludzi, których spotkałam!!!

Dziękuję ♥️

(A piszę to jadąc pociągiem do Poznania na spotkanie „na żywo”!!!)

Katarzyna Niżegorodcew

Anna Towpasz – Makramette

Ania plecie sznurkowe torebki, a także robi biżuterię makramową. Znajdziesz ją m.in tutaj:

Na Instagramie: Anna Towpasz (@makramettetorebki), Na Facebooku: Makramette

W tym filmie poniżej możesz zobaczyć odrobinę tego, co tworzy Ania:

lub tutaj:

Akademia Rękodzielnika VII edycja – Anna Towpasz – Makramette

A poniżej pierwsze kroki w warsztatach makramy online, które Ania prowadziła w ramach naszego poniedziałkowego cyklu:

Zanim trafiłam do Akademii sprzedałam już parę torebek i zrobiłam kilka na zamówienie. Koniecznie chciałam usystematyzować moją pracę i ruszyć dalej ze sprzedażą.

To był cel, który chciałam osiągnąć w Akademii – przeglądnąć wszystkie kursy i materiały, dowiedzieć się jak najwięcej, wymyślić coś i zastosować w praktyce. A potem zdarzyła się Akademia i zadziały się cuda 🙂 

Poznałam inne uczestniczki, każda inna, każda z innymi doświadczeniami, każda zakochana w rękodziele.

Największą wartością Akademii okazała się nie baza wiedzy, która oczywiście też jest cenna i dalej ją studiuję, lecz spotkania na żywo, gdzie wszystkie chętnie dzieliłyśmy się naszymi doświadczeniami i jedna drugą inspirowała do działania. 

Potem spotkałyśmy się na kawie i postanowiłyśmy zrobić coś wspólnie. I tak niespodziewanie Kasia z Akademii zrobiła mi przepiękną sesję zdjęciową a potem z Kasią i Lucyną poprowadziłyśmy pierwsze warsztaty, które okazały się sukcesem 🙂 🙂 

Magia Akademii przeniosła mnie do innego świata. Wychodząc od sprzedaży makramowych torebek rozszerzyłam mój rękodzielniczy świat o warsztaty psychologiczno-ruchowo-rękodzielnicze i zaplanowałam działalność online. Sama na pewno bym się nie odważyła na taki krok.

Dzięki Agnieszce i uczestniczkom Akademii, dzięki inspirującym spotkaniom i wspólnej pracy zrobiłam bardzo duży skok, którego nie zrobiłabym sama.

Dziękuję 😀

Ania Towpasz


Agnieszka Zielińska – Sploty Mocy

Agnieszka tak przedstawia to co robi:

BIŻUTERIA to coś więcej niż ładna rzecz

to ENERGIA osoby, która przepuściła ją przez swoje ręce

to INTENCJA, jaka za tym procesem stała

to WIBRACJA, jaką na Siebie zakładasz

CZUJ, co zapraszasz do swojej osobistej przestrzeni

TY masz MOC

sploTY MOCy

Akademia Rękodzielnika VII edycja – Bransoletki stworzone przez Sploty Mocy

*

Mówi się, że ręce są posłannikami Duszy i Serca.

Ilość technik rękodzielniczych, jakie zrodziły dotychczas ręce ludzkości jest niezliczona. I w żadnej z nich tak naprawdę nie chodzi tylko o przedmiot, który powstaje. Dużo ważniejszy jest sam proces tworzenia i jego relacja – z osobą, która tworzy i z osobą, która z owocem tego procesu obcuje.

*

Nauka tkania była jednym z kluczowych etapów w inicjacjach kobiecych w rozmaitych kulturach na całym świecie. Kobiety miały sobie uświadomić, że tak jak kręci się wrzeciono, kręci się także spirala życia w ich brzuchu. A wraz z tym ruchem płynie nieustannie wielki potencjał powoływania do życia… zarówno dzieci jak i przedmiotów oraz przedsięwzięć, które mają to życie wspierać.

W wielu mitologiach Babcia Pajęczyca tka wątki naszych ziemskich ścieżek. Można je odczuwać jako wzory energetyczne, które przeplatają się w niezliczonych konfiguracjach. Rękodzieło pozwala tym wątkom odsłonić swoje fragmenty w postaci wzorów, które przybierają fizyczną formę – czy to gobelinu, stroju, czy koralikowej bransoletki…

*

Tkanie z koralików (ang. Beadwork) ma wiele form, tradycji i zastosowań w różnych częściach świata. Dotyczy głównie wyrobów ozdobnych i ceremonialnych o szerokim spektrum znaczeń i zastosowań.

Beadwork między nici życia wplata koraliki (beads). Są one jakby realną emanacją wieloskładnikowości Wszechświata, w której każdy element jest jednocześnie fragmentem i warunkiem Całości obrazu.

*

Każda z tych bransoletek jest niepowtarzalna. Każda jest utkana z 1-3tysięcy koralików, pojedynczo nawlekanych na igłę. Każda jest jak mozaika, na którą potrzeba czasu, uwagi i energii. Ma swoją własną historię, intencję i częstotliwość, z jaką wibruje wśród informacji w Przestrzeni.

Może służyć specjalnej sprawie lub być łącznikiem i wsparciem na drodze jednoczenia się z własnymi jakościami i potencjałem. Może być symbolem wewnętrznej podróży, która trwa albo dopiero ma się rozpocząć.

Bransoletki robione na zamówienie powstają, wiedząc komu będą towarzyszyły, co niejako koncentruje ich światło na potrzeby danej osoby. Inne powstają dlatego, że niektóre wzory po prostu pchają się do życia jako manifestacja unikalnej wibracji, która dopiero potem zarezonuje z czyimś Momentem.

Obserwacja tego procesu jest dla mnie źródłem nieustającej fascynacji. To jest trochę tak, jakby koraliki układały się na strunach nici w bardzo osobiste melodie, których brzmienie można usłyszeć na różnych poziomach.

Gdzieś między cyklami rzędów i splotów odnalazłam swoją świętą przestrzeń bezruchu i skupienia. Szczelinę, przez którą spływają mi na ręce żywe bukiety zebrane z bezkresnej łąki aromatów ludzkich obecności…

*

Sploty Mocy traktuję bardzo wielowymiarowo, bo biżuteria, którą powołuję do życia, wykracza daleko poza swoją piękną, estetyczną formę. Dotyka bowiem tajemnic, z których utkany jest świat – wibracji, które wplatają nasze intencje pomiędzy kolory i symbole procesów, jakie musimy przejść, by dotrzeć do samych siebie.

Z tego filmu dowiesz się jeszcze więcej o Agnieszce i jej pasji


Agnieszka Zielonka – Mitura – Amezka Handmade

Rękodzielniczka, arteterapeutka, animatorka kultury z głową pełną pomysłów. Od 2017 roku prowadzi własną markę Amezka Handmade. Robi biżuterię ze szklanych koralików, muszli i kamieni, czasem doprawia ją koronką szydełkową. Jej marka to wciąż jej hobby, jednak w przyszłości chciałaby, aby stała się ona źródłem sporego dochodu. Ma mnóstwo pomysłów na rozwój siebie i swoich produktów oraz nadzieję, że uda się je wprowadzić w życie!

Akademia Rękodzielnika VII edycja - zdjęcie uczestniki i tworzonej przez niej biżuterii
Akademia Rękodzielnika VII edycja – Agnieszka Zielonka-Mitura i tworzona przez nią biżuteria

Tutaj znajdziesz jej rękodzieła:

Inastagram: https://www.instagram.com/amezka.handmade/

Facebook: https://www.facebook.com/amezka.handmade/

Możesz też nieco podejrzeć w tym filmie:

Akademia Rękodzielnika dała mi odpowiedzi na mnóstwo pytań, o których nawet nie wiedziałam, że chcę je zadać, dostęp do ogromnej ilości świetnych materiałów przydatnych w nie tylko rękodzielniczym biznesie, ale nade wszystko: cudowną społeczność rękodzielniczek! I choć Akademia już się skończyła, to my – jako grupa – działamy dalej! To jest fantastyczne i nigdy by się nie wydarzyło, gdyby nie wrażliwa, serdeczna i mądra prowadząca. Ago – dziękuję! Wniosłaś w moje życie niezwykłą, jakościową zmianę! Dokładnie taką, jakiej potrzebowałam!

Jeśli poszukujesz kogoś, kto ogarnie chaos rękodzielniczych i artystycznych pomysłów w Twojej głowie, wyciśnie z nich esencję, a potem wydestyluje tylko to, co najlepsze – to Akademia i wsparcie Agnieszki będzie dla Ciebie idealne!

Agnieszka Zielonka – Mitura

Chcesz zobaczyć, czym jest Akademia Rękodzielniczki?

Ta strona jest archiwum VII edycji. Jeśli chcesz poznać sposób działania programu, zobaczyć aktualną strukturę i dowiedzieć się, kiedy otwieramy kolejną rekrutację, przejdź do głównego HUB-a Akademii.

→ Poznaj Akademię Rękodzielniczki

Jeśli natomiast potrzebujesz przede wszystkim wiedzy, materiałów i narzędzi do pracy nad biznesem handmade, sprawdź:

→ Bibliotekę Biznesową Oplotki

Poznaj wcześniejsze edycje Akademii Rękodzielniczek:

–> 6 edycja Akademii

–> 5 edycja Akademii

–> 4 edycja Akademii

Rekrutacja do Akademii Akademii Rękodzielniczki odbywa się raz w roku.

11 września 2026/Autor Ania - Zespół Oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2024/04/Akademia-Rekodzielnika-Edycja-7-2023-2024.jpg 410 1210 Ania - Zespół Oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png Ania - Zespół Oplotki2026-09-11 13:21:002026-08-25 09:06:34Akademia Rękodzielnika VII edycja: efekty i historie uczestniczek
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Wszystkie wpisy

Od biżuterii do śląskich warsztatów. Jak Akademia Rękodzielnika zmieniła Agę Zielonkę Miturę?

Podcast: OPLOTKI – biznes przy rękodziele Odcinek: #325  Czas: 48 min 43 sek Gościni: Agnieszka Zielonka Mitura / Ameska Handmade

Kiedy Aga Zielonka Mitura po raz pierwszy usłyszała o Akademii Rękodzielnika, wzięła wolne w pracy, żeby być na webinarze o 10 rano. Powiedziała mężowi: „Pawle, ja się chcę zajmować rękodziełem. Ja się będę teraz uczyć.” On spojrzał na nią i zapytał: „A, bo ty to chcesz robić tak na poważnie?” Wtedy wiedziała, że tak. Na poważnie. Choć do tamtej pory robiła to „tak na niby”.

Dzisiaj prowadzi warsztaty biżuterii i haftu śląskiego dla kobiet w dwóch miejscowościach. Uczestniczki przychodzą co tydzień, bo tak poprosiły. Jedna z nich powiedziała na warsztatach: „Proszę pani, ale ja nic nie umiem zrobić.” Po trzech godzinach miała siedem ukończonych egzemplarzy.

Ten odcinek to pierwszy z nowej serii AKADEMIA PODCAST, w której wracam do uczestniczek poprzednich edycji. Kobiet, które poszły swoją ścieżką, robią niesamowite rzeczy i które chcę Ci przybliżyć. Bo kto wie, może Ty też siedzisz po drugiej stronie i zastanawiasz się, czy zamoczyć palec w tym rękodzielniczym świecie.

Historia Agi: przed Akademią i po Akademii Rękodzielnika

Przed Akademią

  • Robiła biżuterię „tak na niby” od 9 lat, bez nazwy i struktury
  • Nie wiedziała, jak ugryźć biznes od strony marketingu i finansów
  • Była zestresowana, że „nie jest wystarczająco dobra” na program
  • Bała się, że „tam będą wytrawne graczki z markami za 100 milionów”
  • Myślała, że nigdy nie poprowadzi warsztatów
  • Była w trudnym momencie zawodowo i zdrowotnie

Po Akademii

  • Zmieniła pracę (nowa pewność siebie to umożliwiła)
  • Prowadzi dwie grupy warsztatowe w dwóch miejscowościach
  • Uczestniczki same poprosiły o spotkania co tydzień
  • Warsztaty koralów, haftu śląskiego i szydełkowania
  • Ma arkusz do kalkulacji kosztów i rozumie finanse rękodzieła
  • Poczucie mocy, sprawczości i wewnętrzny GPS nastawiony na działanie

„Akademia przede wszystkim dodała mi pewności siebie. To chyba było to, po co najbardziej przyszłam.”
Agnieszka Zielonka Mitura, absolwentka Akademii Rękodzielnika OPLOTKI

W skrócie – co znajdziesz w tym odcinku:

  • Jak naszyjnik zrobiony na potrzeby jednej sukienki zmienił się w markę Ameska Handmade
  • Co to znaczy wejść do Akademii Rękodzielnika z paraliżem strachu i wyjść z nową pewnością siebie
  • Dlaczego Polki dziedziczą samokrytycyzm po matkach, babkach i sąsiadkach – i jak to przerwać
  • Historia warsztatów, których Aga „na pewno nigdy nie będzie prowadzić” – i które teraz prowadzi co tydzień
  • Co to jest gotka kuszkubaniu i jak ta śląska tradycja połączyła się z historią nazwy OPLOTKI
  • Dlaczego z biblioteki akademii nie wolno nic wyrzucać (perspektywa uczestniczki po kilku latach)

Dla kogo jest ten odcinek?
Dla Ciebie, jeśli zastanawiasz się, czy Akademia Rękodzielnika jest dla Ciebie. Dla Ciebie, jeśli masz wrażenie, że „inni mają marki za 100 milionów złotych, a Ty ledwo prowadzisz fanpage.” Dla Ciebie, jeśli kiedyś marzyłaś o warsztatach, ale po cichu mówiłaś sobie: „To nie dla mnie, ja nie będę prowadzić.” I dla Ciebie, jeśli po prostu lubisz słuchać prawdziwych historii kobiet, które idą swoją ścieżką.

O czym rozmawiamy

  • 0:00 Nowa seria AKADEMIA PODCAST – sentymentalny powrót do uczestniczek akademii
  • 1:20 Aga przedstawia się – rękodzieło od dziecka, kobiety w rodzinie, które zawsze coś tworzyły
  • 2:50 Jak naszyjnik do sukienki uruchomił Ameska Handmade
  • 5:10 Poszukiwanie wiedzy o biznesie handmade, Etsy, Pakamera i webinar o 10 rano
  • 6:36 Poważna rozmowa z mężem i decyzja o akademii
  • 9:30 Stres przed pierwszym spotkaniem, wytrawne graczki z markami za 100 milionów i zaskoczenie, że wszystkie są w tym samym miejscu
  • 11:30 Co naprawdę dała akademia: inne spojrzenie na własną działalność + pewność siebie
  • 13:48 Polki i samokrytycyzm – kulturowe dziedzictwo
  • 17:03 Siła siostrzeństwa – wspólnota bez rywalizacji
  • 18:25 Dlaczego Agnieszka zaczęła tę serię: 7 lat podcastu i 10. edycja akademii
  • 20:10 Rękodzieło jako bezpieczna przystań – do czego zawsze wracamy
  • 31:43 Warsztaty? Nigdy. No, chyba jednak…
  • 35:25 Co warsztaty dają prowadzącej: bycie tu i teraz i śląskie dziedzictwo
  • 39:14 Gotka kuszkubaniu i historia nazwy OPLOTKI
  • 40:48 Aga o 10. edycji akademii: czego nie wyrzucać i co zostawić
  • 47:56 Ostatnie słowo Agi: szufladka z marzeniami

Gościni odcinka: Agnieszka Zielonka Mitura

Ameska Handmade – marka biżuteryjno-rękodzielnicza, która zaczęła się od jednego naszyjnika zrobionego do sukienki. Agnieszka Zielonka Mitura jest Ślązaczką, arteterapeutką z przygotowaniem pedagogicznym, pracownikiem kultury, uczestniczką Akademii Rękodzielnika OPLOTKI. Dziś prowadzi warsztaty dziedzictwa kulturowego Śląska: biżuteria koralowa, haft w tradycyjne śląskie wzory, szydełkowanie. Prowadzi dwie grupy w dwóch miejscowościach.

Znajdziesz ją: Ameska Handmade na Facebooku

Najważniejsze cytaty

Bo ja się uduszę. Wzięłam wolne w pracy, żeby być na tym webinarze.Agnieszka Zielonka Mitura, o tym dlaczego postanowiła dołączyć do Akademii Rękodzielnika

Kiedy sobie myślisz: „Kurczę, ja się na niczym nie znam, ja niczego nie wiem, ja niczego nie potrafię dobrze zrobić.” I nagle spotykasz babki, które po pierwsze mają często gęsto podobnie jak ty.Agnieszka Zielonka Mitura, o sile bycia wśród podobnych

Akademia przede wszystkim dodała mi pewności siebie. To chyba było to, po co najbardziej przyszłam. Po takie utrwalenie w sobie myśli, że tak, że mogę, że potrafię, że jestem wystarczająco dobra.Agnieszka Zielonka Mitura, o najważniejszej zmianie po akademii

Warsztaty pozwalają mi być tu i teraz. Pracuję w takiej pracy projektowej, gdzie zajmuję się tym, co będzie za chwilę. Nagle trafiam do zupełnie innego świata.Agnieszka Zielonka Mitura, o tym czym są dla niej warsztaty rękodzieła

Na śląsku mówimy gotka kuszkubaniu – czyli takie rozmowy przy szydełku i kawce o niczym. Ploteczki, darcie pierza, nie? I ja sobie tą gotkę kuszkubaniu bardzo cenię.Agnieszka Zielonka Mitura, o śląskiej tradycji kobiecych spotkań przy robocie ręcznej

Dziewczyny, chłopaki, podążajcie ze swoimi marzeniami. Nawet jeśli je na chwilę odłożycie, to gdzieś warto, warto tam czasem zajrzeć do tej szufladki i zastanowić się, czy to nie jest to, czego ja znowu potrzebuję choć na chwilę.Agnieszka Zielonka Mitura, ostatnie słowo odcinka

Co warto zapamiętać z tego odcinka:

  1. Rękodzieło jest bezpieczną przystanią. Zawsze do niego wracamy, nawet jeśli zamkniemy pudełka i schowamy do szafy. To kawałek duszy, który ma swój własny rytm.
  2. Pewność siebie nie przychodzi z certyfikatów. Przychodzi ze środowiska, które mówi Ci: jesteś dobra, to co robisz jest wartościowe. Akademia może być takim środowiskiem.
  3. Warsztaty mogą przyjść same, gdy się jest gotową. Aga mówiła „nigdy.” A jednak. Czasem najtrafniejsze decyzje to te, które po prostu do nas przychodzą.
  4. Samokrytycyzm jest kulturowo zakorzeniony w Polkach. Dziedziczymy go po matkach, babkach, sąsiadkach. To praca pokoleniowa i wymaga świadomego zaangażowania.
  5. Z biblioteki akademii nie wolno nic wyrzucać. Każda uczestniczka bierze to, co jest jej w danym momencie potrzebne. Biblioteka, jak prawdziwa biblioteka, jest dla różnych etapów, nie tylko dla jednego momentu.

Zawiłość na dziś: Co leży u Ciebie w szufladce z marzeniami? Kiedy ostatnio do niej zajrzałaś?

Rękodzieło to bezpieczna przystań, do której zawsze można wrócić. Nawet jeśli pudełka stoją w szafie.

Jednym słowem: ten odcinek jest o powrocie. Do siebie, do rękodzieła, do kobiet, z którymi się rosło.

Pełny transkrypt odcinka

Transkrypt jest lekko zredagowany dla czytelności. Zachowano styl mówiony, emocje i charakterystyczne zwroty.

0:00 – Nowa seria: sentymentalny powrót do Akademii

Hej, hej. Witam was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Oplotki. Dzisiaj mam dla Was coś wyjątkowego, bo taki trochę sentymentalny odcinek. Ze mną jest Aga Zielonka Mitura, uczestniczka naszej Akademii Rękodzielnika. I myślę, że to będzie cała seria takich odcinków. Trochę sentymentalnie, wracam do dziewczyn, które były w akademii w poprzednich edycjach, żeby nadgonić, porozmawiać, co u nich słychać. Każda z nich poszła swoją ścieżką, robi niesamowite rzeczy.

Chcę przybliżyć Wam sylwetki tych kobiet. Kto wie, może jesteś po drugiej stronie, słuchasz, może się zastanawiasz, żeby zamoczyć palec w tym rękodzielniczym świecie. Ja będę rozmawiała z Agą, bo Aga już od dawna w tym świecie płynie swoją łódką, swoją ścieżką. Aga, wielkie dzięki, że przyjęłaś zaproszenie. Oddaję Ci głos.

1:20 – Kim jest Agnieszka Zielonka Mitura: rękodzieło od kołyski

Aga: Cześć Ago, przede wszystkim bardzo Ci dziękuję za zaproszenie do tego podcastu. Zrobiło mi się mega miło, kiedy do mnie napisałaś. I nie ukrywam, że moja droga rękodzielnicza przeplata się praktycznie przez całe moje życie. Rękodzieło przed oplotkami i po oplotkach wciąż trwa i wciąż ma się dobrze.

Zaczęłam robić rękodzieło jako dziewczynka, bo u mnie w domu wszystkie kobiety zawsze robiły rękodzieło, szydełkowały, dziergały i robiły wszystko, co trzeba było zrobić ręcznie. I to jest taka chyba naturalna część mnie, zawsze była, że po prostu w ten sposób spędzam wolny czas i się realizuję.

2:50 – Jeden naszyjnik i narodziny Ameska Handmade

Aga: W pewnym momencie doszłam do wniosku, że chciałabym zacząć robić swoje rzeczy nie tylko na szydełku jak mama czy babcia, ale jakieś swoje wynalazki. Miałam taką sukienkę, do której nie miałam żadnych korali, które by mi pasowały. To mnie strasznie irytowało, bo nic do niej nie mogłam dobrać. Więc postanowiłam, że to ja sobie sama zrobię do niej korale. No i zrobiłam sobie pierwszy naszyjnik.

Nagle się okazało, że koleżanki zaczęły mnie pytać, skąd ten naszyjnik mam. Mówiłam, że to ja sobie sama zrobiłam. No i właśnie w ten sposób narodziła się moja marka Ameska Handmade z tego, że koleżanki zaczęły pytać, gdzie to można kupić. Oczywiście na początku to miało zupełnie niesformalizowaną formę, bez struktury, nawet bez nazwy. W końcu moja młodsza siostra, która trochę jest taką osobą ogarniającą internety, bo ja to jestem taka „na hip hip hura i w ogóle jaki internet”, powiedziała: „Nie, ty musisz mieć nazwę, ty musisz mieć logo, ty musisz mieć swojego fanpagea na Facebooku, czemu ty nie masz Instagrama?”

No i tak się narodziła Ameska Handmade, czyli taki projekt, w którym działam raz częściej, raz rzadziej. Trochę w zależności od tego, czy mam czas, ale też czy mam ochotę tworzyć. Bo trochę sobie nie wyobrażam, że miałabym teraz traktować to jako taką swoistą manufakturę, że teraz to ja będę siedzieć po 12 godzin dziennie i produkować rękodzieło, bo to chyba nie ta energia. Więc tak sobie robię to rękodzieło trochę z doskoku.

5:10 – Jak Aga znalazła Akademię Rękodzielnika

Aga: Miałam taki moment, kiedy stwierdziłam, że nie, ja rzucam wszystko i chciałabym się tym rękodziełem zająć. No i to jest tak trochę, że to o czym myślimy przyciąga rzeczy do naszego życia. Intensywnie myślałam, że nie wiem jak się za to zabrać, że brakuje mi narzędzi, wiedzy marketingowych odnośnie tego, jak w ogóle działać w tym rękodzielniczym świecie. Widziałam dziewczyny na jarmarkach, różnych ludzi, którzy sprzedawali na Etsy, na Pakamerze.

No i w tym momencie trafiło do mnie nagranie, w którym Ty zapraszasz do Akademii Rękodzielnika. Kiedyś wcześniej mi się gdzieś przewinęło, że są takie Oplotki. Ja tam tak trochę czytałam newsletter, ale tak jednym okiem, wiesz jak to z newsletterami? Ale robiłaś taki webinar dla osób potencjalnie zainteresowanych. Ja mówię: „Nie, biorę wolne w pracy.” Faktycznie wtedy autentycznie wzięłam wolne, żeby być na tym webinarze, bo on był jakoś o 10:00 czy 11:00 rano w takich godzinach, w których normalnie siedziałam w domu kultury.

6:36 – Poważna rozmowa z mężem: „Ja się chcę zajmować rękodziełem”

Aga: No i obejrzałam ten webinar z Tobą i pomyślałam sobie: nie, to w ogóle ja muszę, ja się uduszę. No i wzięłam mojego męża na bardzo poważną rozmowę. Powiedziałam mu: „Paweł, ja się chcę zajmować rękodziełem. Ja chcę dołączyć do tej akademii. Ja się będę teraz uczyć.”

I mój mąż tak na mnie patrzy i mówi: „A, bo ty to chcesz robić tak na poważnie.” Tak sobie pomyślałam: „No nie, no do tej pory to tak na niby to robiłam.” Mówię: „No tak, no chciałabym w ogóle jakąś wiedzę, twardszą niż tylko moje wyobrażenia, jakieś urywki i to, co moja siostra mi tam gdzieś wrzucała łopatą do głowy. Chciałabym w ogóle czegoś się dowiedzieć, nie?” I Paweł mówi: „No dobrze, no jak chcesz to robić, no to rób.”

No i w ten sposób znalazłam się w akademii. Byłam strasznie zestresowana, że się nie dostanę, bo oczywiście wiesz jak to jest, kiedy człowiek sobie myśli, że jest niedostatecznie dobry.

Agnieszka: Tak, ja pamiętam i ja miałam właśnie taki odbiór, że o kurczę, chyba coś zrobiłam nie tak z informowaniem o programie, że tam jest jakiś próg wejścia i w ogóle trzeba mieć jakieś certyfikaty, żeby się tu dostać. Mam wrażenie, że trochę przegięłam z tym opowiadaniem, jakie tam cudowianki mamy i w ogóle o tych wszystkich lejkach i marketingach, że chyba trochę bardziej odstraszam niż przyciągam do tego programu.

9:30 – Pierwszy dzień w akademii: „Co najmniej połowa z nas jest dokładnie w tym samym miejscu”

Aga: W momencie kiedy dołączałam do akademii, byłam na takim dużym zakręcie, i odnośnie pracy zawodowej, i odnośnie mojego zdrowia. Potrzebowałam chyba też takiego upewnienia z drugiej strony. Bo kiedy mamy się dobrze, wszystko jest dobrze, to też jakoś jesteśmy bardziej otwarte na nowości. A kiedy nasz organizm już jest w stresie i cała nasza głowa jest w stresie, to potem zaczynamy się trochę obawiać wszystkiego. To był wtedy dla mnie też dosyć trudny moment i potrzebowałam takiego spotkania z innymi kobietami, takiej energii wspierającej, kontaktu z rękodzielniczkami, ale na zasadzie serdeczności, a nie rywalizacji.

Pamiętam, że przed pierwszym spotkaniem byłam tak zestresowana, że aż mi w uchu piszczało. Myślałam: „Boże, będę musiała coś o sobie powiedzieć. Tam będą same wytrawne graczki, które mają marki rękodzielnicze za 100 milionów złotych każda. I teraz ja wejdę, gdzie ledwo co prowadzę jakiegoś fanpagea na Facebooku.”

No i właśnie w momencie kiedy przyszłam do akademii, kiedy poznałam dziewczyny, kiedy zobaczyłam, że co najmniej połowa z nas jest dokładnie w tym samym miejscu, zestresowana, po prostu jąkająca się, czerwona z wrażenia, to pomyślałam sobie: nie, to jest dla mnie bardzo dobre miejsce. Lubię takie rzeczy z poziomu czucia, z poziomu takiego, że podążam za tym wewnętrznym głosikiem, który mi mówi, że masz coś zrobić.

11:30 – Co naprawdę dała akademia: pewność siebie i nowe okulary

Aga: Z jednej strony dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy i jakoś tak zupełnie popatrzyłam na tą działalność rękodzielniczą z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas. A z drugiej strony tak sobie pomyślałam, że kurczę, to co robię jest chyba niezłe, nie?

Agnieszka: Ja pamiętam ten dzień, kiedy się przedstawiałyście i każda z nas tak trochę pokazywała swoje prace. Pamiętam, jak Ty pokazałaś swoje, i miałam takie „o kurczę”, że ja sama byłam tak zaskoczona, że właśnie przez cały ten proces, kiedy wchodziłaś do akademii, już wiedziałam, że robisz fajne rzeczy, ale nie przypuszczałam, że to jest aż na taką skalę, że to są tak świetne prace. Miałam takie: „O kurczę, ile my jako kobiety w ogóle jeszcze mamy robotę do zrobienia w takim uznawaniu tego, że to co robimy jest dobre.”

Aga: Wiesz co, przede wszystkim akademia dodała mi pewności siebie. I tak sobie też z perspektywy czasu myślę, bo ja o tym w ogóle nie myślałam gdzieś tam na etapie uczestnictwa w programie. To chyba było to, po co najbardziej przyszłam. Po takie utrwalenie w sobie myśli, że tak, że mogę, że potrafię, że jestem wystarczająco dobra, że to co robię jest okej. Ale wiesz, też nie jest tak, że się niczego nie nauczyłam, bo ja tam tą biblioteczkę rękodzielnika wertowałam dosyć intensywnie.

13:48 – Polki i samokrytycyzm: kulturowe dziedzictwo

Aga: To jest też kulturowo bardzo mocno zakorzenione w Polkach, nie? Też dziedziczymy to po naszych matkach, babkach, prababkach, sąsiadkach i ciotkach. To, że nigdy nie jesteśmy wystarczająco dobre. Polacy mają w ogóle bardzo wysoki poziom samokrytycyzmu, zwłaszcza kobiety. I to widać w tych biznesach, w tym, że nieraz dziewczyny są dużo lepsze w swoim fachu niż ich koledzy, ale wciąż siedzą cicho pod miotłą.

Agnieszka: Tak, to jest trochę też to wychowanie, że masz być grzeczna, ładna i się uśmiechać. Że dziewczynki kolan nie brudzą i tak dalej. Myślę, że te nowe pokolenia, które teraz wchodzą w dorosłe życie, mają już trochę inną perspektywę. My jako pokolenie matek tych młodych ludzi mocno nad tym też pracujemy. To się już zaczyna społecznie zmieniać, natomiast wciąż jeszcze gdzieś to pokutuje i takie programy są potrzebne nie tylko z powodu poszerzania konkretnych kompetencji, ale właśnie z takiego poziomu dania mocy, nie?

Aga: I to jest coś, co akademia, to jest coś, czego najwięcej mi dała. Takie poczucie mocy, poczucie sprawczości, poczucie tego, że jeśli chcę, to potrafię i jeśli zaufam sobie, to wiem.

17:03 – Siła siostrzeństwa: wspólnota, która przyspiesza

Aga: Wiesz, czasem w życiu jest tak, że ktoś ci sączy po cichutku do ucha, że nie wiesz dobrze, że nie jesteś wystarczająco dobra. I dochodzisz do takiego momentu, kiedy naprawdę wydaje ci się, że wszystko co robisz jest pod dużym znakiem zapytania. Kiedy sobie myślisz: „Kurczę, ja się na niczym nie znam, ja niczego nie wiem, ja niczego nie potrafię dobrze zrobić.” I nagle spotykasz babki, które po pierwsze mają często gęsto podobnie jak ty. Po drugie, okazuje się, że nie jesteś jedyną osobą na świecie z problemami, które w danym momencie masz. Po trzecie, taka siła sióstr, którą ja bardzo lubię, nagle sprawia, że mówisz sobie: „Kurde, co ja nie mogę? Ależ mogę! Ależ potrafię!”

I to też jest dla mnie piękne, jak osoby, które się wspierają wzajemnie, przyspieszają, ale też wzmacniają swój rozwój. Uczestniczę w różnych programach szkoleniowych, mentoringowych. Korzystam z różnych narzędzi takiego budowania siebie. Natomiast Akademia bardzo mi wiele klapek otworzyła, właśnie też w takim momencie, w którym potrzebowałam tego.

Pamiętam też jak yyy pod koniec akademii, przy takiej naszej ewaluacji, ja powiedziałam: „Nie no to było dużo o warsztatach, a ja to tak nie będę prowadzić warsztatów, bo ja to tak nie lubię.” I pamiętam jak Ty mi powiedziałaś: „Oj, ty jeszcze będziesz prowadzić warsztaty, zobaczysz.” Ja tak sobie pomyślałam: „Nie, nie, nic o mnie nie wiesz, nie będę prowadzić warsztatów.” No i historia jest taka, że oczywiście prowadzę warsztaty.

18:25 – Agnieszka o siódmym roku podcastu i 10. edycji akademii

Agnieszka: Wiesz, ja miałam taki moment właśnie teraz, jak wracałam do nagrywania podcastu. Sobie zdałam sprawę, że to już siódmy rok. I był taki moment pauzy, bo to jednak jest projekt, który w ogóle nie zarabia, który wręcz w drugą stronę jest bardzo kosztowny. Ale jakoś tak ciągle mnie przyciąga, że ciągle do niego wracam. Mam takie zaskoki i takie momenty pauzy i teraz wracałam i tak sobie dumałam, kogo mogę zaprosić.

Kiedyś miałam taką fazę, że tu jakiś celebryci, którzy opowiadają o swojej pasji do rękodzieła. Tak się cieszyłam, że tam Marek Jankowski o tych swoich witrażach opowiada i wiesz, taki trochę brokat i blask. No i tak siedziałam nad tym podcastem i właśnie, jak robiłam porządek na Asanie i zobaczyłam, że zbliżamy się do 10. edycji, że na przestrzeni tych wielu lat to już się nazbierało niemal 10 lat, to jakby czułam to, co mówisz, że to trochę jest tak, że my do pewnych projektów ciągle wracamy.

20:10 – Rękodzieło jako bezpieczna przystań

Agnieszka: Kiedy mówisz właśnie o tym rękodziele, o tym, że to jest taki bardzo osobisty kawałek, tam jest jakiś kawałek naszej duszy, kawałek jakiegoś takiego serducha. I tak jak mówisz, to tak czuję, że to jest jakaś taka przystań, do której wracamy. Jak zaczyna być za dużo, zaczyna być pod korek, to mamy jakąś taką świętą przestrzeń, do której parkujemy.

Aga: Ja myślę, że tak, bo nawet jeśli trochę to rękodzieło stygnie na chwilę i zamykam cały ten mój dobytek już dosyć poważny w pudełkach i kartonach i upycham po różnych szafach, to potem znowu wszystko to wyciągam i cieszę się tym od nowa. I to jest takie bardzo moje, to jest coś do czego wracam jak do takiej bezpiecznej przystani. I myślę sobie, że chyba inne dziewczyny i chłopaki, osoby, które robią rękodzieło, też chyba tak trochę mają. To gdzieś jest w naszym DNA.

Agnieszka: Tak się tak wydaje. Dzięki Aga, że mówisz o tym wracaniu. Mam wrażenie, że też tak fajnie to nazwałaś, że to nie chodzi o to, żeby tu się mamy czegoś nauczyć, tylko tak naprawdę te wszystkie narzędzia służą temu, żebyśmy zaufały temu, jak dobrze my wiemy, jak my dobrze mamy w środku ten wewnętrzny GPS. I czasami tej wiedzy nie potrzebujemy aż tak dużo. Jak my po prostu odważymy się temu, co w środku zaufać, to to nas będzie prowadzić.

23:30 – Co konkretnego dała akademia: arkusz kalkulacji kosztów i wewnętrzny GPS

Aga: Wiesz, ta wiedza, którą sobie tam spisałam. Boże, arkusz do kalkulacji kosztów po prostu. Ja mimo tego, że mam taką trochę szaloną twórczą energię w sobie, to mam też w sobie trochę księgowej, więc ja potrzebuję takie tabelki. Bo jak widzę tabelkę, to ja już jestem bezpieczna, ja już wiem, że tu, a to z tym. Też może trochę wynika to stąd, że na co dzień pracuję przy projektach zewnętrznych dofinansowanych i tam zarządzanie finansami jest bardzo ważną częścią życia projektowego.

Natomiast tak, dla mnie akademia była też takim bardzo dużym wzmocnieniem i upewnieniem się, że to co wiem, to prawda. Nie wiesz, czasem w życiu jest tak, że ktoś ci sączy po cichutku do ucha, że nie wiesz dobrze, że może wiesz źle, że nie jesteś wystarczająco dobra.

Agnieszka: Jakby mam wrażenie, że Ty byłaś dla mnie takim przykładem takiej osoby, która wchodzi chcąc się jak najwięcej nauczyć, i wychodzi mówiąc: „Ale ja tak naprawdę wszystko wiem. Moja wewnętrzna intuicja, mój GPS po prostu w końcu jest nastawiony na działanie i to jest moja najważniejsza wiedza.”

28:00 – Relacje jako najważniejszy owoc akademii

Agnieszka: Coś w tym jest, bo mam poczucie, że to jest chyba ta największa wartość. Na początku kiedy startowała akademia, miałam wielkie obawy. Bo to jest taki kawałek, za który ja nie mogę do końca wziąć odpowiedzialności. Pamiętam, że na początku mówiłam dużo o tym, że zobaczycie, skończy się akademia, wy się będziecie dalej znać, dalej będziecie mieć. Ja sama korzystam z tego, ile mam partnerek z tych moich różnych programów mentoringowych, których się sama uczyłam. To są teraz najlepsze partnerki biznesowe, bo później jest trudno takie zaufane osoby znaleźć. I pamiętam, że dla mnie było bardzo ważne, kiedy projektowałam akademię, żeby był ten element, że my zabieramy coś z programu i nawet jak on się skończy, to on tak trochę trwa w naszych umysłach, sercach.

Aga: Też fajne jest to, że część dziewczyn po akademii zaczęła się gdzieś tam spotykać ze sobą, te które miały do siebie bliżej. Z jednej strony widziałyśmy się w onlineach, ale z drugiej strony też narodziły się z tego takie dłuższe znajomości. To też jest zawsze bardzo cenna rzecz, kiedy spotykamy jakieś takie swoje bratnie dusze. Jak jesteśmy młodsze, mam wrażenie, że jest to łatwiejsze, ale im człowiek jest starszy, tym trudniej.

31:43 – Warsztaty? Nigdy. No, chyba jednak…

Aga: Ze mną to jest tak, że ja czysto teoretycznie mam przygotowanie do takiej pracy z ludźmi, pedagogicznej. Mam przygotowanie pedagogiczne, również mam przygotowanie artyterapeutyczne, bo jestem również artyterapeutką. Ale chyba byłam w takim momencie, w którym po prostu nie miałam ochoty prowadzić żadnych warsztatów z żadnymi ludźmi. W swojej codziennej pracy spotykam bardzo wiele ludzi. Byłam w takim momencie, gdzie pomyślałam sobie: „Nie, żadnych więcej ludzi w moim życiu, ja chcę siedzieć zamknięta przy stole i w ogóle nikt na mnie nie patrzy.”

Ale sporo się zmieniło. Zmieniłam pracę po akademii. To też chyba to, że przyszła do mnie większa pewność siebie. No i potem zapytał mnie kolega, czy nie chciałabym w takim centrum aktywności społecznej prowadzić warsztatów rękodzielniczych. Potem była koleżanka, która mówi: „A u nas byś może poprowadziła?” Potem w ogóle zaczęły do mnie pisać przez fanpagea na Facebooku. No i tak to do mnie przyszło.

Przed pierwszymi warsztatami byłam po prostu zestresowana jak przed maturą, chociaż miałam już doświadczenie w pracy z ludźmi, prowadziłam i warsztaty i szkolenia i różnego rodzaju kursy. Ale warsztaty rękodzieła za pierwszym razem aż mi w uszach piszczało. Na tych warsztatach, chociaż byłam zestresowana, nagle poczułam, że jest super.

35:25 – Warsztaty jako bycie tu i teraz: śląskie dziedzictwo i autoterapia

Aga: Powiem szczerze, że prowadzę te warsztaty z uporem maniaka i z wielką radością, bo one pozwalają mi być tu i teraz. Ja bardzo dużo pracuję w takiej pracy projektowej, gdzie zajmuję się tym, co będzie za chwilę, nie tym, co jest tu i teraz. Mam bardzo dużo różnych tabelek, druczków, szlaczków i pism do wykonywania. I nagle znajduję się w zupełnie innym świecie, gdzie spotykamy się głównie z kobietami. Spotykamy się przy takiej aktywności, takiej ekspresji twórczej, która wynika z takich bardzo pierwotnych ludzkich korzeni.

Robię z dziewczynami korale, haftujemy broszki w tradycyjne śląskie wzory, robimy bransoletki, szydełkujemy. Prowadzę teraz dwie grupy w dwóch różnych miejscowościach. Ostatnio mnie panie zapytały: „A czy możemy co tydzień?” Ja tak myślę: ej, ale jak to co tydzień? To miało być tak raz w miesiącu. No i tak się to fajnie gdzieś zaczęło kulać i rozwijać.

Rodzimy się jednostkami twórczymi, kanalizujemy to w bardzo różny sposób. Czasem zakopujemy to gdzieś bardzo, bardzo głęboko i nie potrafimy do tego powrócić. I na przykład zdarza się, że mam na warsztatach panie w wieku 70 lat, które ostatnim razem szydełkowały jak miały 17. I one przyszły, bo coś w nich wołało, że mają przyjść. To jest taka podróż sentymentalna, ale mam wrażenie, że też taka podróż do wnętrza siebie.

36:51 – Co czuć jak uczestniczki puszczają napięcie przy szydełku

Aga: Wspaniale jest obserwować, jak dziewczyny mówią: „Kurczę, ja to tak zaciskam ten ścieg, bo ja jestem taka zdenerwowana.” I nagle po godzinie mówią: „O, a ja już tak nie zaciskam.” Czują namacalnie, że puszcza to napięcie. Że z nich schodzi i ze mnie też schodzi napięcie takiego dnia codziennego. Ja często gęsto po tych warsztatach jestem strasznie zmęczona, bo całą swoją uważność, uwagę, energię, wiedzę, możliwości, umiejętności, ale też cierpliwość, angażuję w te kilka czy kilkanaście osób, które do mnie przychodzą. Staram się też, żeby im było najlepiej na świecie, bo uważam, że jeżeli ktoś poświęca swój wolny czas na to, żeby się spotkać ze mną w jakiejś aktywności, ale też z samym sobą, to należy mu się to, co najlepsze.

Tak często są to mamy, na które w domu czeka jakaś wesoła gromadka i które już nie wiedzą jak się nazywają. I to jest ten ich moment wytchnienia. A dla mnie to jest też taki balsam dla duszy: obserwowanie jak te moje dziewczyny się rozwijają, jak nabierają pewności siebie. Są dziewczyny, które przychodzą i mówią: „Proszę pani, ale ja nic nie umiem zrobić.” Potem się okazuje, że zrobiły siedem egzemplarzy czegoś, co miałam przewidziane na te trzy godziny.

39:14 – Gotka kuszkubaniu i historia nazwy OPLOTKI

Aga: Ale też nie ukrywam, że taka, my na śląsku mówimy gotka kuszkubaniu, czyli takie rozmowy przy szydełku i kawce o niczym. Ploteczki, darcie pierza, nie? I ja sobie tą gotkę kuszkubaniu bardzo cenię, bo jest to po prostu taki czas na fajne spotkanie z drugim człowiekiem.

Agnieszka: Dokładnie. Tam się pewno dzieje ta największa magia. I się śmieję, że nawet te plotki, oplotki, jak wymyślałam tą nazwę, to tak było na szybko i na wariata, bo to tak oddawało, jak się Oplotki zaczęły właśnie przy warsztatach. Trzeba było zrobić gdzieś wydarzenie na Facebooku, no to plotki przy oplataniu, a plotki przy oplataniu, dobra jedziemy „oplotki” i tak zostało do dzisiaj. I tak odkrywam kolejne levele głębi tej nazwy. To co powiedziałaś, ta gotka kuszkubaniu, to właśnie jest to, że to jest to rozmawianie podczas robienia czegoś razem.

40:48 – 10. edycja akademii: co zachować, czego nie wyrzucać

Agnieszka: Aga, sama siedzę teraz z taką myślą, taką potrzebą, że kurczę zbliża się 10. edycja akademii, jakby mam takie wielkie wow, zróbmy to jakoś tak wyjątkowo. Jestem ciekawa Twojego zdania, bo dumam, co zostawić, co może warto zaktualizować, warto zmienić, warto uprościć czy skrócić.

Aga: Ja się obawiam, że dla każdego może tu działać coś innego i ile byś nas nie zapytała, to każda z dziewczyn powie Ci trochę inną odpowiedź. Natomiast bardzo cenna na pewno była ta biblioteka rękodzielnika. Oczywiście trudno było ogarnąć wzrokiem ilość treści, które tam były, i wybrać coś dla siebie. Ale z drugiej strony, dzięki tej wielości, nieważne na jakim jesteś etapie: czy dopiero raczkujesz w temacie, czy już jesteś wytrawną pożeraczką treści rękodzielniczych, to znajdziesz coś dla siebie. Znajdziesz coś dopasowanego do swojego poziomu. Nieważne czy masz problem z tym, jak ogarnąć finanse i koszty, czy chciałabyś się nauczyć jakiejś nowej techniki.

Dla mnie bardzo cenna była też ta formuła trochę takiego mastermindu, który z nami prowadziłaś. Że to kurs kursem, ale był taki moment, w którym to się przeradziło właśnie w taki trochę coaching. I to było dla mnie super.

Aga: Z biblioteki nic nie wyrzucaj. To to nie jest składowanie przydasiów. W normalnej bibliotece też masz różne działy, różne książki, takie które czasem ktoś wypożycza raz na 5 lat, ale też takie, które są zakolejkowane na rok do przodu. No i to też chyba tak funkcjonuje.

Agnieszka: Powiem Ci, że jestem Ci tak wdzięczna. Zobaczyłam też tą pracę z innej perspektywy. Rzeczywiście to nie chodzi o to, żebym ja była tą panią bibliotekarką namolną, która Ci wciska konkretną pozycję. Raczej chodzi o wpuszczenie Cię do biblioteki i zaufanie, że Ty weźmiesz tą książkę, po którą dzisiaj tu przyszłaś. Jutro przyjdziesz może po inną. A weźmiesz z tego po prostu to, co potrzebujesz wziąć. Moje zadanie to po prostu gromadzić te książki w jednym miejscu i sprawiać, żeby były dostępne.

47:56 – Ostatnie słowo Agi: szufladka z marzeniami

Aga: Dziewczyny, chłopaki, podążajcie ze swoimi marzeniami. Nawet jeśli je na chwilę odłożycie, to gdzieś warto, warto tam czasem zajrzeć do tej szufladki i zastanowić się, czy to nie jest to, czego ja znowu potrzebuję choć na chwilę. Bo mi to dużo daje i radości, i energii, i takiego powrotu do siebie, do swojej bezpiecznej przestrzeni.

Agnieszka: Dokładnie. Dzięki Aga za dzisiaj. I słuchajcie, podlinkujemy Ameskę w opisie, żebyście mogli Agę znaleźć, wyśledzić w internetach, wpaść na żywo. Ja mega się też cieszę, że prowadzisz warsztaty. Mam wrażenie, że to takie trochę moje spełnienie cichego marzenia, bo od samego początku widziałam, ile po prostu tej wrażliwości i tego, co nazywam bakcylem rękodzieła, jest w Twojej działalności, w Twojej osobie, w Twoim sposobie bycia. Warsztaty dla mnie są tym naturalnym narzędziem, tą przestrzenią spotkania, gdzie i my wchodzimy do niej świadomie i tam dzieje się ta magia.

FAQ – najczęstsze pytania

Czym jest Ameska Handmade?

Ameska Handmade to marka rękodzielnicza Agnieszki Zielonki Mitury ze Śląska. Zaczęła się od jednego naszyjnika zrobionego do sukienki. Dziś obejmuje biżuterię koralową oraz warsztaty dziedzictwa kulturowego Śląska: haft w tradycyjne śląskie wzory, szydełkowanie, rękodzieło biżuteryjne. Markę znajdziesz na Facebooku jako Ameska Handmade.

Co to jest Akademia Rękodzielnika OPLOTKI?

Akademia Rękodzielnika to program mentoringowo-szkoleniowy Agnieszki Gaczkowskiej z OPLOTKI dla osób, które chcą rozwijać swój biznes rękodzielniczy. Program łączy wiedzę o prowadzeniu marki handmade z elementami coachingu grupowego i budowaniem społeczności twórczyń. W 2026 roku odbywa się jej 10. edycja.

Co to jest „AKADEMIA PODCAST” w ramach OPLOTKI?

AKADEMIA PODCAST to nowa seria specjalna podcastu OPLOTKI, w której Agnieszka Gaczkowska wraca do uczestniczek poprzednich edycji Akademii Rękodzielnika. Każdy odcinek to rozmowa z kobietą, która była w akademii i poszła swoją ścieżką. Celem jest pokazanie różnorodnych dróg w biznesie handmade, inspirowanie i budowanie autorytetu społeczności.

Co to jest gotka kuszkubaniu?

Gotka kuszkubaniu to śląski termin oznaczający kobiecy rytuał plotkowania i rozmawiania przy robieniu czegoś ręcznie, np. szydełkowaniu czy robieniu czegoś razem przy kawie. Pierwotnie kobiety darły pierze zimą i plotkowały. Agnieszka Zielonka Mitura przywołuje tę tradycję jako opis tego, czym są dla niej warsztaty rękodzieła. Nazwa ta ma też bezpośredni związek z historią nazwy OPLOTKI – „plotki przy oplataniu”.

Jak rękodzieło pomaga budować pewność siebie?

Rękodzieło daje namacalne poczucie sprawczości: coś się tworzy, coś dosłownie powstaje z rąk. Według doświadczeń uczestniczek Akademii Rękodzielnika OPLOTKI, samo tworzenie obniża napięcie fizyczne i psychiczne. Uczestniczki obserwują, jak z napięciem u krawędziowej kobiety „zaciskającej ścieg” zmienia się już po godzinie. Wspólnota tworzących kobiet dodatkowo wzmacnia poczucie, że „to co robię, jest dobre.”

Jak zacząć prowadzić warsztaty rękodzieła, jeśli nie czuję się gotowa?

Historia Agi Zielonki Mitury pokazuje, że warsztaty mogą przyjść w sposób naturalny, zanim człowiek poczuje się „gotowy.” Aga przez długi czas twierdziła, że nie będzie prowadzić warsztatów. Pierwsze zaproszenie przyszło od kolegi, potem od koleżanki, potem od uczestniczek przez fanpage. Klucz to: mieć jakiś ślad obecności w internecie (nawet nieaktualizowany fanpage), tworzyć swoje rękodzieło, być otwartą na zaproszenia. Warto też poznać podstawy wyceny i finansów (np. przez Akademię Rękodzielnika OPLOTKI), żeby warsztaty nie „zjadały” tylko czasu, ale też przynosiły dochód.

Dlaczego kobiety w Polsce mają problem z uznawaniem wartości swojej pracy?

Według rozmowy w tym odcinku: to kwestia kulturowego dziedzictwa. Samokrytycyzm i brak przekonania o własnej wartości jest przekazywany z pokolenia na pokolenie przez matki, babcie, sąsiadki i ciotki. Utrwalają go też wzorce wychowawcze: bycie „grzeczną dziewczynką.” Dotyczy to wielu polskich kobiet niezależnie od faktycznych kompetencji, bo nieraz dziewczyny są dużo lepsze w swoim fachu niż ich koledzy, ale wciąż „siedzą cicho pod miotłą.” Zmiana jest możliwa przez świadome środowisko wspierające, takie jak grupy rękodzielnicze czy programy mentoringowe.

Powiązane treści

  • Akademia Rękodzielnika – podsumowanie edycji
  • Handmade BIZ Summit – coroczna konferencja OPLOTKI
  • Wszystkie odcinki podcastu OPLOTKI
  • Podcast #30 – Jak poukładać biznes handmade, kiedy mam za dużo pomysłów [HANDMADE BIZ Q&A]
  • Książka „Oplotki. Sukces handmade.” – Agnieszka Gaczkowska
  • Odcinek #324 – Handmade wchodzi w nową erę: 10 lat Oplotki i Biblioteka

Czy Akademia Rękodzielnika jest dla Ciebie?

Jeśli słuchałaś tej rozmowy i rozpoznajesz siebie w Adze – w tym strachu przed pierwszym spotkaniem, w poczuciu, że „inni mają marki za 100 milionów, a ja ledwo prowadzę fanpagea”, w marzeniu, które leży odłożone w szufladce – to Akademia może być właśnie tym miejscem.

Aga weszła w najtrudniejszym momencie swojego życia. Wyszła z nową pewnością siebie, nową pracą i cotygodniowymi warsztatami, których „na pewno nigdy nie miała prowadzić.” Akademia Rękodzielnika nie jest dla tych, które mają już wszystko poukładane. Jest dla tych, które czują, że mogą mieć.

10. edycja rusza we wrześniu 2026.Zapisz się na newsletter Strona Akademii

Posłuchaj odcinka

Pełny transkrypt odcinka

Transkrypt jest lekko zredagowany dla czytelności. Zachowano styl mówiony, emocje i charakterystyczne zwroty.

0:00 – Nowa seria: sentymentalny powrót do Akademii

Hej, hej. Witam was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Oplotki. Dzisiaj mam dla Was coś wyjątkowego, bo taki trochę sentymentalny odcinek. Ze mną jest Aga Zielonka Mitura, uczestniczka naszej Akademii Rękodzielnika. I myślę, że to będzie cała seria takich odcinków. Trochę sentymentalnie, wracam do dziewczyn, które były w akademii w poprzednich edycjach, żeby nadgonić, porozmawiać, co u nich słychać. Każda z nich poszła swoją ścieżką, robi niesamowite rzeczy.

Chcę przybliżyć Wam sylwetki tych kobiet. Kto wie, może jesteś po drugiej stronie, słuchasz, może się zastanawiasz, żeby zamoczyć palec w tym rękodzielniczym świecie. Ja będę rozmawiała z Agą, bo Aga już od dawna w tym świecie płynie swoją łódką, swoją ścieżką. Aga, wielkie dzięki, że przyjęłaś zaproszenie. Oddaję Ci głos.

1:20 – Kim jest Agnieszka Zielonka Mitura: rękodzieło od kołyski

Aga: Cześć Ago, przede wszystkim bardzo Ci dziękuję za zaproszenie do tego podcastu. Zrobiło mi się mega miło, kiedy do mnie napisałaś. I nie ukrywam, że moja droga rękodzielnicza przeplata się praktycznie przez całe moje życie. Rękodzieło przed oplotkami i po oplotkach wciąż trwa i wciąż ma się dobrze.

Zaczęłam robić rękodzieło jako dziewczynka, bo u mnie w domu wszystkie kobiety zawsze robiły rękodzieło, szydełkowały, dziergały i robiły wszystko, co trzeba było zrobić ręcznie. I to jest taka chyba naturalna część mnie, zawsze była, że po prostu w ten sposób spędzam wolny czas i się realizuję.

2:50 – Jeden naszyjnik i narodziny Ameska Handmade

Aga: W pewnym momencie doszłam do wniosku, że chciałabym zacząć robić swoje rzeczy nie tylko na szydełku jak mama czy babcia, ale jakieś swoje wynalazki. Miałam taką sukienkę, do której nie miałam żadnych korali, które by mi pasowały. To mnie strasznie irytowało, bo nic do niej nie mogłam dobrać. Więc postanowiłam, że to ja sobie sama zrobię do niej korale. No i zrobiłam sobie pierwszy naszyjnik.

Nagle się okazało, że koleżanki zaczęły mnie pytać, skąd ten naszyjnik mam. Mówiłam, że to ja sobie sama zrobiłam. No i właśnie w ten sposób narodziła się moja marka Ameska Handmade z tego, że koleżanki zaczęły pytać, gdzie to można kupić. Oczywiście na początku to miało zupełnie niesformalizowaną formę, bez struktury, nawet bez nazwy. W końcu moja młodsza siostra, która trochę jest taką osobą ogarniającą internety, bo ja to jestem taka „na hip hip hura i w ogóle jaki internet”, powiedziała: „Nie, ty musisz mieć nazwę, ty musisz mieć logo, ty musisz mieć swojego fanpagea na Facebooku, czemu ty nie masz Instagrama?”

No i tak się narodziła Ameska Handmade, czyli taki projekt, w którym działam raz częściej, raz rzadziej. Trochę w zależności od tego, czy mam czas, ale też czy mam ochotę tworzyć. Bo trochę sobie nie wyobrażam, że miałabym teraz traktować to jako taką swoistą manufakturę, że teraz to ja będę siedzieć po 12 godzin dziennie i produkować rękodzieło, bo to chyba nie ta energia. Więc tak sobie robię to rękodzieło trochę z doskoku.

5:10 – Jak Aga znalazła Akademię Rękodzielnika

Aga: Miałam taki moment, kiedy stwierdziłam, że nie, ja rzucam wszystko i chciałabym się tym rękodziełem zająć. No i to jest tak trochę, że to o czym myślimy przyciąga rzeczy do naszego życia. Intensywnie myślałam, że nie wiem jak się za to zabrać, że brakuje mi narzędzi, wiedzy marketingowych odnośnie tego, jak w ogóle działać w tym rękodzielniczym świecie. Widziałam dziewczyny na jarmarkach, różnych ludzi, którzy sprzedawali na Etsy, na Pakamerze.

No i w tym momencie trafiło do mnie nagranie, w którym Ty zapraszasz do Akademii Rękodzielnika. Kiedyś wcześniej mi się gdzieś przewinęło, że są takie Oplotki. Ja tam tak trochę czytałam newsletter, ale tak jednym okiem, wiesz jak to z newsletterami? Ale robiłaś taki webinar dla osób potencjalnie zainteresowanych. Ja mówię: „Nie, biorę wolne w pracy.” Faktycznie wtedy autentycznie wzięłam wolne, żeby być na tym webinarze, bo on był jakoś o 10:00 czy 11:00 rano w takich godzinach, w których normalnie siedziałam w domu kultury.

6:36 – Poważna rozmowa z mężem: „Ja się chcę zajmować rękodziełem”

Aga: No i obejrzałam ten webinar z Tobą i pomyślałam sobie: nie, to w ogóle ja muszę, ja się uduszę. No i wzięłam mojego męża na bardzo poważną rozmowę. Powiedziałam mu: „Paweł, ja się chcę zajmować rękodziełem. Ja chcę dołączyć do tej akademii. Ja się będę teraz uczyć.”

I mój mąż tak na mnie patrzy i mówi: „A, bo ty to chcesz robić tak na poważnie.” Tak sobie pomyślałam: „No nie, no do tej pory to tak na niby to robiłam.” Mówię: „No tak, no chciałabym w ogóle jakąś wiedzę, twardszą niż tylko moje wyobrażenia, jakieś urywki i to, co moja siostra mi tam gdzieś wrzucała łopatą do głowy. Chciałabym w ogóle czegoś się dowiedzieć, nie?” I Paweł mówi: „No dobrze, no jak chcesz to robić, no to rób.”

No i w ten sposób znalazłam się w akademii. Byłam strasznie zestresowana, że się nie dostanę, bo oczywiście wiesz jak to jest, kiedy człowiek sobie myśli, że jest niedostatecznie dobry.

Agnieszka: Tak, ja pamiętam i ja miałam właśnie taki odbiór, że o kurczę, chyba coś zrobiłam nie tak z informowaniem o programie, że tam jest jakiś próg wejścia i w ogóle trzeba mieć jakieś certyfikaty, żeby się tu dostać. Mam wrażenie, że trochę przegięłam z tym opowiadaniem, jakie tam cudowianki mamy i w ogóle o tych wszystkich lejkach i marketingach, że chyba trochę bardziej odstraszam niż przyciągam do tego programu.

9:30 – Pierwszy dzień w akademii: „Co najmniej połowa z nas jest dokładnie w tym samym miejscu”

Aga: W momencie kiedy dołączałam do akademii, byłam na takim dużym zakręcie, i odnośnie pracy zawodowej, i odnośnie mojego zdrowia. Potrzebowałam chyba też takiego upewnienia z drugiej strony. Bo kiedy mamy się dobrze, wszystko jest dobrze, to też jakoś jesteśmy bardziej otwarte na nowości. A kiedy nasz organizm już jest w stresie i cała nasza głowa jest w stresie, to potem zaczynamy się trochę obawiać wszystkiego. To był wtedy dla mnie też dosyć trudny moment i potrzebowałam takiego spotkania z innymi kobietami, takiej energii wspierającej, kontaktu z rękodzielniczkami, ale na zasadzie serdeczności, a nie rywalizacji.

Pamiętam, że przed pierwszym spotkaniem byłam tak zestresowana, że aż mi w uchu piszczało. Myślałam: „Boże, będę musiała coś o sobie powiedzieć. Tam będą same wytrawne graczki, które mają marki rękodzielnicze za 100 milionów złotych każda. I teraz ja wejdę, gdzie ledwo co prowadzę jakiegoś fanpagea na Facebooku.”

No i właśnie w momencie kiedy przyszłam do akademii, kiedy poznałam dziewczyny, kiedy zobaczyłam, że co najmniej połowa z nas jest dokładnie w tym samym miejscu, zestresowana, po prostu jąkająca się, czerwona z wrażenia, to pomyślałam sobie: nie, to jest dla mnie bardzo dobre miejsce. Lubię takie rzeczy z poziomu czucia, z poziomu takiego, że podążam za tym wewnętrznym głosikiem, który mi mówi, że masz coś zrobić.

11:30 – Co naprawdę dała akademia: pewność siebie i nowe okulary

Aga: Z jednej strony dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy i jakoś tak zupełnie popatrzyłam na tą działalność rękodzielniczą z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas. A z drugiej strony tak sobie pomyślałam, że kurczę, to co robię jest chyba niezłe, nie?

Agnieszka: Ja pamiętam ten dzień, kiedy się przedstawiałyście i każda z nas tak trochę pokazywała swoje prace. Pamiętam, jak Ty pokazałaś swoje, i miałam takie „o kurczę”, że ja sama byłam tak zaskoczona, że właśnie przez cały ten proces, kiedy wchodziłaś do akademii, już wiedziałam, że robisz fajne rzeczy, ale nie przypuszczałam, że to jest aż na taką skalę, że to są tak świetne prace. Miałam takie: „O kurczę, ile my jako kobiety w ogóle jeszcze mamy robotę do zrobienia w takim uznawaniu tego, że to co robimy jest dobre.”

Aga: Wiesz co, przede wszystkim akademia dodała mi pewności siebie. I tak sobie też z perspektywy czasu myślę, bo ja o tym w ogóle nie myślałam gdzieś tam na etapie uczestnictwa w programie. To chyba było to, po co najbardziej przyszłam. Po takie utrwalenie w sobie myśli, że tak, że mogę, że potrafię, że jestem wystarczająco dobra, że to co robię jest okej. Ale wiesz, też nie jest tak, że się niczego nie nauczyłam, bo ja tam tą biblioteczkę rękodzielnika wertowałam dosyć intensywnie.

13:48 – Polki i samokrytycyzm: kulturowe dziedzictwo

Aga: To jest też kulturowo bardzo mocno zakorzenione w Polkach, nie? Też dziedziczymy to po naszych matkach, babkach, prababkach, sąsiadkach i ciotkach. To, że nigdy nie jesteśmy wystarczająco dobre. Polacy mają w ogóle bardzo wysoki poziom samokrytycyzmu, zwłaszcza kobiety. I to widać w tych biznesach, w tym, że nieraz dziewczyny są dużo lepsze w swoim fachu niż ich koledzy, ale wciąż siedzą cicho pod miotłą.

Agnieszka: Tak, to jest trochę też to wychowanie, że masz być grzeczna, ładna i się uśmiechać. Że dziewczynki kolan nie brudzą i tak dalej. Myślę, że te nowe pokolenia, które teraz wchodzą w dorosłe życie, mają już trochę inną perspektywę. My jako pokolenie matek tych młodych ludzi mocno nad tym też pracujemy. To się już zaczyna społecznie zmieniać, natomiast wciąż jeszcze gdzieś to pokutuje i takie programy są potrzebne nie tylko z powodu poszerzania konkretnych kompetencji, ale właśnie z takiego poziomu dania mocy, nie?

Aga: I to jest coś, co akademia, to jest coś, czego najwięcej mi dała. Takie poczucie mocy, poczucie sprawczości, poczucie tego, że jeśli chcę, to potrafię i jeśli zaufam sobie, to wiem.

17:03 – Siła siostrzeństwa: wspólnota, która przyspiesza

Aga: Wiesz, czasem w życiu jest tak, że ktoś ci sączy po cichutku do ucha, że nie wiesz dobrze, że nie jesteś wystarczająco dobra. I dochodzisz do takiego momentu, kiedy naprawdę wydaje ci się, że wszystko co robisz jest pod dużym znakiem zapytania. Kiedy sobie myślisz: „Kurczę, ja się na niczym nie znam, ja niczego nie wiem, ja niczego nie potrafię dobrze zrobić.” I nagle spotykasz babki, które po pierwsze mają często gęsto podobnie jak ty. Po drugie, okazuje się, że nie jesteś jedyną osobą na świecie z problemami, które w danym momencie masz. Po trzecie, taka siła sióstr, którą ja bardzo lubię, nagle sprawia, że mówisz sobie: „Kurde, co ja nie mogę? Ależ mogę! Ależ potrafię!”

I to też jest dla mnie piękne, jak osoby, które się wspierają wzajemnie, przyspieszają, ale też wzmacniają swój rozwój. Uczestniczę w różnych programach szkoleniowych, mentoringowych. Korzystam z różnych narzędzi takiego budowania siebie. Natomiast Akademia bardzo mi wiele klapek otworzyła, właśnie też w takim momencie, w którym potrzebowałam tego.

Pamiętam też jak yyy pod koniec akademii, przy takiej naszej ewaluacji, ja powiedziałam: „Nie no to było dużo o warsztatach, a ja to tak nie będę prowadzić warsztatów, bo ja to tak nie lubię.” I pamiętam jak Ty mi powiedziałaś: „Oj, ty jeszcze będziesz prowadzić warsztaty, zobaczysz.” Ja tak sobie pomyślałam: „Nie, nie, nic o mnie nie wiesz, nie będę prowadzić warsztatów.” No i historia jest taka, że oczywiście prowadzę warsztaty.

18:25 – Agnieszka o siódmym roku podcastu i 10. edycji akademii

Agnieszka: Wiesz, ja miałam taki moment właśnie teraz, jak wracałam do nagrywania podcastu. Sobie zdałam sprawę, że to już siódmy rok. I był taki moment pauzy, bo to jednak jest projekt, który w ogóle nie zarabia, który wręcz w drugą stronę jest bardzo kosztowny. Ale jakoś tak ciągle mnie przyciąga, że ciągle do niego wracam. Mam takie zaskoki i takie momenty pauzy i teraz wracałam i tak sobie dumałam, kogo mogę zaprosić.

Kiedyś miałam taką fazę, że tu jakiś celebryci, którzy opowiadają o swojej pasji do rękodzieła. Tak się cieszyłam, że tam Marek Jankowski o tych swoich witrażach opowiada i wiesz, taki trochę brokat i blask. No i tak siedziałam nad tym podcastem i właśnie, jak robiłam porządek na Asanie i zobaczyłam, że zbliżamy się do 10. edycji, że na przestrzeni tych wielu lat to już się nazbierało niemal 10 lat, to jakby czułam to, co mówisz, że to trochę jest tak, że my do pewnych projektów ciągle wracamy.

20:10 – Rękodzieło jako bezpieczna przystań

Agnieszka: Kiedy mówisz właśnie o tym rękodziele, o tym, że to jest taki bardzo osobisty kawałek, tam jest jakiś kawałek naszej duszy, kawałek jakiegoś takiego serducha. I tak jak mówisz, to tak czuję, że to jest jakaś taka przystań, do której wracamy. Jak zaczyna być za dużo, zaczyna być pod korek, to mamy jakąś taką świętą przestrzeń, do której parkujemy.

Aga: Ja myślę, że tak, bo nawet jeśli trochę to rękodzieło stygnie na chwilę i zamykam cały ten mój dobytek już dosyć poważny w pudełkach i kartonach i upycham po różnych szafach, to potem znowu wszystko to wyciągam i cieszę się tym od nowa. I to jest takie bardzo moje, to jest coś do czego wracam jak do takiej bezpiecznej przystani. I myślę sobie, że chyba inne dziewczyny i chłopaki, osoby, które robią rękodzieło, też chyba tak trochę mają. To gdzieś jest w naszym DNA.

Agnieszka: Tak się tak wydaje. Dzięki Aga, że mówisz o tym wracaniu. Mam wrażenie, że też tak fajnie to nazwałaś, że to nie chodzi o to, żeby tu się mamy czegoś nauczyć, tylko tak naprawdę te wszystkie narzędzia służą temu, żebyśmy zaufały temu, jak dobrze my wiemy, jak my dobrze mamy w środku ten wewnętrzny GPS. I czasami tej wiedzy nie potrzebujemy aż tak dużo. Jak my po prostu odważymy się temu, co w środku zaufać, to to nas będzie prowadzić.

23:30 – Co konkretnego dała akademia: arkusz kalkulacji kosztów i wewnętrzny GPS

Aga: Wiesz, ta wiedza, którą sobie tam spisałam. Boże, arkusz do kalkulacji kosztów po prostu. Ja mimo tego, że mam taką trochę szaloną twórczą energię w sobie, to mam też w sobie trochę księgowej, więc ja potrzebuję takie tabelki. Bo jak widzę tabelkę, to ja już jestem bezpieczna, ja już wiem, że tu, a to z tym. Też może trochę wynika to stąd, że na co dzień pracuję przy projektach zewnętrznych dofinansowanych i tam zarządzanie finansami jest bardzo ważną częścią życia projektowego.

Natomiast tak, dla mnie akademia była też takim bardzo dużym wzmocnieniem i upewnieniem się, że to co wiem, to prawda. Nie wiesz, czasem w życiu jest tak, że ktoś ci sączy po cichutku do ucha, że nie wiesz dobrze, że może wiesz źle, że nie jesteś wystarczająco dobra.

Agnieszka: Jakby mam wrażenie, że Ty byłaś dla mnie takim przykładem takiej osoby, która wchodzi chcąc się jak najwięcej nauczyć, i wychodzi mówiąc: „Ale ja tak naprawdę wszystko wiem. Moja wewnętrzna intuicja, mój GPS po prostu w końcu jest nastawiony na działanie i to jest moja najważniejsza wiedza.”

28:00 – Relacje jako najważniejszy owoc akademii

Agnieszka: Coś w tym jest, bo mam poczucie, że to jest chyba ta największa wartość. Na początku kiedy startowała akademia, miałam wielkie obawy. Bo to jest taki kawałek, za który ja nie mogę do końca wziąć odpowiedzialności. Pamiętam, że na początku mówiłam dużo o tym, że zobaczycie, skończy się akademia, wy się będziecie dalej znać, dalej będziecie mieć. Ja sama korzystam z tego, ile mam partnerek z tych moich różnych programów mentoringowych, których się sama uczyłam. To są teraz najlepsze partnerki biznesowe, bo później jest trudno takie zaufane osoby znaleźć. I pamiętam, że dla mnie było bardzo ważne, kiedy projektowałam akademię, żeby był ten element, że my zabieramy coś z programu i nawet jak on się skończy, to on tak trochę trwa w naszych umysłach, sercach.

Aga: Też fajne jest to, że część dziewczyn po akademii zaczęła się gdzieś tam spotykać ze sobą, te które miały do siebie bliżej. Z jednej strony widziałyśmy się w onlineach, ale z drugiej strony też narodziły się z tego takie dłuższe znajomości. To też jest zawsze bardzo cenna rzecz, kiedy spotykamy jakieś takie swoje bratnie dusze. Jak jesteśmy młodsze, mam wrażenie, że jest to łatwiejsze, ale im człowiek jest starszy, tym trudniej.

31:43 – Warsztaty? Nigdy. No, chyba jednak…

Aga: Ze mną to jest tak, że ja czysto teoretycznie mam przygotowanie do takiej pracy z ludźmi, pedagogicznej. Mam przygotowanie pedagogiczne, również mam przygotowanie artyterapeutyczne, bo jestem również artyterapeutką. Ale chyba byłam w takim momencie, w którym po prostu nie miałam ochoty prowadzić żadnych warsztatów z żadnymi ludźmi. W swojej codziennej pracy spotykam bardzo wiele ludzi. Byłam w takim momencie, gdzie pomyślałam sobie: „Nie, żadnych więcej ludzi w moim życiu, ja chcę siedzieć zamknięta przy stole i w ogóle nikt na mnie nie patrzy.”

Ale sporo się zmieniło. Zmieniłam pracę po akademii. To też chyba to, że przyszła do mnie większa pewność siebie. No i potem zapytał mnie kolega, czy nie chciałabym w takim centrum aktywności społecznej prowadzić warsztatów rękodzielniczych. Potem była koleżanka, która mówi: „A u nas byś może poprowadziła?” Potem w ogóle zaczęły do mnie pisać przez fanpagea na Facebooku. No i tak to do mnie przyszło.

Przed pierwszymi warsztatami byłam po prostu zestresowana jak przed maturą, chociaż miałam już doświadczenie w pracy z ludźmi, prowadziłam i warsztaty i szkolenia i różnego rodzaju kursy. Ale warsztaty rękodzieła za pierwszym razem aż mi w uszach piszczało. Na tych warsztatach, chociaż byłam zestresowana, nagle poczułam, że jest super.

35:25 – Warsztaty jako bycie tu i teraz: śląskie dziedzictwo i autoterapia

Aga: Powiem szczerze, że prowadzę te warsztaty z uporem maniaka i z wielką radością, bo one pozwalają mi być tu i teraz. Ja bardzo dużo pracuję w takiej pracy projektowej, gdzie zajmuję się tym, co będzie za chwilę, nie tym, co jest tu i teraz. Mam bardzo dużo różnych tabelek, druczków, szlaczków i pism do wykonywania. I nagle znajduję się w zupełnie innym świecie, gdzie spotykamy się głównie z kobietami. Spotykamy się przy takiej aktywności, takiej ekspresji twórczej, która wynika z takich bardzo pierwotnych ludzkich korzeni.

Robię z dziewczynami korale, haftujemy broszki w tradycyjne śląskie wzory, robimy bransoletki, szydełkujemy. Prowadzę teraz dwie grupy w dwóch różnych miejscowościach. Ostatnio mnie panie zapytały: „A czy możemy co tydzień?” Ja tak myślę: ej, ale jak to co tydzień? To miało być tak raz w miesiącu. No i tak się to fajnie gdzieś zaczęło kulać i rozwijać.

Rodzimy się jednostkami twórczymi, kanalizujemy to w bardzo różny sposób. Czasem zakopujemy to gdzieś bardzo, bardzo głęboko i nie potrafimy do tego powrócić. I na przykład zdarza się, że mam na warsztatach panie w wieku 70 lat, które ostatnim razem szydełkowały jak miały 17. I one przyszły, bo coś w nich wołało, że mają przyjść. To jest taka podróż sentymentalna, ale mam wrażenie, że też taka podróż do wnętrza siebie.

36:51 – Co czuć jak uczestniczki puszczają napięcie przy szydełku

Aga: Wspaniale jest obserwować, jak dziewczyny mówią: „Kurczę, ja to tak zaciskam ten ścieg, bo ja jestem taka zdenerwowana.” I nagle po godzinie mówią: „O, a ja już tak nie zaciskam.” Czują namacalnie, że puszcza to napięcie. Że z nich schodzi i ze mnie też schodzi napięcie takiego dnia codziennego. Ja często gęsto po tych warsztatach jestem strasznie zmęczona, bo całą swoją uważność, uwagę, energię, wiedzę, możliwości, umiejętności, ale też cierpliwość, angażuję w te kilka czy kilkanaście osób, które do mnie przychodzą. Staram się też, żeby im było najlepiej na świecie, bo uważam, że jeżeli ktoś poświęca swój wolny czas na to, żeby się spotkać ze mną w jakiejś aktywności, ale też z samym sobą, to należy mu się to, co najlepsze.

Tak często są to mamy, na które w domu czeka jakaś wesoła gromadka i które już nie wiedzą jak się nazywają. I to jest ten ich moment wytchnienia. A dla mnie to jest też taki balsam dla duszy: obserwowanie jak te moje dziewczyny się rozwijają, jak nabierają pewności siebie. Są dziewczyny, które przychodzą i mówią: „Proszę pani, ale ja nic nie umiem zrobić.” Potem się okazuje, że zrobiły siedem egzemplarzy czegoś, co miałam przewidziane na te trzy godziny.

39:14 – Gotka kuszkubaniu i historia nazwy OPLOTKI

Aga: Ale też nie ukrywam, że taka, my na śląsku mówimy gotka kuszkubaniu, czyli takie rozmowy przy szydełku i kawce o niczym. Ploteczki, darcie pierza, nie? I ja sobie tą gotkę kuszkubaniu bardzo cenię, bo jest to po prostu taki czas na fajne spotkanie z drugim człowiekiem.

Agnieszka: Dokładnie. Tam się pewno dzieje ta największa magia. I się śmieję, że nawet te plotki, oplotki, jak wymyślałam tą nazwę, to tak było na szybko i na wariata, bo to tak oddawało, jak się Oplotki zaczęły właśnie przy warsztatach. Trzeba było zrobić gdzieś wydarzenie na Facebooku, no to plotki przy oplataniu, a plotki przy oplataniu, dobra jedziemy „oplotki” i tak zostało do dzisiaj. I tak odkrywam kolejne levele głębi tej nazwy. To co powiedziałaś, ta gotka kuszkubaniu, to właśnie jest to, że to jest to rozmawianie podczas robienia czegoś razem.

40:48 – 10. edycja akademii: co zachować, czego nie wyrzucać

Agnieszka: Aga, sama siedzę teraz z taką myślą, taką potrzebą, że kurczę zbliża się 10. edycja akademii, jakby mam takie wielkie wow, zróbmy to jakoś tak wyjątkowo. Jestem ciekawa Twojego zdania, bo dumam, co zostawić, co może warto zaktualizować, warto zmienić, warto uprościć czy skrócić.

Aga: Ja się obawiam, że dla każdego może tu działać coś innego i ile byś nas nie zapytała, to każda z dziewczyn powie Ci trochę inną odpowiedź. Natomiast bardzo cenna na pewno była ta biblioteka rękodzielnika. Oczywiście trudno było ogarnąć wzrokiem ilość treści, które tam były, i wybrać coś dla siebie. Ale z drugiej strony, dzięki tej wielości, nieważne na jakim jesteś etapie: czy dopiero raczkujesz w temacie, czy już jesteś wytrawną pożeraczką treści rękodzielniczych, to znajdziesz coś dla siebie. Znajdziesz coś dopasowanego do swojego poziomu. Nieważne czy masz problem z tym, jak ogarnąć finanse i koszty, czy chciałabyś się nauczyć jakiejś nowej techniki.

Dla mnie bardzo cenna była też ta formuła trochę takiego mastermindu, który z nami prowadziłaś. Że to kurs kursem, ale był taki moment, w którym to się przeradziło właśnie w taki trochę coaching. I to było dla mnie super.

Aga: Z biblioteki nic nie wyrzucaj. To to nie jest składowanie przydasiów. W normalnej bibliotece też masz różne działy, różne książki, takie które czasem ktoś wypożycza raz na 5 lat, ale też takie, które są zakolejkowane na rok do przodu. No i to też chyba tak funkcjonuje.

Agnieszka: Powiem Ci, że jestem Ci tak wdzięczna. Zobaczyłam też tą pracę z innej perspektywy. Rzeczywiście to nie chodzi o to, żebym ja była tą panią bibliotekarką namolną, która Ci wciska konkretną pozycję. Raczej chodzi o wpuszczenie Cię do biblioteki i zaufanie, że Ty weźmiesz tą książkę, po którą dzisiaj tu przyszłaś. Jutro przyjdziesz może po inną. A weźmiesz z tego po prostu to, co potrzebujesz wziąć. Moje zadanie to po prostu gromadzić te książki w jednym miejscu i sprawiać, żeby były dostępne.

47:56 – Ostatnie słowo Agi: szufladka z marzeniami

Aga: Dziewczyny, chłopaki, podążajcie ze swoimi marzeniami. Nawet jeśli je na chwilę odłożycie, to gdzieś warto, warto tam czasem zajrzeć do tej szufladki i zastanowić się, czy to nie jest to, czego ja znowu potrzebuję choć na chwilę. Bo mi to dużo daje i radości, i energii, i takiego powrotu do siebie, do swojej bezpiecznej przestrzeni.

Agnieszka: Dokładnie. Dzięki Aga za dzisiaj. I słuchajcie, podlinkujemy Ameskę w opisie, żebyście mogli Agę znaleźć, wyśledzić w internetach, wpaść na żywo. Ja mega się też cieszę, że prowadzisz warsztaty. Mam wrażenie, że to takie trochę moje spełnienie cichego marzenia, bo od samego początku widziałam, ile po prostu tej wrażliwości i tego, co nazywam bakcylem rękodzieła, jest w Twojej działalności, w Twojej osobie, w Twoim sposobie bycia. Warsztaty dla mnie są tym naturalnym narzędziem, tą przestrzenią spotkania, gdzie i my wchodzimy do niej świadomie i tam dzieje się ta magia.

FAQ – najczęstsze pytania

Czym jest Ameska Handmade?

Ameska Handmade to marka rękodzielnicza Agnieszki Zielonki Mitury ze Śląska. Zaczęła się od jednego naszyjnika zrobionego do sukienki. Dziś obejmuje biżuterię koralową oraz warsztaty dziedzictwa kulturowego Śląska: haft w tradycyjne śląskie wzory, szydełkowanie, rękodzieło biżuteryjne. Markę znajdziesz na Facebooku jako Ameska Handmade.

Co to jest Akademia Rękodzielnika OPLOTKI?

Akademia Rękodzielnika to program mentoringowo-szkoleniowy Agnieszki Gaczkowskiej z OPLOTKI dla osób, które chcą rozwijać swój biznes rękodzielniczy. Program łączy wiedzę o prowadzeniu marki handmade z elementami coachingu grupowego i budowaniem społeczności twórczyń. W 2026 roku odbywa się jej 10. edycja.

Co to jest „AKADEMIA PODCAST” w ramach OPLOTKI?

AKADEMIA PODCAST to nowa seria specjalna podcastu OPLOTKI, w której Agnieszka Gaczkowska wraca do uczestniczek poprzednich edycji Akademii Rękodzielnika. Każdy odcinek to rozmowa z kobietą, która była w akademii i poszła swoją ścieżką. Celem jest pokazanie różnorodnych dróg w biznesie handmade, inspirowanie i budowanie autorytetu społeczności.

Co to jest gotka kuszkubaniu?

Gotka kuszkubaniu to śląski termin oznaczający kobiecy rytuał plotkowania i rozmawiania przy robieniu czegoś ręcznie, np. szydełkowaniu czy robieniu czegoś razem przy kawie. Pierwotnie kobiety darły pierze zimą i plotkowały. Agnieszka Zielonka Mitura przywołuje tę tradycję jako opis tego, czym są dla niej warsztaty rękodzieła. Nazwa ta ma też bezpośredni związek z historią nazwy OPLOTKI – „plotki przy oplataniu”.

Jak rękodzieło pomaga budować pewność siebie?

Rękodzieło daje namacalne poczucie sprawczości: coś się tworzy, coś dosłownie powstaje z rąk. Według doświadczeń uczestniczek Akademii Rękodzielnika OPLOTKI, samo tworzenie obniża napięcie fizyczne i psychiczne. Uczestniczki obserwują, jak z napięciem u krawędziowej kobiety „zaciskającej ścieg” zmienia się już po godzinie. Wspólnota tworzących kobiet dodatkowo wzmacnia poczucie, że „to co robię, jest dobre.”

Jak zacząć prowadzić warsztaty rękodzieła, jeśli nie czuję się gotowa?

Historia Agi Zielonki Mitury pokazuje, że warsztaty mogą przyjść w sposób naturalny, zanim człowiek poczuje się „gotowy.” Aga przez długi czas twierdziła, że nie będzie prowadzić warsztatów. Pierwsze zaproszenie przyszło od kolegi, potem od koleżanki, potem od uczestniczek przez fanpage. Klucz to: mieć jakiś ślad obecności w internecie (nawet nieaktualizowany fanpage), tworzyć swoje rękodzieło, być otwartą na zaproszenia. Warto też poznać podstawy wyceny i finansów (np. przez Akademię Rękodzielnika OPLOTKI), żeby warsztaty nie „zjadały” tylko czasu, ale też przynosiły dochód.

Dlaczego kobiety w Polsce mają problem z uznawaniem wartości swojej pracy?

Według rozmowy w tym odcinku: to kwestia kulturowego dziedzictwa. Samokrytycyzm i brak przekonania o własnej wartości jest przekazywany z pokolenia na pokolenie przez matki, babcie, sąsiadki i ciotki. Utrwalają go też wzorce wychowawcze: bycie „grzeczną dziewczynką.” Dotyczy to wielu polskich kobiet niezależnie od faktycznych kompetencji, bo nieraz dziewczyny są dużo lepsze w swoim fachu niż ich koledzy, ale wciąż „siedzą cicho pod miotłą.” Zmiana jest możliwa przez świadome środowisko wspierające, takie jak grupy rękodzielnicze czy programy mentoringowe.

Powiązane treści

  • Akademia Rękodzielnika – podsumowanie edycji
  • Handmade BIZ Summit – coroczna konferencja OPLOTKI
  • Wszystkie odcinki podcastu OPLOTKI
  • Podcast #30 – Jak poukładać biznes handmade, kiedy mam za dużo pomysłów [HANDMADE BIZ Q&A]
  • Książka „Oplotki. Sukces handmade.” – Agnieszka Gaczkowska

Chcesz być częścią kolejnej Akademii Rękodzielnika?

Zbliżamy się do 10. edycji. Jeśli siedzisz po drugiej stronie i zastanawiasz się, czy to jest dla Ciebie, zapisz się do newslettera i bądź pierwsza, kiedy otworzymy zgłoszenia.Newsletter OPLOTKI

lub zaglądaj na stronę programu:

Akademia Rękodzielnika, edycja 10
10 września 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png 0 0 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-09-10 15:00:002026-08-25 09:05:11Od biżuterii do śląskich warsztatów. Jak Akademia Rękodzielnika zmieniła Agę Zielonkę Miturę?
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Wszystkie wpisy

Akademia Rękodzielnika VI edycja: historie uczestniczek i ich droga do biznesu

VI edycja Akademii Rękodzielnika dobiegła końca.

Każda edycja tego programu jest trochę inna, bo każda grupa przychodzi z własnymi pomysłami, doświadczeniami i wyzwaniami.

VI edycja była szczególna również dlatego, że część uczestniczek znała już Akademię z wcześniejszych edycji, a inne dopiero zaczynały swoją drogę z biznesem handmade.

Poniżej możesz poznać ich historie — zobaczyć, z czym przyszły do Akademii, jakie decyzje podejmowały po drodze i dokąd zaprowadziła je ta wspólna praca.

Akademia Rękodzielnika – poznaj uczestniczki VI edycji

Ale najlepiej przemawiają żywe przykłady. Dlatego z chęcią przedstawię Ci uczestniczki ostatniej edycji Akademii i ich działania, marzenia, drogę i zaproszę do ich miejsc. Zachęcam, by tam zaglądać, ponieważ wiem, że ich twórcza moc nie ma granic.

Ewa Maria Pacini: rozwój jako kolejny etap biznesu handmade

Facebook Ewa Maria Pacini

YouTube Ewa Maria Pacini

www.ewamariapacini.it, https://www.evamp-knitdesigner.it/

Prawniczka z wykształcenia, odstawia prawo na bok, by nie powiedzieć na lewo i zamienia hobby w pracę. Może nie do końca po myśli i według marzeń, ale cały czas w temacie dotychczasowego hobby. Przędza. Zawierucha dziejowa rzuciła ją do Toskanii, do Prato, centrum przemysłu tekstylnego, gdzie produkcja przędz wszelakich oraz tkanin stanowi główne zajęcie tutejszych zakładów pracy. W ofercie ma nietuzinkowe, niepowtarzalne przędze do produkcji przemysłowej jak i włóczki do ręcznych wyrobów. W ilościach tak przemysłowych jak i detalicznych dla pań które zamierzają zrobić sweterek wnuczkowi. Ponadto, Ewa jest wyśmienitą dziewiarką, projektuje i tworzy, a swoimi pomysłami dzieli się równie ochoczo jak jej niesamowitą energią. Często gości na oplotkowym kanale YouTube podczas warsztatów rękodzielniczych, by zarażać pasją i wspierać dobrą radą. Zobacz jeden z nich:

Ewa nie boi się wyzwań, stale próbuje czegoś nowego i nieustannie poszukuje dróg rozwoju. Stąd jej obecność w Akademii i to nie tylko w tej edycji. Jej obecność, zawsze stanowi cenny składnik, ponieważ w naszych kameralnych grupach nikt nie trzyma wiedzy, doświadczenia i pomysłów tylko dla siebie, a Ewa jest bezcennym ich źródłem.

Alicja Cieślikowska – Maciak – trzy edycje Akademii, trzy etapy rozwoju

Instagram – starlation.art

Facebook – starlation.art

Pakamera – starlation.art

Alicja wzięła udział w trzech edycjach Akademii. Swoją drogę ujęła tak:

„Jestem Alicja, tworzę markę Starlation. Szeroko pojęte rękodzieło jest tym, czym się zajmuję i w czym chcę się rozwijać. Szczególny nacisk kładę na związane z naturą projekty wykonane w drewnie. Są to warstwowe obrazy, żyrandole, podkładki, magnesy, lampiony, biżuteria. Pojawiają się nowe projekty, pomysły i wariacje, w których używam różnych technik i materiałów, ale pierwsze skrzypce zawsze gra drewno. Na pokład Akademii wchodziłam trzy razy i za każdym razem była to niesamowita przygoda pod czujnym okiem niezastąpionej Agi i jej Zespołu.

Moja podróż przez przygodę z Akademią rzadko bywała spacerkiem. Była sprintem, biegiem z przeszkodami, a bardzo często biegiem na orientację wśród wielu pomysłów i dróg, którymi chciałam podążyć, a nie wiedziałam jak.  

Choć pierwsza edycja była wręcz szokiem i takim zadaniowym rollercoasterem, gdzie trzeba było mocno się trzymać, by nie wypaść przypadkiem ze swojego wagonika, to jednak położyła solidne fundamenty pod budowę. By stworzyć markę i plan na nią, musiałam najpierw zbudować siebie, w czym kolejne osiągane cele wyznaczane ze spotkania na spotkanie, niczym zbierane po drodze cegiełki, wybitnie mi pomogły.

Druga edycja była spoiną dla wielu pomysłów i koncepcji. Pozwoliła ujarzmić pęd myśli, z których co i rusz wyskakiwały kolejne projekty, wręcz proszące się o wykonanie. Nauczyłam się nie tylko zarządzania, ale też poszanowania własnego czasu i traktowania go jako zasób skończony. Zrozumiałam, że nie można go rozciągać niczym gumy, bo zupełnie tak jak ona – w końcu wystrzeli prosto w twarz tuzinem niedokończonych pomysłów, rozgrzebanych produktów i przemęczeniem graniczącym z wyczerpaniem, gdzie sen wydawał się stratą czasu i powodował wyrzuty sumienia.
Trzecia edycja była zwieńczeniem tego, co udało się wybudować przez dwie poprzednie. Pewność siebie i odwaga do decydowania o tym co chcę robić, dała mi świadomość, że nie można być niewolnikiem swoich własnych planów, które miało się na początku drogi. Czyli bez wystarczającej wiedzy, doświadczenia i pełnego pomysłu na  siebie – drogi, która już teraz wydaje się prostsza niż kiedykolwiek. Sprawiła, że poczułam się na tyle pewnie, by nie bać się ruszyć o własnych siłach dalej już bez Akademii, chociaż nie jest to moje ostatnie słowo z nią związane.

Poznałam wiele osób, które pozwoliły mi poznać rękodzieło od najróżniejszych stron, tych artystycznych i bardziej praktycznych. Wyszłam do ludzi ze swoimi produktami, na pierwszy swój kiermasz, gdzie ważniejszą rzeczą niż sprzedaż okazało się okiełznanie namiotu targanego porywistym wiatrem. Zbierałam doświadczenia, ucząc się, że nie zawsze będzie ładna pogoda, wielu chętnych do zakupu. Że osoba podchodząca do stoiska wcale nie zapyta o moje produkty, a o to ile dałam za zapiekankę i dlaczego tak drogo. Dowiedziałam się, jak wygląda galeria handlowa po godzinach i że stoisko naprzeciwko Empiku nie musi wcale oznaczać, że nie będę mogła się opędzić od kupujących. Poznałam, czym jest sławny „target” i jak ważna jest oryginalność oraz jakość tego co robię, gdy stoisko w pierwszej godzinie zostało spustoszone zanim jeszcze do końca zostało rozstawione. Poczułam, że nawet przy srogich, zimowych warunkach, ciepło z tego zainteresowania i kolejni zadowoleni klienci, grzeją porównywalnie do rozstawionych koksowników, które ratowały zziębniętych wystawców i kupujących podczas świątecznego kiermaszu.

Przebrnęłam przez plątaninę sznurków w makramach i łapaczach snów, braki podstawowego materiału w hurtowniach, przerażenie ilością czasu jaką pochłaniają projekty. Przetrwałam żywicę epoksydową w wielu wariantach i technicznych odmianach. Dotarłam do obecnego miejsca, gdzie drewno stało się moim podstawowym materiałem. Inwestycja w odpowiedni sprzęt uwolniła pokłady kreatywności, do tej pory uwięzione ograniczeniem budulca. Wypalanie, grawerowanie, klejenie, malowanie, bliska znajomość z oprogramowaniem, w końcu rozbudowa pola roboczego by nie tłamsić pomysłów zbyt małymi formami. Zebrane doświadczenia pozwoliły łączyć techniki i teraz nic nie zostaje porzucone, a czeka na swój moment w tym, czy innym projekcie. Odrobina technologii pozwoliła uwolnić ducha natury, który chcę by emanował z moich prac. Drewno ma to ciepło, którego szukałam i im więcej mam możliwości w kreowaniu jego formy, tym bardziej moje produkty są moje własne.

Coś, co wcześniej wydawało się osiągnięciami z innej galaktyki, zaczęło nabierać ciała. Moja marka – Starlation, rzeczywiście prowadzi mnie coraz bliżej gwiazd, które do tej pory obserwowałam z daleka. Dostałam się na Pakamerę, jadę na Jarmark Jakubowy, nagle cele stały się kolejnym etapem, a co dalej? Pomysłów jest wiele, ale by do nich dotrzeć, muszę sprostać obecnym wyzwaniom, więc jak już się rozgoszczę na obecnym poziomie, przyjdzie czas zaatakować kolejne szczyty.”

Radka Kluczkowska: z doświadczeniem biznesowym, ale bez planu na handmade

Instagram Frozen Keys Craft

Facebook Frozen Keys Craft

Etsy Frozen Keys Craft

Radka dołączyła do Akademii po raz pierwszy i ruszyła do działania, ale najlepiej opisze to sama:

„Pamiętam dobrze moment, kiedy spacerowałam po ukochanym Krakowie, był sierpień, słońce i w mojej głowie wypchanej wieloma myślami, ciągle przebijała się ta jedna: jak nie teraz, to kiedy? Właśnie wtedy zdecydowałam, że chcę iść na poważnie w rękodzieło, w to, co najbardziej kocham robić, co sprawia mi ogromną przyjemność i co więcej, co robię naprawdę dobrze. Decyzję podchwyciła szybko moja przyjaciółka i… zaczęło się!

W takim momencie dołączyłam do Akademii. Z decyzją, z przyjaciółką u boku, masą szalonych pomysłów, o których nie miałam zielonego pojęcia, jak się za nie zabrać mimo wieloletniego doświadczenia biznesowego w korporacji.

Decyzja o Akademii zapadła dość spontanicznie, jednak już od pierwszego kontaktu z Agnieszką czułam, że to będzie to. Agnieszka od początku zrobiła na mnie wrażenie bardzo pozytywnej i kompetentnej osoby, szybko przekonałam się, że faktycznie tak jest. Do tego doszło bardzo konkretne podejście do tematów, czasem kilka zdań otwierających głowę na coś nowego plus niesamowite wsparcie w różnych dziedzinach… Mogłabym długo wymieniać. Nasze cykliczne grupowe spotkania zawsze przenosiły mnie co najmniej o krok dalej, nawet jeśli nie od razu zdawałam sobie z tego sprawę. No właśnie… Spotkania grupowe i grupa! Poznałam wspaniałe, pełne pomysłów i niezwykłych umiejętności kobiety, każda z nas wnosiła coś cennego w trakcie spotkań: pomysł, wsparcie, inny punkt widzenia, swoje doświadczenie i wiedzę. Co dwie głowy, to nie jedna? Wyobraźcie sobie, co może 6 głów naraz!

Weszłam z decyzją. Pół roku później: mam plan, porządek w głowie, wsparcie, uporządkowane pomysły, wiedzę, spokój, ale to, co najważniejsze: DZIAŁAM. A właściwie działaMY, bo bez mojej przyjaciółki szłoby jak po grudzie i na pewno nie byłabym tu, gdzie jesteśmy teraz we dwie. Wiemy, że dużo przed nami – to cieszy i czasem przytłacza, ale damy radę, bo wiemy jak i nie jesteśmy same. To wszystko nareszcie dzieje się TERAZ i nie pozostaje tylko w sferze marzeń!”

Monika Melkowska

Facebook Pasje Mony

Instagram Pasje Mony

Strona – Pasje Mony

Monika marzyła o prowadzeniu warsztatów rękodzielniczych i właśnie z tym celem dołączyła do Akademii. Pandemia pokrzyżowała plany związane ze spotkaniami na żywo, ale nie zatrzymała jej rozwoju — przeniosła swoje działania do online i mogła dalej rozwijać swój pierwotny pomysł.

„Jestem rękodzielniczką i trenerką mentalną. Moją misją jest tworzenie przestrzeni, gdzie kreatywność uspokaja duszę…

Warsztaty to mój żywioł, to coś co kocham.”

Marianna Kijowska od wielu pomysłów do konkretnego kierunku biznesowego

Facebook U Kruszynki za piecem

Instagram U Kruszynki za piecem

Marianna dołączyła do Akademii po raz pierwszy z ogromem energii i zaangażowania. I nie zwalnia. A o swojej historii mówi tak:

„Cześć, tu Marianna, tworzę internetowy kąt „u Kruszynki za piecem”, gdzie możesz się między innymi spotkać z wypalaniem w drewnie. Jak się znalazłam w tym punkcie, w którym aktualnie jestem…?

To były pierwsze „wolne” wakacje. Wakacje, kiedy skończyłam studia i nie dawałam sobie obowiązku na nic więcej. Nie musiałam, nie miałam konkretnych planów, wypoczęłam za wszystkie czasy. Ale z wrześniem…trafiłam na Agę. To była największa decyzja w moim dotychczasowym życiu. Podjęłam ją. No i wpadłam jak śliwka w kompot Akademii 😉

Czy było warto? Tak! Wraz z Akademią przeszłam przez wiele ważnych decyzji biznesowych, które na pewno zostaną na długo w moim życiu. Dzięki wsparciu dziewczyn zaczęłam moją baaardzo szeroką wizję zawężać (tu trochę tego, tam tamtego – i w efekcie nie wiadomo za co się zabrać i co w ogóle z tym rękodziełem mogłabym robić, aby zarabiać). W grudniu, po pierwszym prowadzonym przeze mnie warsztacie poniedziałkowym w Oplotkach, podjęłam decyzję. Zrobię kurs. Online. O wypalaniu w drewnie. No i poszło…;)

Proces cały czas trwa, byłam w Kickstarcie u Sigrun, teraz tworzę świat dalej samodzielnie. Ale to co mogę już na 100% powiedzieć: jestem zupełnie inną osobą, niż we wrześniu. Umiem więcej, widzę więcej, umiem spojrzeć z innej perspektywy na biznes.

Ale tak naprawdę…co było tym „tajemniczym składnikiem Akademii”? Ludzie i atmosfera, o którą Aga zdecydowanie potrafi zadbać! Czuję, że znajomości z Akademii zostaną ze mną na długo. Biznesowo, i nie tylko. A wsparcie innych kobiet okazało się dla mnie na tyle ważne w rozwoju, że teraz dołączyłam do Mastermindu u Agnieszki. I oba programy bardzo, bardzo polecam.”

Zobacz również Mariannę podczas warsztatu prowadzonego na kanale Oplotki:

Bożena Staworko: biznesowe relacje budowane w Akademii

Facebook – Bożena Staworko

Bożena z impetem łączy świat kosmetyków i rękodzieła, a jej czapki podbijają serca nawet zapalonych (anty) entuzjastów nakryć głowy:

Zerknij do posta, który kryje się pod zdjęciem wyżej – komentarze odkrywają, że to najszczersza prawda, a w dodatku pamiątka pokazująca, że relacje (również te biznesowe) budowane w Akademii mają moc.

Agnieszka Kromer-Makowska biznes handmade w codziennym życiu

Agnieszka dołączyła do VI edycji Akademii, łącząc rozwój swojej działalności rękodzielniczej z codziennymi obowiązkami rodzinnymi.

Co łączyło uczestniczki VI edycji Akademii?

Porządkowanie pomysłów
Z wielu możliwości do konkretnego kierunku działania.

Podejmowanie decyzji
Od „chcę kiedyś” do konkretnych kroków i pierwszych działań.

Feedback i grupa
Możliwość konfrontowania swoich pomysłów z innymi osobami, które również rozwijają biznes handmade.

Większa samodzielność
Celem Akademii nie jest uzależnienie od programu, ale wyposażenie uczestniczki w większą pewność siebie i umiejętność podejmowania kolejnych decyzji.

Chcesz poznać Akademię Rękodzielniczki?

Ta strona jest archiwum VI edycji programu. Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda Akademia obecnie i kiedy otwieramy kolejną rekrutację, przejdź do głównego HUB-a Akademii.

→ Poznaj Akademię Rękodzielniczki

Jeśli potrzebujesz przede wszystkim wiedzy, materiałów i narzędzi do rozwijania biznesu handmade, sprawdź:

→ Bibliotekę Biznesową Oplotki

Rekrutacja do Akademii odbywa się raz w roku.

Poznaj inne edycje Akademii

→ VII edycja Akademii Rękodzielnika

→ V edycja Akademii Rękodzielnika

→ IV edycja Akademii Rękodzielnika

9 września 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Akademia-Rekodzielnika-podsumowanie-VI-edycji.jpg 410 1210 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-09-09 09:15:002026-08-25 09:04:32Akademia Rękodzielnika VI edycja: historie uczestniczek i ich droga do biznesu
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, PODSUMOWANIA ROKU, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Oplotki – historia marki handmade słowami twórczyni, ROK PO ROKU

Oplotki powstały z połączenia rękodzieła, życiowego zwrotu i potrzeby stworzenia miejsca, które wspiera kobiety w rozwijaniu twórczości oraz biznesu handmade. To historia marki, która zaczęła się od osobistego przełomu i przerodziła w misję pomagania innym twórczyniom wyjść z ukrycia.

Jak to się wszystko zaczęło…

Historia marki handmade to nie tylko opowieść o produkcie, ale o momencie, w którym twórczość zaczyna stawać się drogą, misją i sposobem działania.

Zaproszenie do świata O-plotek, czyli twórczych rozmów przy rękodziele.

Marzysz, gonisz, choć nie wiesz za czym. Może próbujesz być tu i teraz? Próbujesz pogodzić pracę, rodzinę i czas dla siebie?

Nie jesteś sama!

Dezorientacja, światła tira z naprzeciwka i cichutki oddech córki na tylnym foteliku. Strach, wielki strach… Szydełko!? Włóczka?! Maszyna do szycia i babcia ?! Oddech ulgi…

Ale po kolei…

Całe świadome życie chciałam urządzać przestrzeń wokół. Od małego sklejałam szafki do domku z klocków Lego dla lalek i przeszywałam ich maleńkie pościele na babcinej maszynie. To chyba te szydełka, druty, malowanie, rzeźbienie i ten ciągły głód twórczy zaprowadziły mnie na architekturę na poznańskiej polibudzie, a później na Technische Universität Berlin. Marzenie się spełniło, po kilku latach zdobywania doświadczenia zawodowego otworzyłam własną działalność.

Nie było dla mnie granic

Do czasu.

Jeszcze w zaawansowanej ciąży ogarniałam palące kwestie detali budowlanych. Pani magrister inżynier architekt. Właścicielka wymarzonego studio wnętrz i kubatur…Już z zachustowaną córką biegałam wokół klienta. Takie realizacje wnętrzarskie to praca, o której zawsze marzyłam – CAŁA JA.

To poczucie, że mogę wszystko.

I ściana, a raczej sufit

Jeszcze nie wiedziałam, że jestem w drugiej ciąży. Superbezproblemowa córka towarzyszyła mi w rytuale pobudki o 5 rano i w czasie stukilometrowej drogi do babci. Sama musiałam dojechać do Człuchowa, gdzie całymi dniami pracowałam nad koncepcją wnętrza biura dużej firmy produkującej zasieki do statków pirackich (poważnie).

Kiedy pewnego dnia półprzytomna ze zmęczenia odbierałam ją od mojej mamy i wsiadałam do auta, jeszcze nie wiedziałam, że za chwilę coś pęknie.

Pamiętam tylko te kilometry i minuty za kółkiem ciągnące się w nieskończoność. Ta świadomość, że zera na koncie wynagrodzą nieprzespane noce…

I ten dźwięk

Dźwięk drący się na mnie i wyrywający z półsnu, który mógł kosztować życie nie tylko moje, ale i dwójki moich maluszków (Lenka śpiąca w najlepsze w foteliku na tylnym siedzeniu nie wiedziała jeszcze, że niedługo zostanie starszą siostrą).

Zawsze sceptycznie podchodziłam do stwierdzeń, że w ostatnim momencie widzimy całe swoje życie w ułamku sekundy.

Do dziś nie wiem dlaczego, ale dobrze pamiętam, że zobaczyłam szydełko, wełnę, maszynę do szycia i skrawki najcieplejszych, najbardziej mięciutkich wspomnień powyrywanych z kontekstu. Popisowy poślizg, który jakimś cudem skończył się na poboczu, a nie wśród tysiąca kawałków karoserii, szkła i ciał, tak mnie otrzeźwił, że błyskawicznie wróciłam do domu. Wyparłam mgliste wizje i całe zajście z pamięci. I choć starałam się z całych sił funkcjonować jak gdyby nigdy nic, to…

Ta historia nie jest tylko o tym, jak powstało Oplotki. To także historia o tym, jak twórczość i biznes handmade mogą zacząć się w miejscu, które z zewnątrz wygląda jak chaos.

Albo jak koniec, a nie początek.

Nic już nie było takie samo

Mąż, obok którego pół śpiąc, pół czuwając, rozmyślałam tamtej nocy, malutka Lenka książkowo przesypiająca kolejne godziny w swoim łóżeczku i PRACA , to spełnienie marzenia o samorealizacji, rozbijaniu szklanych sufitów, pokonywaniu samej siebie.

Ja i moja ambicja, która o mało mnie nie zabiła. Sam na sam, całą noc.

Wtedy podjęłam decyzję.

Dość.

Choć moment był idealny, bo właśnie kończyłam koncepcję wnętrza i miałam negocjować warunki nadzoru nad wykonaniem (nie wyobrażałam sobie tak po prostu zostawić klienta mojego studio architektury na lodzie, ale zażądanie kosmicznej stawki za dalszą współpracę zdawało się rozwiązywać problem), okazało się, że niektórzy nie rozumieją słowa „nie”. Kiedy odmówiłam dalszej współpracy, klient popisowo nie zapłacił za ponad roczną pracę nad koncepcją. Prawdopodobnie właśnie teraz odwoływałabym się do trzeciej instancji, gdyby nie to, że… zrezygnowałam z pozwu.

Zdaniem radcy spokojnie wygrałabym sprawę. Niestety firmę z wielomilionowym budżetem stać było na odwoływanie się w nieskończoność, a mnie – jako przedsiębiorczyni na ciążowym L4 – nie stać było nawet na dwie godziny na nogach (jeżeli dopadły Cię „uroki” pierwszego trymestru ciąży, wiesz, o czym mówię).

Mogłabym teraz narzekać

Mogłabym narzekać na tego klienta i na ZUS, który nie palił się do wypłaty należności z L4 (no bo przecież Urząd Skarbowy cofnął nierozliczoną fakturę felernego klienta i zawsze znalazł powód do kolejnego wezwania, kontroli, pilnego pisma, które muszę dostarczyć, by odblokować świadczenia). Mogłabym pomarudzić, że standard życia spadł na łeb na szyję, a (śmiesznie małe, które wcześniej uważałam za ogromne)  problemy zamieniły się w te bardziej dotkliwe.

Jednak córcia, która łaknęła mojej uwagi, i maleńki synek, który rósł pod sercem, dały mi poczucie, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

No i pewnie mogłabym zakończyć happy endem, ale wiesz co?

Ta opowieść o wyboistej drodze do spełniania marzeń dopiero TU (w miejscu pozornego upadku) się zaczyna…

Brudna podłoga, kaszka na blacie, rozdziobany banan na stoliku, góra garów, pranie, prasowanie, warstwa kurzu na laptopie, dźwięk klocków i tych przeklętych zabawek na baterię (taka praktyczna rada: jeśli planujesz skatować znajomych, którzy dorobili się potomka – daj ich skarbuniowi w prezencie coś, co generuje dźwięk podczas zabawy), a w tym wszystkim…

Odprężona, wyklęta przez perfekcyjne panie domu, szydełkująca pufki do dziecięcego pokoju, przyspawana do podcastów mama.

To był ten moment, w którym zrozumiałam, dlaczego instarzeczywistość macierzyńskich kosmosów jest taka idealna… Sama wybierałam kadry tak, aby skrzętnie ukrywały bajzel, jednocześnie dyskretnie ilustrując instapledy i modne gadżety (którymi zresztą nikt się nie bawił…).

Poddałam się – kto próbował odpalić komputer przy dwójce dzieci, wie, o czym mówię. Tak! Myślałam, że oszaleję!

Ale żeby nie było, że jestem jakimś potworem

Świadomie podjęłam decyzję, że pierwszą placówką moich dzieci będzie przedszkole. Mąż w korpo, dziadkowie ponad 100 km od Poznania, a ja w środku tego całego bajzlu…

Ale chwilunię, przerwa na reklamę

Święta, Wigilia, porządek.

Wszyscy ucacani aż do bólu.

I nagle moja babcia mówi:

„Chcesz te wszystkie sznurki, włóczki, szmatki i druty? Bo szafy sprzątam”.

(Babcia właśnie zakupiła magiczną kołdrę na prezentacji, na którą po cichaczu wyrwała się z domu).

No PEWNIE, że chcę!

I zaczęłam skrzętnie pakować te skarby dziecięcych wspomnień do walizki. Tym razem nie zostało w bagażu dużo miejsca na słoiczki z resztkami obiadu 😉

Tak  właśnie w styczniu 2016 roku babcina scheda ruszyła na podbój Poznania.

Nieświadoma niczego babcia pchnęła mnie w objęcia kobiecej przedsiębiorczości.

Misja inspirowania i motywowania rękodzielniczych talentów do wyjścia z ukrycia nabierała coraz bardziej realnych kształtów.

Łapanie oddechu od zabieganej codzienności przy twórczym tu i teraz.

Zawsze lubiłam pomajsterkować

Kiedy dużo pracowałam, oczywiście nie miałam na to czasu. Ale gdy szydełkowe dodatki wnętrzarskie zaczęły osiągać dziwacznie wygórowane ceny, a ja z zabieganej pani inżynier architekt stałam się bezglutenowo-bezcukrowo-bezstresową-instamamą, znalazłam czas, żeby uczyć mojego patentu na rękodzielniczy biznes inne kobiety.

Odkryłam, jak dużo mam szyje, szydełkuje, filcuje, zaplata, składa, wybija, obrabia i wycina! Zauważyłam, że magia pracowitych dłoni kobiet (i panów też!) pozostaje na zawsze nieodkryta w zakurzonych szufladach i na strychach.

Ty też się ukrywasz w rękodzielniczym podziemiu?

Jeśli ta historia jest Ci bliska i czujesz, że też chcesz wyjść z rękodzielniczego podziemia, zobacz, z jakich materiałów, programów i kursów korzystają dziś twórczynie handmade w Oplotki.

Jasne, kiedy w 2016 ponownie odkryłam artefakty dzieciństwa, nie przypuszczałam, że to szydełkowanie sprawi, że w 2018 będę pracować w zespole niesamowitych, kreatywnych ciepłych ludzi, których z powodzeniem mogę nazwać najbliższymi przyjaciółmi.

Na początku niewinnie, bo zaczęło się od zapraszania koleżanek po fachu (architektura- projekty kubatur i wnętrz), które wpadały po pracy, żeby poszydełkować i odkleić się od ekranów. Marzyłam, żeby znów być wśród ludzi i rozmawiać o czymś innym niż bezglutenowe diety i modne ciuszki dla dzieciaków.

I tak zaglądały koleżanki, później koleżanki koleżanek, koleżanki koleżanek koleżanek… Aż w pewnym momencie mój mąż, który po 8 godzinach pracy w korpo ogarniał dwójkę łobuzów w malutkim pokoiku (w tym samym czasie, gdy my – przy szydełku i napoju niekoniecznie niskoprocentowym – uskuteczniałyśmy szydełkoterapię w salonie), powiedział DOŚĆ.

I znowu…

Tutaj historia mogłaby się zakończyć

Ale przecież fakt, że przegonił te nasze rękodzielnicze sabaty, stał się kolejnym potwierdzeniem zasady, że co Cię nie zabije, to cię wzmocni.

Wychodzę do pracy!

Wyśpiewałam pewnego dnia do męża, całując dzieciaki.

Zamykając drzwi, uśmiechnęłam się do siebie, bo czekały mnie 3 godziny szydełkowania przy kawie i ciachu, w fajnej poznańskiej knajpce, z nowymi kursantkami. Trzy godziny pełne nowych opowieści, wspomnień, pomysłów. Bardzo często efektem szydełkowego spotkania była nowa współpraca lub twórczy artefakt w punkcie styku naszych dziedzin rękodzieła. A także refleksja i – jakże cenna – konstruktywna krytyka.

Okazało się, że sklecony naprędce fanpage (który działa z resztą do dziś!), który dawał możliwość organizowania spotkań, był świetnym narzędziem do skrzykiwania szydełkowych narad.

Przychodziły mistrzynie szycia, filcujące czarodziejki i osoby, które odkładały chwile rękodzielniczych wspomnień na wieczne potem.

Pojawiło się wtedy u mnie nieśmiałe, przyziemne marzenie, żeby nie dokładać tyle z domowego budżetu do  swojego hobby… Bo jednak szydełka, sznurki i coraz częstsze wypady na miasto mocno obciążały rodzinne zasoby.

Jak to powiada koleżanka…

„Jeżeli masz marzenie, poszukaj wróżki”

Jeśli chcesz rozwijać swoją markę handmade spokojniej, bardziej strategicznie i w oparciu o sprawdzone zasoby, zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade. a w niej skorzystaj na przykład z kursu, w którym zebrałam całą moją dotychczasową wiedze i doświadczenie w temacie wyceny handmade.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, co dokładnie mam zrobić, ale czułam, że nie mogę stracić kontaktu z tymi wspaniałymi ludźmi.

Tymczasem marzenia powoli dopadała brutalna rzeczywistość. Budżet domowy przy dwójce małych dzieci nie bardzo sprzyja ryzykownym przedsięwzięciom biznesowym. Dotarło do mnie, że powoli i nieuchronnie wracam do tego, co płaciło rachunki w czym leżą odłogiem moje kompetencje i udokumentowane wykształcenie…

Architektura mnie dopadła

…choć nie miała już oblicza zarwanych nocy i niekończących się telefonów z budowy…

ta nowa…miała spokojną twarz rozmarzonych mam i rozbawionych bobasów…

Chyba każdy rodzic przerabiał dziecio-zajęcia. Dla niedzieciatych dodam, że niezależnie, czy wybierasz basen, umuzykanianie, usportowianie, śpiewy, tańce …i tak zaczynasz, jak na zbiorowej terapii…”Cześć jestem Agnieszka i jestem Architektką”…

Początkowo zawile wyłuszczałam, że tak, wnętrza też, ale głównie to takie duże kubatury, budynki, które stawiamy w całym zespole branżystów, że nie tylko ja, ale konstruktor, elektryk, grafik, pan od instalacji i pani od papierów w urzędzie…aż w końcu odpuściłam…i mnie olśniło!

Wnętrza!

Przecież to właśnie wnętrza dają bezpośredni kontakt z klientem, pozwalają zminimalizować zespół branżystów potrzebnych do realizacji projektu …a na dodatek to właśnie projekty wnętrz pozwalają na użycie rękodzieła dla podkreślenia unikalności każdego z nich!.

I BINGO!

Wszystkie elementy układanki w końcu wskoczyły na swoje miejsce!

Praca z ludźmi, rękodzieło i architektura. Na raz. W jednym miejscu wszystko, co kocham.

To nie może się nie udać!

Pozostało tylko sensownie to wszystko poukładać no i dozgonne źródło spełnienia zawodowego, rodzinnego i społecznego…no i źródło utrzymania… leżało u stóp.

Zrozumiałam, że mogę pomagać poznanym podczas warsztatów rękodzielnikom. Zapraszając ich do współpracy przy projektach wnętrz, pozwalam im zarobić na tym, co kochają robić, a sama wzmacniam autorytet architekta, który specjalizuje się w rękodziele dla wnętrz. Szybko odkryłam, że wielu z moich klientów nawet jeżeli nie dysponuje wystarczającym budżetem, ma do dyspozycji dobro jeszcze bardziej luksusowe – czas – dlatego spokojnie może – jeżeli nie KUPIĆ, to ZROBIĆ oryginalne dodatki do swoich wnętrz.

Lniana pościel z ręcznym haftem nie musi kosztować majątku, jeżeli samodzielnie ją wykonasz, ale potrzebujesz niezbędnego know-how.

Tak!… ale…

Nawet, kiedy już dokładnie wiedziałam, co robić…nie było to takie łatwe. Z mgr inżynier trzeba było nagle stać się sprzedawcą, marketingowcem, PR-owcem, strategiem biznesu i specem od rekrutacji i księgową w jednym. Można nie udźwignąć presji. Jeżeli też startujesz, masz wrażenie, że ciągniesz milion „srok za ogon” …a i tak (o dziwo) stoisz w miejscu… zwierzę Ci się…. też TAM byłam. Pracowałam ponad siły, wydzierałam każdą chwilę, aby douczyć się tego i tamtego, ochoczo wdrażałam w życie nową wiedzę…ale ciągle miałam wrażenie, że jakoś „za wolno” to wszystko idzie…miałam poczucie, że w tym tempie stracę kilka lat na coś co, można (moooocno wierzyłam, że się da) ogarnąć szybciej. Nie miałam tylko pojęcia, jak.

Pomoc. W pierwszym odruchu miałam poczucie porażki. No jak?! Ja?! Taka wszechwiedząca prymuska?!? MAM niby słuchać rad ?! Przecież to ja znam mój biznes najlepiej….Oj, jak dobrze, że trafiłam na fachowca! Skorzystałam ze wsparcia Sigrun (i zresztą korzystam do dziś!) – mentorki biznesowej w programie SOMBA  od tego czasu seria przełomów, zarówno w mojej głowie, jak i w moim biznesie, dała mi poczucie dobrze wykorzystanego czasu i potencjału.

I tak ruszyła cała lawina działań w ramach marki OPLOTKI

W bezpłatnej grupie facebookowej, zaczęłam się dzielić swoją wiedzą i zaczęłam aktywnie szukać partnerów do prowadzenia warsztatów i ewentualnych wykonawców zaprojektowanych dla indywidualnych wnętrz dodatków. I tak OPLOTKI coraz bardziej kompleksowo zaczęły dotrzymywać obietnicy „rękodzieła dla wnętrz” , a ja coraz pewniej zaczęłam tytułować się „specem od handmade-owych wnętrzarskich zadań specjalnych”.

Z doświadczenia zespołowej pracy nad dużymi kubaturami przeniosłam mechanizm, który w skrócie można podsumować…

„Jak masz w tym interes, to bardziej się starasz.”

Całkiem praktycznie podeszłam do budowania zespołu. W Oplotkach każdy pracuje na siebie. Czy to rękodzielnik, który zarabia na swoich pracach, czy fotograf, który korzysta z naszych ręcznie dzierganych pufek i kocy podczas swoich sesji, czy koledzy „po fachu” szukający oryginalnej „wisienki na torcie” swojej koncepcji wnętrzarskiej.

Dlaczego namawiam zaprzyjaźnionych rękodzielników, żeby zarabiali na rękodziele?

Bo OPLOTKI to wielka wizja i nie dam rady zrealizować jej sama.

Nie lada wyzwanie! Jak tu nie zaszufladkować się jako ekspertka (ach te modne dziwne słowa) ekspertka od szydełkowego biznesu, a jednak odnieść dostateczny sukces, aby móc inspirować innych rękodzielników?

Jak namówić ich, by nie konkurowali ceną, ale jakością, unikatem, handmade luksusem 2.0? Odpowiedź była jedna…

Dać przykład

Jeżeli wśród twoich znajomych ktoś chowa prace do szuflady, podziękuje ci za ten tekst. A szczególnie ostatnią jego część.

Podziel się i udostępnij ten wpis blogowy! Skopiuj link i wyślij jednej osobie! Pomnożysz (rękodzieło) dzieląc (się)!

Wiem, rękodzieło, na dodatek w Polsce, nie jawi się jako najbardziej dochodowa branża ale istnieje co najmniej kilka sposobów aby zarabiać i móc rozwijać się w tej dziedzinie. Dlaczego chcę ci zdradzić te sposoby choć odkrywałam je kosztowną metodą prób i błędów długimi latami?

Nie, nie oszalałam! Mam w tym interes

Szukam kolejnych twórców dla naszej społeczności Oplotki.

Z całą energią dzielię się zapałem i doświadczeniem w sprzedaży produktów i warsztatów rękodzieła. Pomagam zakładać handmadowe fanpage, strony, sklepy i pracownie. Podrzucam modele biznesowe, które sprawdziły się u mnie lub u innych partnerów.

Zainteresowanie przerasta moje oczekiwania, więc poszłam za ciosem.

Zapraszam kolejne osoby do współpracy przy prowadzeniu warsztatów i współtworzenie społeczności OPLOTKI. Z każdym dniem utwierdzam się w poczuciu misji. Misji szerzenia pozytywnego przekazu najcenniejszych dla mnie wartości, które niesie rękodzieło.

Wspólnota, zrozumienie, poszanowanie tradycji i jej uwspółcześnione reinterpretacje, wylogowanie z tempa codzienności przy mindfulnesowej praktyce rękodzieła pozwalającej odreagować tempo dzisiejszego świata,  łączenie ponad podziałami wieku, płci, pochodzenia…

Twórczy upcycling, recycling, idea slow-fashion w miejsce szalonego konsumpcjonizmu…lokalne łańcuchy dostaw i wspieranie portfelem rodzimych marek rzemieślniczych, zaopatrzeniowych, usługowych…

Mogłabym wymieniać bez końca, ale napiszę tylko, że w końcu odważyłam się wejść w buty liderki tego OPLOTKOWEGO ruchu, z dniem, kiedy ruszyła, po raz pierwszy BIBLIOTEKA

Aktualnie, jest już Youtube, Facebook, Instagram, strona internetowa, Tik-Tok, E-sklep, kilka lokalizacji warsztatów stacjonarnych i podcast – wszystkie pod marką OPLOTKI

Na pytanie jak to ogarniam podpowiadam – zespół!

Po drodze spotkałam świetne pomocniczki dlatego opowiem Ci, dlaczego Oplotki to taki nasz mini inkubator i trampolina do samodzielnego rękodzielniczego biznesu.

Każdy pracuje tutaj dla siebie

Nie zatrudniam na cieplutki etat, ale wspieram w przedsiębiorczości, bo sama od 2012 każdego dnia walczę o przetrwanie w dżungli ZUS-u, urzędu skarbowego, opłat, rachunków, kosztów, marży, szkoleń i czasem długich miesięcy pod kreską. Wiem, że nic nie motywuje bardziej, niż sam rozwój i to magiczne poczucie sprawczości.

Wiem, że nie jesteśmy dla siebie konkurencją, wręcz odwrotnie!

Sama chętnie kupuję haft, bo choć znam podstawy to jednak moją mocną stroną jest zaplatanie. Dzięki takiej formie współpracy, często łączymy techniki, a nowe projekty pączkują w przyjaznej atmosferze przy kawie i ciachu. Nie rzucamy się na głęboką wodę. Większość z nas pracuje na etacie, co zapewnia zaplecze środków na mądry rozwój rękodzielniczej działalności, ale po jakimś czasie coraz więcej z Nas robi ten wielki krok – zakłada własną firmę.

Dlaczego nazywam Oplotki rękodzielniczym inkubatorem?

Pozwalam korzystać z naszej marki, aby przetestować produkt lub usługę ZANIM zainwestujesz w logo, stronę, sklep internetowy czy lokal. Dobrze pamiętam, że zanim udało mi się sprzedać pierwszy szydełkowy dywan, czekała mnie przeprawa przez znalezienie nazwy, logo, fanpage, był abonament i kosztowny regulamin sklepu, polityka prywatności i legendarne RODO – cała masa formalności bez których transakcja nie mogła być zawarta. Nie wspominając już o zakładaniu działalności gospodarczej. Wszystko to ZAMIAST pracować w skupieniu nad meritum czyli twórczym rękodziełem. To dlatego pomagam Ci NAJPIERW zarabiać, testując swój pomysł na produkt/usługę/warsztat przy wsparciu OPLOTKI. Wiem, że jeżeli masz ofertę, która obroni się w gąszczu internetu, to cała reszta już pójdzie z górki.

Dlaczego więc dzielę się wiedzą i doświadczeniem?

Ja już tam byłam i wiem, że jeżeli masz świetny produkt, to szkoda twojego czasu na zbędne detale – jest za to kilka kluczowych obszarów na których trzeba się skupić, by Twoja inicjatywa stała się biznesem generującym dochód.

No dobra, a jak to się dzieje w praktyce?

Ciągle jeszcze najkrótsza droga to pisać bezpośrednio do mnie.

Nasza rozmowa to wspólne opracowywanie dróg rozwoju twojej działalności w ramach ekosystemu Oplotki. Jeżeli, jak ja, uwielbiasz kontakt z ludźmi prawdopodobnie wybierzesz prowadzenie warsztatów, jeżeli preferujesz ciszę misternych ruchów, wtedy skupimy się na sprzedaży twoich prac.

To zaledwie 2 najpopularniejsze drogi, ale jest ich o wiele, wieeeeele więcej.

Co ja z tego mam?

Świetną grupę rękodzielników, markę która wspiera mnie w pracy architekta wnętrz i pozwala w mgnieniu oka kontaktować moich klientów z najlepszymi wykonawcami. I bezcenne poczucie, że zostawiam ten świat odrobinę bardziej uśmiechniętym i kreatywnym dla mojej trójki dzieci, które patrzą i uczą się świata przedsiębiorczości podglądając mnie na co dzień.

No i oczywiście ciągłą praktykę!

Certyfikuję się na potęgę, wiecznie rozwijam i kształcę i dzięki pracy z Tobą, mogę się tymi umiejętnościami nieustannie dzielić.

Certyfikacja ICF jako coach, seria certyfikacji jako mentorka finansowa, niezliczone kursy.

Wszystko, by wspierać Cię jeszcze skuteczniej!

Czujesz, że to coś dla Ciebie?

pisz, opowiedz swoją historię, pomysł na biznes, bym mogła doradzić, co dalej: agnieszka@oplotki.pl

lub wskakuj do OPLOTKOWEGO ŚWIATA po wsparcie on-line!

A więcej szczegółów z mojej osobistej historii tworzenia marki OPLOTKI od zera aż do eksplozji sukcesu w dobie covidowej pandemii – znajdziesz w  w OPLOTKOWEJ książce!

Oplotki zaczęły się od potrzeby zmiany, twórczości i wyjścia z ukrycia. Dziś ta sama idea żyje dalej w materiałach, programach i zasobach, które pomagają twórczyniom handmade rozwijać markę, sprzedaż i własną drogę.
Jeśli chcesz uporządkować swój biznes handmade spokojniej i bardziej strategicznie, zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade.

FAQ

Jak powstała marka Oplotki?

Oplotki powstały z połączenia życiowego przełomu, powrotu do rękodzieła i potrzeby stworzenia miejsca, które wspiera twórcze kobiety. To historia marki, która zaczęła się od osobistej zmiany i z czasem przerodziła się w większą misję.

Skąd wziął się pomysł na Oplotki?

Pomysł na Oplotki wyrósł z doświadczenia zmęczenia dotychczasowym stylem życia i z odkrycia, że rękodzieło może być nie tylko twórczością, ale też drogą do zmiany, sensu i wspierania innych kobiet.

Czy Oplotki od początku były marką biznesową?

Nie. Najpierw była osobista historia, powrót do rękodzieła i potrzeba odnalezienia nowego kierunku. Dopiero później z tej drogi wyrosła marka, która dziś wspiera twórczynie handmade także w rozwoju biznesu.

Dla kogo jest dziś Oplotki?

Dziś Oplotki są dla osób, które chcą rozwijać rękodzieło i biznes handmade, korzystając z kursów, programów, wydarzeń i materiałów wspierających sprzedaż, markę i własną drogę twórczą.

Co dziś najlepiej pokazuje misję Oplotki?

Jednym z miejsc, które najlepiej pokazują dzisiejszą misję Oplotki, jest Biblioteka Biznesowa dla Handmade — przestrzeń z materiałami, programami i zasobami dla twórczyń, które chcą rozwijać swoją markę handmade spokojniej i bardziej strategicznie.

Dlaczego historia marki Oplotki może być ważna dla twórczyń handmade?

Bo pokazuje, że marka handmade nie zawsze zaczyna się od idealnego planu. Często zaczyna się od zmiany, potrzeby sensu, twórczości i decyzji, by nie chować się dłużej ze swoim talentem.

Oplotki zaczęły się od potrzeby zmiany, twórczości i wyjścia z ukrycia. Dziś ta sama idea żyje dalej w materiałach, programach i zasobach, które pomagają twórczyniom handmade rozwijać markę, sprzedaż i własną drogę.

Jeśli czujesz, że też nie chcesz tworzyć w ukryciu i chcesz poukładać swój biznes handmade spokojniej, bardziej strategicznie i po swojemu — zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade.


Rok po roku: kronika Oplotki

Tyle o początkach. Ale od momentu, w którym Oplotki zaczęły żyć na serio, zdarzyło się wiele: wzloty, upadki, pandemia, nowe kursy, nowe narzędzia, nowi ludzie. Co roku, od 2019, spisuję te doświadczenia w coroczne podsumowania. Poniżej znajdziesz pełną mapę tej drogi.

Skocz do roku: 2019 · 2020 · 2021 · 2022 · 2023 · 2024 · 2025 · Czego nauczyły mnie te lata · Plany na kolejne lata

2019: ROK SKALOWANIA (SCALE)

[TU WPISZ 1-2 ZDANIA: jaki to był rok dla Oplotki — co się wydarzyło, jakie było główne wyzwanie lub zwycięstwo.]

  • Główne podsumowanie roku: Kobiecy biznes bez cenzury — subiektywne podsumowanie 2019 →
  • Refleksja na temat wdzięczności: Wdzięczność →

2020: ROK WZROSTU (GROWTH)

To był zdecydowanie rok dualności, z jednej strony celebracja 10 lat Oplotki, z drugiej uderzenie pandemii. Jak to wpłynęło na markę, ludzi, kursy…

  • Podsumowanie dekady: Podsumowanie dekady Oplotki →
  • Plany na 2020: Co w Oplotki w 2020? →
  • O pandemii i rękodziele: Jak pandemia wpłynęła na branżę handmade →
  • Jak działaliśmy w pandemii: Oplotki w pandemii — jak wygląda nasza praca →
  • Biznesowe wsparcie dla innych: Jak uratować swój biznes w dobie koronawirusa →
  • Pozytywnie w trudnym czasie: Zarażajmy się czymś pozytywnym →
  • Nasza akcja wdzięczności: Kampania „Dziękujemy” →
  • Osobiście o tym, co mnie wyróżnia: Moje dziwactwa →
  • Z życia freelancerki: Dress code freelancerki →

2021 — ROK WIDOCZNOŚCI (VISIBILITY)

To był rok TEDx, wizyt w mainstreamowych mediach, rok, kiedy jako osobiste wyzwanie podjęłam zadanie mówić gdzie się da o mocy rękodzieła…im głośniej, tym lepiej…

  • Plany na 2021: Oplotkowe plany i rękodzieło w 2021 →
  • Podsumowanie roku: Podsumowanie roku 2021 →

2022: ROK DBANIA O SIEBIE, BY LEPIEJ DBAĆ O INNYCH (SELF-CARE PRO)

Po turbo-intensywnym 2021 uczyłam się dbania o siebie, przy jednoczesnym delegowaniu i skalowaniu działań Oplotki siłami zespołu, nowych partnerstw, mocy onlajnowej dźwigni skali…

  • Podsumowanie roku: Podsumowanie roku 2022 →

2023: ROK SZLIFOWANIA TEGO, CO DZIAŁA (RINSE AND REPEAT)

To był czas trudnych wyborów, którym projektom trzeba powiedzieć NIE lub POTEM, aby innym powiedzieć głośniejsze TAAAAK!

  • Podsumowanie roku: Podsumowanie roku 2023 →

2024: ROK ROCZNIC (ANIVERSARIES)

To był rok w którym (w końcu) dostrzegłam moc w powtarzalnych projektach i zaczełam je celebrować. Rocznice na stałe weszły do kalendarza Oplotki i nadały temu, co robimy do dziś, stały rytm.

  • Podsumowanie roku: Podsumowanie roku 2024 →

2025: ROK DĄŻENIA DO MISTRZOSTWA (REFINEMENT)

Miałam poczucie, że ścigamy się same ze sobą…coraz ambitniejsze projekty, coraz śmielsze wizje i obsesja na punkcie naszych produktów i usług

  • Podsumowanie roku: Podsumowanie roku 2025 →

2026: ROK CZŁOWIEKA W DOBIE AI (OBECNOŚĆ) [w toku]

Podsumowanie 2026 pojawi się na przełomie roku. Tymczasem zapraszam do śledzenia tego, co dzieje się teraz w Oplotki — tutaj znajdziesz wszystkie aktualne kursy i materiały: sklep Oplotki →

Czego nauczyły mnie te lata

iedy patrzę wstecz na te lata, wyłaniają się pewne wzorce, rzeczy, które zrobiłabym inaczej, i rzeczy, które okazały się najważniejsze.

  1. Lekcja 1: Autentyczność jest biznesowo opłacalna – za każdym razem, kiedy przezwyciężałam mój osobisty strach, wstyd, trudne doświadczenie, biznesową porażkę i dzieliłam się nią otwarcie, Oplotki notowały kwantowy skok biznesowy
  2. Lekcja 2: Warto inwestować w społeczność, nie tylko w produkt: wiem, wiem, wszyscy o tej społeczności trąbią – ja zrozumiałam, że dopieszczanie istniejących klientek, nałogowe dodawanie tego, co mogłoby się przydać nawet, kiedy za to nie zapłaciły kupując daną ofertę – to droga do marki, od której kupuje się w ciemno. Zamiast na zasięgach, skupiłyśmy się na obsesyjnym podnoszeniu jakości naszych produktów i to się opłaciło. W społeczności klientek są z nami soby, które od 5-10 lat są ciągle z nami
  3. Lekcja 3: Kurs online to nie to samo co warsztat stacjonarny„: Jesteśmy na rynku już wystarczająco długo, by pamiętać przed-pandemiczny analog – pandemiczny online na 100%- i po-pandemiczny renesans wydarzeń „w realu”. To, co było przed pandemią i to, co jest „PO” to jednak świat niuansów, które robią ogromną różnicę. Z nowym poziomem świadomości realizujemy zarówno online, jak i offline i tworzymy zupełnie nową jakość u progu ery AI

Pracujesz nad własnym rękodzielniczym biznesem?

Wszystkie wnioski, błędy i odkrycia z tych lat Oplotki skondensowałam w jednym miejscu.
Biblioteka Biznesowa dla Handmade to zbiór moich kursów biznesowych — wszystko, czego dowiedziałam się o prowadzeniu rękodzielniczego biznesu, w jednym pakiecie.

ZOBACZ BIBLIOTEKĘ BIZNESOWĄ →

Plany na kolejne lata

Patrząc na te wszystkie lata Oplotki, widzę coś, co wcześniej nie było dla mnie tak oczywiste: branża rękodzielnicza wchodzi w etap dojrzewania. Era „prowadzę warsztaty po godzinach, bo kocham rękodzieło” powoli się kończy, nie dlatego, że pasja przestała mieć znaczenie, ale dlatego, że rzeczywistość rynku się zmieniła. Koszty rosną. Uczestniczki mają coraz mniej czasu. Konkurencja jest globalna. AI przyspiesza dostęp do wiedzy technicznej. Edukacja, także ta rękodzielnicza, się profesjonalizuje.

I to nie jest zagrożenie. To dojrzewanie.

AI nie zabierze nam warsztatów. Zabierze przeciętność. Jeśli warsztat oferuje tylko „pokażę Ci, jak to zrobić”, przegrywa z internetem, bo tutoriale są już dziś natychmiast dostępne. Ale warsztat, który oferuje doświadczenie, proces, strukturę, zmianę stanu, przemyślaną dynamikę grupy, to jest coś, czego żadna technologia nie odtworzy. To już nie jest przekazywanie wiedzy. To projektowanie transformacji.

Uczestniczki nie kupują spotkania. Kupują sens, jakość, głębokość, dobrze zaprojektowany czas. Jeśli warsztat nie jest zaprojektowany jak produkt premium, zostanie zastąpiony przez retreat, kurs online, event doświadczeniowy. A warsztat premium to nie jest kwestia ceny. To kwestia świadomości kosztów, świadomości wartości, świadomości pozycji. To metodologia, nie improwizacja. To ramy czasowe i energetyczne, nie „zobaczymy, jak wyjdzie”.

Analogowe skille. Cyfrowa strategia.

To jest kierunek, w którym idą kolejne lata Oplotki. Nie uczę, jak robić więcej warsztatów. Uczę, jak budować je tak, żeby były konstrukcyjnie mocne, ekonomicznie sensowne, psychologicznie świadome i rynkowo konkurencyjne. Warsztat nie jest hobby. Warsztat jest produktem edukacyjnym. A produkt edukacyjny wymaga standardów.

Rękodzieło właśnie wchodzi w fazę, w którą każda branża kiedyś wchodzi: od entuzjazmu do profesjonalizacji. Pytanie nie brzmi „czy to się stanie”. Pytanie brzmi: kto się do tego przygotuje.

Jeśli chcesz przejść tę drogę razem ze mną — zapisz się na newsletter (napiszę Ci, kiedy pojawi się podsumowanie 2026 i co przyniesie kolejny rok), zajrzyj do Biblioteki Biznesowej, albo po prostu wróć tu za rok. Będę.


Sklep Oplotki · Biblioteka Biznesowa · Kontakt

8 września 2026/Autor Ania - Zespół Oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2018/12/wyroniajacy-historia-1080x1080-1.jpg 1080 1080 Ania - Zespół Oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png Ania - Zespół Oplotki2026-09-08 17:00:002026-08-25 09:03:58Oplotki – historia marki handmade słowami twórczyni, ROK PO ROKU
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, HBS, Wszystkie wpisy

Jak zdefiniować sukces na własnych warunkach? Biznes handmade bez cudzej miary

Czy sukces w biznesie handmade oznacza wysokie przychody?

Dużą liczbę klientek?

Własną pracownię?

Pełny kalendarz warsztatów?

Tysiące obserwujących?

A może możliwość pracy wtedy, kiedy masz na to ochotę?

Albo czas na rękodzieło, rodzinę, podróże i życie poza firmą?

I właśnie tutaj pojawia się pytanie, które warto zadać sobie zanim zaczniesz budować swój biznes według cudzej definicji sukcesu:

Czym właściwie jest sukces dla mnie?

Bo możliwe, że przez cały czas próbujesz osiągnąć coś, czego tak naprawdę wcale nie chcesz.


Sukces nie ma jednej definicji

W biznesie bardzo łatwo wpaść w pułapkę porównywania.

Patrzysz na inną rękodzielniczkę i widzisz:

  • większą sprzedaż,
  • większą społeczność,
  • piękną pracownię,
  • profesjonalne zdjęcia,
  • kolejne produkty,
  • wyjazdy,
  • wystąpienia,
  • współprace,
  • zespół.

I pojawia się myśl:

„Ja też powinnam to mieć.”

Tylko że bardzo rzadko zatrzymujemy się wtedy, żeby sprawdzić:

„Czy ja naprawdę tego chcę?”

Możesz zazdrościć komuś sześciocyfrowej sprzedaży, a jednocześnie wcale nie chcieć firmy, która wymaga pracy kilkanaście godzin dziennie.

Możesz podziwiać czyjąś dużą pracownię, ale marzyć o pracy przy małym stole w domu.

Możesz widzieć sukces w dużym zespole, a sama najlepiej funkcjonować jako jednoosobowa marka.

Możesz też odwrotnie, marzyć o rozwoju, delegowaniu i dużej firmie, ale przez lata powtarzać sobie, że „prawdziwe rękodzieło powinno być małe i kameralne”.

Nie ma jednej poprawnej odpowiedzi.


Najpierw zdefiniuj sukces, potem buduj biznes

To może wydawać się odwróceniem kolejności.

Przecież najpierw powinno się:

  1. znaleźć klientkę,
  2. stworzyć produkt,
  3. policzyć cenę,
  4. zacząć sprzedawać,
  5. rozwijać markę.

Tak, te rzeczy są potrzebne.

Ale przed nimi warto odpowiedzieć na jeszcze jedno pytanie:

Po co właściwie chcę ten biznes?

Bo odpowiedź będzie wpływać na wszystkie kolejne decyzje.

Jeżeli Twoim celem jest przede wszystkim większa niezależność finansowa, będziesz podejmować inne decyzje niż osoba, dla której najważniejszy jest czas i swoboda.

Jeżeli chcesz stworzyć dużą markę, potrzebujesz innej struktury biznesu niż wtedy, kiedy chcesz po prostu utrzymywać się ze swojej twórczości i mieć dużo przestrzeni na życie.


Sukces handmade może oznaczać coś zupełnie innego niż sukces finansowy

Pieniądze są ważne.

I nie ma sensu udawać, że nie.

Biznes musi być ekonomicznie sensowny, jeżeli ma być źródłem utrzymania.

Ale przychód nie jest jedynym parametrem sukcesu.

Dla jednej osoby sukcesem będzie:

„Chcę zarabiać 20 tysięcy miesięcznie.”

Dla innej:

„Chcę zarabiać wystarczająco, żeby nie martwić się o rachunki.”

Dla jeszcze innej:

„Chcę pracować trzy dni w tygodniu.”

A dla kolejnej:

„Chcę mieć własną pracownię i prowadzić warsztaty dla ludzi.”

Jeszcze ktoś inny może powiedzieć:

„Chcę mieć czas na dzierganie przy muzyce i nie odbierać telefonu po 17:00.”

Każda z tych odpowiedzi może być prawdziwym sukcesem.


Zastanów się, co właściwie chcesz kupić swoim biznesem

To jedno z ćwiczeń, które szczególnie polecam.

Nie pytaj tylko:

„Ile chcę zarabiać?”

Zapytaj:

„Co chcę dzięki tym pieniądzom i temu biznesowi zyskać?”

Może chcesz:

  • więcej czasu,
  • bezpieczeństwo,
  • niezależność,
  • możliwość podróżowania,
  • własną przestrzeń,
  • możliwość pracy z domu,
  • więcej czasu z rodziną,
  • kontakt z ludźmi,
  • poczucie sprawczości,
  • możliwość tworzenia,
  • uznanie,
  • rozwój.

Pieniądze są wtedy narzędziem, a niekoniecznie samym celem.


A teraz jeszcze trudniejsze pytanie: na jakie kompromisy jesteś gotowa?

Każda definicja sukcesu ma swoją cenę.

Jeżeli chcesz bardzo szybko rozwijać firmę, być może będziesz musiała:

  • delegować,
  • zatrudniać,
  • inwestować,
  • podejmować większe ryzyko,
  • pracować nad strategią zamiast wyłącznie tworzyć.

Jeżeli chcesz maksymalnej swobody, być może zaakceptujesz:

  • wolniejszy wzrost,
  • mniejszą skalę,
  • ograniczoną liczbę produktów,
  • mniejsze przychody.

Nie chodzi o to, żeby ocenić, który model jest lepszy.

Chodzi o świadomość.

Jakie kompromisy jestem gotowa zaakceptować, żeby żyć w sposób, który uznaję za sukces?


Nie każdy „sukces” jest wart swojej ceny

To bardzo ważna część tej układanki.

Wyobraź sobie, że możesz osiągnąć wymarzony poziom sprzedaży.

Ale w zamian:

  • pracujesz cały czas,
  • nie masz weekendów,
  • przestajesz tworzyć,
  • jesteś ciągle online,
  • nie masz czasu dla bliskich,
  • każda decyzja zależy od firmy.

Czy nadal jest to sukces?

Dla jednej osoby, tak.

Dla innej, absolutnie nie.

Dlatego samo pytanie:

„Jak odnieść sukces?”

jest trochę za małe.

Lepsze pytanie brzmi:

„Jak odnieść sukces, który jest zgodny z życiem, jakie chcę prowadzić?”


„Więcej” nie zawsze oznacza „lepiej”

W biznesie mamy bardzo silny kult wzrostu.

Więcej klientów.

Więcej produktów.

Więcej obserwujących.

Więcej pieniędzy.

Więcej warsztatów.

Więcej pracowników.

Więcej zasięgów.

Więcej.

Więcej.

Więcej.

Ale być może Twoim sukcesem jest właśnie:

mniej.

Mniej klientów, ale lepsze relacje.

Mniej produktów, ale wyższa marża.

Mniej warsztatów, ale lepiej przygotowanych.

Mniej pracy, ale większa satysfakcja.

Mniej social mediów, ale więcej czasu.

To również może być bardzo świadomy model biznesowy.


Sukces możesz sobie… zrobić

W materiale HBS 2025 używam określenia:

„sukces handmade”.

I nie chodzi w nim wyłącznie o sukces w branży rękodzielniczej.

„Handmade” jest tutaj również metaforą sukcesu zrobionego własnymi rękami.

Nie gotowego.

Nie skopiowanego.

Nie znalezionego w kolejnym poradniku.

Tylko własnoręcznie:

wybranego, zaprojektowanego i wypracowanego.

To bardzo dobrze pasuje do całej filozofii Oplotki.

Tak jak rękodzieło powstaje z materiału, decyzji, czasu i pracy, tak własny model sukcesu również wymaga świadomego zaprojektowania.


Ćwiczenie: Twoja definicja sukcesu

Weź kartkę.

Albo otwórz dokument.

Na górze napisz:

MÓJ SUKCES HANDMADE

I zacznij zapisywać.

Nie poprawiaj się.

Nie zastanawiaj się, czy odpowiedź jest „biznesowa”.

Nie sprawdzaj, jak robią to inni.

Zapisuj.


1. Jak wygląda moje idealne życie?

Nie biznes.

Życie.

Gdzie mieszkasz?

Jak wygląda Twój dzień?

O której pracujesz?

Z kim jesteś?

Ile masz czasu dla siebie?

Jak wygląda Twoja przestrzeń?


2. Jak wygląda mój idealny dzień pracy?

Wyobraź sobie zwykły wtorek.

Nie dzień sukcesu.

Nie konferencję.

Nie premierę produktu.

Zwykły wtorek.

Co robisz?

Ile pracujesz?

Z kim?

Nad czym?


3. Czego chcę więcej?

Wypisz wszystko.

Na przykład:

  • pieniędzy,
  • czasu,
  • spokoju,
  • klientów,
  • podróży,
  • kreatywności,
  • ludzi,
  • niezależności,
  • rozwoju.

4. Czego chcę mniej?

To pytanie jest równie ważne.

Może:

  • mniej social mediów,
  • mniej stresu,
  • mniej pracy administracyjnej,
  • mniej produkcji,
  • mniej spotkań,
  • mniej zależności od innych,
  • mniej chaosu.

5. Czego nie jestem gotowa poświęcić?

To jest Twoja lista nienegocjowalnych elementów sukcesu.

Może to być:

  • czas z rodziną,
  • zdrowy rytm pracy,
  • twórczość,
  • weekendy,
  • niezależność,
  • podróże,
  • własna pracownia.

Warto znać tę listę zanim zaczniesz skalować biznes.


A teraz przełomowe pytanie

Kiedy już masz swoją definicję sukcesu, zapytaj:

Czy mój obecny biznes prowadzi mnie właśnie tam?

Nie:

„Czy mój biznes wygląda profesjonalnie?”

Nie:

„Czy mam wystarczająco dużo obserwujących?”

Nie:

„Czy robię tyle co moja konkurencja?”

Tylko:

„Czy sposób, w jaki prowadzę firmę, przybliża mnie do życia, które uznaję za sukces?”


Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to nie musi oznaczać porażki

Może oznaczać po prostu, że Twoja strategia nie pasuje do Twojego celu.

To bardzo cenna informacja.

Może potrzebujesz:

  • zmienić ofertę,
  • podnieść ceny,
  • ograniczyć liczbę produktów,
  • zacząć delegować,
  • przestać robić coś, co nie działa,
  • zmienić sposób sprzedaży,
  • zbudować dodatkowe źródło przychodu,
  • uporządkować czas pracy.

I tutaj dopiero zaczyna się właściwa praca biznesowa.

Bo strategia powinna być podporządkowana Twojej definicji sukcesu, a nie odwrotnie.


Nie pożyczaj cudzej definicji sukcesu

To chyba najważniejsza myśl z tego materiału.

Możesz inspirować się innymi przedsiębiorczyniami.

Możesz słuchać podcastów.

Możesz uczestniczyć w konferencjach.

Możesz kupować kursy.

Możesz obserwować konkurencję.

Ale potraktuj to wszystko jako materiał do własnych przemyśleń.

Nie jako instrukcję:

„Tak właśnie powinnam żyć.”

Właśnie dlatego w materiałach przygotowujących do HBS 2025 zachęcam uczestniczki, żeby przy każdej poznanej definicji sukcesu sprawdzały:

„Czy ja też tak mam?”

albo:

„Nie. Ja mam zupełnie inaczej.”

Obie odpowiedzi są wartościowe.

Bo obie pomagają Ci zobaczyć Twoją własną definicję.


Sukces handmade nie kończy się na koncie bankowym

Oczywiście — pieniądze są częścią biznesu.

Nie chcę tego romantyzować.

Jeżeli biznes nie generuje wystarczających przychodów, trzeba przyjrzeć się:

  • cenom,
  • ofercie,
  • sprzedaży,
  • klientom,
  • kosztom,
  • marży,
  • strategii.

Ale kiedy już te elementy zaczynasz porządkować, pojawia się ważniejsze pytanie:

Po co właściwie chcę te pieniądze zarabiać?

Bo być może odpowiedź brzmi:

„Chcę kupić sobie czas.”

Albo:

„Chcę mieć wybór.”

Albo:

„Chcę tworzyć bez ciągłego lęku o pieniądze.”

Albo:

„Chcę utrzymać siebie i rodzinę z czegoś, co naprawdę kocham.”

Albo:

„Chcę zbudować firmę, która będzie większa ode mnie.”

Każda z tych odpowiedzi prowadzi do innego modelu biznesowego.


Twoja definicja może się zmieniać

I jeszcze jedno.

Nie musisz napisać swojej definicji sukcesu raz na zawsze.

Możesz mieć inną definicję w wieku 30 lat.

Inną, kiedy masz małe dzieci.

Inną, kiedy dzieci dorastają.

Inną po zmianie pracy.

Inną po przeprowadzce.

Inną po chorobie.

Inną po sukcesie.

Inną po kryzysie.

Życie się zmienia.

Twój biznes może zmieniać się razem z nim.

Dlatego warto wracać do tego ćwiczenia.

Nie po to, żeby znaleźć jedną idealną odpowiedź.

Tylko po to, żeby sprawdzać:

„Czy nadal buduję to, czego naprawdę chcę?”


Sukces, który jest naprawdę Twój

Może dla Ciebie sukces oznacza sześć zer.

Może własną pracownię.

Może międzynarodową markę.

Może pełny kalendarz warsztatów.

Może książkę.

Może zespół.

Może spokojne życie bez ciągłego patrzenia na telefon.

Może dzierganie na plaży.

Może czas na ludzi, których kochasz.

Może wszystko naraz.

Nie ma jednej poprawnej odpowiedzi.

Jest tylko pytanie:

Czy to jest naprawdę Twoja odpowiedź?

Bo sukces handmade nie musi być sukcesem, który ktoś Ci sprzedał.

Możesz go zaprojektować sama.

Możesz go ulepić, wydziergać, wyhaftować, zbudować.

Własnymi rękami. Na własnych zasadach.

I dopiero wtedy zaczyna naprawdę znaczyć coś dla Ciebie.


Chcesz pogłębić ten temat?

Ten materiał jest częścią serii „Sukces Handmade” przygotowującej do Handmade Business Summit 2025.

Jeżeli chcesz zobaczyć, jak tę ideę rozwijam szerzej i jak wygląda moja własna definicja sukcesu, możesz obejrzeć również pełne nagranie wideo.

A jeśli chcesz wejść głębiej w biznesową stronę budowania własnego modelu działania, przejdź do:

—> HANDMADE BIZ SUMMIT

6 września 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2025/04/HBS2025-kwadrat-na-www.jpg 1080 1080 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-09-06 12:25:392026-08-25 09:01:41Jak zdefiniować sukces na własnych warunkach? Biznes handmade bez cudzej miary
Strona 2 z 22‹1234›»

SPRAWDŹ NASZ KALENDARZ:

Zobacz najbliższe wydarzenia

Ostatnie wpisy

  • Warsztaty robienia świec w Poznaniu:OPLOTKI
  • Warsztaty witrażu w Poznaniu: rękodzieło | OPLOTKI
  • Jak wrócić do biznesu po przerwie? Nie zaczynaj od zera
  • Nie bój się niszy w rękodziele. Węższa grupa klientek może oznaczać większą sprzedaż
  • Jak rozwijać biznes handmade krok po kroku? Od hobby do skalowania

Sprawdź ulubione produkty naszej społeczności. Kliknij grafikę, aby dowiedzieć się więcej:

© Oplotki.pl 2021 | pomoc@oplotki.pl| agnieszka@oplotki.pl | Newsletter | Polityka Prywatności | Regulamin Sklepu Oplotki
Strona używa plików cookie. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na zapisywanie plików cookie na urządzeniu (dysku) użytkownika.
 

Scroll to top Scroll to top Scroll to top