Tag Archive for: #handmade

Jak to się wszystko zaczęło…

Zaproszenie do świata O-plotek, czyli twórczych rozmów przy rękodziele.

Marzysz, gonisz, choć nie wiesz za czym. Może próbujesz być tu i teraz? Próbujesz pogodzić pracę, rodzinę i czas dla siebie?

Nie jesteś sama!

Dezorientacja, światła tira z naprzeciwka i cichutki oddech córki na tylnym foteliku. Strach, wielki strach… Szydełko!? Włóczka?! Maszyna do szycia i babcia ?! Oddech ulgi…

Ale po kolei…

Całe świadome życie chciałam urządzać przestrzeń wokół. Od małego sklejałam szafki do domku z klocków Lego dla lalek i przeszywałam ich maleńkie pościele na babcinej maszynie. To chyba te szydełka, druty, malowanie, rzeźbienie i ten ciągły głód twórczy zaprowadziły mnie na architekturę na poznańskiej polibudzie, a później na Technische Universität Berlin. Marzenie się spełniło, po kilku latach zdobywania doświadczenia zawodowego otworzyłam własną działalność.

Nie było dla mnie granic

Do czasu.

Jeszcze w zaawansowanej ciąży ogarniałam palące kwestie detali budowlanych. Pani magrister inżynier architekt. Właścicielka wymarzonego studio wnętrz i kubatur…Już z zachustowaną córką biegałam wokół klienta. Takie realizacje wnętrzarskie to praca, o której zawsze marzyłam – CAŁA JA.

To poczucie, że mogę wszystko.

I ściana, a raczej sufit

Jeszcze nie wiedziałam, że jestem w drugiej ciąży. Superbezproblemowa córka towarzyszyła mi w rytuale pobudki o 5 rano i w czasie stukilometrowej drogi do babci. Sama musiałam dojechać do Człuchowa, gdzie całymi dniami pracowałam nad koncepcją wnętrza biura dużej firmy produkującej zasieki do statków pirackich (poważnie).

Kiedy pewnego dnia półprzytomna ze zmęczenia odbierałam ją od mojej mamy i wsiadałam do auta, jeszcze nie wiedziałam, że za chwilę coś pęknie.

Pamiętam tylko te kilometry i minuty za kółkiem ciągnące się w nieskończoność. Ta świadomość, że zera na koncie wynagrodzą nieprzespane noce…

I ten dźwięk

Dźwięk drący się na mnie i wyrywający z półsnu, który mógł kosztować życie nie tylko moje, ale i dwójki moich maluszków (Lenka śpiąca w najlepsze w foteliku na tylnym siedzeniu nie wiedziała jeszcze, że niedługo zostanie starszą siostrą).

Zawsze sceptycznie podchodziłam do stwierdzeń, że w ostatnim momencie widzimy całe swoje życie w ułamku sekundy.

Do dziś nie wiem dlaczego, ale dobrze pamiętam, że zobaczyłam szydełko, wełnę, maszynę do szycia i skrawki najcieplejszych, najbardziej mięciutkich wspomnień powyrywanych z kontekstu. Popisowy poślizg, który jakimś cudem skończył się na poboczu, a nie wśród tysiąca kawałków karoserii, szkła i ciał, tak mnie otrzeźwił, że błyskawicznie wróciłam do domu. Wyparłam mgliste wizje i całe zajście z pamięci. I choć starałam się z całych sił funkcjonować jak gdyby nigdy nic, to…

Nic już nie było takie samo

Mąż, obok którego pół śpiąc, pół czuwając, rozmyślałam tamtej nocy, malutka Lenka książkowo przesypiająca kolejne godziny w swoim łóżeczku i PRACA – to spełnienie marzenia o samorealizacji, rozbijaniu szklanych sufitów, pokonywaniu samej siebie.

Ja i moja ambicja, która o mało mnie nie zabiła. Sam na sam, całą noc.

Wtedy podjęłam decyzję.

Dość.

Choć moment był idealny, bo właśnie kończyłam koncepcję wnętrza i miałam negocjować warunki nadzoru nad wykonaniem (nie wyobrażałam sobie tak po prostu zostawić klienta mojego studio architektury na lodzie, ale zażądanie kosmicznej stawki za dalszą współpracę zdawało się rozwiązywać problem), okazało się, że niektórzy nie rozumieją słowa „nie”. Kiedy odmówiłam dalszej współpracy, klient popisowo nie zapłacił za ponad roczną pracę nad koncepcją. Prawdopodobnie właśnie teraz odwoływałabym się do trzeciej instancji, gdyby nie to, że… zrezygnowałam z pozwu.

Zdaniem radcy spokojnie wygrałabym sprawę. Niestety firmę z wielomilionowym budżetem stać było na odwoływanie się w nieskończoność, a mnie – jako przedsiębiorczyni na ciążowym L4 – nie stać było nawet na dwie godziny na nogach (jeżeli dopadły Cię „uroki” pierwszego trymestru ciąży, wiesz, o czym mówię).

Mogłabym teraz narzekać

Mogłabym narzekać na tego klienta i na ZUS, który nie palił się do wypłaty należności z L4 (no bo przecież Urząd Skarbowy cofnął nierozliczoną fakturę felernego klienta i zawsze znalazł powód do kolejnego wezwania, kontroli, pilnego pisma, które muszę dostarczyć, by odblokować świadczenia). Mogłabym pomarudzić, że standard życia spadł na łeb na szyję, a (śmiesznie małe, które wcześniej uważałam za ogromne)  problemy zamieniły się w te bardziej dotkliwe.

Jednak córcia, która łaknęła mojej uwagi, i maleńki synek, który rósł pod sercem, dały mi poczucie, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

No i pewnie mogłabym zakończyć happy endem, ale wiesz co?

Ta opowieść o wyboistej drodze do spełniania marzeń dopiero TU (w miejscu pozornego upadku) się zaczyna…

Brudna podłoga, kaszka na blacie, rozdziobany banan na stoliku, góra garów, pranie, prasowanie, warstwa kurzu na laptopie, dźwięk klocków i tych przeklętych zabawek na baterię (taka praktyczna rada: jeśli planujesz skatować znajomych, którzy dorobili się potomka – daj ich skarbuniowi w prezencie coś, co generuje dźwięk podczas zabawy), a w tym wszystkim…

Odprężona, wyklęta przez perfekcyjne panie domu, szydełkująca pufki do dziecięcego pokoju, przyspawana do podcastów mama.

To był ten moment, w którym zrozumiałam, dlaczego instarzeczywistość macierzyńskich kosmosów jest taka idealna… Sama wybierałam kadry tak, aby skrzętnie ukrywały bajzel, jednocześnie dyskretnie ilustrując instapledy i modne gadżety (którymi zresztą nikt się nie bawił…).

Poddałam się – kto próbował odpalić komputer przy dwójce dzieci, wie, o czym mówię. Tak! Myślałam, że oszaleję!

Ale żeby nie było, że jestem jakimś potworem

Świadomie podjęłam decyzję, że pierwszą placówką moich dzieci będzie przedszkole. Mąż w korpo, dziadkowie ponad 100 km od Poznania, a ja w środku tego całego bajzlu…

Ale chwilunię, przerwa na reklamę

Święta, Wigilia, porządek.

Wszyscy ucacani aż do bólu.

I nagle moja babcia mówi:

„Chcesz te wszystkie sznurki, włóczki, szmatki i druty? Bo szafy sprzątam”.

(Babcia właśnie zakupiła magiczną kołdrę na prezentacji, na którą po cichaczu wyrwała się z domu).

No PEWNIE, że chcę!

I zaczęłam skrzętnie pakować te skarby dziecięcych wspomnień do walizki. Tym razem nie zostało w bagażu dużo miejsca na słoiczki z resztkami obiadu 😉

Tak  właśnie w styczniu 2016 roku babcina scheda ruszyła na podbój Poznania.

Nieświadoma niczego babcia pchnęła mnie w objęcia kobiecej przedsiębiorczości.

Misja inspirowania i motywowania rękodzielniczych talentów do wyjścia z ukrycia nabierała coraz bardziej realnych kształtów.

Łapanie oddechu od zabieganej codzienności przy twórczym tu i teraz.

Zawsze lubiłam pomajsterkować

Kiedy dużo pracowałam, oczywiście nie miałam na to czasu. Ale gdy szydełkowe dodatki wnętrzarskie zaczęły osiągać dziwacznie wygórowane ceny, a ja z zabieganej pani inżynier architekt stałam się bezglutenowo-bezcukrowo-bezstresową-instamamą, znalazłam czas, żeby uczyć mojego patentu na rękodzielniczy biznes inne kobiety.

Odkryłam, jak dużo mam szyje, szydełkuje, filcuje, zaplata, składa, wybija, obrabia i wycina! Zauważyłam, że magia pracowitych dłoni kobiet (i panów też!) pozostaje na zawsze nieodkryta w zakurzonych szufladach i na strychach.

Ty też się ukrywasz w rękodzielniczym podziemiu?

Daj się odnaleźć! Napisz do mnie!

Jasne, kiedy w 2016 ponownie odkryłam artefakty dzieciństwa, nie przypuszczałam, że to szydełkowanie sprawi, że w 2018 będę pracować w zespole niesamowitych, kreatywnych ciepłych ludzi, których z powodzeniem mogę nazwać najbliższymi przyjaciółmi.

Na początku niewinnie, bo zaczęło się od zapraszania koleżanek po fachu (architektura- projekty kubatur i wnętrz), które wpadały po pracy, żeby poszydełkować i odkleić się od ekranów. Marzyłam, żeby znów być wśród ludzi i rozmawiać o czymś innym niż bezglutenowe diety i modne ciuszki dla dzieciaków.

I tak zaglądały koleżanki, później koleżanki koleżanek, koleżanki koleżanek koleżanek… Aż w pewnym momencie mój mąż, który po 8 godzinach pracy w korpo ogarniał dwójkę łobuzów w malutkim pokoiku (w tym samym czasie, gdy my – przy szydełku i napoju niekoniecznie niskoprocentowym – uskuteczniałyśmy szydełkoterapię w salonie), powiedział DOŚĆ.

I znowu…

Tutaj historia mogłaby się zakończyć

Ale przecież fakt, że przegonił te nasze rękodzielnicze sabaty, stał się kolejnym potwierdzeniem zasady, że co Cię nie zabije, to cię wzmocni.

Wychodzę do pracy!

Wyśpiewałam pewnego dnia do męża, całując dzieciaki.

Zamykając drzwi, uśmiechnęłam się do siebie, bo czekały mnie 3 godziny szydełkowania przy kawie i ciachu, w fajnej poznańskiej knajpce, z nowymi kursantkami. Trzy godziny pełne nowych opowieści, wspomnień, pomysłów. Bardzo często efektem szydełkowego spotkania była nowa współpraca lub twórczy artefakt w punkcie styku naszych dziedzin rękodzieła. A także refleksja i – jakże cenna – konstruktywna krytyka.

Okazało się, że sklecony naprędce fanpage (który działa z resztą do dziś!), który dawał możliwość organizowania spotkań, był świetnym narzędziem do skrzykiwania szydełkowych narad.

Przychodziły mistrzynie szycia, filcujące czarodziejki i osoby, które odkładały chwile rękodzielniczych wspomnień na wieczne potem.

Pojawiło się wtedy u mnie nieśmiałe, przyziemne marzenie, żeby nie dokładać tyle z domowego budżetu do  swojego hobby… Bo jednak szydełka, sznurki i coraz częstsze wypady na miasto mocno obciążały rodzinne zasoby.

Jak to powiada koleżanka…

„Jeżeli masz marzenie, poszukaj wróżki”

Tak też zrobiłam.

Moją wróżką okazała się Dominika z zaprzyjaźnionego sklepu ze sznurkami, która jako pierwsza udzieliła sporego rabatu na materiały i pomagała w promocji warsztatów. Cieszyłam się jak dziecko, kiedy pojawiały się lajki na oficjalnym fanpage’u, a wydarzenia docierały do nieznajomych. Każdy z warsztatów był przygodą, spotkaniem z nowymi, fascynującymi ludźmi (najczęściej również rękodzielnikami, choć pracującymi w innych technikach).

Oh, gdybym wtedy jeszcze potrafiła wyceniać swoje prace!

Zaniżanie cen było normą.

PS Dlatego polecam nie popełniać mojego błędu i uzbroić się w porcję wiedzy: kliknij po e-book o wycenie rękodzieła

lub skorzystaj z kursu, w którym zebrałam całą moją dotychczasową wiedze i doświadczenie w temacie wyceny handmade.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, co dokładnie mam zrobić, ale czułam, że nie mogę stracić kontaktu z tymi wspaniałymi ludźmi.

Tymczasem marzenia powoli dopadała brutalna rzeczywistość. Budżet domowy przy dwójce małych dzieci nie bardzo sprzyja ryzykownym przedsięwzięciom biznesowym. Dotarło do mnie, że powoli i nieuchronnie wracam do tego, co płaciło rachunki w czym leżą odłogiem moje kompetencje i udokumentowane wykształcenie…

Architektura mnie dopadła

…choć nie miała już oblicza zarwanych nocy i niekończących się telefonów z budowy…

ta nowa…miała spokojną twarz rozmarzonych mam i rozbawionych bobasów…

Chyba każdy rodzic przerabiał dziecio-zajęcia. Dla niedzieciatych dodam, że niezależnie, czy wybierasz basen, umuzykanianie, usportowianie, śpiewy, tańce …i tak zaczynasz, jak na zbiorowej terapii…”Cześć jestem Agnieszka i jestem Architektką”…

Początkowo zawile wyłuszczałam, że tak, wnętrza też, ale głównie to takie duże kubatury, budynki, które stawiamy w całym zespole branżystów, że nie tylko ja, ale konstruktor, elektryk, grafik, pan od instalacji i pani od papierów w urzędzie…aż w końcu odpuściłam…i mnie olśniło!

Wnętrza!

Przecież to właśnie wnętrza dają bezpośredni kontakt z klientem, pozwalają zminimalizować zespół branżystów potrzebnych do realizacji projektu …a na dodatek to właśnie projekty wnętrz pozwalają na użycie rękodzieła dla podkreślenia unikalności każdego z nich!.

I BINGO!

Wszystkie elementy układanki w końcu wskoczyły na swoje miejsce!

Praca z ludźmi, rękodzieło i architektura. Na raz. W jednym miejscu wszystko, co kocham.

To nie może się nie udać!

Pozostało tylko sensownie to wszystko poukładać no i dozgonne źródło spełnienia zawodowego, rodzinnego i społecznego…no i źródło utrzymania… leżało u stóp.

Zrozumiałam, że mogę pomagać poznanym podczas warsztatów rękodzielnikom. Zapraszając ich do współpracy przy projektach wnętrz, pozwalam im zarobić na tym, co kochają robić, a sama wzmacniam autorytet architekta, który specjalizuje się w rękodziele dla wnętrz. Szybko odkryłam, że wielu z moich klientów nawet jeżeli nie dysponuje wystarczającym budżetem, ma do dyspozycji dobro jeszcze bardziej luksusowe – czas – dlatego spokojnie może – jeżeli nie KUPIĆ, to ZROBIĆ oryginalne dodatki do swoich wnętrz.

Lniana pościel z ręcznym haftem nie musi kosztować majątku, jeżeli samodzielnie ją wykonasz, ale potrzebujesz niezbędnego know-how.

Tak!… ale…

Nawet, kiedy już dokładnie wiedziałam, co robić…nie było to takie łatwe. Z mgr inżynier trzeba było nagle stać się sprzedawcą, marketingowcem, PR-owcem, strategiem biznesu i specem od rekrutacji i księgową w jednym. Można nie udźwignąć presji. Jeżeli też startujesz, masz wrażenie, że ciągniesz milion „srok za ogon” …a i tak (o dziwo) stoisz w miejscu… zwierzę Ci się…. też TAM byłam. Pracowałam ponad siły, wydzierałam każdą chwilę, aby douczyć się tego i tamtego, ochoczo wdrażałam w życie nową wiedzę…ale ciągle miałam wrażenie, że jakoś „za wolno” to wszystko idzie…miałam poczucie, że w tym tempie stracę kilka lat na coś co, można (moooocno wierzyłam, że się da) ogarnąć szybciej. Nie miałam tylko pojęcia, jak.

Pomoc. W pierwszym odruchu miałam poczucie porażki. No jak?! Ja?! Taka wszechwiedząca prymuska?!? MAM niby słuchać rad ?! Przecież to ja znam mój biznes najlepiej….Oj, jak dobrze, że trafiłam na fachowca! Skorzystałam ze wsparcia Sigrun (i zresztą korzystam do dziś!) – mentorki biznesowej w programie SOMBA  od tego czasu seria przełomów, zarówno w mojej głowie, jak i w moim biznesie, dała mi poczucie dobrze wykorzystanego czasu i potencjału.

I tak ruszyła cała lawina działań w ramach marki OPLOTKI

W bezpłatnej grupie facebookowej, zaczęłam się dzielić swoją wiedzą i zaczęłam aktywnie szukać partnerów do prowadzenia warsztatów i ewentualnych wykonawców zaprojektowanych dla indywidualnych wnętrz dodatków. I tak OPLOTKI coraz bardziej kompleksowo zaczęły dotrzymywać obietnicy „rękodzieła dla wnętrz” , a ja coraz pewniej zaczęłam tytułować się „specem od handmade-owych wnętrzarskich zadań specjalnych”.

Z doświadczenia zespołowej pracy nad dużymi kubaturami przeniosłam mechanizm, który w skrócie można podsumować…

„Jak masz w tym interes, to bardziej się starasz.”

Całkiem praktycznie podeszłam do budowania zespołu. W Oplotkach każdy pracuje na siebie. Czy to rękodzielnik, który zarabia na swoich pracach, czy fotograf, który korzysta z naszych ręcznie dzierganych pufek i kocy podczas swoich sesji, czy koledzy „po fachu” szukający oryginalnej „wisienki na torcie” swojej koncepcji wnętrzarskiej.

Dlaczego namawiam zaprzyjaźnionych rękodzielników, żeby zarabiali na rękodziele?

Bo OPLOTKI to wielka wizja i nie dam rady zrealizować jej sama.

Nie lada wyzwanie! Jak tu nie zaszufladkować się jako ekspertka (ach te modne dziwne słowa) ekspertka od szydełkowego biznesu, a jednak odnieść dostateczny sukces, aby móc inspirować innych rękodzielników?

Jak namówić ich, by nie konkurowali ceną, ale jakością, unikatem, handmade luksusem 2.0? Odpowiedź była jedna…

Dać przykład

Jeżeli wśród twoich znajomych ktoś chowa prace do szuflady, podziękuje ci za ten tekst. A szczególnie ostatnią jego część.

Podziel się i udostępnij ten wpis blogowy! Skopiuj link i wyślij jednej osobie! Pomnożysz (rękodzieło) dzieląc (się)!

Wiem, rękodzieło, na dodatek w Polsce, nie jawi się jako najbardziej dochodowa branża ale istnieje co najmniej kilka sposobów aby zarabiać i móc rozwijać się w tej dziedzinie. Dlaczego chcę ci zdradzić te sposoby choć odkrywałam je kosztowną metodą prób i błędów długimi latami?

Nie, nie oszalałam! Mam w tym interes

Szukam kolejnych twórców dla naszej społeczności Oplotki.

Z całą energią dzielię się zapałem i doświadczeniem w sprzedaży produktów i warsztatów rękodzieła. Pomagam zakładać handmadowe fanpage, strony, sklepy i pracownie. Podrzucam modele biznesowe, które sprawdziły się u mnie lub u innych partnerów.

Zainteresowanie przerasta moje oczekiwania, więc poszłam za ciosem.

Zapraszam kolejne osoby do współpracy przy prowadzeniu warsztatów i współtworzenie społeczności OPLOTKI. Z każdym dniem utwierdzam się w poczuciu misji. Misji szerzenia pozytywnego przekazu najcenniejszych dla mnie wartości, które niesie rękodzieło.

Wspólnota, zrozumienie, poszanowanie tradycji i jej uwspółcześnione reinterpretacje, wylogowanie z tempa codzienności przy mindfulnesowej praktyce rękodzieła pozwalającej odreagować tempo dzisiejszego świata,  łączenie ponad podziałami wieku, płci, pochodzenia…

Twórczy upcycling, recycling, idea slow-fashion w miejsce szalonego konsumpcjonizmu…lokalne łańcuchy dostaw i wspieranie portfelem rodzimych marek rzemieślniczych, zaopatrzeniowych, usługowych…

Mogłabym wymieniać bez końca, ale napiszę tylko, że w końcu odważyłam się wejść w buty liderki tego OPLOTKOWEGO ruchu, z dniem, kiedy ruszyła, po raz pierwszy  AKADEMIA RĘKODZIELNIKA (tutaj aktualne szczegóły programu).

Aktualnie, jest już Youtube, Facebook, Instagram, strona internetowa, Tik-Tok, E-sklep, kilka lokalizacji warsztatów stacjonarnych i podcast – wszystkie pod marką OPLOTKI

Na pytanie jak to ogarniam podpowiadam – zespół!

Po drodze spotkałam świetne pomocniczki dlatego opowiem Ci, dlaczego Oplotki to taki nasz mini inkubator i trampolina do samodzielnego rękodzielniczego biznesu.

Każdy pracuje tutaj dla siebie

Nie zatrudniam na cieplutki etat, ale wspieram w przedsiębiorczości, bo sama od 2012 każdego dnia walczę o przetrwanie w dżungli ZUS-u, urzędu skarbowego, opłat, rachunków, kosztów, marży, szkoleń i czasem długich miesięcy pod kreską. Wiem, że nic nie motywuje bardziej, niż sam rozwój i to magiczne poczucie sprawczości.

Wiem, że nie jesteśmy dla siebie konkurencją, wręcz odwrotnie!

Sama chętnie kupuję haft, bo choć znam podstawy to jednak moją mocną stroną jest zaplatanie. Dzięki takiej formie współpracy, często łączymy techniki, a nowe projekty pączkują w przyjaznej atmosferze przy kawie i ciachu. Nie rzucamy się na głęboką wodę. Większość z nas pracuje na etacie, co zapewnia zaplecze środków na mądry rozwój rękodzielniczej działalności, ale po jakimś czasie coraz więcej z Nas robi ten wielki krok – zakłada własną firmę.

Dlaczego nazywam Oplotki rękodzielniczym inkubatorem?

Pozwalam korzystać z naszej marki, aby przetestować produkt lub usługę ZANIM zainwestujesz w logo, stronę, sklep internetowy czy lokal. Dobrze pamiętam, że zanim udało mi się sprzedać pierwszy szydełkowy dywan, czekała mnie przeprawa przez znalezienie nazwy, logo, fanpage, był abonament i kosztowny regulamin sklepu, polityka prywatności i legendarne RODO – cała masa formalności bez których transakcja nie mogła być zawarta. Nie wspominając już o zakładaniu działalności gospodarczej. Wszystko to ZAMIAST pracować w skupieniu nad meritum czyli twórczym rękodziełem. To dlatego pomagam Ci NAJPIERW zarabiać, testując swój pomysł na produkt/usługę/warsztat przy wsparciu OPLOTKI. Wiem, że jeżeli masz ofertę, która obroni się w gąszczu internetu, to cała reszta już pójdzie z górki.

Dlaczego więc dzielę się wiedzą i doświadczeniem?

Ja już tam byłam i wiem, że jeżeli masz świetny produkt, to szkoda twojego czasu na zbędne detale – jest za to kilka kluczowych obszarów na których trzeba się skupić, by Twoja inicjatywa stała się biznesem generującym dochód.

No dobra, a jak to się dzieje w praktyce?

Ciągle jeszcze najkrótsza droga to pisać bezpośrednio do mnie.

Nasza rozmowa to wspólne opracowywanie dróg rozwoju twojej działalności w ramach ekosystemu Oplotki. Jeżeli, jak ja, uwielbiasz kontakt z ludźmi prawdopodobnie wybierzesz prowadzenie warsztatów, jeżeli preferujesz ciszę misternych ruchów, wtedy skupimy się na sprzedaży twoich prac.

To zaledwie 2 najpopularniejsze drogi, ale jest ich o wiele, wieeeeele więcej.

Co ja z tego mam?

Świetną grupę rękodzielników, markę która wspiera mnie w pracy architekta wnętrz i pozwala w mgnieniu oka kontaktować moich klientów z najlepszymi wykonawcami. I bezcenne poczucie, że zostawiam ten świat odrobinę bardziej uśmiechniętym i kreatywnym dla mojej trójki dzieci, które patrzą i uczą się świata przedsiębiorczości podglądając mnie na co dzień.

No i oczywiście ciągłą praktykę!

Certyfikuję się na potęgę, wiecznie rozwijam i kształcę i dzięki pracy z Tobą, mogę się tymi umiejętnościami nieustannie dzielić.

Certyfikacja ICF jako coach, seria certyfikacji jako mentorka finansowa, niezliczone kursy.

Agnieszka Gaczkowska – Certificate

Agnieszka Gaczkowska – Certificate

Wszystko, by wspierać Cię jeszcze skuteczniej!

Czujesz, że to coś dla Ciebie?

pisz, opowiedz swoją historię, pomysł na biznes, bym mogła doradzić, co dalej: agnieszka@oplotki.pl

lub wskakuj do OPLOTKOWEGO ŚWIATA po wsparcie on-line!

A więcej szczegółów z mojej osobistej historii tworzenia marki OPLOTKI od zera aż do eksplozji sukcesu w dobie covidowej pandemii – znajdziesz w  w OPLOTKOWEJ książce!

Warsztaty rękodzieła – jak to zrobić 

„O-plotki to plotki przy oplataniu…” – tak tłumaczę wszystkim, skąd wzięła się nazwa tego rękodzielniczego ekosystemu wzrostu. Jak się domyślasz, początek działalności to właśnie takie twórcze spotkania przy rękodziele, to wlaśnie warsztaty rękodzieła.

Jako że już od dłuższego czasu niezmienna formuła takich spotkań po prostu się sprawdza, postanowiłam podzielić się tym patentem na udane warsztaty rękodzieła.

Posłuchaj podcastu: Jak zorganizować warsztaty rekodzieła? Od czego zacząć?

Kilka fundamentów pod dobre warsztaty rękodzieła

Wydawać by się mogło, że przeprowadzenie spotkania, którego celem jest przekazanie wiedzy z zakresu np. nauki podstawowych splotów szydełkowych bądź wykonania ceramicznego kubka to rzecz oczywista. Ale im dłużej zaczynamy się nad tym zastanawiać, im bardziej „fachowo” chcemy podejść do tematu, tym więcej pytań pojawia się po drodze. Dlatego wszystko to, co przychodzi mi do głowy na temat prowadzenia warsztatów rękodzieła, ułożyłam w tematyczne bloki.

Grafika zachęcająca do przeczytania wpsiu blogowego. Napis: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła i zdjęcie różnych przedmiotów wykonanych szydełkiem

Jeszcze jedna notka warta wspomnienia…

Moje doświadczenie zbudowałam na podstawie kilku lat prowadzenia warsztatów z zakresu podstaw szydełkowania, dlatego jeżeli tworzysz w innej technice, warto przefiltrować te informacje i spojrzeć na nie pod kątem specyfiki danej dziedziny rękodzieła.

Grafika zachęcająca do przeczytania wpsiu blogowego. Napis: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła i zdjęcie malujących dzieci

Cel Twoich warsztatów

Zanim ruszysz na podbój social mediów, by promować swoje warsztaty rękodzieła, i zanim zaprosisz pierwszych uczestników, zastanów się, co jest celem takiego spotkania.

Czy chodzi o miłe spędzenie wspólnego czasu wolnego (bo np. pracujesz na etacie i szukasz rozrywki, poszerzenia grona znajomych lub po prostu miłej odmiany), czy może celem warsztatów jest zbudowanie stabilnego dochodu z Twojej działalności rękodzielniczej?

A może jest to jednorazowe wydarzenie charytatywne np. dla WOŚP lub akcji „Tęczowy Kocyk”?

Nie zaskoczę Cię, ostrzegając, że Twoja komunikacja w kierunku potencjalnych uczestników będzie zupełnie inna w każdym przypadku.

Jeżeli warsztaty rękodzieła to dla Ciebie forma regularnej działalności zarobkowej, przyda się solidne spotkanie z planowaniem miesięcznego budżetu i konkretne przyjrzenie się sposobowi, w jaki wyceniasz swoje usługi. Niestety bardzo często obserwuję twórców, którzy „dokładają” do interesu, ponieważ na samym początku nie przekalkulowali wszystkich kosztów prowadzenia warsztatów. (Pracujemy nad tym w oplotkowym kursie: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku )

Jasne komunikowanie, z czego wynika cena danego warsztatu (np. jakość materiałów, które czekają na uczestnika, Twoje doświadczenie, fakt, że działalność jest legalna i odprowadzasz podatki od swoich warsztatów), sprawia, że potencjalny uczestnik inaczej postrzega wysoką cenę, niż w przypadku, kiedy żądasz kosmicznej kwoty za towarzyskie spotkanie przy kawie.

Czas – to nie tylko same warsztaty rękodzieła

Zastanów się, jak wyceniasz swój czas. Najczęściej popełnianym błędem podczas organizacji warsztatów zarobkowych jest przeszacowanie dochodu właśnie ze względu na przeoczenie czynności związanych z warsztatem, które pochłaniają dodatkowe zasoby czasowe.

Wydawać by się mogło, że 3-4 godziny twórczego spotkania to wyczerpujący czas, ale jednak opłacalny, jeżeli odpowiednio wycenimy udział każdego z uczestników. Nic bardziej mylnego. Zauważyłam, że twórcy, z którymi rozpoczynam współpracę, najczęściej zapominają o:

a) wycenie czasu, który poświęcają na przygotowanie scenariusza warsztatu,

b) środkach potrzebnych na promocję / zebranie grupy warsztatowej,

c) zamawianiu materiałów / czekaniu na paczkę / przygotowaniu zestawów dla każdego uczestnika,

d) kwestiach księgowych (podanie danych do przelewu lub kwestia organizacji formy rezerwacji miejsc na warsztaty, obsługa zwrotów, ewentualnego odwołania warsztatu),

e) komunikacji z osobami zainteresowanymi (odpowiadanie na maile, telefony, odwołanie warsztatu lub zmiana terminu),

f) powarsztatowa obsługa uczestników (często pojawiają się dodatkowe pytania, chęć dokupienia materiału, polecanie miejsc, gdzie można zaopatrywać się w materiały itd.).

Mogłabym wymieniać bez końca, ponieważ każda technika rządzi się własnymi prawami i do powyższego zestawu dołożyć należy np. sprzątanie pracowni, wypalanie ceramiki, dojazd do wynajętej pracowni lub kafejki itd.

Każda z tych czynności sprawia, że koszty prowadzenia warsztatu rosną.

Miejsce odpowiednie pod warsztaty rękodzieła

To kolejna ważna kwestia, która często ignorowana jest przez prowadzących warsztaty. Najczęściej zakładamy, że warsztat po prostu „się odbędzie”, zapominając, jak ważne jest zaplanowanie odpowiedniej lokalizacji.
Sama przyznam, że warsztaty szydełkowania są pod tym względem mocno uprzywilejowane. Bardzo często wybieram kafejkę mieszczącą się w okolicy najczęściej wskazywanej przez nasze fanki, pytam wprost podczas warsztatów, jakie restauracje i kafeterie polecają lub po prostu lubią odwiedzać. Wystarczy, że skontaktuję się z właścicielem i zarezerwuję stolik, ustalając wcześniej konkretne warunki takiej współpracy, i właściwie nie muszę się wybitnie martwić o własną pracownię.

Są jednak techniki rękodzieła, które ze względu na przepisy sanitarne nie mają racji bytu w miejscach, gdzie podaje się jedzenie (choćby biżuteria miedziana – warsztat, podczas którego używa się odczynników chemicznych, na których obecność w restauracji czy kafejce nie może pozwolić sobie żaden rozsądny właściciel).

W takim przypadku organizator warsztatu jest w nieco trudniejszej sytuacji i musi kalkulować koszt wynajęcia sali warsztatowej bądź biura coworkingowego. Może również pomyśleć o jakiejś formie barteru lub gościnnej wizycie w zaprzyjaźnionej pracowni rękodzieła.

Tutaj warto zapamiętać, że brak własnej pracowni nie sprawia, że prowadzenie warsztatów jest niemożliwe. Pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że taka „wymuszona mobilność” może pozwolić na solidne zbadanie rynku, ZANIM podejmie się decyzję o kosztownej inwestycji lokalowej.

Materiały niezbędne do warsztatu

Przechodzimy do bardziej oczywistych aspektów, które wpływają na sposób prowadzenia, a co za tym idzie – promowania warsztatów.

Warto na samym początku określić, czy uczestnicy przychodzą z własnymi materiałami, czy to Ty je zapewniasz jako organizator. Wbrew pozorom nie jest to takie oczywiste. W dobie konkurencji ceną (niestety) i smutnego „wyścigu do dna” wielu organizatorów warsztatów sztucznie zaniża cenę, każąc później uczestnikom dokupować materiały niezbędne do skorzystania z samego warsztatu. 

O ile ta praktyka – jak się domyślasz – prowadzi donikąd, niestety ciągle jest stosowana (zwłaszcza przez osoby początkujące, które w akcie swoistej desperacji zebrania grupy uczestników uciekają się do – w ich opinii – jedynego argumentu, czyli ceny warsztatu.

Jeżeli myślisz o stabilnym dochodzie płynącym z warsztatów rękodzieła, to nie zaskoczę Cię wieścią, że taka strategia nie ma sensu. Warto jednak zadbać o to, aby jasno komunikować, jakie materiały zostaną na takim warsztacie zapewnione, a które będzie można na przykład dokupić na zapas, jeżeli ktoś będzie zainteresowany.

Warto jasno określić, czy jakiekolwiek materiały mogą podlegać modyfikacji lub czy uczestnik ma prawo wyboru (np. koloru włóczki w przypadku warsztatów szydełkowania).

Warto również przygotować się na pytania o możliwość przybycia na warsztat z własnymi materiałami, nawet jeżeli jasno komunikujesz, że będą one wliczone w cenę warsztatu i zapewnione dla każdego z uczestników.

Finanse czyli o kosztach raz jeszcze

Po tym jak określisz cel warsztatów i odpowiesz sobie na pytanie, czy to forma „dorobienia” do etatu, czy może jednak plan na stałe zarobki i rozwój w zakresie danej techniki – nie zdawaj się na przeczucia. Warto solidnie zbadać rynek i sprawdzić, czy przypadkiem Twój warsztat nie jest oferowany przez innych twórców. Wtedy jedyne, co pozostaje, to sprawdzić ceny obowiązujące na rynku i zastanowić się, czy warto konkurować, czy lepiej pomyśleć o nowym scenariuszu warsztatu, innym temacie lub choćby innych godzinach przeprowadzania warsztatu.

Przemyśl, jaką wartość dajesz potencjalnym uczestnikom i dopiero na tej podstawie wyceniaj swój warsztat.

=Ale to nie koniec!=

Polecam przekalkulowanie wszystkich kosztów (o wielu pisałam w poprzednich punktach) w bezlitosnym excelu. Taki arkusz kalkulacyjny pozwoli przeliczyć wszystkie wydatki, czas i realne minimum zarobkowe, co ułatwi przełożenie wytycznych na ilość i cenę warsztatów (oraz liczbę minimum uczestników, aby taki warsztat był opłacalny).

W oplotkowym kursie: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku, znajdziesz taki specjalny kalkulator. Jest również dostępny w zestawie materiałów z Ebookiem: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła?

=Ale to jeszcze nie wszystko…=

Pamiętaj, że powyższe podstawy to zaledwie szkielet warsztatowego know-how. I nie! Nie chodzi o to, że najczęściej pomagam Ci zaprojektować takie warsztaty w najdrobniejszym szczególe podczas konsultacji indywidualnych lub pracujesz nad tym samodzielnie podczas epickiego kursu: Prowadź Warsztaty rękodzieła po Mistrzowsku.

Chodzi o jeszcze jeden ważny punkt, który z pewnością jesteś w stanie przepracować samodzielnie!

Na warsztat rękodzieła przyciągasz nie tylko techniką, tematem, materiałami najwyższej jakości. Przyciągasz też SOBĄ!!!

Twoja autorska metodologia, Twoja osobowość, fakt, że czujesz, że nie pracujesz poniżej Twoich oczekiwań finansowych, fakt, że warsztaty dają Ci satysfakcję – to wszystko sprawia, że uczestnicy chcą wracać, polecać Cię dalej, chwalić się w social mediach udziałem w Twoim wydarzeniu.

Pomyśl o tym zwłaszcza podczas wyceny warsztatu.

Pamiętaj, że za rok lub dwa od ukończenia warsztatu uczestnicy zapamiętają tylko emocje, wrażenia, czy im się podobało, czy też nie. Raczej nie będą pamiętać ceny warsztatu.

Zadbaj o to, aby cena była adekwatna do wartości tego doświadczenia, a wróżę Ci powodzenie w Twoim warsztatowym przedsięwzięciu.

Jeżeli temat prowadzenia warsztatów to coś, co Cię interesuje – zerknij również do tych miejsc:

Artykuły: 

Warsztaty rękodzieła dlaczego warto?

Oplotki Pop-Up pracownia rękodzieła

Jak nauczać rękodzieła na warsztatach?

Warsztaty rękodzieła dla dorosłych

Kilka słow o WarsztatOnie

10 kroków do udanego warsztatu rękodzieła

Dlaczego prowadzę warsztaty rękodzieła online i nie tylko?

Jaki temat warsztatów wybrać?

Oplotki będzie online

6 błędów, których warto uniknąć prowadząc warsztaty rękodzieła

Jak zacząć prowadzić warsztaty rękodzieła i się nie poddać

O prowadzeniu warsztatów

Podcasty:

Jeżeli czujesz, że warto dodać jeszcze jakieś informacje w tym tekście – śmiało pisz: agnieszka@oplotki.pl

Mam nadzieję, że z odwagą podejdziesz do prowadzenia warsztatów i podzielisz się Twoją rękodzielniczą wiedzą ze światem!

Jeżeli chcesz dołączyć do grona nieziemskiej ekipy rękodzielniczek prowadzących warsztaty po mistrzowsku, koniecznie wskocz na stronę kursu: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku

Jeżeli nie wiesz, czy już masz w sobie gotowość do kursu – zawsze możesz zapisać się na listę osób zainteresowanych prowadzeniem warsztatów po pro-tipy i materiały w tej tematyce:

Podglądaj też grafik warsztatów na naszej stronie:

https://oplotki.pl/warsztaty-stacjonarne/

i social mediach:

Facebook Oplotki

Instagram Oplotki

YouTube Oplotki

Linked In Oplotki

TikTok Oplotki

Pinterest Oplotki

A przede wszystkim zapisz się na oplotkowy newsletter – to w nim dzielimy się zawsze pierwszymi informacjami i przeciekami.

Będzie się działo!


Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

przeczytaj książkę

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

 

 

Obrazek tytułowy wpisu o prowadzeniu warsztatów

Zamiast długaśnego wpisu o prowadzeniu warsztatów rękodzieła – krótka ściąga z pytań, na które chcesz sobie odpowiedzieć, zanim zaczniesz prowadzić warsztaty rękodzieła. 

NARZĘDZIA I MATERIAŁY

  • Jakich narzędzi potrzebujesz i czy łatwo je transportować na miejsce warsztatu?
  • Czy każdy z uczestników potrzebuje oddzielnego zestawu narzędzi, czy mogą korzystać z kilku wspólnych?
  • Jak kosztowne są takie narzędzia?
  • Czy zainteresowani przyjdą na warsztaty rękodzieła ze swoimi materiałami (mają związane z tym nawyki, przyzwyczajenia), czy to Ty zapewniasz im odpowiednie materiały?
  • Czy materiały na warsztaty rękodzieła musisz zamawiać z dużym wyprzedzeniem, czy masz na to potrzebne środki finansowe?
  • Czy jakość materiałów jest wystarczająca, czy wpłynie na efekty pracy lub stopień opanowania danej techniki?
  • Czy uczestnicy mają wybór materiałów (np. kolor włóczki na warsztatach szydełkowania)?
  • Czy będzie możliwość dokupienia materiałów po warsztacie, aby kontynuować prace, jeżeli uczestnikom się spodoba?
  • Czy materiały potrzebują specjalnej przestrzeni albo sposobu przechowywania (czy masz je gdzie pomieścić, zanim zostaną zużyte w dniu warsztatu)?
o prowadzeniu warsztatów rękodzieła

MIEJSCE I CZAS

  • Ile przestrzeni potrzeba, aby przeprowadzić warsztaty rękodzieła (dla danej liczby uczestników)?
  • Czy potrzebny jest specjalny sprzęt (np. warsztaty makramowych kwietników wymagają odpowiednich stojaków/wieszaków i trudno je zmieścić w kafejce przy stole)?
  • Czy potrzebne są odpowiednio zabezpieczone stoły/blaty (np. warsztaty miedzianej biżuterii wymagają pracy z chemikaliami, które mogą uszkodzić delikatne powierzchnie)?
  • Ile czasu potrzeba na wykonanie danej pracy, czy uczestnicy kończą pracę na miejscu, podczas warsztatów, czy w domu?
  • Czy warsztaty rękodzieła są na tyle długie, że potrzebna jest przerwa?
o prowadzeniu warsztatów rękodzieła

BEZPIECZEŃSTWO

  • Jakie środki ostrożności będą wymagane, a jakie zapewnisz dodatkowo?
  • Czy potrzebna jest odzież/wyposażenie ochronne?
  • Czy pomieszczenie musi być w jakiś sposób wyposażone (np. gaśnice itp.)?
  • Czy uczestnicy będą potrzebowali instrukcji użycia narzędzi?
  • Czy narzędzia przeznaczone są dla uczestników w określonym wieku?
  • Czy jakaś część warsztatu jest zbyt niebezpieczna / wymaga osobistego nadzoru lub wcześniejszego przygotowania itp.?
o prowadzeniu warsztatów rękodzieła

WYMAGANE UMIEJĘTNOŚCI

  • Ile podstawowych umiejętności manualnych powinni posiadać uczestnicy warsztatów?
  • Czy warsztat jest przeznaczony dla zupełnie początkujących?
  • Czy jesteś w stanie zagwarantować, że każdy uczestnik wykona zadany temat?

I CO JESZCZE

Może się okazać, że Twoja technika wymaga dodatkowego sprzętu lub innego rodzaju przygotowania. Możliwe, że nie możesz skorzystać z gościnności np. kafejki (warsztaty szydełkowania – bez problemu, ale chemiczne wytrawianie biżuterii z miedzi – raczej nie). Spróbuj wtedy kreatywnie podejść do wyzwania. Może znajdziesz zaprzyjaźnioną pracownię rękodzieła lub odpowiednio przystosowane biuro coworkingowe?

PRZYGOTUJ PIERWSZY WARSZTAT

Jeżeli jesteś w stanie przygotować scenariusz, który jest maksymalnie prosty, nie wymaga kosztownych materiałów i wiesz, że możesz go bez większego wysiłku przetestować, to warto zacząć prowadzenie warsztatów właśnie od niego.

Podczas kolejnych warsztatów warto testować coraz bardziej zaawansowane scenariusze wymagające dedykowanych narzędzi, przestrzeni itp.

Jeżeli jesteś twórcą, który planuje prowadzenie warsztatów rękodzieła i potrzebujesz wsparcia – śmiało pisz: agnieszka@oplotki.pl

Zachęcam Cię również do przeczytania innych wpisów – odnośniki do nich znajdziesz tutaj: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła .

Jeżeli chcesz dołączyć do grona nieziemskiej ekipy rękodzielniczek prowadzących warsztaty po mistrzowsku, koniecznie wskocz na stronę kursu: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku

W 8 modułach głównych oraz bonusach zebrałam masę swoich doświadczeń, ale również tricków, które sprawdziły się na moich warsztatach oraz wiedzę na temat tego jak uczyć innych (w tym dorosłych). Materiały przyogotowane w formie nagrań video, plus nagrania audio sesji Q&A, plus workbook, który pozwoli zanotować wszystkie Twoje pomysły, uporządkować wiedzę i stanie się jednym z narzędzi do ulepszania Twoich warsztatów.

Kurs napakowany wiedzą praktyczną (choć i odrobina teorii się znajdzie ;P) – kliknij grafikę powyżej, by przejść do strony ze szczegółami – znajdziesz tam również opinie uczestniczek kursu.

Jeżeli nie wiesz, czy już masz w sobie gotowość do kursu – zawsze możesz zapisać się na listę osób zainteresowanych prowadzeniem warsztatów po pro-tipy i materiały w tej tematyce:

 

Udane warsztaty rękodzieła – o tym musisz pamiętać

Prowadzę warsztaty rękodzieła już od kilku lat i w tym czasie popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy, jakie mogłam popełnić…

Ale bez nich nie byłoby dzisiejszej świadomości, jak ważne są dla mnie te kreatywne spotkania w atmosferze twórczej rozmowy i niespiesznego manualnego tu i teraz.

Jeżeli Ty też zastanawiasz się, czy warto w takim formacie dzielić się swoją techniką, a strach przed gafą hamuje Twój zapał, ten tekst lub podcast jest dla Ciebie.

jak unikać błędów przy prowadzeniu warsztatów rękodzieła

TŁUMY NIE USTAWIAJĄ SIĘ W KOLEJCE PIERWSZEGO DNIA TWOJEJ DECYZJI

Może Cię zdziwię, ale świat nie oczekuje w zawieszeniu na Twoją decyzję o wyjściu z ukrycia, i niekoniecznie sprzyja Twoim zamierzeniom od samego początku. Należy przygotować Twoją społeczność na to, co nadchodzi.

Zanim zorganizujesz pierwszy warsztat, warto o tym mówić. I jeszcze raz mówić. Aby zebrać grupę, niewątpliwie trzeba poświęcić czas na informowanie o możliwości spotkania, jasno wyłuszczając szczegóły (np. gdzie, kiedy, na jakich zasadach).

A jeżeli nie masz społeczności? Warto zastanowić się nad sposobem docierania do osób, które będą zainteresowane Twoimi warsztatami.

WARSZTATY TO ŚWIETNA PROMOCJA

Tak, ale…

Oczywiście osobiste spotkanie z Tobą działa o niebo lepiej niż „tony” postów w social mediach, ale to nie jest „automatyczny” pewnik. Warto pamiętać, że dobre wrażenie będzie niosło się „pocztą pantoflową” jeszcze długo po samym warsztacie. Niestety, to samo dotyczy również rozczarowań i niedotrzymanych obietnic.

Warto kierować się strategią: „nie obiecuj złotej góry, ale dowieź ze trzy” (ot, takie moje hasło). W myśl tej zasady jasno opisuję, czego uczestnicy mogą się na warsztacie spodziewać. Wyłuszczam cenę, zapewnione materiały, miejsce, czas warsztatu, wspominam, że w cenę wliczony będzie poczęstunek. Podczas samego warsztatu „dowożę” razy trzy.

6 błędów, których warto unikać, prowadząc warsztaty rękodzięła

Poczęstunek – to najlepsza kawa i ciacho, jaką można znaleźć w danej okolicy (często dużo czasu poświęcam na znalezienie odpowiedniego miejsca warsztatu – w przypadku warsztatów szydełkowania są to na przykład najczęściej polecane kawiarnie).

Materiały – oprócz tych obiecanych w opisie staram się dorzucić choćby niewielki gratis. Rozumiesz, do czego zmierzam? Kieruję się zasadą „pozytywnie zaskocz”. I wiem, że dzięki temu uczestnicy zechcą podzielić się wrażeniami ze znajomymi oraz polecić im taką formę rozrywki.

I owszem, jeżeli uczestnicy warsztatu są zadowoleni ze spotkania, tym chętniej kupują lub polecają Twoje produkty, ale nie dzieje się to automatycznie. Warto wprost poprosić o polecenie, dobre słowo, recenzję lub udostępnienie.

Pamiętaj, że taka forma promocji to nie tylko koszt materiałów i moment samego spotkania. To także czas!

Czas budowania napięcia i pozytywnej atmosfery przed warsztatem, ale także i po! Nawiązuj kontakt z zainteresowanymi, zachęcaj do udziału, odpowiadaj na pytania i rozwiewaj wątpliwości, a po warsztacie podtrzymaj relację. To pozwala na otwartą komunikację z Twoją rosnącą społecznością.

SPODZIEWAJ SIĘ, ŻE KTOŚ NIE DOPISZE LUB SIĘ SPÓŹNI

Nie traktuj tego osobiście, ale spróbuj zminimalizować ilość nieobecności. Warto poinformować o wszystkich technicznych utrudnieniach dla uczestników (o ułatwieniach tym bardziej warto wspominać).

Jeżeli jesteś w stanie wskazać dogodne, bezpłatne miejsce parkingowe, podpowiedzieć, jak dojechać np. komunikacją miejską, poradzić, jak się praktycznie ubrać, aby wygodnie uczestniczyć w warsztacie, poinformować, czy w miejscu, w którym się spotykacie, będzie ciepło, czy raczej chłodno – zminimalizujesz powody, dla których coś mogłoby pójść nie tak.

ZADBAJ O PLAN B

Zakładaj najgorszy scenariusz. Pomyśl, jak jesteś w stanie ubezpieczyć się na wypadek np. braku prądu, awarii sprzętu, rozlanej na stole kawy itp.

Na pewno warto zakładać, że np. dojazd na miejsce warsztatu może zająć Ci więcej czasu niż zwykle (poznańskie korki nie raz stawiały moje plany pod znakiem zapytania i duży zapas czasu pozwalał mi uniknąć spóźnienia), właściciel kawiarni może zapomnieć o rezerwacji, a ulewny deszcz może utrudnić schludny wygląd w dniu warsztatu.

Nie daj się zaskoczyć. Przewiduj nieprzewidziane. WARTO! Nikomu nie życzę poziomu stresu, który osiągasz, kiedy uczestnicy warsztatu dzwonią do Ciebie stojącej 20 metrów od miejsca warsztatu w korku, który nie chce drgnąć.

ZRÓB PRÓBĘ

Nigdy nie testuj nowego scenariusza warsztatu na klientach (no, chyba że ich o tym poinformujesz i od początku zgodzą się na te warunki – sama czasem prowadzę takie warsztaty bezpłatnie).

Jeżeli masz możliwość, przetestuj warsztat na grupie znajomych, którzy podzielą się z Tobą opinią, co zadziałało dobrze, a z czego nie do końca byli zadowoleni.

Dokładnie prześledź, co działo się podczas takiego warsztatu, czy udało Ci się zmieścić w założonym czasie, czy wszystkie kroki były jasne, czy materiały wystarczające, a instrukcje odpowiednio czytelne.
Pytaj, analizuj i poprawiaj błędy, zanim zaprosisz regularnych uczestników na swoje warsztaty.

BĄDŹ SOBĄ!

Kilka pierwszych chwil takiego warsztatu potrafi być przerażające… Wizja niezręcznej ciszy wśród nieznajomych lub obawa przed tym, jak wypadniesz w ich oczach, potrafią spędzić sen z powiek. Wiem. Też tam byłam. I nadal jestem przed każdym z moich warsztatów, niezależnie od tego, ile już ich było.

Po prostu bądź sobą. Pamiętaj, że masz niesamowity dar, którym właśnie planujesz się podzielić. Twoja technika, twoja osobowość – to wszystko składa się na unikalną mieszankę, która sprawi, że uczestnicy warsztatu odprężą się w tej zabieganej codzienności.

Pozwól sobie na luz. To tej autentyczności oczekują uczestnicy warsztatu. Dzięki niej sami mogą się odprężyć. Pomyśl, że każda z tych osób przyszła z podobnymi obawami, a im szybciej dostrzeżesz po drugiej stronie „ludzi”, a nie tylko „klientów”, tym łatwiej będzie Ci opanować zdenerwowanie.

Jakich błędów unikać przy prowadzeniu warsztatów rękodzieła

Jeżeli jesteś twórcą, który planuje prowadzenie warsztatów rękodzieła i potrzebujesz wsparcia – śmiało pisz: agnieszka@oplotki.pl

Zachęcam Cię również do przeczytania innych wpisów – odnosniki do nich znajdziesz tutaj: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła .

Jeżeli chcesz dołączyć do grona nieziemskiej ekipy rękodzielniczek prowadzących warsztaty po mistrzowsku, koniecznie wskocz na stronę kursu: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku

W 8 modułach głównych oraz bonusach zebrałam masę swoich doświadczeń, ale również tricków, które sprawdziły się na moich warsztatach oraz wiedzę na temat tego jak uczyć innych (w tym dorosłych). Materiały przyogotowane w formie nagrań video, plus nagrania audio sesji Q&A, plus workbook, który pozwoli zanotować wszystkie Twoje pomysły, uporządkować wiedzę i stanie się jednym z narzędzi do ulepszania Twoich warsztatów.

Kurs napakowany wiedzą praktyczną (choć i odrobina teorii się znajdzie ;P) – kliknij grafikę powyżej, by przejść do strony ze szczegółami – znajdziesz tam również opinie uczestniczek kursu.

Jeżeli nie wiesz, czy już masz w sobie gotowość do kursu – zawsze możesz zapisać się na listę osób zainteresowanych prowadzeniem warsztatów po pro-tipy i materiały w tej tematyce:


Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

5 sposobów na unikalny styl makramy

5 prostych sposobów na unikalny styl makramy

Nie znałaś makramy i świat był piękny.

Dom był wolny od sznurków poutykanych w każdej szafeczce i szufladzie, a domownicy nie obrywali za podbieranie nożyczek.

Zanim zaczęłaś zaplatać na potęgę, po prostu każda makrama była niesamowita. Każda oryginalna i przepiękna.

Teraz – kiedy sama zaplatasz – z łatwością rozpoznajesz, kto tworzy własne wzory, a kto korzysta z „inspirowania się” troszeczkę więcej, niż powinien.

Sama nie chcesz „odgapiać”, ale im więcej oglądasz prac, tym bardziej w Twojej podświadomości kotłuje się myśl, że to już było, i to też, i to…

zaawansowany kwietnik makrama

Jak sprawić, żeby Twoja makrama była oryginalna?

 

Z jednej strony uwielbiasz przeglądać makramowe prace (wiem, co czujesz – sama zgromadziłam już setki inspiracji na tej dedykowanej tablicy Pinterest >>, a z drugiej…

Jeżeli jeszcze raz zobaczysz pracę identyczną do tej, którą właśnie w przypływie kreatywności zaplotłaś, to OSZALEJESZ!

Jak nabrać pewności, że nikt nie będzie w stanie podrobić Twojej pracy?

Jak sprawić, żeby Twoja praca również była oryginalna?

Jak odnaleźć swój unikalny styl makramy?

Może nie jest to metoda super odkrywcza, ale na pewno skuteczna.

Po pierwsze: dodatki!

 

Makrama to nie tylko bawełna i drewno. Wiem, znalezione nad morzem lub w lesie patyki i surowy, bawełniany sznurek to KLASYK… Ale!

Możesz zawsze (do popularnych materiałów bazowych) dodać oryginalne dodatki.

Tutaj dosłownie sky is the limit, czyli po naszemu: im dalej od makramowych sklepów z materiałami do twórczości szukasz, tym lepiej!

Wszystkie markety budowlane z bogactwem blaszek, rurek, spinek, metalowych akcesoriów i sprytnych „przydasi” to Twój pierwszy przystanek.

Oczywiście możesz wybrać wersję zero waste i splądrować garaż taty/chłopaka/męża/kumpla/partnera (no może u sąsiada nie polecam grzebać bez pozwolenia). Uwierz mi, tam znajdziesz SKARBY! Podkładki pod śrubki nie tylko stanowią oryginalne oczka i ciężarki, ale można je dodatkowo malować, zdobić, owijać sznurkiem…

W artykule Akcesoria i ozdoby do makramy skompilowałam takie mini zestawienie akcesoriów, których sama używałam, ale jestem przekonana, że to zaledwie kropla w morzu możliwości. Nie zapominajmy o ceramicznych, szklanych, tekstylnych koralikach, guzikach, piórkach, ciężarkach, figurkach, szkiełkach… I tak dalej, i tak dalej.

makramowe pióra

Po drugie: kolor!

 

Nawet najbardziej oklepany wzór nabiera drugiej młodości, jeżeli użyjesz oryginalnego koloru. Nieoczekiwane połączenia barw mogą stać się Twoją wizytówką.

Sama z wypiekami na twarzy oglądam prace TeddyandWool. Granat i wszystkie jego odcienie – nawet ten supermodny Pantone na 2020 rok – niezmiennie kierują moje myśli ku oryginalnym, ręcznie farbowanym pracom, jak ta na grafice poniżej:

zaawansowany kwietnik makrama

https://www.etsy.com/pl/listing/660210675/macrame-wall-tapestry-wall-hanging-dyed

Pocieszę Cię! Nie musisz nagle uczyć się ręcznego farbowania. Sznurki do makramy już teraz są dostępne w tak bogatych paletach kolorów, że właściwie ogranicza Cię tylko wyobraźnia. Oryginalne połączenia barw, odcieni i kontrastów mogą z powodzeniem stać się elementem Twojego unikalnego stylu. Nawet jeżeli Twoje sploty są proste, kolor może dodać pikanterii Twoim kompozycjom.

Po trzecie: faktura!

 

Jak się domyślasz – chodzi o 3D. Makrama nie należy do płaskich form. Jeden z najpopularniejszych projektów to wiszący kwietnik 3D, ale jednak wiele prac ściennych to jednak obrazy. A co, gdyby nadać im tekstury? A co, gdyby kolejne warstwy pracy nakładać na siebie, nadając całości „ciała”?

Znowu – najbardziej podstawowe sploty mogą nagle nabrać zupełnie innego wyrazu. Zwłaszcza że im więcej warstw, tym trudniej taką pracę powtórzyć, a co za tym idzie – każda staje się unikatem.

Serdecznie namawiam Cię do eksperymentowania z kolejnymi piętrami i warstwami. Gwarantuję Ci nie tylko niesamowity efekt końcowy, ale również ciekawe ćwiczenie dla wyobraźni przestrzennej.

elementy 3d w makramie

 

Po czwarte: materiał!

 

Wiem, wiem… Wątek “bawełna i drewno” już podejmowałam, ale jednak namawiam Cię do wyjścia z tego schematu ponownie. Nie tylko dodatki, ale sam materiał bazowy może być sposobem na wyróżnienie się z tłumu. Dlaczego tylko bawełna?! Zapraszam Cię do lektury wpisu Sznurki do makramy >> Tam wymieniłam te, które testowałam podczas poszukiwań nowego oblicza swoich prac dla klientów, dla których kluczowa była unikatowa forma.

Jestem pewna, że nie wyczerpałam tematu, a Ty z pewnością znajdziesz takie materiały, których ani ja, ani nikt inny jeszcze do makramy nie użył.

wełna jako dodatek do bawełny w makramie

 

Po piąte: TY!

 

Twoje makramowe prace odzwierciedlają Twoją osobowość! Dobór sznurka, bazy, sposób zacieśniania każdego węzełka. To wszystko TWÓJ unikalny styl! Im więcej pewności nabierzesz w kombinowaniu, eksperymentowaniu i szukaniu własnych rozwiązań, tym bardziej unikalne staną się Twoje prace. Szydełkujesz? Świetnie! Znasz prawdopodobnie milion oryginalnych sposobów na przeplatanie sznurka w “niemakramowy” sposób ☺

Sama czasem dodaję do moich prac szydełkowe łapacze snów. Taki niewielki element sprawia, że praca, choć wykonana z najprostszych splotów, jest nie do podrobienia dla kogoś, kto nie włada tą techniką.

Może kiedyś nawlekałaś koraliki na krosno, a może w zimowe wieczory z zapałem dziergasz swetry i czapki? To wszystko może być dla Ciebie inspiracją! Włącz do makramowych prac elementy, które są niedostępne dla osób władających tylko tą techniką.

kolor w makramie

Stwórz unikalny styl makramy, a doświadczenie zdobądź na kursie

 

Mam nadzieję, że zainspirowałam Cię do poszukiwań.

Jeżeli przyda się porcja konkretnych podpowiedzi i przykłady prac, które były moimi poligonami doświadczalnymi, zachęcam Cię do rzucenia okiem na mój Kurs makramy on-line >>

kurs makramy online

 

Celowo podrzucam tutaj tylko kilka przykładów, żeby zaprosić Cię po więcej… w kursie! Nieodzownym elementem procesu kreowania nowych rozwiązań jest społeczność i możliwość dyskusji. To znajdziesz w grupie dla uczestników kursu. Dlatego niezależnie od tego, czy dopiero zaczynasz swoją przygodę z makramą, czy też szukasz sposobu na odnalezienie własnego, unikalnego stylu, zapraszam Cię do Kursu Makramy on-line >>

 

 

dołącz do kursu makramy online

POZNAJ 10 KROKÓW, KTÓRE UŁATWIĄ CI START

Przerażenie paraliżuje Twoje kroki w kierunku prowadzenia własnych warsztatów rękodzieła?

Szkoda czasu na nadmierne zamartwianie się. Poniżej zebrałam 10 kroków, które mogą ułatwić Ci start.

Czytaj lub słuchaj:

1. Zastanów się nad motywem przewodnim warsztatu. Jasno określ, kto będzie jego odbiorcą, co będzie tematem, jaki będzie efekt i dlaczego ktoś miałby z takiego warsztatu skorzystać.

2. Wyznacz najważniejsze punkty warsztatu. Stwórz plan spotkania krok po kroku. Zastanów się, czego dokładnie nauczysz uczestników, jakie umiejętności muszą opanować, aby ukończyć swoje prace, jakie umiejętności są im potrzebne, aby móc w pełni skorzystać z warsztatu. Jeżeli jesteś w stanie, wybieraj te propozycje, które są jak najprostsze – na trudne przyjdzie czas, kiedy nabierzesz pewności siebie wynikającej z doświadczenia.

3. Zrób listę materiałów, przygotuj zestaw materiałów dla jednego uczestnika i instrukcję stworzoną na potrzeby tego warsztatu. Przetestuj zestaw samodzielnie lub z kimś zaufanym, kto krytycznie podpowie, czy jest „udany”.

4. Wybierz lokalizację warsztatu. Sprawdź koszty, dojazd. Warto przetestować taki warsztat z grupą znajomych, aby sprawdzić, czy może jest coś, czego nie bierzesz pod uwagę, a jednak warto by było.

5. Zastanów się, w jaki sposób uczestnicy będą rezerwować swoje miejsca (polecam płatność z góry, która zapewnia wysoką frekwencję). Zdecyduj, ile osób minimalnie i maksymalnie powinno wziąć udział w warsztacie. Poinformuj, czy istnieje możliwość odwołania swojego udziału lub zwrotu należności itd.

6. Podgrzewaj atmosferę przed warsztatem – informuj o materiałach, dziel się informacjami odnośnie miejsca (gdzie zaparkować, jak się ubrać, czy będzie chłodno, czy ciepło, czy będzie możliwość skorzystania z poczęstunku/napojów). Zadecyduj, w jaki sposób będziesz się kontaktować z uczestnikami (na wypadek np. zmiany godziny warsztatu warto pozostać w aktywnym kontakcie): czy będą to e-maile, czy Messenger, czy może posty informacyjne w  formacie wydarzenia na Facebooku. Warto zadecydować o tym na długo przed faktyczną potrzebą użycia któregokolwiek z tych kanałów komunikacji.

7. Zadbaj o to, aby  w dniu warsztatu nic Cię nie rozpraszało. Skup się na tym, aby Twój warsztat był po prostu wspaniały (nie tylko dla uczestników, ale i dla Ciebie). Wybierz datę, która nie jest poprzedzona trudnymi wydarzeniami, godzinę, która zapewnia zarówno Tobie, jak i uczestnikom komfort. Duża porcja przygotowania ułatwi Ci przeprowadzenie EPICKIEGO warsztatu, który podziała nie tylko jak najlepsza reklama, ale też doda Ci pewności siebie i zachęci do projektowania coraz dłuższych, bardziej zaawansowanych scenariuszy spotkań.

8. Poproś o opinię i o podzielenie się informacją o Twoich warsztatach ze znajomymi. Zadbaj o fajne fotografie, poproś o ich udostępnianie. Warto poprosić o pisemną opinię dzień lub dwa bezpośrednio po warsztacie, a za zgodą autora udostępniać taką opinię kolejnym zainteresowanym (możesz też użyć opcji recenzji na Facebooku).

9. Słuchaj krytyki. Zadbaj o przyjazną atmosferę i wprost pytaj, co się NIE PODOBAŁO – tylko po to, aby móc ulepszać, poprawiać swoje warsztaty. Serdecznie dziękuj za wszystkie krytyczne uwagi. To one sprawiają, że każde kolejne spotkanie może być jeszcze lepsze.

10. BAW SIĘ! Dzielisz się najpiękniejszym, co masz w sobie! Zadbaj, aby takie warsztaty ładowały również Twoje baterie, aby dawały Ci możliwość rozwoju. Nie rób niczego wbrew sobie i szanuj swoje granice. Jasna komunikacja i świadomość, że to Ty decydujesz, jak warsztaty będą wyglądały, dają Ci możliwość pracy na podstawie Twoich mocnych stron.

Każdy z podpunktów rozbij na małe, łatwe do wykonania zadania. Koniecznie sprawdź inne oplotkowe teksty na blogu, podcasty, filmy na YouTube. Wiele wymienionych powyżej zadań opisałam w nich z dużą dozą szczegółowości.

Zapraszam aby zajrzeć do miejsca, do miejsca w którym zbieram na bieżąco wszystkie materiały o warsztatach, zapraszam do wpisu: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła.

A może chcesz prowadzić takie warsztaty? A może chcesz je prowadzić po mistrzowsku? Sprawdź nasz kurs:

W 8 modułach głównych oraz bonusach, które mniej więcej co miesiąc wskakują na platformę (w tym również masterclassy i sesje Q&A na żywo) zebrałam masę swoich doświadczeń, ale również tricków, które sprawdziły się na moich warsztatach oraz wiedzę na temat tego jak uczyć innych (w tym dorosłych). Materiały przyogotowane w formie nagrań video, plus nagrania audio sesji Q&A, plus workbook, który pozowli zanotowac wszystkie Twoje pomysły, uporządkować wiedzę i stanie się jednym z narzędzi do ulepszania Twoich warsztatów.

Kurs napakowany wiedzą praktyczną (choć i odrobina teorii się znajdzie ;P) – kliknij grafikę powyżej, by przejść do strony ze szczegółami – znajdziesz tam również opinie uczestniczek kursu.

Jeżeli nie wiesz, czy już masz w sobie gotowość do kursu – zawsze możesz zapisać się na listę osób zainteresowanych prowadzeniem warsztatów po pro-tipy i materiały w tej tematyce:

JAK WYBRAĆ TEMAT WARSZTATÓW RĘKODZIELNICZYCH, BY PRZYCIĄGNĄĆ UCZESTNIKÓW?

Kiedy podejmujesz decyzję o prowadzeniu warsztatów rękodzielniczych, zapewne zmagasz się z wyzwaniem, który temat wybrać, od czego zacząć. Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, warto rozważyć kilka kwestii.

1. PODSTAWOWE ELEMENTY ZWIĄZANE Z TWOJĄ TECHNIKĄ

Wiele technik wymaga zaawansowanych umiejętności, specjalistycznej pracowni lub wiąże się z dużymi kosztami. Przemyśl, czy Twoja technika posiada tego typu „utrudnienia”. Dla przykładu – warsztaty ceramiki same w sobie nie wymagają zaawansowanych umiejętności ani nie generują dużych kosztów, jednak konieczność wypalania w specjalistycznym piecu sprawia, że pojawia się albo potrzeba transportu prac (do pieca) albo inwestycja we własną pracownię. Charakter takich warsztatów rękodzielniczych wyklucza również przeprowadzenie ich w kafejkach czy też w kawiarniach i raczej wymaga miejsca, w którym można trochę „pobrudzić”.

oplotki jaki temat warsztatów rękodzielniczych wybrać

Zastanów się, czy Twoja technika jest mobilna, czy wiąże się z różnego rodzaju „utrudnieniami” w prowadzeniu warsztatów rękodzielniczych. Takie „utrudnienie” może okazać się paradoksalnie Twoją „przewagą rynkową”, ponieważ może po prostu podwyższać próg wejścia na rynek Twojej potencjalnej konkurencji. Jeżeli posiadasz własną pracownię ceramiczną wyposażoną w piec, automatycznie zyskujesz przewagę nad tymi twórcami, którzy jej nie mają – rozumiesz, do czego zmierzam?

oplotki jaki temat warsztatów rękodzielniczych wybrać

To ważne, zwłaszcza z punktu widzenia uczestników, których nie chcesz narazić na poczucie, że warsztat był w jakikolwiek sposób niekompletny (wyobraź sobie warsztat ceramiczny, po którego zakończeniu okazuje się, że wypał pracy – i tym samym jej zachowanie – jest niemożliwe…).

2. UMIEJĘTNOŚCI TWOICH UCZNIÓW

Weź pod uwagę fakt, że uczestnicy warsztatów zaczynają od konkretnego poziomu umiejętności. W zależności od tego, do jakiej grupy docelowej kierujesz swoje warsztaty rękodzielnicze, warto zastanowić się, czy to Ty nauczysz ich konkretnych kroków, czy będziesz zakładać, że któreś z nich opanowali już wcześniej.

Zastanów się:

– czy możesz uczyć kolejnych umiejętności równolegle, czy też, aby opanować dany krok, potrzebne jest opanowanie poprzedniego?

– ile czasu zajmie osobie początkującej opanowanie danej umiejętności?

– czy dane umiejętności można w całości opanować podczas warsztatu, czy wymagana jest praca własna w domu?

Pamiętaj, że nie chodzi tutaj o nauczenie wszystkiego, co wiesz i potrafisz. Chodzi raczej o przeprowadzenie warsztatu w taki sposób, aby uczestnik osiągnął konkretny, pożądany efekt albo stworzył konkretny produkt.

oplotki jaki temat warsztatów rękodzielniczych wybrać

Zauważyłam, że uczestnicy moich warsztatów rękodzielniczych zapamiętują najwięcej, kiedy nie „przytłaczam” ich wiedzą. Paradoksalnie – im mniej próbuję ich nauczyć, tym więcej się uczą. Kiedy usiłowałam upchnąć w jednym warsztacie wszystko, co tylko mogłam, uczestnicy wychodzili sfrustrowani ilością umiejętności, które jeszcze pozostały im do opanowania. Teraz skupiam się na opanowaniu niewielu umiejętności, ale za to z gwarancją, że uczestnicy opanują je na pewno. To działa bardzo motywująco i dodatkowo zachęca do pracy w domu i kontynuowania rozwoju w kierunku danej techniki.

3. MIEJSCE WARSZTATU RĘKODZIELNICZEGO

Czy masz możliwość prowadzenia warsztatu w stałej lokalizacji?

Daje Ci to możliwość wprowadzenia do scenariusza warsztatu rękodzielniczego zaproszenia do zakupu materiałów lub do „odwiedzin” powarsztatowych, co buduje większe zaufanie. Dodatkowo gwarantuje uczestnikom poczucie bezpieczeństwa, że nawet jeżeli nie zdążą dokończyć pracy, zawsze mogą do niej wrócić podczas kolejnego warsztatu.

oplotki jaki temat warsztatów rękodzielniczych wybrać

Dodatkowo – jeżeli jest to Twoja pracownia lub przestrzeń warsztatowa – możesz z większą łatwością odpowiadać na pytania dotyczące zagadnień związanych z Twoją techniką, nawet jeśli nie omawiasz ich bezpośrednio podczas warsztatu. Łatwiej będzie Ci też pokazać przykłady gotowych prac, bez potrzeby transportowania ich każdorazowo na miejsce warsztatu.

Czy miejsce warsztatowe będzie wyposażone w narzędzia, odpowiednie oświetlenie, wentylację i odpowiednie środki bezpieczeństwa?

W przypadku warsztatów dziergania dodatkowa para drutów i kilka motków wełny nie stanowi problemu, jednak w przypadku np. warsztatów wikliny kolejny zestaw „witek”, pojemników na wodę, spryskiwaczy, nożyków i innych akcesoriów może znacznie utrudnić pracę.

Ilu uczestników jesteś w stanie pomieścić?

Może się wydawać, że im więcej uczestników, tym lepiej (z punktu widzenia potencjalnego zysku) jednak prowadzenie (i udział) warsztatów w przepełnionej, ciasnej sali, znacznie obniży ich jakość.

Pamiętaj również, że w przypadku dużych grup, zwiększa się prawdopodobieństwo, że kilka osób nie dotrze na warsztat. Ale co jednak będzie, kiedy wyjątkowo pojawią się wszyscy, a Ty przyjmiesz więcej zapisów, niż sala jest w stanie pomieścić?

Warto świadomie zadecydować, ilu uczestników realnie chcesz przyjąć na warsztat. Może scenariusz warsztatu wymaga więcej indywidualnej uwagi, a może po prostu ważny jest intymny charakter takiego spotkania. To Ty decydujesz, czy niewielka grupa będzie mogła porozmawiać podczas wspólnej twórczości, czy też duża grupa podzieli się na małe podgrupy, które właściwie po krótkiej chwili „żyją własnym życiem”.

Warto komunikować rozmiar grupy – są uczestnicy, którzy podczas wyboru warsztatu kierują się właśnie tym, jak duża jest grupa, a co za tym idzie, jak duży dostęp mają do Ciebie.

4. POZIOM UMIEJĘTNOŚCI UCZESTNIKÓW

Warto zdecydować, jaki będzie poziom zaawansowania Twoich warsztatów. Nie warto oczekiwać, że z kompletnie początkujących amatorów danej techniki zamienisz w zaawansowanych artystów w ciągu trzygodzinnego warsztatu. Warto dokładnie komunikować, jakie podstawowe umiejętności są wymagane lub że nie wymagane są jakiekolwiek umiejętności (w przypadku warsztatów dla początkujących).

Wybierz coś, co uczestnicy rzeczywiście będą chcieli zrobić.

oplotki jaki temat warsztatów rękodzielniczych wybrać

Warto wybrać temat, o który uczestnicy pytają lub jest w jakiś sposób popularny, przydatny itp. Im większa motywacja uczestników, tym bardziej produktywny będzie warsztat i tym chętniej opanują daną technikę, a co za tym idzie, będą polecać Twoje warsztaty dalej.

5. CO JEST POPULARNE

Jeżeli jesteś w stanie zaproponować taki temat warsztatu, który jest aktualnie modny, i w ten sposób zaprezentować swoją technikę – zawsze będzie Ci łatwiej zachęcić do udziału w spotkaniu.

Warto sprawdzić, jakie są trendy kolorystyczne, jakie królują kształty i faktury w wystroju wnętrz lub biżuterii. Dzięki temu łatwiej będzie Ci promować warsztaty.

oplotki jaki temat warsztatów rękodzielniczych wybrać

Z drugiej strony – warto sprawdzić, czy przypadkiem w bliskim sąsiedztwie ktoś nie proponuje konkurencyjnych tematów.

6. KONKURENCJA MOŻE POMÓC

A co w sytuacji, kiedy w bliskim sąsiedztwie ktoś już proponuje warsztaty rękodzieła w Twojej technice?

Wykorzystaj to na swoją korzyść. Sprawdź, czy jesteś w stanie uzupełnić w jakiś sposób ofertę. Nie ma sensu konkurować ceną (bo to „wyścig do dna”), ale możesz pomyśleć, w jaki sposób Twoje warsztaty mogą być ciekawsze, bardziej pełne. Jeżeli możesz zapewnić jeszcze bardziej atrakcyjną formułę (choćby miało to być dodanie przerwy na pyszne ciastko), z pewnością  szybko zyskasz grono fanów. Warto również sprawdzić ofertę „konkurencji”, bo może się okazać, że uzupełniasz ją np. pod względem prowadzenia warsztatów wprowadzających albo przygotowujących do kursów konkurencji. Lub wręcz przeciwnie: możesz zaproponować bardziej wyszukane, zaawansowane tematy, bo Twoja konkurencja uczy podstaw.

7. PORY ROKU

Nie przeocz ważnych świąt, pór roku. Weź pod uwagę sezonowość, która króluje w danej technice. O ile nie będę tutaj bardzo odkrywcza, nazywając listopad początkiem  bożonarodzeniowego boomu na dekoracje świąteczne, może się okazać, że Twoja technika posiada dodatkowe pory, które wpływają na bardziej lub mniej wzmożone zainteresowanie Twoimi warsztatami.

oplotki jaki temat warsztatów rękodzielniczych wybrać

W przypadku dziergania zdecydowany sezon na warsztaty to wrzesień i październik, kiedy za oknem robi się coraz zimniej. Mamy wtedy większą ochotę zaszyć się pod samodzielnie wydzierganym kocem lub otulić szyję szydełkowymi szalami.

Mam nadzieję, że wybór tematu Twoich warsztatów rękodzieła będzie – dzięki tym kilku sugestiom – nieco łatwiejszy.

Zachęcam Cię również do przeczytania innych wpisów – odnosniki do nich znajdziesz tutaj: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła .

Jeżeli masz jakiekolwiek pytania – śmiało pisz:

agnieszka@oplotki.pl

Jeżeli chcesz dołączyć do grona nieziemskiej ekipy rękodzielniczek prowadzących warsztaty po mistrzowsku, koniecznie wskocz na stronę kursu: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku

W 8 modułach głównych oraz bonusach, które mniej więcej co miesiąc wskakują na platformę (w tym również masterclassy i sesje Q&A na żywo) zebrałam masę swoich doświadczeń, ale również tricków, które sprawdziły się na moich warsztatach oraz wiedzę na temat tego jak uczyć innych (w tym dorosłych). Materiały przyogotowane w formie nagrań video, plus nagrania audio sesji Q&A, plus workbook, który pozowli zanotowac wszystkie Twoje pomysły, uporządkować wiedzę i stanie się jednym z narzędzi do ulepszania Twoich warsztatów.

Kurs napakowany wiedzą praktyczną (choć i odrobina teorii się znajdzie ;P) – kliknij grafikę powyżej, by przejść do strony ze szczegółami – znajdziesz tam również opinie uczestniczek kursu.

Jeżeli nie wiesz, czy już masz w sobie gotowość do kursu – zawsze możesz zapisać się na listę osób zainteresowanych prowadzeniem warsztatów po pro-tipy i materiały w tej tematyce:

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Jak prowadzić warsztaty rękodzieła, kiedy koronawirus sabotuje Twoją działalność handmade?

Wszyscy siedzimy w domach.

Takie czasy.

Możemy załamać ręce i lamentować, że nasza działalność, finanse, CAŁA RZECZYWISTOŚĆ zrobiła potrójne salto i wylądowała w kałuży chaosu.

Możemy.

Ale możemy też zakasać rękawy, zrobić krok w tył i spróbować jakoś odnaleźć się w tej przedziwacznej, niepewnej rzeczywistości…  A jak się to ma do biznesu rękodzieła?

Jeżeli tak, jak zespół OPLOTKi, który na co dzień żyje z prowadzenia warsztatów stacjonarnych, odczuwasz ból koronaprzekleństwa, może nasz patent na przeczekanie przyda się i Tobie.

W ramach akcji #zostanwdomu postanowiłyśmy postawić na BYCIE z WAMI i dzielimy się najlepszym, co mamy – RĘKODZIEŁEM.

Organizujemy więc warsztaty rękodzieła ONLINE.

Jako że to idealny czas, aby być RAZEM, umożliwiamy udostępnianie gościnnych warsztatów na naszym profilu Facebook >> 

Były już warsztaty z takich technik, jak: scrapbooking, sutasz, makrama, szydełkowanie, tkanie.

Coraz więcej twórców zwraca się do nas z pozytywną wiadomością: „PRZYŁĄCZAMY SIĘ DO AKCJI”, ale czasami barierą okazuje się technologia.

Dlatego stworzyłam totalnie bezpłatny warsztat – wideotutorial pt. „Jak prowadzić warsztaty rękodzieła online”.

W ramach tego warsztatu omówiłam narzędzia, których ekipa OPLOTKI używa do publikowania naszych warsztatów.

Zapraszamy Cię do skorzystania!

Nagranie pozostawiam dostępne dla każdego i  zachęcam do dzielenia się nim z bliskimi!

Wspierajmy się w tym trudnym czasie i pamiętajmy, że to się wszystko kiedyś wreszcie skończy. Potraktujmy ten czas, jako konstruktywny czas rozwoju/wzrostu/refleksji.

Nie dajmy się panice!

Trzymam za Ciebie kciuki!

Zdrówka i #zostanmywdomu!

[EDIT]

Na szczęście te czasy są już za nami, choć oczywiście zostawiły swoje piętno niemal na każdej dziedzinie życia. Ważne, aby z takich spraw czerpać naukę na przyszłość i być przygotowanym na czarny scenariusz.

Choć uważam, że warto być po prostu dobrze przygotowanym. A w temacie warsztatów wiem, co mówię. Historia oplotki.pl to warsztaty u źródła, miliony lekcji po drodze – w tym właśnie te, które przyniósł COVID. Warstzaty stacjonarne i warsztaty online – wciąż na tapecie. Teraz oplotki.pl nie tylko prowadzą warsztaty dla innych, ale również uczą, jak warsztaty rękodzieła prowadzić (czytaj dalej, by dowiedzieć się więcej).

Jeżeli jesteś twórcą, który planuje prowadzenie warsztatów rękodzieła i potrzebujesz wsparcia – śmiało pisz: agnieszka@oplotki.pl

Zachęcam Cię również do przeczytania innych wpisów – odnośniki do nich znajdziesz tutaj: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła .

Jeżeli chcesz dołączyć do grona nieziemskiej ekipy rękodzielniczek prowadzących warsztaty po mistrzowsku, koniecznie wskocz na stronę kursu: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku

W 8 modułach głównych oraz bonusach zebrałam masę swoich doświadczeń, ale również tricków, które sprawdziły się na moich warsztatach oraz wiedzę na temat tego jak uczyć innych (w tym dorosłych). Materiały przyogotowane w formie nagrań video, plus nagrania audio sesji Q&A, plus workbook, który pozwoli zanotować wszystkie Twoje pomysły, uporządkować wiedzę i stanie się jednym z narzędzi do ulepszania Twoich warsztatów.

Kurs napakowany wiedzą praktyczną (choć i odrobina teorii się znajdzie ;P) – kliknij grafikę powyżej, by przejść do strony ze szczegółami – znajdziesz tam również opinie uczestniczek kursu.

Jeżeli nie wiesz, czy już masz w sobie gotowość do kursu – zawsze możesz zapisać się na listę osób zainteresowanych prowadzeniem warsztatów po pro-tipy i materiały w tej tematyce:

 

JAK SIĘ (NIE) UBIERAĆ, KIEDY PRACUJESZ JAKO FREELANCERKA?

Poczułam się wykluczona, kiedy czytałam wymyślne nazwy biurowego ubraniowego savoir-vivre…

Że white tie, black tie, że formal, informal, business, casual itp. I każdy styl z milionem zasad do zapamiętania. A kiedy mąż rzucił mi od niechcenia: „Ty to masz luz, w dresie możesz cały dzień”, to już nie wytrzymałam.

Chciałam mu powiedzieć, że w tych naszych „biznesach onlajn” to przynajmniej z osiem stylów mogę wyróżnić, ale poza szczegółowymi opisami jakoś ani jedna ze standardowych nazw mi nie pasowała.

NO TO SPŁODZIŁAM WŁASNE! Gotowe?

Co wypada? Co nie wypada?

No dobra, to na początek mały background.

Jestem rękodzielniczką (wyobraźnia już Ci pewnie podsuwa obraz jakiejś opatulonej wielkim swetrem baby dziergającej bambosze, oczywiście z kubkiem gorącej herbaty obok).

Jestem też przedsiębiorczynią (jakaś garsoneczka w poprawnych politycznie kolorach, może szpilka?).

Jestem mamą (plamy, gdzie się da i ciuchy praktyczne do obrzydzenia?).

Pracuję z domu (no, i tutaj to już dresik murowany!).

Na dodatek reprezentuję lokalną społeczność na forum miasta Poznań oficjalnie (jak właściwie powinna wyglądać radna ?!?) oraz nieoficjalnie (działaczka społeczna – na pewno jakaś zapalona NGO’ska z dredami i kolorowymi skarpetkami ?!).

A co powiesz na to wszystko NARAZ ?! W jednej osobie?! Jak “to coś” ma wyglądać w ogóle?! Jak się taki miszmasz ma ubierać?

Marka OPLOTKi to inkubator rękodzielniczej przedsiębiorczości, grupa kobiet prowadzących warsztaty rękodzieła (stacjonarne i online), sklep z rękodziełem online, a ja jako właścicielka jestem rasowym przedsiębiorcą „wszechogarniającym” całość – od networkingowania na konfach biznesowych poprzez łatanie dziur, kiedy „wysypie się” strona internetowa, aż po anagrywanie podcastowych odcinków, pisanie blogowych postów, wideo rozmowy z klientkami i koleżankami z zespołu, no i oczywiście z partnerami biznesowymi.

Jak się domyślasz, w tej sytuacji żonglowanie stylami jest nie lada wyzwaniem. Stąd ogromna potrzeba (pomożesz?) ogarnięcia tego chaosu.

Wierzę, że Twój „rozstrzał ról” pozwoli dodać co najmniej kilka stylówek do tego małego kompendium :P, więc śmiało notuj, jeżeli czujesz, że warto dodać jakiś podrozdział ☺

Freelancer style – czyli wolnoć, Tomku, w swoim domku!

To te słynne dresy, które oblekamy, kiedy trzeba zmierzyć się z długim artykułem odwlekanym na wieczne potem. To te bluzki mające po milion lat, które zakładamy z sentymentu, ale gdyby ktoś nas w nich zobaczył, to byśmy udały, że to nie my, tylko siostra bliźniaczka, co stylu nie ma. To te wszystkie ciuchy „po domu”, z którymi nie możemy się rozstać z jakiegoś irracjonalnego poczucia winy – że skoro tyle przeżyły, to należy im się „spokojna emerytura”.

Tutaj nie ma granic inwencji!

Dziergane skarpety (oczywiście handmade) do spódnicy, podkoszulek zamiast stanika, włosy w kitkę bez rozczesywania. Luz totalny, a w głowie myśl jedyna: „Niech ten pi!#@#$ kurier nie próbuje dzisiaj nawet dzwonić domofonem!”.

Serwuję sobie takie dni, kiedy absolutnie nic nie idzie, kiedy jedyne, co jestem z siebie w stanie wykrzesać, to zawleczenie laptopa na kanapę, żeby spłodzić jakiś tekst. Odłączam wtedy internet i jakoś irracjonalnie uspokajam się, że nikt mnie w takim stroju nie ogląda (niezaklejona kamerka internetowa mało mnie wtedy rusza 😛 ). Mój Freelancer style to totalna miękkość swetrów, spódnic, bluzek dzierganych ręcznie jako prototypy produktów sprzedawanych w OPLOTKowym sklepie (często nieudane, ale tak „swojskie”, że za Chiny nie spruję, tylko będę z dziką przyjemnością nosić, kiedy nikt nie widzi). Ot taki rękodzielniczy fetysz. 😛

Smart Casual – czyli czasem jednak kurierowi trzeba otworzyć

No dobra, jednak nie każdy z nas może bez końca tkwić w idealnym świecie, kiedy to ten świat niczego od nas nie chce. Wtedy jakoś tak czujemy się w powinności „jakoś” wyglądać.

Bez szaleństwa (make-up nawet nie przyszedłby mi do głowy przy tej stylówie), ale już jakiś outfit, w którym nie mamy fobii otwierania drzwi sąsiadce lub kurierowi, czemu nie?

Ukochane jeansy – koniecznie takie mięciutkie, najlepiej o dwa rozmiary za duże, żeby dupsko przed komputerem nie cierpiało, takie z zawiniętymi nogawkami, żeby skarpeciochy handmade obowiązkowo było widać. Skarpety najlepiej takie 100% wełna, żeby było ciepło bez wiecznego poszukiwania kapci (obuwiem gardzę w domowym office).

Do tego T-shirt – bawełna z jakimś printem=statementem, żeby mówił sam za siebie.

I nieodzowny, kluczowy element: Sweter (no, opcjonalnie bluza) – byle wielkie to było, „za tyłek”, z przydługawym rękawem, w który można schować dłonie zgrabiałe od klikania.

Jak koszula do biura, tak i swetrzysko do home office’u to MUST HAVE. W moim wydaniu – sweter w dziwnie zbliżonym kolorze do koca na pobliskiej kanapie (no dobra, wełna mi została, a eksperyment okazał się ulubionym „ocieplaczem” długich godzin przy biurku).

Smart dress – czyli dlaczego sukienka ratuje życie

Zdecydowanie nie lubię ubierać się wielokrotnie. To dla mnie strata czasu. Może nie każdy tak ma, ale jeżeli wiem, że tego dnia wypada moja kolej zaprowadzenia dzieciaków do placówek, to króluje SMART DRESS (code).

Kiecki to takie ubrania, które dobrze „wystają” spod płaszcza, całkiem przyzwoicie leżą same, no i KLUCZOWE – nie trzeba ich przebierać, aby po powrocie do domu od razu zaczynać robić swoje. Ba! Nawet make-up nie jest nieodzowny! I fryzura! Czas operacyjny o poranku spada do minimum, a jednocześnie wyglądasz jak kobieta i człowiek! Nawet w sytuacji, kiedy plamy z dziecięcych łap jakoś magicznie się do Ciebie przyklejają, zmiana kiecki to jeden ruch – bez zbędnego myślenia, czy te spodnie do tej bluzki, a co ze skarpetami… itd.

No i na takiej przeciętnej kończy się moja zwyczajowa stylówa. Kiecek pasujących do czarnych/cielistych rajtuzów jest u mnie w szafie zdecydowanie najwięcej. Niby jakoś specjalnie ich nie lubię, ale praktyczna oszczędność czasu zdecydowanie wygrywa i noszę nałogowo.

Business casual – czyli koszula do dresu

Tu znowu background ☺
Jako przedsiębiorczyni online, bardzo często konsultuję przy pomocy wideo rozmowy. Niezależnie, czy grupowa, czy indywidualna – kiedy dotyczy pracy, staram się zaznaczyć rozmówcy, że jednak jesteśmy w pracy, a wtedy…

Migusiem zamieniam ukochane swetrzysko na porządną koszulę, a dół pozostaje bez zmian…☺

Dzięki temu, że widzimy się online, średnio do połowy biustu, nawet niedopięty guzik ”ujdzie” ☺ W moim wydaniu – motyw koszuli pociągnięty został do ekstremum ciążowego, kiedy to po prostu nie dopinałam już guzików ze względu na brzuch, a mimo to moi rozmówcy widzieli mnie w wydaniu biznesowym☺ Oj gdyby tylko widzieli, co się działo z moją stylówą poza kadrem. 😛

Niezależnie od tego, co poza kadrem, ważne, że rozmówca nie czuje się zignorowany przez mój strój. I niby nie trzeba, ale jakieś takie poczucie, że w tej branży też można „profesjonalnie” (choć z przymrużeniem oka), pozwala mi rozgraniczać strojem, kiedy spinam się trochę bardziej, a kiedy luz wkrada się w te moje onlajnowe biznesy.

Mały protip dla biznesu

Kiedy mąż (klasyk korpo) mocno zakatarzył w ważny tydzień w pracy i (wielce wyjątkowo) szefostwo pozwoliło mu przeprowadzić dwa wideo spotkania z domu, podszedł do sprawy „po amatorsku”.

Na 15 minut przed callem z zespołem projektowym (branża drogowa, ale to nieistotne, każde korpo projektowe ma podobną stylówę) wbijał się w spodnie służbowe, koszulę, nawet skarpetki zmienił, jak należy.

Po rozmowie numer 1 zapytałam go: “A po co Ci te portki ciasne zamiast dresu? Przecież rozmówcy widzą tylko „górę”. Włosy byś sobie zamiast tego uczesał może raczej, co?”.

No, korpoamator…

Po trzech dniach chorowania opanował już business casual w wydaniu freelancera (uczył się u doświadczonej praktyczki, czyt. MUA) i przyznał z pokorą, że korpo kultura stroju właśnie zyskała nowy wymiar: sickness-mode – business casual. ☺ Ot, taki odpowiednik naszego „zwykłego” business casual freelancerów.

Business casual – z opcją wyjścia

No dobra, żarty żartami, ale business casual to chyba jedyny styl, który trochę pokrywa nam się z korpoświatem…

Nie ma co kryć, że nawet onlajnowe biznesy wymagają czasem spotkań w realu. A to lunch, a to brunch, a to szybki networking.

Nie da się w bamboszach.

Parę przyzwoitych koszuli, porządne jeansy, no i obuwie inne niż skarpety jednak się przydają. Na salony wjeżdża również make-up.

To jedyny moment, kiedy autentycznie cierpię.

Wyolejowana, wypielęgnowana, wymaseczkowana skóra twarzy (wolna od codziennego obowiązku pudrowania) autentycznie woła o pomoc, kiedy upiękniam ją na wyjście.

To chyba jedyna część stroju, która mi nie leży, choćbym nie wiem jak rasowe marki, upraszała o asystę.

Znowu offtopując do korpo – autentycznie podziwiam osoby (i trochę im współczuję), które muszą wbijać się codziennie w rutynę podkładu, pudru, mascary i czego tam jeszcze trzeba ponakładać, żeby czuć się pewniej w korpo casualu ☺

No ale my tu o stroju miałyśmy.

I tu się rozpiszę, bo uważam się za mózg-nie-z tej ziemi.

Wpadłam na pomysł, który po prostu (dla mnie) świetnie działa!

Kiedy wychodzę sieciować (żeby nie było, że networkingową kalkę językową uprawiam) patrzę na tych „amatorów” w identycznych garniturkach, błękitnych koszulach i wypucowanych butkach. Przyjmuję wizytówki, które wyglądają identycznie i zapominam o tych ludziach tak szybko, jak ich poznaję…

Smutne.

Dotarło do mnie, że w środowisku architektów, w którym dotychczas najczęściej się obracałam (moje zaplecze zawodowe i solidna dekada praktyki) jest jeszcze gorzej. WSZYSCY NA CZARNO! I koniecznie w najmodniejszych czarnych oprawkach okularów (niezależnie, czy realnie potrzebują je nosić, czy nie – lans „na Armaniego” musi być).

NO I MNIE OLŚNIŁO!

WYRÓŻNIJ SIĘ LUB ZGIŃ (w czeluściach niepamięci).

Nie da się ukryć, że jeżeli prowadzisz biznes online, to już jesteś kuriozum nie z tej ziemi dla bywalców eventów networkingowych (i tych ogólnodostępnych, i tych dla „elyty” architektonicznej :P). Ten mój genialny pomysł polega na pociągnięciu “efektu WOW” do granic przyswajalności.

Na dobre porzuciłam jednokolorowe lub czarne (o, zgrozo! Uświadomiłam sobie, że nawet takie oprawki mam w szufladzie z okularami!) stonowane stylizacje na rzecz oczoje@#$ch akcentów rękodzielniczych. Jeżeli spokojny dół, to góra KRZYCZY; jeżeli klasyczna koszula, to już pasek koniecznie HANDMADE w barwach tęczy; jeżeli całość w miarę normalna, to już biżu po bandzie. Z jedną myślą w głowie: ”Skoro ja się peszę zagadać, to i oni również! Taki element stroju to już łatwizna. ICE- BREAKER gotowy!”.

I nie pomyliłam się!

Nie tylko ten mój business casual w wersji dla freelancera działa jakoś bardziej ludzko na ludzi, ale też pozwala mi po prostu wykorzystać moc takich spotkań. Nie dość, że korpoświat z przemiłym przymrużeniem oka zagaja rozmowy (wyraz twarzy garniturkointerlokutora, kiedy okazuje się, że ta szalona rękodzielniczka w jasnobłękitnym, dzierganym kardiganie ma coś sensownego do powiedzenia – bezcenny), to jeszcze przemiłym okazuje się kontakt ponetworkingowy, kiedy takie osoby po prostu korzystają z moich usług (najczęściej są to warsztaty mindfulnessowego rękodzieła dla korpoteamów). Najlepsze jest to, że nie muszę nawet „prosić się” o wręczanie wizytówki. Wystarczy, że zostawiam ich raptem kilka. Okazuje się, że inni uczestnicy i organizatorzy na tyle zapamiętują ten mój nieodpowiedni outfit, że któryś ze stałych bywalców podrzuci namiar na „tę panią w takim kolorowym stroju z wielkim wisiorem z jakichś sznurków, tę od rękodzieła.

Oczywiście – ubarwiam nieco, ale ta zasada działa! 

Nie próbuję już wbijać się w oficjalne ubraniowe ramy takich spotkań, bo im bardziej odbiegam od równej kreski, tym mocniej zaznaczam swoją obecność, a sztywno odprasowane panie szybko stają się strategicznymi koleżankami od biznesów przy kawie i… dzierganiu. Panowie również są bardziej skorzy do wspólnych projektów, kiedy nieistniejąca fasada zbędnych „ę” „ą” pozwala na przechodzenie do konkretów bez zbędnych „pro form”.

Garsonka na całego, czyli jak to z tym OFFICIALEM we FREELANSIE

No tutaj żarty się kończą, niestety.

Kiedy udajesz się na spotkanie do prezydenta miasta i ważą się losy dotacji na warsztaty dla kobiet (rękodzieło w wymiarze społecznym to z jednej strony łączenie pokoleń, a z drugiej „bezpieczny krąg” dla kobiet po przejściach, które po prostu w ten sposób wychodzą spoza swojej strefy (dys) komfortu. To zupełnie inny target niż komercyjne warsztaty, ale jednak ta część mojej działalności jest mi bardzo bliska i po ludzku nie stać mnie na sponsorowanie materiałów do bezpłatnych warsztatów, dlatego walczę jak lwica o środki z budżetów miejskich), kiedy spotykasz się z potencjalnym sponsorem projektu społecznego lub gdy po prostu wkraczasz w środowisko grubych ryb, nie ma już miejsca na ukochane swetrzysko.

Ale mimo wszystko – jest miejsce na kropkę nad i! 

Okazuje się, że nawet grzeczniutki mundurek z obowiązkową sztywną koszulą da się „zrękodzielniczyć”. Używam do tego dyskretnej biżuterii – oczywiście autorstwa koleżanek po fachu. Sutaszowe wisiory, kamienne pierścienie, kolczyki z elementem ukrytego w żywicy przekazu – ZAWSZE budzą zainteresowanie. To one służą jako pretekst do małych rozmów. Kończy się wtedy na komentarzach: „A to właśnie na jednym z takich warsztatów społecznych zrobiła dla mnie pani Stefania, która chciała jakoś się odwdzięczyć za nadanie samotnym wieczorom sensu”. (Swoją drogą, pani Stefania po utracie rodziny wypełniała długie popołudnia warsztatowaniem, a z czasem przejęła rolę prowadzącej. Moje skille rękodzielnicze nie dorastają jej do pięt!). Takie opowieści przy okazji sadzą w naszych włodarzach ziarenka, które kiełkują w piękne projekty, wielkie społeczne akcje i niesamowite inicjatywy. Wiem, że pewnie nie raz odbiłabym się od drzwi, gdyby nie te małe dowody, że rękodzieło to już nie tylko zabawa, ale też realne narzędzie społecznej pracy ze społecznością lokalną. ☺

GLAM-LOOK wersja home made

Czasem muszę, inaczej się uduszę. Cytując klasyka. 😛
Jak każda kobieta, czasem mam ogromną chęć pobyć taka ŁAŁ, taka jak z okładki. Tylko okazji brak – bo ani wigilie korpo nie obowiązują we freelansie, ani jakoś specjalnie narady zespołu nie muszą się w pałacowych interiorach odbywać. No to jaka okazja jest dobra, żeby pobyć GLAM? No jaka?

A no taka, jaką sobie stworzysz!

Ave, freelance!

Masz ochotę poszorować po parkiecie w pięknej sukni? Proszę bardzo – wybierz się na wystawę znanego fotografa z tangiem w tle (nie, nie ogarniam tańca, ale już nie przeszkadza mi zakładanie pięknej kiecki i butów, żeby wtopić się w tłum). Wtedy wtapiam się w tłum celowo. ☺ Trochę chcę pobyć taka “poza pracą”. Trochę POBYĆ. POCZUĆ się tak pięknie. Zdzierżam nawet wtedy ciężki makijaż i cały proces straty czasu podczas jego misternego nakładania. Ba! Zdarzy się nawet czasem rozpusta u kosmetyczki, żeby pazur pięknie przyczerwienić. Wszystko w imię GLAM-LOOK freeelancerki. Bo kto powiedział, że skoro nie potrzeba, to nie wolno?

WOLNO! A nawet trzeba!

Dla higieny psychicznej!

Przeplatam (choć nie za często) długie tygodnie w kochanym swetrzysku takim zaskakującym wypadem. Ot, tak dla siebie i koleżanek sto lat niewidzianych. Żeby poczuć się fajnie, żeby zobaczyć inną, równoległą do mojej rzeczywistość, żeby zainspirować się ludźmi z „innej bajki”. No i też trochę, żeby ten mężu się ogarnął i zaprosił czasem na miasto, bo jakoś swetrzysko nie działa na niego tak mobilizująco. 😉

A jak to jest z tym dress code u Ciebie?

No dobra, zaczepiana przyśmiechami na temat pracy w domu, a dokładniej tego, że paraduję całymi dniami w dresie/szlafroku/co najwyżej w wygodnym, wyciągniętym swetrze, postanowiłam się raz, a porządnie rozprawić z tym mitem. Udało mi się? Nie udało?

Oceń sama.

A może dorzucisz swoje trzy grosze do kompendium „Stylówa freelancerki”?

agnieszka@oplotki.pl

 

7 RZECZY, O KTÓRYCH WARTO WIEDZIEĆ, ZACZYNAJĄC DZIAŁALNOŚĆ ZAROBKOWĄ NA BAZIE RĘKODZIEŁA

No dobra – masz umiejętności, które skłaniają Cię do rozpoczęcia działalności zarobkowej. Możliwe, że masz już nawet kilka gotowych produktów. Może nawet masz już profil na Facebooku lub Instagramie i roztaczasz wizje, jak to by było fajnie, zamienić swoje hobby w regularną pracę zarobkową.

Zaczynasz nawet powoli budować stronę internetową i ruszasz na podbój świata.

Świetnie!

Niestety tutaj zazwyczaj kończy się wiele opowieści o markach handmade…

W zderzeniu z rzeczywistością prowadzenia działalności, która – bądźmy szczerzy – nie zawsze jest łatwa, wiele marek handmade po prostu „odpada”.

Jak się domyślasz, niekończące się listy zadań sprawiają, że powoli zajmujesz się wszystkim innym niż rękodzieło… I tak toniesz w codzienności.

Dlatego postanowiłam podzielić się kilkoma kluczowymi rzeczami, o których warto pamiętać, rozpoczynając rękodzielniczą działalność.

WYCENIAJ SWOJE PRACE Z MYŚLĄ O ZYSKU

Nie sprzedawaj poniżej kosztów! Wiem, że wiele z nas znajduje lub znajdowało się w punkcie, gdzie desperacko potrzebuje zarobku. Niestety zaniżanie cen z nadzieją, że to przekona klientów do zakupu to wyścig „do dna”. Takie podejście szybko wyczerpie Twoje zasoby energii i budżet. Nie tylko Ty będziesz doświadczać nieprzyjemnego poczucia bycia niedocenianym. Twoi klienci też będą postrzegać Twoje produkty jako mniej wartościowe, jeżeli będą miały podejrzanie niskie ceny.

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Polecam Ci skorzystać z mojej wideo serii na temat wyceny rękodzieła, która niewątpliwie utwierdzi Cię w przekonaniu, że nie warto zaniżać cen, ale też warto uwzględnić wiele czynników, których prawdopodobnie nie brałaś dotychczas pod uwagę.

DOŁĄCZ DO GRUPY, KTÓRA BĘDZIE CIĘ WSPIERAĆ

Może to i frazes, ale jakże prawdziwy: razem łatwiej! Dołącz do grupy lub sama stwórz grupę osób o podobnych celach biznesowych, co Ty. Będziecie mogli się wspierać i motywować we wspólnym rozwoju. Zapewne wzajemne rady, rekomendacje, lekcje pomogą Wam szybciej się rozwijać. Dodatkowo w wielu przypadkach jesteście w stanie np. negocjować różne zniżki (np. na materiały, lokalizacje warsztatów itp.)

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Dodatkowo nieocenionym wsparciem okazuje się choćby sama świadomość, że masz się do kogo zwrócić w trudnej sytuacji.

DELEGUJ ZADANIA

Zanim utoniesz w morzu zadań z niekończącej się listy “do zrobienia”,  zastanów się, czy rzeczywiście wszystko warto robić samodzielnie. Jeżeli czujesz, że księgowość to Twoja pięta achillesowa, nie próbuj na siłę udowadniać sobie i światu, że dasz radę. Zamiast tego poszukaj wprawnej księgowej, która pomoże Ci w tej kwestii. To naprawdę nie kosztuje majątku, a może Ci „kupić” ogrom czasu.

To nie wstyd korzystać z pomocy!

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Pomyśl, co się stanie, kiedy otrzymasz duże zamówienie? Czy Twoje „moce przerobowe” będą w stanie podołać mu bez pomocy? Dobrze mieć pomocne dłonie w swojej drużynie, zanim jeszcze rozegrasz ważny mecz. Nie testuj rezerwy  w wielkim dniu, ale wspólnie uskuteczniaj treningi na co dzień.

KORZYSTAJ Z MOCY SIECI WSPARCIA

Jako właściciel przedsiębiorstwa myśl wartością. Jeżeli Ty jesteś w stanie komuś w czymś pomóc, zapewne taka osoba zechce w jakiś sposób odwdzięczyć się w przyszłości. Nie namawiam oczywiście do pracy ponad siły, ale jeżeli wiesz, że możesz w jakiś sposób wyświadczyć komuś nieobciążającą Cię przysługę – WARTO. Dzięki temu budujesz sieć kontaktów i relacji biznesowych, które procentują w długiej perspektywie.

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Pomyśl, może używasz materiałów, które dla kogoś są formą odpadu? Kartonowe opakowania lub folia bąbelkowa to częsty kłopot małych przedsiębiorców, ale Tobie mogą się przydać, bo na przykład używasz ich podczas pakowania swoich prac lub warsztatów. Świetny przykład, jak rozwiązując czyjś problem z odpadami, sama możesz skorzystać na bezpłatnych materiałach.

Szukaj tego typu współpracy zwłaszcza na początku, kiedy każda zaoszczędzona kwota może stać się „być, albo nie być” dla inwestycji w Twój rozwój.

DOKŁADNIE LICZ

I uwierz mi – pisze to osoba, która nie znosi księgowości i budżetowania, a osobiście oddaje kalkulację domowego budżetu mężowi (och, jak on kocha Excela!).

Niestety MUSISZ nauczyć się kalkulować albo – mówiąc prościej – obliczać opłacalność danych aktywności. Bez tego nie jesteś w stanie planować, rezygnować z niedochodowych działań lub po prostu odkładać pieniędzy i inwestować ich w rozwój.

No, chyba że Twoje rękodzieło to tylko kosztowne hobby, a nie biznes.

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Wiem, nie jest to może najbardziej rozrywkowa część Twojego biznesu, ale jednak to finanse pozwalają na „rozrywki”. Kiedy jesteś spokojna o stabilne dochody, łatwiej Ci będzie o kreatywny flow bez martwienia się, czy starczy na kolejną porcję rękodzielniczych materiałów, aby wdrożyć w życie ostatni pomysł na produkt.

NIE ZRAŻAJ SIĘ 

Jako przedsiębiorca wieeele razy usłyszysz „NIE”.

Nie traktuj braku zamówień osobiście. To nie jest atak na Twoją twórczość. Zanim staniesz się sensacją, minie trochę czasu. Zazwyczaj związany jest on z ciężką pracą, aby dotrzeć do idealnych klientów.  Paradoksalnie w czasie świetnej dostępności coraz trudnej jest walczyć o uwagę odbiorców, a coraz łatwiej zginąć w szumie informacyjnym. Warto uzbroić się w cierpliwość i przyjmować wszelką krytykę z dużą dozą wdzięczności! Tak! To dzięki krytyce możesz ulepszać swoją ofertę i profesjonalizować swoje usługi!

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

NIE REZYGNUJ, ODPOCZNIJ

Prowadzenie własnej działalności to raczej maraton niż sprint. Warto uzbroić się w cierpliwość i zadbać o sposoby na ładowanie baterii. Kiedy czujesz, że jesteś u kresu wytrzymałości, po prostu ODPOCZNIJ. To na pewno ułatwi Ci drogę w dłuższej perspektywie. Planuj odpoczynek w krótkiej i długiej strategii rozwoju: od rezerwacji rodzinnego urlopu po planowanie, kiedy w ciągu dnia zrobisz sobie 15-minutową przerwę na ulubioną kawę.

oplotki 7 rzeczy, które warto wiedzieć

Pamiętaj, że Twoja Rękodzielnicza Firma to TY (przynajmniej na początku), i jeżeli planujesz sukces, nie możesz pozwolić sobie na wypalenie już na samym początku. Dlatego pamiętaj o wycenianiu swojego czasu, usług i produktów w zgodzie ze sobą.

Jeżeli  przyda ci się wsparcie w tym zakresie – wskakuj po wideo serię „Jak wycenić rękodzieło”.

Znajdziesz ją tutaj >>

Trzymam kciuki za Twoją działalność rękodzielniczą.

Agnieszka

MASZ DOSYĆ NARZUCONYCH DEFINICJI SZCZĘŚCIA?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.