• Link to Facebook
  • Link to Instagram
  • Link to Instagram
  • Link to Youtube
  • Link to Pinterest
  • Link to Mail
  • Link to TikTok
  • Link to LinkedIn
  • Koszyk
  • Moje konto
  • Shopping Cart Shopping Cart
    0Shopping Cart
Oplotki
  • Sklep
    • Rękodzieło
      • Punch Needle
      • Makrama
      • Szydełko
      • Druty
      • Tkanie
      • Haft
      • Szycie
      • Stacjonarne warsztaty rękodzieła
      • Boxy produktowe
      • Vouchery prezentowe
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
    • Biznes Handmade
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Handmade Biz Summit
      • Kursy dla Biznesu Handmade
      • Ebooki, książki, webinary
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
    • Biznes
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Kursy dla biznesu
      • Biznesowe wydarzenia stacjonarne
      • Handmade Biz Summit
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
  • Książka
  • PODCAST
  • Warsztaty
  • Dla firm
  • HandmadeBIZsummit
  • Biblioteka
  • Mastermind
  • O nas
    • Kontakt
    • Newsleeter i FREE treści
    • Wynajem pracowni na warsztaty Poznań | Pracownia Oplotki
    • Agnieszka Gaczkowska
    • BLOG OPLOTKI
    • Stowarzyszenie
    • Zespół
    • Aktualne promo
    • Program Afiliacyjny
    • Dla mediów
    • Social Media OPLOTKI
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu

Tag Archive for: #szydełko

BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, PODSUMOWANIA ROKU, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Oplotki – historia marki handmade słowami twórczyni, ROK PO ROKU

Oplotki powstały z połączenia rękodzieła, życiowego zwrotu i potrzeby stworzenia miejsca, które wspiera kobiety w rozwijaniu twórczości oraz biznesu handmade. To historia marki, która zaczęła się od osobistego przełomu i przerodziła w misję pomagania innym twórczyniom wyjść z ukrycia.

Jak to się wszystko zaczęło…

Historia marki handmade to nie tylko opowieść o produkcie, ale o momencie, w którym twórczość zaczyna stawać się drogą, misją i sposobem działania.

Zaproszenie do świata O-plotek, czyli twórczych rozmów przy rękodziele.

Marzysz, gonisz, choć nie wiesz za czym. Może próbujesz być tu i teraz? Próbujesz pogodzić pracę, rodzinę i czas dla siebie?

Nie jesteś sama!

Dezorientacja, światła tira z naprzeciwka i cichutki oddech córki na tylnym foteliku. Strach, wielki strach… Szydełko!? Włóczka?! Maszyna do szycia i babcia ?! Oddech ulgi…

Ale po kolei…

Całe świadome życie chciałam urządzać przestrzeń wokół. Od małego sklejałam szafki do domku z klocków Lego dla lalek i przeszywałam ich maleńkie pościele na babcinej maszynie. To chyba te szydełka, druty, malowanie, rzeźbienie i ten ciągły głód twórczy zaprowadziły mnie na architekturę na poznańskiej polibudzie, a później na Technische Universität Berlin. Marzenie się spełniło, po kilku latach zdobywania doświadczenia zawodowego otworzyłam własną działalność.

Nie było dla mnie granic

Do czasu.

Jeszcze w zaawansowanej ciąży ogarniałam palące kwestie detali budowlanych. Pani magrister inżynier architekt. Właścicielka wymarzonego studio wnętrz i kubatur…Już z zachustowaną córką biegałam wokół klienta. Takie realizacje wnętrzarskie to praca, o której zawsze marzyłam – CAŁA JA.

To poczucie, że mogę wszystko.

I ściana, a raczej sufit

Jeszcze nie wiedziałam, że jestem w drugiej ciąży. Superbezproblemowa córka towarzyszyła mi w rytuale pobudki o 5 rano i w czasie stukilometrowej drogi do babci. Sama musiałam dojechać do Człuchowa, gdzie całymi dniami pracowałam nad koncepcją wnętrza biura dużej firmy produkującej zasieki do statków pirackich (poważnie).

Kiedy pewnego dnia półprzytomna ze zmęczenia odbierałam ją od mojej mamy i wsiadałam do auta, jeszcze nie wiedziałam, że za chwilę coś pęknie.

Pamiętam tylko te kilometry i minuty za kółkiem ciągnące się w nieskończoność. Ta świadomość, że zera na koncie wynagrodzą nieprzespane noce…

I ten dźwięk

Dźwięk drący się na mnie i wyrywający z półsnu, który mógł kosztować życie nie tylko moje, ale i dwójki moich maluszków (Lenka śpiąca w najlepsze w foteliku na tylnym siedzeniu nie wiedziała jeszcze, że niedługo zostanie starszą siostrą).

Zawsze sceptycznie podchodziłam do stwierdzeń, że w ostatnim momencie widzimy całe swoje życie w ułamku sekundy.

Do dziś nie wiem dlaczego, ale dobrze pamiętam, że zobaczyłam szydełko, wełnę, maszynę do szycia i skrawki najcieplejszych, najbardziej mięciutkich wspomnień powyrywanych z kontekstu. Popisowy poślizg, który jakimś cudem skończył się na poboczu, a nie wśród tysiąca kawałków karoserii, szkła i ciał, tak mnie otrzeźwił, że błyskawicznie wróciłam do domu. Wyparłam mgliste wizje i całe zajście z pamięci. I choć starałam się z całych sił funkcjonować jak gdyby nigdy nic, to…

Ta historia nie jest tylko o tym, jak powstało Oplotki. To także historia o tym, jak twórczość i biznes handmade mogą zacząć się w miejscu, które z zewnątrz wygląda jak chaos.

Albo jak koniec, a nie początek.

Nic już nie było takie samo

Mąż, obok którego pół śpiąc, pół czuwając, rozmyślałam tamtej nocy, malutka Lenka książkowo przesypiająca kolejne godziny w swoim łóżeczku i PRACA , to spełnienie marzenia o samorealizacji, rozbijaniu szklanych sufitów, pokonywaniu samej siebie.

Ja i moja ambicja, która o mało mnie nie zabiła. Sam na sam, całą noc.

Wtedy podjęłam decyzję.

Dość.

Choć moment był idealny, bo właśnie kończyłam koncepcję wnętrza i miałam negocjować warunki nadzoru nad wykonaniem (nie wyobrażałam sobie tak po prostu zostawić klienta mojego studio architektury na lodzie, ale zażądanie kosmicznej stawki za dalszą współpracę zdawało się rozwiązywać problem), okazało się, że niektórzy nie rozumieją słowa „nie”. Kiedy odmówiłam dalszej współpracy, klient popisowo nie zapłacił za ponad roczną pracę nad koncepcją. Prawdopodobnie właśnie teraz odwoływałabym się do trzeciej instancji, gdyby nie to, że… zrezygnowałam z pozwu.

Zdaniem radcy spokojnie wygrałabym sprawę. Niestety firmę z wielomilionowym budżetem stać było na odwoływanie się w nieskończoność, a mnie – jako przedsiębiorczyni na ciążowym L4 – nie stać było nawet na dwie godziny na nogach (jeżeli dopadły Cię „uroki” pierwszego trymestru ciąży, wiesz, o czym mówię).

Mogłabym teraz narzekać

Mogłabym narzekać na tego klienta i na ZUS, który nie palił się do wypłaty należności z L4 (no bo przecież Urząd Skarbowy cofnął nierozliczoną fakturę felernego klienta i zawsze znalazł powód do kolejnego wezwania, kontroli, pilnego pisma, które muszę dostarczyć, by odblokować świadczenia). Mogłabym pomarudzić, że standard życia spadł na łeb na szyję, a (śmiesznie małe, które wcześniej uważałam za ogromne)  problemy zamieniły się w te bardziej dotkliwe.

Jednak córcia, która łaknęła mojej uwagi, i maleńki synek, który rósł pod sercem, dały mi poczucie, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

No i pewnie mogłabym zakończyć happy endem, ale wiesz co?

Ta opowieść o wyboistej drodze do spełniania marzeń dopiero TU (w miejscu pozornego upadku) się zaczyna…

Brudna podłoga, kaszka na blacie, rozdziobany banan na stoliku, góra garów, pranie, prasowanie, warstwa kurzu na laptopie, dźwięk klocków i tych przeklętych zabawek na baterię (taka praktyczna rada: jeśli planujesz skatować znajomych, którzy dorobili się potomka – daj ich skarbuniowi w prezencie coś, co generuje dźwięk podczas zabawy), a w tym wszystkim…

Odprężona, wyklęta przez perfekcyjne panie domu, szydełkująca pufki do dziecięcego pokoju, przyspawana do podcastów mama.

To był ten moment, w którym zrozumiałam, dlaczego instarzeczywistość macierzyńskich kosmosów jest taka idealna… Sama wybierałam kadry tak, aby skrzętnie ukrywały bajzel, jednocześnie dyskretnie ilustrując instapledy i modne gadżety (którymi zresztą nikt się nie bawił…).

Poddałam się – kto próbował odpalić komputer przy dwójce dzieci, wie, o czym mówię. Tak! Myślałam, że oszaleję!

Ale żeby nie było, że jestem jakimś potworem

Świadomie podjęłam decyzję, że pierwszą placówką moich dzieci będzie przedszkole. Mąż w korpo, dziadkowie ponad 100 km od Poznania, a ja w środku tego całego bajzlu…

Ale chwilunię, przerwa na reklamę

Święta, Wigilia, porządek.

Wszyscy ucacani aż do bólu.

I nagle moja babcia mówi:

„Chcesz te wszystkie sznurki, włóczki, szmatki i druty? Bo szafy sprzątam”.

(Babcia właśnie zakupiła magiczną kołdrę na prezentacji, na którą po cichaczu wyrwała się z domu).

No PEWNIE, że chcę!

I zaczęłam skrzętnie pakować te skarby dziecięcych wspomnień do walizki. Tym razem nie zostało w bagażu dużo miejsca na słoiczki z resztkami obiadu 😉

Tak  właśnie w styczniu 2016 roku babcina scheda ruszyła na podbój Poznania.

Nieświadoma niczego babcia pchnęła mnie w objęcia kobiecej przedsiębiorczości.

Misja inspirowania i motywowania rękodzielniczych talentów do wyjścia z ukrycia nabierała coraz bardziej realnych kształtów.

Łapanie oddechu od zabieganej codzienności przy twórczym tu i teraz.

Zawsze lubiłam pomajsterkować

Kiedy dużo pracowałam, oczywiście nie miałam na to czasu. Ale gdy szydełkowe dodatki wnętrzarskie zaczęły osiągać dziwacznie wygórowane ceny, a ja z zabieganej pani inżynier architekt stałam się bezglutenowo-bezcukrowo-bezstresową-instamamą, znalazłam czas, żeby uczyć mojego patentu na rękodzielniczy biznes inne kobiety.

Odkryłam, jak dużo mam szyje, szydełkuje, filcuje, zaplata, składa, wybija, obrabia i wycina! Zauważyłam, że magia pracowitych dłoni kobiet (i panów też!) pozostaje na zawsze nieodkryta w zakurzonych szufladach i na strychach.

Ty też się ukrywasz w rękodzielniczym podziemiu?

Jeśli ta historia jest Ci bliska i czujesz, że też chcesz wyjść z rękodzielniczego podziemia, zobacz, z jakich materiałów, programów i kursów korzystają dziś twórczynie handmade w Oplotki.

Jasne, kiedy w 2016 ponownie odkryłam artefakty dzieciństwa, nie przypuszczałam, że to szydełkowanie sprawi, że w 2018 będę pracować w zespole niesamowitych, kreatywnych ciepłych ludzi, których z powodzeniem mogę nazwać najbliższymi przyjaciółmi.

Na początku niewinnie, bo zaczęło się od zapraszania koleżanek po fachu (architektura- projekty kubatur i wnętrz), które wpadały po pracy, żeby poszydełkować i odkleić się od ekranów. Marzyłam, żeby znów być wśród ludzi i rozmawiać o czymś innym niż bezglutenowe diety i modne ciuszki dla dzieciaków.

I tak zaglądały koleżanki, później koleżanki koleżanek, koleżanki koleżanek koleżanek… Aż w pewnym momencie mój mąż, który po 8 godzinach pracy w korpo ogarniał dwójkę łobuzów w malutkim pokoiku (w tym samym czasie, gdy my – przy szydełku i napoju niekoniecznie niskoprocentowym – uskuteczniałyśmy szydełkoterapię w salonie), powiedział DOŚĆ.

I znowu…

Tutaj historia mogłaby się zakończyć

Ale przecież fakt, że przegonił te nasze rękodzielnicze sabaty, stał się kolejnym potwierdzeniem zasady, że co Cię nie zabije, to cię wzmocni.

Wychodzę do pracy!

Wyśpiewałam pewnego dnia do męża, całując dzieciaki.

Zamykając drzwi, uśmiechnęłam się do siebie, bo czekały mnie 3 godziny szydełkowania przy kawie i ciachu, w fajnej poznańskiej knajpce, z nowymi kursantkami. Trzy godziny pełne nowych opowieści, wspomnień, pomysłów. Bardzo często efektem szydełkowego spotkania była nowa współpraca lub twórczy artefakt w punkcie styku naszych dziedzin rękodzieła. A także refleksja i – jakże cenna – konstruktywna krytyka.

Okazało się, że sklecony naprędce fanpage (który działa z resztą do dziś!), który dawał możliwość organizowania spotkań, był świetnym narzędziem do skrzykiwania szydełkowych narad.

Przychodziły mistrzynie szycia, filcujące czarodziejki i osoby, które odkładały chwile rękodzielniczych wspomnień na wieczne potem.

Pojawiło się wtedy u mnie nieśmiałe, przyziemne marzenie, żeby nie dokładać tyle z domowego budżetu do  swojego hobby… Bo jednak szydełka, sznurki i coraz częstsze wypady na miasto mocno obciążały rodzinne zasoby.

Jak to powiada koleżanka…

„Jeżeli masz marzenie, poszukaj wróżki”

Jeśli chcesz rozwijać swoją markę handmade spokojniej, bardziej strategicznie i w oparciu o sprawdzone zasoby, zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade. a w niej skorzystaj na przykład z kursu, w którym zebrałam całą moją dotychczasową wiedze i doświadczenie w temacie wyceny handmade.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, co dokładnie mam zrobić, ale czułam, że nie mogę stracić kontaktu z tymi wspaniałymi ludźmi.

Tymczasem marzenia powoli dopadała brutalna rzeczywistość. Budżet domowy przy dwójce małych dzieci nie bardzo sprzyja ryzykownym przedsięwzięciom biznesowym. Dotarło do mnie, że powoli i nieuchronnie wracam do tego, co płaciło rachunki w czym leżą odłogiem moje kompetencje i udokumentowane wykształcenie…

Architektura mnie dopadła

…choć nie miała już oblicza zarwanych nocy i niekończących się telefonów z budowy…

ta nowa…miała spokojną twarz rozmarzonych mam i rozbawionych bobasów…

Chyba każdy rodzic przerabiał dziecio-zajęcia. Dla niedzieciatych dodam, że niezależnie, czy wybierasz basen, umuzykanianie, usportowianie, śpiewy, tańce …i tak zaczynasz, jak na zbiorowej terapii…”Cześć jestem Agnieszka i jestem Architektką”…

Początkowo zawile wyłuszczałam, że tak, wnętrza też, ale głównie to takie duże kubatury, budynki, które stawiamy w całym zespole branżystów, że nie tylko ja, ale konstruktor, elektryk, grafik, pan od instalacji i pani od papierów w urzędzie…aż w końcu odpuściłam…i mnie olśniło!

Wnętrza!

Przecież to właśnie wnętrza dają bezpośredni kontakt z klientem, pozwalają zminimalizować zespół branżystów potrzebnych do realizacji projektu …a na dodatek to właśnie projekty wnętrz pozwalają na użycie rękodzieła dla podkreślenia unikalności każdego z nich!.

I BINGO!

Wszystkie elementy układanki w końcu wskoczyły na swoje miejsce!

Praca z ludźmi, rękodzieło i architektura. Na raz. W jednym miejscu wszystko, co kocham.

To nie może się nie udać!

Pozostało tylko sensownie to wszystko poukładać no i dozgonne źródło spełnienia zawodowego, rodzinnego i społecznego…no i źródło utrzymania… leżało u stóp.

Zrozumiałam, że mogę pomagać poznanym podczas warsztatów rękodzielnikom. Zapraszając ich do współpracy przy projektach wnętrz, pozwalam im zarobić na tym, co kochają robić, a sama wzmacniam autorytet architekta, który specjalizuje się w rękodziele dla wnętrz. Szybko odkryłam, że wielu z moich klientów nawet jeżeli nie dysponuje wystarczającym budżetem, ma do dyspozycji dobro jeszcze bardziej luksusowe – czas – dlatego spokojnie może – jeżeli nie KUPIĆ, to ZROBIĆ oryginalne dodatki do swoich wnętrz.

Lniana pościel z ręcznym haftem nie musi kosztować majątku, jeżeli samodzielnie ją wykonasz, ale potrzebujesz niezbędnego know-how.

Tak!… ale…

Nawet, kiedy już dokładnie wiedziałam, co robić…nie było to takie łatwe. Z mgr inżynier trzeba było nagle stać się sprzedawcą, marketingowcem, PR-owcem, strategiem biznesu i specem od rekrutacji i księgową w jednym. Można nie udźwignąć presji. Jeżeli też startujesz, masz wrażenie, że ciągniesz milion „srok za ogon” …a i tak (o dziwo) stoisz w miejscu… zwierzę Ci się…. też TAM byłam. Pracowałam ponad siły, wydzierałam każdą chwilę, aby douczyć się tego i tamtego, ochoczo wdrażałam w życie nową wiedzę…ale ciągle miałam wrażenie, że jakoś „za wolno” to wszystko idzie…miałam poczucie, że w tym tempie stracę kilka lat na coś co, można (moooocno wierzyłam, że się da) ogarnąć szybciej. Nie miałam tylko pojęcia, jak.

Pomoc. W pierwszym odruchu miałam poczucie porażki. No jak?! Ja?! Taka wszechwiedząca prymuska?!? MAM niby słuchać rad ?! Przecież to ja znam mój biznes najlepiej….Oj, jak dobrze, że trafiłam na fachowca! Skorzystałam ze wsparcia Sigrun (i zresztą korzystam do dziś!) – mentorki biznesowej w programie SOMBA  od tego czasu seria przełomów, zarówno w mojej głowie, jak i w moim biznesie, dała mi poczucie dobrze wykorzystanego czasu i potencjału.

I tak ruszyła cała lawina działań w ramach marki OPLOTKI

W bezpłatnej grupie facebookowej, zaczęłam się dzielić swoją wiedzą i zaczęłam aktywnie szukać partnerów do prowadzenia warsztatów i ewentualnych wykonawców zaprojektowanych dla indywidualnych wnętrz dodatków. I tak OPLOTKI coraz bardziej kompleksowo zaczęły dotrzymywać obietnicy „rękodzieła dla wnętrz” , a ja coraz pewniej zaczęłam tytułować się „specem od handmade-owych wnętrzarskich zadań specjalnych”.

Z doświadczenia zespołowej pracy nad dużymi kubaturami przeniosłam mechanizm, który w skrócie można podsumować…

„Jak masz w tym interes, to bardziej się starasz.”

Całkiem praktycznie podeszłam do budowania zespołu. W Oplotkach każdy pracuje na siebie. Czy to rękodzielnik, który zarabia na swoich pracach, czy fotograf, który korzysta z naszych ręcznie dzierganych pufek i kocy podczas swoich sesji, czy koledzy „po fachu” szukający oryginalnej „wisienki na torcie” swojej koncepcji wnętrzarskiej.

Dlaczego namawiam zaprzyjaźnionych rękodzielników, żeby zarabiali na rękodziele?

Bo OPLOTKI to wielka wizja i nie dam rady zrealizować jej sama.

Nie lada wyzwanie! Jak tu nie zaszufladkować się jako ekspertka (ach te modne dziwne słowa) ekspertka od szydełkowego biznesu, a jednak odnieść dostateczny sukces, aby móc inspirować innych rękodzielników?

Jak namówić ich, by nie konkurowali ceną, ale jakością, unikatem, handmade luksusem 2.0? Odpowiedź była jedna…

Dać przykład

Jeżeli wśród twoich znajomych ktoś chowa prace do szuflady, podziękuje ci za ten tekst. A szczególnie ostatnią jego część.

Podziel się i udostępnij ten wpis blogowy! Skopiuj link i wyślij jednej osobie! Pomnożysz (rękodzieło) dzieląc (się)!

Wiem, rękodzieło, na dodatek w Polsce, nie jawi się jako najbardziej dochodowa branża ale istnieje co najmniej kilka sposobów aby zarabiać i móc rozwijać się w tej dziedzinie. Dlaczego chcę ci zdradzić te sposoby choć odkrywałam je kosztowną metodą prób i błędów długimi latami?

Nie, nie oszalałam! Mam w tym interes

Szukam kolejnych twórców dla naszej społeczności Oplotki.

Z całą energią dzielię się zapałem i doświadczeniem w sprzedaży produktów i warsztatów rękodzieła. Pomagam zakładać handmadowe fanpage, strony, sklepy i pracownie. Podrzucam modele biznesowe, które sprawdziły się u mnie lub u innych partnerów.

Zainteresowanie przerasta moje oczekiwania, więc poszłam za ciosem.

Zapraszam kolejne osoby do współpracy przy prowadzeniu warsztatów i współtworzenie społeczności OPLOTKI. Z każdym dniem utwierdzam się w poczuciu misji. Misji szerzenia pozytywnego przekazu najcenniejszych dla mnie wartości, które niesie rękodzieło.

Wspólnota, zrozumienie, poszanowanie tradycji i jej uwspółcześnione reinterpretacje, wylogowanie z tempa codzienności przy mindfulnesowej praktyce rękodzieła pozwalającej odreagować tempo dzisiejszego świata,  łączenie ponad podziałami wieku, płci, pochodzenia…

Twórczy upcycling, recycling, idea slow-fashion w miejsce szalonego konsumpcjonizmu…lokalne łańcuchy dostaw i wspieranie portfelem rodzimych marek rzemieślniczych, zaopatrzeniowych, usługowych…

Mogłabym wymieniać bez końca, ale napiszę tylko, że w końcu odważyłam się wejść w buty liderki tego OPLOTKOWEGO ruchu, z dniem, kiedy ruszyła, po raz pierwszy BIBLIOTEKA

Aktualnie, jest już Youtube, Facebook, Instagram, strona internetowa, Tik-Tok, E-sklep, kilka lokalizacji warsztatów stacjonarnych i podcast – wszystkie pod marką OPLOTKI

Na pytanie jak to ogarniam podpowiadam – zespół!

Po drodze spotkałam świetne pomocniczki dlatego opowiem Ci, dlaczego Oplotki to taki nasz mini inkubator i trampolina do samodzielnego rękodzielniczego biznesu.

Każdy pracuje tutaj dla siebie

Nie zatrudniam na cieplutki etat, ale wspieram w przedsiębiorczości, bo sama od 2012 każdego dnia walczę o przetrwanie w dżungli ZUS-u, urzędu skarbowego, opłat, rachunków, kosztów, marży, szkoleń i czasem długich miesięcy pod kreską. Wiem, że nic nie motywuje bardziej, niż sam rozwój i to magiczne poczucie sprawczości.

Wiem, że nie jesteśmy dla siebie konkurencją, wręcz odwrotnie!

Sama chętnie kupuję haft, bo choć znam podstawy to jednak moją mocną stroną jest zaplatanie. Dzięki takiej formie współpracy, często łączymy techniki, a nowe projekty pączkują w przyjaznej atmosferze przy kawie i ciachu. Nie rzucamy się na głęboką wodę. Większość z nas pracuje na etacie, co zapewnia zaplecze środków na mądry rozwój rękodzielniczej działalności, ale po jakimś czasie coraz więcej z Nas robi ten wielki krok – zakłada własną firmę.

Dlaczego nazywam Oplotki rękodzielniczym inkubatorem?

Pozwalam korzystać z naszej marki, aby przetestować produkt lub usługę ZANIM zainwestujesz w logo, stronę, sklep internetowy czy lokal. Dobrze pamiętam, że zanim udało mi się sprzedać pierwszy szydełkowy dywan, czekała mnie przeprawa przez znalezienie nazwy, logo, fanpage, był abonament i kosztowny regulamin sklepu, polityka prywatności i legendarne RODO – cała masa formalności bez których transakcja nie mogła być zawarta. Nie wspominając już o zakładaniu działalności gospodarczej. Wszystko to ZAMIAST pracować w skupieniu nad meritum czyli twórczym rękodziełem. To dlatego pomagam Ci NAJPIERW zarabiać, testując swój pomysł na produkt/usługę/warsztat przy wsparciu OPLOTKI. Wiem, że jeżeli masz ofertę, która obroni się w gąszczu internetu, to cała reszta już pójdzie z górki.

Dlaczego więc dzielę się wiedzą i doświadczeniem?

Ja już tam byłam i wiem, że jeżeli masz świetny produkt, to szkoda twojego czasu na zbędne detale – jest za to kilka kluczowych obszarów na których trzeba się skupić, by Twoja inicjatywa stała się biznesem generującym dochód.

No dobra, a jak to się dzieje w praktyce?

Ciągle jeszcze najkrótsza droga to pisać bezpośrednio do mnie.

Nasza rozmowa to wspólne opracowywanie dróg rozwoju twojej działalności w ramach ekosystemu Oplotki. Jeżeli, jak ja, uwielbiasz kontakt z ludźmi prawdopodobnie wybierzesz prowadzenie warsztatów, jeżeli preferujesz ciszę misternych ruchów, wtedy skupimy się na sprzedaży twoich prac.

To zaledwie 2 najpopularniejsze drogi, ale jest ich o wiele, wieeeeele więcej.

Co ja z tego mam?

Świetną grupę rękodzielników, markę która wspiera mnie w pracy architekta wnętrz i pozwala w mgnieniu oka kontaktować moich klientów z najlepszymi wykonawcami. I bezcenne poczucie, że zostawiam ten świat odrobinę bardziej uśmiechniętym i kreatywnym dla mojej trójki dzieci, które patrzą i uczą się świata przedsiębiorczości podglądając mnie na co dzień.

No i oczywiście ciągłą praktykę!

Certyfikuję się na potęgę, wiecznie rozwijam i kształcę i dzięki pracy z Tobą, mogę się tymi umiejętnościami nieustannie dzielić.

Certyfikacja ICF jako coach, seria certyfikacji jako mentorka finansowa, niezliczone kursy.

Wszystko, by wspierać Cię jeszcze skuteczniej!

Czujesz, że to coś dla Ciebie?

pisz, opowiedz swoją historię, pomysł na biznes, bym mogła doradzić, co dalej: agnieszka@oplotki.pl

lub wskakuj do OPLOTKOWEGO ŚWIATA po wsparcie on-line!

A więcej szczegółów z mojej osobistej historii tworzenia marki OPLOTKI od zera aż do eksplozji sukcesu w dobie covidowej pandemii – znajdziesz w  w OPLOTKOWEJ książce!

Oplotki zaczęły się od potrzeby zmiany, twórczości i wyjścia z ukrycia. Dziś ta sama idea żyje dalej w materiałach, programach i zasobach, które pomagają twórczyniom handmade rozwijać markę, sprzedaż i własną drogę.
Jeśli chcesz uporządkować swój biznes handmade spokojniej i bardziej strategicznie, zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade.

FAQ

Jak powstała marka Oplotki?

Oplotki powstały z połączenia życiowego przełomu, powrotu do rękodzieła i potrzeby stworzenia miejsca, które wspiera twórcze kobiety. To historia marki, która zaczęła się od osobistej zmiany i z czasem przerodziła się w większą misję.

Skąd wziął się pomysł na Oplotki?

Pomysł na Oplotki wyrósł z doświadczenia zmęczenia dotychczasowym stylem życia i z odkrycia, że rękodzieło może być nie tylko twórczością, ale też drogą do zmiany, sensu i wspierania innych kobiet.

Czy Oplotki od początku były marką biznesową?

Nie. Najpierw była osobista historia, powrót do rękodzieła i potrzeba odnalezienia nowego kierunku. Dopiero później z tej drogi wyrosła marka, która dziś wspiera twórczynie handmade także w rozwoju biznesu.

Dla kogo jest dziś Oplotki?

Dziś Oplotki są dla osób, które chcą rozwijać rękodzieło i biznes handmade, korzystając z kursów, programów, wydarzeń i materiałów wspierających sprzedaż, markę i własną drogę twórczą.

Co dziś najlepiej pokazuje misję Oplotki?

Jednym z miejsc, które najlepiej pokazują dzisiejszą misję Oplotki, jest Biblioteka Biznesowa dla Handmade — przestrzeń z materiałami, programami i zasobami dla twórczyń, które chcą rozwijać swoją markę handmade spokojniej i bardziej strategicznie.

Dlaczego historia marki Oplotki może być ważna dla twórczyń handmade?

Bo pokazuje, że marka handmade nie zawsze zaczyna się od idealnego planu. Często zaczyna się od zmiany, potrzeby sensu, twórczości i decyzji, by nie chować się dłużej ze swoim talentem.

Oplotki zaczęły się od potrzeby zmiany, twórczości i wyjścia z ukrycia. Dziś ta sama idea żyje dalej w materiałach, programach i zasobach, które pomagają twórczyniom handmade rozwijać markę, sprzedaż i własną drogę.

Jeśli czujesz, że też nie chcesz tworzyć w ukryciu i chcesz poukładać swój biznes handmade spokojniej, bardziej strategicznie i po swojemu — zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade.


Rok po roku: kronika Oplotki

Tyle o początkach. Ale od momentu, w którym Oplotki zaczęły żyć na serio, zdarzyło się wiele: wzloty, upadki, pandemia, nowe kursy, nowe narzędzia, nowi ludzie. Co roku, od 2019, spisuję te doświadczenia w coroczne podsumowania. Poniżej znajdziesz pełną mapę tej drogi.

Skocz do roku: 2019 · 2020 · 2021 · 2022 · 2023 · 2024 · 2025 · Czego nauczyły mnie te lata · Plany na kolejne lata

2019: ROK SKALOWANIA (SCALE)

[TU WPISZ 1-2 ZDANIA: jaki to był rok dla Oplotki — co się wydarzyło, jakie było główne wyzwanie lub zwycięstwo.]

  • Główne podsumowanie roku: Kobiecy biznes bez cenzury — subiektywne podsumowanie 2019 →
  • Refleksja na temat wdzięczności: Wdzięczność →

2020: ROK WZROSTU (GROWTH)

To był zdecydowanie rok dualności, z jednej strony celebracja 10 lat Oplotki, z drugiej uderzenie pandemii. Jak to wpłynęło na markę, ludzi, kursy…

  • Podsumowanie dekady: Podsumowanie dekady Oplotki →
  • Plany na 2020: Co w Oplotki w 2020? →
  • O pandemii i rękodziele: Jak pandemia wpłynęła na branżę handmade →
  • Jak działaliśmy w pandemii: Oplotki w pandemii — jak wygląda nasza praca →
  • Biznesowe wsparcie dla innych: Jak uratować swój biznes w dobie koronawirusa →
  • Pozytywnie w trudnym czasie: Zarażajmy się czymś pozytywnym →
  • Nasza akcja wdzięczności: Kampania „Dziękujemy” →
  • Osobiście o tym, co mnie wyróżnia: Moje dziwactwa →
  • Z życia freelancerki: Dress code freelancerki →

2021 — ROK WIDOCZNOŚCI (VISIBILITY)

To był rok TEDx, wizyt w mainstreamowych mediach, rok, kiedy jako osobiste wyzwanie podjęłam zadanie mówić gdzie się da o mocy rękodzieła…im głośniej, tym lepiej…

  • Plany na 2021: Oplotkowe plany i rękodzieło w 2021 →
  • Podsumowanie roku: Podsumowanie roku 2021 →

2022: ROK DBANIA O SIEBIE, BY LEPIEJ DBAĆ O INNYCH (SELF-CARE PRO)

Po turbo-intensywnym 2021 uczyłam się dbania o siebie, przy jednoczesnym delegowaniu i skalowaniu działań Oplotki siłami zespołu, nowych partnerstw, mocy onlajnowej dźwigni skali…

  • Podsumowanie roku: Podsumowanie roku 2022 →

2023: ROK SZLIFOWANIA TEGO, CO DZIAŁA (RINSE AND REPEAT)

To był czas trudnych wyborów, którym projektom trzeba powiedzieć NIE lub POTEM, aby innym powiedzieć głośniejsze TAAAAK!

  • Podsumowanie roku: Podsumowanie roku 2023 →

2024: ROK ROCZNIC (ANIVERSARIES)

To był rok w którym (w końcu) dostrzegłam moc w powtarzalnych projektach i zaczełam je celebrować. Rocznice na stałe weszły do kalendarza Oplotki i nadały temu, co robimy do dziś, stały rytm.

  • Podsumowanie roku: Podsumowanie roku 2024 →

2025: ROK DĄŻENIA DO MISTRZOSTWA (REFINEMENT)

Miałam poczucie, że ścigamy się same ze sobą…coraz ambitniejsze projekty, coraz śmielsze wizje i obsesja na punkcie naszych produktów i usług

  • Podsumowanie roku: Podsumowanie roku 2025 →

2026: ROK CZŁOWIEKA W DOBIE AI (OBECNOŚĆ) [w toku]

Podsumowanie 2026 pojawi się na przełomie roku. Tymczasem zapraszam do śledzenia tego, co dzieje się teraz w Oplotki — tutaj znajdziesz wszystkie aktualne kursy i materiały: sklep Oplotki →

Czego nauczyły mnie te lata

iedy patrzę wstecz na te lata, wyłaniają się pewne wzorce, rzeczy, które zrobiłabym inaczej, i rzeczy, które okazały się najważniejsze.

  1. Lekcja 1: Autentyczność jest biznesowo opłacalna – za każdym razem, kiedy przezwyciężałam mój osobisty strach, wstyd, trudne doświadczenie, biznesową porażkę i dzieliłam się nią otwarcie, Oplotki notowały kwantowy skok biznesowy
  2. Lekcja 2: Warto inwestować w społeczność, nie tylko w produkt: wiem, wiem, wszyscy o tej społeczności trąbią – ja zrozumiałam, że dopieszczanie istniejących klientek, nałogowe dodawanie tego, co mogłoby się przydać nawet, kiedy za to nie zapłaciły kupując daną ofertę – to droga do marki, od której kupuje się w ciemno. Zamiast na zasięgach, skupiłyśmy się na obsesyjnym podnoszeniu jakości naszych produktów i to się opłaciło. W społeczności klientek są z nami soby, które od 5-10 lat są ciągle z nami
  3. Lekcja 3: Kurs online to nie to samo co warsztat stacjonarny„: Jesteśmy na rynku już wystarczająco długo, by pamiętać przed-pandemiczny analog – pandemiczny online na 100%- i po-pandemiczny renesans wydarzeń „w realu”. To, co było przed pandemią i to, co jest „PO” to jednak świat niuansów, które robią ogromną różnicę. Z nowym poziomem świadomości realizujemy zarówno online, jak i offline i tworzymy zupełnie nową jakość u progu ery AI

Pracujesz nad własnym rękodzielniczym biznesem?

Wszystkie wnioski, błędy i odkrycia z tych lat Oplotki skondensowałam w jednym miejscu.
Biblioteka Biznesowa dla Handmade to zbiór moich kursów biznesowych — wszystko, czego dowiedziałam się o prowadzeniu rękodzielniczego biznesu, w jednym pakiecie.

ZOBACZ BIBLIOTEKĘ BIZNESOWĄ →

Plany na kolejne lata

Patrząc na te wszystkie lata Oplotki, widzę coś, co wcześniej nie było dla mnie tak oczywiste: branża rękodzielnicza wchodzi w etap dojrzewania. Era „prowadzę warsztaty po godzinach, bo kocham rękodzieło” powoli się kończy, nie dlatego, że pasja przestała mieć znaczenie, ale dlatego, że rzeczywistość rynku się zmieniła. Koszty rosną. Uczestniczki mają coraz mniej czasu. Konkurencja jest globalna. AI przyspiesza dostęp do wiedzy technicznej. Edukacja, także ta rękodzielnicza, się profesjonalizuje.

I to nie jest zagrożenie. To dojrzewanie.

AI nie zabierze nam warsztatów. Zabierze przeciętność. Jeśli warsztat oferuje tylko „pokażę Ci, jak to zrobić”, przegrywa z internetem, bo tutoriale są już dziś natychmiast dostępne. Ale warsztat, który oferuje doświadczenie, proces, strukturę, zmianę stanu, przemyślaną dynamikę grupy, to jest coś, czego żadna technologia nie odtworzy. To już nie jest przekazywanie wiedzy. To projektowanie transformacji.

Uczestniczki nie kupują spotkania. Kupują sens, jakość, głębokość, dobrze zaprojektowany czas. Jeśli warsztat nie jest zaprojektowany jak produkt premium, zostanie zastąpiony przez retreat, kurs online, event doświadczeniowy. A warsztat premium to nie jest kwestia ceny. To kwestia świadomości kosztów, świadomości wartości, świadomości pozycji. To metodologia, nie improwizacja. To ramy czasowe i energetyczne, nie „zobaczymy, jak wyjdzie”.

Analogowe skille. Cyfrowa strategia.

To jest kierunek, w którym idą kolejne lata Oplotki. Nie uczę, jak robić więcej warsztatów. Uczę, jak budować je tak, żeby były konstrukcyjnie mocne, ekonomicznie sensowne, psychologicznie świadome i rynkowo konkurencyjne. Warsztat nie jest hobby. Warsztat jest produktem edukacyjnym. A produkt edukacyjny wymaga standardów.

Rękodzieło właśnie wchodzi w fazę, w którą każda branża kiedyś wchodzi: od entuzjazmu do profesjonalizacji. Pytanie nie brzmi „czy to się stanie”. Pytanie brzmi: kto się do tego przygotuje.

Jeśli chcesz przejść tę drogę razem ze mną — zapisz się na newsletter (napiszę Ci, kiedy pojawi się podsumowanie 2026 i co przyniesie kolejny rok), zajrzyj do Biblioteki Biznesowej, albo po prostu wróć tu za rok. Będę.


Sklep Oplotki · Biblioteka Biznesowa · Kontakt

8 września 2026/Autor Ania - Zespół Oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2018/12/wyroniajacy-historia-1080x1080-1.jpg 1080 1080 Ania - Zespół Oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png Ania - Zespół Oplotki2026-09-08 17:00:002026-08-25 09:03:58Oplotki – historia marki handmade słowami twórczyni, ROK PO ROKU
RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Ile sznurka potrzeba, aby zrobić szydełkowy kosz na zabawki?

Na szydełkowy kosz na zabawki najczęściej potrzeba kilkuset metrów sznurka, ale dokładne zużycie zależy od grubości materiału, rozmiaru szydełka, ścisłości pracy i wielkości kosza. W moich przykładowych projektach z bawełnianego sznurka 5 mm zużycie wyniosło około 400–450 metrów.


Dopiero zaczynasz przygodę z szydełkiem?

Jeśli sznurek już kupiłaś, ale sam splot szydełkowy jest dla
Ciebie jeszcze świeżym tematem — zajrzyj do mojego rocznego kursu szydełkowania online. Uczysz się od pierwszej pętelki,
z nagraniami, wzorami i moim prowadzeniem przez cały rok.

→ Zobacz kurs szydełkowania online


Szydełkowy kosz na zabawki w skrócie

sznurek 5 mm, szydełko 9 mm, 450 m i 400 m, przy innych grubościach i rozmiarach wyjdzie inaczej.

Chciałabyś zrobić szydełkowy kosz na zabawki, ale nie do końca wiesz, ile materiału będzie do tego potrzebne? By zrobić taki kosz, potrzebujesz sznurka. Pytanie tylko w jakiej ilości…

Podobnie jak w przypadku szydełkowego dywanu, odpowiedź znowu nie jest jednoznaczna. Kosze, które widzisz poniżej, przyjęłam jako punkt odniesienia, żeby łatwiej było Ci określić, ile materiału potrzebujesz na stworzenie własnego.

Beżowe „przechowalnie zabawek” z poniższych zdjęć tworzyłam przy pomocy bawełnianego sznurka o grubości 5 mm. Pracowałam szydełkiem w rozmiarze 9 mm. Dlaczego to ważne? Jeżeli użyjesz szydełka o większym rozmiarze, praca automatycznie będzie luźniejsza. Kosz zatem będzie bardziej elastyczny. Nie będzie tak sztywno stał. Choć to często jest zaleta, jeżeli chcesz go np. wyprać w pralce – o wiele wygodniej jest go wtedy włożyć do bębna. Dodatkowo dodam, że zabawki, które wypełniają kosz, często nadają mu zamierzony kształt, więc nie warto „na siłę” ciasno splatać półsłupkowych ściegów, jeżeli łatwiej przychodzi Ci luźna robótka.

Od czego zależy ilość sznurka na kosz?

Pamiętaj! Jeżeli użyjesz nieco grubszego sznura (np. 6 mm, 9 mm), należy również użyć większego szydełka (odpowiednio 11-13 oraz 15-20). W przypadku poniższych koszyków zużyłam odpowiednio 450 (beżowo-biały) oraz 400 (różowy – niższy, ale za to szerszy) metrów bawełnianego sznurka o grubości 5 mm.

Dlaczego warto zamówić nieco więcej sznurka?

Pisałam już o tym w krótkim tekście na temat szydełkowego dywanu, ale powtórzę. Niektórzy polscy producenci sznurka bawełnianego dają możliwość zamawiania go w jednym odcinku. Sznurek, który dostępny jest w regularnej ofercie, sprzedawany jest najczęściej w formie 50-, 100-, 200-metrowych motków, jednak często jest możliwość zamówienia dłuższych odcinków. Są one wtedy najczęściej pakowane w wygodne kartony lub papierowe worki. Dzięki temu łatwo jest pracować bez obawy o łączenie odcinków sznurka w jednej pracy. Co ważniejsze – nie narażamy się na zaplątanie materiału. Sznurek w dłuższych odcinkach jest zazwyczaj ułożony w opakowaniu w taki sposób, że jeżeli mocno nie będziemy w nim „grzebać” – przerobimy całość bez obaw o węzełki. Jeżeli potrzebujesz informacji o dostawcach materiału, u których się zaopatruję – śmiało pisz: oplotki@oplotki.pl

Poniżej znajdziesz przykładowe prace szydełkowane przy pomocy takich właśnie personalizowanych, dłuuugaśnych odcinków sznurka bawełnianego o grubości 5 mm. Pojedynczy różowy koszyczek z uchwytami to około 250 metrów sznurka. Niebieski zestaw to 5 koszyków, na które zużyłam 2000 metrów sznurka (jeden niekończący się karton sznurka = marzenie każdego szydełkomaniaka). Zestaw ciemnoróżowy to również 2000 metrów, tutaj jednak każdy ze sznurkowych koszyczków był o rozmiar mniejszy, dlatego udało się jeszcze stworzyć szydełkową poduszkę, na którą potrzebowałam około 200 metrów sznura. Nie muszę Ci chyba wspominać, bo sprytnie sobie obliczysz… ale TAK po tym, jak w szaleńczym tempie zużyłam grubo ponad 4 tysiące metrów sznurka, zamówiłam jeszcze 400 – po 200 z każdego odcienia błękitu, żeby uzupełnić zestaw. Ot taka przypadłość szydełkujących.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o „wpadkach”

Próby i błędy to jednak moje życiowe motto. Testuję wszystko, co wpadnie mi w ręce i mogłoby nadawać się do przerobienia przy użyciu któregoś z licznych szydełek rozsianych po domu. Podobnie było z poliestrowym sznurem, który znalazłam w garażu taty (swoją drogą ten śliski materiał świetnie nadawał się do pracy). Kiedy zabrakło dosłownie 30 metrów do zakończenia kosza (koniecznie chciałam zaopatrzyć go w solidne uchwyty – bo wizja osłonki doniczkowej dopadła mnie w połowie zaplatania). O jakież było moje miłe zaskoczenie, kiedy odkryłam, że poliestrowego sznura jest w sieci OGROM. Jest średnio o połowę tańszy niż jego bawełniany odpowiednik. Nie występuje w zbyt bogatej palecie kolorów, ale też da się kilka ciekawych znaleźć. Ja oczywiście dokupiłam czarny – dokładnie taki jak ten z tatowego garażu. Niestety jakież było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że specyficzny zapach tego materiału, to nie opary garażu, ale… zapach tego materiału.

Nie ma co kryć – to plastik, niestety nie jest biodegradowalny, nie ma nic wspólnego z certyfikowanymi barwnikami. Jest sztucznym i nieprzeznaczonym do wnętrz sznurkiem. Ewidentnie nie wpisuje się w wartości marki OPLOTKI. Trudno stawiać na zero-waste i pracować przy użyciu poliestrowego sznura. Dlatego właśnie nie używamy go do tworzenia naszych produktów. To nasz wybór. Ty oczywiście nie musisz takiego dokonywać, dlatego dodam tylko, że o ile nie polecam tego materiału do wnętrz (choćby zapach, którego trudno pozbyć się nawet po kilku praniach), może być przydatny np. na balkonie, w ogrodzie. Przyda się wszędzie tam, gdzie bawełna narażona na czynniki słoneczne mogłaby szybko się odbarwić, a w kontakcie z ziemią np. szybko zabrudzić. U mnie poliestrowy kosz spełnia na zmianę rolę osłonki na zewnętrzną doniczkę choinki rezydującej na balkonie i siaty. SIATY?!? Tak! Poliester jest niezniszczalny i nieznacznie się rozciąga, dlatego ta olbrzymia siata ratuje nas podczas większych (i cięższych) zakupów.

Jak Ci wspomniałam, świadomie zdecydowałam nie używać poliestru w swoich pracach. Szukałam więc bardziej przyjaznej środowisku alternatywy na zewnątrz. Znalazłam!

Dlaczego sznurek sizalowy to eko alternatywa dla poliestru?

Właściwie odpowiedziałam, zadając pytanie. Po prostu tak jest! O ile nie polecam sizalowego sznura do wnętrz (wiele rodzajów lubi się strzępić i sypać), o tyle już do outdoorowych projektów jest jak znalazł. Poniżej ogromny kosz, który dziergałam w domu (dlatego nie polecam – odkurzacz szedł w ruch po zakończeniu poszczególnych części pracy i jeszcze raz – gruntownie – po zakończeniu projektu i jego wyniesieniu na zewnątrz). Kosz to ogromna osłonka na donicę. Dzielnie znosi słońce i deszcz (choć w osłoniętym miejscu na balkonie nie zaznaje go zbyt dużo). Starzeje się z klasą i właściwie mogę śmiało powiedzieć, że wygląda nawet lepiej, niż na samym początku.

Ten eko-styl jednak trzeba lubić. Nie tylko oglądać, ale również… dotykać. Praca z tym materiałem nie jest tak przyjemna, jak z mięciutką bawełną. Sznurek jest sztywniejszy, nieco kłujący i zostawia absolutnie wszędzie (na Tobie, ubraniu, dłoniach) drobniuteńkie drażniące strzępy materiału. Aby stworzyć taki kosz, jak na zdjęciu poniżej potrzeba około 900 metrów sznura (ma około 4 mm grubości). Taki sznur z powodzeniem zamówisz w Internecie lub znajdziesz w większych marketach budowlanych. Ja użyłam mojego ulubionego szydełka w rozmiarze 9, ale spokojnie rozmiar 7-8 też się nada.

Wracając do bawełny… tak na pokrzepienie powiem Ci, że jednak nie znalazłam lepszego materiału do wnętrz. Świadomość, że każdy metr jest barwiony bezpiecznymi farbami, a certyfikat Oekotex daje mi gwarancję, że mogę tego materiału użyć choćby w pokoiku dziecięcym – jest bezcenna. Jedyne, co pozwala mi „oszczędzać” w przypadku materiału, to jego wykorzystanie do ostatniego metra. Często z 20- lub 40-metrowych resztek powstają małe miseczki na drobiazgi, które uzupełniają szydełkowe komplety, a końcówki służą jako sznurki-ofiary (dziecięcej kreatywności moich pociech). Jeżeli też chcesz ożywić swoje wnętrza i dodać do nich własnoręczne szydełkowe dodatki – skorzystaj z warsztatów stacjonarnych lub (jeżeli to za duża wyprawa) opanuj tę technikę dzięki kursowi szydełkowania online. Uwierz mi, to nie takie trudne, jak się wydaje, a oprócz namacalnych dowodów Twoich nowych umiejętności zdobiących Twoje wnętrza, odkryjesz magię spokoju zaklętą w powtarzalnych ruchach dłoni.

FAQ

Ile sznurka potrzeba na szydełkowy kosz na zabawki?

W przykładowych projektach z bawełnianego sznurka 5 mm zużycie wyniosło około 400–450 metrów, ale dokładna ilość zależy od wielkości kosza i sposobu pracy.

Jaki sznurek wybrać na kosz na zabawki?

Do wnętrz najlepiej sprawdza się bawełniany sznurek, bo jest przyjemniejszy w użytkowaniu i bardziej naturalny. Wpis wyraźnie wskazuje bawełnę jako najlepszy materiał do wnętrz.

Jakie szydełko do kosza ze sznurka 5 mm?

W tym wpisie punkt odniesienia to szydełko 9 mm przy sznurku 5 mm.

Czy lepiej kupić więcej sznurka?

Tak, bo łatwiej pracować z jednym dłuższym odcinkiem i unika się niepotrzebnego łączenia materiału. To jest wprost rozwinięte w sekcji o zamawianiu większej ilości.

Czy poliester nadaje się na kosz szydełkowy?

Może się sprawdzić w projektach outdoorowych, ale we wpisie wyraźnie zaznaczasz jego ograniczenia przy zastosowaniach do wnętrz.

Czy sizal nadaje się do szydełkowych koszy?

Tak, jako bardziej ekologiczna alternatywa do zastosowań zewnętrznych, choć jest sztywniejszy i mniej komfortowy w pracy.

Szydełkowanie na prawdę nie jest trudne!

Przekonaj się o tym!

Spróbuj naszego

On-line kursu szydełkowania 

Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!

kurs jak zrobić szydełkowy kosz

kurs szydełkowania od podstaw online

kurs szydełkowania od podstaw on-line

 

 

Jeśli chcesz nauczyć się szydełkować od podstaw i tworzyć więcej takich projektów, zacznij tutaj:
Kurs szydełkowania online krok po kroku

9 października 2019/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/10/ile-sznurka-na-szydelkowy-kosz-i-poduszke.png 800 800 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2019-10-09 07:37:022026-04-18 15:41:27Ile sznurka potrzeba, aby zrobić szydełkowy kosz na zabawki?
RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Szydełkowanie online. Jak zacząć i dlaczego warto dać sobie szansę

Jeśli zastanawiasz się, czy szydełkowanie online może być dla Ciebie, odpowiedź brzmi: tak — nawet jeśli nigdy wcześniej nie trzymałaś szydełka w ręku. Nie musisz być „cierpliwą duszą”, mieć wielkiego doświadczenia ani wpisywać się w żaden stereotyp, żeby zacząć. Wystarczy ciekawość, odrobina otwartości i gotowość, by spróbować czegoś nowego.

Szydełkowanie online może być dobrym sposobem na rozpoczęcie nowej pasji, złapanie oddechu i nauczenie się czegoś krok po kroku — bez presji, bez pośpiechu i we własnym rytmie.

Szybka odpowiedź: czy warto zacząć szydełkowanie online?

Tak, warto. Szydełkowanie online daje Ci możliwość nauki od podstaw, bez wychodzenia z domu i bez stresu, że nie nadążysz za grupą. To dobry start szczególnie wtedy, gdy chcesz sprawdzić, czy ta technika naprawdę jest dla Ciebie, ale potrzebujesz spokojnej, uporządkowanej ścieżki.

Dlaczego wiele osób odkłada szydełko, zanim w ogóle spróbuje?

Bardzo często problemem nie jest samo szydełko, tylko wszystko to, co sobie o nim wyobrażamy.

Odkładamy start, bo:

  • wydaje nam się, że to nie hobby dla nas,
  • myślimy, że trzeba mieć wyjątkową cierpliwość,
  • zakładamy, że i tak nam nie wyjdzie,
  • albo czekamy na idealny moment, który nigdy nie przychodzi.

Tymczasem wiele pasji zaczyna się właśnie od małego kroku. Nie od gotowości. Nie od perfekcji. Tylko od decyzji, żeby spróbować.

Najczęstsze mity o szydełkowaniu

Wokół szydełkowania nadal krąży sporo stereotypów. Niektóre są zabawne, inne skutecznie odbierają odwagę do startu. Warto je rozbroić, zanim pozwolisz im zadecydować za Ciebie.

Szydełkowanie jest tylko dla starszych kobiet

To jeden z najbardziej absurdalnych stereotypów. Szydełko nie ma przypisanej metryki. Nie trzeba mieć określonego wieku, żeby zacząć. Nie trzeba też czekać, aż „przyjdzie na to czas”.

Szydełkowanie może stać się częścią życia osoby młodej, zapracowanej, twórczej, dynamicznej — dokładnie tak samo jak każdej innej.

Szydełkowanie nie pasuje do nowoczesnego życia

Bardzo często słyszymy, że rękodzieło to coś „niemodnego”, „przeszłego” albo niepasującego do współczesnych wnętrz i współczesnego stylu życia.

A przecież wystarczy rozejrzeć się wokół, żeby zobaczyć, że szydełkowanie wraca w zupełnie nowej odsłonie:

  • w dodatkach do wnętrz,
  • w modzie,
  • w projektach użytkowych,
  • w świadomym wybieraniu rzeczy tworzonych wolniej i uważniej.

Żeby szydełkować, trzeba być bardzo cierpliwą

Nie trzeba mieć idealnego charakteru ani spokojnej natury. Szydełkowanie nie jest zarezerwowane tylko dla osób, które nigdy się nie denerwują i zawsze mają czas.

To nie cechy charakteru decydują o tym, czy możesz zacząć. O wiele ważniejsze jest to, czy chcesz spróbować i czy dasz sobie prawo do nauki bez presji.

Szydełkowane rzeczy wyszły z mody

To kolejny mit, który nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością.

Szydełkowane dodatki, kosze, dywany, torby, dekoracje i ubrania wracają w nowych formach i bardzo często wyglądają nowocześnie, świeżo i funkcjonalnie. Wszystko zależy od tego, co tworzysz, z jakiego materiału korzystasz i jak patrzysz na tę technikę.

Dlaczego mimo wszystko warto spróbować?

Bo szydełkowanie daje coś więcej niż gotowy przedmiot.

Szydełkowanie porządkuje głowę

Ruch rąk, powtarzalność i skupienie na kolejnych oczkach pomagają zatrzymać natłok myśli. To jedna z tych aktywności, które pozwalają wrócić do siebie i na chwilę odciąć się od codziennego chaosu.

Daje satysfakcję i poczucie sprawczości

Jest ogromna różnica między „oglądaniem inspiracji” a zrobieniem czegoś własnymi rękami. Nawet prosty projekt potrafi dać poczucie dumy, sprawczości i satysfakcji, której trudno szukać gdzie indziej.

Może stać się codziennym rytuałem

Szydełkowanie nie musi oznaczać wielkich projektów i wielkich planów. Czasem wystarczy kilkanaście minut dziennie, żeby ta czynność stała się czymś, co naprawdę Ci służy.

Czy da się nauczyć szydełkowania online?

Tak — i właśnie dlatego powstały kursy oraz materiały online, które prowadzą krok po kroku.

Tak, jeśli uczysz się krok po kroku

Największy problem na starcie zwykle nie polega na tym, że szydełko jest trudne. Problemem jest chaos:

  • za dużo przypadkowych tutoriali,
  • za mało ciągłości,
  • brak jasnej ścieżki od podstaw do pierwszych projektów.

Dlatego nauka online działa najlepiej wtedy, gdy masz uporządkowaną drogę i nie musisz zgadywać, co robić dalej.

Online działa lepiej, gdy masz uporządkowaną ścieżkę

Szydełkowanie online ma sens wtedy, gdy możesz:

  • wracać do materiałów,
  • uczyć się we własnym tempie,
  • zatrzymywać i powtarzać fragmenty,
  • rozwijać umiejętności krok po kroku.

To szczególnie ważne dla osób początkujących, które nie chcą zaczynać od frustracji.

Nie musisz zaczynać sama

Nauka online nie oznacza samotności. Dobrze przygotowany kurs czy społeczność wokół niego może dać Ci poczucie wsparcia, kierunku i motywacji do dalszego działania.

Dla kogo szydełkowanie online będzie dobrym startem?

Dla osób początkujących

Jeśli nigdy wcześniej nie szydełkowałaś, nauka online może być bardzo dobrym startem — pod warunkiem, że zaczynasz od podstaw i nie próbujesz od razu robić wszystkiego naraz.

Dla tych, które chcą uczyć się we własnym tempie

Nie każda osoba lubi naukę w grupie, na żywo, w określonych godzinach. Szydełkowanie online daje Ci swobodę: wracasz do materiałów wtedy, kiedy możesz i kiedy masz na to przestrzeń.

Dla tych, które nie chcą zaczynać od chaosu

Jeśli masz dość skakania między przypadkowymi inspiracjami, krótkimi filmami i niepewnością, co dalej — uporządkowana nauka online może oszczędzić Ci mnóstwo energii.

Najczęstszy błąd na starcie

Najczęstszym błędem na początku nie jest brak talentu.

Najczęściej blokuje nas coś innego:
przekonanie, że szydełkowanie jest dla kogoś innego, ale nie dla nas.

A przecież najlepszy sposób, żeby to sprawdzić, to po prostu dać sobie szansę.

Jeśli chcesz iść krok dalej…

Jeśli po przeczytaniu tego tekstu czujesz, że szydełkowanie naprawdę Cię woła, ale nadal chcesz zobaczyć, jak wygląda nauka krok po kroku, przeczytaj dalej tutaj→ Kurs szydełkowania online krok po kroku

Tam zobaczysz:

  • dla kogo jest kurs,
  • czego możesz się nauczyć,
  • jak wygląda nauka od podstaw,
  • i czy to dobry wybór dla Ciebie.

Chcesz zacząć szydełkować krok po kroku?

Jeśli chcesz nauczyć się szydełkować spokojnie, we własnym tempie i przejść od podstaw do własnych projektów, zobacz pełną ofertę tutaj:

→ Szydełko: roczny kurs online


FAQ

Czy szydełkowanie jest trudne?

Nie musi być trudne. Najwięcej trudności pojawia się wtedy, gdy zaczynasz bez planu i próbujesz uczyć się z wielu przypadkowych źródeł naraz. Gdy masz uporządkowaną ścieżkę, nauka staje się dużo prostsza.

Czy szydełkowanie jest tylko dla starszych osób?

Nie. To jeden z najczęściej powtarzanych stereotypów. Szydełkowanie może być dla każdego — niezależnie od wieku, stylu życia czy wcześniejszych doświadczeń.

Czy można nauczyć się szydełkować online?

Tak. Nauka online może być bardzo skuteczna, jeśli prowadzona jest krok po kroku i daje możliwość wracania do materiałów wtedy, kiedy tego potrzebujesz.

Czy trzeba być cierpliwą, żeby szydełkować?

Nie trzeba być idealnie spokojną ani „stworzoną do rękodzieła”. Dużo ważniejsze od cech charakteru jest to, czy chcesz spróbować i dajesz sobie prawo do nauki.

Od czego zacząć szydełkowanie?

Najlepiej od podstaw, prostych materiałów i uporządkowanej nauki. Dzięki temu szybciej zobaczysz postępy i nie zniechęcisz się na samym początku

3 lipca 2019/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/07/szydelko-w-koszyku.jpg 2048 1982 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2019-07-03 07:30:372026-04-08 12:05:59Szydełkowanie online. Jak zacząć i dlaczego warto dać sobie szansę
RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Jak zrobić szydełkowe maskotki. Historia, która może być początkiem Twojej przygody

Szydełkowe maskotki można zacząć robić nawet bez dużego doświadczenia, jeśli opanujesz podstawy szydełkowania, zrozumiesz zasady kształtowania form i zaczniesz od prostych projektów. Dla wielu osób właśnie amigurumi staje się momentem, w którym szydełkowanie naprawdę wciąga.

Szydełkowe maskotki to forma rękodzieła, w której z włóczki i prostych technik szydełkowych powstają zabawki, postacie i stworzenia o indywidualnym charakterze.

Największa magia szydełkowych maskotek nie polega na perfekcji, tylko na tym, że z kilku elementów i wyobraźni powstaje postać, której wcześniej nie było.

Mimbla Szydełkuje

Mimbla to sympatyczna starsza siostra Małej Mi z opowieści o Muminkach, która jak wszystkie Mimble zachowuje spokój w każdych okolicznościach i mało co potrafi wyprowadzić ją z równowagi. Nie wynika to bezpośrednio z powieści, ale myślę, że mogła szydełkować 🙂 Kocham Muminki i szydełkowanie i z tego połączenia narodziła się nazwa – Mimbla Szydełkuje.

A jak to się zaczęło? Dzisiaj aż wstyd przyznać, że jeszcze dwa lata temu uważałam szydełkowanie za jedno z najnudniejszych zajęć na świecie, a obok produktów szydełkowych przechodziłam obojętnie. Chociaż muszę dodać, że samo rękodzieło było mi zawsze bliskie, a z racji pracy jako organizator imprez kulturalnych i warsztatów miałam możliwość uczestniczenia w najróżniejszych zajęciach. Uwielbiam to, co naturalne, więc najbardziej przepadłam w wiklinie, która jednak przy działaniu na własną rękę jest materiałem dość problematycznym. Stąd już niedaleko było do zachwytu nad sznurkiem, nadal wyplatanie, ale już nieco łatwiej dostępne materiały. Na pierwszych warsztatach zrobiłam kilka podkładek ze sznurka, a później zakiełkowała w mojej głowie myśl, żeby zrobić dla synów zabawki. Jest ich dwóch (synów) młodszy i starszy, bardzo lubili akurat oglądać Bolka i Lolka, więc wybór był oczywisty. Poszperałam w Internecie, żeby załapać zasady zwiększania, zmniejszania, zaokrąglania kształtów, kupiłam materiały i całkowicie improwizując stworzyłam ulubionych bohaterów.

Znajoma zobaczyła zabawki, zachwyciła się i rzuciła mi nowe wyzwanie – Reksio. Trochę się broniłam, że nie wiem jak się zabrać, nie mam doświadczenia, ale właściwie od razu zaczęłam się zastanawiać, od czego można by zacząć i jak miałby wyglądać. Tak już mam, że im większe wyzwanie, tym intensywniejsza moja praca nad perfekcyjną realizacją (w każdej dziedzinie 😉 ). Gotowy Reksio pojawił się kilka dni później, a ja już wiedziałam, że muszę szydełkować! Od tego czasu minęło 1,5 roku, a ja wciąż jestem w trakcie przynajmniej jednego projektu.

(Jeśli czytając to, myślisz „też bym tak chciała” — na końcu wpisu napiszę, jak możesz zacząć swoją przygodę.)

Najwięcej radości sprawiają mi indywidualne zamówienia, bo spełnianie dziecięcych marzeń o przytulankach, które narodziły się w wyobraźni jest czymś niesamowitym. Nikt, na całym świecie nie ma drugiej takiej zabawki! W każde szydełkowane przeze mnie stworzonko wkładam cząstkę swojego serca i aż trudno mi się później z nimi rozstać. Tak jak z dobrą książką, którą chciałoby się przeczytać do końca, ale jednak trochę przedłuża się ten moment i czyta tylko po małych fragmentach, żeby jak najdłużej zostać w tej opowieści; tak ja mam czasem gotowe wszystkie łapki, ogonki, główki i… czasem sięgam po inny kolor włóczki i zaczynam coś nowego, żeby jakoś łagodnie przejść od jednego zadania do kolejnego.

Czasem zdarza się, że ktoś widzi jakieś kawałki przygotowywanej przeze mnie zabawki i pyta co to jest, a kiedy odpowiadam z entuzjazmem, że to będzie np. łapka dinozaura, to po drugiej stronie widzę lekkie niedowierzanie. Kiedy później ta sama osoba zobaczy skończoną zabawkę jest efekt wow, bo zwierzak, który w mojej głowie jest już od początku właśnie taki jaki ma być, dla innych w częściach nie składa się w taką samą całość. Magia tworzenia!

Dbam o to, żeby osoba, która zamówiła u mnie zabawkę, nie widziała jej wcześniej w trakcie pracy czy na zdjęciach, bo ważne jest to pierwsze wrażenie i działanie na wszystkie zmysły. Przecież szydełkowa zabawka, to nie tylko wygląd, ale miękkość, faktura splotu, dla bardziej wyczulonych zapach… nie chcę odbierać obdarowanemu tego całościowego uczucia J

W mojej głowie wciąż jest jeszcze wiele niezrealizowanych pomysłów na zabawki. Chcę przy pomocy szydełka przekazać wartości, które są mi bliskie. Ale szczegółów nie zdradzę… 😉

Zapraszam do obserwowania moich zwierzaków na fb i insta oraz do kontaktu, spotkań tu i ówdzie … #mimblaszydelkuje

Ps. Jeżeli też chcesz zacząć przygodę z szydełkowaniem, nie czekaj!

TEn wpis powstał przy współpracy z #nimblaszydelkuje


Dlaczego szydełkowe maskotki tak wciągają?

Każdy projekt ma własny charakter

Tworzenie postaci uruchamia wyobraźnię

Radość z indywidualnych zamówień

Od czego zacząć, jeśli chcesz robić maskotki na szydełku?

Naucz się podstaw kształtowania form

Zacznij od prostych projektów

Nie czekaj na perfekcję

Jeśli chcesz zacząć swoją przygodę z szydełkiem…

Czasem wystarczy jeden projekt, żeby szydełko stało się nowym
nawykiem — tak jak stało się dla bohaterki tego wpisu.
Jeśli właśnie myślisz, że też chcesz spróbować, ale nie wiesz,
od czego zacząć — dokładnie po to powstał mój roczny
kurs szydełkowania online.

Prowadzę Cię od pierwszej pętelki, przez łańcuszek, aż do
Twojej pierwszej maskotki amigurumi. Uczysz się we własnym
tempie, wracasz do lekcji, ile razy potrzebujesz, a po drodze
masz mnie i społeczność innych kursantek, które zaczynają
razem z Tobą.

→ Zobacz kurs szydełkowania online

Jeśli nie wiesz, czy to dla Ciebie — zajrzyj na stronę kursu
i przeczytaj, co jest w środku. Decyzję podejmujesz ze spokojem.

Agnieszka Gaczkowska i zespół Oplotki.pl

FAQ

Jak zrobić szydełkowe maskotki?

Najlepiej zacząć od podstaw szydełkowania, zrozumienia zwiększania i zmniejszania oczek oraz od prostych form, z których później powstają bardziej złożone postacie i zabawki.

Czy szydełkowe maskotki są trudne dla początkujących?

Nie muszą być. Wymagają cierpliwości i opanowania kilku podstawowych zasad, ale wiele osób zaczyna właśnie od prostych maskotek i z czasem rozwija swoje umiejętności.

Od czego zacząć przygodę z amigurumi?

Od podstaw szydełkowania, prostych projektów i nauki kształtowania form. Dopiero później warto przechodzić do bardziej złożonych postaci i indywidualnych projektów.

Co jest potrzebne do robienia maskotek na szydełku?

Na początek przydadzą się włóczka, szydełko dopasowane do grubości włóczki, wypełnienie, igła do zszywania elementów i odrobina cierpliwości do pierwszych prób.

Czy trzeba umieć szydełkować, żeby zacząć robić maskotki?

Warto znać podstawy, ale nie trzeba być zaawansowaną osobą. Wiele twórczyń zaczyna od nauki prostych oczek i dopiero potem przechodzi do pierwszych szydełkowych zabawek.

Co daje tworzenie szydełkowych maskotek?

To nie tylko nauka techniki, ale też dużo radości, wyobraźni i satysfakcji z tworzenia postaci, które wcześniej istniały tylko w głowie albo w marzeniach dziecka.

Co zrobić, jeśli chcę nauczyć się szydełkować od podstaw?

Najlepszym kolejnym krokiem jest wejście w uporządkowaną naukę krok po kroku, na przykład przez kurs szydełkowania online.

5 czerwca 2019/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/05/fot.-3.jpg 698 698 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2019-06-05 07:19:102026-08-20 14:42:28Jak zrobić szydełkowe maskotki. Historia, która może być początkiem Twojej przygody
ile sznurka na dywan
RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Ile sznurka na szydełkowy dywan?

Ile sznurka na szydełkowy dywan? Praktyczne wyliczenia

Jeśli zastanawiasz się, ile sznurka na szydełkowy dywan będzie potrzebne, to odpowiedź brzmi: to zależy od kilku rzeczy. Znaczenie ma przede wszystkim średnica dywanu, grubość sznurka, rozmiar szydełka i to, czy szydełkujesz luźno, czy bardzo ciasno.

W moim przykładowym projekcie dywan o średnicy około 110 cm wymagał około 500 metrów bawełnianego sznurka 5 mm oraz szydełka 9 mm.

Jeśli jednak wybierzesz grubszy sznurek albo zrobisz mniejszy dywan, zużycie materiału będzie odpowiednio inne.


Dopiero zaczynasz przygodę z szydełkiem?

Jeśli sznurek już kupiłaś, ale sam splot szydełkowy jest dla
Ciebie jeszcze świeżym tematem — zajrzyj do mojego rocznego kursu szydełkowania online. Uczysz się od pierwszej pętelki,
z nagraniami, wzorami i moim prowadzeniem przez cały rok.

→ Zobacz kurs szydełkowania online


Szybka odpowiedź: ile sznurka potrzeba na szydełkowy dywan?

Na szydełkowy dywan najczęściej potrzeba kilkuset metrów sznurka. Przy dywanie o średnicy około 110 cm wykonanym z bawełnianego sznurka 5 mm zużycie wynosi około 500 metrów. Przy grubszym sznurku może to być mniej, ale wszystko zależy od efektu, który chcesz uzyskać.

Szydełkowy dywan ze sznurka w jasnym kolorze wykonany ręcznie kurs szydełkowy on-line

Od czego zależy ilość sznurka na dywan?

Nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi, bo ilość materiału zależy od kilku konkretnych czynników.

Średnica i kształt dywanu

To najbardziej oczywista rzecz: im większy dywan, tym więcej sznurka potrzebujesz. Nawet niewielka różnica w średnicy może oznaczać zauważalnie większe zużycie materiału.

Jeśli planujesz duży, okrągły dywan do salonu albo pokoju dziecka, przygotuj się na to, że sznurka zużyjesz znacznie więcej niż przy małym dywaniku pod stolik czy obok łóżka.

Grubość sznurka

Grubszy sznurek daje szybszy efekt i często pozwala uzyskać większą powierzchnię przy mniejszej liczbie metrów. Z kolei cieńszy materiał wymaga większego zapasu, ale daje też więcej możliwości przy delikatniejszych projektach.

To oznacza, że dwa dywany o podobnej średnicy mogą wymagać zupełnie innej ilości materiału — tylko dlatego, że zostały wykonane z innego rodzaju sznurka.

Rozmiar szydełka

Większe szydełko zwykle daje luźniejszy splot, a więc materiał rozkłada się nieco inaczej niż przy zwartej, ścisłej robótce. Jeśli pracujesz większym szydełkiem, możesz uzyskać bardziej miękki i elastyczny efekt, ale zmieni się też zużycie sznurka.

Sposób pracy i ścisłość splotu

To bardzo ważne. Dwie osoby robiące dokładnie ten sam projekt mogą zużyć różną ilość materiału. Jeśli szydełkujesz ciasno, zużyjesz go więcej. Jeśli szydełkujesz luźniej, efekt będzie bardziej miękki i często trochę oszczędniejszy materiałowo.

Dlatego warto traktować każde wyliczenie jako punkt odniesienia, a nie absolutną matematyczną gwarancję.

ile sznurka na dywan

Przykładowe wyliczenia dla szydełkowego dywanu

Żeby dać Ci konkretny punkt zaczepienia, poniżej znajdziesz orientacyjne wartości.

Dywan o średnicy około 110 cm z bawełnianego sznurka 5 mm

W tym projekcie potrzeba około:

  • 500 metrów sznurka bawełnianego 5 mm
  • szydełka 9 mm

To dobry punkt startowy, jeśli chcesz zrobić klasyczny, okrągły dywan szydełkowy do wnętrza.

Dywan z grubszego sznurka 6 mm

Jeśli wybierzesz grubszy sznurek, możesz potrzebować około:

  • 400 metrów materiału

Oczywiście wszystko zależy od tego, jak szydełkujesz i jaki dokładnie efekt chcesz uzyskać.

Dywan z bardzo grubego sznurka 9 mm

Przy bardzo grubym sznurku orientacyjne zużycie może wynieść około:

  • 250–300 metrów
Okrągły dywan szydełkowy ze sznurka jako przykład projektu handmade

To dobra opcja, jeśli zależy Ci na szybszym efekcie i bardziej masywnym, wyrazistym projekcie.

Ile sznurka kupić na zapas?

Jeśli masz taką możliwość, warto zamówić trochę więcej materiału, niż wynika z wyliczeń „na styk”.

Dlaczego?

Bo przy większym projekcie bardzo łatwo:

  • niedoszacować ilości sznurka,
  • zmienić coś po drodze,
  • dodać dodatkowe okrążenie,
  • albo po prostu zauważyć, że robótka wychodzi ciaśniejsza niż planowałaś.

Dodatkowy zapas daje spokój i bezpieczeństwo. Lepiej mieć trochę materiału więcej niż w połowie pracy odkryć, że go zabrakło.

Dlaczego warto kupić sznurek w jednym dłuższym odcinku?

Jeśli masz możliwość wyboru, bardzo wygodne jest zamówienie sznurka w jednym długim odcinku. Dzięki temu:

  • nie musisz łączyć materiału w trakcie pracy,
  • projekt wygląda estetyczniej,
  • szydełkowanie jest po prostu przyjemniejsze.

Przy dużych projektach, takich jak dywan, to naprawdę robi różnicę.

Jaki sznurek najlepiej sprawdzi się na szydełkowy dywan?

W przypadku dywanów do wnętrz bardzo dobrze sprawdza się sznurek bawełniany. Jest przyjemny w pracy, naturalny i dobrze wygląda we wnętrzu.

Bawełniany sznurek do wnętrz

To najbezpieczniejszy wybór, jeśli chcesz stworzyć dywan do salonu, sypialni albo pokoju dziecka. Bawełna daje przyjemny efekt, dobrze współpracuje z szydełkiem i pasuje do wnętrz w różnych stylach.

Jak dobrać materiał do efektu, który chcesz uzyskać?

Jeśli chcesz, aby dywan był:

  • bardziej miękki,
  • naturalny,
  • przyjemny do codziennego użytkowania,

to bawełna będzie dobrym wyborem.

Jeśli zależy Ci bardziej na trwałości w warunkach zewnętrznych, możesz rozważyć inne materiały, ale do wnętrz bawełna zwykle sprawdza się najlepiej.

Co zrobić z resztką sznurka po dywanie?

Jeśli po zakończeniu projektu zostanie Ci trochę materiału, to bardzo dobrze, można go jeszcze wykorzystać.

Z resztek sznurka możesz zrobić na przykład:

  • podkładki,
  • małe koszyczki,
  • osłonki,
  • niewielkie dekoracje do wnętrza.

Dzięki temu nic się nie marnuje, a Ty możesz od razu zrobić coś jeszcze i poćwiczyć dalej.

Najczęstszy błąd przy kupowaniu sznurka na dywan

Najczęstszym błędem nie jest kupienie „za dużo”, tylko kupienie za małej ilości materiału albo niedopasowanie grubości sznurka i szydełka do planowanego efektu.

Właśnie dlatego warto:

  • znać orientacyjne wyliczenia,
  • kupić niewielki zapas,
  • i pamiętać, że sposób pracy też wpływa na końcowe zużycie.

Chcesz dobrze policzyć materiał także do innych projektów?

Jeśli interesują Cię także inne projekty ze sznurka, przeczytaj również:

→ Ile sznurka potrzeba, aby zrobić szydełkowy kosz na zabawki

To pomoże Ci lepiej zrozumieć, jak planować zakup materiałów przy różnych szydełkowych realizacjach.

Chcesz nauczyć się szydełkować więcej takich projektów?

Jeśli chcesz nie tylko wiedzieć, ile sznurka na szydełkowy dywan kupić, ale też nauczyć się szydełkować od podstaw i tworzyć własne projekty krok po kroku, zajrzyj tutaj:

→ Kurs szydełkowania online krok po kroku

W kursie uczysz się:

  • jak dobierać materiały,
  • jak opanować podstawowe sploty,
  • jak tworzyć pierwsze projekty,
  • i jak przejść od prostych prac do bardziej zaawansowanych realizacji.

Jeśli chcesz od razu zobaczyć pełną ofertę kursu:

→ Szydełko, roczny kurs online


FAQ

Ile sznurka potrzeba na szydełkowy dywan?

To zależy od średnicy dywanu, grubości sznurka, rozmiaru szydełka i ścisłości pracy. Dla dywanu o średnicy około 110 cm z bawełnianego sznurka 5 mm potrzeba około 500 metrów materiału.

Jaki sznurek na szydełkowy dywan wybrać?

Do wnętrz bardzo dobrze sprawdza się sznurek bawełniany, bo daje naturalny efekt i jest przyjemny w użytkowaniu.

Jakie szydełko do dywanu ze sznurka?

W przykładowym projekcie dobrze sprawdziło się szydełko 9 mm przy sznurku 5 mm.

Czy warto kupić więcej sznurka na zapas?

Tak, zdecydowanie. Dzięki temu unikniesz sytuacji, w której zabraknie Ci materiału pod koniec pracy albo będziesz musiała łączyć dodatkowe odcinki.

Od czego zależy ilość sznurka na dywan?

Najbardziej od:

  • średnicy dywanu,
  • grubości sznurka,
  • rozmiaru szydełka,
  • i tego, czy pracujesz luźno czy bardzo ciasno.

Ręcznie robiony szydełkowy zestaw pokazujący efekt pracy ze sznurkiem

Szydełkowanie naprawdę nie jest trudne!

Przekonaj się o tym!

Spróbuj naszego kursu szydełkowania ON-LINE!

Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!

 

29 maja 2019/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/04/ile-sznurka-na-szydelkowy-dywan_.png 1080 1080 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2019-05-29 07:30:482026-04-18 15:41:25Ile sznurka na szydełkowy dywan?
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Brak czasu na rękodzieło? Jak odzyskać czas na tworzenie i rozwój marki

Brak czasu na rękodzieło bardzo często oznacza brak jasnych priorytetów, a nie rzeczywisty brak godzin w ciągu dnia

Brakuje czasu na rękodzieło?

Brak czasu na rękodzieło bardzo często nie wynika z tego, że masz za mało godzin w ciągu dnia. Częściej oznacza brak priorytetów, przeciążenie listą zadań albo próbę pogodzenia tworzenia z codziennością bez własnego systemu pracy.

Dlaczego tak wiele twórczyń handmade ma poczucie, że nie ma czasu?

Jedna robótka na kanapie, pięć zaczętych koło fotela, dwie kolejne – oczywiście wymagające dopracowania – w sypialni… I tak na okrągło. Pomysłów na kolejne i materiałów w trakcie przesyłki, aby zacząć jeszcze inne, już nawet nie liczę.

Też tak masz? Też masz wrażenie, że czasu jest za mało? Masz wrażenie, że ciągle Ci go brakuje?

Jeżeli czytasz dalej…to UFF – nie jestem jedyna!

Problemem nie zawsze jest czas

Mam wrażenie, że ciągle słyszę „nie mam czasu…bo to…” …”nie mam czasu, bo tamto…”

Ale przecież wszyscy mamy go dokładnie tyle samo. Doba dla nikogo nie kurczy się i nie rozciąga. Statystycznie potrzebujemy mniej więcej tyle samo, aby jeść i spać ( no chyba, że jesteś mamą maluszka – to masz jeszcze bardziej „pod górkę”). Nie jesteśmy maszynami…odpoczywamy, spotykamy się ze znajomymi, odwiedzamy rodzinę. No po prostu,

ogarniamy codzienność.

Problemem często jest przeciążenie i brak decyzji

Wybieram, co jest dla mnie ważne, co stanowi priorytet i przybliża do jasno obranego celu. Wybieram, co sprawia, że posuwam się do przodu. Jeżeli mam wrażenie, że efekt jest odwrotny, przestaję. Natychmiast!

Tworzenie przegrywa z tym, co pilne, a nie z tym, co ważne

Co naprawdę zabiera czas twórczyni handmade?

Zbyt długa lista zadań

Chyba nie ma sensu powtarzać frazesów. Wiemy dobrze, że planowanie to klucz, ale od samego planowania nic się jeszcze nie dzieje. Klucz to wdrażanie i analiza. Jeżeli pojawia się nieśmiała myśl, że któryś z elementów planu może nie do końca ma sens – sprawdzam to! Analizuję. Podejmuje decyzję: kontynuuję albo nie. I tego (nowego) planu się trzymam. I tak w kółko! Aż do realizacji. Ale, ale! Zbyt częsta zmiana planów to na pewno nie jest recepta na sukces. Konsekwencja już zdecydowanie z większym prawdopodobieństwem.  Regularny rytm takiej rewizji pomaga. Zakładam comiesięczne planowanie strategicznych celów i cotygodniowe planowanie ich wdrażania. Jeżeli coś budzi moje zastrzeżenia – odkładam do analizy w dniu planowania. Nie odrywam się od pracy, nie przerywam procesu wdrażania, działam w wyznaczonym przez siebie rytmie. Nie ma jednego idealnego! – Idealny to TWÓJ rytm – wypracowany na bazie prób, błędów i doświadczenia w jego ulepszaniu i dostosowywaniu do swoich potrzeb.

Na zbyt dlugą listę zadań pomaga tzw. PARKING POMYSŁÓW.

To zadania potrzebują przemyślenia, „dojrzewania”…a często ostatecznie z nich rezygnujemy lub realizujemy w totalnie innej formule.

W ten sposób „odchudzam” listę zadań , bo te na „kiedyś” po prostu zapisuję i taką listę zadań do wdrożenia – w formie „light” wdrażam. Nie wiem, czy na Ciebie też to działa…ale wykonanie 3, nawet dużych, zadań…to jednak nie 30 i łatwiej mi je ogarnąć.

Może u Ciebie też są takie zadania, bez których świat się nie zawali? Zaparkuj je. Kiedy Twoja lista zadań się skróci, wrócisz do nich z inną energią.

Brak priorytetów

Ale skąd wiem, które pomysły zaparkować?

Priorytety! U każdego inne, nawet u mnie – na przestrzeni czasu zmieniają się jak w kalejdoskopie. Wiem, jak to jest rozwijać biznes w trakcie opieki nad dzieciakami…trudno wtedy oszukiwać się, że napisanie posta, czy artykułu będzie ważniejsze, niż czuwanie przy łóżeczku chorującej pociechy. Ustal priorytety na teraz. Na miesiąc. Na rok. Zmieniaj je, aktualizuj, ale pod żadnym pozorem! Nie biczuj się! Nie muszą to być misje ma Marsa, żeby były ważne. Twoje priorytety to Twoja sprawa i nikomu nic do tego! Choćby to było ukończenie jednej pracy szydełkowej w miesiącu, zamiast lśniących podłóg każdego dnia (hehe – to jest mój cel w kategorii „zadbane domostwo”).

Porównywanie się do innych

W myśl zasady „co masz zrobić jutro, zrób dziś”, wykorzystaj pierwszą nadarzającą się okazję aby nadrobić.  Ustal sobie swoje  (realistyczne!) tempo pracy i postaraj się go trzymać. Nie dla oceny wirtualnej publiki, ale dla swojego dobrostanu, poczucia, że dajesz sobie świetnie radę. 

Perfekcjonizm i poczucie, że wszystko musi być gotowe

Nie musi. Choć w naszych głowach czsto jest inaczej! Nieumyta podłoga jeszcze nikomu krzywdy nie robiła. serio ;P

Jak znaleźć czas na rękodzieło i rozwój marki?

Ustal jeden priorytet na teraz

Planuj w swoim rytmie, nie w cudzym

Stwórz parking pomysłów

Odetnij zadania, które nie muszą być zrobione teraz

Zadbaj o realistyczne tempo pracy

Przestań porównywać swoje zaplecze do cudzych warunków

Jak pogodzić rękodzieło z codziennością, dziećmi i domem?

Nie wszystko da się zrobić naraz

Priorytety mogą zmieniać się w różnych etapach życia

Twój rytm pracy może wyglądać inaczej niż u innych

Największy błąd, gdy brakuje czasu na rękodzieło

Największym błędem nie jest brak idealnego planu. Jest nim oczekiwanie, że znajdziesz czas na rękodzieło bez podjęcia decyzji, co dziś naprawdę jest ważne.

No dobra, to jak ja dokładnie radzę sobie z wiecznym brakiem czasu na rękodzieło? Czyli powyzsze wskazówki w praktyce…

Zaakceptowałam siebie! Polubiłam swoje wady Może to wcale nie wady?

Długo, oj zbyt długo, wydawało mi się, że POWINNAM mieć domostwo lśniące, jak u mamy. Karciłam się za włóczki porozrzucane na kanapie. Proces dziergania następował dopiero, kiedy domowe pielesze wyglądały co najmniej, jak na insta-fotkach. Przy dwójce dzieci – MISSION IMPOSSIBLE (każda mama wie, o czym mówię). Dopiero, kiedy się poddałam, autentycznie, odpuściłam w poczuciu gigantycznej porażki, odkryłam, że po drugiej stronie „mocy” (a raczej niemocy), ukryty był błogostan twórczy. To tam drzemały spokojne godziny dziergania z podkastem w słuchawkach (nie znasz tej formuły Priv-radia? – polecam naszą „stację” OPLOTKI– posłuchasz np. przez Apple podcasts albo apkę Podcast Addict na Androida).

Siedziałam tak sobie otulona kokonem porozrzucanych zabawek dzieciaków krzyczących jedno przez drugie, ale jakimś cudem rozwiązujących samodzielnie swoje konflikty bez wybijania zębów. Nie dostrzegałam jedzonka porozrzucanego wokół talerzyków, „piciu” samodzielnie (wylewanego) nalewnego do kubeczków przez dzieci.

I było mi tak dobrze.

Tak Twórczo! Kończyłam nie jedną, ale kilka prac w miesiącu. Czasem tygodniowo „wyrabiałam normę” twórczą miesiąca, czy roku koleżanek „od szydełka”. Dopiero, kiedy „wysyciłam się” tym przebłyskiem geniuszu zaczęłam szukać balansu między (w granicach przyzwoitości) wizją czystego domu i twórczej przestrzeni.

Nie porównuj się do innych. Oni zawsze mają „więcej czasu”.

Teraz, kiedy dzieciaki w przedszkolu, duża część materiałów w pracowni, jest jeszcze łatwiej i cele estetyczne (no dobra, czasem po prostu lubię, jak jest porządeczek. Nawet, jeżeli trzeba się namęczyć przy sprzątaniu) jakoś nie wymagają tyle poświęcenia – tyle CZASU.

Jestem zadowolona, ale wyobraź sobie, jakie było by to poczucie zadowolenia z ilości czasu poświęcanego na sprzątanie kosztem pracy rękodzielniczej, gdybym porównała się do koleżanki z „pomocą sprzątającą” (czyt. mąż robi WSZYSTKO w domu!) albo do koleżanki, która dzielnie ogarnia samodzielnie 300-metrową willę. Jestem zadowolona, bo porównuję siebie do …. samej siebie….tylko z „wczoraj”. Kiedy stawiam sobie jakiś cel i staram się go osiągnąć – nie ma innej opcji, tylko wypadać satysfakcjonująco w takim porównaniu. Uwalniam czas na pracę twórczą rezygnując z jego poświęcania na zbędne (moim osobistym zdaniem, nie musi tak być dla Ciebie) prace domowe. I TADAM! Czasu już mi nie brakuje.

Grupuję zadania. To działa jak magiczna różdżka.

Dziergasz kilka oczek, po czym przypominasz sobie o poście, który miałaś napisać, ale do niego potrzebne zdjęcie, ale gdzie ten aparat. I tak po godzinie łapiesz się na sprzątaniu, bo przecież… jak tu znaleźć ten obiektyw w bałaganie…

Nie daj się chaosowi!

Jeżeli wiesz, że zdjęcia prędzej, czy później zrobić będzie trzeba – to notuj sobie wszystkie pomysły przez tydzień, dwa i zabierz się za to działanie, jak zaświeci (czyt. będzie optymalne oświetlenie). Jeżeli pisanie postów to niekończąca się destrakcja…napisz ich kilka na raz i zaplanuj na zapas

Kiedy piszę – to piszę!

Wyłączam powiadomienia, wyciszam komórkę i siadam do kilku tekstów. Robię swoje, kończę i siadam do następnego zadania. Przerwy to działania, które pozwalają odpocząć głowie, ale już zajmują ręce (osobiście – odpoczywam przy innej pracy np. sprzątaniu, ale brudne kubki nie ruszają mnie, dopóki nie poczuję, że głowa dymi od ciągłego skupienia i ewidentnie potrzebuje chwili oderwania od konstuowania nowych zdań). Jeżeli przerwę w połowie proces napełniania zmywarki, bo „wena” dopadła przy fusach od herbaty… nie kończę, biegnę do komputera „złapać” myśl, zanim ucieknie przy kostce do zmywarki, czy nabłyszczaczu. Priorytety są u mnie tutaj. Przy nabłyszczaczu pozostają w weekend, kiedy niespodziewane naloty rodzinne i tak wyrwały by mnie ze stanu płynnego, skupionego pisania a brak kubków utrudnił by relaks przy plotkach – czyli weekendowy „number one” na liście priorytetów.

To grupowanie to również kwestia indywidualna

…ale zgodzisz się ze mną, że jak już idziesz do fryzjera, kosmetyczki, żeby zrobić się na bóstwo…bo przecież wielka impreza… to można przed nią „wcisnąć” prośbę do męża, żeby trzasnął Ci kilka fajnych fotek… nie będzie trzeba biegać w popłochu, kiedy takie nagle okażą się potrzebne – bo np. koleżanka chciała by o Tobie napisać kilka słów na swoim blogu.

No dobra, z tymi fotami to troszkę przykład „na siłę” – ale jednak przyznasz, że jak już misternie konstruujesz tło, światło, całe to „domowe studio”, bo akurat „na już” potrzebna fotka dla klientki, to warto „przy okazji” strzelić kilka ujęć innych produktów?

Nie zaginam rzeczywistości

Kiedyś próbowałam pisać najważniejsze teksty wieczorem. Cały dzień „nie było kiedy”, bo przecież a to ktoś dzwoni, a to dzieciaki czegoś chcą… Było trudno, ale pisałam. Nie miałam innego wyjścia. Nie jestem tym typem, który wydajnie pracuje późną nocą, tym bardziej pisanie sensownej treści szło mi jak @#$#@%…no nie szło. Weszło mi to „w krew”. Dopiero po pół roku dzieciaków = przedszkolaków dotarło do mnie, że tak być nie musi! Telefon wyciszyłam, dzieci spokojnie tańcowały sobie na logopedycznych zajęciach, podczas, gdy ja pisałam w tempie błyskawicy! Posty, teksty, maile do klientów. Palce tańczyły po klawiaturze i to, co zajmowało męczące kilka godzin wieczorem było gotowe po godzinie porannej rutynki!

A wystarczyło tylko uświadomić sobie rzeczywistość

W moim wydaniu to:

a) praca wymagająca skupienia najlepiej idzie mi rano,

b)kiedy dzieciaki są przy mnie szkoda mi czasu na gapienie się w monitor.

Koniec kropka.

Owszem, jeżeli masz tak samo, ale Twoje pociechy w domu, nie masz wyjścia, no chyba, że jesteś jedną z tych szczęściar, której dzieci praktykują (AVE!) drzemkę. „Zaginanie rzeczywistości” i udowadnianie, że:

a)da się pisać produktywnie wieczorem,

b) da się skupić przy dzieciach

To misja skazana na porażkę.

Lepiej zabrać się wtedy za dzierganie (haha!) czyt. robić to, co przybliża Cię do Twoich celów, ale jest wykonalne w warunkach, które masz…a nie-byłoby wykonalne, gdyby (i tu wstaw ten stan idealny, którego brak jest ciągłą wymówką).

Rękodzielnicy mają lepiej!

Nie linczuj mnie od razu kontrargumentami, bo takie na pewno się znajdą. Ale zobacz, czy któryś z moich patentów na bardziej produktywne wykorzystanie czasu jest dla Ciebie.

Jako osoby, które najczęściej tworzą swoje produkty rękami, mamy myśli „wolne”. Nie zawsze korzystam z tego patentu, bo lubię oddać się w pełni liczeniu oczek (ot- taka moja joga dla umysłu), ale kiedy pracuję nad bardzo powtarzalnym wzorem np. kocem, który nie wymaga ode mnie skupienia na samym wzorze, puszczam sobie podkast rozwojowy i słucham rad odnośnie prowadzenia biznesu, promocji, albo po prostu śledzę historie przedsiębiorców, którzy dzielą się swoimi sposobami na „ogarnianie rzeczywistości” (polecam np. ten (polski) i ten podkast (po angielsku) )

Nie musisz od razu być zagorzałym fanem

…podkastowej formy dousznej, ale już słuchanie muzyki, telefoniczne zaległości, Natflixowa kolejka niezbędnosci…to wszystko da się „W TRAKCIE PRACY”!

Czy znasz podobny zawód?

Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie panią z Urzędu, która bezkarnie odpala „Grę o Tron” między 7.00 a 15.00 a ja MOGĘ  I choć w praktyce jednak wybieram rozwojowy podkast (mąż by mi nie wybaczył spoilerów wieczorem  ) to sama świadomość, że mam pracę dającą tyle wolności działa jakoś motywująco.

Wiem, niekoniecznie czytając ten tekst tworzysz rękodzieło zarobkowo, ale nawet tym bardziej – masz ten przywilej, że potrafisz „spiąć się” w pracy… bo wiesz, że dzięki temu „podłubiesz” wieczorem w ukachanej technice, zamiast nadrabiać to, na co brakło energii w ciągu dnia.

Nie tworzysz? A chcesz spróbować?

Ale ostrzegam – grozi bardzo skutecznym przyspieszeniem procesu planowania czasu i znajdywania go nawet tam, gdzie go pozornie nie ma…

Po to, żeby… „jeszcze tylko 3 rządki wydziergać”, „jeszcze tylko 3 koraliki nawlec”, „jeszcze tylko…zaszyć, przymocować, przylutować, dodać, ująć, ponakrajać…

Czytaj dalej tutaj

Jeśli chcesz spojrzeć szerzej na rozwój swojej marki i zobaczyć, jak poukładać biznes handmade krok po kroku, przeczytaj dalej tutaj:

BIZNES HANDMADE – JAK ZARABIAĆ NA RĘKODZIELE – Kompletny przewodnik

BIBLIOTEKA BIZNESU HANDMADE

FAQ

Czy brak czasu na rękodzieło oznacza, że źle organizuję dzień?

Nie zawsze. Często oznacza, że próbujesz zmieścić zbyt wiele rzeczy naraz i nie masz jeszcze własnego systemu priorytetów.

Jak znaleźć czas na rękodzieło przy dzieciach i codziennych obowiązkach?

Najlepiej zacząć od realistycznego planu i jednego priorytetu na dany etap życia, zamiast próbować robić wszystko jednocześnie.

Jak pogodzić rękodzieło z rozwojem biznesu handmade?

Warto rozdzielić czas na tworzenie od czasu na działania biznesowe i nie oczekiwać, że oba obszary będą rozwijały się równie intensywnie każdego dnia.

Co najbardziej zabiera czas twórczyni handmade?

Najczęściej są to rozproszenie, zbyt długa lista zadań, brak priorytetów i próba dopasowania się do tempa innych osób.

Czy planowanie naprawdę pomaga, jeśli i tak wszystko się zmienia?

Tak, pod warunkiem że planowanie nie jest sztywne. Najlepiej działa plan dopasowany do Twojego rytmu, który można regularnie aktualizować.

Co zrobić, jeśli mam wiele pomysłów i nie kończę żadnego?

Pomaga stworzenie „parkingu pomysłów”, czyli miejsca, gdzie odkładasz zadania i projekty, które nie wymagają natychmiastowej realizacji.

Jeśli chcesz rozwijać biznes handmade spokojniej, strategicznie i bez chaosu, zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade. To miejsce, w którym układasz nie tylko działania, ale też własny rytm pracy i rozwoju marki.

8 maja 2019/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/02/brak-czasu-na-rekodzielo.png 800 800 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2019-05-08 07:24:552026-08-20 14:41:07Brak czasu na rękodzieło? Jak odzyskać czas na tworzenie i rozwój marki
pled
Archiwum

Czterdziestolatka

Nie będę ukrywać oczywistego faktu – za kilka miesięcy przekraczam magiczną granicę wieku.

Nie planuję z tej okazji kupić samochodu, do którego trzeba się będzie wczołgiwać, a który wysokością nie dogoni najmłodszego syna. Nie chcę też nauczyć się jeździć na motocyklu. Nie zamierzam się wydziarać, skoczyć ze spadochronem czy też sprawić sobie młodszego o dekadę lub dwie partnera (gdzież znalazłabym egzemplarz choćby dorównujący mojemu Mężowi, który od dwudziestu lat dotrzymuje mi kroku??). No ale przecież lamusem być nie warto, coś w życiu trzeba zrobić,

zakładam więc firmę.

pled

 

Praca w szkole, dająca wprawdzie satysfakcję na kilku polach, nie zaspokajała jednak jednego z ważniejszych celów, dla których wykonuje się pracę – zarabiałam zdecydowanie mało, a po piętnastu latach uczenia, z dwoma tytułami magistra i kilkunastoma kursami ukończonymi w ciągu tych lat, chciałam uzyskiwać nieco większe dochody. Takie tam marzenia, wiecie.

Sprawdziłam, że zapotrzebowanie na rynku ciągle jest spore. Znam swoje umiejętności i możliwości, wiem, że warto spróbować. Nie mam wiele do stracenia, ciągle przebywam na urlopie wychowawczym, korzystam trochę z tej bezpiecznej bańki, do tego wygrałam dotację unijną, także jestem otoczona buforami z każdej strony (takie trochę gumowe ściany!). Muszę wykorzystać tę okazję. W mojej firmie zajmę się nie tylko rękodziełem, choć i taki mam plan. Z wykształcenia jestem filologiem angielskim i to nauka języka będzie mnie utrzymywać.

W kolejnych odcinkach co miesiąc będę opowiadała, jeśli tylko jesteście zainteresowani, którędy biegła moja droga do sukcesu. Dokąd pójść, gdzie szukać, jak trafić.

I co zrobić, gdy któreś zakręty są zbyt ostre. Bo bez cierni się nie obyło…

zdjęcia: niezastąpiona pozytywnaperspektywa.pl

 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

1 maja 2019/Autor Ania - Zespół Oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/04/dsc_6759.jpg 2048 1367 Ania - Zespół Oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png Ania - Zespół Oplotki2019-05-01 07:00:332021-05-25 15:11:54Czterdziestolatka
RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Szezlong handmade: ak zrobić szydełkowego zająca amigurumi i przerobić go na puf

Szydełkowy zając amigurumi może zacząć się od prostego projektu-maskotki, a z czasem rozwinąć w większą formę użytkową, jak puf czy legowisko. Kluczowe są tu: dobór materiału, trwałe wypełnienie i zrozumienie, jak budować większe kształty na szydełku.

Amigurumi to technika szydełkowania, w której z włóczki lub sznurka powstają zabawki, postacie i dekoracyjne formy przestrzenne.

Najciekawsze projekty szydełkowe często zaczynają się od jednej maskotki, a kończą na pomyśle, którego na początku w ogóle nie było w planie.

Jak to się stało, że zając-zabawka awansował na królika-giganta, z którego zrobiło się legowisko dla całej rodzinki? Sama się zastanawiałam!

Dzięki inspirującym fotkom „zwieńczenia” tej opowieści wróciłam do historii projektu, który zaczął się blisko dwa lata temu. Gotowi do zanurzenia w prehistorii? No to startujemy!

Szydełkowy zając czyli maskotka amigurumi jako prezent dla własnych dzieci

Szukałam fajnego prezentu wielkanocnego dla maluchów – takiego, którego można by szarpać, tarmosić i bezkarnie „memlać” (dla nie-dzieciatych – brać do buzi, ślinić, gryźć bezzębnymi dziąsłami w totalnym poczuciu bezpieczeństwa mamy, która nerwowo sprawdza, czy zabawka aby na pewno posiada certyfikat, albo przynajmniej jakiś atest spożywczy ). Takiego prezentu, z którego ucieszyła bym się jako dbająca o jako-taką estetykę pokoiku dziecięcego mama (no dobra, jako dziecko też).

Nie to, że nie znalazłam…wręcz przeciwnie, wybór mnie przygniótł.

NIC, absolutnie NIC, nie mieściło się w moich kategoriach „przyzwoitego stosunku jakości do ceny”. Pewnie gdzieś tam „w internetach” istniały takie zabawki które były i proste, i estetycznie nieoszałamiające nieprzyzwoitym nagromadzeniem detali na centymetr kwadratowy, i wreszcie nie rozsypały by się przy najbliższym kontakcie z moim dzieckiem (do dziś nie wiem, jak to robią te dzieci insta-mam, że ich pokoje są sterylnie czyste, niepotargane książeczki stoją w równych rządkach na półkach, a maskotki nie ulegają zaplamieniu ulubioną farbką/ciastoliną/kredką…podczas zabawy z ukochanym przyjacielem dnia…). Pewnie nawet znalazła bym taki egzemplarz, który nie kosztuje „miliona monet” i spełnia powyższe wymagania, ale czas, który mogła bym przeznaczyć na jego szukanie, przeznaczyłam na samodzielne jego tworzenie. No nie wiem, dzieci mam mocno podatne na zabrudzenia jakieś. Zabawka, którą mogę wrzucić do pralki i wyciągnąć w dokładnie identycznym stanie, tyle, że w wydaniu sprzed nalotu ciastolinowego masażu…to skarb. Postanowiłam go wydziergać.

Trwało to. Dziergałam i prułam. Prułam i dziergałam. Wypełniałam i odchudzałam, kombinowałam z długością uszu, rączek, nóżek. Bardziej pyzaty, czy niepoprawny politycznie chuderlak.AAA! Tyle dylematów!

Ale oszczędzę Ci szczegółowych perypetii matki-projektantki. Skwituję tylko. Powstał! Prototyp trafił do fazy crash-testów, czyt. testowanie na dzieciach (własnych, żeby nie było!) – level HARD. Przeżył. Twardziel z niego. Moje dzieci go nie zniszczyły = przetrwa każde dziecko.

Pan Zając, bez cienia wielkanocnej niespodzianki, trafił na stałe do dziecięcego pokoiku. Wędruje do dziś między półką na książki, posłaniem na dziecięcych łóżeczkach, podłogą, szafką, koszem na zabawki, biurkiem pełnym farbek, szufladą z ciastoliną…i innymi zakamarkami fantazjii dziecięcej kreatywności przestrzennej. Teraz już nieco bardziej orientuję się, gdzie takich zabawek szukać, ale mimo wszystko cieszę się, że jako totalny anty-medialny ignorant stwierdziłam, że prędzej sama zrobię, niż znajdę w sieci…bo nie było by PANA ZAJĄCA!

Co jakiś czas PAN Z. znika na 2 dniowy urlop i pojawia się w wersji bez kredkowych blizn, farbowanych uszu i zabłoconych nóżek. Czyściutki, mięciutki i podejrzanie pachnący świeżymi gaciami (autentyczne słowa! „Mamo, czemu PAN ZAJĄC pachnie gaciami?! – biegnę, ze strachem w oczach i myślą „Boże znowu kupa u młodszego???”…a tu starsza córcia porównuje zapach kolejnych świeżo upranych majtasów, czekających na włożenie do szafki – porównuje zapach… z zającem…też świeżo z suszarki wyswobodzonego.) wraca regularnie na posterunek.

 

Fot. Agnieszka Gaczkowska

Nie to, żebym zagrzewała swoje dzieciaki do crash-testów…ale muszę przyznać – z przyjemością doszłam do wniosku, że stworzyłam zabawkę niezniszczalną. Na powyższym rozmazanym zdjęciu (mam nadzieję, że autorki pięknych fotek poniżej nie zlinczują mnie za umieszczenie mojej „amatorki” w jednym wpisie…) pierwszy prototyp PANA ZAJĄCA. Dokładnie ten, do którego wnętrza zutylizowałam bawełniane tkaniny (wybacz mężu te t-shirty, które dopełniły brzuszek, kiedy już pocięłam wszystkie dziecięce tetrowe pieluchy z nieużytych zapasów i ciągle zajęczym trzewiom było mało). Kolejne egzemplarze (zwłaszcza zamawiane przez koleżanki) były już raczej wypełniane na życzenie (a to leciutka kulka silikonowa, a to bawełniany puch… co tylko sobie „zażyczyły”, bo głodna testowania kreatorka ciągle miała mało). Kto by pomyślał, że zadałam sobie tyle trudu, żeby dojść do uzasadnionego wniosku, że pierwsza myś – 100% bawełny – to strzał w dziesiątkę (nie radzę testować, co dzieje się, kiedy wewnętrzny pokrowiec z wypełnieniem pełnym drobniutkich kuleczek np. styropianowych lub silikonowych, pęka przy maksymalnym wirowaniu – zwłaszcza, jeżeli macie zamiar jeszcze kiedyś używać tej pralki…i łazienki…). Teraz (żeby nie było, że na fali zero-waste) używam głównie bawełny z recyclingu (nie będę kryła, że ta idea jest bliska działalności OPLOTKI i staramy się ją wdrażać, gdzie tylko możemy, zwłaszcza, że dzięki modzie na EKO jest o nią coraz łatwiej). Dla domowych egzemplarzy – często są to „zutylizowane” ręczniki i prześcieradła, dla klientów specjalnie zamawiana bawełna z recyclingu.

Oszczędzę Ci perypetii prototypowania, ale możesz śmiało podejrzewać, dlaczego w mojej stalej ofercie znajdziesz tylko 2 wzory tego typu (jest jeszcze „KOCIEŁ” – znajdziesz go tutaj oraz prace koleżanek). Do PANA ZAJĄCA mam jednak największą słabość, bo związanych jest z nim coraz więcej historii (bez obaw, nie zanudzę Cię wszystkimi…no może kiedyś, w napadzie weny, stworzę kolejny tekst).

Z zacięciem produkuję klony pana Zająca w wydaniu z mniejszym, większym brzuchem, innymi wyrazami haftowanej twarzy…z miną i jej brakiem (jakoś prostota i minimalizm są mi najbliższe). Jeden z zająców zagościł na potrzeby sesji we wnętrzach autorstwa pracowni wnętrz KRAUPE STUDIO (Dzięki za piękne fotki JAGA KRAUPE!) . Gdyby tylko u mnie choć czasem panował taki porządek, zrobiła bym dla Ciebie podobne fotki pana Z. z pokoiku dzieciaków (no dobra – jest jedna fajna o tu, ale nie aż tak dobra, jak te poniżej).

  •  

    Fot. Jaga Kraupe
  •  

    Fot. Jaga Kraupe
  •  

    Fot. Jaga Kraupe

Zając wielkanocny na szydełku – czyli jak zrobić najlepszą zabawkę handmade

Nie to, żebym taką designerką się zrodziła…nie, nie (pomarzyć nie zawadzi)…to dzieciaki podsunęły mi ten pomysł. No dobra, powiedziały wprost – „mamo zrób nam takiego zająca, ale dużego, żeby można na nim się bujać”.

RRETY? Bujać?!? Seroiusly?!? Jakie bujanie?

Krzyżówka konia na biegunach z zającem? TO ponad moje siły projektowe!

I tak, ostatecznie, bujanie dzieciaki zapewniają sobie same…zając po prostu służy wielkim kuperkiem, na którym mogą się usadowić.

 

Fot. Agnieszka Gaczkowska

Amigurumi ze sznura, czyli takie cuda – tylko własnoręcznie!

O uszycie takiego cudaka na pewno bym się nie pokusiła, ale już proste wypełnienie uszyte na starej maszynie (spadek po babci, jakoś nie mam serca zmienić na „nowszy model” ) i szydełkowany prostym ściegiem pokrowiec załatwiły sprawę. Sekret tkwi w odpowiednim „zasznurowaniu” całości (ale to już mój mały sekret firmowy).  Nie żeby to takie proste w rzeczywistości było…

To był jeden z najbardziej czasochłonnych projektów. Niezliczone próby nadania upragnionego kształtu, udane i mniej udane wersje pokrowca, ściegi wymagające poprawy i samo sznurowanie…Niekończąca opowieść. Tak w skrócie. No ale mina dzieciaków…BEZCENNA!

  •  

    Fot. Jacek Gaczkowski
  •  

    Fot. Jacek Gaczkowski
  •  

    Fot. Jacek Gaczkowski
  •  

    Fot. Jacek Gaczkowski
  •  

    Fot. Jacek Gaczkowski

Oszczędzę Ci szczegółów, wolę skupić się na efekcie, a ten zadowolił nie tylko mnie. Dzieciaki nie odstępowały zająca na krok. Z wielkanocnej atrakcji stał się dekoracją całoroczną, którą ochoczo ubierano, tarmoszono, przemieszczano po całym domostwie, testowano wraz z kumplami z piaskownicy. Było oblewanie soczkiem, jedzenie ciasta na grzbiecie, traktowanie jako podręczny stół do rysowania i worek treningowy pozwalający na upust nadmiaru energii. Przetrwał wszystko.

  •  

    Fot. Jacek Gaczkowski
  •  

    Fot. Jacek Gaczkowski
  •  

    Fot. Jacek Gaczkowski

Ponownie – pralka okazała się moją tajną bronią w walce o beżowo-białą czystość przyjaciela dziecięcych zabaw. „Dlaczego zabijasz zająca! Mamooo!” –  mniej więcej tak pomagały dzieci przy każdorazowym „oskórowaniu” poprzedzającym pranie pokrowca zająca. Szybko się jednak nauczyły, że przywracanie „skóry” to równie fajna zabawa, co jego brudzenie. Za każdym razem decydowały, czy ucho dłuższe, czy krótsze…czy tym razem buzia większa, czy mniejsza (bez stresu – wersja dla klientów ma wygodne uproszczenie, które pozwala na demontaż-pranie-montaż bez potrzeby zgłębiania tajników szydełkowania), a ja szurowałam go za każdym razem według ich upodobań, zmieniając tym samym nieco jego miedzy-pralkowe wcielenie.

  •  

    Fot. Agnieszka Gaczkowska
  •  

    Fot. Agnieszka Gaczkowska
  •  

    Fot. Agnieszka Gaczkowska
  •  

    Fot. Agnieszka Gaczkowska

Puf XXL – czyli skąd się wziął szezlong handmade

No dobra. Mimo początkowego założenia tymczasowość wielkanocna przegrała z miłością do tarmoszenia zwierza. Zając zamieszkał na „metrażu”. Stał się członkiem rodziny i choć nijak się miał do kruczoczarnej kanapy, minimalistycznych lamp, czy mocno kontrastowych biało-czarnych zestawień dodatków i mebli… wkradł się niepostrzeżenie jako stały element wystroju salonu. Zapytacie dlaczego? Otóż, jak się szybko okazało zając miał jeszcze jedną właściwość. Stop. Niewłaściwe słowo. Zając miał jeszcze jedną SUPERMOC. Był szezlongiem.

Co to jest szezlong?! I kto tak jeszcze w ogóle mówi?

Tak wiem, dokładnie to samo pytanie padło z ust dzieciaków/znajomych/męża. Nie będę Cię tu odsyłać do Wikipedii (w razie czego tutaj link) – bo krótko – to taki fotel, ale z długim siedzeniem. Dokładnie taką rolę zaczął pełnić Pan ZAJĄC w naszym salonie. Taka sofka, której nigdy nie zmieściliśmy i wygodny fotel, który zawsze był na końcu zakupowej listy. Nie muszę chyba dodawać, że zagościł w salonie nie tylko dlatego, ze to dzieciaki go tutaj przytargały.

Został, bo i ja i mąż ochoczo nań się wylegiwaliśmy podczas Netflixowych maratonów pt. „jeszcze tylko jeden odcinek i na dziś koniec”. Coś nas urzekło w tej miękkiej bawełnianej formie. Jakoś tak idealnie było „coś pod głowę” i pod resztę skatowanego dniem ciała. Jakoś tak nieoficjalnie i na półleżąco, że i w piżamie wypadało się pod kocykiem ulokować. Pokochałam ten „mebel” na tyle, że zapragnęłam własnego (kto próbował użytkować dziecięce zabawki w ich obecności wie, o czym mówię) i tak zaczęły się przygotowania do projektu PUF XXL.

  •  

    Fot. Agnieszka Gaczkowska
  •  

    Fot. Agnieszka Gaczkowska
  •  

    Fot. Agnieszka Gaczkowska

I jak to z projektami „dla siebie”, a nie dla klienta…

Szło opornie. Zawsze było coś ważniejszego do zrobienia…a że pokrowiec tego meblo-twora to ponad dwa tysiące metrów bawełnianego sznurka do zaplatania w równiuteńki wzór…no cóż…trochę to trwało.

Pewnie trwało by znacznie dłużej, gdyby nie Marysia (dzięki za bodziec do działania!). Szary prototyp leżał w pracowni już od dobrego miesiąca, kiedy wpadła po rękodzielnicze dodatki do kolejnego projektu wnętrz (swoją drogą MUSISZ zobaczyć, efekt finalny pracy nad projektem – o tutaj znajdziesz filmik). Kiedy okazało się, że szuka takiego właśnie „pufala xxl” do nowej „misji” wnętrzarskiej o kryptonimie BALI… obie wiedziałyśmy, że coś z tego będzie.

https://youtu.be/5S7RmYWdtP8

Takim sposobem…miesiącami odkładany projekt zmaterializował się w tydzień, aby ostatecznie zamieszkać w BALI ( nie, nie – nie martw się o transport na drugi koniec świata … to tylko, w zgrabny sposób budząca uzasadnione skojarzenia,  nazwa wnętrza na warszawskim Żoliborzu).

Swoją drogą – historia zatoczyła tutaj koło. Zając amigurumi znalazł swój dom w pokoju obok, a dokładniej w prześlicznym pokoiku dziecięcym (Dziękuję Shoko Design, za przepiękne zdjęcia).

  •  

    Fot. Shoko Design

Ale momencik…po kolei. Na początku był…SZARY (no wiem, kojarzy się z „Ciemność” … i tak troszkę było. Pierwszy prototyp miał „pasować” do mojego salonu. Skoro już inwestuję w całą przygodę tworzenia tego mebla, to już chociaż zimny kolor w tonacji dodatków mojego wnętrza wybiorę jak należy. „Koniec z tym beżem” – myślałam sobie – mając po dziurki dziergania non stop w odcieniach ciepełka jasnego koloru pana Z.

Kolejne egzemplarze bawełnianych maskotek pchały mnie w kierunku kolorystycznej kontry. I szary puf xxl zmaterializował się w końcu na dobre.

Do testowania nowości zaprosiłam niezawodne urwisy, które po kilku sesjach skakania, rozlewania i tarmoszenia przygotowały produkt do pierwszego prania. Mechanizm ściągania pokrowca uprościłam na tyle, że nie był już widowiskową zabawą dla maluchów, ale jednocześnie oszczędził mi misternego wiązania. Po pierwszej sesji prania-suszenia-zakładania ponownie ewidentnie stwierdziłam, że TO JEST TO! Tym bardziej dziękuję Magdzie, właścicielce KRAUPE STUDIO, że podczas jednej z sesji swojego projektu wnętrz pozwoliła na uwiecznienie prototypu po raz pierwszy (znowu ogromne dzięki Jaga Kraupe za fotki!)

  •  

    Fot. Jaga Kraupe
  •  

    Fot. Jaga Kraupe
  •  

    Fot. Jaga Kraupe

I tak szaraczek stał sobie w naszym salonie. No dobra, zalegał. A my na nim. (Nawet nie wiesz Magda, jak jestem Ci wdzięczna za te fotki – nie muszę tutaj demonstrować mojego prywatnego bajzelku, żeby pokazać, jak ostatecznie wyglądał szary puf!). Zdradzę Wam tylko, że do dziś eksperymentuję z tym tematem i nic bardziej funkcjonalnego nie była bym w stanie zaproponować (no przynajmiej na chwilę obecną). O jakaż była moja radść, kiedy okazało się, że puf sprawdził się również jako dyżurny mebel w naszej tymczasowej pracowni w Zajezdni Poznań podczas projektu OPLOTKI POP-UP. Rozsiadały się na nim grupki dzieci i dorosłych w oczekiwaniu na twórcze warsztaty. Teraz to już wspomnienie – puf, na szczęście, wrócił do domu po zakończeniu projektu w nienaruszonym stanie i po odświeżeniu w pralce znów służy jako dyżurny obiekt do „zalegania”.

Wracając do projektu POP-UP. To właśnie w tej tymczasowej pracowni Marysia odwiedziła nas, aby poszukać ciekawych dodatków do swojego projektu. BALI (bo tak nazwała projekt) pełen był naturalnych materiałów i ciepłych, delikatnych kolorów. Kiedy jako dodatek do pokoiku dziecięcego zwyciężył PAN ZAJĄC… a w salonie zagościć miał puf… to zgadnij, w jakim kolorze dziergałam przez cały najbliższy tydzień? Ps. Dzięki Justyna za pomoc przy projekcie! To była przygoda!

Zając to nie fizyka kwantowa! taki puf też! (Zobacz, jak powstaje)

Tak! Możesz takie dodatki u nas zamówić (znajdziesz tutaj) Ale możesz z powodzeniem zrobić je samodzielnie! Nic nie daje mi takiej frajdy, jak możliwość kreowania oryginalnych dodatków do wnętrz! Rękodzieło idzie z pomocą dając praktyczne narzędzie. Nie muszę Cię prawdopodobnie przekonywać, że takie dodatki to unikat, jeżeli dodam, że możesz samodzielnie taki unikat wykonać… to mam nadzieję, że skutecznie zarażę Cię moim osobistym sposobem na kameralny networking (warsztaty szydełkowania w nielicznym gronie) i wylogowanie z zabieganej codzienności (dzierganie tego, co Ci wyobraźnia podpowiada oddając się magii powtarzalnych ruchów rąk).

Zapraszam Cię na warsztaty – z pewnością opanujesz sztukę szydełkowania i takie cuda wyczarujesz samodzielnie!

A jeżeli chcesz skontaktować się ze mną bezpośrednio – śmiało pisz: agnieszka@oplotki.pl

 

Chcesz nauczyć się szydełkować podobne projekty?

Jeśli szydełkowe maskotki, amigurumi i większe projekty użytkowe też rozbudzają Twoją wyobraźnię, najlepszym kolejnym krokiem będzie uporządkowana nauka szydełkowania od podstaw.

Na stronie kursu szydełkowania online zobaczysz, jak wygląda spokojna nauka krok po kroku i jak przejść od pierwszych oczek do własnych projektów.

FAQ

Jak zrobić szydełkowego zająca amigurumi?

Najlepiej zacząć od podstaw szydełkowania, zrozumienia budowania kształtu, zwiększania i zmniejszania oczek oraz od prostszego projektu, który później można rozwijać w większą formę.

Czy amigurumi można zrobić ze sznura?

Tak. Amigurumi nie musi oznaczać tylko małych maskotek z włóczki — można tworzyć także większe formy ze sznura, bardziej użytkowe i wytrzymałe.

Jakie wypełnienie wybrać do dużej szydełkowej maskotki?

Przy większych projektach ważna jest trwałość, bezpieczeństwo i możliwość prania. Dobrze sprawdzają się wypełnienia, które są odporne na użytkowanie i pozwalają utrzymać formę projektu.

Czy szydełkowa maskotka może być jednocześnie zabawką i pufem?

Tak. Duże projekty amigurumi mogą łączyć funkcję dekoracyjną, zabawkową i użytkową. To właśnie sprawia, że takie projekty są tak ciekawe i rozwijające.

Od czego zacząć, jeśli chcę robić większe projekty na szydełku?

Warto zacząć od opanowania podstaw, prostszych form i zrozumienia, jak budować większe kształty oraz jak dobierać odpowiedni materiał i wypełnienie.

Czy duże amigurumi nadaje się dla dzieci?

Tak, jeśli projekt jest wykonany z trwałych materiałów i dobrze przemyślany pod względem użytkowania, bezpieczeństwa i możliwości czyszczenia.

Co zrobić, jeśli chcę nauczyć się szydełkować od podstaw?

Najlepszym kolejnym krokiem jest uporządkowana nauka krok po kroku, dzięki której łatwiej przejść od pierwszych oczek do własnych projektów, także bardziej przestrzennych i kreatywnych.


Chcesz nauczyć się szydełkować podobne projekty?

Jeśli szydełkowe maskotki, amigurumi i większe projekty użytkowe też rozbudzają Twoją wyobraźnię, najlepszym kolejnym krokiem będzie uporządkowana nauka szydełkowania od podstaw.

Na stronie kursu szydełkowania online zobaczysz, jak wygląda spokojna nauka krok po kroku i jak przejść od pierwszych oczek do własnych projektów.

 

27 marca 2019/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/02/jaga-kraupe-zajac-oplotki.jpg 1400 1878 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2019-03-27 06:33:192026-04-18 11:17:29Szezlong handmade: ak zrobić szydełkowego zająca amigurumi i przerobić go na puf
Archiwum, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

JOGA DLA CIAŁA, JOGA DLA UMYSŁU

Dziś opowiemy Ci historię spełnionych marzeń. Gościem Oplotek jest Justyna, która zgodziła się napisać dla nas kilka słów o swojej przygodzie  z rękodziełem. Zapraszam serdecznie.

Cześć! Nazywam się Justyna i odkąd pamiętam, ciągnęło mnie do wszelkiego rodzaju sztuki i twórczego działania. Zaraził mnie tym mój Tato, który jest artystą grafikiem.Kiedy byłam dzieckiem, często zabierał mnie do swojej pracowni, dawał brystol,  sadzał przed sztalugą  i pozwalał się twórczo wyżywać 🙂

W tej samej pracowni, która istnieje do dziś i Tato do dziś w niej tworzy, znajduje się ciemnia fotograficzna. Z czasem zaczęło mnie do niej coraz bardziej ciągnąć. Dostałam stary (ale w doskonałym stanie!) analogowy aparat Minolta, czarno-białą kliszę i zaczęłam kolejną twórczą przygodę.

szydełkowanie handmade szydełkowa torba oplotki

Fotografowanie pochłonęło mnie na lata, ukończyłam szkołę fotografii. Ten czas bardzo mnie uwrażliwił, zaczęłam inaczej spoglądać na świat, zauważać niewidzialne 😉 I jeszcze dalej, jeszcze głębiej poszukiwać możliwości realizacji. Studia ukończyłam na Wydziale Biologii. Tutaj wkład miała moja Mama, która jest lekarzem i dzięki niej bardziej twardo stąpam po ziemi 🙂

Studia jednak tylko utwierdziły mnie w tym, że moje dalsze życie musi mieć twórczy charakter. Podjęłam naukę w studio tatuażu. I tutaj wbrew pozorom historia staje się bardzo banalna, wcale nie różniąca się od tej, którą ma do opowiedzenia wiele z nas — rękodzielniczek. Zaszłam w ciążę, musiałam przerwać pracę i koniecznie znaleźć sobie nowe zajęcie. Rękodzieło było wprost idealne!

wełna do szydełkowania oplotki szydełko oplotki

Jak marzenia stał się rzeczywistością

I tak w 2015 roku rozpoczęła się moja przygoda. Zaczęło się od niewinnego hobby, które w niedługim czasie przerodziło się w ogromną pasję. Szydełko i druty stały się przedłużeniem moich rąk, a zajęcie się tym zawodowo stało się moim marzeniem.

Z natury jestem osobą, która uwielbia podążać za głosem serca, realizować marzenia, nawet te na pozór nierealne, a takie mi się ono wówczas wydawało. Dlatego po urlopie macierzyńskim podjęłam próbę powrotu do pracy w studiu. Praca szła bardzo powoli, po takiej przerwie miałam wrażenie, że wróciłam do punktu wyjścia. Wróciło marzenie o rękodzielniczej działalności.

szydełkowy sweter oplotki magia szydełkowania oplotki

Pomimo ogromnych obaw, postanowiłam nie marnować więcej czasu i tak, kilka miesięcy temu, postawiłam wszystko na jedną kartę i z ogromnym zasobem energii i motywacji rękodziełem zajęłam się na dobre. Obecnie rozwijam się i uczę nowych umiejętności. Tworzę własną stronę internetową oraz linię autorskich produktów, które stanowią wypadkową rękodzieła i mojej drugiej pasji, jaką jest joga.

Zostanie nauczycielem jogi również znajdowało się na mojej liście marzeń, jednak łącząc jogę w moim biznesie, z powodzeniem mogę powiedzieć, że zrealizowałam je w nieco innej formie 🙂

szydełkowe pufy oplotki jak zrobić czapkę na szydełku oplotki

Dlaczego ja?

Realizuję wizje i odpowiadam na potrzeby osób, które chcą mieć unikatowe, ręcznie robione produkty wysokiej jakości, z naturalnych materiałów. Zależy mi na tym, aby marka, którą buduję, była zgodna z naturą, pełna mojej miłości i pasji do obu dziedzin- rękodzieła oraz jogi. Tutaj hasło „Crochet is the new yoga” nabiera nowego znaczenia. Przekazuję je również na moich warsztatach, na które serdecznie zapraszam.

Obecnie pomoce do jogi są na etapie tworzenia, ale do śledzenia postępów oraz po resztę mięciuchów, które tworzę, zapraszam do mojego instagramowego świata – @juszka.handmade.

szydełko moja miłość oplotki

Ps. Jeżeli masz ochotę na więcej informacji o różnych dziedzinach rękodzieła…chcesz od nas otrzymywać powiadomienia o warsztatach stacjonarnych i online oraz dowiadywać się, co nowego w  OPLOTKowym świecie – klikaj TUTAJ.

13 lutego 2019/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/02/2.png 1080 1080 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2019-02-13 06:19:062021-05-13 16:15:43JOGA DLA CIAŁA, JOGA DLA UMYSŁU
RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Zbiór Bzdur. Czy marzenie o rękodziele może stać się biznesem?

Czytaj dalej
6 lutego 2019/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/01/oplotki-zdjecie-bloga-szablon-poziom-2.png 800 1200 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2019-02-06 07:01:202026-04-18 14:54:44Zbiór Bzdur. Czy marzenie o rękodziele może stać się biznesem?
Strona 1 z 212

SPRAWDŹ NASZ KALENDARZ:

Zobacz najbliższe wydarzenia

Ostatnie wpisy

  • Warsztaty robienia świec w Poznaniu:OPLOTKI
  • Warsztaty witrażu w Poznaniu: rękodzieło | OPLOTKI
  • Jak wrócić do biznesu po przerwie? Nie zaczynaj od zera
  • Nie bój się niszy w rękodziele. Węższa grupa klientek może oznaczać większą sprzedaż
  • Jak rozwijać biznes handmade krok po kroku? Od hobby do skalowania

Sprawdź ulubione produkty naszej społeczności. Kliknij grafikę, aby dowiedzieć się więcej:

© Oplotki.pl 2021 | pomoc@oplotki.pl| agnieszka@oplotki.pl | Newsletter | Polityka Prywatności | Regulamin Sklepu Oplotki
Strona używa plików cookie. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na zapisywanie plików cookie na urządzeniu (dysku) użytkownika.
 

Scroll to top Scroll to top Scroll to top