Dziś oddajemy głos grupie fantastycznych młodych dziewczyn, które postanowiły – w trudnych czasach pandemii – wspierać polskie rękodzieło. Małe działania mają sens!
Polską Ręką to projekt społeczny realizowany przez uczennice liceum. Na kontach projektu w mediach społecznościowych zachęcają one do wybierania produktów wytworzonych przez małe polskie firmy oraz pokazują biznesy warte uwagi. Są to producenci biżuterii, ubrań,
akcesoriów, kosmetyków i innych wyjątkowych przedmiotów. Udowadniają, że produkty przez nich produkowane są wysokiej jakości i wyjątkowe. Prezentują, jak łatwo – za pomocą drobnych działań – można wesprzeć małe polskie firmy.
Skąd pomysł na projekt?
Prace nad projektem rozpoczęłyśmy w czasie pandemii, pojawił się wtedy pomysł na wspieranie małych polskich przedsiębiorców. Tyle się wtedy o tym mówiło, jak upadają firmy, ludzie tracą majątki. Zresztą jak czas pokazał, sytuacja nie zmieniła się na lepsze. Zależało nam, żeby jakoś pomóc, coś zrobić. Stąd pomysł na projekt. I chociaż nie był on pierwszym pomysłem, to bardzo dobrze się w nim odnalazłyśmy i cieszymy się, że na swój sposób możemy próbować wspierać wszystkich Polaków.
Ile osób jest zaangażowanych w projekt?
W projekt zaangażowanych jest 8 dziewczyn w wieku od 15 do 17 lat. Każda z nas uczęszcza do drugiej klasy IX Liceum Ogólnokształcącego im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie.
Co można znaleźć w Waszych mediach społecznościowych?
Pokazujemy w jaki sposób kupowanie w polskich, małych firmach zasila gospodarkę, PKB, jaki ma wpływ na ekologię i związany
z nią ślad węglowy. Można tam znaleźć również konkretne przedsiębiorstwa, które naszym zdaniem wyróżniają się oryginalnymi i
ciekawymi produktami. Staramy się też na bieżąco prowadzić mniejsze serie na story. Przed Bożym Narodzeniem udostępniałyśmy profile
firm, które specjalnie na święta przygotowały wyjątkowe oferty i propozycje na prezenty.
Zapraszamy do odwiedzenia kont projektu w mediach społecznościowych – na Instagramie i na Facebooku
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/04/kopia-blog-grafika-na-social-media-szablon.png788940aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-04-28 06:05:182026-08-24 12:09:47Projekt Polską Ręką – małe działania, wielkie efekty
Haft strukturalny, zwany też haftem matematycznym, to technika wyszywania na papierze lub kartonie, w której wzór powstaje z przecinających się nici prowadzonych przez wcześniej przygotowane dziurki.
Haft strukturalny to technika dla małych i dużych. Znany jest również pod takimi nazwami jak: matematyka malowana, haft matematyczny, haft na papierze, haft na kartonie.
Technikę tą zapoczątkowała pod koniec XIX wieku nauczycielka Mary Everest Boole. Chcąc ułatwić swoim uczniom zrozumienie geometrii, za pomocą kolorowych sznurków tłumaczyła linie krzywe. Początkowo haft ten wykonywano „zaczepiając” nitki o gwoździe wbite w deskę pokrytą aksamitem. Obecnie mówiąc o tej technice najczęściej mamy na myśli haft wykonywany za pomocą igły i nitki na grubym papierze/kartonie
H2: Haft strukturalny i haft matematyczny, czy to to samo?
Tak, bo sam wpis używa obu nazw równolegle i wskazuje też inne określenia: matematyka malowana, haft na papierze, haft na kartonie.
Na czym polega haft matematyczny?
Wzory powstają w wyniku krzyżowania się pod różnymi kątami nitek przewlekanych przez dziurki w papierze. Wyszywane motywy często są tworzone na podstawie figur geometrycznych, takich jak koła, kwadraty, trójkąty. Jednak techniką tą możemy wykonać wszystko, co podsunie nam wyobraźnia. To tylko kwestia zaprojektowania odpowiedniego wzoru w postaci kropek, które potem „stają się” dziurkami na papierze stanowiącym bazę do wyszywania.
Co można zrobić haftem strukturalnym?
Motywy wykonane tą techniką możemy wykorzystać do kartek okolicznościowych i świątecznych, zaproszeń, zakładek do książek. Możemy również wyszywać „samodzielne” obrazki, które potem oprawimy i powiesimy na ścianie.
Dla kogo jest haft strukturalny?
dla początkujących,
dla osób szukających prostego hobby,
dla scrapujących,
dla nauczycieli i terapeutów,
dla osób szukających spokojnej, wyciszającej techniki.
Haft strukturalny to technika, która nie tylko pozwala nam na tworzenie niepowtarzalnych wyjątkowych prac, ale dzięki magii powtarzalnych ruchów pomaga również oderwać się od codziennej bieganiny, wyciszyć umysł i odstresować się.
Czy haft matematyczny jest trudny?
NIE!
można pracować we własnym tempie,
da się uczyć będąc na etacie,
da się uczyć przy dziecku w domu,
dzięku uprzejmości Ani, możesz uczyć się tej techniki w formie wygodnego kursu online
Poznaj osobę, którą zaprosiłam do współpracy przy tworzeniu tego kursu:
Anna Żurowska
Od ponad 20 lat pracuję jako pedagog, a od paru lat również jako specjalista rewalidacji. Dzięki codziennej pracy z dziećmi, młodzieżą oraz osobami dorosłymi, zdobyłam doświadczenie, które pomaga mi w prosty i przystępny sposób dzielić się swoją wiedzą i umiejętnościami. Dlatego też realizuję się podczas organizowania i prowadzenia warsztatów. Dotyczą one mojej pasji – sztuki rękodzieła. Do to tej pory przeprowadziłam zajęcia dotyczące: techniki decoupage, podstaw szydełkowania, tworzenia i wykorzystania papierowej wikliny oraz plastyczno-artystyczne dla dzieci.
NAUCZ SIĘ HAFTU MATEMATYCZNEGO z naszym kursem:
Raz na zawsze ogarnij podstawy
W miłej atmosferze przećwicz pierwsze kroki
Użyj materiałów, które masz w domu, ale dowiedz się, w co warto zainwestować, jeżeli ci się spodoba ta technika
Znajdź grono osób, z którymi wymienisz się pomysłami, wzorami, nowymi spostrzeżeniami
Największą zaletą haftu matematycznego jest to, że daje efektowny rezultat przy bardzo prostych materiałach i niewielkich nakładach pracy i czasu.
FAQ:
Co to jest haft strukturalny?
Haft strukturalny to technika wyszywania na papierze lub kartonie, w której wzór powstaje dzięki przecinającym się niciom prowadzonym przez przygotowane wcześniej dziurki. Wpis używa też nazw „haft matematyczny”, „haft na papierze” i „haft na kartonie”.
Czy haft strukturalny i haft matematyczny to to samo?
Tak. Te nazwy są używane wymiennie.
Co można zrobić haftem matematycznym?
Kartki okolicznościowe i świąteczne, zaproszenia, zakładki do książek oraz samodzielne obrazki do oprawienia.
Czy haft matematyczny jest dla początkujących?
Tak. Strona kursu opisuje tę technikę jako prostą, niewymagającą wielu materiałów i możliwą do nauki we własnym tempie.
Jakie materiały są potrzebne do haftu strukturalnego?
Na start wystarczą podstawowe materiały, takie jak igła, nitka i papier lub blok techniczny.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/04/haft-strukturalny-oplotki.png788940aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-04-23 10:30:032026-08-24 12:09:07Co to jest haft strukturaln? Na czym polega haft matematyczny i dla kogo jest
Jak żyć w stylu zero waste? Najlepiej zacząć od życia less waste I nie chodzi tu tylko o ekologiczną stronę naszej codzienności, ale i o tę biznesową.
Kobiety mają tendencję do bycia perfekcjonistkami w każdej dziedzinie – pięknie wysprzątane mieszkanie, wnętrza jak z katalogu, wyjątkowe umiejętności kulinarne, a przy tym dobrze prosperujący biznes. Też tak masz? Tylko jest jeden haczyk – w tym dążeniu do doskonałości często zapominamy, co jest naprawdę ważne. Jeśli coś nie pójdzie po naszej myśli, robimy sobie wyrzuty sumienia, że wciąż robimy za mało, że nie jesteśmy wystarczająco dobre. Z drugiej strony, jeśli osiągniemy sukces i zarobimy pieniądze – zjada nas poczucie winy… Dlaczego? Co można zrobić, żeby wyjść z błędnego koła?
Życie less waste, również w biznesie
Rozmowa, którą przeprowadziłam z Agnieszką Zdunek rozpoczęła się od tematu życia less waste. Ale jak to bywa w rozmowach z innymi przedsiębiorczyniami gładko przeszłyśmy do kolejnych ważnych kwestii. Musisz wiedzieć, że Aga to kobieta petarda. To dzięki niej i jej inspiracji przestałam odkładać wymarzone projekty na później i postanowiłam wydać książkę. Jeszcze w tym roku.
Agnieszka uczy kobiety, jak przejść na zieloną stronę życia małymi kroczkami. Wyznaje zasadę, że:
Lepiej być każdego dnia less waste niż jednego zero waste.
Ale nie chodzi o to, by stać w swoim ekologicznym rozwoju cały czas w jednym miejscu, ale o to, żeby wciąż podążać za nowym, szukać rozwiązań, wejść na kolejny level.
Chodzisz na zakupy z siatką wielorazową i segregujesz umiejętnie odpady? Weszło Ci to już w nawyk? Świetnie! Zastanów się, co jeszcze możesz zrobić dla naszej planety. Może kompostownik w koszu na śmieci? Działaj mały krokami. Jeśli będziesz chciała wszystko od razu, to możesz zaliczyć porażkę.
Uwierz, małe sukcesy dają nam paliwo rakietowe do kolejnych działań. I to przenosi się też na codzienne i biznesowe życie. Less waste w biznesie? A czemu nie!
Dochodowy biznes online, czyli JAK TO SIĘ ZACZĘŁO
Nasze historie są bardzo podobne. Praca na wysokich obrotach, nieziemskie zmęczenie, incydent na drodze, który o mały włos nie skończył się tragedią… I to był ten moment, który zmienił w naszym życiu bardzo dużo.
Aga, aby nabrać oddechu i odpocząć, zaczęła robić kosmetyki dla siebie – szampony, kremy, mydła. Potem przyszedł pierwszy warsztat stacjonarny i następny, i następny, i następny. Powstała firma i pomysł, by przenieść się z offline do online.
Mimo obaw i dość wysokiej ceny, Aga postanowiła wejść do programu SOMBA. I – jak sama mówi – była to najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć. Bo prowadzenie biznesu online to ciężka praca, to nie tylko umiejętność sprzedaży i ustawiania reklam, ale też odpowiednie nastawienie i zmiana swoich przekonań. Bo to Ty jesteś swoją marką, jesteś swoją firmą. Nieważne, jak jest Ci ciężko, musisz działać.
A o działaniu Aga wie więcej, niż ktokolwiek inny. Od 3 lat remontuje starą chatę, w której działa już Pracownia Boruja, w ciągu roku stworzyła dwa fantastyczne kursy online, a niedługo wypuści kolejny. I to wszystko nie tylko w czasach pandemii, ale i w momencie, w którym zmagała się z nowotworem złośliwym i chemioterapią…
Jak osiągnąć sukces?
Aga podczas naszej rozmowy powiedziała coś bardzo ważnego:
Aby pójść jeden krok naprzód, musisz 10 osobom powiedzieć nie.
Odmawianie jest sztuką. Jeśli non stop realizujesz cele innych, nigdy nie będziesz miała czasu na realizację swojego.
Chcesz sukcesów? Naucz się asertywności. Skup się na wizji tego, co chcesz osiągnąć. Czy wiesz, gdzie chcesz być za 10 lat i co robić? Jeśli tak, to nic nie powstrzyma Cię przed dotarciem do tego miejsca.
Agnieszka pokazuje, że tak naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Gdy ja szukałam wymówek, żeby nie nagrywać odcinka podcastu (bo najmłodsza córka miała katar), Aga łączyła się z nami na callu, będąc tuż po chemioterapii… Dodatkowo tworzyła kurs świec sojowych, który okazał się prawdziwym bestsellerem (teraz możesz kupić jego udoskonaloną wersję). Nauczyła się skutecznej sprzedaży swoich produktów, mimo że wcześniej myślała, że jak zacznie sprzedawać, a co więcej – zarabiać na tym, to będzie… złym człowiekiem. Teraz kontakt z klientkami i z osobami, które kupują kursy, daje jej mnóstwo satysfakcji.
Pieniądze w biznesie
Bardzo cieszy mnie to, że nie boimy się rozmawiać o pieniądzach. Kobiety powinny i mogą zarabiać DOBRE PIENIĄDZE. I to wcale nie jest nic złego. Agnieszka mówi, że gdy zarabiasz pieniądze, to realizujesz siebie, a jednocześnie możesz pomagać innym (jak masz taką potrzebę). Nic jednak nie wydarzy się za jednym machnięciem różdżki. Tylko ciężka praca i małe kroki, stawiane po kolei, doprowadzą Cię do celu. To zupełnie tak, jak z życiem less waste z początku naszej rozmowy Gdy zaczynałyśmy z Agą swoją biznesową drogę, nikt nie mówił nam, co robić i czy to ma sens. Spędziłyśmy dużo godzin na testowaniu rozwiązań, poniosłyśmy wiele porażek, żeby być tu, gdzie jesteśmy. Ale to nie koniec – z wypiekami na twarzy czekamy na to, co będzie dalej. I działamy!
Rozmowa z Agnieszką zainspirowała mnie do poruszenia kilku ważnych tematów w mojej książce. Od lat zbieram historie w zeszycie do notatek, czas by ujrzały światło dzienne.
Jestem niezwykle wdzięczna za to, że Aga pojawiła się na mojej biznesowej orbicie. Gorąco zachęcam Cię do wysłuchania całej rozmowy – może i Tobie da kopa do działania? Trzymam za to kciuki!
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/03/less-waste-okladka.png788940aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-03-17 06:00:042026-08-24 11:58:31Życie less waste, również w biznesie
O tym, jak małymi kroczkami przejść do systemu less waste (nie mylić z zero waste).
I jak czerpać z tego radość.
Czasem zbyt mocno zapętlamy się w dążeniu do perfekcji i zapominamy, co jest naprawdę ważne. Robimy sobie wyrzuty sumienia, że nie jesteśmy wystarczająco zielone, że wciąż robimy za mało, że inni potrafią, a my nie. Stąd bardzo prosta droga do frustracji i zniechęcenia.
W dzisiejszym odcinku goszczę niezwykłą kobietę, edukatorkę ekologiczną, która od ponad 7 lat pokazuje kobietom, jak żyć zgodnie z ideologią less waste.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/03/podcast-okladka-nr-11_2021-male-kroki-do-zycia-less-waste-rozmowa-z-agnieszka-zdunek-z-jestem-zielona.png10801080aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-03-15 10:56:082026-08-24 11:58:00Małe kroki do życia less waste – rozmowa z Agnieszką Zdunek z „Jestem Zielona”
Rękodzieło to subtelny mariaż sztuki użytkowej ze sztuką artystyczną, wytwór ludzkiej wrażliwości towarzyszący ludzkości od zarania dziejów. Koronkarstwo, jako jedna ze sztuk rękodzielniczych, budzi podziw swoją szlachetnością, maestrią drobnych oczek. Wychodzące spod sprawnych dłoni zachwycające wzory układają się w wielowiekową historię ludzkich upodobań i mód. Dziś kilka słów o koronce klockowej. Czym jest koronka klockowa?
Czym jest koronka klockowa?
Koronka klockowa to misterny wytwór ludzkich rąk, utkany z nici i wyobraźni. Delikatne wzory zachwycają swoją szlachetnością i budzą zrozumiały podziw. Koronkarstwo znane było już w starożytnym Egipcie i w Chinach, ale to europejski rozwój sztuki sakralnej i dworskiej przyczynił się do rozkwitu tej delikatnej i subtelnej formy rękodzieła. Koronka klockowa rozwijała się równolegle w Wenecji i we Flandrii. Stąd pochodziły wzory, którymi inspirowała się reszta Europy. Wiek XV przyniósł znaczne przemiany w modzie europejskiej. Umacniające się warstwy wyższe podkreślały wykwintnym strojem swoją odrębność i wyższość. Koronki, na równi z haftami i biżuterią, stały się symbolem luksusu i bogactwa.
W połowie XVI wieku pojawił się najbardziej fantazyjny sposób zastosowania koronek w postaci krezy. Sto lat później we Francji powstał pierwszy cech koronkarski, zrzeszający najlepszych mistrzów, i założone zostały manufaktury koronkarskie. W tym okresie koronką klockową dekorowano dekolty sukni, obszywano nimi mankiety, spodnie czy nawet rękawice. W XVIII wieku wysokiej jakości koronki wyrabiano w manufakturach w dzisiejszej Belgii i Holandii oraz Wielkiej Brytanii.
Największy wpływ na historię koronki klockowej odegrała II połowa XVIII wieku. To początek mechanizacji przemysłu koronkarskiego, który spowodował, że znaczenie ręcznie wyrabianych koronek znacznie się zmniejszyło. Maszynowa produkcja wypierała z rynku ręcznie wyrabianą koronkę. Choć na przełomie XIX i XX wieku pojawiały się próby wskrzeszenia ręcznego koronkarstwa, to o renesansie koronki klockowej trudno mówić. Dopiero po zakończeniu II wojny światowej ręcznie wykonywana koronka zaczęła się stopniowo odradzać. Pojawiły się muzea prezentujące koronkarskie rzemiosło i wzrosło zainteresowanie sztuką rękodzielniczą.
Koronka klockowa w Polsce
Dzięki królowej Bonie, znanej powszechnie z wprowadzenia do polskiego menu włoskich warzyw, koronka klockowa trafiła także na polskie dwory. Wyroby flandryjskie i hiszpańskie były importowane przez dwa wieki. Dopiero w XVIII wieku zaczęły w Polsce powstawać ośrodki koronkarskie. W 1883 roku Helena Modrzejewska przekazała darowiznę, która pozwoliła utworzyć w Zakopanem Krajową Szkołę Koronkarstwa. W tym samym czasie powstały placówki w Bobowej i we Lwowie.
Dalszy rozkwit koronki klockowej nastąpił w dwudziestoleciu międzywojennym dzięki znakomitym twórcom zakopiańskich wzorów: Karolowi Kłosowskiemu i Mieczysławowi Szopińskiemu. Polska święciła wówczas tryumfy na światowej wystawie sztuki dekoracyjnej, gdzie w 1925 roku Krajowa Szkoła Koronkarstwa w Zakopanem otrzymała złoty medal za koronki klockowe projektu Kłosowskiego. Po II wojnie światowej następował stopniowy zanik zainteresowania rzemiosłem artystycznym w Polsce, by tryumfalnie powrócić na początku lat 90. XX wieku. W 1994 roku powstało w Bobowej Stowarzyszenie Twórczości Regionalnej, które w 2000 roku zainaugurowało coroczny Międzynarodowy Festiwal Koronki Klockowej, na który przyjeżdżają twórcy z Belgii, Niemiec, Czech, Słowacji, Rosji, Francji i oczywiście z Polski.
Koronka klockowa krok po kroku
Powracająca moda na kołnierzyki, mankiety, serwetki i dodatki koronczarskie sprawia, że zainteresowanie sztuką rękodzielniczą rośnie. Oprócz Bobowej na artystycznej mapie Polski pojawiają się inne miejsca, w których można poznać arkana tej fascynującej sztuki. Koronkarskie rzemiosło wymaga bowiem precyzyjnej znajomości podstaw wszystkich ściegów koronkarskich i jednocześnie dużej pomysłowości w tworzeniu nowych rozwiązań.
Do tworzenia dzieł z koronki klockowej potrzebny jest wałek składający się z tekstylnego worka wypełnionego sianem, słomą lub trocinami, który umieszcza się na obrotowej podstawce z drewna lub dykty. Do tkania koronki potrzebne są drewniane klocki, na które nawija się specjalne nici oraz patron. Taką kalkę z narysowanym wzorem przypina się szpilkami do wałka. Rękodzieło wyrabia się z nici jedwabnych, lnianych i wełnianych, a od pewnego czasu także z bawełnianych. W nielicznych wydanych publikacjach czy czasopismach np. Igłą Malowane można znaleźć wzory koronek. Koronkarki jednak z radością tworzą własne wzory, które są wyróżnikiem ich stylu i gwarantem niepowtarzalności.
Tkanie koronki klockowej to zajęcie dla cierpliwych, ale jednocześnie jest to metoda na odstresowanie i odprężenie. Precyzja i skupienie pozwalają zapomnieć o codziennych problemach i zresetować myśli. Największą jednak wartością wynikającą z tworzenia rękodzieła jest możliwość utrzymania indywidualizmu. W czasach, gdy wszyscy chodzimy w podobnych butach, ubraniach, kupujemy masowo produkowane meble i elementy wyposażenia wnętrz, warto posiadać umiejętność, która pozwoli nam wyróżnić się spośród tłumu. Jakże cenne może być oprawienie w ramkę wykonanej własnoręcznie pracy i zastąpienie nią wiszącego od dekady obrazka z napisem HOME, kupionego w jednym z popularnych sklepów.
Rusza kurs koronki klockowej on-line
Chcesz się nauczyć koronki klockowej, ale boisz się, że sama nie dasz rady? Albo że nie znajdziesz odpowiedniej osoby, która mogłaby Cię pokierować?
Od czego są Oplotki! Już niedługo ruszamy z kursem on-line koronki klockowej! Twoim przewodnikiem po świecie koronek będzie Monika Przeciszowska, która od tworzy koronki I chętnie podzieli się swoją wiedzą. W tym filmie opowiada nieco o narzędziach – konkretnie o klockach:
Zapisz się już dziś na listę zainteresowanych i nie przegap startu kursu!
Deska, gwoździe, kilometry nici, duża doza cierpliwości i wyobraźni – tak w skrócie można opisać string art.
Najlepiej jednak posłuchać informacji na ten temat z pierwszej ręki. Dlatego zaprosiłam do rozmowy Błażeja Danielewicza, właściciela marki String Art Nuance, który zdradzi nam nieco tajników o tej ciekawej technice.
Jeżeli macie ochotę na więcej, to koniecznie zajrzyjcie w te miejsca:
Mówią, że za każdym biznesem stoją LUDZIE. Moją supermocą jest nie tylko świetny, wspierający na co dzień zespół, ale również koleżanki z grup mastermind. Większość z nich poznałam w Online MBA, gdzie wspólnie uczymy się kreatywnie budować swoje biznesy.
Poprzez moje rozmowy z koleżankami z SOMBA, chcę dziś zwrócić uwagę na naszą współpracę, na ideę MASTREMINDU. Chcę pokazać, jak przydatne może być czyjeś spojrzenie na biznes z innej perspektywy, z poziomu innej branży, z poziomu różnych doświadczeń… I oczywiście, jak cenne wsparcie idzie za taką współpracą.
Dziś rozmawiam z Moniką Melkowską, specjalistką od szydełkowania.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/04/e04eefe17e71a714df9597e3152cadc5.jpg320320aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-01-05 14:06:142026-08-24 11:28:20Spotkania w Akademii Rękodzielnika – rozmowa z Moniką Melkowską
Moją super mocą jest nie tylko świetny, wspierający na co dzień zespół, ale również koleżanki z grup mastermind. Większość z nich poznałam w Online MBA, gdzie wspólnie uczymy się kreatywnie budować swoje biznesy.
Poprzez moje rozmowy z koleżankami z SOMBA, chcę dziś zwrócić uwagę na naszą współpracę, na ideę MASTREMINDU.
Chcę pokazać, jak przydatne może być czyjeś spojrzenie na biznes z innej perspektywy, z poziomu innej branży, z poziomu różnych doświadczeń, itp… i oczywiście, jak cenne wsparcie idzie za taką współpracą.
Rozmowa z Anią Żurowską
Dziś rozmawiam z Anią Żurowską, która zajmuje się m.in. haftem strukturalnym inaczej – matematycznym.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/12/okladka-podcast-57_2020-rozmowa-z-ania-zurowska.png10801080aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2020-12-21 12:17:522026-08-24 11:13:34Spotkania w Akademii Rękodzielnika – rozmowa z Anną Żurowską
Sławomir Wesołek prowadzi swój warsztat szewski od niemal 40 lat. To rodzinna tradycja, bo zarówno dziadek, jak i ojciec byli szewcami.
Co robi szewc?
Czy bycie szewcem i cholewkarzem oznacza pracę tylko przy butach? Absolutnie nie Choć noszenie własnoręcznie zrobionych butów, niepowtarzalnych w swoim rodzaju, jest niewątpliwym plusem tego zawodu, o czym pan Sławomir mógł się niejednokrotnie przekonać.
Do warsztatu szewskiego pana Sławomira (znajdującego się przy ulicy Reja 79 c w Wągrowcu), można przynieść prawie wszystko: buty, botki, kozaki i oficerki, nesesery, torebki i torebeczki, plecaki (nawet te firmowe), smycze dla psów, uzdy dla koni, paski do spodni i wiele, wiele więcej. Pan Sławomir tu naprawi, tam przyszyje, zwęzi lub poszerzy. Nasza rada? Nie wyrzucaj! Napraw!
Z naszej rozmowy z panem Sławomirem Wesołkiem dowiesz się:
Co robi szewc?
Skąd się bierze buty?
Jak nie nosić butów?
Co to znaczy, że but jest dobry?
Kiedy powinniśmy oddać but do szewca i dlaczego warto to robić?
Czy usługi szewskie dużo kosztują?
Co zrobić, gdy kupimy za mały but?
Dlaczego nie powinno się wlewać do buta octu?
Jak szewc rozciąga but?
Jakich narzędzi potrzebuje szewc?
W czym szewc może pomóc pannie młodej?
Czy łatwo jest zrobić but?
Jak kupować buty?
Jakie są elementy buta?
Jak zostać szewcem i gdzie można uczyć się zawodu?
Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z panem Sławomirem o tym, co robi szewc. Jeśli wolisz czytać, transkrypcję znajdziesz poniżej
Transkrypcja podcastu: „Sławomir Wesołek o fachu szewca”
Sławomir Wesołek: Nazywam się Sławomir Wesołek, prowadzę warsztat od wielu lat, prawie czterdziestu. Miałem usługi i wyrób obuwia. Produkowałem i sprzedawałem po targowiskach, potem produkowałem buty i odstawiałem na sklepy, a potem wróciłem tylko do usług, czyli znowu naprawiam buty. Robiłem buty na miarę przez wiele lat, jednak cholewkarz, który ze mną współpracował (i szył wierzchy do tych butów na miarę), ma już ma ponad dziewięćdziesiąt lat, więc przestałem robić na miarę i teraz już tylko i wyłącznie robię usługi.
Karolina Nowaczyk: I pana zakład znajduje się…?
S.W.: W Wągrowcu przy ulicy Reja 79 c.
K.N.: Zapraszamy!
S.W.: Zapraszamy. Dziadek był szewcem, w 1912 roku założył warsztat, potem tata miał w Bydgoszczy warsztat. Ja też w tej Bydgoszczy miałem warsztat, ale przeniosłem się do Wągrowca. No i cały czas te usługi robię. I to nie tylko usługi szewskie, ale także sprawy cholewkarskie, bo mam dwa zawody: cholewkarz i szewc. Buty naprawiam, torebki naprawiam, kozaki poszerzam, zwężam, zamki wszywam. Szeroki asortyment. Nesesery naprawiam, paski. Wszystko, co możliwe, bo nawet przy oficerkach do koni czy uzdach do koni coś zszyję. Różne rzeczy robię: pasy transmisyjne, smycze dla psów. Szeroki asortyment.
Justyna Renn: A proszę powiedzieć, czym się różni szewc od cholewkarza?
S.W.: Cholewkarz to ten, co robi wierzch do butów, a szewc to ten, co robi spody. Teraz jest wielu szewców, co tylko umieją zrobić zelóweczkę, fleczek i koniec. Nawet maszyn do szycia nie mają. Ja dużo rzeczy szyję: plecaków, nie plecaków, torebek. Naprawiam. Na przykład same rączki się urwą, to ja to przyszyję i plecak jest. A plecak Adidasa kosztuje 150 zł, pasek się urwie, ja przyszyję za dyszkę i można nosić dalej.
K.N.: Czyli to tradycja rodzinna, że zajmuje się pan, powiedzmy ogólnie, butami, że ma pan zakład szewski? Czy było łatwo się panu nauczyć tego zawodu, czy to było mozolne? Czy to było coś, co po prostu było w rodzinie, więc było to naturalne?
S.W.: Ja już jak miałem dziesięć lat, to chodziłem tacie pomagać i od piętnastego roku życia robię w tym zawodzie, czyli robię czterdzieści lat.
K.N.: Szewska złota rączka. Czy ma pan uczniów, czy są osoby, które chcą się uczyć tego zawodu?
S.W.: Ja wyuczyłem wielu uczniów, ale już teraz nie, bo ten zawód zanika i jest nieopłacalny.
K.N.: Czyli to naprawdę pasja, żeby w tym zawodzie w tej chwili pracować?
S.W.: Pasja. Jestem przed emeryturą parę lat, także mnie już zarobek nie interesuje. Mam zadowolenie z tego, że to robię.
K.N.: Jakie zmiany zachodziły w tym zawodzie w trakcie pana praktyki?
S.W.: Dużo się zmieniło. Weszła technika, pojawiło się więcej rodzajów gum niż dawniej, kolorystyka jest większa, narzędzia są lepsze i nowocześniejsze. To ułatwia pracę, pozwala wiele czynności zrobić lepiej, inaczej.
K.N.: Czy miał pan zlecenie na jakieś specjalne buty, coś takiego niepowtarzalnego?
S.W.: Robiłem miarowe, ortopedyczne. A tak to robiłem sobie różnego rodzaju – takie, jakich nie miał nikt. Miałem czerwono-czarne, biało-czarne, miałem kozaki, na przykład dół biały, góra siwa – taka wyduszona na krokodyla. One były takie niepospolite, że jak gdzieś szedłem, to wszyscy się oglądali. Nikt takich butów nie miał, bo były nie do kupienia. A dzisiaj to dużo szyję, jak coś pęknie, coś się zepsuje. Poszerzę kozaki, zwężę kozaki, rozciągnę buty zbyt wąskie lub na halluksy.
K.N.: No właśnie, skąd te haluksy się biorą? Od jakich butów? Czy od obcasów?
S.W.: Nie, wcale nie. Jak jest dobrze but wyprofilowany, to nie musi być od obcasów. Ale od płaskich na pewno młodzi mają płaskostopie, bo od młodego wieku noszą buty, które nie mają tego wygięcia. Jak jest but źle wyprofilowany, to potem tak się dzieje. Ludzie kupują buty za wąskie i zamiast dać je rozciągnąć, to dusi, dusi, bo fajne, więc się chodzi. No i tak wydusi, aż ta kość zaczyna rosnąć. Wielu kupuje niezdrowe buty, zbyt wąskie. Można dać do szewca rozciągnąć, ale nie pomyślą ludzie.
J.R.: Teraz młodzi ludzie nie wiedzą, że można dać naprawić czy rozciągnąć buty.
S.W.: Tak, starsi ludzie wiedzieli, że to wszystko jest do zrobienia, a młodzi ludzie nie widzą i z niewiedzy noszą. Teraz się często zamawia internetowo przez tę pandemię i często ludzie kupują za małe buty. Ci, co wiedzą, no to przyniosą, żeby rozciągnąć, a ci, co nie, to się męczą i męczą. Zaczynają tam lać wody lub octu. Cuda-niewidy wymyślają, a nie wymyślą, bo nie rozciągną. Czasami nawet buty mogą się skurczyć.
J.R.: Czy buty nie ze skóry też się da rozciągnąć?
S.W.: Tak, adidasy rozciągną się, jak ja z czuciem wbiję to kopyto, namoczę, to się rozciągnie przez noc, wyschnie ta woda i but będzie rozciągnięty. Tylko trzeba z czuciem, bo jedno uderzenie więcej i z jednego buta są dwa.
K.N.: Ale to są lata praktyki, lata doświadczenia w tym zawodzie. Proszę nam powiedzieć coś o narzędziach. Co to jest za maszyna?
S.W.: To jest taka powojenna/przedwojenna singerka, bo dawniej te maszyny były. Dzisiaj są nowoczesne maszyny, które są kolosalnie drogie. Rzemieślnik nie jest w stanie tego kupić, dlatego mam jedną maszynę, taką singerkę. Szyję nią sprawy cholewkarskie, zwężania, poszerzania, paseczki do butów, torebki… A z kolei na takie cięższe sprawy, grubsze rzeczy, to mam drugą maszynę. Tu mam szlifierkę, że jak robię fleczki, no to oszlifowuję, jak dorabiam. Bo to wszystko się dorabia, dziś już nie ma gotowych fleków. Wszystko się dorabia – duże, małe. Szlifuje się to wszystko na szlifierce, dlatego mam szerokie i wąskie koło. Teraz rzadko, ale jeszcze zdarza się, że ktoś przyniesie buty na skórze, to mogę je nawoskować. Takie powojenne były, takie luksusowe dla prezesów, z górnej półki, jak to się mówi. Jeszcze można takie drogie buty zamawiać albo kupić, bo one są po pięć tysięcy, po siedem tysięcy. I wtedy one są na skórze i szyte. Ja też mam takie ładne, różnego rodzaju droższe buty. Bo jak jest przysłowie: “Szewc bez butów chodzi”, to ja akurat odwrotnie – mam dużo butów.
J.R.: Czy ślubne buty jeszcze dziewczyny zamawiają? Czy pan robi też ślubne buty?
S.W.: Nie, ale często robię poprawki do ślubnych butów, bo nie pasują i poprawiam. Bo za ciasne są i rozciągnę, czy paseczek dorobię, czy obcas zniżę, bo za wysoki i źle się chodzi. Ładne są, ale niepraktyczne. A to trzeba całą noc przetańczyć.
J.R.: Dobrze wyprofilowany but zrobić to nie jest takie proste.
S.W.: No nie, ciężko dostać nawet, bo dziś robi się na ilość. Te lepsze firmy, które są droższe, takie jak Wojas, Ryłko, Gino Rossi, Vanessa to lepiej robią buty, ale za odpowiednią sumę. A te takie typu CCC, to jest wszystko takie na chwile.
J.R.: A dużo jest polskich firm szyjących buty?
S.W.: Są, ale dużo nie. I jak są, to są drogie. Te tanie dają robić wszystko gdzieś w Chinach i Korei. Firma polska, ale nie u nas zrobione.
J.R.: Ale są fabryki butów, które produkują w Polsce?
S.W.: Są i robią dobre buty, ale to już takie od 500 zł w górę. Proszę zobaczyć, tu mam dwie pary butów polskich, kupiłem je przecenione za 210 zł i noszę je już 4 lata, a one są jak nowe. A teraz kupiłbym z ceratki za siedem dyszek, to starczą na jeden sezon, razy cztery lata to już wyszło 280 zł. I jeszcze nie wiadomo, czy bym grzybicy nie dostał od tego sztucznego. Czyli mam osiem dych w kieszeni i nadal do noszenia ze trzy lata. I mam buty, które noszę już pięć czy siedem lat i są jak nowe.
K.N.: Jak ma Pan ten but w ręku, to czy mógłby pan elementy buta przedstawić naszym słuchaczom, bo nie wszyscy znają?
S.W.: Dobrze – na górze cholewka, podszewka, wkładka, podspód, spód, zelówka i flek.
J.R.: Teraz są modne sztuczne skóry robione z ananasa albo z papieru. Czy to jest dobry materiał?
S.W.: No nie wiem, musiałbym mieć. Ale powiem wam, że mam czapkę. Pokażę, bo nie wiem, z czego to w ogóle jest. Sztuczne, ale głowa się nie poci. W ogóle nie chciałem kupić, ale potem się przekonałem i kupiłem, bo jest taka inna. Faktycznie mogą być – tak jak mówicie – inne skóry dobre, bo mam oparcie z trawy morskiej, które jest bardzo wygodne. Sztuczna skóra jest dobra, ale nie cerata zwykła. Bo wtedy noga się zapoci i to jest w ogóle nie do noszenia. To chemikaliami czuć, a jak się nogę wyciągnie, to jest mokra. Ale jak będzie sztuczna, jak na adidasach czy najkaczach, to wcale nie tak źle.
K.N.: Mam jeszcze takie pytanie techniczne: Czy jak porównuje pan swoją pracę 40 lat temu i teraz, biorąc pod uwagę to, że jest więcej narzędzi, więcej materiałów, czy ta praca jest łatwiejsza technicznie? Szybciej pan może dany but wykonać, naprawić?
S.W.: Lżejsza jest teraz. Kiedyś musiałem papierkiem szlifować, teraz mam szlifierkę. Kiedyś musiałem w czajniczku wodę grzać i na tym ogrzewać, a teraz mam opalarkę, która momentalnie grzeje. To mi bardzo ułatwia pracę.
K.N.: Czyli wszystkim tym, którzy byliby chętni do tego zawodu, możemy powiedzieć, że nie jest to fizycznie trudna praca?
S.W.: Ależ skąd, niech Pani patrzy, ja mam rękę jak pan doktor. Bo to tylko mam śrubokręciki dobrych firm, magnetyczne. To tylko chwyci, wkręci i już gotowe. Nożyczki mam dobrej firmy, ostre jak brzytwa.
K.N.: Czy jest to zawód, w którym potrzeba dużo cierpliwości?
S.W.: Raczej nie, ale trochę trzeba. To zależy, co się robi. Są rzeczy, że nie, i są rzeczy, że tak. Czasem są takie drobiazgi nieopłacalne, ale człowiek robi, żeby zadowolić klienta. Robię dla przyjemności, a nie dla pieniędzy, bo z niektórych rzeczy nie ma pieniędzy. Robię coś godzinę czasu na przykład i 7 zł państwo bierze, plus towar jest dycha, no i ja wezmę dychę, bo nie mogę wziąć więcej, no to po prostu godzinę robię dla przyjemności, nie dla pieniędzy, no i po to, żeby klienta zatrzymać.
J.R.: Kiedyś buty się bardziej szanowało niż teraz, naprawiało się. A teraz są tak tanie buty, że zmienia się je co chwilę.
S.W.: Ja mówię, że biednego nie stać na tanie buty i kupuje drogie. Chodzi w nich latami. Ma dwie pary lub trzy, ale ekstra. A bogaty kupuje ciągle, ciągle, ciągle, ciągle. W sumie wydaje więcej pieniędzy, chodzi w czymś gorszym i niszczy stopy. Kupi pani bawełnianą bluzkę i ona oddycha, a w sztucznej się pani zapoci.
J.R.: Ale myślę, że ludzie wracają do naturalnych materiałów.
S.W.: Tak, zaczynają rozumieć, że jak kupi droższą bluzkę, naturalną, to można prać i prać, nic się nie dzieje. To tak jak ze skórzanymi butami – też się nic nie dzieje i można długo chodzić, pastować, pastować i odświeżać, i nic się z tym nie dzieje.
J.R.: No właśnie jak dbać o buty, aby nam długo służyły?
S.W.: Są pasty różne i woski. Ja to wszystko mam, więc jak naprawiam buty, to przy okazji odnawiam. I za to już nic nie biorę. Mam kolory past, mam szczotki do nakładania i polerowania, inne do czarnego, inne do kolorowych. Przejadę i normalnie są jak nowe. Ktoś przyniesie brudne, ja szmatą zetrę, przejadę pastą, wypoleruję i już. I klienci się cieszą, bo da brudne, a odbiera jak nowe. Mnie to dużo nie kosztuje, a przez to mogę zdobyć klientów. Mam papierowe torebki z pieczątkami z dwóch stron. I jak ktoś idzie, to reklamuje moją firmę.
J.R.: A gdzie się uczy takiego zawodu? Są szkoły, które uczą szewców?
S.W.: Ostatniego ucznia to z Urzędu Pracy miałem, pełnoletni człowiek, bo miał 21 lat. Urząd mu płacił 900 zł, takie stażowe. I on potem zrobił poszerzone cholewkarstwo szewskie. W Katowicach wyrobił papiery, że może po całej Europie jeździć, pracę znaleźć i dobrze zarabiać w tym zawodzie.
J.R.: A czy to jest tak, że to jest w Polsce zawód, który ginie, czy na całym świecie?
S.W.: Na świecie nie wiem, ale u nas ginie, bo to zawód mało dochodowy. W małych mieścinach za mało pracy, w dużych czynsze drogie. Choć trochę jeszcze szewców jest, bo ktoś te buty musi naprawiać. Kupi pani szpilki za 600 zł, a po jednym wieczorze fleczek wyleci. I co? Nie wyrzuci pani butów za 600 zł. Trzy dyszki pani zainwestuje i chodzi w nich dalej. A jak mąż kupi sobie eleganckie buty też za 600 zł i gdzieś czubkiem zahaczy i mu się odklei, to też nie wyrzuci. Sklejenie kosztuje dychę. Warto naprawiać.
K.N.: Serdecznie dziękujemy za rozmowę i wszystkiego dobrego życzymy.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/09/slawomir-wesolek-okladka-pl.png10801080aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2020-09-02 06:00:492026-08-21 09:57:58Sławomir Wesołek o tym, co robi szewc
Gdy nadchodzi wiosna, niemal każda mała dziewczynka plecie wianki z kwiatów. A każdy z tych wianków jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Zuzanna Kozdęba swoją pasję do kwiatów odkryła dawno temu, właśnie na polnej łące, gdzie wraz z kuzynkami szukała roślin do kwietnych bukiecików. Atlasy roślin z ręcznie malowanymi obrazkami zamiast zdjęć były jej ulubioną lekturą przed snem. I chociaż Zuzanna na co dzień zajmuje się nauczaniem języków obcych, to gdy przychodzi lato, jej pracownia Co ja plotę jest pełna zapachów i kolorów, a pod sufitem suszą się ogromne ilości roślin, które potem zamieniają się w wianki z kwiatów.
Z naszej rozmowy z Zuzanną Kozdębą dowiesz się:
Kim tak naprawdę jest wianczarka?
Jak pleść wianki i od czego zacząć?
Czy wykonywanie wianków z kwiatów wymaga dużo przestrzeni?
Czy wianki można zapleść z każdej rośliny?
Gdzie zdobyć kwiaty na wianki i jak z nimi postępować?
Jakie są rodzaje wianków?
Czy zimą również można pleść wianki?
Jak dbać o wianek z kwiatów i jak go przechowywać?
Gdzie można nauczyć się plecenia wianków z kwiatów?
Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z Zuzanną Kozdębą o wiankach z kwiatów. A jeśli wolisz czytać, transkrypcję nagrania znajdziesz poniżej
Wszystkie zdjęcia użyte w tym artykule pochodzą ze strony Co ja plotę >>
Transkrypcja podcastu „Zuzanna Kozdęba o wiankach”
Karolina Nowaczyk: Dzień dobry, prosimy, żeby nam się pani przestawiła.
Zuzia Kozdęba: Dzień dobry, jestem Zuzia Kozdęba i jestem wianczarką z Wągrowca.
K.N.: Kim jest wianczarka?
Z.K.: Wianczarka, przynajmniej w moim wyobrażeniu, to kobieta, która plecie wianki. Tak sobie wyobraziłam tę nazwę. Drugi raz spotkałam się z tą nazwą w jednym dramatów Miłoszewskiego i okazało się, że taka nazwa występuje w języku polskim. Wianczarki to kobiety, które przekazują historię, przekazują dzieje za pomocą tańca, śpiewu i myślę, że ta nazwa wianczarka już tak przylgnęła i została.
Jak to się wszystko zaczęło
K.N.: Jak się zaczęła pani pasja?
Z.K.: Pasja? Czym skorupka za młodu nasiąknie… Mama farmaceutka, także spacery po polach, patrzyłam, co jest czym, co zrywać i kiedy. Do czego używać roślin, czego nie dotykać.
K.N.: Czyli przez mamę zaczęła się pasja do roślin. A jak to się stało, że w te rośliny teraz pojawiają się u pani w formie wianków?
Z.K.: Wcześniej pojawiały się w formie bukietów, które z siostrą i kuzynkami sprzedawaliśmy jako dzieci, żeby sobie zarobić na wesołe miasteczka, które do nas przyjeżdżały, do mojego rodzinnego miasta Skoki. Jak chciałyśmy iść, to musiałyśmy zarobić, a że było nas pięć, to sporo rąk do pracy. Teraz zostałam sama, kuzynki lajkują i kupują, a ja plotę. W sumie pierwsze wianki, które zaczęłam robić i sprzedawać, sięgają chyba czterech lat wstecz, tak jak tutaj się przeprowadziliśmy i zyskałam miejsce do pracy, zyskałam pole do popisu, bo chciałam udekorować swój dom.
Wianki z kwiatów – jak wygląda proces tworzenia
K.N.: Czy wykonywanie wianków, cały ten proces, czy on wymaga dużo miejsca? Czy do tego jest potrzebna przestrzeń?
Z.K.: Ogrom przestrzeni! W tym momencie wykorzystuję nasz strych, który ma powierzchnię pewnie 50 metrów i tam suszę rośliny, tam pracuję. Ale docelowo tutaj, w budynku gospodarczym obok domu, będzie powstawała pracownia, atelier, w którym będzie można pracować, bo suszenie roślin najlepiej sprawdzi się na strychu.
K.N.: Przewiew?
Z.K.: Przewiew, jest gorąco i jest ciemno, a to rośliny lubią, żeby zachować kolor. Żeby zachować ładny kolor roślin, jest potrzebna wysoka temperatura i właśnie odpowiednie “nienaświetlenie”. Im ciemniej, tym lepiej.
K.N.: Czy mogłaby nam pani powiedzieć o tym całym procesie? Od momentu, kiedy zobaczy pani kwiatka, do momentu, w którym jest już gotowy wianek?
Z.K.: Przed zobaczeniem kwiatka czytam o kwiatku. Mam tutaj u siebie na stałe takie małe atlasy roślin, jeszcze z lat 70-tych, Delfiny Gayówny z malowanymi ręcznie rycinami. To są piękne stare książki, które ja jako dziecko przeglądałam częściej niż Brzechwę, także jakby naturalnie wrosły we mnie. Także oglądając, czytając, potrafię sobie wyobrazić, co się z nimi stanie, jak będą w wianku, ale nie zawsze potrafię sobie wyobrazić, co się stanie, jak zacznę je suszyć. Historii pod tytułem: “Zetnijmy to i ususzmy” jest mnóstwo, bo nie wszystko się nadaje do suszenia. Oczywiście dzisiaj ogromną wiedzę czerpię również z internetu: to strony takie jak Pinterest, strony osób zajmujących się hodowlą bylin, roślin suszonych. Takie dokształcanie się, co jeszcze można, co jeszcze można zdobyć. Bo nie wszystko można zerwać, nie wszystko można ususzyć samemu. Czasami fajnie jest też kupić coś od kogoś, kto te rośliny hoduje.
K.N.: To ja jeszcze wrócę – mamy ten kwiatek i co?
Z.K.: Mamy kwiatki i idziemy na strych. Zrywamy kwiatek, czyścimy kwiatek, zostawiamy tę część rośliny, która nas docelowo interesuje. Czyli jeśli na łodydze są liście, to te liście zrywamy. Czyli mamy tylko główkę. Jeśli liście są ładne, to zawsze testuję, co się stanie z liśćmi po zasuszeniu. No bo liść potrafi się też ładnie zasuszyć, potrafi zachować formę. Łączymy kwiaty w nieduże bukiety, żeby mogły oddychać i wieszamy je na strychu do góry nogami.
K.N.: Jak długo się suszy taki kwiat?
Z.K.: To zależy od temperatury, zależy od pogody. Potrafi być to kilka dni, a przy nieznośnej pogodzie suszenie może się też zepsuć.
K.N.: To lato, które teraz mamy, jest dosyć wilgotne, czyli nie jest korzystne do suszenia?
K.Z.: Dosłownie 3-4 dni temu prawie płakałam na strychu, bo lało praktycznie dwa dni i okazało się, że w niektórych miejscach dach przecieka. Zrobiło się po prostu bardzo wilgotno i zastanawiałam się, czy wszystko nie spleśnieje, ale przedwczoraj wyszło słońce, dzisiaj byłam i okazało się, że wszystko pięknie odparowało, co było krzywe wyprostowało się. Jeżeli coś nam się krzywo ususzy, to też jest taka metoda: potraktowanie takiej rośliny parą wodną, można dać jej troszkę nasiąknąć. Też fajnie jest nawilżyć rośliny przed pracą, żeby nie były bardzo kruche, bo jeżeli są bardzo kruche, to będzie się ciężko pracowało, mogą się zniszczyć. Jeżeli mam do czynienia z rośliną bardzo kruchą, tak jak na przykład lawenda (która jest przepiękna, ale nienawidzę z nią pracować, ponieważ jest bardzo krucha), dobrze jest ją wystawić na noc na dwór, żeby delikatnie złapała z powietrza wilgoć. Będzie się lepiej słuchać. Taki kwiatek wisi i jak jest już suchy, trafia do koszyka pod tytułem: “Kompozycje wianka”, bo zanim zacznę pleść, wymyślam sobie temat, jaki będzie przewodni każdego wianka, wtedy dobieram rośliny w zespoły i wplatam.
K.N.: Jak długo trwa wykonanie takiego wianka?
K.Z.: Mówimy o momencie, kiedy już wszystko jest ususzone, gotowe, czyli sam proces plecenia trwa do czterech godzin. Na pewno nie jest to praca taśmowa i dziennie jestem w stanie zrobić tak 3-4 maksymalnie wianki.
K.N.: To i tak uważam że 3-4 wianki to dużo.
Z.K.: Trzeba poświęcić cały dzień. Zawodowo zajmuję się nauką języków obcych i wakacje są takim czasem, w którym ja nie pracuję, także to jest moja druga działalność artystyczna i mam na to czas.
K.N.: Lato czas wianków.
Z.K.: Tak, to jest mój wymarzony, wyczekiwany czas.
Techniczne aspekty tworzenia wianków z kwiatów
K.N.: To ja mam jeszcze takie pytanie: mam rośliny i chcę zrobić wianek, i co? Jakiś podkład?
Z.K.: Pokażę na prezentacji. Zaczynam zawsze od wyboru podkładu. Na przykład takie słomiane podkłady, nie robię ich sama, choć bym mogła, ale to wydłużyłoby nam zdecydowanie czas pracy, takie podkłady, wianki słomiane można kupić wszędzie w sieci lub na giełdach kwiatowych. Podkład i giętki drucik florystyczny wystarczą nam za podstawę. A co będziemy pleść i w co będziemy wplatać kwiaty, to już dyktuje nam wyobraźnia. Pierwsze wianki, jakie robiłam na samym początku, były na gipsówce polnej, jednak od gipsówki odeszłam, bo ja lubię co roku coś zmienić. W zeszłym roku miałam wianki na zatrwianie tatarskim – to taka roślina uprawiana w celach florystycznych, często się ją wykorzystuje na trwałe bukiety, taki biały charakterystyczny, kaszkowaty kwiat. A w tym roku na wiosnę wyśniło mi się, że zrobię wianki na sianie, żeby w domu chociaż raz było dużo siana, i robię na sianie.
K.N.: Czyli to jest tak, że inspiracja przychodzi jak coś pani zobaczy, to jest po prostu taki błysk i to jest to.
Z.K.: Proces tworzenia wianków zaczyna się w głowie i tak naprawdę zawsze mam oczy szeroko otwarte. O co zawsze boi się mój mąż. Prowadząc samochód, większą uwagę przywiązuję do pobocza niż do drogi, więc jak jedziemy gdzieś dalej, zwłaszcza w teren nieznany, to umawiamy się, że on prowadzi, tylko z tego względu, że boi się o mnie, że nie będę patrzeć tam, gdzie powinnam. Zawsze mam w samochodzie sekator, worki, kartonik na rośliny. Zawsze się coś może przydarzyć, często się przydarza.
Justyna Renn: A czy wianki ślubne też pani robi? Albo ozdoby?
Z.K.: Wianki ślubne chyba lepiej, żeby były z roślin żywych, więc jeżeli ktoś ma taką prośbę i miałby to być wianek z kwiatów żywych, to musiałaby być bliska osoba, żebym zrobiła. Po prostu kwiaty żywe to nie moja bajka, nie wiedziałabym chyba do końca, które ze sobą połączyć, więc chyba to zostawię kwiaciarkom. A wianki ślubne suszone, gdzieś słyszałam, że chyba nie do końca przynoszą szczęście, więc jeżeli ktoś się uprze, to okej, zrobię. Za to świetnie sprawdzają się suszone wianki na sesjach zdjęciowych, takie w stylu boho. Widziałam ostatnio któryś z moich wianków u znajomej fotografki z Wągrowca. Przysłała mi wczoraj zdjęcie z sesji ciążowej z białym wiankiem, bardzo piękna.
K.N.: A ja mam jeszcze pytanie techniczne, bo teraz mamy kwiaty, czyli wybór kwiatów i to jest strefa kreatywności, ale takie twarde techniczne elementy, które trzeba mieć, żeby ten wianek był wiankiem?
Z.K.: Twarde techniczne elementy: jest podstawa, drucik, jest sekator. Bukiety z suszu, które są do takiej postawy drucikiem przymocowane, ale jest klej na gorąco, który służy po to, żeby już później przepięknie ubrać, bo nie wszystkie elementy da się złapać i wpleść, łamią się. Od tej metody już odeszłam. Co jest jeszcze potrzebne? Żel na oparzenia, plastry, bo klej na gorąco jest jednak gorący, i osoba karmiąco pojąca (u mnie w tej roli mąż Bartuś). Jak się zafiksuję na pracy, to po prostu plotę.
K.N.: Jak ten gotowy wianek, który już mamy skończony, konserwować, żeby jak najdłużej, jak najładniej wyglądał?
Z.K.: Jako że też interesuje się troszkę malarstwem, świetnie sprawdza się werniks anty UV, który nie pozwala, żeby ta roślina wyblakła, także można potraktować takie kwiaty werniksem. Poza tym nie wieszamy wianków w tak zwanych planach słonecznych, chyba że chcemy, żeby nam się wybarwił. Niektórzy chcą, żeby był spłowiały, to okej. Wybieramy miejsca nienasłonecznione w domu, nie zewnętrzne drzwi, bo kwiat suszony nie może dostać z powrotem wilgoci. Moja mama się przekonała kilka razy, bo ona koniecznie chce na drzwi wejściowe wianki. Mówię jej: “Mamo, dobrze, ale on będzie ładny dwa tygodnie”. “To mi zrobisz następny, dobrze?”. Nie farbuję też roślin, dlatego one się po prostu z czasem będą zachowywać naturalnie, będą troszeczkę, troszeczkę płowiały. Ale najważniejsze kolory i forma, forma zostanie na pewno na długo.
K.N.: Myślę, że to jest właśnie ich urok, że są naturalne, że nie ma ani barwienia, ani sztucznych elementów, tylko to jest sama natura, potem będzie się tak wybarwiał ,jak się w naturze wybarwia.
Z.K.: Poza tym nic nie jest wieczne, one też nie mogą być wieczne, mają być wspomnieniem lata i mają służyć przez kilka sezonów. A z tego co wiemy od zaprzyjaźnionych osób, to przez kilka nic się z nimi nie dzieje. Czasem ktoś nie lubi i boi się, że będzie mu się kurzył, to wtedy mówię, że może od czasu do czasu sprayem do włosów. Ja tego nie lubię, bo wolę jak jest pachnący, i tak wieszam.
Nowoczesne metody plecenia wianków
K.N.: Tradycja i nowoczesność. Jakie tradycyjne metody powstawania, plecenia wianków, w jaki sposób je pani zamieniła na coś nowocześniejszego, żeby sobie ułatwić pracę?
Z.K.: Nowocześniejsze są na pewno metody pracy z wiankiem, między innymi podkłady, o których mówiłam, których nie trzeba już wyplatać ręcznie, bo są do tego specjalne maszyny, które od razu przy żniwach zbierają słomę i przekształcają na wianki różnej grubości i średnicy, to jest jedna rzecz. A druga to też wspomniane wcześniej kleje na gorąco z pistoletem, bardzo przydatnym.
K.N.: Co to jest wianek zimowy?
K.Z.: Wianek zimowy, dla mnie przynajmniej, to jest wianek, który jest upleciony z żywych roślin, to jest taki wianek, który powiesimy sobie nad kominkiem lub na drzwiach wejściowych, wianek, który jest pełen owoców, orzechów, słodyczy. Upleciony najczęściej z jałowca, do środka idzie rokitnik przepiękny, który się pięknie komponuje z pomarańczami, głóg, który nam został z jesieni, ostrokrzew, szkarłatnica. To są żywe, grube, zielone, pachnące rośliny. Świerku nie polecam, jeśli ktoś nie lubi pracować w grubych rękawicach, o wiele lepiej sprawdzi się miękka jodełka, sosna z szyszkami, pachnące zimowe rośliny.
K.N.: Czy prowadzi pani warsztaty, czy są osoby zainteresowane nauką wyplatania wianków?
Z.K.: Okazuje się, że tak i ku mojemu zdziwieniu nie są to dzieci, a mamy, które z dziećmi przychodzą. Pierwsze warsztaty, które robiłam, to chyba warsztaty, które sięgają trzy lata wstecz. To były warsztaty prowadzone w Bibliotece Publicznej w Skokach, z którą mam przyjemność na co dzień współpracować, która niesamowicie wierzy w te wszystkie zdolności moje, która mnie promuje, kupuje moje rzeczy i pomaga, jak może. Tam były moje pierwsze warsztaty właśnie dla rodzin i to były wianki zimowe. Materiały są ogólnodostępne dla wszystkich, bo każdy gdzieś pewnie na ogródku ma rośliny zimozielone. Wianki jesienne, które wyplatałyśmy w zeszłym roku tutaj, u pani Kuczerepy-Budzyńskiej, wianki na nawłociach suszonych – nawłocie są przepiękne, nie mam jeszcze ich w tym roku, będą pewnie za jakieś trzy tygodnie takie gotowe do ścięcia. Moment ścięcia roślin jest ważny, wcześniej o tym nie mówiłam, ale też trzeba wybrać ten moment, kiedy roślina jest piękna. To ten dzień zakwitania. Przychodzą osoby zainteresowane, pytają właśnie jak suszyć rośliny, które suszyć, jak w ogóle zabrać się za wianek i okazuje się, że nagle każdy potrafi taki wianek zrobić i wcale nie trzeba wielkich nakładów finansowych.
K.N.: Czy ja dobrze myślę, że samo plecenie wianka to jest chyba najłatwiejszy element, trudniejsze jest przygotowanie i dobór roślin.
Z.K.: Tak właśnie. Mój mąż zawsze pyta: “To co dzisiaj robisz? Podstawy czy ubierasz? Podstawy – to będziesz się nudzić”. Faktycznie, jak robi się już któryś wianek, jest nudno.
J.R.: Ale trzeba mieć wyobraźnię, wiedzę, jak dobrać rośliny, które rośliny się sprawdzą, które będą ze sobą ładnie wyglądały, prawda?
Z.K.: Tak jak mówiłam wcześniej, robię sobie najpierw temat przewodni, na przykład Tajemniczy ogród. Wtedy wiem, że idzie bluszcz, mech, idą hortensje, no i pewnie kluczyk powinien w środku wisieć. Potrzebna jest wiedza, rozglądanie się, łączymy rośliny, które lubią się, które kwitną w tym samym momencie, rosną obok siebie, to wtedy ładnie się komponują w wianku. Niektóre rośliny się ze sobą nie lubią, źle się komponują.
J.R.: Czyli trzeba podglądać Naturę.
Z.K.: Tak właśnie, trzeba mieć oczy szeroko otwarte i mieć dużo pomysłów. Kreatywność jest bardzo ważna przy takiej pracy i trzeba mieć patenty.
K.N.: Dziękujemy za rozmowę i życzymy kolejnych wspaniałych wianków.
Zuzanna Kozdęba
Jaka jest idea projektu “Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”?
Celem naszego projektu jest wzmocnienie tożsamości narodowej poprzez zapoznanie się z polskim rękodziełem, kulturą, tradycją, folklorem.
Techniki rękodzielnicze ulegały transformacjom na przestrzeni czasu – chcemy to pokazać, a tym samym rozbudzić w Tobie rękodzielniczego bakcyla!
Bo rękodzieło jest naprawdę dla wszystkich, a o jego dobroczynnym wpływie możemy mówić bez końca
Wszystkie rozmowy, które przeprowadziłyśmy do tej pory w ramach projektu, znajdziesz na stronie Rękodzieło Wczoraj i Dziś >>