• Link to Facebook
  • Link to Instagram
  • Link to Instagram
  • Link to Youtube
  • Link to Pinterest
  • Link to Mail
  • Link to TikTok
  • Link to LinkedIn
  • Koszyk
  • Moje konto
  • Shopping Cart Shopping Cart
    0Shopping Cart
Oplotki
  • Sklep
    • Rękodzieło
      • Punch Needle
      • Makrama
      • Szydełko
      • Druty
      • Tkanie
      • Haft
      • Szycie
      • Stacjonarne warsztaty rękodzieła
      • Boxy produktowe
      • Vouchery prezentowe
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
    • Biznes Handmade
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Handmade Biz Summit
      • Kursy dla Biznesu Handmade
      • Ebooki, książki, webinary
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
    • Biznes
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Kursy dla biznesu
      • Biznesowe wydarzenia stacjonarne
      • Handmade Biz Summit
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
  • Książka
  • PODCAST
  • Warsztaty
  • Dla firm
  • HandmadeBIZsummit
  • Biblioteka
  • Mastermind
  • O nas
    • Kontakt
    • Newsleeter i FREE treści
    • Wynajem pracowni na warsztaty Poznań | Pracownia Oplotki
    • Agnieszka Gaczkowska
    • BLOG OPLOTKI
    • Stowarzyszenie
    • Zespół
    • Aktualne promo
    • Program Afiliacyjny
    • Dla mediów
    • Social Media OPLOTKI
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO

Jak rozwijać biznes handmade krok po kroku? Od hobby do skalowania

Czy żeby zbudować biznes handmade, trzeba od początku dokładnie wiedzieć, co będzie się sprzedawać, kto będzie klientką i jak firma będzie wyglądać za pięć lat?

Niekoniecznie.

Czasami biznes zaczyna się dużo prościej.

Od rzeczy, którą robisz dla siebie.

Od hobby.

Od pierwszego warsztatu.

Od jednej osoby, która mówi:

„Pokaż mi, jak to robisz.”

A potem pojawia się drugi warsztat, trzeci klient, kolejny produkt, pierwsza sprzedaż online, pierwsza inwestycja w rozwój.

I nagle okazuje się, że z pojedynczych kroków powstał biznes.

Tak właśnie wyglądała droga Agnieszki Zdunek, edukatorki ekologicznej i twórczyni marki związanej z rękodziełem, o której rozmawiam w tym odcinku podcastu.

Jej historia nie jest jednak ciekawa tylko dlatego, że zbudowała biznes online.

Najciekawsze jest to, jak podejmowała kolejne decyzje.

Bo biznes handmade bardzo rzadko rośnie dzięki jednej wielkiej decyzji.

Znacznie częściej rośnie dzięki serii mniejszych:

spróbuję,
sprawdzę,
zobaczę,
poprawię,
zrobię kolejny krok.

I właśnie o tym jest ta historia.


W skrócie

Jeżeli rozwijasz biznes handmade, nie musisz robić wszystkiego naraz.

Możesz:

  • zacząć od tego, co już umiesz,
  • przetestować pierwszą ofertę,
  • sprawdzić, czy ktoś chce za nią zapłacić,
  • słuchać klientek,
  • poprawiać produkt,
  • inwestować w rozwój,
  • stopniowo zmieniać model biznesowy,
  • ograniczać rzeczy, które Cię rozpraszają,
  • budować ofertę odpowiadającą na realne potrzeby,
  • myśleć o skalowaniu dopiero wtedy, kiedy wiesz, po co chcesz skalować.

Mały krok nie oznacza małych ambicji.

Może być sposobem na dojście do bardzo dużego celu.


Biznes nie zawsze zaczyna się od pomysłu na biznes

To jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w tej historii.

Agnieszka nie zaczynała od:

„Założę firmę i będę sprzedawać naturalne kosmetyki oraz kursy online.”

Najpierw był moment, w którym potrzebowała odpocząć.

Zaczęła robić świece sojowe.

Potem kosmetyki.

Pierwszy szampon okazał się — mówiąc delikatnie — niezbyt udany.

Ale pojawiały się kolejne próby.

Kremy.

Serum.

Kolejne kosmetyki.

W końcu mydła.

I dopiero kiedy nabrała doświadczenia, pojawiła się myśl:

„Może ja pokażę innym dziewczynom, jak to się robi?”

To był pierwszy krok w stronę działalności, która później zaczęła się rozwijać.

Nie było kompletnego planu.

Było doświadczenie + ciekawość + następny krok.


Pierwszy krok może być bardzo mały

Pierwszy warsztat był dla Agnieszki dużym wydarzeniem.

Nie dlatego, że organizacyjnie był ogromnym przedsięwzięciem.

Tylko dlatego, że oznaczał przekroczenie pewnej granicy:

wyjście z własnym hobby do innych ludzi.

Pojawił się stres.

Nieprzespana noc.

Niepewność.

A potem:

pierwszy warsztat.

Drugi.

Trzeci.

I dopiero wtedy można było zobaczyć, że:

są osoby, które chcą się tego uczyć.

To bardzo ważna lekcja dla osoby, która dopiero myśli o biznesie handmade.

Nie musisz od razu wiedzieć, czy Twój pomysł jest „tym właściwym”.

Możesz go przetestować.


Zamiast zgadywać, sprawdzaj

To jedna z najważniejszych zasad rozwijania biznesu.

Możesz miesiącami zastanawiać się:

Czy ktoś kupi mój warsztat?

Możesz też spróbować zorganizować pierwszy.

Możesz godzinami analizować:

Czy ktoś będzie chciał ten kurs?

Możesz też stworzyć pierwszą wersję i sprawdzić.

Możesz zastanawiać się:

Czy ta cena nie jest za wysoka?

Możesz też obserwować reakcje rynku, sprzedaż i zachowania klientek.

Oczywiście testowanie nie oznacza działania bezmyślnego.

Chodzi o coś innego:

Nie próbuj przewidzieć wszystkiego. Twórz warunki, w których możesz się czegoś dowiedzieć.


Od warsztatów offline do biznesu online

W przypadku Agnieszki kolejnym krokiem było skalowanie działalności.

Warsztaty stacjonarne miały naturalne ograniczenie:

  • trzeba być w konkretnym miejscu,
  • o konkretnej porze,
  • liczba uczestniczek jest ograniczona,
  • prowadząca jest bezpośrednio zaangażowana w każdą grupę.

Dlatego pojawił się plan przejścia z offline do online.

To nie był przypadkowy pomysł.

Była już wizja, że biznes może działać inaczej.

A potem wydarzyła się pandemia, która bardzo mocno przyspieszyła tę zmianę.

Warsztaty stacjonarne zostały zatrzymane.

Online stał się koniecznością.

I nagle okazało się, że decyzja, która wcześniej była planem na przyszłość, stała się sposobem na dalsze działanie.

To pokazuje coś ważnego:

warto rozwijać możliwości zanim absolutnie ich potrzebujesz.


Skalowanie nie musi zaczynać się od wielkiego planu

Słowo „skalowanie” może brzmieć bardzo poważnie.

Strategie.

Systemy.

Zespół.

Technologia.

Automatyzacja.

Duże budżety.

Tymczasem w tej historii skalowanie zaczęło się od bardzo konkretnej zmiany:

warsztaty offline → kurs online.

To nie oznaczało, że biznes nagle zaczął działać sam.

Wręcz przeciwnie.

Biznes online nadal wymaga pracy.

Trzeba stworzyć produkt.

Trzeba go wypromować.

Trzeba sprzedawać.

Trzeba obsługiwać klientki.

Trzeba rozwijać ofertę.

Ale zmienia się sposób wykorzystania czasu.

I właśnie dlatego warto myśleć o skalowaniu nie jako o magicznym:

„zarabianiu podczas snu”,

tylko jako o zmianie modelu działania biznesu.


Pierwszy produkt nie musi być idealny

To chyba jeden z najlepszych fragmentów całej rozmowy.

Agnieszka stworzyła swój pierwszy kurs online: kurs tworzenia świec sojowych.

Pierwsza wersja kosztowała początkowo 97 zł, a następnie została sprzedawana za 149 zł.

I okazało się, że kurs świetnie się sprzedaje.

Ale jednocześnie sama autorka wiedziała, że:

ten kurs nie był jeszcze tak dobry, jak powinien.

I co zrobiła?

Nie uznała:

„Skoro się sprzedaje, zostawiamy.”

Zrobiła coś znacznie ciekawszego.

Przygotowała kolejną, pełniejszą wersję.


Produkt 2.0 powstaje dzięki informacjom zwrotnym

Nowa wersja kursu była:

  • pełniejsza,
  • lepiej dopracowana,
  • przygotowana na podstawie doświadczeń z pierwszą wersją,
  • droższa.

I ponownie okazała się bardzo dobrze sprzedającym się produktem.

To jest świetny przykład tego, jak może działać rozwój produktu handmade czy produktu edukacyjnego:

wersja 1.0

↓

sprzedaż

↓

pytania i informacje zwrotne od klientek

↓

wnioski

↓

wersja 2.0

↓

większa wartość

↓

nowa cena

To jest znacznie bezpieczniejsza droga niż czekanie, aż produkt będzie „idealny”, zanim pokażesz go światu.


Nie musisz wiedzieć wszystkiego przed pierwszą sprzedażą

Oczywiście nie oznacza to:

„stwórz byle co i zobacz, czy ktoś kupi”.

Potrzebujesz odpowiedniej jakości, odpowiedzialności i przygotowania.

Ale nie musisz mieć odpowiedzi na każde możliwe pytanie.

Rynek dostarczy Ci informacji, których nie jesteś w stanie zdobyć wyłącznie poprzez analizowanie.

Klientka może pokazać Ci:

  • czego nie rozumie,
  • czego jej brakuje,
  • czego potrzebuje więcej,
  • za co jest gotowa zapłacić,
  • co jest dla niej największą wartością.

Dlatego sprzedaż nie musi być końcem procesu tworzenia produktu.

Może być początkiem jego kolejnej wersji.


Rozwój biznesu wymaga również inwestowania w siebie

W pewnym momencie pojawia się kolejna granica.

Możesz próbować wszystko znaleźć sama.

YouTube.

Blogi.

Podcasty.

Darmowe materiały.

Poradniki.

I oczywiście bardzo dużo można znaleźć za darmo.

Ale pojawia się pytanie:

czy samo zdobywanie informacji wystarczy, żeby zmienić sposób działania?

W rozmowie pojawia się doświadczenie inwestycji w mentoring.

To nie była decyzja typu:

„zapłacę za sekret, którego nie ma w internecie”.

Chodziło o coś innego.

O zmianę sposobu myślenia.

O przejście z:

„robię warsztaty”

do:

„buduję biznes”.

I to jest bardzo ważna różnica.


Wiedza to nie to samo co wdrożenie

Możesz wiedzieć:

trzeba się promować.

Ale nadal nie promować swojej oferty.

Możesz wiedzieć:

trzeba podnieść ceny.

Ale nadal sprzedawać za mało.

Możesz wiedzieć:

warto stworzyć produkt cyfrowy.

Ale nadal odkładać jego przygotowanie.

Możesz wiedzieć:

trzeba wybrać priorytety.

Ale nadal mieć 17 projektów na liście.

Dlatego rozwój biznesu nie polega wyłącznie na dokładaniu kolejnych informacji.

Czasami potrzebujesz:

  • struktury,
  • procesu,
  • zewnętrznego spojrzenia,
  • informacji zwrotnej,
  • odpowiedzialności za decyzję,
  • miejsca, w którym możesz wrócić do konkretnego problemu.

I właśnie tutaj pojawia się sens dobrego zaplecza edukacyjnego.


Najtrudniejsza umiejętność przedsiębiorczyni? Powiedzieć „nie”

W tej rozmowie pada zdanie, które bardzo mocno ze mną zostało:

„Żeby pójść o jeden krok naprzód w biznesie, musisz 10 osobom powiedzieć nie.”

To jest mocne, bo na pierwszy rzut oka rozwój kojarzy nam się z dodawaniem.

Dodaj produkt.

Dodaj kanał.

Dodaj warsztat.

Dodaj kurs.

Dodaj współpracę.

Dodaj projekt.

Dodaj kolejną okazję.

Tymczasem czasami rozwój zaczyna się od odejmowania.


Twoje „nie” robi miejsce na właściwe „tak”

Jeżeli masz konkretną wizję tego, co chcesz zbudować, każda okazja musi zostać przez tę wizję przepuszczona.

Nie:

„Czy to jest fajne?”

Tylko:

„Czy to przybliża mnie do tego, co chcę zbudować?”

To zupełnie inne pytanie.

Możesz dostać świetną propozycję.

Możesz mieć ciekawy pomysł.

Możesz zobaczyć trend, który właśnie zaczyna działać.

I nadal powiedzieć:

„Nie teraz.”

Nie dlatego, że pomysł jest zły.

Tylko dlatego, że nie jest Twoim priorytetem.


Wizja jest filtrem dla decyzji

Agnieszka w rozmowie bardzo konkretnie opisuje swoją wizję.

Widziała siebie za kilka lat w Pracowni Boruja.

Spokojnie.

W swoim miejscu.

Z kubkiem kawy.

Z biznesem online, który przynosi dochód.

To nie jest instrukcja dla każdej przedsiębiorczyni.

To jej własny obraz przyszłości.

Ale pełni bardzo ważną funkcję:

pomaga jej wybierać.

Kiedy pojawia się nowa możliwość, może zapytać:

Czy to prowadzi mnie w tę stronę?

Jeżeli nie:

nie.

I dzięki temu wizja nie jest tylko ładnym marzeniem.

Staje się narzędziem podejmowania decyzji.


Nie myl marzenia z wizją biznesową

Marzenie może brzmieć:

„Chcę mieć fajny biznes.”

Wizja jest bardziej konkretna.

Jak wygląda Twoje życie?

Jak pracujesz?

Z kim pracujesz?

Co sprzedajesz?

Ile czasu poświęcasz na biznes?

Gdzie mieszkasz?

Co biznes ma Ci umożliwiać?

Po co właściwie chcesz zarabiać?

Im bardziej konkretnie odpowiesz na te pytania, tym łatwiej ocenić kolejne możliwości.

Bo możesz mieć bardzo dużo pomysłów.

Ale nie wszystkie prowadzą do tego samego miejsca.


Zarabianie pieniędzy może mieć konkretny cel

W rozmowie pojawia się również bardzo ważny wątek pieniędzy.

Agnieszka mówi o tym wprost:

zarabianie pieniędzy nie jest niczym złym.

Pieniądze mogą służyć różnym celom.

Może to być:

  • poduszka finansowa,
  • podróż,
  • samochód,
  • dom,
  • inwestycja,
  • rozwój firmy,
  • bezpieczeństwo,
  • możliwość wspierania innych.

W jej przypadku dużym celem była Pracownia Boruja.

To pokazuje, że warto czasami zadać sobie pytanie:

„Po co właściwie chcę, żeby mój biznes zarabiał?”

Nie po to, żeby stworzyć kolejną abstrakcyjną tabelkę finansową.

Tylko żeby wiedzieć, do czego prowadzi cała ta praca.


Nie musisz wstydzić się tego, że chcesz zarabiać

To szczególnie ważny temat w świecie rękodzieła.

Bo kiedy robisz coś z pasji, bardzo łatwo pomylić:

„kocham to robić”

z:

„powinnam robić to za darmo”.

A to nie jest to samo.

Możesz kochać swoją pracę.

Możesz lubić pomagać.

Możesz dzielić się wiedzą bezpłatnie.

Możesz tworzyć treści edukacyjne.

I jednocześnie możesz pobierać wynagrodzenie za swoją pracę.

W rozmowie pada bardzo konkretna zasada: część wiedzy może być darmowa, a bardziej szczegółowa i specjalistyczna wiedza może być płatna.

To nie jest sprzeczność.

To jest model biznesowy.


Twórz produkty dla ludzi, a nie tylko dla siebie

Jest jeszcze jedna bardzo ważna lekcja z tej rozmowy.

Kiedy Agnieszka mówi o kolejnych kursach, podkreśla, że nie tworzy ich wyłącznie dlatego, że sama chce nagrać kolejny temat.

Pyta swoją społeczność:

„Czego chciałybyście się nauczyć?”

A potem dopytuje jeszcze bardziej szczegółowo.

To jest świetny przykład podejścia:

najpierw potrzeba → potem produkt.

Nie:

„Mam pomysł na produkt. Teraz zobaczymy, czy ktoś go chce.”

Tylko:

„Słucham ludzi, dla których tworzę, i na tej podstawie projektuję ofertę.”

To ogromna różnica.


Społeczność może być źródłem wiedzy o Twoim biznesie

Jeżeli masz klientki, uczestniczki warsztatów, odbiorczynie newslettera czy osoby obserwujące Twoją markę, masz dostęp do bardzo wartościowych informacji.

Możesz pytać:

  • czego potrzebujesz?
  • z czym masz problem?
  • czego nie rozumiesz?
  • czego chciałabyś się nauczyć?
  • co byłoby dla Ciebie pomocne?
  • czego brakuje Ci w obecnej ofercie?

Nie każda odpowiedź oznacza:

„muszę natychmiast stworzyć nowy produkt”.

Ale z czasem zaczynają pojawiać się wzorce.

A wzorce są bardzo dobrym materiałem do podejmowania decyzji.


Rozwój nie oznacza robienia coraz więcej

To ważne podsumowanie całej historii.

Możesz mieć wrażenie, że rozwój biznesu oznacza:

więcej produktów + więcej klientek + więcej kanałów + więcej treści + więcej pracy.

Ale rozwój może oznaczać również:

  • lepszy produkt,
  • wyższą cenę,
  • mniej przypadkowych działań,
  • lepszą organizację,
  • bardziej dopasowaną ofertę,
  • większą powtarzalność,
  • większą skalowalność,
  • świadome rezygnowanie z rzeczy, które nie prowadzą do celu.

Czyli:

więcej wartości, niekoniecznie więcej chaosu.


Małe kroki nie oznaczają braku ambicji

To właśnie łączy początek tej rozmowy o less waste z biznesem.

Agnieszka Zdunek uczy, że w zmianie stylu życia nie trzeba od razu zrobić wszystkiego idealnie.

Lepiej zacząć od małego kroku.

Podobna zasada może działać w biznesie.

Nie musisz:

  • od razu mieć perfekcyjnej marki,
  • od razu mieć dziesięciu produktów,
  • od razu prowadzić kursu,
  • od razu zatrudniać zespołu,
  • od razu być wszędzie.

Możesz zacząć od:

jednego produktu.

jednego warsztatu.

jednej sprzedaży.

jednego testu.

jednego klienta.

A potem zrobić kolejny krok.


Ale mały krok powinien prowadzić gdzieś dalej

Tu pojawia się ważne zastrzeżenie.

„Małe kroki” nie oznaczają:

„przez dziesięć lat rób dokładnie to samo i nie zastanawiaj się, co dalej”.

Mały krok powinien prowadzić do następnego.

Kiedy coś już działa:

sprawdź, co dalej.

Kiedy opanujesz jeden kanał:

zobacz, czy potrzebujesz kolejnego.

Kiedy produkt się sprzedaje:

zapytaj, jak możesz go ulepszyć.

Kiedy masz za dużo pracy:

zastanów się, co można zmienić w modelu.

Kiedy pojawia się kolejna możliwość:

sprawdź, czy pasuje do Twojej wizji.

To nie jest stagnacja.

To jest ciągłe uczenie się biznesu poprzez działanie.


A co z trudnymi momentami?

W rozmowie pojawia się również bardzo osobisty fragment dotyczący choroby Agnieszki i tego, jak w tym czasie rozwijała swój biznes.

Nie chcę sprowadzać tej historii do prostego:

„jeśli naprawdę chcesz, nic Cię nie powstrzyma”.

Życie nie działa w ten sposób.

Każdy ma inne możliwości, ograniczenia i sytuację.

Ale z tej historii można wyciągnąć inną, bardzo konkretną lekcję biznesową:

kiedy masz jasno określony cel, łatwiej zdecydować, co jest priorytetem, a co może poczekać.

Agnieszka mówiła o swoim celu i konsekwentnie wracała do niego przy kolejnych decyzjach.

To właśnie ta część historii jest dla mnie najbardziej wartościowa biznesowo.

Nie porównywanie swoich trudności z trudnościami innych osób.

Tylko pytanie:

„Co jest teraz naprawdę ważne?”


Nie wszystkie błędy są stratą

W rozmowie pada również bardzo dobre zdanie o kosztownych i czasochłonnych błędach.

Z perspektywy czasu część z nich okazuje się informacją:

„to mi nie pasuje”.

I to również jest wiedza.

Nie każdy eksperyment kończy się sukcesem.

Nie każdy produkt się sprzeda.

Nie każda współpraca będzie dobra.

Nie każda forma promocji zadziała.

Nie każdy pomysł powinien zostać zrealizowany.

Ale jeżeli wyciągasz z tego wniosek, kolejny krok może być lepszy.

Dlatego warto dokumentować nie tylko:

co zadziałało

ale również:

czego już nie chcę powtarzać.


Jak rozwijać biznes handmade krok po kroku?

Jeżeli chcesz przełożyć historię z tego odcinka na własną działalność, możesz zacząć od bardzo prostego modelu.

Krok 1. Zobacz, co już umiesz

Jaka technika, wiedza albo doświadczenie może stać się podstawą oferty?

Krok 2. Poszukaj realnej potrzeby

Komu możesz pomóc?

Czego ta osoba potrzebuje?

Krok 3. Stwórz pierwszą prostą ofertę

Nie musi być końcową wersją Twojego biznesu.

Krok 4. Sprzedaj i obserwuj

Co mówią klientki?

O co pytają?

Co kupują?

Krok 5. Popraw

Stwórz wersję 2.0.

Krok 6. Zdecyduj, co chcesz rozwijać

Produkty?

Warsztaty?

Edukację?

Online?

B2B?

Kilka źródeł przychodu?

Krok 7. Zacznij inwestować w kompetencje

Nie po to, żeby kolekcjonować kursy.

Po to, żeby szybciej i świadomiej przechodzić przez kolejne etapy.

Krok 8. Ustal swoją wizję

Jak chcesz, żeby wyglądał Twój biznes i życie za kilka lat?

Krok 9. Naucz się mówić „nie”

Nie każda możliwość jest Twoją możliwością.

Krok 10. Zrób kolejny krok

Nie wszystkie naraz.

Jeden.


Nie musisz robić tego sama

Właśnie tutaj zaczyna się rola dobrego zaplecza edukacyjnego.

Jeżeli jesteś na etapie:

„Wiem, że chcę rozwijać biznes handmade, ale za każdym razem pojawia się inne pytanie”,

to niekoniecznie potrzebujesz kolejnego pojedynczego kursu.

Potrzebujesz miejsca, do którego możesz wrócić wtedy, kiedy pojawia się konkretny problem.

Jak wycenić?

Jak sprzedawać?

Jak promować?

Jak zbudować ofertę?

Jak prowadzić warsztaty?

Czy Pinterest ma sens?

Jak stworzyć produkt cyfrowy?

Jak wykorzystać AI?

Jak rozwijać biznes bez robienia wszystkiego samodzielnie?

Właśnie z takiej potrzeby powstała BIBLIOTEKA BIZNESU HANDMADE.

To nie jest kolejny obowiązkowy etap, który musisz przejść od początku do końca.

To zaplecze, z którego możesz korzystać wtedy, kiedy pojawia się konkretna potrzeba.

Potrzebujesz Pinteresta?

W Bibliotece znajdziesz kurs dotyczący wykorzystania Pinteresta do promocji rękodzieła.

Potrzebujesz ogarnąć wycenę?

Masz materiały dotyczące wyceny produktów i warsztatów.

Potrzebujesz uporządkować marketing?

Znajdziesz materiały pomagające dobrać działania do Twojej sytuacji.

Chcesz rozwijać warsztaty?

Są materiały dotyczące profesjonalnego prowadzenia warsztatów.

I tak dalej.

Nie musisz wiedzieć dzisiaj, czego będziesz potrzebować za rok.

Wystarczy, że wiesz, z czym mierzysz się teraz.

[LINK: BIBLIOTEKA BIZNESU HANDMADE]


Najważniejsza lekcja z tej rozmowy

Nie musisz od razu znać całej drogi.

Możesz znać następny krok.

Pierwszy warsztat.

Pierwszy produkt.

Pierwszą sprzedaż.

Pierwszy kurs.

Pierwszą inwestycję.

Pierwszą odmowę.

Pierwszą wersję 2.0.

A potem kolejny.

I kolejny.

Ważne, żeby te kroki nie były przypadkowe.

Żeby wynikały z tego, co chcesz zbudować.

Bo małe kroki i duża wizja wcale się nie wykluczają.

Wręcz przeciwnie.

Duża wizja mówi Ci, dokąd idziesz.

Mały krok mówi Ci, co zrobić dzisiaj.


Posłuchaj rozmowy z Agnieszką Zdunek

W tym odcinku rozmawiamy o rozwijaniu biznesu, przechodzeniu od warsztatów offline do online, inwestowaniu w rozwój, tworzeniu i poprawianiu produktów, pieniądzach, wizji oraz o tym, dlaczego czasami trzeba powiedzieć „nie”, żeby zrobić miejsce na własne cele.

To również rozmowa o tym, że za każdym biznesem stoją konkretne decyzje, błędy, próby i momenty, w których trzeba wybrać jeden kierunek zamiast pięciu innych.


FAQ: rozwój biznesu handmade

Jak zacząć rozwijać biznes handmade?

Zacznij od tego, co już umiesz i od problemu, który możesz rozwiązać dla konkretnej grupy klientek. Nie musisz od razu budować rozbudowanej firmy. Możesz zacząć od małej oferty, przetestować ją i na podstawie doświadczeń zrobić kolejny krok.

Czy można przejść od hobby do biznesu handmade?

Tak. Wiele biznesów zaczyna się od umiejętności rozwijanej początkowo dla własnej przyjemności. Kluczowy moment pojawia się wtedy, kiedy zaczynasz sprawdzać, czy inne osoby chcą korzystać z Twojej wiedzy, produktów lub usług i są gotowe za nie zapłacić.

Czy pierwszy produkt handmade musi być idealny?

Nie musi być idealny, ale powinien być wystarczająco dobry i odpowiedzialnie przygotowany. Warto traktować pierwszą wersję jako możliwość zebrania informacji zwrotnej. Na jej podstawie możesz przygotować lepszą kolejną wersję.

Jak rozwijać biznes handmade bez robienia wszystkiego naraz?

Ustal priorytet i wybierz jeden kolejny krok. Pomocne jest również określenie długoterminowej wizji, ponieważ pozwala ocenić, które pomysły i możliwości rzeczywiście prowadzą Cię w wybranym kierunku.

Czy warto inwestować w kursy i mentoring?

Może to być wartościowe, jeśli inwestycja odpowiada na konkretną potrzebę i pomaga Ci przejść od wiedzy do działania. Nie chodzi o kolekcjonowanie materiałów, ale o zdobywanie kompetencji i wsparcia, które możesz wykorzystać w swoim biznesie.

Jak skalować biznes handmade?

Skalowanie może oznaczać między innymi zmianę modelu biznesowego, np. przejście od wyłącznie stacjonarnych usług do produktów lub edukacji online. Nie oznacza automatycznie, że biznes będzie wymagał mniej pracy, ale może pozwolić inaczej wykorzystać czas i zwiększyć powtarzalność sprzedaży.

Jak wiedzieć, którym pomysłom powiedzieć „nie”?

Porównuj je ze swoją wizją biznesu. Zapytaj: czy ta możliwość przybliża mnie do tego, co chcę zbudować? Jeśli nie, może być dobra, ale po prostu nie być dobra dla Ciebie teraz.

Jak znaleźć pomysł na produkt handmade?

Zamiast wyłącznie zgadywać, czego ludzie chcą, rozmawiaj ze swoją społecznością i klientkami. Pytaj o ich potrzeby, problemy i pytania. Na tej podstawie możesz projektować produkty, które odpowiadają na realne potrzeby.

Gdzie znaleźć wiedzę potrzebną do rozwijania biznesu handmade?

W BIBLIOTECE BIZNESU HANDMADE znajdziesz materiały dotyczące między innymi strategii, wyceny, sprzedaży, marketingu, warsztatów, produktów cyfrowych, Pinteresta i innych obszarów potrzebnych przy rozwijaniu działalności opartej na rękodziele.

[LINK: SPRAWDŹ BIBLIOTEKĘ BIZNESU HANDMADE]


Przeczytaj także

[LINK: Jak wycenić rękodzieło, żeby nie zaniżać cen]

[LINK: Strategia biznesowa handmade – jak rozwijać biznes po swojemu]

[LINK: Marketing małego biznesu handmade – co naprawdę ma sens?]

[LINK: Rękodzieło jako narzędzie – jak połączyć handmade z inną branżą?]

[LINK: Case studies biznesu handmade – gdzie szukać praktycznych przykładów?]

[LINK: BIBLIOTEKA BIZNESU HANDMADE]


Jednym słowem

KROK.

Nie musisz znać całej drogi.

Ale dobrze wiedzieć, jaki jest Twój następny krok i po co go robisz.


O autorce

Agnieszka Gaczkowska: założycielka Oplotki, przedsiębiorczyni i twórczyni BIBLIOTEKI BIZNESU HANDMADE.

Od lat rozwija biznes wokół rękodzieła, edukacji, warsztatów i przedsiębiorczości kreatywnej.

W Oplotkach łączy analogowe skille z cyfrową strategią, pokazując, że umiejętność tworzenia pięknych rzeczy to dopiero początek.

Bo żeby rękodzieło stało się biznesem, potrzebujesz również wiedzy o tym, jak:

wyceniać, sprzedawać, promować, projektować ofertę, podejmować decyzje i rozwijać firmę po swojemu.

6 października 2026/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/03/podcast-okladka-nr-11_2021-male-kroki-do-zycia-less-waste-rozmowa-z-agnieszka-zdunek-z-jestem-zielona.png 1080 1080 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2026-10-06 10:56:002026-09-18 11:07:47Jak rozwijać biznes handmade krok po kroku? Od hobby do skalowania
AKADEMIA, BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, RĘKODZIEŁO

Biznes handmade na emeryturze? Historia Eli z Bajery Eli

Biznes handmade na emeryturze jest możliwy i nie musi wyglądać tak samo jak biznes budowany przez trzydziestolatkę. Historia Elżbiety Mroczek, znanej jako Bajery Eli, pokazuje, jak z wieloletniej pasji do szydełkowania, dziergania i szycia można zbudować własną markę, rozwijać kanał YouTube, tworzyć produkty cyfrowe i sprzedawać rękodzieło. Bez presji na wielką skalę, za to z konsekwencją, własnymi zasadami i świadomością tego, czym dla nas naprawdę jest sukces.

Czy na emeryturze można zacząć budować biznes oparty na rękodziele?

Ela Mroczek z Bajery Eli jest dowodem na to, że można.

Co więcej, nie potrzebujesz do tego idealnego sprzętu, perfekcyjnego kanału na YouTube ani strategii rozpisanej na pięć lat.

Ela zaczęła od tego, co już od dawna było częścią jej życia: szydełkowania, dziergania i szycia.

Najpierw robiła dla siebie.

Potem dla rodziny.

Później dla znajomych.

A kiedy tych wszystkich osób, które mogły jeszcze coś od niej dostać, zaczęło brakować, rękodzieło zaczęło otwierać przed nią kolejne drzwi.

Dziś Ela prowadzi markę Bajery Eli, tworzy własne projekty szydełkowe, prowadzi kanał na YouTube, sprzedaje swoje prace i rozwija produkty cyfrowe.

I właśnie dlatego jej historia jest ciekawa nie tylko dla osób, które lubią szydełkować.

To historia o tym, jak zbudować biznes handmade po swojemu.

W skrócie

  • Ela od młodości zajmowała się szydełkowaniem, dzierganiem i szyciem.
  • Po przejściu na emeryturę miała więcej przestrzeni na rozwijanie rękodzieła.
  • Początkowo YouTube był dla niej po prostu miejscem, w którym zapisywała swoje projekty.
  • Jeden z filmów zaczął przyciągać dużo większą uwagę, niż się spodziewała.
  • Z czasem regularność zbudowała jej społeczność.
  • Jej kanał zaczął przynosić przychody.
  • Sprzedaje również fizyczne rękodzieło i rozwija produkty cyfrowe.
  • Jedną z jej najważniejszych lekcji było to, że samo stworzenie produktu nie wystarczy, trzeba jeszcze pokazać go światu.
  • Dzięki Akademii Rękodzielniczki uporządkowała techniczne aspekty swojej działalności i odważyła się mocniej wyjść do internetu.
  • Jej definicją sukcesu nie jest maksymalizacja biznesu, tylko możliwość rozwijania rękodzieła na własnych warunkach.

„Przecież ja jestem już na emeryturze”

To zdanie mogłoby być bardzo łatwą wymówką.

Ela jednak nie potraktowała emerytury jako końca aktywności.

Wręcz przeciwnie.

W rozmowie powiedziała, że wcześniej szydełko, druty i szycie towarzyszyły jej od młodości. Robiła rzeczy dla siebie, dla dzieci, rodziny, znajomych i wnuków.

A kiedy pojawiło się więcej czasu, mogła wreszcie poświęcić rękodziełu znacznie więcej uwagi.

To ważne rozróżnienie.

Ela nie zaczynała od pytania:

„Jaki biznes mam założyć?”

Zaczynała od pytania:

„Co ja właściwie chcę robić, skoro mam teraz na to więcej czasu?”

Biznes pojawił się później.

Najpierw było hobby

To jest chyba jeden z najbardziej charakterystycznych elementów historii Eli.

Rękodzieło nie zaczęło się jako biznesplan.

Nie było strategii marki.

Nie było lejka sprzedażowego.

Nie było nawet szczególnie profesjonalnego nagrywania.

Było szydełko.

I potrzeba dzielenia się tym, co Ela robi.

Początkowo jej kanał na YouTube był właściwie czymś w rodzaju notatnika.

Nagrywała swoje projekty, żeby je zachować.

Nie zastanawiała się przesadnie nad kadrem, montażem czy tym, czy wszystko wygląda wystarczająco profesjonalnie.

Czasami nawet nie było dokładnie widać tego, co robiła.

Ale nagrywała.

I właśnie to okazało się ważniejsze niż perfekcyjne przygotowanie.

Jeden film zmienił kierunek

Pewnego dnia jedna z uczennic Eli zapytała ją, czy mogłaby nauczyć się szydełkować.

Ela odpowiedziała:

„Mam takie filmiki na YouTubie”.

Udostępniła jej jeden z nich.

I okazało się, że film zaczął przyciągać uwagę.

To był moment, w którym Ela zobaczyła, że jej prywatne notatki mogą być czymś znacznie więcej.

Zaczęła udostępniać kolejne materiały.

Jej kanał zaczął rosnąć.

Pojawiły się osoby komentujące, pytające i proszące o kolejne projekty.

A z czasem powstała społeczność ludzi, którzy naprawdę czekają na kolejne filmy.

Nie potrzebujesz od razu profesjonalnego studia

Jedna rzecz w historii Eli szczególnie mnie bawi i jednocześnie bardzo dobrze pokazuje, od czego naprawdę można zacząć.

Ona do dziś nagrywa przede wszystkim telefonem.

Nie czekała na idealny sprzęt.

Nie powiedziała:

„Najpierw kupię aparat, mikrofon, lampy i przygotuję profesjonalne studio, a dopiero potem zacznę”.

Po prostu zaczęła.

Sprzęt pojawiał się później, kiedy był rzeczywiście potrzebny.

To jest bardzo dobra lekcja dla twórczyń handmade, które potrafią spędzić pół roku na przygotowywaniu się do rozpoczęcia działalności.

Czasami najlepszym pierwszym krokiem jest po prostu:

zrób → pokaż → zobacz, co się wydarzy.

Regularność zamiast wielkiego planu

Początki kanału Eli nie były szczególnie regularne.

Był jeden film.

Potem drugi.

Czasami dwa w miesiącu.

Później Ela wzięła udział w wyzwaniu, którego celem było publikowanie jednego filmu tygodniowo.

I dała radę.

Ten rytm został z nią na dłużej.

Dziś właśnie regularność jest jednym z fundamentów jej kanału.

Co ważne, jej filmy nie są krótkimi, piętnastominutowymi materiałami robionymi „na szybko”.

Niektóre poradniki trwają ponad godzinę.

Ela pokazuje proces dokładnie.

Wyjaśnia.

Tłumaczy.

Tworzy własne projekty.

I właśnie dlatego jej kanał nie jest tylko zbiorem filmów.

Stał się miejscem, do którego ludzie wracają.

Własny wzór zamiast kopiowania innych

To kolejny element tej historii, który jest dla mnie szczególnie ważny w kontekście biznesu handmade.

Ela tworzy własne projekty.

Nie chce po prostu powtarzać tego, co już ktoś zrobił.

Jeżeli pokazuje coś, co nie jest jej autorskim projektem, zaznacza to.

Natomiast zdecydowana część jej twórczości powstaje od początku z jej pomysłu.

To ma znaczenie nie tylko artystyczne.

Ma również znaczenie biznesowe.

Bo trudno zbudować rozpoznawalną markę na samym powtarzaniu cudzych pomysłów.

Możesz inspirować się innymi.

Możesz uczyć się od innych.

Możesz korzystać z doświadczenia innych.

Ale na dłuższą metę potrzebujesz odpowiedzi na pytanie:

co jest moje?

W przypadku Eli odpowiedź brzmi:

moje projekty, mój sposób tłumaczenia, mój głos i moja społeczność.

Biznes handmade nie musi wyglądać tak samo u każdego

I tutaj dochodzimy do tematu, który jest dla mnie jednym z najważniejszych w tej historii.

Ela nie buduje biznesu według jednego uniwersalnego modelu.

Nie próbuje robić wszystkiego.

Nie prowadzi wielkiej kampanii reklamowej.

Nie próbuje być wszędzie.

Sama mówi, że nie słucha wszystkich porad dotyczących biznesu i często idzie własną drogą.

A jednocześnie:

  • ma stronę internetową,
  • prowadzi blog,
  • tworzy YouTube,
  • sprzedaje swoje rękodzieło,
  • rozwija produkty cyfrowe,
  • ma społeczność,
  • zarabia na swojej działalności.

Czyli:

to jest biznes.

Tylko zbudowany na jej warunkach.

I właśnie to bardzo dobrze pokazuje, dlaczego nie istnieje jedna definicja sukcesu handmade.

Sukces Eli? Nie tylko pieniądze

Ela powiedziała w rozmowie coś, co bardzo mocno zapadło mi w pamięć.

Jej sukcesem jest między innymi to, że ludzie piszą do niej, że dzięki jej materiałom odważyli się coś zrobić.

Że ktoś zrobił swoją pierwszą bombkę.

Że ktoś nauczył się szydełkować.

Że ktoś, kto był w trudnym momencie życia, słuchał jej głosu i dzięki temu miał poczucie, że nie jest sam.

To jest właśnie ten rodzaj sukcesu, którego nie widać w Google Analytics.

Nie mieści się w liczbie obserwujących.

Nie zawsze pojawia się w tabelce przychodów.

Ale jest realną wartością marki.

I być może właśnie dlatego społeczność Eli jest tak zaangażowana.

Bo ludzie nie przychodzą tylko po instrukcję.

Przychodzą po człowieka.

A co z pieniędzmi?

Tutaj również wydarzyło się coś ciekawego.

Ela początkowo podkreślała, że nie musi z rękodzieła żyć.

Ma emeryturę.

Nie buduje więc biznesu pod presją, że każdego miesiąca musi wypracować określony wynik.

Ale działalność zaczęła przynosić pieniądze.

YouTube zaczął generować przychód.

Sprzedają się również jej fizyczne prace.

A Ela rozwija kolejne produkty.

To bardzo ciekawy model.

Nie:

„muszę sprzedać, żeby przeżyć”.

Tylko:

„robię coś, co kocham, i skoro ludzie chcą za to zapłacić, pozwalam temu być biznesem”.

To również jest biznes handmade.

Jedna z najważniejszych lekcji: sama publikacja produktu nie wystarczy

Historia Eli ma jednak również moment, który jest bardzo biznesowy.

Jej pierwszy kurs szydełkowania od podstaw sprzedał się zaledwie w kilku egzemplarzach.

A Ela włożyła w niego mnóstwo pracy.

Przygotowała produkt.

Wrzuciła go do sklepu.

I…

czekała.

Nic wielkiego się nie wydarzyło.

To mogłoby być bardzo łatwe miejsce na myśl:

„Widocznie nikt tego nie chce”.

Ela wyciągnęła jednak inną lekcję.

Zaczęła promować kurs.

Poinformowała o nim swoją społeczność.

Wykorzystała newsletter.

Poprawiła produkt.

I sprzedaż zaczęła się zmieniać.

To jest jedna z najbardziej praktycznych lekcji całej tej rozmowy:

stworzenie produktu i sprzedaż produktu to dwie różne rzeczy.

Możesz stworzyć świetny kurs.

Możesz zrobić piękne rękodzieło.

Możesz przygotować dopracowaną ofertę.

Ale jeśli nikt o niej nie wie, nie ma możliwości, żeby z niej skorzystał.

„Zrobiłam, więc teraz muszę to pokazać”

Ela sama mówi o tym jako o jednej ze swoich ważniejszych lekcji.

Wcześniej zdarzało jej się tworzyć coś, wkładać w to mnóstwo pracy, dodawać do sklepu…

i na tym kończyć.

Dzisiaj wie, że jeżeli chce sprzedać produkt, musi go pokazać światu.

To brzmi banalnie.

Ale dla wielu twórczyń handmade jest jedną z największych blokad.

Bo pokazanie produktu oznacza również pokazanie siebie.

A Ela przyznaje, że właśnie z tym ma trudność.

„Nie lubię się pokazywać”

To może być zaskakujące, kiedy patrzymy na osobę prowadzącą duży kanał na YouTube.

Ela jest jednak bardzo szczera:

nie lubi występować publicznie.

Ma swoje wewnętrzne hamulce.

Zastanawia się, czy wypada jej pokazywać się w internecie.

Czy jest wystarczająco młoda.

Czy wygląda odpowiednio.

Czy ludzie będą ją dobrze odbierać.

I właśnie dlatego jej historia jest tak cenna.

Bo sukces nie oznacza, że przestajesz się bać.

Czasami oznacza po prostu, że robisz swoje pomimo tego strachu.

Dlaczego Ela trafiła do Akademii Rękodzielniczki?

Kiedy poznałyśmy się w Akademii, Ela miała już coś, czego wiele osób dopiero szuka:

realną twórczość i ogromne doświadczenie.

Problemem nie było więc:

„Nie wiem, co mogę robić”.

Problemem były raczej kwestie takie jak:

  • internet,
  • techniczne aspekty prowadzenia działalności,
  • strona internetowa,
  • promocja,
  • budowanie marki online,
  • przekładanie twórczości na konkretne produkty.

I właśnie dlatego jej historia dobrze pokazuje, dla kogo może być Akademia.

Nie tylko dla osoby, która dopiero zaczyna.

Ale również dla tej, która już coś robi, już ma wiedzę, już ma klientów albo społeczność, tylko potrzebuje poukładać kolejny etap.

Aktualna Akademia Rękodzielniczki nie jest kolejnym kursem do odhaczenia. To program, w którym pracujesz nad własnym biznesem, masz grupę, feedback i wsparcie w podejmowaniu konkretnych decyzji. [LINK: poznaj Akademię Rękodzielniczki]

Najważniejsza rada Eli?

Pod koniec rozmowy Ela powiedziała coś, co właściwie może być mottem całego tego artykułu:

zanim powstanie coś pięknego, na początku musi być coś brzydkiego.

Pierwsze oczka szydełkowe nie są idealne.

Pierwszy film nie musi wyglądać profesjonalnie.

Pierwszy produkt może wymagać poprawy.

Pierwszy kurs może sprzedać się tylko kilku osobom.

Pierwsza wersja biznesu może być zupełnie niepodobna do tej, którą będziesz prowadzić za trzy lata.

I to jest w porządku.

Bo nie da się ominąć etapu prób.

Nie da się nauczyć szydełkować bez zrobienia pierwszych krzywych oczek.

Nie da się nauczyć prowadzenia biznesu bez podejmowania decyzji.

Nie da się stworzyć swojej marki bez pokazania światu tego, co robisz.

Najpierw robisz. Potem poprawiasz. Potem robisz jeszcze raz.

A co, jeśli właśnie chcesz nauczyć się szydełkować?

Historia Eli może być inspiracją również dla osoby, która dopiero stoi po drugiej stronie.

Nie masz jeszcze własnej marki.

Nie chcesz jeszcze sprzedawać.

Po prostu chcesz nauczyć się szydełkować.

I tutaj możesz zacząć od podstaw.

[LINK: Roczny kurs szydełkowania online Oplotki]

To zupełnie inna ścieżka niż Akademia.

Kurs szydełkowania uczy techniki.

Akademia pomaga rozwijać biznes oparty na tym, co już umiesz.

Nie trzeba od razu wybierać jednej drogi na całe życie.

Możesz zacząć od szydełka.

Potem stworzyć pierwsze rzeczy.

Potem pokazać je ludziom.

Potem sprzedać pierwszą pracę.

A kiedy pojawi się myśl:

„Kurczę, może naprawdę mogę z tego zrobić coś więcej?”

…wtedy zaczyna się zupełnie inna rozmowa.

Nie musisz budować biznesu handmade tak jak ktoś inny

To chyba najważniejsza lekcja, jaką zabieram z rozmowy z Elą.

Nie każdy potrzebuje milionowych zasięgów.

Nie każdy chce zatrudniać zespół.

Nie każdy chce sprzedawać codziennie.

Nie każdy chce mieć siedem produktów cyfrowych.

Nie każdy chce być influencerem.

I nie każdy chce pracować po osiem godzin dziennie.

Ela pokazuje inną możliwość.

Możesz rozwijać rękodzieło w zgodzie ze swoim życiem.

Możesz zarabiać.

Możesz budować społeczność.

Możesz tworzyć produkty.

Możesz dzielić się wiedzą.

Możesz robić to wszystko w swoim tempie.

A jednocześnie możesz potraktować swoją twórczość poważnie.

Bo biznes handmade nie musi oznaczać rezygnacji z przyjemności tworzenia.

Może oznaczać znalezienie takiego modelu, w którym jedno wspiera drugie.

A Ty jak definiujesz swój sukces handmade?

To pytanie zostawiam Ci po historii Eli.

Nie:

„Ile powinnaś zarabiać?”

Nie:

„Ilu powinnaś mieć obserwujących?”

Nie:

„Jak duża powinna być Twoja marka?”

Tylko:

Jak wyglądałby Twój własny sukces, gdybyś nie musiała kopiować definicji kogoś innego?

Jeżeli już tworzysz, sprzedajesz, uczysz albo rozwijasz markę handmade i czujesz, że masz dużo wiedzy, ale trudno Ci zdecydować, co właściwie zrobić z tym wszystkim dalej, zajrzyj do [LINK: Akademii Rękodzielniczki].

To właśnie przestrzeń do przełożenia wiedzy na działanie — na Twoim biznesie, w Twoim tempie i z ludźmi, którzy rozumieją specyfikę rękodzielniczej działalności.

A jeżeli jesteś dopiero na początku swojej szydełkowej drogi, możesz zacząć znacznie prościej:

[LINK: nauka szydełkowania online z Oplotkami].

Bo pierwsze oczka nie muszą być piękne.

Muszą po prostu powstać.


Posłuchaj rozmowy z Elą

Ta historia powstała na podstawie odcinka podcastu Oplotki #272 „Sukces Handmade – o ścieżce do sukcesu na własnych warunkach – Elżbieta Mroczek / Bajery Eli”.

Jeżeli chcesz usłyszeć Elę w jej własnych słowach, posłuchaj całej rozmowy:

A tutaj akademia Rękodzielniczki, program w którym Ela brała udział w Oplotki:

—> AKADEMIA

21 września 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2025/07/Elzbieta-Mroczek-Bajery-Eli-wywiad-.jpg 1400 1400 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-09-21 15:23:332026-09-15 15:31:55Biznes handmade na emeryturze? Historia Eli z Bajery Eli
AKADEMIA, BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Wszystkie wpisy

Haft matematyczny to dopiero początek. Jak Ania zamieniła technikę w kurs i ofertę

Haft matematyczny, nazywany też haftem strukturalnym, może zaczynać się bardzo niewinnie: kartka, igła, nitka i kilka dziurek. Ale kiedy poznasz podstawy, szybko okazuje się, że ta technika daje znacznie więcej możliwości niż wykonanie jednego gotowego wzoru.

Możesz projektować własne motywy, łączyć haft z innymi technikami, tworzyć kartki, zakładki czy obrazy, prowadzić warsztaty, pracować z dziećmi i dorosłymi, a nawet stworzyć własny kurs online.

I właśnie o tym rozmawiam z Anią, absolwentką AKADEMII RĘKODZIELNICZKI pedag, edukatorką i specjalistką od haftu matematycznego.

Bo historia Ani jest dla mnie ciekawa nie tylko ze względu na samą technikę.

To historia osoby, która już miała wiedzę, ale potrzebowała przestrzeni, wsparcia i impulsu, żeby zacząć wykorzystywać ją szerzej.


W skrócie

W tym odcinku rozmawiamy o:

  • tym, czym właściwie jest haft matematyczny i dlaczego nazywa się też haftem strukturalnym,
  • tym, dlaczego podstawowe materiały do haftu matematycznego są tak łatwo dostępne,
  • tym, jak z jednego schematu można stworzyć wiele różnych efektów,
  • projektowaniu własnych wzorów,
  • łączeniu haftu matematycznego z innymi technikami rękodzielniczymi,
  • pracy z dziećmi, dorosłymi i seniorami,
  • tworzeniu warsztatów i kursu online,
  • tym, jak Akademia pomogła Ani przejść od wiedzy do działania,
  • oraz o tym, dlaczego czasem największą przeszkodą w rozwoju rękodzielniczego biznesu nie jest brak umiejętności, tylko brak odwagi, żeby je pokazać.

Haft matematyczny: prosta technika, ogrom możliwości

Ania określa haft matematyczny bardzo obrazowo: to malowanie nitką po papierze.

Na początku potrzebujemy naprawdę niewiele. Kartki lub kartonu, nitki, igły i czegoś, co pozwoli bezpiecznie nakłuwać papier.

Wzór powstaje dzięki odpowiedniemu łączeniu przygotowanych wcześniej dziurek.

I właśnie tutaj pojawia się „matematyczna” część tej techniki.

Trzeba wiedzieć, którą dziurkę połączyć z którą i w jakiej kolejności prowadzić nitkę. Kiedy jednak opanujemy podstawowy mechanizm, zaczyna się najciekawsza część: eksperymentowanie.

Ania pokazuje w kursie przykład koła, w którym przy takim samym układzie dziurek można uzyskać trzy zupełnie różne efekty, wyłącznie dzięki zmianie sposobu prowadzenia nitki.

To świetnie pokazuje, dlaczego nie warto zatrzymywać się na etapie „umiem zrobić wzór”.

Bo prawdziwe możliwości zaczynają się wtedy, kiedy rozumiesz zasadę działania techniki.


Od gotowego wzoru do własnego projektu

Jedna z rzeczy, które szczególnie zwróciły moją uwagę w naszej rozmowie, to właśnie przejście od odtwarzania wzorów do projektowania własnych.

Ania sama zaczęła projektować nowe motywy. Opowiada między innymi o pracy nad wzorem kota, który przygotowywała na papierze milimetrowym.

To nie jest już tylko:

„Pokaż mi, jak zrobić ten wzór”.

To jest:

„Rozumiem, jak działa technika. Teraz mogę sprawdzić, co sama potrafię za jej pomocą stworzyć”.

I to jest moim zdaniem bardzo ważny moment w rozwoju każdej twórczyni.

Bo własny język twórczy zaczyna się tam, gdzie kończy się samo odtwarzanie.


Co można zrobić haftem matematycznym?

Możliwości jest naprawdę sporo.

W rozmowie z Anią pojawiają się między innymi:

  • kartki okolicznościowe,
  • kartki świąteczne,
  • zakładki do książek,
  • obrazy,
  • projekty scrapbookingu,
  • dekoracje,
  • wzory kwiatowe,
  • serca,
  • koła i owale,
  • projekty komunijne,
  • bombki,
  • wzory zwierzęce,
  • a także prace łączące haft z innymi technikami i materiałami.

Można wykorzystać różne kolory nici, nici metalizowane czy cieniowane.

Można pracować na czarnym papierze.

Można łączyć haft z innymi elementami dekoracyjnymi.

I można też zmieniać sam sposób wykonania techniki.

Ania wykorzystuje haft matematyczny między innymi w pracy edukacyjnej i terapeutycznej. Dostosowuje wielkość dziurek, grubość igły i rodzaj nici do możliwości osoby, która wykonuje projekt.

To oznacza, że jedna technika może być punktem wyjścia do bardzo różnych zastosowań.


Haft matematyczny dla dzieci, dorosłych i seniorów

Jedną z mocnych stron tej techniki jest jej dostępność.

Ania pracowała z różnymi grupami wiekowymi. W rozmowie podkreśla, że nie ma jednej grupy, dla której haft matematyczny byłby „stworzony”.

Po prostu trzeba odpowiednio dobrać projekt.

Dzieci mogą dostać większe, prostsze elementy.

Osoby bardziej zaawansowane mogą pracować z bardziej skomplikowanymi wzorami.

A osobom, które mają mniejszą sprawność manualną albo problemy ze wzrokiem, można dostosować materiały, na przykład zastosować większe otwory i grubsze nici.

To bardzo dobrze pokazuje, że technika rękodzielnicza nie musi być zamkniętym zestawem instrukcji.

Może być narzędziem edukacyjnym.

Może być elementem warsztatu.

Może być sposobem na pracę z określoną grupą.

Może być również produktem.


Dlaczego haft matematyczny tak dobrze sprawdza się na warsztatach?

Jest jeszcze jedna rzecz, o której mówi Ania: powtarzalność.

Nakłuwamy.

Przeciągamy nitkę.

Liczymy.

Przeciągamy ponownie.

Ten rytm sprawia, że praca jest przewidywalna i może pomagać się wyciszyć.

Jednocześnie efekt końcowy pojawia się stopniowo.

To ważne także podczas warsztatu.

Uczestnik nie musi od razu umieć stworzyć skomplikowanego obrazu.

Najpierw poznaje kilka podstawowych ruchów.

Potem zaczyna je łączyć.

A później może samodzielnie eksperymentować.

Właśnie dlatego Ania wykorzystuje haft matematyczny także w pracy edukacyjnej i prowadzeniu zajęć.


Najważniejsze: Ania nie zaczęła od zera

I tutaj przechodzimy do części tej historii, która jest dla mnie ważniejsza niż sama technika.

Ania nie była osobą, która pewnego dnia powiedziała:

„Nie wiem nic o rękodziele, ale chciałabym zacząć”.

Wręcz przeciwnie.

Była pedagogiem, miała doświadczenie w pracy z ludźmi i od lat prowadziła warsztaty rękodzielnicze.

Haft matematyczny znała jeszcze z czasów liceum.

Przez lata rozwijała tę technikę, często korzystając z zagranicznych materiałów, bo polskich zasobów było niewiele.

Miała więc coś bardzo cennego:

wiedzę i doświadczenie.

A jednak to nie oznaczało automatycznie, że wszystko było gotowe do skalowania.


Problemem nie była technika. Problemem było „co dalej?”

Kiedy Ania trafiła do Akademii Rękodzielnika, miała już swoją technikę.

Miała doświadczenie.

Miała wiedzę.

Miała też własne pomysły.

Jedną z rzeczy, które trzeba było zrobić, było jednak przełożenie tego wszystkiego na konkretne działanie.

I tutaj pojawił się temat warsztatów online.

Ania sama mówi, że kwestie techniczne wydawały jej się czymś, czego nie będzie w stanie przeskoczyć.

To bardzo charakterystyczny moment.

Bo można być świetną rękodzielniczką, można mieć ogromną wiedzę i jednocześnie myśleć:

„Ja się na tym internecie nie znam”.

Albo:

„Nie wiem, jak to nagrać”.

Albo:

„Nie wiem, jak zrobić z tego kurs”.

I właśnie tutaj ogromną różnicę robi nie kolejny tutorial, tylko wsparcie w przełożeniu wiedzy na działanie.


Akademia Rękodzielnika jako miejsce przejścia od wiedzy do działania

W przypadku Ani efektem tej pracy było między innymi stworzenie kursu online z haftu matematycznego oraz doświadczenie prowadzenia warsztatów online.

Nie chodziło o to, żeby nauczyć Anię haftu.

Ona ten haft już znała.

Chodziło o coś zupełnie innego:

jak wykorzystać to, co już umiesz.

Jak przekazać swoją wiedzę.

Jak stworzyć produkt edukacyjny.

Jak wyjść z własną techniką do większej grupy osób.

Jak podzielić się tym, co przez lata było tylko Twoim doświadczeniem.

I jak nie robić wszystkiego samotnie.

To właśnie jest jedna z rzeczy, które chcę pokazywać w historiach uczestniczek Akademii.

Akademia nie jest kolejnym kursem techniki rękodzielniczej.

To przestrzeń dla osoby, która już coś umie i chce zacząć przekładać tę wiedzę na konkretny biznesowy kierunek.

[LINK: Akademia Rękodzielniczki]


Nie musisz być ekspertem od wszystkiego

W historii Ani jest jeszcze jedna bardzo praktyczna lekcja.

Podczas warsztatów online Ania zajmowała się tym, co znała najlepiej: techniką i uczestnikami.

Za kwestie technologiczne odpowiadała druga osoba.

I nagle okazało się, że nie trzeba być jednocześnie:

  • ekspertem od rękodzieła,
  • prowadzącą,
  • specjalistką od technologii,
  • operatorką webinaru,
  • osobą pilnującą czatu,
  • i jeszcze człowiekiem od wszystkiego.

Można podzielić role.

To brzmi banalnie, ale dla wielu twórczyń jest ogromnym przełomem.

Bo rozwój biznesu handmade bardzo często nie polega na tym, żeby nauczyć się robić jeszcze więcej samodzielnie.

Czasami polega na tym, żeby zobaczyć:

co naprawdę musi robić właścicielka marki, a co może zrobić ktoś inny.


A co z prawami autorskimi do wzorów?

Ten temat też pojawia się w naszej rozmowie.

Jeżeli korzystasz z czyjegoś wzoru, trzeba pamiętać, że nie staje się on automatycznie Twoją własnością tylko dlatego, że wykonałaś go własnymi rękami.

Ma to szczególne znaczenie wtedy, kiedy chcesz wykorzystać wzór komercyjnie — na przykład w produktach, które sprzedajesz.

Dlatego ciekawym kierunkiem rozwoju jest tworzenie własnych wzorów.

Wtedy nie tylko rozwijasz własną kreatywność.

Budujesz też własny zasób twórczy.

A ten może później pracować w wielu miejscach: w produktach, warsztatach, kursach czy materiałach edukacyjnych.


Haft matematyczny jako przykład szerszej zasady w biznesie handmade

Historia Ani pokazuje mi coś, co powtarza się w biznesach rękodzielniczych bardzo często.

Najpierw jest technika.

Potem pojawia się doświadczenie.

Potem własne pomysły.

A później pytanie:

„Co ja właściwie mogę z tym zrobić?”

I właśnie wtedy zaczyna się biznesowa część rękodzieła.

Ta sama wiedza może zostać:

  • produktem fizycznym,
  • warsztatem,
  • kursem online,
  • wzorem,
  • materiałem edukacyjnym,
  • usługą,
  • elementem większej oferty.

Nie każda twórczyni musi wykorzystać wszystkie te możliwości.

Ale warto wiedzieć, że one istnieją.


Haft matematyczny nie musi być modny, żeby miał sens

Pod koniec naszej rozmowy pojawia się jeszcze jeden ciekawy temat.

Makrama miała swój moment.

Szydełko miało swój moment.

Tkactwo wróciło do łask.

A może kiedyś przyjdzie większa fala zainteresowania haftem matematycznym?

Być może.

Ale dla mnie ciekawsze jest coś innego.

Ania nie czeka, aż internet zdecyduje, że jej technika jest „modna”.

Ona ją pokazuje.

Uczy.

Projektuje.

Tworzy kurs.

Planuje warsztaty.

Buduje własne projekty.

I właśnie dlatego ta historia jest dla mnie tak dobrym przykładem myślenia biznesowego.

Nie musisz czekać na idealny moment.

Możesz zacząć budować wartość wokół tego, co już masz.


A może Twoja technika też jest gotowym biznesowym zasobem?

Jeżeli czytasz ten tekst i myślisz:

„Ja też mam taką technikę, której prawie nikt nie zna”.

Albo:

„Od lat robię coś świetnie, ale nadal nie wiem, jak to pokazać światu”.

Albo:

„Mam wiedzę, ale ciągle uczę się kolejnych rzeczy zamiast wykorzystać to, co już potrafię”.

— być może jesteś właśnie w tym miejscu, w którym była Ania.

Nie potrzebujesz koniecznie kolejnej techniki.

Może potrzebujesz przełożyć tę, którą już znasz, na konkretną ofertę i działanie.

I właśnie nad takimi rzeczami pracujemy w Akademii Rękodzielniczki: nad ofertą, warsztatami, kursami, sprzedażą, promocją i decyzjami dotyczącymi dalszego kierunku rozwoju biznesu handmade — z grupą, feedbackiem i wsparciem.

[LINK: Akademia Rękodzielniczki]


Chcesz najpierw poznać sam haft matematyczny?

Jeśli natomiast jesteś tutaj przede wszystkim dlatego, że zaciekawiła Cię technika Ani, zacznij od podstaw.

Haft matematyczny, czyli haft strukturalny, nie wymaga dużych inwestycji w materiały. Na początek wystarczą podstawowe narzędzia, a później możesz rozwijać swoje projekty, eksperymentować z kolorami, wzorami i sposobami wykorzystania techniki.

[LINK: Haft matematyczny – kurs online]

A jeśli chcesz najpierw zrozumieć samą technikę, zajrzyj również do naszego głównego materiału o hafcie matematycznym i hafcie strukturalnym.

[LINK: HUB HAFTU MATEMATYCZNEGO]

To właśnie tam chcemy zbierać wiedzę o tej technice: od podstaw, przez materiały i wzory, aż po inspiracje i zastosowania.


Posłuchaj rozmowy z Anią

W tym odcinku rozmawiamy nie tylko o tym, jak robić haft matematyczny.

Rozmawiamy też o tym, co dzieje się później:

kiedy technika przestaje być tylko hobby,

kiedy zaczynasz uczyć innych,

kiedy tworzysz własne wzory,

kiedy nagle okazuje się, że możesz zrobić kurs,

i kiedy ktoś pomaga Ci przejść przez rzeczy, które wcześniej wydawały się technicznie nie do przeskoczenia.

To właśnie ten moment najbardziej lubię w historiach uczestniczek Akademii.

Bo wiedza jest ważna.

Ale jeszcze ważniejsze jest to, co z tą wiedzą zrobisz.

A tutaj znajdziesz szczegóły dotyczące AKADEMII – czyli programu, w którym Ania brała udział.

20 września 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/06/ania-haft-matematyczny-zdjecie-w-kolku-705x705-1.png 705 705 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-09-20 13:24:082026-09-16 13:39:59Haft matematyczny to dopiero początek. Jak Ania zamieniła technikę w kurs i ofertę
kurs szycia online
CASE STUDIES, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Jak stworzyć kurs online z rękodzieła? Historia Moniki ze Scraveck Studio

Jak stworzyć kurs online z rękodzieła? Historia Moniki ze Scraveck Studio

Szybka odpowiedź

Kurs online z rękodzieła warto stworzyć wtedy, kiedy za techniką stoi doświadczenie, wartości i realne zrozumienie problemów osób początkujących. Historia Moniki Bekiesz ze Scraveck Studio pokazuje, że dobry kurs handmade nie powstaje przez samo nagranie lekcji. Powstaje przez słuchanie uczestniczek, testowanie, upraszczanie i układanie wiedzy tak, żeby ktoś po drugiej stronie ekranu nie czuł się sam z maszyną, nitką i własnym „ja chyba jednak tego nie ogarnę”.

Są kursy, które uczą techniki. I są takie, które uczą odwagi

Są takie rozmowy, w których teoretycznie mówimy o kursie.

O modułach. O maszynie do szycia. O materiałach. O tym, czy trzeba kupować nową tkaninę, czy wystarczy stare prześcieradło, które żal wyrzucić, ale trochę wstyd już założyć.

A potem, po nitce do kłębka, okazuje się, że pod spodem jest dużo więcej.

W rozmowie z Moniką Bekiesz ze Scraveck Studio zaczęłyśmy od kursu „Szycie dla zielonych”. Bardzo szybko zrobiło się jednak o tym, jak twórczyni handmade dojrzewa do uczenia innych, jak przekłada swoje doświadczenie na proces edukacyjny i jak z rękodzielniczej techniki może powstać coś większego niż pojedynczy produkt.

Bo kurs online z rękodzieła, jeśli ma naprawdę działać, nie jest przypadkową paczką filmów.

To zaprojektowana droga.

Z punktu „nie mam zielonego pojęcia” do punktu „umiem zrobić pierwsze projekty i nie panikuję, kiedy zaplącze się nitka”.

A czasem też z punktu „to moje hobby” do punktu „może w mojej wiedzy jest zalążek biznesu”.

Kim jest Monika Bekiesz ze Scraveck Studio?

Monika prowadzi Scraveck Studio, upcyklingową pracownię krawiecką. Sama mówi, że szyje odkąd pamięta. Najpierw było hobby, potem coraz mocniejsze poczucie, że szycie może być sposobem na życie.

Ale w tej historii ważne jest coś jeszcze.

Monika połączyła szycie z troską o środowisko. Jej specjalizacja to upcyklingowe szycie, czyli wykorzystywanie tego, co już mamy. Nie dlatego, że „tak taniej”. Raczej dlatego, że w tym podejściu jest sens, szacunek do rzeczy i bardzo konkretna odpowiedź na czasy, w których produkujemy, kupujemy i wyrzucamy za dużo.

W rozmowie Monika mówi prosto: nie mamy planety B.

I ja lubię takie zdania, bo one nie próbują udawać, że rękodzieło jest tylko przyjemnym zajęciem na wieczór. Jasne, bywa przyjemne. Potrafi uspokoić oddech, wylogować z codzienności, zająć ręce wtedy, kiedy głowa już odpala osiemnasty scenariusz katastroficzny przed snem.

Ale rękodzieło może też nieść wartości.

Może uczyć uważności. Może przywracać dawniej oczywiste, dziś trochę zapomniane analogowe skille. Może dawać rzeczom drugie życie. Może budować biznes, który nie stoi wyłącznie na haśle „kup teraz”, ale na pytaniu: po co ja to właściwie robię?

Jak stworzyć kurs online z rękodzieła, który nie przytłacza?

Najciekawszy moment w historii Moniki zaczyna się tam, gdzie wiele twórczyń handmade może rozpoznać siebie.

Monika pisała o ekologii, upcyklingu i zrównoważonym podejściu do codzienności. W odpowiedzi zaczęła słyszeć od ludzi coś w rodzaju: fajnie, upcykling jest super, ale ja nie umiem szyć, bo nikt mnie tego nie nauczył.

I to była iskra.

Nie tabelka sprzedażowa. Nie plan „zrobię produkt pasywny i będę pić kawę na plaży”. Nie ta bajka z internetu, w której wystarczy nagrać trzy filmiki, wrzucić je na platformę i czekać, aż powiadomienia o sprzedaży zaczną plumkać jak opętane.

Iskrą była realna potrzeba.

Ktoś chciał żyć bardziej eko, przerabiać, wykorzystywać to, co ma, ale brakowało mu podstawowej umiejętności. Szycie było brakującym mostem.

Monika najpierw otworzyła pracownię na warsztaty i kursy stacjonarne. Uczyła osoby z okolicy, ale przyjeżdżały do niej także uczestniczki z innych miast. Pojawiała się też w innych miejscach, między innymi w poznańskiej pracowni OPLOTKI.

Tylko że warsztaty stacjonarne mają swój naturalny sufit.

Ktoś musi dojechać. Ktoś musi mieć termin. Ktoś musi być w tym samym mieście albo przynajmniej mieć przestrzeń, żeby wsiąść w pociąg z torbą, maszyną albo głową pełną pytań.

Kurs online stał się więc kolejnym krokiem.

Nie zamiast warsztatów. Raczej obok nich. Jako sposób, żeby zebrać doświadczenia z pracy z kursantkami i przekazać je osobom, które nie mogą usiąść przy tym samym stole.

Kurs online nie zaczyna się od kamery

Ten fragment rozmowy jest ważny dla każdej twórczyni, która myśli: „Może ja też mogłabym kiedyś zrobić kurs”.

Bo bardzo łatwo wyobrazić sobie, że tworzenie kursu online zaczyna się od sprzętu.

Jaką kamerę kupić? Jaki mikrofon? Jaką platformę? Czy muszę mieć lampę? Czy moje mieszkanie wygląda wystarczająco profesjonalnie? Czy kot może przejść przez kadr? Czy jeśli dzieci zapytają w tle o naleśniki, to kończymy nagranie, czy udajemy, że to element autentyczności marki?

Sprzęt ma znaczenie, jasne.

Ale kurs Moniki pokazuje coś innego. Najpierw trzeba wiedzieć, przez jaką zmianę przeprowadzasz uczestniczkę.

W tym przypadku chodziło o osobę zupełnie początkującą. Taką, która nie ma zielonego pojęcia o szyciu. I tu nazwa „Szycie dla zielonych” ma piękne drugie dno. Zielonych, czyli początkujących. Zielonych, czyli bliskich ekologii.

To bardzo dobry przykład nazwy, która niesie i technikę, i wartości.

Kurs online z rękodzieła nie zaczyna się od kamery. Zaczyna się od zrozumienia, przez jaką zmianę chcesz przeprowadzić uczestniczkę.

Testowane na ludziach, czyli najuczciwszy sposób tworzenia kursu

Agnieszka w rozmowie mówi, że kurs Moniki był „testowany na ludziach”. Brzmi trochę jak etykieta z laboratorium, ale w edukacji online to jedna z najbardziej uczciwych rzeczy, jakie można zrobić.

Kurs powstawał na żywo, z uczestniczkami.

Monika miała swój pomysł, jak każdy, kto tworzy coś własnego. Wiadomo. W głowie to zwykle wygląda przepięknie. Moduły równo poukładane jak motki na półce, wszystko logiczne, wszyscy zachwyceni, a my na końcu tego procesu w lnianej koszuli, z kawą i poczuciem, że oto świat dostał od nas coś wspaniałego.

A potem przychodzi feedback.

Co tydzień, po kolejnych modułach, Monika słyszała, czego uczestniczki się nauczyły, gdzie utknęły, czego potrzebują więcej. Zobaczyła też, że rzeczy oczywiste dla niej, po latach szycia, wcale nie były oczywiste dla osób początkujących.

To jest jedna z najważniejszych lekcji biznesowych z tej rozmowy.

Ekspertka często zapomina, jak to jest nie wiedzieć.

A dobry kurs nie powstaje z pozycji „ja wiem, więc opowiem wszystko”. Dobry kurs powstaje wtedy, kiedy potrafisz wrócić do punktu startu swojej odbiorczyni i nie przewracać oczami, że ona pyta o podstawy.

Bo ona ma prawo pytać.

A Ty, jeśli chcesz uczyć, potrzebujesz tak ułożyć proces, żeby jej pytania nie były przeszkodą, tylko materiałem do lepszego kursu.

Feedback nie psuje kursu. Feedback go robi.

Jedno umieć. Drugie umieć nauczyć

W rozmowie pada zdanie, które warto podkreślić grubszą nicią: jedno umieć, drugie umieć nauczyć.

To dotyczy każdej techniki handmade.

Możesz świetnie szyć, dziergać, punchować, haftować, pleść makramy, robić ceramikę albo cuda z papieru. Możesz mieć w rękach pamięć setek godzin prób, pomyłek, prucia, poprawiania i zaczynania od nowa.

Ale uczenie innych wymaga osobnej kompetencji.

Trzeba umieć rozłożyć proces na kroki. Zobaczyć, gdzie ktoś się przestraszy. Przewidzieć, że igła może się złamać, nitka zaplątać, maszyna zawarczeć podejrzanie, a uczestniczka pomyśleć: „wiedziałam, to nie dla mnie”.

Monika w kursie pokazuje problemy na żywo. Nie ukrywa momentów, kiedy coś się plącze. Nie tworzy sterylnej wersji szycia, w której wszystko idzie gładko jak na reklamie sprzętu AGD.

I bardzo dobrze.

Bo osoba początkująca nie potrzebuje perfekcyjnej iluzji. Potrzebuje zobaczyć, że problem nie oznacza końca świata. Że można wymienić igłę. Odplątać nitkę. Zmienić stopkę. Ustawić maszynę. Wrócić do szycia.

A potem, może nawet z lekkim niedowierzaniem, uszyć coś swojego.

Upcykling jako wartość, nie dekoracja marki

W kursie Moniki nie trzeba od razu kupować nowych materiałów.

Można sięgnąć po to, co już jest w domu: stare prześcieradło, pościel, zasłonę, obrus. Można wybrać, wyprać, uprasować i wykorzystać do nauki. Oficjalna strona kursu również podkreśla pracę na materiałach dostępnych w domu, w duchu upcyklingowego wykorzystania tego, co już jest.

Dla mnie to jest bardzo ważny fragment tej historii.

Bo czasem rękodzieło oblepia się zakupami.

Nowa technika? To jeszcze nowe narzędzia. Nowe pudełko. Nowe materiały. Nowe kolory. Nowe nożyczki, bo te mają ładniejszą rączkę. A potem jeszcze organizer na organizer, bo przecież chaos trzeba jakoś pięknie przechowywać.

A tutaj Monika mówi: zacznij od tego, co masz.

Nie musisz od razu kupować idealnej tkaniny. Nie musisz mieć maszyny z kosmiczną liczbą funkcji. Możesz mieć maszynę po babci albo nowoczesną maszynę, której połowy funkcji jeszcze nie rozumiesz. Możesz zacząć od podstaw.

W tym podejściu jest spokój.

Jest też bardzo biznesowa lekcja: wartości powinny być widoczne w decyzjach, nie tylko w opisie „o mnie”.

Jeśli mówisz, że ważny jest dla Ciebie upcykling, pokaż to w sposobie pracy. Jeśli mówisz, że zależy Ci na dostępności, upraszczaj start. Jeśli mówisz, że chcesz wspierać początkujące osoby, nie projektuj kursu tak, jakby każda z nich miała już w głowie instrukcję obsługi maszyny.

Rękodzieło może być techniką, ale może też być nośnikiem wartości, sposobem uczenia i początkiem biznesu.

Co ta historia mówi o biznesie handmade?

Historia Moniki nie jest bajką o tym, że wystarczy kochać szycie, a biznes sam się wydarzy.

Raczej pokazuje kilka konkretnych supełków, które warto rozplątać, jeśli myślisz o rozwijaniu swojej rękodzielniczej marki.

1. Zacznij od realnego problemu odbiorczyń

Monika usłyszała: „chciałabym upcyklingować, ale nie umiem szyć”.

To jest konkret. Nie „może ktoś kiedyś będzie chciał”. Nie „wydaje mi się, że ludziom się spodoba”. Tylko realna potrzeba powtarzająca się w kontakcie z odbiorcami.

W biznesie handmade to złoto.

Pytania klientek, uczestniczek warsztatów i obserwatorek często są lepsze niż najbardziej elegancka burza mózgów przy biurku.

2. Nie wkładaj do kursu wszystkiego, co wiesz

Monika nie zrobiła kursu o wszystkim. Nie uczy w nim od razu skomplikowanych przeróbek, szycia ze skrawków czy zaawansowanych projektów.

Daje podstawy.

To bardzo dojrzała decyzja edukacyjna. Początkująca osoba nie potrzebuje całej Twojej wiedzy. Potrzebuje właściwego kawałka, podanego w odpowiednim momencie.

3. Feedback nie psuje kursu. Feedback go robi

Najmocniejszy biznesowo element tej historii to proces tworzenia kursu na bazie informacji zwrotnej.

Monika musiała uprościć część rzeczy, które z jej perspektywy były oczywiste. Dzięki temu kurs stał się bardziej dostępny, spokojniejszy i lepiej dopasowany do osób początkujących.

To samo dotyczy biznesu handmade jako całości.

Rynek nie zawsze mówi to, co chcemy usłyszeć. Ale jeśli umiemy słuchać, często pokazuje nam, co naprawdę trzeba poprawić.

Failure is feedback, tylko w wersji z maszyną do szycia i nitką, która akurat postanowiła zrobić własny performance.

4. Warsztaty stacjonarne mogą być bazą do produktu online

Monika nie tworzyła kursu w próżni. Miała doświadczenie z warsztatów, pracy z kursantkami, pytań i problemów, które pojawiały się na żywo.

To cenna ścieżka dla wielu twórczyń handmade.

Najpierw uczysz przy stole. Widzisz ręce, miny, blokady. Słyszysz pytania. Potem możesz przenieść część tej wiedzy online, ale już nie jako teoretyczny kurs, tylko jako odpowiedź na konkretne sytuacje, które widziałaś wiele razy.

5. Współpraca może wzmacniać branżę

W rozmowie Agnieszka wyjaśnia też model współpracy OPLOTKI z Moniką. Kurs jest kursem Moniki, to ona odpowiada za merytorykę, sprzedaż i obsługę po zakupie, a OPLOTKI pokazują go swojej społeczności, bo wartości i jakość tego produktu są spójne z misją szerzenia bakcyla rękodzieła. Oficjalna strona kursu również informuje, że zakup odbywa się w sklepie Moniki, a współpraca jest afiliacyjna.

To ważne, bo w branży handmade wciąż potrzebujemy więcej takich otwartych modeli.

Nie zawsze trzeba wszystko robić samodzielnie. Czasem można połączyć siły, z jasnością zasad, szacunkiem do autorstwa i wspólną intencją: niech więcej osób odkryje rękodzieło.

Lekcje dla twórczyni handmade

Jeśli po tej historii myślisz o własnym kursie, warsztatach albo po prostu o tym, że Twoje rękodzieło mogłoby stać się czymś większym, zacznij od kilku pytań.

Co ludzie już dziś Cię pytają?

W którym miejscu początkujące osoby najczęściej się blokują?

Jaką zmianę możesz im realnie obiecać, bez nadęcia i bez wciskania w kurs całej encyklopedii?

Czy Twoje wartości są widoczne w sposobie pracy, czy tylko w opisie marki?

Czy masz przestrzeń, żeby najpierw przetestować swój pomysł, zanim zrobisz z niego wielką premierę z odliczaniem, confetti i stresem, po którym człowiek ma ochotę schować się pod kocem?

I najważniejsze: czy naprawdę musisz to wszystko wymyślać sama?

Jeśli czujesz, że Twoje rękodzieło też może być początkiem czegoś większego

Historia Moniki jest piękna, ale nie chodzi o to, żeby teraz każda twórczyni handmade natychmiast robiła kurs online.

Może Twoim kolejnym krokiem będą warsztaty. Może uporządkowanie wyceny. Może pierwsza oferta dla firm. Może newsletter. Może sprzedaż sezonowa bez paniki. Może nazwanie swojej niszy. Może zwykłe, a wcale nie takie zwykłe, potraktowanie rękodzieła poważniej niż „coś, co robię po godzinach”.

Jeśli czujesz, że jesteś w podobnym miejscu, tworzysz, próbujesz, uczysz, sprzedajesz pierwsze rzeczy albo dopiero układasz w głowie myśl, że rękodzieło mogłoby stać się czymś więcej, nie musisz rozplątywać tego sama.

W Bibliotece biznesowej OPLOTKI znajdziesz materiały o wycenie, sprzedaży, marketingu, warsztatach i rozwijaniu marki handmade. To miejsce ma wspierać twórczynie w budowaniu biznesu opartego o rękodzieło, w tempie bardziej ludzkim niż internetowe „zrób wszystko naraz i jeszcze nagraj rolkę”. Strategia OPLOTKI jasno ustawia Bibliotekę jako centrum wiedzy strategicznej dla twórczyń handmade.

Bo Twoja technika może być początkiem.

Ale biznes potrzebuje jeszcze struktury, decyzji, wsparcia i czasem kogoś, kto powie: spokojnie, ten supełek da się rozplątać.

A jeśli chcesz zacząć od szycia

Jeśli po rozmowie z Moniką czujesz, że zanim zaczniesz myśleć o kursie, ofercie czy biznesie, chcesz po prostu oswoić maszynę, możesz zajrzeć do kursu „Szycie dla zielonych”.

To kurs dla osób początkujących, zbudowany wokół podstaw szycia na maszynie, pracy w swoim tempie i projektów, które pozwalają stopniowo oswajać technikę. Kurs obejmuje między innymi lekcje wideo, moduły, dostęp do platformy, wsparcie mailowe i certyfikat udziału.

Ale zostawiam Cię z czymś jeszcze.

Nie musisz od razu wiedzieć, czy szycie, szydełko, makrama, punch needle, haft albo ceramika staną się Twoim biznesem.

Wystarczy, że zaczniesz zauważać, że w Twoich rękach, doświadczeniu i sposobie patrzenia na świat może być więcej wartości, niż dotąd pozwalałaś sobie zobaczyć.

FAQ

Jak stworzyć kurs online z rękodzieła?

Najpierw nazwij konkretną zmianę, przez którą chcesz przeprowadzić uczestniczkę. Potem sprawdź, jakie pytania i blokady mają osoby początkujące. Dopiero później układaj moduły, lekcje i nagrania. Dobry kurs online z rękodzieła powinien prowadzić krok po kroku, zamiast zasypywać odbiorczynię wszystkim, co wiesz.

Czy trzeba prowadzić warsztaty stacjonarne przed stworzeniem kursu online?

Nie zawsze, ale warsztaty bardzo pomagają. Dają kontakt z realnymi pytaniami, błędami i momentami utknięcia. Dzięki temu kurs online może być bardziej praktyczny i mniej oderwany od tego, czego naprawdę potrzebują uczestniczki.

Czy kurs rękodzieła online może być częścią biznesu handmade?

Tak. Kurs online może być jednym z elementów biznesu handmade, obok produktów, warsztatów, zamówień indywidualnych czy współprac. Wymaga jednak przemyślanej struktury, komunikacji, wyceny, obsługi klienta i promocji.

Dlaczego feedback uczestniczek jest tak ważny?

Bo ekspertka często nie pamięta już, które elementy były trudne na początku. Feedback pokazuje, gdzie kurs trzeba uprościć, co wyjaśnić dokładniej i które lekcje naprawdę pomagają uczestniczkom przejść dalej.

Czy upcykling może być pomysłem na markę handmade?

Tak, jeśli jest realną wartością widoczną w produktach, materiałach, komunikacji i edukacji. W historii Moniki upcykling nie jest dodatkiem marketingowym. Jest sposobem myślenia o szyciu, materiałach i odpowiedzialności.

Gdzie szukać wsparcia, jeśli chcę rozwijać biznes handmade?

W Bibliotece biznesowej OPLOTKI znajdziesz materiały dotyczące wyceny, sprzedaży, marketingu, warsztatów i rozwijania marki handmade. To dobry kolejny krok, jeśli czujesz, że Twoje rękodzieło zaczyna być czymś więcej niż hobby.

A tutaj zobaczysz cały wywiad z MONIKĄ:

19 września 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2026/05/Jak-stworzyc-kurs-online-z-rekodziela-Historia-Moniki-ze-Scraveck-Studio.jpg 410 1210 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-09-19 13:10:452026-09-16 08:37:54Jak stworzyć kurs online z rękodzieła? Historia Moniki ze Scraveck Studio
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Wszystkie wpisy

Akademia Rękodzielnika IX edycja: nie każdy postęp widać na Instagramie

Nie każdą zmianę w biznesie handmade da się pokazać na zdjęciu.

Nie każda kończy się nowym produktem. Nie każda wygląda jak spektakularna premiera, nowa kolekcja czy nagły wzrost sprzedaży.

Czasem efektem kilku miesięcy pracy jest decyzja.

Czasem pomysł na nowy produkt.

Czasem wizja własnej pracowni.

Czasem wybór niszy.

A czasem po prostu świadomość, że nie chcesz już robić wszystkiego naraz.

IX edycja Akademii Rękodzielnika była właśnie o takich momentach.

Ośmioro? Nie, osiem twórczyń, osiem różnych punktów wyjścia i osiem różnych pytań, z którymi przyszły do Akademii.

Jedna pracowała nad wizją własnej pracowni filcowania.
Inna nad pomysłem na kurs online.
Kolejna szukała swojego kierunku.
Ktoś pracował nad marką i własnym językiem komunikacji.
A ktoś wracał do Akademii, żeby zrobić kolejny krok w rozwijaniu już istniejącego biznesu.

I właśnie dlatego nie chcę opowiadać o IX edycji wyłącznie przez pryzmat efektów.

Bo część najważniejszej pracy dzieje się dużo wcześniej, zanim pojawi się coś, co można pokazać światu.


IX edycja Akademii: osiem różnych pytań

Akademia Rękodzielnika nie jest programem, w którym każda uczestniczka dostaje ten sam zestaw zadań i ma dojść do tego samego miejsca.

Wspólnym punktem jest rękodzieło i chęć rozwijania go w bardziej świadomy sposób.

Ale każda z nas może być w zupełnie innym miejscu tej drogi.

Jedna potrzebuje wybrać kierunek.
Inna potrzebuje przestać się rozpraszać.
Kolejna chce stworzyć produkt cyfrowy.
Jeszcze inna marzy o własnej pracowni.

Podczas IX edycji każda z uczestniczek pracowała więc nad czymś innym.

I właśnie te różnice są najciekawsze.


Magdalena Łukasik: od techniki do wizji własnej pracowni

Podczas IX edycji Magdalena Łukasik pracowała nad wizją swojej pracowni filcowania.

To ważny etap, którego często nie widać na zdjęciach gotowych produktów.

Zanim powstanie pracownia, oferta czy konkretna marka, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie:

Jak właściwie ma wyglądać miejsce, które chcę stworzyć wokół mojego rękodzieła?

W przypadku Magdaleny właśnie nad tą wizją pracowałyśmy podczas Akademii.

Bo biznes handmade nie zawsze zaczyna się od pytania:

„Co będę sprzedawać?”

Czasem zaczyna się od:

„Jak chcę pracować i jakie miejsce chcę wokół tego stworzyć?”


Patrycja Gochniak: BOSKIE KWIATKI, jak z materiału zbudować język marki?

Patrycja Gochniak tworzy markę BOSKIE KWIATKI, w której natura nie jest tylko materiałem.

Jest punktem wyjścia do całej opowieści.

Kwiaty, trawy i liście zbiera własnoręcznie, suszy, a następnie wykorzystuje w swoich pracach – od obrazów i podkładek z żywicy po zakładki, ozdoby do włosów i boxy prezentowe.

Każda kompozycja jest niepowtarzalna właśnie dlatego, że materiał, z którego powstaje, nie jest fabrycznie powtarzalnym elementem.

To piękny przykład tego, jak materiał może stać się częścią języka marki.

Nie chodzi tylko o to, „co robisz”.

Chodzi również o to, z czym kojarzy się Twoja marka i jaki świat tworzysz wokół swoich produktów.


Marta Kożuchowska, kiedy problemem nie jest brak pomysłów, tylko wybór

Marta Kożuchowska tworzy przestrzeń Płatki i Liście, skupioną wokół tworzenia tkanin z wykorzystaniem roślin, farbowania tkanin barwnikami roślinnymi oraz druku botanicznego.

Ale historia Marty w Akademii nie zaczyna się od jednej techniki.

Wręcz przeciwnie.

Marta miała milion pomysłów.

Interesowała się różnymi dziedzinami i poznawała kolejne techniki. Skończyła ASP, uczyła się w szkole rzemiosła artystycznego w Woli Sękowej, przeprowadziła się z Warszawy na Jurę Krakowsko-Częstochowską.

Zanim pojawiła się większa klarowność, próbowała różnych kierunków.

I właśnie dlatego jej historia jest dla mnie tak ciekawa.

Czasem problemem rękodzielniczki nie jest brak pomysłów. Problemem jest ich nadmiar.

Podczas pracy z Martą pojawił się również temat mechanizmu, który powstrzymywał ją przed wyjściem z tym, co tworzy.

W naszej rozmowie Marta opowiada o perfekcjonizmie, odkładaniu pomysłów, szukaniu najlepszej strategii i o tym, jak łatwo kolejny pomysł może stać się sposobem na uniknięcie wykonania poprzedniego.

Pojawiło się więc bardzo praktyczne narzędzie:

parking pomysłów.

Nie wszystkie pomysły muszą zostać zrealizowane od razu.

Pomysł to dopiero początek.

Reszta to wybór i wykonanie.

I właśnie w tym kierunku Marta zaczęła budować swoją markę.

Dziś Płatki i Liście skupiają się wokół tworzenia tkanin z użyciem roślin – farbowania naturalnymi barwnikami oraz druku botanicznego, w tym technik ecoprintu i bundle dye.

A za gotową tkaniną stoi ogromna ilość pracy, której klient zazwyczaj nie widzi: przygotowanie materiału, zaprawianie, eksperymentowanie, testowanie, suszenie, szycie.

To właśnie dlatego ta historia jest również historią o tym, że wybór kierunku nie oznacza końca eksperymentowania.

Oznacza tylko, że eksperymenty zaczynają mieć swój dom.

Chcesz poznać historię Marty bliżej?

Posłuchaj rozmowy z Martą w podcaście Oplotki:

Płatki i Liście – farbowanie tkanin roślinami i druk botaniczny

→ https://oplotki.pl/podcast-oplotki/podcast-oplotki-330-platki-i-liscie-farbowanie-roslinami/

W rozmowie rozmawiamy między innymi o wyborze kierunku, perfekcjonizmie, „parkingu pomysłów”, farbowaniu roślinami, druku botanicznym oraz o tym, ile niewidocznej pracy znajduje się za gotowym produktem.


Anna Zielińska, Bogini Oczko: kiedy kolor staje się językiem marki

Anna Zielińska działa pod marką Bogini Oczko.

W jej twórczości kolor nie jest tylko dodatkiem.

Staje się sposobem opowiadania o radości, swobodzie i możliwości wyrażania siebie.

Właśnie dlatego w przypadku Anny ciekawa jest nie tylko sama technika rękodzielnicza, ale świat, który buduje wokół swojej marki.

Bo marka handmade nie musi być wyłącznie odpowiedzią na pytanie:

„Co robię?”

Może odpowiadać również na pytanie:

„Jak chcę, żeby ktoś się czuł, kiedy spotyka moją markę?”

I właśnie z takich pytań buduje się coś więcej niż katalog produktów.

Buduje się rozpoznawalny świat.


Magdalena Blaschke, kiedy kolejna edycja oznacza kolejny etap

Magdalena Blaschke, twórczyni marki Piszę Po Rzeczach, wróciła do Akademii również w IX edycji.

I właśnie to jest ciekawsze niż ponowne opisywanie jej marki.

Bo biznes handmade nie kończy się w momencie, kiedy znajdziesz swoją technikę, produkt czy pierwszych klientów.

Oferta się zmienia.

Pojawiają się nowe pytania.

To, co było problemem kilka miesięcy wcześniej, może przestać nim być, a w jego miejscu pojawia się kolejne wyzwanie.

Udział w kolejnej edycji Akademii pokazuje więc, że rozwój nie zawsze oznacza zaczynanie od początku.

Czasem oznacza wejście poziom głębiej.


Anna Przybysz, Indygoska: od umiejętności do produktu edukacyjnego

Anna Przybysz działa jako Indygoska.

Podczas IX edycji Akademii pracowała nad pomysłem na kurs online poświęcony farbowaniu przy pomocy indygo.

To bardzo ciekawy moment przejścia od samej umiejętności rękodzielniczej do myślenia o niej jako o produkcie edukacyjnym.

Bo można oczywiście farbować indygo dla siebie.

Można tworzyć własne tkaniny i eksperymentować z kolorem.

Ale kolejnym pytaniem jest:

Czy tę wiedzę i doświadczenie można uporządkować tak, żeby nauczyć jej innych?

I właśnie tutaj zaczyna się zupełnie inny model biznesu handmade.

Nie tylko sprzedaż gotowego rękodzieła.

Również sprzedaż wiedzy, doświadczenia i procesu twórczego.

W przypadku Anny IX edycja Akademii była przestrzenią do pracy nad takim właśnie pomysłem.


Beata Francuz, kiedy najważniejszym rezultatem jest decyzja

Nie każda praca wykonana podczas Akademii kończy się produktem, nową ofertą albo spektakularnym „przed i po”.

Beata Francuz pracowała przede wszystkim nad decyzją, w którym kierunku chce dalej rozwijać swoje rękodzieło.

To była praca bardziej wewnętrzna, nad mindsetem, wyborem kierunku i uporządkowaniem tego, co dalej.

I właśnie takie momenty są w biznesie często niewidoczne z zewnątrz.

Nie każda zmiana musi od razu wyglądać jak nowy produkt na Instagramie.

Czasem najważniejszym krokiem jest przestać biec we wszystkich kierunkach jednocześnie i zdecydować, w którą stronę naprawdę chcesz iść.

To również jest praca.

I czasem właśnie od niej zaczyna się najbardziej konkretna zmiana.


Monika Peda, ArteMonis: kolejna edycja, kolejne pytania

Monika Peda, twórczyni marki ArteMonis, również kontynuowała swoją drogę w Akademii.

Jej marka już wcześniej pokazywała, jak można łączyć wiele technik i budować wokół nich własny, rozpoznawalny świat.

W IX edycji nie chcę więc ponownie opowiadać Ci, czym jest ArteMonis.

Chcę pokazać coś innego: rozwój biznesu handmade nie kończy się wtedy, kiedy marka już istnieje.

Kolejne etapy przynoszą kolejne pytania.

Oferta się zmienia.

Pojawiają się nowe pomysły.

Zmieniają się również potrzeby samej twórczyni.

I czasem warto wrócić do grupy, która zna już Twoją historię i może spojrzeć na nią z nowej perspektywy.


Osiem historii, ale wspólny mianownik

Patrząc na te osiem historii, trudno byłoby znaleźć jeden uniwersalny przepis na rozwój biznesu handmade.

Jedna osoba pracuje nad wizją pracowni.

Inna nad wyborem kierunku.

Ktoś buduje język swojej marki.

Ktoś tworzy pomysł na produkt cyfrowy.

Ktoś wraca do Akademii, żeby kontynuować rozwój.

A ktoś potrzebuje przede wszystkim czasu i przestrzeni na podjęcie decyzji.

I właśnie na tym polega sens Akademii Rękodzielnika.

Nie chodzi o to, żeby wszystkie uczestniczki robiły to samo.

Nie chodzi również o to, żeby po kilku miesiącach każda mogła pokazać identyczny zestaw spektakularnych rezultatów.

Chodzi o to, żeby każda mogła pracować nad swoim kolejnym krokiem.

Czasem tym krokiem będzie produkt.

Czasem oferta.

Czasem pracownia.

Czasem kurs online.

Czasem wybór niszy.

A czasem decyzja, że trzeba przestać robić wszystko naraz.


IX edycja nie była kolejnym kursem

Bo Akademia Rękodzielnika nie została stworzona po to, żeby dostarczyć Ci jeszcze więcej materiałów do obejrzenia.

Jej zadaniem jest stworzenie przestrzeni, w której możesz pracować nad swoim konkretnym biznesem, zadawać pytania, konfrontować pomysły i sprawdzać kolejne kroki w praktyce.

Dlatego każda z uczestniczek może pracować nad czymś zupełnie innym, a mimo to wszystkie spotykają się wokół tego samego celu:

rozwijania biznesu opartego na rękodziele.

I właśnie dlatego w Akademii może spotkać się osoba, która dopiero szuka swojego kierunku, z osobą, która ma już markę, klientów i doświadczenie.

Bo ich pytania będą inne.

Ale potrzeba świadomego rozwoju, feedbacku i wsparcia może być dokładnie taka sama.


Masz wiedzę. Co dalej?

Biblioteka Biznesowa Oplotki jest miejscem, w którym możesz zdobywać wiedzę, korzystać z materiałów i samodzielnie pracować nad swoim biznesem.

Ale czasem pojawia się inna potrzeba:

„Wiem już, co powinnam zrobić. Tylko potrzebuję pomocy, żeby naprawdę to zrobić.”

I właśnie tutaj zaczyna się Akademia Rękodzielnika.

To program oparty nie tylko na wiedzy, ale również na procesie, grupie, spotkaniach i feedbacku.

Jeśli potrzebujesz przede wszystkim wiedzy i materiałów do samodzielnej pracy – wybierz Bibliotekę.

Jeśli wiesz już, że potrzebujesz również struktury, rozmowy i wsparcia we wdrażaniu – obserwuj rekrutację do Akademii.

→ Biblioteka Biznesowa Oplotki

BIBLIOTEKA – wszystkie biznesowe materiały dla przedsiębiorczych twórczyń handmade – dostęp na rok

→ Akademia Rękodzielnika

Akademia Rękodzielnika

Chcesz zobaczyć, czym jest Akademia Rękodzielnika?

Historie IX edycji pokazują różne drogi.

Ale jeżeli chcesz dowiedzieć się jak działa cały program, dla kogo jest Akademia i czym różni się od samodzielnej pracy z materiałami, przejdź do głównego HUB-a Akademii.

→ Poznaj Akademię Rękodzielnika

Akademia Rękodzielnika

Rekrutacja do Akademii odbywa się raz w roku.

18 września 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2024/10/Akademia-Rekodzielnika-9-okladka-pozioma.jpg 924 1640 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-09-18 16:14:382026-08-25 09:07:37Akademia Rękodzielnika IX edycja: nie każdy postęp widać na Instagramie
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Wszystkie wpisy

Akademia Rękodzielnika VIII edycja: osiem różnych dróg do biznesu handmade

Nie ma jednej drogi do biznesu opartego na rękodziele.

Jedna osoba potrzebuje znaleźć swoją niszę. Inna uporządkować ofertę. Ktoś pracuje nad sprzedażą podczas wydarzeń stacjonarnych, ktoś przygotowuje się do targów rękodzieła, a ktoś próbuje połączyć kilka pozornie odległych kompetencji w jeden spójny biznes.

VIII edycja Akademii Rękodzielnika była właśnie takim spotkaniem różnych dróg, punktów wyjścia i pomysłów na rozwój.

Na pokładzie znalazło się osiem twórczyń. Każda z innym doświadczeniem, innymi umiejętnościami i innym pomysłem na to, co może zrobić z rękodziełem.

Nie wszystkie zaczynały od zera. Nie wszystkie potrzebowały kolejnej porcji wiedzy technicznej. Nie wszystkie pracowały nad tym samym.

I właśnie dlatego ich historie tak dobrze pokazują, czym w praktyce jest Akademia Rękodzielnika.

VIII edycja Akademii:nie jedna recepta, ale osiem różnych kierunków

Akademia Rękodzielnika nie jest programem, w którym każda uczestniczka realizuje ten sam scenariusz.

Wspólnym punktem jest rękodzieło i chęć rozwijania biznesu, ale konkretna praca może wyglądać zupełnie inaczej.

Jedna twórczyni potrzebuje zastanowić się nad swoją ofertą. Inna szuka konkretnej grupy odbiorców. Kolejna przygotowuje się do sprzedaży offline. Jeszcze inna próbuje znaleźć sposób na połączenie kilku swoich kompetencji.

Podczas VIII edycji pracowałyśmy właśnie nad takimi indywidualnymi pytaniami.

Magda Blaschke: Piszę Po Rzeczach, jak jedną kompetencję zamienić w wiele możliwości?

Magda Blaschke prowadzi markę Piszę Po Rzeczach. Jest rękodzielniczką, kaligrafką i literniczką, a swoje umiejętności wykorzystuje do tworzenia personalizowanych, malowanych i zdobionych przedmiotów użytkowych i dekoracyjnych.

W jej przypadku rękodzieło nie zamyka się w jednym produkcie. Personalizacja może pojawić się na ubraniach, butach, akcesoriach, torebkach, szyldach, kartkach czy dyplomach.

To dobry przykład tego, jak jedna konkretna kompetencja może stać się punktem wyjścia do budowania różnorodnej oferty.

Zamiast pytać tylko: „co jeszcze mogę zrobić?”, warto czasem zapytać: „ile różnych problemów klienta mogę rozwiązać dzięki temu, co już umiem?”

https://www.piszeporzeczach.pl

Monika Peda: ArteMonis, jak z wielu technik stworzyć własny świat marki?

Monika Peda, twórczyni marki ArteMonis, pracuje z wieloma technikami: makramą, haftem, decoupage’em i punch needle. Eksperymentuje również z malowaniem na szkle i kaligrafią.

I właśnie to jest w jej historii ciekawe: zamiast traktować różne techniki jako osobne światy, Monika szuka sposobów na ich łączenie. W jej pracach pojawiają się między innymi połączenia makramy z decoupage’em czy akwareli z makramą.

Jednocześnie buduje rozpoznawalny klimat marki wokół motywów marynistycznych i inspiracji portugalskimi azulejos. Realizuje także zamówienia indywidualne i produkty sezonowe.

To przykład pracy nie tylko nad samym rękodziełem, ale nad odpowiedzią na pytanie: co sprawia, że moje prace zaczynają tworzyć rozpoznawalny świat?

https://www.instagram.com/artemonishandmade

Marta Skibicka: rękodzieło poza internetem

Podczas VIII edycji Marta Skibicka pracowała nad rozwijaniem sprzedaży podczas stacjonarnych wydarzeń handlowych.

To ważny kierunek, bo biznes handmade nie musi opierać się wyłącznie na sklepie internetowym czy sprzedaży przez social media. Targi i wydarzenia stacjonarne mogą być osobnym kanałem docierania do klientów, testowania oferty i bezpośredniego poznawania odbiorców.

W przypadku Marty właśnie ten kierunek był jednym z obszarów pracy podczas VIII edycji.

Magdalena Marie: kiedy nisza staje się pomysłem na markę

Magdalena Marie pracowała podczas VIII edycji nad połączeniem dziergania z bardzo konkretną grupą odbiorców: hodowcami i miłośnikami kotów.

To ciekawy przykład myślenia o niszy: zamiast kierować rękodzieło „do wszystkich, którzy lubią dzierganie”, można szukać konkretnego środowiska, którego potrzeby, zainteresowania i język są nam szczególnie bliskie.

Technika jest wtedy punktem wyjścia. Nisza pomaga znaleźć ludzi, dla których ta technika może stać się naprawdę potrzebna.

Katarzyna Helman: Ekskluz, handmade i kompetencje z innego świata

Katarzyna Helman, twórczyni marki Ekskluz, szydełkuje od dziecka. Jej oferta obejmuje między innymi akcesoria wnętrzarskie i modowe, pojemniki, pokrowce i torby, a specjalnością marki są również zamówienia personalizowane.

Ale Katarzyna ma jeszcze jeden ważny obszar kompetencji: projektowanie doświadczeń użytkownika, również tych cyfrowych. Wiedzę z tego zakresu wykorzystuje w swojej rękodzielniczej twórczości.

To przypomnienie, że biznes handmade nie musi zaczynać się od czystej kartki.

Czasem najciekawsze pomysły powstają właśnie na styku rękodzieła i tego, czego nauczyłyśmy się wcześniej.

Renata Smardzewska: „co mogę z tym fantem zrobić?”

Renata Smardzewska ma rękodzieło w swoim życiu od podstawówki. Szydełkowała, haftowała, szyła, a później nauczyła się również dziergania na drutach. Z czasem zaczęła sprzedawać swoje prace znajomym.

I właśnie wtedy pojawiło się pytanie, które świetnie podsumowuje moment, w którym wiele rękodzielniczek zaczyna myśleć o biznesie:

„Co więcej mogę z tym fantem zrobić?”

Renata trafiła do Akademii właśnie po to, żeby poszukać odpowiedzi na to pytanie.

Jej oferta obejmowała między innymi ozdoby, dekoracje, swetry, kardigany i bluzki dziergane na zamówienie.

Historia Renaty jest dla mnie szczególnie ważna, bo pokazuje różnicę między umiejętnością tworzenia a umiejętnością wykorzystania tej umiejętności biznesowo.

Z Renatą możecie spotkać się również w Oplotkach: prowadziła u nas gościnny warsztat rękodzielniczy.

Agnieszka Chodecka: kiedy dzierganie staje się ofertą

Agnieszka Chodecka, twórczyni marki knittloverworld, kocha dzierganie i tworzy na drutach.

Jej prace obejmują zarówno klasyczne zimowe akcesoria: czapki, szale i swetry, jak i lżejsze projekty, między innymi topy i letnie bluzeczki.

To przykład kolejnej drogi: przełożenia konkretnej umiejętności rękodzielniczej na produkty, które można zaoferować konkretnym odbiorcom.

W przypadku Agnieszki punktem wyjścia nie jest więc szukanie kolejnej techniki. Jest nim rozwijanie tego, co już potrafi

Edyta Melaniuk-Wolny: kiedy Akademia jest kolejnym etapem, a nie początkiem

dyta Melaniuk-Wolny została z nami na kolejną edycję Akademii, żeby kontynuować pracę rozpoczętą podczas VII edycji.

W VIII edycji jej uwaga była mocno skupiona na targach rękodzieła. Tak mocno, że na spotkaniach na żywo pojawiała się rzadko, bo w pocie czoła pracowała nad przygotowaniem do wydarzeń.

I bardzo lubię tę historię, bo pokazuje coś ważnego: Akademia nie jest programem, który trzeba „zaliczyć”, pojawiając się na każdym spotkaniu.

Jeżeli dzięki pracy w programie masz konkretny kierunek, kolejnym krokiem może być po prostu wyjście z planu do świata i wykonanie pracy.

Czasem najlepszym dowodem wdrażania wiedzy jest właśnie to, że jesteś zbyt zajęta jej wdrażaniem, żeby długo o niej rozmawiać.

Osiem historii, ale wspólny mianownik

Patrząc na te osiem historii, trudno byłoby znaleźć jeden uniwersalny przepis na rozwój biznesu handmade.

Jedna osoba pracuje nad ofertą.
Inna nad marką.
Ktoś szuka swojej niszy.
Ktoś rozwija sprzedaż offline.
Ktoś przygotowuje się do targów.
Ktoś łączy rękodzieło z wcześniejszymi kompetencjami.

I właśnie na tym polega sens Akademii Rękodzielnika.

Nie chodzi o to, żeby wszystkie uczestniczki robiły to samo.

Chodzi o to, żeby każda mogła pracować nad swoim kolejnym krokiem, mając obok siebie ludzi, którzy pomogą ten krok zobaczyć, nazwać i przełożyć na działanie.

Bo Akademia Rękodzielnika nie została stworzona po to, żeby dostarczyć Ci jeszcze więcej materiałów do obejrzenia.

Jej zadaniem jest stworzenie przestrzeni, w której możesz pracować nad swoim konkretnym biznesem, zadawać pytania, konfrontować pomysły i sprawdzać kolejne kroki w praktyce.

Dlatego każda z uczestniczek mogła pracować nad czymś zupełnie innym — a mimo to wszystkie spotkały się wokół tego samego celu: rozwijania biznesu opartego na rękodziele.

Masz wiedzę. Co dalej?

Biblioteka Biznesowa Oplotki jest miejscem, w którym możesz zdobywać wiedzę, korzystać z materiałów i samodzielnie pracować nad swoim biznesem przez cały rok.

Ale czasem pojawia się inna potrzeba:

„Wiem już, co powinnam zrobić. Tylko potrzebuję pomocy, żeby naprawdę to zrobić.”

I właśnie tutaj zaczyna się Akademia Rękodzielnika.

To program oparty nie tylko na wiedzy, ale również na procesie, grupie, spotkaniach i feedbacku.

Jeśli potrzebujesz przede wszystkim wiedzy i materiałów do samodzielnej pracy, wybierz Bibliotekę. Jeśli wiesz już, że potrzebujesz również struktury, rozmowy i wsparcia we wdrażaniu, obserwuj rekrutację do Akademii.

Chcesz zobaczyć, czym jest Akademia Rękodzielnika?

Historie VIII edycji pokazują różne drogi, ale jeżeli chcesz dowiedzieć się jak działa cały program, dla kogo jest Akademia i czym różni się od samodzielnej pracy z materiałami, przejdź do głównego HUB-a Akademii.

→ Poznaj Akademię Rękodzielnika

Rekrutacja do Akademii odbywa się raz w roku.

17 września 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2023/11/okladka-grupy-Akademia-Rekodzielnika-VIII.jpg 924 1640 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-09-17 06:40:002026-08-25 09:07:29Akademia Rękodzielnika VIII edycja: osiem różnych dróg do biznesu handmade
AKADEMIA, BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, WARSZTATY, Wszystkie wpisy

Od kosmetyków naturalnych do własnych warsztatów – historia Oli Mierzwińskiej

Czy z rękodzieła można zrobić coś więcej niż tylko własne hobby?

Ola Mierzwińska jest dobrym przykładem na to, że tak.

Jej techniką są kosmetyki naturalne. Tworzy kremy, balsamy, kule do kąpieli, maseczki i inne kosmetyki handmade, ale przede wszystkim pokazuje innym, jak samodzielnie je przygotować.

Prowadzi warsztaty kosmetyków naturalnych dla dorosłych i dzieci, spotkania kobiece, wydarzenia dla mam i córek, a także eksperymentuje z formatem online.

Tutaj zobaczysz jej gościnny warszat online:

Co ciekawe, kiedy Ola trafiła do Oplotkowej Akademii Rękodzielniczki, wcale nie była osobą, która dopiero zastanawiała się, czy potrafi prowadzić warsztaty.

Już je prowadziła.

Potrzebowała jednak czegoś innego: uporządkowania, nowych pomysłów, spojrzenia z dystansu i środowiska osób, które – podobnie jak ona – chcą rozwijać swoje rękodzielnicze biznesy.

Ta historia jest częścią serii podcastowych rozmów z uczestniczkami Akademii Rękodzielniczki.

W skrócie

  • Ola Mierzwińska prowadzi warsztaty kosmetyków naturalnych.
  • Jej warsztaty pokazują, że rękodzieło może być jednocześnie nauką, doświadczeniem i sposobem spędzania czasu z innymi.
  • Do Akademii Rękodzielniczki przyszła już jako doświadczona prowadząca.
  • Dzięki Akademii zaczęła inaczej patrzeć na swoje możliwości, ofertę i współpracę z organizatorami.
  • Jednym z ważnych odkryć było dla niej to, jak wiele może zmienić dobre otwarcie warsztatu.
  • Zaczęła też odważniej eksperymentować z formatem online.
  • Z jednego zapytania o warsztat udało jej się wyprowadzić pomysł na cykl spotkań.
  • Dziś mówi o prowadzeniu warsztatów nie tylko jako o dzieleniu się pasją, ale również jako o regularnej pracy.
  • Tutaj posłuchasz rozmowy z Olą: https://music.youtube.com/podcast/cQKyNO-2mNI

Kosmetyki naturalne jako technika rękodzielnicza

Rękodzieło kojarzy nam się najczęściej z włóczką, makramą, ceramiką czy szyciem.

Ale rękodzieło może wyglądać zupełnie inaczej.

U Oli to tworzenie kosmetyków naturalnych.

Podczas warsztatów uczestnicy mogą między innymi przygotowywać kremy, balsamy, kule do kąpieli czy maseczki.

I właśnie krem jest jednym z ulubionych elementów warsztatów Oli.

Dlaczego?

Bo jest w nim coś, co świetnie działa podczas warsztatu: obserwowanie procesu.

Składniki trzeba odpowiednio przygotować, połączyć, mieszać, a później pojawia się zupełnie inna konsystencja. Zamiast pojedynczych składników uczestnicy dostają gotowy produkt, który mogą zabrać ze sobą.

To bardzo konkretne doświadczenie:

zrobiłam → zobaczyłam efekt → mogę tego używać.

Ale w historii Oli równie ważne jest to, co dzieje się pomiędzy tymi trzema etapami.

Warsztat to nie tylko kosmetyk

Ola opowiadała o warsztatach dla dorosłych, dzieci, spotkaniach kobiecych, a także o warsztatach dla mam i córek.

I właśnie ten ostatni format bardzo dobrze pokazuje, że uczestnik nie zawsze przychodzi na warsztat wyłącznie po to, żeby nauczyć się techniki.

Czasami przychodzi po wspólnie spędzony czas.

Po rozmowę.

Po doświadczenie, którego nie da się kupić jako gotowego produktu.

Ola opowiadała o warsztatach, podczas których mama i córka wspólnie robiły krem. I to właśnie obserwowanie ich relacji było dla niej jednym z najbardziej poruszających elementów prowadzenia takich spotkań.

To ważna lekcja także dla osoby, która chce stworzyć własną ofertę warsztatową:

technika jest punktem wyjścia. Doświadczenie uczestnika może być tym, co naprawdę wyróżnia ofertę.

Jeżeli szukasz warsztatów rękodzieła, w których możesz nauczyć się konkretnej techniki i jednocześnie spędzić czas z innymi, zajrzyj do [LINK: warsztatów stacjonarnych Oplotki].

Ola nie zaczynała od zera

I tutaj zaczyna się dla mnie najciekawsza część tej historii.

Ola przyszła do Oplotkowego programu już jako osoba, która:

  • znała swoją technikę,
  • miała doświadczenie,
  • prowadziła warsztaty,
  • wiedziała, że lubi pracować z ludźmi.

Nie potrzebowała więc kolejnego kursu, który pokaże jej podstawy.

Potrzebowała metapoziomu.

Spojrzenia na to, co robi, z innej perspektywy.

Jak sama mówiła w rozmowie, przed rozpoczęciem programu korzystała już z materiałów Oplotki i bardzo pomogły jej konkretne wskazówki dotyczące prowadzenia warsztatów. To właśnie sprawiło, że chciała pójść głębiej.

Nie chodziło o to, żeby ktoś powiedział jej:

„Ola, rób warsztaty tak i tak”.

Chodziło raczej o zebranie doświadczeń, narzędzi i pomysłów w jednym miejscu oraz możliwość skonfrontowania ich z innymi osobami prowadzącymi warsztaty.

Jedno małe „otwarcie”, które zmienia cały warsztat

Jednym z elementów, które Ola szczególnie zapamiętała, było otwarcie warsztatu.

Niby tylko początek.

Kilka pierwszych minut.

A jednak właśnie tam dzieje się bardzo dużo.

Ola zauważyła, że wcześniej nie poświęcała temu aż tyle uwagi. Po przejściu materiału z kursu zaczęła świadomie myśleć o tym, jak przywitać uczestników, jak ich włączyć w spotkanie i jak sprawić, żeby od początku czuli się zaopiekowani.

I bardzo szybko zobaczyła, że ta wiedza działa w praktyce.

Opowiadała o sytuacji, kiedy weszła do grupy dzieci, które już siedziały przy stolikach. Zamiast zatrzymać się i zastanawiać, co teraz zrobić, przypomniała sobie elementy dotyczące otwarcia warsztatu, przywitała się z grupą i zadała dzieciom pytania.

Co ważne, nie kazała im się przedstawiać, ponieważ dzieci już się znały.

To drobny szczegół.

Ale właśnie z takich szczegółów składa się dobre prowadzenie warsztatu.

Bo prowadzenie warsztatu to trochę więcej niż znajomość techniki

Możesz doskonale znać swoją technikę.

Możesz robić piękne rzeczy.

Możesz mieć doświadczenie.

A mimo wszystko możesz nie wykorzystywać całego potencjału swoich warsztatów.

Dlaczego?

Bo prowadzenie grupy to osobna kompetencja.

Trzeba jednocześnie:

  • obserwować uczestników,
  • pilnować procesu,
  • reagować na sytuacje,
  • zarządzać czasem,
  • budować atmosferę,
  • zadbać o początek i koniec spotkania,
  • przewidzieć możliwe problemy,
  • a przy tym wszystkim nadal być obecnym człowiekiem, który dzieli się swoją pasją.

Ola odkryła u siebie jeszcze jedną rzecz.

Lubi zarządzać grupą.

Ma naturalną umiejętność obserwowania sytuacji trochę „z góry”. Widzi, że komuś coś zaraz się wyleje, że ktoś za mocno podgrzał składniki, że ktoś potrzebuje uwagi.

Wcześniej mogła traktować tę cechę jako coś, co po prostu robi.

Dzięki warsztatom zaczęła widzieć w niej konkretny atut prowadzącej.

I to jest właśnie jedna z rzeczy, które lubię najbardziej w historiach uczestniczek.

Nie zawsze chodzi o nauczenie się czegoś całkowicie nowego.

Czasami chodzi o zauważenie, że to, co już w sobie masz, może być Twoją przewagą.

Warsztaty kosmetyków naturalnych dla dzieci? Tak, ale z inną odpowiedzialnością

Ola prowadzi warsztaty nie tylko dla dorosłych.

Pracowała również z dziećmi, między innymi podczas spotkań, podczas których przygotowywały kosmetyki takie jak balsam do ciała czy kule do kąpieli.

I tutaj pojawił się kolejny ciekawy element jej pracy.

Kosmetyki naturalne mają swoją specyfikę.

Pojawiają się składniki, olejki, podgrzewanie, różne etapy przygotowania produktu.

To oznacza, że prowadząca musi myśleć nie tylko o tym, czego nauczy, ale również o tym, jak bezpiecznie przeprowadzić uczestników przez cały proces.

W rozmowie Ola opowiadała, że jednym z ważnych odkryć z programu był dla niej temat regulaminu i odpowiedzialności podczas warsztatów.

Dopiero konkretna sytuacja z uczestnikiem uświadomiła jej, jak łatwo może pojawić się scenariusz, którego wcześniej nie przewidziała.

To nie jest najbardziej „sexy” część prowadzenia warsztatów.

Ale właśnie takie rzeczy odróżniają spontaniczne spotkanie z rękodziełem od profesjonalnie przygotowanej usługi.

Akademia pomogła Oli inaczej patrzeć na okazje

To jest chyba jeden z najmocniejszych fragmentów tej historii.

Ola opowiadała o kontakcie z fundacją, która zaprosiła ją do poprowadzenia warsztatów.

Początkowo była mowa o jednym, krótkim wydarzeniu.

I wtedy wydarzyło się coś bardzo prostego:

Ola zaczęła dopytywać.

Zamiast przyjąć pierwszą propozycję dokładnie taką, jaka się pojawiła, zaczęła sprawdzać:

  • czego naprawdę potrzebuje organizator,
  • co jeszcze mogłaby zaproponować,
  • jakie są możliwości,
  • czy w tym pomyśle jest większy potencjał.

Efekt?

Z pojedynczego zapytania powstał pomysł na cykl warsztatów na pół roku.

Ola sama podkreślała w rozmowie, że właśnie Akademia pomogła jej zobaczyć, że warto dopytać i sprawdzić potencjał takiej propozycji.

I dla mnie to jest świetny przykład tego, czym różni się:

„prowadzę warsztaty, kiedy ktoś mnie zaprosi”

od

„buduję biznes oparty na warsztatach”.

Nie wszystko musi wydarzyć się od razu

Historia Oli ma jeszcze jeden ciekawy wątek.

Online.

Ola długo była sceptyczna wobec prowadzenia warsztatów w internecie.

Kamera?

Nagrywanie?

Pokazywanie procesu przez ekran?

Nie była przekonana.

A jednak zrobiła pierwszy krok.

Wspólnie z Oplotkami przygotowała online’owy warsztat, podczas którego pokazywała przygotowanie produktu do pielęgnacji twarzy:

I właśnie takie małe eksperymenty są często dużo lepszym początkiem niż decyzja:

„Od jutra tworzę wielki kurs online”.

Nie trzeba od razu budować ogromnego produktu.

Można sprawdzić:

Czy ludzie chcą się tego nauczyć?

Czy potrafię przekazać tę wiedzę przez internet?

Czy dobrze czuję się przed kamerą?

Czy ktoś rzeczywiście skorzysta z takiej formy?

Ola dzięki temu doświadczeniu otworzyła się na możliwość działania online, choć nie oznaczało to, że natychmiast musiała tworzyć własny wielki kurs.

I to jest bardzo zdrowe podejście do rozwijania oferty:

najpierw eksperyment, później decyzja.

Co tak naprawdę daje prowadzenie warsztatów?

Kiedy Agnieszka zapytała Olę, co dało jej prowadzenie warsztatów, odpowiedź nie dotyczyła tylko pieniędzy.

Ola powiedziała o ogromnej satysfakcji.

O dzieleniu się pasją.

O byciu z ludźmi.

O tym, że lubi obserwować grupę i pomagać uczestnikom przejść przez cały proces.

Ale powiedziała też coś jeszcze.

Że prowadzenie warsztatów pozwoliło jej zobaczyć, że umie uczyć.

Jej córka, która brała udział w jej warsztatach, powiedziała jej kiedyś:

„Mamo, ty potrafisz nauczyć, ty uczysz super”.

To może być dla prowadzącej warsztaty ważniejsze niż niejeden certyfikat.

Bo czasami potrzebujemy nie kolejnej wiedzy, ale potwierdzenia:

„Tak, ja naprawdę potrafię przekazać to, co wiem.”

Od hobby do regularnej pracy

Pod koniec rozmowy wróciłyśmy do Akademii Rękodzielniczki.

Ola powiedziała, że po Akademii zgadza się z jednym bardzo ważnym założeniem:

to jest regularna praca.

Nie coś, co robi się „pomiędzy”.

Nie coś, co dzieje się tylko wtedy, kiedy akurat jest czas.

Nie tylko hobby, któremu poświęca się resztki energii.

Jeżeli chcemy budować biznes wokół rękodzieła, potrzebujemy zacząć traktować nasze umiejętności, wiedzę i ofertę jak pracę.

I właśnie dlatego historie takie jak historia Oli są dla mnie dużo ciekawsze niż kolejna lista:

„10 rzeczy, które musisz zrobić, żeby prowadzić warsztaty”.

Bo tutaj możemy zobaczyć prawdziwy proces.

Ola już umiała.

Już prowadziła warsztaty.

Już miała swoją technikę.

A mimo to weszła do programu, żeby zobaczyć więcej.

I właśnie dzięki temu zaczęła dostrzegać kolejne możliwości: nowe formaty, nowe grupy, współprace, rozwój oferty i kolejne sposoby wykorzystania tego, co już potrafi.

Co możesz wziąć z historii Oli dla siebie?

Jeżeli masz własną technikę rękodzielniczą, być może jesteś właśnie w podobnym miejscu.

Umiesz robić.

Może nawet już uczysz innych.

Ale czujesz, że:

  • masz dużo pomysłów i trudno Ci je poukładać,
  • chcesz stworzyć konkretną ofertę,
  • nie wiesz, co właściwie może być Twoim produktem,
  • chcesz zarabiać na swojej wiedzy,
  • potrzebujesz spojrzenia z zewnątrz,
  • chcesz spotkać osoby, które są na podobnym etapie,
  • albo po prostu czujesz, że czas przestać traktować rękodzieło jak coś robionego „przy okazji”.

Właśnie po to powstała Akademia Rękodzielniczki.

To nie jest kurs kolejnej techniki.

To przestrzeń dla osób, które chcą przełożyć swoje umiejętności, doświadczenie i pomysły na konkretny kierunek działania i biznes oparty na rękodziele.

[LINK: Dowiedz się, czym jest Akademia Rękodzielniczki]

A jeśli masz już swoją technikę i chcesz przede wszystkim lepiej prowadzić warsztaty?

To też jest osobna droga.

Jeżeli tak jak Ola już prowadzisz warsztaty, ale chcesz wejść poziom wyżej: lepiej projektować doświadczenie uczestnika, pracować z grupą, budować scenariusz i świadomie prowadzić całe spotkanie, zajrzyj do programu:

[LINK: Prowadź warsztaty rękodzieła po mistrzowsku]

Bo znajomość techniki to dopiero początek.

Potem zaczyna się sztuka prowadzenia ludzi przez doświadczenie.


Posłuchaj całej rozmowy z Olą Mierzwińską w podcaście Oplotki

W odcinku rozmawiamy między innymi o warsztatach kosmetyków naturalnych, pracy z dziećmi i dorosłymi, warsztatach dla mam i córek, prowadzeniu grupy, regulaminach, eksperymentowaniu z online oraz o tym, co daje wejście na kolejny poziom rozwoju, nawet jeśli już masz doświadczenie.

[LINK: Posłuchaj odcinka #262 „Rozmowa z Olą Mierzwińską – Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku”]

A jeśli interesują Cię warsztaty rękodzieła na żywo, zobacz aktualną ofertę Oplotki:

[LINK: Warsztaty stacjonarne Oplotki]

15 września 2026/Autor oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2026/09/Warsztaty-naturalnych-kosmetykow-OPLOTKI.jpg 996 996 oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png oplotki2026-09-15 13:40:252026-09-15 15:22:09Od kosmetyków naturalnych do własnych warsztatów – historia Oli Mierzwińskiej
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Wszystkie wpisy

Poznaj uczestniczki Akademii Rękodzielnika

Każda edycja Akademii Rękodzielnika to spotkanie twórczyń znajdujących się na różnych etapach drogi biznesowej. Niektóre dopiero zaczynają przekładać swoją pasję na działalność, inne mają już własne produkty, warsztaty albo marki i szukają kolejnego kroku.

Zamiast opowiadać Ci, czym Akademia jest w teorii, chcę pokazać Ci kobiety, które ją tworzyły. Ich historie są bardzo różne — i właśnie dlatego dobrze pokazują, jak różne mogą być drogi rozwoju biznesu opartego na rękodziele.

Jeśli dopiero budujesz swój biznes handmade i przede wszystkim potrzebujesz wiedzy, materiałów i narzędzi do samodzielnej pracy, zacznij od Biblioteki Biznesowej Oplotki. Dostęp do Biblioteki jest dostępny przez cały rok.

Uczestniczki Akademii Rękodzielnika

Katarzyna: od wielu technik do własnego stylu

Mam nadzieję, że Kasia wybaczy mi tę prezentację – znamy się już tyle lat, że mam wrażenie, że uczestnictwo w Akademii to tylko kolejny etap naszej znajomości.

Kasia jest jedną z tych osób, które potrafią właściwie wszystko. Szydełko, druty, filcowanie, szycie, tkanie… długo można wymieniać.

Jej historia jest jednak dla mnie ciekawa przede wszystkim dlatego, że pokazuje, jak z wielu różnych fascynacji można dojść do własnego kierunku.

Kasia zaczynała od różnorodnych technik, a z czasem coraz mocniej skupiała się na tworzeniu chust i szali. To właśnie tam zaczęła budować swoją rozpoznawalność i własny styl.

kasia jakubowska
Katarzyna Dorota Jakubowska
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA KASIA JAKUBOWSKA

Emilia: rękodzieło, dzieci i mnóstwo pomysłów

Emilia to kolejny przykład twórczyni, której trudno przypisać jedną technikę.

Szydełkuje, szyje, tworzy lalki, pracuje z dziećmi i nieustannie szuka kolejnych sposobów na wykorzystanie swoich umiejętności.

Jej historia pokazuje, że biznes handmade może rozwijać się na styku kilku obszarów: produktu, edukacji, pracy z dziećmi i własnych zainteresowań.

UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA emilia sieczka
emilia sieczka
Emilia Sieczka
Emilka Sieczka
Emila Sieczka

Dorota: tkactwo dla wnętrz

Dorota urzekła mnie przede wszystkim swoją pasją do tkactwa.

Jej prace powstają z ogromną dbałością o szczegóły, a sama technika daje jej możliwość tworzenia tekstyliów, które świetnie odnajdują się we wnętrzach.

Pamiętam również moment, kiedy wielkie na pół pokoju krosno wyniosła na zewnątrz podczas Dnia Dziergania w Miejscach Publicznych i po prostu dzieliła się swoją pasją.

To właśnie takie momenty pokazują, że rękodzieło może być nie tylko produktem, ale też sposobem budowania relacji i własnej marki.

dorota witowska

Anna: od rękodzieła do pracowni i warsztatów

Anna tworzy dekoracje okolicznościowe, kartki, zaproszenia, ozdabia przedmioty techniką decoupage, szydełkuje i wykonuje kompozycje kwiatowe.

Jej działalność obejmuje również realizacje na zamówienie oraz prowadzenie warsztatów rękodzielniczych i florystycznych dla dzieci i dorosłych.

To kolejny przykład tego, jak wiele różnych źródeł przychodu może pojawić się wokół jednej osoby i jej umiejętności.

anna żurowska
Anna Żurowska

Agnieszka: rękodzieło jako sposób na rozwój

Agnieszka rozwijała swoją działalność wokół rękodzieła, szukając sposobu na połączenie własnych zainteresowań z działaniem biznesowym.

Jej historia jest kolejnym przykładem tego, że droga od pasji do biznesu nie musi wyglądać tak samo u każdej twórczyni.

Ewa: czas na sprzedaż i biznes

Ewa to przykład osoby, która bardzo dobrze zna swoją technikę i potrafi tworzyć piękne rzeczy, ale jednocześnie wie, że dobry produkt to dopiero początek biznesu.

W jej przypadku ważnymi tematami były między innymi sprzedaż, budowanie strony internetowej, prowadzenie fanpage’a i rozwijanie własnej marki.

To bardzo częsta sytuacja wśród twórczyń handmade: umiejętności techniczne są już na wysokim poziomie, ale pojawia się pytanie:

Jak sprawić, żeby z tego naprawdę powstał biznes?

Karolina: tkactwo, warsztaty i produkt cyfrowy

Karolina łączy twórczość tkacką z edukacją i rozwijaniem produktów dla innych osób zainteresowanych rękodziełem.

Jej historia świetnie pokazuje, jak może wyglądać przejście od własnej pasji do tworzenia produktu edukacyjnego.

Warsztaty, materiały edukacyjne, własne doświadczenie i wiedza mogą stać się podstawą kolejnego źródła przychodu.

Karolina rozwijała również własne produkty kreatywne i pracowała nad książką, pokazując, że biznes rękodzielniczy może mieć wiele różnych odgałęzień.

Różne drogi, wspólny kierunek

Historie tych kobiet są bardzo różne.

Jedna rozwija markę wokół produktów.
Inna prowadzi warsztaty.
Kolejna szuka sposobu na sprzedaż i komunikację.
Jeszcze inna rozwija produkty edukacyjne albo łączy rękodzieło z pracą z dziećmi.

I właśnie to jest dla mnie najciekawsze.

Nie ma jednej właściwej drogi budowania biznesu handmade.

Możesz sprzedawać produkty. Możesz prowadzić warsztaty. Możesz tworzyć kursy i materiały edukacyjne. Możesz łączyć kilka modeli. Możesz też po drodze zmienić zdanie.

Akademia nie daje jednej gotowej ścieżki.

Pomaga uporządkować własną drogę i przełożyć wiedzę na konkretne działania — z pomocą grupy, zespołu Oplotki i regularnego feedbacku.

Chcesz wiedzieć, czym jest Akademia Rękodzielnika?

Ta strona pokazuje historie jej uczestniczek. Jeśli chcesz poznać sam program, sposób pracy, zakres wsparcia i informacje o kolejnej rekrutacji, przejdź do głównego HUB-a Akademii.

→ Poznaj Akademię Rękodzielniczki

Rekrutacja do Akademii odbywa się raz w roku.

Jeżeli natomiast potrzebujesz przede wszystkim wiedzy, materiałów i narzędzi do rozwijania biznesu handmade, sprawdź:

→ Bibliotekę Biznesową Oplotki

A tu znajdziesz archiwalny wpis z poszerzoną treścią:

Katarzyna Dorota Jakubowska

Z wykształcenia magister ekonomii, z zamiłowania rękodzielnik. Prywatnie żona, mama, młoda babcia. Oto ja, w kilku słowach.

Zainteresowanie rękodziełem wyniosłam z domu rodzinnego i rozwinęłam jako pasję w życiu dorosłym. W wolnych chwilach szyłam, dziergałam na drutach oraz szydełkiem, haftowałam, robiłam prostą biżuterię i ozdabiałam przedmioty techniką decoupage. Jednak zawsze wracałam do kolorowej, miękkiej dzianiny, zachłannie poznając różne techniki jej tworzenia.

kasia jakubowska uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA

Poza liczbami i rękodziełem uwielbiam wszystko, co kolorowe: własnoręcznie wykonywane remonty, uprawę kwiatów, rockową muzykę oraz intrygujące obrazy Mistrza Beksińskiego.

Po latach doświadczeń wiem, że tworzenie chust i szali o ciekawych fakturach i kolorach to moje przeznaczenie i droga życiowa. Pragnę dzielić się z moimi klientami tym, co potrafię najlepiej – miękkimi, kolorowymi dzianinami wysokiej jakości, które przyjemnie otulając, poprawiają samopoczucie i dodają uroku codziennej garderobie. Dlatego porzuciłam liczby ukryte w druczkach i formularzach i pracuję nad swoją marką rękodzielniczą Destiny’s Hands – barwne chusty i szale. Już niedługo będę mogła zaoferować kolekcję szali według autorskiego projektu w moim sklepie destinys-hands.pl >>

 uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA KASIA JAKUBOWSKA

Emilia Sieczka

Mam na imię Emilka.

Długo czekałam, by pokazać, co robię w długie zimowe wieczory. I nadszedł ten czas, by zacząć się dzielić radością obcowania z niepowtarzalnymi rzeczami tworzonymi ręcznie, jednostkowymi egzemplarzami.

Zaczęło się dawno temu, gdy byłam małą dziewczynką, trochę chorowitą i nielubiącą czytać książek. Obok dwie wspaniałe kobiety: Mama i Babcia, z drutami, włóczkami, gałgankami w pobliżu. I jak tu nie złapać bakcyla 🙂 Już nie wiem, czy najpierw nauczyłam się dziergać na drutach, czy na szydełku.
Z czasem porzuciłam druty (nie gramy tej samej melodii), za to szydełko zostało. Jest ze mną do dziś. Razem tworzymy misterne dekoracje – bieżniki, serwety i nie tylko. Powstają też swetry, bluzeczki, kocyki. Za krótkie ubrania dostają drugie życie, dzięki koronkowemu wykończeniu.

Szydełko to jedno, ale jest jeszcze maszyna i gałganki 🙂 Tworzę z nich torby, torebeczki… Ale nie takie zwyczajne. Zawsze są niepowtarzalne, bo robione z sercem po długiej rozmowie osobą, która ma je używać. Torebki mają dodatkowe kieszonki, zakamarki. Niepowtarzalne wykończenie w postaci zindywidualizowanego haftu lub szydełkowej koronki.

uczestniczki akademii rękodzielnika
emilia sieczka uczestniczki akademii rękodzielnika

A co do tego mają lalki, które widać na moich zdjęciach? Bo to lalki najbardziej kocham robić. Lalki i inne gałgankowe dziełka powstają, by wesprzeć Gosię, moje najmłodsze dziecko. Nasza Gosieńka boryka się z trudnościami rozwojowymi, poznaje świat troszkę inaczej. A mama, pełen pomysłów nauczyciel przedszkolny, chce ułatwić jej drogę do rozwoju. Pracując z dziećmi, widziałam, jak bardzo ich świat jest zdominowany przez plastik (głównie toporne, twarde lalki) i płaskie układanki / gry tekturowe. Zaczęłam szyć… i powiem Wam, że i mnie przyjemniej jest siąść z córą i pobawić się czymś, co jest miłe, ciepłe i miękkie w dotyku. Szyję laleczki dziewczynki, laleczki chłopaków i bobasy. Dzięki temu możemy bawić się w rodzinę, dom, odgrywać scenki z życia codziennego czy też tworzyć domowe teatrzyki.  Laleczki świetnie sprawdzą się również podczas terapii i zajęć rozwijających kreatywność. Wyraziste twarze, ręce, nogi umożliwiają poznawanie przez dziecko schematu ciała. Laleczki mają zdejmowane ubrania. Przebieranie laleczek umożliwia dziecku ćwiczenie paluszków, dłoni i rąk oraz działania pod kontrolą wzroku. Oprócz tego kształtuje umiejętność zakładania garderoby w odpowiedniej kolejności. I wiele innych umiejętności.

Widząc, jaką frajdę sprawia nam zabawa szmaciankami, postanowiłam się tym dzielić.

Można mnie znaleźć na Facebooku:

Artdziełka Emilki >>

Jako kreatywny człowiek, który nie potrafi odpoczywać (tak twierdzi moja rodzina), wciąż coś tworzę, łącząc techniki i materiały. Tak powstają różne, nieszablonowe rzeczy. Co roku tworzę ozdoby choinkowe. W tym roku króluje juta i koronka :).

Zapraszam do mojego świata i kontaktu. Razem możemy stworzyć coś wyjątkowego. Wspólne spotkania i rozmowa dają zawsze wiele radości, pozwalają poszerzać własne horyzonty i rozwijać twórczą wyobraźnię.

 uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA emilia sieczka

Dorota Witowska

Tkaniem zajmuję się od ponad trzech lat. Przygodę tę zaczynałam od prac na ramie i po roku spróbowałam swoich sił w tkaniu na krośnie. Dzięki warsztatom prowadzonym przez Panią Annę Bałdygę, w ramach Stowarzyszenia Akademia Łucznica, zapoznałam się z podstawowymi technikami tkackimi, które rozwijam na bieżąco. Rękodzieło rozwija we mnie kreatywność i wyobraźnię, w mojej głowie powstaje mnóstwo pomysłów. Mam nadzieję, że część z nich uda mi się zrealizować.

Lubię otaczać się rękodziełem, w szczególności rzeczami przeze mnie wykonanymi. Zawsze wykorzystuję naturalne materiały. Kocham len, bawełnę i wełnę. Interesuję się wystrojem wnętrz, stąd większość wykonywanych przeze mnie produktów to tekstylia domowe, przede wszystkim dywany. Uważam, że tekstylia do wnętrz odgrywają ważną rolę w tworzeniu poczucia komfortu i spokoju w domu. Poprzez teksturę tkaniny i kolorystykę wnoszę ciepło i oryginalność do każdego pomieszczenia, czego nie może zaoferować żaden inny rodzaj tekstyliów.

 uczestniczki akademii rękodzielnika
dorota witowska uczestniczki akademii rękodzielnika

Moje prace inspirowane są prostotą w połączeniu z nowoczesną, minimalistyczną paletą kolorów. Używam tylko wysokiej jakości włókien naturalnych, aby stworzyć trwałe przedmioty.

Ponadto wykonuję na zamówienie elementy garderoby, przede wszystkim szale i szaliki, które poza wysoką jakością dają użytkownikom poczucie komfortu i przyjemność z użytkowania.

Dlaczego tkanie? Zamiłowanie do tkania odziedziczyłam po babci. Kiedyś w wielu wiejskich gospodarstwach domowych głównie kobiety tkały materiały użytkowe na krosnach, które teraz możemy spotkać w muzeach. Dzisiaj nie jest łatwo znaleźć nauczyciela tego rzemiosła, chociaż pomału tkactwo ręczne zaczyna się w Polsce odradzać. Byłam jednak uparta i znalazłam kurs. To były fantastyczne 5 dni spędzone w gronie ciekawych kobiet i nie tylko w pracowni. Nie było końca rozmów, nie pamiętam, kiedy przegadałam dnie i noce i wysłuchałam ciekawych historii innych osób. Nasza nauczycielka również stwierdziła, że nie miała jeszcze takich zapalonych kursantek. Wchodząc po raz pierwszy do pracowni tkackiej, wiedziałam tylko, jak wygląda krosno, do domu wyjeżdżałam z ogromnym entuzjazmem. Zakochałam się w tkaniu, a miłość trwa i pogłębia się 🙂

 uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA dorota witowska

Anna Żurowska

Cześć, jestem Anna i uwielbiam tworzyć kartki. Dlaczego kartki? Bo mają duszę i potrafią powiedzieć więcej niż słowa. Kartki mają w sobie ogromną moc,  magię i niepowtarzalny urok. Tworzę w różnych technikach rękodzielniczych, ale wszystko zaczęło się od kartek i właśnie je najbardziej kocham.

Późnym wieczorem lub wczesnym rankiem, gdy moi domownicy śpią, ja otwieram drzwi mojej pracowni, przygotowuję potrzebne materiały, uruchamiam wyobraźnię i realizuję napływające pomysły. Siadam i kleję, i tak mija godzina za godziną. Świat zewnętrzny przestaje dla mnie istnieć, znikają problemy, wątpliwości. A ja tonę w papierach i zatracam się w krainie mojej wyobraźni. Czy wy też tak macie? Niektórzy mówią mi, że nie mieliby cierpliwości, że to nie ich bajka. A mnie tworzenie kartek pozwala się wyciszyć i zrelaksować oraz dostarcza energii, aby móc podejmować kolejne wyzwania.

anna żurowska uczestniczki akademii rękodzielnika
anna żurowska

Nazywam się Anna Żurowska – rękodzieło to moja pasja od wielu lat. Początkowo tworzyłam dla siebie, rodziny, znajomych. Kilka lat temu zdecydowałam się otworzyć pracownię rękodzieła i florystyki (www.makiaart.pl).

Podstawą mojego działania jest jakość, rzetelność i indywidualne podejście do klienta. Chętnie podejmuję twórcze wyzwania będące odpowiedzią na pomysły i potrzeby moich klientów. To dzięki nim stale się rozwijam, sięgam po nowe techniki i tworzę nowe projekty. Dbam o to, aby moje prace były dopracowane w każdym szczególe i spełniały oczekiwania klientów. Większość moich prac realizuję na zamówienie, a każda z nich jest niepowtarzalna.

Tworzę przedmioty dekoracyjne i użytkowe, które mogą stanowić doskonały prezent lub być jego dopełnieniem. W swojej ofercie posiadam między innymi kartki i zaproszenia na różne uroczystości oraz inne papierowe cuda. Innym stałym asortymentem są szydełkowe torebki
i koszyki z bawełnianego sznurka. Ponadto na indywidualne zamówienie wykonuję przedmioty zdobione techniką decoupage oraz dekoracje świąteczne i okolicznościowe. Miałam okazję współpracować z fotografami tworząc zaproszenia na sesje zdjęciowe oraz etui na płyty CD.

Wyznaję zasadę, że w życiu ważne jest, aby robić to, co się lubi, co daje nam satysfakcję i napędza do dalszego działania mimo napotykanych trudności. Ja lubię pracę z ludźmi i dla ludzi. Rękodzieło mieści się właśnie w tym obszarze. Poza tym rękodzieło jest dla mnie nie tylko pasją, ale również sposobem na relaks. Pozwala na wyciszenie się w pędzie codzienności.  Uwielbiam tworzyć w zaciszu mojej pracowni, a potem pokazywać te projekty innym. Ogromną radość sprawia mi uśmiech i zadowolenie na ich twarzach.

Moją pasją zarażam innych, dzieląc się z nimi wiedzą i doświadczeniem podczas warsztatów rękodzieła. Prowadzę warsztaty zarówno dla dzieci jak i dorosłych, indywidualne oraz grupowe. W tym obszarze współpracuję między innymi z domami kultury oraz firmami szkoleniowymi.

Jestem pełna energii i nowych pomysłów. Moje prace i nowe projekty staram się na bieżąco prezentować na FB na moim fanpage >>
a także na moim koncie na Instagramie >>

 uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA anna żurowska

Agnieszka Mazurek

Zaczęło się… Myślę, że przy kuchennym stole moich rodziców. W kącie kuchni stała maszyna do szycia, przy pomocy której powstawały ubrania będące spełnieniem marzeń wielu kobiet. Dla mojej Mamy nie było rzeczy niemożliwych. Dlatego przy  tym stole siadywaliśmy my – rodzina, ale i mnóstwo kobiet i dziewcząt, które przychodziły do przymiarki. Nie pamiętam sytuacji, że któraś wychodziła niezadowolona. To po pierwsze zasiało we mnie miłość do tkanin, ale też nauczyło mnie wsłuchiwania się w potrzeby i pragnienia innych tak, by każdy czuł się wyjątkowy. Od Mamy nauczyłam się również myślenia, że jeśli coś jest zrobione czyimiś rękoma, to ja również mogę się tego nauczyć. Wiele rzeczy już próbowałam robić, niektóre z lepszym bądź mniej udanym skutkiem. Ale próbowałam…

Potem były długie lata z dziećmi. Mam ich pięcioro. Kiedy większość mam wyprawiała swoich siedmiolatków do szkoły, moje zostawały w domu. Wtedy, 14 lat temu, edukacja domowa była nieziemskim pomysłem, niewielu zastanawiało się nad sensem szkoły czy reformowaniem podejścia do edukacji. W wielu kwestiach byliśmy pozostawieni samymi sobie i musieliśmy wymyślać sami nauczanie swoich dzieci. Sami ustalaliśmy sobie harmonogram nauki, wyznaczaliśmy cele (razem z dziećmi) , planowaliśmy krótko- i długoterminowe zadania. Była to niezła szkoła wytrwałości i cierpliwości, ale też nauka w przyjmowaniu porażek, ustalaniu priorytetów. No i kreatywności. Rękodzieło dawało mi w tamtym czasie możliwość odpoczynku od codzienności. Prócz tego musiałam czymś zająć ręce w czasie wielu godzin zajęć popołudniowych moich dzieci, gdy czekałam na basenach, w domach kultury czy innych miejscach. Wtedy powstawały upominki dla wszystkich moich znajomych – obrus szydełkowy, który podobał się mojej przyjaciółce, kocyk dla dziecka, które miało się urodzić, czapka i szalik dla przyjaciela. Każde niepowtarzalne i zrobione dla tej konkretnej osoby.

 uczestniczki akademii rękodzielnika
agnieszka mazurek

Po kolei przychodziły nowe umiejętności związane z szydełkowaniem, potem tkanie, plecenie makram, szycie. Głowę miałam pełną pomysłów, które skrzętnie notowałam w moim czerwonym zeszycie. Części z nich pewnie nie zrealizuję, ale chętnie do nich wracam.

W ogrodzie mam ponad 30 krzewów róż, każda inna, niepowtarzalna. Kocham ich unikalność tak samo, jak kocham piękno przedmiotów wytworzonych rękoma innego człowieka. W nim zawarta jest część z tej osoby, jej niepowtarzalny charakter. Jeśli jest zrobiony przy użyciu szlachetnych materiałów (takich jak naturalna wełna, jedwab, czy nasz polski len) jego piękno trwa przez długi czas.

Ale oprócz materiałów szlachetnych lubię wykorzystywać ponownie to, co już przestało spełniać swoje pierwotne zadanie. Studia z ochrony środowiska uwrażliwiły mnie na stan świata, który mnie otacza, i pozwoliły mi krytycznym okiem spojrzeć na to, jak niesamowite ilości dóbr konsumujemy i wyrzucamy. I zastanowić się, czy na pewno danej rzeczy nie da się wykorzystać ponownie. Z mojej ulubionej książki z dzieciństwa ”Dzieci z Bullerbyn” zapamiętałam opis pokoju, jaki jedna z mam urządziła dla swojej córki i dywanika, który utkała dla niej z resztek tkanin.

Obserwując moje kury, zauważyłam, że  raczej nie siedzą w miejscu. Ciągle coś grzebią, szukając jak najlepszych kąsków. Podobnie ja – ciągle jestem w ruchu, ciągle coś robię. Czasem mam wrażenie, że doba jest za krótka na ilość pomysłów, które przychodzą mi do głowy. Stąd  porozrzucane po całym domu listy „to do”, które pozwalają mi ogarnąć rzeczywistość tu i teraz.

 uczestniczki akademii rękodzielnika
UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA agnieszka mazurek

Ewa Dudzic

Dzień Dobry, mam na imię Ewa i mam 55 lat. Chciałabym opowiedzieć Wam trochę o sobie. Jestem mamą dwóch dorosłych synów ora babcią dla dwójki wnucząt. Jestem szczęśliwą od 35 lat mężatką, jak również od 10 lat właścicielką wspaniałej suczki border collie.

Dlaczego jestem rękodzielnikiem? Robótki ręczne w moim życiu są „od zawsze” – bieżniki na szydełku, szaliki na drutach, sweterki dla dzieci robione na drutach w czasach, gdy w sklepach nic nie było, obrazki do kuchni robione krzyżykami i na koniec obrusiki wyszywane haftem richelieu.

Dzieci rosły i wymagały większego zaangażowania – praca, sprzątanie, wywiadówki, dojazdy do pracy i zarzuciłam wszelkiego rodzaju robótki. Czasami wyszyłam jakiś obrazek (brałam udział w V i VI edycji konkursu „Inspirujemy Kolorem”, wystawa była w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi).

Chłopcy dorastali, wyprowadzili się i wprowadził się pies, bardzo aktywny pies. Codzienne spacery, zabawy niezależnie od pogody, -25 st nie było przeszkodą w wyjściu na 1,5 godzinny spacer i obowiązkową zabawę.

Aż pewnego dnia znalazłam w popularnej sieciowej księgarni magazyn „Beading Polska”. I odkryłam świat koralików Toho, akcesoria do robienia biżuterii. Kupiłam i pokazałam koleżankom w pracy. A one do mnie: „Zrób nam takie bransoletki. Co nie dasz rady! Przecież umiesz robić takie rzeczy”.
I wylazło ze mnie coś, co zawsze w środku siedziało: „TY NIE DASZ RADY? NO KTO, JAK NIE TY?”. I zaczęło się. Co z tego, że umiem robić na szydełku, ale jak, do jasnej anielki, robi się te bransoletki. Odkryłam tutoriale na YouTube. A potem poszło: broszki, bransoletki, naszyjniki, wisiorki i dalsza nauka następnych technik robienia z koralików.

akademia rękodzielnika ewa dudzic
akademia rękodzielnika ewa dudzic

Ale ponieważ jestem duszą niespokojną, odkryłam następną gałązkę rękodzieła: zabawki z włóczki robione na szydełku. Zrobiłam pierwsze zabawki dla wnuczki, ciotecznych wnucząt. Co ja się nad nimi nadenerwowałam. Jak się robi to magiczne kółko? Dlaczego nie widzę tych oczek z tego Dolphina? Jak ja mam to zszyć? Ale poszło i powstało kilka(naście) zabawek. Po zabawkach odkryłam kolorowe chusty. I znowu kilka wieczorów z tutorialami i powstały chusty dla synowej, partnerki syna, przyjaciółki w prezencie pod choinkę. Dzieci dostały kocyko-kołderki, ale szycie na maszynie to nie moja bajka.

Jak zaczęły powstawać moje małe dzieła, to trzeba było je fotografować. Trzeba było to jakoś ogarnąć i stwierdziłam, że super aparat jest w telefonie i po przeczytaniu kilku szkoleń coś tam potrafię zrobić (powyższe zdjęcia są przeze mnie zrobione komórką). Zdjęcia zleciłam mężowi – lubi to robić i niech ma chociaż trochę wkładu w moją działalność.

Dlaczego tak bardzo się rozpisałam o tym co robię? Mimo posiadania umiejętności posługiwania się szydełkiem i drutami wielu technik musiałam się nauczyć. Musiałam znaleźć te informacje w internecie, w gazetach. Musiałam znaleźć te informacje sama, ponieważ nikt nie mógł mi pomóc – dzieci się wyprowadziły oraz musiało mi się przede wszystkim chcieć tego szukać. Nauczyłam się i chcę iść dalej. Chcę się dalej uczyć jak sprzedawać, jak zbudować stronę internetową, jak obsługiwać fanpage na FB oraz szukać dalszych technik robienia biżuterii z koralików czy wykonywania zabawek na szydełku. Chciałabym również nauczyć się robić inne rzeczy np. plecenia makramy, które niekoniecznie będę wykorzystywać w swojej działalności , ale chcę zgodnie z moją zasadą „Co? Ja nie dam rady?!”.

Na koniec: mimo że dzieci się wyprowadziły, nadal mam dużo zajęć i muszę być bardzo zorganizowana, aby wszystko pogodzić ze sobą: pracę, psa, obowiązki domowe, sprawy rodzinne i moją dodatkową działalność. I nadal się tego wszystkiego uczę.

Dziękuję za przeczytanie i mam nadzieję, że chociaż trochę mnie poznaliście.

P.S. Nurkować też się nauczyłam.

akademia rękodzielnika ewa dudzic

Karolina Kapustka

Wyobraź sobie miękki fotel, na nim koc, obok na drewnianym stoliku gorąca herbata z imbirem, a tuż obok mruczy głośno kot. Na ścianie wisi gobelin utkany z wełny, która jest szorstka i miękka jednocześnie, a w tle słychać tylko jednostajny szum jesiennego deszczu. Tak dla mnie wygląda idealny wieczór, kiedy najchętniej otwieram swoją przepastną szufladę z włóczkami i zabieram się do tkania.

Mam na imię Karolina i jestem tkaczką, projektuję także warsztaty twórcze. Mieszkam w Poznaniu, więc lubię, kiedy nic się nie marnuje – jeśli nie tkam z wełny, wykorzystuję materiały recyklingowe. Najczęściej są to stare ubrania, które przerabiam na „włóczkę”, z której realizuję projekty. Uwielbiam wszystko, co naturalne, staram się dążyć do prostoty w każdej dziedzinie życia – jeśli obiad, to zrobiony z lokalnych, sezonowych produktów, jeśli pieluszki dla synka – to wielorazowe, jeśli sprzątanie w kuchni – zamiast detergentów ekologiczne, samodzielnie robione czyściki. Jednak kiedy stanę przed wyborem – kupić nową naturalną wełną czy zużyć do tkaniny starą, nienaturalną koszulkę, pewnie jednak wybiorę to drugie.

karolina kapustka uczestniczki akademii rękodzielnika

Prowadzę warsztaty tkackie  i uwielbiam to robić. Zawsze wiąże się to z pleceniem i to nie tylko włóczek! Chwila wytchnienia od codziennych obowiązków, konieczność skupienia się na „tu i teraz”, aby nie pogubić wątku, sprawia, że zabiegane mamy i babcie chętnie wygospodarowują chwilę czasu.  Wśród śmiechów i dzielenia się przepisami na przetwory, sposobami na ogrodowe problemy albo zabawnymi historiami z życia swoich rodzin – tkają cuda. I robią to tylko po to, aby tworzyć coś wyjątkowego, bez oczekiwań czy będzie to praktyczne, potrzebne, przydatne. Uwielbiam obserwować ten proces, kiedy uczestnicy warsztatów przeobrażają się na moich oczach z kogoś, kto nie za bardzo wie, jak połączyć to pionowe z tym poziomym w twórców, którzy potrzebują mnie tylko do konsultacji jaka włóczka, osnowa i krosno będzie najlepsze do realizacji ich autorskich projektów, a splot płótna wykonują z zamkniętymi oczami.

Z kategorii rzeczy lubię/nie lubię. Kocham jesień, to czas spotkań, rozmów i miękkich tkanin! Lubię rzeczy przytulne i miłe w dotyku, dlatego takie są tworzone przeze mnie prace i miejsca. Kocham swetry i mam ich całą kolekcję, nie mogę się doczekać pierwszych chłodów, aby wyciągnąć je z szafy. Większość jest w kolorze niebieskim, który ubóstwiam i mam go wszędzie… Podobnie jak sznurki – to już chyba chorobliwe – poutykane w każdym pomieszczeniu mojego domu. Nie lubię ślimaków bez skorupki – zawsze obawiam się, że je nadepnę i usłyszę ten straszny dźwięk! Zadziwia mnie, że niektórzy potrafią zjeść takiego stwora, zwłaszcza że jestem wegetarianką.

Lubię długie spacery. Pewnie dlatego z pomocą cudownej ilustratorki Zuzanny Bartczak wydałam książkę pt. „Miastotwór”, która jest rodzajem artystycznego nieprzewodnika po Poznaniu. To publikacja dla rodzin, nauczycieli, każdego, kto ma ochotę zwiedzić miasto trochę inaczej – nie tylko spacerując, ale również wykonując twórcze zadania z bliskimi. Oparte są na zasadach warsztatów twórczych, które prowadzę. Ich głównym założeniem jest skupianie się na procesie, a nie efekcie końcowym oraz postawienie uczestnika w takiej sytuacji, aby wyzwolić jego kreatywność, innowacyjność, sprowadzić go z utartej ścieżki. Przykład? Zamiast zaproponować dziecku zadanie: „Narysuj pocztówkę z wakacji”, mówimy: „Zbuduj pojazd, który w sekundę może przenieść cię w miejsce, gdzie byłeś ostatnio na wakacjach. Umieść go w tym miejscu i zaplanuj, jak może sprawić, abyś czuł się w nim jeszcze lepiej. Wymyśl nazwę dla swojego wynalazku”. Tak, w dużym uproszczeniu, może wyglądać zadanie warsztatowe. W takich warsztatach często wykorzystuję materiały recyklingowe. Z dziećmi tworzę, a z nauczycielami pracuję nad ich własnym warsztatem pracy.

15 września 2026/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/12/blog-grafika-na-social-media-szablon-2.png 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2026-09-15 06:13:002026-08-25 09:07:02Poznaj uczestniczki Akademii Rękodzielnika
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Podcast, Wszystkie wpisy

Akademia Rękodzielnika V edycja: efekty i historie uczestniczek

Tytułowe zdjęcie do wpisu Podsumowanie Vedycji Akademii Rękodzielnika - rzeczy przedsiębiorczej rękodzielniczki: okulary, laptop, mała makrama, ciepłe, miękkie dodatki w  barwach jesieni

V edycja Akademii Rękodzielnika dobiegła końca.

To była kolejna grupa twórczyń, które zdecydowały się potraktować rozwój swojego biznesu handmade poważnie — inwestując nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim czas, uwagę i gotowość do działania.

Poniżej znajdziesz historie uczestniczek V edycji oraz przykłady tego, co wydarzyło się w ich biznesach podczas programu.

Dlaczego powstała Akademia Rękodzielnika?

Wspieranie biznesów handmade

Kilka lat temum równolegle z działalnością warsztatową, zaczęłam dawać twórczyniom rękodzieła możliwość biznesowych konsultacji. Kiedy nabrałam pewności, że daję realną wartość, pomagam definiować, czego w biznesie chcą (albo raczej, częściej, czego na pewno nie chcą), zaczęłam tworzyć całe programy rozwojowe, dedykowane dla przedsiębiorczych rękodzielniczek. Akademia Rękodzielnika, bo tak nazwałam program biznesowego wsparcia twórców ciągle ewoluuje (można powiedzieć, że rośnie wraz z moim wzrostem), ale idea dzielenia się własnym doświadczeniem z branży handmade jest niezmienna. 

Jedynym, co wiecznie uwierało (i do dziś uwiera), jest rozmowa na temat pieniędzy. 

Biznes z definicji jest czymś, co ma zarabiać (na rachunki, na „waciki”, na kredyty… wstaw dowolne, ale przyznasz mi rację… biznes = zarabianie), inaczej to po prostu kosztowne hobby. 

Może to fakt, że moi rodzice to przedsiębiorcy. Może to fakt, że w moim życiu epizod ciepłego etatu nie potrwał dłużej niż kilka lat zdobywania doświadczenia zawodowego w różnych pracowniach architektury… nie wiem. Wiem, że błędnie zakładałam, iż dla każdej kobiety oczywistą oczywistością jest fakt, że aby zarobić… trzeba zainwestować.

Z zafascynowaniem, jakimś takim przedziwnym podziwem i zażenowaniem odkrywałam, że z jednej strony rękodzielniczki snują wizje, jak to szydełkując chusty, będą w stanie zarobić na rachunki, kredyty, ba! Nawet zagraniczne wakacje i nowe buty od czasu do czasu… z drugiej jednak… inwestycja symbolicznych kwot we własny rozwój jako przedsiębiorca jest dla nich totalną abstrakcją. 

Uginały mi się kolana, kiedy świetne, oryginalne prace sprzedawały za bezcen, bo zakładały, że „za materiały i coś tam na plusie” można nazwać kalkulacją cen. Chciało mi się płakać, kiedy wracały na znienawidzony etat, bo po pół roku sprzedawania szydełkowych pufek po kosztach sznurka i minimalnej marży… nie były w stanie zarobić nawet na ZUS. W końcu macierzyński kiedyś się kończy i dotychczasowe klientki odwracały się na pięcie po nagłej podwyżce.

Jednocześnie odkryłam, że moje „biznesowe rady”, które mimochodem rozdawałam bezpłatnie na prawo i lewo… robią więcej krzywdy, niż pożytku. 

Niby malarka dobrze wyceniła… ale bez strategii nie potrafiła sprzedać… i porzucała temat.

Niby haftująca CUDA (naprawdę CUDA!) potrafiła wycenić i nawet miała sensowną strategię cen… ale wyłożyła się na postawieniu sklepu on-line i kalkulacji godzin pracy. Finalnie sprzedaje przez Instagram nielegalnie i drży w obawie, że kiedy przekroczy próg dochodu działalności nierejestrowej… kaplica. Sabotuje więc swój własny rozwój w obawie przed… sukcesem.

Niby szydełkująca artystka prowadzi świetne warsztaty… ale przecież usługa na „nierejestrowaną” się nie pisze, więc odpuszcza i bezskutecznie próbuje sprzedawać szydełkowe maskotki… bez certyfikatu CE, jako kolekcjonerskie niby… bo to znowu za dużo roboty z „ogarnięciem” odpowiedzialności za takie wyroby dla dzieci. 

Ehh…

Im głębiej wchodziłam (i nadal wchodzę) w tę przebogatą branżę, tym więcej mnie zadziwia. Przede wszystkim w obszarze finansów i przekonań.

Przedsiębiorca – to stan umysłu. 

Śmiałam się z tego stwierdzenia, ale dopiero, kiedy zaczęłam pracować z osobami, które tej przedsiębiorczości uczą… zrozumiałam, o co chodzi. 

Pieniądze, wiara we własne siły i praca. Mądra, nie ciężka. 

Dosłownie  – aż tyle i tylko tyle potrzeba, żeby sobie poradzić. 

Inwestycja w rozwój biznesu wymaga decyzji i zaangażowania.

Ale kluczowe tutaj nie są pieniądze. 

Kluczowa jest wewnętrzna decyzja – „Inwestuję w siebie, swój biznes”. 

Sybmoliczna – bo takie uczestniczki po prostu WIERZĄ, że ta inwestycja się zwróci. 

A niezachwiana wiara we własne siły – to już właściwie gwarancja sukcesu. 

Z przyjemnością pracuję z takimi osobami. 

Czasem zwrot z inwestycji następuje spektakularnie – jeszcze w trakcie trwania programu. Czasem długo po jego zakończeniu …

Ale to już wtedy nie jest ważne. 

Taka wiara w siebie, taka decyzja, jest jak dobrze podlewane ziarenko. 

Bardzo szybko kiełkuje i rozkwita …BA! Rośnie jak szalone…i  oswojenie się z kolejnymi inwestycjami jest już kwestią czasu. 

Z przyjemnością podglądam… jak osoby, które jeszcze chwilę temu obawiały się, czy uda się „spłacić akademię”… rozglądają się za wirtualną asystą, bo mają apetyt na szybszy rozwój… chcą  uwalniać więcej swojego cennego czasu na działanie ☺ 

To jest bardzo ważne – wiara, że masz w sobie wszystko, czego potrzeba, by odnieść sukces…

Praca

Sama wiara to jednak za mało. 

I owszem… żyjemy w czasach, kiedy ciężka praca wcale nie gwarantuje sukcesu finansowego. 

Brak jakiegokolwiek wysiłku, jednak, już jest 100% gwarantem porażki. 

Sama jestem raczej typem pracusia, którego trzeba trochę zmuszać do odpoczynku. Hm, która z kobiet tak trochę nie ma… nawet leżąc w wannie – pewnie też układasz listę zadań… albo przynajmniej zakupów…

Okazuje się jednak, że najsmutniejsze, najbardziej zniechęcające jest to, kiedy pracujemy dużo… ale oczekiwane efekty omijają nas wielkim łukiem. 

Jak się domyślasz – tutaj też mam swój patent na sukces. 

A no – praca MĄDRA … a nie CIĘŻKA. 

Jak to się objawia w branży handmade?

„No przecież dziergałam tę chustę 5 dni, ma najbardziej skomplikowany splot na świecie, w domu syf, stary narzeka, że obiad musiał sam sobie gotować, a ja kończyłam to cudo… i od 3 dni nikt nie kupił”

Narobiłam się?

Tak!

Napracowałam?

Tak!

Ciężko było?

Ciężko! 

Zarobiłam?

No nie…

No i pewnie jeszcze ta chusta trochę poleży, bo zamiast sprawdzić najmodniejszy kolor sezonu… albo po prostu zapytać swoich fanek, czy w ogóle chusta, a może raczej szal z frędzlami i wielkim warkoczem z przodu…po prostu kupiłam najpiękniejszą (według mnie) wełnę z najnowszej dostawy do internetowej hurtowni (no dobra promka była też!) i dziergałam, jak szalona. 

No dobra – trochę koloryzuję, ale rozumiesz, do czego zmierzam…

Wystarczy odrobina planowania, świadomej strategii, zapowiadania produktu… a nawet na szaloną chustę znajdzie się klient… ale to praca. Nie ciężka…ale mądra.

Konkretne umiejętności, podstawowa wiedza biznesowa (wiem, brzmi strasznie, ale uwierz mi, to nie fizyka kwantowa), konsekwentna realizacja założonej strategii marki. To właśnie te „czary mary”, które odróżniają pozornie identyczne chusty szydełkowe i dzielą je na te, które rozchodzą się, jak ciepłe bułeczki… i te, które zalegają w szafie z przydasiami przez lata. 

Tak zaczęła się Akademia i uczenie biznesu innych rękodzielników.

I właśnie dlatego powstała Akademia Rękodzielnika: żeby połączyć wiedzę biznesową z działaniem, decyzjami i wsparciem grupy.

Poniżej zobaczysz, jak wyglądało to w praktyce podczas V edycji.

Uczestniczki V edycji Akademii Rękodzielnika: ich działania i efekty

V edycja Akademii zgromadziła twórczynie na bardzo różnych etapach drogi biznesowej. Łączyło je jedno: gotowość, żeby nie tylko zdobywać wiedzę, ale wykorzystać ją w praktyce.

Każda poszła inną ścieżką. Każda jednak poszła WŁASNĄ. Z dumą przedstawiam Ci uczestniczki i ich totalnie subiektywny katalog dokonań w V edycji Akademii Rękodzielnika.

Ania Mikołajczyk: Złap Zajączka

ednym z efektów pracy Ani było stworzenie kursu „Uszyj sobie zajączka”, hostowanego na stronie Oplotki. Akademia była dla niej również podróżą przez nagrywanie video, montaż, promocję i szukanie najlepszego sposobu pokazania atmosfery wsparcia w jej kursach.

Ewa Dudzic: Ed&craft

Ewa rozwinęła ofertę warsztatów z koralików i przeszła drogę od „JA!?! Warsztaty online?” do samodzielnego prowadzenia zajęć online. W praktyce pracowała też nad sklepem na Facebooku oraz tematami związanymi z polityką prywatności i regulaminami.

Ewa Maria Pacini – evamp-knitdesigner

Nowe wyzwania to drugie imię Ewy. Nie tylko sprowadza rasowe włóczki z Włoch (gdzie mieszka) do Polski i tworzy własne dzianinowe kolekcje, ale zainwestowała w dalszy rozwój i wraz z moją specką od PR-u rozwija się w programie Mastermind

Monika Melkowska – Pasje Mony i Monika Melkowska Trener Mentalny

Monika rozwijała warsztaty stacjonarne i online oraz łączyła trening mentalny z rękodziełem. Jej działania doprowadziły ją również do występów w TVN i DDTVN z Oplotki.

Alicja Cieślikowska – Maciak – starlation.art

Alicja rozwijała stacjonarne wydarzenia, kolekcje konstelacyjne i marynistyczne, a jednocześnie pracowała nad uporządkowaniem ogromnej liczby pomysłów na dalszy rozwój marki.

Agata Stróżyk – Światy Agaty i PANNA KORONKA

Agata pracowała nad kolejnymi przełomami w swoim biznesie i większą klarownością planowania kolejnych działań.

Małgorzata Witt

Małgorzata rozwinęła współpracę z jedną z uczestniczek Akademii oraz przygotowała ofertę swoich prac na rynek niemieckojęzyczny.

Eliza Klonowska – Made by Jaga

Pakamera, przejście mentalne z etatu na swoje! Eliza rozwijała markę Made by Jaga, co najważniejsze, wykonała mentalny krok od etatu w stronę pracy na własny rachunek.

Kasia Małkowska – Montownia Rękodzieła

Kasia rozwijała ofertę niesamowitych torebek i akcesoriów, a jednym z ważnych efektów pracy w Akademii było uporządkowanie działalności i procesu produkcji.

Agnieszka Kowalczyk – Studio.20

Nie każda metoda biznesowa jest dla każdej twórczyni. Agnieszka pracowała nad rozwojem swojej działalności stacjonarnej i jednocześnie testowała różne kierunki promocji, wyciągając konkretne wnioski z tego, co jest dla niej, a co nie.

Bogusława Popkowska produkty cyfrowe z misją

Bogusława pracowała nad produktami i prototypami, które doprowadziły ją do ważnych decyzji dotyczących dalszego kierunku marki. Jednym z efektów tej pracy była decyzja o rozwijaniu produktów cyfrowych z misją pracy z dziećmi, wykorzystujących jej wieloletnie doświadczenie pedagogiczne.

Elżbieta Mroczek – Bajery Eli

Elżbieta rozwijała swój kanał YouTube i stworzyła kurs świątecznych pisanek szydełkowych.

Monika Przeciszowska – Koroni.pl

Monika rozpoczęła pracę nad kursem koronki klockowej online. To był jeden z kierunków rozwoju, który rozpoczęła podczas V edycji Akademii.

Historie uczestniczek V edycji pokazują, że rozwój biznesu handmade nie zawsze oznacza jeden spektakularny przełom. Czasem jest nim nowy produkt, pierwszy warsztat online, uporządkowanie procesu, decyzja o zmianie kierunku albo po prostu większa pewność, co robić dalej.

I właśnie takie zmiany były dla mnie jednym z najważniejszych efektów V edycji Akademii Rękodzielnika.

Poznaj Akademię Rękodzielniczki

Ta strona jest archiwum V edycji programu. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak wygląda Akademia obecnie i kiedy otwieramy kolejną rekrutację, przejdź do głównego HUB-a Akademii.

→ Poznaj Akademię Rękodzielniczki

Jeśli potrzebujesz przede wszystkim wiedzy, materiałów i narzędzi do rozwijania biznesu handmade, sprawdź:

→ Bibliotekę Biznesową Oplotki

Rekrutacja do Akademii odbywa się raz w roku.

Poznaj inne edycje Akademii

→ VI edycja Akademii Rękodzielnika

→ VII edycja Akademii Rękodzielnika

→ IV edycja Akademii Rękodzielnika

Agnieszka Gaczkowska mówczyni na TEDx Warsaw Women, prowadząca program wsaprcia dla twórców Akademia Rękodzielnika

13 września 2026/Autor Ania - Zespół Oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2022/04/do-wpisu-Akademia-Rekodzielnika-podsumowanie-V-edycji.jpg 788 940 Ania - Zespół Oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png Ania - Zespół Oplotki2026-09-13 09:00:002026-08-25 09:06:49Akademia Rękodzielnika V edycja: efekty i historie uczestniczek
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, CASE STUDIES, Wszystkie wpisy

Akademia Rękodzielnika VII edycja: efekty i historie uczestniczek

VII edycja Akademii Rękodzielnika dobiegła końca.

To właśnie takie momenty najbardziej przypominają mi, po co powstał ten program. Nie tylko dlatego, że widzę progres uczestniczek, ale przede wszystkim dlatego, że każda edycja pokazuje mi, jak różne mogą być drogi rozwijania biznesu opartego na rękodziele.

Jedne osoby przychodzą z konkretnym pomysłem, ale nie wiedzą, jak go wdrożyć. Inne mają za dużo pomysłów i potrzebują je uporządkować. Jeszcze inne chcą wreszcie potraktować rękodzieło jak biznes.

Poniżej zobaczysz, co wydarzyło się z tymi pomysłami podczas VII edycji.

Posłuchaj podcastu:

Czego można się spodziewać po Akademii?

Słowo klucz tutaj to inwestycja. Nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim czasu, energii i uwagi.

Akademia nie jest programem, w którym po kilku miesiącach wszystko „samo się wydarzy”. Rozwój biznesu nadal wymaga pracy. Różnica polega na tym, że nie musisz każdej decyzji podejmować samotnie.

W VII edycji szczególnie ważne były dla uczestniczek spotkania, konkretne wskazówki, możliwość zadawania pytań dotyczących własnego biznesu oraz wymiana doświadczeń w grupie.

Najlepiej jednak nie opowiadać o tym za uczestniczki. Pokażmy, co same powiedziały po zakończeniu programu.

„Akademia przede wszystkim poukładała mi w głowie”

„Najcenniejsze są spotkania warsztatowe – Agnieszka i Dziewczyny z oplotkowego zespołu z zaangażowaniem i indywidualnym podejściem dają wskazówki do tego, co robić, jak rozwiązać nurtujący nas problem. Akademia przede wszystkim poukładała mi w głowie. Wiem, co mogę zrobić, by dalej rozwijać się w rękodzielniczym świecie.”

Agata Stróżyk, Panna Koronka

Agnieszka Adamek od wypalenia i chaosu do konkretnej oferty

Ma do zaoferowania wiele różnych opcji. Warto je sprawdzić i wybrać coś dla dzieciaków swoich lub ze swojego otoczenia, bo jak mówi Aga w dobie smartfonów pobudzanie dziecięcej kreatywności, dbanie o rozwój umiejętności manualnych staje się niesłychanie ważne. Koniecznie zajrzyj na Dzikie Podwórko na Instagramie:  @dzikie.podworko 

Tu zobaczysz ułamek tego z czego możesz skorzystać, ponieważ Aga ma w swojej ofercie teraz dużo więcej, zajrzyj do jej słów poniżej:

Wchodziłam do Akademii jako osoba wypalona. Rozhulany Instagram. Społeczność. Do tej pory zarabiałam na sprzedaży produktów, po kilku latach się skończyły zamówienia. Weszłam w prowadzenie warsztatów uruchomiając Dzikie Podwórko czyli Naturalny Ogród Zabaw, Warsztatów i Rękodzieła. Szukałam nowego pomysłu, który uwzględni nasz styl życia, czyli 4 dzieci w edukacji domowej i życie na wsi. Nie potrafiłam stworzyć oferty. Akademia mnie konkretnie wsparła. Stworzyłam ofertę, która się sprzedaje, bo odpowiada na potrzeby ludzi i na potrzeby naszej rodziny: podjęłam się organizacji Dzikich Campów dla rodzin na naszym Dzikim Podwórku w sezonie letnim. Przede mną pierwszy sezon. Jestem zdumiona tym co się wydarzyło w Akademi ze mną i podekscytowana tym, co się będzie działo dalej.

Wartością ogromna w Akademi jest Agnieszka, która słucha i nie wciska swoich wizji, tylko pomaga nazwać i określić to, o co chodzi uczestniczkom i daje KONKRETY co robić.

Agnieszka Adamek

Karolina Chmielewska-Powałka – PETCARPET

Tworzy zachwycające, oryginalne, szydełkowe ozdoby oraz dywany. Koniecznie zajrzyj do filmu:

kontakt: petcarpet.design@gmail.com

Katarzyna Kostiuk – Illuminos

Jej misją jest tworzenie nastrojowego oświetlenia, które wydobywa i podkreśla potencjał każdej przestrzeni. Sprawia, że ludzie przestają żyć z gołymi żarówkami zwisającymi z sufitu na nieestetycznym kablu. 

Koniecznie zajrzyj do tych miejsc:

https://www.facebook.com/Illuminospl/

https://pl.pinterest.com/illuminospl/

https://www.instagram.com/illuminospl/

Podejrzyj też w tym filmie:

Akademia pojawiła się w moim życiu gdy w 100% postawiłam na działanie. Kiedy byłam gotowa by sięgnąć po swoje rękodzielnicze marzenia. Akademia stała się dla mnie trampoliną do wystartowania ze swoim biznesem. Od niej zaczęłam traktować rękodzieło jako środek do tworzenia firmy wywodzącej się z pasji. Dzięki Agnieszce zaczęłam szukać rozwiązań które są mi potrzebne do rozwoju. Dzięki ogromnemu sercu, które Agnieszka wkłada w pomoc każdej osobie czuję ogromną wdzięczność i pewność, że biznes może być oparty na wspólnym wspieraniu się i wymianie doświadczeń i wiem, że Oplotki to zespół, który mnoży dzieląc. 

Katarzyna Kostiuk

Lucyna Kuchno-Wyrobek

Łączy dwie pasje – aktywność w pięknych okolicznościach przyrody oraz twórcze spędzanie czasu. Planuje dla kobiet fantastyczną ofertę: prowadzenie wycieczek (w góry, pieszych, rowerowych, nawet spaceru) połączonej z chwilą na oddech przy wspólnym tworzeniu. Kameralne i bezpieczne grono, w którym nie trzeba martwić się o swoją kondycję, a z którym spędzisz czas aktywnie, twórczo i oddasz się rozmowie…

Jeżeli taka wizja Cię interesuje skontaktuj się z Lucyną:

drogazachwytu@gmail.com

Facebook Lucyna Kuchno

Instagram: @lucyna_kuchno_wyrobek

A poniżej zapraszamy do warsztatów, które Lucyna przeprowadziła w ramach poniedziałkowego cyklu spotkań z rękodziełem. Pierwsze jako nagranie, drugie już na żywo:

Edyta Melaniuk-Wolny: kiedy grupa daje „kliknięcie” potrzebne do ruszenia dalej

Doktor nauk technicznych, nauczyciel akademicki z ponad 25 letnim doświadczeniem. Pasjonatka rękodzieła, swojego ogrodu i siatkówki – kiedyś czynna zawodniczka, obecnie wierna kibicka.

Z inżynierską precyzją i polotem tworzy prace z bawełnianego sznurka, zwłaszcza tego o konkretnych grubościach, najchętniej przy użyciu szydełka – stąd nazwa tworzonej przez nią marki UHEKLOWANE, chociaż nie stroni od innych technik rękodzielniczych. Swoją pasją dzieli się i zaraża zarówno małych, jaki i dużych, prowadząc stworzone przez siebie warsztaty.

Dzieciom pokazuje jak miło i kreatywnie spędzać czas w oderwaniu od ekranu komputera czy telewizora. Przekonuje, że zaplatanie na paluszkach, wiązanie makramowych węzełków, plecenie bransoletek techniką KUMIHIMO czy szydełkowanie nie jest trudne, a „efektem ubocznym” warsztatowania jest poprawa umiejętności manualnych i motoryki ręki dzieci.

Wspiera kobiety szukające spokoju, ucieczki od zgiełku codzienności, pragnące zadbać o swój dobrostan fizyczny i psychiczny. Jest pomysłodawczynią i współprowadzącą Warsztatów Dla Ciała i Ducha, na których wspólnie z przyjaciółką, terapeutką uroginekologiczną, tworzy bezpieczną przestrzeń do pracy nad mięśniami dna miednicy (przekładającej się na poprawę komfortu w codziennym funkcjonowania i zwiększenie pewności siebie kobiet w każdym wieku), inspiruje do twórczych działań, przekonuje, że rękodzieło może być „jogą dla umysłu”, kreuje miejsce życzliwych spotkań i możliwość nawiązywania serdecznych relacji z osobami o podobnych zainteresowaniach i energii.

Kontakt:  uheklowane@gmail.com

Dla mnie Akademia Rękodzielnika była intensywnym czasem pełnym inspiracji i możliwości rozwoju, ale przede wszystkim była spotkaniem z niesamowitymi kobietami, mającymi podobne marzenia związane z rozwijaniem swoich rękodzielniczych pasji w biznes. Wspólne rozmowy, dzielenie się pomysłami i doświadczeniem, czasami dające utwierdzenie co do sensowności planowanych działań (co jest bardzo potrzebne raczkującemu przedsiębiorcy , a czasami otwierające oczy i ukazujące zupełnie nową perspektywę, „kliknięcie”, otwierające głowę, które pozwalało pójść naprzód. Jeszcze nieśmiało, małymi kroczkami. Odważyć się.

Dzięki Agnieszce każde spotkanie było nie tylko źródłem wiedzy, ale także momentem pełnym wsparcia i zrozumienia. Jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam tego doświadczyć. 

Edyta Melaniuk Wolny

Aleksandra Mierzwińska – wysmarowani.pl

Ola prowadzi warsztaty kosmetyków naturalnych dla dzieci i dorosłych. I z sukcesem pokazuje, że to więcej niż świetna zabawa, to również sposób na wspólne spędzenie czasu, na budowanie relacji, na chwilę oddechu…

Koniecznie zajrzyj do Oli:

wysmarowani.pl.

https://www.facebook.com/KremyNaturalne

https://www.instagram.com/wysmarowani

Możesz też zajrzeć do tego filmu:

Ola, choć jej domeną są warsztaty stacjonarne, poprowadziła również te w wersji online w naszym poniedziałkowym cyklu bezpłatnych warsztatów rękodzieła. Przy okazji wskoczyła na oplotkowy Instagram na swój pierwszy live:

Wyświetl ten post na Instagramie

Post udostępniony przez Oplotki Agnieszka Gaczkowska (@oplotki.pl)

A tutaj znajdziesz warsztaty Olą

Akademia Rękodzielnika – wsparcie i nowe możliwości

„Program mentoringowy połączony z regularnym feedbackiem ze strony grupy stworzył dla mnie środowisko do rozwoju. Udział w Akademii dał mi również wiarę w siebie, nowe kierunki rozwoju i cenne kontakty w branży rękodzielniczej.”

Aleksadnra Mierzwińska

Katarzyna Niżegorodcew od niepewności do pewności, że to dobry kierunek

Przed startem Akademii byłam w niepewności czy to co chcę robić spotka się z odpowiedzią i czy ma sens.

Ja się zajmuję psychoterapią i sztuką. Skończyłam Grafikę na krakowskiej ASP, oraz całościowe 4letnie szkolenie z zakresu psychoterapii humanistyczno/ doswiadczeniowej. Moją misją jest połączenie tych dwóch dziedzin i prowadzenie szeroko pojętej działalności artystyczno- rękodzielniczej, która będzie przestrzenią kontaktu zmysłowego i kontaktu z ciałem dla współczesnego człowieka.

W trakcie spotkań okazało się, że moje pomysły spotkały się z zainteresowaniem i ożywieniem!

To co się zmieniło po Akademii to większe poczucie sensu tego, co robię i pewność, że to dobry kierunek, nowe znajomości, i wsparcie grupy dziewczyn! Mnóstwo inspiracji i kontaktów! Masa dobrej energii, zaspokojenie potrzeby przynależności!

Mam dużo wiary w handmade, bo jest po prostu unikalny i zajmuje, i za tym stoi jakość i konkretna osoba (co jest mega ważne w epoce „chińszczyzny”).

Jestem bardzo wdzięczna za ten czas i ludzi, których spotkałam!!!

Dziękuję ♥️

(A piszę to jadąc pociągiem do Poznania na spotkanie „na żywo”!!!)

Katarzyna Niżegorodcew

Anna Towpasz – Makramette

Ania plecie sznurkowe torebki, a także robi biżuterię makramową. Znajdziesz ją m.in tutaj:

Na Instagramie: Anna Towpasz (@makramettetorebki), Na Facebooku: Makramette

W tym filmie poniżej możesz zobaczyć odrobinę tego, co tworzy Ania:

lub tutaj:

Akademia Rękodzielnika VII edycja – Anna Towpasz – Makramette

A poniżej pierwsze kroki w warsztatach makramy online, które Ania prowadziła w ramach naszego poniedziałkowego cyklu:

Zanim trafiłam do Akademii sprzedałam już parę torebek i zrobiłam kilka na zamówienie. Koniecznie chciałam usystematyzować moją pracę i ruszyć dalej ze sprzedażą.

To był cel, który chciałam osiągnąć w Akademii – przeglądnąć wszystkie kursy i materiały, dowiedzieć się jak najwięcej, wymyślić coś i zastosować w praktyce. A potem zdarzyła się Akademia i zadziały się cuda 🙂 

Poznałam inne uczestniczki, każda inna, każda z innymi doświadczeniami, każda zakochana w rękodziele.

Największą wartością Akademii okazała się nie baza wiedzy, która oczywiście też jest cenna i dalej ją studiuję, lecz spotkania na żywo, gdzie wszystkie chętnie dzieliłyśmy się naszymi doświadczeniami i jedna drugą inspirowała do działania. 

Potem spotkałyśmy się na kawie i postanowiłyśmy zrobić coś wspólnie. I tak niespodziewanie Kasia z Akademii zrobiła mi przepiękną sesję zdjęciową a potem z Kasią i Lucyną poprowadziłyśmy pierwsze warsztaty, które okazały się sukcesem 🙂 🙂 

Magia Akademii przeniosła mnie do innego świata. Wychodząc od sprzedaży makramowych torebek rozszerzyłam mój rękodzielniczy świat o warsztaty psychologiczno-ruchowo-rękodzielnicze i zaplanowałam działalność online. Sama na pewno bym się nie odważyła na taki krok.

Dzięki Agnieszce i uczestniczkom Akademii, dzięki inspirującym spotkaniom i wspólnej pracy zrobiłam bardzo duży skok, którego nie zrobiłabym sama.

Dziękuję 😀

Ania Towpasz


Agnieszka Zielińska – Sploty Mocy

Agnieszka tak przedstawia to co robi:

BIŻUTERIA to coś więcej niż ładna rzecz

to ENERGIA osoby, która przepuściła ją przez swoje ręce

to INTENCJA, jaka za tym procesem stała

to WIBRACJA, jaką na Siebie zakładasz

CZUJ, co zapraszasz do swojej osobistej przestrzeni

TY masz MOC

sploTY MOCy

Akademia Rękodzielnika VII edycja – Bransoletki stworzone przez Sploty Mocy

*

Mówi się, że ręce są posłannikami Duszy i Serca.

Ilość technik rękodzielniczych, jakie zrodziły dotychczas ręce ludzkości jest niezliczona. I w żadnej z nich tak naprawdę nie chodzi tylko o przedmiot, który powstaje. Dużo ważniejszy jest sam proces tworzenia i jego relacja – z osobą, która tworzy i z osobą, która z owocem tego procesu obcuje.

*

Nauka tkania była jednym z kluczowych etapów w inicjacjach kobiecych w rozmaitych kulturach na całym świecie. Kobiety miały sobie uświadomić, że tak jak kręci się wrzeciono, kręci się także spirala życia w ich brzuchu. A wraz z tym ruchem płynie nieustannie wielki potencjał powoływania do życia… zarówno dzieci jak i przedmiotów oraz przedsięwzięć, które mają to życie wspierać.

W wielu mitologiach Babcia Pajęczyca tka wątki naszych ziemskich ścieżek. Można je odczuwać jako wzory energetyczne, które przeplatają się w niezliczonych konfiguracjach. Rękodzieło pozwala tym wątkom odsłonić swoje fragmenty w postaci wzorów, które przybierają fizyczną formę – czy to gobelinu, stroju, czy koralikowej bransoletki…

*

Tkanie z koralików (ang. Beadwork) ma wiele form, tradycji i zastosowań w różnych częściach świata. Dotyczy głównie wyrobów ozdobnych i ceremonialnych o szerokim spektrum znaczeń i zastosowań.

Beadwork między nici życia wplata koraliki (beads). Są one jakby realną emanacją wieloskładnikowości Wszechświata, w której każdy element jest jednocześnie fragmentem i warunkiem Całości obrazu.

*

Każda z tych bransoletek jest niepowtarzalna. Każda jest utkana z 1-3tysięcy koralików, pojedynczo nawlekanych na igłę. Każda jest jak mozaika, na którą potrzeba czasu, uwagi i energii. Ma swoją własną historię, intencję i częstotliwość, z jaką wibruje wśród informacji w Przestrzeni.

Może służyć specjalnej sprawie lub być łącznikiem i wsparciem na drodze jednoczenia się z własnymi jakościami i potencjałem. Może być symbolem wewnętrznej podróży, która trwa albo dopiero ma się rozpocząć.

Bransoletki robione na zamówienie powstają, wiedząc komu będą towarzyszyły, co niejako koncentruje ich światło na potrzeby danej osoby. Inne powstają dlatego, że niektóre wzory po prostu pchają się do życia jako manifestacja unikalnej wibracji, która dopiero potem zarezonuje z czyimś Momentem.

Obserwacja tego procesu jest dla mnie źródłem nieustającej fascynacji. To jest trochę tak, jakby koraliki układały się na strunach nici w bardzo osobiste melodie, których brzmienie można usłyszeć na różnych poziomach.

Gdzieś między cyklami rzędów i splotów odnalazłam swoją świętą przestrzeń bezruchu i skupienia. Szczelinę, przez którą spływają mi na ręce żywe bukiety zebrane z bezkresnej łąki aromatów ludzkich obecności…

*

Sploty Mocy traktuję bardzo wielowymiarowo, bo biżuteria, którą powołuję do życia, wykracza daleko poza swoją piękną, estetyczną formę. Dotyka bowiem tajemnic, z których utkany jest świat – wibracji, które wplatają nasze intencje pomiędzy kolory i symbole procesów, jakie musimy przejść, by dotrzeć do samych siebie.

Z tego filmu dowiesz się jeszcze więcej o Agnieszce i jej pasji


Agnieszka Zielonka – Mitura – Amezka Handmade

Rękodzielniczka, arteterapeutka, animatorka kultury z głową pełną pomysłów. Od 2017 roku prowadzi własną markę Amezka Handmade. Robi biżuterię ze szklanych koralików, muszli i kamieni, czasem doprawia ją koronką szydełkową. Jej marka to wciąż jej hobby, jednak w przyszłości chciałaby, aby stała się ona źródłem sporego dochodu. Ma mnóstwo pomysłów na rozwój siebie i swoich produktów oraz nadzieję, że uda się je wprowadzić w życie!

Akademia Rękodzielnika VII edycja - zdjęcie uczestniki i tworzonej przez niej biżuterii
Akademia Rękodzielnika VII edycja – Agnieszka Zielonka-Mitura i tworzona przez nią biżuteria

Tutaj znajdziesz jej rękodzieła:

Inastagram: https://www.instagram.com/amezka.handmade/

Facebook: https://www.facebook.com/amezka.handmade/

Możesz też nieco podejrzeć w tym filmie:

Akademia Rękodzielnika dała mi odpowiedzi na mnóstwo pytań, o których nawet nie wiedziałam, że chcę je zadać, dostęp do ogromnej ilości świetnych materiałów przydatnych w nie tylko rękodzielniczym biznesie, ale nade wszystko: cudowną społeczność rękodzielniczek! I choć Akademia już się skończyła, to my – jako grupa – działamy dalej! To jest fantastyczne i nigdy by się nie wydarzyło, gdyby nie wrażliwa, serdeczna i mądra prowadząca. Ago – dziękuję! Wniosłaś w moje życie niezwykłą, jakościową zmianę! Dokładnie taką, jakiej potrzebowałam!

Jeśli poszukujesz kogoś, kto ogarnie chaos rękodzielniczych i artystycznych pomysłów w Twojej głowie, wyciśnie z nich esencję, a potem wydestyluje tylko to, co najlepsze – to Akademia i wsparcie Agnieszki będzie dla Ciebie idealne!

Agnieszka Zielonka – Mitura

Chcesz zobaczyć, czym jest Akademia Rękodzielniczki?

Ta strona jest archiwum VII edycji. Jeśli chcesz poznać sposób działania programu, zobaczyć aktualną strukturę i dowiedzieć się, kiedy otwieramy kolejną rekrutację, przejdź do głównego HUB-a Akademii.

→ Poznaj Akademię Rękodzielniczki

Jeśli natomiast potrzebujesz przede wszystkim wiedzy, materiałów i narzędzi do pracy nad biznesem handmade, sprawdź:

→ Bibliotekę Biznesową Oplotki

Poznaj wcześniejsze edycje Akademii Rękodzielniczek:

–> 6 edycja Akademii

–> 5 edycja Akademii

–> 4 edycja Akademii

Rekrutacja do Akademii Akademii Rękodzielniczki odbywa się raz w roku.

11 września 2026/Autor Ania - Zespół Oplotki
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2024/04/Akademia-Rekodzielnika-Edycja-7-2023-2024.jpg 410 1210 Ania - Zespół Oplotki https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png Ania - Zespół Oplotki2026-09-11 13:21:002026-08-25 09:06:34Akademia Rękodzielnika VII edycja: efekty i historie uczestniczek
Strona 1 z 41234

SPRAWDŹ NASZ KALENDARZ:

Zobacz najbliższe wydarzenia

Ostatnie wpisy

  • Warsztaty witrażu w Poznaniu: rękodzieło | OPLOTKI
  • Jak wrócić do biznesu po przerwie? Nie zaczynaj od zera
  • Nie bój się niszy w rękodziele. Węższa grupa klientek może oznaczać większą sprzedaż
  • Jak rozwijać biznes handmade krok po kroku? Od hobby do skalowania
  • Pinterest dla biznesu handmade: dlaczego warto go wykorzystać?

Sprawdź ulubione produkty naszej społeczności. Kliknij grafikę, aby dowiedzieć się więcej:

© Oplotki.pl 2021 | pomoc@oplotki.pl| agnieszka@oplotki.pl | Newsletter | Polityka Prywatności | Regulamin Sklepu Oplotki
Strona używa plików cookie. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na zapisywanie plików cookie na urządzeniu (dysku) użytkownika.
 

Scroll to top Scroll to top Scroll to top