Podcast: OPLOTKI – biznes przy rękodziele Odcinek: #325 Czas: 48 min 43 sek Gościni: Agnieszka Zielonka Mitura / Ameska Handmade
Kiedy Aga Zielonka Mitura po raz pierwszy usłyszała o Akademii Rękodzielnika, wzięła wolne w pracy, żeby być na webinarze o 10 rano. Powiedziała mężowi: „Pawle, ja się chcę zajmować rękodziełem. Ja się będę teraz uczyć.” On spojrzał na nią i zapytał: „A, bo ty to chcesz robić tak na poważnie?” Wtedy wiedziała, że tak. Na poważnie. Choć do tamtej pory robiła to „tak na niby”.
Dzisiaj prowadzi warsztaty biżuterii i haftu śląskiego dla kobiet w dwóch miejscowościach. Uczestniczki przychodzą co tydzień, bo tak poprosiły. Jedna z nich powiedziała na warsztatach: „Proszę pani, ale ja nic nie umiem zrobić.” Po trzech godzinach miała siedem ukończonych egzemplarzy.
Ten odcinek to pierwszy z nowej serii AKADEMIA PODCAST, w której wracam do uczestniczek poprzednich edycji. Kobiet, które poszły swoją ścieżką, robią niesamowite rzeczy i które chcę Ci przybliżyć. Bo kto wie, może Ty też siedzisz po drugiej stronie i zastanawiasz się, czy zamoczyć palec w tym rękodzielniczym świecie.
Historia Agi: przed Akademią i po Akademii Rękodzielnika
Przed Akademią
- Robiła biżuterię „tak na niby” od 9 lat, bez nazwy i struktury
- Nie wiedziała, jak ugryźć biznes od strony marketingu i finansów
- Była zestresowana, że „nie jest wystarczająco dobra” na program
- Bała się, że „tam będą wytrawne graczki z markami za 100 milionów”
- Myślała, że nigdy nie poprowadzi warsztatów
- Była w trudnym momencie zawodowo i zdrowotnie
Po Akademii
- Zmieniła pracę (nowa pewność siebie to umożliwiła)
- Prowadzi dwie grupy warsztatowe w dwóch miejscowościach
- Uczestniczki same poprosiły o spotkania co tydzień
- Warsztaty koralów, haftu śląskiego i szydełkowania
- Ma arkusz do kalkulacji kosztów i rozumie finanse rękodzieła
- Poczucie mocy, sprawczości i wewnętrzny GPS nastawiony na działanie
„Akademia przede wszystkim dodała mi pewności siebie. To chyba było to, po co najbardziej przyszłam.”
Agnieszka Zielonka Mitura, absolwentka Akademii Rękodzielnika OPLOTKI
W skrócie – co znajdziesz w tym odcinku:
- Jak naszyjnik zrobiony na potrzeby jednej sukienki zmienił się w markę Ameska Handmade
- Co to znaczy wejść do Akademii Rękodzielnika z paraliżem strachu i wyjść z nową pewnością siebie
- Dlaczego Polki dziedziczą samokrytycyzm po matkach, babkach i sąsiadkach – i jak to przerwać
- Historia warsztatów, których Aga „na pewno nigdy nie będzie prowadzić” – i które teraz prowadzi co tydzień
- Co to jest gotka kuszkubaniu i jak ta śląska tradycja połączyła się z historią nazwy OPLOTKI
- Dlaczego z biblioteki akademii nie wolno nic wyrzucać (perspektywa uczestniczki po kilku latach)
Dla kogo jest ten odcinek?
Dla Ciebie, jeśli zastanawiasz się, czy Akademia Rękodzielnika jest dla Ciebie. Dla Ciebie, jeśli masz wrażenie, że „inni mają marki za 100 milionów złotych, a Ty ledwo prowadzisz fanpage.” Dla Ciebie, jeśli kiedyś marzyłaś o warsztatach, ale po cichu mówiłaś sobie: „To nie dla mnie, ja nie będę prowadzić.” I dla Ciebie, jeśli po prostu lubisz słuchać prawdziwych historii kobiet, które idą swoją ścieżką.
O czym rozmawiamy
- 0:00 Nowa seria AKADEMIA PODCAST – sentymentalny powrót do uczestniczek akademii
- 1:20 Aga przedstawia się – rękodzieło od dziecka, kobiety w rodzinie, które zawsze coś tworzyły
- 2:50 Jak naszyjnik do sukienki uruchomił Ameska Handmade
- 5:10 Poszukiwanie wiedzy o biznesie handmade, Etsy, Pakamera i webinar o 10 rano
- 6:36 Poważna rozmowa z mężem i decyzja o akademii
- 9:30 Stres przed pierwszym spotkaniem, wytrawne graczki z markami za 100 milionów i zaskoczenie, że wszystkie są w tym samym miejscu
- 11:30 Co naprawdę dała akademia: inne spojrzenie na własną działalność + pewność siebie
- 13:48 Polki i samokrytycyzm – kulturowe dziedzictwo
- 17:03 Siła siostrzeństwa – wspólnota bez rywalizacji
- 18:25 Dlaczego Agnieszka zaczęła tę serię: 7 lat podcastu i 10. edycja akademii
- 20:10 Rękodzieło jako bezpieczna przystań – do czego zawsze wracamy
- 31:43 Warsztaty? Nigdy. No, chyba jednak…
- 35:25 Co warsztaty dają prowadzącej: bycie tu i teraz i śląskie dziedzictwo
- 39:14 Gotka kuszkubaniu i historia nazwy OPLOTKI
- 40:48 Aga o 10. edycji akademii: czego nie wyrzucać i co zostawić
- 47:56 Ostatnie słowo Agi: szufladka z marzeniami
Gościni odcinka: Agnieszka Zielonka Mitura
Ameska Handmade – marka biżuteryjno-rękodzielnicza, która zaczęła się od jednego naszyjnika zrobionego do sukienki. Agnieszka Zielonka Mitura jest Ślązaczką, arteterapeutką z przygotowaniem pedagogicznym, pracownikiem kultury, uczestniczką Akademii Rękodzielnika OPLOTKI. Dziś prowadzi warsztaty dziedzictwa kulturowego Śląska: biżuteria koralowa, haft w tradycyjne śląskie wzory, szydełkowanie. Prowadzi dwie grupy w dwóch miejscowościach.
Znajdziesz ją: Ameska Handmade na Facebooku
Najważniejsze cytaty
Bo ja się uduszę. Wzięłam wolne w pracy, żeby być na tym webinarze.Agnieszka Zielonka Mitura, o tym dlaczego postanowiła dołączyć do Akademii Rękodzielnika
Kiedy sobie myślisz: „Kurczę, ja się na niczym nie znam, ja niczego nie wiem, ja niczego nie potrafię dobrze zrobić.” I nagle spotykasz babki, które po pierwsze mają często gęsto podobnie jak ty.Agnieszka Zielonka Mitura, o sile bycia wśród podobnych
Akademia przede wszystkim dodała mi pewności siebie. To chyba było to, po co najbardziej przyszłam. Po takie utrwalenie w sobie myśli, że tak, że mogę, że potrafię, że jestem wystarczająco dobra.Agnieszka Zielonka Mitura, o najważniejszej zmianie po akademii
Warsztaty pozwalają mi być tu i teraz. Pracuję w takiej pracy projektowej, gdzie zajmuję się tym, co będzie za chwilę. Nagle trafiam do zupełnie innego świata.Agnieszka Zielonka Mitura, o tym czym są dla niej warsztaty rękodzieła
Na śląsku mówimy gotka kuszkubaniu – czyli takie rozmowy przy szydełku i kawce o niczym. Ploteczki, darcie pierza, nie? I ja sobie tą gotkę kuszkubaniu bardzo cenię.Agnieszka Zielonka Mitura, o śląskiej tradycji kobiecych spotkań przy robocie ręcznej
Dziewczyny, chłopaki, podążajcie ze swoimi marzeniami. Nawet jeśli je na chwilę odłożycie, to gdzieś warto, warto tam czasem zajrzeć do tej szufladki i zastanowić się, czy to nie jest to, czego ja znowu potrzebuję choć na chwilę.Agnieszka Zielonka Mitura, ostatnie słowo odcinka
Co warto zapamiętać z tego odcinka:
- Rękodzieło jest bezpieczną przystanią. Zawsze do niego wracamy, nawet jeśli zamkniemy pudełka i schowamy do szafy. To kawałek duszy, który ma swój własny rytm.
- Pewność siebie nie przychodzi z certyfikatów. Przychodzi ze środowiska, które mówi Ci: jesteś dobra, to co robisz jest wartościowe. Akademia może być takim środowiskiem.
- Warsztaty mogą przyjść same, gdy się jest gotową. Aga mówiła „nigdy.” A jednak. Czasem najtrafniejsze decyzje to te, które po prostu do nas przychodzą.
- Samokrytycyzm jest kulturowo zakorzeniony w Polkach. Dziedziczymy go po matkach, babkach, sąsiadkach. To praca pokoleniowa i wymaga świadomego zaangażowania.
- Z biblioteki akademii nie wolno nic wyrzucać. Każda uczestniczka bierze to, co jest jej w danym momencie potrzebne. Biblioteka, jak prawdziwa biblioteka, jest dla różnych etapów, nie tylko dla jednego momentu.
Zawiłość na dziś: Co leży u Ciebie w szufladce z marzeniami? Kiedy ostatnio do niej zajrzałaś?
Rękodzieło to bezpieczna przystań, do której zawsze można wrócić. Nawet jeśli pudełka stoją w szafie.
Jednym słowem: ten odcinek jest o powrocie. Do siebie, do rękodzieła, do kobiet, z którymi się rosło.
Pełny transkrypt odcinka
Transkrypt jest lekko zredagowany dla czytelności. Zachowano styl mówiony, emocje i charakterystyczne zwroty.
0:00 – Nowa seria: sentymentalny powrót do Akademii
Hej, hej. Witam was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Oplotki. Dzisiaj mam dla Was coś wyjątkowego, bo taki trochę sentymentalny odcinek. Ze mną jest Aga Zielonka Mitura, uczestniczka naszej Akademii Rękodzielnika. I myślę, że to będzie cała seria takich odcinków. Trochę sentymentalnie, wracam do dziewczyn, które były w akademii w poprzednich edycjach, żeby nadgonić, porozmawiać, co u nich słychać. Każda z nich poszła swoją ścieżką, robi niesamowite rzeczy.
Chcę przybliżyć Wam sylwetki tych kobiet. Kto wie, może jesteś po drugiej stronie, słuchasz, może się zastanawiasz, żeby zamoczyć palec w tym rękodzielniczym świecie. Ja będę rozmawiała z Agą, bo Aga już od dawna w tym świecie płynie swoją łódką, swoją ścieżką. Aga, wielkie dzięki, że przyjęłaś zaproszenie. Oddaję Ci głos.
1:20 – Kim jest Agnieszka Zielonka Mitura: rękodzieło od kołyski
Aga: Cześć Ago, przede wszystkim bardzo Ci dziękuję za zaproszenie do tego podcastu. Zrobiło mi się mega miło, kiedy do mnie napisałaś. I nie ukrywam, że moja droga rękodzielnicza przeplata się praktycznie przez całe moje życie. Rękodzieło przed oplotkami i po oplotkach wciąż trwa i wciąż ma się dobrze.
Zaczęłam robić rękodzieło jako dziewczynka, bo u mnie w domu wszystkie kobiety zawsze robiły rękodzieło, szydełkowały, dziergały i robiły wszystko, co trzeba było zrobić ręcznie. I to jest taka chyba naturalna część mnie, zawsze była, że po prostu w ten sposób spędzam wolny czas i się realizuję.
2:50 – Jeden naszyjnik i narodziny Ameska Handmade
Aga: W pewnym momencie doszłam do wniosku, że chciałabym zacząć robić swoje rzeczy nie tylko na szydełku jak mama czy babcia, ale jakieś swoje wynalazki. Miałam taką sukienkę, do której nie miałam żadnych korali, które by mi pasowały. To mnie strasznie irytowało, bo nic do niej nie mogłam dobrać. Więc postanowiłam, że to ja sobie sama zrobię do niej korale. No i zrobiłam sobie pierwszy naszyjnik.
Nagle się okazało, że koleżanki zaczęły mnie pytać, skąd ten naszyjnik mam. Mówiłam, że to ja sobie sama zrobiłam. No i właśnie w ten sposób narodziła się moja marka Ameska Handmade z tego, że koleżanki zaczęły pytać, gdzie to można kupić. Oczywiście na początku to miało zupełnie niesformalizowaną formę, bez struktury, nawet bez nazwy. W końcu moja młodsza siostra, która trochę jest taką osobą ogarniającą internety, bo ja to jestem taka „na hip hip hura i w ogóle jaki internet”, powiedziała: „Nie, ty musisz mieć nazwę, ty musisz mieć logo, ty musisz mieć swojego fanpagea na Facebooku, czemu ty nie masz Instagrama?”
No i tak się narodziła Ameska Handmade, czyli taki projekt, w którym działam raz częściej, raz rzadziej. Trochę w zależności od tego, czy mam czas, ale też czy mam ochotę tworzyć. Bo trochę sobie nie wyobrażam, że miałabym teraz traktować to jako taką swoistą manufakturę, że teraz to ja będę siedzieć po 12 godzin dziennie i produkować rękodzieło, bo to chyba nie ta energia. Więc tak sobie robię to rękodzieło trochę z doskoku.
5:10 – Jak Aga znalazła Akademię Rękodzielnika
Aga: Miałam taki moment, kiedy stwierdziłam, że nie, ja rzucam wszystko i chciałabym się tym rękodziełem zająć. No i to jest tak trochę, że to o czym myślimy przyciąga rzeczy do naszego życia. Intensywnie myślałam, że nie wiem jak się za to zabrać, że brakuje mi narzędzi, wiedzy marketingowych odnośnie tego, jak w ogóle działać w tym rękodzielniczym świecie. Widziałam dziewczyny na jarmarkach, różnych ludzi, którzy sprzedawali na Etsy, na Pakamerze.
No i w tym momencie trafiło do mnie nagranie, w którym Ty zapraszasz do Akademii Rękodzielnika. Kiedyś wcześniej mi się gdzieś przewinęło, że są takie Oplotki. Ja tam tak trochę czytałam newsletter, ale tak jednym okiem, wiesz jak to z newsletterami? Ale robiłaś taki webinar dla osób potencjalnie zainteresowanych. Ja mówię: „Nie, biorę wolne w pracy.” Faktycznie wtedy autentycznie wzięłam wolne, żeby być na tym webinarze, bo on był jakoś o 10:00 czy 11:00 rano w takich godzinach, w których normalnie siedziałam w domu kultury.
6:36 – Poważna rozmowa z mężem: „Ja się chcę zajmować rękodziełem”
Aga: No i obejrzałam ten webinar z Tobą i pomyślałam sobie: nie, to w ogóle ja muszę, ja się uduszę. No i wzięłam mojego męża na bardzo poważną rozmowę. Powiedziałam mu: „Paweł, ja się chcę zajmować rękodziełem. Ja chcę dołączyć do tej akademii. Ja się będę teraz uczyć.”
I mój mąż tak na mnie patrzy i mówi: „A, bo ty to chcesz robić tak na poważnie.” Tak sobie pomyślałam: „No nie, no do tej pory to tak na niby to robiłam.” Mówię: „No tak, no chciałabym w ogóle jakąś wiedzę, twardszą niż tylko moje wyobrażenia, jakieś urywki i to, co moja siostra mi tam gdzieś wrzucała łopatą do głowy. Chciałabym w ogóle czegoś się dowiedzieć, nie?” I Paweł mówi: „No dobrze, no jak chcesz to robić, no to rób.”
No i w ten sposób znalazłam się w akademii. Byłam strasznie zestresowana, że się nie dostanę, bo oczywiście wiesz jak to jest, kiedy człowiek sobie myśli, że jest niedostatecznie dobry.
Agnieszka: Tak, ja pamiętam i ja miałam właśnie taki odbiór, że o kurczę, chyba coś zrobiłam nie tak z informowaniem o programie, że tam jest jakiś próg wejścia i w ogóle trzeba mieć jakieś certyfikaty, żeby się tu dostać. Mam wrażenie, że trochę przegięłam z tym opowiadaniem, jakie tam cudowianki mamy i w ogóle o tych wszystkich lejkach i marketingach, że chyba trochę bardziej odstraszam niż przyciągam do tego programu.
9:30 – Pierwszy dzień w akademii: „Co najmniej połowa z nas jest dokładnie w tym samym miejscu”
Aga: W momencie kiedy dołączałam do akademii, byłam na takim dużym zakręcie, i odnośnie pracy zawodowej, i odnośnie mojego zdrowia. Potrzebowałam chyba też takiego upewnienia z drugiej strony. Bo kiedy mamy się dobrze, wszystko jest dobrze, to też jakoś jesteśmy bardziej otwarte na nowości. A kiedy nasz organizm już jest w stresie i cała nasza głowa jest w stresie, to potem zaczynamy się trochę obawiać wszystkiego. To był wtedy dla mnie też dosyć trudny moment i potrzebowałam takiego spotkania z innymi kobietami, takiej energii wspierającej, kontaktu z rękodzielniczkami, ale na zasadzie serdeczności, a nie rywalizacji.
Pamiętam, że przed pierwszym spotkaniem byłam tak zestresowana, że aż mi w uchu piszczało. Myślałam: „Boże, będę musiała coś o sobie powiedzieć. Tam będą same wytrawne graczki, które mają marki rękodzielnicze za 100 milionów złotych każda. I teraz ja wejdę, gdzie ledwo co prowadzę jakiegoś fanpagea na Facebooku.”
No i właśnie w momencie kiedy przyszłam do akademii, kiedy poznałam dziewczyny, kiedy zobaczyłam, że co najmniej połowa z nas jest dokładnie w tym samym miejscu, zestresowana, po prostu jąkająca się, czerwona z wrażenia, to pomyślałam sobie: nie, to jest dla mnie bardzo dobre miejsce. Lubię takie rzeczy z poziomu czucia, z poziomu takiego, że podążam za tym wewnętrznym głosikiem, który mi mówi, że masz coś zrobić.
11:30 – Co naprawdę dała akademia: pewność siebie i nowe okulary
Aga: Z jednej strony dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy i jakoś tak zupełnie popatrzyłam na tą działalność rękodzielniczą z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas. A z drugiej strony tak sobie pomyślałam, że kurczę, to co robię jest chyba niezłe, nie?
Agnieszka: Ja pamiętam ten dzień, kiedy się przedstawiałyście i każda z nas tak trochę pokazywała swoje prace. Pamiętam, jak Ty pokazałaś swoje, i miałam takie „o kurczę”, że ja sama byłam tak zaskoczona, że właśnie przez cały ten proces, kiedy wchodziłaś do akademii, już wiedziałam, że robisz fajne rzeczy, ale nie przypuszczałam, że to jest aż na taką skalę, że to są tak świetne prace. Miałam takie: „O kurczę, ile my jako kobiety w ogóle jeszcze mamy robotę do zrobienia w takim uznawaniu tego, że to co robimy jest dobre.”
Aga: Wiesz co, przede wszystkim akademia dodała mi pewności siebie. I tak sobie też z perspektywy czasu myślę, bo ja o tym w ogóle nie myślałam gdzieś tam na etapie uczestnictwa w programie. To chyba było to, po co najbardziej przyszłam. Po takie utrwalenie w sobie myśli, że tak, że mogę, że potrafię, że jestem wystarczająco dobra, że to co robię jest okej. Ale wiesz, też nie jest tak, że się niczego nie nauczyłam, bo ja tam tą biblioteczkę rękodzielnika wertowałam dosyć intensywnie.
13:48 – Polki i samokrytycyzm: kulturowe dziedzictwo
Aga: To jest też kulturowo bardzo mocno zakorzenione w Polkach, nie? Też dziedziczymy to po naszych matkach, babkach, prababkach, sąsiadkach i ciotkach. To, że nigdy nie jesteśmy wystarczająco dobre. Polacy mają w ogóle bardzo wysoki poziom samokrytycyzmu, zwłaszcza kobiety. I to widać w tych biznesach, w tym, że nieraz dziewczyny są dużo lepsze w swoim fachu niż ich koledzy, ale wciąż siedzą cicho pod miotłą.
Agnieszka: Tak, to jest trochę też to wychowanie, że masz być grzeczna, ładna i się uśmiechać. Że dziewczynki kolan nie brudzą i tak dalej. Myślę, że te nowe pokolenia, które teraz wchodzą w dorosłe życie, mają już trochę inną perspektywę. My jako pokolenie matek tych młodych ludzi mocno nad tym też pracujemy. To się już zaczyna społecznie zmieniać, natomiast wciąż jeszcze gdzieś to pokutuje i takie programy są potrzebne nie tylko z powodu poszerzania konkretnych kompetencji, ale właśnie z takiego poziomu dania mocy, nie?
Aga: I to jest coś, co akademia, to jest coś, czego najwięcej mi dała. Takie poczucie mocy, poczucie sprawczości, poczucie tego, że jeśli chcę, to potrafię i jeśli zaufam sobie, to wiem.
17:03 – Siła siostrzeństwa: wspólnota, która przyspiesza
Aga: Wiesz, czasem w życiu jest tak, że ktoś ci sączy po cichutku do ucha, że nie wiesz dobrze, że nie jesteś wystarczająco dobra. I dochodzisz do takiego momentu, kiedy naprawdę wydaje ci się, że wszystko co robisz jest pod dużym znakiem zapytania. Kiedy sobie myślisz: „Kurczę, ja się na niczym nie znam, ja niczego nie wiem, ja niczego nie potrafię dobrze zrobić.” I nagle spotykasz babki, które po pierwsze mają często gęsto podobnie jak ty. Po drugie, okazuje się, że nie jesteś jedyną osobą na świecie z problemami, które w danym momencie masz. Po trzecie, taka siła sióstr, którą ja bardzo lubię, nagle sprawia, że mówisz sobie: „Kurde, co ja nie mogę? Ależ mogę! Ależ potrafię!”
I to też jest dla mnie piękne, jak osoby, które się wspierają wzajemnie, przyspieszają, ale też wzmacniają swój rozwój. Uczestniczę w różnych programach szkoleniowych, mentoringowych. Korzystam z różnych narzędzi takiego budowania siebie. Natomiast Akademia bardzo mi wiele klapek otworzyła, właśnie też w takim momencie, w którym potrzebowałam tego.
Pamiętam też jak yyy pod koniec akademii, przy takiej naszej ewaluacji, ja powiedziałam: „Nie no to było dużo o warsztatach, a ja to tak nie będę prowadzić warsztatów, bo ja to tak nie lubię.” I pamiętam jak Ty mi powiedziałaś: „Oj, ty jeszcze będziesz prowadzić warsztaty, zobaczysz.” Ja tak sobie pomyślałam: „Nie, nie, nic o mnie nie wiesz, nie będę prowadzić warsztatów.” No i historia jest taka, że oczywiście prowadzę warsztaty.
18:25 – Agnieszka o siódmym roku podcastu i 10. edycji akademii
Agnieszka: Wiesz, ja miałam taki moment właśnie teraz, jak wracałam do nagrywania podcastu. Sobie zdałam sprawę, że to już siódmy rok. I był taki moment pauzy, bo to jednak jest projekt, który w ogóle nie zarabia, który wręcz w drugą stronę jest bardzo kosztowny. Ale jakoś tak ciągle mnie przyciąga, że ciągle do niego wracam. Mam takie zaskoki i takie momenty pauzy i teraz wracałam i tak sobie dumałam, kogo mogę zaprosić.
Kiedyś miałam taką fazę, że tu jakiś celebryci, którzy opowiadają o swojej pasji do rękodzieła. Tak się cieszyłam, że tam Marek Jankowski o tych swoich witrażach opowiada i wiesz, taki trochę brokat i blask. No i tak siedziałam nad tym podcastem i właśnie, jak robiłam porządek na Asanie i zobaczyłam, że zbliżamy się do 10. edycji, że na przestrzeni tych wielu lat to już się nazbierało niemal 10 lat, to jakby czułam to, co mówisz, że to trochę jest tak, że my do pewnych projektów ciągle wracamy.
20:10 – Rękodzieło jako bezpieczna przystań
Agnieszka: Kiedy mówisz właśnie o tym rękodziele, o tym, że to jest taki bardzo osobisty kawałek, tam jest jakiś kawałek naszej duszy, kawałek jakiegoś takiego serducha. I tak jak mówisz, to tak czuję, że to jest jakaś taka przystań, do której wracamy. Jak zaczyna być za dużo, zaczyna być pod korek, to mamy jakąś taką świętą przestrzeń, do której parkujemy.
Aga: Ja myślę, że tak, bo nawet jeśli trochę to rękodzieło stygnie na chwilę i zamykam cały ten mój dobytek już dosyć poważny w pudełkach i kartonach i upycham po różnych szafach, to potem znowu wszystko to wyciągam i cieszę się tym od nowa. I to jest takie bardzo moje, to jest coś do czego wracam jak do takiej bezpiecznej przystani. I myślę sobie, że chyba inne dziewczyny i chłopaki, osoby, które robią rękodzieło, też chyba tak trochę mają. To gdzieś jest w naszym DNA.
Agnieszka: Tak się tak wydaje. Dzięki Aga, że mówisz o tym wracaniu. Mam wrażenie, że też tak fajnie to nazwałaś, że to nie chodzi o to, żeby tu się mamy czegoś nauczyć, tylko tak naprawdę te wszystkie narzędzia służą temu, żebyśmy zaufały temu, jak dobrze my wiemy, jak my dobrze mamy w środku ten wewnętrzny GPS. I czasami tej wiedzy nie potrzebujemy aż tak dużo. Jak my po prostu odważymy się temu, co w środku zaufać, to to nas będzie prowadzić.
23:30 – Co konkretnego dała akademia: arkusz kalkulacji kosztów i wewnętrzny GPS
Aga: Wiesz, ta wiedza, którą sobie tam spisałam. Boże, arkusz do kalkulacji kosztów po prostu. Ja mimo tego, że mam taką trochę szaloną twórczą energię w sobie, to mam też w sobie trochę księgowej, więc ja potrzebuję takie tabelki. Bo jak widzę tabelkę, to ja już jestem bezpieczna, ja już wiem, że tu, a to z tym. Też może trochę wynika to stąd, że na co dzień pracuję przy projektach zewnętrznych dofinansowanych i tam zarządzanie finansami jest bardzo ważną częścią życia projektowego.
Natomiast tak, dla mnie akademia była też takim bardzo dużym wzmocnieniem i upewnieniem się, że to co wiem, to prawda. Nie wiesz, czasem w życiu jest tak, że ktoś ci sączy po cichutku do ucha, że nie wiesz dobrze, że może wiesz źle, że nie jesteś wystarczająco dobra.
Agnieszka: Jakby mam wrażenie, że Ty byłaś dla mnie takim przykładem takiej osoby, która wchodzi chcąc się jak najwięcej nauczyć, i wychodzi mówiąc: „Ale ja tak naprawdę wszystko wiem. Moja wewnętrzna intuicja, mój GPS po prostu w końcu jest nastawiony na działanie i to jest moja najważniejsza wiedza.”
28:00 – Relacje jako najważniejszy owoc akademii
Agnieszka: Coś w tym jest, bo mam poczucie, że to jest chyba ta największa wartość. Na początku kiedy startowała akademia, miałam wielkie obawy. Bo to jest taki kawałek, za który ja nie mogę do końca wziąć odpowiedzialności. Pamiętam, że na początku mówiłam dużo o tym, że zobaczycie, skończy się akademia, wy się będziecie dalej znać, dalej będziecie mieć. Ja sama korzystam z tego, ile mam partnerek z tych moich różnych programów mentoringowych, których się sama uczyłam. To są teraz najlepsze partnerki biznesowe, bo później jest trudno takie zaufane osoby znaleźć. I pamiętam, że dla mnie było bardzo ważne, kiedy projektowałam akademię, żeby był ten element, że my zabieramy coś z programu i nawet jak on się skończy, to on tak trochę trwa w naszych umysłach, sercach.
Aga: Też fajne jest to, że część dziewczyn po akademii zaczęła się gdzieś tam spotykać ze sobą, te które miały do siebie bliżej. Z jednej strony widziałyśmy się w onlineach, ale z drugiej strony też narodziły się z tego takie dłuższe znajomości. To też jest zawsze bardzo cenna rzecz, kiedy spotykamy jakieś takie swoje bratnie dusze. Jak jesteśmy młodsze, mam wrażenie, że jest to łatwiejsze, ale im człowiek jest starszy, tym trudniej.
31:43 – Warsztaty? Nigdy. No, chyba jednak…
Aga: Ze mną to jest tak, że ja czysto teoretycznie mam przygotowanie do takiej pracy z ludźmi, pedagogicznej. Mam przygotowanie pedagogiczne, również mam przygotowanie artyterapeutyczne, bo jestem również artyterapeutką. Ale chyba byłam w takim momencie, w którym po prostu nie miałam ochoty prowadzić żadnych warsztatów z żadnymi ludźmi. W swojej codziennej pracy spotykam bardzo wiele ludzi. Byłam w takim momencie, gdzie pomyślałam sobie: „Nie, żadnych więcej ludzi w moim życiu, ja chcę siedzieć zamknięta przy stole i w ogóle nikt na mnie nie patrzy.”
Ale sporo się zmieniło. Zmieniłam pracę po akademii. To też chyba to, że przyszła do mnie większa pewność siebie. No i potem zapytał mnie kolega, czy nie chciałabym w takim centrum aktywności społecznej prowadzić warsztatów rękodzielniczych. Potem była koleżanka, która mówi: „A u nas byś może poprowadziła?” Potem w ogóle zaczęły do mnie pisać przez fanpagea na Facebooku. No i tak to do mnie przyszło.
Przed pierwszymi warsztatami byłam po prostu zestresowana jak przed maturą, chociaż miałam już doświadczenie w pracy z ludźmi, prowadziłam i warsztaty i szkolenia i różnego rodzaju kursy. Ale warsztaty rękodzieła za pierwszym razem aż mi w uszach piszczało. Na tych warsztatach, chociaż byłam zestresowana, nagle poczułam, że jest super.
35:25 – Warsztaty jako bycie tu i teraz: śląskie dziedzictwo i autoterapia
Aga: Powiem szczerze, że prowadzę te warsztaty z uporem maniaka i z wielką radością, bo one pozwalają mi być tu i teraz. Ja bardzo dużo pracuję w takiej pracy projektowej, gdzie zajmuję się tym, co będzie za chwilę, nie tym, co jest tu i teraz. Mam bardzo dużo różnych tabelek, druczków, szlaczków i pism do wykonywania. I nagle znajduję się w zupełnie innym świecie, gdzie spotykamy się głównie z kobietami. Spotykamy się przy takiej aktywności, takiej ekspresji twórczej, która wynika z takich bardzo pierwotnych ludzkich korzeni.
Robię z dziewczynami korale, haftujemy broszki w tradycyjne śląskie wzory, robimy bransoletki, szydełkujemy. Prowadzę teraz dwie grupy w dwóch różnych miejscowościach. Ostatnio mnie panie zapytały: „A czy możemy co tydzień?” Ja tak myślę: ej, ale jak to co tydzień? To miało być tak raz w miesiącu. No i tak się to fajnie gdzieś zaczęło kulać i rozwijać.
Rodzimy się jednostkami twórczymi, kanalizujemy to w bardzo różny sposób. Czasem zakopujemy to gdzieś bardzo, bardzo głęboko i nie potrafimy do tego powrócić. I na przykład zdarza się, że mam na warsztatach panie w wieku 70 lat, które ostatnim razem szydełkowały jak miały 17. I one przyszły, bo coś w nich wołało, że mają przyjść. To jest taka podróż sentymentalna, ale mam wrażenie, że też taka podróż do wnętrza siebie.
36:51 – Co czuć jak uczestniczki puszczają napięcie przy szydełku
Aga: Wspaniale jest obserwować, jak dziewczyny mówią: „Kurczę, ja to tak zaciskam ten ścieg, bo ja jestem taka zdenerwowana.” I nagle po godzinie mówią: „O, a ja już tak nie zaciskam.” Czują namacalnie, że puszcza to napięcie. Że z nich schodzi i ze mnie też schodzi napięcie takiego dnia codziennego. Ja często gęsto po tych warsztatach jestem strasznie zmęczona, bo całą swoją uważność, uwagę, energię, wiedzę, możliwości, umiejętności, ale też cierpliwość, angażuję w te kilka czy kilkanaście osób, które do mnie przychodzą. Staram się też, żeby im było najlepiej na świecie, bo uważam, że jeżeli ktoś poświęca swój wolny czas na to, żeby się spotkać ze mną w jakiejś aktywności, ale też z samym sobą, to należy mu się to, co najlepsze.
Tak często są to mamy, na które w domu czeka jakaś wesoła gromadka i które już nie wiedzą jak się nazywają. I to jest ten ich moment wytchnienia. A dla mnie to jest też taki balsam dla duszy: obserwowanie jak te moje dziewczyny się rozwijają, jak nabierają pewności siebie. Są dziewczyny, które przychodzą i mówią: „Proszę pani, ale ja nic nie umiem zrobić.” Potem się okazuje, że zrobiły siedem egzemplarzy czegoś, co miałam przewidziane na te trzy godziny.
39:14 – Gotka kuszkubaniu i historia nazwy OPLOTKI
Aga: Ale też nie ukrywam, że taka, my na śląsku mówimy gotka kuszkubaniu, czyli takie rozmowy przy szydełku i kawce o niczym. Ploteczki, darcie pierza, nie? I ja sobie tą gotkę kuszkubaniu bardzo cenię, bo jest to po prostu taki czas na fajne spotkanie z drugim człowiekiem.
Agnieszka: Dokładnie. Tam się pewno dzieje ta największa magia. I się śmieję, że nawet te plotki, oplotki, jak wymyślałam tą nazwę, to tak było na szybko i na wariata, bo to tak oddawało, jak się Oplotki zaczęły właśnie przy warsztatach. Trzeba było zrobić gdzieś wydarzenie na Facebooku, no to plotki przy oplataniu, a plotki przy oplataniu, dobra jedziemy „oplotki” i tak zostało do dzisiaj. I tak odkrywam kolejne levele głębi tej nazwy. To co powiedziałaś, ta gotka kuszkubaniu, to właśnie jest to, że to jest to rozmawianie podczas robienia czegoś razem.
40:48 – 10. edycja akademii: co zachować, czego nie wyrzucać
Agnieszka: Aga, sama siedzę teraz z taką myślą, taką potrzebą, że kurczę zbliża się 10. edycja akademii, jakby mam takie wielkie wow, zróbmy to jakoś tak wyjątkowo. Jestem ciekawa Twojego zdania, bo dumam, co zostawić, co może warto zaktualizować, warto zmienić, warto uprościć czy skrócić.
Aga: Ja się obawiam, że dla każdego może tu działać coś innego i ile byś nas nie zapytała, to każda z dziewczyn powie Ci trochę inną odpowiedź. Natomiast bardzo cenna na pewno była ta biblioteka rękodzielnika. Oczywiście trudno było ogarnąć wzrokiem ilość treści, które tam były, i wybrać coś dla siebie. Ale z drugiej strony, dzięki tej wielości, nieważne na jakim jesteś etapie: czy dopiero raczkujesz w temacie, czy już jesteś wytrawną pożeraczką treści rękodzielniczych, to znajdziesz coś dla siebie. Znajdziesz coś dopasowanego do swojego poziomu. Nieważne czy masz problem z tym, jak ogarnąć finanse i koszty, czy chciałabyś się nauczyć jakiejś nowej techniki.
Dla mnie bardzo cenna była też ta formuła trochę takiego mastermindu, który z nami prowadziłaś. Że to kurs kursem, ale był taki moment, w którym to się przeradziło właśnie w taki trochę coaching. I to było dla mnie super.
Aga: Z biblioteki nic nie wyrzucaj. To to nie jest składowanie przydasiów. W normalnej bibliotece też masz różne działy, różne książki, takie które czasem ktoś wypożycza raz na 5 lat, ale też takie, które są zakolejkowane na rok do przodu. No i to też chyba tak funkcjonuje.
Agnieszka: Powiem Ci, że jestem Ci tak wdzięczna. Zobaczyłam też tą pracę z innej perspektywy. Rzeczywiście to nie chodzi o to, żebym ja była tą panią bibliotekarką namolną, która Ci wciska konkretną pozycję. Raczej chodzi o wpuszczenie Cię do biblioteki i zaufanie, że Ty weźmiesz tą książkę, po którą dzisiaj tu przyszłaś. Jutro przyjdziesz może po inną. A weźmiesz z tego po prostu to, co potrzebujesz wziąć. Moje zadanie to po prostu gromadzić te książki w jednym miejscu i sprawiać, żeby były dostępne.
47:56 – Ostatnie słowo Agi: szufladka z marzeniami
Aga: Dziewczyny, chłopaki, podążajcie ze swoimi marzeniami. Nawet jeśli je na chwilę odłożycie, to gdzieś warto, warto tam czasem zajrzeć do tej szufladki i zastanowić się, czy to nie jest to, czego ja znowu potrzebuję choć na chwilę. Bo mi to dużo daje i radości, i energii, i takiego powrotu do siebie, do swojej bezpiecznej przestrzeni.
Agnieszka: Dokładnie. Dzięki Aga za dzisiaj. I słuchajcie, podlinkujemy Ameskę w opisie, żebyście mogli Agę znaleźć, wyśledzić w internetach, wpaść na żywo. Ja mega się też cieszę, że prowadzisz warsztaty. Mam wrażenie, że to takie trochę moje spełnienie cichego marzenia, bo od samego początku widziałam, ile po prostu tej wrażliwości i tego, co nazywam bakcylem rękodzieła, jest w Twojej działalności, w Twojej osobie, w Twoim sposobie bycia. Warsztaty dla mnie są tym naturalnym narzędziem, tą przestrzenią spotkania, gdzie i my wchodzimy do niej świadomie i tam dzieje się ta magia.
FAQ – najczęstsze pytania
Czym jest Ameska Handmade?
Ameska Handmade to marka rękodzielnicza Agnieszki Zielonki Mitury ze Śląska. Zaczęła się od jednego naszyjnika zrobionego do sukienki. Dziś obejmuje biżuterię koralową oraz warsztaty dziedzictwa kulturowego Śląska: haft w tradycyjne śląskie wzory, szydełkowanie, rękodzieło biżuteryjne. Markę znajdziesz na Facebooku jako Ameska Handmade.
Co to jest Akademia Rękodzielnika OPLOTKI?
Akademia Rękodzielnika to program mentoringowo-szkoleniowy Agnieszki Gaczkowskiej z OPLOTKI dla osób, które chcą rozwijać swój biznes rękodzielniczy. Program łączy wiedzę o prowadzeniu marki handmade z elementami coachingu grupowego i budowaniem społeczności twórczyń. W 2026 roku odbywa się jej 10. edycja.
Co to jest „AKADEMIA PODCAST” w ramach OPLOTKI?
AKADEMIA PODCAST to nowa seria specjalna podcastu OPLOTKI, w której Agnieszka Gaczkowska wraca do uczestniczek poprzednich edycji Akademii Rękodzielnika. Każdy odcinek to rozmowa z kobietą, która była w akademii i poszła swoją ścieżką. Celem jest pokazanie różnorodnych dróg w biznesie handmade, inspirowanie i budowanie autorytetu społeczności.
Co to jest gotka kuszkubaniu?
Gotka kuszkubaniu to śląski termin oznaczający kobiecy rytuał plotkowania i rozmawiania przy robieniu czegoś ręcznie, np. szydełkowaniu czy robieniu czegoś razem przy kawie. Pierwotnie kobiety darły pierze zimą i plotkowały. Agnieszka Zielonka Mitura przywołuje tę tradycję jako opis tego, czym są dla niej warsztaty rękodzieła. Nazwa ta ma też bezpośredni związek z historią nazwy OPLOTKI – „plotki przy oplataniu”.
Jak rękodzieło pomaga budować pewność siebie?
Rękodzieło daje namacalne poczucie sprawczości: coś się tworzy, coś dosłownie powstaje z rąk. Według doświadczeń uczestniczek Akademii Rękodzielnika OPLOTKI, samo tworzenie obniża napięcie fizyczne i psychiczne. Uczestniczki obserwują, jak z napięciem u krawędziowej kobiety „zaciskającej ścieg” zmienia się już po godzinie. Wspólnota tworzących kobiet dodatkowo wzmacnia poczucie, że „to co robię, jest dobre.”
Jak zacząć prowadzić warsztaty rękodzieła, jeśli nie czuję się gotowa?
Historia Agi Zielonki Mitury pokazuje, że warsztaty mogą przyjść w sposób naturalny, zanim człowiek poczuje się „gotowy.” Aga przez długi czas twierdziła, że nie będzie prowadzić warsztatów. Pierwsze zaproszenie przyszło od kolegi, potem od koleżanki, potem od uczestniczek przez fanpage. Klucz to: mieć jakiś ślad obecności w internecie (nawet nieaktualizowany fanpage), tworzyć swoje rękodzieło, być otwartą na zaproszenia. Warto też poznać podstawy wyceny i finansów (np. przez Akademię Rękodzielnika OPLOTKI), żeby warsztaty nie „zjadały” tylko czasu, ale też przynosiły dochód.
Dlaczego kobiety w Polsce mają problem z uznawaniem wartości swojej pracy?
Według rozmowy w tym odcinku: to kwestia kulturowego dziedzictwa. Samokrytycyzm i brak przekonania o własnej wartości jest przekazywany z pokolenia na pokolenie przez matki, babcie, sąsiadki i ciotki. Utrwalają go też wzorce wychowawcze: bycie „grzeczną dziewczynką.” Dotyczy to wielu polskich kobiet niezależnie od faktycznych kompetencji, bo nieraz dziewczyny są dużo lepsze w swoim fachu niż ich koledzy, ale wciąż „siedzą cicho pod miotłą.” Zmiana jest możliwa przez świadome środowisko wspierające, takie jak grupy rękodzielnicze czy programy mentoringowe.
Powiązane treści
- Akademia Rękodzielnika – podsumowanie edycji
- Handmade BIZ Summit – coroczna konferencja OPLOTKI
- Wszystkie odcinki podcastu OPLOTKI
- Podcast #30 – Jak poukładać biznes handmade, kiedy mam za dużo pomysłów [HANDMADE BIZ Q&A]
- Książka „Oplotki. Sukces handmade.” – Agnieszka Gaczkowska
- Odcinek #324 – Handmade wchodzi w nową erę: 10 lat Oplotki i Biblioteka
Czy Akademia Rękodzielnika jest dla Ciebie?
Jeśli słuchałaś tej rozmowy i rozpoznajesz siebie w Adze – w tym strachu przed pierwszym spotkaniem, w poczuciu, że „inni mają marki za 100 milionów, a ja ledwo prowadzę fanpagea”, w marzeniu, które leży odłożone w szufladce – to Akademia może być właśnie tym miejscem.
Aga weszła w najtrudniejszym momencie swojego życia. Wyszła z nową pewnością siebie, nową pracą i cotygodniowymi warsztatami, których „na pewno nigdy nie miała prowadzić.” Akademia Rękodzielnika nie jest dla tych, które mają już wszystko poukładane. Jest dla tych, które czują, że mogą mieć.
10. edycja rusza we wrześniu 2026.Zapisz się na newsletter Strona Akademii
Posłuchaj odcinka
Pełny transkrypt odcinka
Transkrypt jest lekko zredagowany dla czytelności. Zachowano styl mówiony, emocje i charakterystyczne zwroty.
0:00 – Nowa seria: sentymentalny powrót do Akademii
Hej, hej. Witam was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Oplotki. Dzisiaj mam dla Was coś wyjątkowego, bo taki trochę sentymentalny odcinek. Ze mną jest Aga Zielonka Mitura, uczestniczka naszej Akademii Rękodzielnika. I myślę, że to będzie cała seria takich odcinków. Trochę sentymentalnie, wracam do dziewczyn, które były w akademii w poprzednich edycjach, żeby nadgonić, porozmawiać, co u nich słychać. Każda z nich poszła swoją ścieżką, robi niesamowite rzeczy.
Chcę przybliżyć Wam sylwetki tych kobiet. Kto wie, może jesteś po drugiej stronie, słuchasz, może się zastanawiasz, żeby zamoczyć palec w tym rękodzielniczym świecie. Ja będę rozmawiała z Agą, bo Aga już od dawna w tym świecie płynie swoją łódką, swoją ścieżką. Aga, wielkie dzięki, że przyjęłaś zaproszenie. Oddaję Ci głos.
1:20 – Kim jest Agnieszka Zielonka Mitura: rękodzieło od kołyski
Aga: Cześć Ago, przede wszystkim bardzo Ci dziękuję za zaproszenie do tego podcastu. Zrobiło mi się mega miło, kiedy do mnie napisałaś. I nie ukrywam, że moja droga rękodzielnicza przeplata się praktycznie przez całe moje życie. Rękodzieło przed oplotkami i po oplotkach wciąż trwa i wciąż ma się dobrze.
Zaczęłam robić rękodzieło jako dziewczynka, bo u mnie w domu wszystkie kobiety zawsze robiły rękodzieło, szydełkowały, dziergały i robiły wszystko, co trzeba było zrobić ręcznie. I to jest taka chyba naturalna część mnie, zawsze była, że po prostu w ten sposób spędzam wolny czas i się realizuję.
2:50 – Jeden naszyjnik i narodziny Ameska Handmade
Aga: W pewnym momencie doszłam do wniosku, że chciałabym zacząć robić swoje rzeczy nie tylko na szydełku jak mama czy babcia, ale jakieś swoje wynalazki. Miałam taką sukienkę, do której nie miałam żadnych korali, które by mi pasowały. To mnie strasznie irytowało, bo nic do niej nie mogłam dobrać. Więc postanowiłam, że to ja sobie sama zrobię do niej korale. No i zrobiłam sobie pierwszy naszyjnik.
Nagle się okazało, że koleżanki zaczęły mnie pytać, skąd ten naszyjnik mam. Mówiłam, że to ja sobie sama zrobiłam. No i właśnie w ten sposób narodziła się moja marka Ameska Handmade z tego, że koleżanki zaczęły pytać, gdzie to można kupić. Oczywiście na początku to miało zupełnie niesformalizowaną formę, bez struktury, nawet bez nazwy. W końcu moja młodsza siostra, która trochę jest taką osobą ogarniającą internety, bo ja to jestem taka „na hip hip hura i w ogóle jaki internet”, powiedziała: „Nie, ty musisz mieć nazwę, ty musisz mieć logo, ty musisz mieć swojego fanpagea na Facebooku, czemu ty nie masz Instagrama?”
No i tak się narodziła Ameska Handmade, czyli taki projekt, w którym działam raz częściej, raz rzadziej. Trochę w zależności od tego, czy mam czas, ale też czy mam ochotę tworzyć. Bo trochę sobie nie wyobrażam, że miałabym teraz traktować to jako taką swoistą manufakturę, że teraz to ja będę siedzieć po 12 godzin dziennie i produkować rękodzieło, bo to chyba nie ta energia. Więc tak sobie robię to rękodzieło trochę z doskoku.
5:10 – Jak Aga znalazła Akademię Rękodzielnika
Aga: Miałam taki moment, kiedy stwierdziłam, że nie, ja rzucam wszystko i chciałabym się tym rękodziełem zająć. No i to jest tak trochę, że to o czym myślimy przyciąga rzeczy do naszego życia. Intensywnie myślałam, że nie wiem jak się za to zabrać, że brakuje mi narzędzi, wiedzy marketingowych odnośnie tego, jak w ogóle działać w tym rękodzielniczym świecie. Widziałam dziewczyny na jarmarkach, różnych ludzi, którzy sprzedawali na Etsy, na Pakamerze.
No i w tym momencie trafiło do mnie nagranie, w którym Ty zapraszasz do Akademii Rękodzielnika. Kiedyś wcześniej mi się gdzieś przewinęło, że są takie Oplotki. Ja tam tak trochę czytałam newsletter, ale tak jednym okiem, wiesz jak to z newsletterami? Ale robiłaś taki webinar dla osób potencjalnie zainteresowanych. Ja mówię: „Nie, biorę wolne w pracy.” Faktycznie wtedy autentycznie wzięłam wolne, żeby być na tym webinarze, bo on był jakoś o 10:00 czy 11:00 rano w takich godzinach, w których normalnie siedziałam w domu kultury.
6:36 – Poważna rozmowa z mężem: „Ja się chcę zajmować rękodziełem”
Aga: No i obejrzałam ten webinar z Tobą i pomyślałam sobie: nie, to w ogóle ja muszę, ja się uduszę. No i wzięłam mojego męża na bardzo poważną rozmowę. Powiedziałam mu: „Paweł, ja się chcę zajmować rękodziełem. Ja chcę dołączyć do tej akademii. Ja się będę teraz uczyć.”
I mój mąż tak na mnie patrzy i mówi: „A, bo ty to chcesz robić tak na poważnie.” Tak sobie pomyślałam: „No nie, no do tej pory to tak na niby to robiłam.” Mówię: „No tak, no chciałabym w ogóle jakąś wiedzę, twardszą niż tylko moje wyobrażenia, jakieś urywki i to, co moja siostra mi tam gdzieś wrzucała łopatą do głowy. Chciałabym w ogóle czegoś się dowiedzieć, nie?” I Paweł mówi: „No dobrze, no jak chcesz to robić, no to rób.”
No i w ten sposób znalazłam się w akademii. Byłam strasznie zestresowana, że się nie dostanę, bo oczywiście wiesz jak to jest, kiedy człowiek sobie myśli, że jest niedostatecznie dobry.
Agnieszka: Tak, ja pamiętam i ja miałam właśnie taki odbiór, że o kurczę, chyba coś zrobiłam nie tak z informowaniem o programie, że tam jest jakiś próg wejścia i w ogóle trzeba mieć jakieś certyfikaty, żeby się tu dostać. Mam wrażenie, że trochę przegięłam z tym opowiadaniem, jakie tam cudowianki mamy i w ogóle o tych wszystkich lejkach i marketingach, że chyba trochę bardziej odstraszam niż przyciągam do tego programu.
9:30 – Pierwszy dzień w akademii: „Co najmniej połowa z nas jest dokładnie w tym samym miejscu”
Aga: W momencie kiedy dołączałam do akademii, byłam na takim dużym zakręcie, i odnośnie pracy zawodowej, i odnośnie mojego zdrowia. Potrzebowałam chyba też takiego upewnienia z drugiej strony. Bo kiedy mamy się dobrze, wszystko jest dobrze, to też jakoś jesteśmy bardziej otwarte na nowości. A kiedy nasz organizm już jest w stresie i cała nasza głowa jest w stresie, to potem zaczynamy się trochę obawiać wszystkiego. To był wtedy dla mnie też dosyć trudny moment i potrzebowałam takiego spotkania z innymi kobietami, takiej energii wspierającej, kontaktu z rękodzielniczkami, ale na zasadzie serdeczności, a nie rywalizacji.
Pamiętam, że przed pierwszym spotkaniem byłam tak zestresowana, że aż mi w uchu piszczało. Myślałam: „Boże, będę musiała coś o sobie powiedzieć. Tam będą same wytrawne graczki, które mają marki rękodzielnicze za 100 milionów złotych każda. I teraz ja wejdę, gdzie ledwo co prowadzę jakiegoś fanpagea na Facebooku.”
No i właśnie w momencie kiedy przyszłam do akademii, kiedy poznałam dziewczyny, kiedy zobaczyłam, że co najmniej połowa z nas jest dokładnie w tym samym miejscu, zestresowana, po prostu jąkająca się, czerwona z wrażenia, to pomyślałam sobie: nie, to jest dla mnie bardzo dobre miejsce. Lubię takie rzeczy z poziomu czucia, z poziomu takiego, że podążam za tym wewnętrznym głosikiem, który mi mówi, że masz coś zrobić.
11:30 – Co naprawdę dała akademia: pewność siebie i nowe okulary
Aga: Z jednej strony dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy i jakoś tak zupełnie popatrzyłam na tą działalność rękodzielniczą z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas. A z drugiej strony tak sobie pomyślałam, że kurczę, to co robię jest chyba niezłe, nie?
Agnieszka: Ja pamiętam ten dzień, kiedy się przedstawiałyście i każda z nas tak trochę pokazywała swoje prace. Pamiętam, jak Ty pokazałaś swoje, i miałam takie „o kurczę”, że ja sama byłam tak zaskoczona, że właśnie przez cały ten proces, kiedy wchodziłaś do akademii, już wiedziałam, że robisz fajne rzeczy, ale nie przypuszczałam, że to jest aż na taką skalę, że to są tak świetne prace. Miałam takie: „O kurczę, ile my jako kobiety w ogóle jeszcze mamy robotę do zrobienia w takim uznawaniu tego, że to co robimy jest dobre.”
Aga: Wiesz co, przede wszystkim akademia dodała mi pewności siebie. I tak sobie też z perspektywy czasu myślę, bo ja o tym w ogóle nie myślałam gdzieś tam na etapie uczestnictwa w programie. To chyba było to, po co najbardziej przyszłam. Po takie utrwalenie w sobie myśli, że tak, że mogę, że potrafię, że jestem wystarczająco dobra, że to co robię jest okej. Ale wiesz, też nie jest tak, że się niczego nie nauczyłam, bo ja tam tą biblioteczkę rękodzielnika wertowałam dosyć intensywnie.
13:48 – Polki i samokrytycyzm: kulturowe dziedzictwo
Aga: To jest też kulturowo bardzo mocno zakorzenione w Polkach, nie? Też dziedziczymy to po naszych matkach, babkach, prababkach, sąsiadkach i ciotkach. To, że nigdy nie jesteśmy wystarczająco dobre. Polacy mają w ogóle bardzo wysoki poziom samokrytycyzmu, zwłaszcza kobiety. I to widać w tych biznesach, w tym, że nieraz dziewczyny są dużo lepsze w swoim fachu niż ich koledzy, ale wciąż siedzą cicho pod miotłą.
Agnieszka: Tak, to jest trochę też to wychowanie, że masz być grzeczna, ładna i się uśmiechać. Że dziewczynki kolan nie brudzą i tak dalej. Myślę, że te nowe pokolenia, które teraz wchodzą w dorosłe życie, mają już trochę inną perspektywę. My jako pokolenie matek tych młodych ludzi mocno nad tym też pracujemy. To się już zaczyna społecznie zmieniać, natomiast wciąż jeszcze gdzieś to pokutuje i takie programy są potrzebne nie tylko z powodu poszerzania konkretnych kompetencji, ale właśnie z takiego poziomu dania mocy, nie?
Aga: I to jest coś, co akademia, to jest coś, czego najwięcej mi dała. Takie poczucie mocy, poczucie sprawczości, poczucie tego, że jeśli chcę, to potrafię i jeśli zaufam sobie, to wiem.
17:03 – Siła siostrzeństwa: wspólnota, która przyspiesza
Aga: Wiesz, czasem w życiu jest tak, że ktoś ci sączy po cichutku do ucha, że nie wiesz dobrze, że nie jesteś wystarczająco dobra. I dochodzisz do takiego momentu, kiedy naprawdę wydaje ci się, że wszystko co robisz jest pod dużym znakiem zapytania. Kiedy sobie myślisz: „Kurczę, ja się na niczym nie znam, ja niczego nie wiem, ja niczego nie potrafię dobrze zrobić.” I nagle spotykasz babki, które po pierwsze mają często gęsto podobnie jak ty. Po drugie, okazuje się, że nie jesteś jedyną osobą na świecie z problemami, które w danym momencie masz. Po trzecie, taka siła sióstr, którą ja bardzo lubię, nagle sprawia, że mówisz sobie: „Kurde, co ja nie mogę? Ależ mogę! Ależ potrafię!”
I to też jest dla mnie piękne, jak osoby, które się wspierają wzajemnie, przyspieszają, ale też wzmacniają swój rozwój. Uczestniczę w różnych programach szkoleniowych, mentoringowych. Korzystam z różnych narzędzi takiego budowania siebie. Natomiast Akademia bardzo mi wiele klapek otworzyła, właśnie też w takim momencie, w którym potrzebowałam tego.
Pamiętam też jak yyy pod koniec akademii, przy takiej naszej ewaluacji, ja powiedziałam: „Nie no to było dużo o warsztatach, a ja to tak nie będę prowadzić warsztatów, bo ja to tak nie lubię.” I pamiętam jak Ty mi powiedziałaś: „Oj, ty jeszcze będziesz prowadzić warsztaty, zobaczysz.” Ja tak sobie pomyślałam: „Nie, nie, nic o mnie nie wiesz, nie będę prowadzić warsztatów.” No i historia jest taka, że oczywiście prowadzę warsztaty.
18:25 – Agnieszka o siódmym roku podcastu i 10. edycji akademii
Agnieszka: Wiesz, ja miałam taki moment właśnie teraz, jak wracałam do nagrywania podcastu. Sobie zdałam sprawę, że to już siódmy rok. I był taki moment pauzy, bo to jednak jest projekt, który w ogóle nie zarabia, który wręcz w drugą stronę jest bardzo kosztowny. Ale jakoś tak ciągle mnie przyciąga, że ciągle do niego wracam. Mam takie zaskoki i takie momenty pauzy i teraz wracałam i tak sobie dumałam, kogo mogę zaprosić.
Kiedyś miałam taką fazę, że tu jakiś celebryci, którzy opowiadają o swojej pasji do rękodzieła. Tak się cieszyłam, że tam Marek Jankowski o tych swoich witrażach opowiada i wiesz, taki trochę brokat i blask. No i tak siedziałam nad tym podcastem i właśnie, jak robiłam porządek na Asanie i zobaczyłam, że zbliżamy się do 10. edycji, że na przestrzeni tych wielu lat to już się nazbierało niemal 10 lat, to jakby czułam to, co mówisz, że to trochę jest tak, że my do pewnych projektów ciągle wracamy.
20:10 – Rękodzieło jako bezpieczna przystań
Agnieszka: Kiedy mówisz właśnie o tym rękodziele, o tym, że to jest taki bardzo osobisty kawałek, tam jest jakiś kawałek naszej duszy, kawałek jakiegoś takiego serducha. I tak jak mówisz, to tak czuję, że to jest jakaś taka przystań, do której wracamy. Jak zaczyna być za dużo, zaczyna być pod korek, to mamy jakąś taką świętą przestrzeń, do której parkujemy.
Aga: Ja myślę, że tak, bo nawet jeśli trochę to rękodzieło stygnie na chwilę i zamykam cały ten mój dobytek już dosyć poważny w pudełkach i kartonach i upycham po różnych szafach, to potem znowu wszystko to wyciągam i cieszę się tym od nowa. I to jest takie bardzo moje, to jest coś do czego wracam jak do takiej bezpiecznej przystani. I myślę sobie, że chyba inne dziewczyny i chłopaki, osoby, które robią rękodzieło, też chyba tak trochę mają. To gdzieś jest w naszym DNA.
Agnieszka: Tak się tak wydaje. Dzięki Aga, że mówisz o tym wracaniu. Mam wrażenie, że też tak fajnie to nazwałaś, że to nie chodzi o to, żeby tu się mamy czegoś nauczyć, tylko tak naprawdę te wszystkie narzędzia służą temu, żebyśmy zaufały temu, jak dobrze my wiemy, jak my dobrze mamy w środku ten wewnętrzny GPS. I czasami tej wiedzy nie potrzebujemy aż tak dużo. Jak my po prostu odważymy się temu, co w środku zaufać, to to nas będzie prowadzić.
23:30 – Co konkretnego dała akademia: arkusz kalkulacji kosztów i wewnętrzny GPS
Aga: Wiesz, ta wiedza, którą sobie tam spisałam. Boże, arkusz do kalkulacji kosztów po prostu. Ja mimo tego, że mam taką trochę szaloną twórczą energię w sobie, to mam też w sobie trochę księgowej, więc ja potrzebuję takie tabelki. Bo jak widzę tabelkę, to ja już jestem bezpieczna, ja już wiem, że tu, a to z tym. Też może trochę wynika to stąd, że na co dzień pracuję przy projektach zewnętrznych dofinansowanych i tam zarządzanie finansami jest bardzo ważną częścią życia projektowego.
Natomiast tak, dla mnie akademia była też takim bardzo dużym wzmocnieniem i upewnieniem się, że to co wiem, to prawda. Nie wiesz, czasem w życiu jest tak, że ktoś ci sączy po cichutku do ucha, że nie wiesz dobrze, że może wiesz źle, że nie jesteś wystarczająco dobra.
Agnieszka: Jakby mam wrażenie, że Ty byłaś dla mnie takim przykładem takiej osoby, która wchodzi chcąc się jak najwięcej nauczyć, i wychodzi mówiąc: „Ale ja tak naprawdę wszystko wiem. Moja wewnętrzna intuicja, mój GPS po prostu w końcu jest nastawiony na działanie i to jest moja najważniejsza wiedza.”
28:00 – Relacje jako najważniejszy owoc akademii
Agnieszka: Coś w tym jest, bo mam poczucie, że to jest chyba ta największa wartość. Na początku kiedy startowała akademia, miałam wielkie obawy. Bo to jest taki kawałek, za który ja nie mogę do końca wziąć odpowiedzialności. Pamiętam, że na początku mówiłam dużo o tym, że zobaczycie, skończy się akademia, wy się będziecie dalej znać, dalej będziecie mieć. Ja sama korzystam z tego, ile mam partnerek z tych moich różnych programów mentoringowych, których się sama uczyłam. To są teraz najlepsze partnerki biznesowe, bo później jest trudno takie zaufane osoby znaleźć. I pamiętam, że dla mnie było bardzo ważne, kiedy projektowałam akademię, żeby był ten element, że my zabieramy coś z programu i nawet jak on się skończy, to on tak trochę trwa w naszych umysłach, sercach.
Aga: Też fajne jest to, że część dziewczyn po akademii zaczęła się gdzieś tam spotykać ze sobą, te które miały do siebie bliżej. Z jednej strony widziałyśmy się w onlineach, ale z drugiej strony też narodziły się z tego takie dłuższe znajomości. To też jest zawsze bardzo cenna rzecz, kiedy spotykamy jakieś takie swoje bratnie dusze. Jak jesteśmy młodsze, mam wrażenie, że jest to łatwiejsze, ale im człowiek jest starszy, tym trudniej.
31:43 – Warsztaty? Nigdy. No, chyba jednak…
Aga: Ze mną to jest tak, że ja czysto teoretycznie mam przygotowanie do takiej pracy z ludźmi, pedagogicznej. Mam przygotowanie pedagogiczne, również mam przygotowanie artyterapeutyczne, bo jestem również artyterapeutką. Ale chyba byłam w takim momencie, w którym po prostu nie miałam ochoty prowadzić żadnych warsztatów z żadnymi ludźmi. W swojej codziennej pracy spotykam bardzo wiele ludzi. Byłam w takim momencie, gdzie pomyślałam sobie: „Nie, żadnych więcej ludzi w moim życiu, ja chcę siedzieć zamknięta przy stole i w ogóle nikt na mnie nie patrzy.”
Ale sporo się zmieniło. Zmieniłam pracę po akademii. To też chyba to, że przyszła do mnie większa pewność siebie. No i potem zapytał mnie kolega, czy nie chciałabym w takim centrum aktywności społecznej prowadzić warsztatów rękodzielniczych. Potem była koleżanka, która mówi: „A u nas byś może poprowadziła?” Potem w ogóle zaczęły do mnie pisać przez fanpagea na Facebooku. No i tak to do mnie przyszło.
Przed pierwszymi warsztatami byłam po prostu zestresowana jak przed maturą, chociaż miałam już doświadczenie w pracy z ludźmi, prowadziłam i warsztaty i szkolenia i różnego rodzaju kursy. Ale warsztaty rękodzieła za pierwszym razem aż mi w uszach piszczało. Na tych warsztatach, chociaż byłam zestresowana, nagle poczułam, że jest super.
35:25 – Warsztaty jako bycie tu i teraz: śląskie dziedzictwo i autoterapia
Aga: Powiem szczerze, że prowadzę te warsztaty z uporem maniaka i z wielką radością, bo one pozwalają mi być tu i teraz. Ja bardzo dużo pracuję w takiej pracy projektowej, gdzie zajmuję się tym, co będzie za chwilę, nie tym, co jest tu i teraz. Mam bardzo dużo różnych tabelek, druczków, szlaczków i pism do wykonywania. I nagle znajduję się w zupełnie innym świecie, gdzie spotykamy się głównie z kobietami. Spotykamy się przy takiej aktywności, takiej ekspresji twórczej, która wynika z takich bardzo pierwotnych ludzkich korzeni.
Robię z dziewczynami korale, haftujemy broszki w tradycyjne śląskie wzory, robimy bransoletki, szydełkujemy. Prowadzę teraz dwie grupy w dwóch różnych miejscowościach. Ostatnio mnie panie zapytały: „A czy możemy co tydzień?” Ja tak myślę: ej, ale jak to co tydzień? To miało być tak raz w miesiącu. No i tak się to fajnie gdzieś zaczęło kulać i rozwijać.
Rodzimy się jednostkami twórczymi, kanalizujemy to w bardzo różny sposób. Czasem zakopujemy to gdzieś bardzo, bardzo głęboko i nie potrafimy do tego powrócić. I na przykład zdarza się, że mam na warsztatach panie w wieku 70 lat, które ostatnim razem szydełkowały jak miały 17. I one przyszły, bo coś w nich wołało, że mają przyjść. To jest taka podróż sentymentalna, ale mam wrażenie, że też taka podróż do wnętrza siebie.
36:51 – Co czuć jak uczestniczki puszczają napięcie przy szydełku
Aga: Wspaniale jest obserwować, jak dziewczyny mówią: „Kurczę, ja to tak zaciskam ten ścieg, bo ja jestem taka zdenerwowana.” I nagle po godzinie mówią: „O, a ja już tak nie zaciskam.” Czują namacalnie, że puszcza to napięcie. Że z nich schodzi i ze mnie też schodzi napięcie takiego dnia codziennego. Ja często gęsto po tych warsztatach jestem strasznie zmęczona, bo całą swoją uważność, uwagę, energię, wiedzę, możliwości, umiejętności, ale też cierpliwość, angażuję w te kilka czy kilkanaście osób, które do mnie przychodzą. Staram się też, żeby im było najlepiej na świecie, bo uważam, że jeżeli ktoś poświęca swój wolny czas na to, żeby się spotkać ze mną w jakiejś aktywności, ale też z samym sobą, to należy mu się to, co najlepsze.
Tak często są to mamy, na które w domu czeka jakaś wesoła gromadka i które już nie wiedzą jak się nazywają. I to jest ten ich moment wytchnienia. A dla mnie to jest też taki balsam dla duszy: obserwowanie jak te moje dziewczyny się rozwijają, jak nabierają pewności siebie. Są dziewczyny, które przychodzą i mówią: „Proszę pani, ale ja nic nie umiem zrobić.” Potem się okazuje, że zrobiły siedem egzemplarzy czegoś, co miałam przewidziane na te trzy godziny.
39:14 – Gotka kuszkubaniu i historia nazwy OPLOTKI
Aga: Ale też nie ukrywam, że taka, my na śląsku mówimy gotka kuszkubaniu, czyli takie rozmowy przy szydełku i kawce o niczym. Ploteczki, darcie pierza, nie? I ja sobie tą gotkę kuszkubaniu bardzo cenię, bo jest to po prostu taki czas na fajne spotkanie z drugim człowiekiem.
Agnieszka: Dokładnie. Tam się pewno dzieje ta największa magia. I się śmieję, że nawet te plotki, oplotki, jak wymyślałam tą nazwę, to tak było na szybko i na wariata, bo to tak oddawało, jak się Oplotki zaczęły właśnie przy warsztatach. Trzeba było zrobić gdzieś wydarzenie na Facebooku, no to plotki przy oplataniu, a plotki przy oplataniu, dobra jedziemy „oplotki” i tak zostało do dzisiaj. I tak odkrywam kolejne levele głębi tej nazwy. To co powiedziałaś, ta gotka kuszkubaniu, to właśnie jest to, że to jest to rozmawianie podczas robienia czegoś razem.
40:48 – 10. edycja akademii: co zachować, czego nie wyrzucać
Agnieszka: Aga, sama siedzę teraz z taką myślą, taką potrzebą, że kurczę zbliża się 10. edycja akademii, jakby mam takie wielkie wow, zróbmy to jakoś tak wyjątkowo. Jestem ciekawa Twojego zdania, bo dumam, co zostawić, co może warto zaktualizować, warto zmienić, warto uprościć czy skrócić.
Aga: Ja się obawiam, że dla każdego może tu działać coś innego i ile byś nas nie zapytała, to każda z dziewczyn powie Ci trochę inną odpowiedź. Natomiast bardzo cenna na pewno była ta biblioteka rękodzielnika. Oczywiście trudno było ogarnąć wzrokiem ilość treści, które tam były, i wybrać coś dla siebie. Ale z drugiej strony, dzięki tej wielości, nieważne na jakim jesteś etapie: czy dopiero raczkujesz w temacie, czy już jesteś wytrawną pożeraczką treści rękodzielniczych, to znajdziesz coś dla siebie. Znajdziesz coś dopasowanego do swojego poziomu. Nieważne czy masz problem z tym, jak ogarnąć finanse i koszty, czy chciałabyś się nauczyć jakiejś nowej techniki.
Dla mnie bardzo cenna była też ta formuła trochę takiego mastermindu, który z nami prowadziłaś. Że to kurs kursem, ale był taki moment, w którym to się przeradziło właśnie w taki trochę coaching. I to było dla mnie super.
Aga: Z biblioteki nic nie wyrzucaj. To to nie jest składowanie przydasiów. W normalnej bibliotece też masz różne działy, różne książki, takie które czasem ktoś wypożycza raz na 5 lat, ale też takie, które są zakolejkowane na rok do przodu. No i to też chyba tak funkcjonuje.
Agnieszka: Powiem Ci, że jestem Ci tak wdzięczna. Zobaczyłam też tą pracę z innej perspektywy. Rzeczywiście to nie chodzi o to, żebym ja była tą panią bibliotekarką namolną, która Ci wciska konkretną pozycję. Raczej chodzi o wpuszczenie Cię do biblioteki i zaufanie, że Ty weźmiesz tą książkę, po którą dzisiaj tu przyszłaś. Jutro przyjdziesz może po inną. A weźmiesz z tego po prostu to, co potrzebujesz wziąć. Moje zadanie to po prostu gromadzić te książki w jednym miejscu i sprawiać, żeby były dostępne.
47:56 – Ostatnie słowo Agi: szufladka z marzeniami
Aga: Dziewczyny, chłopaki, podążajcie ze swoimi marzeniami. Nawet jeśli je na chwilę odłożycie, to gdzieś warto, warto tam czasem zajrzeć do tej szufladki i zastanowić się, czy to nie jest to, czego ja znowu potrzebuję choć na chwilę. Bo mi to dużo daje i radości, i energii, i takiego powrotu do siebie, do swojej bezpiecznej przestrzeni.
Agnieszka: Dokładnie. Dzięki Aga za dzisiaj. I słuchajcie, podlinkujemy Ameskę w opisie, żebyście mogli Agę znaleźć, wyśledzić w internetach, wpaść na żywo. Ja mega się też cieszę, że prowadzisz warsztaty. Mam wrażenie, że to takie trochę moje spełnienie cichego marzenia, bo od samego początku widziałam, ile po prostu tej wrażliwości i tego, co nazywam bakcylem rękodzieła, jest w Twojej działalności, w Twojej osobie, w Twoim sposobie bycia. Warsztaty dla mnie są tym naturalnym narzędziem, tą przestrzenią spotkania, gdzie i my wchodzimy do niej świadomie i tam dzieje się ta magia.
FAQ – najczęstsze pytania
Czym jest Ameska Handmade?
Ameska Handmade to marka rękodzielnicza Agnieszki Zielonki Mitury ze Śląska. Zaczęła się od jednego naszyjnika zrobionego do sukienki. Dziś obejmuje biżuterię koralową oraz warsztaty dziedzictwa kulturowego Śląska: haft w tradycyjne śląskie wzory, szydełkowanie, rękodzieło biżuteryjne. Markę znajdziesz na Facebooku jako Ameska Handmade.
Co to jest Akademia Rękodzielnika OPLOTKI?
Akademia Rękodzielnika to program mentoringowo-szkoleniowy Agnieszki Gaczkowskiej z OPLOTKI dla osób, które chcą rozwijać swój biznes rękodzielniczy. Program łączy wiedzę o prowadzeniu marki handmade z elementami coachingu grupowego i budowaniem społeczności twórczyń. W 2026 roku odbywa się jej 10. edycja.
Co to jest „AKADEMIA PODCAST” w ramach OPLOTKI?
AKADEMIA PODCAST to nowa seria specjalna podcastu OPLOTKI, w której Agnieszka Gaczkowska wraca do uczestniczek poprzednich edycji Akademii Rękodzielnika. Każdy odcinek to rozmowa z kobietą, która była w akademii i poszła swoją ścieżką. Celem jest pokazanie różnorodnych dróg w biznesie handmade, inspirowanie i budowanie autorytetu społeczności.
Co to jest gotka kuszkubaniu?
Gotka kuszkubaniu to śląski termin oznaczający kobiecy rytuał plotkowania i rozmawiania przy robieniu czegoś ręcznie, np. szydełkowaniu czy robieniu czegoś razem przy kawie. Pierwotnie kobiety darły pierze zimą i plotkowały. Agnieszka Zielonka Mitura przywołuje tę tradycję jako opis tego, czym są dla niej warsztaty rękodzieła. Nazwa ta ma też bezpośredni związek z historią nazwy OPLOTKI – „plotki przy oplataniu”.
Jak rękodzieło pomaga budować pewność siebie?
Rękodzieło daje namacalne poczucie sprawczości: coś się tworzy, coś dosłownie powstaje z rąk. Według doświadczeń uczestniczek Akademii Rękodzielnika OPLOTKI, samo tworzenie obniża napięcie fizyczne i psychiczne. Uczestniczki obserwują, jak z napięciem u krawędziowej kobiety „zaciskającej ścieg” zmienia się już po godzinie. Wspólnota tworzących kobiet dodatkowo wzmacnia poczucie, że „to co robię, jest dobre.”
Jak zacząć prowadzić warsztaty rękodzieła, jeśli nie czuję się gotowa?
Historia Agi Zielonki Mitury pokazuje, że warsztaty mogą przyjść w sposób naturalny, zanim człowiek poczuje się „gotowy.” Aga przez długi czas twierdziła, że nie będzie prowadzić warsztatów. Pierwsze zaproszenie przyszło od kolegi, potem od koleżanki, potem od uczestniczek przez fanpage. Klucz to: mieć jakiś ślad obecności w internecie (nawet nieaktualizowany fanpage), tworzyć swoje rękodzieło, być otwartą na zaproszenia. Warto też poznać podstawy wyceny i finansów (np. przez Akademię Rękodzielnika OPLOTKI), żeby warsztaty nie „zjadały” tylko czasu, ale też przynosiły dochód.
Dlaczego kobiety w Polsce mają problem z uznawaniem wartości swojej pracy?
Według rozmowy w tym odcinku: to kwestia kulturowego dziedzictwa. Samokrytycyzm i brak przekonania o własnej wartości jest przekazywany z pokolenia na pokolenie przez matki, babcie, sąsiadki i ciotki. Utrwalają go też wzorce wychowawcze: bycie „grzeczną dziewczynką.” Dotyczy to wielu polskich kobiet niezależnie od faktycznych kompetencji, bo nieraz dziewczyny są dużo lepsze w swoim fachu niż ich koledzy, ale wciąż „siedzą cicho pod miotłą.” Zmiana jest możliwa przez świadome środowisko wspierające, takie jak grupy rękodzielnicze czy programy mentoringowe.
Powiązane treści
- Akademia Rękodzielnika – podsumowanie edycji
- Handmade BIZ Summit – coroczna konferencja OPLOTKI
- Wszystkie odcinki podcastu OPLOTKI
- Podcast #30 – Jak poukładać biznes handmade, kiedy mam za dużo pomysłów [HANDMADE BIZ Q&A]
- Książka „Oplotki. Sukces handmade.” – Agnieszka Gaczkowska
Chcesz być częścią kolejnej Akademii Rękodzielnika?
Zbliżamy się do 10. edycji. Jeśli siedzisz po drugiej stronie i zastanawiasz się, czy to jest dla Ciebie, zapisz się do newslettera i bądź pierwsza, kiedy otworzymy zgłoszenia.Newsletter OPLOTKI
lub zaglądaj na stronę programu:























































































































