• Link to Facebook
  • Link to Instagram
  • Link to Instagram
  • Link to Youtube
  • Link to Pinterest
  • Link to Mail
  • Link to TikTok
  • Link to LinkedIn
  • Koszyk
  • Moje konto
  • Shopping Cart Shopping Cart
    0Shopping Cart
Oplotki
  • Sklep
    • Rękodzieło
      • Punch Needle
      • Makrama
      • Szydełko
      • Druty
      • Tkanie
      • Haft
      • Szycie
      • Stacjonarne warsztaty rękodzieła
      • Boxy produktowe
      • Vouchery prezentowe
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
    • Biznes Handmade
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Handmade Biz Summit
      • Kursy dla Biznesu Handmade
      • Ebooki, książki, webinary
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
    • Biznes
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Kursy dla biznesu
      • Biznesowe wydarzenia stacjonarne
      • Handmade Biz Summit
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
  • Książka
  • PODCAST
  • Warsztaty
  • Dla firm
  • HandmadeBIZsummit
  • Biblioteka
  • Mastermind
  • O nas
    • Kontakt
    • Newsleeter i FREE treści
    • Wynajem pracowni na warsztaty Poznań | Pracownia Oplotki
    • Agnieszka Gaczkowska
    • BLOG OPLOTKI
    • Stowarzyszenie
    • Zespół
    • Aktualne promo
    • Program Afiliacyjny
    • Dla mediów
    • Social Media OPLOTKI
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
haft pałucki podcast
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO

Kilka słów o hafcie pałuckim

haft pałucki podcast

Haft pałucki – rozmowa z Wiesławą Gruchałą i Krystyną Ługiewicz

 

W dzisiejszym odcinku z cyklu „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, realizowanego w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”, rozmawiamy z panią Wiesławą Gruchałą z Muzeum Regionalnego w Wągrowcu, z paniami z Koła Miłośniczek Haftu Pałuckiego przy Muzeum Regionalnym w Wągrowcu oraz z panią Krystyną Ługiewicz opiekującą się kołem hafciarskim. Haft pałucki zdobił elementy stroju ludowego na terenach Pałuk (styk Wielkopolski, Kujaw i Pomorza).

Haft pałucki – kto się tym zajmuje?

Koło Miłośniczek Haftu Pałuckiego działa nieprzerwanie od 2013 roku, a zawiązało się po warsztatach zorganizowanych przez Muzeum Regionalne w Wągrowcu. Kołem opiekuje się pani Wiesława Gruchała z muzeum w Wągrowcu, a mistrzynią czuwającą nad poprawnością wzorów jest pani Krystyna Ługiewicz z Bożejewiczek. Koło Miłośniczek Haftu Pałuckiego tworzone jest przez hafciarki, które zdobywają nagrody w najstarszym konkursie hafciarskim w Polsce, organizowanym w Szubinie od ponad 50 lat.

Warto przy tym wspomnieć, że pani Krystyna Ługiewicz, jako twórczyni ludowa, nie tylko jest laureatką wielu konkursów, ale też otrzymała wyróżnienie “Zasłużony dla kultury polskiej”, medal ministra kultury i dziedzictwa narodowego oraz marszałka województwa kujawsko-pomorskiego. Jej prace można podziwiać w wielu muzeach w Polsce. Pod jej czujnym okiem można także uczyć się sztuki haftowania w muzeum w Wągrowcu oraz w domu kultury w Rogowie.

haft pałucki hafciarka przy pracy oplotki

Co to jest haft pałucki?

Haft pałucki jest bardzo charakterystyczny, zdobi elementy stroju pałuckiego: czepiec, kryzę, koszulkę, fartuch, halkę białą i czerwoną. Czerwona halka nazywana jest “piekielnicą”, ponieważ jest w kolorze czerwonym, a hafty są w kolorze czarnym.

Głównymi motywami haftu pałuckiego są motywy roślinne, takie jak listki, gałązki oraz bukiety, a jego struktura jest bardzo mięsista, wypukła. Czepce, kryzy i koszulki w stroju pałuckim są w kolorze białym, haftowane białą, bawełnianą nicią. Występują tu motywy florystyczne z obdzierganą dziurką. Halki, kryzy i fartuszki wykańcza się w tak zwany ząbek, o krawędziach obdzierganych dziurek. Fartuszek, zazwyczaj w paski, był w kolorach blado czerwonym i białym, haftowany białą nicią.

haft pałucki jak wyglądazdobienia na serwetce

Jak wygląda strój pałucki ozdobiony haftem pałuckim?

Strój Pałucki składa się z charakterystycznego czepca wykonanego z białego płótna lub tiulu zdobionego wypukłym haftem pałuckim. Do czepca doszyte są szerokie haftowane bandamy, czasem sięgające kolan. Do białej haftowanej koszuli panny zakładają gorset w kolorze czarnym lub granatowym, a mężatki krótki kabat w ciemnym kolorze. Do tego haftowana kryza, czyli rodzaj kołnierzyka, oraz czerwone, drobne korale. Dół składa się z kilku warstw: najpierw biała, haftowana halka, potem czerwona flanelowa halka (tzw. piekielnica), następnie dyrdok, czyli wełniana spódnica (dawniej pasiasta, obecnie w ciemnych kolorach), a na samym wierzchu haftowany fartuch.

haft pałucki piekielnicahaftowanie haftem pałuckim

Panie z Koła Miłośniczek Haftu Pałuckiego mają mnóstwo pomysłów, a haft pałucki wykorzystują również do ozdabiania obrusów, serwetek, woreczków, a nawet maseczek do zakrywania nosa i ust.

Zapraszamy do wysłuchania krótkiej, ale bardzo ciekawej rozmowy z mistrzyniami haftu pałuckiego 🙂

jak wygląda haft pałuckihafciarka pokazuje haft pałucki

Jaka jest idea projektu “Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”?

Celem naszego projektu jest wzmocnienie tożsamości narodowej poprzez zapoznanie się z polskim rękodziełem, kulturą, tradycją, folklorem.

Techniki rękodzielnicze ulegały transformacjom na przestrzeni czasu – chcemy to pokazać, a tym samym rozbudzić w Tobie rękodzielniczego bakcyla!

Bo rękodzieło jest naprawdę dla wszystkich, a o jego dobroczynnym wpływie możemy mówić bez końca 🙂

Wszystkie rozmowy, które przeprowadziłyśmy do tej pory w ramach projektu, znajdziesz na stronie Rękodzieło Wczoraj i Dziś >>

19 sierpnia 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/08/1-okladka-pl.png 1080 1080 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-08-19 06:00:202026-08-21 09:57:34Kilka słów o hafcie pałuckim
Beata Kabała o Kopkach
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO

Biskupiańska kopka – opowiada Beata Kabała

Beata Kabała o Kopkach

Kopka, czyli nakrycie głowy z okolic Biskupina

Dziś prezentujemy kolejny odcinek podcastu z cyklu „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, realizowanego w ramach projektu „Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele”.

Jednym z najważniejszych elementów każdego stroju ludowego jest nakrycie głowy. Nie zawsze jest to chusta lub czepiec, jakby się mogło wydawać. Każdy region ma swoje określone wzory, formy i sposoby noszenia.

Miałyśmy niezwykłą przyjemność porozmawiać z panią Beatą Kabałą – kopczorką z Wielkopolski. Pani Beata szyje kopki, czyli tradycyjne nakrycia głowy z okolic Biskupina.

Co to w ogóle jest kopka? Jak wygląda kopka? Jakie są rodzaje kopek? Czy współcześnie jest zapotrzebowanie na kopki? Jesteś ciekawa(-y)? Zapraszamy wysłuchania ciekawego wywiadu z panią Beatą o tajemnicach powstawania kopek. Jeśli jednak wolisz czytać, niż słuchać, transkrypcję podcastu znajdziesz poniżej.

Transkrypcja podcastu „Beata Kobała o kopkach”. 

 

Karolina Nowaczyk: Dzień dobry, pani Beato.

Beata Kabała: Witam serdecznie.

K.N.: Bardzo nam miło, że zgodziła się Pani opowiedzieć nam o rękodziele, którym się pani zajmuje. Czy mogłaby się nam pani przedstawić?

B.K.: Mam na imię Beata Kabała, mieszkam w Krobi, obecnie pracuję jako instruktor do spraw folkloru i organizacji imprez w Gminnym Centrum Kultury i Rekreacji imienia Jana z Domachowa Bzdęgi w Krobi i jestem też kopczorką.

K.N.: Proszę nam jeszcze powiedzieć, w jakim regionie Wielkopolski się znajdujemy?

B.K.: W Biskupiźnie, południowo-zachodnia Wielkopolska, na terenach Biskupizny. Biskupizna to mały mikroregion, do którego należy 13 miejscowości i Krobia.

Co to jest kopka?

K.N.: Proszę nam powiedzieć, jest Pani kopczorką. Co to jest ta kopka?

B.K.: Kopczorka to osoba, która zajmuje się właśnie szyciem i układaniem kopek. A kopka to jest takie nakrycie głowy ludowe, tutaj właśnie u nas na Biskupiźnie. Tych kopek są trzy rodzaje, bo jest oddzielna dla dziewczynki – kopka taka okrągła, jest kopka z okapem i jest kopka, którą nazywamy klapicą – to jest kopka mężatki.

K.N.: Proszę nam powiedzieć, jakie są elementy kopki. Jak wygląda kopka? Z czego ona się składa?

B.K.: Kopkę wykonuje się z tiulu bawełnianego, na tiulu bawełnianym długości 2 m haftuje się wzory z katalogu biskupiańskiego, takie nasze, i ząbki. Wtedy ten pas, który się wyhaftuje, zszywa się i do tego doszywa się denko. W środku kopki jest denko, a to, co takie uszy stoją, to się nazywa okap. Z tiulu bawełnianego wycina się pasy, to się wszystko krochmali i te pasy się układa. Ten przód kopki jest układany z takich rurek. No to trzeba ręcznie wszystko układać. Kryze podobnie się robi, ponieważ kryza też ma ząbki, które też trzeba na dwumetrowym tiulu wyhaftować i w taką stójkę doszyć guziczek. Wtedy kryza jest gotowa. Wiadomo, to pochłania dużo czasu, bo trzeba siedzieć i szyć, haftować. A więc to jest pracochłonne, ale cieszę się, że mogłam się nauczyć i tę tradycję podtrzymywać i robić kopki dla innych zespołów.

K.N.: Jak to się stało, że zajęła się Pani kopkami?

B.K.: Moja przygoda z biskupizną zaczęła się od najmłodszych lat, ponieważ już w przedszkolu należałam do zespołu. Potem jak przeszłam do szkoły podstawowej to w klasach 1-3 też mieliśmy zespół i w starszych klasach też był zespół, i tak przechodziłam jak gdyby samoistnie. A jak wyszłam ze szkoły podstawowej, moja babcia należała do zespołu ludowego. Na początku było to Towarzystwo Kulturowe, które powstało w Domachowie, potem przekształciło się w Biskupiański Zespół Folklorystyczny z Domachowa i okolic. Babcia do niego należała i zabierała mnie na różne występy, stroiła po biskupiańsku. Już jak miałam 4 lata, to mi uszyła strój, żebym sypała kwiatki po biskupiańsku. I tak z nią wszędzie wyjeżdżałam, to mi się spodobało. Jak już skończyłam szkoły i średnie, i wyższe, to zaczęłam od lipca 2000 roku układać kopki. Nauczyłam się właśnie od babci. A w 2017 roku dostałam dofinansowanie z Ministerstwa Kultury i miałam możliwość uczenia trzech dziewczyn tej sztuki haftowania, układania od podstaw. Z materiału układałyśmy, haftowałyśmy i każda miała zrobić jeden taki komplet: kopkę i kryzę.

Jak tworzy się kopkę?

K.N.: Właśnie miałam zapytać, czy są osoby, które chcą się tego nauczyć od podstaw, które chcą się zajmować tworzeniem kopek?

B.K.: Te dziewczyny, które się uczyły u mnie, to jedna widzę, że na swój własny ślub uszyła i wyhaftowała klapice, więc widzę, że ona też uprasuje sobie kryzik. Widzę że bierze się za to. A tamte dwie pozostałe to wiadomo – inna praca. To wiadomo, tak też nie ciągnie ich jakby do tego. Ale myślę, że byłoby zainteresowanie… Gdyby się powiedziało w szerszym gronie, to myślę, że osoby byłyby zainteresowane nauką układania.

K.N.: Jak długo trwa układanie takiej kopki, zupełnie od podstaw?

B.K.: Od podstaw, to gdyby codziennie się haftowało, to tak z miesiąc trzeba poświęcić na hafty. Teraz też technologia, wiadomo, idzie do przodu, więc zainwestowałam w maszynę hafciarkę i ona już jest taka sprytna, że można zaprogramować z katalogów wzory, zeskanować, włożyć w ten program hafciarki i przekształci się we wzór komputerowy na hafciarkę. Wtedy można wyhaftować na tiulu bawełnianym wzór biskupiański. Wiadomo, jest szybciej niż ręcznie. Niektóre zespoły na przykład chcą kopki na już, jak najszybciej, to wtedy nie byłabym w stanie tyle w tak krótkim czasie zrobić, tyle kopek, więc po prostu sobie ułatwiam maszyno-hafciarką. No ale tak z miesiąc trzeba haftować, później prasować, układać, krochmalić. Do tego musi być specjalny krochmal, nie taki zwykły jak kupujemy w sklepie, tylko musi być krochmal ryżowy, taki w postaci ziarenek ryżu, i on jest taki sztywny. Rozrabiam go i krochmalę te wszystkie elementy – i kopkę, i kryzę. To musi wyschnąć. Jak są wszystkie elementy usztywnione, to wtedy muszę zamoczyć w boraksie. Łyżeczka boraksu na taką kopkę, płaska łyżeczka, żeby też nie za dużo, bo później by się rwało i by się przedzierał ten materiał, bo on jest dosyć cienki. Czyli taka płaska łyżeczka na talerzyk i zalewamy wrzątkiem, bo boraks jest w postaci proszku. Wtedy jak rozmieszam ten boraks, to moczę tę kopkę czy kryzę, wtedy woda wpija w ten materiał i wtedy jest możliwość rozłożenia, prasowania i formowania takiej kopki.

K.N.: Aha, czyli krochmalem Pani usztywnia, a potem boraksem nadaje Pani tej elastyczności, żeby formować?

B.K.: No boraks trochę pewnie też usztywnia, ale ta kopka, żeby nie była taka sztywna, to musi zmięknąć, więc dlatego babcia robiła najpierw krochmalem, a później boraksem. Teraz jest możliwość, że na żelazko można nałożyć sobie taką nakładkę nieprzywierającą, a kiedyś nie było tych nakładek i moja babcia jak krochmaliła, to później ten krochmal się kleił do żelazka. Jeszcze kiedyś były te żelazka z duszą, to się kleiło wszystko. Wtedy babcia posypywała mąką ziemniaczaną. Miała takie małe siteczko i posypywała, jednak wtedy oczka materiału zaklejały się tą mąką. Jak znalazłam właśnie tę nakładkę na żelazko, to już wtedy nie muszę sypać mąki ziemniaczanej, tylko moczę w boraksie, rozkładam i prasuję z tą nakładką na żelazko i się nic nie dzieje, nie żółknie, można spokojnie uprasować. No i tak samo koronki też muszę tę samą procedurę, bo musi też być i ukrochmalona, czyli usztywniona później w boraksie, i wtedy te paski prasuję i układam w rurki, żeby było do kopki.

K.N.: To jest ogrom wiedzy, wykonanie takiej kopki to jest naprawdę ogrom wiedzy.

B.K.: No na początku myślałam, że się tego nie nauczę, ale babcia mówi: “Dziewczę naucz się, bo jak mnie zabraknie, to kto będzie robił!”. Dlatego właśnie się nauczyłam.

K.N.: Żeby przekazać tę tradycję? Trzeba mieć umiejętności nie tylko haftowania, ale też umiejętności właśnie techniczne.

B.K.: Moja mama mi też pomaga, bo moja mama wszywa. Jak ja wyhaftuje maszyną czy ręcznie, to mama zszywa denko z okapem, a ja już robię następną. Mama pomaga mi. Też szyjemy lalki biskupianki, więc też mi szyje stroje, chociaż nie jest krawcową, ale tak się nauczyła. Bo ona też jest z biskupizny, pochodzi z Posadowa i opowiadała, że pamięta, jak była mała, no to na wsiach siedziały kobiety na ławkach i sobie dziergały. I tak mówi, że zawsze jak biegały dzieciaki po dworze, po wsi, to przyglądały się, co tam babcia robisz, co tam ciotka robisz (bo wszyscy na wsi mówili do siebie ciotka, wujek, nie mówili pan, pani). Mama właśnie mówiła, że pamięta z tych ławek, że kobiety sobie haftowały, dziergały, zajmowały się domem, niektóre chodziły w pole… Ale większość mężczyźni pracowali w polu, a kobiety domem i obejściem się zajmowały. To wtedy tak wieczorami, popołudniami sobie siedziały na ławkach i śpiewały i haftowały.

Kopka a współczesność

K.N.: Czyli to takie było spotkanie towarzyskie wykorzystane jednocześnie do zrobienia czegoś twórczego. A proszę powiedzieć, pani Beato, czy te elementy kopki są w jaki sposób wykorzystane w stroju współczesnym?

B.K.: Koleżanka założyła taką nieformalną grupę, w której właśnie pokazujemy hafty takie nasze tradycyjne, biskupiańskie, łączymy właśnie czy to kopkę, czy kryzę ze współczesnością. Mamy taki “Paryski szyk, biskupiański dryg”. Tak się nazywa pokaz mody. A ta grupa nazywa się Kryza i koleżanka Jola Łabuzińska z Żychlewa właśnie zapoczątkowała taki styl. Rodzice brali ślub – mama po biskupiańsku – i wpadła na pomysł, że to połączymy. Zwykłe ubranie, na przykład białe spodnie, z czarną jaczką z koronkami… Albo kryzę nie zakłada się na szyję, tylko w pasie ozdabia czarną sukienkę, chusty się przywiązuje na przykład na ramionach, choć tradycyjnie na głowie nosiły biskupianki. I takie połączenie bardzo się podoba ludziom. Jak tak robiliśmy na Festiwalu Tradycji i Folkloru taki – można powiedzieć – striptiz biskupiański, bo tych elementów jest sporo, i dziewczyny się rozbierały, rozbierały, wszystkie elementy zdejmowały, to podobało się ludziom. Strój składa się również z koszulki i takich jak kiedyś kobiety nosiły, takich można powiedzieć majtek z klapą… I właśnie do tego momentu były rozbierane, a tych warstw jest trochę w strojach biskupiańskich. Tak się spodobało, że jak na przykład gdzieś jedziemy albo do nas przyjeżdżają, to też pytają o ten właśnie pokaz mody. I często go pokazujemy właśnie w połączeniu ze współczesnością, te biskupiańskie czy kopkę, czy kryzę i te ubiory, które mamy.

Justyna Renn: A kopka kobiety zamężnej jak wyglądała? 

B.K.: No ona już ma inną formę, to już nie ma tych koronek z przodu, tylko ma bardziej takie fale i z tyłu ma wstążki dwie, takie szerokie i bardzo cienkie, haftowane w kwiaty kolorowe, a na wierzchu, na górze, zamiast koronek ma jedwabną chustę w takie pasy fioletowo-zielone. No trudno jest teraz te wstążki dostać, ale kiedyś tak właśnie się kobiety stroiły, mężatki. U nas kobiety, które mają taką klapicę, bo to się klapica nazywa, to ubierają się, a która nie ma, no to ubiera tą panieńską, można powiedzieć, kopkę. I takie właśnie mamy elementy stroju. No tak jak gdzieś jedziemy, to wszyscy właśnie nas podziwiają, że takie mamy i piękne stroje, i to nakrycie głowy takie inne niż pozostałe regiony. Bo inni mają wianki czy jakieś inne czepce, a my mamy właśnie takie stojące i koronkowe kopki. To tak się wszystkim podoba. My też jesteśmy zadowoleni, dumni, że właśnie możemy podtrzymywać tradycję. Ja należę do Biskupiańskiego Zespołu Folklorystycznego z Domachowa i okolic. Mam tę tradycję przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Ale młodzież i dzieci, które mieszkają na naszych terenach i przyjezdne, to bardzo im się to podoba i nie wstydzą się tego, chcą zakładać te stroje. Zespoły mamy w przedszkolu i w szkole podstawowej w Starej Krobi. U nas w szkole w Krobi to zakładają chętnie dzieciaki te stroje. Czy jak są jakieś potańcówki, czy jak mamy Tabor w Starej Krobi, to też przyjeżdżają i z nami się bawią, tańczą i uczestniczą w warsztatach. Także u nas ta tradycja jest żywa i bardzo się z tego cieszymy, że możemy i mamy z czego czerpać. Mamy jeszcze starsze osoby, które nam podpowiadają, jak to było dawniej. Więc mamy skąd czerpać te pieśni i stroje, więc się cieszymy, że jeszcze ta tradycja tu u nas jest i ma się dobrze.

Kopka na przestrzeni wieków

J.R.: A proszę powiedzieć jeszcze, jak się zmieniała kopka na przestrzeni wieków?

B.K.: No właśnie przed wojną kopka miała inny kształt, ponieważ były tak szerzej układane koronki tu z przodu, a okap z tyłu był upinany. No moja babcia jak zaczęła należeć do zespołu, już po wojnie, to ta kopka przyjęła inną formę. Kiedyś była tak bardziej szeroko układana, a teraz jest wyższa i węższa, a koronki są szerzej i bardziej z przodu, ta kryza. Babcia zaczęła wyżej układać koronki i ta kopka taką formę przyjęła właśnie po wojnie, więc ja już tak się nauczyłam i tak właśnie robię, jak moja babcia robiła.

K.N.: Czy można powiedzieć, że ta zmiana to była kwestia mody?

B.K.: Myślę, że też kwestia mody. Na co dzień kobiety też się inaczej stroiły, wygodniej można powiedzieć, i nie nosiły tych kopek. Kopki zakładało się do kościoła czy na zabawę, jak chciało się elegancko wystroić. Moja babcia mówiła, że było ich cztery siostry, no to każda chciała się wystroić do kościoła, a wiadomo, czasy były ciężkie. Babcia się urodziła w 1919, więc nie każda dziewczyna miała kopkę, dzisiaj już jest inaczej. Więc każda chciała się wystroić do kościoła, to najpierw jedna szła do kościoła, zakładała kopkę, wracała, druga zakładała i szła do kościoła i tak się zmieniały. Później babcia, skoro miały jedną kopkę na cztery, to stwierdziła, że będzie się uczyła robić kopki i do pani Rozalii Andrzejewskiej przez dwa tygodnie chodziła pieszo z Żychlewa do Starej Krobi co drugi dzień. I się uczyła. Ta pani mówiła, że albo przez te dwa tygodnie się nauczysz i będziesz robiła, albo nie. Wiec tak babcia była pilna, mówiła ,że chce się nauczyć i się nauczyła przez te dwa tygodnie.

Z czego zrobiona jest kopka

K.N.: Pani Beato, a materiał, który pani wykorzystuje do wykonania kopek dzisiaj, czy on jest trudno dostępny, tak żeby ta kopka jak najbardziej przypominała tą tradycyjną? Ten materiał, na którym pani pracuje, ta siatka bawełniana… Czy to jest raczej łatwe do dostania? 

B.K.: Tiul bawełniany. Bo mamy różnego rodzaju tiule, ale one się właśnie nie nadają, bo są takie i sztywne, i nie trzymają krochmalu, a te właśnie są bawełniane. Jak się ukrochmali w krochmalu, to wtedy można nadać kształt tej kopce. Bo ona jest usztywniana. Tiule, te bawełniane, też są różne, oczka są większe i mniejsze. Najlepszy jest tiul, który ma najdrobniejsze oczka. No ja zamawiam w Warszawie i tam pan z firmy zamawia jeszcze z zagranicy. Trudno jest dostać, bo to u nas w Polsce się nie dostanie tego tiulu, jest drogi i kosztowny, więc dlatego każda jak ma tę kopkę, to dba, żeby miała jak najdłużej i czystą i ładną. No bo to są kosztowne materiały i samo zrobienie wymaga dużo pracy. I dlatego tak się szanuje te kopki. Babcia mi zawsze mówiła: “Dziewczę, tylko musisz mieć ładny, duży karton, żebyś nie pogniotła okapu. Więc dbamy wszyscy o te kopki i kryzy, żeby jak najdłużej nam służyły.

J.R.: A jest szansa, na przykład jak się coś ubrudzi, żeby ją jakoś wyprać, odświeżyć, czy już trzeba nową robić?

B.K.: No więc przede wszystkim trzeba szanować, trzeba chronić przed deszczem, bo to wiadomo jest nakrochmalone. Jak jest wilgotno czy gdzieś na przykład przy wodzie jesteśmy, to trzeba uważać. Była taka sytuacja, jak w Kazimierzu chodziliśmy nad wodą. Wilgoć była i później dziewczyna mówi: “Czemu ja mam ten kryzik taki oklapnięty?”. Mówię: “Jak chodziłyście tam przy wodzie, to jednak wilgoć powoduje, że ten okap i kryza trochę oklapną”. Trzeba właśnie, tak jak mówiłam, przed deszczem chronić. Jak się zabrudzi czy tam coś się z nim stanie, no to jeśli kobieta ma pojęcie, to sobie sama przeprasuje. Ja to nie rozkładam całej, tylko lekko przejadę żelazkiem tak, jak ona jest pozszywana. No ale ktoś nie potrafi, to musi do mnie przynieść, ja muszę wszystko to porozpruwać na części pierwsze, że wszystko musi być oddzielnie. Koronki i ten okap z denkiem zostaje, a te wszystkie koronki, które były na przodzie, to wszystko odpruwam. Wtedy trzeba od początku krochmalić i układać od nowa. Wiadomo, że kryzik przy szyi się trochę brudzi, to muszę uprać i ułożyć od nowa. U nas w zespole to staramy się co pięć lat odświeżać, prać. Więc każda ma szanować i dbać, żeby jak najdłużej służyły. Trzeba w kartonie zamkniętym trzymać, żeby kurz i brud się nie dostał. Też się tak zdarzyło, że ktoś na wiosce na szafie trzymał karton i kot się w nim wyspał! Więc sztywne pudełko i przykrycie, żeby nic nie weszło, żeby jak najdłużej były ładne i czyste: i kopka, i kryza.

K.N.: Dziękujemy bardzo, pani Beato, i życzymy dalszych pięknych kopek.

B.K.: Dziękuję.

ludowe nakrycia głowy kopkakopka a ludowe nakrycia głowytradycyjne nakrycia głowy a kopka

 

12 sierpnia 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/08/beata-kabala-o-kopkach-pl.png 1080 1080 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-08-12 06:24:462026-08-21 09:57:26Biskupiańska kopka – opowiada Beata Kabała
tkactwo ręczne wywiad
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO

O historii tkania i sztuce tkackiej – rozmowa z Karoliną Nowaczyk

tkactwo ręczne wywiad

Karolina Nowaczyk o historii tkania, sztuce tkackiej i tkactwie ręcznym

Dziś znowu sięgniemy do niemal samych początków sztuki rękodzielniczej w ramach naszego cyklu „Rękodzieło wczoraj i dziś”.

Tkactwo ręczne to jedna z najstarszych znanych nam technik. Czy wiesz, że za pierwsze krosno służyło… drzewo i jego gałęzie? Niesamowite, prawda?

Historia rozwoju tkactwa ręcznego w Polsce jest bardzo kolorowa, nieraz przeplatana złotymi nićmi, które po dziś dzień zdobią wawelskie komnaty, pobłyskując w przepięknych arrasach. Ale tkactwo to również sztuka użytkowa: obicia mebli, dywany, serwety… Ma w sobie coś magicznego i nie da się ukryć –  można je wykorzystać niemal do wszystkiego.  Można tkać formy duże i formy miniaturowe. Można tkać na krośnie poziomym lub na krośnie pionowym. A na pewno można się w tkaniu ręcznym całkowicie zatracić. Tak jak nasz dzisiejszy gość – Karolina Nowaczyk. Karolina ma swoją własną pracownię tkacką, a o tkactwie ręcznym w Polsce i na świecie wie bardzo wiele. Dlatego serdecznie zapraszam Cię do wysłuchania mojej rozmowy z Karoliną, która z pasją opowiada o tym, czym tak naprawdę jest tkactwo ręczne i jak rozwijało się na przestrzeni wieków.

Czy istnieje coś takiego jak polska sztuka tkacka? Czy tkanie ręczne odchodzi do lamusa? A może wręcz przeciwnie – najlepszy okres ma jeszcze przed sobą? Czy tkactwo ręczne jest dla każdego?

Odpowiedzi na te pytania, znajdziesz w poniższym odcinku podcastu. Zapraszam!

Jeśli wolisz czytać, zamiast słuchać, transkrypcję odcinka znajdziesz poniżej.

 

Więcej informacji, a także wywiadów i ciekawych artykułów znajdziesz na stronie projektu Stowarzyszenia Oplotki „Rękodzięło wczoraj i dziś. Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele” >>

 

Tradycja i Nowoczesność w polskim rękodziele

Transkrypcja odcinka podcastu: Karolina Nowaczyk o historii tkania i sztuce tkackiej

Agnieszka Gaczkowska: Rękodzieło wczoraj i dziś. Zapraszam Cię do kolejnego odcinka naszej serii dotyczącej tego, jak nieznane techniki rękodzieła zmieniały się na przestrzeni czasu i jak wyglądają w dzisiejszych czasach. 

Witam was w kolejnym odcinku naszej oplotkowej serii „Rękodzieło wczoraj i dziś”. Jestem bardzo przejęta, bo dziś mamy takiego „nowego starego” gościa – Karolinę, którą już słyszeliście w naszym podcaście. Jednak ostatnio skupiałyśmy się na osobistej opowieści o tkaniu, a teraz projekt wymógł na nas trochę inne spojrzenie na tkanie. Dzisiaj będziemy się trochę zastanawiać nad tym tkaniem: jak to było kiedyś, a jak teraz to wygląda. Oczywiście bardzo serdecznie zapraszam Was do opowieści Karoliny, która opowie nam o tej technice, o której można mówić i mówić, i mówić. Już nie przedłużam, oddaję głos Karolinie. Karolina, opowiedz nam coś o sobie i tkaniu.

Karolina Nowaczyk: Witajcie, tkanie to jedna z najstarszych technik rękodzielniczych. Właściwie już na jakiejś gałęzi zawiązywano pionowe nici, obciążano je karmieniami i przytykano czymkolwiek. No oczywiście nićmi, ponieważ chodziło o to, żeby to było do noszenia, to były tkaniny typowo użytkowe, tkaniny, z których robiono ubrania. Przetykano te nitki wątku, czyli te nitki poziome, na tych niciach pionowych zawieszonych na tej gałęzi obciążonej kamieniami i w ten sposób powstawały pierwsze tkaniny. I to było takie pierwsze podstawowe krosno – krosno pionowe, tak zwane haute lisse (to nazwa fachowa). No i to się rozwijało, aż potem przyszły tkaniny gobelinowe, tkaniny arrasowe, czyli tkaniny pochodzące z miasta. Arras, czyli tkaniny już pełne przepychu. Tkaniny, które tworzono z jedwabiu, wplatano złotą nitkę. Powstawały całe serie biblijnych scen, tkaniny pełne scen mitologicznych. Tkaniny tworzone na zamówienie dla naszego króla Zygmunta Augusta, czyli najsłynniejsza kolekcja wawelska. Te tkaniny są niesamowite i bezcenne. Tworzono także tkaniny do ozdabiania, do mebli, na wyściółkę do krzeseł, ozdabiano oparcia i siedziska. Także historia tkania i jego rozwoju jest niesamowita: od takiej najprostszej tkaniny użytkowej po taką tkaninę bardzo ozdobną, cenną, zdobiącą miejsca, gdzie ludzie przebywali w pomieszczeniach. Jednak powstawały również tkaniny bardziej użytkowe, tak zwane sumaki, w Mongolii i Azji. Tkaniny, po których chodzono, którymi wykładano jurty (mongolskie chaty) i namioty. Tam wykładano tkaninami podłogi. Były to tkaniny typowo użytkowe, czyli dywany, które do tej pory są używane na całym świecie, może obecnie są mniej popularne, ale nadal są używane. No i jak to dalej ewoluowało powstała tkanina unikatowa, tkana przez artystów w różnych miejscach, na całym świecie. Tkanina, która powstaje z przeróżnych materiałów, czasami nie spodziewalibyśmy się, z czego można stworzyć tkaninę unikatową. Jednym z najbardziej chyba popularnych trendów jest taki ekologiczny trend, czyli tworzenie ze starych worków, plastików, wykorzystywanie wszelkich przeróżnych materiałów. I z kolei znowu taka ewolucja czy właśnie taka odnowa tkaniny ludowej: chociażby nasza tkanina dwuosnowowa, niesamowita, odkryta po II Wojnie Światowej przez Eleonorę Plutyńską, która się zainteresowała tymi taninami. Stworzyła całą grupę kobiet, które jeździły na Podlasie i które odtwarzały te tkaniny. Dzięki nim te tkaniny przeżyły, a w tej chwili mamy kilka pań na Podlasiu, które tworzą te tkaniny, przez cały czas kultywują tę sztukę tej naszej polskiej tkaniny dwuosnowowej, ludowej, przepięknej. Mamy również tkaniny huculskie z ich typowymi wzorami, kilimy polskie, był przecież ŁAD, który tworzył tkaniny, i Olga Stryjeńska również projektowała wzory kilimów. Także ta historia tkaniny i to, w jak wiele różnych odnóg może pójść tkactwo, jest niesamowita.

tkanina geometryczna tkactwo Karolina Nowaczyk

Kilka słów o tkactwie polskim

AG: myślisz, że można mówić o czymś takim jak “typowo polskie tkanie”? Czy coś takiego w ogóle istnieje twoim zdaniem?

KN: Wiesz co, jako wzór, to jakie wzory żeśmy stworzyli – to tak. Nasze polskie kilimy, nasza polska tkanina, no i typowo polska dwuosnowowa.

AG: Jak myślisz, czy one są w jakiś sposób popularne? Ponieważ mamy taki duży powrót do tych folkowych wzorów np. słynne filcowe torby z różnymi folkowymi kwiatami, często to są wzory w jakiś sposób tylko inspirowane albo są taką współczesną reinterpretacją tych tradycyjnych wzorów. Czy jak obserwujesz właśnie to, co się z tkaniem dzieje teraz współcześnie, to widzisz jakieś takie właśnie elementy, z których się czerpie, czy takie wzory, do których się wraca, interpretuje się ponownie?

KN: Te torby filcowe to mi się kojarzą tylko z łowickimi wzorami, taki typowo łowicki wzór, taki trochę pop-folk. Natomiast w tkaniu ja tego nie widzę. Natomiast tkanina ta dwuosnowowa na pewno cały czas kultywuje te tradycyjne wzory. Panie tworzą swoje wzory, ale to jest ciągle na podstawie tych starych. Tak ja to interpretuję, jednak ja się bardzo nie znam na tkaninie dwuosnowowej, bo się nią nie zajmuję. To jest tkanina, która powstaje na krośnie poziomym, a ja tkam na ramie tkackiej. Ale tam tak, widzę, że tam to jest wszystko ciągle oparte na bazie właśnie tej tradycyjnej tkaniny, tradycyjnego wzoru tradycyjnego projektowania.

Karolina Nowaczyk tka ręcznie

W jaki sposób tkactwo może ewoluować?

AG: Mam wrażenie, że technika tkania staje się popularniejsza i trochę sięgamy po nią tak świadomie, dla takiego mindfulnessu, relaksu. Jest to technika bardzo czasochłonna, pracochłonna i – tak jak kiedyś rozmawiałyśmy – nie ma co siadać na godzinę. To jest trochę taka praca, do której się siada właśnie na kilka godzin minimum, żeby rzeczywiście ten wzór mógł powstać, żeby był jakiś poziom satysfakcji kawałka wykonanej pracy. Jak myślisz, czy w tych takich naszych dzisiejszych zabieganych czasach, gdzie na wszystko wiecznie tego czasu brakuje, to tkanie ma jakąś taką swoją przyszłość? Czy widzisz ją jakby podobnie, tak jak to było kiedyś, czy bardziej w takich formach uproszczonych przyspieszonych?

KN: Myślę, że ma swoją przyszłość, tylko musimy trochę zmienić nawet formę, w jakiej traktujemy tkanie, do czego wykorzystujemy tkactwo. Bo ja na przykład w tej chwili zrezygnowałam z wielkich tkanin i tkam miniatury. I to tak wcale nie jest, jak się wydaje, że poświęcam na nią mniej czasu, bo często wychodzi na to, że ja muszę poświęcić na miniaturę jeszcze więcej czasu, ale też dlatego, że wzór, który tkam, jest wzorem bardzo takim drobiazgowym, szczegółowym, więc wymaga ode mnie większej ilości osnów, co wymaga większej ilości czasu, żeby to wytkać, precyzyjnie wykonać ten wzór. Myślę, że możemy sobie stworzyć jakieś takie piękne małe perełki tkackie, które będą takimi jubilerskimi tkaninami. To nie będzie jakaś wielka tkanina grubo tkana, wielki wzór (myślę, że to jest nadal bardzo modne). Te wielkie tkaniny, takie grube, mięsiste – to też jest piękne, ale myślę, że jeśli przejdziemy do tkaniny takiej właśnie luksusowej, takiej malutkiej perełeczki, którą chcemy mieć gdzieś w domu, to myślę, że może nie stanie się to modne, ale to może stać się właśnie elementem wystroju wnętrza czy elementem naszej dekoracji. To będzie stanowiło taki element luksusu, czegoś niepowtarzalnego, czegoś pięknego, takiego obrazka, takiego małego tkanego obrazka.

AG: Dałaś mi teraz do myślenia i myślę, że się z tobą zgodzę, bo mam wrażenie, że żyjemy coraz szybciej, coraz bardziej mobilni jesteśmy, przeprowadzamy się często w poszukiwaniu pracy albo za swoją pasją, albo nawet za szkołą dzieci. Jesteśmy coraz bardziej mobilni jako społeczeństwo i rzeczywiście duże formy potrafią być kłopotliwe. Przeprowadzka z domu do domu, a z każdą przeprowadzką minimalizacja bagażu. Coraz mniej zabieramy ze sobą i rzeczywiście takie małe formy są bliskie sercu. Jeżeli tkanie wykonujemy samodzielnie, no to poświęcamy bardzo dużo czasu, więc siłą rzeczy jest to dla nas bliskie sercu. Kiedy kupujemy, to też nie są produkty tanie, więc jest to bardzo świadomy zakup. Mimo wszystko przez to, że są małe, są łatwiejsze, żeby je zabrać i mieć tak jakby bliżej siebie. Nie ma potrzeby pozbywać się przy kolejnych przeprowadzkach. Bardzo cenna obserwacja. 

KN: Jest tak nawet nie od strony tkaniny, którą będziemy ze sobą przewozić, ale od strony warsztatu. Wielki warsztat tkacki, nawet jeżeli go złożymy, to są wielkie dechy, które musimy ze sobą wozić, a tutaj na przykład mamy taką ramkę 50 x 50 cm, którą sobie szybko możemy złożyć i jest gotowe. Taka rama zmieści się w każdej szafie, w każdym kącie, nawet rozłożoną jest łatwiej schować w jakiś kąt i potem tylko wyjąć, niż mieć taką wielką kolubrynę, która musi stać w jednym miejscu. Nawet przenoszenie wtedy, gdy już jest nasnuta i na niej pracujemy, już nie jest taką prostą sprawą.

tkactwo ręczne obrazów

Tkactwo ręczne i jego rodzaje

AG: Masz rację, to ja jeszcze dopytam, bo może mamy takie osoby, które słuchają, które niekoniecznie dużo wiedzą o tkaniu, o tkaninie dwuosnowowej, o tkaninie, którą Ty tworzysz na ramie. Gdybyś mogła przybliżyć słuchaczom podział tkania. No bo wszystko się pewnie kojarzy właśnie z przetykaniem nici przez nić, ale wiem, że mamy różne rodzaje tkania. Ty też tworzysz w konkretnym stylu, ale może łatwiej będzie się poruszać, jakbyś mogła przybliżyć te terminy. 

KN: Taki najprostszy podział to jest tkanie na ramie pionowej, czyli takiej, która stoi pionowo, ma nóżki, jest oparta albo możemy ją postawić po prostu na sztaludze malarskiej. Wtedy mamy ją zabezpieczoną i tkamy w pionie, i to jest tkanie na ramie. Tak na przykład tkają w manufakturze gobelinów w Paryżu, ale w Paryżu tkają też poziomo, czyli jest wielkie krosno, które zajmuje dosyć dużo miejsca i ta tkanina jest położona płasko jak na stole. To, co utkamy, nawija się na wał i jest zawijane, a z kolei z drugiej strony odkręcamy sobie osnowę i wtedy możemy utkać wielkie długie tkaniny, w zależności ile tej osnowy na wał zostało nasnute. Natomiast wracając do ramy pionowej: właściwie jesteśmy ograniczeni długością tej osnowy przy wysokości tej ramy, czyli jeżeli ja mam taką małą 50 cm od gwoździ na górze do tych na dole, odejmując jeszcze zarobienie, które musimy zrobić, wzmocnienie naszej tkaniny, plus jakieś kawałki, które musimy zostawić, żebyśmy potem tę osnowę zabezpieczyli, to wyjdzie nam tkanina maksymalnie 30 cm. I tak jesteśmy ograniczeni tą ramą. I teraz z kolei tkanina dwuosnowowa to jest też tkanina tkana na tych poziomych krosnach wielkich, czyli basilis i to jest taka tkanina, która ma dwie strony. To są jakby dwie tkaniny, one są dwukolorowe ze sobą połączone na krawędziach wzoru. Czyli jeżeli będziemy tkać trójkąt i ten trójkąt mamy na białym tle niebieski, to z drugiej strony mamy biały na niebieskim tle i te dwie tkaniny połączone są tylko na krawędziach tego trójkąta. Kiedy weźmiemy do ręki taką tkaninę dwuosnowową i mamy większy kawałek, to możemy wyczuć, że to są dwie tkaniny, można je tak jakby rozsunąć. I to jest taka podstawowa różnica z tymi tkaninami, potem mamy kilimy i gobeliny. Gobelin jest tkaniną jednostronną, to znaczy, że mamy prawą stronę, a po drugiej stronie mamy te wszystkie nitki końcówki, które nam zostały przy tkaniu. Z kolei kilim jest taką tkaniną, która jest dwustronna, czyli mamy po jednej i po drugiej stronie ten sam ładny wzór i wtedy taka tkanina może wisieć na przykład w przepierzeniu, podziałach jakichś wielkich przestrzeni, bo ma jakby prawą stronę po obu stronach.

AG: Dokładnie, kiedy o tym mówisz, to w mojej głowie od razu pojawiają się obrazy, gdzie można wykorzystać taką tkaninę. Rzeczywiście, to o czym mówisz, że duże formy od razu kojarzą się z wnętrzami. Może dobrze by było wspomnieć, gdzie te tkaniny się pojawiają. Wspomniałaś już o obiciach mebli, o takich dużych przepierzeniach, na pewno formy dekoracyjne gdzieś na ścianie. Jakie jeszcze formy tkania przychodzą ci do głowy?

KN: Ja generalnie nie lubię dużej tkaniny, która jest oprawiona w ramę, ale też stosuje się taką formę, że tkaniny wkłada się do ram i powstaje wtedy taki obraz jakby. Ja natomiast lubię tkaninę, która wisi wolno, tak jak stare arrasy, tylko zawieszona jest na górze i ona wolno sobie wisi przy ścianie czy w przepierzeniu. Ale lubię małe formy, które są właśnie w ramce za szybką troszkę oddalone i jest ładne passe-partout, i wtedy faktycznie jest to taki mały elegancki obrazek, czyli forma taka bardzo dekoracyjna, bardzo ozdobna w jakimś miejscu. Jednak w momencie kiedy tkam i wykorzystuję len – ale nie włókno, tylko całą roślinkę, łodygę razem z nasionami i gniazdami nasiennymi – to wtedy to jest bardzo delikatne i wtedy dobrze to właśnie zabezpieczyć za jakąś szybką, żeby była jakaś odległość między tą tkaniną a szybą, żeby po prostu tej tkaniny nie zniszczyć.

warsztat pracy tkanie ręczne

AG: Myślę, że koniecznie muszę Cię namówić, żebyś zmieściła też zdjęcia swojej pracy. Ja mam to szczęście, że ja już wiedziałam prace Karoliny, rzeczywiście dla mnie to jest najwyższy poziom mistrzostwa, żeby tkać, używając tak kruchego materiału jak właśnie len, który jest rośliną kruchą, zasuszoną. Kiedy weźmiecie taką suchą łodygę, to ona się po prostu kruszy jak słoma, a Karolina potrafi to tkać, to po prostu jest mistrzostwo dla mnie. Masz takie gotowe prace oprawione w ramy, więc na pewno poproszę, żebyś zdjęcia pokazała, bo dla mnie to jest rzeczywiście pokazanie tego kunsztu artystycznego. To już nie jest taka rzecz, której możemy się nauczyć na trzygodzinnym warsztacie i śmigać, bo to jest coś, co wymaga doświadczenia, lat wprawy w tej materii. Mam wrażenie, że Ty bardzo fajnie się odnajdujesz w takich współczesnych trendach, bardzo fajnie je podglądasz, interpretujesz, jakby przekładasz umiejętności i wiedzę wynikającą ze znajomości historii, techniki i też faktu, że bardzo długo już pracujesz z tą techniką, ale w przepiękny sposób właśnie tak uwspółcześniasz to tkanie. Czy mogłabyś coś o tym opowiedzieć? Wiadomo, że to jest takie poszukiwanie swojego stylu jako artysta, ale widać, że patrzysz na te nowe trendy, patrzysz na modne kolory i wplatasz w to historię tej techniki. Skąd to u Ciebie, jak to się dzieje, że właśnie szukasz tych form? Co jest inspiracją? 

KN: Ja myślę, że to jest taka potrzeba poszukiwania właśnie nowych rzeczy, próba zrobienia czegoś z niczego, jakaś próba wykorzystania roślin, na przykład jakby tutaj tę roślinę wykorzystać. Niekoniecznie taki gobelin musi być w formie takiej tradycyjnej, arrasowej, takiej obrazowej. Ja też lubię przy tej tkaninie dużej wszystko, co jest mięsiste, takie bardzo strukturalne, co pozwala pokazać tę tkaninę, tę materię, z którą pracuję, więc to jest dla mnie bardzo ciekawe, a z drugiej strony w tych tkaninach malutkich to ta precyzja, ta precyzja tej każdej nitki, czy na pewno uzyskam tę formę, którą chciałam uzyskać i potem to próbowanie, czy na pewno w ten sposób się uda, czy może w inny, to jest też kwestia na przykład dobierania kolorów. Czy jak dobiorę te kolory, to uzyskam coś fajnego czy nie? I to jest chyba właśnie to, co mnie interesuje, to poszukiwanie tej nowej rzeczy. Jeszcze jest jedna taka ciekawa rzecz przy pracy z tkaniną, że tkactwa nie oglądamy z bliska, tkactwo jest jak obraz, czyli zawieszamy na ścianie i odchodzimy, oglądamy z kilku metrów. Jak oglądam z bliska, to żeby zobaczyć, jak to jest utkane, jak ktoś to zrobił, jaką nitką. To jest taka techniczna ciekawość, natomiast tkaniny oglądamy z daleka i trzeba pamiętać, że przy tkaniu nie można za długo siedzieć. Tkam kilka godzin jednym ciągiem, tak minimum dwie godziny, ale przy tym tkaniu ja wstaję, odchodzę, obracam się, kilka razy na boki popatrzę i potem dopiero z odległości patrzę na tę moją tkaninę i dopiero sobie mówię: Aha, dobra, ten kolor to jednak nie pasuje. I poprawiam wtedy, bo tkanie to też jest prucie jak w każdej technice czy przy drutach, czy szydełku. Wszędzie poprawiamy, szukamy jakiegoś lepszego rozwiązania i tak samo jest przy tkaniu. Patrzę, że to jednak nie wygląda tak, jak chciałam. Tworzę sobie szkic mojego wzoru, tego, co chcę stworzyć. Im lepszy i dokładniejszy będzie projekt, tym łatwiej i szybciej wykonany tkaninę, ale nie przy każdej tkaninie uda się stworzyć tak dokładny wzór. Na przykład przy takich tkaninach z lnem, gdzie mam ten wzór stworzony, to mimo wszystko tak naprawdę już w samym tym ostatecznym etapie tkania widzę, czy to będzie mi się podobało, czy nie. Myślę, że to wynika u mnie z takiego poszukiwania, że ja mam ciągłą taką potrzebę szukania jakichś nowych rozwiązań, czegoś nowego, jakby coś innego zrobić. To jest takie przyjemne. Ostatnio tkanina geometryczna mnie zainteresowała, czyli opuszczanie osnowy, pozostawiam wolne osnowy i te wolne osnowy tworzą mi ten wzór, czyli zupełne odwrócenie, nie przykrywam, tylko odkrywam i to mi tworzy moją tkaninę.

Miejsca związane z tkaniem, które warto odwiedzić

AG: Ja bym nie była sobą gdybym nie zapytała o jedną, dosłownie ostatnią rzecz. Nie chcę też przeciągać i nadużywać gościnności, ale bardzo bym Cię chciała dopytać o miejsca czy wydarzenia, w których osoby zainteresowane tkaniem – niezależnie czy współczesnym, czy historycznym – znajdą coś dla siebie. Bo wiadomo, że zawsze się zaczyna od takiej inspiracji, od oglądania, zobaczenia, dotknięcia czasem tkaniny. Wiadomo, że w naszych oplotkach proponujemy takie bardzo uproszczone warsztaty tkania, który zresztą ty prowadzisz i na które też będziemy zapraszać, ale często się zaczyna jeszcze krok do tyłu, ale jeszcze nie chcemy tego spróbować, zrobić tylko zobaczyć, zachłysnąć się. Tak jak to było u Ciebie, że zobaczyłaś, zafascynowałaś się i zostało z Tobą na całe życie. Powiedz mi, czy są jakieś miejsca, może cykliczne wystawy, może wydarzenia, które warto odwiedzić, jeżeli chcemy troszeczkę tak łyknąć tego tkania?

KN: Pierwsze miejsce, do którego zapraszam to Muzeum Sztuk Użytkowych w Poznaniu, ostatnie piętro na górze. Tam jest wystawa stała tkanin i wspaniała, przepiękna, ogromna, fascynująca tkanina Urszuli Plewka-Schmidt “Madonna”. To Widząc tylko reprodukcję zdjęcia w katalogach, byłam zachwycona. Kiedy zobaczyłam to na żywo, to po prostu pochłania. Są też tkaniny współcześniejsze, oczywiście Urszula Plewka-Schmit to też współczesna tkaczka nieżyjąca już, ale są współczesne polskie tkaniny. Jednak “Madonna” to jest coś po prostu, co mnie zachwyciło. Potem jest wiadomo Łódź. Jak tkanina to musi być Łódź, więc Centralne Muzeum Włókiennictwa. Tam są wystawy stałe, wystawy czasowe, Triennale tkaniny, za każdym razem jak jestem, zawsze jest jakaś wystawa tkanin ze zbiorów muzeum. Także zapraszam serdecznie do muzeum. I coś może bardziej dla amatorów tkaczy: teraz będzie w Bydgoszczy (25 lipca) wernisaż, wystawa i konkurs tkaniny właśnie amatorskiej, potem jest Turek (co 3 lata w grudniu też konkurs i wystawa dla amatorów tkaczy). No i chyba wszystko, co mi w tej chwili przychodzi do głowy. Potem jest Biennale Madryt. Było chyba w roku 2019 bodajże, ale to się zmienia miejsce, ostatnio była w Madrycie.

AG: Już i tak mamy pokaźną listę, którą warto opublikować, żeby w razie czego odesłać słuchaczy, bo teraz jesteśmy w formacie podcastu i dużo musimy sobie wyobrażać. Oczywiście będziemy odsyłać też do dedykowanego artykułu wzbogaconego o zdjęcia, ale myślę, że to ma swój urok, kiedy Ty opowiadasz z taką pasją i tak widać, że promieniejesz, kiedy opowiadasz o tym, co robisz, to myślę, że to jest najlepszy sposób, żeby tak troszkę zaszczepić tego bakcyla rękodzieła, zarazić rękodziełem, zaprosić do tego świata tkactwa, pomimo że wydawało się takie odległe i tak już trochę zapomniane, to same wydarzenia, o których wspominasz, są żywym dowodem, że to ten świat jest koło nas i on cały czas równolegle istnieje i ta tkanina żyje, kwitnie, uwspółcześnia się. Tylko my po prostu tego świata nie dostrzegamy jeszcze trochę. Czekam kiedy znowu przyjdzie moda na tkanie tak samo jak teraz mamy boom na makrame. Wszyscy chcą robić makramę, ja trochę czekam z niecierpliwością na to, kiedy przyjdzie moda na tkanie i myślę, że wtedy wszyscy sobie przypomnimy o tych wydarzeniach i będziemy poszukiwać takich audycji jak ta, żeby dowiedzieć się trochę więcej. Karolina, nie przyciągam, bo myślę, że chcemy zostawić słuchaczy z takim małym niedosytem, żeby tym chętniej wrócili do twojego artykułu, który się pojawi na naszej dedykowanej stronie. Chyba że chcesz jeszcze coś dodać na zakończenie, bo myślę, że oddam tobie głos jako naszemu gościowi. Ja już się żegnam. Do następnego odcinka.

KN: Chciałbym wszystkim powiedzieć, że tkanie nie jest takie straszne, jak się wydaje. Wszyscy zawsze mówią, że jejku, to tyle czasu, to jest takie skomplikowane, ja się nigdy tego nie nauczę, ja nie mam cierpliwości. Spróbuj, najpierw spróbuj i zobaczysz, że połkniesz bakcyla i naprawdę poznasz niesamowitych ludzi, którzy zajmują się tkaniem, którzy o tkaniu mogą opowiadać godzinami, z którymi można wymieniać się doświadczeniami i można tworzyć niesamowite tkaniny i ma się przy tym niesamowitą satysfakcję.

Wszytkie zdjęcia pochodzą z instagrama Karoliny. Tam również możesz ją znaleźć. Zajrzyj koniecznie – https://www.instagram.com/kolory.natury/

tkactwo ręczne i karolina nowaczyk

 

5 sierpnia 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/08/116709259_3195057777227827_7830905370622226895_n.png 960 960 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-08-05 06:00:582026-08-21 09:56:58O historii tkania i sztuce tkackiej – rozmowa z Karoliną Nowaczyk
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO

Koronka klockowa – zapomniana, ale piękna sztuka

Monika Przeciszowska o koronce klockowej wczoraj i dziś

Monika Przeciszowska (https://koroni.pl/) od przeszło 15 lat zajmuje się koronką klockową. Od dzieciństwa uwielbia rękodzieło, ale to właśnie koronka klockowa skradła jej serce.

Gdy pewnego dnia  Monika z ciekawości wpisała w wyszukiwarkę hasło „koronka klockowa” i znalazła informację o festiwalu koronki w Bobowej, nie zastanawiając się wiele, kupiła bilet na autobus i wyruszyła na swoje pierwsze warsztaty. Przepadła na dobre. To była miłość od pierwszego wejrzenia, która trwa do dzisiaj.

Monika swoje umiejętności szlifowała przez lata na licznych warsztatach koronki klockowej, a nawet w specjalnej szkole w Pradze.

Co jest potrzebne do zrobienia koronki klockowej? Przede wszystkim wałki i nici (lniane, bawełniane, jedwabne białe lub kolorowe). Ale, jak mówi Monika, w tej technice ogranicza nas tylko wyobraźnia. Projekty wykonane przy pomocy techniki koronki klockowej mogą przybierać formy płaskie lub przestrzenne. Można wykorzystać do nich rzemienie, koraliki, materiały etc. Monika tworzy biżuterię, szale, torebki, wstawki i dodatki do odzieży, dekoracje koronkowe, obrazy, serwety, a także rekonstrukcje starych koronek do ubiorów historycznych.

Czy wiesz, że kiedyś dobra koronka była warta nawet 3 wsie?

Kiedy na ziemiach polskich pojawiła się koronka klockowa i dlaczego jest tak niesamowita? Czy jest to technika, którą da się uwspółcześnić? Czy to naprawdę tylko serwetki ludowe? Ile trwa nauka i gdzie można zdobyć doświadczenie?

O tym wszystkim posłuchasz w najnowszym podcaście, który powstał w ramach naszego cyklu „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”.

Zapraszam do wysłuchania.

Jeśli wolisz czytać, transkrypcję podcastu o koronce klockowej znajdziesz poniżej.

Monikę znajdziesz również na stronie https://koroni.pl/ >>

Więcej informacji, a także wywiadów i ciekawych artykułów znajdziesz na stronie projektu Stowarzyszenia Oplotki „Rękodzięło wczoraj i dziś. Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele” >>

Tradycja i Nowoczesność w polskim rękodziele

TRANSKRYPCJA PODCASTU „KORONKA KLOCKOWA – ZAPOMNIANA, ALE PIĘKNA SZTUKA

Rękodzieło wczoraj i dziś. Zapraszam Was do kolejnego odcinka naszej serii, dotyczącej tego, jak nieznane techniki rękodzieła zmieniały się na przestrzeni czasu i jak wyglądają dziś.

Agnieszka Gaczkowska: Dzień dobry witam was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Oplotki. Dzisiaj wyjątkowy odcinek, bo będziemy opowiadać o technice rękodzielniczej, która – przyznam szczerze – nie jest bardzo popularna.  Zaciekawiło mnie, kiedy usłyszałam o technice koronki klockowej. Dzisiaj porozmawiamy o niej z Moniką. Monika opowiedz nam trochę o sobie i skąd ta koronka klockowa?

koronka klockowa

Monika Przeciszowska: Witajcie, nazywam się Monika Przeciszowska i w sumie od 15 lat zajmuję się koronką klockową. Praktycznie od zawsze coś dłubałam, robótki ręczne zawsze były u mnie na podorędziu, natomiast o koronce klockowej dowiedziałam się, będąc jeszcze w liceum. To były czasy jeszcze za naszego, tak zwanego, PRL-u, kiedy nie było dostępu do większości materiałów, nie było komputera, nie było internetu, także wiedziałam tylko, że aby robić takie rzeczy, potrzebuję wałka, klocków i nitki i tyle.

Po ładnych paru latach, dla mnie to był moment tuż po wejściu do Unii (aczkolwiek z nią to nie miało żadnego związku, po prostu wtedy miałam dostęp do komputera), tak dla przyjemności wpisałam sobie w wyszukiwarkę koronka klockowa. No i się zacząło. Okazało się że w Polsce, w Bobowej, jest Międzynarodowy Festiwal Koronki Klockowej i są również warsztaty. No to cóż, dużo mi nie trzeba było: bilet na autobus i Bobowa.

Bobowa jest piękną miejscowością leżącą między Nowym Sączem a Gorlicami, więc jest i co zwiedzać, jest gdzie pójść na spacer, no i oczywiście jest koronka. Wchodząc pierwszy raz na festiwal, zaliczyłam tak zwany opad szczęki. Po prostu zobaczyłam koronki z różnych krajów, nie tylko polskie, ale także rosyjskie, czeskie, niemieckie, słowackie, kolorowe, bajeczne no i  po prostu mnie wciągnęło.

Pierwsza wizyta w Bobowej, pierwsze warsztaty, oczywiście wszystkie nitki mi się plątały, siedziałam mokrusieńka, przekładając, skupiona na tym, co robię, no bo nie wiem jak, a tu trzeba nitki przekładać. No ale na szczęście się udało, wiadomo z jakimś tam kawałkiem, zaczątkiem robótki wyszłam. No i z postanowieniem, że ja muszę się tego nauczyć, bo to jest piękne. W związku z powyższym oczywiście telefon do Bobowej, panie z Bobowej przysłały mi klocki, przysłały mi wałek, bo – zaraz wszystko opowiem, jak to się robi – no ale nie mam nici. W Bobowej się dowiedziałam, że tę koronkę się robi z nici lnianych. Oczywiście  można ją robić z każdych nici, ale wtedy skoro panie powiedziały, że nici lniane, to nici lniane. No to gdzie można te nici kupić, bo w Polsce nie ma. No ale jest festiwal w Vamberku. Tam można kupić nici lniane i to kolorowe, no to już dla mnie po prostu ósmy cud świata.

Poczekałam oczywiście do festiwalu, zabrałam rodzinę, zabrałam znajomych i jedziemy na koronki. Jak tam weszłam, to wyszłam po paru ładnych godzinach z portfelem pustym, ale szczęśliwa niemożliwie, milion zdjęć. No i się okazało, że koronki można robić z każdej nici, nie tylko z nici lnianych. Oczywiście nici zakupione, wzory kupione, no dobra, tylko co dalej w tym temacie? Oczywiście zdążyłam zapomnieć, bo to prawie rok trwało między jednym i drugim. Pojechałam więc na kolejny festiwal, kolejny raz do Bobowej, na kolejne warsztaty.

Potem znowu pojechałam do Bobowej już bardziej prywatnie, do pań które prowadzą tam agroturystykę i można pojechać na wczasy i przy okazji uczyć się koronki. Nie trzeba mi było drugi raz powtarzać – z powrotem do Bobowej, na szczęście, ponieważ mieszkam niedaleko Krakowa, do Bobowej mam blisko, bo tylko dwie i pół godziny jazdy, tak więc oczywiście pojechałam na takie tygodniowe warsztaty i już zaczęłam się uczyć.

Po tych warsztatach umiałam już podstawy, ale ponieważ byłam na festiwalu, zobaczyłam koronki, zobaczyłam zdjęcia, zobaczyłam oryginalne koronki, znowu dalej nie było to do końca to, co ja bym chciała. Narysowane albo w książkach, albo sprzedawane wzory, to są różne piękne rzeczy, a tylko że ja dalej nie umiem ich zrobić. Więc kolejny wyjazd, na kolejny festiwal do Bobowej, a ponieważ był to festiwal międzynarodowy, byli ludzie z różnych krajów, no i „nasze” Czeszki, które były już kilka razy na tym festiwalu, w związku z czym troszkę po polsku umiały mówić. Wiadomo zresztą, te nasze języki są zbliżone, więc jakaś tam forma kontaktu była. No i tak od słowa do słowa nagle się okazało, że panie prowadzą szkołę w Pradze, no i ja bym mogła tam się uczyć dalej. To już była wyższa forma szczęścia po prostu. Co Monia zrobiła? Zapakowała się i prosto do Pragi. Także przez ponad 2 lata uczyłam się tam koronki. Oczywiście wiadomo nie była to typowa szkoła, że ławeczka zeszyt, tylko były to wyjazdy raz na miesiąc, raz na dwa miesiące, czasem częściej. Spotykałyśmy się też z paniami na różnych festiwalach i po prostu robiłam to, co było przewidziane w szkole, cały wzornik zrobiony z różnymi technikami różnymi ściegami, oczywiście własne prace, potem jeszcze projektowanie , rekonstrukcja koronki, czyli odtworzenie starej koronki. Miałam starą serwetkę i na podstawie tej starej serwetki musiałam zrobić na przykład kawałek koronki dokładne odwzorowanie, co mi się w tej chwili też bardzo przydaje.

A były potrzebne jakieś specjalne narzędzia? Bo wiadomo, że koronkę klockową robi się na klockach. Czy trudno zapanować nad tymi narzędziami? No bo mówiłaś już o niciach, które ciężko było dostać w Polsce i pewnie takie klocki – domyślam się – że to też nie jest tak, że idziesz do pierwszej lepszej pasmanterii i możesz takie kupić.

rękodzieło koronka klockowa

No cóż w pasmanterii faktycznie nie da się tego kupić. Kiedy ja się uczyłam, to był bardzo duży problem, bo nie można było takich klocków w Polsce w ogóle dostać. W tej chwili już są panie – głównie w Bobowej – które robią klocki. Polecam zaglądnąć do sklepu Koronkarnia, pani Ewy Szpili, bo tam można nabyć klocki, czy wałki. Pani Monika Madej również ma sklep i tam można nabyć różne nici, jak również też część wzorów. No u mnie jeszcze na razie nie można kupić, ale docelowo będę starała się prowadzić również sklep z wszystkimi przyrządami, które są potrzebne.

A co jest potrzebne? Przede wszystkim wałek, na którym robimy koronkę. Taki wałek wypchany sianem lub trocinami, kiedyś bywały kanapy, które przy oparciach miały takie okrągłe boki, więc coś takiego jest właśnie potrzebne. Taki wałek, na którym przypinamy wzór, wzór możemy narysować możemy skserować. I właśnie potrzebne są nam te nasze klocuszki, od których nazwa jest koronki klockowe. Proszę sobie spróbować wyobrazić – nie wiem czy Państwo pamiętacie, kiedyś w dawnych czasach nici do szycia były sprzedawane na drewnianych słupach i teraz taką szpulkę musimy sobie troszkę odchudzić, dorobić do niej rączkę, czyli mamy taki drewniany przedmiot ze szpuleczką i z rączką. Ta szpuleczka to jest miejsce na nici, nawijamy nici i pracujemy zawsze parami klocków. Czyli mamy jeden klocek-nitkę, która nam przechodzi do drugiego klocka i to jest para klocków i w ten sposób pracujemy, przekładając te klocuszki, w zależności od tego, jak je przekładamy, taki wychodzi ścieg. Mamy w zasadzie dwa podstawowe ściegi, czyli półcienko i siekankę. Półcienko, jak sama nazwa wskazuje, jest to praktycznie prawie płótno, ponieważ koronkę klockową można nazwać inaczej inną formą tkania, ponieważ nici układają nam się tak samo: nitka nad, nitka pod.

Rozumiem.

Dokładnie jak w płótnie, jak w zwykłej ścierce kuchennej. I teraz, w zależności od wzoru, od ilości klocków, od tego co chcemy osiągnąć w ten sposób, robimy koronki. Są najmniejsze wzory, gdzie wystarczą dwie trzy pary klocków dosłownie, a są wzory gdy używa się 200 – 400 klocków. Ja przyznam się szczerze, że największą liczbą klocków, z którą pracowałam, to był szalik który robiłam, miałam 128 klocków.

Wyobraźnia przestrzenna jest potrzebna. To chyba powinien być przedmiot obowiązkowy na architekturze.

Coś w tym może być, ponieważ jak ktoś robił badania – już nie wiem, nie potrafię w tej chwili powiedzieć kto – podobno właśnie koronka klockowa wychodzi najlepiej osobom, które mają dużo wspólnego z liczbami. Nie muszą być matematykami, ale po prostu ktoś, kto ma kontakt z liczbami. Nie wiem, dlaczego tak jest, nie dociekałam, ale podobno działa. Żeby to tak strasznie nie brzmiało, w momencie kiedy pracujemy, kiedy robimy tę koronkę, jednocześnie w rękach trzymamy 4 klocki, czyli dwie pary, także jesteśmy w stanie to spokojnie ogarnąć. Jak ktoś to widzi, to mówi, że strasznie trudne i ja też tak myślałam na początku, ale jak już się usiądzie do wałka, weźmie w ręce klocki,  jak ja coś pokażę, to nagle się okazuje, że to jest w sumie bardzo proste, pracochłonne, ale proste. Oczywiście mówię tu o jakieś podstawowych wzorach.

Natomiast co można zrobić z tej koronki? No właściwie można wszystko, ponieważ ogranicza nas tutaj tylko i wyłącznie wyobraźnia. Ja na przykład robię i biżuterię płaską, i biżuterię 3D, obrazy, serwety, torebki, szaliki. Tą techniką nawet pewien pan w Hiszpanii zrobił sobie przęsło do ogrodzenia. Oczywiście nie z nici i nie na wałku, tylko gwoździe, i deska, i drut, ale jak widać można wszystko. Można używać bardzo cienkich nici, bo posiadam takie nici o grubości prawie włosa, bardzo cienkie, a można to również robić z grubej liny czy sznura, też można zrobić jakąś dekorację.

Czyli z tych samych materiałów, jak przy tych technikach, które teraz są takie bardzo modne typu makrama czy szydełkowanie i po prostu można wykorzystać tę wiedzę do używania takich materiałów, które stosujemy właśnie w tej współczesnej makramie typu właśnie sznurki bawełniane oprócz używanych nici .

Oprócz tego, że używa się nici, ja również wykorzystuję cienki sznurek papierowy, rzemienie, drucik, skórę, kamyki, koraliki, także tutaj właściwie, tak jak mówię ogranicza nas tylko wyobraźnia. Dlatego tak też bardzo lubię tę technikę, ponieważ mogę bardzo dużo rzeczy zrobić i płaskich i 3D czyli przestrzennych.

A kiedy uczyłaś się tej techniki, to dowiadywałaś się, skąd ona pochodzi? Skąd się wzięła, jak ona się zaczęła?  Domyślam się, że ona gdzieś w pewnym momencie powstała. I teraz, wiadomo, troszeczkę ją modyfikujesz, tak uwspółcześniasz. Cofałaś się do tego czasu, jak ona powstawała, gdzie była wykorzystywana?

Oczywiście, to najbardziej mnie intrygowało. Ta technika, w ogóle wszystkie techniki koronkarskie, łącznie z makramą, wywodzą się prawdopodobnie z czasów, kiedy próbowano w jakiś sposób zabezpieczyć ubiory przed niszczeniem, czyli gdzieś jeszcze tam ze Starożytności, w okolicach Starożytnego Egiptu coś podobnego próbowano robić.

Początkowo była ona związana z wyplataniem sieci. Później pewnie ktoś wpadł na pomysł, że można do czegoś innego wykorzystać albo coś mu się urwało i po prostu próbował poskładać i w ten sposób zaczęła ewoluować koronka. Jeżeli chodzi o koronkę klockową, to prawdopodobnie narodziła się we Włoszech. Najprawdopodobniej w Wenecji. Wykształciła się z koronki igłowej i początkowe wzory były wykorzystywane z tej koronki igłowej,  przerabiane troszeczkę na koronkę klockową.

Koronka klockowa ma takie możliwości, że zrobimy z niej na przykład warkoczyki na tych czterech nitkach. I w tym momencie jest ona odzwierciedleniem tej techniki, którą robione są koronki we Włoszech, tak zwane Reticella – to było właśnie technika koronki igłowej. No i stamtąd, jako tańsza – i szybsza przede wszystkim – wersja, koronka klockowa zaczęła się podobno rozchodzić po całym świecie. W tym oczywiście we Francji, Holandii, Flandrii. Zaczęły się wykształcać ośrodki, czyli każde miasto miało swój styl robienia koronek i do tej pory możemy je rozróżniać. Jest tych stylów kilkanaście. Każdy ma jakieś cechy charakterystyczne. W tej chwili może nie będę każdej omawiać, bo do tego akurat by się przydały zdjęcia. Natomiast są cechy charakterystyczne właściwie dla każdej z tych koronek.

Koronki rozwijały się pomału. Pierwsze  rzeczy, które były z koronki robione, to małe kryzy przy szyi, które później urosły do tych sławetnych kół młyńskich, gdzie były metalowe stelaże i te kołnierze były z cieniutkiego płótna wykończonego koronkami albo nawet same koronki na metalowych stelażach. Potem zaczęły koronki “zjeżdżać” troszkę w dół czyli dekolty, kołnierze, mankiety. W dawnych czasach bardziej była to nawet ozdoba dla mężczyzn niż dla kobiet. XVI-XVII wiek to były głównie koronki, piękne, duże koronki, które nosili mężczyźni. Bardzo duże kołnierze, ozdoby do rękawic, mankietów, do spodni. Dopiero później jakoś zaczęły z nich korzystać kobiety, aż w pewnym momencie te koronkii zaczęły osiągać tak niebotyczne ceny i były towarem bardzo  pożądanym, były oznaką wysokiego statusu społecznego i dużej majętności. Także nawet zaczęły we Francji, w Hiszpanii, w Anglii wychodzić edykty Królewskie które zabraniały wręcz noszenia tak wystawnych koronek. Zresztą kiedyś za pięknie zrobioną koronkę płacono i trzy wsie! Więc to była zawsze koronka bardziej dla tych zamożnych osób. Były szkoły we Francji, na przykład słynna szkoła Colberta – ministra francuskiego, powstała pierwsza książka, pierwszy wzornik z koronkami wyszedł we Włoszech – nazywał się Le Pompe było to około roku 1559.

Czyli to był jakoś XVI-XVII wiek. Zobacz, jak wcześnie te techniki zostały opisane. I to, co mówisz że można było nawet dostać trzy wsie za dobrą koronkę – zobacz, że w dzisiejszych czasach, mam wrażenie tak jakby nie doceniamy tej pracy rąk ludzkich. Kiedyś to było poważane i to był taki symbol statusu, coś, za co płacono duże pieniądze. Były dużo warte, a mam wrażenie że teraz niekoniecznie to nasze rękodzieło jest tak cenione jak kiedyś, prawda?

W tej chwili na pewno nie, ale jakieś przebłyski już widać, ponieważ zaczyna być i moda na rękodzieło i ludzie zaczynają doceniać to, że właśnie nie jest to maszynowe. Ta koronka była taka droga, ponieważ ona zajmowała jednak trochę czasu. Nie każdy potrafił, nie każdy mógł w ogóle to wykonywać, były drogie nici, przede wszystkim cienkie piękne nici. Dopiero w momencie kiedy ruszyła produkcja maszynowa, i nici, i koronek, bo skonstruowano specjalne maszyny do produkcji koronek, wtedy te koronki stały się bardziej popularne, no i straciły swój status takiego elitarnego tworzywa. To było w okolicach XIX wieku.

Do Polski podobno koronki trafiły z królową Boną, ale nigdy tutaj jakoś nie było ośrodka, który by ją promował, jakiś styl nadał tej koronce. Najczęściej były to koronki sprowadzane właśnie z Flandrii, z Włoch, Francji. Owszem dla pań z dobrych domów to była jedna z umiejętności, które powinny posiadać (oprócz gry na pianinie, śpiewania i zarządzania domem). Dopiero w drugiej połowie XIX wieku pierwszą szkołę w Polsce założyła Helena Modrzejewska w Zakopanym i tam już się panie konkretnie uczyły koronki, uczyły się ją wyrabiać. Druga szkoła powstała właśnie w Bobowej, która jest w tej chwili znanym ośrodkiem koronki klockowej i panie też się tam uczyły. Byli też projektanci koronek, tworzyli różne wzory charakterystyczne. Gównie były to wzory po prostu oparte na motywach roślinnych np. szarotka to co rośnie obok, że tak powiem.

Przyznam że moje pierwsze skojarzenia związane  z koronką to właśnie takie motywy roślinne, czyli taka polska flora i fauna, i nie wiem czy to rzeczywiście tak było, czy to moja babcia też pewno odtwarzała z tych wzorników Modrzejewskiej. Myślę że one się rozeszły później na całą Polskę i tak naprawdę to stamtąd się wzięły te wszystkie popularne wzory prawda.

serwetka koronka klockowa

Tak, do tego stopnia nawet była ta szkoła poważana i dziewczyny z tej szkoły zajmowały miejsca na wystawach światowych. Wzory pana Karola Kłosowskiego, właśnie ze szkoły w Zakopanem – jego uczennice w 1925 roku dostały złoty medal na Światowej Wystawie Sztuki w Paryżu, więc to jest jakiś osiągnięcie. Jeżeli chodzi o Bobową, to w 1902 roku dostały dziewczyny brązowy medal na wystawie w St Luis i złoty medal w San Francisco w 1905 roku, więc były to, uważam, dosyć wybitne osiągnięcia, bo to wystawa światowa. Natomiast niestety po naszych przewrotach politycznych te szkoły zamknięto jako nierentowne. Natomiast w tej chwili jest grupa osób, która próbuje właśnie zrekonstruować tę koronkę. Pokazujemy, mówimy uczymy.

Tym bardziej się cieszę że dzięki temu projektowi trafiłyśmy na Ciebie. Ja dosyć długo rękodziełem się zajmuję, a jednak na tę technikę nie trafiłam w takiej spopularyzowanej  formie. Wiadomo, w literaturze gdzieś się trafia, trochę mówi się o tym. Jednak wydaje się ona taka odległa, z dawnych czasów. Człowiek  nie potrafi sobie tego wyobrazić i kiedy zobaczyłam Ciebie na nagraniu, kiedy tymi klockami pracujesz, to nagle się okazało, że to tak naprawdę jest fajna technika, która wręcz aż się prosi o uwspółcześnienie, o popularyzację, bo tak jak mówisz, wygląda na bardzo skomplikowaną do momentu, kiedy nie usiądziesz i tak naprawdę nie spróbujesz. Wtedy okazuje się, że to po prostu świetna zabawa, prawda?

Oj tak!

Ciekawa jestem, kiedy się uczyłaś tej techniki, to wiadomo, że jakbyś uczyła się tego w takiej konkretnej szkole, ale gdybyś miała wziąć na przykład jakąś przeciętną osobę, która niekoniecznie ma dostęp na przykład do tego, żeby gdzieś pojechać do Bobowej, spróbować. Czy myślisz że jest taka osoba w stanie uczyć się tej  techniki z literatury czy z innych źródeł np. z filmu, czy raczej to jest taka technika, do której trzeba  jednak przysiąść z  żywym człowiekiem, który wszystko pokaże krok po kroku.

Przyznam szczerze, że znam dwie osoby, które się tej techniki nauczyły właśnie z filmów na YouTubie,  ewentualnie z książki. Natomiast no wygodniej zdecydowanie i lepiej jest, jak ktoś po prostu go nauczy. Nie mówię tu tego dlatego, że ja muszę koniecznie kogoś uczyć. Owszem, lubię to i też sprawia mi przyjemność, natomiast jest to technika, której człowiek nie jest w stanie nauczyć się w pół godziny.

Jest to technika, która zabiera sporo czasu, nawet tego, żeby się jej nauczyć, takie totalne podstawy, to jest około 6 godzin nauki, dlatego też nie jest to takie proste. Filmy nagrane są w  różnych językach. Nie ma nic po polsku. Jeżeli ktoś dobrze zna angielski, czy hiszpański, czy włoski ewentualnie, to myślę, że byłby w stanie się nauczyć. Natomiast jest też specyficzne słownictwo  i tutaj jednak przydaje się jakiś nauczyciel, który podpowie.

Poza tym kwestia nawinięcia samych tych nici tak, żeby one nie spadały, bo to też jest sztuka. Dlatego wydaje mi się, że jednak lepszą wersją jest to, że ktoś nauczy, pokaże, przynajmniej te początki. Potem są tzw. schody i ja do tej pory się uczę i jeszcze będę pewnie długo się tego uczyć, pomimo że już 15 lat się tym zajmuje. Bez przerwy coś nowego gdzieś mi wpadnie, jakieś nowości, jakieś nowe ściegi i rozwiązania.

Zresztą nie wykonuję takich typowych ludowych koronek tzn. jak trzeba wykonywać, też wykonuję. Jednak jest całe spektrum możliwości do wykorzystania tego w bardzo nowoczesny sposób, bo tak jak mówiłam robię biżuterię płaską, biżuterię 3d, a kiedyś tego w ogóle nie wykorzystywano do tych celów. Nie używało się drutów, nie używało się różnych rzemyków innych materiałów, także w tej chwili możemy troszeczkę sobie poszaleć. Oczywiście mogą to być też klasyczne serwetki, przy czym te serwetki wcale nie muszą wyglądać jak ludowe, ponieważ tu jest możliwość tworzenia. Właśnie to jest coś, co mi się bardzo podoba, to że ja mogę sobie te wzory narysować, to znaczy teraz już mogę po nauce w szkole. Natomiast wcześniej nie miałem zielonego pojęcia, od czego zacząć i jak to zrobić. Teraz już wiem, że jak nitka wejdzie, to i wyjść musi, nie może mi też nic zostać, ale nie bardzo można też obciąć, bo to nie ładnie wygląda. Oczywiście wiadomo, jest możliwość zakończenia w środku koronki w zależności od tego, co potrzebujemy, także tutaj nie ma problemów. Przetestowałam bransoletkę z obciętymi nitkami, która pojechała w góry na wycieczkę z pewnym panem i wróciła, nie rozpadła się.

A czy ty myślisz, że w tej technice jest taka duża możliwość na taką swoją kreatywność, czy raczej ona jest skupiona wokół tak jakby tego, co jest i ewentualnej modyfikacji jakieś techniki? Jestem ciekawa, bo często są takie techniki, które im więcej jesteś w stanie podejść do niej kreatywnie, jakby wnieść coś nowego, tym bardziej się bawisz tą techniką. Ciekawa jestem, czy w koronce klockowej też możesz tak jakby wymyślać swoje rzeczy, dodawać jakiś swój unikalny styl.

O tak zdecydowanie, dlatego właśnie tak bardzo lubię tę technikę. Wyobraź sobie zdjęcie psa, twojego psa –  zapraszam przy okazji na moją stronę internetową koroni.pl – jest zdjęcie psa, a pod tym zdjęciem jest pies zrobiony techniką koronki klockowej. Osoby, które widziały go na zdjęciach, zanim jeszcze wrzuciłam na stronę, nie były w stanie rozpoznać, które to jest zdjęcie, a które koronka. Dlatego też, tak jak tutaj, ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Można stosować różne materiały, tak jak wcześniej mówiłam. Nawet to przęsło można sobie zrobić takie ogrodzeniowe, wszelkiego rodzaju dekoracje, aplikacje, oczywiście ubiory. Co prawda troszkę dłużej to trwa i trzeba troszkę więcej poświęcić czasu, ale jak najbardziej można. Przepiękne narzutki, wdzianka, suknie robią Rosjanki. Na pewno większość z nas oglądała rosyjskie bajki, gdzie były śnieżynki w takich koroneczkach. W tej chwili te koroneczki można sobie zrobić samodzielnie. Oczywiście dużo czasu trzeba na to poświęcić, ale również tutaj możemy wykorzystać naszą kreatywność, bo możemy skorzystać z wzorów, które są, a możemy też sami wymyślić. Poza tym wzory rosyjskie mają tę ciekawą stronę, że charakteryzują się takim rysunkiem, że jak w jednym miejscu zaczniesz tę koronkę, to w tym samym miejscu ją skończysz, wypełniając całe pole, które mamy zrobić. Czy to będzie obraz, czy to będzie właśnie jakaś pelerynka, narzutka, sukienka, góra od sukienki także tutaj możemy rozwijać kreatywność.

Można z tego robić wszystko i z wielu materiałów na przykład w krajach Ameryki Południowej, gdzie wiadomo no raczej nie przelewa się, jeśli chodzi o finanse, panie zamiast szpilek wykorzystują kolce agawy. U nas w Polsce na przykład i krajach ościennych (Litwa, Białoruś, Ukraina) w momencie kiedy nie było innych włókien, panie robiły włókna z pokrzyw i również tkały z tego koronki. Więc tak, jak mówię, kreatywność w każdym wymiarze i w każdą stronę, jeśli chodzi o tworzywo i jeśli chodzi o wzornictwo. Można robić, co człowiek właściwie zamarzy. Na przykład wykonywałam takie koronki, gdzie miałam zdjęcie i część zdjęcia robiłam z koronki, czyli połączenie fotografii z koronką. Może to być płaskie, może to być przestrzenne, może wychodzić z obrazu, a może mieścić się w ramie.

Tu już moja słabość do rękodzieła we wnętrzach i wyobraźnia szaleje. Już widzę te ramki z  fotografiami, które wychodzą z ramki w 3d i i stają się taką przestrzenną dekoracją. Ja myślę, że to jest świetne pole do  eksplorowania tej koronki. Ja bardzo czekam, kiedy ona stanie się bardziej popularna, bo trzeba przyznać, że ciągle jest techniką niszową. Mam nadzieję że nasza rozmowa zarazi taką pasją do koronki. Jestem ciekawa, na ile koronka pomoże też promować te naturalne materiały. Wiemy, że teraz jest to taki popularny trend, użycie naturalnych materiałów typu bawełna, len to są takie tkaniny, które wracają do łask, za bawełniane sukienki znowu płaci się majątek, docenia się ich wartość, ale mam wrażenie, że jest ich coraz więcej, więc pewnie  lada chwila znowu będą taniały i znowu będą coraz bardziej przystępne. Fajnie, że powiedziałaś o tym, że nici lniane to jest taka podstawa. Zaczęło się od twojego poszukiwania tych nici, no i też wychodzi ten temat właśnie, że takie nici tak naprawdę można zrobić samemu, tak jak te kobiety, które robiły nici z pokrzyw.

Mamy teraz fazę na recycling, wykorzystywanie różnych materiałów. W Szwecji Pani zrobiła duży projekt, do którego wykorzystała zamiast nici pocięte worki plastikowe. Pocięte, związane i jest przepiękna koronka do wystroju wnętrz zrobiona właśnie z foli, z którą mamy w tej chwili problem. No bo wszędzie już jest plastik, drobinki plastiku nam latają. Także nie musi być koniecznie wykorzystywane tylko włókno typu len, aczkolwiek oczywiście jak najbardziej się nadaje. Może być cieńsze, może być grubsze, może być białe, szare czy kolorowe. Również można wykorzystać pocięte stare jeansy czy podkoszulki i zamiast klocków zwinąć je w kłębuszki.

Czyli tak naprawdę ogranicza nas tylko wyobraźnia. Ja się bardzo cieszę, że mówiłyśmy o tym, że współcześnie możemy tę technikę, która gdzieś wywodzi się z historii i gdzieś ma swoje takie długie korzenie, swoją historię, rozwijała się i że ona jest tak ciągle obecna, i że teraz możemy uwspółcześniać te trendy. Można wykorzystać aktualną modę na zero waste. Świetnie, że możemy tą koronką też bawić się tak współcześnie. Nie chcę przeciągać, bo nie chcę też za długo eksplorować tematu, chciałabym zostawić trochę takie niedopowiedzenie, żeby zaprosić naszych słuchaczy do zaglądania na twoją stronę oczywiście. Ale na koniec chciałam tylko podpytać, jakie są twoje plany? Możemy zdradzić, że chcemy zorganizować taki warsztat koronki tutaj nawet w ramach Oplotek. Przy dobrych wiatrach Monika przyjedzie do nas, do Poznania. Co by było takim przekazem, który można zdradzić osobom, które słuchając tego podcastu są zainteresowane tą techniką. Bo wiem, że taki warsztat trwa przez kilka godzin, nie da się tej techniki nauczyć tak szybciutko jak na przykład podstaw szydełkowania, w godzinę czy dwie, bo to tylko oczko, słupek, półsłupek. Co można powiedzieć takim osobom, które chciałyby spróbować, czego się bać, czego się nie bać, jak się przygotować?

sukienka koronka klockowa

Po pierwsze, to ma być przyjemność, więc bać się tego nie trzeba. Po drugie, myślę, że jako nauczyciel też się sprawdzam, ponieważ prowadzę warsztaty na Festiwalu Twórczo Zakręcony, a przy okazji – bo właśnie tak, jak mówisz – mam nadzieję, że w drugiej połowie września przyjadę do Poznania, gdzie będą panie mogły zerknąć, jak to się robi? Co  jest potrzebne? Ja oczywiście przywiozę wszystkie materiały i będzie można sobie dowolnie popróbować, co to jest, jak to się robi, czego można używać pełne kompendium, tyle, co potrafię, pokażę.

Super, świetnie Moniko. Ja Ci bardzo ogromnie dziękuję i cóż mogę dodać? Mogę tylko dodać, że zachęcamy wszystkich do wskakiwania na twoją stronę, do czytania, do oglądania. Na pewno też spróbujemy zamieścić zdjęcia twoich prac tutaj, na naszej zbiorczej stronie i oczywiście podlinkujemy wszystkie miejsca w sieci, gdzie można Cię znaleźć. No i co możemy tylko życzyć wszystkim zarażenia się bakcylem koronki.

Zdecydowanie zapraszam.

 

*wszystkie zdjęcia pochodzą z fanpage’a Moniki

29 lipca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/07/na-powitanie-1210x410px.png 410 1210 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-07-29 06:06:402026-08-21 09:56:50Koronka klockowa – zapomniana, ale piękna sztuka
Wywiad z Panią Teresą Nosal z Czerwonaka
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO

Monstrancje i wieńce dożynkowe ze słomy

Wywiad z Panią Teresą Nosal z Czerwonaka

Teresa Nosal o monstrancjach i wieńcach dożynkowych ze słomy

Pierwsza opowieść, którą chcemy Ci przedstawić w ramach naszego cyklu „Rękodzieło Wczoraj i Dziś”, to opowieść o tym, że rękodzieło to przygoda na całe życie. Jeśli tylko masz pasję, zapał i głowę pełną pomysłów, nawet wiek nie jest przeszkodą w twórczej codzienności.

Pani Teresa Nosal ma 88 lat, a w plecionkarstwo wkłada całe swoje serce – jej specjalizacją są monstrancje oraz wieńce dożynkowe ze słomy.

Od kogo uczyła się tej trudnej sztuki? Pani Teresa mówi, że wszystko przychodzi samo. Z głowy, nie z książek. Trzeba nie tylko opanować technikę, ale metodą prób i błędów posiąść wiedzę o tym, kiedy i jak pozyskać słomę do wyplatania (co obecnie jest coraz trudniejsze), a także jak ją odpowiednio przygotować.

Pani Teresa inspiracje do swoich prac czerpie z otaczającego ją świata, a wzory wymyśla sama. Jednym z jej osiągnięć jest piękny wieniec z obrotową kulą ziemską, który sama zaprojektowała i wykonała.

Tu nie ma miejsca na błędy – plecionkarstwo i precyzja to nierozłączna para. Ta coraz rzadsza dziedzina rękodzieła wymaga niesamowitych pokładów cierpliwości, które gwarantuje tylko prawdziwa pasja 🙂

Posłuchaj, jak powstaje monstrancja lub wieniec dożynkowy ze słomy. Pani Teresa przeprowadzi Cię przez cały proces – od pomysłu do finalnego wykonania. 🙂

Jeśli wolisz czytać, zamiast słuchać, transkrypcję odcinka znajdziesz poniżej.

Więcej informacji, a także wywiadów i ciekawych artykułów znajdziesz na stronie projektu Stowarzyszenia Oplotki „Rękodzięło wczoraj i dziś. Tradycja i nowoczesność w polskim rękodziele” >>

 

Tradycja i Nowoczesność w polskim rękodziele

TRANSKRYPCJA PODCASTU „TERESA NOSAL O MONSTRANCJACH ZE SŁOMY”

Karolina Nowaczyk: Dzień dobry, Pani Tereso. Czy mogłaby się nam Pani przedstawić?

Teresa Nosal: Nazywam się Nosal Teresa, mam 88 lat i mieszkam w Czerwonaku.

Czym się Pani zajmuje, jakie rzeczy wykonuje Pani ze słomy?

Ze słomy robię różne warkocze, a raczej robiłam. W tej chwili nie mam słomy, ale słomę jeszcze z Kicina naprzywoziłam, także jeszcze mam na dwie monstrancje słomy i może do śmierci wykonam te dwie monstrancje. Wieńce robiłam… W 2006 robiłam ostatnie i w 2011 chyba jeszcze coś robiłam. Bo ja to od 11 roku mieszkam w Czerwonaku i wtedy był ostatni wieniec.

I wtedy był ten ostatni wieniec w 2011?

Już tutaj w Czerwonaku nie robiłam. W Czerwonaku tylko monstrancje robiłam do sanktuarium do Dąbrówki Kościelnej, do Tulec. No ale jeszcze w 2006 to na konkurs europejski robiłam monstrancję…

Jest Pani samoukiem, prawda?

Tak, ale jak skończyłam 70 lat, to byłam w Wągrowcu na takim plenerze dla niepełnosprawnych dzieci i starszych osób. Przyjechała taka pani, która uczyła z gliny robić i miała tylko jedną uczennicę: jedną mnie miała 70 –letnią. Nauczyłam się robić aniołki i różne rzeczy z gliny.

jak zrobić wieniec dożynkowy ze słomy

Jak robić wieńce dożynkowe i monstrancje?

Ale te monstrancje i wieńce dożynkowe to Pani sama się nauczyła robić?

Tak, ze słomy to sama. To mi samo przychodzi. Nie wiem, czy to w głowie, czy gdzieś jest. Ale w ten sposób pracuję.

A skąd Pani pozyskuje słomę? 

Jak mieszkałam w Kicinie, to tę słomę zbierałam. Trzeba zbierać o takim czasie, żeby ona była nie dość dojrzała, ona dojrzewa w trakcie. Musi się ją ściąć wcześniej, wtedy ona tak ładnie się wysuszy i z tego można robić. Potem trzeba moczyć w gorącej wodzie, jak się chce prasować. Ale to wszystko wiem nie z książek, tylko z głowy po prostu. Może jakbym z książek robiła, to inaczej to by było, ale ja sama dochodzę do tego wszystkiego. Sama się nieraz męczę długo, bo jak to mówią: Nie od razu Kraków zbudowano”.

Robię także wianuszki na święta – takie z kokardką – i stroiki, i gwiazdki świecące na choinkę. Ale od 2011 roku mieszkam już w Czerwonaku, miałam mały pokoik i tam nie mogłam po prostu robić nawet małych rzeczy, bo nie było jak.

Przestrzeń jest potrzebna. 

Ale te monstrancje to zrobiłam w roku 2016/2017 jako wotum.

Czy każda słoma się nadaje? Czy może być owies?

Owsiana słoma bardzo dobrze się nadaje na te rzeczy prasowane, bo ona jest taka złota, słoneczna. Jak się ją wyprasuje, to pięknie wygląda. Ciężko tę słomę uzyskać teraz, bo kombajny koszą, a to trzeba samemu delikatnie zrywać. Na przykład jak się zerwie wcześniej, wtedy ona taka biała się zrobi, taka ładna. Jak już ma kłosy, to już jest za późno, to już się kruszy. Do wieńców to tak samo trzeba wcześniej zrywać. Słomy mam jeszcze na dwie monstrancje.

I w tym roku będzie Pani robić jeszcze jedną?

Zrobię. Nie wiem, gdzie ją dam, na jakie święto, ale zrobię. Będę robiła w tym roku, dlatego że od neurologa mam takie zadanie, żeby rękoma ćwiczyć. Staram się więc robić, co umiem. Różyczki mi tak bardzo ładnie wychodzą.

monstrancja Teresy Nosal

Pani Tereso, a czy do monstrancji przygotowuje Pani najpierw jakiś stelaż?

Najpierw wycinam sobie model z tektury. Narysuję na papierze, a potem z papieru odrysuję na dyktę i tam potem są dwie warstwy. Potem biorę dwie listewki na krzyż, dwie dykty składam razem i oklejam najpierw płótnem. Potem daję albo same kwiatki, albo idzie na to prasowana słomka, ale płótno przede wszystkim. Ona (monstrancja) nie jest na tej tekturze robiona. Ale z dykty po prostu robię sobie model. Teraz ten ostatni mi wyszedł ładny.

Ten z 2018 roku?

Tak, ten mi wyszedł najładniejszy. No ale te z kłosami, które robiłam wcześniej na europejski konkurs, to tam były kłosy pszenicy. To są kwiatki, wkoło to jest wszystko słomka, i trochę słomka w środku. I przód i tył jest zrobiony tak samo.

Tutaj szybki żadnej nie ma?

To jest białe płótno, to wkoło to jest koronka zrobiona ze słomki.

A to są suszone kwiatki wkoło?

Tak, wszystko suszone kwiatki. W każdym bądź razie różnie, bo tam inne kwiatki są, ale też tylko z kłosów są robione. A to jest z prasowanej słomki zrobione.

wieniec dożynkowy ze słomy

Ile trwa zrobienie monstrancji lub wieńca dożynkowego ze słomy?

Jak długo robi się taką monstrancję?

Trudno powiedzieć, czasem i w tydzień miałam gotową.

Czyli dobry tydzień.

No, ale to już jak mam przygotowane rzeczy. Czasem potrzebuję pomocy, bo jak ja ten model sobie wykroję z dykty, podkładam gąbkę taką do kwiatów. To jest podwyższone, listwa jest tam przymocowana, w tę gąbkę wbita jest. Ale jeszcze potem, jak ja już tę dyktę przyłożę, żeby to ubierać w kwiatki, to mi syn przykręci ją od spodu najpierw.  Wkoło wykończona jest koronką przymocowaną na śrubki, bo to na klej by się nie trzymało. To tyle pomocy potrzebuję zawsze.

Żeby tę podstawę zrobić?

Tak, a jak już jest to zrobione, to dopiero ten postument robię, na końcu wykańczam.

A te słomki klejem na gorąco Pani przykleja ?

Nie, takim stolarskim klejem. Różne kleje są potrzebne, bo tym na ciepło niektóre kwiatki przyklejam, żeby one mi nie spadały. Ręce poparzone nieraz mam, bo w rękawiczkach to nie idzie robić.

Pani Tereso, wróćmy jeszcze do tego wieńca dożynkowego. Długo się go robi?

To też trudno powiedzieć. Nieraz trzeba w dzień zrobić. Wtedy jest taki artystyczny nieład.

Ale Pani lubi precyzje, lubi Pani, żeby było ładnie ułożone, wszystko dobrze zrobione?

Tak, nieraz nie wyjdzie i nie da rady odkleić, czasem gdzieś tam brakowało kwiatka. Jak mieszkałam w małym pokoiku, to robiłam raz wieniec na Podlasie. To było naprawdę trudne. Bo w małym pomieszczeniu stoi karton na kartonie i potem nie wiesz, w którym kartonie masz tam te wszystkie rzeczy. Bo jakbyś poukładała sobie  wkoło, no to inaczej się robi. Jak zaczynam robić, to jestem w swoim żywiole.

No i to jest najważniejsze, Pani Tereso. To jest pasja, kiedy projekt pochłania w całości.

Tak, mogłabym to robić, ale nie ma tego towaru, bo naprawdę nie ma tego zboża, nie wiem, gdzie to teraz rośnie w okolicy…

słomiany wieniec dożynkowy

Wieniec dożynkowy ze słomy z obrotową kulą ziemską

Pani Tereso, proszę opowiedzieć nam o tym wieńcu dożynkowym z tą kulą ziemską i z flagą Unii Europejskiej, bo on jest naprawdę niesamowity i niepowtarzalny.

Niespotykany, bo nikt tego nie robił.

Skąd pomysł?

Byłam na pielgrzymce w Łagiewnikach i tam przed ołtarzem taka kula jest. I jak przyjechałam do domu, to powiedziałam, że ja taki wieniec zrobię! Do Orwatowa to robiłam… Nie, do Swarzędza. I przywieźli mi ten stelaż. To był taki duży stół i sam stelaż był ładny, ale ja musiałam go zbożem obłożyć. Takie rzeczy to najpierw materiałem się owija, a potem na ten materiał przylepia się te kłosy czy kwiatki, czy coś takiego. A z kulą to było tak, że pojechałam na działki i tam taki pan mi wyciął tę kulę. Wyciął mi taką dużą i potem musiałam taką dużą robić, ale ona pasowała do tego stelaża! Jakby mniejsza była, to by nie pasowała. Mapę miałam małą, więc powiększyłam ją na większą i te kłosy tak dobrałam, jak w tej mapie. Tam była kula ziemska, a na dole ta kula obracała się.

Ach, ona była ruchoma?!

Tak, ona się obracała, cała była ruchoma. To brat mi zrobił jeszcze. Były równe kule, przecięte na pół, jedna w drugą tak weszła… i były te boki. A te boki czworoboki były puste i trzeba je było wypełnić. Wypchałam to właśnie gazetami, owinęłam ładnie materiałem. A ile to pracy kosztowało, żeby to zawinąć! W środku był ten metalowy drążek. Także jak ja to wszystko poubierałam, to ona się obracała. Stół na początku mi nie wyszedł, bo chciałam przedobrzyć i go polakierowałam. Myślałam, że on będzie ciemny, a on mi zbladł. Na błędach się człowiek uczy. Musiałam na nowo wtedy pomalować, na niebiesko to wtedy pomalowałam. No a te gwiazdki ja zrobiłam. One nie z papieru, musiałam wyciąć je z tektury, a na nie przykleić płócienko, i dopiero wtedy mogłam słomkę przykleić. Może była inna technika, ale ja zrobiłam swoją. Równe gwiazdki nawet powycinałam, nawet nie wiedziałam ile, tylko do bratanicy poszłam, żeby ona mi tę flagę pokazała, jak wygląda, bo nawet nie miałam tej flagi. No ale to był dobry pomysł, bo to potem podziękowania nawet były. A jak przyszli oglądać, jak ja to zrobiłam, to mi powiedzieli, że chyba 3000 dostanę za tę pracę. Ja umiem robić, a nie umiem się ocenić. Ci, co wiedzieli, że robię, to mi zaraz liczyli, ile to ja zarobię na tym. A ja zawsze liczyłam, żeby mi za kwiaty się wróciło i żebym na węgiel miała.

wieniec ze słomy z kulą ziemską Teresy Nosal

Wracając jeszcze do tej kuli – to te kontynenty, tę wodę to też pani ze zboża robiła?

Kulę owinęłam płótnem i na to płótno albo przyklejałam, albo normalnie – jak się robi girlandy – grubym sznurem tam przeciągałam.

Na zdjęciu wygląda jakby farbką pomalowana tylko była na tym płótnie, a tam jest słoma przyklejona?

Na tę kulę są przyklejone kłosy, które są farbowane na niebiesko. Te wszystkie kolorowe elementy na kuli są pofarbowane. Czerwone i kolor to była kukurydza pomalowana. Różne rzeczy były poprzyklejane, suche kwiatki, zatrwian i owoce. A nie… kula ziemska… To tam nie było żadnego owocu. Na dole była flaga europejska, więc na dole nie trzeba było żadnego owocu. Kula się obracała jak kula ziemska. Kula ziemska była oklejona materiałem, pięciolitrowy baniak potrzebny był na tę kulę, żeby te kłosy i flagę poprzyklejać, bo przecież była tak duża jak stół.

Tam w narożnikach są jeszcze stroiki.

Są stroiki żywe. To, co żywe, jest w szwamkach, więc tam są i kwiaty, i zboża. Każdy wieniec powinien mieć siedem rodzajów zboża. W tej kuli były te wszystkie rodzaje kłosów, bo tam było proso, len, owies, jęczmień, pszenica. Owies ma takie fajne kłosy z wąsami, ale teraz jest jeszcze pszenżyto takie ładne z wąsami. Jeden wieniec z pszenżyta robiłam, to on sam był taki ładny bez kwiatków. Był nawet w gazecie w Czerwonaku. Bo jak zaczynałam robić, to przyjechali mi zdjęcie zrobić. Było pokazane w gazetce, jak ja pracuję. Byłam ja i ten wieniec taki jeszcze nieskończony. Ale nawet taki nieskończony sam w sobie był ładny. Jak skończyłam robić kulę, to się rozpłakałam. Z radości, że mi się udało.

Pomimo tylu niepowodzeń na początku…

No tak, najpierw zaczęłam robić i nie wychodziło, to musiałam inaczej pomyśleć. Sama do tego doszłam, nikt mi nie podpowiedział. To nie z żadnego rysunku, tylko z głowy. I tak całe życie robię.

zbieranie słomy na wieniec dożynkowy

Wieńce dożynkowe ze słomy wymagają cierpliwości i wyobraźni

Pani Tereso, a uczyła Pani kogoś wykonywania tych wieńców dożynkowych albo monstrancji? Czy ktoś chciał się nauczyć?

Nie, nie było nikogo. O, pokazywałam tylko, jak się robi te ze słomki warkocze. Ale więcej nie. To trzeba mieć cierpliwość, a ludzie nie mają cierpliwości. A oprócz cierpliwości trzeba lubić i robić to z sercem. A jak ktoś nie lubi i robi bez serca, to zrobi po prostu z jakiegoś obrazka.

A Pani wszystko plecie z wyobraźni, każdy model, wzór!

Kiedyś w Kicinie kupili księdzu na Komunię na Boże Ciało taką piękną monstrancję. Popatrzyłam, przyszłam do domu i zaraz wzór zrobiłam tej monstrancji. Bo to wszystko z dykty jest wycinane, ten krzyż jest wycinany, a później na to przykleja się kłosy. A tu te promienie to też jest słomka, a słomka dlatego jest taka, bo ona jest z żyta albo z pszenżyta.

wieniec ze słomy autorstwa Teresy Nosal

Pani Tereso, a te promienie to są ze słomki prasowanej?

Nie, to jest okrągła, a wkoło jest prasowana słomka. A na tę słomkę kwiatki dopiero, a na to ten warkocz ze słomy. Ten tu jest trochę krzywy, ale wyszedł, jak wyszedł. Jak już przylepiony zostanie, to już nie da rady poprawić.

Trochę za blisko?

Tak, trochę w głąb powinien być bardziej wciągnięty. I ja mam świadomość tych usterek.

No tak, Pani robiła, to Pani wie, na co zwrócić uwagę. Dla mnie jest idealna.

Ja na to patrzę inaczej. To jest taka praca, jak to mówią, niezapłacona. Ale jak ktoś ją lubi, to będzie ją robił. To nie jest praca dla takiego, co nie lubi, bo nie wiedziałby, za co się wziąć.

Pasja po prostu.

Ile razy trzeba było poprawiać, a nawet od początku robić! Bo jak jedna wyszła krzywo albo druga, to już nie szło ich złączyć czy poprawić. Trzeba było robić od nowa.

Poza pracą ze słomą to jakim rękodziełem się jeszcze Pani zajmuje? Co pani jeszcze robi?

Kwiatki z krepiny, różne stroiki na święta, choinki z orzechów, z szyszek, koszyczki z butelek, koszyczki z baloników. Tylko nie ma mi teraz kto nadmuchać! W tym roku nie robiłam, ale zawsze robię na Wielkanoc kureczki różne, osłonki na jajka, na święta krasnale, skrzaty na szyszkach.

To już było ostatnie pytanie, dziękuję bardzo za wywiad.

Teresa Nosal

 

22 lipca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/07/kopia-okladki-nck-z-gosciem.png 1080 1080 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-07-22 06:00:152026-08-21 09:56:18Monstrancje i wieńce dożynkowe ze słomy
CASE STUDIES, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Zafilcowana bajka, czyli filcowe robótki Gosi Motyckiej

filcowa bajka gosia motycka

Dawno, dawno temu żyła sobie mała dziewczynka, która lubiła gromadzić niepotrzebne nikomu rzeczy. W jej rękach rzeczy te zamieniały się w drobiazgi, które wywoływały radosne emocje u obdarowywanych. Dziewczynka rosła, pilnie się ucząc, a wolne chwile poświęcała na wyczarowywanie małych przedmiotów pełnych dobrej energii. Dziewczynka skrycie marzyła, aby radość i dobro wkładane w jej pracę zmieniały świat na lepszy.

filcowy obraz gosia motycka

Słuchaj głosu serca i rób to, co kochasz

Dziewczynka spotkała kiedyś mądrego człowieka. Mówił on o tym, jak dobrze jest robić w życiu to, co się kocha. I zadał dziewczynce pytanie, co ona kocha robić najbardziej. W głębi serca wiedziała, że pragnie zmieniać świat, wyczarowując dla innych piękne przedmioty z tego, co stało się innym niepotrzebne. Ta rozmowa zmieniła zupełnie plany na przyszłość. Dziewczynka na przekór wszystkim wyjechała daleko od domu. Ostatecznie przyszło jej poznać nie tylko radość tworzenia, rysowania i malowania, ale zgłębiała też całą historię twórczości, która towarzyszyła ludziom od wieków i zawsze była obecna w ich domach.

biżuteria z filcu gosia motycka

Ukryte pragnienia

Dziewczynka skończyła szkołę, ale była przekonana, że aby realizować swoje pragnienia, musi znaleźć dobrą pracę. Przez lata pokonywała wiele zawodowych przeciwności. Poznawała ludzi, miejsca i nowe możliwości. I wydawałoby się, że może robić wszystko, czego zapragnie. Jednak w głębi duszy nadal czuła pustkę. Czegoś jej brakowało.

bransoletka z filcu gosia motycka

Na nowej drodze życia

I przyszedł czas, kiedy poznała swojego księcia z bajki. Po jakimś czasie ich małe królestwo powiększyło się o małą czarującą istotkę. To maleństwo zawładnęło całym światem dziewczynki. Czasu na małe czary było coraz mniej. Ale niedaleko jej królestwa czekał ktoś na nią. Była to ukryta w małej drewnianej skrzynce puchata chmurka. Chmurka owa rosła kiedyś na radosnej owieczce mieszkającej hen! daleko, daleko. A teraz czekała na ciepłe twórcze dłonie, które zmienią jej oblicze.

filcowe robótki gosi motyckiej

Spacer w chmurach z puchatą kulką filcu

I przyszedł TEN dzień. Dziewczynka i chmurka spotkały się. Początki były bardzo nieśmiałe. Jednak, kiedy dziewczynka brała chmurkę w swoje dłonie, ta cieszyła się tak, jak kiedyś szczęśliwa owieczka brykająca po zielonych łąkach Nowej Zelandii. Od tej chwili świat dziewczynki płynął dwoma strumieniami wartkiej rzeki: życiem małej kochanej istotki oraz spotkaniami w cztery oczy z puchatą chmurką.

filcowanie robótek na mokro

Filcowe robótki

Od tej pory prawie każda nowo poznana osoba, a trzeba powiedzieć, że dziewczynka od niedawna mieszkała w nowym królestwie i poznawała dużo mieszkańców owej nowej krainy, była natchnieniem dla czasu spędzanego z chmurką. Często po takich spotkaniach palce dziewczynki pokryte były czerwonymi kropelkami, ale to nie powstrzymywało ani dziewczynki, ani chmurki. Obydwie wiedziały, że piękno rodzi się w bólu. A uśmiech obdarowanej osoby pozwalał zapomnieć o zbolałych dłoniach.

kulki filcowe i filcowe robótki

Radość tworzenia dekoracji z filcu

I tak powstawały całe łąki kwiatów, kulek, supełków. Rosnąca istotka także inspirowała dziewczynkę. Pierwsze niedźwiadki, rybki, aniołki i inne zwierzątka sprawiały, że dookoła dziewczynki ludzie się uśmiechali. Czarom nie było końca, a radość podgrzewała zapał do pracy.

filcowy brelok owieczka gosia motycka

Wtajemniczenie w świat filcu

I przyszedł czas na odwiedziny u doświadczonej czarodziejki, która pokazała dziewczynce, jak kąpać chmurkę, aby nabierała nowych kształtów i wyglądała jeszcze piękniej. Teraz dziewczynka każdą wolną chwilę poświęcała na ciche godziny z mokrą chmurką. Czasem do swojego świata zapraszała inne małe istotki, aby razem z nią uczyły się głaskać mokrą chmurkę albo nadać nowy kształt, kiedy już wyschła.

filcowa czapka gosia motycka

Rozwój osobisty a filcowanie

Dziewczynka nie tylko pomagała chmurce przybierać różne kształty, ale dużo też czytała i przypominała sobie, jak takie chmurki przytulano kiedyś, dawno, dawno temu. Kiedyś przez pięć długich lat, o których zapomniała, żyjąc dniem dzisiejszym, zgłębiała tę tajemną wiedzę. Poznawała też dużo innych czarodziejek czarujących z chmurkami w swoich królestwach. To były wspaniałe wspomnienia i wiedza ta wkraczała z nową falą w życie dziewczynki i jej rodziny.

biżuteria filcowa ślimak gosia motycka

W poszukiwaniu własnej drogi

Tradycja wciąż mieszała się z tym, co wiedziała dziewczynka teraz. Kolejne prace przynosiły dziewczynce i chmurce dużo emocji. Razem szukały drogi, którą jeszcze nikt nie podążał. Do ich zaczarowanego świata wkradały się coraz częściej odłożone kiedyś na półkę tajemnicze szklane kuleczki, przędze, perełki i kamyczki, różne odrzucone przez innych błyszczące przydasie. Ale wciąż coś wołało dziewczynkę z tęsknotą.

filcowa biżuteria Gosi Motyckiej

Niezwykła historia stworzenia

I stało się. Pewnego dnia do królestwa dziewczynki dołączyła jeszcze jedna mała istotka o pięknych śmiejących się oczach, pełna energii i uśmiechu. I chmurka powiedziała: „Uczyń mnie na Twoje podobieństwo”. Pierwsze próby nie dały im zadowolenia. Dziewczynka rzuciła się w wir poszukiwań wiedzy u innych czarodziejek, aby nauczyć się, jak jeszcze lepiej formować mięciutką chmurkę. I powstała. Na początku nieśmiała, pod okiem innej czarodziejki. A potem już samodzielnie „na podobieństwo swoje i swoich kochanych istotek”.

filcowana lalka

Filcowe Anioły

Aż pewnego razu chmurka zapragnęła latać. Nic w tym dziwnego, przecież była taka lekka. Dziewczynka dołożyła jej skrzydeł, aby mogła dolecieć do tych, na wzór których powstała. A głęboko, głęboko w miękkim ciepłym naturalnym wnętrzu skryte były te wszystkie silne i dobre uczucia, które od dzieciństwa żyły w sercu dziewczynki.

filcowe skrzydło anioła Gosia Motycka

Spełnienie

Dzięki chmurce odnalazła sposób, aby uszczęśliwiać inne istotki. Już nie tylko te najbliższe, najukochańsze, ale wszystkie te, które potrzebowały ciepła, spokoju i miłości. Nauczyła się, jak połączyć swoje umiejętności i z pomocą chmurki czarowała i pomagała innym zagubionym w życiu doświadczyć tego wszystkiego, czego ona doświadczała, pracując nad chmurką. Ten czas poświęcony na pracę, doskonalenie i słuchanie przynosił ukojenie strapionym i zagubionym.

filcowy pierścionek robótki Gosi motyckiej

Ku pełni filcowego życia

A co było dalej? Tego jeszcze nie wiem. Trzeba zapytać chmurkę, o co poprosi dziewczynkę, a właściwie dojrzałą już czarodziejkę, w której jednak nadal bije dziecięce serce.

jak zrobić filcowe robótki i biżuterię

Postscriptum

Nie umiem mówić o sobie, nie potrafię chwalić się tym, co umiem. Ale dzięki moim dzieciom odkryłam radość w opowiadaniu bajek. Dlatego, gdy zostałam poproszona o napisanie kilku słów o sobie i mojej rękodzielniczej drodze do filcowania, przyszła mi do głowy taka właśnie forma. Oddaję zatem w Wasze ręce moją historię. Jest bardzo osobista, chociaż opowiedziana baśniowym językiem. Proszę, przyjmijcie ją ciepło i nie oceniajcie surowo.

Gosia Motycka

Jesteś rękodzielnikiem i chcesz przekuć pasję w dochodowy biznes? Kliknij link i pobierz bezpłatny oplotkowy poradnik „Jak promować rękodzieło przy pomocy Pinterest” >>

Artykuły, które mogą Cię zainteresować:

    1. Malowanki wycinanki Anety Maczel >>
    2. Jola Sroka i jej sutasz >>
    3. Joga dla ciała, joga dla umysłu, czyli szydełko w akcji >>
1 lipca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/06/blog-grafika-na-social-media-szablon-2-1.png 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-07-01 06:00:222026-08-21 09:45:14Zafilcowana bajka, czyli filcowe robótki Gosi Motyckiej
karolina nowaczyk tajniki tkania
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Kilka słów o tym, jak tkać na krośnie

karolina nowaczyk tajniki tkania

Rozmowa z Karoliną Nowaczyk o tkaniu

 

Tkanie to magia zaklęta w powtarzalnych ruchach.

To bycie tu i teraz.

To  doskonała nauka cierpliwości.

Tkanie uczy pokory, skrupulatności, cierpliwości. Pozwala oderwać się od rzeczywistości i pobyć sam na sam z sobą.

Tkanie to malutkie kroki, które dają wspaniały efekt. To poprawianie i prucie.

To proces.

Istny mindfulness, joga i medytacja w jednym.

 

W naszym oplotkowym ekosystemie specem od tkania jest Karolina, czyli rękodzielnik z papierami.  Po ukończeniu poznańskiej odzieżówki pierwsze tkackie kroki stawiała w Pracowni Tkaniny Unikatowej w CK Zamek, później ukończyła kurs w Galerii Tkackiej we Wrocławiu, a teraz szykuje się do egzaminu na czeladnika!

Jak sama mówi, tkanie do niej przyszło samo. I zostało. Tkanie to dla Karoliny pasja, szaleństwo i codzienność. Sztuka włókna pochłonęła ją bez opamiętania, zeszyty z inspiracjami puchną w szwach, a na rzeczywistość nie jest w stanie patrzeć inaczej, jak przez pryzmat tkaniny. Wszystko jest dla niej inspiracją, która pobudza kreatywność. A jak mówi Karolina, kreatywność to taki mały zwierzaczek, który lubi być głaskany i dopieszczany 🙂 A jak zacząć tkać na krośnie?

jak tkać na krośnie

Warsztaty tkania, czyli jak tkać na krośnie

Jeśli marzy Ci się własny gobelin, możesz przyjść na warsztaty Karoliny. Dowiesz się, jak wygląda cały proces tkania od A do Z, czym różni się tkanina dekoracyjna od użytkowej, dlaczego jedne krosna są pionowe, a inne poziome, co to wątek, osnowa i sumaki, i dlaczego to wszystko wcale nie jest takie łatwe, a jednak bardzo satysfakcjonujące.
Wiedz jednak, że to praca żmudna i skrupulatna, wymagająca skupienia. Warsztaty tkania Karoliny trwają… cały rok, ale dołączyć można w każdym momencie, bo grupa składa się z tzw. “ indywidualnych tkaczy”. A to znaczy tyle, że każdy pracuje w swoim własnym rytmie pod czujnym okiem Karoliny.

nauka tkania na krośnie

Jak zacząć tkać na krośnie?

Mam dla Ciebie dwie istotne wskazówki, jak zacząć swoją przygodę z tkactwem:

  1. Zacznij od małej formy. Arras na początek to jednak nie najlepszy wybór 😉 Na to przyjdzie jeszcze pora. Tymczasem dobrym pomysłem zdaje się makatka lub naszyjnik.
  2. Bądź znowu dzieckiem! Na jednym z naszych oplotkowych pikników, zorganizowałyśmy małe warsztaty tkania. Ku naszemu zdziwieniu dzieci porzuciły w kąt telefony i tablety i weszły w to całe tkactwo dosłownie “jak w masło”. Nie odrywały się od roboty, dopóki nie skończyły. Po prostu były ciekawe, jak to działa, co mogą z tym zrobić, nie były uprzedzone! Dorośli za to marudzili, bali się, że popełnią jakiś błąd, że coś im nie wyjdzie. Tak więc prosta rada – obudź w sobie dziecko!

Jeżeli czujesz, że potrzebujesz kreatywnego wyciszenia, zatrzymania się, wsłuchania się w swoje myśli: wybierz tkactwo.

Serdecznie zapraszam Cię do wysłuchania mojej rozmowy z Karoliną o tym, że tkanie to nie tylko pasja, ale i sposób na życie, a zacząć tkać na krośnie może każdy… w każdym momencie.

 

O samej Karolinie poczytasz w artykule Tkanie to moja pasja >>

 

karolina nowaczyk tka na krośnie

 

Jesteś rękodzielnikiem i chcesz przekuć pasję w dochodowy biznes? Kliknij link i pobierz bezpłatny oplotkowy poradnik „Jak promować rękodzieło przy pomocy Pinterest” >>

 

26 czerwca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/10/2019_24_-karolina-nowaczyk_-tajniki-tkania.png 1080 1080 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-06-26 06:10:142026-08-21 09:44:46Kilka słów o tym, jak tkać na krośnie
podcast oplotki z Agatą Garbowską Qrkoko
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Dziecięce marzenie sposobem na dorosłe życie

podcast oplotki z Agatą Garbowską Qrkoko

Rozmowa z Agatą Garbowską „Qrkoko”

Jako dzieci marzymy o wielu rzeczach. Testujemy nowości, próbujemy swoich sił, wykorzystujemy zdolności i czasem nawet nie spodziewamy się, że te nasze dziecięce próby staną się dorosłym sposobem na życie.

Mała wieś gdzieś w Polsce w latach 90. Babcia wyszywa, mama szydełkuje, tata tworzy piękne rzeczy z drewna. A wszystkiemu przygląda się z zaciekawieniem mała Agata. Agata, gdy trochę podrośnie, bierze do ręki szydełko i zaczyna tworzyć swoje pierwsze maskotki. Później odkrywa koraliki. I przepada. Zakłada bloga, stronę www, a wreszcie vloga.  Qrkoko – bo o niej mowa – to znana osobistość w naszym rękodzielniczym świecie. Z typowym dla siebie poczuciem humoru tworzy praktyczne poradniki dla rękodzielników (tych początkujących i tych bardziej zaawansowanych), tutoriale oraz kursy, pisze artykuły, nagrywa filmy. Na pewno choć raz o niej słyszałaś(-eś) 🙂

Rozmowa z Agnieszką Garbowską Qrkoko

JAK ZACZĄĆ ZARABIAĆ NA PASJI

Z Agatą – Qrkoko przeprowadziłam krótki, ale bardzo obfitujący w wiedzę wywiad.

Jeśli jesteś początkującym rękodzielnikiem i chcesz zacząć zarabiać na swojej pasji, musisz go posłuchać. Agata tłumaczy, jak być asertywnym (to ważne!), jak wycenić swoje prace, co to znaczy robić świadome rękodzieło, i dlaczego nie warto rzucać etatu z dnia na dzień.

Wiedz, że biznes rękodzielniczy to długa i wyboista droga pełna zakrętów. Trzeba się do niej dobrze i mądrze przygotować, a wtedy nic Cię nie zaskoczy (a przynajmniej nie powinno).

Pasja i pomysł na biznes

Bywają chwile zwątpienia, pokusy, by rzucić wszystko w kąt, a materiały ewentualnie sprzedać na allegro. Ale to mija, a to, co daje rękodzieło Tobie, to nie tylko satysfakcja z dobrze wykonanej pracy, ale też poczucie własnej wartości, pewność siebie i otwartość na ludzi.

Zapraszam do wysłuchania rozmowy z Agatą Garbowską, właścicielką marki „Qrkoko” 🙂

Zarabiać na pasji

12 czerwca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/06/podcast-z-gosciem-1.png 1080 1080 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-06-12 06:00:512026-08-21 09:41:26Dziecięce marzenie sposobem na dorosłe życie
Podcast oplotki z Justyną Grzybowską
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO

Szycie jako biznes handmade: historia Justyny Grzybowskiej

Kreatywne szycie na maszynie: historia Justyny o wartościach, macierzyństwie i biznesie handmade

Chcesz najpierw nauczyć się szyć?
Ta historia pokazuje, jak szycie może stać się początkiem marki handmade. Jeśli jesteś na etapie „podoba mi się, ale nie wiem, jak zacząć”, zajrzyj do kursu Szycie dla zielonych Moniki Bekiesz ze Scraveck Studio. To kurs szycia online dla osób początkujących, prowadzony spokojnie, krok po kroku, z myślą o pracy w swoim tempie i wykorzystaniu materiałów, które masz już w domu.

Podcast oplotki z Justyną Grzybowską

Macierzyństwo wyzwala nowe pokłady kreatywności – Rozmowa z Justyną Grzybowską o tym, jak szyć na maszynie

 

W logistyce codzienności często zapominamy o tym, czego pragniemy i do czego w życiu dążymy. Czasem jednak pewne sytuacje zmuszają nas do zatrzymania i zadumania się nad swoim pędem w niewiadomym kierunku. Nie inaczej było i tym razem. Justyna – z wykształcenia mgr inż. środowiska – po urlopie macierzyńskim dowiedziała się, że nie może wrócić na swoje dawne stanowisko pracy.

Miłość do rękodzieła, która tliła się w niej delikatnie od kilkunastu lat, w tej sytuacji rozpaliła się na dobre. Justyna zrozumiała, że nie chce wracać na etat, że oto nadszedł czas na realizację swoich marzeń i swoich wartości. Zaczęła szyć więc torby bawełniane na zakupy i wielorazowe woreczki na produkty sypkie / warzywa / owoce. Najpierw dla siebie, potem dla znajomych – gdzieś trzeba było “upchnąć” efekty jej pracy, bo zaczynały zalegać już niebezpiecznie w domu 😉

A potem poszło lawinowo.

Mama szyje na maszynie do szycia

Sprzedawaj produkty, a nie siebie

Maszyna do szycia nie zwalnia tempa, tak samo jak Justyna.

To, co mnie w niej urzeka, to że trzyma się swoich wartości i założeń: ma być ekologicznie i z jak najmniejszą szkodą dla środowiska (wykształcenie zobowiązuje). Stara się używać rzeczy z recyklingu, a bazą jej toreb jest zazwyczaj surówka bawełniana, do której produkcji zużywa się mniej wody, mniej barwników, ogólnie mniej wszystkiego. Nie podąża ślepo za trendami – szyje to, co lubi, a nie to, co jest akurat na topie. Nie kopiuje cudzych projektów, nie wypisuje na torbach popularnych napisów. Korzysta z własnej kreatywności i pomysłów swoich klientów.

Jak szyć na maszynie do szycia

Czy kreatywne szycie na maszynie może stać się biznesem handmade?

Wydawać by się mogło, że własny biznes to nic trudnego – ot, bierzesz maszynę i szyjesz. Nic bardziej mylnego. Będąc, przynajmniej na początku, sobie samemu sterem i okrętem, musisz zadbać nie tylko o produkty, ale i o zdobycie klientów. Nauka ogólnie pojętego marketingu oraz zakamarki social media potrafią niekiedy skutecznie “skrócić” dobę. Do tego dołóżmy dwójkę dzieci, męża i zwykłą codzienność.
Czy da się to wszystko pogodzić bez magicznej różdżki rozciągającej czas? Justyna udowadnia, że tak. Nie ma co ukrywać – jest harówka, ale jest też ogromna satysfakcja. Wystarczy chcieć i mieć wokół siebie ludzi, którzy będą Cię wspierać w myśl zasady:

 

Jak chcesz iść szybko – idź sam. Jak chcesz iść daleko – idź razem. 

 

Z Justyną przeprowadziłam bardzo ciekawą rozmowę – rozmawiałyśmy między innymi o tym, czy konkurencja jest sprzymierzeńcem, czy wrogiem; co jest najfajniejsze w byciu przedsiębiorcą, a jednocześnie mamą; jakie wartości można wnieść do swojego biznesu; czy warto trzymać się swoich zasad oraz czy zakładanie firmy poźniej niż wcześniej ma w ogóle sens 😉

szycie na maszynie do szycia

Posłuchaj, jak z miłości do rękodzieła można stworzyć dochodowy biznes.

Być może ta historia zainspiruje Cię do spełnienia swojego marzenia.

A jeśli jesteś jeszcze przed pierwszą torbą?

Historia Justyny może uruchomić w głowie bardzo przyjemne „a może ja też?”. Tylko że zaraz obok tej myśli często siada druga, trochę bardziej złośliwa: „no dobrze, ale ja nawet nie wiem, jak nawlec maszynę”.

I tu z pomocą przychodzi kurs Szycie dla zielonych Moniki Bekiesz ze Scraveck Studio.

To nie jest kolejna historia twórczyni, tylko praktyczny kurs szycia online dla osób początkujących. Monika prowadzi krok po kroku przez podstawy pracy z maszyną, materiały, pierwsze projekty i spokojne oswajanie techniki. W kursie możesz działać we własnym tempie, a jednym z ważnych założeń jest wykorzystanie tego, co już masz w domu, na przykład starych prześcieradeł, pościeli i tekstyliów domowych.

 

Jeśli historia Justyny obudziła w Tobie ochotę, żeby wrócić do maszyny, zacznij od kursu Moniki.

A jeśli czujesz, że szycie, makrama, szydełko, punch needle albo inna technika już dawno przestały być tylko hobby i coraz częściej pytasz siebie „jak ja mam z tego zrobić sensowny biznes?”, zajrzyj do Biblioteki biznesowej OPLOTKI. Tam rozplątujemy tematy wyceny, sprzedaży, marketingu, warsztatów i rozwijania marki handmade bez udawania, że wszystko da się ogarnąć jednym postem na Instagramie.

 

 

Podcasty, których warto posłuchać:

  • Najgorzej jest zacząć 
  • Kilka słów o scrappbookingu

Artykuły, które warto przeczytać:

  • Jak prowadzić własny biznes handmade 
  • Działalność zarobkowa na bazie rękodzieła – co warto wiedzieć

 

5 czerwca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/06/podcast-z-gosciem.png 1080 1080 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-06-05 06:00:452026-08-21 09:27:43Szycie jako biznes handmade: historia Justyny Grzybowskiej
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Dzień Dziecka, który uskrzydla rodzica

Babia Tereska maluje kartki Tetu Art

Opowieść o pasji, czyli kartki malowane z miłością

Dzień dziecka to takie trochę nasze święto. Niby mamy już własne dzieci, niby rozpieszczamy je pierwszego czerwca zgrabnymi niespodziankami, ale trochę tego dziecka i w nas zawsze zostaje odrobina…

Dziś zapraszam Cię do opowieści o Mamie. Z okazji niedawnego Dnia Mamy i Dnia Dziecka.

Piękna opowieść o tym, jak miłość matki wraca, jak pasja dziecka zaraża, jak w tym chaosie naszego zabieganego świata można znaleźć czas na piękną relację. Oczywiście, z rękodziełem w tle.

tetu art kartki ręcznie malowane

Skąd pomysł na aktywizację babci?

Od wielu lat, właściwie od kiedy weszłam z babcią w relację dorosły – dorosły, dostrzegam babci pracowitość i zaangażowanie w organizację codziennych obowiązków. Babcia zawsze sprawia wrażenie, że ma mnóstwo zadań do wykonania, że jest zapracowana.

Też tak działałam długo, imponowało mi to. Z czasem zaczęłam jednak dostrzegać, że w życiu musi być czas i na odpoczynek, i na przyjemność (szczególnie na sprawianie sobie drobnych przyjemności każdego dnia, delektowanie się, radość), a także, jak ważne jest posiadanie marzeń, przekształcanie ich w cele i dążenie do ich realizacji.

I wtedy też zauważyłam, jak bardzo u babci brakuje tej przyjemności, tego momentu, kiedy jest się już naprawdę zadowolonym z siebie, można puścić napięcia i ciężary dnia i po prostu pobyć w tym stanie. I szybko przyszła mi refleksja, że mając 80 lat już chyba pora, żeby sobie na to pozwolić…

Za tym poszły kolejne przemyślenia i działania, bo babcia wtedy mieszkała w bardzo ciężkich warunkach, w mieszkaniu, które wymagało włożenia ogromnej ilości pracy na co dzień, palenia w piecu, podgrzewania wody do mycia… W takich warunkach, jeszcze w zagłębiu zimna w kraju, jak się siedzi zimą pod piecem w trzech wełnianych swetrach, to się nie myśli o relaksie.

„Starego drzewa się nie przesadza”. Z tym znanym powiedzeniem musiałam się zmierzyć, próbując odnaleźć dla babci nowe miejsce do mieszkania, bardziej sprzyjające, komfortowe, po prostu ludzkie. I to nawet nie chodziło o sceptycyzm osób z zewnątrz, tylko moje wewnętrzne rozterki. Co, jeśli „wyrwę” tę moją babcię z korzeniami i ona się w nowym miejscu nie odnajdzie, wpadnie w apatię, nie będzie miała znajomych miejsc, ludzi, celu. Postanowiłam więc dużo rozmawiać, nic nie forsować, i po około 2 latach takich rozmów się udało – przeprowadzka praktycznie na drugi koniec Polski, bo blisko rodziny, do nowego mieszkania. Okazało się na szczęście, że babcia bardzo szybko doceniła tę zmianę, a ja odetchnęłam z ulgą.

Teraz można było podsunąć jakiś pomysł, zasugerować aktywność, hobby, przyjemności. Pomyślałam o szkicowaniu, rysowaniu, bo wiem, że to była pasja babci od dziecka. Słyszałam od niej wiele historii na ten temat. Babcia też bardzo się realizuje w robieniu na drutach i szydełkowaniu, ale to była po prostu jej metoda na utrzymanie trójki dzieci i później wspomaganie wnuków, więc uznałam, że ta pierwsza część – rysowanie – będzie optymalna, bo z żadnym obowiązkiem się nie kojarzy.

tetu_art_babcia_Tereska

A skąd pomysł, by z tego zrobić „biznes”?

„Biznes”, czyli pomysł na rozpowszechnienie informacji o kartkach z możliwością ich kupienia? To jest naturalna konsekwencja tych moich odkryć na temat babci charakteru. Czyli w skrócie – konieczne było połączenie przyjemnego z pożytecznym, żeby naprawdę chciało się babci w to zaangażować. Pomyślałam, że musi to być trochę „praca” i musi być przydatne. Musi być komuś potrzebne, choćby po to, żeby oczy nacieszyć.

A wychodząc od mojej jednej babci, której chciałam sprawić przyjemność, zorientowałam się, że dotykam naprawdę istotnego społecznego problemu, jakim jest aktywność i aktywizacja osób starszych. Przy okazji rozwijania tego pomysłu dotarłam do raportu Infuture Institute, z którego wynika, że samotność osób starszych to jeden z pięciu najbardziej palących globalnych problemów. W połączeniu z informacją o „starzejącym się” społeczeństwie daje to naprawdę do myślenia. Według tego raportu do 2050 roku co trzeci mieszkaniec Europy będzie miał ponad 60 lat. Czyli, że dbając dziś o akceptację społeczną osób starszych, dbamy też o swój własny byt w całkiem przewidywalnej przyszłości. Jest to więc idea, którą po prostu warto ludzi zainteresować, warto otworzyć oczy na ten niedostrzegany potencjał.

W czym przejawia się potencjał osób starszych, którego my na co dzień nie dostrzegamy?

Można by wymienić wiele przykładów, począwszy od rynku pracy, gdzie akcentuje się potrzebę synergii, zachęca do tworzenia różnorodnych zespołów, jednak do tej całej różnorodności osoby starsze zwykle nie mają wstępu.

Ale tu bym się chciała skupić na pięknie i na emanacji jego poprzez rękodzieło. Fascynuje mnie bogactwo doświadczeń takich osób, stylów, które poznały, tylu zmian trendów, których za życia doświadczyły. I w tym wszystkim ich osobiste preferencje, sięgające być może 50, 60 70 lat wstecz. To jest tak niesamowity świat i tak niepowtarzalne kreacje mogą z niego powstać, różniące się od nowoczesnego rękodzieła tym nieopisanym czynnikiem. To jest ten mistyczny składnik, którym osobiście chciałabym zainteresować odbiorcę naszego przekazu – na stronie internetowej i na Instagramie, które stworzyłam pod to rękodzieło.

tetu art kartki malowane z kwiatami

Opowiedz nam coś więcej o tych kanałach.

Chętnie, bo to z kolei była dla mnie bardzo ciekawa, odkrywcza praca. Obiecałam babci, że te jej kartki będę promować i sprzedawać, więc pierwszym pomysłem dla mnie był oczywiście sklep internetowy. Dokształcanie się w zakresie przedsiębiorczości to właściwie moje hobby, więc jakiś tam plan sobie zrobiłam. Wiedziałam, że musi być określona grupa docelowa i taką grupą dla mnie są ludzie w młodym i średnim wieku, którym bliskie są idee rozważnego korzystania z zasobów, tj. ograniczenie korzystania z sieciówek na rzecz wyjątkowych, niepowtarzalnych rozwiązań.

Dla takiej grupy z pewnością sklep internetowy będzie przystępną formą zapoznania się, zaciekawienia rękodziełem. Wystarczy spojrzeć, co proponują twórcy słynnych koronek koniakowskich na stronie koniakow.com. To jest dla mnie fenomen, eksplozja doznań, ze względu na połączenie ich tradycyjnych korzeni z bardzo współczesnym wykorzystaniem i formą zaprezentowania.

Poszłam na całość i postawiłam stronę sama, korzystając z szablonów WordPress i wtyczki WooCommerce, więc dodatkowo cały proces wdrażania tego był dla mnie frajdą, odkrywaniem nowych rzeczy.

Pomysł z Instagramem pojawił się przypadkiem, w momencie kiedy zdecydowałam się skasować swoje dotychczasowe prywatne konto i zastanawiałam się nad tym, po co mi w ogóle profil na Instagramie. Szybko doszłam do wniosku, że mnie pewnie się nie przyda, ale za to mojej babci tak! Na stronie mam zdjęcia kartek jako produktów, napisałam też parę słów na temat tego, co za tym wszystkim stoi, ale taką naprawdę subtelną i przyjazną formą budowania zainteresowania tematem okazała się możliwość publikowania treści i opowiadania kontekstu w niezobowiązującej formie. Społeczność Instagrama, skupiona wokół rękodzieła polskiego i fotografowania, też bardzo zachęca do otwierania się. Dopiero się tam rozkręcam i trudno mówić o popularności, ale czuję, że jest to bardzo przyjazne miejsce, gdzie Ci twórcy wzajemnie się doceniają, motywują.

Na jakich dodatkowych wspomnianych przekazach Ci zależy? Co to ma być za komunikat?

Publikuję na przykład zdjęcia przyrody, natury, która mnie w danym momencie zachwyciła, a jednocześnie jest od zawsze fascynacją mojej babci i źródłem jej inspiracji dla tych właśnie małych form rękodzieła w postaci kartek. Zależy mi na przekazaniu tego źródła inspiracji w czystej formie, a jednocześnie niezobowiązującej: „Hej, zobaczcie, ile piękna jest obok na co dzień, i jest takie dostępne – na wyciągnięcie ręki”.

Jest jeszcze jeden motyw, który miałam od początku na myśli. Pracuję małymi krokami, aby też przebijał z tego internetowego przekazu. To jest absolutna i niepowtarzalna wyjątkowość chwili, kiedy darujesz komuś lub otrzymujesz od kogoś taki wyjątkowy upominek, jakim jest ręcznie wykonana kartka. Zrobiłam ostatnio taki eksperyment na święta – wysłałam do kilkorga znajomych kartki zapisane życzeniami. To były zwykłe kartki z papierniczego, ładne, ale takie, jakich wiele. Odzew był po prostu fantastyczny. Ludzie do mnie dzwonili tak przeszczęśliwi, wdzięczni… W tej atmosferze nawiązywały się od razu bardzo serdeczne rozmowy. Mam wrażenie, że nikt się dziś nie spodziewa takiego miłego gestu. Aż strach pomyśleć, co będzie, jak zrobimy ten eksperyment z niepowtarzalną, ręcznie przygotowaną kartką! Sądzę, że by dech zaparło takiemu odbiorcy prezentu.

Jakie jeszcze formy rękodzieła babcia Teresa trzyma w rękawie?

Na przykład o przyrodzie powstało wiele wierszy z rąk mojej babci 🙂

Takie krótkie teksty można też znaleźć na stronie Tetu-art.pl w postaci wkładek do kartki, jeśli ktoś chciałby uzupełnić swoją kartkę ręcznie napisanym przez babcię tekstem. Dla mnie chyba najciekawszym elementem tego dodatku jest sama forma, czyli ten kaligraficzny styl pisania, którego dzieci uczyły się w szkołach kilkadziesiąt lat temu, a teraz zupełnie nam nieznany.

Wspominałam też o szydełkowaniu, robieniu na drutach. Na zaprezentowanie tego może przyjdzie też czas, a może nie… Na razie skupiamy się z babcią na rysowaniu, które jej daje największą radość i poczucie spełnienia w tym momencie życia.

tetu art wiersze babci teresy

Skąd w ogóle pomysł na nazwę Tetu?

Babcia mi się zwierzyła, że na nią kiedyś mówili „Tetuchna”. Jeszcze w czasach dzieciństwa. I to mi tak wybrzmiało ładnie, tak mi się spodobało, że postanowiłam nadać temu pomysłowi właśnie taki motyw przewodni.

Gdzie znaleźć, gdzie obejrzeć rękodzieło babci Tereski?

Ta wspomniana strona internetowa, którą tworzyłam w pocie czoła, jest pod adresem tetu-art.pl. Profil na Instagramie to: tetu_art. Na tych kanałach się obecnie skupiam. Zapraszam serdecznie do obejrzenia i do kontaktu. Utworzyłam na te potrzeby również adres mailowy kontakt@tetu-art.pl.

tetu art kartki recznie malowane (1)

3 czerwca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/06/opowiesc-o-pasji-ktora-uskrzydla-oplotki.png 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-06-03 06:00:312026-08-21 09:24:03Dzień Dziecka, który uskrzydla rodzica
Strona 2 z 3123

SPRAWDŹ NASZ KALENDARZ:

Zobacz najbliższe wydarzenia

Ostatnie wpisy

  • Jak napisać opis produktu handmade, który sprzedaje?
  • Jak promować rękodzieło bez social media? 7 sposobów na odzyskanie czasu
  • Jak stworzyć ofertę handmade, która sprzedaje? Zacznij od właściwych klientów
  • Produkty cyfrowe dla rękodzielników: co możesz sprzedawać oprócz kursu online?
  • AI w biznesie handmade: jak wykorzystać sztuczną inteligencję w swojej marce?

Sprawdź ulubione produkty naszej społeczności. Kliknij grafikę, aby dowiedzieć się więcej:

© Oplotki.pl 2021 | pomoc@oplotki.pl| agnieszka@oplotki.pl | Newsletter | Polityka Prywatności | Regulamin Sklepu Oplotki
Strona używa plików cookie. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na zapisywanie plików cookie na urządzeniu (dysku) użytkownika.
 

Scroll to top Scroll to top Scroll to top
konferencja rękodzieło HANDMADE BIZ SUMMIT
Zapraszamy na tegoroczną konferencję: https://oplotki.pl/handmade-biz-summit/