Tag Archive for: podsumowanie

To nie będzie standardowe podsumowanie roku 2023. 

To będzie maraton podziękowań – dla ludzi, sytuacji, wyzwań i turbocennych lekcji, które w momencie, kiedy się działy, wyglądały jak jakaś kara od losu… a (dopiero) teraz widzę w nich wielki dar.

Na początku opowiem trochę “od siebie”, później zaproszę Cię do prześledzenia tego, co “w tle” działo się w Oplotki w każdym z 4 kwartałów – bo mam wrażenie, że każdy wniosek z życia osobistego przekładał się 1-1 na skok w biznesie.

Piszę to podsumowanie końcem października.

Wiem, że zaktualizuję ten wpis o to, co zadzieje się w listopadzie i grudniu.

Dlaczego tak?

Dlatego, że to właśnie krytyczny rzut oka w przeszłość pozwala kreować przyszłość, jakiej w 100% chcemy! Oczywiście zapraszam Cię do tej praktyki, bo DZIAŁA!

18go grudnia podzielę się z Tobą pełną paletą wniosków i reflekcji z 2023 podczas corocznego spotkania “Prawdziwa Cena Sukcesu Handmade”. Jeżeli chcesz wziąć w nim udział, kliknij guzik poniżej, by zapisać się na listę zainteresowanych i otrzymać link do spotkania:

W grudniu wspólnie podsumujemy 2023 rok, aby w styczniu zaplanować 2024 w wydaniu “mądrzejszym” o lekcje z przeszłości. 

Sprawdź moje “lekcje”, którymi obsypał mnie los – może odnajdziesz siebie w tej opowieści, może złapiesz sposób myślenia, który przydaje się w manifestowaniu życia pełnego spełnienia, wewnętrznego spokoju i dumy z codzienności. 

Zapraszam do lektury poniżej. Oczywiście będzie też wersja dla tych, którzy lubią słuchać. Nowe odcinki podcastu już niebawem:

Podsumowanie roku 2023 – od początku

Tradycyjnie (jak już od kilku lat) wspierałam moją wieloletnią mentorkę biznesu on-line: Sigrun w jej naborze do programu KICKSTART i ten rok również rozpoczęłam od ogłaszania, że jako #sombamentor (doświadczona uczestniczka jej kursów, która teraz mentoruje nowym uczestnikom programu Kickstart) zapraszam pod jej skrzydła, bo będę mogła w trakcie procesu tworzenia własnych kursów on-line wesprzeć również swoją wiedzą i doświadczeniem z polskiego rynku on-line. 

Kickstart autorstwa Sigrun to 10-tygodniowy program, po którego ukończeniu masz gotowy swój pierwszy lub kolejny kurs online i sprzedajesz go z powodzeniem (nie tylko w branży handmade, ale jakiejkolwiek innej!). Uwielbiam ten program, bo zazwyczaj poprzedza go kampania 12 Days of Masterclasses ,w której totalnie za free można korzystać z 12 epickich szkoleń Sigrun (normalnie dostępnych tylko w płatnych programach) w ramach upominku świątecznego. NA dodatek w tym roku, będą prowadzone na żywo, po to aby były na świeżo z bieżącą sytuacją i oczywiście z dodatkową możliwością zadawania pytań.

Co roku włączam się w akcję i serwuję trzynasty masterclass na żywo od siebie – tutaj znajdziesz wszystkie szczegóły: 12 Days of Masterclasses lub kliknij grafiki powyżej lub poniżej.

Gorąco zapraszam Cię do wysłuchania mojej tegorocznej rozmowy z Sigrun:

Byłam wniebowzięta, kiedy ponad 20-osobowa grupa przedsiębiorczych dusz wskoczyła do Kickstartu i korzystała z mojego cotygodniowego wsparcia on-line. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że biznes on-line jest KOBIETĄ! Pękałam z dumy, kiedy w wewnętrznym konkursie dla uczestników Kickstart (wyróżnienie za wkład pracy i sukces stworzenia kursu on-line)  zwyciężyła para moich podopiecznych (Aga i Bartek są pionierami i edukatorami w zakresie pasywnej technologii projektowania i budowania – znamy się jeszcze z czasów mojej architektury – lata czerpałam od nich techniczną wiedzę, tym bardziej było coś z symboliki, kiedy tym razem ja mentorowałam im on-line’owe zawiłości! Połączyliśmy siły, a efekt został dostrzeżony na arenie międzynarodowej – na ponad 500 kursów, które powstały w programie Kickstart – to właśnie ich zdobył największe uznanie!). Już dziś zapraszam Cię do obejrzenia kilku rozmów, które uświadamiają siłę online’u:

Moje ego szybowało! A potem rozbiło się o podłogę ;P

Złapałam się na tym, że dopóki świat zewnętrzny nie doceni moich kompetencji, sama tego na pewno nie zrobię i w 2023 postanowiłam to zmienić. 

Od lat czułam takie wewnętrzne rozdarcie – 100% uważności na Oplotki, czy może jednak dzielić się biznesowym know-how z innymi branżami? Wydawało się to wykluczać, jednak w 2023 zobaczyłam, że tak naprawdę, te dwa światy się uzupełniają, a ja jestem brakującym ogniwem między nimi.

Ten wniosek widać w kwartalnych podsumowaniach z OPLOTKI:

  • mamy dział handmade – kursy, warsztaty rękodzieła 
  • dział biznes: wiedza i doświadczenie, które wyciągam z naszej branży, a które można aplikować do dowolnej działalności w on-line
  • w końcu “kliknęło” mi, że handmade-biznes to jest ta ultraniszowa ekspertyza, jakiej ze świecą szukać po polskich i międzynarodowych onlajnach!

Zaczęłam cenić tę wiedzę. Zaczęłam (w końcu) doceniać siebie i nazywać EKSPERTKĄ! 

I choć nie do końca lubię to słowo (mocno nadużywane w mojej opinii), to raport Oli Gościniak, do którego dorzuciłam swoje “trzy grosze” (na stronie nr 58) pokazał mi, że JA TEŻ TO SOBIE ROBIŁAM! Choć wydawało mi się, że jestem taka “Hej! Do przodu!”

TY TEŻ TO SOBIE ROBISZ?

Też umniejszasz swoje dokonania, nie ośmielasz się mówić w czym i dlaczego jesteś świetna? Czas to zobaczyć w 2023! Czas zostawić to w 2023! Czas wejść w kolejny rok bez tego bagażu! 

To mój osobisty wniosek – i O RETY! jak bardzo przełożył się na działania…

Pewnego popołudnia usiadłam przed komputerem i przescrollowałam swojego Facebooka – tego prywatnego i tego oplotkowego i wyłowiłam wspomnienia, które chcę zapamiętać jako dowody swoich sukcesów, spełnionych marzeń, wyczekiwanych osiągnięć. To takie moje momenty, które chcę pamiętać – zachowałam je sobie i zaplanowałam jako posty prywatne na moim prywatnym FB – wyświetlają mi się (tylko mnie, bo dałam opcję prywatną) i przypominają, czego dokonałam. 

WIESZ, CO TO ROBI Z POCZUCIEM WARTOŚCI???

Spróbuj!

I tak – przypomniałam sobie ważne wydarzenia, a jak czułam, że chcę się nimi podzielić publicznie, wrzucałam jako post na mojego priv FB. Oczywiście bardziej prywatne zachowałam dla siebie, ale podrzucam kilka z tych publicznych…

W styczniu:

było wspominanie udostępnienia oficjalnego video z  TEDX Warsaw Woman:

Okładki Designera, czytaj: The Designer – Agnieszka Gaczkowska założycielka marki Oplotki.pl

i artykułu w Onecie, czytaj: Porzuciła pracę…

W lutym:

Promowałam moją mentorkę finansową Ann Wilson – w przyszłym roku zapewne też podzielę się informacją o niej (prawdopodobnie w okolicach lutego), ale już teraz parkuję Ci ostatni blogowy wpis skupiony wokół tematów, które porusza Ann: Na co wydajemy pieniądze

W marcu:

Wspominałam zaproszenie do świetnego podcastu australijskiej trenerki liderek:

W kwietniu:

Wypełniłam eksperymentalne 3-miesięczne grupy mastermindu biznesowego:

Opowiadałam o biznesie kobiecym na konferencji anglojęzycznej She Empowers u Małgosi Klonowskiej:

Wystąpiłam gościnnie w podcastach u Moniki Serkowskiej i Justyny Bronieckiej, możesz odsłuchać poniżej:

W końcu robiłam coś dla siebie: odczyt pogłębiony z Human Design u Kamili Miłkowskiej.

Pracowałam nad innowacjami w Oplotki z Zuzanną z Know How Match.

W maju:

Gościnnie opowiadałam o afiliacji u Agni Ajurweda:

Listen to „AA#152 – Afiliacja – co to jest i czemu służy? Rozmowa z Agnieszką Gaczkowską” on Spreaker.

Chwilę później konsultowałam w Agni Ajurweda afiliacyjne strategie promowania Szkoły Ajurwedy i zamieniania zadowolonych klientek w ambasadorki marki.

Temat afiliacji przewijał się jeszcze w kolejnych miesiącach, ale to już bardziej “na zapleczu”. 

W czerwcu:

To już przygotowania do konferencji Handmade Biz Summit 2023 – omawianie tematów, spotkania z prelegentami i synchronizowanie grafików.

Domknięcie 3-miesięcznych mastermindów i wypełnianie miejsc mastermindu półrocznego – wrześniowego.

A osobiście – również zainwestowałam w liczne programy rozwojowe, polskie i międzynarodowe mastermindy. 

W lipcu:

Mastermind w najbardziej egzotycznym miejscu, jakie sobie mogłam wymarzyć, o czym możesz przeczytać więcej w tym wpisie blogowym: Mastermind na Zanzibarze – wnioski dla przedsiębiorczych kobiet.

Nowe moduły pełne letnich inspiracji w naszych rękodzielniczych kursach: makramy, szydełka i punch needle 

W sierpniu:

Urodziny Oplotki – wpis podsumowujący 5 lat Stowarzyszenia, spotkania na żywo i przeprowadzka do starego mieszkania.

We wrześniu:

Handmade Biz Summit, start Akademii Rękodzielnika i Biznesowych Grup Mastermindowych

W październiku:

Szkolenie stacjonarne w Radwanicach (na zamówienie). Jak miło było spotkać się na żywo!

19.10.2023 Konferencja  DNI KOBIECEGO BIZNESU

Dni Przedsiębiorczości Poznań 2023: 17-19.10. 2023 . Obejrzyj fragmenty panelu dyskusyjnego – Kompetencje nie mają płci:

W listopadzie i grudniu… WORK IN PROGRESS

Listopad to kolejnekonferencje i czas miłych spotkań -tych biznesowych, mastermindowych i wielu innych. Brałam udział między iinymi w konferencji: AYURVEDA for YOUR BUSINESS summit 6-12. 11.2023.

Byłam również prelegentką podczas Business Summit 13-16 listopada organizowanego przez Karolinę Kizińską i Superkobiety Onlajnu.

Tuż po konferencji otrzymałam taką wiadomość:

Dzię­kuję Ci za Twoje wystą­pie­nie na konferencji Superkobiety Business Summit, było boskie!

Spie­szę do Cie­bie ze świetną wia­do­mo­ścią, że Twoja pre­lek­cja na temat „Wycena — narzędzie, o którym warto pamiętać. Praktyczne przykłady z branży handmade.” cie­szyła się ogrom­nym zain­te­re­so­wa­niem uczest­ni­czek wyda­rze­nia. Miała ponad 300 wyświe­tleń!

To naprawdę był nie­zwy­kle inte­re­su­jący wywiad i dzię­kuję Ci, że zechcia­łaś podzie­lić się swoim doświad­cze­niem.

Twoje słowa tra­fiły do serc wielu uczest­ni­czek, co czuć było pod­czas trans­mi­sji nagra­nia na gru­pie na Face­bo­oku, a zwłasz­cza patrząc na komen­ta­rze! Twoja ener­gia i nie­ba­nalny spo­sób bycia zara­ził ener­gią nie­jedną kobietę.

Mnie oso­bi­ście serce rosło, gdy czy­ta­łam lek­cje, jakie uczest­niczki wzięły dla sie­bie z Two­jego wystą­pie­nia. Dla­tego jesz­cze raz naprawdę i szcze­rze dzię­kuję za podzie­le­nie się swoją wie­dzą i doświad­cze­niem

Karolina Kiżińska

To największa nagroda i potwierdzenie, że trzeba robić swoje!

W listopadzie również miałam przyjemność być przepytywana przez Mariolę Olkowicz, która pomoga przedsiębiorczym mamom efektywnie pracować bez uszczerbku dla relacji z bliskimi. Posłuchaj naszej rozmowy:

Z kolei w grudniu do swojego podcastu zaprosił mnie Wojtek Strózik – twórca i zagorzały fan podcastów. Swoją wiedzą dzieli się chętnie z innymi, aby każdy mógł korzystać z dobrodziejstwa tej formy przekazu. Posłuchaj naszej rozmowy:

A propos. Obalając stereotyp, że dzierganie czy rękodzieło w ogóle to wyłącznie domena kobiet, podrzucam ciekawy artykuł o tym jak wiele benefitów (w tym również psychologicznych) potrafi przynieść – i to bez względu na płeć:

Olympic Diver Tom Daley Says He Owes His Gold Medal to Knitting

i oczywiście

Podsumowanie roku 2023.

Spotkanie na żywo już za nami. Poniżej znajdziesz nagranie:

A klikając link ten link

https://oplotki.pl/w1-prawdziwa-cena-sukcesu/

zapiszesz się na kolejne (najbliższe będzie dotyczyło planowania!)

Grudzień to również TedX Warsaw Women 2024 i spotkania z niesłychanie inspirującymi kobietami – tymi, które stawały w tym roku na czerwonej kropce, ale również z tymi, które jak ja, na żywo odbierały te silne, motywujące, inspirujące komunikaty.

To również Gala Interaktywnych Oli Gościniak i złoty Medal:

WOW! Ale maraton prawda?!

Zobacz! Jeżeli tylko rzucisz okiem na swoje notatki/kalendarz/feed FB albo IG – albo jakiegokolwiek miejsca, które traktujesz jak takie trochę odzwierciedlenie tego, co się aktualnie u Ciebie dzieje – zobaczysz to! TO WIELKIE WOW! 

Ile bogactwa miał w sobie 2023 rok również dla Ciebie. Koniecznie rzuć też okiem na podsumowanie OPLOTKOWE! Tutaj kwartał po kwartale zebrałyśmy to, co działo się w OPLOTKI, kliknij odpowiednią grafikę, by przejść do lektury:

Tu wkrótce pojawi się 4 część naszego magazynu 🙂

HASŁO ROKU: 

Mam taką tradycję, że przyjmuję jedno hasło, które staje się dla mnie kwintesencją przemyśleń, podsumowań i wniosków na przyszły rok. To hasło splata moje prywatne podsumowanie ze strategią dla OPLOTKI. 

I tak odpowiednio kolejne lata to były:

2018 – STRUCTURE (kiedy pracowałam nad złapaniem OPLOTKI w jakiś spójny wehikuł biznesowy, który zarobi na rachunki) 

2019 – SCALE (skiedy skalowałam, aby móc zatrudniać) 

2020 – GROWTH (kiedy zespół rósł)

2021 – VISIBILITY (kiedy postawiłam na widoczność w mediach )

2022 – SELF-CARE PRO (kiedy łapałam wraz z naszym zespołem balans po tych poprzednich intensywnych latach) i w końcu

2023 – RINSE AND REPEAT – czyli czerpanie z doświadczenia i dawanie sobie prawa do powtarzania tego, co działa, zamiast wymyślania “koła na nowo”. Przyszły rok już przeczuwam w duchu świętowania i celebrowania, radości i dostrzegania tego, co jako zespół Oplotki zbudowałyśmy na polskim rynku on-line – ale ostateczne hasło pewnie gdzieś w styczniu przylgnie do roku 2024.

Spróbuj tej praktyki dla siebie – ja jeszcze rozwinę proces podsumowania i obierania takiego hasła poczas naszych dyskusji. Jeżeli czujesz, że to może Ci się przydać – zapisz się, klikając guzik poniżej, otrzymasz mailowe przypomnienie:

Kiedy w tym roku popatrzyłam wstecz na te wszystkie dotychczasowe działania, przy okazji uświadomiłam sobie jedną rzecz… że przestałam dawać możliwość procesowej pracy ze mną w formacie 1:1. Od razu, choć po cichu ją przywróciłam- i po cichu ją przywróciłam i teraz możesz ze mną przejść przez PORTAL – kliknij grafikę poniżej, by poznać soczyste szczegóły:

To nie tylko podsumowanie roku 2023, to laaaata!

Podsumowanie 2023 byłoby niekompletne bez zaglądania do szerszego kontekstu – jeżeli taka praktyka patrzenia wstecz jest dla Ciebie nowa – zacznij w tym roku – zobaczysz, że za kilka lat będziesz ze zdumieniem zaglądać do zeszłorocznych podsumowań i wyławiać nowe wnioski, doceniać nowe smaczki…

Dziś zaglądam do zeszłorocznego wpisu: Podsumowanie roku 2022, kiedy czytam jego końcówkę, nie mogę uwierzyć – wtedy pierwszy raz napisałam publicznie o moim dzikim marzeniu fizycznego warsztatowego miesjca pod enigmatyczną nazwą HANDMADE HOTEL. Myślałam, że realizacja tego marzenia to minimum dekada, tymczasem… rok później patrzę na kawałek działki w centrum Poznania, w naturze, blisko do komunikacji… gdzie już w przyszłym roku ten szalony pomysł będzie się materializował pierwszymi próbami! WOW!!! 

Kiedy wspominam nagrywanie tej prognozy w grudniu 2022r – choć wiem, że nie zrealizowała się w pełni to jednak całkiem sporo można odhaczyć na tak:

Kiedy czytam Podsumowanie 2021, zastanawiam się skąd brałam energię, żeby biegać po tych wszystkich TVN-ach, radiach, telewizjach regionalnych… i tochę się nie dziwię, że cały 2022 był skupiony na pilnowaniu balansu. 

Kiedy zaglądam do wpisu: Podsumowanie 2020, czuję całą sobą, że trudności są szansą, nie gwoździem do trumny! 

Kiedy spoglądam na Podsumowanie 2019Podsumowanie 2018  na usta ciśnie się WDZIĘCZNOŚĆ i DOCENIENIE siebie – tej wersji siebie sprzed kilku lat, która miała odwagę podjąć działanie, ale też i podzielić się refleksją z innymi. To dzięki publicznym udostępnianiu unformacji o tym, co u mnie/u nas w OPLOTKI się dzieje, wielu partnerów/partnerów pisało do nas z pomysłami na wspólne inicjatywy ( Pisz też, jeżeli chcesz zroibć coś wspólnie w 2024 roki! : agnieszka@oplotki.pl).

Ja “z dzisiaj” też czytam te teksty i czerpię. To one ładują mnie do tworzenia jeszcze bardziej szczerych, hojnych podsumowań i dzielenia się DO DNA wnioskami i lekcjami, które przyniósł rok 2023. 

W tym roku znowu zapraszam Cię na dyskusję podsumowującą rok, podczas której podzielę się większą ilością detali i wniosków oraz dodam podsumowanie listopada i grudnia – zapiszesz się, klikając guzik poniżej:

No dobra, a teraz trochę takich namacalnych danych z podsumowania 2023

Profil na Facebooku Oplotki przyrósł do 19 tys obserwujących.

Nasza bezpłatna grupa to ponad 10 tys kreatywnych rękodzielników

Kanał Oplotki na YouTube czyli warsztaty, wskazówki dla przedsiębiorczych rękodzielników, inspirujące rozmowy z gośćmi z różnych branż i dziedzin oraz więcej…

zasubskrybowało niemal 3,5 tys osób

Oplotkowy profil na Instagramie urósł do ponad pięciu tysięcy fanów

Natomiast Handmade from Poland to już ponad 17 tysięcy.

Pinterest Oplotki , Podcast, regularnie rosną, przy stosunkowo niewielkim zaangażowaniu.

Najbardziej popularny odcinek odsłuchasz, klikając w link poniżej:

Afiliacja 2.0 – czyli jak możesz wykorzystać moc rekomendacji

A tak nie skupiając się na liczbach nadal ludzie pozostają najważniejsi. Stawiamy na kameralne, tematyczne grupy. Niezmiennie mamy zaufanie do inteligencji naszych klientów i to pozwala stawiać na szczerość, wartości bliskie osobistym, które praktykujemy w biznesie. Nadal stawiamy na DAWANIE wartości, bo wiemy, że to do nas wracało, wraca i wracać będzie…

Pewnie już zauważyłaś, że coraz bardziej oddzielam działania typowo biznesowe:

od rękodzielniczych czyli:

TOP 5 z naszych produktów w 2023 roku to:

Ebook „Pokochaj Wycenę Rękodzieła” wraz dodatkowymi materiałami – będący przedsmakiem kursu online o tej samej nazwie. Klucz do tego, by koszmar zamienić w zwykły, a nawet przyjemny nawyk, pozwalający rozwijać skrzydła biznesom handmade.

Żeby nie było tak cukierkowo  – czyli o moim prywatnym Fakapie roku

Od razu uprzedzę, że cukierkowo trochę jednak będzie, bo jak dla mnie (nas) jest to historia z niecodziennym plot-twistem, który zaskoczył nawet mnie szczęśliwym happy endem!

Dopiero co świętowaliśmy w 2021 przeprowadzkę do ponad 100 metrowego apartamentu w centrum Poznania – takiego “na wypasie” z 2 łazienkami, 2 balkonami, pokojem dla każdego i moim własnym biurem, które (w końcu) pomieściło w przepastnych szafach wszystkie rękodzielnicze przydasie! Takie spełnione marzenie covidowej ciasnoty. 

Od początku jednak coś tam zgrzytało.

W samym dniu przeprowadzki, byłam w Warszawie – w Dzień Dobry TVN dziergałam wraz z uczestniczkami Akademii Rękodzielnika Szalik i owijałam nim pana Prokopa wraz z Dorotą Wellmann. Więc to Jacek z teściami (i trójką naszych dzieciaków niewątpliwie „ułatwiających” akcję) ogarniał przenoszenie dobytku i oddawanie starego mieszkania w ręce najmujących studentów.

Zaczęło się od tego, że gdy się wprowadziliśmy, to pandemia dawno była za nami i wróciliśmy do trybu życia z przed niej. Czyli w mieszkaniu więcej nas nie było, niż było: szkoła, przedszkole, zajęcia pozalekcyjne, wyjazdowe weekendy i odwiedziny rodzinki. W praktyce wielki metraż przydawał się na większe imprezy rodzinne i kiedy ktoś chciał, dla odmiany, odwiedzić nas 😉 Wtedy – od święta – echo w nieco pustawym ogromie kubatury straszyło nieco mniej. Nawet moje liczne obrazy, punch needlowe dodatki, tkaniny na kanapach, dywaniki, pufki i miliony rękodzielniczych prac nie dawały rady podwyższonej wysokości tego niewypełnionego zbędnymi meblami luksusu ;P. Sama czułam się trochę przytłoczona bieganiem z biura do łazienki, po herbatę w ciągu dnia pracy… jakoś tak trochę straszyło pustką. 

Zapatrzona w ideę własnego biura z widokiem na panoramę Poznania nie dostrzegałam małych sygnałów (Ach te małe sygnały! Kiedy ignorujemy… jest ich coraz więcej… potrafią od szeptów szybko przejść do ostentacyjnych krzyków!).

Niby każdy miał swój pokój (czyt. wymarzona prywatność), ale jednak wszystkie dzieciaki schodziły się nam wieczorem do sypialni i spaliśmy w jednym pokoju. Niby super, że starsza córka i syn mieli swoje “królestwa”…, ale kończyło się na krzyczeniu przez ścianę albo pisaniu wiadomości na komputerach (do drugiego pokoju ;P ) zamiast rozmowie! Ostatecznie przenosili stołek albo całe biurko z komputerem, żeby siedzieć ramię w ramię, kiedy budowali jakieś tam światy w wirtualu. 

Najmłodsza w ogóle nie chciała w swoim pokoju, na zmianę włamywała się do każdego z nas. Ostatecznie kończyło się na przesiadywaniu przy kuchennym stole i znoszeniu zabawek do jedynego wspólnego pomieszczenia ;P (Jak masz dzieci, rozumiesz moją przegraną walkę z salonem bez pstrokaterii dziecio-gadżetów.) 

Ehh… do tego doszły rekordowe skoki stóp procentowych – rata kredytu się podwoiła i z coweekendowych wypraw w ramach zagospodarowania budżetu,  pozostały liche wycieczki raz na miesiąc i ciągłe drżenie, czy w kolejnym miesiącu kolejna porcja domowego budżetu pójdzie “na mieszkanie” kosztem wszelkiego korzystania z uroków “życia”. 

Na domiar złego, kiedy zapraszaliśmy znajomych i rodzinę do siebie, żeby te weekendy sobie osłodzić – sąsiedzi z dołu zaczęli pukać do drzwi, że głośno i stres codzienności jako: “Nie tup tak, bo znowu przyjdą!” zjadał nas małymi, ale bolesnymi kęsami codziennych kłótni. (Wyobraź sobie szykowanie do szkoły i przedszkola z trójką dzieci w stresie generowania absolutnej ciszy ;P).

Tu się zatrzymam, bo mam świadomość, że to był luksusowy problem – i jakoś głupio mi czasem pisać w obliczu tego, co może dziać się u Ciebie – niemniej piszę, bo chcę Ci zilustrować pewien koncept i sposoby, które pomogły poradzić sobie z tym rosnącym problemem. 

W tym momencie naszego życia, wraz z Jackiem zaczęliśmy już od jakiegoś czasu intensywną edukację finansowo-ekonomiczną, aby nasz plan wolności finansowej i godnej emerytury zacząć traktować poważniej (wiesz, coś koło 40-ki klika w tym temacie w głowach ;P ). Usiedliśmy pewnego wieczoru do kalkulatora finansowego od naszej mentorki Ann Wilson (napiszę Ci o niej w okolicach stycznia/lutego, bo będzie otwierać program mentoringowy, z którego my korzystamy i na pewno będę jego ambasadorką – tutaj możesz na listę mailową wskoczyć, żeby nie przegapić: https://oplotki.pl/w1-prawdziwa-cena-sukcesu/ ) i jak byk zobaczyliśmy, że to mieszkanie nas pogrąża finansowo. Co gorsza – czuliśmy, że płacimy krocie za miesjce, z którego nie czerpiemy radości. Dotarło do nas, że to mieszkanie wygląda fajnie, kiedy chcemy pochwalić się, “poszpanować”, a nie służy NAM. Bezsensowny wydatek na pompowanie ego. 

Ten czas zbiegł się z werbalizowaniem mojego szalonego marzenia o Handmade Hotel – dzieci podchwyciły, mąż podchwycił… zaczęliśmy dodawać tam ich wizje takiego wymarzonego miejsca… okazało się, że tkwimy w mieszkaniu, które nie tylko obciąża nas finansowo, ale ani o krok nie przybliża do wizji wspólnego marzenia o dostępie do natury, o zieleni wokół, o kawałku ciszy w mieście, przestrzeni do treningów thriatlonowych Jacka, aktywności sportowej dzieciaków, mojego wymarzonego hamaka pod jabłonką…

Po burzliwej rodzinnej naradzie postanowiliśmy to mieszkanie sprzedać i wrócić do starego (na szczęście było gdzie wracać, wynajmowaliśmy je wtedy studentom).

To wtedy zaczął się jeden wielki mentalny FAKAP!

Byliśmy z siebie tacy dumni, tacy dorośli, tacy rozsądni, tacy podążający za naszą definicję tego, co dla nas cenne. Dużo nas kosztowało zdać sobie sprawę, że to wielkie mieszkanie to było takie trochę nakarmienie ego, żeby całej rodzinie pokazać, jak to się nam powodzi. To było trochę pomieszane z po-covidowym poszukiwaniem większego metrażu, który miał rozwiązać problemy sporów o kawałki domowej przestrzeni (a to o komputer, a to o TV, a to o cichy kąt do skupienia, a to o przestrzeń na każdego przydasie, zabawki, rowerowe gadżety, czy książki). Szybko się zorientowaliśmy, że duży metraż zamiast nas do siebie zbliżyć, dając przestrzeń, jeszcze bardziej nas od siebie oddalał. Kłótnie o kasę na rosnące raty, sprzątanie własnych pokoi u dzieci (jak wyścigi, nie współpraca), kolejne weekendy, które mogły być wycieczką pełną wspomnień, a stawały się kolejnym dniem “w domu” (w drżeniu o marudzących sąsiadów), bo przecież nasz plan emerytalny nie zakładał aż takiego szastania, żeby i mieszkanie i podróże… Ehh 

Kiedy jakoś nam się udało to przepracować i wystawiliśmy (w końcu) mieszkanie na sprzedaż – posypały sie pytania od rodziny “Ojej – nie starcza Wam? Coś się stało? Pożyczyć? Powinniście zrobić to i tamto…”.

Podczas, gdy my mieliśmy już opracowany cały plan wyczekiwanego powrotu do starego mieszkania (pełnego najcenniejszych wspomnień, więc i wyczekiwanego przez stęsknione swoich kątów dzieci) nasze otoczenie traktowało tę decyzję, jak życiową porażkę. 

Taki down-grade, zamiast up-grade. 

Takie zejście z poziomu, na któru się wspięliśmy, .

O pardą… raczej upadek ;P

“No przecież Ty w necie takie sukcesy, a sprzedajecie?”

“No przecież dzieci MUSZĄ mieć osobne pokoje!”

“No przecież kto to widział sprzedawać, bo podróżowania Wam się zachciało!” 

Piszę Ci o tym, bo naszym fakapem nie była decyzja o sprzedaniu mieszkania, ale uwierzenie w narrację innych na temat tej decyzji. Zaczęliśmy kwestionować naszą strategię finansową – czy może rzeczywiście żyć trochę na kredyt i na pokaz, bo przecież mamy na tyle finansów… i okradać przyszłych siebie – emerytów z podróżowania po świecie?

Czy może uwierzyć w powiedzenie “Jak Cię widzą, tak Cię piszą?” i zagryźć zęby, idąc za tłumem?

Ostatecznie postawiliśmy na swoim, sprzedaliśmy mieszkanie, w czerwcu pożegnaliśmy studentów wynajmujących to stare, zrobiliśmy błyskawiczny remont i wróciliśmy “do siebie”. Rodzinka dopiero się przyzwyczaja i łapie, o co tu chodziło…

Dzieciaki wróciły do dawnej relacji, jakby nigdy nie było koszmaru oddzielnych pokojów, znowu ramię w ramię klikają te swoje enczantowane universy, wymieniając emocjami dnia i sprzątają “na spółkę” albo “na zmianę”. Maluda jakoś złagodniała, zwłaszcza, że znowu mamy jakieś 15 metrów do przedszkola (dosłownie! Widzimy ogródek przedszkolny z balkonu ;P)  i przedszkolne zabawy jakoś jej się zlewają z pokoikowym odreagowywaniem. Więcej bawi się sama, jakby czuła się bezpieczniej, bardziej u siebie. Ja i mąż z sentymentem patrzymy na “stare” kąty w odświeżonej “poremontowej” formie. Budżet ze sprzedaży pozwolił nam na zrealizowanie tych up-grade-ów, na które wiecznie nie było czasu i finansów w starym mieszkaniu. A cała przygoda uwolniła nas na dobre od kredytowej pętli i przyspieszyła o lata świetlne nasz emerytalny plan wolności finansowej. 

Fakap – czyli szalony zakup wielkiego mieszkania, żeby pokazać sobie i światu, jak to nam świetnie idzie okazał się psztyczkiem od losu. Galopada stóp kredytowych nauczyła nas więcej o inwestowaniu, niż setki modułów kursów o nieruchomościach, a ostateczne “poradzenie sobie” z tym wyzwaniem i zamiana potencjalnej porażki na wielki sukces nie wydarzyła się przypadkowo. 

To tym “cukierkiem” chcę się z Tobą dzisiaj podzielić. 

Mogłam to podsumowanie roku pisać z kredytową pętlą na szyi, sfrustrowana brakiem podróżniczego rodzinnego życia i z poczuciem, że każdy dzień oddala nas od naszych rodzinnych, a mnie od zawodowych planów. Mogłam dalej wyciągać krocie z Oplotki, zamiast je w ten biznes re-inwestować. Na szczęście w porę się opamiętałam (opamiętaliśmy).

Co nam pomogło odwrócić ten los i pójść w kierunku własnej definicji sukcesu?

rozmowa – wiem, trudno czasem po prostu pogadać, zwłaszcza z najbliższymi – rozmowa z moim własnym mężem była przerażająca – kłóciliśmy się i godziliśmy chyba z milion razy, wszystko oglądały dzieci – w końcu nauczyliśmy się siedzieć z dyskomfortem strachu, trudnych emocji wokół dużych finansów i wraz z milionpierwszym podejściem w końcu zaczęliśmy iśc w kierunku decyzji, oswajaliśmy się z nią, aż stała się normalna, a teraz patrzymy na nią z dumą, bo odcinamy kupony finansowe od tego zapakowanego w fakap sukcesu udanego flipu nieruchomościowego.

mentoring – gdyby nie wsparcie w programie Ann, nie mielibyśmy pojęcia, jak działać, jak policzyć naszą strategię, co nie dałoby nam takiej pewności, że wiemy, co robimy i nawet w totalnie niesprzyjającej ekonomicznej sytuacji w kraju, będziemy bezpieczni dzięki wiedzy, jak operuje rynek nieruchomości w dłuższej perspektywie. Jeżeli  – nie wiesz – jak my wcześniej – warto zainwestować, żeby wiedzieć – nie ma sensu boksować się z rzeczywistością samodzielnie!

zaufanie i szczerość – mimo, że czuliśmy, że rodzina i otoczenie  totalnie na opak odbiera naszą decyzję o sprzedaży, czuliśmy, że pod spodem jest troska i miłość. Wiedzieliśmy, że to moment na zaufanie sobie, aby pozwolić im zaufać nam. Teraz rozmawiamy dużo o tych transakcjach, zwłaszcza, że za nami zakupy działki, nieruchomości. Wiemy, że jesteśmy pierwszym pokoleniem w naszych rodzinach, które odważyło się na taką odpowiedzialność finansową i odklejenie od systemu – nie jest łatwo, ale da się, kiedy mamy w sobie szczerość do rozmowy na te trudne tematy i ufamy, że warto się nimi dzielić.

Mój wniosek?

Nawet, jeżeli wydaje mi się, że już tyle przeszłam, tak bardzo słucham intuicji, wraz z mężem i dzieciakami tak bardzo słuchamy siebie nawzajem, zamiast jakichś społeczych “musisz i wypada” – to i tak wpadamy w tę pułapkę życia czyjąś definicją sukcesu!

Każdemu się zdarza! 

Ale nie ma takiego momentu, kiedy nie da się kalibrować do tego, co gra Ci w duszy i zmieniać tego, gdzie jesteś tu i teraz! Nawet tak wielka decyzja, jak władowanie się w ogromny kredyt i utopienie masy oszczędności we wkładzie własnym jest “odwracalna”. Może też jesteś w punkcie, gdzie się zaplątałaś w nieswoje wizje szczęścia i sukcesu – piszę dzisiaj moją historię z 2023, by Ci dodać sił, że tu i teraz możesz zacząć to zmieniać!

Budzi się w Tobie refleksja, chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami? Pisz do mnie na agnieszka@opotki.pl z przyjemnością czytam i odpowiadam na wszystkie wiadomości.

Dzięki, że czytasz!

Zostawiam Cię z fotograficznym przeglądem magicznych chwil, które każdy z nas łapie telefonem w tym pędzie codzienności i zachęcam Cię:

Poprzeglądaj swoje fotki! Zobaczysz, że Twój rok też był MAGICZNY! Złap tę magię i nie pozwól jej uciec w zapomnienie! Ucz się od siebie, czerp z własnego doświadczenia i daj sobie luksus zatrzymania i podsumowania roku, by ten kolejny był jeszcze bardziej TWÓJ:

Dodaj poniższe grafiki do Pinterest!

W ten sposób nie zgubisz tego artykułu.

Ogromna Wdzięczność!

2019 rok był prawdziwym prezentem świątecznym!

[For ENGLISH scroll down]

Koleżanka pochwaliła się, że „praktykuje wdzięczność”. W pierwszym odruchu uśmiechnęłam się pod nosem, w drugim wypytałam szczegółowo, o co chodzi, a dopiero po jakimś czasie – kiedy mądrość zawarta w prostocie tego ćwiczenia mnie dopadła – zaczęłam… praktykować!

Serdecznie polecam! Rano lub wieczorem, raz w tygodniu lub raz w miesiącu, ale zdecydowanie – im częściej, tym lepiej – zatrzymaj się i pomyśl, za co jesteś w danej chwili, w dniu czy też w miesiącu WDZIĘCZNA.

Proste i uwalniające. Pozwala skupić się na dobrodziejstwach naszej codzienności i doceniać najmniejsze rzeczy. A w dłuższej perspektywie zdecydowanie uczy, jak przesuwać się w kierunku innego myślenia: z punktu pod tytułem „To moje, bo jak oddam, to mieć nie będę, ktoś mi zabierze” do punktu, że na świecie jest tyle dobra, że starczy dla wszystkich. Zwą to abundance mindset. Nie będę wielce rozwijać, ale zdecydowanie polecam uwadze.

Ale do rzeczy. 🙂

Ta praktyka powoli weszła mi w krew i dlatego postanowiłam tutaj podsumować małe i duże „wdzięczności”, które powtarzają się niezmiennie w mojej codzienności. Może i Ciebie zainspiruję do takiej praktyki na co dzień. )

Dzięki MAMO! Nigdy Ci tego nie zapomnę.

Lubię sobie myśleć, że takie właśnie cytaty krążą po główkach moich dzieciaków, kiedy po nocach kończę kolejne szydełkowe pomysły (ich pomysły – moje wykonanie. Tak, to moja tajna broń w procesie design thinking dla nowych prototypów szydełkowych prac w naszym sklepie)

Ale tak naprawdę, to ja dziękuję!

Od czasu, kiedy zostałam mamą, zmieniło się tak wiele, że trochę czuję, jakby crash course logistyki życiowej spadł mi na głowę w wersji self-study. Ale całkiem poważnie, dziękuję tym łobuzom każdego dnia za lekcje pokory, cierpliwości i samodystansu. Za to, że skutecznie leczą z perfekcjonizmu i dyscyplinują godziny pracy (zero scrollowania FB, skoro trzeba się zmieścić w grafiku przedszkola z moją pracą). Dziękuję im za to, że najpilniejsze pilności mojego biznesu potrafią zblednąć w momencie jesiennego koncertu albo Dnia Misia. Za te codzienne lekcje zdrowego dystansu do siebie i świata. Za to, że jest ich dwójka, a za chwilę trójka, więc daleko mi do mamy trzęsącej się nad każdą pierdołą, a raczej bliżej do podejścia „ogarnij się dziecko!”. I o dziwo, jakoś się ogarniają!

Dzieciaki uczą mnie też wdzięczności za związek, który zmieniał się i ewoluował (w bólach, wzlotach i upadkach, lepszych i gorszych chwilach, przy poczuciu wielkiego osamotnienia i niezmiennej wspólnoty jednocześnie), by stać się portem, do którego zawijam(y), kiedy o wdzięczność trudno tu i teraz (zwłaszcza kiedy rodzicielskie nerwy puszczają i jest krzyk oraz – delikatnie mówiąc – różnice zdań).

O ironio! W czasie, kiedy piszę ten tekst (natchnęło mnie i zawlokłam laptopa do łóżka), córcia próbuje scrollować ekran, bo dostrzegła nasze zdjęcie na ekranie…

Jestem wdzięczna! Nawet za te przeszkadzajki, kiedy najmniej się ich spodziewam. Bo jakoś tak czuję, że to nasze domostwo tętni życiem, a wieczny niedoczas pozwala na realizowanie jedynie absolutnych priorytetów. Bez całej tej otoczki „wypada”, „trzeba by”, „a może by tak”.

A teraz trzecia pociecha dołączy do naszej gromadki, by uczyć nas wszystkich pokory, cierpliwości i nowych ról. Lekcja wdzięczności za nieprzespane noce to duży sprawdzian! Mam nadzieję, że (akurat te) wspomnienia uciekną z pamięci równie szybko, jak w przypadku poprzedniej dwójki (której teraz dobudzić nie sposób nawet o poranku).

Wdzięczność za handmade! Nie ma skuteczniejszej autoterapii!

Kiedy startowałam z pomysłem na OPLOTKI, zaczęło się od autoterapeutycznego dziergania, które dawało mi ukojenie w stresie macierzyństwa w wiecznej opozycji do biznesu. To rękodzieło pozwoliło mi pogodzić te dwa światy w bezszwową całość i spełniać się na linii matka – przedsiębiorczyni – żona – kobieta – projektantka. Nie przypuszczałam, że to właśnie biznes oparty na handmade pozwoli wyjść nie tylko poza architekturę, branżę rękodzieła czy szeroko pojęty online, ale sprawi, że zacznę inspirować inne kobiety do małych zwycięstw na co dzień.

Rękodzielniczy biznes stał się wehikułem większych idei. Misja pozostawienia świata (choćby tylko tego skrawka wokół mnie) lepszym, czystszym, bardziej otwartym, tolerancyjnym, ciepłym i równym dla kobiet i mężczyzn. Czuję, że (znowu) to dzieci mocno przyczyniły się do podążania za tą misją. Blisko mi było do „wojujących feministek”, póki synek, mąż i wspierający przyjaciele nie nauczyli mnie, jak ważna jest RÓWNOWAGA. I choć wciąż biznesowo najbliżej mi do idei równości płac (uważam, że kobiety są mocno niedoceniane finansowo), to jednak coraz mocniej skłaniam się ku wpajaniu dzieciom poszanowania zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn, i w dobie coraz bardziej „hardych” babek ochoczo wzmacniam również chłopaków.

Wierzę, że potrzebujemy być wzmocniONE dokładnie tak samo jak i ONI. Wierzę, że naszym orężem będzie burzenie stereotypu, że handmade jest tylko dla „bab”, bo panowie i chłopcy jak najbardziej również potrzebują bezpiecznego kręgu rozmowy, wsparcia i zrozumienia (choćby podczas warsztatów dziergania :P). Ciągle rozczula mnie widok tatusiów z pociechami na OPLOTKowych warsztatach rękodzieła.

Kiedy w końcu obudzimy się w rzeczywistości, w której nastolatek ze słabością do szydełkowania nie będzie traktowany jak kuriozum?! Pod względem potrzeby ciepła, bliskości i rozmowy jesteśmy dokładnie tacy sami i smutne, że czasem o tych potrzebach panów (i chłopców) zapominamy.

Mogę tylko podziękować za to, że rękodzieło otworzyło mi oczy na coś tak niedostrzeganego (przynajmniej przeze mnie wcześniej). No nie da się ukryć, że na sali konferencyjnej poznaję panów najczęściej w „zbroi” profesjonalnego looku i merytorycznej biznes-nowo-mowy. 🙂 Coś takiego jak męska wrażliwość była dla mnie jedynie chwilami rozmów z moim partnerem, a potem przytulasami synka. Dla mnie to rękodzieło jest „detektorem” odważnych panów, którzy nie wstydzą się wpajać synom i córkom wrażliwości oraz otwartości na ludzi i świat (wbrew paplaniu stereotypowych „konserw”). Ale Ty pewnie odnajdziesz swoją własną drogę, by dostrzegać te przebłyski „ewolucji” w naszej szarej rzeczywistości.

Wdzięczność za wspólne posiłki – to luksus w dzisiejszych czasach!

Wiem, że jestem lokalizacyjną szczęściarą. Mieszkamy 5 minut od przedszkola i jakieś 12 min od szkoły. Oczywiście kusiło szoferowanie do najlepszego przedszkola w mieście, ale odpuściliśmy na rzecz pewnego priorytetu.

Każdego dnia czuję wdzięczność za spokojne śniadania, ubieranie bez pośpiechu, mycie zębów z oldschoolowym zegarkiem tarczowym na łazienkowym blacie (wskazówka musi zrobić dwa okrążenia, zanim dzieciaki mogą wyjąć szczoteczki z paszczy, a ja dyscyplinuję się przy okazji) i króciutki spacer (zamiast nerwów w porannych korkach). Dzięki temu, że jest blisko, wracam piechotką, zahaczając o lokalny warzywniak i piekarnię. Plotkuję z ekspedientkami i „dzieńdobruję” sąsiadki. Czuję się zupełnie jak w mojej małej miejscowości (gdzie się wychowałam i ja, i mój mąż), pomimo że od uroków poznańskiego centrum dzieli nas kilka przystanków tramwajowych.

I może wyda Ci się to śmieszne, ale mam wrażenie, że jesteśmy w mniejszości społeczeństwa, które czerpie garściami z przywileju wspólnych śniadań, obiadów i kolacji JEDNOCZEŚNIE! Nie będę czarować – pizza i pierogi z paczki też wjeżdżają na stół. Dni, kiedy każdy je osobno, bo nadgodziny u Jacka, bo ważne spotkanie u mnie, bo urodzinki przyjaciół dzieci (ach, ten ich napięty grafik :P) też wkradają się w naszą codzienność. Ale tym bardziej dziękuję, że tą regułą są jednak wspólne, niespieszne, parujące ciepełkiem posiłki i kolacje po kąpieli, kiedy wszyscy już tylko czekamy, co przyniesie kolejny dzień. Kuchnia, jak się domyślasz, to epicentrum rozwiązywania małych końców świata i gojenia ran na wojnie z całym złem.

Kiedy ćwiczę tę moją wdzięczność, staram się doszukiwać w tych rozlanych pomidorówkach i kręceniu nosem na mozolnie gotowane warzywka właśnie tej magii. Dzięki temu nie wpadam w dziki szał pod tytułem „Nie będzie czekolady po obiedzie! Ani kawałeczka! Zjem sama!” (na ukojenie nerwów, oczywiście).

Ale nie tylko te rodzinne posiłki stały się dla mnie wielkim powodem do wdzięczności. Zaczęłam coraz bardziej doceniać kawy, ciacha, a nawet kolacje z koleżankami z zespołu, z partnerami biznesowymi, z ludźmi, z którymi planujemy kolejne inicjatywy społeczne, projekty czy zadania. Kiedy czas zaczął się stawać dla mnie dobrem luksusowym, tym bardziej zaczęłam doceniać, kiedy poświęcają mi go inni, kiedy wiem, że mogę z kimś przegadać przy kawie najdrobniejsze szczegóły. Czuję, że jedzenie staje się takim trochę mistycznym łącznikiem, który gwarantuje niespieszność, pełną uwagę i pewnego rodzaju otwartość, wręcz intymność. Przestałam jadać w pośpiechu. Zrezygnowałam z tego na rzecz celebrowania spotkań przy posiłku. Choćby przy odgrzewanej pomidorówce. 🙂

Wdzięczność za Święta!

W tym roku pierwszy raz u siebie, z wielką choinką (dzidzia jeszcze nie będzie broić) i toną prezentów (niecny plan, by były małe, tanie i zabrały starszakom cały wieczór na misterne rozpakowywanie). Wiem, banał.

W naszym wydaniu jednak nowość totalna. Po latach maratonów rodzico-teścio-babciowo-ciotkowych po raz pierwszy we własnym domu! W tym roku wymówka nie do przebicia: planowany termin przyjścia na świat dzidzi numer 3. Wdzięczność ogromna. I wbrew pozorom nie tylko za te piękne wspomnienia, które w końcu zbudujemy we własnym zaciszu, ale też za lata wstecz.

Za każdą niezręczną rozmowę, za supergłośny telewizor, za marudzenie przy stole, za fochy i kłótnie, i godzenie, i przepraszanie. Ogromna, szalona rodzinka dawała nam w kość co roku. Ale co roku też czuliśmy (i czujemy), że mamy ogromnego farta. Po cichutku liczę, że w tym roku zamienimy się rolami i to oni będą dziękować za gościnę („no, jeszcze kawałeczek ciasta, bo się zmarnuje” już szykuje się z atakiem :P), a my podziękujemy za gości. 🙂

Dziękuję za chwile oddechu od całego świata!

Choćby były to (jak to najczęściej u mnie) jedynie długie kąpiele albo niezbędne zabiegi łazienkowe. Te zamknięte drzwi, cisza, para na lustrze, te cieplutkie wspomnienia momentów, kiedy dom już śpi, nigdzie nie pędzę i mogę zwolnić przy olejowaniu włosów, kremie na twarzy czy wsmarowywaniu antyrozstępowych preparatów ciążowych w brzuch. Nie zapomnę tego uczucia self-care. Powoli uczę się je rozciągać. Niby niewiele, ale spróbuj! Nie od razu SPA na weekend, ale czasem prywatne domowe SPA wystarczy, żeby odzyskać równowagę. 🙂

I to chyba ta największa wdzięczność, której i Tobie życzę na co dzień

To taka wyuczona wdzięczność.

Taka wyćwiczona.

Taka, gdzie biust już nie jest za mały albo za duży – jest dokładnie taki, jak ma być.

Taka, gdzie waga – niezależnie czy ciążowa, czy w wersji „prawie idealnego bikini” – jest fajna.

Taka wdzięczność za każdą zmarszczkę, bo jest ich więcej od uśmiechania niż od zgryzoty.

Taka wdzięczność za to, że jest fajnie tu i teraz. Z tymi ludźmi, którzy mnie otaczają. Z tymi wyzwaniami, które mam. Z tymi smuteczkami, które pokonuję, bo przeplatają się z chwilami radości.

Wdzięczność, że czas sam na sam z sobą, kiedy ogarnia mnie spokój i poczucie, że jestem ważna, warta i kochana, ciągle trwa.

I że kocham.

Siebie, ludzi, malutki kawałek świata, w którym żyję.

Takiej wdzięczności Ci życzę.

Agnieszka

 

 

What did 2019 bring?

My good friend boasted one day about how she practices this GRATEFULness …

At first I said to myself “Yup, another fancy trend like all that Yoga, mindfulness, slowlife craze”. But after she left I could not get the idea of my mind… Gradually…I grew to try it out on my own…And now I must say “Thank YOU”  – It vastly improved my everyday in 2019!

WHAT IS IT ALL ABOUT?

It is so simple, yet so powerful. You just take a day, a week, a month, a Year….and name things that happened in that period of time that made You feel grateful. As simple as that. You can write it down or just think it to Yourself. The form does not matter. The point is – to allow Yourself for appreciation for what You have. That’s it!

It can make You kiss Your spouse unexpectedly or allow kids some after-dinner ice-creams just like that. It irreversibly leads You from “It is mine, I have to protect it”  …into  “Let’s share! There is so much good for us in the world, that there is enough for each and every one”.  Abundance Mindset – there You go!

Ok – but let’s stick to the point.

This “gratefulness practice” slowly, but surely has become “my thing” for the end of the day…and by the power of accumulation it piled up into this abundant 2019 that I want to share with You …

Thanks Mum, I’ll never forget that!

I like to think thet those are the phrases that go through my kids’ minds when I finisz yet another crochet project for them. Their ideas inspire my products. The prototypes that take form at home …become bestsellers in our online handmade butique. I love how the sole thought of making use of my skills for my kids’ smiles keeps me inspired and makes me implement this design-thinking into practice J

But in fact…I should be the one to say “Thanks”

Since I became mum there were so many new skills I needed to master…that I feel those three little ones have just given me a crash course on life-logistics in a self-study intensive version. Yup, quite honestly, i am grateful for this everyday lesson of hardcore patience.

Those little ones are my personal trainers specializing in self-discipline at work (Yes, I make the use of every hour of their kindergarten or nap for productive work – no feed-scrolling allowed), because I know that every distraction will then cost me missing out on a little theatre at school or “teddy bear day”. They are also the ones teaching me how to keep a healthy distance to my business problems (try explaining to a 4-yaer old why You are shouting at Your computer when the power is down…believe me, this will chill you down).

Ps. What an Irony – now when I am working on this text I have my 6-year old trying to read it letter by letter, because she saw her picture on the screen …

…So You know what I mean by „using every moment for productive work” …I never know when she, or two others come along with “work is done” “play with me” on their mouth…

My kids also show me how to be grateful for my relationship. Yes we had some hard times, but kids have always brought us back to kindness, simple gestures and everyday hugs that can break the loudest silence. They make us laugh…when all we sometimes dream is to cry…

Yes, I could say „Wait, I need to work, we’ll play later” …but I don’t. I know, that was the whole point of this lifestyle, this business…so I could always answer  “Ok, but I am playing Elsa this time…You are Anna, and Tomek is Olaf” ( Frozen 2 re-activated all the favourite theatrical games).

At the end of 2019 – our third child enriched the „family gang” …So currently I am also training myself to be grateful for those sleepless nights…It is not that hard… when I look at Lena ( the oldest – 6-Year old daughter) I quickly grasp to those intimate moments of cuddling…I know…little Sara will grow up as fast as Lena did…

Grateful for this job! There is no better autotherapy!

When I started with the sole Idea for OPLOTKI …it all evolved from therapeutic crochet meetups for women. Thanks to those handmade workshops I found a group of like-minded women whom I could simply load-off everyday burden by the magic of converswations and this intangible power You feel when You actually create something with Your hands. With every crochet blanket, carpet…we felt like omnipowerful creators. The everyday burdens faded away.

Till this day I am grateful for this extra –bonus I have attached to my work. Every time I feel this online world is sucking me too deep into stress, FOMO, lack of time…I just plug off and tune in…to soft wool, knitting sticks and favourite podcasts. I bet I save thousands on burnout therapy! What is more…this method to chill out works also when I need to cool down from hardships of any role – mum-wife-friend-daughter-designer…

Not only do I feel lucky to call such knitting moments „part of my job”… I also feel grateful for this handmade business, as it has become a wehicle for jet deeper, bigger ideas.

I have got this irresistible feeling I leave this small part of the world around me …a  tiny bit better, than when I entered it. I work on making it a little bit more open, cleaner, tolerant and welcoming for others. I always look at participants of handmade workshops that somehow magically unite over some embroidery accessories, or hands-dirty from clay on pottery classes. Never mind the different opinions on various topics! A little boy is equal to an old lady in terms of fun-energy and openness to others. I truly believe we miss those moments so much in our crazy-paced, digital times. I am forever grateful that my work on organizing more and more handmade workshops results in those fragile, momentary bridges between genders, ages, point of views…and make people connect on this basic human level.

Grateful for everyday meals…together!

I know not everybody is so lucky in terms of localisation. I mean, I live close to the Poznań centre, but in a quiet district, 5 minutes from my daughter’s school and with my son’s kindergarden right across the street. We loose no time for traffic jams and get to walk to school/kindergarden/local grocery stores. We basically use a car only for weekend trips or swimming pool classes ( where we still need 7 minutes to get there). We could have selected kids’ educational facilities on the other end of POZNAŃ, just to boast to friends, how prestigious kindergarten we have…but we dropped this silly idea for the sake of other priority.

Meals.

Simple meals.

All together.

We do not get to shoffeur our kids back and forth in trafffic jams…we prefer to spend that time by the table instead.

I call myself lucky, because I get to have a slow breakfast with my husband and kids. We get to chat a bit and prepare ourselves for this “fight with the challenges of the world”. After coming back home …we have dinner together. Sometimes we even get the time to cook it altogether (however we skip cooking on busy days and have some help bringing us something nutritious to warm up quickly). And after some lazy playing, swimming classes,guitar lessons or favourite friends coming over  for dessert …we get to sum-up the day with a round of bubble baths and supper.

I did not treat it as privilege until I saw reality of many of our friends. Hectic pace, traffic jam stress, being late here and there that builds up frustration…That was the moment I felf super-gratefull for those simple meals together, for dressing up slowly in the morning. For washing our teeth in a company of an oldschool clock showing two rounds of slow-ticking out the 2-minute brushing for kids. I love the grocery store by the corner, that I visit right after I drop my daughter to school and the lady who remembers not only my name, but the fact I love those celeries she gets every Tuesedays from a local farmer living in deep suburbs around Poznań.  I am grateful I get to live just like in a small town (Yup, I come from such a place, so it feels home to me) but with every opportunity that gives me the city of Poznań. Somehow after realizing all those blessings…the smog does not bother THAT much (AAAnd plus…my pot plants get a warm “thank You” every now and then when watering this urban-jungle) .

And just to keep this perfect picture real – there are crazy days, when extra work keeps Jacek away in his office till late. There are business meetings, networking events I attend to on the cost of family time…but they make me appreciate the everyday routine even more. And I practice my gratefulness even when tomato soup gets spilled out to the floor by two crazy kids punching each other over some lego blocks piling up between our kitchen plates. Maybe that is something that keeps me away from shouting „NO CHOCOLATE AFTER DINNER!” ( And eating it myself to calm down…) .

Those „common meals” got also another dimension for me. I used to meet “for a coffee”. Business coffee, quick espresso over a new contract, looong latte, when discussing new workshops… However in 2019 I re-discovered the power of sharing business meals. I carefully plan business meetings now…food-wise. I pay attention to the restaurant we meet, to the cafeteria we select and the way this meeting looks …and “tastes”.  I dropped the pace of business coffee for the sake of pleasant meals. I kind of feel now, that every time an important business meeting runs over something delicious…both sides do not hurry…and minutest details get talked through…resulting in improved quality of new projects. Nothing but “thank you” that I could say to myself for calling such pleasant moments part of “my work”.

It is sometimes hard to meet. Especially when You do the „online business thing” 🙂  The possibility of shared meals drops dramatically. That is why in 2019 I decided to fly to Zurich (being 7th month pregnant!)  to meet my „online” friends during Sigrun Live. We finally had the chance to sit by the dinner, have long discussions over a dessert. I will remember the conference we attended together mainly through the prism of shared meals and our breakthroughs that came not only from an online MBA we suppport each other in ( SOMBA – Sigrun’s Online MBA), but also from simpla „being together” by the table.

Grateful for Christmas

A little background.  Every single Year – our Christmas were bringing us a trip to our home town, dividing time between members of a big family, visiting all the mommies, aunites, grannies…and coming back all tired, nervous about pinchy words here and there…and oftentimes with kids getting a runny nose from all that hectic craziness.

This year, with me pregnant …and just about to give birth to our baby Sara…we took the perfect excuse to stay at home.

Now THAT was a festival of GRATEFULNESS.

And Yes…I was forever grateful for this quiet Christmas this Year. Only the 4 of us (Ok, 5 – with baby sara still inside), slow paced-dinner, gifts taking kids’attention for the whole time with us laying down and catching up with Netflix series somewhere on the couch…

But I was also grateful for all those past, hectic Christmas at our home town. We just realized how lucky we are to have all those crazy grannies and aunties telling stories to our kids, preparing traditional meals with all the storytelling over its’ symbolical meanings, boxes of gifts that keep our kids busy till march with fabourite toys…somehow “sacred” because brought by a REAL SANTA ( even if he had strangely similar shoes to uncle Sławek) … we truly are lucky… and when realizing that…we somehow forget the fights over what plates should the dessetrts be served at.

Grateful for ME-time.

Even though those moments were quite short…I have trained myself to find those minutes for buble baths, warm oils onmy body, or simple quiet moments behind the bathroom door. This awareness that the whole house is sound asleep and I can listen to my thouhts, relax, feel the warm steamy air on my skin… Those were the moments I practiced my gratefulness most intensively. I was creating environment to be grateful for and thinking back on things I am grateful for…So simple, Yet I needed my whole life to learn to practice it only now.

What do You think I can wish for You?

I wish You practice it too.

Gratefulness.

For having what You already have.

For achieving hat You already achieved.

For having all the people You have around You.

For being YOU.

It REALLY makes this little part of the world we live in…a bit better place.

 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.