• Link to Facebook
  • Link to Instagram
  • Link to Instagram
  • Link to Youtube
  • Link to Pinterest
  • Link to Mail
  • Link to TikTok
  • Link to LinkedIn
  • Koszyk
  • Moje konto
  • Shopping Cart Shopping Cart
    0Shopping Cart
Oplotki
  • Sklep
    • Rękodzieło
      • Punch Needle
      • Makrama
      • Szydełko
      • Druty
      • Tkanie
      • Haft
      • Szycie
      • Stacjonarne warsztaty rękodzieła
      • Boxy produktowe
      • Vouchery prezentowe
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
    • Biznes Handmade
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Handmade Biz Summit
      • Kursy dla Biznesu Handmade
      • Ebooki, książki, webinary
      • Książka – Oplotki. Sukces handmade.
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
    • Biznes
      • Praca 1:1
      • Programy grupowe
      • Kursy dla biznesu
      • Biznesowe wydarzenia stacjonarne
      • Handmade Biz Summit
      • Vouchery prezentowe
      • Inne
  • Książka
  • PODCAST
  • Warsztaty
  • Dla firm
  • HandmadeBIZsummit
  • Biblioteka
  • Mastermind
  • O nas
    • Kontakt
    • Newsleeter i FREE treści
    • Wynajem pracowni na warsztaty Poznań | Pracownia Oplotki
    • Agnieszka Gaczkowska
    • BLOG OPLOTKI
    • Stowarzyszenie
    • Zespół
    • Aktualne promo
    • Program Afiliacyjny
    • Dla mediów
    • Social Media OPLOTKI
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Podcast oplotki z Justyną Grzybowską
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO

Szycie jako biznes handmade: historia Justyny Grzybowskiej

Kreatywne szycie na maszynie: historia Justyny o wartościach, macierzyństwie i biznesie handmade

Chcesz najpierw nauczyć się szyć?
Ta historia pokazuje, jak szycie może stać się początkiem marki handmade. Jeśli jesteś na etapie „podoba mi się, ale nie wiem, jak zacząć”, zajrzyj do kursu Szycie dla zielonych Moniki Bekiesz ze Scraveck Studio. To kurs szycia online dla osób początkujących, prowadzony spokojnie, krok po kroku, z myślą o pracy w swoim tempie i wykorzystaniu materiałów, które masz już w domu.

Podcast oplotki z Justyną Grzybowską

Macierzyństwo wyzwala nowe pokłady kreatywności – Rozmowa z Justyną Grzybowską o tym, jak szyć na maszynie

 

W logistyce codzienności często zapominamy o tym, czego pragniemy i do czego w życiu dążymy. Czasem jednak pewne sytuacje zmuszają nas do zatrzymania i zadumania się nad swoim pędem w niewiadomym kierunku. Nie inaczej było i tym razem. Justyna – z wykształcenia mgr inż. środowiska – po urlopie macierzyńskim dowiedziała się, że nie może wrócić na swoje dawne stanowisko pracy.

Miłość do rękodzieła, która tliła się w niej delikatnie od kilkunastu lat, w tej sytuacji rozpaliła się na dobre. Justyna zrozumiała, że nie chce wracać na etat, że oto nadszedł czas na realizację swoich marzeń i swoich wartości. Zaczęła szyć więc torby bawełniane na zakupy i wielorazowe woreczki na produkty sypkie / warzywa / owoce. Najpierw dla siebie, potem dla znajomych – gdzieś trzeba było “upchnąć” efekty jej pracy, bo zaczynały zalegać już niebezpiecznie w domu 😉

A potem poszło lawinowo.

Mama szyje na maszynie do szycia

Sprzedawaj produkty, a nie siebie

Maszyna do szycia nie zwalnia tempa, tak samo jak Justyna.

To, co mnie w niej urzeka, to że trzyma się swoich wartości i założeń: ma być ekologicznie i z jak najmniejszą szkodą dla środowiska (wykształcenie zobowiązuje). Stara się używać rzeczy z recyklingu, a bazą jej toreb jest zazwyczaj surówka bawełniana, do której produkcji zużywa się mniej wody, mniej barwników, ogólnie mniej wszystkiego. Nie podąża ślepo za trendami – szyje to, co lubi, a nie to, co jest akurat na topie. Nie kopiuje cudzych projektów, nie wypisuje na torbach popularnych napisów. Korzysta z własnej kreatywności i pomysłów swoich klientów.

Jak szyć na maszynie do szycia

Czy kreatywne szycie na maszynie może stać się biznesem handmade?

Wydawać by się mogło, że własny biznes to nic trudnego – ot, bierzesz maszynę i szyjesz. Nic bardziej mylnego. Będąc, przynajmniej na początku, sobie samemu sterem i okrętem, musisz zadbać nie tylko o produkty, ale i o zdobycie klientów. Nauka ogólnie pojętego marketingu oraz zakamarki social media potrafią niekiedy skutecznie “skrócić” dobę. Do tego dołóżmy dwójkę dzieci, męża i zwykłą codzienność.
Czy da się to wszystko pogodzić bez magicznej różdżki rozciągającej czas? Justyna udowadnia, że tak. Nie ma co ukrywać – jest harówka, ale jest też ogromna satysfakcja. Wystarczy chcieć i mieć wokół siebie ludzi, którzy będą Cię wspierać w myśl zasady:

 

Jak chcesz iść szybko – idź sam. Jak chcesz iść daleko – idź razem. 

 

Z Justyną przeprowadziłam bardzo ciekawą rozmowę – rozmawiałyśmy między innymi o tym, czy konkurencja jest sprzymierzeńcem, czy wrogiem; co jest najfajniejsze w byciu przedsiębiorcą, a jednocześnie mamą; jakie wartości można wnieść do swojego biznesu; czy warto trzymać się swoich zasad oraz czy zakładanie firmy poźniej niż wcześniej ma w ogóle sens 😉

szycie na maszynie do szycia

Posłuchaj, jak z miłości do rękodzieła można stworzyć dochodowy biznes.

Być może ta historia zainspiruje Cię do spełnienia swojego marzenia.

A jeśli jesteś jeszcze przed pierwszą torbą?

Historia Justyny może uruchomić w głowie bardzo przyjemne „a może ja też?”. Tylko że zaraz obok tej myśli często siada druga, trochę bardziej złośliwa: „no dobrze, ale ja nawet nie wiem, jak nawlec maszynę”.

I tu z pomocą przychodzi kurs Szycie dla zielonych Moniki Bekiesz ze Scraveck Studio.

To nie jest kolejna historia twórczyni, tylko praktyczny kurs szycia online dla osób początkujących. Monika prowadzi krok po kroku przez podstawy pracy z maszyną, materiały, pierwsze projekty i spokojne oswajanie techniki. W kursie możesz działać we własnym tempie, a jednym z ważnych założeń jest wykorzystanie tego, co już masz w domu, na przykład starych prześcieradeł, pościeli i tekstyliów domowych.

 

Jeśli historia Justyny obudziła w Tobie ochotę, żeby wrócić do maszyny, zacznij od kursu Moniki.

A jeśli czujesz, że szycie, makrama, szydełko, punch needle albo inna technika już dawno przestały być tylko hobby i coraz częściej pytasz siebie „jak ja mam z tego zrobić sensowny biznes?”, zajrzyj do Biblioteki biznesowej OPLOTKI. Tam rozplątujemy tematy wyceny, sprzedaży, marketingu, warsztatów i rozwijania marki handmade bez udawania, że wszystko da się ogarnąć jednym postem na Instagramie.

 

 

Podcasty, których warto posłuchać:

  • Najgorzej jest zacząć 
  • Kilka słów o scrappbookingu

Artykuły, które warto przeczytać:

  • Jak prowadzić własny biznes handmade 
  • Działalność zarobkowa na bazie rękodzieła – co warto wiedzieć

 

5 czerwca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/06/podcast-z-gosciem.png 1080 1080 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-06-05 06:00:452026-08-21 09:27:43Szycie jako biznes handmade: historia Justyny Grzybowskiej
CASE STUDIES, Podcast, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Dzień Dziecka, który uskrzydla rodzica

Babia Tereska maluje kartki Tetu Art

Opowieść o pasji, czyli kartki malowane z miłością

Dzień dziecka to takie trochę nasze święto. Niby mamy już własne dzieci, niby rozpieszczamy je pierwszego czerwca zgrabnymi niespodziankami, ale trochę tego dziecka i w nas zawsze zostaje odrobina…

Dziś zapraszam Cię do opowieści o Mamie. Z okazji niedawnego Dnia Mamy i Dnia Dziecka.

Piękna opowieść o tym, jak miłość matki wraca, jak pasja dziecka zaraża, jak w tym chaosie naszego zabieganego świata można znaleźć czas na piękną relację. Oczywiście, z rękodziełem w tle.

tetu art kartki ręcznie malowane

Skąd pomysł na aktywizację babci?

Od wielu lat, właściwie od kiedy weszłam z babcią w relację dorosły – dorosły, dostrzegam babci pracowitość i zaangażowanie w organizację codziennych obowiązków. Babcia zawsze sprawia wrażenie, że ma mnóstwo zadań do wykonania, że jest zapracowana.

Też tak działałam długo, imponowało mi to. Z czasem zaczęłam jednak dostrzegać, że w życiu musi być czas i na odpoczynek, i na przyjemność (szczególnie na sprawianie sobie drobnych przyjemności każdego dnia, delektowanie się, radość), a także, jak ważne jest posiadanie marzeń, przekształcanie ich w cele i dążenie do ich realizacji.

I wtedy też zauważyłam, jak bardzo u babci brakuje tej przyjemności, tego momentu, kiedy jest się już naprawdę zadowolonym z siebie, można puścić napięcia i ciężary dnia i po prostu pobyć w tym stanie. I szybko przyszła mi refleksja, że mając 80 lat już chyba pora, żeby sobie na to pozwolić…

Za tym poszły kolejne przemyślenia i działania, bo babcia wtedy mieszkała w bardzo ciężkich warunkach, w mieszkaniu, które wymagało włożenia ogromnej ilości pracy na co dzień, palenia w piecu, podgrzewania wody do mycia… W takich warunkach, jeszcze w zagłębiu zimna w kraju, jak się siedzi zimą pod piecem w trzech wełnianych swetrach, to się nie myśli o relaksie.

„Starego drzewa się nie przesadza”. Z tym znanym powiedzeniem musiałam się zmierzyć, próbując odnaleźć dla babci nowe miejsce do mieszkania, bardziej sprzyjające, komfortowe, po prostu ludzkie. I to nawet nie chodziło o sceptycyzm osób z zewnątrz, tylko moje wewnętrzne rozterki. Co, jeśli „wyrwę” tę moją babcię z korzeniami i ona się w nowym miejscu nie odnajdzie, wpadnie w apatię, nie będzie miała znajomych miejsc, ludzi, celu. Postanowiłam więc dużo rozmawiać, nic nie forsować, i po około 2 latach takich rozmów się udało – przeprowadzka praktycznie na drugi koniec Polski, bo blisko rodziny, do nowego mieszkania. Okazało się na szczęście, że babcia bardzo szybko doceniła tę zmianę, a ja odetchnęłam z ulgą.

Teraz można było podsunąć jakiś pomysł, zasugerować aktywność, hobby, przyjemności. Pomyślałam o szkicowaniu, rysowaniu, bo wiem, że to była pasja babci od dziecka. Słyszałam od niej wiele historii na ten temat. Babcia też bardzo się realizuje w robieniu na drutach i szydełkowaniu, ale to była po prostu jej metoda na utrzymanie trójki dzieci i później wspomaganie wnuków, więc uznałam, że ta pierwsza część – rysowanie – będzie optymalna, bo z żadnym obowiązkiem się nie kojarzy.

tetu_art_babcia_Tereska

A skąd pomysł, by z tego zrobić „biznes”?

„Biznes”, czyli pomysł na rozpowszechnienie informacji o kartkach z możliwością ich kupienia? To jest naturalna konsekwencja tych moich odkryć na temat babci charakteru. Czyli w skrócie – konieczne było połączenie przyjemnego z pożytecznym, żeby naprawdę chciało się babci w to zaangażować. Pomyślałam, że musi to być trochę „praca” i musi być przydatne. Musi być komuś potrzebne, choćby po to, żeby oczy nacieszyć.

A wychodząc od mojej jednej babci, której chciałam sprawić przyjemność, zorientowałam się, że dotykam naprawdę istotnego społecznego problemu, jakim jest aktywność i aktywizacja osób starszych. Przy okazji rozwijania tego pomysłu dotarłam do raportu Infuture Institute, z którego wynika, że samotność osób starszych to jeden z pięciu najbardziej palących globalnych problemów. W połączeniu z informacją o „starzejącym się” społeczeństwie daje to naprawdę do myślenia. Według tego raportu do 2050 roku co trzeci mieszkaniec Europy będzie miał ponad 60 lat. Czyli, że dbając dziś o akceptację społeczną osób starszych, dbamy też o swój własny byt w całkiem przewidywalnej przyszłości. Jest to więc idea, którą po prostu warto ludzi zainteresować, warto otworzyć oczy na ten niedostrzegany potencjał.

W czym przejawia się potencjał osób starszych, którego my na co dzień nie dostrzegamy?

Można by wymienić wiele przykładów, począwszy od rynku pracy, gdzie akcentuje się potrzebę synergii, zachęca do tworzenia różnorodnych zespołów, jednak do tej całej różnorodności osoby starsze zwykle nie mają wstępu.

Ale tu bym się chciała skupić na pięknie i na emanacji jego poprzez rękodzieło. Fascynuje mnie bogactwo doświadczeń takich osób, stylów, które poznały, tylu zmian trendów, których za życia doświadczyły. I w tym wszystkim ich osobiste preferencje, sięgające być może 50, 60 70 lat wstecz. To jest tak niesamowity świat i tak niepowtarzalne kreacje mogą z niego powstać, różniące się od nowoczesnego rękodzieła tym nieopisanym czynnikiem. To jest ten mistyczny składnik, którym osobiście chciałabym zainteresować odbiorcę naszego przekazu – na stronie internetowej i na Instagramie, które stworzyłam pod to rękodzieło.

tetu art kartki malowane z kwiatami

Opowiedz nam coś więcej o tych kanałach.

Chętnie, bo to z kolei była dla mnie bardzo ciekawa, odkrywcza praca. Obiecałam babci, że te jej kartki będę promować i sprzedawać, więc pierwszym pomysłem dla mnie był oczywiście sklep internetowy. Dokształcanie się w zakresie przedsiębiorczości to właściwie moje hobby, więc jakiś tam plan sobie zrobiłam. Wiedziałam, że musi być określona grupa docelowa i taką grupą dla mnie są ludzie w młodym i średnim wieku, którym bliskie są idee rozważnego korzystania z zasobów, tj. ograniczenie korzystania z sieciówek na rzecz wyjątkowych, niepowtarzalnych rozwiązań.

Dla takiej grupy z pewnością sklep internetowy będzie przystępną formą zapoznania się, zaciekawienia rękodziełem. Wystarczy spojrzeć, co proponują twórcy słynnych koronek koniakowskich na stronie koniakow.com. To jest dla mnie fenomen, eksplozja doznań, ze względu na połączenie ich tradycyjnych korzeni z bardzo współczesnym wykorzystaniem i formą zaprezentowania.

Poszłam na całość i postawiłam stronę sama, korzystając z szablonów WordPress i wtyczki WooCommerce, więc dodatkowo cały proces wdrażania tego był dla mnie frajdą, odkrywaniem nowych rzeczy.

Pomysł z Instagramem pojawił się przypadkiem, w momencie kiedy zdecydowałam się skasować swoje dotychczasowe prywatne konto i zastanawiałam się nad tym, po co mi w ogóle profil na Instagramie. Szybko doszłam do wniosku, że mnie pewnie się nie przyda, ale za to mojej babci tak! Na stronie mam zdjęcia kartek jako produktów, napisałam też parę słów na temat tego, co za tym wszystkim stoi, ale taką naprawdę subtelną i przyjazną formą budowania zainteresowania tematem okazała się możliwość publikowania treści i opowiadania kontekstu w niezobowiązującej formie. Społeczność Instagrama, skupiona wokół rękodzieła polskiego i fotografowania, też bardzo zachęca do otwierania się. Dopiero się tam rozkręcam i trudno mówić o popularności, ale czuję, że jest to bardzo przyjazne miejsce, gdzie Ci twórcy wzajemnie się doceniają, motywują.

Na jakich dodatkowych wspomnianych przekazach Ci zależy? Co to ma być za komunikat?

Publikuję na przykład zdjęcia przyrody, natury, która mnie w danym momencie zachwyciła, a jednocześnie jest od zawsze fascynacją mojej babci i źródłem jej inspiracji dla tych właśnie małych form rękodzieła w postaci kartek. Zależy mi na przekazaniu tego źródła inspiracji w czystej formie, a jednocześnie niezobowiązującej: „Hej, zobaczcie, ile piękna jest obok na co dzień, i jest takie dostępne – na wyciągnięcie ręki”.

Jest jeszcze jeden motyw, który miałam od początku na myśli. Pracuję małymi krokami, aby też przebijał z tego internetowego przekazu. To jest absolutna i niepowtarzalna wyjątkowość chwili, kiedy darujesz komuś lub otrzymujesz od kogoś taki wyjątkowy upominek, jakim jest ręcznie wykonana kartka. Zrobiłam ostatnio taki eksperyment na święta – wysłałam do kilkorga znajomych kartki zapisane życzeniami. To były zwykłe kartki z papierniczego, ładne, ale takie, jakich wiele. Odzew był po prostu fantastyczny. Ludzie do mnie dzwonili tak przeszczęśliwi, wdzięczni… W tej atmosferze nawiązywały się od razu bardzo serdeczne rozmowy. Mam wrażenie, że nikt się dziś nie spodziewa takiego miłego gestu. Aż strach pomyśleć, co będzie, jak zrobimy ten eksperyment z niepowtarzalną, ręcznie przygotowaną kartką! Sądzę, że by dech zaparło takiemu odbiorcy prezentu.

Jakie jeszcze formy rękodzieła babcia Teresa trzyma w rękawie?

Na przykład o przyrodzie powstało wiele wierszy z rąk mojej babci 🙂

Takie krótkie teksty można też znaleźć na stronie Tetu-art.pl w postaci wkładek do kartki, jeśli ktoś chciałby uzupełnić swoją kartkę ręcznie napisanym przez babcię tekstem. Dla mnie chyba najciekawszym elementem tego dodatku jest sama forma, czyli ten kaligraficzny styl pisania, którego dzieci uczyły się w szkołach kilkadziesiąt lat temu, a teraz zupełnie nam nieznany.

Wspominałam też o szydełkowaniu, robieniu na drutach. Na zaprezentowanie tego może przyjdzie też czas, a może nie… Na razie skupiamy się z babcią na rysowaniu, które jej daje największą radość i poczucie spełnienia w tym momencie życia.

tetu art wiersze babci teresy

Skąd w ogóle pomysł na nazwę Tetu?

Babcia mi się zwierzyła, że na nią kiedyś mówili „Tetuchna”. Jeszcze w czasach dzieciństwa. I to mi tak wybrzmiało ładnie, tak mi się spodobało, że postanowiłam nadać temu pomysłowi właśnie taki motyw przewodni.

Gdzie znaleźć, gdzie obejrzeć rękodzieło babci Tereski?

Ta wspomniana strona internetowa, którą tworzyłam w pocie czoła, jest pod adresem tetu-art.pl. Profil na Instagramie to: tetu_art. Na tych kanałach się obecnie skupiam. Zapraszam serdecznie do obejrzenia i do kontaktu. Utworzyłam na te potrzeby również adres mailowy kontakt@tetu-art.pl.

tetu art kartki recznie malowane (1)

3 czerwca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/06/opowiesc-o-pasji-ktora-uskrzydla-oplotki.png 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-06-03 06:00:312026-08-21 09:24:03Dzień Dziecka, który uskrzydla rodzica
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Zarażajmy się czymś pozytywnym

Przyznaję: nie jestem ekofreakiem, jednak uczę dzieci, ile mogę przykładem i sama nawet w swojej marce inkorporuję less waste, gdzie się da. Ale…

<Rozmawiałam o tym niedawno z najbliższymi przyjaciółmi: mam nieodparte wrażenie, że Ziemia – zupełnie jak matka – mówiła do nas grzecznie, powtarzała stanowczo, czasem nawet podniosła wrzask i przetoczyła rozwścieczona huraganem przez salon, ale nie słuchaliśmy.

Musiała zabrać nam zabawki, żebyśmy w końcu spojrzeli jej w oczy.

Nie musi nawet nic więcej mówić. Ta głośna cisza chyba w końcu uzmysławia nam, że tych konsekwencji będzie więcej.

To mądra matka. Ona wie, że nie potrzebuje karać. Konsekwencje nauczą nas wiele więcej.

Wiesz, w całym tym szaleństwie czułam się winna.

Obłęd!

Czułam się winna, że się cieszę.

Oczywiście nie z powodu samego wirusa, ale cieszę się, że w końcu mogę być z moją rodziną 24/7 bez tej walki o wydzieranie każdej wspólnej godziny ze szponów rzeczywistości, obowiązków większych i mniejszych. W końcu w darze od codzienności dostanę ciepłe ciało męża obok mojego (zamiast jego pobudki około 5:00, którą zazwyczaj przesypiam), w końcu tuptające o świcie do naszej sypialni zimne bose stópki starszaków (6- i 4-latka) będą grzały się pod moją kołdrą, aż burczące brzuchy nie wyciągną nas do kuchni na WSPÓLNE, POWOLNE śniadanie.

Bez ponaglania, bez pospieszania, bez tego ciągłego ciśnienia, że coś musisz, trzeba i to JUŻ. Nagle te proste chwile niewarte naszej uwagi stały się tak cenne tylko dlatego, że w końcu widzimy, jak mogą być ulotne.

Mam wrażenie, że tę lekcję odrobiłam już jakiś czas temu. Wtedy, kiedy pierwszy raz zostałam mamą i zmieniłam kierunek zawodowy o 180 stopni właśnie po to, aby świadomie czerpać garściami z hojnej obfitości takich chwil.

Długo jednak czułam, że mój mąż nie miał tego przywileju.

I BUM. Wirus. Zamknięte szkoły i przedszkola = nasza decyzja (męża pracodawca oficjalnie jeszcze na to nie pozwala, ale pewnie lada chwila tak będzie „z nakazu”) = WSZYSCY zostajemy w domu. Tzn. ZMUSZAM go do pracy zdalnej.

Ja nie odczułam bardzo mocno tej zmiany, bo sama na co dzień pracuję online (to była świadoma, choć pracochłonna decyzja już kilka lat temu, aby być obecną mamą trójki dzieci zamiast architektem na wiecznej smyczy klientów). Szpagat między zasmarkanym noskiem a pilnym spotkaniem to dla mnie nie pierwszyzna.

praca zdalna oplotki

Byłam jednak zdruzgotana rzeczywistością mojego męża. Praca (czyt. 8 h w biurze plus średnio 1,5 h na dotarcie i powrót) nagle zamieniła się na (dokładnie takie samo) klikanie z domu.

Uśmiechasz się pewnie pod nosem.

Ja też się uśmiechałam, dopóki mnie nie uderzyła ta myśl.

Przecież on w domu opowiadał, jaki jest wykończony pracą (a w pracy pewnie narzekał na ogrom obowiązków w domu, choć w rzeczywistości robił przestrzeń na thriatlonowy trening, he, he), ale kiedy zobaczyłam, jak ta praca w rzeczywistości wygląda…

OLŚNIŁO MNIE!

Przecież to praca taka jak moja! Może nawet nie taka trudna, bo wyrabiał się w domu w jakieś 4-5 godzin z zadaniami przeznaczonymi na 8. Pewnie troszkę odpadło tych lunchów, kawusi i „przewietrzania”, żeby nie bolały plecki, oczka ;).

Tylko że oprócz pracy to JA czuję się odpowiedzialna za całą resztę rodzinnej logistyki i „ogarniam”. I żeby była jasność: przez „ogarniam” nie rozumiem tego, że tyram cykl pranie-sprzątanie-obiady (zakładam, że ten PRL jako kobiety mamy już za sobą). Raczej to, że bez mojego nakazu nic się nie dzieje.

Logistyka domowego ogniska to ciągle, niestety, jeszcze MOJA odpowiedzialność. Za to “pomaganie” trzeba nagradzać, bo jak nie to foch i „sama sobie myj ten kibel”.
No dobra, może trochę mnie poniosło (he, he), ale rozumiesz, o czym piszę? Taka decyzja na przykład o pani, która wpada, żeby posprzątać raz w tygodniu, i tak raczej wynikała z mojej inicjatywy, chociaż to jego miała odciążać. Po ludzku: wolałam mieć faceta do domowej rozmowy, zamiast szorować podłogi w tych strzępach czasu, które mamy dla siebie wspólnie.

Czy ON przetrwa tę presję? Już teraz blady jak ściana narzeka na ogromny stres związany z pracą z domu (“A co, jak Tomuś wejdzie do pokoju w trakcie mojego spotkania online?!”).

I BUM. Tu mogłabym włączyć feministyczną płytę itp. Pokazywałabym pewnie, jakie to my silne, oni słabi, jak my sobie radzimy, oni nie, jak to dobrze im teraz i mają nauczkę.

Przyznaję: trochę sobie poużywałam w ten deseń. Ale po (dłuższej) chwili do mnie dotarło.

To dla nich RZECZYWISTY stres!

Kiedy kobieta przeprosi, że synek wtargnął na spotkanie grupy projektowej, każdy jakoś wpada w myślowe koleiny: och, jaka dzielna kobieta, tak dobrze żongluje tymi rolami matki-profesjonalistki jak prawdziwa bohaterka! Zresztą takie akcje w moim biznesie są na porządku dziennym i wręcz traktuję je jako nieodłączny element pozycjonowania.

Ale ciekawe, co tam sobie myślą korpokumple (najczęściej bezdzietni wyjadacze w fit ciałach obleczonych w sztywne kołnierzyki), kiedy ich równie profesjonalny na co dzień kolega nagle jest również ojcem, mężem, RÓWNORZĘDNYM domoogarniaczem, a nie hołubionym za wyniesione śmieci okazyjnym pomagaczem???

I nagle do mnie dotarło.
Podczas gdy empowerment kobiet przetacza się wielką falą przez naszą rzeczywistość, mężczyznom coraz trudniej jest się w tym wszystkim odnaleźć.

Podczas gdy my bierzemy udział w tej naszej małej wielkiej cyfrowej rewolucji, umożliwiającej nam bezszwowe łączenie roli mamy, przedsiębiorczyni, kobiety, żony (i pewnie jeszcze jakiejś setki innych), prowadzimy sobie z coraz większym powodzeniem te online biznesy…

…oni najczęściej jeszcze ciągle mentalnie tkwią w jedynej znanej im definicji sukcesu: „Fura, skóra, komóra”. I może choć teraz to jest bardziej: “Dobrze zarabiaj – trenuj thriatlon/bieganie/crossfit/czy-co-tam-teraz-modne-w-korpolandzie – pokazuj siłę/kontrolę/jak-ja-to-ogarniam-zagraniczne-wczasy-najlepsze-szkoły-dla-dzieci-i-pakiet-modnych-zajęć-dla-całej-rodzinki”, to jednak ciągle jest to ten sam model sukcesu, co zawsze.

 Taki, w którym nie mieści się coś takiego jak:

– zdecyduj, żeby zarabiać mniej, ale mieć CZAS dla rodziny;
– bądź gotów odpuścić w pracy, żeby po prostu zająć się małym chorym dzieckiem, bo chcesz wspierać żonę w jej zawodowej drodze;
– zrób miejsce na spontaniczny spacer tylko dlatego, że córka poprosiła;
– bądź aktywny. Dla siebie nie dla kolejnego medalu / instafoci / świętowania, że urwałeś pół minuty więcej niż kumpel z personalnym trenerem;
– brak wyścigu;
– zaglądanie w SWOJE potrzeby, SWOJE cele, SWOJE DEFINICJE SUKCESU.

definicja sukcesu oplotki

My mamy całe plemię kobiet, które poklepie po plecach za to, że szukasz własnej definicji sukcesu w takim balansie między pracą a rodziną, jaki dla CIEBIE jest odpowiedni. Bo my, kobiety, potrafimy o tym po prostu pogadać.

ONI NIE POTRAFIĄ. 

I tak. Możemy sobie usiąść i pomyśleć: to teraz mężu MASZ! Nauczysz się, jak to kobiety przez lata miały pod górkę! W tym ciągłym rozkroku między ambicjami zawodowymi i rodzinnymi! Możemy w końcu ukarać tego swojego męża za tych wszystkich, którzy w naszej drodze robili wiecznie pod górkę.

Możemy!

Ale możemy też wykorzystać ten wspólny przymusowy wirusowy czas na to, aby POROZMAWIAĆ.
supermoc kobiet oplotki

Podzielmy się tą naszą kobiecą supermocą, którą trenuje w nas społeczeństwo od małego. Tą supermocą, która w momencie największej próby (tak, mówię o macierzyństwie) pozwoliła nam przedefiniować się na nowo.

EMPATIA. ROZMOWA. POMOC. Elastyczne podejście do rzeczywistości i chęć kreowania jej dla siebie na nowo według SWOJEJ definicji.

Zapytałam więc (choć z wielkim strachem), co jest dla niego najważniejsze.

I wiesz co?

Dokładnie to samo, co dla mnie.

Tylko trochę inaczej nas wychowywano.

wykorzystaj czas oplotki

Może wykorzystajmy ten darowany wspólny czas, żeby po prostu pogadać z naszymi facetami o tej zawodowej i mentalnej rewolucji kobiet, w której oni też mogą wziąć udział. I to jako w pełni męscy mężczyźni. W pełni odnoszący sukces mężczyźni. 

Pogadajmy o naszych indywidualnych celach.

I tych wspólnych też.

Może ten wirus to dla nas prezent od Matki Natury…?

Takie wiesz, brzydkie puzzle, które są trochę za trudne na nasz wiek, ale po kilku latach staną się najcenniejszą zabawką edukacyjną.
Może się okazać, że nasi panowie rozumieją sukces dokładnie tak jak my (mówię tu o takim indywidualnym balansie między rodziną a ambicją), tylko społeczeństwo kazało im czuć się niepełnym facetem, kiedy nie koszą po drodze kokosów kosztem pielęgnowania wrażliwości i tej dzikiej radochy z małych pięknych chwil.

Może ta nasza wspólna mądra MATKA stworzyła nas bardziej podobnymi, niż nam się wydaje? Tylko my tak sobie jakoś słabiutko te zabawki po drodze wybieraliśmy, że coraz trudniej było nam się bawić wspólnie?

bądźcie ze sobą oplotki

Może ten wirus i ta cała kwarantanna to taki czas, kiedy MATKA w swojej mądrości wrzuca te zabawki do kosza, zamyka w jednym pokoju, aż w końcu przytulimy się jak dzieci? Tak bez podtekstów, bez ukrytych interesów, tak w wielkim poczuciu, że więcej nas dzieli niż łączy?

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

18 marca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/03/blog-grafika-na-social-media-szablon-7.png 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-03-18 05:58:062026-08-21 09:15:37Zarażajmy się czymś pozytywnym
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Zarażajmy się czymś pozytywnym: wartości marki handmade

Czytaj dalej
18 marca 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/03/blog-grafika-na-social-media-szablon-7-1.png 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-03-18 05:58:062026-08-21 09:16:14Zarażajmy się czymś pozytywnym: wartości marki handmade
CASE STUDIES, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Malowanki Wycinanki, czyli twórczy scrapbooking dla dzieci

PARĘ SŁÓW O MNIE

Nazywam się Aneta Maczel. Trzy lata temu, po osiemnastu latach pracy na bardzo wysokich obrotach, zmieniłam zawód lektora i nauczyciela wychowania przedszkolnego na coś spokojniejszego i „usiadłam za biurkiem”. Pozamykanie przedszkolnych segregatorów nie przegoniło jednak ani mojej weny twórczej, ani chęci (czy wręcz wewnętrznej potrzeby) tworzenia. Wtedy właśnie w moim życiu pojawiła się florystyka, a wraz z nią cardmaking oraz scrapbooking. Chociaż wcześniej podejmowałam inne działania twórcze – były anioły, był decoupage – to moje serce całkowicie skradł właśnie papier.

Teraz przyszedł czas, by tą pasją i miłością zarażać innych. Stąd mój projekt MALOWANKI WYCINANKI i scrapbooking dla dzieci.

MALOWANKI WYCINANKI jest skierowany nie tylko do osób, które pracują z dziećmi (nauczycieli wychowania przedszkolnego i wczesnoszkolnego, nauczycieli pracujących w świetlicach, opiekunów grup funkcjonujących przy Domach Kultury), ale także do rodziców, którzy szukają pomysłów na kreatywne spędzenie czasu ze swoimi pociechami.

Wśród rodziców rośnie świadomość (co bardzo cieszy), że wspólne spędzanie czasu w aktywny, zaangażowany sposób jest niezwykle istotne. Niesie bowiem wiele korzyści rozwojowych oraz – co według mnie najważniejsze – buduje relacje, poczucie bliskości, tworzy wspomnienia. I to jest największa korzyść płynąca z takich działań. Marzy mi się, żeby wspólne tworzenie dekoracji, upominków okolicznościowych dla najbliższej rodziny czy kartek świątecznych wpisało się w tradycję tak samo jak pieczenie świątecznych pierników lub wspólne kolędowanie. Liczę, że ten projekt będzie małą cegiełką do budowania takich właśnie chwil.

Myślę, że w tym projekcie odnajdą się także osoby dorosłe, którym podobają się prace w tym stylu, ale przytłacza je ilość informacji i materiałów oferowanych zazwyczaj w zaawansowanych formach (warsztatach, tutorialach).

SKĄD POMYSŁ

Obecnie szkoły i przedszkola realizują wiele projektów, biorą udział w wymianach, organizują eventy, kiermasze, zapraszają rodziców na zajęcia otwarte i warsztaty. Jednym z elementów takich spotkań jest wspólne przygotowanie jakiegoś projektu – często jest to praca plastyczna. Jako nauczyciel traciłam sporo czasu na szukanie inspiracji. Chodziło o to, żeby projekt był atrakcyjny, angażujący, najlepiej z efektem WOW, ale jednocześnie zrealizowany przy niewielkich nakładach finansowych i z łatwo dostępnych materiałów.

Moja propozycja to – oprócz pojedynczych projektów – przygotowanie pakietów, które będą zawierały kilka propozycji rozwiązań w danym obszarze. Jeżeli tematem będzie na przykład Wielkanoc, to w pakiecie znajdą się pomysły na przygotowanie kartek z uwzględnieniem różnego stopnia trudności, praca plastyczna oraz dekoracja. Nauczyciel będzie mógł wykorzystać te materiały podczas pracy z grupą, w czasie zajęć otwartych lub warsztatów. Dodatkowo będzie miał do dyspozycji element dekoracyjny, który będzie mógł pełnić rolę np. okazjonalnego podarunku. To od nauczyciela będzie zależało, jak wykorzysta dany projekt.

DLACZEGO SCRAPBOOKING?

Pierwsze kroki w scrapbookingu stawiałam już po odejściu z zawodu nauczyciela, jednak podczas tylu lat pracy z dziećmi nigdy nie zetknęłam się z wykorzystaniem tej formy. A szkoda. Daje ona szeroki wachlarz możliwości, wnosi „powiew świeżości” i rzuca nowe światło na pracę z papierem. Nawet tradycyjnie stosowana wydzieranka może stać się pięknym i genialnym w swej prostocie uzupełnieniem kompozycji w pracy tematycznej czy przy dekoracji zdjęcia. Zwykłe kwiatki zrobione dziurkaczem lub wycięte od szablonu dzięki prostemu trikowi nabierają przestrzennej formy, a motylki „ożywają”.

Scrapbooking przynosi proste rozwiązania, dające jednocześnie niesamowity efekt. Żałuję, że nie miałam wcześniej tej wiedzy, bo według mnie jest przydatna. Stąd teraz moja chęć jej rozpowszechniania. Wierzę, że jak ktoś raz spróbuje, to przepadnie z kretesem. Tak jak powiedziała Eunika podczas podcastu: „papier wciąga”. Ja bym jednak zastosowała porównanie, że wciąga jak jedzenie czekolady, bo mam wrażenie, że przynosi podobne uczucie przyjemności. Tym bardziej polecam.

CZYM ZATEM JEST SCRAPBOOKING?

Scrapbooking, podając za Wikipedią, to sztuka ręcznego tworzenia i dekorowania albumów ze zdjęciami, a samo słowo „scrap” oznacza skrawek. W praktyce znajdziemy wiele innych przedmiotów ozdobionych papierem: metryczki, ramki na zdjęcia, pudełka, blejtramy, tamborki, bazy hdf, ręcznie tworzone kartki okolicznościowe. Chociaż projekty „zaawansowanych” scraperek pełne są niezwykłych dodatków, a w pracach często wykorzystuje się różnorodne media, to myślę, że wiele rozwiązań można przenieść i wykorzystać w pracy z dziećmi.

Czasami wystarczy kilka trików, aby coś nabrało niezwykłej formy. I tak właśnie jest ze scrapbookingiem. Co więcej, każda osoba pracująca z dziećmi ma ogromne zasoby tzw. „przydasi”, czyli drobiazgów, które mogą się przydać. Świetnie w takich pracach sprawdzają się koraliki, guziczki, sznurki, tasiemki czy koronki. Myślę, że każdy znajdzie u siebie w szufladzie wymienione przeze mnie przedmioty. Mam świadomość, że budżet jest ważny, dlatego też chętnie podpowiem, jakich zamienników można użyć, by przygotowanie takiej pracy nie rujnowało kieszeni, a całość wyglądała efektownie.

Mam nadzieję, że przekonałam Was do swojego pomysłu i spróbujecie ze mną poscrapować.

Zapraszam serdecznie i pozdrawiam,

Aneta

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

29 stycznia 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/01/blog_-_grafika_na_social_media_-_szablon.png 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-01-29 06:29:342026-08-21 09:12:39Malowanki Wycinanki, czyli twórczy scrapbooking dla dzieci
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Jak zrobić dobre pierwsze wrażenie w sieci, jeśli tworzysz handmade

Szybka odpowiedź: Dobre pierwsze wrażenie marki handmade w sieci zależy przede wszystkim od trzech rzeczy: zdjęcia, krótkiego i zrozumiałego opisu oraz spójności między nimi. Klient często podejmuje decyzję w ułamku sekundy, więc przekaz powinien być prosty, czytelny i łatwy do zapamiętania.

Dlaczego pierwsze wrażenie w sieci ma znaczenie w biznesie handmade?

klient często trafia na profil lub stronę po raz pierwszy,

nie zna jeszcze Twojej historii ani jakości pracy,

ocenia markę po tym, co widzi na starcie.

Wydawać by się mogło, że to temat rozległy, wymagający epopei…

Zgodzę się.

Owszem. Mogłabym wyprodukować przytłaczający tekst, który dałby Ci ogromną porcję wiedzy encyklopedycznej.

Ale po co?!

Prawdopodobnie na czytaniu (jeżeli nie tylko skanowaniu tekstu) by się zakończyło. Może nawet pobrałabyś którąś z grafik albo video lub przypięła do swojego Pinterest’a na tablicy „na potem” lub „do przeczytania”.

A mnie chodzi o Twoje EFEKTY. Dlatego będzie dzisiaj krótko, zwięźle i na temat.

Jak uspójnić identyfikację wizualną Twojej działalności?

Jak ułatwić klientom odnajdywanie Cię w sieci? Jak dzięki temu zrobić dobre pierwsze wrażenie na osobach, które jeszcze Cię nie znają, ale w ciągu ułamka sekundy mogą zechcieć poznać?

Po pierwsze FOTO: co klient widzi najpierw

Jakie zdjęcie wybrać na profil marki handmade

Jak pokazać technikę i charakter marki

Jak dopasować zdjęcie do różnych formatów

I nie, nie będę rozwijać tematu o ustawieniach ISO w Twojej lustrzance lub filtrach w smartfonie. Takich materiałów znajdziesz na pęczki na YOUTUBE. Napiszę jedno. ZRÓB ZDJĘCIE lub solidny przegląd zdjęć, które już masz. Baaardzo duża szansa, że Twoje zadanie ograniczy się tylko (i aż) do tego!

Wybierz fotkę, która:

  • Przedstawia Ciebie w kolorach i z uśmiechem na twarzy.
  • Pokazuje charakterystyczne elementy Twojej techniki – pędzle i farba, druty, glina w dłoni – to wszystko Twoje oręże, dzięki któremu w ułamku sekundy przekażesz wizualnie, w czym jesteś „specem”. (Zauważ, że „zmuszam Cię” do decyzji, co jest Twoim numerem 1 jeżeli chodzi o technikę).
  • Dopasuj format zdjęcia – optymalnie kwadrat/kółko, ale dobrze, żeby takie zdjęcie mogło również zostać użyte jako prostokąt horyzontalny lub wertykalny – fajnie, jeżeli kadr jest nieco szerszy, niż faktycznie potrzeba – dzięki temu możesz przycinać później zdjęcie do różnych formatów.
  • Upewnij się, że zdjęcie ma dobrą jakość (rozdzielczość) w razie, gdyby zaistniała potrzeba użycia w powiększeniu (Wiem, kiedy startujemy, nie myślimy o takich rzeczach, ale wyobraź sobie, że Twoja marka bierze udział w dużych targach i promocja odbywa się przy pomocy ogromnych banerów. Nie chcesz być „rozmytym pikselem”).
  • Jeżeli totalnie nie masz pojęcia o kompozycji – polecam poniższe video – ale myślę, że intuicja podpowie Ci, czy zdjęcie jest po prostu „fajne”, przyjazne, wyraźne i „zachęcające” – jeżeli czujesz, że coś „zgrzyta”, z pewnością odbiorca też tak poczuje.

I TYLE!!! TAK! TYLKO (i aż) tyle! 

Dzięki uprzejmości Agnieszki Werechy-Osińskiej z Ti Amo Foto zamieszczam to VIDEO tutaj do Twojej dyspozycji. W video między innymi kilka praktycznych wskazówek odnośnie kompozycji – możesz je z powodzeniem odnieść do wyboru zdjęcia z Twoją twarzą/sylwetką.

Po drugie tekst: jak powiedzieć krótko, czym się zajmujesz

Jak napisać krótki opis marki handmade

Jak mówić prosto i zrozumiale

Dlaczego warto powtarzać tę samą frazę

Nie zdziwię Cię stwierdzeniem, że „obraz mówi więcej niż tysiąc słów”. To właśnie dlatego tekstem zajmujemy się PO ukończeniu zadania zdjęciowego. Można śmiało stwierdzić, że jeżeli ze zdjęciem jest „coś nie tak”, właściwie nie ma sensu pochylać się nad tekstem.

Brutalna prawda, ale prawda.

I tutaj znowu – zamiast epopei teoretycznej zaserwuję Ci praktyczne ćwiczenie.

Wyobraź sobie, że scrollujesz facebookowy feed. Nagle trafiasz na coś, co Cię zainteresowało – fotka, film, grafika… Coś, co „złapało” Twoją uwagę na ułamek sekundy. Chcesz więcej. I widzisz pięć linijek tekstu posta. Czytasz może 3 pierwsze słowa, no dobra – ambitnie – 5 pierwszych słów i co???

Scrollujesz dalej.

A teraz wyobraź sobie, że ten post – to TY!

Twój przekaz do kogoś, kto totalnie Cię nie zna. I chcesz go przekonać, ze warto „wejść” do Twojego rękodzielniczego świata właśnie takim przekazem.

Domyślasz się już pewnie, jakich „wytycznych” się trzymać, kompilując taki tekst:

  • Ma być krótko! – im krócej, tym lepiej – kilka słów to optymalne „hasło”, które opisze Twoją działalność (warto napisać wszystko, co chcesz przekazać w długiej formie, a później popracować nad skracaniem, parafrazowaniem, odejmowaniem zbędnych słów).
  • Zrozumiale dla 12 latka! – pamiętaj – Twój klient pochodzi z „innej bajki” – im bardziej zrozumiałych, powszechnych słów użyjesz, tym lepiej – jeżeli jesteś w stanie pokusić się o humor, to wieeelki bonus dla Ciebie.
  • Powtarzane do momentu utrwalenia – postaraj się, aby taki tekst był na tyle uniwersalny, aby można go użyć jako opis zdjęcia, opis profilu na FB czy BIO na Instagramie. Im częściej powtarzasz taką frazę, tym łatwiej stanie się rozpoznawalna i kojarzona z Tobą. Jeżeli Twój potencjalny klient jest w stanie zapamiętać taką frazę – jest również w stanie polecić Cię dalej.

Po trzecie spójność: jak sprawić, by marka była zapamiętywalna

Jak połączyć zdjęcie i opis

Kiedy przekaz wygląda niespójnie

Jak sprawdzić, czy Twój profil naprawdę mówi „to jestem ja”

Właściwie realna praca mogłaby się tutaj zakończyć, ale jest jeszcze trzeci bardzo ważny element. Spójność. Zdjęcie i tekst to jedność. Slang nastolatków i ezoteryczna fotka to czerwone światło.

Wyobraź sobie, że FOTO to drzwi, a tekst to klamka. Decyzja o przekroczeniu progu zapada w głowie Twojego potencjalnego klienta w ciągu ułamka sekundy. Jeżeli zadecyduje scrollować dalej, prawdopodobnie bezpowrotnie tracisz szansę na zaproszenie go do swojej opowieści.

Zastanów się nad ogólnym przekazem, który jest sumą składowych – tekstu i fotografii:

  • Jakie jest ogólne wrażenie – czy słowa uzupełniają zdjęcie, może mówią coś, co dzięki fotografii jest oczywiste – czy nie są wtedy zbędne?
  • Czy tworzysz intrygujący kontrast, humorystyczne zestawienie, nietuzinkową grę słów i obrazu, może kontrowersyjny, dyskusyjny, prowokacyjny charakter przekazu, który prowokuje do interakcji.
  • Czy ten przekaz to w 100% TY? – czy osoba, którą „zaprosisz” takim przekazem otrzyma „coś więcej” kiedy przejdzie dalej?

 Co jest najczęstszym błędem w budowaniu widoczności w sieci?

Największym błędem w pierwszym wrażeniu marki handmade w sieci nie jest brak perfekcji, tylko chaos — czyli sytuacja, w której zdjęcie, opis i styl komunikacji mówią o Tobie trzy różne rzeczy.

Mam nadzieję, że również czujesz, że to „łatwizna” do zrobienia, a chęć wdrożenia w życie, zamiast odłożenia na półkę, wzrosła. To jak?! Działasz?

Trzymam kciuki za Twoje rękodzielnicze przedsięwzięcie.

Czytaj dalej tutaj:

Wpis blogowy social-media-dla-rekodzielnika/

Wpis blogowy: biznes-handmade-jak-zarabiac-na-rekodziele-kompletny-przewodnik/

Chcesz budować markę handmade spokojniej i bardziej strategicznie?

Zapraszam Cię do BIBLIOTEKI BIZNESU HANDMADE

FAQ

Jak zrobić dobre pierwsze wrażenie w sieci?

Najważniejsze są trzy rzeczy: dobre zdjęcie, krótki i zrozumiały opis oraz spójność między nimi.

Co najbardziej wpływa na pierwsze wrażenie marki handmade?

Najczęściej klient najpierw widzi zdjęcie, potem czyta kilka słów opisu i na tej podstawie decyduje, czy chce zostać na dłużej.

Jak napisać opis marki handmade w sieci?

Najlepiej krótko, prostym językiem i tak, by od razu było wiadomo, czym się zajmujesz oraz co Cię wyróżnia.

Czy zdjęcie profilowe naprawdę ma znaczenie?

Tak, bo bardzo często jest pierwszym elementem, który klient widzi przy Twojej marce w social media lub wynikach wyszukiwania.

Co oznacza spójność marki handmade w sieci?

Spójność oznacza, że zdjęcie, tekst i ogólny styl komunikacji wzajemnie się wspierają i budują jedno czytelne wrażenie.

Jeśli chcesz budować markę handmade w sieci spokojniej, spójniej i bardziej strategicznie, zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade.

22 stycznia 2020/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2020/01/blog-grafika-na-social-media-szablon-1.jpg 788 940 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2020-01-22 06:05:042026-08-21 09:12:13Jak zrobić dobre pierwsze wrażenie w sieci, jeśli tworzysz handmade
szydełkowanie online
Podcast, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

45. Szydełkowanie – ale online. A może Twoja technika też?

Odcinek 45 – Szydełkowanie – ale online. A może Twoja technika też?

Listen to „45/2019 Szydełkowanie – ale online – a może Twoja technika też…” on Spreaker.

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

10 grudnia 2019/Autor NATEA DESIGN
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/10/2019_45_-szydelkowanie-ale-online-a-moze-twoja-technika-tez.png 1080 1080 NATEA DESIGN https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png NATEA DESIGN2019-12-10 11:17:482026-08-21 09:04:5845. Szydełkowanie – ale online. A może Twoja technika też?
BIBLIOTEKA HANDMADE BIZNES, RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Jaki prezent na Święta możesz komuś sprawić?

Sama co roku staję przed wyzwaniem, jaki prezent sprawić komuś na Święta. Z pomocą niezmiennie rusza mi rękodzieło :). Sprawdź, czy i Tobie może się przydać.

Dla siebie najczęściej prezent wybieram samodzielnie i informuję męża, czym też w tym roku Mikołaj ma mnie „zaskoczyć” :). Jakoś łatwiej o wysoki poziom zadowolenia przy wigilijnym stole, kiedy wiem, że z jednej strony oszczędzam mu czasu na szukanie, a z drugiej – sama dbam o swój dobrostan.

No dobra, jakieś drobne „niespodzianki” i tak zawsze mnie zaskakują, najczęściej ze strony babci (ooo znowu skarpety!!! Ale niespodzianka w tym roku :P), ale jednak rozpisując listę osób do prezentowego „ogarnięcia” umieszczam na niej również siebie 🙂

Wiem, że skoro czytasz ten tekst – to albo znasz OPLOTKI (więc pewnie jesteś fanem rękodzieła lub też tworzysz), albo trafiasz tutaj, bo szukasz pomysłu na prezent 🙂

Nie przeciągajmy więc — do dzieła!

Podzieliłam tekst na paragrafy dedykowane „odbiorcom” prezentu, aby jeszcze łatwiej było „skroić” coś na miarę Twoich potrzeb (i oczywiście potrzeb osoby obdarowywanej).

Jeżeli szukasz upominku rękodzielnicznego

To prawdopodobnie szukasz czegoś unikalnego, nietuzinkowego, jedynego w swoim rodzaju, ale liczysz się z faktem, że o prezent trzeba zadbać odpowiednio wcześniej. Nie zaskoczę Cię newsem, że rękodzieło wymaga czasu i dobrze złożyć zamówienie jeszcze w listopadzie lub na początku grudnia najpóźniej. Dzięki temu unikniesz stresu w oczekiwaniu na przesyłkę, albo po prostu wygodnie odbierzesz rękodzielniczy upominek od twórcy (omijając przedświąteczne korki).

Jeżeli szukasz takiego właśnie upominku – polecam Twojej uwadze kameralny butik z ręcznie tworzonymi produktami HANDMADE. To miejsce w sieci to showroom produktów ekipy kobiet ze Stowarzyszenia OPLOTKI.

Tutaj tylko kilka fotek produktów, zapraszam Cię po więcej na http://sklep.oplotki.pl/

Oczywiście prezentem może być też voucher na zakupy w naszym sklepie!

Tę opcję polecam szczególnie niezdecydowanym lub osobom w sytuacji np. mojego męża (Określona kwota do przeznaczenia na prezent i zero pomysłu, co sensownego z nią zrobić).

Jak to wygląda w praktyce?

Piszesz do mnie (agnieszka@oplotki.pl)  z informacją dla kogo prezent, w jakiej cenie (lub który produkt konkretnie, jeżeli tak Ci wygodniej), a ja wraz z naszą niezastąpioną graficzną przygotowuję dla Ciebie dedykowany VOUCHER. Możemy wypisać na nim dodatkowo życzenia lub zawrzeć tylko imię i nazwisko obdarowanej osoby – tutaj mamy szerokie pole do „popisu”, aby spersonalizować taki plik. Jeżeli dysponujesz wystarczającą ilością czasu – wtedy my zajmujemy się wydrukiem i pięknym opakowaniem Vouchera i wysyłamy go pod wskazany adres.

…ale…

Możesz taki Voucher wydrukować i zapakować samodzielnie lub np. dołączyć do innych prezentów :).

Widziałam go już w „wydaniu” z kwiatami, w kopercie z imieniem, a nawet w wersji samodzielnie wydzierganej czapki szydełkowej!

Warto wspomnieć, że opcja Vouchera to również taka „ostatnia deska ratunku” w wypadku, kiedy Twój prezentowy PLAN „A” nie wypalił. Pamiętam wigilijny poranek zeszłego roku, kiedy dzwoniły do mnie osoby, do których prezentowe paczki po prostu nie zdążyły dotrzeć (wszyscy wiemy, że nawet Allegro czy Ali Express nie ma mocy Świętego Mikołaja, zwłaszcza przed Świętami). Spędziłam poranek na wysyłaniu VOUCHERÓW prezentowych, które w wielkiej uldze drukowali (najczęściej panowie) dla swoich bliskich.

W tym roku obiecałam sobie, że ostatni taki Voucher wyślę przed Świętami (choćby miała to być tylko grafika do wydruku  posłana via e-mail), ale też pamiętam te maile z podziękowaniami za „uratowanie skóry” … no przyznam, że były bezcenne! 🙂

Cieszyłam się, jak dziecko, że klientki, które postanowiły zrealizować VOUCHERY od razu po Świetach, mogły cieszyć się swoimi kursami online w „wolnym czasie” przerwy świątecznej lub „na spokojnie” przeglądać, co też sobie w ramach kwoty VOUCHERA wybiorą w naszym sklepie z kursami online lub produktami fizycznymi.

Jeżeli potrzebujesz prezentu dla twórcy rękodzieła

Ten akapit adresuję nie tylko dla twórców (jeden rękodzielnik drugiego zrozumie chyba najlepiej), ale też do ich partnerów (no bądźmy szczerzy – mężowie rękodzielniczek – to akapit dla Was!).

OPLOTKI od dłuższego już czasu funkcjonują na zasadzie inkubatora rękodzielniczych mikroprzedsiębiorstw. Jeżeli Twoja partnerka myśli o przekuciu swojego HOBBY w biznes, to możesz uszczęśliwić ją takim „wirtualnym kopniakiem do działania”.

Flagowy program online „HANDMADE – Jak zamienić kosztowne hobby w dochodowy biznes” to świetny crash-course pozwalający na rzeczowe zaplanowanie swojego projektu biznesowego w oparciu o umiejętności rękodzielnicze.

Oczywiście – jeżeli Twoja partnerka tworzy rękodzieło w danej technice, z pewnością doceni też fizyczny produkt wykonany w technice, która ją fascynuje, albo której jeszcze nie zna. Tym bardziej zapraszam Cię do przeglądania naszych stron z produktami fizycznymi.

Ciekawym pomysłem może też się okazać tzw. BOX DIY, czyli zestaw materiałów + instrukcja+ dostęp do kursu online. Nic innego, jak pakiet startowy dla osoby, która chce samodzielnie spróbować swoich sił w technice szydełkowania lub makramy.

Na chwilę obecną polecam nasze najpopularniejsze BOXY:

> Makramowa torba 

Poniżej znajdziesz video, które przybliży Ci, jak dokładnie wygląda taki OPLOTKowy BOX DIY

Poza tym mamy jeszcze boxy (kliknij poniższe grafiki, żeby dowiedzieć się więcej):

Jeżeli jesteś twórcą rękodzieła…

To zachęcam do odrobimy świątecznego SELF-CARE! Zadbaj o siebie i swój rękodzielniczy biznes i spraw SOBIE prezent!

Niezależnie, czy potrzebujesz wsparcia w zakresie promocji Twoich produktów, czy pomocy w opracowaniu strategii rozwoju Twojej rękodzielniczej działalności na 2020 rok, pamiętaj, że Mikołaj może zostawić dla Ciebie pod choinką prezent, który zrealizujesz w 2020 roku.

Niezależnie, czy potrzebujesz godzinnej konsultacji osobistej czy rozciągniętego w czasie kursu strategii biznesu handmade (w wersji online, żeby działać w domowym zaciszu), możesz zaserwować sobie w prezencie konkretną porcję wiedzy z zakresu prowadzenia rękodzielniczego biznesu.

Zachęcam Cię też do odwiedzenia mojej strony, aby sprawdzić wszystkie dostępne możliwości pracy ze mną w 2020 roku.

Może byłaś wyjątkowo „grzeczna w tym roku” i Mikołaj zaserwuje Ci coś, czego nie zapomnisz co najmniej do następnych Świąt ;P.

A co, jeżeli totalnie nie masz pomysłu na świąteczny prezent, ale mieszkasz w okolicach Poznania?

Odwiedź nas podczas TARGU DOBRA 7-8 grudnia!

Zgodnie z naszą tradycją – na początku grudnia pojawiamy się „na żywo” z produktami, których próżno szukać w naszych „onlajnach”. Pojedyncze unikaty, prototypy prac i te, które na dobre zagoszczą w sklepie pewnie dopiero w 2020, będzie można kupić podczas tego weekendowego wydarzenia.

Nie tylko OPLOTKI, ale cała grupa świetnych twórców pokaże swoje prace i da Ci możliwość zaopatrzenia w unikalne prezenty świąteczne!

Poniżej wklejam relację z zeszłorocznego wydarzenia (Uwaga! Inna lokalizacja!). Ale wiem, że w tym roku będzie równie magicznie :).

Do zobaczenia i Wesołych Świąt!

agnieszka@oplotki.pl

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

20 listopada 2019/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/11/prezent-1210x410.png 410 1210 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2019-11-20 07:11:052026-08-21 09:02:19Jaki prezent na Święta możesz komuś sprawić?
pled z wełny czesankowej
RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Dlaczego pled z wełny czesankowej to SAMO ZŁO?!

Jak zrobić koc z wełny czesankowej? Czy warto?

Pled z wełny czesankowej… Kiedy o nim myślę, hmm… Absolutnie nie chcę dyskutować o gustach! Podobają mi się grube sploty, sama nieustannie eksperymentuję z tym materiałem (czy wiesz, że wełny czesankowej używamy też podczas warsztatów filcowania?). A jednak jest jeden czynnik, który sprawia, że lubię te pledy jakby mniej.

Jak pewnie pamiętasz, niedawno zapraszałam też na warsztaty zaplatania wełny XXL, gdzie pokazywałam, jak taki pled zapleść samodzielnie. Uwierz mi, to nie jest trudne. Jedyną barierą, która często powstrzymuje przed eksperymentami, jest cena materiału. Dlaczego więc nie jestem zagorzałą fanką czesankowych pledów?! Przecież uwielbiam naturalne materiały (w końcu czesanka to nic innego, jak 100% wełna Merino) i własnoręczne sploty…

Niestety, koce z wełny czesankowej są bardzo trudne w utrzymaniu. Zwłaszcza jeżeli domowe przestrzenie współdzielisz z dziećmi lub zwierzakami… no dobra… z kimkolwiek, kto rzeczywiście tego pledu używa. Zacytuję tutaj koleżankę, bo trafniejszego podsumowania nie jestem w stanie wyartykułować:

To się mechaci od samego patrzenia!!!

I rzeczywiście coś w tym jest, bo pled z wełny czesankowej wygląda gładko i schludnie w kilka chwil po zaplataniu. Jednak jeżeli przykrywasz się nim, przekładasz, po prostu używasz, bardzo szybko traci urok. Pojawiają się zmechacenia, wyciągnięte kępki wełny, nierówności, które sprawiają, że niekoniecznie już tak chętnie eksponujesz go na instafotkach, a nawet masz ochotę użytkować dalej. Na domiar złego… czyszczenie tego materiału w pralce to prosta droga do ekspresowego zniszczenia. Natychmiastowe skurczenie zwane filcowaniem gwarantowane. Nie mówiąc o samej pralce.

Czy jest sposób na to, żeby pled z wełny czesankowej znów wyglądał jak nowy?

Owszem – możesz pled z wełny czesankowej rozplątać i zapleść ponownie, co pozwoli Ci choćby przez krótki czas znowu cieszyć się nieskazitelnym produktem.

koc w wełny czesankowej pled z wełny czesankowej koc z wełny czesankowej opinie

Ale, ale! Można decyzję o swoim naturalnym kocyku rozważyć i podjąć ją całkowicie świadomie.

Niekoniecznie musisz rezygnować ze stuprocentowej wełny. Pewnym kompromisem jest użycie nieco mniejszej średnicy włókna. Pled zapleciony ręcznie, przy użyciu szydełka lub drutów XXL, spełni swoją funkcję o niebo lepiej. Też będzie ulegał filcowaniu, ale proces będzie znacznie powolniejszy, co da Ci o wiele większą swobodę użytkowania.

Dodatkowo, jeżeli użyjesz wełny „SUPERWASH” (również 100% naturalna, ale w odpowiedni sposób przygotowana) – będziesz mieć możliwość prania takiego koca w pralce (oczywiście pamiętaj o delikatnym trybie). Poniżej fotki zza kulis powstawania mojego osobistego kocyka z wełny. Wybrałam co prawda taką, którą piorę delikatnie w letniej wodzie przy użyciu osobistych rąk (i przeklinam, że nie wybrałam jednak opcji SUPERWASH z „łatwizną” pralki), ale uwielbiam zapach naturalnej wełny i gotowa jestem na te poświęcenia (kolor też nieprzypadkowy… jednak ciemna szarość przy dwójce dzieci to minimalizacja prania).

co zamiast wełny czesankowej odpowiednik wełny czesankowej zamiennik wełny czesankowej

Pled nie tylko z wełny czesankowej…

Pamiętaj też, że nie jesteś „skazana” na wełnę, bo możesz zastosować zamiennik wełny czesankowej. Jeżeli naturalne, organiczne materiały to jedyne, co bierzesz pod uwagę, to świetnym rozwiązaniem może być bawełna. Sznurek produkowany w Polsce – o grubościach od 3 do nawet 9 mm daje nieograniczone możliwości.

co zamiast wełny czesankowej pledy z wełny czesankowej zamiennik wełny czesankowej

Beżowy pled, który widzisz na zdjęciu powyżej to jakieś 1200 metrów bawełnianego sznurka o grubości 5 mm zaplatanego przy pomocy szydełka o rozmiarze 9. A, no i  2 serie Netflixowego „House of Cards” (boski serial, nie zaczynaj, jak nie masz co najmniej wolnego weekendu – żeby nie było, że nie ostrzegałam). Wzór to najbardziej podstawowe sploty, dlatego praca nad nim nie wymagała skupienia i myśli swobodnie śledziły perypetie politycznych wyjadaczy.

Podobnie, jak w krótkim poradniku na temat bawełnianego dywanu, pamiętaj, że wielu polskich producentów sznurka daje Ci możliwość zakupu materiału w odpowiedniej długości. W standardowej ofercie znajdziesz sznurek w 50-, 100-, 200-metrowych motkach, ale przy tak dużym projekcie zawsze pojawiają się wtedy niewygodne momenty łączenia poszczególnych odcinków. Jeżeli planujesz pled w jednym kolorze, warto zapytać o możliwość zamówienia odpowiedniego odcinka w całości. Najczęściej takie dedykowane porcje sznura są pakowane w kartonik lub papierowy worek, w którym sznur ułożony jest w taki sposób, że wystarczy ciągnąć wystającą końcówkę, nie martwiąc się o żadne zaplątywanie w trakcie pracy. Takie kartoniki w całej palecie kolorystycznej, najlepiej obok mojej kanapy, w trakcie netflixowych maratonów śnią mi się po nocach. Często zamawiam sznurek właśnie w takiej postaci, nawet jeżeli planuję kilka mniejszych projektów przy użyciu tego samego koloru. Minimalizuję w ten sposób straty materiału.

Ile sznurka potrzeba na duży pled szydełkowy?

Ok – mały (haha! jak dla kogo!) pled to jakieś 1200 metrów sznurka. Poniżej możesz zobaczyć, co da się wyczarować przy użyciu 2000 m (tak! dwóch kilometrów) bawełnianego sznura. Oprócz regularnego spokoju ducha (magia zaklęta w powtarzalnych ruchach dłoni to taka trochę joga umysłu), pokaźnych bicepsów (początek to rozgrzeweczka, ale już dzierganie po przekroczeniu półmetka to niezły ciężar) i dużego kartonu pozostałego po zużyciu sznurka… pozostajesz z 100% bawełnianym pledem, który spokojnie wystarczy na okrycie 140- a nawet 180-centymetrowego łóżka. Jeżeli dysponujesz większym łożem – polecam okryć jego część, nie próbować dziergać dalej. Dlaczego? Bo pranie tego koca w pralce to jego główna zaleta, a empiryczne badania wskazują, że większy po prostu się nie zmieści. Możesz mi rzucić wyzwanie, jeżeli masz większą, niż standardową pralkę.

pled ze sznurka szydełkowa narzuta

Taki pled jest dosyć ciężki, ale w moim przypadku to jego główna zaleta. Niedbale ścielone łóżko pod ciężkim przykryciem nie zdradza zagięć i fałdek, które są dosyć widoczne pod  mięciutkim kocykiem.

Pled przeżył już dziecięce zabawy, wylane „piciu”, resztki ciastoliny przyklejone z synkowej pupy, kiedy przyszedł rano pochwalić się nowymi budowlami i wiele… wiele innych plam. Choć uwielbiam mój wełniany szary kocyk, to jednak bawełniany odpowiednik (choć jaśniejszy) sprawdza się na co dzień. Nie raz dzieciaki użyły go już jako piknikowego kocyka (u nas często takie pikniki na kuchennej posadzce).

Dołącz do naszej społeczności i zapisz się na mailing, gdzie będziesz dostawać bezpłatne informacje, szydełkowe schematy, video-tutoriale… i news-y z OPLOTKowego świata.

Szydełkowanie na prawdę nie jest trudne!

Przekonaj się o tym!

Spróbuj naszego

kursu szydełkowania ON-LINE!

Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!

co zamiast czesankowego pledu

pled wełniany jak zrobić

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

23 października 2019/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/10/ile-welny-na-pled.jpg 1360 2048 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2019-10-23 06:06:022021-05-25 15:14:11Dlaczego pled z wełny czesankowej to SAMO ZŁO?!
RĘKODZIEŁO, Wszystkie wpisy

Ile sznurka potrzeba, aby zrobić szydełkowy kosz na zabawki?

Na szydełkowy kosz na zabawki najczęściej potrzeba kilkuset metrów sznurka, ale dokładne zużycie zależy od grubości materiału, rozmiaru szydełka, ścisłości pracy i wielkości kosza. W moich przykładowych projektach z bawełnianego sznurka 5 mm zużycie wyniosło około 400–450 metrów.


Dopiero zaczynasz przygodę z szydełkiem?

Jeśli sznurek już kupiłaś, ale sam splot szydełkowy jest dla
Ciebie jeszcze świeżym tematem — zajrzyj do mojego rocznego kursu szydełkowania online. Uczysz się od pierwszej pętelki,
z nagraniami, wzorami i moim prowadzeniem przez cały rok.

→ Zobacz kurs szydełkowania online


Szydełkowy kosz na zabawki w skrócie

sznurek 5 mm, szydełko 9 mm, 450 m i 400 m, przy innych grubościach i rozmiarach wyjdzie inaczej.

Chciałabyś zrobić szydełkowy kosz na zabawki, ale nie do końca wiesz, ile materiału będzie do tego potrzebne? By zrobić taki kosz, potrzebujesz sznurka. Pytanie tylko w jakiej ilości…

Podobnie jak w przypadku szydełkowego dywanu, odpowiedź znowu nie jest jednoznaczna. Kosze, które widzisz poniżej, przyjęłam jako punkt odniesienia, żeby łatwiej było Ci określić, ile materiału potrzebujesz na stworzenie własnego.

Beżowe „przechowalnie zabawek” z poniższych zdjęć tworzyłam przy pomocy bawełnianego sznurka o grubości 5 mm. Pracowałam szydełkiem w rozmiarze 9 mm. Dlaczego to ważne? Jeżeli użyjesz szydełka o większym rozmiarze, praca automatycznie będzie luźniejsza. Kosz zatem będzie bardziej elastyczny. Nie będzie tak sztywno stał. Choć to często jest zaleta, jeżeli chcesz go np. wyprać w pralce – o wiele wygodniej jest go wtedy włożyć do bębna. Dodatkowo dodam, że zabawki, które wypełniają kosz, często nadają mu zamierzony kształt, więc nie warto „na siłę” ciasno splatać półsłupkowych ściegów, jeżeli łatwiej przychodzi Ci luźna robótka.

Od czego zależy ilość sznurka na kosz?

Pamiętaj! Jeżeli użyjesz nieco grubszego sznura (np. 6 mm, 9 mm), należy również użyć większego szydełka (odpowiednio 11-13 oraz 15-20). W przypadku poniższych koszyków zużyłam odpowiednio 450 (beżowo-biały) oraz 400 (różowy – niższy, ale za to szerszy) metrów bawełnianego sznurka o grubości 5 mm.

Dlaczego warto zamówić nieco więcej sznurka?

Pisałam już o tym w krótkim tekście na temat szydełkowego dywanu, ale powtórzę. Niektórzy polscy producenci sznurka bawełnianego dają możliwość zamawiania go w jednym odcinku. Sznurek, który dostępny jest w regularnej ofercie, sprzedawany jest najczęściej w formie 50-, 100-, 200-metrowych motków, jednak często jest możliwość zamówienia dłuższych odcinków. Są one wtedy najczęściej pakowane w wygodne kartony lub papierowe worki. Dzięki temu łatwo jest pracować bez obawy o łączenie odcinków sznurka w jednej pracy. Co ważniejsze – nie narażamy się na zaplątanie materiału. Sznurek w dłuższych odcinkach jest zazwyczaj ułożony w opakowaniu w taki sposób, że jeżeli mocno nie będziemy w nim „grzebać” – przerobimy całość bez obaw o węzełki. Jeżeli potrzebujesz informacji o dostawcach materiału, u których się zaopatruję – śmiało pisz: oplotki@oplotki.pl

Poniżej znajdziesz przykładowe prace szydełkowane przy pomocy takich właśnie personalizowanych, dłuuugaśnych odcinków sznurka bawełnianego o grubości 5 mm. Pojedynczy różowy koszyczek z uchwytami to około 250 metrów sznurka. Niebieski zestaw to 5 koszyków, na które zużyłam 2000 metrów sznurka (jeden niekończący się karton sznurka = marzenie każdego szydełkomaniaka). Zestaw ciemnoróżowy to również 2000 metrów, tutaj jednak każdy ze sznurkowych koszyczków był o rozmiar mniejszy, dlatego udało się jeszcze stworzyć szydełkową poduszkę, na którą potrzebowałam około 200 metrów sznura. Nie muszę Ci chyba wspominać, bo sprytnie sobie obliczysz… ale TAK po tym, jak w szaleńczym tempie zużyłam grubo ponad 4 tysiące metrów sznurka, zamówiłam jeszcze 400 – po 200 z każdego odcienia błękitu, żeby uzupełnić zestaw. Ot taka przypadłość szydełkujących.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o „wpadkach”

Próby i błędy to jednak moje życiowe motto. Testuję wszystko, co wpadnie mi w ręce i mogłoby nadawać się do przerobienia przy użyciu któregoś z licznych szydełek rozsianych po domu. Podobnie było z poliestrowym sznurem, który znalazłam w garażu taty (swoją drogą ten śliski materiał świetnie nadawał się do pracy). Kiedy zabrakło dosłownie 30 metrów do zakończenia kosza (koniecznie chciałam zaopatrzyć go w solidne uchwyty – bo wizja osłonki doniczkowej dopadła mnie w połowie zaplatania). O jakież było moje miłe zaskoczenie, kiedy odkryłam, że poliestrowego sznura jest w sieci OGROM. Jest średnio o połowę tańszy niż jego bawełniany odpowiednik. Nie występuje w zbyt bogatej palecie kolorów, ale też da się kilka ciekawych znaleźć. Ja oczywiście dokupiłam czarny – dokładnie taki jak ten z tatowego garażu. Niestety jakież było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że specyficzny zapach tego materiału, to nie opary garażu, ale… zapach tego materiału.

Nie ma co kryć – to plastik, niestety nie jest biodegradowalny, nie ma nic wspólnego z certyfikowanymi barwnikami. Jest sztucznym i nieprzeznaczonym do wnętrz sznurkiem. Ewidentnie nie wpisuje się w wartości marki OPLOTKI. Trudno stawiać na zero-waste i pracować przy użyciu poliestrowego sznura. Dlatego właśnie nie używamy go do tworzenia naszych produktów. To nasz wybór. Ty oczywiście nie musisz takiego dokonywać, dlatego dodam tylko, że o ile nie polecam tego materiału do wnętrz (choćby zapach, którego trudno pozbyć się nawet po kilku praniach), może być przydatny np. na balkonie, w ogrodzie. Przyda się wszędzie tam, gdzie bawełna narażona na czynniki słoneczne mogłaby szybko się odbarwić, a w kontakcie z ziemią np. szybko zabrudzić. U mnie poliestrowy kosz spełnia na zmianę rolę osłonki na zewnętrzną doniczkę choinki rezydującej na balkonie i siaty. SIATY?!? Tak! Poliester jest niezniszczalny i nieznacznie się rozciąga, dlatego ta olbrzymia siata ratuje nas podczas większych (i cięższych) zakupów.

Jak Ci wspomniałam, świadomie zdecydowałam nie używać poliestru w swoich pracach. Szukałam więc bardziej przyjaznej środowisku alternatywy na zewnątrz. Znalazłam!

Dlaczego sznurek sizalowy to eko alternatywa dla poliestru?

Właściwie odpowiedziałam, zadając pytanie. Po prostu tak jest! O ile nie polecam sizalowego sznura do wnętrz (wiele rodzajów lubi się strzępić i sypać), o tyle już do outdoorowych projektów jest jak znalazł. Poniżej ogromny kosz, który dziergałam w domu (dlatego nie polecam – odkurzacz szedł w ruch po zakończeniu poszczególnych części pracy i jeszcze raz – gruntownie – po zakończeniu projektu i jego wyniesieniu na zewnątrz). Kosz to ogromna osłonka na donicę. Dzielnie znosi słońce i deszcz (choć w osłoniętym miejscu na balkonie nie zaznaje go zbyt dużo). Starzeje się z klasą i właściwie mogę śmiało powiedzieć, że wygląda nawet lepiej, niż na samym początku.

Ten eko-styl jednak trzeba lubić. Nie tylko oglądać, ale również… dotykać. Praca z tym materiałem nie jest tak przyjemna, jak z mięciutką bawełną. Sznurek jest sztywniejszy, nieco kłujący i zostawia absolutnie wszędzie (na Tobie, ubraniu, dłoniach) drobniuteńkie drażniące strzępy materiału. Aby stworzyć taki kosz, jak na zdjęciu poniżej potrzeba około 900 metrów sznura (ma około 4 mm grubości). Taki sznur z powodzeniem zamówisz w Internecie lub znajdziesz w większych marketach budowlanych. Ja użyłam mojego ulubionego szydełka w rozmiarze 9, ale spokojnie rozmiar 7-8 też się nada.

Wracając do bawełny… tak na pokrzepienie powiem Ci, że jednak nie znalazłam lepszego materiału do wnętrz. Świadomość, że każdy metr jest barwiony bezpiecznymi farbami, a certyfikat Oekotex daje mi gwarancję, że mogę tego materiału użyć choćby w pokoiku dziecięcym – jest bezcenna. Jedyne, co pozwala mi „oszczędzać” w przypadku materiału, to jego wykorzystanie do ostatniego metra. Często z 20- lub 40-metrowych resztek powstają małe miseczki na drobiazgi, które uzupełniają szydełkowe komplety, a końcówki służą jako sznurki-ofiary (dziecięcej kreatywności moich pociech). Jeżeli też chcesz ożywić swoje wnętrza i dodać do nich własnoręczne szydełkowe dodatki – skorzystaj z warsztatów stacjonarnych lub (jeżeli to za duża wyprawa) opanuj tę technikę dzięki kursowi szydełkowania online. Uwierz mi, to nie takie trudne, jak się wydaje, a oprócz namacalnych dowodów Twoich nowych umiejętności zdobiących Twoje wnętrza, odkryjesz magię spokoju zaklętą w powtarzalnych ruchach dłoni.

FAQ

Ile sznurka potrzeba na szydełkowy kosz na zabawki?

W przykładowych projektach z bawełnianego sznurka 5 mm zużycie wyniosło około 400–450 metrów, ale dokładna ilość zależy od wielkości kosza i sposobu pracy.

Jaki sznurek wybrać na kosz na zabawki?

Do wnętrz najlepiej sprawdza się bawełniany sznurek, bo jest przyjemniejszy w użytkowaniu i bardziej naturalny. Wpis wyraźnie wskazuje bawełnę jako najlepszy materiał do wnętrz.

Jakie szydełko do kosza ze sznurka 5 mm?

W tym wpisie punkt odniesienia to szydełko 9 mm przy sznurku 5 mm.

Czy lepiej kupić więcej sznurka?

Tak, bo łatwiej pracować z jednym dłuższym odcinkiem i unika się niepotrzebnego łączenia materiału. To jest wprost rozwinięte w sekcji o zamawianiu większej ilości.

Czy poliester nadaje się na kosz szydełkowy?

Może się sprawdzić w projektach outdoorowych, ale we wpisie wyraźnie zaznaczasz jego ograniczenia przy zastosowaniach do wnętrz.

Czy sizal nadaje się do szydełkowych koszy?

Tak, jako bardziej ekologiczna alternatywa do zastosowań zewnętrznych, choć jest sztywniejszy i mniej komfortowy w pracy.

Szydełkowanie na prawdę nie jest trudne!

Przekonaj się o tym!

Spróbuj naszego

On-line kursu szydełkowania 

Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!

kurs jak zrobić szydełkowy kosz

kurs szydełkowania od podstaw online

kurs szydełkowania od podstaw on-line

 

 

Jeśli chcesz nauczyć się szydełkować od podstaw i tworzyć więcej takich projektów, zacznij tutaj:
Kurs szydełkowania online krok po kroku

9 października 2019/Autor aga gaczkowska
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2019/10/ile-sznurka-na-szydelkowy-kosz-i-poduszke.png 800 800 aga gaczkowska https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.png aga gaczkowska2019-10-09 07:37:022026-04-18 15:41:27Ile sznurka potrzeba, aby zrobić szydełkowy kosz na zabawki?
Strona 5 z 7«‹34567›»

SPRAWDŹ NASZ KALENDARZ:

Zobacz najbliższe wydarzenia

Ostatnie wpisy

  • Warsztaty robienia świec w Poznaniu:OPLOTKI
  • Warsztaty witrażu w Poznaniu: rękodzieło | OPLOTKI
  • Jak wrócić do biznesu po przerwie? Nie zaczynaj od zera
  • Nie bój się niszy w rękodziele. Węższa grupa klientek może oznaczać większą sprzedaż
  • Jak rozwijać biznes handmade krok po kroku? Od hobby do skalowania

Sprawdź ulubione produkty naszej społeczności. Kliknij grafikę, aby dowiedzieć się więcej:

© Oplotki.pl 2021 | pomoc@oplotki.pl| agnieszka@oplotki.pl | Newsletter | Polityka Prywatności | Regulamin Sklepu Oplotki
Strona używa plików cookie. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na zapisywanie plików cookie na urządzeniu (dysku) użytkownika.
 

Scroll to top Scroll to top Scroll to top