Tag Archive for: rękodzieło

jak przygotować grafiki na pinterest

OK! Wiemy już doskonale, że Pinterest to źródło inspiracji. Pinterest to miejsce, gdzie możemy znaleźć przydatne tutoriale, wzory szydełkowe, wzory makramowe, pomysły na prezenty (w tym prezenty tworzone ręcznie 🙂 ), pomysły na aranżację wnętrz i miliony innych…
Wiemy też (tu tak mocno przymrużam oko), że Pinterest to ZUO i pożera niezliczoną ilość czasu.
Mimo to, świadome korzystanie z Pinterest przynosi ogrom korzyści zarówno zwykłemu użytkownikowi jak i rękodzielnikowi, który tworzy piękne rzeczy lub uczy innych, jak je tworzyć, i chce z informacją o nich dotrzeć do możliwie największej liczby odbiorców.

Czy wiesz, jak przygotować grafiki na Pinterest?

grafiki na Pinterest jak przygotować grafiki na Pinterest

Pinterest – świetne narzędzie do promocji

Tak! Pinterest to kanał, poprzez który można dotrzeć do nowych odbiorców. Do Twoich potencjalnych klientów! Pinterest to świetne narzędzie, by zaprezentować swoje produkty albo usługi – i to bez konieczności poświęcania miliona godzin na tworzenie nowych treści.
Oczywiście, trzeba włożyć odrobinę pracy, by osiągnąć efekty, ale w tym wypadku raz podjęty wysiłek (np. stworzenie pina) pracuje na te efekty cały czas. W przeciwieństwie do krótkiej żywotności treści na Instagramie czy Facebooku. To skarb.

Oplotki na PinterestPinterest i grafiki

Pierwsze kroki na Pinterest

A od czego najlepiej zacząć pracę na Pinterest? Od stworzenia pina! A konkretnie od stworzenia grafiki, która przyciągnie oko Twojego odbiorcy – Twojego klienta.
Piękne zdjęcie to dobry materiał na początek, ale trzeba je włożyć w odpowiednie „ramki”. I nie chodzi tu o ozdobną ramę, ale po prostu odpowiedni format, który spodoba się Pinterestowi 😉

jakie wymiary grafiki na Pinterest jakie wymiary grafiki na Pinterest

Informacje o tym, jakie wymiary powinna mieć grafika na Pinterest, znajdziesz oczywiście w Internecie (albo tutaj https://www.tailwindapp.com/blog/pinterest-image-size). Warto sprawdzać wytyczne od czasu do czasu, ponieważ czasem ulegają zmianom.
Jeśli jednak dopiero rozpoczynasz swoją przygodę z Pinterest i nie masz głowy do formatów, pikseli itp., to spokojnie możesz skorzystać z bezpłatnego programu graficznego, jakim jest Canva. Znajdziesz tam gotowe formaty grafik dostosowanych do różnych serwisów i platform, w tym również szablon grafiki do stworzenia pina.

wymiary grafik na Pinterestgrafiki na Pinterest w canvie

Grafiki na Pinterest – jak je stworzyć?

O tym, jak przygotować grafiki na Pinterest i jak użyć do tego Canvy mówię tutaj:

Poznaj Pinterest. Warto!

Dobra grafika to podstawa dobrego pina. Od razu Ci podpowiem, że trzeba też zadbać o odpowiedni tytuł i opis. Ale o tym już wkrótce m.in. w ramach bezpłatnego wyzwania Pinterest.

Warsztaty rękodzieła

Oczywiście zostają stałe „gwoździe programu”, czyli stacjonarne warsztatyw zaprzyjaźnionych pracowniach i kafejkach. Mogę chyba zdradzić, że pojawimy się również w innych polskich (możliwe, że nie tylko polskich, ale na razie sza!) miastach. Pozostają także warsztaty rękodzieła online (znajdziesz je w naszym grafiku na stronie i na facebooku). Ciągle dopracowujemy tę formułę, ale z dużym prawdopodobieństwem w wersji online pojawią się też inne techniki rękodzieła. 🙂

W 2020 roku będziemy również kontynuować rozwój newslettera – do Twojej skrzyneczki będą trafiać aktualności z warsztatowego grafika (tutaj możesz się zapisać, żeby comiesięczny update Cię nie ominął).

SKLEP Z RĘKODZIEŁEM

W sklepie stabilizacja, ale również nowości. Poza tradycyjnym funkcjonowaniemsklepuszykuje się EKSPANSJA! Praca „za kulisami” już trwa, więc mam nadzieję, że nie zapeszę. W 2020 możesz się spodziewać OPLOTKowego sklepu w wersji międzynarodowej!

To dla nas oooogromne przedsięwzięcie… więc na razie ciii! Nikomu ani słowa! ;p

INSPIROWANIE [KOBIECEJ] PRZEDSIĘBIORCZOŚCI RĘKODZIELNICZEJ

Oczywiście powyższe ambitne plany nie byłyby możliwe w pojedynkę, dlatego 2020 to dalszy rozwój StowarzyszeniaOPLOTKIi mojego zespołu biznesowego. Planujemy powiększanie naszego składu, a także coraz więcej osób w zespole prowadzącym warsztaty oraz wystawiającym swoje prace w naszym sklepie.

Dzięki wypróbowanym mechanizmom przygotowywania do biznesowych zmagań w branży handmade (mam tu na myśli flagowe programy rozwojowe, takie jakAKADEMIA RĘKODZIELNIKA orazHANDMADE – Jak zamienić kosztowne HOBBY w dochodowy biznes) nie pozostawimy nawet początkujących rękodzielniczych przedsiębiorczyń „na lodzie”. Niezależnie od tego czy z celem dołączenia do naszego teamu, czy z celem rozwijania niezależnej własnej marki – śmiało składamy na Twoje ręce wypróbowane programy wsparcia biznesu handmade.

Na pewno planujemy również dzielić się informacjami o wydarzeniach, szkoleniach, wartościowych webinarach i spotkaniach. Planujemy uporządkowanie komunikacji (dzięki niesamowitej Natalii, która ogarnia powoli, ale konsekwentnie OPLOTKOwy graficzny bajzelek), aby nie omijały Cię informacje warte uwagi. Planujemy nie tylko komunikację przy pomocy naszego FacebookaInstagrama i YouTube’a, ale rozwijamy również newsletter dedykowany Twoim obszarom zainteresowań (w końcu przesiadamy się na bardziej zaawansowane oprogramowanie i będzie nam łatwiej przesyłać np. szydełkowe newsy do fanów szydełka i nie drażnić nimi makramoholików :)). Oczywiście już teraz możesz zweryfikować, na ile ten plan uda nam się zrealizować, zapisując siętutaj na newsletter(śmiało odpowiadaj na maile – każda krytyczna uwaga pomaga nam ulepszać komunikację).

SZERSZY KONTEKST DLA TEGO, CO ROBIMY

Jeżeli podglądasz poczynania OPLOTKI od jakiegoś czasu, to z pewnością zauważasz, że coraz silniej traktuję nasz rękodzielniczy ekosystem wzrostu dla twórców jako wehikuł do przemycania szerszych idei.

Mocno wierzę, że motywując się nawzajem do przedsiębiorczości, jesteśmy częścią wielkiej zmiany, która dzieje się na naszych oczach. Czuję, że domykanie luki płacowej i wyrównywanie ekonomicznych szans kobiet i mężczyzn to taki trochę „efekt uboczny” naszego działania. Dlatego zdradzę Ci, dlaczego zainwestowałam w kilkudniowy wyjazd na Islandię w czerwcu 2020…

Mam dzieci.

Syna i dwie córki, ale to tylko powód pośredni. 🙂 Już wyjaśniam, co mam na myśli.

Kiedy „googlałam” barbie (w oczekiwaniu, że wytłumaczę mojej sześciolatce, dlaczego kupuję jej klocki zamiast wychudzonych ideałów), trafiłam na ten projekt:

<iframe width=”697″ height=”392″ src=”https://www.youtube.com/embed/FZ8Sgkq74XA” title=”YouTube video player” frameborder=”0″ allow=”accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture” allowfullscreen></iframe>

Przyznam się bez bicia – nie śledziłam, co też wyprawia się w ewolucji lalki, którą sama bawiłam się jako dziecko, ale im więcej klikałam, tym bardziej pozytywnie byłam zaskoczona! Lalki wzorowane na odważnych kobietach, które przesuwają granice naszych możliwości coraz dalej (lalki-astronautki, lalki-mistrzynie olimpijskie), odcinki animowanych „bajek” o Barbie mówiącej o dążeniu do wielkich celów i frustracjach związanych z postrzeganiem jej jako ładną, więc głupią. Te wartości, których ten kawałek plastiku (do dzisiaj z sentymentem go przechowuję z epoki swoich zabaw) nie dał mi w dzieciństwie, może teraz przekazać w przystępnej formie jako pigułkę empowermentu moim córkom (i synowi, a co!). Niesamowite!

Dlaczego o tym piszę?

Dotarło do mnie, że moje dzieci baaardzo mocno mnie motywują do pracy, działań społecznych, lokalnej polityki. Ot tak górnolotnie mówiąc: do „zmiany świata”. Po ludzku wkurza mnie to, że moje córki miałyby się zmierzyć z tą samą ścianą niesprawiedliwości płacowej, co ja na początku swojej zawodowej drogi. Jeszcze bardziej wkurza mnie to, że mój syn miałby wyrastać na szefa, który woli awansować kolegę, bo nie boi się, że ten zrobi rodzicielską przerwę. Wkurza mnie tyle rzeczy w tym naszym najbliższym społeczno-ekonomiczno-mentalnym otoczeniu, że po prostu nie potrafię być bierna. Wiem, że kiedy ogarnia wieczorne zmęczenie, a natłok spraw do załatwienia odbiera chęci, ciężko myśleć o „wielkich celach”, ale tym bardziej czuję, że mam niesamowite możliwości i z chęcią z nich korzystam.

Dotarło do mnie, że „walcząc” o wzmacnianie przedsiębiorczych kobiet, walczę o inną przyszłość moich dzieci! To sprawiło, że patrzę na swoją pracę zuuupełnie inaczej.

Z tą myślą rezerwowałam bilet na Selfmade Summit.

Już wyjaśniam.

Kilka razy wspominałam tutaj, że wiedzę dotyczącą budowania biznesu online czerpię z programu mojej mentorki biznesowej Sigrun. SOMBA (tutaj więcej piszę o tym programie), czyli roczny Online MBA, sprawia, że OPLOTKI tak szybko rosną. Nie tylko praktyczna wiedza i doświadczenie oraz narzędzia do prowadzenia biznesu, ale również społeczność uczestników programu w dużej mierze odpowiadają za nasz sukces. Pomijając oczywiste narzędzia i wiedzę biznesową, możliwość wymiany myśli z przedsiębiorczyniami z całego świata daje mi poczucie, że wszystkie pracujemy również na jeden większy cel.

Niezależnie od tego, jakie biznesy prowadzą moje koleżanki z SOMBA (zachęcam Cię do przesłuchania listopadowych i grudniowych odcinków oplotkowego podcastu – kilka SOMBA SISTERS (tutaj też opisałam kilka z nich) udało mi się zaprosić i dzielą się tym, co robią w formie wywiadów), wszystkie pokazują, że ograniczenia mamy tylko w głowie. Każda z nich dzięki pracy i wytrwałości buduje prężnie funkcjonujące biznesy. Te inspirujące przedsiębiorczynie unaoczniają, że w kobietach tkwi niesamowity przedsiębiorczy potencjał.

W październiku spotkałam wiele z nich osobiście. Podczas dorocznego SIGRUN LIVE (spotkanie uczestników internetowego programu SOMBA, ale tym razem na żywo) poczułam, jak wielką potęgę ma takie osobiste spotkanie.
Kiedy robię coś trudnego, „wielkiego”, a nawet przytłaczającego, kiedy zmagam się z codziennością prowadzenia własnego biznesu (i nie muszę Cię pewnie przekonywać, że hejt internetowy, konkurencja, zaniżane stawki w branży to tylko nieliczne z regularnych wyzwań) często czuję się po prostu samotna.

Każdy z członków naszego OPLOTKowego zespołu może zwrócić się do mnie – i z wzajemnością! To jest bezcenne! Mimo wszystko na koniec dnia to na mnie ciąży odpowiedzialność za szeroko pojmowaną „wizję” dla OPLOTKI, za określanie kierunku rozwoju, za podejmowanie strategicznych decyzji.

To (już nie tylko) moja jednoosobowa działalność. To odpowiedzialność za osoby, które zatrudniam, za osoby, które mi zaufały i poświęcają swój cenny czas i uwagę. Łatwo o wypalenie, przytłoczenie, osamotnienie.

Dlatego więc szukam inspiracji tam, gdzie intuicja podpowiada źródło siły.

Szukam wzorców przedsiębiorczych liderek tam, gdzie widzę, że finanse dawno przestały być priorytetem. Nie zrozum mnie źle. Imponują mi kobiece wielocyfrowe biznesy, ale kiedy widzę, że ich właścicielki napędza cel o wiele większy niż one same, upewniam się, że pieniądze nigdy nie były dla nich priorytetem. Paradoksalnie, to stało się fundamentem stabilnych dochodów ich firm! Kiedy na dodatek mogę poznać takich ludzi osobiście, zaczynam wierzyć, że nie jestem sama.

To właśnie dlatego w czerwcu lecę na Islandię, aby wziąć udział w Selfmade Summit.

Wierzę, że to wydarzenie będzie jedynym w swoim rodzaju w Europie „szczytem” dla przedsiębiorczyń, które chcą zmieniać świat. Pewnie jeszcze o nim napiszę!

Ale jeżeli masz do mnie jakiekolwiek pytania o program SOMBA albo o sam SELFMADE SUMMIT – to śmiało pisz: agnieszka@oplotki.pl.

A PRYWATNIE?

Cotygodniowe odcinki podcastu OPLOTKI to moje osobiste oczko w głowie, więc dołożę starań, aby ten projekt realizować konsekwentnie w pierwszej kolejności. Mogę Ci zdradzić, że w 2020 będę znów współorganizatorką konferencji podcastowych w Poznaniu. Mocno wierzę, że to medium daje nam oddech od zgiełku FB i Instagrama i dlatego to właśnie tam będę lokowała większość mojej uwagi i energii.

Na pewno planuję zapraszać twórców rękodzieła, którzy chcą opowiedzieć o swojej artystycznej i biznesowej drodze, więc jeżeli czujesz, że chcesz się podzielić ze światem TWOJĄ opowieścią – koniecznie pisz (agnieszka@oplotki.pl). Bez obaw! Nagrywamy online, więc nie musi się to wiązać z wycieczką do Poznania. 🙂

Na pewno też zaobserwujesz rozwój OPLOTKowego Pinteresta – pokochałam tę platformę i gorąco zachęcam (nie tylko rękodzielników) do korzystania z jej dobrodziejstw (z uważnością, żeby nie pochłaniała zbyt wiele czasu :)). ( Ps. Jeżeli przyda Ci się Video-tutorial, w którym wyjaśniam, jak zacząć promować swoją działalność na Pinterest – klikaj tutaj)

Jak promować rękodzieło na Pinterest

Dzidzia numer 3 zapewne nie pozwoli na trwonienie czasu i uwagi na „błahostki”.

Wiem, że świetny zespół w biznesie (Karolina, Natalia – bez Was całe to planowanie nie miałoby sensu!) i w stowarzyszeniu (Dziewczyny! Ciągle rośniemy, więc nie wymieniam, bo zapewne kogoś pominę), a także w domu (Jacek i rosnący „zespół” pomocników ;p) daje mi spokój myślenia, że „świat nie spadnie mi na głowę” wraz z kolejnym niemowlakiem.

Wierzę, że tak jak przy dwójce urwisów, tak i przy trzecim OPLOTKI będą obszarem ładowania baterii do domowych zmagań. I odwrotnie! Domowe dylematy będą nadawały odpowiednią perspektywę (często wyolbrzymianym) wyzwaniom zawodowym. W 2020 wkraczam z dużym poczuciem, że na każdym z tych obszarów potrzebna jest praca. Ale wiem też, że ważna jest równowaga i że po epoce „przesady” w macierzyństwie, tempie biznesu, parcia ku samorozwojowi w końcu przyszedł czas na świadome wybory, równowagę i takie ludzkie „cieszenie się życiem i pracą”.

Wierzę, że naszym maluchom będzie ciut łatwiej, kiedy będą wzrastać w poczuciu, że zarówno praca i życie prywatne mogą dawać frajdę. Mam nadzieję, że ich uśmiechy pozostaną tak szczere, jak dziś.

Trzymam kciuki za TWOJĄ kolejną dekadę!

Kolejne 10 lat to dużo czasu, żeby dogonić marzenia!

Dbaj o swoje i nie pozwól, aby ktokolwiek zabierał Ci czas, który możesz pożytkować na ich realizację!

agnieszka@oplotki.pl

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

pled z wełny czesankowej

Jak zrobić koc z wełny czesankowej? Czy warto?

Pled z wełny czesankowej… Kiedy o nim myślę, hmm… Absolutnie nie chcę dyskutować o gustach! Podobają mi się grube sploty, sama nieustannie eksperymentuję z tym materiałem (czy wiesz, że wełny czesankowej używamy też podczas warsztatów filcowania?). A jednak jest jeden czynnik, który sprawia, że lubię te pledy jakby mniej.

Jak pewnie pamiętasz, niedawno zapraszałam też na warsztaty zaplatania wełny XXL, gdzie pokazywałam, jak taki pled zapleść samodzielnie. Uwierz mi, to nie jest trudne. Jedyną barierą, która często powstrzymuje przed eksperymentami, jest cena materiału. Dlaczego więc nie jestem zagorzałą fanką czesankowych pledów?! Przecież uwielbiam naturalne materiały (w końcu czesanka to nic innego, jak 100% wełna Merino) i własnoręczne sploty…

Niestety, koce z wełny czesankowej są bardzo trudne w utrzymaniu. Zwłaszcza jeżeli domowe przestrzenie współdzielisz z dziećmi lub zwierzakami… no dobra… z kimkolwiek, kto rzeczywiście tego pledu używa. Zacytuję tutaj koleżankę, bo trafniejszego podsumowania nie jestem w stanie wyartykułować:

To się mechaci od samego patrzenia!!!

I rzeczywiście coś w tym jest, bo pled z wełny czesankowej wygląda gładko i schludnie w kilka chwil po zaplataniu. Jednak jeżeli przykrywasz się nim, przekładasz, po prostu używasz, bardzo szybko traci urok. Pojawiają się zmechacenia, wyciągnięte kępki wełny, nierówności, które sprawiają, że niekoniecznie już tak chętnie eksponujesz go na instafotkach, a nawet masz ochotę użytkować dalej. Na domiar złego… czyszczenie tego materiału w pralce to prosta droga do ekspresowego zniszczenia. Natychmiastowe skurczenie zwane filcowaniem gwarantowane. Nie mówiąc o samej pralce.

Czy jest sposób na to, żeby pled z wełny czesankowej znów wyglądał jak nowy?

Owszem – możesz pled z wełny czesankowej rozplątać i zapleść ponownie, co pozwoli Ci choćby przez krótki czas znowu cieszyć się nieskazitelnym produktem.

koc w wełny czesankowej pled z wełny czesankowej koc z wełny czesankowej opinie

Ale, ale! Można decyzję o swoim naturalnym kocyku rozważyć i podjąć ją całkowicie świadomie.

Niekoniecznie musisz rezygnować ze stuprocentowej wełny. Pewnym kompromisem jest użycie nieco mniejszej średnicy włókna. Pled zapleciony ręcznie, przy użyciu szydełka lub drutów XXL, spełni swoją funkcję o niebo lepiej. Też będzie ulegał filcowaniu, ale proces będzie znacznie powolniejszy, co da Ci o wiele większą swobodę użytkowania.

Dodatkowo, jeżeli użyjesz wełny „SUPERWASH” (również 100% naturalna, ale w odpowiedni sposób przygotowana) – będziesz mieć możliwość prania takiego koca w pralce (oczywiście pamiętaj o delikatnym trybie). Poniżej fotki zza kulis powstawania mojego osobistego kocyka z wełny. Wybrałam co prawda taką, którą piorę delikatnie w letniej wodzie przy użyciu osobistych rąk (i przeklinam, że nie wybrałam jednak opcji SUPERWASH z „łatwizną” pralki), ale uwielbiam zapach naturalnej wełny i gotowa jestem na te poświęcenia (kolor też nieprzypadkowy… jednak ciemna szarość przy dwójce dzieci to minimalizacja prania).

co zamiast wełny czesankowej odpowiednik wełny czesankowej zamiennik wełny czesankowej

Pled nie tylko z wełny czesankowej…

Pamiętaj też, że nie jesteś „skazana” na wełnę, bo możesz zastosować zamiennik wełny czesankowej. Jeżeli naturalne, organiczne materiały to jedyne, co bierzesz pod uwagę, to świetnym rozwiązaniem może być bawełna. Sznurek produkowany w Polsce – o grubościach od 3 do nawet 9 mm daje nieograniczone możliwości.

co zamiast wełny czesankowej pledy z wełny czesankowej zamiennik wełny czesankowej

Beżowy pled, który widzisz na zdjęciu powyżej to jakieś 1200 metrów bawełnianego sznurka o grubości 5 mm zaplatanego przy pomocy szydełka o rozmiarze 9. A, no i  2 serie Netflixowego „House of Cards” (boski serial, nie zaczynaj, jak nie masz co najmniej wolnego weekendu – żeby nie było, że nie ostrzegałam). Wzór to najbardziej podstawowe sploty, dlatego praca nad nim nie wymagała skupienia i myśli swobodnie śledziły perypetie politycznych wyjadaczy.

Podobnie, jak w krótkim poradniku na temat bawełnianego dywanu, pamiętaj, że wielu polskich producentów sznurka daje Ci możliwość zakupu materiału w odpowiedniej długości. W standardowej ofercie znajdziesz sznurek w 50-, 100-, 200-metrowych motkach, ale przy tak dużym projekcie zawsze pojawiają się wtedy niewygodne momenty łączenia poszczególnych odcinków. Jeżeli planujesz pled w jednym kolorze, warto zapytać o możliwość zamówienia odpowiedniego odcinka w całości. Najczęściej takie dedykowane porcje sznura są pakowane w kartonik lub papierowy worek, w którym sznur ułożony jest w taki sposób, że wystarczy ciągnąć wystającą końcówkę, nie martwiąc się o żadne zaplątywanie w trakcie pracy. Takie kartoniki w całej palecie kolorystycznej, najlepiej obok mojej kanapy, w trakcie netflixowych maratonów śnią mi się po nocach. Często zamawiam sznurek właśnie w takiej postaci, nawet jeżeli planuję kilka mniejszych projektów przy użyciu tego samego koloru. Minimalizuję w ten sposób straty materiału.

Ile sznurka potrzeba na duży pled szydełkowy?

Ok – mały (haha! jak dla kogo!) pled to jakieś 1200 metrów sznurka. Poniżej możesz zobaczyć, co da się wyczarować przy użyciu 2000 m (tak! dwóch kilometrów) bawełnianego sznura. Oprócz regularnego spokoju ducha (magia zaklęta w powtarzalnych ruchach dłoni to taka trochę joga umysłu), pokaźnych bicepsów (początek to rozgrzeweczka, ale już dzierganie po przekroczeniu półmetka to niezły ciężar) i dużego kartonu pozostałego po zużyciu sznurka… pozostajesz z 100% bawełnianym pledem, który spokojnie wystarczy na okrycie 140- a nawet 180-centymetrowego łóżka. Jeżeli dysponujesz większym łożem – polecam okryć jego część, nie próbować dziergać dalej. Dlaczego? Bo pranie tego koca w pralce to jego główna zaleta, a empiryczne badania wskazują, że większy po prostu się nie zmieści. Możesz mi rzucić wyzwanie, jeżeli masz większą, niż standardową pralkę.

pled ze sznurka szydełkowa narzuta

Taki pled jest dosyć ciężki, ale w moim przypadku to jego główna zaleta. Niedbale ścielone łóżko pod ciężkim przykryciem nie zdradza zagięć i fałdek, które są dosyć widoczne pod  mięciutkim kocykiem.

Pled przeżył już dziecięce zabawy, wylane „piciu”, resztki ciastoliny przyklejone z synkowej pupy, kiedy przyszedł rano pochwalić się nowymi budowlami i wiele… wiele innych plam. Choć uwielbiam mój wełniany szary kocyk, to jednak bawełniany odpowiednik (choć jaśniejszy) sprawdza się na co dzień. Nie raz dzieciaki użyły go już jako piknikowego kocyka (u nas często takie pikniki na kuchennej posadzce).

Dołącz do naszej społeczności i zapisz się na mailing, gdzie będziesz dostawać bezpłatne informacje, szydełkowe schematy, video-tutoriale… i news-y z OPLOTKowego świata.

Szydełkowanie na prawdę nie jest trudne!

Przekonaj się o tym!

Spróbuj naszego

kursu szydełkowania ON-LINE!

Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!

co zamiast czesankowego pledu

pled wełniany jak zrobić

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Jak wycenić rękodzieło ?!?

Dziergasz, szyjesz, szydełkujesz, malujesz… Tworzysz same piękne rzeczy, które chciałbyś sprzedawać, ale masz problem z wyceną? To bardzo częste. Co więcej, bardzo często nie doceniamy siebie odpowiednio. Zwłaszcza jeśli tworzenie sprawia nam przyjemność i nie traktujemy go jak pracy. Dlatego dziś podpowiem Ci, jak wycenić rękodzieło.

Nie ma jednej gotowej formuły, ale jest wiele wskazówek, które warto brać pod uwagę. Oto kilka z nich.

Zastanów się:

Jak wycenić rękodzieło oplotki

Po co sprzedajesz rękodzieło?

Czy tworzenie to dla Ciebie forma hobby, ale produktów jest coraz więcej i chętnie je sprzedasz, żeby zarobić na kolejne materiały. Czy może jest to sposób na zarabianie: na życie, na rachunki… na utrzymanie. Czy priorytetem jest dla Ciebie kwota, którą otrzymasz za swoją pracę, czy może to, kto kupuje i czy docenia Twoją pracę.

Jeżeli traktujesz sprzedaż rękodzieła, twórczość jako hobby, nie uwzględniasz wielu kosztów prowadzenia działalności. Jeżeli Twoja twórczość ma charakter regularnej działalności – oczywiście koszty będą większe. Warto je sobie zestawić w prostym pliku np. Excel i podsumować „na zimno”. Często takie zestawienie pomaga uzmysłowić sobie, jakie są nasze realne potrzeby finansowe i wycenić sam produkt (czy usługę).

Niewątpliwie trzeba zastanowić się również nad unikalną wartością produktu – nie tylko jakością materiału, dostępnością, unikatowym wzornictwem, ale też wartościami, które „przemycamy” w swoim produkcie poprzez to, w jaki sposób pracujemy nad swoim biznesem, jak traktujemy partnerów, dostawców, klientów, jak pakujemy i dostarczamy nasz produkt, czy i w jaki sposób utrzymujemy kontakt „pozakupowy” z naszym klientem. Pamiętaj, że ceny można zmieniać – również  podnosić – należy jednak robić to „z głową”. Co to znaczy?  Nie zmieniać ceny diametralnie z dnia na dzień, ale poruszać się w obszarze akceptowanym przez klienta.

Oplotki sposoby na wycenę rękodzieła

Klient rękodzieła – czyli komu sprzedaję swoje produkty (usługi)

Jak dużo wiesz na temat swoich klientów?

Kto kupuje Twoje produkty teraz, a kto mógłby kupować je w wyższej cenie?

Czy Twoim klientem jest koleżanka? A może mama malucha? Pewnie domyślasz się, że każda z nich ma inne potrzeby zakupowe, inne wymagania dotyczące produktu i pewnie inne „widełki cenowe”, które jest w stanie uznać za „drogie” lub „tanie”.  A może to ta sama osoba?

Co jest wartością dla Twojego klienta – czy zawsze jest to tylko cena? A może to coś mniej namacalnego? Uczucia, jakie wiążą się z zakupem i użytkowaniem produktu, miejsca i otoczenie, w którym produktu używamy, osoby, którym się nim „chwalimy”… Jest tak wiele czynników, które mają wpływ na to, czy Twój klient uzna cenę Twojego produktu za adekwatną do wartości, że warto dokładniej pochylić się nad tym tematem.

Kim jest Twój klient Oplotki

W jakiej technice rękodzielniczej wykonany jest Twój produkt? Jak to wpływa na decyzję, jak wycenić. 

Czy dana technika jest aktualnie modna, poszukiwana na rynku? Czy Twój klient kieruje się nowymi trendami, a może jest mu to obojętne.

Czy półprodukty wykorzystywane w Twojej twórczości są kosztowne, trudnodostępne, wymagają długiego czasu obróbki.

Jak dużo twórców jest na rynku, czy Twoja technika jest łatwo, czy trudnodostępna do samodzielnej twórczości.

Oplotki czy musisz mieć markę, by sprzedawać

Czy muszę mieć markę, żeby dobrze wycenić rękodzieło?

Zastanów się, czy chcesz, aby Twój produkt był postrzegany jako luksusowy, niedostępny, „dla wybranych”. Czy może jako łatwodostępny, niedrogi. Zastanów się, czy rzeczywiście nie masz jeszcze marki? Czy praca „pod czyjąś marką” jest dla Ciebie akceptowalna, jeżeli przekłada się na większe zarobki? Czy warto pracować nad własną marką?

Oplotki Gdzie sprzedawać rękodzieło

Gdzie sprzedawać rękodzieło?

Czy niezbędna jest dla Ciebie własna pracownia lub sklep? Czy masz na to niezbędne środki, czas?

Czy bierzesz pod uwagę redukcję kosztów sprzedaży swoich produktów dzięki współpracy handlowej z butikami, galeriami?

Czy sprawdzasz dokładnie historię eventów handlowych, w których zamierzasz brać udział?

Czy bierzesz pod uwagę miejsca, gdzie możesz promować się i sprzedawać bezpłatnie?

Oplotki - dlaczego rękodzieło musi kosztować

Dlaczego rękodzieło MUSI kosztować?

Skoro jedynym dobrem nieodnawialnym, które mamy, jest CZAS, dlaczego cena rękodzieła nie odzwierciedla tych bezcennych zasobów, które są w nim zaklęte?

Zadajesz sobie dużo trudu, aby pokazać klientowi, z czego wynika cena Twoich produktów i usług?

Twoje rękodzieło — czy jest unikatowe? Czy jest już rodzajem sztuki ? Czy to naprawdę kwestia ceny?

Wiem, niby to wszystko jest oczywiste, ale i tak kiedy próbujesz odpowiedzieć na te pytania, aby wycenić swoje produkty i usługi rękodzielnicze, pojawiają się kolejne pytania i wątpliwości.

No to jak w końcu obliczyć tę magiczną cenę? – wycenić zgodnie ze swoimi przekonaniami!

Nawet po głębszej refleksji zapytaj siebie „czy jestem w stanie sprzedać ten produkt za TAKĄ cenę? Jeżeli z całą pewnością odpowiesz sobie TAK – to wiem, że to już połowa drogi do sukcesu. Jeżeli jednak jeszcze ciągle masz wątpliwości i chętnie pogłębisz swoją wiedzę z tego zakresu – zapraszam Cię do obejrzenia tej serii video. Pierwszą część znajdziesz poniżej, a kolejne prześlę do Ciebie mailowo, jeżeli tylko masz ochotę na więcej.

W kolejnych video poruszam następujące kwestie:

Cel – czyli po co sprzedaję rękodzieło

Klient – czyli komu sprzedaję

W jakiej technice tworzysz

Czy muszę mieć markę, żeby się cenić?

Gdzie sprzedajesz rękodzieło

Dlaczego rękodzieło musi dużo kosztować

Jak wyceniać swoje rękodzieło?

Zupełnie inaczej podejdziesz do tej kwestii, jeżeli rękodzieło to Twoje hobby, zajęcie „po godzinach” albo forma „dorobienia” do pensji lub urlopu macierzyńskiego.

Kompletnie inaczej potraktujesz wycenę Twoich produktów, kiedy jest to Twoja praca, źródło utrzymania lub po prostu sposób na życie i rozwój marki osobistej.

Niezależnie od tego, po co wyceniasz swoje prace, skorzystaj z pomocy.

Tutaj pobierzesz moją bezpłatną  video-serię na temat wyceny rękodzieła: https://oplotki.pl/zapis-na-video-serie-jak-wycenic-rekodzielo

Ceń swoją pracę! Jest tego warta!

agnieszka@oplotki.pl

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Jak zacząć prowadzić warsztaty rękodzieła…i się nie poddać…

Często słyszę, że jestem osobą pogodną, pozytywną i takim to łatwiej się wszystko udaje. Nic bardziej mylnego. Fakt, jakoś nie potrafię publicznie narzekać, bo sama nie znoszę wysłuchiwać biadolenia, ale już z tym wiecznym pasmem sukcesów echhh…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak było na początku z warsztatami. Patrząc na obecny, ciasny oplotkowy grafik i fakt, że czasem trzeba odmawiać zarezerwowania miejsca, bo najzwyczajniej w świecie  nie ma już wolnych, jakoś nadzwyczaj łatwo pozwala zapomnieć o bolesnych początkach.

Ale skoro ten tekst dedykowany jest niepowodzeniom, to w kontekście warsztatów zdecydowanie jest, co powspominać ☺

Trudne początki

Pierwszy warsztat poza domem pamiętam do dziś. Przeżywałam tydzień, organizowałam ze 3 dni, a gorycz porażki łykałam miesiąc…

Założyłam fanpage, zrobiłam wydarzenie i założonego dnia, o wyznaczonej godzinie stawiłam się w odpowiedniej lokalizacji. Jakież było moje rozczarowanie faktem, że nikt, absolutnie nikt nie przyszedł! Rozczarowana klikałam w sylwetki zainteresowanych. No przecież… jak to!? 12 zainteresowanych a nikt nie przyszedł?!

Ehhh

Teraz sama z siebie się śmieję!

Komplet 5 uczestników to statystycznie pojawia się w dobry dzień, kiedy mamy jakieś 12 deklaracji obecności i 4 tuziny zainteresowanych… no i co najmniej 6 opłaconych rezerwacji… ale i wtedy bywa, że jadę przez pół miasta dla 2 osób.

Ale jadę!

 

Nie poddałam się wtedy. Wyobraźcie, że z uporem maniaka wpisywałam coraz to nowe warsztaty do facebookowego grafika i dopiero 11-ty warsztat z rzędu (!) odbył się … i to w gronie aż (!) 3 żywych ludzi

Około 6-go warsztatu przestałam wracać ze spuszczoną głową do domu. Udawałam, że przez 3 godziny czekam na spóźnioną koleżankę, dziergając sobie w najlepsze (uwierzycie w to!) Teraz chyba bym się na to nie zdobyła. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Też planujesz prowadzić warsztaty rękodzieła?

Niezależnie od techniki jest wiele wspólnych wskazówek, jak „uprzyjemnić” sobie tą pracę i sprawić, aby goście warsztatów czuli się „dopieszczeni”.

Potrzebujesz wsparcia w tym obszarze, chcesz porozmawiać o tym, jak krok po kroku wyglądają warsztaty w OPLOTKI, od czego zacząć…

pisz: agnieszka@oplotki.pl

lub wskakuj do naszej grupy dla prowadzących na FB.

Do zobaczenia

Agnieszka Gaczkowska

 

 

 

 

 

AAA! Omal bym zapomniała!

Ps. Może Ci się przydać pomoc w kwestii wyceny takich warsztatów. Temat wyceny rękodzieła ( niezależnie, czy warsztatów, czy produktów fizycznych) … to temat rzeka…omówiłam go szczegółowo w 6-częściowej video-serii. Klikaj TUTAJ, jeżeli może Ci się przydać.

 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

ile sznurka na dywan

Ile sznurka potrzeba na szydełkowy dywan?

Od kiedy zaczęłam prowadzić warsztaty szydełkowania i jako uzupełnienie wiedzy (albo opcję dla osób spoza Poznania) wprowadziłam Kurs szydełkowania online, regularnie otrzymuję pytania o pomoc w zakupie odpowiedniej ilości materiału potrzebnego do stworzenia wymarzonych projektów. Postanowiłam pomóc, a jednym z pytań, które pojawiało się najczęściej było:

Ile sznurka na dywan?

Podczas warsztatów i w kursie szczegółowo wyjaśniam, ile sznurka potrzebujesz statystycznie, żeby zrobić dywan ze sznurka. Musisz jednak wiedzieć, że ta ilość i tak jest tylko orientacyjną informacją, bo nie da się jednoznacznie powiedzieć ile trzeba sznurka na dywan, gdyż każdy z nas pracuje zupełnie inaczej, nawet przy użyciu tych samych narzędzi. Różnice nie są ogromne przy małych projektach, ale ilość zużytego sznurka może się znacząco różnić w przypadku dużych projektów, takich, jak na przykład dywan.

Ile bawełnianego sznurka na dywan?

I tutaj niestety na pytanie ile sznurka na dywan muszę odpowiedzieć to (znienawidzone): „TO ZALEŻY”. Oczywiście – zależy to od tego, jaki dywan ze sznurka planujesz, ale również od tego, jakiego sznurka użyjesz, jak ciasno go zapleciesz, jakiego szydełka użyjesz do pracy. Postaram się opisać taki „stan zero” ale dodać do tego opisu możliwe „wahania” w zależności od różnych zmiennych.

Taki dywan ze sznurka, jak na zdjęciu, wykonałam przy użyciu około 500 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5mm. Pracowałam przy użyciu szydełka  – rozmiar 9.dywan ze sznurka

Fot. Agnieszka Gaczkowska

Oczywiście nawet zakładając, że używasz tego samego narzędzia i identycznego sznurka, Twój dywan prawdopodobnie będzie miał zupełnie inny rozmiar. Taki urok rękodzieła.

Jeżeli szydełkujesz bardziej „ciasno” – to aby powstał dywan o podobnej średnicy (tutaj 110 cm), zużyjesz więcej sznurka. Aby splot był luźniejszy możesz zamienić szydełko na większe (rozmiar 10, 11, nawet 12) lub świadomie nawlekać oczka luźniej.

Oczywiście możesz również użyć grubszego sznurka (np. 6mm, 9mm) dostosowując do niego odpowiedni rozmiar szydełka ( np. 11-12 i 15-18). Wtedy takiego sznurka zużyjesz mniej (odpowiednio około 400 i 250-300 metrów).

Ile sznurka na dywan kupić?

Polecam zamówić nieco za dużo sznurka na dywan. Dlaczego? To chyba raczej jedno z pytań o oczywistej odpowiedzi, ale jednak pokuszę się o komentarz.

Zamawiam dokładnie tyle, ile potrzeba…a później domawiam odrobinę, bo chcę dodać ciekawsze wykończenie, może uzupełnić pracę o mały upominek, albo pracę uzupełniającą „komplet”.

Nie za dużo, ale…

Jestem ostatnią osobą, która namawia Cię do zbędnego chomikowania sznurków (sama upycham je w każdej możliwej szafce), ale jednak namawiam do zaplanowania, co jeszcze możesz wykonać z tego sznurka, który i tak będziesz zamawiać. Nie tylko ze względu na korzystniejsze koszty przesyłki, choć to oczywista zaleta większego zamówienia.

Dlaczego warto zamówić ciut więcej sznurka na dywan?

Polecam Twojej uwadze rozważenie większego zamówienia, bo wielu polskich producentów sznurka daje możliwość zamówienia sznurka bawełnianego w jednym odcinku (nie w formie 50-100-200 metrowych motków). Najczęściej ta możliwość pojawia się przy minimalnej długości 500 metrów. Dlatego przy zamówieniu np. 450 metrów na idealny dywan, warto przemyśleć mały zapas.  Nie tylko nie musisz się wtedy martwić łączeniem sznurka, ale możesz zoptymalizować pracę (najczęściej taki sznurek jest umieszczany w wygodnym kartonie lub worku, z którego wyciągasz sznurek bez obaw o jego plątanie).  Zapytaj swojego dostawcę o taką możliwość, często nie jest ona komunikowana wprost na jego stronie. Jeżeli chcesz skorzystać z usług jednego z naszych partnerów – śmiało pisz do mnie – podzielę się kontaktem.

A jeżeli nawet zostanie troszkę sznurka

Możesz go śmiało wykorzystać do stworzenia nowych prac. Poniżej wzory najprostszych pomysłów na wykorzystanie „po-dywanowych” resztek.

Do stworzenia takiej podkładki pod talerz użyłam około 60 metrów bawełnianego sznura o grubości 5mm. Zaplatałam go przy pomocy szydełka rozmiar 9.ile sznurka na podkładkęFot. Agnieszka Gaczkowskapodkładka ze sznurkaFot. Agnieszka Gaczkowska

Zobacz, jak można ożywić stół wykorzystując nieoczekiwane zestawienia kolorystyczne! Nie koniecznie nasze dywany i inne prace muszą „wtapiać się” w otoczenie. Przebogate palety kolorów sznurków, niezależnie od wyboru producenta dają świetne możliwości żonglowania sezonowymi dodatkami. A kiedy taka podkładka się znudzi…śmiało możesz zamienić ją w miseczkę, wazon, czy zgrabną osłonkę na doniczkę.jaki sznurek na dywanFot. Agnieszka Gaczkowskadywan ze sznurkaFot. Agnieszka Gaczkowskasznurek do dywanówFot. Agnieszka Gaczkowska

A wracając do dywanu

Resztki materiału można śmiało przełamać innym kolorem – poniżej zdjęcie, pracy, w której użyłam niebieskiego sznurka i stworzyłam zestaw, który uzupełnia delikatne kolory dziecięcego pokoiku. Takie żywo-niebieskie maty układam pod talerzykami z przekąskami dla maluchów, żeby unikać rysowania blatu ich biurek, kiedy przeciągają talerze w tę i z powrotem.sznurek do robienia dywanówFot. Agnieszka Gaczkowskadywanik ze sznurkaFot. Agnieszka Gaczkowskaile sznurka na dywanikFot. Agnieszka Gaczkowskajaki sznurek na dywanFot. Agnieszka Gaczkowskasznurkowa podkładkaFot. Agnieszka Gaczkowskadywan ze sznurka prostokątnegoFot. Agnieszka Gaczkowska

Okrągły dywan ze sznurka czy wielokąt?

Zauważ, że powyższy dywan ze sznurka pomimo, że na pierwszy rzut oka ma kształt owalny, to faktycznie jest wielokątem. Efekt jak najbardziej zamierzony. Ale może masz ochotę na idealne koło? Wtedy warto przesuwać dodawanie oczek i zaczynać za każdym razem z inną ilością słupków w danym rzędzie. Mianowicie – jeżeli w 2-gim rzędzie dodajesz już na początku, w 3-cim rzędzie dodaj dopiero po wykonaniu 1 słupka, w 3-cim znowu dodaj na początku, w czwartym znowu po wykonaniu 1-2 słupków …i tak dalej. Jeżeli to, co tutaj wypisuję to czarna magia – nie martw się – spokojnie jesteś w stanie opanować szydełkową nowo-mowę podczas warsztatów stacjonarnych albo w kursie szydełkowania online. Gwarantuję Ci, że nie tylko z łatwością wykonasz taki dywan, jak powyżej, ale z powodzeniem zaprojektujesz własny!

ile sznurka na dywanile potrzeba sznurka na dywan

Szydełkowanie naprawdę nie jest trudne!

Przekonaj się o tym!

Spróbuj naszego kursu szydełkowania ON-LINE!

Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!

Ps. Jeżeli i Ty chcesz zacząć swoją przygodę z szydełkowaniem – śmiało pobieraj nasze bezpłatne schematy.

Szydełkowanie naprawdę nie jest trudne!

Przekonaj się o tym!

Spróbuj naszego kursu szydełkowania ON-LINE!

Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!

kurs online szydełkowania

kurs szydełkowy on-line

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Brak czasu na rękodzieło? Jak sobie z tym poradzić?

Dlaczego uważam, że nikomu czasu nie brakuje?

Jedna robótka na kanapie, pięć zaczętych koło fotela, dwie kolejne – oczywiście wymagające dopracowania – w sypialni… I tak na okrągło. Pomysłów na kolejne i materiałów w trakcie przesyłki, aby zacząć jeszcze inne, już nawet nie liczę.

Też tak masz? Też masz wrażenie, że czasu jest za mało? Masz wrażenie, że ciągle Ci go brakuje?

Jeżeli czytasz dalej…to UFF – nie jestem jedyna!

Mam wrażenie, że ciągle słyszę „nie mam czasu…bo to…” …”nie mam czasu, bo tamto…”

Ale przecież wszyscy mamy go dokładnie tyle samo. Doba dla nikogo nie kurczy się i nie rozciąga. Statystycznie potrzebujemy mniej więcej tyle samo, aby jeść i spać ( no chyba, że jesteś mamą maluszka – to masz jeszcze bardziej „pod górkę”). Nie jesteśmy maszynami…odpoczywamy, spotykamy się ze znajomymi, odwiedzamy rodzinę. No po prostu – ogarniamy codzienność.

No to jak to jest z tym czasem?!

Na pytanie „jak Ty to wszystko robisz?!” odpowiadam „wybieram!”.

Wybieram, co jest dla mnie ważne, co stanowi priorytet i przybliża do jasno obranego celu. Wybieram, co sprawia, że posuwam się do przodu. Jeżeli mam wrażenie, że efekt jest odwrotny, przestaję. Natychmiast!

Ale po kolei, czyli od czego zacząć.

Planowanie.

Chyba nie ma sensu powtarzać frazesów. Wiemy dobrze, że planowanie to klucz, ale od samego planowania nic się jeszcze nie dzieje. Klucz to wdrażanie i analiza. Jeżeli pojawia się nieśmiała myśl, że któryś z elementów planu może nie do końca ma sens – sprawdzam to! Analizuję. Podejmuje decyzję: kontynuuję albo nie. I tego (nowego) planu się trzymam. I tak w kółko! Aż do realizacji. Ale, ale! Zbyt częsta zmiana planów to na pewno nie jest recepta na sukces. Konsekwencja już zdecydowanie z większym prawdopodobieństwem.  Regularny rytm takiej rewizji pomaga. Zakładam comiesięczne planowanie strategicznych celów i cotygodniowe planowanie ich wdrażania. Jeżeli coś budzi moje zastrzeżenia – odkładam do analizy w dniu planowania. Nie odrywam się od pracy, nie przerywam procesu wdrażania, działam w wyznaczonym przez siebie rytmie. Nie ma jednego idealnego! – Idealny to TWÓJ rytm – wypracowany na bazie prób, błędów i doświadczenia w jego ulepszaniu i dostosowywaniu do swoich potrzeb.

Parking Pomysłów (Dzięki Kaśka za świetny pomysł!)

Niekończące się listy zadań? Wydłużające się w nieskończoność  mikro i makrozadania? Skąd ja to znam…Dzięki Kasi wdrożyłam sprytny patent na te straszno-listy. Parking pomysłów to nic innego jak zapisywanie zadań na listach, które z góry nie są przeznaczone do natychmiastowej realizacji. Te zadania potrzebują przemyślenia, „dojrzewania”…a często ostatecznie z nich rezygnujemy lub realizujemy w totalnie innej formule.

W ten sposób „odchudzam” listę i taką w formie „light” wdrażam. Nie wiem, czy na Ciebie też to działa…ale wykonanie 3, nawet dużych, zadań…to jednak nie 30 i łatwiej mi je ogarnąć.

Tu z pomocą przychodzi proste narzędzie TRELLO, które służy mi jako taka „niegubiąca się kartka” na komputerze. Tradycyjna lista to u mnie ciągle analogowy old school, czyli notes i pióro, albo przynajmniej ulubiony długopis….(ta frajda z ręcznego wykreślania….BEZCENNA!)…ale „zaparkowane” pomysły lądują już u mnie w „onlajnach”, żeby ilość fruwających wokół biurka kartek nie sprawiała iluzji bałaganu.

Może u Ciebie też są takie zadania, bez których świat się nie zawali? Zaparkuj je. Kiedy Twoja lista zadań się skróci, wrócisz do nich z inną energią.

Ale skąd wiem, które pomysły zaparkować?

Priorytety! U każdego inne, nawet u mnie – na przestrzeni czasu zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Bądź dla siebie dobra!

Wiem, jak to jest rozwijać biznes w trakcie opieki nad dzieciakami…trudno wtedy oszukiwać się, że napisanie posta, czy artykułu będzie ważniejsze, niż czuwanie przy łóżeczku chorującej pociechy.

Świat się nie zawali.

Ustal priorytety na teraz. Na miesiąc. Na rok. Zmieniaj je, aktualizuj, ale pod żadnym pozorem! Nie biczuj się! Nie muszą to być misje ma Marsa, żeby były ważne. Twoje priorytety to Twoja sprawa i nikomu nic do tego! Choćby to było ukończenie jednej pracy szydełkowej w miesiącu, zamiast lśniących podłóg każdego dnia (hehe – to jest mój cel w kategorii „zadbane domostwo”).

Ale też nie odpuszczaj.

W myśl zasady „co masz zrobić jutro, zrób dziś”, wykorzystaj pierwszą nadarzającą się okazję aby nadrobić.  Ustal sobie swoje  (realistyczne!) tempo pracy i postaraj się go trzymać. Nie dla oceny wirtualnej publiki, ale dla swojego dobrostanu, poczucia, że dajesz sobie świetnie radę. I pamiętaj!…

Powiało patosem.

No dobra, to jak jeszcze można sobie radzić z wiecznym brakiem czasu na rękodzieło?

Zgodnie z zasugerowaną tematyką przyda się kilka szybkich patentów. Moje nie koniecznie muszą przypaść Ci do gustu, ale zacytuję tu kilka sprawdzonych sposobów uczestników naszej grupy dla przedsiębiorców chcących budować biznes w oparciu o rękodzieło, i parę informacji zanim dołączysz do grupy

Ania:

„organizacja! moja lista „To do” to dla mnie rzecz święta!”

Piotrek:

„ Dla mnie brak czasu to synonim braku organizacji czasu. Gdy mam konkretny plan działania, realizuje go krok po kroku to okazuje się, że naprawdę duże projekty można zrobić w krótkim czasie. Doby nie wydłużymy ale możemy lepiej ją wykorzystać.”

Sandra:

„Zgadzam się z Wami. Ostatnio byłam załamana tym czasem braku u siebie. Teraz widzę, że jeśli poświęcę jeden z pokoi na pracownię, zainwestuję w sprzęt (stół kreślarski, sztaluga, coś do organizacji), to będzie całkiem inna bajka. Dopiero zaczynam chociaż doświadczenie w rysowaniu mam duże” ”

Jakie wypróbowane patenty mogę dodać od siebie?

Zaakceptuj siebie! Polub swoje wady i zaakceptuj je! Może to wcale nie wady?

Długo, oj zbyt długo, wydawało mi się, że POWINNAM mieć domostwo lśniące, jak u mamy. Karciłam się za włóczki porozrzucane na kanapie. Proces dziergania następował dopiero, kiedy domowe pielesze wyglądały co najmniej, jak na insta-fotkach. Przy dwójce dzieci – MISSION IMPOSSIBLE (każda mama wie, o czym mówię). Dopiero, kiedy się poddałam, autentycznie, odpuściłam w poczuciu gigantycznej porażki, odkryłam, że po drugiej stronie „mocy” (a raczej niemocy), ukryty był błogostan twórczy. To tam drzemały spokojne godziny dziergania z podkastem w słuchawkach (nie znasz tej formuły Priv-radia? – polecam naszą „stację” OPLOTKI– posłuchasz np. przez Apple podcasts albo apkę Podcast Addict na Androida).

Siedziałam tak sobie otulona kokonem porozrzucanych zabawek dzieciaków krzyczących jedno przez drugie, ale jakimś cudem rozwiązujących samodzielnie swoje konflikty bez wybijania zębów. Nie dostrzegałam jedzonka porozrzucanego wokół talerzyków, „piciu” samodzielnie (wylewanego) nalewnego do kubeczków przez dzieci.

I było mi tak dobrze.

Tak Twórczo! Kończyłam nie jedną, ale kilka prac w miesiącu. Czasem tygodniowo „wyrabiałam normę” twórczą miesiąca, czy roku koleżanek „od szydełka”. Dopiero, kiedy „wysyciłam się” tym przebłyskiem geniuszu zaczęłam szukać balansu między (w granicach przyzwoitości) wizją czystego domu i twórczej przestrzeni.

Nie porównuj się do innych. Oni zawsze mają „więcej czasu”.

Teraz, kiedy dzieciaki w przedszkolu, duża część materiałów w pracowni, jest jeszcze łatwiej i cele estetyczne (no dobra, czasem po prostu lubię, jak jest porządeczek. Nawet, jeżeli trzeba się namęczyć przy sprzątaniu) jakoś nie wymagają tyle poświęcenia – tyle CZASU.

Jestem zadowolona, ale wyobraź sobie, jakie było by to poczucie zadowolenia z ilości czasu poświęcanego na sprzątanie kosztem pracy rękodzielniczej, gdybym porównała się do koleżanki z „pomocą sprzątającą” (czyt. mąż robi WSZYSTKO w domu!) albo do koleżanki, która dzielnie ogarnia samodzielnie 300-metrową willę. Jestem zadowolona, bo porównuję siebie do …. samej siebie….tylko z „wczoraj”. Kiedy stawiam sobie jakiś cel i staram się go osiągnąć – nie ma innej opcji, tylko wypadać satysfakcjonująco w takim porównaniu. Uwalniam czas na pracę twórczą rezygnując z jego poświęcania na zbędne (moim osobistym zdaniem, nie musi tak być dla Ciebie) prace domowe. I TADAM! Czasu już mi nie brakuje.

Grupuję zadania. To działa jak magiczna różdżka.

Dziergasz kilka oczek, po czym przypominasz sobie o poście, który miałaś napisać, ale do niego potrzebne zdjęcie, ale gdzie ten aparat. I tak po godzinie łapiesz się na sprzątaniu, bo przecież… jak tu znaleźć ten obiektyw w bałaganie…

Nie daj się chaosowi!

Jeżeli wiesz, że zdjęcia prędzej, czy później zrobić będzie trzeba – to notuj sobie wszystkie pomysły przez tydzień, dwa i zabierz się za to działanie, jak zaświeci (czyt. będzie optymalne oświetlenie). Jeżeli pisanie postów to niekończąca się destrakcja…napisz ich kilka na raz i zaplanuj na zapas (na FB da się to zrobić z poziomu programu, dla Instagrama są dedykowane aplikacje np. bezpłatny Later.)

Kiedy piszę – to piszę!

Wyłączam powiadomienia, wyciszam komórkę i siadam do kilku tekstów. Robię swoje, kończę i siadam do następnego zadania. Przerwy to działania, które pozwalają odpocząć głowie, ale już zajmują ręce (osobiście – odpoczywam przy innej pracy np. sprzątaniu, ale brudne kubki nie ruszają mnie, dopóki nie poczuję, że głowa dymi od ciągłego skupienia i ewidentnie potrzebuje chwili oderwania od konstuowania nowych zdań). Jeżeli przerwę w połowie proces napełniania zmywarki, bo „wena” dopadła przy fusach od herbaty… nie kończę, biegnę do komputera „złapać” myśl, zanim ucieknie przy kostce do zmywarki, czy nabłyszczaczu. Priorytety są u mnie tutaj. Przy nabłyszczaczu pozostają w weekend, kiedy niespodziewane naloty rodzinne i tak wyrwały by mnie ze stanu płynnego, skupionego pisania a brak kubków utrudnił by relaks przy plotkach – czyli weekendowy „number one” na liście priorytetów.

To grupowanie to również kwestia indywidualna

…ale zgodzisz się ze mną, że jak już idziesz do fryzjera, kosmetyczki, żeby zrobić się na bóstwo…bo przecież wielka impreza… to można przed nią „wcisnąć” prośbę do męża, żeby trzasnął Ci kilka fajnych fotek… nie będzie trzeba biegać w popłochu, kiedy takie nagle okażą się potrzebne – bo np. koleżanka chciała by o Tobie napisać kilka słów na swoim blogu.

No dobra, z tymi fotami to troszkę przykład „na siłę” – ale jednak przyznasz, że jak już misternie konstruujesz tło, światło, całe to „domowe studio”, bo akurat „na już” potrzebna fotka dla klientki, to warto „przy okazji” strzelić kilka ujęć innych produktów?

Nie zaginam rzeczywistości

Kiedyś próbowałam pisać najważniejsze teksty wieczorem. Cały dzień „nie było kiedy”, bo przecież a to ktoś dzwoni, a to dzieciaki czegoś chcą… Było trudno, ale pisałam. Nie miałam innego wyjścia. Nie jestem tym typem, który wydajnie pracuje późną nocą, tym bardziej pisanie sensownej treści szło mi jak @#$#@%…no nie szło. Weszło mi to „w krew”. Dopiero po pół roku dzieciaków = przedszkolaków dotarło do mnie, że tak być nie musi! Telefon wyciszyłam, dzieci spokojnie tańcowały sobie na logopedycznych zajęciach, podczas, gdy ja pisałam w tempie błyskawicy! Posty, teksty, maile do klientów. Palce tańczyły po klawiaturze i to, co zajmowało męczące kilka godzin wieczorem było gotowe po godzinie porannej rutynki!

A wystarczyło tylko uświadomić sobie rzeczywistość

W moim wydaniu to:

a) praca wymagająca skupienia najlepiej idzie mi rano,

b)kiedy dzieciaki są przy mnie szkoda mi czasu na gapienie się w monitor.

Koniec kropka.

Owszem, jeżeli masz tak samo, ale Twoje pociechy w domu, nie masz wyjścia, no chyba, że jesteś jedną z tych szczęściar, której dzieci praktykują (AVE!) drzemkę. „Zaginanie rzeczywistości” i udowadnianie, że:

a)da się pisać produktywnie wieczorem,

b) da się skupić przy dzieciach

To misja skazana na porażkę.

Lepiej zabrać się wtedy za dzierganie (haha!) czyt. robić to, co przybliża Cię do Twoich celów, ale jest wykonalne w warunkach, które masz…a nie-byłoby wykonalne, gdyby (i tu wstaw ten stan idealny, którego brak jest ciągłą wymówką).

Rękodzielnicy mają lepiej!

Nie linczuj mnie od razu kontrargumentami, bo takie na pewno się znajdą. Ale zobacz, czy któryś z moich patentów na bardziej produktywne wykorzystanie czasu jest dla Ciebie.

Jako osoby, które najczęściej tworzą swoje produkty rękami, mamy myśli „wolne”. Nie zawsze korzystam z tego patentu, bo lubię oddać się w pełni liczeniu oczek (ot- taka moja joga dla umysłu), ale kiedy pracuję nad bardzo powtarzalnym wzorem np. kocem, który nie wymaga ode mnie skupienia na samym wzorze, puszczam sobie podkast rozwojowy i słucham rad odnośnie prowadzenia biznesu, promocji, albo po prostu śledzę historie przedsiębiorców, którzy dzielą się swoimi sposobami na „ogarnianie rzeczywistości” (polecam np. ten (polski) i ten podkast (po angielsku) )

Nie musisz od razu być zagorzałym fanem

…podkastowej formy dousznej, ale już słuchanie muzyki, telefoniczne zaległości, Natflixowa kolejka niezbędnosci…to wszystko da się „W TRAKCIE PRACY”!

Czy znasz podobny zawód?

Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie panią z Urzędu, która bezkarnie odpala „Grę o Tron” między 7.00 a 15.00 a ja MOGĘ 🙂 I choć w praktyce jednak wybieram rozwojowy podkast (mąż by mi nie wybaczył spoilerów wieczorem 🙂 ) to sama świadomość, że mam pracę dającą tyle wolności działa jakoś motywująco.

Wiem, niekoniecznie czytając ten tekst tworzysz rękodzieło zarobkowo, ale nawet tym bardziej – masz ten przywilej, że potrafisz „spiąć się” w pracy… bo wiesz, że dzięki temu „podłubiesz” wieczorem w ukachanej technice, zamiast nadrabiać to, na co brakło energii w ciągu dnia.

Nie tworzysz? A chcesz spróbować?

Ale ostrzegam – grozi bardzo skutecznym przyspieszeniem procesu planowania czasu i znajdywania go nawet tam, gdzie go pozornie nie ma…

Po to, żeby… „jeszcze tylko 3 rządki wydziergać”, „jeszcze tylko 3 koraliki nawlec”, „jeszcze tylko…zaszyć, przymocować, przylutować, dodać, ująć, ponakrajać…

Jeżeli chcesz spróbować nowej techniki – zaglądaj tutaj (warsztaty rękodzieła – Poznań ) – Pasja skutecznie uczy organizacji czasu 🙂

A jeżeli już tworzysz i organizacja czasu pozwala Ci na podglądanie naszych szkoleń z zakresu rękodzielniczej przedsiębiorczości – wskakuj tutaj po 6-częściowy video-poradnik „Jak wycenić rękodzieło”.

A Ty? Masz jakieś sprawdzone patenty na „BRAK CZASU” ?

Pisz: agnieszka@oplotki.pl

Podziel się tym wpisem z koleżanką – może i jej przyda się taka refleksja 🙂

 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Mam na imię Jola i jestem właścicielką polskiej marki rękodzielniczej Sroka-Projekt. Handmade to moje drugie imię. Od dziecka. Mając pięć lat, zrobiłam swój pierwszy (krzywy jak piramida demograficzna liczby kobiet w Polsce) szalik na drutach. Potem było szydełko, haft… Jednak kluczem do tego, kim jestem dzisiaj, było wyszukiwanie pokazów mody w telewizji oraz… tłuczenie młotkiem podwórkowych kamieni i podziwianie w słońcu ich wyjątkowej, mieniącej się struktury.

Dzisiaj nie rozbijam już kamieni. Dzisiaj jestem dziewczyną po uszy zakochaną w sutaszu. Kocham go miłością wielką, nieustannie od 2011 roku i właściwie od pierwszego wejrzenia.

Co mnie przyciągnęło do sutaszu?

 

Pamiętam to wrażenie przy pierwszym zetknięciu się ze sznurkami… gładkie, ciepłe, posłusznie układały się w dłoni. A kaboszony… na początku tylko niebieskie, bo to mój ulubiony kolor. Oczami wyobraźni widziałam, jak sznurki wiją się radośnie wokół koralików, układają się w kolorową, harmonijnie dobraną całość. Wiedziałam, że potrafię z nich wyczarować wszystko, co mi w duszy gra… Dopiero po pewnym czasie do niebieskich kaboszonów dołączyły kolory, następnie chwosty, pompony, muszelki…

Rękodzieło na wysokich obcasach

 

Jednak nie od razu pokazałam swoje prace światu. Zrobiłam to w momencie, gdy dotarło do mnie, że rękodzieło to nie tylko kapcie od babci i sweter w renifery. Postanowiłam, że moje rękodzieło będzie jak wybiegu — będzie stało na bardzo wysokich obcasach (co najmniej dwunastocentymetrowych !) i będzie tak niepowtarzalne, jak wspomniane wcześniej, rozbite kamienie.

 

Sutasz w klimacie boho

Dzisiaj tworzę tak, jak czuję, w klimacie boho. Uwielbienie kolorów, doświadczenie w szyciu oraz sto pomysłów na projekt  procentują. Ufam sobie. Projektuję. Szyję. A potem ubieram w swoją biżuterię wszystkie kobiety, które chcą pokazywać swoją wyjątkowość, chcą się nią cieszyć i bawić (jejejejeje!).

Aktualnie moją biżuterię noszą nie tylko Polki, ale i Europejki, Amerykanki, Japonki czy Australijki.

 

Wszystko to dzięki intuicji, która pomagała mi podejmować dobre (jeśli nie najlepsze) decyzje w życiu, która przewrotnie zrobiła ze mnie — rodowitej mieszczki kujawskiej z dzikim planem życia w Hiszpanii — mieszkającą na wsi Podlasiankę. Dzięki niej zrozumiałam, że mała miejscowość nie jest przeszkodą, tylko wyzwaniem w byciu modnym i oryginalnym. Że bycie jedyną kobietą w domu wśród pięciu mężczyzn (dla jasności mąż jest jeden, reszta to synowie) tylko dopinguje mnie do eksponowania swych damskich walorów, a rola matki nie  psuje wizji własnego pasjo-zawodu.

Jestem przekonana, że rękodzieło to nie tylko mój sposób na życie. To również misja umacniania kobiet w poczuciu ich własnego stylu, odkrywania w nich najpiękniejszych emocji i zadbania o swą indywidualność.

Ps. Jeżeli masz ochotę na więcej informacji o różnych dziedzinach rękodzieła…chcesz od nas otrzymywać powiadomienia o warsztatach stacjonarnych i online oraz dowiadywać się, co nowego w  OPLOTKowym świecie – klikaj TUTAJ.

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Dziś opowiemy Ci historię spełnionych marzeń. Gościem Oplotek jest Justyna, która zgodziła się napisać dla nas kilka słów o swojej przygodzie  z rękodziełem. Zapraszam serdecznie.

Cześć! Nazywam się Justyna i odkąd pamiętam, ciągnęło mnie do wszelkiego rodzaju sztuki i twórczego działania. Zaraził mnie tym mój Tato, który jest artystą grafikiem.Kiedy byłam dzieckiem, często zabierał mnie do swojej pracowni, dawał brystol,  sadzał przed sztalugą  i pozwalał się twórczo wyżywać 🙂

W tej samej pracowni, która istnieje do dziś i Tato do dziś w niej tworzy, znajduje się ciemnia fotograficzna. Z czasem zaczęło mnie do niej coraz bardziej ciągnąć. Dostałam stary (ale w doskonałym stanie!) analogowy aparat Minolta, czarno-białą kliszę i zaczęłam kolejną twórczą przygodę.

szydełkowanie handmade szydełkowa torba oplotki

Fotografowanie pochłonęło mnie na lata, ukończyłam szkołę fotografii. Ten czas bardzo mnie uwrażliwił, zaczęłam inaczej spoglądać na świat, zauważać niewidzialne 😉 I jeszcze dalej, jeszcze głębiej poszukiwać możliwości realizacji. Studia ukończyłam na Wydziale Biologii. Tutaj wkład miała moja Mama, która jest lekarzem i dzięki niej bardziej twardo stąpam po ziemi 🙂

Studia jednak tylko utwierdziły mnie w tym, że moje dalsze życie musi mieć twórczy charakter. Podjęłam naukę w studio tatuażu. I tutaj wbrew pozorom historia staje się bardzo banalna, wcale nie różniąca się od tej, którą ma do opowiedzenia wiele z nas — rękodzielniczek. Zaszłam w ciążę, musiałam przerwać pracę i koniecznie znaleźć sobie nowe zajęcie. Rękodzieło było wprost idealne!

wełna do szydełkowania oplotki szydełko oplotki

Jak marzenia stał się rzeczywistością

I tak w 2015 roku rozpoczęła się moja przygoda. Zaczęło się od niewinnego hobby, które w niedługim czasie przerodziło się w ogromną pasję. Szydełko i druty stały się przedłużeniem moich rąk, a zajęcie się tym zawodowo stało się moim marzeniem.

Z natury jestem osobą, która uwielbia podążać za głosem serca, realizować marzenia, nawet te na pozór nierealne, a takie mi się ono wówczas wydawało. Dlatego po urlopie macierzyńskim podjęłam próbę powrotu do pracy w studiu. Praca szła bardzo powoli, po takiej przerwie miałam wrażenie, że wróciłam do punktu wyjścia. Wróciło marzenie o rękodzielniczej działalności.

szydełkowy sweter oplotki magia szydełkowania oplotki

Pomimo ogromnych obaw, postanowiłam nie marnować więcej czasu i tak, kilka miesięcy temu, postawiłam wszystko na jedną kartę i z ogromnym zasobem energii i motywacji rękodziełem zajęłam się na dobre. Obecnie rozwijam się i uczę nowych umiejętności. Tworzę własną stronę internetową oraz linię autorskich produktów, które stanowią wypadkową rękodzieła i mojej drugiej pasji, jaką jest joga.

Zostanie nauczycielem jogi również znajdowało się na mojej liście marzeń, jednak łącząc jogę w moim biznesie, z powodzeniem mogę powiedzieć, że zrealizowałam je w nieco innej formie 🙂

szydełkowe pufy oplotki jak zrobić czapkę na szydełku oplotki

Dlaczego ja?

Realizuję wizje i odpowiadam na potrzeby osób, które chcą mieć unikatowe, ręcznie robione produkty wysokiej jakości, z naturalnych materiałów. Zależy mi na tym, aby marka, którą buduję, była zgodna z naturą, pełna mojej miłości i pasji do obu dziedzin- rękodzieła oraz jogi. Tutaj hasło „Crochet is the new yoga” nabiera nowego znaczenia. Przekazuję je również na moich warsztatach, na które serdecznie zapraszam.

Obecnie pomoce do jogi są na etapie tworzenia, ale do śledzenia postępów oraz po resztę mięciuchów, które tworzę, zapraszam do mojego instagramowego świata – @juszka.handmade.

szydełko moja miłość oplotki

Ps. Jeżeli masz ochotę na więcej informacji o różnych dziedzinach rękodzieła…chcesz od nas otrzymywać powiadomienia o warsztatach stacjonarnych i online oraz dowiadywać się, co nowego w  OPLOTKowym świecie – klikaj TUTAJ.

Nazywam się Magda, moja pasja to szycie.

Pierwsze kroki na maszynie zrobiłam ok 2,5 roku temu…

Moja historia jest dosyć standardowa, mam dwójkę dzieci = urlop macierzyński, potem wychowawczy, a potem ogromna chęć zrobienia czegoś dla siebie, dla dzieci, zbudowania od podstaw czegoś nowego, własnego, innego…

Sklep z ciuchami to było moje marzenie od zawsze.… ale życie zweryfikowało, że to właśnie szycie na zamówienie jest w moim zasięgu.

Dodatkowo dwie córki w domu to doskonałe testerki moich produktów, a czasem nawet żywa reklama ;).

I tak szyłam dla nich, dla bliskich, dla koleżanek i dla dzieci z przedszkola… .

I tak powstała Jagga Zone:

Oplotki Jagga Zone

Zaczęło się od czapek…

Moje pierwsze produkty to czapki i kominy, które cieszą się ogromnym powodzeniem, zwłaszcza wśród najmłodszych. Różnorodność wzorów i materiałów daje mi możliwość szycia zestawów z postaciami z bajek,
z modnymi motywami, w różnych kolorach, a wierzcie, to dla małego klienta jest bardzo ważne.

Wzory chłopięce, dziewczęce, gładkie lub pstrokate, czapki z pomponami lub bez – każdy może wybrać
to, czego tylko potrzebuje.

rękodzieło czapki-smerfetki oplotki rękodzieło czapki-smerfetki oplotkowe szycie
rękodzieło czapki-smerfetki rękodzieło czapki-smerfetki rękodzieło czapki-smerfetki

Jesienią tego roku, gdy wypuściłam kolejny zestaw czapek z najmodniejszym motywem minionego lata: czyli tukany i liście monstery  –  to cieszył się tak wielkim powodzeniem, że w ten sam dzień musiałam ogłosić  sold out.  Był to jeden z pierwszych, trudnych momentów dla Jagga|Zone –  zamówienia spływały, a ja stawałam na głowie, żeby zdobyć jeszcze kilka metrów tego wzoru. Presja była duża, ale na szczęście wszystko się udało. Ponadto jeden z tych zestawów poleciał do Londynu:

rękodzieło czapki handmade rękodzieło czapki handmade

Znalazłam też sposób na jesienną zmienność pogody i zaproponowałam jednowarstwowe, gładkie czapki „smerfetki”, które cieszą się ogromnym powodzeniem zwłaszcza wśród osób dorosłych. Takie rozwiązanie to  super pomysł, gdy nie wiadomo co najlepiej ubrać na głowę.

jesienne czapki-smerfetki wiosenne czapki-smerfetki
czapki-smerfetki handmade

Szycie wciągało mnie coraz bardziej

Następnie, rozszerzając swoją ofertę, wprowadziłam bawełniane spódniczki oraz komplety spódniczek dla mamy i córki. Folkowe wzory chwyciły od razu. Ten modny w sezonie wzór świetnie prezentuje się
w niejednej stylizacji. Pierwszy komplet uszyłam dla siebie i córek – gdy tylko w nim gdzieś wychodzimy to od razu wzbudzamy zainteresowanie i zyskuję rzeszę nowych klientów 🙂

Wszystkie zamówione spódniczki można samodzielnie projektować, wybrać dowolny wzór materiału, długość w zależności od potrzeb: mini, midi lub maxi, a także szerokość gumki, którą wszywam w pasie.

 spódniczki handmade spódniczki oplotki

Późnej przyszedł czas na super nowość – Magiczna BALONOWA SUKIENKA. Doskonała dla każdej małej elegantki która chciałaby poczuć się wyjątkowo i magicznie, ponieważ balony nabierają kolorów gdy pada na nie słońce.

balonowa sukienka balonowa sukienka handmade oplotki sukienka ręcznie szyta

 Od ubrań po… martwą naturę 🙂

A wiecie jakie są najwytrzymalsze kwiaty na świecie?

– Tulipany uszyte z materiału

Daje gwarancję, że nigdy ich nie przesuszycie, ani nie padną w wazonie 🙂

To doskonały prezent na wiele okazji. Są piękne, kolorowe, świetne na urodziny, imieniny, a także Dzień Mamy i Babci. Super sprawdzają się  jako pamiątka wielu ważnych wydarzeń jak np. przyjęcie sakramentu Chrztu czy Komunii Św.

pluszowe tulipany handmade

pluszowe tulipany ręcznie szyte rękodzieło tulipany

Czasami dostaje też indywidualne „życzenia specjalne”….

i tak dla zagorzałej fanki psów, a dokładnie Terierów Szkockich powstał bardzo elegancki „Timonek”:

pies poduszka handmade

A dla dwóch małych fanek sówek powstały dwie ślicznotki, które same zaprojektowały:

sowa poduszka handmade oplotki

Z okazji Dnia Dziecka i zakończenia roku szkolnego proponuje mięciutkie poduszki ananasy i lody które można wziąć ze sobą na wakacje, kolonie, pod namiot czy na plażę:

 

Szycie okolicznościowe, czyli rękodzieło z innej perspektywy

Później pomyślałam że poducho-maskotki okolicznościowe, zwłaszcza z okazji Świąt Wielkanocnych i Bożonarodzeniowych to bardzo dobry pomysł. Produkcja ruszyła pełną parą!:

poducha bożonarodzeniowa oplotki poducha bożonarodzeniowa oplotki handmade zając wielkanocny handmade

Gdy poznałam Agnieszkę, a później Dziewczyny ze stowarzyszenia Oplotki oraz całą ideę i zamysł projektu Oplotki.pl, otworzyły się przede mną nowe horyzonty.

W trakcie kilku  bardzo inspirujących spotkań spojrzałam na rękodzieło  z innej perspektywy, a zwłaszcza na rękodzieło dla wnętrz… Wtedy postanowiłam, że sama spróbuję stworzyć produkty które mogłyby być elementem wyposażenia mieszkań, sklepów, czy szkół…

Tak powstały, wygodne pufy xxl, wypełnione kulką styropianową , dopasowującą się do kształtu ciała:

pufa handmade oplotki pufa ręcznie szyta oplotki

Oraz mniejsze, okrągłe pufki które trafiły do szkoły językowej dla dzieci :

pufki handmade oplotki pufki handmade

W późniejszym czasie uszyłam eleganckie, welurowe, poduchy dekoracyjne o kształcie gwiazdy, w 6 kolorach do wyboru:  szarym, czarnym, beżowym, fioletowym, czerwonym i morskim. Niektórym może się wydawać  że to świąteczny motyw, ale ja uważam, że są doskonałym, całorocznym dodatkiem i ozdobą do salonu lub do pokoików dziecięcych. Zobaczcie sami:

Od hobby do własnej działalności 🙂

Od maja 2018 roku założyłam swój fanpage na Facebooku i Instagramie, gdzie sprzedaję opisane produkty
i wiele, wiele innych. Niedawno Jagga Zone pojawiło się także na Pinterescie.

W niedalekiej przyszłości planuję dołączyć do sklepu internetowego na oplotki.pl oraz  założyć własną stronę internetową. Pracuję także nad nowym produktem. To będzie coś zupełnie nowego, szyciowego, połączonego z ekologią i zdrowym trybem szycia tzn życia… 🙂  – Będzie to bardzo przydatny produkt w życiu codziennym – stay tuned !!

Serdecznie zapraszam do odwiedzenia moich miejsc w sieci:

https://www.facebook.com/jaggazone

https://www.instagram.com/jaggazone

https://pl.pinterest.com/jaggazone/

Ps. Jeżeli masz ochotę na więcej informacji o różnych dziedzinach rękodzieła…chcesz od nas otrzymywać powiadomienia o warsztatach stacjonarnych i online oraz dowiadywać się, co nowego w  OPLOTKowym świecie – klikaj TUTAJ.