
Rękodzieło jako patent na bogactwo?
Światowe raporty trąbią o nieprzeciętnym wzroście rynku rękodzieła na świecie.
Ale co z tego dla nas?
Poza oczywistą zachętą do wskoczenia na tę wzbierającą falę kreatywnych biznesów… dzisiaj trochę prywatnej refleksji o branży HANDMADE.
Już ostatnio dywagowałam o ubóstwie emerytalnym, które niechybnie nas czeka, jeżeli nie zaopiekujemy się swoimi finansami (poczytasz na moim prywatnym profilu na Facebooku → https://www.facebook.com/agaczkowska.84/posts/10231635308699267).
Dzisiaj o tym, jak – na poziomie mikrocodzienności – rękodzieło pomaga mi budować majątek.
Brzmi szumnie, ale będzie życiowo, bo kiedy sobie tak popatrzyłam, do ilu aspektów codzienności zakradło się u mnie rękodzieło… to przecieram oczy… ze szczęścia! Bo widzę, jak bardzo ono pomaga również małymi grosikami budować góry złota;P
Więc opowiem Ci o tych 3 rzeczach:
- o… tym, że rękodzieło to supertanie self-care z potencjałem na zarabienie
- o… tym, jak praktyka handmade potraktowana została jako patent na dietę (i oszczędności zakupowe ;PPP)
- o… tym, jak twórcza społeczność daje mi BEZCENNY papierek lakmusowy współczesnych NAJDROŻSZYCH! relacji
o… tym, że rękodzieło to supertanie self-care z potencjałem na zarabianie
Wychowywałam się w kulcie pracy. Cała moja rodzina pochodzi ze Śląska, sama urodzilam się w Gliwicach, a na Kujawy przenieśliśmy się, bo za dzieciaka chorowałam mocno na płuca i kazali uciekać od smogu. O ile na płuca pomogło, to już na nawyki okołogórnicze niekoniecznie. Praca niczym religia. Jak odpoczywasz mentalnie – to idź liście pograbić. Jak się tym zmęczysz, to „odpocznij”, czytając coś mądrego… i tak w kółko. Mężczyźni – w kopalniach, kobiety drążące własne korytarze. Jak leżysz i „nic nie robisz” toś leń i tyle. Nawet rękodzieło było w domu formą utylitarnego odpoczynku po pracy lub wprost: dorabianiem. Z czasem zrozumiałam zdziwienie babci: „jak to DLA PRZYJEMNOŚCI dziergasz??!”… kiedy po latach odkryłam rękodzieło na nowo.
Wychowałam się, pomagając przy maszynie do szycia, dłubiąc wełniane ubranka dla lalek, rzeźbiąc mebelki w ich kartonowym domku i malując obrazy zdobiące ich wnętrza. Dla mnie rękodzieło nie było znojem wręcz przeciwnie – furtką do autoekspresji, świata sprawczości projektowania.
Kujonka, laureatka, nawet studenckiego nobla zgarnęłam.
Wiecznie zajęta, zapracowana, w biegu. Poliglotka, magister inż. architektury.
Po dekadach sprintu zatrzymało mnie macierzyństwo i dopiero świadomy priorytet na dobrostan (czyt. powrót do rękodzieła) pomógł wygrzebać się z czarnej dziury
- Oszczędziłam grube tysiące (na terapii) dzięki praktyce oczek, słupków i głaskania wełny.
- Zamiast rozwodu, przyszło cierpliwe budowanie siebie jako partnerki, nie służącej (bez oceniania plis, ta podróż między szacunkiem do schematów odziedziczonych od społeczeństwa, z domu, a wymyślaniem instytucji małżeństwa XXI wieku dla siebie na nowo to jak wyprawa na księżyc) = nagle znalazł się czas na rzeźbę, malarstwo, wyjścia na warsztaty handmade, by być we wzmacniającym kobiecym kręgu…
- Nie kuszą już najdroższe kurorty, bo coraz częściej lepiej się bawię we własnej pracowni rękodzieła lub u zaprzyjaźnionych twórczyń, klientek
- Kilka motków wełny na miesiąc i zapas farb z OLXa, zamiast spa-weekendów, kolejnego kursu poprawy samooceny czy kombo kosmetyczno-fizjoterapeutyczno-mentalnego… BOszzz, ile ja oszczędzam!
Do czego zmierzam?
Kiedy spoglądam na to, ile wydają koleżanki, które nie zasmakowały praktyki rękodzieła dla szeroko rozumianego zadbania o siebie, to sobie myślę – KURDE! Rękodzieło to na prawdę tania alternatywa dla wydatków w budżecie przeciętnej kobiety ;P… No i jeszcze można te wszystkie kreatywne dzieła sprzedać, jeśli tylko zechcesz dodatkowo monetyzować swoje handmade’y.

o… tym, jak praktyka handmade potraktowana została jako patent na dietę (i oszczędności zakupowe ;PPP)
Całe życie walczyłam z ekstra kilogramami. Choć teraz może ciężko w to uwierzyć… i ciężko by było, gdybyś mnie zobaczyła wcześniej (bo nie miałam jakiejś specjalnie widocznej nadwagi) to była nadwaga w glowie… To niekończące dywagacje z serii: „czy mogę zjeść, czy nie powinnam” biegały po moich półkulach, jak stado fluorescensyjnych mrówek…
Paradoksalnie, im więcej myślałam o nie-zjedzeniu-tych orzeszków, czy chipsów… tym więcej ich pochłaniałam, a potem na sałacie resztę dnia i koło się zamykało…
Po ciąży (empatyzuję z wszystkimi matkami karmionymi insta-fotkami idealnych matko-pato-infuencerek, sama wpadłam w ten auto-młynek mentalnej presji idealności poporodowego ciała) doszłam do ściany.
Ze szponów poważnych zaburzeń jedzenia wyrwało mnie… szydełko!
Zamiast sięgać po kolejny kęs (niepotrzebnej) mentalnej przekąski zajadającej emocje… dłubałam koce, pledy, maskotki, dywaniki, pufki i ciuchy…
Dopiero niedowierzające przyjaciółki uświadomiły mi, w jakim tempie 3-krotnie wracałam do wagi sprzed macierzyństwa….
Dopiero wtedy sama zobaczyłam siebie jako zgrabną, całkiem wysportowaną, kochającą witalność mamę trójki… która tak zapamiętale liczyła oczka, słupki i półslupki, że zapomniała o tych orzeszkach i chipsach i kaloriach, bez których humor nie dawał rady…
Dociera do mnie, że mogłam trafić na kosztowną terapię, wyhodować sobie niezłe zaburzenia odżywiania, choroby w ciele i głowie, że leczenie tego byłoby fortuną, której zaledwie ułamek wydałam na (no dobra, całkiem spory ułamek ;P) włóczki, szydełka, pędzle, farby, i całe szafy przyborów, które teraz ciągle wyciągam z przepastnych szaf podczas długich rodzinnych wieczorów. (Swoją drogą – to ilość wyjść do tandetnych kulko-basenów, dziecio-atrakcji i czaso-zabijaczy dla 5-osobowej rodziny w zimowe wieczory też daje mi do myślenia… ileż to rękodzieło nam oszczędza w skali rodzinnych wydatków na rozrywki).
Tak, że ten… jeszcze ostatni wątek z serii rękodzieło-bogactwa i kończę…

o… tym, jak twórcza społeczność daje mi BEZCENNY papierek lakmusowy NAJDROŻSZYCH! współczesnych relacji.
I nie – nie mówię tutaj tylko o tym, że moja praca (i bezpośrednio część przychodów) to facylitowanie warsztatów rękodzieła online i stacjonarnie (swoją drogą, wpadaj koniecznie do pracowni POP-up na wspólne warsztaty!) – więc u mnie twórcza społeczność to również przychody.
Mówię o tym, że mamy czasy, gdzie opinia pana, co powie, czemu spłuczka przestała działać – kosztuje 200 zł, a zdrowe ciasto bez ulepszaczy to kilka dych za kilo.
Mówię o tym, że od czasu, kiedy płatne networkingi, biznesowe kluby i kosztowne kursy on-line wyparły dawne „znajomości”… warsztaty rękodzieła są dla mnie nieziemsko „tanim” patentem na budowanie strategicznej sieci kontaktów, które oszczędzają lub bezpośrednio zarabiają dla mnie krocie.
Od poleceń dentystki, która „po znajomości” ma inne stawki, przez księgową, co telefon odbierze, bo się lepiej znamy… po szczere rozmowy o wszystkim podczas warsztatów rękodzieła.
Od blachy ciasta, które uczestniczka przyniosła do pracowni, bo się chciała swoją ostatnią kulinarną zajawką pochwalić, po mix herbat, które inna umieszała z własnych ziół ogrodowych i podrzuciła, bo ostatnio pytałam o patenty na bolesny okres…
Tego się nawet nie da przeliczyć – bo wartość jest BEZCENNA!
Cenię sobie możliwość bycia sobą, bez udawania, maski… przy rozmowie jednym tchem o zaparciach najmłodszej i inwestowaniu w krypto… (bo akurat temat inwestowania u mnie żywy). Dla mnie – niezmiennie – kobiecy krąg warsztatów rękodzieła to BEZCENNE lustro tego, gdzie jest każda z nas względem drugiej.
Raz nauczycielką, raz uczennicą, raz mentorką, raz mentee… i tak zmieniamy się w tej sztafecie, prąc wspólnie do przodu.
Ta świadomość, że jeszcze ciągle jest przestrzeń, w której ktoś Ci coś ze swojego doświadczenia szczerze, w dobrej wierze doradzi, podpowie ZA FREE… to w dzisiejszych czasach jakiś taki gatunek na wymarciu.
Podlewam więc tę przestrzeń ze świadomością, że nie wszystko da się przeliczyć co do złotówki.
Czasem wystarczy (totalnie subiektywne) poczucie, że warto docenić to, co (dla mnie) bezcenne.
A propos bezcennych kontaktów…
Tak sobie myślę, że przez rękodzieło, oplotkowy biznes poznałam tyyyyle przepięknych dusz!
Nawet ostatnio… kiedy „wpraszanie” się do podcastów, Youtuba, wywiadów, głębokich rozmów… stało się moim sposobem na zawirowania prywatne…
Zarówno rozmowa u Ani Pawińskiej-Michałek O Rytuałach kobiecego dobrostanu:
jak i u Oli Gościniak: Milion na rękodziele – czy to w ogóle możliwe?
czy u Iwony Madej w video-podcaście o tym, jak odważyć się na zmianę:
Jak i u Joanny Szarmach w rozmowie o miarach sukcesu i skuteczności:
Wszystkie naładowały mnie tak pozytywnie, że jakoś łatwiej stawiać kroczek za kroczkiem dalej…
Kurczę! Patrzę na te nagrania i widzę to, co pewnie też zobaczycz: „Aga kurde ogarnia…”
Jak sobie przypomnę, co działo się u mnie emocjonalnie, życiowo, w głowie… w jakim trudnym miejscu byłam… a mimo wszystko te materiały są tak merytoryczne… przybijam sobie piątkę i nucę tekst jak rasowa Swiftie :„I can do this with a broken heart”…
Ps. Jeżeli szukasz gościni do Twojego formatu – pisz – chętnie się wproszę!
No dobra, co tu dla CIEBIE TERAZ na zakończenie?
Zadaj sobie pytanie…
Co to dla CIEBIE znaczy BOGACTWO/LUKSUS?
Dla mnie to zdecydowanie CZAS na dzierganie w kobiecym kręgu. I tym się dzisiaj chcę z Tobą podzielić…
Stąd Zaproszenie, by poczuć się najbogatszą osobą na świecie dzięki HANDMADE!
- Wpadnij do pracowni POP UP, by stacjonarnie spotkać się w Poznaniu i na Śródce zanurzyć w soczystej zieleni kreatywnego ogrodu pełnego rękodzieła.
- Zajrzyj do grafika aktualnych wydarzeń – również tych onlineowych: https://oplotki.pl/warsztaty-stacjonarne/
- Wskocz na BEZPŁATNE szkolenie mojej mentorki od finansów – ANN WILSON (po angielsku) i zaczerpnij pełnymi garściami ( jak ja) z jej ogromu wiedzy i finansowego doświadczenia: https://oplotki.pl/thrive
Do zobaczenia, niezależnie, czy w realu, czy onlajnie
W kręgu!
Agnieszka@oplotki.pl
A jeżeli masz ochotę zostać w kontakcie zapisz się na oplotkowy newsletter:

Na poznańskiej Śródce, rzut beretem od kultowych knajpek, w soczystym, zielonym ogrodzie, w mojej drewnianej, kameralnej pracowni… rusza: Oplotki Pop-up.
OPLOTKI POP-UP
czyli wiosenno-letni wysyp rękodzielniczych i biznesowych wydarzeń stacjonarnych.
Mówią, że przedsiębiorczą duszę poznasz po tym, że łapie okazję, kiedy się nadarza… bo kolejna może się nie trafić.
To taki moment!
Zanim ten teren bezpowrotnie trafi w ręce deweloperów, zanim ten soczysty ogród przestanie istnieć, zanim skończy się lato…
Łap okazję do kreatywnego czasu na łonie natury w centrum Poznania!
Zanurz się w rozmowie.
Zwolnij, aby przyspieszyć.
Znajdziesz tutaj kreatywne warsztaty rękodzieła oraz biznesowe (o)PLOTKI i sesje mastermindowe.
Zobacz poniżej, jakie wydarzenia szykują się w pracowni Oplotki Pop-Up. To tylko niektóre z nich, kalendarz wciąż się wypełnia.
Aby sprawdzić wydarzenia, do których można dołączyć aktualnie, sprawdzaj:
- nasz grafik na profilu facebookowym: Wydarzenia oplotki na Facebooku
Wybrane najbliższe wydarzenia w pracowni Oplotki Pop-Up:
15.06.2025, g. 10.00- 13.00 – Po nitce do własnego kłębka – warsztaty przędzenia, CENA: 250 zł
22.06.2025, g. 10.00-13.00, Makramowe Syrenki – Warsztat stacjonarny mama + córka, CENA(za parę): 390 zł
6.06.2025 godz. 17.00-20.00 Szydełkowe podstawy – granny square [nastolatki/dorośli] Cena: 300 zł
Może przyda się wygodny plik PDF z kompletnym zestawieniem wszystkich warsztatów?
KLIKAJ TUTAJ PO AKTUALNY GRAFIK WARSZTATÓW w PRACOWNI POP-UP (pdf)
lub
Klikaj, by przejść na stronę www z naszym aktualnym kalendarzem
A jak to się zaczęło?
No chyba nie ma twórcy rękodzieła, który nie marzy o własnej pracowni…
A tym bardziej nie ma prowadzącego warsztaty rękodzieła, który nie marzy o własnym miejscu, gdzie może realizować swoje spotkania….
nie jestem inna…
Właściwie od poczatku OPLOTKI… czyli od ponad 9 lat (o rety! już?!?) marzę nieustannie.
Zanim jednak kredyt na resztę życia pochłonie mnie w realizacji tego marzenia… testuję.
Projekt OPLOTKI POP-UP to już trzecie (i pewnie finalne) podejście do tematu stacjonarnego miejsca warsztatowego w sercu Poznania!
Oczywiście zachęcam Cię do wracania ze mną wspomnieniami do poprzedniego pop-up-u – dzięki uprzejmości Zajezdni Poznań.
Tutaj stara pracownia OPLOTKI POP UP – jeszcze sprzed pandemii:
Poniżej znajdziesz krótkie video z otwarcia tego projektu w 2018 :
Projekt trwał kilka miesięcy (od wiosny do Bożego Narodzenia 2018) i zakończył się wielkim targiem rękodzielniczym:
A poniżej już NOWA – POPANDEMICZNA
pracownia OPLOTKI POP UP w zieleni:
2024r. był zanurzony w chaosie nieokiełznanego ogrodu. Dzicz działeczki, którą przez kilkanaśnie miesięcy regularnie karczowałam z chwaściorów, śmieci, szkodników, by choć jako-tako rozpocząć pierwszy sezon w tym nowym miejscu 😉










Aktualny POP-up – EDYCJA 2025 będzie miał letnią, ogrodową odsłonę.
Znowu potrwa kilka miesięcy, jednak tym razem będzie to o wiele krótszy czas działania.
Od końcówki kwietnia do września spodziewaj się wielu stacjonarnych wydarzeń na poznańskiej Śródce.
Ten ogród już czeka, mały, drewniany warsztatowy domek też.
Zanim to miejsce na dobre zniknie z mapy Poznania… wyciśnijmy z niego wspólnie miliony ciepłych chwil i wspomnienia na długie lata!
Pewnie będę dodawać tutaj up-date-y i aktualne zdjęcia… na tę chwilę zostawiam z pierwszymi sneak-peak-ami tego miejsca 🙂
W zeszłym roku służyło naszej rodzinie jako azyl od zgiełku miasta.
Mnie, jako pełna ciszy pracownia twórcza i letnie biuro dla bosych stóp w soczystej trawie.
W tym sezonie otwieram drzwi również dla CIEBIE!
Stay tuned !
TUTAJ lada chwila pojawią się aktualne fotki z warsztatów tymczasem dodaję to, co już mam 🙂
OPLOTKI POP-UP to…
Fizyczne miejsce, ukryte w naturze, bujnej zieleni.
Tętniące życiem, bijące serce rękodzieła w Poznaniu.
Pracownia rękodzieła.
Miejsce, gdzie w ciszy klikam kolejne kursy.
Azyl, z którego trzaskam pełne życia live’y.
I wreszcie:
centrum biznesowego doszkalania dla twórców handmade, którzy traktują rękodzieło na poważnie.
Oczywiście (nie jestem chyba jedyna) marzę o takim miejscu, które pomieści tony przydasi, włóczek, warsztatowych materiałów i prototypów. DLATEGO ZAPRASZAM I CIEBIE TUTAJ!
OPLOTKI POP-UP to…
Miejsce, w którym szafy włóczek nie mają dna.
Miejsce, gdzie domowego ciasta nigdy nie brakuje przy szeptanych rozmowach wokół parujących kubków.
Miejsce, w którym artyści gościnnie szerzą “bakcyla rękodzieła” poprzez warsztaty, a ja mogę temu towarzyszyć i wspierać promocją, reklamą.
Miejsce, gdzie moja głowa do biznesu spotyka się z talentem polskich twórców handmade i tworzy nowe jakości.
DO ZOBACZENIA!



Tak to wyglądało w 2024…
A JAK BĘDIZE W 2025 ???
Tu wchodzisz TY!
Osoba, która nam kibicuje i wspiera obecnością, choćby wirtualną!
Chcesz wesprzeć ten szalony pomysł?
- inwestuj w nasze kursy w sklepie oplotki.pl : https://oplotki.pl/sklep/
- umów się ze mną na konsutlacje biznesowe lub rozwojowy coaching https://app.zencal.io/u/agnieszkagaczkowska
- Albo po prostu wrzuć złotówę do wirtualnej skarbonki: https://suppi.pl/oplotki
Niezależnie jakim kanałem nas wesprzesz – i tak wszystkie środki idą na OPLOTKI POP-UP
- na zieleń, która u-przytulni ten ogród,
- na impregnat, który przedłuży życie domku,
- na rachunki za wodę i prąd, czynsz, które pozwalają luksusowo funkcjonować na miejscu.
- I oczywiście na kilometry włóczki, która wypełni wszystkie kąty tej dzierganej marzeniami pracowni.
Wpadnij, odwiedź nas latem.
A tymczasem… rezerwuj miejsce w kalendarzu na wycieczkę do Poznania między kwietniem a wrześniem 2024
i podglądaj grafik warsztatów na naszej stronie:
https://oplotki.pl/warsztaty-stacjonarne/
A przede wszystkim zapisz się na oplotkowy newsletter – to w nim dzielimy się zawsze pierwszymi informacjami i przeciekami.
Będzie się działo!
Chcesz poprowadzić swoje warsztaty w tej pracowni?
ZAPRASZAM!
Dla uczestniczek naszego KURSU PROWADŹ WARSZTATY RĘKODZIEŁA PO MISTRZOWSKU OD OPLOTKI – ta możliwość jest bezpłatna.
Jest też możliwość wynajęcia pracowni odpłatnie – pisz: agnieszka@oplotki.pl


Znasz zasady wyceny.
Wiesz, że trzeba doliczyć materiały, czas, marżę.
Jeśli zastanawiasz się, jak dobrze wycenić rękodzieło, ale mimo wiedzy dalej masz z tym problem…
Czyli mimo to…
Twoje ceny dalej są „za niskie”.
Albo nie jesteś ich pewna.
I to jest moment, w którym większość poradników przestaje działać.
Bo problemem nie jest brak wiedzy.
Tylko to, co dzieje się po jej poznaniu.
No właśnie! Co to znaczy: Jak „dobrze”wycenić rękodzieło?
Drogo? Tanio? Zgodnie z Twoim „wyczuciem”, a może w zgodzie z aktualnymi trendami na rynku?
W tym wpisie rozprawiam się z popularnym mitem, że w ogóle istnieje coś takiego, jak dobra i zła wycena…
To przekonanie zmieniamy na rzecz wyceny, która służy TOBIE i Twojemu biznesowi handmade.
Brzmi obiecująco?
Możesz znać wszystkie wzory.
Ale jeśli:
👉boisz się reakcji klientów
👉porównujesz się do innych
👉zgadujesz zamiast liczyć
to i tak wracasz do zaniżania cen.
BŁĘDY W WYCENIE RĘKODZIEŁA:
- „liczę, ale i tak zaniżam”
- „boję się podać cenę”
- „patrzę na konkurencję zamiast na liczby”
Wycena rękodzieła – od czego zacząć
Już jakiś czas temu, odpowiadałam dokładniej na pytanie „Czy rękodzieło musi być drogie” (kliknij podświetlony tytuł, by przejść do artykułu).
Jeśli nie masz jeszcze podstaw wyceny, zacznij od tego artykułu: https://oplotki.pl/jak-wycenic-rekodzielo/
Jak myślisz?
Musi być drogie? Nie musi?
A no właśnie – nic nie musi! Bo i Ty nic nie MUSISZ!
Wolę mówić o tym, jaki masz WYBÓR i co wybierasz w kwestii wyceny, aby była spójna z Tobą, Twoimi wartościami, Twoją strategią, produktem, usługą, techniką, sytuacją materialną… Jak widzisz, mogę mnożyć zmienne w nieskończoność!

Nie ma jednej prawidłowej wyceny!
Choć kusi nas, aby „wykuć na blachę” taki krótki wzór (cena=materiały+praca+ marża)… to rzeczywistość nijak ma się do takich generalizacji! Już dawno pisałam o kilku aspektach, które najczęściej przychodzą do głowy jako odpowiedź na pytanie: „Jak wycenić rękodzieło”.
Było o celu – czyli zastanowieniu się po co sprzedajesz. Inaczej wyceniasz, kiedy chcesz dorobić kilka stówek do pensji, inaczej, kiedy masz na utrzymaniu rodzinę, a jeszcze inaczej, kiedy dajesz miejsca pracy, zatrudniasz zespół.
Pisałam o przemyśleniu, kto jest Twoim klientem – jak się domyślasz, nie każdy dysponuje zasobnym portfelem i cena powinna być dostosowana do potrzeb, ale też i oczekiwań takiej osoby.
Wspominałam o technice, w której tworzysz – jednak nie da się ukryć, że mamy trendy, sezonowe mody, określone preferencje określonych grup wiekowych itd.
Pisałam o tym, gdzie warto sprzedawać rękodzieło i o znaczeniu Twojej marki.
W artykule „Jak wycenić rękodzieło” rozwinęłam każdą z tych kwestii. Można je jednak podsumować jednym słowem ZMIENNE.
Już widzisz, jak wiele aspektów warto choćby w najmniejszym stopniu brać pod uwagę, kiedy wyceniasz rękodzieło.
Strach przed wyceną rękodzieła
Fakt, że w kwestii wyceny mamy do podjęcia tak wiele decyzji (małych i dużych), sprawia, że sparaliżowane STRACHEM, tkwimy w miejscu. Jakiś czas temu zaadresowałam tę kwestię w artykule „Dlaczego tak trudno jest nam wycenić rękodzieło”, w którym mówiłam o tym, jakie znaczenie ma MINDSET, czyli po ludzku – o tym, jak sobie poradzić z poczuciem, że cena, którą ustalam jest „nieprawidłowa”.
Film z cyklu Akademia Rękodzielnika – Jak pokonać strach przed wyceną?
Co tak tanio! Czyli o nietrafionej wycenie rękodzieła
No właśnie – wyobraź sobie, że wykonałaś ogrom pracy, wzięłaś pod uwagę ogrom zmiennych i wyceniłaś swoje rękodzieło, uwzględniając to wszystko, o czym pisałam powyżej. Cena „wyszła” uczciwa, ale Twoja głowa krzyczała „NIE! ZA DROGO! Kto to kupi?!” I… ją obniżyłaś do poziomu takiego cieplutkiego komfortu psychicznego…
I trafia się klient, który chce zamówić hurtowo!
W pierwszej chwili – wielka radość.
Potem panika – przecież nie zdążysz zrealizować.
Zwracasz się do koleżanek po pomoc… Ba! Nawet konkurencja staje się deską ratunku!
I co?
I zostajesz sama!
Nikt po tak zaniżonej cenie nie chce przyjąć zlecenia…
Czujesz te emocje?!?!
O tej frustracji pisałam więcej w nieco przekornym artykule „Rękodzieło – ile to powinno kosztować”, ale mam wrażenie, że pisać/mówić to jedno, a dać Ci POCZUĆ, jak to jest „przejechać” się na nieuważnej wycenie… to już zupełnie inna bajka.

Bądź sprytniejsza! Wyceń rękodzieło z głową!
Najważniejsza myśl, z którą chcę Cię dzisiaj zostawić – to informacja, że nie ma jednej prawidłowej wyceny. Ba! Nie ma gotowego wzoru, prostej formułki i kalkulatora na 3 minutki roboty.
Jest za to ogrom mikrowyborów, małych decyzji i świadoma strategia.
Wiem, może nie tego szukałaś – słowa: „strategia”, „wybory” rodzą opór (No! Bo jakby mało roboty było już teraz! Jeszcze Ci tu dokładam)
Ja z tych, które nie pudrują rzeczywistości – dlatego powiem – nie jest łatwo i szybko – droga do TWOJEJ idealnej wyceny rękodzieła to proces.
Ale jest światełko w tunelu.
Film z cyklu Akademia Rękodzielnika – Lambo czy Maluch. Jakie jest Twoje rękodzieło?
Jeśli masz wrażenie, że:
👉 liczysz ceny, ale im nie ufasz
👉 dalej je zaniżasz
👉boisz się reakcji klientów
to nie potrzebujesz więcej wiedzy.
Potrzebujesz przejść przez to na swoich produktach.
Dlatego stworzyłam wyzwanie „Pokochaj wycenę rękodzieła”.
Wyzwanie to pierwszy krok.
Ale jeśli chcesz:
👉przestać wracać do punktu wyjścia
👉ustawić wycenę raz, a porządnie
👉 mieć pewność przy każdej decyzji
to kolejnym krokiem jest kurs.
Ten PROCES można pokochać!
Poważnie!
Wiem, że na przestrzeni tych lat działalności w branży handmade, doradzania innym twórcom… kwestia wyceny to temat, który oswoiłyśmy, przytuliłyśmy… a nawet (poważnie!) POKOCHAŁYŚMY!
Dlaczego – bo jest z nami, był i będzie – w biznesie po prostu nie da się bez wyceny działać.
Po co więc torturować się nią, kiedy można sprawić, że stanie się naszym asem w rękawie?
Zaintrygowana?

Jeżeli czujesz, że chcesz się tematem solidnie zaopiekować – koniecznie sprawdź szczegóły odnośnie Pokochaj Wycenę Rękodzieła – kurs online

Możesz też skorzystać z krótkich, ale konkretnych wskazówek odnośnie wyceny, które przygotowałam w formie podcastu (dobre do słuchania, choćby podczas spaceru z psem albo czekania na pociechę odstawioną na zajęcia rozwijające). Poznaj moje sposoby na radzenie sobie z tą „żabą” i mój punkt widzenia. Bez wymówek, że brak czasu – choć ze mnie gaduła starałam się pilnować, abyś dostała przystępną do połkniecia pigułkę wiedzy.



Zaproszenie do skorzystania z materiałów oplotki o wycenie rękodzieła
FAQ, czyli najczęstsze problemy z wyceną rękodzieła (i skąd się biorą)
❓ Dlaczego mimo wiedzy nadal źle wyceniam rękodzieło?
Bo wycena to nie tylko liczby.
Możesz znać wzór, ale jeśli:
- boisz się reakcji klientów
- nie ufasz swoim wyliczeniom
- porównujesz się do innych
to bardzo łatwo wrócić do zaniżania cen.
👉 Problemem nie jest brak wiedzy, tylko brak pewności i systemu.
❓ Dlaczego ciągle zaniżam ceny rękodzieła?
Najczęściej z jednego z trzech powodów:
- chcesz „żeby ktoś kupił”
- boisz się, że cena będzie „za wysoka”
- nie masz punktu odniesienia
Efekt jest taki, że decyzja o cenie nie wynika z wyliczeń, tylko z emocji.
👉 I wtedy nawet dobra wiedza nie pomaga.
❓ Skąd mam wiedzieć, że moja wycena jest dobra?
Dobra wycena to taka, która:
- uwzględnia wszystkie koszty
- daje Ci realny zarobek
- i jest spójna (nie zmienia się „w zależności od sytuacji”)
Ale najważniejsze:
👉 czujesz się z nią pewnie.
Bo brak pewności bardzo szybko prowadzi do obniżania ceny, nawet jeśli była dobrze policzona.
❓ Dlaczego boję się podać klientowi cenę?
To bardzo częste i całkowicie normalne.
Ten strach zwykle wynika z:
- braku pewności w wycenie
- braku doświadczenia
- przekonania, że „to za dużo”
👉 Problem nie leży w samej cenie.
Tylko w tym, że nie masz do niej przekonania.
❓ Czy to normalne, że zmieniam ceny „w zależności od klienta”?
Tak, to jeden z sygnałów, że wycena nie jest jeszcze poukładana.
Jeśli:
- raz podajesz jedną cenę
- a innym razem niższą „bo sytuacja”
to znaczy, że decyzja nie opiera się na systemie, tylko na odczuciu.
👉 A to bardzo szybko prowadzi do chaosu i zaniżania.
❓ Dlaczego porównywanie się do innych psuje wycenę?
Bo widzisz tylko efekt końcowy: cenę.
Nie widzisz:
- kosztów tej osoby
- jej strategii
- jej klienta
👉 I zaczynasz dopasowywać swoje ceny do czegoś, co nie ma z Tobą związku.
To jedna z najczęstszych przyczyn zaniżania cen.
❓ Czy da się w końcu poczuć pewność w wycenie?
Tak, ale nie z samego czytania.
Pewność pojawia się wtedy, gdy:
- przechodzisz przez proces krok po kroku
- widzisz liczby na swoich produktach
- rozumiesz, skąd bierze się cena
👉 I dopiero wtedy przestajesz zgadywać.
Czytaj więcej o wycenie rękodzieła:
Dlaczego tak trudno wyceniać rękodzieło
Czy rękodzieło powinno być drogie
Dla wygody poukładałam artykuły blogowe na temat wyceny rękodzieła w wygodny cykl – który więc przeczytać teraz?
✍️ „JAK DOBRZE WYCENIĆ” → „JAK WYCENIĆ”
👉 Jeśli chcesz to poukładać od podstaw
Jeśli widzisz, że problem nie jest w wiedzy, tylko w jej stosowaniu…
to warto wrócić do fundamentu i zobaczyć cały proces wyceny krok po kroku.
👉 tak, żeby przestać zgadywać i zacząć podejmować decyzje na liczbach
Zobacz kompletny przewodnik:
Jeśli masz ten problem, to jesteś dokładnie w miejscu, w którym zaczyna się zmiana
Sprawdź Kurs „Pokochaj Wycenę Rękodzieła” po całościowy system wyceny, który działa
OK! Wiemy już doskonale, że Pinterest to źródło inspiracji. Pinterest to miejsce, gdzie możemy znaleźć przydatne tutoriale, wzory szydełkowe, wzory makramowe, pomysły na prezenty (w tym prezenty tworzone ręcznie 🙂 ), pomysły na aranżację wnętrz i miliony innych…
Wiemy też (tu tak mocno przymrużam oko), że Pinterest to ZUO i pożera niezliczoną ilość czasu.
Mimo to, świadome korzystanie z Pinterest przynosi ogrom korzyści zarówno zwykłemu użytkownikowi jak i rękodzielnikowi, który tworzy piękne rzeczy lub uczy innych, jak je tworzyć, i chce z informacją o nich dotrzeć do możliwie największej liczby odbiorców.
Czy wiesz, jak przygotować grafiki na Pinterest?

Pinterest – świetne narzędzie do promocji
Tak! Pinterest to kanał, poprzez który można dotrzeć do nowych odbiorców. Do Twoich potencjalnych klientów! Pinterest to świetne narzędzie, by zaprezentować swoje produkty albo usługi – i to bez konieczności poświęcania miliona godzin na tworzenie nowych treści.
Oczywiście, trzeba włożyć odrobinę pracy, by osiągnąć efekty, ale w tym wypadku raz podjęty wysiłek (np. stworzenie pina) pracuje na te efekty cały czas. W przeciwieństwie do krótkiej żywotności treści na Instagramie czy Facebooku. To skarb.


Pierwsze kroki na Pinterest
A od czego najlepiej zacząć pracę na Pinterest? Od stworzenia pina! A konkretnie od stworzenia grafiki, która przyciągnie oko Twojego odbiorcy – Twojego klienta.
Piękne zdjęcie to dobry materiał na początek, ale trzeba je włożyć w odpowiednie „ramki”. I nie chodzi tu o ozdobną ramę, ale po prostu odpowiedni format, który spodoba się Pinterestowi 😉

Informacje o tym, jakie wymiary powinna mieć grafika na Pinterest, znajdziesz oczywiście w Internecie (albo tutaj https://www.tailwindapp.com/blog/pinterest-image-size). Warto sprawdzać wytyczne od czasu do czasu, ponieważ czasem ulegają zmianom.
Jeśli jednak dopiero rozpoczynasz swoją przygodę z Pinterest i nie masz głowy do formatów, pikseli itp., to spokojnie możesz skorzystać z bezpłatnego programu graficznego, jakim jest Canva. Znajdziesz tam gotowe formaty grafik dostosowanych do różnych serwisów i platform, w tym również szablon grafiki do stworzenia pina.


Grafiki na Pinterest – jak je stworzyć?
O tym, jak przygotować grafiki na Pinterest i jak użyć do tego Canvy mówię tutaj:
Poznaj Pinterest. Warto!
Dobra grafika to podstawa dobrego pina. Od razu Ci podpowiem, że trzeba też zadbać o odpowiedni tytuł i opis. Ale o tym już wkrótce m.in. w ramach bezpłatnego wyzwania Pinterest.
Warsztaty rękodzieła
Oczywiście zostają stałe „gwoździe programu”, czyli stacjonarne warsztatyw zaprzyjaźnionych pracowniach i kafejkach. Mogę chyba zdradzić, że pojawimy się również w innych polskich (możliwe, że nie tylko polskich, ale na razie sza!) miastach. Pozostają także warsztaty rękodzieła online (znajdziesz je w naszym grafiku na stronie i na facebooku). Ciągle dopracowujemy tę formułę, ale z dużym prawdopodobieństwem w wersji online pojawią się też inne techniki rękodzieła.
W 2020 roku będziemy również kontynuować rozwój newslettera – do Twojej skrzyneczki będą trafiać aktualności z warsztatowego grafika (tutaj możesz się zapisać, żeby comiesięczny update Cię nie ominął).


SKLEP Z RĘKODZIEŁEM
W sklepie stabilizacja, ale również nowości. Poza tradycyjnym funkcjonowaniemsklepuszykuje się EKSPANSJA! Praca „za kulisami” już trwa, więc mam nadzieję, że nie zapeszę. W 2020 możesz się spodziewać OPLOTKowego sklepu w wersji międzynarodowej!
To dla nas oooogromne przedsięwzięcie… więc na razie ciii! Nikomu ani słowa! ;p
INSPIROWANIE [KOBIECEJ] PRZEDSIĘBIORCZOŚCI RĘKODZIELNICZEJ
Oczywiście powyższe ambitne plany nie byłyby możliwe w pojedynkę, dlatego 2020 to dalszy rozwój StowarzyszeniaOPLOTKIi mojego zespołu biznesowego. Planujemy powiększanie naszego składu, a także coraz więcej osób w zespole prowadzącym warsztaty oraz wystawiającym swoje prace w naszym sklepie.
Dzięki wypróbowanym mechanizmom przygotowywania do biznesowych zmagań w branży handmade (mam tu na myśli flagowe programy rozwojowe, takie jakAKADEMIA RĘKODZIELNIKA orazHANDMADE – Jak zamienić kosztowne HOBBY w dochodowy biznes) nie pozostawimy nawet początkujących rękodzielniczych przedsiębiorczyń „na lodzie”. Niezależnie od tego czy z celem dołączenia do naszego teamu, czy z celem rozwijania niezależnej własnej marki – śmiało składamy na Twoje ręce wypróbowane programy wsparcia biznesu handmade.
Na pewno planujemy również dzielić się informacjami o wydarzeniach, szkoleniach, wartościowych webinarach i spotkaniach. Planujemy uporządkowanie komunikacji (dzięki niesamowitej Natalii, która ogarnia powoli, ale konsekwentnie OPLOTKOwy graficzny bajzelek), aby nie omijały Cię informacje warte uwagi. Planujemy nie tylko komunikację przy pomocy naszego Facebooka, Instagrama i YouTube’a, ale rozwijamy również newsletter dedykowany Twoim obszarom zainteresowań (w końcu przesiadamy się na bardziej zaawansowane oprogramowanie i będzie nam łatwiej przesyłać np. szydełkowe newsy do fanów szydełka i nie drażnić nimi makramoholików :)). Oczywiście już teraz możesz zweryfikować, na ile ten plan uda nam się zrealizować, zapisując siętutaj na newsletter(śmiało odpowiadaj na maile – każda krytyczna uwaga pomaga nam ulepszać komunikację).
SZERSZY KONTEKST DLA TEGO, CO ROBIMY
Jeżeli podglądasz poczynania OPLOTKI od jakiegoś czasu, to z pewnością zauważasz, że coraz silniej traktuję nasz rękodzielniczy ekosystem wzrostu dla twórców jako wehikuł do przemycania szerszych idei.
Mocno wierzę, że motywując się nawzajem do przedsiębiorczości, jesteśmy częścią wielkiej zmiany, która dzieje się na naszych oczach. Czuję, że domykanie luki płacowej i wyrównywanie ekonomicznych szans kobiet i mężczyzn to taki trochę „efekt uboczny” naszego działania. Dlatego zdradzę Ci, dlaczego zainwestowałam w kilkudniowy wyjazd na Islandię w czerwcu 2020…
Mam dzieci.
Syna i dwie córki, ale to tylko powód pośredni. Już wyjaśniam, co mam na myśli.
Kiedy „googlałam” barbie (w oczekiwaniu, że wytłumaczę mojej sześciolatce, dlaczego kupuję jej klocki zamiast wychudzonych ideałów), trafiłam na ten projekt:
<iframe width=”697″ height=”392″ src=”https://www.youtube.com/embed/FZ8Sgkq74XA” title=”YouTube video player” frameborder=”0″ allow=”accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture” allowfullscreen></iframe>
Przyznam się bez bicia – nie śledziłam, co też wyprawia się w ewolucji lalki, którą sama bawiłam się jako dziecko, ale im więcej klikałam, tym bardziej pozytywnie byłam zaskoczona! Lalki wzorowane na odważnych kobietach, które przesuwają granice naszych możliwości coraz dalej (lalki-astronautki, lalki-mistrzynie olimpijskie), odcinki animowanych „bajek” o Barbie mówiącej o dążeniu do wielkich celów i frustracjach związanych z postrzeganiem jej jako ładną, więc głupią. Te wartości, których ten kawałek plastiku (do dzisiaj z sentymentem go przechowuję z epoki swoich zabaw) nie dał mi w dzieciństwie, może teraz przekazać w przystępnej formie jako pigułkę empowermentu moim córkom (i synowi, a co!). Niesamowite!
Dlaczego o tym piszę?
Dotarło do mnie, że moje dzieci baaardzo mocno mnie motywują do pracy, działań społecznych, lokalnej polityki. Ot tak górnolotnie mówiąc: do „zmiany świata”. Po ludzku wkurza mnie to, że moje córki miałyby się zmierzyć z tą samą ścianą niesprawiedliwości płacowej, co ja na początku swojej zawodowej drogi. Jeszcze bardziej wkurza mnie to, że mój syn miałby wyrastać na szefa, który woli awansować kolegę, bo nie boi się, że ten zrobi rodzicielską przerwę. Wkurza mnie tyle rzeczy w tym naszym najbliższym społeczno-ekonomiczno-mentalnym otoczeniu, że po prostu nie potrafię być bierna. Wiem, że kiedy ogarnia wieczorne zmęczenie, a natłok spraw do załatwienia odbiera chęci, ciężko myśleć o „wielkich celach”, ale tym bardziej czuję, że mam niesamowite możliwości i z chęcią z nich korzystam.
Dotarło do mnie, że „walcząc” o wzmacnianie przedsiębiorczych kobiet, walczę o inną przyszłość moich dzieci! To sprawiło, że patrzę na swoją pracę zuuupełnie inaczej.
Z tą myślą rezerwowałam bilet na Selfmade Summit.
Już wyjaśniam.
Kilka razy wspominałam tutaj, że wiedzę dotyczącą budowania biznesu online czerpię z programu mojej mentorki biznesowej Sigrun. SOMBA (tutaj więcej piszę o tym programie), czyli roczny Online MBA, sprawia, że OPLOTKI tak szybko rosną. Nie tylko praktyczna wiedza i doświadczenie oraz narzędzia do prowadzenia biznesu, ale również społeczność uczestników programu w dużej mierze odpowiadają za nasz sukces. Pomijając oczywiste narzędzia i wiedzę biznesową, możliwość wymiany myśli z przedsiębiorczyniami z całego świata daje mi poczucie, że wszystkie pracujemy również na jeden większy cel.
Niezależnie od tego, jakie biznesy prowadzą moje koleżanki z SOMBA (zachęcam Cię do przesłuchania listopadowych i grudniowych odcinków oplotkowego podcastu – kilka SOMBA SISTERS (tutaj też opisałam kilka z nich) udało mi się zaprosić i dzielą się tym, co robią w formie wywiadów), wszystkie pokazują, że ograniczenia mamy tylko w głowie. Każda z nich dzięki pracy i wytrwałości buduje prężnie funkcjonujące biznesy. Te inspirujące przedsiębiorczynie unaoczniają, że w kobietach tkwi niesamowity przedsiębiorczy potencjał.
W październiku spotkałam wiele z nich osobiście. Podczas dorocznego SIGRUN LIVE (spotkanie uczestników internetowego programu SOMBA, ale tym razem na żywo) poczułam, jak wielką potęgę ma takie osobiste spotkanie.
Kiedy robię coś trudnego, „wielkiego”, a nawet przytłaczającego, kiedy zmagam się z codziennością prowadzenia własnego biznesu (i nie muszę Cię pewnie przekonywać, że hejt internetowy, konkurencja, zaniżane stawki w branży to tylko nieliczne z regularnych wyzwań) często czuję się po prostu samotna.
Każdy z członków naszego OPLOTKowego zespołu może zwrócić się do mnie – i z wzajemnością! To jest bezcenne! Mimo wszystko na koniec dnia to na mnie ciąży odpowiedzialność za szeroko pojmowaną „wizję” dla OPLOTKI, za określanie kierunku rozwoju, za podejmowanie strategicznych decyzji.
To (już nie tylko) moja jednoosobowa działalność. To odpowiedzialność za osoby, które zatrudniam, za osoby, które mi zaufały i poświęcają swój cenny czas i uwagę. Łatwo o wypalenie, przytłoczenie, osamotnienie.
Dlatego więc szukam inspiracji tam, gdzie intuicja podpowiada źródło siły.
Szukam wzorców przedsiębiorczych liderek tam, gdzie widzę, że finanse dawno przestały być priorytetem. Nie zrozum mnie źle. Imponują mi kobiece wielocyfrowe biznesy, ale kiedy widzę, że ich właścicielki napędza cel o wiele większy niż one same, upewniam się, że pieniądze nigdy nie były dla nich priorytetem. Paradoksalnie, to stało się fundamentem stabilnych dochodów ich firm! Kiedy na dodatek mogę poznać takich ludzi osobiście, zaczynam wierzyć, że nie jestem sama.
To właśnie dlatego w czerwcu lecę na Islandię, aby wziąć udział w Selfmade Summit.
Wierzę, że to wydarzenie będzie jedynym w swoim rodzaju w Europie „szczytem” dla przedsiębiorczyń, które chcą zmieniać świat. Pewnie jeszcze o nim napiszę!
Ale jeżeli masz do mnie jakiekolwiek pytania o program SOMBA albo o sam SELFMADE SUMMIT – to śmiało pisz: agnieszka@oplotki.pl.

A PRYWATNIE?
Cotygodniowe odcinki podcastu OPLOTKI to moje osobiste oczko w głowie, więc dołożę starań, aby ten projekt realizować konsekwentnie w pierwszej kolejności. Mogę Ci zdradzić, że w 2020 będę znów współorganizatorką konferencji podcastowych w Poznaniu. Mocno wierzę, że to medium daje nam oddech od zgiełku FB i Instagrama i dlatego to właśnie tam będę lokowała większość mojej uwagi i energii.
Na pewno planuję zapraszać twórców rękodzieła, którzy chcą opowiedzieć o swojej artystycznej i biznesowej drodze, więc jeżeli czujesz, że chcesz się podzielić ze światem TWOJĄ opowieścią – koniecznie pisz (agnieszka@oplotki.pl). Bez obaw! Nagrywamy online, więc nie musi się to wiązać z wycieczką do Poznania.
Na pewno też zaobserwujesz rozwój OPLOTKowego Pinteresta – pokochałam tę platformę i gorąco zachęcam (nie tylko rękodzielników) do korzystania z jej dobrodziejstw (z uważnością, żeby nie pochłaniała zbyt wiele czasu :)). ( Ps. Jeżeli przyda Ci się Video-tutorial, w którym wyjaśniam, jak zacząć promować swoją działalność na Pinterest – klikaj tutaj)
Dzidzia numer 3 zapewne nie pozwoli na trwonienie czasu i uwagi na „błahostki”.

Wiem, że świetny zespół w biznesie (Karolina, Natalia – bez Was całe to planowanie nie miałoby sensu!) i w stowarzyszeniu (Dziewczyny! Ciągle rośniemy, więc nie wymieniam, bo zapewne kogoś pominę), a także w domu (Jacek i rosnący „zespół” pomocników ;p) daje mi spokój myślenia, że „świat nie spadnie mi na głowę” wraz z kolejnym niemowlakiem.

Wierzę, że tak jak przy dwójce urwisów, tak i przy trzecim OPLOTKI będą obszarem ładowania baterii do domowych zmagań. I odwrotnie! Domowe dylematy będą nadawały odpowiednią perspektywę (często wyolbrzymianym) wyzwaniom zawodowym. W 2020 wkraczam z dużym poczuciem, że na każdym z tych obszarów potrzebna jest praca. Ale wiem też, że ważna jest równowaga i że po epoce „przesady” w macierzyństwie, tempie biznesu, parcia ku samorozwojowi w końcu przyszedł czas na świadome wybory, równowagę i takie ludzkie „cieszenie się życiem i pracą”.

Wierzę, że naszym maluchom będzie ciut łatwiej, kiedy będą wzrastać w poczuciu, że zarówno praca i życie prywatne mogą dawać frajdę. Mam nadzieję, że ich uśmiechy pozostaną tak szczere, jak dziś.

Trzymam kciuki za TWOJĄ kolejną dekadę!
Kolejne 10 lat to dużo czasu, żeby dogonić marzenia!
Dbaj o swoje i nie pozwól, aby ktokolwiek zabierał Ci czas, który możesz pożytkować na ich realizację!
Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?
POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH
i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę
Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.
Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.
Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.
Jak zrobić koc z wełny czesankowej? Czy warto?
Pled z wełny czesankowej… Kiedy o nim myślę, hmm… Absolutnie nie chcę dyskutować o gustach! Podobają mi się grube sploty, sama nieustannie eksperymentuję z tym materiałem (czy wiesz, że wełny czesankowej używamy też podczas warsztatów filcowania?). A jednak jest jeden czynnik, który sprawia, że lubię te pledy jakby mniej.
Jak pewnie pamiętasz, niedawno zapraszałam też na warsztaty zaplatania wełny XXL, gdzie pokazywałam, jak taki pled zapleść samodzielnie. Uwierz mi, to nie jest trudne. Jedyną barierą, która często powstrzymuje przed eksperymentami, jest cena materiału. Dlaczego więc nie jestem zagorzałą fanką czesankowych pledów?! Przecież uwielbiam naturalne materiały (w końcu czesanka to nic innego, jak 100% wełna Merino) i własnoręczne sploty…
Niestety, koce z wełny czesankowej są bardzo trudne w utrzymaniu. Zwłaszcza jeżeli domowe przestrzenie współdzielisz z dziećmi lub zwierzakami… no dobra… z kimkolwiek, kto rzeczywiście tego pledu używa. Zacytuję tutaj koleżankę, bo trafniejszego podsumowania nie jestem w stanie wyartykułować:
To się mechaci od samego patrzenia!!!
I rzeczywiście coś w tym jest, bo pled z wełny czesankowej wygląda gładko i schludnie w kilka chwil po zaplataniu. Jednak jeżeli przykrywasz się nim, przekładasz, po prostu używasz, bardzo szybko traci urok. Pojawiają się zmechacenia, wyciągnięte kępki wełny, nierówności, które sprawiają, że niekoniecznie już tak chętnie eksponujesz go na instafotkach, a nawet masz ochotę użytkować dalej. Na domiar złego… czyszczenie tego materiału w pralce to prosta droga do ekspresowego zniszczenia. Natychmiastowe skurczenie zwane filcowaniem gwarantowane. Nie mówiąc o samej pralce.
Czy jest sposób na to, żeby pled z wełny czesankowej znów wyglądał jak nowy?
Owszem – możesz pled z wełny czesankowej rozplątać i zapleść ponownie, co pozwoli Ci choćby przez krótki czas znowu cieszyć się nieskazitelnym produktem.

Ale, ale! Można decyzję o swoim naturalnym kocyku rozważyć i podjąć ją całkowicie świadomie.
Niekoniecznie musisz rezygnować ze stuprocentowej wełny. Pewnym kompromisem jest użycie nieco mniejszej średnicy włókna. Pled zapleciony ręcznie, przy użyciu szydełka lub drutów XXL, spełni swoją funkcję o niebo lepiej. Też będzie ulegał filcowaniu, ale proces będzie znacznie powolniejszy, co da Ci o wiele większą swobodę użytkowania.
Dodatkowo, jeżeli użyjesz wełny „SUPERWASH” (również 100% naturalna, ale w odpowiedni sposób przygotowana) – będziesz mieć możliwość prania takiego koca w pralce (oczywiście pamiętaj o delikatnym trybie). Poniżej fotki zza kulis powstawania mojego osobistego kocyka z wełny. Wybrałam co prawda taką, którą piorę delikatnie w letniej wodzie przy użyciu osobistych rąk (i przeklinam, że nie wybrałam jednak opcji SUPERWASH z „łatwizną” pralki), ale uwielbiam zapach naturalnej wełny i gotowa jestem na te poświęcenia (kolor też nieprzypadkowy… jednak ciemna szarość przy dwójce dzieci to minimalizacja prania).

Pled nie tylko z wełny czesankowej…
Pamiętaj też, że nie jesteś „skazana” na wełnę, bo możesz zastosować zamiennik wełny czesankowej. Jeżeli naturalne, organiczne materiały to jedyne, co bierzesz pod uwagę, to świetnym rozwiązaniem może być bawełna. Sznurek produkowany w Polsce – o grubościach od 3 do nawet 9 mm daje nieograniczone możliwości.

Beżowy pled, który widzisz na zdjęciu powyżej to jakieś 1200 metrów bawełnianego sznurka o grubości 5 mm zaplatanego przy pomocy szydełka o rozmiarze 9. A, no i 2 serie Netflixowego „House of Cards” (boski serial, nie zaczynaj, jak nie masz co najmniej wolnego weekendu – żeby nie było, że nie ostrzegałam). Wzór to najbardziej podstawowe sploty, dlatego praca nad nim nie wymagała skupienia i myśli swobodnie śledziły perypetie politycznych wyjadaczy.
Podobnie, jak w krótkim poradniku na temat bawełnianego dywanu, pamiętaj, że wielu polskich producentów sznurka daje Ci możliwość zakupu materiału w odpowiedniej długości. W standardowej ofercie znajdziesz sznurek w 50-, 100-, 200-metrowych motkach, ale przy tak dużym projekcie zawsze pojawiają się wtedy niewygodne momenty łączenia poszczególnych odcinków. Jeżeli planujesz pled w jednym kolorze, warto zapytać o możliwość zamówienia odpowiedniego odcinka w całości. Najczęściej takie dedykowane porcje sznura są pakowane w kartonik lub papierowy worek, w którym sznur ułożony jest w taki sposób, że wystarczy ciągnąć wystającą końcówkę, nie martwiąc się o żadne zaplątywanie w trakcie pracy. Takie kartoniki w całej palecie kolorystycznej, najlepiej obok mojej kanapy, w trakcie netflixowych maratonów śnią mi się po nocach. Często zamawiam sznurek właśnie w takiej postaci, nawet jeżeli planuję kilka mniejszych projektów przy użyciu tego samego koloru. Minimalizuję w ten sposób straty materiału.
Ile sznurka potrzeba na duży pled szydełkowy?
Ok – mały (haha! jak dla kogo!) pled to jakieś 1200 metrów sznurka. Poniżej możesz zobaczyć, co da się wyczarować przy użyciu 2000 m (tak! dwóch kilometrów) bawełnianego sznura. Oprócz regularnego spokoju ducha (magia zaklęta w powtarzalnych ruchach dłoni to taka trochę joga umysłu), pokaźnych bicepsów (początek to rozgrzeweczka, ale już dzierganie po przekroczeniu półmetka to niezły ciężar) i dużego kartonu pozostałego po zużyciu sznurka… pozostajesz z 100% bawełnianym pledem, który spokojnie wystarczy na okrycie 140- a nawet 180-centymetrowego łóżka. Jeżeli dysponujesz większym łożem – polecam okryć jego część, nie próbować dziergać dalej. Dlaczego? Bo pranie tego koca w pralce to jego główna zaleta, a empiryczne badania wskazują, że większy po prostu się nie zmieści. Możesz mi rzucić wyzwanie, jeżeli masz większą, niż standardową pralkę.

Taki pled jest dosyć ciężki, ale w moim przypadku to jego główna zaleta. Niedbale ścielone łóżko pod ciężkim przykryciem nie zdradza zagięć i fałdek, które są dosyć widoczne pod mięciutkim kocykiem.
Pled przeżył już dziecięce zabawy, wylane „piciu”, resztki ciastoliny przyklejone z synkowej pupy, kiedy przyszedł rano pochwalić się nowymi budowlami i wiele… wiele innych plam. Choć uwielbiam mój wełniany szary kocyk, to jednak bawełniany odpowiednik (choć jaśniejszy) sprawdza się na co dzień. Nie raz dzieciaki użyły go już jako piknikowego kocyka (u nas często takie pikniki na kuchennej posadzce).
Dołącz do naszej społeczności i zapisz się na mailing, gdzie będziesz dostawać bezpłatne informacje, szydełkowe schematy, video-tutoriale… i news-y z OPLOTKowego świata.



Szydełkowanie na prawdę nie jest trudne!
Przekonaj się o tym!
Spróbuj naszego
kursu szydełkowania ON-LINE!
Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!



Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?
POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH
i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę
Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.
Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.
Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Jeśli masz wrażenie, że:
👉Twoje ceny są „na oko”
👉boisz się, że klient nie kupi, jeśli powiesz prawdziwą kwotę
👉i kończy się na tym, że pracujesz dużo, a zarabiasz mało…
to nie jest problem z Twoim rękodziełem.
To jest problem z wyceną.
I dopóki nie masz systemu, będziesz kręcić się w tym samym miejscu:
zaniżanie → frustracja → brak pewności → zaniżanie.
W tym artykule pokażę Ci, jak wycenić rękodzieło krok po kroku.
Ale też pokażę coś ważniejszego:
dlaczego sama wiedza często nie wystarcza, żeby naprawdę zacząć zarabiać.
Jak wycenić rękodzieło ?!?
Dziergasz, szyjesz, szydełkujesz, malujesz… Tworzysz same piękne rzeczy, które chciałbyś sprzedawać, ale masz problem z wyceną? To bardzo częste. Co więcej, bardzo często nie doceniamy siebie odpowiednio. Zwłaszcza jeśli tworzenie sprawia nam przyjemność i nie traktujemy go jak pracy. Dlatego dziś podpowiem Ci, jak wycenić rękodzieło.
Nie ma jednej gotowej formuły, ale jest wiele wskazówek, które warto brać pod uwagę. Oto kilka z nich.
Każda cena rękodzieła powinna zawierać 3 rzeczy:
- Koszt materiałów
- Twój czas pracy
- Marżę (czyli zysk + koszty prowadzenia)
Brzmi prosto.
I właśnie dlatego większość osób robi to źle.
Czyta dalej…
Zastanów się:
Po co sprzedajesz rękodzieło?
Czy tworzenie to dla Ciebie forma hobby, ale produktów jest coraz więcej i chętnie je sprzedasz, żeby zarobić na kolejne materiały. Czy może jest to sposób na zarabianie: na życie, na rachunki… na utrzymanie. Czy priorytetem jest dla Ciebie kwota, którą otrzymasz za swoją pracę, czy może to, kto kupuje i czy docenia Twoją pracę.

Jeżeli traktujesz sprzedaż rękodzieła, twórczość jako hobby, nie uwzględniasz wielu kosztów prowadzenia działalności. Jeżeli Twoja twórczość ma charakter regularnej działalności – oczywiście koszty będą większe. Warto je sobie zestawić w prostym pliku np. Excel i podsumować „na zimno”. Często takie zestawienie pomaga uzmysłowić sobie, jakie są nasze realne potrzeby finansowe i wycenić sam produkt (czy usługę).
Niewątpliwie trzeba zastanowić się również nad unikalną wartością produktu – nie tylko jakością materiału, dostępnością, unikatowym wzornictwem, ale też wartościami, które „przemycamy” w swoim produkcie poprzez to, w jaki sposób pracujemy nad swoim biznesem, jak traktujemy partnerów, dostawców, klientów, jak pakujemy i dostarczamy nasz produkt, czy i w jaki sposób utrzymujemy kontakt „pozakupowy” z naszym klientem. Pamiętaj, że ceny można zmieniać – również podnosić – należy jednak robić to „z głową”. Co to znaczy? Nie zmieniać ceny diametralnie z dnia na dzień, ale poruszać się w obszarze akceptowanym przez klienta.
Największy błąd w wycenie rękodzieła?
Największy błąd?
Liczenie tylko materiałów.
Albo „symbolicznego czasu”.
Efekt:
tworzysz coś godzinami… i sprzedajesz za kwotę, która nie ma nic wspólnego z realną wartością Twojej pracy.
A potem pojawia się frustracja:
„dlaczego to się nie spina?”

Klient rękodzieła – czyli komu sprzedaję swoje produkty (usługi)
Jak dużo wiesz na temat swoich klientów?
Kto kupuje Twoje produkty teraz, a kto mógłby kupować je w wyższej cenie?
Czy Twoim klientem jest koleżanka? A może mama malucha? Pewnie domyślasz się, że każda z nich ma inne potrzeby zakupowe, inne wymagania dotyczące produktu i pewnie inne „widełki cenowe”, które jest w stanie uznać za „drogie” lub „tanie”. A może to ta sama osoba?
Co jest wartością dla Twojego klienta – czy zawsze jest to tylko cena? A może to coś mniej namacalnego? Uczucia, jakie wiążą się z zakupem i użytkowaniem produktu, miejsca i otoczenie, w którym produktu używamy, osoby, którym się nim „chwalimy”… Jest tak wiele czynników, które mają wpływ na to, czy Twój klient uzna cenę Twojego produktu za adekwatną do wartości, że warto dokładniej pochylić się nad tym tematem.

W jakiej technice rękodzielniczej wykonany jest Twój produkt? Jak to wpływa na decyzję, jak wycenić.
Czy dana technika jest aktualnie modna, poszukiwana na rynku? Czy Twój klient kieruje się nowymi trendami, a może jest mu to obojętne.
Czy półprodukty wykorzystywane w Twojej twórczości są kosztowne, trudnodostępne, wymagają długiego czasu obróbki.
Jak dużo twórców jest na rynku, czy Twoja technika jest łatwo, czy trudnodostępna do samodzielnej twórczości.

Czy muszę mieć markę, żeby dobrze wycenić rękodzieło?
Zastanów się, czy chcesz, aby Twój produkt był postrzegany jako luksusowy, niedostępny, „dla wybranych”. Czy może jako łatwodostępny, niedrogi. Zastanów się, czy rzeczywiście nie masz jeszcze marki? Czy praca „pod czyjąś marką” jest dla Ciebie akceptowalna, jeżeli przekłada się na większe zarobki? Czy warto pracować nad własną marką?
Gdzie sprzedawać rękodzieło?
Czy niezbędna jest dla Ciebie własna pracownia lub sklep? Czy masz na to niezbędne środki, czas?
Czy bierzesz pod uwagę redukcję kosztów sprzedaży swoich produktów dzięki współpracy handlowej z butikami, galeriami?
Czy sprawdzasz dokładnie historię eventów handlowych, w których zamierzasz brać udział?
Czy bierzesz pod uwagę miejsca, gdzie możesz promować się i sprzedawać bezpłatnie?

Dlaczego rękodzieło MUSI kosztować?
Skoro jedynym dobrem nieodnawialnym, które mamy, jest CZAS, dlaczego cena rękodzieła nie odzwierciedla tych bezcennych zasobów, które są w nim zaklęte?
Zadajesz sobie dużo trudu, aby pokazać klientowi, z czego wynika cena Twoich produktów i usług?
Jeśli nie liczysz czasu pracy, to tak jakbyś pracowała za darmo — tylko tego nie widzisz w liczbach.
Jeśli masz opór przed podniesieniem cen, to bardzo częste, pisałam o tym tutaj: https://oplotki.pl/jak-dobrze-wycenic-rekodzielo/
A jeśli zastanawiasz się, ile rękodzieło „powinno” kosztować, zobacz ten artykuł: https://oplotki.pl/czy-rekodzielo-musi-byc-drogie/
Twoje rękodzieło — czy jest unikatowe? Czy jest już rodzajem sztuki ? Czy to naprawdę kwestia ceny?
Wiem, niby to wszystko jest oczywiste, ale i tak kiedy próbujesz odpowiedzieć na te pytania, aby wycenić swoje produkty i usługi rękodzielnicze, pojawiają się kolejne pytania i wątpliwości.

No to jak w końcu obliczyć tę magiczną cenę? – wycenić zgodnie ze swoimi przekonaniami!
Nawet po głębszej refleksji zapytaj siebie „czy jestem w stanie sprzedać ten produkt za TAKĄ cenę? Jeżeli z całą pewnością odpowiesz sobie TAK,to wiem, że to już połowa drogi do sukcesu.
I teraz ważna rzecz.
Możesz znać wszystkie te zasady.
Możesz wiedzieć, jak liczyć materiały, czas i marżę.
A mimo to…
dalej ustawiać ceny za nisko.
Dlaczego?
Bo problemem nie jest tylko wiedza.
Tylko:
👉brak pewności
👉brak systemu
👉strach przed reakcją klientów
Dlatego stworzyłam wyzwanie „Pokochaj wycenę rękodzieła”.
To nie jest kolejny artykuł ani teoria.
Przechodzisz tam krok po kroku przez swoją wycenę:
– liczysz realną cenę swoich produktów
– widzisz, gdzie tracisz pieniądze
– i w końcu zaczynasz rozumieć, skąd bierze się cena
👉 Zapisz się tutaj:
To nie jest dla Ciebie, jeśli:
👉chcesz dalej wyceniać „na oko”
👉 liczysz, że „jakoś to będzie”
Ale jeśli czujesz, że:
👉masz dość zgadywania
👉chcesz mieć pewność swoich cen
to znaczy, że jesteś w dobrym miejscu.
Jeśli chcesz poukładać wycenę raz na zawsze,
a nie tylko „spróbować jeszcze raz”…
to kolejnym krokiem jest kurs:
„Pokochaj wycenę rękodzieła”
Możesz zacząć od wyzwania (to najlepszy pierwszy krok)
albo przejść od razu do kursu, jeśli jesteś gotowa poukładać to kompleksowo.
👉 [wyzwanie] – zapis powyżej
👉 [kurs] – natychmiastowy dostęp do treści na stronie kursu o wycenie: https://oplotki.pl/produkt/pokochaj-wycene-rekodziela-kurs/
Jak wyceniać swoje rękodzieło?
Zupełnie inaczej podejdziesz do tej kwestii, jeżeli rękodzieło to Twoje hobby, zajęcie „po godzinach” albo forma „dorobienia” do pensji lub urlopu macierzyńskiego.
Kompletnie inaczej potraktujesz wycenę Twoich produktów, kiedy jest to Twoja praca, źródło utrzymania lub po prostu sposób na życie i rozwój marki osobistej.
Niezależnie od tego, po co wyceniasz swoje prace, skorzystaj z pomocy:
Jeśli masz ochotę poczytać więcej o wycenie rękodzieła zaglądaj tutaj:
Jak dobrze wycenić rękodzieło?
Dlaczego tak trudno jest nam wycenić rękodzieło
Rękodzieło – ile to powinno kosztować
Czy rękodzieło musi być drogie
Dla wygody poukładałam wpisy blogowe w spójną ścieżkę, co teraz?
✍️ „JAK WYCENIĆ RĘKODZIEŁO” → WYZWANIE → KURS
Jeżeli jestes gotowa solidnie zająć się wyceną swoich produktów lub usług rękodzielniczych
tutaj znajdziesz kurs online „POKOCHAJ WYCENĘ RĘKODZIEŁA”

🧵 Jak wycenić rękodzieło na sprzedaż
Wycena rękodzieła na sprzedaż różni się od „jednorazowej ceny dla znajomego”.
Tutaj nie chodzi tylko o to, żeby „się zwróciło”.
👉 Chodzi o to, żeby Twój biznes miał sens.
Dlatego cena powinna uwzględniać:
- koszt materiałów
- realny czas pracy
- marżę (czyli Twój zarobek)
- koszty prowadzenia działalności (np. pakowanie, marketing, platformy sprzedażowe)
Najczęstszy błąd
Sprzedawanie „po kosztach + coś tam”.
Efekt:
dużo pracy
mało pieniędzy
zybkie wypalenie
👉 Jeśli sprzedajesz regularnie, potrzebujesz powtarzalnego systemu wyceny, a nie pojedynczych decyzji.


🛠️ Jak wycenić rękodzieło na zamówienie
Zamówienia indywidualne to jeden z najtrudniejszych obszarów wyceny.
Dlaczego?
Bo:
- każde zlecenie jest inne
- trudno oszacować czas
- pojawiają się zmiany „po drodze”
Kluczowa zasada
👉 Cena musi uwzględniać niepewność.
Dlatego warto doliczyć:
- bufor czasowy
- dodatkowy koszt za zmiany
- wyższą marżę niż przy produktach „gotowych”
Błąd, który kosztuje najwięcej
Zgoda na zmiany bez przeliczenia ceny.
Efekt:
– pracujesz więcej
– zarabiasz tyle samo
👉 I to jest moment, w którym wiele osób zaczyna tracić kontrolę nad wyceną.


👤 Jak wycenić rękodzieło dla klienta indywidualnego
W przypadku klienta indywidualnego bardzo łatwo wpaść w pułapkę:
👉 „to tylko jedna rzecz, dam niższą cenę”
Ale to nadal jest:
- Twój czas
- Twoje umiejętności
- Twoja energia
Cena nie powinna być „uzależniona od osoby”, tylko od wartości pracy.
Co warto wziąć pod uwagę
- stopień personalizacji
- czas komunikacji z klientem
- poprawki / zmiany
- presję czasu (jeśli zamówienie jest pilne)
👉 Często właśnie te elementy są pomijane — a to one sprawiają, że finalnie pracujesz więcej, niż zakładałaś.


💸 Czy cena rękodzieła powinna być wyższa niż sklepowa?
To jedno z najczęstszych pytań i źródło ogromnych blokad.
Krótka odpowiedź:
👉 Tak, bardzo często powinna być wyższa.
Dlaczego?
Bo porównujesz:
- produkt masowy (hurt, automatyzacja, skala)
z - rękodziełem (czas, unikalność, umiejętności)
To są dwa różne światy.
Problem nie jest w cenie
Tylko w tym, że:
👉 próbujesz dopasować rękodzieło do logiki sklepu.
A to prowadzi do:
zaniżania cen
frustracji
braku zarobku
Co działa lepiej
Zamiast konkurować ceną:
👉 buduj wartość:
- historia produktu
- proces tworzenia
- unikalność
I przede wszystkim:
👉 pewność swojej wyceny
Bo klient dużo częściej reaguje na brak pewności niż na samą cenę.


Potrzebujesz:
- przejść przez proces na swoich produktach
- zobaczyć liczby
- zbudować pewność w decyzjach
👉 Dlatego powstało wyzwanie „Pokochaj wycenę rękodzieła”, które prowadzi Cię przez ten proces krok po kroku.
Każdy miesiąc zaniżonych cen to:
– godziny pracy, za które nie dostajesz zapłaty
– zmęczenie bez efektów
– rosnąca frustracja
I to nie naprawi się samo.
Jeśli po przeczytaniu tego artykułu dalej nie jesteś pewna swoich cen — to dokładnie moment, żeby oglądać bezpłatne wyzwanie.
Wyzwanie pomoże Ci policzyć ceny.
Ale jeśli chcesz:
– ustawić strategię cen na dłużej
– przestać wracać do punktu wyjścia
– i mieć pewność przy każdej wycenie
to kolejnym krokiem jest kurs.
❓ Najczęściej zadawane pytania o wycenę rękodzieła
❓ Jak wycenić rękodzieło, żeby nie sprzedawać za tanio?
Najczęstszy błąd to liczenie tylko kosztów materiałów.
Żeby cena miała sens, powinna uwzględniać:
- materiały
- Twój czas pracy
- marżę (czyli realny zarobek + koszty prowadzenia działalności)
Jeśli pomijasz któryś z tych elementów, bardzo łatwo zacząć sprzedawać poniżej realnej wartości swojej pracy.
👉 Dlatego tak ważne jest, żeby mieć konkretny system wyceny, a nie działać „na oko”.
❓ Ile powinna kosztować godzina pracy rękodzielnika?
To zależy od kilku czynników:
- Twojego doświadczenia
- poziomu skomplikowania produktu
- rynku i grupy docelowej
Ale najważniejsze jest to:
👉 Twoja stawka powinna pozwalać Ci realnie zarabiać, a nie tylko „pokrywać koszty”.
Jeśli po podliczeniu wszystkiego wychodzi, że pracujesz za kilka złotych na godzinę — to znak, że wycena wymaga zmiany.
❓ Czy rękodzieło musi być drogie?
Nie musi być „drogie”.
Ale musi być:
👉 adekwatnie wycenione.
Rękodzieło to nie produkcja masowa, płaci się nie tylko za materiał, ale za:
- czas
- umiejętności
- unikalność
Problem nie polega na tym, że ceny są za wysokie, tylko że często są za niskie względem wartości.
❓ Jak podnieść ceny rękodzieła i nie stracić klientów?
To jeden z największych lęków.
W praktyce:
- nie tracisz „wszystkich klientów”
- tracisz tych, którzy i tak nie byli gotowi zapłacić uczciwej ceny
Kluczowe jest:
- pewność swojej wyceny
- umiejętność komunikowania wartości
👉 Bo problemem nie jest sama cena, tylko brak przekonania do niej.
❓ Dlaczego mimo wiedzy nadal mam problem z wyceną?
Bo wycena to nie tylko matematyka.
To też:
- emocje
- przekonania
- strach przed oceną
Dlatego wiele osób:
👉 zna zasady… ale ich nie stosuje
I właśnie w tym miejscu sama wiedza przestaje wystarczać.
❓ Czy mogę nauczyć się wyceniać rękodzieło raz na zawsze?
Tak, ale nie z jednego artykułu.
Zapraszam po podstawy do bezpłatnego wyzwania, a po spójny system wyceny rękodzieła do kursu POKOCHAJ WYCENĘ RĘKODZIEŁA

Jak zacząć prowadzić warsztaty rękodzieła…i się nie poddać…
Często słyszę, że jestem osobą pogodną, pozytywną i takim to łatwiej się wszystko udaje. Nic bardziej mylnego. Fakt, jakoś nie potrafię publicznie narzekać, bo sama nie znoszę wysłuchiwać biadolenia, ale już z tym wiecznym pasmem sukcesów echhh…


I tak było na początku z warsztatami. Patrząc na obecny, ciasny oplotkowy grafik i fakt, że czasem trzeba odmawiać zarezerwowania miejsca, bo najzwyczajniej w świecie nie ma już wolnych, jakoś nadzwyczaj łatwo pozwala zapomnieć o bolesnych początkach.
Ale skoro ten tekst dedykowany jest niepowodzeniom, to w kontekście warsztatów zdecydowanie jest, co powspominać.
Trudne początki
Pierwszy warsztat poza domem pamiętam do dziś. Przeżywałam tydzień, organizowałam ze 3 dni, a gorycz porażki łykałam miesiąc…
Założyłam fanpage, zrobiłam wydarzenie i założonego dnia, o wyznaczonej godzinie stawiłam się w odpowiedniej lokalizacji. Jakież było moje rozczarowanie faktem, że nikt, absolutnie nikt nie przyszedł! Rozczarowana klikałam w sylwetki zainteresowanych. No przecież… jak to!? 12 zainteresowanych a nikt nie przyszedł?!
Ehhh

Teraz sama z siebie się śmieję!
Komplet 5 uczestników to statystycznie pojawia się w dobry dzień, kiedy mamy jakieś 12 deklaracji obecności i 4 tuziny zainteresowanych… no i co najmniej 6 opłaconych rezerwacji… ale i wtedy bywa, że jadę przez pół miasta dla 2 osób.
Ale jadę!


Nie poddałam się wtedy. Wyobraźcie, że z uporem maniaka wpisywałam coraz to nowe warsztaty do facebookowego grafika i dopiero 11-ty warsztat z rzędu (!) odbył się … i to w gronie aż (!) 3 żywych ludzi ☺
Około 6-go warsztatu przestałam wracać ze spuszczoną głową do domu. Udawałam, że przez 3 godziny czekam na spóźnioną koleżankę, dziergając sobie w najlepsze (uwierzycie w to!) Teraz chyba bym się na to nie zdobyła.
Też planujesz prowadzić warsztaty rękodzieła?
Niezależnie od techniki jest wiele wspólnych wskazówek, jak „uprzyjemnić” sobie tą pracę i sprawić, aby goście warsztatów czuli się „dopieszczeni”.
Potrzebujesz wsparcia w tym obszarze, chcesz porozmawiać o tym, jak krok po kroku wyglądają warsztaty w OPLOTKI, od czego zacząć… zajryj do tego wpisu: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła .
pisz: agnieszka@oplotki.pl
lub sprawdź nasz kurs i dołącz do grona nieziemskiej ekipy rękodzielniczek prowadzących warsztaty po mistrzowsku, koniecznie wskocz na stronę kursu: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku
W 8 modułach głównych oraz bonusach, które mniej więcej co miesiąc wskakują na platformę (w tym również masterclassy i sesje Q&A na żywo) zebrałam masę swoich doświadczeń, ale również tricków, które sprawdziły się na moich warsztatach oraz wiedzę na temat tego jak uczyć innych (w tym dorosłych). Materiały przyogotowane w formie nagrań video, plus nagrania audio sesji Q&A, plus workbook, który pozowli zanotowac wszystkie Twoje pomysły, uporządkować wiedzę i stanie się jednym z narzędzi do ulepszania Twoich warsztatów.
Kurs napakowany wiedzą praktyczną (choć i odrobina teorii się znajdzie ;P) – kliknij grafikę powyżej, by przejść do strony ze szczegółami – znajdziesz tam również opinie uczestniczek kursu.

Ile sznurka na szydełkowy dywan? Praktyczne wyliczenia
Jeśli zastanawiasz się, ile sznurka na szydełkowy dywan będzie potrzebne, to odpowiedź brzmi: to zależy od kilku rzeczy. Znaczenie ma przede wszystkim średnica dywanu, grubość sznurka, rozmiar szydełka i to, czy szydełkujesz luźno, czy bardzo ciasno.
W moim przykładowym projekcie dywan o średnicy około 110 cm wymagał około 500 metrów bawełnianego sznurka 5 mm oraz szydełka 9 mm.
Jeśli jednak wybierzesz grubszy sznurek albo zrobisz mniejszy dywan, zużycie materiału będzie odpowiednio inne.
Szybka odpowiedź: ile sznurka potrzeba na szydełkowy dywan?
Na szydełkowy dywan najczęściej potrzeba kilkuset metrów sznurka. Przy dywanie o średnicy około 110 cm wykonanym z bawełnianego sznurka 5 mm zużycie wynosi około 500 metrów. Przy grubszym sznurku może to być mniej, ale wszystko zależy od efektu, który chcesz uzyskać.

Od czego zależy ilość sznurka na dywan?
Nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi, bo ilość materiału zależy od kilku konkretnych czynników.
Średnica i kształt dywanu
To najbardziej oczywista rzecz: im większy dywan, tym więcej sznurka potrzebujesz. Nawet niewielka różnica w średnicy może oznaczać zauważalnie większe zużycie materiału.
Jeśli planujesz duży, okrągły dywan do salonu albo pokoju dziecka, przygotuj się na to, że sznurka zużyjesz znacznie więcej niż przy małym dywaniku pod stolik czy obok łóżka.
Grubość sznurka
Grubszy sznurek daje szybszy efekt i często pozwala uzyskać większą powierzchnię przy mniejszej liczbie metrów. Z kolei cieńszy materiał wymaga większego zapasu, ale daje też więcej możliwości przy delikatniejszych projektach.
To oznacza, że dwa dywany o podobnej średnicy mogą wymagać zupełnie innej ilości materiału — tylko dlatego, że zostały wykonane z innego rodzaju sznurka.
Rozmiar szydełka
Większe szydełko zwykle daje luźniejszy splot, a więc materiał rozkłada się nieco inaczej niż przy zwartej, ścisłej robótce. Jeśli pracujesz większym szydełkiem, możesz uzyskać bardziej miękki i elastyczny efekt, ale zmieni się też zużycie sznurka.
Sposób pracy i ścisłość splotu
To bardzo ważne. Dwie osoby robiące dokładnie ten sam projekt mogą zużyć różną ilość materiału. Jeśli szydełkujesz ciasno, zużyjesz go więcej. Jeśli szydełkujesz luźniej, efekt będzie bardziej miękki i często trochę oszczędniejszy materiałowo.
Dlatego warto traktować każde wyliczenie jako punkt odniesienia, a nie absolutną matematyczną gwarancję.

Przykładowe wyliczenia dla szydełkowego dywanu
Żeby dać Ci konkretny punkt zaczepienia, poniżej znajdziesz orientacyjne wartości.
Dywan o średnicy około 110 cm z bawełnianego sznurka 5 mm
W tym projekcie potrzeba około:
- 500 metrów sznurka bawełnianego 5 mm
- szydełka 9 mm
To dobry punkt startowy, jeśli chcesz zrobić klasyczny, okrągły dywan szydełkowy do wnętrza.
Dywan z grubszego sznurka 6 mm
Jeśli wybierzesz grubszy sznurek, możesz potrzebować około:
- 400 metrów materiału
Oczywiście wszystko zależy od tego, jak szydełkujesz i jaki dokładnie efekt chcesz uzyskać.
Dywan z bardzo grubego sznurka 9 mm
Przy bardzo grubym sznurku orientacyjne zużycie może wynieść około:
- 250–300 metrów

To dobra opcja, jeśli zależy Ci na szybszym efekcie i bardziej masywnym, wyrazistym projekcie.
Ile sznurka kupić na zapas?
Jeśli masz taką możliwość, warto zamówić trochę więcej materiału, niż wynika z wyliczeń „na styk”.
Dlaczego?
Bo przy większym projekcie bardzo łatwo:
- niedoszacować ilości sznurka,
- zmienić coś po drodze,
- dodać dodatkowe okrążenie,
- albo po prostu zauważyć, że robótka wychodzi ciaśniejsza niż planowałaś.
Dodatkowy zapas daje spokój i bezpieczeństwo. Lepiej mieć trochę materiału więcej niż w połowie pracy odkryć, że go zabrakło.
Dlaczego warto kupić sznurek w jednym dłuższym odcinku?
Jeśli masz możliwość wyboru, bardzo wygodne jest zamówienie sznurka w jednym długim odcinku. Dzięki temu:
- nie musisz łączyć materiału w trakcie pracy,
- projekt wygląda estetyczniej,
- szydełkowanie jest po prostu przyjemniejsze.
Przy dużych projektach, takich jak dywan, to naprawdę robi różnicę.
Jaki sznurek najlepiej sprawdzi się na szydełkowy dywan?
W przypadku dywanów do wnętrz bardzo dobrze sprawdza się sznurek bawełniany. Jest przyjemny w pracy, naturalny i dobrze wygląda we wnętrzu.
Bawełniany sznurek do wnętrz
To najbezpieczniejszy wybór, jeśli chcesz stworzyć dywan do salonu, sypialni albo pokoju dziecka. Bawełna daje przyjemny efekt, dobrze współpracuje z szydełkiem i pasuje do wnętrz w różnych stylach.
Jak dobrać materiał do efektu, który chcesz uzyskać?
Jeśli chcesz, aby dywan był:
- bardziej miękki,
- naturalny,
- przyjemny do codziennego użytkowania,
to bawełna będzie dobrym wyborem.
Jeśli zależy Ci bardziej na trwałości w warunkach zewnętrznych, możesz rozważyć inne materiały, ale do wnętrz bawełna zwykle sprawdza się najlepiej.
Co zrobić z resztką sznurka po dywanie?
Jeśli po zakończeniu projektu zostanie Ci trochę materiału, to bardzo dobrze, można go jeszcze wykorzystać.
Z resztek sznurka możesz zrobić na przykład:
- podkładki,
- małe koszyczki,
- osłonki,
- niewielkie dekoracje do wnętrza.
Dzięki temu nic się nie marnuje, a Ty możesz od razu zrobić coś jeszcze i poćwiczyć dalej.
Najczęstszy błąd przy kupowaniu sznurka na dywan
Najczęstszym błędem nie jest kupienie „za dużo”, tylko kupienie za małej ilości materiału albo niedopasowanie grubości sznurka i szydełka do planowanego efektu.
Właśnie dlatego warto:
- znać orientacyjne wyliczenia,
- kupić niewielki zapas,
- i pamiętać, że sposób pracy też wpływa na końcowe zużycie.
Chcesz dobrze policzyć materiał także do innych projektów?
Jeśli interesują Cię także inne projekty ze sznurka, przeczytaj również:
→ Ile sznurka potrzeba, aby zrobić szydełkowy kosz na zabawki
To pomoże Ci lepiej zrozumieć, jak planować zakup materiałów przy różnych szydełkowych realizacjach.
Chcesz nauczyć się szydełkować więcej takich projektów?
Jeśli chcesz nie tylko wiedzieć, ile sznurka na szydełkowy dywan kupić, ale też nauczyć się szydełkować od podstaw i tworzyć własne projekty krok po kroku, zajrzyj tutaj:
→ Kurs szydełkowania online krok po kroku
W kursie uczysz się:
- jak dobierać materiały,
- jak opanować podstawowe sploty,
- jak tworzyć pierwsze projekty,
- i jak przejść od prostych prac do bardziej zaawansowanych realizacji.
Jeśli chcesz od razu zobaczyć pełną ofertę kursu:
→ Szydełko, roczny kurs online
FAQ
Ile sznurka potrzeba na szydełkowy dywan?
To zależy od średnicy dywanu, grubości sznurka, rozmiaru szydełka i ścisłości pracy. Dla dywanu o średnicy około 110 cm z bawełnianego sznurka 5 mm potrzeba około 500 metrów materiału.
Jaki sznurek na szydełkowy dywan wybrać?
Do wnętrz bardzo dobrze sprawdza się sznurek bawełniany, bo daje naturalny efekt i jest przyjemny w użytkowaniu.
Jakie szydełko do dywanu ze sznurka?
W przykładowym projekcie dobrze sprawdziło się szydełko 9 mm przy sznurku 5 mm.
Czy warto kupić więcej sznurka na zapas?
Tak, zdecydowanie. Dzięki temu unikniesz sytuacji, w której zabraknie Ci materiału pod koniec pracy albo będziesz musiała łączyć dodatkowe odcinki.
Od czego zależy ilość sznurka na dywan?
Najbardziej od:
- średnicy dywanu,
- grubości sznurka,
- rozmiaru szydełka,
- i tego, czy pracujesz luźno czy bardzo ciasno.

Szydełkowanie naprawdę nie jest trudne!
Przekonaj się o tym!
Spróbuj naszego kursu szydełkowania ON-LINE!
Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!


Brak czasu na rękodzieło bardzo często oznacza brak jasnych priorytetów, a nie rzeczywisty brak godzin w ciągu dnia



Brakuje czasu na rękodzieło?
Brak czasu na rękodzieło bardzo często nie wynika z tego, że masz za mało godzin w ciągu dnia. Częściej oznacza brak priorytetów, przeciążenie listą zadań albo próbę pogodzenia tworzenia z codziennością bez własnego systemu pracy.
Dlaczego tak wiele twórczyń handmade ma poczucie, że nie ma czasu?
Jedna robótka na kanapie, pięć zaczętych koło fotela, dwie kolejne – oczywiście wymagające dopracowania – w sypialni… I tak na okrągło. Pomysłów na kolejne i materiałów w trakcie przesyłki, aby zacząć jeszcze inne, już nawet nie liczę.
Też tak masz? Też masz wrażenie, że czasu jest za mało? Masz wrażenie, że ciągle Ci go brakuje?
Jeżeli czytasz dalej…to UFF – nie jestem jedyna!
Problemem nie zawsze jest czas
Mam wrażenie, że ciągle słyszę „nie mam czasu…bo to…” …”nie mam czasu, bo tamto…”
Ale przecież wszyscy mamy go dokładnie tyle samo. Doba dla nikogo nie kurczy się i nie rozciąga. Statystycznie potrzebujemy mniej więcej tyle samo, aby jeść i spać ( no chyba, że jesteś mamą maluszka – to masz jeszcze bardziej „pod górkę”). Nie jesteśmy maszynami…odpoczywamy, spotykamy się ze znajomymi, odwiedzamy rodzinę. No po prostu,
ogarniamy codzienność.
Problemem często jest przeciążenie i brak decyzji
Wybieram, co jest dla mnie ważne, co stanowi priorytet i przybliża do jasno obranego celu. Wybieram, co sprawia, że posuwam się do przodu. Jeżeli mam wrażenie, że efekt jest odwrotny, przestaję. Natychmiast!
Tworzenie przegrywa z tym, co pilne, a nie z tym, co ważne
Co naprawdę zabiera czas twórczyni handmade?
Zbyt długa lista zadań
Chyba nie ma sensu powtarzać frazesów. Wiemy dobrze, że planowanie to klucz, ale od samego planowania nic się jeszcze nie dzieje. Klucz to wdrażanie i analiza. Jeżeli pojawia się nieśmiała myśl, że któryś z elementów planu może nie do końca ma sens – sprawdzam to! Analizuję. Podejmuje decyzję: kontynuuję albo nie. I tego (nowego) planu się trzymam. I tak w kółko! Aż do realizacji. Ale, ale! Zbyt częsta zmiana planów to na pewno nie jest recepta na sukces. Konsekwencja już zdecydowanie z większym prawdopodobieństwem. Regularny rytm takiej rewizji pomaga. Zakładam comiesięczne planowanie strategicznych celów i cotygodniowe planowanie ich wdrażania. Jeżeli coś budzi moje zastrzeżenia – odkładam do analizy w dniu planowania. Nie odrywam się od pracy, nie przerywam procesu wdrażania, działam w wyznaczonym przez siebie rytmie. Nie ma jednego idealnego! – Idealny to TWÓJ rytm – wypracowany na bazie prób, błędów i doświadczenia w jego ulepszaniu i dostosowywaniu do swoich potrzeb.
Na zbyt dlugą listę zadań pomaga tzw. PARKING POMYSŁÓW.
To zadania potrzebują przemyślenia, „dojrzewania”…a często ostatecznie z nich rezygnujemy lub realizujemy w totalnie innej formule.
W ten sposób „odchudzam” listę zadań , bo te na „kiedyś” po prostu zapisuję i taką listę zadań do wdrożenia – w formie „light” wdrażam. Nie wiem, czy na Ciebie też to działa…ale wykonanie 3, nawet dużych, zadań…to jednak nie 30 i łatwiej mi je ogarnąć.
Może u Ciebie też są takie zadania, bez których świat się nie zawali? Zaparkuj je. Kiedy Twoja lista zadań się skróci, wrócisz do nich z inną energią.
Brak priorytetów
Ale skąd wiem, które pomysły zaparkować?
Priorytety! U każdego inne, nawet u mnie – na przestrzeni czasu zmieniają się jak w kalejdoskopie. Wiem, jak to jest rozwijać biznes w trakcie opieki nad dzieciakami…trudno wtedy oszukiwać się, że napisanie posta, czy artykułu będzie ważniejsze, niż czuwanie przy łóżeczku chorującej pociechy. Ustal priorytety na teraz. Na miesiąc. Na rok. Zmieniaj je, aktualizuj, ale pod żadnym pozorem! Nie biczuj się! Nie muszą to być misje ma Marsa, żeby były ważne. Twoje priorytety to Twoja sprawa i nikomu nic do tego! Choćby to było ukończenie jednej pracy szydełkowej w miesiącu, zamiast lśniących podłóg każdego dnia (hehe – to jest mój cel w kategorii „zadbane domostwo”).
Porównywanie się do innych
W myśl zasady „co masz zrobić jutro, zrób dziś”, wykorzystaj pierwszą nadarzającą się okazję aby nadrobić. Ustal sobie swoje (realistyczne!) tempo pracy i postaraj się go trzymać. Nie dla oceny wirtualnej publiki, ale dla swojego dobrostanu, poczucia, że dajesz sobie świetnie radę.
Perfekcjonizm i poczucie, że wszystko musi być gotowe
Nie musi. Choć w naszych głowach czsto jest inaczej! Nieumyta podłoga jeszcze nikomu krzywdy nie robiła. serio ;P
Jak znaleźć czas na rękodzieło i rozwój marki?
Ustal jeden priorytet na teraz
Planuj w swoim rytmie, nie w cudzym
Stwórz parking pomysłów
Odetnij zadania, które nie muszą być zrobione teraz
Zadbaj o realistyczne tempo pracy
Przestań porównywać swoje zaplecze do cudzych warunków
Jak pogodzić rękodzieło z codziennością, dziećmi i domem?
Nie wszystko da się zrobić naraz
Priorytety mogą zmieniać się w różnych etapach życia
Twój rytm pracy może wyglądać inaczej niż u innych
Największy błąd, gdy brakuje czasu na rękodzieło
Największym błędem nie jest brak idealnego planu. Jest nim oczekiwanie, że znajdziesz czas na rękodzieło bez podjęcia decyzji, co dziś naprawdę jest ważne.
No dobra, to jak ja dokładnie radzę sobie z wiecznym brakiem czasu na rękodzieło? Czyli powyzsze wskazówki w praktyce…
Zaakceptowałam siebie! Polubiłam swoje wady Może to wcale nie wady?
Długo, oj zbyt długo, wydawało mi się, że POWINNAM mieć domostwo lśniące, jak u mamy. Karciłam się za włóczki porozrzucane na kanapie. Proces dziergania następował dopiero, kiedy domowe pielesze wyglądały co najmniej, jak na insta-fotkach. Przy dwójce dzieci – MISSION IMPOSSIBLE (każda mama wie, o czym mówię). Dopiero, kiedy się poddałam, autentycznie, odpuściłam w poczuciu gigantycznej porażki, odkryłam, że po drugiej stronie „mocy” (a raczej niemocy), ukryty był błogostan twórczy. To tam drzemały spokojne godziny dziergania z podkastem w słuchawkach (nie znasz tej formuły Priv-radia? – polecam naszą „stację” OPLOTKI– posłuchasz np. przez Apple podcasts albo apkę Podcast Addict na Androida).
Siedziałam tak sobie otulona kokonem porozrzucanych zabawek dzieciaków krzyczących jedno przez drugie, ale jakimś cudem rozwiązujących samodzielnie swoje konflikty bez wybijania zębów. Nie dostrzegałam jedzonka porozrzucanego wokół talerzyków, „piciu” samodzielnie (wylewanego) nalewnego do kubeczków przez dzieci.
I było mi tak dobrze.
Tak Twórczo! Kończyłam nie jedną, ale kilka prac w miesiącu. Czasem tygodniowo „wyrabiałam normę” twórczą miesiąca, czy roku koleżanek „od szydełka”. Dopiero, kiedy „wysyciłam się” tym przebłyskiem geniuszu zaczęłam szukać balansu między (w granicach przyzwoitości) wizją czystego domu i twórczej przestrzeni.
Nie porównuj się do innych. Oni zawsze mają „więcej czasu”.
Teraz, kiedy dzieciaki w przedszkolu, duża część materiałów w pracowni, jest jeszcze łatwiej i cele estetyczne (no dobra, czasem po prostu lubię, jak jest porządeczek. Nawet, jeżeli trzeba się namęczyć przy sprzątaniu) jakoś nie wymagają tyle poświęcenia – tyle CZASU.
Jestem zadowolona, ale wyobraź sobie, jakie było by to poczucie zadowolenia z ilości czasu poświęcanego na sprzątanie kosztem pracy rękodzielniczej, gdybym porównała się do koleżanki z „pomocą sprzątającą” (czyt. mąż robi WSZYSTKO w domu!) albo do koleżanki, która dzielnie ogarnia samodzielnie 300-metrową willę. Jestem zadowolona, bo porównuję siebie do …. samej siebie….tylko z „wczoraj”. Kiedy stawiam sobie jakiś cel i staram się go osiągnąć – nie ma innej opcji, tylko wypadać satysfakcjonująco w takim porównaniu. Uwalniam czas na pracę twórczą rezygnując z jego poświęcania na zbędne (moim osobistym zdaniem, nie musi tak być dla Ciebie) prace domowe. I TADAM! Czasu już mi nie brakuje.

Grupuję zadania. To działa jak magiczna różdżka.
Dziergasz kilka oczek, po czym przypominasz sobie o poście, który miałaś napisać, ale do niego potrzebne zdjęcie, ale gdzie ten aparat. I tak po godzinie łapiesz się na sprzątaniu, bo przecież… jak tu znaleźć ten obiektyw w bałaganie…
Nie daj się chaosowi!
Jeżeli wiesz, że zdjęcia prędzej, czy później zrobić będzie trzeba – to notuj sobie wszystkie pomysły przez tydzień, dwa i zabierz się za to działanie, jak zaświeci (czyt. będzie optymalne oświetlenie). Jeżeli pisanie postów to niekończąca się destrakcja…napisz ich kilka na raz i zaplanuj na zapas
Kiedy piszę – to piszę!
Wyłączam powiadomienia, wyciszam komórkę i siadam do kilku tekstów. Robię swoje, kończę i siadam do następnego zadania. Przerwy to działania, które pozwalają odpocząć głowie, ale już zajmują ręce (osobiście – odpoczywam przy innej pracy np. sprzątaniu, ale brudne kubki nie ruszają mnie, dopóki nie poczuję, że głowa dymi od ciągłego skupienia i ewidentnie potrzebuje chwili oderwania od konstuowania nowych zdań). Jeżeli przerwę w połowie proces napełniania zmywarki, bo „wena” dopadła przy fusach od herbaty… nie kończę, biegnę do komputera „złapać” myśl, zanim ucieknie przy kostce do zmywarki, czy nabłyszczaczu. Priorytety są u mnie tutaj. Przy nabłyszczaczu pozostają w weekend, kiedy niespodziewane naloty rodzinne i tak wyrwały by mnie ze stanu płynnego, skupionego pisania a brak kubków utrudnił by relaks przy plotkach – czyli weekendowy „number one” na liście priorytetów.
To grupowanie to również kwestia indywidualna
…ale zgodzisz się ze mną, że jak już idziesz do fryzjera, kosmetyczki, żeby zrobić się na bóstwo…bo przecież wielka impreza… to można przed nią „wcisnąć” prośbę do męża, żeby trzasnął Ci kilka fajnych fotek… nie będzie trzeba biegać w popłochu, kiedy takie nagle okażą się potrzebne – bo np. koleżanka chciała by o Tobie napisać kilka słów na swoim blogu.
No dobra, z tymi fotami to troszkę przykład „na siłę” – ale jednak przyznasz, że jak już misternie konstruujesz tło, światło, całe to „domowe studio”, bo akurat „na już” potrzebna fotka dla klientki, to warto „przy okazji” strzelić kilka ujęć innych produktów?
Nie zaginam rzeczywistości
Kiedyś próbowałam pisać najważniejsze teksty wieczorem. Cały dzień „nie było kiedy”, bo przecież a to ktoś dzwoni, a to dzieciaki czegoś chcą… Było trudno, ale pisałam. Nie miałam innego wyjścia. Nie jestem tym typem, który wydajnie pracuje późną nocą, tym bardziej pisanie sensownej treści szło mi jak @#$#@%…no nie szło. Weszło mi to „w krew”. Dopiero po pół roku dzieciaków = przedszkolaków dotarło do mnie, że tak być nie musi! Telefon wyciszyłam, dzieci spokojnie tańcowały sobie na logopedycznych zajęciach, podczas, gdy ja pisałam w tempie błyskawicy! Posty, teksty, maile do klientów. Palce tańczyły po klawiaturze i to, co zajmowało męczące kilka godzin wieczorem było gotowe po godzinie porannej rutynki!
A wystarczyło tylko uświadomić sobie rzeczywistość
W moim wydaniu to:
a) praca wymagająca skupienia najlepiej idzie mi rano,
b)kiedy dzieciaki są przy mnie szkoda mi czasu na gapienie się w monitor.

Koniec kropka.
Owszem, jeżeli masz tak samo, ale Twoje pociechy w domu, nie masz wyjścia, no chyba, że jesteś jedną z tych szczęściar, której dzieci praktykują (AVE!) drzemkę. „Zaginanie rzeczywistości” i udowadnianie, że:
a)da się pisać produktywnie wieczorem,
b) da się skupić przy dzieciach
To misja skazana na porażkę.
Lepiej zabrać się wtedy za dzierganie (haha!) czyt. robić to, co przybliża Cię do Twoich celów, ale jest wykonalne w warunkach, które masz…a nie-byłoby wykonalne, gdyby (i tu wstaw ten stan idealny, którego brak jest ciągłą wymówką).

Rękodzielnicy mają lepiej!
Nie linczuj mnie od razu kontrargumentami, bo takie na pewno się znajdą. Ale zobacz, czy któryś z moich patentów na bardziej produktywne wykorzystanie czasu jest dla Ciebie.
Jako osoby, które najczęściej tworzą swoje produkty rękami, mamy myśli „wolne”. Nie zawsze korzystam z tego patentu, bo lubię oddać się w pełni liczeniu oczek (ot- taka moja joga dla umysłu), ale kiedy pracuję nad bardzo powtarzalnym wzorem np. kocem, który nie wymaga ode mnie skupienia na samym wzorze, puszczam sobie podkast rozwojowy i słucham rad odnośnie prowadzenia biznesu, promocji, albo po prostu śledzę historie przedsiębiorców, którzy dzielą się swoimi sposobami na „ogarnianie rzeczywistości” (polecam np. ten (polski) i ten podkast (po angielsku) )
Nie musisz od razu być zagorzałym fanem
…podkastowej formy dousznej, ale już słuchanie muzyki, telefoniczne zaległości, Natflixowa kolejka niezbędnosci…to wszystko da się „W TRAKCIE PRACY”!
Czy znasz podobny zawód?
Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie panią z Urzędu, która bezkarnie odpala „Grę o Tron” między 7.00 a 15.00 a ja MOGĘ I choć w praktyce jednak wybieram rozwojowy podkast (mąż by mi nie wybaczył spoilerów wieczorem ) to sama świadomość, że mam pracę dającą tyle wolności działa jakoś motywująco.
Wiem, niekoniecznie czytając ten tekst tworzysz rękodzieło zarobkowo, ale nawet tym bardziej – masz ten przywilej, że potrafisz „spiąć się” w pracy… bo wiesz, że dzięki temu „podłubiesz” wieczorem w ukachanej technice, zamiast nadrabiać to, na co brakło energii w ciągu dnia.
Nie tworzysz? A chcesz spróbować?
Ale ostrzegam – grozi bardzo skutecznym przyspieszeniem procesu planowania czasu i znajdywania go nawet tam, gdzie go pozornie nie ma…
Po to, żeby… „jeszcze tylko 3 rządki wydziergać”, „jeszcze tylko 3 koraliki nawlec”, „jeszcze tylko…zaszyć, przymocować, przylutować, dodać, ująć, ponakrajać…
Czytaj dalej tutaj
Jeśli chcesz spojrzeć szerzej na rozwój swojej marki i zobaczyć, jak poukładać biznes handmade krok po kroku, przeczytaj dalej tutaj:
BIZNES HANDMADE – JAK ZARABIAĆ NA RĘKODZIELE – Kompletny przewodnik
FAQ
Czy brak czasu na rękodzieło oznacza, że źle organizuję dzień?
Nie zawsze. Często oznacza, że próbujesz zmieścić zbyt wiele rzeczy naraz i nie masz jeszcze własnego systemu priorytetów.
Jak znaleźć czas na rękodzieło przy dzieciach i codziennych obowiązkach?
Najlepiej zacząć od realistycznego planu i jednego priorytetu na dany etap życia, zamiast próbować robić wszystko jednocześnie.
Jak pogodzić rękodzieło z rozwojem biznesu handmade?
Warto rozdzielić czas na tworzenie od czasu na działania biznesowe i nie oczekiwać, że oba obszary będą rozwijały się równie intensywnie każdego dnia.
Co najbardziej zabiera czas twórczyni handmade?
Najczęściej są to rozproszenie, zbyt długa lista zadań, brak priorytetów i próba dopasowania się do tempa innych osób.
Czy planowanie naprawdę pomaga, jeśli i tak wszystko się zmienia?
Tak, pod warunkiem że planowanie nie jest sztywne. Najlepiej działa plan dopasowany do Twojego rytmu, który można regularnie aktualizować.
Co zrobić, jeśli mam wiele pomysłów i nie kończę żadnego?
Pomaga stworzenie „parkingu pomysłów”, czyli miejsca, gdzie odkładasz zadania i projekty, które nie wymagają natychmiastowej realizacji.
Jeśli chcesz rozwijać biznes handmade spokojniej, strategicznie i bez chaosu, zajrzyj do Biblioteki Biznesowej dla Handmade. To miejsce, w którym układasz nie tylko działania, ale też własny rytm pracy i rozwoju marki.



















