Haft strukturalny to technika dla małych i dużych. Znany jest również pod takimi nazwami jak: matematyka malowana, haft matematyczny, haft na papierze, haft na kartonie.
Technikę tą zapoczątkowała pod koniec XIX wieku nauczycielka Mary Everest Boole. Chcąc ułatwić swoim uczniom zrozumienie geometrii, za pomocą kolorowych sznurków tłumaczyła linie krzywe. Początkowo haft ten wykonywano „zaczepiając” nitki o gwoździe wbite w deskę pokrytą aksamitem. Obecnie mówiąc o tej technice najczęściej mamy na myśli haft wykonywany za pomocą igły i nitki na grubym papierze/kartonie
Wzory powstają w wyniku krzyżowania się pod różnymi kątami nitek przewlekanych przez dziurki w papierze. Wyszywane motywy często są tworzone na podstawie figur geometrycznych, takich jak koła, kwadraty, trójkąty. Jednak techniką tą możemy wykonać wszystko, co podsunie nam wyobraźnia. To tylko kwestia zaprojektowania odpowiedniego wzoru w postaci kropek, które potem „stają się” dziurkami na papierze stanowiącym bazę do wyszywania.
Motywy wykonane tą techniką możemy wykorzystać do kartek okolicznościowych i świątecznych, zaproszeń, zakładek do książek. Możemy również wyszywać „samodzielne” obrazki, które potem oprawimy i powiesimy na ścianie.
Haft strukturalny to technika, która nie tylko pozwala nam na tworzenie niepowtarzalnych wyjątkowych prac, ale dzięki magii powtarzalnych ruchów pomaga również oderwać się od codziennej bieganiny, wyciszyć umysł i odstresować się.
Tekst: Anna Żurowska
Od ponad 20 lat pracuję jako pedagog, a od paru lat również jako specjalista rewalidacji. Dzięki codziennej pracy z dziećmi, młodzieżą oraz osobami dorosłymi, zdobyłam doświadczenie, które pomaga mi w prosty i przystępny sposób dzielić się swoją wiedzą i umiejętnościami. Dlatego też realizuję się podczas organizowania i prowadzenia warsztatów. Dotyczą one mojej pasji – sztuki rękodzieła. Do to tej pory przeprowadziłam zajęcia dotyczące: techniki decoupage, podstaw szydełkowania, tworzenia i wykorzystania papierowej wikliny oraz plastyczno-artystyczne dla dzieci.
NAUCZ SIĘ HAFTU MATEMATYCZNEGO
Raz na zawsze ogarnij podstawy
W miłej atmosferze przećwicz pierwsze kroki
Użyj materiałów, które masz w domu, ale dowiedz się, w co warto zainwestować, jeżeli ci się spodoba ta technika
Znajdź grono osób, z którymi wymienisz się pomysłami, wzorami, nowymi spostrzeżeniami
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/04/haft-strukturalny-oplotki.png788940aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-04-23 10:30:032022-01-10 20:15:48Co to jest haft strukturalny
Jesteś ośmiornicą? Ja jestem! Wokół mnie krążą miliony projektów i pomysłów, którymi chciałabym się zająć. Tu. Teraz. Natychmiast. Czy mogę złapać je wszystkie? A może powinnam skupić się tylko na jednym z nich? O tym, którą ścieżką podążyć porozmawiałam z Agatą Dutkowską, założycielką Latającej Szkoły. Bo nikt nie zna się lepiej na ośmiornicach i osobach multipotencjalnych niż ona
Latająca Szkoła Agaty Dutkowskiej
Z wielką satysfakcją przyglądam się, w jaki sposób Agata wspiera kobiety, jak kobiety przy niej „rosną” i się rozwijają.
Agata pokazuje, że każda z nas jest unikalna, tak samo jak unikalny jest każdy biznes. Jeśli wydaje Ci się, że jesteś jedną z wielu rękodzielniczek, copywriterek, graficzek etc., zapisz się do newslettera Agaty, a szybko zobaczysz, jak bardzo się mylisz
Od zawsze powtarzam, że w kobietach drzemie prawdziwa moc. Gdyby nie kręgi kobiet, na które lata temu przychodziła Agata, nie byłoby Latającej Szkoły… Jak to? Przeczytaj historię Latającej Szkoły i zobacz, jak wielkie opowieści rodzą się w małych artystycznych pracowaniach (wiesz, że Agata jest absolwentką ASP?).
Projekt Ośmiornica
Ośmiornice to osoby, które mają dużo zainteresowań i nie wiedzą, w co włożyć swoje macki. Agata Dutkowska dobrze wie, jak to jest, dlatego stworzyła autorskie narzędzie, które pomaga się w tym wszystkim odnaleźć. Ważne, żeby spojrzeć na siebie i na swoje projekty z lotu ptaka, zrobić tzw. mapowanie.
My kobiety bardzo często jesteśmy obarczone toksycznymi wzorami, ograniczone schematami, z których ciężko się wydostać. Znasz to? Najpierw inni, potem Ty. Dajesz dużo dla innych, ale siebie stawiasz zawsze na ostatnim miejscu… Czujesz, że czas to zmienić? Zacznij od wysłuchania mojej rozmowy z Agatą – jestem przekonana, że odnajdziesz w niej nutkę inspiracji i niezłego kopa do działania.
Chcesz poznać więcej podobnych historii? Zapisz się na listę osób zainteresowanych książką Oplotki, którą wciąż i nieustannie piszę dla Ciebie
Ileż można! Wyszłam z założenia, że jedyne, czego mi teraz trzeba, to obśmiać tę rzeczywistość. Bo wiesz, mam wrażenie, że to, co się dzieje, to jedna wielka kpina z rzeczywistości.
Może i Tobie ten wpis pozwoli się uśmiechnąć (choć na chwilę) i złapać oddech między „hołmofisem”, zdalnym nauczaniem i goniącymi się po domu maluchami. Przypuszczam, że nawet jeżeli dzieciaki nie dają Ci w kość, to pewnie i tak nie jest kolorowo w tym ciągłym zamknięciu, w rutynie bez pewnego końca…
W takim razie serwuję Ci gorący jeszcze przegląd domowych patentów na kpinę z kpiny z rzeczywistości, czyli wycięte z telefonu kadry z pandemii w OPLOTKI.
Pracownia rękodzieła w domu (w czasach zarazy)
Skoro wynajmowanie pracowni nie miało najmniejszego ekonomicznego sensu, wszystkie oplotkowe zapasy przeniosły się do mojego domu. A dokładniej – do sypialni najmłodszej córki. Miejsce zabawek (upchniętych teraz w szydełkowych koszyczkach na podłodze) w szafach zajęły sznurki, włóczki, druty, ulotki, metki, kartoniki i pergaminy, różne przydasie i gratisy, które dorzucam do paczek z materiałami wysyłanymi jako dodatek do kursu szydełkowania on-line.
Jeżeli szukasz pocieszenia i chcesz w duchu pomyśleć sobie: „O, rety! U nas nie jest jednak tak źle!”, polecam Ci rzut okiem na fotki.
Pakowanie paczek, nadawanie przesyłek, zabezpieczanie ich, żeby nic w trasie nie wyleciało, a do tego…przeganianie trójki łobuzów, która w kartonowych labiryntach urządza sobie plac zabaw.
(PS. Jeżeli w paczce do kursu szydełkowania albo w którymś z boksów, na przykład w boksie XXL, z drutami lub tkackim, znajdziesz smoczek i zabłąkane klocki, to już wiesz dlaczego).
Sesja fotograficzna – Oplotki w pandemii
Można by powiedzieć, że wybrałam najgorszy moment na trzaskanie fotek, ale kiedy zobaczyłam, co dzieje się w naszym domu, to wiedziałam, że to po prostu trzeba uwiecznić. I to nawet nie raz, ale dwa razy. Tony sznurków wyściełające podłogę, góry kartonów i łobuzy biegające wokół. Kiedy znowu trafi się taka sceneria??? Uśmiecham się, za każdym razem, kiedy spoglądam na te kadry.
Nawet w takim szaleństwie jest metoda. Te zdjęcia okazały się prawdziwym hitem. Chyba właśnie dlatego, że mam na nich wory pod oczami (jak każda mama w pandemii). Widać, że zdecydowanie pochwalamy w oplotkowym ekosystemie podejście „rób to, co możesz, z tym, co masz”, które w czasach zarazy po prostu ratuje od nieosiągalnej perfekcji.
Skoro mowa o kartonach…
Nie zapomnę momentów, kiedy do domu wtaczały się paczki giganty. Kilogramy wełny, tuziny szpul ze sznurkiem, całe paki szydełek i drutów. To były momenty najlepszej zabawy. Przyznam, że rozpakowywanie przesyłek od kuriera nigdy nie było tą częścią pracy, którą lubię, ale dzięki pandemii to teraz kulminacyjny punkt dnia. Nie tylko dlatego, że dzieciaki właściwie robią to za mnie, ale dlatego, że później godzinami wyczyniają cuda z tymi kartonami. Te bezcenne chwile ich zabawy i mojego spokoju ratują mi psychikę.
Resztki etykiet i góry papierów materializują się w traktory, statki kosmiczne albo domki i garaże. Cała trójka potrafi w zgodzie bałaganić, nie wymagając mojego angażu. Bajzel? Rzecz drugorzędna. Gdzieś w okolicach drugiego lockdownu olałam bajzel. Założyłam, że – tak jak wszystko – i bajzel kiedyś minie
Malarski szał
Papierzyska wyściełające paczki przydały się jeszcze do zabezpieczania domu przed malarskim szałem synka. Ta nasza mocno ruchliwa „środkowa” latorośl daje w kość… No, chyba że zajmie się czymś bez opamiętania.
Taką nieekranową alternatywę dały pędzle i farby. A że ściany mocno oberwały w pandemii? Kreatywne obrazy stały się idealną wymówką do odłożenia remontu do czasu, kiedy najmłodsza osiągnie słuszny wiek nie-brudzenia-czego-się-da.
Lena pokochała haft matematyczny
Jeżeli twierdzisz, że rękodzieło jest za trudne, albo masz do tego dwie lewe dłonie – usilnie będę Cię namawiać na nasze poniedziałkowe bezpłatne warsztaty. Skoro moja 7-latka opanowała haft strukturalny, dlaczego Tobie miałoby się nie udać?! Jeżeli złapiesz bakcyla, na Oplotki.pl znajdziesz więcej warsztatów z innych technik. Szykujemy też cały kurs on-line haftu strukturalnego – jeśli dzieci szybko nie wrócą do szkół, czarno to widzę… (albo kolorowo, bo z dzieciakami w tle).
No dobra, a co z dorosłymi?
No właśnie! Tak skupiłam się na dobrostanie maluchów, że prawie zapomniałam o „starszakach”.
Ku mojej wielkiej (o ironio!) radości do sypialni maludy wjechał też trenażer męża. No i oczywiście moje kreatywne pomysły na to, jak nie pójść z torbami w tym handmade biznesie.
Kiedy jednego dnia (przy pierwszej fali pandemii) warsztaty stacjonarne rękodzieła zostały zmiecione z powierzchni ziemi, z dziką wiarą, że musi się udać, ruszyłam na podbój onlajnów.
Nie uwierzysz, ale ta „praca” dawała mi najwięcej frajdy. Kiedy wszystkie rozrywki nagle zniknęły, a ryzyko spotkania z przyjaciółmi było zbyt wielkie, zaczęłam na potęgę prowadzić warsztaty rękodzieła on-line. To bycie z ludźmi, choćby poprzez ekran, ładowało baterie.
Teraz wspominam te szalone wieczory, kiedy mąż uciszał maluszki w drugim pokoju, a ja prowadziłam kolejne lekcje dziergania.
Najbardziej uśmiecham się do tej ciepłej myśli, że pomogłam kilku koleżankom złapać bakcyla onlajnu i podratować domowy budżet. Był nawet warsztat kosmetyczny on-line!
Praca na trzy zmiany
W pewnym momencie nie można już było czekać na „lepszy moment” – trzeba było pracować z tym, co jest. Zaczęła się więc logistyka level pro. Rano mąż z dziećmi do 9.00, a ja przed komputerem od bladego świtu, potem on do biura i koło 17.00 znowu zamiana – on w domu, a ja w biurze szukająca ciszy, znowu z komputerem. Nowa rutyna stała się rzeczywistością. Choć nie ma w tym grafiku miejsca na odpoczynek, to oboje łapiemy takie „lepsze chwile” podczas drzemek maluchów, albo wtedy, kiedy zajmą się rozdzieraniem na strzępy kolejnej paczki od kuriera.
Może i nie są to idealne warunki do pracy, ale czy kiedykolwiek takie będą?
Chyba znudziło mi się już czekanie, aż to szaleństwo się skończy. Nauczyłam się w tym żyć. Oczywiście, nie mogę się doczekać końca, ale może i Tobie pomoże myśl, która przyszła do mnie chwilę po tym, kiedy ogłosili, że czeka nas kolejny tydzień lockdownu:
Nie mamy wpływu na rzeczywistość, która nas otacza, ale mamy wpływ na to, co z tym szaleństwem zrobimy.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/04/oplotki-w-pandemii.png788940aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-04-14 06:00:582021-05-21 09:34:06Oplotki w pandemii, czyli jak wygląda nasza praca
Niemal każdą wolną chwilę spędzam ostatnio na pisaniu. Projekt „Książka” trwa w najlepsze: opowiadam historie, spisuję myśli… Pisanie bez wątpienia ma w sobie coś z magii. Dzięki niemu możesz spojrzeć w głąb siebie i odkryć nieodkryte. To bardzo uwalniające. Ale jak okiełznać to, co mam w głowie i przekazać czytelnikowi tak, żeby go nie zanudzić i nie przytłoczyć? Jak nauczyć się pisać?
Nie mogło być inaczej – do rozmowy o moim najnowszym wyzwaniu zaprosiłam Starą Smoczycę, czyli Magdaleną Białecką. Dla Magdy pisanie jest jak tlen. Na swoich kursach i warsztatach pomaga kobietom pokonywać blokady oraz pokazuje, jak tworzyć lekkie, wciągające i wyróżniające treści. Jednym słowem – oswaja smoki.
Z Magdą rozmawiałyśmy o tym, czym w ogóle jest pisanie i czy pisać może każdy. Jak pokonać blokady, wziąć pióro do ręki i zacząć przelewać na papier swoje myśli?
Jak nauczyć się pisać?
Pierwsze pytania, jakie musisz sobie zadać na początku swojej pisarskiej drogi to: „O kim chcę pisać?”, „Dlaczego chcę pisać?”, „Co chcę dać światu i co chcę od niego w zamian otrzymać?”.
W moim wypadku impulsem do stworzenia książki były warsztaty rękodzieła, podczas których kobiety dzieliły się historiami swojego życia. Ostatecznie historia marki Oplotki upleciona jest właśnie z takich opowieści…
Gdy już poznasz odpowiedzi, kup sobie notes.
Tak! Piękny notes, w którym będziesz chciała zapisywać swoje myśli. I pisz, pisz, pisz! Daj się ponieść. Pisanie to proces. To puzzle, z których potem ułożysz piękną całość.
A co, jeśli wcale nie chcesz napisać książki?
Jeśli jesteś rękodzielniczką, która chce zbudować swoją społeczność lub sprzedać swoje produkty, umiejętność dobrego pisania będzie bardzo przydatna I nie chodzi tu wcale o skrupulatne tworzenie biznesowych treści, ale o świadomość tego, jak za pomocą słowa zbudować relacje ze swoimi odbiorcami.
Niech moja rozmowa z Magdą będzie dla Ciebie inspiracją – również do czytania fascynujących opowieści i poznawania niesamowitych historii, które poruszają do głębi.
Agnieszka
A teraz oddaję głos Smoczycy, która na pisaniu zjadła zęby
Szkoła walki ze smokami, czyli jak ja uczę pisania
Tekst: Magdalena Białecka
Lubię o sobie myśleć, że jestem Smoczycą. Starą Smoczycą, która zjadła zęby na pisaniu.
Lubię też tak o sobie mówić. I robię to od ponad 2 lat. Na początku różni życzliwi pisali mi: „A może coś bardziej przyjaznego?”, „Przecież smoki są straszne!”.
A ja się nie boję. I wiem, że Smoki są różne. I dobrze mieć jakiegoś po swojej stronie I wiem też, że metafory mają super moc – trafią do głowy Twoich Odbiorców i tam zostają.
Zaczynam od skóry Smoczycy, bo chciałabym, żeby to była dla Ciebie pierwsza szybka lekcja pisania.
Lekcja 1
Działaj w zgodzie ze sobą. Czujesz się Smokiem? Nazywaj się siebie Smokiem. Czujesz się Kapitanem statku! Bądź Kapitanem! Poszukaj metafory, bo to jest kod dostępu do głów Twoich Odbiorców.
Pewnie teraz zastanawiasz się, jak taką metaforę możesz znaleźć. Pomyśl – może ktoś Cię tak nazwał? Może ktoś podsumował jakoś pracę z Tobą? A jeżeli nie, to poczekaj. Włącz radar na metafory i zapewne coś się wtedy wydarzy…
Ku inspiracji podzielę się z Tobą moją historią. Właściwie dwiema – jedną dawną i drugą niedawną. Ta ostatnia jest prosta i krótka – opisałam siebie w taki sposób podczas zabawy na jednej z grup Facebookowych. Opisałam i poczułam – tak, to ja. I tak oto od 2 latach jestem tą Smoczyca też dla innych. Druga, dawna historia jest nieco dłuższa…
Dawno, dawno temu, gdy byłam jeszcze aktywną dziennikarką i biegałam po mieście, szukając ciekawych tematów na reportaże (tak, tak było, biegałam tak przez kilkanaście lat…) trafiłam do Pracowni Ceramicznej na Mokotowie. Pracownia była ukryta pod ziemią w piwnicy i przez to dostępna tylko dla wtajemniczonych. Wprowadziła mnie tam koleżanka. Otworzył mi starszy siwy Pan w brudnej szacie. Przywitał mnie z wielką radością, zaparzył zielonej herbaty i zaczął opowiadać… Mówił i mówił… O tym, jak był w Chinach, czego tam się nauczył i czego teraz uczy innych. Na początku obowiązkowo – 20 godzin nauki trzymania pędzla. Taki mały trening uważności. A później, co kto sobie wymarzył – ceramika, mozaiki, malarstwo precyzyjne… i dalsza praca nad świadomością. Bo to jedyna droga do szczęścia, do istoty siebie. Napisałam tekst o Panu Stasiu i wróciłam. I prawie zamieszkałam w tej pracowni na 3 lata. Okazało się, że jest to Szkoła Walki ze Smokami. Pokonałam je. I teraz prowadzę swoją pracownię – Pracownię Słowa, w której pomagam pokonać wszelkie smoki, które przeszkadzają w pisaniu.
Opisałam Ci swoją historię, bo chciałabym, żeby to była dla Ciebie druga szybka lekcja pisania.
Lekcja 2
Pisz historiami… Zobacz, jak angażujące są czyjeś przeżycia. Używaj historii do opowiadania o sobie i swojej marce. Używaj też ich w postach Facebookowych, wpisach blogowych, newsletterze… wszędzie! Ludzie uwielbiają historie. Dzięki nim poznają Cię, zbliżają się i zaczynają Ci towarzyszyć.
Pracownię Słowa założyłam już kilkanaście lat temu. A od 4 lat prowadzę ją online. Możesz ją znaleźć na Facebooku. Tylko, uważaj – na wejściu przeczytasz, że od razu możesz tu spalić wszystkie swoje pisarskie gorsety, staniki szpilki. Nic przeciwko nim nie mam, o ile nie krępują, nie uwierają i nie hamują. Bo najważniejsza dla mnie w życiu i w pisaniu jest świadomość, bliskość i swoboda. I to swoboda w pisaniu jest w pierwszym rzucie najważniejsza. Bo ona jest nośnikiem Twoich emocji, a emocje są nośnikiem informacji. Więc to dzięki swobodzie pisania, tekst działa na Odbiorców.
I to chciałabym, żeby była dla Ciebie trzecia szybka lekcja pisania.
Lekcja 3
Pisz swobodnie. Zawsze i wszędzie. Pisz tak jak i się zapisuje. W tym momencie jest to zawsze najlepsze, co może powstać. Później odłóż tekst i przeczytaj go, krytycznie poprawiając, co trzeba.
O tym wszystkim wspominam też w rozmowie z Agnieszką Gaczkowską z Oplotek, ale chciałam wyłuskać to z naszej długiej rozmowy i podać Ci w formie 3 krótkich lekcji do zapamiętania. Żebyś od razu zabrała je ze sobą i stosowała od najbliższego pisania.
A rozmowę odsłuchaj koniecznie, bo rozmawiamy tam ponad godzinę. O tym, jak znaleźć pomysł na książkę, jak zacząć ją pisać, na co zwracać uwagę przy pisaniu, jak się wspomagać w tym procesie…
Jeżeli myślisz o jej napisaniu, ta rozmowa z pewnością Ci pomoże. A jeżeli nie myślisz, też posłuchaj, bo pada tam wiele informacji na temat pisania w ogóle.
Szczególnie jeżeli chciałabyś złapać tę swobodę, poczuć wiatr we włosach, rozłożyć ręce i lecieć…
Jeżeli chciałabyś ściąć głowy smokom, które Cię powstrzymują przed pisaniem…
Jeżeli chciałabyś z pisania uczynić swój miecz…
Zapraszam Cię do mojej pieczary: https://www.magdalenabialecka.pl/
I na początek polecam Ci mój kurs podstawowy trzymania pióra, w którym przećwiczysz wszystko, co w pisaniu jest Ci potrzebne – jak pisać o sobie, o swoich produktach, jak zaczynać, jak łapać uwagę Czytelnika, jak go angażować, jak zachęcać i wzywać do działania… Będą też metafory! Wskakuj! A później możesz ćwiczyć pisanie, czego tylko zechcesz…
Trzymam za Ciebie moje wielkie smocze kciuki Magda vel Smoczyca
Wciąż mało? Szukasz swojego miejsca, inspirujących kobiet i fantastycznych historii?
Znasz to uczucie, kiedy czas przestaje istnieć, a Ty kolejną godzinę robisz coś, co daje taką frajdę, że minuty zamieniają się w sekundy, łapie Cię zachód słońca (albo burczenie w brzuchu) i dopiero rzut oka na zegarek sprawia, że wracasz do rzeczywistości?
Jako dzieci mieliśmy tak bardzo często… Ale potem staliśmy się tacy porządni, mądrzy i dorośli – pozostało nam tylko mgliste wspomnienie tego dzikiego bycia tu i teraz.
Może dlatego, że przez dużą część życia po prostu się „dorabiamy”? Dom, samochód, może rodzina. Gonimy w zabójczym tempie. A kiedy już wszystkie checkboxy odhaczone, nagle zadajemy sobie pytanie: JAK ODNALEŹĆ PASJĘ?
Nie będę ściemniać. Nie należę do tych osób, które pół życia dryfują, zastanawiając się, co by tu zrobić. Od malucha marzyłam o architekturze, a pierwsza połowa mojego dorosłego życia podporządkowana była spełnianiu tego marzenia. Już jako właścicielka własnej pracowni złapałam się na poczuciu, że nie wiem, co dalej.
Nie wiem, co robić w życiu – 30 lat
Niby wszystko idealnie: praca marzeń, mąż – platoniczna miłość z podstawówki – u mego boku, początek podróży związanej z macierzyństwem, i to nieodparte uczucie, że coś zgrzyta.
Na zewnątrz spełnienie marzeń, a w środku pustka, brak, jakiś palący niedosyt. To wtedy poczułam, że chcę więcej. I choć trochę po omacku szukałam odpowiedzi na pytanie „jak znaleźć (na nowo) pasję?”, wiem, że w tym szaleństwie była metoda. Chcę się dziś nią z Tobą podzielić. I nie, nie będzie TYLKO o rękodziele.
Mam 35 lat i nie wiem, co robić w życiu
Tak brzmiała moja definicja w tym wieku. Niby świetna praca, ale jednak niepozwalająca mi na równoczesne bycie obecną mamą i świadczenie usług na takim poziomie, pod którym chciałabym się podpisać swoim nazwiskiem. Wrzuciłam na zawodowy luz. Macierzyństwo było świetnym powodem. Niby mama, ale z poczuciem, że uczę dzieci marudzenia, narzekania i frustracji, zamiast pasji, błysku w oku i brania odpowiedzialności za własne szczęście. Dużo zmieniło się, kiedy zaczęłam szydełkować.
CO?! Wiem, brzmi jak bełkot szaleńca, ale już tłumaczę, dlaczego z pełną odpowiedzialnością podrzucam Ci mój patent na odnalezienie pasji. Nie chodzi o samą rękodzielniczą umiejętność. Kiedy rozpaczliwie biczowałam się samooskarżaniem (w końcu miałam wszystko, a mimo to nie wiedziałam, co chcę w życiu robić), zajrzałam w głąb siebie. To tam tkwią wszystkie odpowiedzi na nasze najtrudniejsze pytania.
Dzięki szydełkowaniu odłożyłam telefon, ekran, milion „muszę”, „trzeba” i „wypada” wykonywanych na autopilocie i po prostu pozwoliłam sobie być ze sobą. W ciszy, w rozmowie, w emocjach.
Magia powtarzalnych ruchów dłoni sprawiała, że krew w mózgu przepływała przez zaspane arterie. Nieużywane od dawna neurony pobudzały wspomnienia. Ciepłe wieczory u boku drogich mi kobiet, niespieszne rozmowy od serca, pełnia akceptacji i otwartości na drugiego człowieka. Z przyjemnością odkrywałam, że te skarby dostępne są również teraz – wystarczy sobie dać prawo do ich odkrywania.
Zaufałam intuicji
Jako architekt z dwójką dzieci na pokładzie zamknęłam etap wygodnej, dochodowej pracy, aby budować biznes on-line oparty na warsztatach rękodzieła!
Szaleństwo? NIE! PASJA! To dzięki warsztatom szydełkowania odkryłam, że kocham być z ludźmi. Uwielbiam te niespieszne rozmowy o życiu, wyzwaniach, trudnościach. Kocham wspierać, motywować, ale też tryskać pomysłami, których często sama nie realizuję (bo już gonię za kolejnym). Pasja bycia w bezpiecznym kobiecym kręgu, gdzie daję z siebie 110% każdego dnia, przywróciła mi dziecięcy błysk w oku.
Mam 40 lat i nie wiem, co robić w życiu
Pewnie czeka mnie taka realizacja. Ale wiem, że to normalne! Redefiniujemy się praktycznie codziennie.
Ja też.
Ty Też.
I wiem, że na 40. urodziny, też zadam sobie to pytanie: „Co dalej?”.
I wiem, że rękodzieło przyjdzie mi z pomocą.
W Oplotki dzieje się tyle, że nie wiem, czy będzie to koronka klockowa, szydełko, punch needle, haft, czy tkactwo ;)).
Wiem jednak, że niespieszne godziny sam na sam ze sobą, z robótką w dłoni, to będzie moje narzędzie prowadzące do najlepszych odpowiedzi. Najcelniejszych, bo wypływających ze mnie, ze środka.
Wierzę, że Ty też masz wszystkie odpowiedzi w sobie. Daj sobie tylko prawo do nich dotrzeć.
Wierzę, że rękodzieło, którym zarażamy na co dzień w OPLOTKI to świetne narzędzie do tworzenia przestrzeni wewnętrznej ciszy, otwartości i gotowości, by pytać i słuchać TWOICH własnych odpowiedzi.
Nie tych, które podpowiada hałaśliwy świat wokoło, ale tych, które ciągle tam były, są i będą po cichutku. Zawsze.
Masz je w sobie, odważ się tylko tam zajrzeć – tam głęboko. Przypomnij sobie tę frajdę zatracania poczucia czasu. Pozwól językowi wyjść na zewnątrz, gdzieś w kącik ust. Złap się na minie przedszkolaka, który rysuje pierwszą literkę. Nowa technika rękodzieła, nowa umiejętność, skill, który otwiera na nieznane, może przyjść z wielką pomocą
Życzę Ci tego z całego (przepełnionego miłością do rękodzieła) serca.
Znajdź tę pasję!
Masz ją w sobie!
PS. Piszę i piszę. Książka nie pomieściła powyższej refleksji (puchnie w zastraszającym tempie, bo kusi, żeby upchnąć w niej wszystko, czym chcę się z Tobą podzielić), ale po prostu musiałam… Także ten. Więcej na łamach. Już niedługo.
Tymczasem śmiało pisz, jeżeli to, o czym mówię, dotknęło czegoś w Twoim środku.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/03/oplotki-okladka.png788940aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-03-31 06:00:052021-05-20 10:44:30Jak znaleźć pomysł na siebie, czyli co robić w życiu
Oplotki są żywym przykładem, że da się (niby) żyć w ciągłej sielance równowagi między pracą a rodziną, między ambicjami a rolą mamy, między irracjonalnym pragnieniem więcej a tęsknotą za cieplutkim komfortem.
Ale czy aby na pewno?
Jak to się udało w praktyce? A gdzie się nie udało?
Równowaga w życiu
Jakąś dekadę temu cierpiałam na przypadłość typową dla perfekcjonistów.
Znasz to uczucie, które zżera od środka, kiedy tylko zabierasz się za coś nowego i jakiś wewnętrzny głos traktuje to totalnie zero-jedynkowo?
Albo będziesz najlepsza, albo w ogóle nie ma sensu próbować. Albo zrobisz to dobrze, albo nie rób wcale. Albo możesz się tym dumnie pochwalić, albo odpuść sobie na starcie.
Oj, długo zajęło mi zrozumienie, że czasami (a może i zawsze?) chodzi tak naprawdę o proces, a nie o rezultat końcowy.
Oplotki były pierwszym przedsięwzięciem (uwierzysz?) w moim życiu, w którym pozwoliłam sobie po prostu działać bez jasno określonego celu. Oczywiście miałam marzenia, jakąś mglistą wizję, w jakim kierunku podążam, ale czy była to wypolerowana (czyt. IDEALNA), precyzyjna, zaplanowana od A do Z strategia?
Zdecydowanie nie.
Jedyne, czego byłam pewna, to fakt, że tym razem chcę w życiu równowagi. Nieważne było, czy ten biznes będzie robił tzw. kokosy, czy po prostu pomoże ogarniać wspólnie domowy budżet. O ile zapewniał poczucie, że robię coś, co zmienia mały kawałek naszego świata na bardziej przyjazny, był wart zachodu. O ile uda się robić ten biznes tak, aby wspomagał nasze życie rodzinne, a nie odbywał się jego kosztem – trzeba było spróbować.
Work-life balance, czyli powiedzieć łatwo, wykonać trudniej
Parząc z boku, nie było widać równowagi.
Zarwane przed komputerem wieczory, czasem noce. Drzemki dzieciaków spędzone na skrupulatnym nadrabianiu zaległości albo studiowaniu arkanów biznesu on-line. Wyrywane w przelocie chwile zabawy z maluchami i randki z mężem, kiedy czasem babcia wpadła do nas na weekend w odwiedziny. Tempo zabójcze.
Ale teraz dostrzegam w nim intuicyjne dążenie właśnie (o, ironio!) do równowagi.
Kto powiedział, że musi być pięć dni w pracy, a weekend dla rodziny?
Kto powiedział, że pracujemy, kiedy dzieci są w przedszkolu / szkole / żłobku, a odpoczywamy, kiedy są w domu?
Wreszcie – kto powiedział, że praca musi być historią z serii Krew, pot i łzy, a nie frajdą, która daje odpoczynek od dzieciaków czy zabieganego świata?
Powielałam ten ślepy schemat. Musiałam dojść do ściany, żeby zrozumieć, że work-life balance to termin mocno indywidualny. Niosąc na sztandarze OPLOTKI slow life, sama wyrabiałam co najmniej dwa etaty. Teraz widzę, że było mi to potrzebne. I nie ma tu zaprzeczenia owej wycacanej definicji równowagi w życiu. Dopiero teraz widzę, że po okresie macierzyńskiego lukru, kiedy przez chwilę byłam nieaktywna zawodowo – moje ambicje potrzebowały turbotempa. To było moje pokrętne dążenie do równowagi w życiu.
Dlaczego dałam sobie wmówić, że kiedy pojawia się potomstwo na pokładzie, to rola mamy jest jedyną słuszną?
Od etapu zaczytywania się w poradnikach przeszłam przez frustrację rodem z piekła aż do poczucia, że warto zacząć słuchać wewnętrznego głosu (i uczestniczek warsztatów)
Każda rozmowa podczas kameralnych spotkań rękodzielniczych dawała mi coraz większe przekonanie, że nie da się być czempionem we wszystkim. Albo wypucowany dom, albo napisany tekst na bloga. Albo trzecie dzisiaj pranie, albo nagrany podcast. Albo dwudaniowy obiad, albo oddzwonione telefony zagryzane odgrzaną z zamrażarki pomidorówką. Albo kolejny wieczór w domu i krzyczenie na męża, ze już po prostu muszę wyjść do ludzi, albo praca warsztatowa.
Ależ to było uwalniające! To tak można?
Można nie mieć najczystszego domu w okolicy (przy dzieciakach na pokładzie)?
Można napisać tekst z bykami i zdaniami wielokrotnie złożonymi bez myślenia o SEO?
Można tak po prostu uściskać męża w kiecce brudnej od glub zakatarzonej córci, zamiast gnać na – Bóg wie, jakie – kolacje w obcasach?
Można, wreszcie, dać sobie SPA roku w postaci pracy, która Cię kręci?
Można!
Moja osobista definicja work-life balance
Dlaczego Ci o tym piszę? Nie, nie tylko dlatego, że ta rozkmina zabrała kilka rozdziałów książki, którą piszę codziennie po kawałeczku. Dzielę się tą myślą, bo dojście do tego uwalniającego punktu w życiu kosztowało mnie stanowczo za dużo. Pozbawiałam się przyjemności z codzienności.
Może Ty też?
Work-life balance – przykłady mocno osobiste
No dobrze, było podniośle. Teraz czas zejść na ziemię i przytoczyć kilka praktycznych przykładów jak osiągnąć work-life balance na postawie moich doświadczeń. W końcu nie chcę tutaj kolejnego poradnika dla tłumów, jakich wiele w internecie.
Kiedy przestałam się oglądać na innych (byłam już zbyt zmęczona wyścigiem), sprawy zaczęły przyspieszać. Zamiast obsesyjnego podglądania konkurencji, świadomie przestałam w ogóle śledzić. TAK! Po prostu odobserwowałam, wywaliłam z wszelkich miejsc w sieci, gdzie bywam. Czasem kusi, aby podglądać, ale dla spokoju ducha celowo tego nie robię. Błogość kreatywnej wolności bez zbędnych skojarzeń gwarantowana!
Zamiast czytać pełne hejtu komentarze pod postami, postawiłam sobie cel, żeby zrobić budżet na wsparcie w obszarze social media. Nasza niezastąpiona Ania z anielskim spokojem potrafi podejść do czegoś, co kiedyś kazało mi nie spać trzy noce! Hejt nie boli już tak mocno, kiedy omawiamy wątpliwe sytuacje wspólnie.
Zamiast biczować się, że moje uda to już nie materiał na jeansy slim, zaczęłam nosić sukienki dopasowane tylko w talii. Też spoko wyglądam, a poza tym nic nie gniecie, kiedy dupsko przesiaduje przed komputerem albo na kanapie, zamiast wdzięczyć się na mieście.
Jakoś tak zrobiło się lżej. Przyjemniej nawet.
A co najlepsze!
Ten luz dał mi paliwo rakietowe dla pogoni za moimi własnymi marzeniami.
Możesz się śmiać, ale doceniam tak małe rzeczy jak wspólne śniadania (jaki to komfort wybrać jednak lokalne przedszkole/szkołę i nie wozić dzieci na drugi koniec miasta do wypasionej placówki, gdzie bitwa o miejsca trwa w najlepsze), możliwość pracy z domu (no dobra, mamy wypasione biuro służące do spotkań i warsztatów on-line, ale faktycznie mój mąż więcej tam przesiaduje niż ja) i wreszcie definiowanie KIEDY pracuję tylko przez pryzmat mojego tempa (slow biznes, a ja biczowałam się, że potrafię posiedzieć grubo ponad ustawowe 8 h przed komputerem, kiedy jakiś szalony pomysł potrzebuje rozpisania tu i teraz).
Można poklikać, kiedy dzieciaki na dobre zajęte są zinxami i mojipopsami (tylko rodzice przedszkolaków/wczesnoszkolnych zrozumieją), a mała jeszcze na spacerze z mężem. Wolno tak po prostu powiedzieć rodzince: „Mama teraz potrzebuje pół godziny w samotności w łazience” i trzasnąć sobie wszystkie maseczki z szafki, kiedy czujesz, że zaraz wybuchniesz po nieudanej kampanii reklamowej za kupę pieniędzy. Możesz wreszcie po prostu zrobić sobie wolne we wtorek. Ot tak! Tylko dlatego, że masz gorszy dzień. Nadrobisz w sobotę (o zgrozo!). I świat się nie zawali.
Poważnie.
Poszukaj własnej definicji work-life balance! To uwalnia i paradoksalnie daje tempo nie z tej ziemi!
Kiedy ruszałam z projektem książki, wydawał mi się nieogarnianym jaźnią tematem z serii Albo firma, albo czas na pisanie oraz Albo czas z rodziną, albo pisanie.
I oczywiście, pracy jest masa, bo chcę dotrzymać ustalonego terminu. Ale im mniej myślę o tym, co mogłoby pójść nie tak, tym więcej po prostu piszę! O dziwo, dużo u mnie ostatnio zarówno work, jak i life… Kluczem jest słowo pośrodku: balance.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/03/kopia-blog-grafika-na-social-media-szablon.png788940aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-03-24 06:00:262021-05-25 10:45:02Work-life balance, czyli dlaczego równowaga jest taka trudna
Jak żyć w stylu zero waste? Najlepiej zacząć od życia less waste I nie chodzi tu tylko o ekologiczną stronę naszej codzienności, ale i o tę biznesową.
Kobiety mają tendencję do bycia perfekcjonistkami w każdej dziedzinie – pięknie wysprzątane mieszkanie, wnętrza jak z katalogu, wyjątkowe umiejętności kulinarne, a przy tym dobrze prosperujący biznes. Też tak masz? Tylko jest jeden haczyk – w tym dążeniu do doskonałości często zapominamy, co jest naprawdę ważne. Jeśli coś nie pójdzie po naszej myśli, robimy sobie wyrzuty sumienia, że wciąż robimy za mało, że nie jesteśmy wystarczająco dobre. Z drugiej strony, jeśli osiągniemy sukces i zarobimy pieniądze – zjada nas poczucie winy… Dlaczego? Co można zrobić, żeby wyjść z błędnego koła?
Życie less waste, również w biznesie
Rozmowa, którą przeprowadziłam z Agnieszką Zdunek rozpoczęła się od tematu życia less waste. Ale jak to bywa w rozmowach z innymi przedsiębiorczyniami gładko przeszłyśmy do kolejnych ważnych kwestii. Musisz wiedzieć, że Aga to kobieta petarda. To dzięki niej i jej inspiracji przestałam odkładać wymarzone projekty na później i postanowiłam wydać książkę. Jeszcze w tym roku.
Agnieszka uczy kobiety, jak przejść na zieloną stronę życia małymi kroczkami. Wyznaje zasadę, że:
Lepiej być każdego dnia less waste niż jednego zero waste.
Ale nie chodzi o to, by stać w swoim ekologicznym rozwoju cały czas w jednym miejscu, ale o to, żeby wciąż podążać za nowym, szukać rozwiązań, wejść na kolejny level.
Chodzisz na zakupy z siatką wielorazową i segregujesz umiejętnie odpady? Weszło Ci to już w nawyk? Świetnie! Zastanów się, co jeszcze możesz zrobić dla naszej planety. Może kompostownik w koszu na śmieci? Działaj mały krokami. Jeśli będziesz chciała wszystko od razu, to możesz zaliczyć porażkę.
Uwierz, małe sukcesy dają nam paliwo rakietowe do kolejnych działań. I to przenosi się też na codzienne i biznesowe życie. Less waste w biznesie? A czemu nie!
Dochodowy biznes online, czyli JAK TO SIĘ ZACZĘŁO
Nasze historie są bardzo podobne. Praca na wysokich obrotach, nieziemskie zmęczenie, incydent na drodze, który o mały włos nie skończył się tragedią… I to był ten moment, który zmienił w naszym życiu bardzo dużo.
Aga, aby nabrać oddechu i odpocząć, zaczęła robić kosmetyki dla siebie – szampony, kremy, mydła. Potem przyszedł pierwszy warsztat stacjonarny i następny, i następny, i następny. Powstała firma i pomysł, by przenieść się z offline do online.
Mimo obaw i dość wysokiej ceny, Aga postanowiła wejść do programu SOMBA. I – jak sama mówi – była to najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć. Bo prowadzenie biznesu online to ciężka praca, to nie tylko umiejętność sprzedaży i ustawiania reklam, ale też odpowiednie nastawienie i zmiana swoich przekonań. Bo to Ty jesteś swoją marką, jesteś swoją firmą. Nieważne, jak jest Ci ciężko, musisz działać.
A o działaniu Aga wie więcej, niż ktokolwiek inny. Od 3 lat remontuje starą chatę, w której działa już Pracownia Boruja, w ciągu roku stworzyła dwa fantastyczne kursy online, a niedługo wypuści kolejny. I to wszystko nie tylko w czasach pandemii, ale i w momencie, w którym zmagała się z nowotworem złośliwym i chemioterapią…
Jak osiągnąć sukces?
Aga podczas naszej rozmowy powiedziała coś bardzo ważnego:
Aby pójść jeden krok naprzód, musisz 10 osobom powiedzieć nie.
Odmawianie jest sztuką. Jeśli non stop realizujesz cele innych, nigdy nie będziesz miała czasu na realizację swojego.
Chcesz sukcesów? Naucz się asertywności. Skup się na wizji tego, co chcesz osiągnąć. Czy wiesz, gdzie chcesz być za 10 lat i co robić? Jeśli tak, to nic nie powstrzyma Cię przed dotarciem do tego miejsca.
Agnieszka pokazuje, że tak naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Gdy ja szukałam wymówek, żeby nie nagrywać odcinka podcastu (bo najmłodsza córka miała katar), Aga łączyła się z nami na callu, będąc tuż po chemioterapii… Dodatkowo tworzyła kurs świec sojowych, który okazał się prawdziwym bestsellerem (teraz możesz kupić jego udoskonaloną wersję). Nauczyła się skutecznej sprzedaży swoich produktów, mimo że wcześniej myślała, że jak zacznie sprzedawać, a co więcej – zarabiać na tym, to będzie… złym człowiekiem. Teraz kontakt z klientkami i z osobami, które kupują kursy, daje jej mnóstwo satysfakcji.
Pieniądze w biznesie
Bardzo cieszy mnie to, że nie boimy się rozmawiać o pieniądzach. Kobiety powinny i mogą zarabiać DOBRE PIENIĄDZE. I to wcale nie jest nic złego. Agnieszka mówi, że gdy zarabiasz pieniądze, to realizujesz siebie, a jednocześnie możesz pomagać innym (jak masz taką potrzebę). Nic jednak nie wydarzy się za jednym machnięciem różdżki. Tylko ciężka praca i małe kroki, stawiane po kolei, doprowadzą Cię do celu. To zupełnie tak, jak z życiem less waste z początku naszej rozmowy Gdy zaczynałyśmy z Agą swoją biznesową drogę, nikt nie mówił nam, co robić i czy to ma sens. Spędziłyśmy dużo godzin na testowaniu rozwiązań, poniosłyśmy wiele porażek, żeby być tu, gdzie jesteśmy. Ale to nie koniec – z wypiekami na twarzy czekamy na to, co będzie dalej. I działamy!
Rozmowa z Agnieszką zainspirowała mnie do poruszenia kilku ważnych tematów w mojej książce. Od lat zbieram historie w zeszycie do notatek, czas by ujrzały światło dzienne.
Jestem niezwykle wdzięczna za to, że Aga pojawiła się na mojej biznesowej orbicie. Gorąco zachęcam Cię do wysłuchania całej rozmowy – może i Tobie da kopa do działania? Trzymam za to kciuki!
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/03/less-waste-okladka.png788940aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-03-17 06:00:042021-05-13 18:02:45Życie less waste, również w biznesie
Rękodzieło to subtelny mariaż sztuki użytkowej ze sztuką artystyczną, wytwór ludzkiej wrażliwości towarzyszący ludzkości od zarania dziejów. Koronkarstwo, jako jedna ze sztuk rękodzielniczych, budzi podziw swoją szlachetnością, maestrią drobnych oczek. Wychodzące spod sprawnych dłoni zachwycające wzory układają się w wielowiekową historię ludzkich upodobań i mód. Dziś kilka słów o koronce klockowej. Czym jest koronka klockowa?
Czym jest koronka klockowa?
Koronka klockowa to misterny wytwór ludzkich rąk, utkany z nici i wyobraźni. Delikatne wzory zachwycają swoją szlachetnością i budzą zrozumiały podziw. Koronkarstwo znane było już w starożytnym Egipcie i w Chinach, ale to europejski rozwój sztuki sakralnej i dworskiej przyczynił się do rozkwitu tej delikatnej i subtelnej formy rękodzieła. Koronka klockowa rozwijała się równolegle w Wenecji i we Flandrii. Stąd pochodziły wzory, którymi inspirowała się reszta Europy. Wiek XV przyniósł znaczne przemiany w modzie europejskiej. Umacniające się warstwy wyższe podkreślały wykwintnym strojem swoją odrębność i wyższość. Koronki, na równi z haftami i biżuterią, stały się symbolem luksusu i bogactwa.
W połowie XVI wieku pojawił się najbardziej fantazyjny sposób zastosowania koronek w postaci krezy. Sto lat później we Francji powstał pierwszy cech koronkarski, zrzeszający najlepszych mistrzów, i założone zostały manufaktury koronkarskie. W tym okresie koronką klockową dekorowano dekolty sukni, obszywano nimi mankiety, spodnie czy nawet rękawice. W XVIII wieku wysokiej jakości koronki wyrabiano w manufakturach w dzisiejszej Belgii i Holandii oraz Wielkiej Brytanii.
Największy wpływ na historię koronki klockowej odegrała II połowa XVIII wieku. To początek mechanizacji przemysłu koronkarskiego, który spowodował, że znaczenie ręcznie wyrabianych koronek znacznie się zmniejszyło. Maszynowa produkcja wypierała z rynku ręcznie wyrabianą koronkę. Choć na przełomie XIX i XX wieku pojawiały się próby wskrzeszenia ręcznego koronkarstwa, to o renesansie koronki klockowej trudno mówić. Dopiero po zakończeniu II wojny światowej ręcznie wykonywana koronka zaczęła się stopniowo odradzać. Pojawiły się muzea prezentujące koronkarskie rzemiosło i wzrosło zainteresowanie sztuką rękodzielniczą.
Koronka klockowa w Polsce
Dzięki królowej Bonie, znanej powszechnie z wprowadzenia do polskiego menu włoskich warzyw, koronka klockowa trafiła także na polskie dwory. Wyroby flandryjskie i hiszpańskie były importowane przez dwa wieki. Dopiero w XVIII wieku zaczęły w Polsce powstawać ośrodki koronkarskie. W 1883 roku Helena Modrzejewska przekazała darowiznę, która pozwoliła utworzyć w Zakopanem Krajową Szkołę Koronkarstwa. W tym samym czasie powstały placówki w Bobowej i we Lwowie.
Dalszy rozkwit koronki klockowej nastąpił w dwudziestoleciu międzywojennym dzięki znakomitym twórcom zakopiańskich wzorów: Karolowi Kłosowskiemu i Mieczysławowi Szopińskiemu. Polska święciła wówczas tryumfy na światowej wystawie sztuki dekoracyjnej, gdzie w 1925 roku Krajowa Szkoła Koronkarstwa w Zakopanem otrzymała złoty medal za koronki klockowe projektu Kłosowskiego. Po II wojnie światowej następował stopniowy zanik zainteresowania rzemiosłem artystycznym w Polsce, by tryumfalnie powrócić na początku lat 90. XX wieku. W 1994 roku powstało w Bobowej Stowarzyszenie Twórczości Regionalnej, które w 2000 roku zainaugurowało coroczny Międzynarodowy Festiwal Koronki Klockowej, na który przyjeżdżają twórcy z Belgii, Niemiec, Czech, Słowacji, Rosji, Francji i oczywiście z Polski.
Koronka klockowa krok po kroku
Powracająca moda na kołnierzyki, mankiety, serwetki i dodatki koronczarskie sprawia, że zainteresowanie sztuką rękodzielniczą rośnie. Oprócz Bobowej na artystycznej mapie Polski pojawiają się inne miejsca, w których można poznać arkana tej fascynującej sztuki. Koronkarskie rzemiosło wymaga bowiem precyzyjnej znajomości podstaw wszystkich ściegów koronkarskich i jednocześnie dużej pomysłowości w tworzeniu nowych rozwiązań.
Do tworzenia dzieł z koronki klockowej potrzebny jest wałek składający się z tekstylnego worka wypełnionego sianem, słomą lub trocinami, który umieszcza się na obrotowej podstawce z drewna lub dykty. Do tkania koronki potrzebne są drewniane klocki, na które nawija się specjalne nici oraz patron. Taką kalkę z narysowanym wzorem przypina się szpilkami do wałka. Rękodzieło wyrabia się z nici jedwabnych, lnianych i wełnianych, a od pewnego czasu także z bawełnianych. W nielicznych wydanych publikacjach czy czasopismach np. Igłą Malowane można znaleźć wzory koronek. Koronkarki jednak z radością tworzą własne wzory, które są wyróżnikiem ich stylu i gwarantem niepowtarzalności.
Tkanie koronki klockowej to zajęcie dla cierpliwych, ale jednocześnie jest to metoda na odstresowanie i odprężenie. Precyzja i skupienie pozwalają zapomnieć o codziennych problemach i zresetować myśli. Największą jednak wartością wynikającą z tworzenia rękodzieła jest możliwość utrzymania indywidualizmu. W czasach, gdy wszyscy chodzimy w podobnych butach, ubraniach, kupujemy masowo produkowane meble i elementy wyposażenia wnętrz, warto posiadać umiejętność, która pozwoli nam wyróżnić się spośród tłumu. Jakże cenne może być oprawienie w ramkę wykonanej własnoręcznie pracy i zastąpienie nią wiszącego od dekady obrazka z napisem HOME, kupionego w jednym z popularnych sklepów.
Rusza kurs koronki klockowej on-line
Chcesz się nauczyć koronki klockowej, ale boisz się, że sama nie dasz rady? Albo że nie znajdziesz odpowiedniej osoby, która mogłaby Cię pokierować?
Od czego są Oplotki! Już niedługo ruszamy z kursem on-line koronki klockowej! Twoim przewodnikiem po świecie koronek będzie Monika Przeciszowska, która od tworzy koronki I chętnie podzieli się swoją wiedzą. W tym filmie opowiada nieco o narzędziach – konkretnie o klockach:
Zapisz się już dziś na listę zainteresowanych i nie przegap startu kursu!
Dzień kobiet to tylko pretekst do tego, co chcę Ci dziś powiedzieć. Kobiety mają w sobie moc! Historie kobiet mają moc!
To nie tylko magia ogarniania miliona rzeczy na raz, wrażliwość ponad normę i coraz bardziej udowodnione naukowo umiejętności przewodzenia… My, kobiety, mamy w sobie prawdę! Właściwie już od dawna to wiemy! Niezależnie, czy opowiadamy dzieciakom bajki na dobranoc, czy plotkujemy, przytaczając wątki przeczytanej książki – mamy w sobie ten dar. Dar opowiadania historii.
Każda z nas nosi w sobie unikalną prawdę, miliony małych i dużych opowieści. Wspomnienia, przygody, lekcje – ogromne dary, które podarował nam wszechświat na przestrzeni lat. Mamy też niesamowitą umiejętność ubierania ich w słowa i historie.
Pozazdrościłam.
Wsłuchując się w Wasze słowa, chłonąc myśl za myślą, upewniałam się, że nie chodzi o PERFEKCJĘ. Chodzi o prawdę. Moją też. Wasze opowieści o marzeniach noszonych latami w sercu, które w końcu nieśmiało lub z pełną odwagą realizujecie, przypomniały mi o własnym, niby niepotrzebnym projekcie.
Od lat marzę, że spiszę te zasłyszane historie w formie książki. Opowiem, jak mnie zmieniły, jak wpłynęły na trajektorię codzienności. Obiecałam sobie, że nauczę się pisać bez błędów, albo chociaż dam sobie słuszny czas na ich korektę Opowiem światu, jaka potęga drzemie w kobiecych marzeniach. A raczej w sile potrzebnej do ich realizacji!
Oficjalnie robię pierwszy krok. Przećwiczę pisanie.
No dobra, wykrztuszę to wreszcie…
Nadciąga książka Oplotki!
BUM!
Stało się.
Nie ma odwrotu.
Skoro już oficjalnie się zobowiązałam, nie ma zmiłuj. Napiszę, choćby nie wiem co. I nie odłożę tego projektu na kolejny rok!
To dzięki Tobie
To Twoje oczy przebiegające po literach moich blogowych tekstów są moim motorem napędowym. Jeżeli to czytasz, koniecznie podziel się ze mną swoją ulubioną książką. Choćby kucharską! A co! Zbieram inspiracje i uczę się pilnie.
https://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/03/oplotki-historie-kobiet.png788940aga gaczkowskahttps://oplotki.pl/wp-content/uploads/2021/01/logo-oplotki.pngaga gaczkowska2021-03-03 06:00:012021-05-09 14:11:35Historie kobiet mają moc!
Pinterest to takie miejsce, które się kocha, nienawidzi lub ewentualnie ignoruje 😉 Te osoby, które je znają i kochają, potrafią spędzić godziny na szperaniu w bogatych zasobach Pinterest. Z kolei tym, którzy z niego nie korzystają, wydaje się to niezrozumiałe. Ale tak! W takiej wersji Pinterest to ZUO, jak mawia się w naszej oplotkowej społeczności. Przyciąga jednym pięknym pinem, a potem kolejnym i kolejnym, i kolejnym… A jeszcze taka cudna tablica… Jak znaleźć na Pinterest inspiracje?
Pinterest – co to jest?
Platforma Pinterest, która często błędnie jest zaliczana do mediów społecznościowych, to tak naprawdę wyszukiwarka (podobnie jak Google), tyle że graficzna. O tym, czym jest Pinterest, opowiadam szerzej również w tym nagraniu: Co to jest Pinterest?
Grafiki przemawiają do nas zdecydowanie szybciej, dlatego coraz częściej to właśnie za ich pomocą poszukujemy nie tylko inspiracji, ale i informacji.
A zasoby Pinterest są naprawdę potężne. Pomocne zarówno wtedy, kiedy nie wiesz, jak urządzić przytulny salon, a także wtedy, kiedy zastanawiasz się, jaka fryzura pasuje do Twojego kształtu twarzy. Albo wtedy, kiedy szukasz bajkowego miejsca na wakacje lub chcesz wprowadzić do swojego domu choćby część zasad zgodnych z ideą zero waste. A to i tak czubek góry lodowej!
Raj dla miłośników rękodzieła
Nie można nie wspomnieć, że Pinterest to również ogromna baza wiedzy dla miłośników rękodzieła – wzory szydełkowe, tutoriale makramowe oraz mnóstwo filmów typu krok po kroku z szerokiego zakresu DIY (czyli naszego „Zrób to sam”). W tym filmie sprzedaję parę trików, jak szukać tutoriali na Pinterest >>
Jak szukać na Pinterest inspiracji?
Zawsze jednak warto patrzeć szerzej, nie ograniczać się wyłącznie do swojej niszy. Szukać inspiracji w miejscach, które wydają się być całkiem oderwane od naszej działalności. I tu właśnie kryje się potęga Pinterest – na jego tablicach łączą się i przenikają ze sobą różne dziedziny, tworząc piękne, pożyteczne, funkcjonalne lub zabawne, a czasem bardzo zaskakujące zestawienia.
Spojrzenie poza swoje podwórko może zaowocować odkryciem nowego, ciekawego zestawienia kolorystycznego, idealnego do wykorzystania w kolejnych dziełach. A może odkryjesz nową technikę, która świetnie uzupełniałaby Twoje projekty? Albo znajdziesz pomysł na taką kompozycję zdjęcia, które uwypukli najlepsze cechy Twoich produktów? Gwarantuję Ci, że z Pinterest można wyciągnąć dużo więcej, trzeba tylko odpowiednio na niego spojrzeć 🙂
Pinterest to inspiracje również dla Twojego biznesu
Jak widzisz, Pinterest można wykorzystać na różne sposoby, w tym również na potrzeby swojego biznesu – do jego rozwoju i do promocji. I do tego będę Cię zachęcać! O tym, jak to robić, będę opowiadać i uczyć podczas 4-tygodniowego (bezpłatnego) kursu.
Jeżeli spojrzysz na Pinterest z tej perspektywy – może odkryjesz go całkiem na nowo. Przekonasz się, że to przydatne narzędzie w procesie budowania swojej marki i rozwoju nie tylko swojego rękodzielniczego biznesu, ale też każdego innego.