
Podcast Oplotki | Odcinek #330 | Czas: ~1 godz. 5 min | Kategoria: Biznes handmade, Techniki rękodzieła,
Marta przyszła do pracowni Oplotki z gotową nazwą marki, którą jedna z dziewczyn od razu sprawdziła na Instagramie i okazało się, że jest zajęta. Ale też z ubraniami zafarbowanymi własnymi rękami, od razu zauważonymi przez wszystkich w pokoju. I z takim czymś w środku, co Agnieszka zobaczyła na długo przed tym, zanim Marta sama to nazwała: jakiś mechanizm, który ją sabotował. Coś, co powstrzymywało, żeby wyjść z tym, co tworzy.
Płatki i Liście to marka, która opowiada o farbowaniu tkanin roślinami i druku botanicznym. Ale tak naprawdę to jest historia o tym, co się dzieje, kiedy wreszcie postanowisz słuchać siebie i nie czekać na idealny moment, który może nigdy nie nadejść. I o tym, że przeprowadzka na wieś nie rozwiązuje problemów, które masz w środku.
To jeden z tych odcinków, gdzie słuchasz i co chwilę myślisz: „Ja też tak mam.”
W skrócie
- Płatki i Liście to przestrzeń Marty skupiająca się wokół tworzenia tkanin z użyciem roślin: farbowania tkanin barwnikami roślinnymi oraz druku botanicznego (ecoprint, bundle dye).
- Marta przeszła przez ASP w wieku 30 lat, wyprowadzkę z Warszawy na Jurę Krakowsko-Częstochowską, szkołę rzemiosła artystycznego w Woli Sękowej, kurs prowadzenia warsztatów u Agnieszki i Akademię Rękodzielnika zanim pojawiła się prawdziwa klarowność.
- Hasło „bój się i rób” nie jest Marty ulubionym. Strach też chroni. Lepiej: słuchaj siebie i działaj we własnym tempie.
- „Competing commitments” (konkurujące zobowiązania) to pojęcie z badań Harvardowych: coś w nas chce sukcesu, a jednocześnie coś wewnętrznie sabotuje każdy krok. Ważna jest samoświadomość, żeby to zobaczyć.
- Parking pomysłów: nie wszystkie na raz. Pomysł to tylko 5%. Reszta to wybór i wykonanie.
- Farbowanie tkanin roślinami to praca szalonego naukowca: dużo eksperymentowania, niepowodzeń i godzin przygotowania tkanin, o których klient zazwyczaj nie ma pojęcia.
- Przeprowadzka na wieś to nie ucieczka od siebie. Dopóki nie ma porządku w środku, można go zabrać wszędzie ze sobą.
Dla kogo jest ten odcinek
Dla każdej, która ma milion pomysłów i żaden z nich nie wychodzi poza notes. Dla tych, które znają technikę, mają talent i wiedzę, a mimo to coś cały czas hamuje przed wyjściem do świata. Dla twórczyń, które podejrzewają, że ich sabotuje perfekcjonizm, ale nie do końca wiedzą co z tym zrobić.
Ale też dla osób zafascynowanych ekologiczną stroną rękodzieła, bo Marta wyjaśnia czym jest farbowanie tkanin roślinami i druk botaniczny tak, że chce się biec i zawijać liście w tkaninę już teraz. No i dla każdej, która marzy o rzuceniu wszystkiego i przeprowadzeniu się na wieś, bo Marta mówi o tym bez upiększania.
O czym rozmawiamy
- 0:00Intro i przedstawienie Marty z Płatki i Liście
- 2:00Co to są Płatki i Liście: tkaniny, filozofia, manifest słuchania siebie
- 6:00Skąd się wzięła decyzja: kurs prowadzenia warsztatów i milion pomysłów przed
- 9:00ASP w wieku 30 lat, wyprowadzka z Warszawy, szkoła rzemiosła artystycznego w Woli Sękowej
- 14:00Wizyta w pracowni Oplotki w Poznaniu i 10 miesięcy, które zmieniły wszystko
- 17:00Konferencja Handmade Business Summit: dlaczego relacje są ważniejsze niż wiedza
- 20:00Marketing, który mówi „coś z tobą jest nie tak”: jak odróżnić wsparcie od nacisku
- 25:00″Competing commitments” i badania Harvardowe o odporności na zmiany
- 29:00Perfekcjonizm jako sabotaż: szukanie najlepszej strategii zamiast działania
- 33:00Parking pomysłów i 5% reguła: idea to nie wszystko
- 35:00Niechciane rady i prawo do powiedzenia „dzisiaj nie”
- 38:00Jak Marta wybrała farbowanie roślinami i dlaczego ta technika jest wyraźnie jej
- 43:00Czym jest farbowanie tkanin roślinami: wełna, jedwab, bawełna, druk botaniczny
- 46:00Bundle dye i ecoprint: techniki druku botanicznego krok po kroku
- 48:00Za co klientka płaci: co kryje się za ceną szydełkowej scrunchy i jedwabnej chusty
- 53:00Wyprowadzka z Warszawy na Jurę: marzenie kontra rzeczywistość
- 58:00Nerwica lękowa, samotność i budowanie nowego życia na wsi od zera
- 1:02:00Ostatnie słowo Marty: słuchaj siebie, działaj we własnym tempie, pozwól sobie na błędy
Najważniejsze cytaty
„Płatki i Liście to też nie są tylko tkaniny, to też trochę taka filozofia, trochę taki manifest, żeby po prostu słuchać siebie, słuchać swojej intuicji, pozwalać sobie na jakieś błędy, niekoniecznie czekać na ten idealny moment.”Marta, Płatki i Liście
„Ja nie jestem fanką hasła: bój się i rób. Bo ten strach też trochę nas chroni, żebyśmy nie przekraczały swoich zasobów.”Marta, Płatki i Liście
„Pomysł to tylko 5%. Reszta to wybór i wykonanie. Parking pomysłów, proszę. Na razie zrealizuj te dwa. Wyciągnij wnioski, a potem może te inne.”Agnieszka Gaczkowska
„Coś masz w sobie takiego, co cię jakoś powstrzymuje. Nie wiem jaka to historia, ale jest jakiś mechanizm, który to sabotuje.”Agnieszka Gaczkowska do Marty, o tym co zobaczyła w Akademii Rękodzielnika
„Póki nie masz w sobie porządku, jak rzucisz wszystko i wyniesiesz się na Jurę, czy w Bieszczady, czy kupisz domek w Karkonoszach, to to nie załatwi nawet. Wręcz może być gorzej.”Marta, Płatki i Liście
„Słuchaj siebie i zaakceptuj ten strach, tylko w swoim tempie. I jeżeli jesteś wyspana i najedzona, podejmij ten krok.”Marta, Płatki i Liście
„Dużo jest tej nieromantycznej pracy: przygotowywanie tkanin, zaprawianie, moczenie w soi, moczenie w otrębach owsianych. Dlatego ludzie się dziwią, czemu ta chusta tyle kosztuje.”Marta, Płatki i Liście
Co warto zapamiętać
- Milion pomysłów w głowie i notesach nie jest problemem, tylko mechanizmem. Samoświadomość: sprawdź, co konkretnie sabotuje, zanim wrzucisz kolejny pomysł na listę.
- Działanie w kursie, akademii, mastermindzie nie jest linearne. Czasem potrzeba, żeby coś po prostu w nas „popracowało” przez jakiś czas, zanim kliknie. To nie jest porażka programu, to jest czas dojrzewania.
- Cena twojego rękodzieła musi zawierać całą nieromantyczną pracę, której klient nie widzi: zaprawianie tkanin, przygotowanie materiałów, poszukiwania, godziny eksperymentowania. Szczególnie, jeśli planujesz w przyszłości otwierać działalność.
- Przeprowadzka na wieś, zmiana pracy, rzucenie korpo to nie są rozwiązania problemów, które masz w środku. To może być zmiana kontekstu, ale praca nad sobą musi iść równolegle.
- Masz prawo powiedzieć koleżance albo klientce: „Doceniam twoje intencje, ale dziś proszę, nie dawaj mi nowych pomysłów.” Dzięki temu ona się nie obraża, a ty możesz iść w swoim kierunku.
Zawiłość
Jaki pomysł masz od dawna w głowie i w notesie, który wiesz, że jest twój, ale który cały czas „na chwilę” odkładasz? Co naprawdę go zatrzymuje?
Jednym słowem
Farbowanie roślinami i historia Marty mają ze sobą coś wspólnego: nie każda tkanina chwyci kolor od razu. Jedne potrzebują zaprawiania, inne moczenia, jeszcze inne tygodni cierpliwego czekania. A potem kolor, który zostaje, jest odporny na słońce i pranie. Tak jak decyzje, za którymi stoi naprawdę długi i niewidoczny proces.
Jedno, co zabierasz z tej rozmowy: słuchaj siebie. Nie „bój się i rób”, tylko „słuchaj siebie i rób, kiedy jesteś gotowa”. Ta gotowość i tak przyjdzie, jeśli jej pozwolisz.
Posłuchaj odcinka
Pełny transkrypt
Kim jest Marta i co to są Płatki i Liście
Agnieszka: Witam cię serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Oplotki. Jeżeli jesteś tu pierwszy raz, to w tej audycji rękodzieło, rzemiosło spotyka się z biznesem, zwłaszcza takim bardzo kreatywnym, kobiecym. Dzisiaj z nami Marta z Płatki i Liście. Znamy się już dłuższy czas, bo znamy się i z kursu „Prowadź warsztaty rękodzieła po mistrzowsku” i znamy się z Akademii Rękodzielnika, więc pewno moje pytania będą tendencyjne. Marta, witam cię bardzo serdecznie.
Marta: Hej, cześć. Ja też od siebie dodam, że jak tylko cię spotkałam i rozmawiałyśmy o podcaście, to ja wiedziałam, że wezmę udział w twoim podcaście. Tylko tak jeszcze się bardziej było w planie, że to ja się odezwę, jak już będę bardziej gotowa, jak będę miała z czym. Ale właśnie wczoraj zajrzałam na maila, a tam wiadomość od ciebie z zaproszeniem. Także no jak zwykle, tak jak miało być.
Marta: Jestem Marta, tworzę przestrzeń Płatki i Liście i głównie ta przestrzeń skupia się wokół tworzenia tkanin z użyciem roślin, przenoszenia właśnie wzorów z tych roślin, farbowania tych tkanin. Ale Płatki i Liście to też nie są tylko tkaniny, to też trochę taka filozofia, trochę taki manifest, żeby po prostu słuchać siebie, słuchać swojej intuicji, pozwalać sobie na jakieś błędy, niekoniecznie czekać na ten idealny moment, ale też słuchać siebie.
Marta: Ja też trochę nie jestem fanką hasła: bój się i rób. Bo tak uważam, że ten strach też trochę nas chroni, żebyśmy nie przekraczały swoich zasobów. Ale oczywiście też nie chować się. Wiadomo, że jak coś pojawia się dla nas nowego, trudnego, ale bardzo tego chcemy, to czasem ten strach warto jakąś przezwyciężyć i mimo to działać, bo wtedy jest nagroda.
Historia przed: milion pomysłów, pandemia i szkoła rzemiosła
Agnieszka: Pamiętam, że kiedy rozmawiałyśmy w pracowni w Oplotki, kiedy Marta przyjechała do Poznania, pojawił się taki wątek, że jako wrażliwe osoby mamy bardzo dużo pomysłów. Mamy milion planów, super pomysły, ale często one w tej głowie i w tej naszej wyobraźni, w naszych notesach i w milionie notatników zostają. To co się zadziało w tobie, że wylała się taka lawina?
Marta: Jak te osoby z milionem pomysłów, to ja oprócz tego, że mam milion pomysłów, to interesuję się różnymi dziedzinami. Skończyłam też wspaniałą szkołę rzemiosła artystycznego w Woli Sękowej i ja to zawsze będę mówić i chwalić i namawiać, żeby po prostu tam pojechać. Ale tam właśnie poznałam bardzo dużo technik. Poszłam jakby w celu nauczenia się wikliny, a wyszłam z barwieniem tkanin, roślinami, tym drukiem botanicznym, którego tam faktycznie nie było. To pojawiło się w trakcie. Po prostu dać się zaskoczyć.
Marta: Wiedziałam, że chcę dalej działać, że się nie poddaję, tylko muszę się zaopatrzyć w pewne narzędzia, które mi pomagą wytrwać. Bo już wcześniej miałam różne sytuacje, gdzie zaczynałam realizować swoje pomysły, ale gdzieś po jakimś czasie coś gasło, robiłam jakieś uniki, to mnie wypalało. Nie do końca rozumiałam dlaczego, bo przecież robiłam coś kreatywnego.
Marta: Tak wspomnę, że w przeszłości jak dokonałam zmiany w sobie: w wieku 30 lat poszłam na ASP, o którym zawsze marzyłam. Zrealizowałam pomysł organizacji żaglobiegu razem z koleżanką, gdzie równolegle odbywały się warsztaty z rozwoju osobistego. Potem był moment wyprowadzenia się z Warszawy, bo wcześniej mieszkałam w Warszawie od urodzenia, i zamieszkanie na wsi na Jurze. I miałam wtedy na siebie pomysł, że będę nagrywała podcast o życiu w banie, kamperze, podróżowaniu. I rzeczywiście ten podcast nagrywałam, tworzyłam kanał na Instagramie. Ale po prostu coś było w tym takiego, że z jednej strony bardzo mnie do tego ciągnęło, ale się wycofywałam, bałam się i po prostu znikałam tam bez słowa.
Marta: W międzyczasie zaszłam w ciążę i zapisałam się będąc w ciąży do szkoły rzemiosła artystycznego. I w tej szkole już miałam takie odczucie, że ja już się nie zawrócę z tej drogi, żeby robić coś swojego.
Wizyta w pracowni Oplotki i 10 miesięcy, które zmieniły wszystko
Agnieszka: Tak w skrócie zdałam sobie sprawę, że to jest zaledwie 10 miesięcy na takiej linii fizycznego czasu. Natomiast jakby kwantowo tyle się zadziało zarówno u ciebie, jak i u nas w Oplotki. My się spotykałyśmy jeszcze w starej pracowni tej takiej w ogrodzie, na działce w naturze. A w międzyczasie była przeprowadzka do takiej właściwej pracowni. Rozmawiałyśmy o pewnych planach. One już były w głowie, już były w tym świecie idei. I w ciągu tych 10 miesięcy to przeszło przez twoje ciało, ręce, cały system. I to jest teraz w realnej rzeczywistości na świecie.
Marta: Tak wtedy jak się spotkałyśmy, to miałam już wybraną dziedzinę, którą się zajmę. To było farbowanie. I w takim stanie trafiłam do ciebie na kurs prowadzenia warsztatów z rękodzieła. Na koniec tych warsztatów miałam w notatce: wyszłam z jeszcze większą eksplozją w głowie, ale taką pozytywną. Wiedziałam, że chcę dalej działać, że się nie poddaję, tylko muszę się okopać. Miałam przed sobą ważną operację, więc te warsztaty były trochę takim sposobem, żeby nie czekać na operację i nic nie robić.
Konferencja Handmade Business Summit i co tam znalazła
Marta: To co było najlepsze na konferencji to spotkanie na żywo z różnymi kobietami, które działają w obszarze rzemiosła. Bardzo poczułam wtedy, że żeby dalej robić to, co sobie wymyśliłam, to potrzebuję ludzi. Takich, z których mogę po prostu spytać o coś, jak czegoś nie wiem z dziedziny prowadzenia firmy albo organizowania warsztatów. I takie osoby po prostu wspierające, które mają podobne rozterki, które są otwarte na pomoc, na nawet samo wysłuchanie.
Marta: No też warto, bo dzięki temu, że byłyśmy tak małą grupą, to taka energia się stworzyła, że można było fajnie porozmawiać. Uczestniczyłam w paru różnych krótkich kursach, gdzie po prostu było ponad 100 osób. I to tak jakby dobra wymiana wiedzy, nara. Nie ma tej relacji. Tutaj wręcz przeciwnie. Jeżeli któraś z was się zastanawia, to wykupcie udział. Warto, naprawdę.
Agnieszka: Było nas wtedy 25, więc to było rekordowo nieliczna konferencja. Ja to odczytuję jako taką osobistą porażkę, że przegięłam w drugą stronę za mało właśnie był ten marketing. Ale jakby to, co wy mówiłyście, było dla mnie cenne: było słychać, że hej, mamy dosyć tego nachalnego marketingu, ale z drugiej strony my też chcemy robić biznes, my chcemy pokazywać to, co tworzymy rękodzielniczo, to jak mamy to promować, żeby nie być w tym kubełku z całą nachalną marketingową papką, ale znaleźć swoją drogę.
Marketing, który mówi że jesteś zepsuta
Marta: Teraz jak tak przeglądasz te wszystkie reklamy związane z budowaniem marki, z jakimś coachingiem, to tam wszystko jest bach, bach, bach. Wszystko z tobą jest źle, ale my ci pokażemy, że będzie dobrze.
Agnieszka: I dzięki, że o tym mówisz, bo ja mam wrażenie, że my tym przegrywamy z tym naszym marketingiem oplotkowym. Chociaż też staram się, żeby nie być jedną z tych osób, które marketing internetowy docisnęły tak, że ci wmawiają, że z tobą jest coś nie tak i że jak nie kupisz tego programu, to w ogóle.
Marta: Też co ważne, gdzieś po drodze zaczęłam sama decydować. Bo wcześniej ja nie umiałam decydować, nie umiałam za bardzo. Było gdzieś źle, ale niewiele z tym zmieniałam. I to też gdzieś się zmieniło. I bardzo silne było to, że ja nie chcę sprzedawać czegoś tak, że tu jest odliczanie i tylko tam jeszcze masz tyle godzin, to cena jest taka. Potem po upływie tego czasu ta cena jest 50 razy wyższa. Takie praktyki nie do końca dla mnie. Nie bombardować tą sprzedażą.
Competing commitments: dlaczego sabotujemy własne marzenia
Marta: Natrafiłam na takie badania przeprowadzone około 2000 roku, ale podobno dalej aktualne, przez profesorów, którzy na Harvardzie uczą. I oni zauważyli coś takiego jak odporność na zmiany i tam wyodrębnili takie sformułowanie jak konkurujące zobowiązania. To się bardzo łączy też z perfekcjonizmem.
Marta: Konkurujące zobowiązania, czyli powiedzmy, że bardzo czegoś chcesz, chcesz stworzyć własną pracownię, pokazywać ludziom jak barwić kwiatami, też chcesz się z tego utrzymywać i tak dalej, ale coś wewnętrznie cię cały czas sabotuje i mówi ci: nie rób tego. I nawet to jest czasem tak, że nic nie mówi, tylko podsuwa kolejne inne pomysły i znowu tkwisz w tym samym punkcie i tylko się to mielisz, mielisz, mielisz. Myślę, że tutaj bardzo ważna jest taka samoświadomość i takie przyglądanie się sobie, taka praca nad sobą i pozwolenie też sobie na to, że: aha, znowu wymyśliłam jakiś nowy pomysł. Parking pomysłów. Ale na razie już teraz zrealizuj te dwa.
Agnieszka: I też co lubię bardzo często powtarzać: pomysł to tylko 5%. Reszta to wybór i wykonanie. Wyciągnij wnioski, zobacz co dalej. Może potem też zrealizuj ten pomysł, ale nie wszystko na raz, bo nic nie zrealizujesz.
Perfekcjonizm i prawo do niechcianych rad
Marta: Stosunkowo niedawno dotarło do mnie, że ja to chyba jednak mam problem z perfekcjonizmem. Mimo że wiedziałam, że nie: no przecież już nie chowam rzeczy do szuflady, realizuję pomysły, nawet aż tak się nie przejmuję, co tam ktoś sobie pomyśli, czy mu się spodoba, czy nie. Ale jednak każdy ten jakiś pomysł, krok, był obkupiony myśleniem każdego możliwego scenariusza, wybraniem najlepszej decyzji, najlepszej strategii, którą po prostu wyjdę i od razu zrobię szach i mat. I to było tak, że pomysł, okej, tak robię dwa dni, wszystko działam w tym kierunku, a już mój mózg: ale jest lepszy pomysł. Ten nie ten, porzuć, rób kolejny. I ja tak miałam cały czas.
Agnieszka: Pamiętam, że ty bardzo często zabierałaś głos w dyskusji na konferencji. Pamiętam takie zdanie, że powiedziałam: Marta, coś jest w tobie takiego, co cię jakoś powstrzymuje. Nie wiem jaka to historia, ale jest jakiś mechanizm, który to sabotuje. I to mi bardzo utkwiło. Zaczęłam właśnie drążyć, o co chodzi.
Agnieszka: Dzięki, że o tym mówisz, bo ja mam wrażenie, że w ogóle taka kultura nieudzielania nieproszonych rad, my jako kobiety zazwyczaj chcemy dobrze i łatwo nam wejść w tą rolę „ciocia dobra rada”. Ale tak jak powiedziałaś, czasami po naszej stronie leży ta odpowiedzialność, żeby powiedzieć: „Ja doceniam, ja czuję twoją intencję, ale proszę cię, nie dawaj mi złotych rad.” To mnie kosztowało miesiąc kminienia, żebym dziś mogła podjąć decyzję i pójść z jej konsekwencjami. I dodatkowe pomysły wcale mi nie pomagają.
Jak Marta wybrała farbowanie roślinami
Marta: Myślę, żeby to było takim efektem tego czasu, decyzji, że wyprowadziłam się na wieś. Zawsze było mi bliżej natury. Potem była szkoła w Woli Sękowej, gdzie były też pojedyncze warsztaty. Były warsztaty tworzenia mydła i tam pani Iwona Pochitanów, która prowadziła te warsztaty, używała do barwienia mydeł roślin, konkretnie korzenia rabarbaru, który barwi na różowo. I to jakby już tak połączyło takie moje punkty: kolor z natury.
Marta: Oczywiście jak wróciłam z tego zjazdu, nakupowałam różnych olejów i zaczęłam tworzyć mydła. I też co się wtedy odbyło, to też były pojedyncze warsztaty z batiku. I ja tam wsiąkłam, cała umazana w różnych kolorach. Ale od razu była rozkmina, że ja nie chcę sztucznych barwników. Czy to by się nie dało jakoś tak naturalnie? No i jakoś tak to porzuciłam. Zaczęłam szukać.
Marta: Potem na koniec szkoły mieliśmy stworzyć dwie prace dyplomowe. Ja wybrałam ceramikę i tkactwo. Na tkactwo chciałam utkać tkaninę artystyczną i zafarbować wełnę z pozyskaną z owiec hodowanych w Koniakowie z żołędzi i starych liści orzecha włoskiego zebranych w ogrodzie. Udało się stworzyć paletę beżów. Z ceramiki stwierdziłam, że sama zafarbuję glinę i szkliwa, używałam do tego tlenków żelaza w różnych formach. Dyplom z tkactwa ukończyłam rok później, bo w trakcie nauki urodziłam Kazika.
Czym jest farbowanie tkanin roślinami i druk botaniczny
Marta: W skrócie: barwienie tkanin roślinami. Z roślin można pozyskiwać barwniki, bo tam po prostu w nich występują. I to wszystko to jest biologia i natura. W zależności od tego, z czego składa się dana roślina, taki kolor możemy pozyskać. I zwykle tutaj farbuje się tkaniny naturalne, takie pochodzenia zwierzęcego, czyli wełna i jedwab, i takie pochodzenia roślinnego, czyli celulozowe: bawełna, len, a po te wszystkie wiskozy i tencele. Tylko to trzeba, żeby to zostało na dłużej, żeby było odporniejsze na mycie, pranie, ale przede wszystkim na promieniowanie UV, poddać te tkaniny obróbce, i to dużo czasu zajmuje.
Marta: No i oprócz tego, że można po prostu farbować tkaniny na jednolity jakiś kolor, i tutaj naprawdę paleta jest ogromna, to jeszcze można zostawiać ślady tych roślin. Też nie każda roślina się nadaje, nie każdy kwiat, nie każdy liść, ale są różne oczywiście sposoby, jak to zrobić, żeby dany nienadający się kwiat zostawił swój ślad na tkaninie.
Marta: I tu jest ogromny obszar druku botanicznego: poprzez zamrażanie żywych kwiatów i rozmrażanie ich potem na tkaninie, przez zamrażanie kąpieli barwiących i rozpuszczanie ich na tkaninie, poprzez bicie młotkiem kwiatu, który jest położony na tkaninie, poprzez zawijanie w tkaninie tych roślin i gotowanie zwykle na parze. I tu też oczywiście jest kilka technik. Jedna z moich ulubionych technik na ten czas: bundle dye. A też ecoprint, który już pozwala na takie bardzo precyzyjne odbicie tych śladów. Oczywiście też wymaga trochę więcej czasu, więcej precyzji.
Marta: I tu jest też ogromny świat zaprawiania tych tkanin, znalezienia tej magicznej receptury. I tutaj też właśnie mój taki wątek szukania, doświadczania. Ta potrzeba, no dostaję pożywkę, bo mogę dużo eksperymentować, dużo jest niepowodzeń, dużo jest też sukcesów. Nie zawsze to wszystko jest powtarzalne, ale to też ma taki swój urok.
Za co klientka płaci: wycena i nieromantyczna praca
Agnieszka: Dzięki, że o tym mówisz, bo też dotknęłaś takiego ważnego wątku, że często jest tak, że kiedy widzimy na przykład na social mediach u ciebie już gotowe produkty, można przyjść na warsztaty, to widzimy tylko ten wierzchołek góry lodowej. Bardzo często jest tak, że ktoś tak patrzy na naszą branżę: no taka robota, tu warsztat, tu parę produktów, na Instagrama się zdjęcie wrzuci, no biznes. Tego dochodzenia do procedury, tego testowania, tego sprawdzania, nie widać. I to jest takie wyczucie, którego nie da się wziąć z recepty, tylko się nabywa przez te godziny, godziny, godziny eksperymentowania, doświadczania.
Marta: Staram się to komunikować, że tam jest dużo poszukiwania szalonego naukowca. No i dużo jest tej nieromantycznej pracy, jak właśnie to przygotowywanie tych tkanin, bo to nie jest tylko zaprawianie. Trzeba zamówić te tkaniny czy gdzieś wyszperać w lumpeksie. Trzeba je dobrze wyczyścić, żeby lepiej chwyciły, potem zaprawić, jeszcze posuszyć, a jeszcze niektóre to pomoczyć w soi, a jeszcze inne w otrębach owsianych. Dlatego ludzie się dziwią, czemu ta chusta czy ta duża scrunchy tyle kosztuje. Bo po drodze jeszcze jest uszycie, wykrojenie jedwabiu. To materiał jest po prostu drogi.
Agnieszka: Myślę, że to jest ważne, żeby mówić o tym w naszej branży, że to są te godziny pracy, które nawet ciężko wycenić. I kiedy wyceniamy faktyczną usługę czy produkt, to potrzebujemy to zawierać w tej wycenie.
Marta: Też jakby działam na działalności nierejestrowanej. I tak można by powiedzieć: po co te ceny takie zawyżać? Przecież jeszcze nie masz opłat za jakąś księgowość i tak dalej. Tak, ale będę miała. I co potem nagle wyskoczę, a jak to zaraz się wydarzy, że już mogę otwierać działalność, to co, ceny nagle plus kilkadziesiąt procent dla wszystkich klientów, którzy byli z nami od początku? Poza tym: żeby nie zaniżać wartości tych produktów, bo inni twórcy, którzy już działają, mają swoją firmę i te wszystkie opłaty, no to takie nie fair.
Przeprowadzka z Warszawy na Jurę: marzenie kontra rzeczywistość
Agnieszka: Jest ten taki moment w twojej historii wyprowadzki z dużego miasta. To coś, co mam wrażenie w wielu głowach jest jako takie marzenie: w końcu rzucę to przysłowiowe korpo, zwolnię trochę i tak dalej. Jakbyś mogła podzielić się tym, co jest po drugiej stronie, bo mam poczucie, że wiele osób bardzo idealizuje to życie po drugiej stronie.
Marta: Póki nie masz w sobie porządku, nie robisz go już w tych trudnych sytuacjach, w tym trudnym mieście, w trudnej pracy, nie podejmujesz jakichś decyzji, żeby równolegle coś jednak żeby było lepiej, to jak rzucisz wszystko i wyniesiesz się na Jurę czy w Bieszczady czy kupisz domek w Karkonoszach, to to nie załatwi nawet. Wręcz ja miałam taki, że jak wyprowadzałam się z Warszawy, to wyprowadziłam się z nerwicą lękową, tak się nabawiłam.
Marta: Też rzeczywiście długi był proces, żeby stwierdzić, że rzeczywiście mam problem. To nie jest tak, że wyśpię się na magnezie i będzie. Z jednej strony jak się tak wyprowadzałam, to też czułam, że jestem bliżej siebie i że to jest moja decyzja. Totalnie w życiu bym tego nie zmieniła. I też masz taką czystą kartę: teraz pojawiasz się w nowym miejscu, możesz to zapełnić tak jak chcesz. To co też oprócz tej czystej kartki to doskwierała mi bardzo duża samotność pomimo tego ogromu znajomych, których mam, i rodziny cudownej. Tak brakowało mi zwykłej gadki na co dzień, takiego pitu pitu o niczym, którą miałam gdzieś w pracy.
Marta: I tu mój mąż mi powiedział, że może pójdź gdzieś do ludzi, jakieś zajęcia może są. No i stąd była joga, stąd była gimnastyka słowiańska i stąd zaczęłam tworzyć sobie taką siatkę nowych ludzi tutaj. Zapisałam się do klubu malarskiego w gminnym ośrodku kultury. Sąsiedzi, którzy są mega bardzo sympatyczni. Robię się częścią tej tkaniny.
Marta: Ja myślę, że gdybym została tam, to byśmy nie rozmawiały, bym została w Warszawie. Tu jakby dużo ciszej, nie stoi się w korkach. Ale też bardzo często powtarzam, że to nie jest tak, że totalnie wszystko odetnie twoje problemy. Ten mój nawracający perfekcjonizm, też jakieś lęki, które też się cały czas pojawiają, też taka moja gonitwa. Trzeba cały czas równolegle pracować nad tym, co nam dotychczas przeszkadzało.
Ostatnie słowo Marty: słuchaj siebie i działaj we własnym tempie
Agnieszka: Marta, trochę chcę tobie zostawić ostatnie słowo. Czujesz, że jest coś takiego, o czym powinnyśmy jeszcze powiedzieć, żeby domknąć naszą dzisiejszą rozmowę?
Marta: No słuchać siebie i mimo, że wszyscy mówią, że trzeba cisnąć, że zrób ten pierwszy krok, no przecież ty robisz takie super rzeczy, zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie: czy naprawdę tego potrzebuję, czy to jest to, o czym marzę? I zaakceptuj ten strach, tylko jakby w swoim tempie. I jeżeli jesteś wyspana i najedzona, podejmij ten krok. I jakby po nim być może poczujesz się lepiej, być może będziesz przerażona. Ale z każdym kolejnym krokiem, rzeczywiście to jest prawda, jest coraz coraz lepiej, coraz łatwiej, coraz więcej wiedzy masz. I sobie pozwól na te błędy i sukcesy też, bo to nie zawsze muszą być błędy. Tu lubią różowe scrunchy, czyli następnym razem musi być ich więcej. Okej, super zrobiłaś to. I też poczujesz się lepiej, że nie tkwisz w tym cały czas takim punkcie, że odkładasz, odkładasz, jutro, jutro, jutro.
Agnieszka: Wielkie dzięki Marta, bo myślę, że ta rozmowa po prostu zadziała jak balsam. Rzeczywiście bardzo przeciągnęłam, ale miałam wrażenie, że po prostu mówimy o ważnych sprawach i nie ma co ich pospieszać. Dla ciebie, jeżeli nas słuchasz, zachęcam cię, daj znać, co w tobie zarezonowało, co bierzesz z tego odcinka. Podziel się z koleżanką, podeślij odcinek. I jeżeli jesteś na social mediach, wiem, że Marta jest na Instagramie, to naprawdę kosztuje Martę dużo pracy, żeby regularnie publikować i odrywać się od barwienia, żeby tam posiedzieć przed tą komórką. Daj znać, że słuchasz. Wielkie dzięki Marta za dzisiaj.
Marta: Ja tobie też bardzo dziękuję, Agnieszko.
Najczęstsze pytania (FAQ)
Co to jest farbowanie tkanin roślinami?
To technika barwienia naturalnych tkanin (wełna, jedwab, bawełna, len, wiskoza, tencel) przy pomocy barwników pozyskanych z roślin. Z roślin, w zależności od ich składu biologicznego, można uzyskać szeroką paletę kolorów. Aby kolor był trwały i odporny na pranie i UV, tkaniny trzeba wcześniej odpowiednio przygotować, co jest procesem wieloetapowym i czasochłonnym.
Czym jest druk botaniczny (botanical printing)?
Druk botaniczny to technika pozostawiania śladów roślin bezpośrednio na tkaninie. Nie każda roślina czy kwiat nadaje się do tego z natury, ale są różne metody, żeby uzyskać odcisk: bundle dye (zawijanie roślin w tkaninę i gotowanie na parze), ecoprint (bardziej precyzyjne odbicie, więcej czasu i precyzji), bicie kwiatów młotkiem na tkaninie, zamrażanie i rozmrażanie kąpieli barwiących.
Kim jest Marta z Płatki i Liście?
Marta to twórczyni i rzemieślniczka, która prowadzi przestrzeń Płatki i Liście skupioną na farbowaniu tkanin roślinami i druku botanicznym. Ukończyła szkołę rzemiosła artystycznego w Woli Sękowej i Akademię Sztuk Pięknych. Mieszka na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej i prowadzi warsztaty z barwienia tkanin roślinami.
Co to są „competing commitments” (konkurujące zobowiązania)?
To pojęcie z badań profesorów Harvardowych dotyczących odporności na zmiany. Chodzi o sytuację, kiedy bardzo czegoś chcemy (np. prowadzić własną pracownię), ale jednocześnie coś wewnętrznie nas sabotuje i uniemożliwia działanie. Często ten mechanizm nie jest świadomy i przejawia się np. przez nieustanne wymyślanie nowych pomysłów zamiast realizacji obecnych.
Czy przeprowadzka na wieś rozwiązuje problemy z wypaleniem i stresem?
Nie automatycznie. Marta, która przeprowadziła się z Warszawy na Jurę Krakowsko-Częstochowską, mówi wprost: jeśli nie masz porządku w środku, problemy przeniesiesz ze sobą do nowego miejsca. Zmiana kontekstu może być wspierająca, ale musi iść w parze z równoległą pracą nad sobą. Ona sama przyznaje, że wyprowadziła się z nerwicą lękową, którą trzeba było przepracować niezależnie od miejsca zamieszkania.
Dlaczego produkty z barwienia roślinami są droższe?
Bo za gotowym produktem kryje się praca, której klient nie widzi: poszukiwanie i czyszczenie tkanin, wieloetapowe zaprawianie, moczenie w soi lub otrębach, suszenie, eksperymentowanie z recepturą barwienia, samo farbowanie, a potem ewentualne szycie i wykrojenie. To są godziny pracy szalonego naukowca, które muszą znaleźć się w cenie, jeśli biznes ma się opłacać.
Czym jest szkoła rzemiosła artystycznego w Woli Sękowej?
To wyjątkowe miejsce w Polsce, w którym można nauczyć się różnych technik rzemieślniczych. Marta poszła tam, żeby nauczyć się wikliny, a wyszła z fascynacją farbowaniem tkanin roślinami i drukiem botanicznym. Poleca je gorąco każdej osobie zainteresowanej rzemiosłem artystycznym.
Powiązane treści
- Jak zarabiać na rękodziele: kompletny przewodnik (Oplotki)
- Handmade Business Summit 2026: wrzesień 2026, online
- Akademia Rękodzielnika Oplotki / BIBLIOTEKA
- Kurs „Prowadź warsztaty rękodzieła po mistrzowsku”
- Płatki i Liście na FB
- Oplotki. Sukces Handmade Tom I
Zostańmy w kontakcie
Co zabrałaś z tej rozmowy? Co w tobie zarezonowało? Napisz do mnie na agnieszka@oplotki.pl. I jeżeli znasz kogoś, kto właśnie jest w takim punkcie: milion pomysłów, coś ją powstrzymuje, zastanawia się nad dużą zmianą w życiu, podeślij jej ten odcinek.
Chcesz wiedzieć, kiedy pojawią się kolejne odcinki i nowe materiały dla twórczyń? Zapisz się do newslettera Oplotki

