
#7 Dlaczego nie gadam już o tarocie.
Wysłałam newsletter z przekornym tytułem: „będzie szydełkowanie, szycie, makrama, punch needle, mozaika, będzie nawet i tarot.” I oberwałam.
Nie byle jak.
Jedna z subskrybentek odpisała z takim jadem…. tak mi się oberwało, że jak śmiem, że ona mnie opuszcza, bo przecież „bezbożny tarot”. Było mi po ludzku bardzo przykro. I w tej przykrości zrobiłam coś, o czym sama wiem, że nie powinnam była: przestałam o tym tarocie gadać.
A potem przyszło pytanie od klientki. Przewrotne, celne i trochę jak lustro przystawione do twarzy: „Aga, ty, która mówisz nam: bądź odważną i wierzy w to, co wierzysz. No matter what…a terez Ty wycofujesz się z własnego komunikatu?”
Ten odcinek to moja odpowiedź. Trochę manifest, trochę posypanie głowy popiołem, trochę zaproszenie Cię do wyciągnięcia własnego „tarota z szafy”, jeśli gdzieś tam masz swojego. I wyjaśnienie, dlaczego właściwie nie gadam o tarocie. Odpowiedź może Cię zaskoczyć, bo powód nie jest taki, jak mogłabyś myśleć.
W skrócie
- Oplotki Pop-Up: pracownia w ogrodzie działkowym na Śródce w Poznaniu. Przez dwa sezony testowałam tam scenariusze warsztatów rękodzieła. Jeden z nich miał być warsztat tarota prowadzony przez bliską mi osobę.
- Newsletter o „bezbożnym tarocie” wywołał falę hejtu. Jedna subskrybentka napisała z takim jadem, że się wypisała i dała mi do wiwatu. Było mi przykro i przestałam o tarocie mówić.
- Klientka to zauważyła i zapytała wprost: czy dałam się zastraszyć? Nagrałam ten odcinek jako odpowiedź i manifest.
- W Oplotkach łączy nas rękodzieło. Nie to, czy jesteś praktykującą katoliczką, buddystką, robisz tarota, czy klęczysz w pacierzu, czy wyginasz się w asanie. To w ogóle nie jest moja sprawa.
- Nie gadam o tarocie dlatego, że tarot jest po prostu mniej ważny niż rękodzieło. Przeношę ciężar komunikatu tam, gdzie jest moja misja.
- Zaproszenie: czy masz w szafie własnego „tarota”? Temat, który odłożyłaś, bo ktoś cię ocenił? Zastanów się, czy warto.
Dla kogo jest ten odcinek?
Dla każdej twórczyni, która choć raz dostała hejt w internecie i zrobiła krok w tył. Dla tej, która boi się powiedzieć coś, co może kogoś „urażić”. Dla tej, która zapomina własnych wartościach pod wpływem jednej radykalnej opinii. I dla tej, która zastanawia się, co naprawdę powinna mówić w swojej komunikacji marki handmade.
O czym mówię w tym odcinku?
0:03 : Intro do serii i zaproszenie do biblioteki
0:36 : Zapowiedź: odpowiedź na pytanie z ironią, trochę reposta
0:57 : Kontekst: Oplotki Pop-Up na Śródce w Poznaniu
2:34 : Test scenariuszy warsztatów: kurs „Prowadź warsztaty rękodzieła po mistrzowsku”
4:02 : Warsztat tarota: kto miał prowadzić i dlaczego go dodałam
4:49 : Newsletter o „bezbożnym tarocie” i konsekwencje
5:23 : Hejt: „jak śmiem, bezbożna, wypisuję się”
6:05 : Filozofia Oplotek: rękodzieło łączy ponad podziałami
7:25 : Dzielenie się raną w zamkniętych przestrzeniach z klientkami
7:52 : Pytanie od klientki: „Aga, ty się przestraszyłaś?”
8:35 : Wkładam kij w mrowisko: dlaczego naprawdę nie gadam o tarocie
9:00 : Zaproszenie: czy masz swojego „tarota w szafie”?
9:37 : Manifest: mówmy o tym, co nam w duszy gra
11:36 : Odpowiedź: tarot nie jest tak ważny jak rękodzieło
12:54 : Zaproszenie do refleksji: może oceniasz kogoś tym samym filtrem?
13:10 : „Dziel i rządź” i dlaczego nie damy się podzielić
14:14 : CTA: agnieszka@oplotki.pl i biblioteka
Najważniejsze cytaty
„Wyciągnij tego tarota albo trupa z szafy i zastanów się, czy to nie jest tak, że przez czyjąś opinię, czyjeś przekonania, czyjąś ocenę, czyjąś projekcję kurczysz się. Bo nie warto.”: Agnieszka Gaczkowska, OPLOTKI
„Nieważne czy rano klęczysz w pacierzu, czy wyginasz się w asanie, czy właśnie trzaskasz sobie tarota. To nie jest ważne o ile łączy nas magia rękodzieła.”: Agnieszka Gaczkowska, OPLOTKI
„Tarot nie jest tak ważny jak samo rękodzieło. Ciężar mojego komunikatu przenoszę na rękodzieło, na biznes oparty o rękodzieło, na wzmacnianie kobiet, które działają w tej branży.”: Agnieszka Gaczkowska, OPLOTKI
„Marzę o rzeczywistości, gdzie przedszkolaki mówią: kim chcesz zostać? Rękodzielniczką, artystką, rzemieślnikiem. Tak samo jak lekarzem, prawnikiem czy piłkarzem.”: Agnieszka Gaczkowska, OPLOTKI
„Jak nie będziemy skłócone, to będzie nam łatwiej walczyć o to, co dla nas ważne. Dla nas kobiet, które potrzebują mieć pieniądze we własnych rękach, żeby mieć realny wpływ na to, jak zmienia się świat.”: Agnieszka Gaczkowska, OPLOTKI
„Nieważne czym interesujesz się ty, jeżeli to choćby minimalnie zahacza o rękodzieło, jesteś po mojej stronie, a właściwie ja jestem po twojej.”: Agnieszka Gaczkowska, OPLOTKI
Co warto zapamiętać?
Jeden hejt może zamrozić komunikację całej marki. Jedna wściekła wiadomość od jednej osoby i wycofałam się z tematu, który był zupełnie spójny z filozofią Oplotek. Tak działa ból. Ale to nie jest dobra strategia. Kurczenie się pod wpływem cudzej projekcji, cudzego lęku, cudzej oceny sprawia, że nasza marka robi się mniejsza, bardziej cicha, mniej autentyczna. A właśnie tego najczęściej nie chcemy.
Miej grubą skórę, ale też umiej oczyścić ranę. W biznesie online nigdy nie wiadomo kiedy i od kogo nam się oberwie. Może od osoby, która jest na naszej liście mailowej z własnego wyboru, a mimo to napisze z jadem. Gruba skóra jest potrzebna, ale nie chodzi o to, żeby nie czuć. Chodzi o to, żeby po poczuciu iść dalej, a nie zostawać w schowku.
Filozofia marki to nie ozdobnik. To kręgosłup. „Rękodzieło łączy ponad podziałami” to nie był slogan Oplotek. To jest fundament. I właśnie ten fundament powinien był mnie uchronić przed wycofaniem się z tematu tarota. Kiedy masz wyraźnie zdefiniowane wartości, jeden głos niezgody nie powinien wykolejać całej komunikacji. Powinien wylądować na tym kręgosłupie i się od niego odbić.
Rękodzieło jako wspólny mianownik ponad podziałami. Oplotki to nie jest miejsce, gdzie sprawdza się, co wyznaje klientka. Sprawdza się jedno: czy kocha rękodzieło. Reszta jest jej sprawą. To bardzo wyzwalające jako marka i jako twórczyni. Nie muszę być dla wszystkich. Muszę być dla tych, które łączy z moją marką ten jeden, konkretny, ważny wątek.
Mów o tym, co jest ważniejsze, nie o tym, co kontrowersyjne. Nie gadam o tarocie, bo tarot to nie jest moja misja. Moja misja to rękodzieło, biznes handmade, wzmacnianie twórczyń. I tam idzie mój komunikat. To nie jest cenzura. To priorytetyzacja. Tarot mogę poruszyć, kiedy będzie spójny z kontekstem rękodzieła. Na swoich warunkach, nie z pozycji obrony.
Zawiłość
Masz w szafie własnego „tarota”? Temat, który odłożyłaś, bo ktoś Cię ocenił, a który jest spójny z tym, w co naprawdę wierzysz?
Jednym słowem
Jedna radykalna opinia nie jest wyrocznią. Może być lustrem: pokazuje, że masz kręgosłup wartości i że ktoś go właśnie dotknął. Zamiast chować się z tym kręgosłupem, warto go wyprostować. Rękodzieło łączy. Reszta jest szczegółem.
Posłuchaj odcinka
YouTube
Obejrzyj na YouTube: #7 Dlaczego nie gadam już o tarocie?
Spotify
Spreaker / Apple Podcasts / RSS
Pełny transkrypt odcinka #7
Intro i zapowiedź odcinka
Hej, hej. Z tej strony Agnieszka, a Ty słuchasz podcastu Handmade Business w Pytaniach i Odpowiedziach, czyli takiej niekończącej się audycji Q&A, w której adresuję pytania, które trafiły do mnie na agnieszka@oplotki.pl.
Dzisiaj nie lada gratka, ale pamiętaj, że tego typu treści znajdziesz dużo więcej w bibliotece, którą zawsze linkuję w każdym odcinku. Natomiast dzisiaj troszkę z przymrużeniem oka, troszkę z przekąsem. Pewno czujesz tę ironię w samym pytaniu: dlaczego nie gadam już o tarocie. To jest odpowiedź na jedno pytanie, które wywołało nagranie tego odcinka, ale jednocześnie trochę taka reposta względem bardzo długiego komentarza, który właściwie nie było pytaniem, ale skłonił mnie do nagrania tego odcinka.
Kontekst: Oplotki Pop-Up na Śródce w Poznaniu
Najpierw kontekst. Dlaczego nie gadam już o tarocie? Może brzmi tajemniczo. Wszystko zaczęło się od pracowni Oplotki Pop-Up, czyli takiego bijącego serca w przestrzeni pełnej zieleni, w takim ogrodzie, centrum Poznania na poznańskiej Śródce. Jeżeli znasz Poznań, no to Śródkę pewno kojarzysz. To takie przepiękne turystyczne miejsce. Rzut beretem od katedry, od tych wszystkich turystycznych murali wpisanych do National Geographic.
Tam dawno ogródki działkowe. Ja w tamtym miejscu miałam, bo to już teraz jest zamknięty rozdział, pracownię, która nazywała się Oplotki Pop-Up. Teraz kiedy nagrywam ten odcinek, jestem dosłownie moment po tym, jak sprzedałam to miejsce, a kupiłam nowe miejsce warsztatowe też w Poznaniu, na razie nie zdradzam więcej. Ale kiedy działała pracownia Oplotki Pop-Up, „pop-up” dlatego, że ona taka tymczasowa, żeby przetestować pewne koncepty, zdarzyła się bardzo ciekawa historia.
Cała pracownia to był właśnie taki ogródek działkowy. Przepiękne, zielone, soczyste miejsce w samym centrum miasta Poznania. Świetnie skomunikowane. Łatwo było tramwajem, pociągiem czy samochodem, bo też bezpłatny parking, co na Śródce raczej się nie zdarza. Miejsce, gdzie przychodziło się niby w centrum miasta, ale tak naprawdę chodziło się boso po trawie, wisiało w makramowych hamakach albo w tym małym drewnianym domku, który był jednocześnie moją pracownią. Można było wziąć udział w warsztatach.
Test scenariuszy i kurs warsztatowy
Ja podczas dwóch sezonów, kiedy pop-up funkcjonowało, miałam taki cel, aby przetestować w tym miejscu bardzo dużo scenariuszy warsztatów rękodzieła, gdzie rękodzieło to był jeden z elementów składowych. Kolejnymi była ta właśnie natura, przestrzeń, śpiewające ptaszki, przekąski prosto z drzewa, jabłka, maliny i cała reszta, ale również ta magiczna synergia rękodzieła z naturą, z tym poczuciem, że jesteśmy w centrum miasta, ale jednak w takiej zieleni, która daje wytchnienie.
Ten test się powiódł, więc żeby nie rozwijać zbytnio wątku: to był właśnie powód, dla którego sprzedałam to małe miejsce i odważyłam się na tę wielką inwestycję, jaką będzie stacjonarne, troszkę większe miejsce warsztatowe.
W każdym razie testowałam tam bardzo wiele tematów. Zapraszałam klientki naszego kursu (na oplotki.pl znajdziesz taki kurs „Prowadź warsztaty rękodzieła po mistrzowsku”. To jest taki kurs, do którego zapraszam zarówno osoby, które chcą się nauczyć prowadzenia warsztatów, jak i bardzo doświadczone prowadzące warsztaty, zwłaszcza właścicielki własnych pracowni, które po prostu chcą mieć przestrzeń do dyskusji, do wymyślania nowych scenariuszy, do dzielenia się różnymi przemyśleniami. )I podczas tego kursu bardzo wiele osób wyraziło chęć przetestowania swoich scenariuszy, więc ja przestrzeń Oplotki Pop-Up udostępniałam na wszelkiej maści eksperymenty. No i jednym z takich eksperymentów był warsztat tarota.
Warsztat tarota i newsletter z przekornym tytułem
Ja nie mam nic przeciwko różnym, jakbym to powiedziała, poszerzaniom horyzontów. Sama jestem osobą wierzącą, ale to nie przeszkadza mi równolegle być ciekawą różnych innych światów. Więc kiedy moja koleżanka ( a właściwie taka przyszywana kuzynko-siostra, długa historia, córka mojej takiej przyszywanej cioci, czyli najbliższej przyjaciółki mojej mamy) , rzuciła hasło: „Aga, to ja może zrobię Tarota u ciebie”, no to ja oczywiście: „taaak!!!, robimy”. Tradycyjnie tak jak to w Oplotkach: wydarzenie na Facebooku, promocja na naszej stronie, mailowanie w newsletterze.
No i zaczęła się tak zwana gównoburza. Wysłałam maila, który miał taki przekorny tytuł: „będzie szydełkowanie, szycie, makrama, punch needle, mozaika, będzie nawet i tarot. Sprawdź jakie warsztaty w Oplotki Pop-Up.” No i oberwało mi się za tego Tarota. To jest właśnie ten jeden z powodów nagrywania dzisiejszego odcinka.
Hejt w skrzynce odbiorczej
Oberwało mi się. W odpowiedzi na ten mailing, który jak by nie było idzie do naprawdę dużej ilości osób, jedna osoba odpowiedziała z takim jadem, takim hejtem, tak mi się oberwało, że jak ja śmiem, że ona mnie opuszcza, ona się wypisuje: „jak może pani o tym bezbożnym tarocie.”
No i oczywiście każdy ma prawo do swojej opinii. Każdy ma prawo wierzyć w to, co ma prawo wierzyć. Tak, to jest wolny kraj, wolny wybór, rób co chcesz. Natomiast bardzo, bardzo mnie zdziwiło, że na mojej liście mailowej jest taka osoba, która po pierwsze daje sobie prawo do takiej bardzo radykalnej oceny. Daje sobie też prawo do jakiegoś takiego wylania wiadra na pomyje na mnie. Ale też wydawało mi się, że ilość maili i sposób mojej komunikacji bardzo jasno daje do zrozumienia, że Oplotki przyjmuje taką filozofię, że rękodzieło łączy ponad podziałami.
Że nieważne czy rano klęczysz w pacierzu, czy wyginasz się w asanie, czy właśnie trzaskasz sobie tarota, żeby wiedzieć co cię dzisiaj czeka. To nie jest ważne, o ile łączy nas magia rękodzieła. Jeżeli chodzi o te wartości takiej wspólnoty, dawania sobie prawa do bycia sobą, wyznawania tego, co chcemy wyznawać. I myślałam, że w mojej komunikacji jestem tak klarownie czysta w tym przekazie, że nie ma szansy, żeby ktoś na moją listę mailową trafił, kto ma inaczej. Bardzo się pomyliłam, bo jednak za tego tarota bardzo mocno mi się oberwało.
Klientka, która mnie skonfrontowała
Natomiast kiedy dostałam pytanie mailowe ponownie, i to od klientki, bardzo przewrotnie, bo ona pamięta: dzieliłam się tą historią, było mi po ludzku bardzo, bardzo przykro, że tak mi się okropnie oberwało za to tylko, że po prostu chcemy się bawić tym tematem i udostępniać go osobom, które może są zainteresowane. Zwłaszcza, że miała to prowadzić taka osoba, która myślę dokłada wszelkich starań, aby to mówienie o tarocie też było etyczne, zachowywało takie BHP pracy z energią i tak dalej.
No to kiedy dzieliłam się tym, opowiadałam tą historię klientkom, trochę tak leczyłam pewną ranę. Oczywiście raczej w takich zamkniętych przestrzeniach, na Zoomach z naszymi klientkam. Dzieliłam się w formie takiej anegdoty, że trochę trzeba tę grubą skórę wyhodować, kiedy działamy w biznesie online, bo nigdy nie wiadomo kiedy i od kogo nam się oberwie. Może nam się oberwać od osób, które są na naszej liście mailowej, które wydawać by się mogło, są tutaj z własnego wyboru, są z nami z jakiś powodów jakby „w jednym klubie”.
No i jedna z tych osób za jakiś czas do mnie napisała: „Dlaczego nie gadasz o tym tarocie?” Tak trochę przewrotnie, na zasadzie: „Aga, no co ty, przestraszyłaś się? Ktoś cię ocenił i się wycofałaś? Ty, Aga, ty, która każesz nam być odważną i wierzyć w to, co wierzysz. No matter what, czyli tak jakby na przekór wszystkiemu robić swoje. Ty wycofujesz się z mówienia o swoim komunikacie, takiej tolerancji ponad wszystko i nie gadasz o tym tarocie.”
No więc dzisiaj odpowiadam na to pytanie, ponieważ jest to trochę takie wyzwanie rzucone w moim kierunku. Osoba, która ma wiedzieć, to wie. Bo to jej dedykuję ten odcinek.
Własny „tarot w szafie”
Rzeczywiście nie gadam już o tarocie, a myślę, że zacznę trochę tak wkładając kij w mrowisko. I to nie chodzi o to, że korzystam z tarota na co dzień, bo jest to jakaś taka ciekawostka dla mnie. Ani ziębi, ani parzy. Bardzo szanuję pracę tej osoby, która warsztat tarota miała prowadzić, bo rzeczywiście robi to z głową, z doświadczeniem i z takim właśnie poszanowaniem tego, jak to się robi, jak to się mówi zgodnie ze sztuką.
Natomiast chciałam Ci dać znać i zapytać Cię, czy przypadkiem nie masz w swoim arsenale takiego właśnie tarota, takiego trupa w szafie, na którym się sparzyłaś i przestałaś o tym gadać. Zachęcam Cię, abyś razem ze mną dzisiaj tego tarota albo trupa z szafy wyciągnęła i zastanowiła się, czy to nie jest tak, że przez czyjąś opinię, czyjeś przekonania, czyjąś ocenę, czyjąś projekcję kurczysz się. Bo nie warto. Ja też to zrobiłam.
Posypuję głowę popiołem i dzisiejszy odcinek gadania o tarocie, trochę na przekór wszystkiemu, jest takim manifestem. Mówmy o tym, co nam w duszy gra.
Manifest: rękodzieło łączy ponad podziałami
Co mi w duszy gra? To przekonanie, że w Oplotkach łączy nas zamiłowanie do rękodzieła. Miłość do rękodzieła. Niezależnie czy jest to Twoje kreatywne hobby, taka święta przestrzeń po pracy, po wszystkich obowiązkach, gdzie się odprężasz, odnajdujesz siebie, realizujesz się twórczo, pozwalasz hasać kreatywności. Czy jest to ta podstawa Twojego biznesu, gdzie stawiasz pierwsze kroki w kobiecej przedsiębiorczości, albo może już skalujesz, rozwijasz, jesteś dalej i wszystkim pokazujesz środkowego palca mówiąc: tak, da się zarabiać na tym, co kocham robić.
To jest idea Oplotek. To jest ważne, że łączy nas zamiłowanie do rękodzieła. A to czy Ty jesteś głęboko wierzącą katoliczką, czy może jednak odrzucasz wszelkie dogmaty religii katolickiej i medytujesz, wyjeżdżasz na buddyjskie zgrupowania w jakimś mnisim klasztorze w Indiach, odnajdujesz siebie albo wyginasz się co ranek w asanie, jest to dla Ciebie forma modlitwy. To nie jest dla mnie ważne.
Jesteśmy tak przepięknie inne, tak cudownie różne, tak wiele możemy się od siebie nauczyć. Niech rękodzieło stanie się tym kawałkiem, który nas łączy i który pozwala nam widzieć człowieka ponad podziałami, ponad tym, co nas różni. Czy to naprawdę takie ważne? Co ja myślę o tarocie? Jeżeli trafiasz do mnie, bo kochasz rękodzieło równie mocno co ja, może lepisz kubki, bo sprawia Ci to dziką frajdę, kiedy robisz coś rękami. A może haftujesz z zamiłowaniem polityczne hasła. To nie jest ważne.
Tworzysz rękodzieło, rozumiesz, jaka magia tkwi w tych powtarzalnych ruchach dłoni, w tej jodze umysłu, w tym wylogowaniu się z codzienności, w tym zanurzaniu się w sobie. Więc dlaczego nie gadam już o tarocie?
Odpowiedź: bo rękodzieło jest ważniejsze
Dlatego, że tarot nie jest tak ważny jak samo rękodzieło. Ciężar mojego komunikatu przenoszę na rękodzieło, na handmade, na biznes oparty o rękodzieło, na wzmacnianie kobiet, które działają w branży rękodzieła, bo jest nas ciągle, ciągle za mało takich, które udowadniają, że tutaj da się wyżyć, da się zarabiać, jest nie tylko na chleb, ale i na masełko.
Ja marzę o rzeczywistości, gdzie przedszkolaki mówią: „Kim chcę zostać? : Rękodzielniczką, artystką, handmade, rzemieślnikiem.” Tak samo jak lekarzem, prawnikiem czy piłkarzem, albo youtuberem. Marzę o tej rzeczywistości. Ona powoli już się zadziewa. Nie idźmy w negatywne komunikaty. Co mi do tarota? Ani ziębi, ani parzy. Będę o nim gadać, kiedy będę potrzebować, albo będę gościć artystkę, która chce poprowadzić warsztat, w którym zgrabnie łączy rękodzieło z tarotem. Dlaczego? Bo używa narzędzia, jakim jest rękodzieło. Jeżeli łączy je z tarotem, brawo Ty. Jeżeli łączysz je z modlitwą albo różańcem, zapraszam. Jeżeli łączysz je z buddyjskim filozofowaniem, a może jakimś stoicyzmem, też będę Cię gościć. Dlaczego? Bo łączy nas rękodzieło. Ważne tutaj to, co łączy, nie dzieli.
Zaproszenie do refleksji i zakończenie
Więc wysyłam to światełko. Zobacz jak jest u Ciebie. Może Tobie też się odpaliło, jak usłyszałaś „tarot”. O Boże, bezbożnica. Może oceniłaś mnie zanim wysłuchałaś tego odcinka. Zobacz, może kogoś oceniasz dokładnie takim samym filtrem. Zachęcam Cię, pomyśl w drugą stronę. Nie pozwólmy się dzielić. Wszystkie wtedy przegrywamy.
To jest najłatwiejsze narzędzie. Pewno znasz je z podstawówki: dziel i rządź. Jak skłócimy ludzi, to będzie nimi łatwo manipulować. Jak nie będziemy skłócone, to będzie nam łatwiej walczyć o to, co dla nas ważne. Dla nas kobiet, dla nas kobiet w biznesie, dla nas kobiet, które potrzebują mieć pieniądze we własnych rękach, żeby mieć realny wpływ na to, jak zmienia się świat. I czy Ty się modlisz tak czy śmak, to nie jest ważne. Jeżeli Ty się modlisz o lepszy świat, to on będzie lepszy. Łączmy siły i nie dajmy się podzielić takimi pierdołami jak to, czy lubisz tarota, czy nie.
Więc dziś mówię trochę tak: nie znam się na tarocie. Ciekawy świat. Pewno się nim jeszcze zainteresuję, może przyjdzie dla mnie czas to nie jest jednak teraz ważne, bo bardzo mocno interesuję się rękodziełem. I nieważne czym interesujesz się Ty, jeżeli to choćby minimalnie zahacza o rękodzieło, jesteś po mojej stronie, a właściwie ja jestem po Twojej. I z przyjemnością będę Cię wspierać w biznesie, w uprawianiu tego magicznego hobby, w dzieleniu się nim ze światem, w podawaniu tego magicznego bakcyla rękodzieła dalej.
Daj znać, co myślisz. Jak masz ochotę, pisz na agnieszka@oplotki.pl. Też jeżeli masz kolejne pytanie, na które mogę odpowiedzieć w tej audycji, pamiętaj, że tutaj są tylko okruchy pewnych dyskusji. Nie wszystkie jestem w stanie albo odważam się tutaj podawać publicznie, bo jednak ten podcast jest bezpłatny, publiczny, może dotrzeć do najdalszego zakątka internetu. Jeżeli interesują Cię takie dyskusje, tylko w zupełnie innym levelu zaawansowania, głębi, odsłaniania się, intymności w takim gronie osób, które Cię usłyszą, zrozumieją i dodadzą swoje trzy grosze perspektywy, koniecznie zaglądaj do linków w opisie. Zawsze linkuję tam bibliotekę, czyli takie miejsce, gdzie znajdziesz dużo, dużo więcej tego typu treści. Jeżeli jesteś już nieco dalej w biznesowej drodze – zagladaj też do mojego mastermindu Do usłyszenia w kolejnym odcinku.
FAQ: najczęstsze pytania
Dlaczego Agnieszka przestała mówić o tarocie?
Po tym, jak wysłała newsletter zapowiadający między innymi warsztat tarota, dostała bardzo ostrą odpowiedź od jednej subskrybentki, która nazwała tarot „bezbożnym” i wypisała się z listy z dużą dawką hejtu. Było jej przykro i nieświadomie przestała poruszać ten temat. Dopiero pytanie od klientki skłoniło ją do refleksji i nagrania tego odcinka.
Co to jest filozofia „rękodzieło łączy ponad podziałami”?
To fundament marki OPLOTKI. Agnieszka nie pyta klientek o to, co wyznają, jak się modlą, czy robią jogę czy tarota. Pytanie jest jedno: czy kochasz rękodzieło? Jeśli tak, to łączy Cię z OPLOTKI najważniejsza rzecz. Reszta to prywatna sprawa każdej z nas.
Czym jest „tarot w szafie” w kontekście marki handmade?
To metafora na temat, który odłożyłaś ze strachu przed oceną. Temat, który jest spójny z Twoją filozofią, wartościami, misją marki, ale jeden hejt albo jedna radykalna opinia sprawiły, że przestałaś o nim mówić. Agnieszka zachęca, żeby go wyciągnąć i zadać sobie pytanie: czy naprawdę warto się kurczyć z powodu cudzej projekcji?
Jak reagować na hejt w biznesie handmade?
Agnieszka mówi wprost: gruba skóra jest potrzebna, ale nie chodzi o to, żeby nie czuć. Chodzi o to, żeby po przeżyciu bólu nie zostawać w schowku. Jeden hejt na dużej liście mailingowej to nie wyrok. To sygnał, że Twoja komunikacja dotarła też do kogoś, kto nie był Twoją grupą docelową. I to jest w porządku.
Czy Agnieszka będzie prowadzić warsztaty tarota w Oplotkach?
Nie planuje ich jako stałego elementu komunikacji. Ale jeśli pojawi się artystka, która zgrabnie połączy rękodzieło z tarotem, modlitwą, stoicyzmem czy inną praktyką, chętnie ją ugości. Łącznik jest zawsze ten sam: rękodzieło.
Czym jest Oplotki Pop-Up i co się z nim stało?
Oplotki Pop-Up to pracownia w ogrodzie działkowym na Śródce w Poznaniu, którą Agnieszka prowadziła przez dwa sezony jako miejsce do testowania scenariuszy warsztatowych. Sprzedała to miejsce, bo test się powiódł, i kupiła działkę pod większe, stacjonarne miejsce warsztatowe w Poznaniu.
Powiązane treści
- #4 Dlaczego sprzedaż Twojego rękodzieła utknęła (i nie jest to wina algorytmu) : o komunikacji marki handmade
- #5 Jak to zrobić, żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce : kiedy brak odwagi to sygnał do zatrzymania
- Kurs „Prowadź warsztaty rękodzieła po mistrzowsku” : dla twórczyń, które chcą uczyć rękodzieła
- Biblioteka Oplotek : pełne zasoby dla twórczyń rękodzieła
Napisz pytanie: agnieszka@oplotki.pl.
Agnieszka Gaczkowska — założycielka Oplotek, mentorka i coach dla twórczyń rękodzieła i rzemiosła. Od ponad 10 lat prowadzi klientki przez procesy wyceny rękodzieła, budowania marek handmade-owych i prowadzenia warsztatów. Autorka książki Oplotki. Sukces Handmade i organizatorka Handmade Biz Summit — jednej z największych konferencji dla twórczyń rękodzieła w Polsce. Pracuje w nurtach mentoringu, coachingu i facylitacji grupowej. Piszesz z pytaniem? agnieszka@oplotki.pl

