Moja opowieść byłaby za krótka oraz za mało interesująca, miałaby za mało urwisk nad przepaścią (taka mikro kalka z angielskiego cliffhanger), za mało palpitacji serca, gdybym miała za pierwszym razem powody do radości. Nie miałam – dotacja przeszła obok. Niedaleko, niemal mnie musnęła, ale nie tyle blisko, by móc wywalczyć cokolwiek.

ciemny hiacynt

Byłam na 38 miejscu, przyznano 35 dofinansowań, był ryk, potem płacz, później szloch a następnie kilka ataków arytmii. Klasycznie. Bardzo dotkliwie przeżyłam to niepowodzenie (w mojej głowie wciąż niesie się echo: porażka, klęska, upadek!!!). Nie chcę pisać o załamaniu, wspomnę tylko, że moja rodzina bardzo się o mnie martwiła. Kilka kolejnych dni wolałabym usunąć z pamięci, choć się nie da. Łzy na wierzchu, niechęć, apatia, nieprzyjmowanie racjonalnych argumentów – słowem degrengolada. Ogólna. Odmówiłam wszelkich działań, najchętniej owinęłabym się w kokon z mięciuśkiej wełny z merynosów (żeby nie gryzła, no przecież).

Pozwolono mi na trwanie w rozpaczy przez kilka dni, może weekend. Potem zaczęto motywować do napisania odwołania. Mąż, dzieci, rodzice, koleżanki z puli szczęśliwczyń też (tu znowu zadziałała wspomniana w poprzednim odcinku Agnieszka, doskonała psycholożka, dobra, wspierająca dusza!) znajomi – wszyscy nawoływali do napisania odwołania, co po kilku dniach uczyniłam. Nic mi to nie dało, prócz wskoczenia o dwa oczka wyżej w klasyfikacji, ale ten krótki acz intensywny czas pozwolił nabrać dystansu, względnego spokoju i zaplanować działania.

Ochłonęłam, i choć wciąż jeszcze trawiłam niepowodzenie, zabrałam się za szukanie kolejnych projektów, no bo w końcu co, kurczę blade. Odczytawszy oceny mojego wcześniejszego biznesplanu, wyłuskałam powtarzające się zarzuty (dotyczyły łączenia różnych dziedzin w jednym biznesie – w moim przypadku szkoły językowej i rękodzieła). Mój projekt był oceniany przez trzy osoby. Okazało się, że to co dla mnie i moich trenerów było atutem i oznaką przedsiębiorczości, dla oceniających stało się powodem do odebrania mi największej liczby punktów. Niektóre zarzuty przeczyły sobie wzajemnie („za duża przestrzeń”, „za mała przestrzeń”, „przestrzeń dobrze dobrana”), niektóre były trochę jednak od czapy („jeśli uczestnik dysponuje samochodem o wartości 35000pln, to niezasadne jest przyznawanie dotacji”), wszystkie bolały dotkliwie, ale każdy był jakąś nauką.

 

Postanowiłam działać dalej, nie miałam wiele do stracenia. Nadal żałowałam bardzo i z zainteresowaniem obserwowałam rozwój biznesów dziewczyn, które dotację uzyskały. Też tak chciałam. Zadzwoniłam zatem do wspomnianego już w poprzednich odcinkach Poznańskiego Centrum Wspierania Przedsiębiorczości z pytaniem o kolejne projekty z EFS. Tym razem odesłano mnie z kwitkiem, ale bogatsza w cierpliwość, postanowiłam zadzwonić do źródła, czyli Urzędu Marszałkowskiego i dostałam kilka wskazówek. Ponownie rozpoczęłam poszukiwania.

Jak zacząć prowadzić warsztaty rękodzieła…i się nie poddać…

Często słyszę, że jestem osobą pogodną, pozytywną i takim to łatwiej się wszystko udaje. Nic bardziej mylnego. Fakt, jakoś nie potrafię publicznie narzekać, bo sama nie znoszę wysłuchiwać biadolenia, ale już z tym wiecznym pasmem sukcesów echhh…

I tak było na początku z warsztatami. Patrząc na obecny, ciasny oplotkowy grafik i fakt, że czasem trzeba odmawiać zarezerwowania miejsca, bo najzwyczajniej w świecie  nie ma już wolnych, jakoś nadzwyczaj łatwo pozwala zapomnieć o bolesnych początkach.

Ale skoro ten tekst dedykowany jest niepowodzeniom, to w kontekście warsztatów zdecydowanie jest, co powspominać. 

Trudne początki

Pierwszy warsztat poza domem pamiętam do dziś. Przeżywałam tydzień, organizowałam ze 3 dni, a gorycz porażki łykałam miesiąc…

Założyłam fanpage, zrobiłam wydarzenie i założonego dnia, o wyznaczonej godzinie stawiłam się w odpowiedniej lokalizacji. Jakież było moje rozczarowanie faktem, że nikt, absolutnie nikt nie przyszedł! Rozczarowana klikałam w sylwetki zainteresowanych. No przecież… jak to!? 12 zainteresowanych a nikt nie przyszedł?!

Ehhh

Teraz sama z siebie się śmieję!

Komplet 5 uczestników to statystycznie pojawia się w dobry dzień, kiedy mamy jakieś 12 deklaracji obecności i 4 tuziny zainteresowanych… no i co najmniej 6 opłaconych rezerwacji… ale i wtedy bywa, że jadę przez pół miasta dla 2 osób.

Ale jadę!

Nie poddałam się wtedy. Wyobraźcie, że z uporem maniaka wpisywałam coraz to nowe warsztaty do facebookowego grafika i dopiero 11-ty warsztat z rzędu (!) odbył się … i to w gronie aż (!) 3 żywych ludzi

Około 6-go warsztatu przestałam wracać ze spuszczoną głową do domu. Udawałam, że przez 3 godziny czekam na spóźnioną koleżankę, dziergając sobie w najlepsze (uwierzycie w to!) Teraz chyba bym się na to nie zdobyła. 

Też planujesz prowadzić warsztaty rękodzieła?

Niezależnie od techniki jest wiele wspólnych wskazówek, jak „uprzyjemnić” sobie tą pracę i sprawić, aby goście warsztatów czuli się „dopieszczeni”.

Potrzebujesz wsparcia w tym obszarze, chcesz porozmawiać o tym, jak krok po kroku wyglądają warsztaty w OPLOTKI, od czego zacząć… zajryj do tego wpisu: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła .

pisz: agnieszka@oplotki.pl

lub sprawdź nasz kurs i dołącz do grona nieziemskiej ekipy rękodzielniczek prowadzących warsztaty po mistrzowsku, koniecznie wskocz na stronę kursu: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku

W 8 modułach głównych oraz bonusach, które mniej więcej co miesiąc wskakują na platformę (w tym również masterclassy i sesje Q&A na żywo) zebrałam masę swoich doświadczeń, ale również tricków, które sprawdziły się na moich warsztatach oraz wiedzę na temat tego jak uczyć innych (w tym dorosłych). Materiały przyogotowane w formie nagrań video, plus nagrania audio sesji Q&A, plus workbook, który pozowli zanotowac wszystkie Twoje pomysły, uporządkować wiedzę i stanie się jednym z narzędzi do ulepszania Twoich warsztatów.

Kurs napakowany wiedzą praktyczną (choć i odrobina teorii się znajdzie ;P) – kliknij grafikę powyżej, by przejść do strony ze szczegółami – znajdziesz tam również opinie uczestniczek kursu.

Jeżeli nie wiesz, czy już masz w sobie gotowość do kursu – zawsze możesz zapisać się na listę osób zainteresowanych prowadzeniem warsztatów po pro-tipy i materiały w tej tematyce:

AAA! Omal bym zapomniała!

PS Może Ci się przydać pomoc w kwestii wyceny takich warsztatów. Temat wyceny rękodzieła (niezależnie, czy warsztatów, czy produktów fizycznych)… to temat rzeka… bardzo szczegółowo pochylam się nad nim w kursie online: Pokochaj Wycenę Rękodzieła

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Najbardziej bolą porażki których nie zawinisz.

Żeby nie było tak kolorowo postanowiłam zebrać w jednym miejscu wszystkie niepowodzenia, które tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że twardego dupska trzeba do przedsiębiorczości.

Starasz się, wypruwasz sobie flaki, masz uzasadnione poczucie ze zrobiłaś wszystko, co w twojej mocy i … klapa. No i tak było z moim sklepem internetowym, choć może trudno w to teraz uwierzyć, ale był już nawet moment, że (gdyby nie roczny abonament wykupiony z góry) to po sklepie nie byłoby już śladu.

Trudne początki

Zaczęłam szukać jak wystawić swoje prace nie korzystając ze zbiorczych platform sprzedażowych. Podskórnie czułam, że tam z pewnością „zginę w tłumie”. Platformy zagraniczne odpadały, bo zakładałam że ciężkie dywany nie nadawały się choćby ze względu na koszty wysyłki. Objawieniem była dla mnie jedna z platform sprzedażowych. Tam mogłam założyć swój własny sklep. Dzięki 14-dniowemu okresowi próbnemu połknęłam haczyk.

Przez prawie 2 tygodnie przykuta do komputera uczyłam się obsługi sklepu. Z uporem maniaka studiowałam filmiki instruktarzowe by w końcu umieścić opisy i zdjęcia produktów w odpowiednich miejscach. Kiedy w końcu skonfigurowałam setki drobnostek podjęłam decyzje o wykupieniu abonamentu. Długo zajęło mi przekonanie siebie ze nie ma sensu na miesiąc, bo takie przedsięwzięcie potrzebuje co najmniej kilku miesięcy na rozwój. Roczny abonament wydawał się najsensowniejszy. Kwota netto oczywiście razy 12 miesięcy + 23% podatku, ręka zadrżała … ale mówią, że „do odważnych świat należy”.

Jeszcze trudniejszy start

Spodziewałam się fanfar, trąb anielskich, pasma sukcesów i kolejki zamówień. Zamiast tego czekała informacja, że bez polityki prywatności, regulaminu, wzoru formularza zwrotu, zdefiniowania form dostawy i bramek płatniczych, żadna transakcja się nie odbędzie. No dobra, zabrałam się za wszystkie zbędności i niezbędności, które umiałam ogarnąć samodzielnie.

Oszczędzę ci wyliczania szczegółowych kosztów, ale uwierz mi, że wszystko, co bezpłatne to się skończyło kiedy zapłaciłam abonament i pokazałam ze jednak chce sprzedawać przez Internet.

Tzw. „drobnica” zabrała mi prawie miesiąc z życia. Został jeszcze regulamin wraz z wszystkimi formularzami oraz polityka prywatności (nie stresuj się nie wyskoczę teraz z historią RODO, wole wspomnieć o takich detalach finansowych, jak ZUS, urząd skarbowy, czy czas potrzebny na twórcze rękodzieło).  Nie pytaj, jak wyglądało moje domostwo w tym czasie…powiedzieć „chaos” – to jak nic nie powiedzieć J

 

Zapał i dobre chęci wzięły górę.

No, gdybym może nie powiedziała A, to pewnie nigdy nie byłoby B (czyli dzisiejszej platformy Oplotki and Friends -sklepu, gdzie sprzedają zaprzyjaźnieni rękodzielnicy).

Nie pytajcie skąd wyczarowałam fundusze na prawną obsługę sklepu i ile czasu, uwagi i poszukiwania opcji na moją kieszeń mi to zajęło…Ale, jak powiadają…”Jeżeli jest chęć, znajdzie się sposób, jeżeli jej brak, znajdzie się powód”.

Skrócę opowieść…UDAŁO SIĘ!…obecnie radca pomaga ubrać w rzeczywistość nasze niekończące się pomysły.

No i pewnie tu powinien nastąpić happy end i krocie ze sprzedaży…

No ehm..nie do końca…

Sklep w końcu ruszył i był gotowy obsługiwać realne transakcje. Teoretycznie każdy mógł wejść, znaleźć piękny detal wnętrzarski dla siebie kupić lub ewentualnie skontaktować się w celu zmodyfikowania rozmiaru, czy koloru …. Teoretycznie…bo w praktyce nikt o tym moim wyśnionym sklepie nie miał pojęcia! No…miałam już działający fanpage, ale tam promowałam warsztaty …więc wiedziałam, że niekoniecznie są to osoby, które chcą kupować gotowe produkty, raczej na fanpage-u są te, które chcą je zrobić samodzielnie…

No i zaczęło się!

Jak to ja…na oparach entuzjazmu…ruszyłam na podbój szkoleń sprzedażowych…chyba nie było bezpłatnego instruktażu marketingowego, który uszedłby mojej uwadze…(no nie kryję, że nadszarpnięty budżet nie pozwalał na płatne szkolenia, a Poznań w szkolenia przebogaty).

Powoli (i tu żeby nie było wątpliwości…mówię raczej o miesiącach, nie tygodniach) zaczęłam rozumieć…o co w tym wszystkim chodzi…

I drgnęło!

Możesz sobie wyobrazić całą moją radochę, kiedy w końcu misterna machina ruszyła w grudniu 2016…

Szampan, kurtyna…brawa…

No nie do końca…

Potem był martwy styczeń i zero pomysłów, jak przetrwać do Wielkanocy.

Dopiero kolejny rok nauczył mnie, jak wykorzystać dni Babci, Mamy, letniej mody, jesiennych czapko-szałów…

No i teoretycznie powinnam sobie teraz spokojnie dziergać w domu i sprzedawać personalizowane ręczne dodatki do wnętrz…tyle, że w całej tej walce przegapiłam siebie…

Przecież ja wcale nie chcę siedzieć całymi dniami w domu, kiedy mąż w pracy, a dzieci w przedszkolu po to by dziergać bez końca…Ja przecież kocham ludzi! To przecież głównie warsztaty dają mi frajdę z tej rękodzielniczej działalności!

I CO TERAZ?

No właśnie ludzie! Otwarcie zapytałam w grupie (Oplotki and friends – zarabiam na rękodziele) co robić! I dziękuję za ratunek!

Teraz w sklepie znajdziecie również prace zaprzyjaźnionych rękodzielników, dzięki temu asortyment rośnie, a czas wykonania poszczególnych prac maleje J

Mało tego – szydełkujący często kupują haft, a filcowane detale zdobią prace innych artystów! Ciągle rodzą się nowe projekty z pogranicza kilku dziedzin. Wszystko w atmosferze wspólnego celu – zarabiania na tym, co lubi się robić, by robić tego jeszcze więcej i móc rozwijać się w tym kierunku.

Teraz sklep to wspólna praca dziewczyn z zespołu, często promują go na targach rękodzieła, wspólnie podejmują decyzje o promocjach internetowych J

Jeżeli któraś z Twoich znajomych chowa świetne prace do szuflady, koniecznie opowiedz  jej o działalności rękodzielniczego inkubatora OPLOTKI – wiem, że na jej prace zapewne czekają chętni, którzy muszą się jedynie o nich dowiedzieć.

Jeżeli też tworzysz, pamiętaj, aby doceniać swoje umiejętności i poświęć chwilę na temat wyceny swojej pracy. Polecam Ci nasz poradnik i mini-dyskusję na temat „Jak wycenić rękodzieło” Tutaj pobierzesz bezpłatne materiały.

Agnieszka@oplotki.pl

Aby sprzedawać…niezależnie, czy online, czy offline…przyda się dobra wycena Twoich produktów i usług.

Jeżeli może Ci się przydać taka wiedza – zapraszam Cię do pobrania 6-częściowej VIDEO-serii „Jak wycenić rękodzieło”

Klikaj TUTAJ lub w grafikę obok 🙂

Trzymam Kciuki za Twoje rękodzielnicze przedsięwzięcie!

Agnieszka Gaczkowska

www.oplotki.pl

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

11 czerwca 2019 roku w Auli Artis w Poznaniu odbyło się pierwsze spotkanie poznańskich podcasterów, czyli Pyrcaster 2019. Chciałabym rzec, że i ja tam byłam, chleb jadłam i wino piłam, ale niestety spotkanie odbywało się bez trunków wyskokowych, co w pełni popieram, zwłaszcza jeśli w otoczeniu mamy tyle wartościowego sprzętu. Zacznijmy jednak od początku…

Jako osoba aktywnie tworząca od pewnego czasu podcast Co we freelansie piszczy”, a także Wirtualny Office Manager dwóch organizatorek z przyjemnością wzięłam udział w tym wydarzeniu. Znam obie Agnieszki i wiem, że jak one się wezmą za przygotowania, to spotkanie będzie na najwyższym poziomie.

Miesiąc przygotowań do wydarzenia, które okazało się prawdziwą petardą

Niesamowite jest to, że organizacja tego wydarzenia trwała tylko około miesiąca. Rzadko kiedy udaje się po pierwsze zebrać tak dużą ekipę, po drugie całkowicie zapełnić salę, a po trzecie dać wartość, o której przez długie tygodnie będzie się mówić w sieci. Wszystkim organizatorom Pyrcaster 2019 udało się zrealizować to zadanie na tip-top.

Jak sami przyznali, zakładali, że uda im się zapełnić salę w połowie. Jednak w najśmielszych snach nie marzyli, że ich organiczne zasięgi pozwolą na sprzedanie niemal 100% biletów. Za to między innymi należą im się ogromne brawa.

Pyrcaster 2019 to jednak nie tylko zapełniona po brzegi sala. To wydarzenie pełne merytoryki, ale przede wszystkim praktyki. Każdy z uczestników miał bowiem okazję nie tylko wysłuchać teorii podcastowania, ale również zobaczyć na żywo przygotowanie sprzętu (sprawdzić, który rodzaj mikrofonu najlepiej sprawdza się w sytuacjach ekstremalnych) oraz… nagrać na żywo swój pierwszy odcinek.

A najlepsze jest to, że wiele osób skorzystało z tej opcji! Pojawiły się oczywiście dziesiątki pytań – głównie o technikalia, co tylko świadczy o tym, jak bardzo świadome jest poznańskie środowisko osób zainteresowanych podcastami. Nikt nie pytał, a po co, a dlaczego… za to padło mnóstwo pytań: „jak…?”.

Teoria, praktyka i największa wartość – ludzie

To wydarzenie nie odniosłoby takiego sukcesu, gdyby nie jego organizatorzy. Siedmiu wspaniałych 🙂 Poznańscy podcasterzy, którzy nie tylko przecierają szlaki, ale też z ochotą dzielą się swoją wiedzą. Każdy z organizatorów opowiadał o podcastowaniu z innej perspektywy. Każdy z nich też reprezentuje inną branżę, często niszową. A mimo to wszyscy mają swoją publiczność.

Do śmiechu doprowadziły nas również perfekcyjnie przygotowane przez Jędrzeja Paulusa warsztaty z rozgrzewki aparatu mowy, czyli ćwiczeń, które są absolutnym must have każdego podcastera, a które niestety bardzo często pomijamy. Ich brak niestety sprawia, że głoski artykułowane są płasko, niewyraźnie, połykane i zapominane. Dzięki Jędrzejowi mieliśmy możliwość poćwiczyć język i sprawić, by stał się giętki i przekazał wszystko, co pomyśli głowa. Chcesz małą próbkę? Do dzieła – głośno i wyraźnie:

Wyindywidualizowaliśmy się z rozentuzjazmowanego tłumu, który entuzjastycznie oklaskiwał przeliteraturyzowaną i przekarykaturyzowaną sztukę.

Proste, prawda? 😀

Mieliśmy też okazję posłuchać o badaniach i statystykach na temat podcastowania oraz posłuchać:

  • Czym nagrywać,
  • Jak obrabiać,
  • Jak edytować,
  • Gdzie wrzucić,
  • Jakie parametry musi spełnić odcinek, by był dobry,
  • Jakie warunki powinien spełnić dobry podcast,
  • Czy powinien zawierać reklamę,
  • Jak długie odcinki nagrywać,
  • Co jest ważne w podcastach itp.
  • Czy będzie kolejne wydarzenie?

Jestem pewna, że tak. Wszyscy poczuliśmy nie tylko bakcyla podcastowania, ale też potrzebę organizowania takich spotkań. Jeśli wiec podcasty są Ci bliskie, obserwuj fanpage Pyrcaster i czekaj na dalsze informacje.

Relację z tego wydarzenia możesz posłuchać w oplotkowym podcaście 30/2019.

 

Karolina Brzuchalska

Wirtualny Office i Project Manager, Mentor Wirtualnych Asystentek

www. prettywelldone.pl

 

 

Ps. Tutaj znajdziesz informacje o osobach, które współtworzyły to niesamowite wydarzenie:

http://www.poradnikowo.com/
https://porozmawiajmyoit.pl/
https://codeboy.pl/
https://oplotki.pl/
https://jakzrobicpodcast.pl/
https://jestemzielona.pl/

A tutaj znajdziecie profile naszej wspólnej inicjatywy:
https://www.instagram.com/pyrcaster/
https://www.facebook.com/pyrcaster/

www.pyrcaster.pl

Ten odcinek oczywiście zmontował niezastąpiony Krystian Zych z https://jakzrobicpodcast.pl/

 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

SOMBA SUMMER SCHOOL – CO TO  TAKIEGO ?

Jak to się zaczęło

Wielokrotnie wspominałam, że moja działalność w oparciu o rękodzieło nie byłaby tak skuteczna, gdyby nie wsparcie mojej mentorki Sigrun. Całą historię współpracy z nią w programie SOMBA opisałam ze szczegółami TUTAJ. Dlatego nie będę już wracać do opisywania wszystkich detali…jednak mimo wszystko…napiszę o niej znowu.

Wakacje w czerwcu?

Jak wspominałam – biorę udział w programie SOMBA – czyli Sigrun’s Online MBA – gdzie uczę się , ogólnie mówiąc, biznesu online. Program – w przeciwieństwie do wielu kursów cyfrowych trwa okrągły rok, co pozwala na okresy bardziej i mniej wzmożonej pracy dostosowanej do indywidualnego rytmu. Tegoroczne wakacje zaplanowałam w czerwcu…oczywiście nie bez powodu. Od dawna wiedziałam, że lipiec i sierpień to – w przeciwieństwie do innych szkół – wcale nie wakacje. Wręcz odwrotnie – to czas dużych emocji, wielkich skoków edukacyjnych i eksperymentów – O zgrozo! –na ludziach!

Workation?

Lipiec i sierpień to czas, kiedy większość z nas odpoczywa. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, choć śmiem twierdzić, że wielu przedsiębiorców …też  – ale zbyt długi odpoczynek mnie męczy i rozleniwia. Uwielbiam to, co robię, dlatego format 'SUMMER SCHOOL’, czyli sprintu biznesowego wewnątrz Online MBA( SOMBA ) mocno do mnie przemawia i postanowiłam Wam o tym troszkę opowiedzieć.

W czerwcu 2019 przez dwa tygodnie smażyłam się w Chorwacji, oczywiście po 3cim dniu cyfrowego detoksu dziękowałam swoim przeczuciom i z wielkim zapałem wygrzebałam laptopa z dna walizki. Jestem tym typem, który choć nie musi, to i tak z wypiekami na twarzy podgląda, co tam dzieje u mojego biznesowego „dziecka” czyli OPLOTKI. Nazywam takie praco-urlopy „Worcation”.

Odpoczęłam, ale jednocześnie zbierałam myśli, spisywałam obserwacje i pomysły, podpytywałam moje klientki i współpracowniczki, czego jeszcze nam w tym rękodzielniczym ekosystemie wsparcia brakuje. Zbierałam siły na SOMBA SUMMER SCHOOL.

Somba Summer School

To dwumiesięczny czas wytężonej pracy w rocznym programie SOMBA. W tym czasie tworzymy zupełnie nowe kursy online. Od A do Z – ale nie w teorii! – Tworzymy je po to, aby od razu przetestować na realnych uczestnikach.  Jest kilka zasad uczestnictwa w tym zbiorowym sprincie – ale najważniejszą  jest działanie! Sigrun i jej zespół prowadzi nas krok po kroku przez proces tworzenia, testowania, ulepszania i wprowadzania naszych kursów do stałej – już wtedy płatnej – oferty.  Oczywiście największą zaletą tej „akcji” jest fakt, że ponad 200 osób w dokładnie tym samym czasie pracuje nad swoimi cyfrowymi produktami i energia grupy potrafi zmobilizować. Uwierzcie mi, nawet 30-stopniowe upały nie są tak gorące, jak zagorzałe dyskusje w naszej wewnętrznej grupie wsparcia. Nie ma pytań bez odpowiedzi, nie ma zadań za trudnych i pomysłów zbyt szalonych…jest za to ogrom merytorycznych rad, burze mózgów i porcja praktycznych narzędzi – wielka wymiana informacja- dzięki której każdy z nas tworzy EPICKIE kursy online.

Jak to wygląda dla uczestników naszych kursów?

Zasady są proste. Kurs, który tworzymy, niezależnie od tematyki, musi być 4-tygodniowy, bezpłatny dla uczestników, którzy chcą wziąć udział w jego testowaniu i kończyć się zebraniem wszystkich opinii na jego temat. To właśnie dzięki nim będziemy w stanie go ulepszyć, zanim trafi do regularnej sprzedaży. Klasyczne win-win – kursanci otrzymują wielką porcję naszej pracy bezpłatnie, a my otrzymujemy ich krytyczne uwagi na temat kursu.

Dumnie donoszę, że  – oczywiście- nie mogła bym ominąć takiej okazji i dzięki energii grupy zamierzam rozprawić się z najczęstszym wyzwaniem rękodzielników! Postanowiłam skonstruować program, który raz na zawsze pozwoli  uczestnikom odpowiedzieć sobie na pytanie „Czy to, co robię – HANDMADE – to kosztowneHOBBY, czy dochodowy BIZNES”. Celem programu jest przeprowadzenie uczestnika przez taki proces, po którego przejściu będzie wiedział, czy w swojej obecnej sytuacji, przy swoich obecnych możliwościach – jest w stanie zarobić „na chleb”  (albo, jak to zgrabnie jedna z uczestniczek kursu ujęła, „nie tylko na chleb, ale na masełko”) prowadząc działalność w oparciu o rękodzieło. Chodzi o to, żeby każdy z uczestników zderzył się ze swoją rzeczywistością i realnie ocenił swoje szanse na powodzenie.

Handmade – hobby, czy biznes

Oczywiście najłatwiej jest przeładować taki kurs wiedzą, zasypać toną informacji, narzędzi, wzorców i schematów…których potem nikt nie wdroży w życie, ale odłoży „na wieczne potem”…ale właśnie dokładnie NIE O TO chodzi w Somba Summer School. Celem programu jest nauczenie nas – twórców – jak zredukować kurs do absolutnego minimum wysiłku ze strony uczestników (mamy nawet limit na ilość video i pdf-ów, które możemy udostępniać w naszych kursach)  przy jednoczesnej maksymalizacji efektów. I tutaj  widzę największą wartość…ale też największą pracę. …no bo jak tego dokonać, żeby w kilku video zawrzeć taką wiedzę, zadania, wzorce, które pozwolą na uporanie się z tak fundamentalnym pytaniem uczestników kursu…”Czy  biznes rękodzielniczy jest dla mnie? Czy może lepiej, żeby to pozostało moje hobby?”…

 

Redukcja, Redukcja i jeszcze raz analiza…

Nie muszę Wam pewnie opowiadać, że z moją tendencją do tzw. „overdelivery” ( czyli przygniatania nadmiarem)  to jest dla mnie najtrudniejsza część zadania. Jak z tych godzin nagrań, ton mądrych książek, procesów, które sama przeszłam, programów, z których chciała bym wyłowić dla uczestników cenne „perełki” … jak mam z tego skompilować krótką całość, którą łatwo i przyjemnie będzie przyswoić  podczas 4-tygodni (no i nie zapominajmy, że to jednak środek wakacji…apetyt na „ciężkie rozkminy” raczej wtedy mocno spada). I za to uwielbiam Somba Summer School – wiem, że poprzeczka jest tak wysoko, że samodzielnie pewnie przeszła bym pod nią…i w którymś punkcie po prostu się poddała…ale nie tutaj…nie kiedy 200 innych osób „daje radę” ! Dzięki tej wspólnej mobilizacji pracuję jak szalona nad okrajaniem merytoryki programu do absolutnego minimum, potrzebnego do osiągnięcia przez uczestników zamierzonego efektu.

A czy mi się uda?

Głęboko w to wierzę!

Możesz samodzielnie się przekonać i skorzystać z programu. Wakacje 2019 to czas eksperymentu, zbierania cennych opinni uczestników o kursie i jego ulepszania.Później program trafi do stałej oferty OPLOTKI: https://oplotki.pl/handmade-hobby-czy-biznes/

Śmiało podziel się informacją z koleżanką.

Wierzę, że Ci za to podziękuje

Agnieszka@oplotki.pl

Ps.

Jeżeli chcesz, abym przesyłała Ci informacjena temat programu SOMBA ( Online MBA), gdzie uczę się, jak budować OPLOTKowy biznes online – zapisz się tutaj. Poinformuję Cię o najbliższym naborze do programu oraz będę wysyłać informacje o bezpłatnych, choć bardzo wartościowych materiałach mojej biznesowej mentorki i autorki SOMBA – Sigrun.

 

Mały up-date z 2021 🙂 

Kurs rzeczywiście okazał się Hitem! to właśnie dlatego odświeżam ten wpis! – Kurs Handmade Hobby Czy BIZNES rzeczywiście trafił do stałej oferty…a wakacyjny tryb pracy wszedł mi w krew…w tym szalonym 2021 roku nie lada projekt! KSIĄŻKA!!!!

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Szydełkiem w oko.

Wszędzie  słychać głosy, że nie samą pracą człowiek żyje, że trzeba mieć pasję, bo ta pozwala na zachowanie równowagi psychicznej i daje szansę na  szczęśliwe życie. Tego typu komunikaty atakują, przynajmniej mnie, z każdej możliwej strony.  Równocześnie, docierają do mnie wypowiedzi traktujące o tym, co pasją być może, a co nie. Kiedy coś do miana pasji urasta. I jeszcze, która pasja dla kogo odpowiednia. A o tym, że pasja powinna się wpisywać w panujące trendy to już nawet nie chcę wspominać.

Większość mądrości internetowych ekspertów od wszystkiego puszczam mimo uszu, ale z jednym się zgodzę, warto mieć coś, co wypełni nasz wolny czas, zajmie ręce, całe ciało, zmysły, myśli. Da radość i satysfakcję. Warto poszukać czegoś, co będzie odpowiadało naszym gustom, nie patrząc na trendy czy ludzkie opinie.  Można spróbować czegoś nowego, czegoś co jest całkiem poza naszym dotychczasowym doświadczeniem? Albo dać szansę czemuś, czego już próbowaliśmy w przeszłości? Drogi są różne, ale warto próbować i nie poddawać się, bo może się okazać, że jakiś mały drobiazg zaprowadzi Cię do wspaniałych efektów.

W moim przypadku tym drobiazgiem był mały metalowy przedmiot, który został mi w spadku po mamie. Nie czułam  do niego wielkiej sympatii, bo pierwsze próby zaprzyjaźnienia się nie były zbyt owocne. Ale dałam mu szansę.

szydełkowanie warsztaty

Tak naprawdę nie wiem, kiedy to się stało. Wyszło to jakoś naturalnie, chciałoby się powiedzieć  –  ot tak, po prostu. Wcale nie jestem mistrzynią, ale szydełkowanie stało się moją codziennością.  I mojej rodziny też, choć nie wiem, na ile ta jest z tego powodu zadowolona. Faktem jednak jest, że wszyscy domownicy wiedzą, aby nie zadawać zbędnych pytań, gdy odgarniając rozwiany włos z czoła, mruczę sobie coś pod nosem. Albo, że  czasem trudno przejść przez  nasze domostwo nie zahaczając o jakiś zwisający z (np. z torebki) sznurek, nie potykając się o koszyk z rozpoczętą robótką lub o kolejne pudło wypełnione włóczkami, które przyniósł kurier.

Nie wiem też, kiedy szydełkowanie stało się motorem napędowym zmian zachodzącym w moim życiu. Wielu bardzo niewielkich zmian, ale w efekcie prowadzących do tych większych i lepszych. Poczynając od przemeblowania w pokoju, kończąc na przemeblowaniu w głowie.

Ale nie opisywałabym swojej historii w ten sposób, gdybym posłuchała niektórych „dobrych rad” albo przyjęła za prawdziwe, niektóre ludzkie przekonania.  Niestety stereotypy panoszą się wszędzie i co  jest smutne, zbyt często odgradzają ludzi od ich pasji. Szydełkowanie nie jest od nich wolne.  Jeśli chcesz szydełkować prędzej czy później przyjdzie Ci się z którymś z tych przekonań mierzyć. (Ja polecam przy tym przede wszystkim przymrużenie oka)

Nie od dziś wiadomo, że pierwszym i najważniejszym warunkiem, który należy spełnić, aby szydełkować jest sędziwy wiek. Tak naprawdę nie wiem, gdzie jest ta granica, ale sądzę, że tak w okolicach sześćdziesiątki to już będzie ok. Jeśli masz lat naście i sięgasz po szydełko, to prawdopodobnie bardzo cenisz swoją babcię albo nawet prababcię i uczysz się rękodzieła, by sprawić jej przyjemność. Inne kategorie wiekowe nie sięgają po szydełko! A jeśli już, oznacza to, że są jednostkami dziwnymi, zaburzonymi, znacząco podejrzanymi, może nawet niebezpiecznymi.

Osoby, które szydełkują, nie lubią towarzystwa. To samotnicy izolujący się od ogółu społeczeństwa. Poza szydełkiem radość daje im wyłącznie herbata. Czasem zamienią dwa słowa z własnym kotem (z rzadka psem) głównie jednak mówią do siebie pod nosem jakieś niezrozumiałe treści.

Oczywiście ta izolacja i oddawanie się szydełkowemu szaleństwu wynika z urody, która nie wpisuje się w aktualne trendy. To jednak jest trudne do udowodnienia, bo mało kto widział za dnia szydełkującą istotę.

Ach! Zapomniałabym. Rzecz dotyczy wyłącznie kobiet, bo faceci nie szydełkują. Koniec kropka.

Ponadto, szydełkowanie to zajęcie dobre wyłącznie dla osób opanowanych, spokojnych, cierpliwych, może nawet nieco flegmatycznych. Takich trochę w typie Mamy Muminka, choć może lepszym przykładem byłby tutaj Włóczykij, ale już wiemy, że – faceci nie szydełkują!!!

Ale nawet jeśli skupić się tylko na przedmiocie, to szydełkowanie nie ma wielkiego sensu. Po pierwsze szydełkowane rzeczy dawno już wyszły z mody. Czasem zdarzy się, że ktoś jeszcze wyciągnie babciną serwetkę w Wielką Sobotę, ale poza tym? Nie ma takiej możliwości, żeby w dzisiejszych nowoczesnych wnętrzach panoszyły się jakieś dziergane dodatki? Po drugie, szydełkowanie jest czasochłonne – no komu normalnemu by się chciało. No, a żeby płacić za coś takiego tyle pieniędzy? Są przecież serwisy, które oferują prawie to samo, za grosze!

Noszkuszatfamać!!!

Z natury jestem cholerykiem i nie należę do osób przesadnie cierpliwych. Bywam impulsywna i łatwo mnie wyprowadzić z równowagi, i może faktycznie jestem trochę niebezpieczna, bo jak słyszę takie bzdury, to mam ochotę dziabnąć ich nadawcę w oko. Szydełkiem w oko.

Mimo wszystko wolę jednak działać łagodniej, choć na przekór stereotypom. Najczęściej po prostu wychodzę z moimi robótkami w świat. Dziergam na placu zabaw czy w przychodni i uśmiecham się do ludzi.

szydełkowanie warsztaty

I być może nie jest to pasja, która wpisuje się w trendy. Być może nie wymaga odwagi, siły czy wielkiej ilości pieniędzy, ale zdecydowanie jest moja, tego nie dam zakwestionować nikomu.

Mam nadzieję, że i Ty masz coś takiego, co daje Ci możliwość złapania oddechu, poczucia spełnienia, daje radość i satysfakcję, nierzadko na przekór ludzkiemu gadaniu. Jeśli tak, podziel się tym z nami w komentarzu. A jeśli wciąż szukasz czegoś dla siebie, to zapraszam do nauki szydełkowania. Spróbuj, nie czekaj, w najgorszym przypadku stwierdzisz, że to nie dla Ciebie. A w najlepszym, kto wie?

Choć tak naprawdę najgorzej jest zacząć 😉 Nie wierzysz, posłuchaj:

Ania

Ach Zbiór Bzdur

Piszę w imieniu Ani, uczestniczki naszej Akademii Rękodzielnika i od niedawna również (pełna dumy donoszę) członkini zespołu! W tym wpisie zapraszałyśmy na jedne z pierwszych warsztatów szydełkowych online w oplotkach. Były one wyzwaniem zarówno dla Ani, która wtedy wkraczała na swoją przedsiębiorcza drogę, jak i dla oplotek – testowanie formuły wymaga wielu prób, oraz dla samych uczestników, którzy nie byli jeszcze przyzwyczajeni do „zoomów i innych takich”. Dziś Ania, nieco mniej warsztatuje, ale z pewnością na oplotkowym YouTube znajdziecie jej ślad – jeśli nie jako prowadzącą warsztaty, to jako montującą materiały video – ponieważ większość materiałów czy to na YouTubem czy w oplotkowych kursach przechodzi właśnie przez jej ręce podczas edycji – dzięki temu powstał również specjalny e book, który odpowiada na pytanie: jak przygotować sie do nagrywania tutorialu rekodizelniczego i dostępny jest w kursie, o którym nieco niżej.

Ale wracamy do szydełkowania – Jeżeli masz ochotę spróbować swoich sił w szydełkowaniu polecam zajrzeć do naszego warsztatowego grafiku, gdzie znajdziesz planowane na bieżąco warsztaty (w tym szydełkowe) stacjonarne i online . Możesz go sprawdzić na naszej stronie: https://oplotki.pl/warsztaty-stacjonarne/ lub na facebookowym profilu oplotki w zakładce „wydarzenia”

Możesz również skorzystać z naszego kursu szydełkowania online – mnóstwo filmów, inspiracji – od pierwszego oczka po własne projekty.

A jeżeli chcesz dołączyć do grona nieziemskiej ekipy rękodzielniczek prowadzących warsztaty po mistrzowsku, koniecznie wskocz na stronę kursu: Prowadź Warsztaty Rękodzieła po Mistrzowsku

W 8 modułach głównych oraz bonusach, które mniej więcej co miesiąc wskakują na platformę (w tym również masterclassy i sesje Q&A na żywo) zebrałam masę swoich doświadczeń, ale również tricków, które sprawdziły się na moich warsztatach oraz wiedzę na temat tego jak uczyć innych (w tym dorosłych). Materiały przyogotowane w formie nagrań video, plus nagrania audio sesji Q&A, plus workbook, który pozowli zanotowac wszystkie Twoje pomysły, uporządkować wiedzę i stanie się jednym z narzędzi do ulepszania Twoich warsztatów.

Kurs napakowany wiedzą praktyczną (choć i odrobina teorii się znajdzie ;P) – kliknij grafikę powyżej, by przejść do strony ze szczegółami – znajdziesz tam również opinie uczestniczek kursu.

Jeżeli chcesz poczytać więcej o warsztatach, zapraszam do wpisu: Jak prowadzić warsztaty rękodzieła.

Jeżeli nie wiesz, czy już masz w sobie gotowość do kursu – zawsze możesz zapisać się na listę osób zainteresowanych prowadzeniem warsztatów po pro-tipy i materiały w tej tematyce:

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Odkryłam, jak być w 2 miejscach w tym samym czasie!!!

Nie, nie – tekst nie będzie o przełomowym odkryciu zasługującym na NOBLA, ale jak najbardziej będzie mówił o tym, jak udało mi się zhakować czas wolny, żeby nie tylko był czystą przyjemnością, ale praktycznym narzędziem do rozwoju i satysfakcji z procesu nauki!

Niemożliwe?! Poczytaj dalej – ten „patent” jest banalnie prosty! (Że też wcześniej o tym nie pomyślałam!)

Rękodzieło jest ze mną odkąd pamiętam. W dzieciństwie jako zabawa, w dorosłym życiu jako sposób na odpoczynek… z czasem stało się też stałym motywem mojej pracy zawodowej.

Ciągle nie mogę pojąć, jak to się stało, że na takie „podwójne” wykorzystanie długich godzin czasu twórczego przyszło mi do głowy dopiero teraz!

Dzięki Kasi uświadomiłam sobie…

…że to świetny moment na naukę języków obcych lub odświeżanie tych bardziej przykurzonych. Niby „jakaś” znajomość języka w głowie jest…ale kiedy przychodzi czas na jego użycie… jakoś wiecznie posiłkuję się angielskim (lub nieproporcjonalną do przekazu gestykulacją )

Dopiero, kiedy zaczęłam otrzymywać Kasi mini-lekcje video ( jeżeli jeszcze ich nie znasz – koniecznie sprawdź tutaj) – OLŚNIŁO MNIE! I żeby nie było…władam angielskim, francuskim, hiszpańskim i  mocno łamanym niemieckim, ale nauki duńskiego jak żyję, nie planowałam. A jednak!…

Kasi lekcje są krótkie, treściwe, a przede wszystkim „lekkie” do przyswojenia…a jako, że wiecznie nie mam czasu, żeby odsłuchiwać je w pełnym skupieniu…to zaczęłam je odtwarzać podczas pracy szydełkowej ( tak…rękodzieło to u mnie i praca i rozrywka).

Zaczęło się niewinnie.

Kasi video są po prostu fajowe – bije z nich energia, motywujący do nauki zapał. Ogrom jej pracy włożonej w każdy materiał sprawia, że dla proces nauki dla odbiorcy to niczym osmoza… jakoś tak „samo wnika”.

Na początku po prostu oglądałam z ciekawości podczas pracy z nowymi szydełkowymi wzorami, albo testując nowe włóczki na kolejne projekty….aż w końcu mnie OLŚNIŁO!

Przecież to genialne!

Podczas pracy manualnej (i nie mam tu tylko na myśli „zawodowych” rękodzielników, ale wszystkich, którzy lubią „podłubać”) uaktywniają się obszary mózgu odpowiedzialne za tzw. motorykę małą. Czyli po ludzku – te miejsca, które są blisko związane z rozwojem mowy. (Jeżeli się zastanawiasz, dlaczego przedszkolaki tak dużo wycinają, wyklejają i malują w krytycznym momencie rozwijania umiejętności językowych…to TAK! właśnie dlatego! – one już to odkryły…intuicyjnie!….my tylko im troszkę pomagamy).

Co tu dużo pisać! Nie da się opisać!

Po prostu spróbuj!

Jeżeli  lubisz dziergać, rysować, pisać, TWORZYĆ rękami – spróbuj w trakcie tego procesu uczyć się języka. Nagrania, audycje, audiobooki… morze możliwości!

Dziękuję Kasiu  za to OLŚNIENIE! Pewnie nie wpadła bym na ten świetny sposób na uprzyjemnianie czasu „pracy” twórczej, gdyby nie praca Kasi (tutaj znajdziesz  Kasię)

I choć nie planowałam nauki Duńskiego…to ciągle z ciekawością wracam do nagrań…a od niedawna powolutku odświeżam języki, które odłożyłam na półkę (szczególnie ten nieszczęsny hiszpański, na który wiecznie mało czasu). Ze zdziwieniem odkrywam, że pochłanianie kolejnych lekcji, audiobooków w obcych językach przychodzi bez wysiłku, kiedy jest „tłem” pracy manualnej.

Jeżeli Ty też właśnie podejmujesz decyzję o rozpoczęciu nauki języka, lub planujesz uporządkować sobie wiedzę z takiego zakresu – z całego serca polecam Ci patent na łączenie przyjemnego z pożytecznym.  Jeżeli dodatkowo, jak ja, nie wyobrażasz sobie dnia bez szydełkowania, drutów, rysowania z dziećmi lub innej twórczej formy spędzania czasu – to polecam Ci patent na dodanie do tej czynności pożytecznych lekcji językowych. Nawet nie zauważysz, kiedy Twoje umiejętności wzrosną, a sama nauka będzie się kojarzyła z dużą zabawą, a nie obowiązkiem.

Ps. ostatni językowy audiobook wciągnął mnie na dobre…

dziergałam jak szalona…

i tak …

lekcja po lekcji… przesłuchałam… całą „książkę”…

a w tle powstało takie cudo…

(dzieci nie narzekają na nową słabość mamy = moja nauka języka kojarzy im się z nowymi rękodzielniczymi zabawkami, a od czasu językowego OLŚNIENIA…formy  nabierają coraz większych rozmiarów)

Agnieszka Gaczkowska

www.oplotki.pl

Ps. Była bym zapomniała!!!

Polecam Twojej uwadze wywiad z Kasią, który nagrałyśmy na potrzeby podcastu OPLOTKI.

Całe nagranie znajdziesz tutaj

Ps.2. Skąd znam Kasię?

Razem pracujemy w rocznym programie MBA – SOMBA – tutaj znajdziesz artykuł na ten temat..

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Zaczęło się od informacji usłyszanej od koleżanki. Że jest taka możliwość. Że są programy na rozpoczęcie działalności. A informacja ta zbiegła się z procesem decyzyjnym, przebiegającym u mnie podówczas, dotyczącym podjęcia kroków zawodowych. Byłam (i do dziś jestem) na urlopie wychowawczym, do pracy na etacie nie chciałam wracać. Mając małe dziecko u progu przedszkola nie chciałam pracować w szkole, w której przenigdy nie pracowałam na pół gwizdka, zawsze angażowałam się mocniej, nie umiem inaczej.

Przedsiębiorczość

Zatem zbiegły się dwie informacje w dobrym czasie. Ale żebyście nie pomyśleli, że to już spowodowało, że pobiegłam do wujka google’a. Nie. Jestem leniwą bułą, tak łatwo się nie daje ruszyć. Zaistniała trzecia okoliczność. Jedna z moich Przyjaciółek kończyła studia i żeby uzyskać dyplom coacha, szukała chętnych do sesji. Pobiegłam. (żartuję, jak wspomniałam wcześniej – jestem kanapowym ziemniakiem, nie biegam). Ale – nie zaprzeczę – chętnie skorzystałam z możliwości przeczołgania siebie. Po pytaniach, któremi niczym snajper strzelała Justyna, podjęłam trud i rozrysowałam sobie meandry błądzącej i ruszyłam pytać.

Najpierw trafiłam do Urzędu Pracy. W tejże cudnej instytucji niemalże odbiłam się od drzwi (trafiłam tam koło 14, a to już kres możliwości pań zza biurka, słowem: z(a)mykały!!!), ale słowo „niemalże” dało mi szansę na otrzymanie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Nie mogłam otrzymać dofinansowania z UP (wysokość takiej dotacji to OKOŁO 18 tysięcy złotych i o więcej nie pytajcie, bo nie wiem), gdyż nie byłam zarejestrowaną bezrobotną i stanowczym tonem poinformowano mnie, jakże nagannym jest proces rejestracji wyłącznie w celu otrzymania dotacji. Zawsze byłam wzorową uczennicą i na takie zachowanie w życiu bym sobie nie pozwoliła. Dowiedziałam się również, iż warto udać się do miejsca, w którym wspiera się początkujących przedsiębiorców (jak gdyby UP takim miejscem nie był, choćby z założenia…) i tam poszłam w kolejnym tygodniu.

W moim mieście było to Poznański Ośrodek Wspierania Przedsiębiorczości i tam przyjęto mnie bardzo sympatycznie.

Przede wszystkim, zasiano nadzieję na to, że się uda.

Po wtóre, czułam się tam jak partner rozmowy, a nie roszczeniowy petent.

Tam też dostałam magiczną listę. Listę z adresami firm, w których trwał nabór do projektów unijnych, w których mogłam uczestniczyć. Skierowane były one do osób po trzydziestym roku życia oraz BIERNYCH zawodowo (urlop wychowawczy to jeden z przykładów bierności). Wystarczyło zadzwonić…

Czy podniosłam słuchawkę? (kto w dzisiejszych czasach podnosi słuchawki, błagam…)

Odpowiedź w następnym odcinku.

 

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Mimbla Szydełkuje

Mimbla to sympatyczna starsza siostra Małej Mi z opowieści o Muminkach, która jak wszystkie Mimble zachowuje spokój w każdych okolicznościach i mało co potrafi wyprowadzić ją z równowagi. Nie wynika to bezpośrednio z powieści, ale myślę, że mogła szydełkować 🙂 Kocham Muminki i szydełkowanie i z tego połączenia narodziła się nazwa – Mimbla Szydełkuje.

A jak to się zaczęło? Dzisiaj aż wstyd przyznać, że jeszcze dwa lata temu uważałam szydełkowanie za jedno z najnudniejszych zajęć na świecie, a obok produktów szydełkowych przechodziłam obojętnie. Chociaż muszę dodać, że samo rękodzieło było mi zawsze bliskie, a z racji pracy jako organizator imprez kulturalnych i warsztatów miałam możliwość uczestniczenia w najróżniejszych zajęciach. Uwielbiam to, co naturalne, więc najbardziej przepadłam w wiklinie, która jednak przy działaniu na własną rękę jest materiałem dość problematycznym. Stąd już niedaleko było do zachwytu nad sznurkiem, nadal wyplatanie, ale już nieco łatwiej dostępne materiały. Na pierwszych warsztatach zrobiłam kilka podkładek ze sznurka, a później zakiełkowała w mojej głowie myśl, żeby zrobić dla synów zabawki. Jest ich dwóch (synów) młodszy i starszy, bardzo lubili akurat oglądać Bolka i Lolka, więc wybór był oczywisty. Poszperałam w Internecie, żeby załapać zasady zwiększania, zmniejszania, zaokrąglania kształtów, kupiłam materiały i całkowicie improwizując stworzyłam ulubionych bohaterów.

Znajoma zobaczyła zabawki, zachwyciła się i rzuciła mi nowe wyzwanie – Reksio. Trochę się broniłam, że nie wiem jak się zabrać, nie mam doświadczenia, ale właściwie od razu zaczęłam się zastanawiać, od czego można by zacząć i jak miałby wyglądać. Tak już mam, że im większe wyzwanie, tym intensywniejsza moja praca nad perfekcyjną realizacją (w każdej dziedzinie 😉 ). Gotowy Reksio pojawił się kilka dni później, a ja już wiedziałam, że muszę szydełkować! Od tego czasu minęło 1,5 roku, a ja wciąż jestem w trakcie przynajmniej jednego projektu.

Najwięcej radości sprawiają mi indywidualne zamówienia, bo spełnianie dziecięcych marzeń o przytulankach, które narodziły się w wyobraźni jest czymś niesamowitym. Nikt, na całym świecie nie ma drugiej takiej zabawki! W każde szydełkowane przeze mnie stworzonko wkładam cząstkę swojego serca i aż trudno mi się później z nimi rozstać. Tak jak z dobrą książką, którą chciałoby się przeczytać do końca, ale jednak trochę przedłuża się ten moment i czyta tylko po małych fragmentach, żeby jak najdłużej zostać w tej opowieści; tak ja mam czasem gotowe wszystkie łapki, ogonki, główki i… czasem sięgam po inny kolor włóczki i zaczynam coś nowego, żeby jakoś łagodnie przejść od jednego zadania do kolejnego.

Czasem zdarza się, że ktoś widzi jakieś kawałki przygotowywanej przeze mnie zabawki i pyta co to jest, a kiedy odpowiadam z entuzjazmem, że to będzie np. łapka dinozaura, to po drugiej stronie widzę lekkie niedowierzanie. Kiedy później ta sama osoba zobaczy skończoną zabawkę jest efekt wow, bo zwierzak, który w mojej głowie jest już od początku właśnie taki jaki ma być, dla innych w częściach nie składa się w taką samą całość. Magia tworzenia!

Dbam o to, żeby osoba, która zamówiła u mnie zabawkę, nie widziała jej wcześniej w trakcie pracy czy na zdjęciach, bo ważne jest to pierwsze wrażenie i działanie na wszystkie zmysły. Przecież szydełkowa zabawka, to nie tylko wygląd, ale miękkość, faktura splotu, dla bardziej wyczulonych zapach… nie chcę odbierać obdarowanemu tego całościowego uczucia J

W mojej głowie wciąż jest jeszcze wiele niezrealizowanych pomysłów na zabawki. Chcę przy pomocy szydełka przekazać wartości, które są mi bliskie. Ale szczegółów nie zdradzę… 😉

Zapraszam do obserwowania moich zwierzaków na fb i insta oraz do kontaktu, spotkań tu i ówdzie … #mimblaszydelkuje

Ps. Jeżeli też chcesz zacząć przygodę z szydełkowaniem, nie czekaj!

Klikaj TUTAJ, aby pobrać bezpłatne schematy szydełkowe i zaczynać dzierganie 🙂

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.

Ile sznurka potrzeba na szydełkowy dywan?

Od kiedy zaczęłam prowadzić warsztaty szydełkowania i jako uzupełnienie wiedzy (albo opcję dla osób spoza Poznania) wprowadziłam Kurs szydełkowania online, regularnie otrzymuję pytania o pomoc w zakupie odpowiedniej ilości materiału potrzebnego do stworzenia wymarzonych projektów. Postanowiłam pomóc, a jednym z pytań, które pojawiało się najczęściej było:

Ile sznurka na dywan?

Podczas warsztatów i w kursie szczegółowo wyjaśniam, ile sznurka potrzebujesz statystycznie, żeby zrobić dywan ze sznurka. Musisz jednak wiedzieć, że ta ilość i tak jest tylko orientacyjną informacją, bo nie da się jednoznacznie powiedzieć ile trzeba sznurka na dywan, gdyż każdy z nas pracuje zupełnie inaczej, nawet przy użyciu tych samych narzędzi. Różnice nie są ogromne przy małych projektach, ale ilość zużytego sznurka może się znacząco różnić w przypadku dużych projektów, takich, jak na przykład dywan.

Ile bawełnianego sznurka na dywan?

I tutaj niestety na pytanie ile sznurka na dywan muszę odpowiedzieć to (znienawidzone): „TO ZALEŻY”. Oczywiście – zależy to od tego, jaki dywan ze sznurka planujesz, ale również od tego, jakiego sznurka użyjesz, jak ciasno go zapleciesz, jakiego szydełka użyjesz do pracy. Postaram się opisać taki „stan zero” ale dodać do tego opisu możliwe „wahania” w zależności od różnych zmiennych.

Taki dywan ze sznurka, jak na zdjęciu, wykonałam przy użyciu około 500 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5mm. Pracowałam przy użyciu szydełka  – rozmiar 9.dywan ze sznurka

Oczywiście nawet zakładając, że używasz tego samego narzędzia i identycznego sznurka, Twój dywan prawdopodobnie będzie miał zupełnie inny rozmiar. Taki urok rękodzieła.

Jeżeli szydełkujesz bardziej „ciasno” – to aby powstał dywan o podobnej średnicy (tutaj 110 cm), zużyjesz więcej sznurka. Aby splot był luźniejszy możesz zamienić szydełko na większe (rozmiar 10, 11, nawet 12) lub świadomie nawlekać oczka luźniej.

Oczywiście możesz również użyć grubszego sznurka (np. 6mm, 9mm) dostosowując do niego odpowiedni rozmiar szydełka ( np. 11-12 i 15-18). Wtedy takiego sznurka zużyjesz mniej (odpowiednio około 400 i 250-300 metrów).

Ile sznurka na dywan kupić?

Polecam zamówić nieco za dużo sznurka na dywan. Dlaczego? To chyba raczej jedno z pytań o oczywistej odpowiedzi, ale jednak pokuszę się o komentarz.

Zamawiam dokładnie tyle, ile potrzeba…a później domawiam odrobinę, bo chcę dodać ciekawsze wykończenie, może uzupełnić pracę o mały upominek, albo pracę uzupełniającą „komplet”.

Nie za dużo, ale…

Jestem ostatnią osobą, która namawia Cię do zbędnego chomikowania sznurków (sama upycham je w każdej możliwej szafce), ale jednak namawiam do zaplanowania, co jeszcze możesz wykonać z tego sznurka, który i tak będziesz zamawiać. Nie tylko ze względu na korzystniejsze koszty przesyłki, choć to oczywista zaleta większego zamówienia.

Dlaczego warto zamówić ciut więcej sznurka na dywan?

Polecam Twojej uwadze rozważenie większego zamówienia, bo wielu polskich producentów sznurka daje możliwość zamówienia sznurka bawełnianego w jednym odcinku (nie w formie 50-100-200 metrowych motków). Najczęściej ta możliwość pojawia się przy minimalnej długości 500 metrów. Dlatego przy zamówieniu np. 450 metrów na idealny dywan, warto przemyśleć mały zapas.  Nie tylko nie musisz się wtedy martwić łączeniem sznurka, ale możesz zoptymalizować pracę (najczęściej taki sznurek jest umieszczany w wygodnym kartonie lub worku, z którego wyciągasz sznurek bez obaw o jego plątanie).  Zapytaj swojego dostawcę o taką możliwość, często nie jest ona komunikowana wprost na jego stronie. Jeżeli chcesz skorzystać z usług jednego z naszych partnerów – śmiało pisz do mnie – podzielę się kontaktem.

A jeżeli nawet zostanie troszkę sznurka

Możesz go śmiało wykorzystać do stworzenia nowych prac. Poniżej wzory najprostszych pomysłów na wykorzystanie „po-dywanowych” resztek.

Do stworzenia takiej podkładki pod talerz użyłam około 60 metrów bawełnianego sznura o grubości 5mm. Zaplatałam go przy pomocy szydełka rozmiar 9.ile sznurka na podkładkęFot. Agnieszka Gaczkowskapodkładka ze sznurkaFot. Agnieszka Gaczkowska

Zobacz, jak można ożywić stół wykorzystując nieoczekiwane zestawienia kolorystyczne! Nie koniecznie nasze dywany i inne prace muszą „wtapiać się” w otoczenie. Przebogate palety kolorów sznurków, niezależnie od wyboru producenta dają świetne możliwości żonglowania sezonowymi dodatkami. A kiedy taka podkładka się znudzi…śmiało możesz zamienić ją w miseczkę, wazon, czy zgrabną osłonkę na doniczkę.jaki sznurek na dywanFot. Agnieszka Gaczkowskadywan ze sznurkaFot. Agnieszka Gaczkowskasznurek do dywanówFot. Agnieszka Gaczkowska

A wracając do dywanu

Resztki materiału można śmiało przełamać innym kolorem – poniżej zdjęcie, pracy, w której użyłam niebieskiego sznurka i stworzyłam zestaw, który uzupełnia delikatne kolory dziecięcego pokoiku. Takie żywo-niebieskie maty układam pod talerzykami z przekąskami dla maluchów, żeby unikać rysowania blatu ich biurek, kiedy przeciągają talerze w tę i z powrotem.sznurek do robienia dywanówFot. Agnieszka Gaczkowskadywanik ze sznurkaFot. Agnieszka Gaczkowskaile sznurka na dywanikFot. Agnieszka Gaczkowskajaki sznurek na dywanFot. Agnieszka Gaczkowskasznurkowa podkładkaFot. Agnieszka Gaczkowskadywan ze sznurka prostokątnegoFot. Agnieszka Gaczkowska

Okrągły dywan ze sznurka czy wielokąt?

Zauważ, że powyższy dywan ze sznurka pomimo, że na pierwszy rzut oka ma kształt owalny, to faktycznie jest wielokątem. Efekt jak najbardziej zamierzony. Ale może masz ochotę na idealne koło? Wtedy warto przesuwać dodawanie oczek i zaczynać za każdym razem z inną ilością słupków w danym rzędzie. Mianowicie – jeżeli w 2-gim rzędzie dodajesz już na początku, w 3-cim rzędzie dodaj dopiero po wykonaniu 1 słupka, w 3-cim znowu dodaj na początku, w czwartym znowu po wykonaniu 1-2 słupków …i tak dalej. Jeżeli to, co tutaj wypisuję to czarna magia – nie martw się – spokojnie jesteś w stanie opanować szydełkową nowo-mowę podczas warsztatów stacjonarnych albo w kursie szydełkowania online. Gwarantuję Ci, że nie tylko z łatwością wykonasz taki dywan, jak powyżej, ale z powodzeniem zaprojektujesz własny!

ile sznurka na dywanile potrzeba sznurka na dywan

Szydełkowanie naprawdę nie jest trudne!

Przekonaj się o tym!

Spróbuj naszego kursu szydełkowania ON-LINE!

Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!

Ps. Jeżeli i Ty chcesz zacząć swoją przygodę z szydełkowaniem – śmiało sprawdź nasz  kurs szydełkowania ON-LINE!.

Szydełkowanie naprawdę nie jest trudne!

Przekonaj się o tym!

Spróbuj naszego kursu szydełkowania ON-LINE!

Świetne dodatki wnętrzarskie, elementy garderoby, nawet zabawki – jesteś w stanie z powodzeniem zrobić samodzielnie zamiast kupować!

kurs online szydełkowania

kurs szydełkowy on-line

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.