
#10 Dlaczego firma to nie jest biznesowe dziecko?
Przez długi czas mówiłam o Oplotkach: moje biznesowe dziecko. I naprawdę tak to czułam. Oplotki powstały w momencie, kiedy straciłam zawodową tożsamość architekta, kiedy depresja poporodowa odbierała mi chęć do czegokolwiek, kiedy szukałam siebie na nowo. Rękodzieło mnie uratowało. Więc oczywiście pokochałam je jak coś najważniejszego.
Ale miłość do biznesu jak do dziecka ma swoją cenę.
Reinwestowałam wszystko, co zarobiłam, często ze stratą. Podejmowałam decyzje sercem, nie głową. Brałam projekty, które mnie nie utrzymywały, bo „przecież to dla Oplotek”. I przez długi czas nie dostrzegałam, że ta nadopiekuńcza relacja nie służy ani mnie, ani firmie.
W tym odcinku opowiadam, jak zmieniła się moja metafora: z dziecka na nastolatka, z nadopiekuńczości na partnerstwo. I dlaczego jasne wymagania wobec biznesu to nie zdrada, tylko dojrzałość.
W skrócie
- Oplotki powstały 10 lat temu z potrzeby przetrwania: depresja poporodowa, utrata tożsamości architekta, szukanie siebie. Rękodzieło mnie uratowało.
- Przez lata traktowałam Oplotki jak dziecko: reinwestowałam wszystkie zarobki, często ze stratą. To dawało mi poczucie sensu, ale nie było zdrową strategią biznesową.
- Dziś Oplotki to nie maluch, a nastolatek: z własną tożsamością, z którym mogę prowadzić dojrzałe rozmowy i wobec którego mogę mieć oczekiwania.
- Firma ma konkretne zadania: utrzymać moje życie, budować mój majątek osobisty, wspierać zespół i misję zarażania bakcylem handmade.
- Traktowanie biznesu jak dziecka może być niezdrowe. Dojrzalsza metafora to partnerstwo z oczekiwaniami, granicami i możliwością „rozwodu”, jeśli relacja nie działa.
- Jasne KPI i wymagania wobec firmy to nie chłód, to troska o jej długowieczność i o własne życie poza nią.
Dla kogo jest ten odcinek
Dla Ciebie, jeśli mówisz o swojej firmie: moje dziecko, moje wszystko, moja pasja i jednocześnie czujesz, że decyzje biznesowe podejmujesz bardziej sercem niż głową. Jeśli reinwestujesz wszystko w biznes i nie wiesz, kiedy skończy się „inwestowanie w siebie”, a zacznie stabilność finansowa. Jeśli Twoja firma jest dla Ciebie tak ważna emocjonalnie, że boisz się stawiać jej granice. Ten odcinek jest dla Ciebie.
O czym rozmawiamy
0:03 : Powitanie, seria „Handmade Biz w Pytaniach i Odpowiedziach”, pytania na agnieszka@oplotki.pl
0:37 : Pytanie od słuchaczki: dlaczego przestałaś nazywać Oplotki „biznesowym dzieckiem”?
1:23 : Początki Oplotek sprzed 10 lat: urlop macierzyński, pierwsze dziecko, depresja poporodowa, utrata tożsamości zawodowej architekta
2:55 : Rękodzieło jako ratunek: dekorowanie domu, pierwsze warsztaty, narodziny Oplotek
3:30 : Emocjonalne przywiązanie i metafora „biznesowego dziecka”: firma, która uratowała, staje się czymś najważniejszym
6:02 : Ciemna strona tej metafory: reinwestowanie wszystkich zarobków, decyzje ze stratą finansową, bo „przecież to dla Oplotek”
7:24 : Szybki wzrost Oplotek: studio 100 m², duże wydarzenia, wielkie plany napędzane miłością do firmy
7:59 : Ewolucja metafory: Oplotki to już nie maluch, a nastolatek z własną tożsamością i możliwością dojrzałego dialogu
10:10 : Firma jako odrębny byt z konkretnymi zadaniami: utrzymanie życia, budowanie majątku, wspieranie zespołu i misji
11:49 : Dlaczego traktowanie firmy jak dziecka może być niezdrowe: dojrzalsza relacja jak partnerstwo lub małżeństwo
12:28 : Zdrowa relacja biznesowa: można przewartościować, zawiesić, a nawet „rozwieść się”, jeśli firma nie spełnia swojej funkcji
13:55 : Jasne wymagania i KPI jako warunek długowieczności Oplotek i kontynuacji misji
15:14 : Zachęta do refleksji: jak traktujesz swoją firmę? Jak dziecko, partnera, narzędzie?
15:46 : Ćwiczenie: zapisz, jak wyglądałaby Twoja firma traktowana jako dziecko, partner lub wspierający byt
Najważniejsze cytaty
„Oplotki mnie uratowały. To nie jest metafora. To dosłownie tak było. I dlatego przez lata traktowałam je jak dziecko, które trzeba chronić za wszelką cenę.”Agnieszka Gaczkowska
„Reinwestowałam wszystko, co zarobiłam, często ze stratą. Bo przecież to dla Oplotek. Dopiero z perspektywy widzę, że to nie była inwestycja, to była nadopiekuńczość.”Agnieszka Gaczkowska
„Oplotki to już nie maluch. To nastolatek: ma własną tożsamość, własne wartości i mogę z nim prowadzić dojrzałe rozmowy. I mogę mieć wobec niego oczekiwania.”Agnieszka Gaczkowska
„Firma ma konkretne zadania: utrzymać moje życie, budować mój majątek, wspierać mój zespół. To nie jest chłód. To szacunek, który zapewnia jej długowieczność.”Agnieszka Gaczkowska
„Można przewartościować, zawiesić, a nawet 'rozwieść się’ z biznesem, jeśli nie spełnia swojej funkcji. To nie jest porażka. To dojrzałość.”Agnieszka Gaczkowska
Co warto zapamiętać
- Metafora „biznesowego dziecka” ma w sobie dużo siły i miłości, ale może też blokować zdrowe decyzje finansowe i biznesowe. Warto ją sprawdzać co kilka lat.
- Firma, która kiedyś Cię uratowała, nie musi być traktowana jak terapia na zawsze. Może dojrzeć do relacji partnerskiej z konkretnymi oczekiwaniami.
- Jasne wymagania wobec firmy (KPI, cele finansowe, granice) to nie zdrada pierwotnej pasji. To warunek, żeby firma przetrwała i nadal realizowała misję.
- Metafory, których używamy do opisania relacji z biznesem, mają realny wpływ na decyzje. Zamień je świadomie, kiedy dotychczasowa przestaje Ci służyć.
- Jeśli nie wiesz, jak traktujesz swoją firmę: zapisz to. Ćwiczenie z perspektywy dziecka, partnera i narzędzia może ujawnić nieoczekiwane przekonania.
Zawiłość
Co by się zmieniło w Twoich decyzjach biznesowych z ostatniego roku, gdybyś traktowała firmę nie jak dziecko, któremu wszystko wybaczasz, ale jak partnera, od którego oczekujesz konkretnej wzajemności?
Jednym słowem
Biznes to nie dziecko, które kochasz bezwarunkowo. To żywy organizm, który dojrzewa razem z Tobą. I jak każda dojrzała relacja: wymaga granic, oczekiwań i gotowości do trudnych rozmów. Właśnie to sprawia, że przetrwa.
Posłuchaj odcinka
Pełny transkrypt odcinka #10
0:03 Wprowadzenie
Hej, hej. Z tej strony Agnieszka, a ty słuchasz podcastu Handmade, hobby czy biznes w pytaniach i odpowiedziach. To audycja, która jest takim niekończącym się Q&A. W każdym odcinku odpowiadam na pytanie, które trafiło do mnie na agnieszka@oplotki.pl. Mailowo najczęściej piszą klientki z moich programów: biblioteki, Akademii Rękodzielnika, kursu wyceny rękodzieła czy kursu prowadzenia warsztatów po mistrzowsku. Natomiast zachęcam Cię: jeżeli ty też masz pytanie, śmiało pisz. Odpowiadam na takie pytania w każdym odcinku, jedno dzisiaj.
0:45 Pytanie: dlaczego mówisz, że Oplotki to nie jest Twoje biznesowe dziecko?
Bardzo ciekawe takie pytani-komentarz, które ostatnio trafiło do mojej skrzyneczki: „Aga, dlaczego tak się upierasz, że Oplotki to wcale nie jest twoje biznesowe dziecko? Kiedyś mówiłaś, że Oplotki to trochę biznesowe dziecko, a teraz mówisz, żeby nie nazywać biznesu swoim dzieckiem.”
Świetne pytanie.
Postaram się na nie odpowiedzieć, dając ten kontekst takiego mojego rozwoju, bo jeszcze dwa, trzy lata temu odpowiedziałabym inaczej niż dziś. I nie twierdzę, że dziś wiem lepiej. Po prostu myślę o tym temacie trochę inaczej.
Więc może z jednej albo z drugiej strony tej poprzedniej wersji mnie albo tej obecnej weźmiesz coś dla siebie.
1:23 Historia Oplotek: narodziny marki w czasie depresji poporodowej
No dobra, mówię o Oplotkach, czyli plotki przy oplataniu, o marce, która jest bardzo bliska mojemu sercu i powstała w okresie około macierzyńskim, bo to takie dobre 10 lat temu, kiedy urodziłam pierwsze dziecko, za chwilę drugie. Jeszcze wtedy jako aktywna zawodowo właścicielka swojej pracowni architektury biegałam po budowach, pilnowałam czy ten beton dobrze wylany, doglądałam dosyć dużych inwestycji. Bardzo odpowiedzialna praca wymagająca dużej odporności na stres. Trochę takie bieganie w szpilkach po budowie, bycie podwójnie kompetentną, żeby w ogóle zasłużyć na miejsce przy stole.
Kiedy pojawiło się drugie dziecko, okazało się, że z jednym to jeszcze dało się przyhustowanym przy piersi biegać i robić swoje, chociaż już było ciężko, ale z dwójką, no cóż, nie dało się. Wtedy odwiesiłam pracownię architektury na kołek, mówiąc: „Hm, zobaczymy, może jeszcze wrócę”. Natomiast teraz, skoro muszę wybierać, bo inaczej się nie da, wybieram bycie świadomą mamą.
I to właśnie wtedy narodziły się Oplotki. Plotki przy oplataniu, zaczęłam maniakalnie dziergać, rzeźbić, malować, żeby nie oszaleć w domu z dwójką dzieci, ale też przypłaciłam po prostu macierzyństwo jakąś taką depresją poporodową, jakimś takim spadkiem poczucia wartości ze względu na to, że wylogowałam się z aktywności zawodowej jako właścicielka swojej pracowni. Jak się domyślasz, biznes praktycznie beze mnie nie istniał. Oddawałam klientów na złotej tacy swoim znajomym po fachu, a sama siedziałam w domu przy pieluchach. No i po prostu nie było ze mną zbyt dobrze.
To wtedy na ratunek przyszło rękodzieło. Najpierw zaczęłam po prostu dziergać, malować, urządzać całe mieszkanie rękodziełem: jakieś wełniane pledy, koce, dywaniki, makatki na ścianach. Cały mój dom właściwie do dzisiaj, te rzeczy to jest kolor naszego wystroju wnętrza.
3:15 Dlaczego mówiłam o Oplotkach jako „biznesowym dziecku”
Natomiast z czasem zaczęłam prowadzić też warsztaty rękodzieła i kiedy pierwszy raz musiałam z nimi wyjść z domu, bo na początku działy się w naszym prywatnym salonie, a zaczęły się w jakichś kafejkach, knajpkach w Poznaniu, później zaczęło to wszystko rosnąć, no trzeba było wymyślić nazwę. Plotki przy oplataniu: Oplotki.
To dlatego mówiłam zawsze o Oplotkach jako takim moim biznesowym dziecku, ze względu na to sklejenie emocjonalne. Mogę szczerze powiedzieć, że ten biznes uratował mnie od depresji poporodowej, dał nowe poczucie tożsamości, pozwolił odkryć siebie na nowo i zobaczyć też w takiej bardziej kobiecej stronie mocy: nie tylko tej podwójnie kompetentnej, podwójnie twardej babce na budowie, która musiała zaginać panów kompetencjami, żeby zasłużyć na to, żeby się jej słuchało, ale też tej kobiety, która może być miękka, uprzejma, spokojna, taka niespiesząca. Może być tą mamą, może być właśnie tą kobietą, która odkrywa siebie na nowo w takiej pauzie zawodowej i w tym około macierzyńskim chaosie.
I to dlatego traktowałam Oplotki trochę jak dziecko, trochę jak coś, co jest dla mnie bardzo cenne, emocjonalnie ważne, ale nie zawsze pomagało mi to biznesowo. Przejechałam się na tym podejściu do swojej marki wielokrotnie. Dopiero teraz z perspektywy czasu to widzę.
4:47 Jak traktowanie firmy jak dziecka szkodziło biznesowo
Ja traktowałam Oplotki jako takie biznesowe dziecko. To było coś najdroższego na świecie, co było takim przedłużeniem mnie. Warsztaty rękodzieła, gdzie mogłam je prowadzić, mogłam facylitować przestrzeń: do dzisiaj tak ją facylituję, gdzie mam tą uważność na inne kobiety, kiedy czasem widzę, że potrzebują po prostu ciepłego słowa, a nie tego dziergania szalika. Bo sama byłam w takim punkcie i to właśnie warsztaty rękodzieła dały mi tą bezpieczną przestrzeń kobiecych rozmów, współczucia, współodczuwania, bycia po prostu obok siebie razem. Coś, czego myślę w tym naszym współczesnym pędzącym świecie bardzo brakuje.
Bardzo emocjonalnie podchodziłam do tego, co robię. Ta misja skalowania, robienia takich warsztatów rękodzieła, żeby było ich jak najwięcej, stała się dla mnie tak ważna jak małe dziecko. Wiesz jak to jest, jak mamy dziecko, to nieważne ile kosztują nowe śpioszki: jak ty je musisz mieć, to ty je musisz mieć. Ja tak miałam z Oplotkami: kiedy wiedziałam jak bardzo korowe dla tej marki są warsztaty rękodzieła i jak wiele one dają dla mnie psychicznie, jakąś taką potrzebę moją zaspokajają, i jednocześnie jak wielką wartość niosą dla kobiet, które (tak jak kiedyś ja) potrzebują takiej przestrzeni spotkania i bycia ze sobą, no to dokładałam do interesu.
Więc to podejście do Oplotek jak do biznesowego dziecka i to skalowanie za wszelką cenę: wszystko co zarobiłam, inwestowałam dalej w Oplotki, no to nie było zbyt mądre podejście, jeżeli chodzi o taką zimną biznesową kalkulację, której teraz zresztą sama uczę, żeby zachowywać ten balans. Może nie zupełnie na zimno, ale jednak żeby ten Excel się zgadzał, żeby wychodził na plusie. Coś, czego ja przez dobre kilka lat początków Oplotek nie robiłam.
6:55 Oplotki rosły szybko: szczęście i wiara
Mam wrażenie, że to było rozpieszczanie biznesowego dziecka. Oplotki bardzo szybko urosły. Ja robiłam takie projekty, które nawet teraz się łapię za głowę, że chyba dobrze, że nie wiedziałam z czym się je takie projekty, bo chyba bym się nie odważyła ich robić. 100-metrowa pracownia na poznańskich Jeżycach, wielkie warsztaty, wielkie eventy, robienie dużo rzeczy tak na gębę, bez umowy, jakby łapanie różnych artystów, rękodzielników, żeby coś zrobili, bo miałam apetyt na wielkie ilości warsztatów, wielkie projekty. Wystarczy, że ktoś by tam nawalił i po prostu to by się wszystko rozsypało jak domek z kart. Miałam bardzo dużo szczęścia i takiej wiary w to, że wszystko się uda. Może dlatego to się udawało.
7:42 Oplotki jako nastolatka: ewolucja metafory
Teraz to dziecko stało się nastolatkiem: trochę bardziej kapryśnym, trochę więcej humorków, ale jednocześnie można z nim już sensownie porozmawiać i wymagać pewnych rzeczy, równocześnie dając równie dużo serca, jak temu małemu dzieciaczkowi.
Dlatego ta metafora biznesu trochę działającego jak dziecko w jednym aspekcie jest ciągle aktualna. Ja ciągle traktuję Oplotki jak dziecko, jak taki twór, któremu dałam życie i jakoś jestem z nim związana na zawsze. Tak sobie ostatnio nawet myślałam, jak pojawiła się jakaś propozycja sprzedaży brandu…nie byłam jeszcze gotowa oddać go w inne ręce, niż moje.
No ale to już nie jest dwulatek, to już jest dojrzały nastolatek. Oplotki to nastolatka, która ma własne zdanie, jest oddzielnym bytem. Ja mogę jej czasem mówić, że jakoś ma być, a ona i tak robi swoje. Zaczyna już powoli żyć własnym życiem.
8:51 Misja Oplotek: zarażanie bakcylem rękodzieła
Oplotki stały się taką organizacją, która tak jak na początku kierowana jest misją szerzenia bakcyla rękodzieła, tego zarażania tym bakcylem rękodzieła w coraz bardziej pędzących czasach. Niezależnie czy poprzez warsztaty rękodzieła czy uczenie różnych technik rękodzieła, teraz głównie w kursach online, warsztatach online czy warsztatach stacjonarnych. I to też nie robię tylko ja, ale też dziewczyny, które są u nas w marce, albo osoby, które z nami współpracują.
Z drugiej strony wspieranie biznesowe, to które też tutaj, którego doświadczasz w podcaście: takie wlewanie tej pozytywnej energii i konkretnej wiedzy i doświadczenia takiego biznesowego, mindsetowego, przedsiębiorczego, kobiecego, aby wzmacniać kobiety, które dzielą się bakcylem rękodzieła. To też jest taki kawałek tej misji: dzięki temu Oplotki coraz większe, jest nas coraz więcej. Nawet jak twój brand nie nazywa się Oplotki, to robimy podobne rzeczy i łączymy siły w tej samej misji zarażania handmadem.
9:57 Dlaczego biznes nie powinien być dzieckiem
To dziecko zaczyna dorośleć. Ono zaczyna już powoli żyć własnym życiem. I trochę tak jak nastolatki, które w pewnym momencie stają się zupełnie oddzielnymi bytami, dorosłymi, które idą w świat, żyją własnym życiem i może czasem na święta wpadną w odwiedziny, albo nie wiem, na niedzielny obiad, tak jak my do rodziców. To jednak są oddzielne byty.
I tak właśnie ewoluuje to moje myślenie o Oplotkach i dlatego się tak upieram, że to nie jest jednak biznesowe dziecko. Po pierwsze, że to nie jest dziecko, tylko już nastolatka ( kto wie, za chwilę może młoda dorosła). Ale po drugie, ta relacja z naszym biznesem niekoniecznie dobrze, jak ona jest taką relacją troszeczkę przypominającą relację z człowiekiem, zwłaszcza dzieckiem, bo wtedy zaczynamy się opiekować tym biznesem.
A na przestrzeni lat dotarło do mnie, że powinno być odwrotnie: że biznes tworzymy i na początku owszem inwestujemy czas, energię, rozkręcamy. Tak, na początku też nawet to inwestowanie wszystkiego, co zarobimy z powrotem w firmę, to jest dobra strategia, ale ona nie może trwać wiecznie. Ostatecznie biznes tworzymy po to, aby to on podtrzymywał nasze życie, a nie dział się jego kosztem. Nie chcemy wyhodować pasożyta, tylko dorosłego człowieka, który pójdzie w świat, zadba o siebie, a następnie jest w stanie wesprzeć i nas.
11:19 Biznes jako partner, nie dziecko: KPI i oczekiwania
Teraz tak podchodzę do biznesu, dlatego już nie myślę o biznesie jako dziecku, tylko o oddzielnym bycie, które ma konkretne zadania do zrealizowania. Jednym z nich jest utrzymanie mnie jako osoby, zarobienie na wypłatę, zarobienie na utrzymanie naszego zespołu i oczywiście zarobienie takich finansów, aby misja oplotkowego biznesu była niezagrożona i mogła być coraz bardziej skutecznie realizowana z coraz większym rozmachem, coraz większym zasięgiem.
Chyba łapiesz już tą metaforę biznesowego dziecka i tego, dlaczego biznesy niekoniecznie powinnyśmy traktować jak nasze dzieci. Bo ten reparenting naszych dzieci, które nagle opiekują się nami, trochę to niezdrowe, prawda?
Co gdyby popatrzeć na biznes? Nie jak na dziecko, ale na partnera biznesowego czy życiowego. Trochę chyba bardziej zdrowa relacja. Przy dziecku dużo bezwarunkowej miłości. Z biznesem niekoniecznie tak jest. Dojrzewamy do takiego etapu, gdzie biznes potrzebuje spełniać pewne zadania, a jeżeli ich nie spełnia, to czas przemyśleć, czy ten związek nam służy, czy nie.
Zamykanie biznesów, zawieszanie biznesów, rewidowanie biznesów, zmiany takie totalnie strategiczne albo w ogóle rebrandingi biznesów: to coś zdrowego. To trochę tak jak się rozwieźć, odejść z toksycznego związku i zainwestować w to, aby być z osobą, która nas jest w stanie przynajmniej zrozumieć, wspierać, tworzyć zdrowy związek. Tak samo z biznesem.
Dlatego mam nadzieję, że łapiesz tą metaforę. To dlatego upieram się, że Oplotki to już nie jest biznesowe dziecko. Jeżeli w ogóle dziecko, to już dawno nastolatka albo młoda dorosła. Ale tak naprawdę wcale nie dziecko. To bardziej relacja partnerska, relacja z wyboru, świadomego wyboru, który podejmuję każdego dnia, który na tą chwilę nie wyobrażam sobie, aby był inny, ale który jednak stawia warunki, który oczekuje czegoś od tego biznesu, który wie, że skoro tak dużo wkładam siebie, energii, inwestycji, rozwijania zespołu, inwestowania czasu nie tylko mojego, ale też energii osób, które zaangażowałam i będę angażować w ten byt biznesowy, to mam prawo stawiać warunki. Mam prawo mieć oczekiwania, mam prawo mieć KPI, czyli takie wymogi biznesowe, które w Excelu muszą się zgadzać. I to daje mi gwarancję, że Oplotki będą trwać i dalej będą realizować misję zarażania bakcylem rękodzieła.
14:05 Ćwiczenie dla Ciebie: trzy kolumny
Spójrz na swój biznes, zobacz jak jest u Ciebie. Może podchodzisz do niego jak do takiego ukochanego dziecka. Może trochę niezdrowo rozpieszczasz. Może ładujesz lizak za lizakiem za lizakiem, a za chwilę będzie trzeba biegać do dentysty. Może cukrujesz, pudrujesz i lukrujesz pewne obszary, które już dawno zgniły. Nie warto.
Popatrz na swój biznes jak na materiał na partnera. Rozważ na zimno, czy w ogóle warto, a dopiero później się zastanów, czy chcesz się w nim zakochać. Wiem, bardzo brutalne porównanie, ale mi bardzo pomaga. Pomaga na co dzień trochę tak na chłodno myśleć o Oplotkach jak o biznesie, pomimo że emocje są tam bardzo, bardzo silne i skleiłam się z tym bytem, mam wrażenie, na zawsze.
15:21 Trzy pytania na koniec
Jak traktowałabyś twój biznes, gdybyś myślała o nim jak o dziecku?
Jak traktowałabyś swój biznes, jak myślałabyś o nim jako materiale na partnera, na męża?
A jak traktowałabyś twój biznes, jeżeli myślałabyś o nim jako narzędziu, który ma Ciebie wspierać?
Zostawiam cię z tymi pytaniami. Sprawdź. Zachęcam cię, aby rozpisać, podzielić kartkę na trzy, opisać swoją firmę: jak ona by wyglądała, gdybyś traktowała ją jak dziecko, jak materiał na partnera, jak byt, który ma Ciebie wspierać. Czego byś wymagała od tego bytu? Jak funkcjonowałabyś na co dzień? Jak stawiałabyś granice? W jakiej relacji byłabyś ze swoim biznesem? Sprawdź.
16:16 Zakończenie
Zachęcam Cię do wysyłania pytań na agnieszka@oplotki.pl. Jeżeli czujesz, że jest ktoś, kto powinien słuchać tej audycji, koniecznie podziel się. Dopóki jest bezpłatna, korzystaj pełnymi garściami Ty i Twoje koleżanki, którym podeślesz tego linka. Pamiętaj, że więcej z tych okruchów, które znajdujesz tutaj, znajdziesz w całości w bibliotece.
FAQ: najczęstsze pytania
Dlaczego Agnieszka przestała nazywać Oplotki „biznesowym dzieckiem”?
Przez lata ta metafora miała sens: Oplotki powstały w trudnym momencie życia i uratowały Agnieszkę przed depresją poporodową. Ale traktowanie firmy jak dziecka prowadziło do decyzji finansowych opartych na emocjach, nie strategii. Reinwestowanie wszystkiego bez planu, zgoda na straty „bo to dla Oplotek” to symptomy nadopiekuńczości, nie zdrowego zarządzania.
Jak Oplotki pomogły Agnieszce wyjść z depresji poporodowej?
Po urodzeniu pierwszego dziecka Agnieszka zawiesiła karierę architekta i straciła zawodową tożsamość. Rękodzieło, najpierw jako dekorowanie domu, potem warsztaty, dało jej nową przestrzeń do tworzenia i kontaktu z ludźmi. Z warsztatów wyrosły Oplotki: marka, która z hobbystycznego projektu stała się pełnoprawnym biznesem.
Co oznacza metafora „firmy jak nastolatka”?
Agnieszka używa tej metafory, żeby opisać dojrzałość relacji z Oplotkami po 10 latach. Nastolatek to nie dziecko: ma własną tożsamość, wartości i można z nim prowadzić poważne rozmowy o oczekiwaniach i granicach. Ta metafora pozwala jednocześnie zachować głęboką więź z firmą i stawiać jej konkretne wymagania finansowe.
Jakie konkretne zadania ma Agnieszka wobec Oplotek?
Agnieszka jasno definiuje, czego oczekuje od firmy: utrzymanie jej życia na konkretnym poziomie, budowanie majątku osobistego (nie tylko reinwestowanie w firmę), wspieranie zespołu i realizacja misji zarażania bakcylem handmade. Te jasne cele zastępują emocjonalne „robię, bo kocham” racjonalnym „robię, bo to ma sens strategicznie”.
Czy można „rozwieść się” z własną firmą?
Tak, i to nie jest porażka. Agnieszka mówi wprost: jeśli firma nie spełnia swojej funkcji, można ją przewartościować, zawiesić lub zamknąć. Podobnie jak toksyczną relację osobistą: trwanie w niej „bo tyle w to włożyłam” to nie lojalność, to „sunk cost fallacy”. Zdrowe podejście pozwala na podjęcie tej decyzji bez poczucia winy.
Jak zmienić relację z biznesem z „dziecka” na dojrzałe partnerstwo?
Agnieszka proponuje konkretne ćwiczenie: zapisz, jak wyglądałaby Twoja firma, gdybyś traktowała ją (1) jak dziecko: co by jej wybaczała, w co inwestowała bezwarunkowo; (2) jak partnera lub współmałżonka: jakie byłyby Twoje oczekiwania, gdzie stawiałabyś granice; (3) jak narzędzie zaprojektowane do wsparcia Twojego życia: co musiałoby robić, żeby uznać je za sprawne. Porównanie tych perspektyw ujawnia ukryte przekonania i pomaga podjąć bardziej świadome decyzje.
Powiązane treści
- Odcinek #1: Idea podcastu: skąd wziął się pomysł na serię „Handmade Biz w Q&A” i czego możesz się spodziewać
- Odcinek #8: Mniej a lepiej: kiedy „więcej” w biznesie handmade przestaje być strategią i staje się ucieczką
- Odcinek #9: Jak nie porównywać się z innymi twórcami handmade?: trzy strategie zamieniające zazdrość w motor napędowy
- Wszystkie odcinki serii HANDMADE BIZ w Pytaniach i Odpowiedziach
- BIBLIOTEKA biz treści dla przedsiębiorczych właścicielek marek handmade
Napisz pytanie: agnieszka@oplotki.pl. Może właśnie Twoje pytanie stanie się kolejnym odcinkiem.
O autorce
Jestem Agnieszka Gaczkowska, twórczyni OPLOTKI i autorka tego podcastu. Zaczynałam jako architekt, potem depresja poporodowa zmieniła wszystko i w szydełku znalazłam nowy początek. Dziś prowadzę biznes, który łączy rękodzieło z solidną strategią: przez mastermind dla właścicielek firm handmade, Akademię Rękodzielnika i społeczność, która traktuje handmade poważnie. Mówiłam też o tożsamości twórczej i biznesie na scenie TEDx Warsaw Women.

