Jak rozpocząć rękodzielniczą działalność

Zanim zacznę –  chciałabym, byś zadała sobie kilka kluczowych pytań (bez obaw, nie odpowiadasz nikomu, poza sobą).

  • Od czego zacząć biznes w oparciu o rękodzieło?
  • Na czym się skupić, żeby zarabiać?
  • Skąd mam wiedzieć, czy mój pomysł jest dobry? jak to sprawdzić?
  • Jak nie zwariować robiąc wszystko, aby ten biznes w końcu ruszył?!?

Jeżeli te pytania dręczą Cię na co dzień – to wiesz, że warto dalej czytać. No to zaczynamy!

Od czego zacząć biznes w oparciu o rękodzieło?

Od tego, od czego zaczynamy każdy biznes, jeżeli ma być czymś więcej niż tylko kosztownym hobby. Planujemy. Określamy swoje cele finansowe, zawodowe, czasowe. Opracowujemy plan strategiczny i plan wdrażania swoich założeń. I działamy. Filtrując cele przez pryzmat osobistych wartości, priorytetów, bazując na naszych realnych możliwościach, środkach, zasobach – budujemy REALNE plany działania. Nie ma sensu porównywać się do innych, ale już jak najbardziej jest sens porównywać się do… siebie. Z przeszłości.

Nie porównuj się do innych

Dlaczego mówię o tym w odpowiedzi na pytania „od czego zacząć rękodzielniczy biznes?”. Bo niestety zbyt często jest to właśnie nic innego jak kosztowne hobby. Warto na samym początku zdecydować, czy tak nie powinno przypadkiem pozostać.

Rękodzieło to świetny sposób na odstresowanie, odpoczynek od pracy, to niejednokrotnie pasja, jakich mało. Nie musi być sposobem na zarabianie, czyli PRACĄ i warto to sobie uświadomić, ZANIM ruszysz szturmować szkolenia i kursy na temat promocji, brandingu, reklamy na Facebooku i całej tej oferty „sukcesu w miesiąc”, jakiej masa w „internetach”.

Stabilne źródło zarobku w oparciu o rękodzieło jest w zasięgu ręki. Ale to praca. Jak każda inna. Warto skonstruować model biznesowy z głową, co zapewne przyspieszy proces zarabiania, ale łudzenie się, że utrzymywanie się z rękodzieła będzie niekończącą pasją twórczych momentów… to raczej mało realistyczna wizja pracy zarobkowej.

Nie to, żebym chciała Ci odradzić tę drogę zawodową… ale warto liczyć się z faktem, że na początku nie będzie łatwo. Samo zaplanowanie swojej pracy tak, aby przynosiła efekty, zadowolenie, stanowiła dla nas źródło nie tylko satysfakcji, ale i utrzymania to inwestycja czasu i energii.

Na czym się skupić, żeby zarabiać?

Wdrażać w życie! Nawet najlepszy plan jest bezwartościowy, jeżeli nie wdrożysz go w życie. Niestety wielu spotkałam świetnych twórców, którzy poddali się w połowie drogi i z wielkim poczuciem porażki wrócili do tego, co robili, ZANIM podjęli decyzję, aby spróbować swoich sił w działalności w oparciu o rękodzieło. Samotność, poczucie przytłoczenia nadmiarem obowiązków, brak partnerów do rozmowy w momencie wątpliwości lub czasu ważnej decyzji… nie pomaga. Nie twierdzę, że cokolwiek zrobi ktokolwiek za Ciebie, ale już otoczenie się grupą osób o podobnych celach – znacznie ułatwia drogę.

Próbowałaś się kiedyś wspinać na Mount Everest… no dobra, na Rysy chociaż? Łatwiej, kiedy masz kogoś obok, prawda? Nie znaczy to, że stawia kroki za Ciebie, ale jakoś mniej marudzisz, a jak już naprawdę nie dajesz rady, duża szansa, że podzieli się łykiem wody, kiedy Twoja już się skończyła. Już rozumiesz, do czego zmierzam?

Branża rękodzieła to taka trochę wspinaczka na szczyt… ciężko liczyć na zrozumienie ze strony koleżanki, która wyleguje się na plaży, ale już łatwiej o sensowną radę od tej, która rok temu zdarła kolano ześlizgując się ze zbocza, bo wyszła na szlak… w japonkach.

Dobra, dobra, nie zapuszczam się w meandry metafor, ale jedno, co warto zapamiętać, z tych wynurzeń, że jeżeli Twoim celem finansowym są Rysy – to nie ma sensu porównywać Twojej mapy do tej od koleżanki zmierzającej do Doliny Pięciu Stawów. Może i fragmencik przejdziecie razem, może nawet wyruszycie z tego samego schroniska, ale kiedy Wasze szlaki się rozdzielą, życzycie sobie pewnie powodzenia i każda idzie w swoją stronę – ze świadomością, że fajnie było przejść kawałek wspólnie. Niby ta sama droga, ale minęła jakoś szybciej, raźniej.

Małymi krokami do celu

Skąd mam wiedzieć, czy mój pomysł jest dobry? Jak to sprawdzić?

Nie ma innej drogi, niż zweryfikować swój pomysł w praktyce. Ale ale… zanim weźmiesz kredyt na nową pracownię rękodzieła – sprawdź, czy w ogóle ktoś zechce ją odwiedzać. Niekonwencjonalne metody działania, inwestycje czasu i energii są jak najbardziej wskazane – ale bez skutecznego sprawdzenia rynku, konkurencji, zasadności Twojego pomysłu na zarabianie… nie warto maksymalizować swoich działań. Badanie rynku – to szumny „must have” do odhaczenia na liście zadań, ale jak to się właściwie robi w branży rękodzieła? Nie ma utartych schematów i gotowej recepty na sukces – jest za to kilka sprawdzonych metod do ich wypracowania. Jedną z nich jest działanie – robienie tego samego, ale zupełnie inaczej. Nie obędzie się bez narzędzi badania, czy Twoje założenia były słuszne – bo co Ci po badaniu rynku, którego nie potrafisz zinterpretować, porównać z innymi.

Jedna z uczestniczek moich warsztatów była załamana faktem, że na zorganizowane przez nią pierwsze warsztaty przyszły „tylko” 3 osoby… Ileż lżej było jej cieszyć się z tego wyniku, kiedy zwierzyłam się z faktu, że kilka moich pierwszych warsztatów… miało frekwencję zerową. Nawet teraz – po kilku latach działalności ciągle zdarzają się takie warsztaty! Ale są i takie, kiedy proszę koleżanki z zespołu o pomoc, bo jest aż tak wielu chętnych.

Jak nie zwariować robiąc wszystko (poza rękodziełem), aby ten biznes w końcu ruszył?!?

Piszesz posty, produkujesz treści na blogu, jesteś aktywna na Instagramie, może nawet zastawiasz się nad Youtubem, Pinterestem, czy podkastowaniem? Masz wrażenie, że ciągle za mało się promujesz, bo Twoje prace sprzedają się okazjonalnie? A kiedy czas na twórczą pracę?! Kiedy czas na urlop?!?

Odpowiedź prosta! Kiedy tak zaplanujesz!

Nie ma się co łudzić, że praca „sprzeda się sama”, więc wcielasz się w sprzedawcę i księgową. Podstawowe kwestie prawne też są kluczowe, więc wykrajasz czas na ich dopilnowanie. Nie można się promować bez sensownych zdjęć, więc studiujesz, co to ta migawka i przesłona, jakie ISO itd. I po kilku miesiącach łapiesz się na tworzeniu sklepu internetowego, w którym nie ma czego sprzedawać, bo przecież brakuje Ci czasu na tworzenie. I kółko się zamyka…

Kiedy słyszysz „deleguj pracę”, łapiesz się za kieszenie… i zastanawiasz, skąd masz wziąć środki na księgową, skoro przecież ta machina „jeszcze nie zarabia”.

Jak wyjść z tego zaklętego koła?

Postawić na zbudowanie modelu biznesowego w oparciu o Twoje potrzeby i cele.

Tak proste! I tak trudne!

Kiedy pytam „ile chcesz zarabiać miesięcznie?” pewnie nie przychodzi Ci kwota stu tysięcy Euro…

A może jednak?

Niezależnie od tego, o jakiej kwocie pomyślałaś – czy przeliczyłaś, ile to oznacza sprzedanych produktów lub usług? Pewnie podzieliłaś właśnie tą „pomyślaną kwotę” przez średnią cenę Twojego bestsellera? A co z kosztami jego wytworzenia?

Rozumiesz?

To proces.

Łatwiej przejść go wspólnie.

Dasz radę sama?

Świetnie! Nie czekaj ani chwili. To coś, co absolutnie trzeba zrobić,  jeżeli jeszcze nie zaczęłaś!

Podsumowując – nie wierz mi na słowo! Sprawdź to! A dlaczego?!

A na koniec…

Kim ja właściwie jestem, żeby Cię uczyć, jak robić biznes w oparciu o rękodzieło?!?

Jako właścicielka marki OPLOTKI z powodzeniem utrzymuję się z działalności w oparciu o rękodzieło. Prowadzę warsztaty szydełkowania, koordynuję organizację warsztatów z innych dziedzin rękodzieła, prowadzę sklep internetowy oraz dzielę się wiedzą i doświadczeniem z zakresu prowadzenia takiej właśnie działalności. Znajdziesz mnie na InstagramieFacebookuPinterest,  YouTube, a tutaj posłuchasz moich podcastów.

Jestem architektem

Studiowałam na Poznańskiej Politechnice (Architektura i Urbanistyka) i Technische Universitat Berlin (jeżeli chcesz poczytać więcej o takich podpunkcikach obok nazwiska, którymi chwali się w CV – toszczegóły znajdziesz na profilu LinkedIn Agnieszka Gaczkowska).

Pracę zaczęłam już na początku studiów (to moje drugie po Filologii Angielskiej na UAM studia) – kiedy koledzy z roku imprezowali, ja pisałam kolejne podania, aby zawalczyć o praktyki w lokalnych biurach. Od biura do biura, od asystentki asystenta, po coraz bardziej samodzielnego projektanta z epizodami zawodowymi w Warszawie i Berlinie wróciłam do ukochanego Poznania i tutaj założyłam swoją firmę. Oszczędzę Ci bolączek zawodowego życia – skwituję tylko, że finanse rekompensują długie godziny skupienia, stresu i odpowiedzialności związanej z pracą. Tak długo, jak mogłam, poświęcałam każdą wolną chwilę na rozwój zawodowy. Ale kiedy na świecie zawitała córeczka i z przychustowanym maluszkiem dzielnie biegałam po budowie… Już powoli czułam, że to chyba nie tędy droga, bo…

Jestem mamą

Z jednym dzieckiem jeszcze (choć wysiłkiem ponad siły) godziłam rolę profesjonalistki i nocnej niani, ale kiedy pojawiło się drugie, postawiłam na jedną kartę. Nikt mnie nie zmuszał, miałam komfort wyboru, ale zdecydowałam się spędzać długie godziny z dwójką urwisów, zamiast rozwijając się w ukochanej profesji. Niczego nie poświęciłam, nie byłam rozczarowana, nie mogę powiedzieć, że kiedykolwiek żałowałam wyboru (jeżeli jesteś mamą, wiesz, jak potrafią dać w kość  momenty macierzyństwa na pełnych obrotach. Też tak miałam… i  mam, ale i tak drugi raz wybrałabym tak samo). Gdyby nie ta pustka, która pojawiała się po każdym odrzuconym na rzecz macierzyństwa zleceniu, pewnie nigdy nie odkryłabym ponownie, że…

Jestem rękodzielnikiem

Tęsknota za pracą, tempem zawodowych spotkań, kreatywnym procesem projektowym i adrenaliną jego weryfikacji przez klienta wywołała wielką potrzebę rozpychania tych momentów między obiadkami, klockami i dziecięcymi basenami czymś własnym. To COŚ  – to było właśnie rękodzieło. Powrót do wszystkich zapomnianych technik, które właściwie zaprowadziły mnie na architekturę zbudował most między dziećmi a mną…DAWNĄ MNĄ. Nie mówię tu tylko o rzucaniu się w wir spontanicznej rzeźby, malarstwa, szydełkowania, szkicowania… rodem z własnego dzieciństwa, tylko teraz w wydaniu z własnymi dzieciakami do spółki… Mówię tu głównie o szydełkowaniu, które z jednej strony dawało ucieczkę od stresów macierzyństwa, a z drugiej zataczało koło ku architekturze. Tym razem w wydaniu bardziej mięciutkim niż kubatury i budowa. W wydaniu ciepłych, organicznych wnętrz wyposażonych w rękodzielnicze dodatki. Szybko odkryłam, że o ile wykształcenie architektoniczne nie jest tak powszechne, szydełkowanie już zdecydowanie przyciągnęło większą rzeszę praktykujących pań. To uświadomiło mi, że…

Jestem kobietą, 

klasyczną „babą”, aby być bardziej precyzyjną. Lubię być w otoczeniu innych plotkujących istot. Po latach pracy w męskich zespołach głodna byłam tej energii. Głodna tym bardziej, że jedyne, o czym z innymi kobietami rozmawiałam, to bezglutenowe obiadki i dziecięce przypadłości. Tęskniłam za kobiecą przestrzenią, ale taką „naszą”, nie dziecięcą. Stworzyłam OPLOTKI – czyli przestrzeń na „plotki” przy O-plataniu. Z mojej potrzeby narodziła się cała idea zajęcia się rękodziełem „na serio” nie tylko „po godzinach”, których i tak przy dwójce maluchów było coraz mniej. Tak jak wiele innych kobiet po urodzeniu dzieci zamarzyłam o pracy, która pozwoli bezszwowo połączyć rolę profesjonalistki z rolą matki „obecnej”. Ale daleka jestem marzeń w tej materii, wiedziałam, że moje przedsiębiorstwo działające w oparciu o rękodzieło musi być co najmniej w połowie tak finansowo opłacalne, jak praca w zawodzie, bo…

Jestem żoną, 

ale taką, która od A do Z musi mieć realny wpływ na to, jak wyglądają nasze wspólne decyzje. Również te finansowe. Dlatego bez owijania – piszę tutaj z perspektywy osoby, która nie najlepiej czuje się w relacji zależności finansowej i traktuje biznes – również ten w oparciu o rękodzieło – jako realne narzędzie finansowania wspólnego życia. Z pracy jako rzemieślnik można „płacić rachunki” – ale jedynie wtedy, kiedy potraktuje się ją jak pracę.

Łudzenie się, że kolejki chętnych ustawią się po moje produkty i usługi bez jakiegokolwiek wysiłku w budowaniu strategii działania na rynku… to słaba metoda. Nie będę Cię karmić frazesami „rób, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia” – bo nawet dla mnie – „szefa” we własnej wymarzonej firmie to bzdura. Bez pracy nic się nie zadzieje – ale to Twoja w tym głowa, aby praca była przyjemna, odbywała się w obszarze Twoich najlepszych umiejętności, była zaplanowana w taki sposób, aby dawać satysfakcję i zarobek, a nie poczucie porażki. Długo wydawało mi się, że skoro biznesplan, badanie rynku, kalkulacja zysków i strat przychodzą mi łatwo, to dzieje się tak dla każdego. Tak nie jest, po części dlatego też…

Jestem szkoleniowcem

no nie mogłam się oprzeć, nie znoszę tego terminu – ale nic tak dobrze nie określa tego, co robię, aby osiągnąć swój cel. „Rekrutuję” kolejnych rękodzielników do współpracy, „wyławiając” perełki z płatnych programów online (np. Akademia rękodzielnika), szkoleń stacjonarnych (np. szkolenie dla Poznańskiego programu Zaułek Rzemiosła) oraz bezpłatnych grup dla chcących budować biznes w oparciu o rękodzieło (grupa Oplotki &Friends – Jak Zarabiać na Rękodziele).

Wiem, że osoby, które zdecydowały się na budowanie biznesu w oparciu o rękodzieło i świadomie inwestują czas, energię i środki finansowe w powodzenie swojego przedsięwzięcia – już tam są  – i to im chcę ułatwiać drogę. Dlatego daję wiele możliwości osiągania Celu, jakim jest zarabianie na rękodziele. Można skrócić sobie drogę – korzystając z mojej wiedzy i doświadczenia w intensywnych programach (np. akademia rękodzielnika), można też korzystać z bezpłatnych możliwości, jeżeli taka inwestycja, to za dużo dla Twojego osobistego budżetu. Dlaczego można wolniej? Bo dzięki temu można bezpłatnie! Wierzę, że brak finansowego zaplecza to nie przeszkoda, potrzeba po prostu więcej pracy. Właśnie dlatego…

Jestem społecznikiem

Jako Prezes Zarządu Stowarzyszenia dzielnie walczę o zewnętrzne finansowanie projektów skierowanych zarówno do rękodzielników, jak i początkujących przedsiębiorczyń. Wiem, jak trudno było mi nauczyć się specyfiki skutecznej promocji w dobie social-mediów i niekonwencjonalnych strategii biznesowych i jak często jest to bariera, ograniczająca nawet najcenniejsze rękodzielnicze mikrobiznesy. Jeżeli finanse to jedyny powód, dla którego nie możesz wystartować z Twoją rękodzielniczą działalnością – pisz – problemów nie rozwiążę jednym mailem, ale jeżeli wiesz, czego chcesz, nie ma przeszkód, które mogą Cię powstrzymać. Otoczenie się wspierającymi ludźmi o podobnych celach nic nie kosztuje, a może dodać sił w krytycznych momentach.

Jestem taka jak TY

A skoro mi się z powodzeniem udaje się „żyć z rękodzieła”, dlaczego Tobie miałoby się nie udać?

Z powodzeniem łączę rolę architekta, mamy, żony, kobiety, szkoleniowca…i wiele innych! Tak jak Ty!

Masz w sobie energię, aby zawojować świat! – jeżeli potrzebujesz środowiska wzrostu, grupy ludzi o podobnych celach, pomocy i wsparcia. Jesteś we właściwym miejscu, bo w takim właśnie celu stworzyłam Akademię Rękodzielnika.

Program startuje w określonych momentach w roku – dlatego, żeby nie przegapić startu, koniecznie wejdź na główną stronę Akademii Rękodzielnika  zapisz się na listę osób zainteresowanych. Pamiętaj, że Akademia – to droga „na skróty”. W programie swobodnie korzystasz z mojej wiedzy i doświadczenia,  uczysz się tutaj na moich błędach, błędach kolegów i koleżanek z programu, swoich. Popełniasz je, bo działasz! Gdybyś mogła osiągnąć to samo sama – pewnie już dawno byś to zrobiła.

kurs punch needle

Tydzień temu pisałyśmy o tym, co zrobić z resztek, a dziś mamy ochotę podzielić się z Tobą refleksjami na temat techniki punch needle od naszego zespołu! Tak! U nas wariactwo na punch needle przeszło na cały (no dobra… większość) zespołu!

 

Od MARTY

Dokładnie pamiętam ten moment — przemierzałam niekończące się otchłanie Pinterest w poszukiwaniu inspiracji do dziergania, kiedy moją uwagę przykuła przepiękna, kolorowa, poducha w kwiatowy wzór. Pod przymkniętymi powiekami widziałam, jak pięknie wygląda na mojej kanapie, jak gładząc palcami jej mięciutką powierzchnię. Tak, to była miłość od pierwszego wejrzenia!
Wiedziałam, że zrobiono ją ręcznie, jednak nie potrafiłam określić jaką techniką. Wtedy obudził się mój wewnętrzny detektyw — ruszyłam na pinterestowe poszukiwania i… straciłam głowę dla tych puszystych pętelek.

Tablica inspiracji rosła, a ja przez długie godziny oglądałam, czytałam, zachwycałam się i nabierałam pewności, że koniecznie muszę nauczyć się punch needle!
Nie zastanawiając się długo, kolejnego dnia ruszyłam do pasmanterii — chciałam rozpocząć tę pętelkową przygodę jak najszybciej 🙂 Obie panie ekspedientki były zaskoczone moim pytaniem o igłę do punch needle. Jedna wzruszyła tylko ramionami, a druga — zaintrygowana moją opowieścią o urządzeniu, którym kiedyś robiło się dywany i gobeliny — zniknęła na zapleczu, by po chwili wrócić. W dłoni trzymała aparat do haftu “Violetta” – rodem z poprzedniej epoki!

Po niemal 3 latach od pierwszego spotkania z haftem pętelkowym, po miesiącach poszukiwań tej najlepszej tkaniny do pracy i igieł, których nie trzeba zamawiać z dalekich krajów, z przyjemnością obserwuję, że materiały i akcesoria do punch needle są w Polsce coraz łatwiej dostępne, a sama technika — choć nadal niszowa — staje się coraz bardziej popularna.
Dlatego dziś, kiedy zamieszczam filmy do kursu punch needle na oplotkowej platformie kursowej i dopieszczam treści, by korzystało się z niego jak najwygodniej, mam ogromną satysfakcję. Nikt nie będzie musiał już przemierzać mojej długiej drogi do krainy puszystych pętelek! Każdy, kto tylko zamarzy o panczowaniu będzie mógł to zrobić od razu (no prawie — jak tylko kurier dostarczy box z materiałami :)), bez żmudnych poszukiwań, bo sprawdzona wiedza jest na wyciągnięcie ręki!
kurs punch needle kurs punch needle

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

OD ELI

Jako dziecko lubiłam przeglądać różne skarby mojej babci. A to znalazłam włóczkę, a to kolorowe tkaniny… Pamiętam też metalową puszkę po herbatnikach… Taki przybornik z igłami, nićmi, naparstkami i nożyczkami. I kilka przedmiotów magicznych 🙂
Stała na lodówce. Dość sporej wielkości (albo tak mi się wydawało).
Igły dziwne, ostre, pozakrzywiane, albo grube rurki z otworkiem…
I zastanawiałam się, do czego to służy…
W sumie zupełnie nie pamiętam prac punchneedle u babci, ale za to moja mama wykonywała różne cuda. I do tej pory wisi taki śliczny zachód słońca z pałkami trzciny wodnej… ​​
Lubiłam je… miziać 😀

Po latach dostałam te igły i nawet wzór na te cudne pałki… Nigdy jednak nie miałam okazji ich wykonać.
Igły czekają na swój moment.

Cieszę się więc z kursu, bo mnie zmobilizował do odszukania zestawu i może niedługo pochwalę się efektami?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

OD ANI

O Punch needle usłyszałam od dziewczyn z zespołu. Agnieszka i Marta opowiadały o nim z ogromną ekscytacją i entuzjazmem. Mogłabym się pokusić o bardziej obrazowe ujęcie — szczebiotały o nim niczym dwa wróbelki (wybaczcie dziewczyny to porównanie 😉 ).
Ale faktycznie, technika wydała się ciekawa, coś nowego. Jakież było moje zdziwienie, że w moim rękodzielniczym przyborniku odziedziczonym po mamie, znalazłam urządzenie, które niestety lekko uszkodzone, służyło mi dotąd jako dziurkacz do pasków, a okazało się igłą do punch needle. No nie dowiedziałabym się tego, gdyby punch needle nie opanowało Oplotek.

Dobrze, że tak się stało również dlatego, że efekty panczowania, naprawdę są fantastyczne, a sama technika jest bardzo przyjazna człowiekowi. I muszę zwrócić honor, że szczebiotanie było jak najbardziej na miejscu 😛
A jeśli chodzi o pracę nad kursem, dla mnie oznacza obróbkę video i w tym przypadku właściwie nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie ta pierwsza myśl: Ło matko! Ona oszalała! I miałam tu na myśli Agnieszkę, która wyprodukowała tyle materiału, że spokojnie na 3 kursy by starczyło.
A dziś, już wiem, że bez punch needle już się nie obejdę 😉

Jeśli to was zaciekawiło, to koniecznie sprawdźcie stronę kursu, gdzie mamy dla was 2 opcje zakupu kurs z materiałami albo bez dla tych, którzy również ”odziedziczyli” czy znaleźli przybory punch needle.

punch needle sklep

Co zrobić z resztkami włóczki? 

Z resztek włóczki możesz zrobić małe projekty DIY, dekoracje, dodatki lub wykorzystać je w technice punch needle, która świetnie sprawdza się przy krótkich odcinkach włóczki.


Znasz to uczucie, kiedy zostają Ci „te wszystkie kawałki”?

Kończysz projekt.

Patrzysz na koszyk.

I zostaje:

  • trochę tego koloru

  • kawałek tamtego

  • kilka motków „na później”


Za mało na coś dużego.
Za dużo, żeby wyrzucić.

I zaczyna się odkładanie.

👉 „Może kiedyś się przyda”

Tylko że to „kiedyś” często nie przychodzi.

 


Dobra wiadomość: to jest dokładnie moment na kreatywność

Bo prawda jest taka:

👉 resztki włóczki są idealne do małych projektów

I wcale nie potrzebujesz:

  • dużych planów

  • skomplikowanych wzorów

  • perfekcji

    Czasem wystarczy jeden prosty pomysł.

Punch needle – najlepszy sposób na wykorzystanie resztek włóczki

Jeśli miałabym wskazać jedną technikę, która najlepiej „ratuje” resztki włóczki — to byłby właśnie punch needle.


Dlaczego punch needle działa idealnie?

To jest jedna z tych rzeczy, które:

👉 zaczynasz „na próbę”
👉 a potem trudno przestać


Co możesz zrobić z resztek włóczki w punch needle?

  • podkładki pod kubki

  • małe dekoracje ścienne

  • abstrakcyjne formy

  • elementy do większych projektów

  • testowe prace (bez presji)


👉 Jeśli nie znasz jeszcze tej techniki, tutaj znajdziesz prosty przewodnik:
jak zacząć punch needle krok po kroku


👉 A jeśli zastanawiasz się, jakie materiały wybrać:
jakie materiały do punch needle na start


Dlaczego nie warto wyrzucać resztek włóczki?

Resztki włóczki można wykorzystać do wielu małych projektów DIY, a techniki takie jak punch needle pozwalają tworzyć dekoracje bez potrzeby kupowania nowych materiałów.

Najprostsze pomysły na start:

  • punch needle

  • pompony

  • mini dekoracje

  • projekty DIY


Pomysły na wykorzystanie resztek włóczki

Jeśli punch needle to nie jedyna rzecz, którą chcesz spróbować — poniżej masz więcej inspiracji.


1. Pompony

Najprostszy start.

  • nie wymagają doświadczenia

  • świetne do dekoracji

  • idealne na małe ilości włóczki



2. Mini projekty DIY

Małe rzeczy mają ogromną przewagę:

👉 kończysz je szybko

Możesz zrobić:

  • breloki

  • małe ozdoby

  • dodatki do prezentów


Polecam kurs makramy online – tam masa małych bransoletek, ozdób, dekoracji do wnętrz.


3. Ozdoby sezonowe

Resztki włóczki świetnie sprawdzają się w:

  • dekoracjach świątecznych

  • ozdobach na prezent

  • dodatkach do domu


Możesz sprawdzić tą stronę ze świątecznymi tutorialami – tam masa pomysłów na wykorzystanie resztek włóczek.


4. Łączenie kolorów (bez planu)

To jest coś, czego często się boimy.

Ale przy resztkach:

👉 nie musisz mieć koncepcji

Możesz:

  • eksperymentować

  • testować

  • sprawdzać, co działa



5. Projekty „na próbę”

Zamiast odkładać:

👉 użyj resztek jako przestrzeni do nauki

To idealny moment na:

  • testowanie technik

  • pierwsze próby

  • naukę bez presji



Dlaczego resztki włóczki to coś więcej niż „problem”

Bo one uczą:

  • luzu

  • eksperymentowania

  • odpuszczania perfekcji


I często to właśnie z nich powstają:

👉 najciekawsze rzeczy – tutaj sprawdzisz pomysłowe tutoriale świąteczne przy użyciu resztek włóczki techniką punch needle.

Czy warto używać resztek włóczki do punch needle?

Tak — resztki włóczki świetnie sprawdzają się w punch needle, ponieważ nie wymagają długich odcinków i pozwalają tworzyć małe projekty oraz testować kolory.

A jeśli chcesz pójść krok dalej…

Jeśli czujesz, że:

  • masz włóczki i nie wiesz, co z nimi zrobić

  • chcesz nauczyć się czegoś nowego

  • szukasz czegoś prostego, ale satysfakcjonującego


to punch needle jest jednym z najlepszych miejsc na start.


Pokazuję dokładnie krok po kroku:

  • jakie materiały wybrać

  • jak zacząć bez frustracji

  • jak zrobić pierwsze projekty


👉 https://oplotki.pl/produkt/punch-needle-kurs-online/

lub

👉„jak zacząć punch needle krok po kroku”

Jakie projekty punch needle można zrobić z resztek włóczki?

Z resztek włóczki można zrobić podkładki, dekoracje ścienne, małe obrazy oraz elementy większych projektów punch needle. Koniecznie sprawdź 

👉 „jakie materiały do punch needle wybrać”

Jeśli coś nie wychodzi…

To bardzo często nie jest kwestia zdolności.

👉 tylko podstaw

Dlatego jeśli masz problem z:

  • wypadającymi pętelkami

  • nierównym efektem

zobacz też:


FAQ: co zrobić z resztkami włóczki

Co zrobić z małymi kawałkami włóczki?

Najlepiej wykorzystać je w małych projektach DIY lub technice punch needle.

Czy punch needle nadaje się do resztek włóczki?

Tak, to jedna z najlepszych technik do ich wykorzystania.

Jak wykorzystać stare włóczki?

Możesz zrobić dekoracje, dodatki lub projekty handmade.

Czy trzeba mieć dużo włóczki, żeby zacząć?

Nie, w wielu przypadkach resztki są w zupełności wystarczające.

Najważniejsze wnioski

  • resztki włóczki to ogromny potencjał

  • nie potrzebujesz dużych projektów, żeby zacząć

  • punch needle to jedna z najprostszych i najbardziej satysfakcjonujących opcji


Wylewają się z szaf. Wysypują się z szuflad.

Wystają z koszyczków rozsianych po domu.

Włóczki, sznurki i nitki. W motkach, kulkach i luzem.

Wszędzie ich pełno.

Przyznam, że to dzięki nim powstał kurs punch needle!

punch needle sklep
punch needle sklep

Punch needle

Kiedy zauważyłam, że ta technika to świetny sposób na zutylizowanie resztek — złapałam bakcyla na dobre.

Nie starczy na chustę, ale już na przepiękny obraz techniką punch needle — zdecydowanie — to o motku merino z kaszmirem, który był tak milutki w dotyku, że po prostu nie mogłam schować go do szuflady. No nie mogłam.

Bawełniana końcóweczka, która została po ostatnim szale tworzenia łapaczy snów — proszę bardzo — nadała się na “skórę” portretu “twarz w liściach” 😉

 

Kurs punch needle

Jeżeli u Ciebie nadmiarowe sznureczki plączą się po domu — to nie możesz przegapić  kursu punch needle w Oplotki. Miesiące przedzierania się przez meandry tej prostej, ale jednak niezbyt popularnej techniki zawarłyśmy w skondensowanej formie video-tutoriali i podpowiedzi, które oszczędzą Ci długich godzin poszukiwań.

Wiele zagadnień w kursie jest zaskakująco prostych… ale dopiero, kiedy już o nich wiemy… sam sposób trzymania igły do punch needle to tak prosta sprawa… a jednak… dopóki nie opanowałam kilku prostych patentów… za Chiny nie wychodziło.

punch needle zestaw

 

Punch needle

No właśnie! Co zrobić, kiedy włóczki wysypują się już z wszystkich szaf i brakuje pomysłów, jak je skutecznie zutylizować?

Podpowiadam — PUNCH NEEDLE — czyli technika haftu pętelkowego, którą w wakacje 2021 włączamy do naszego OPLOTKOWEGO przybornika kursowego! Nie tylko jesteś w stanie zużyć dowolne grubości włóczek, tworząc z nich obrazy, dekoracyjne poduszki, dywany, czy maskotki… ale fakt, że do pracy nie potrzebujesz wielu akcesoriów — może dać Ci świetne narzędzie do odpoczynku na wakacyjnym kocyku. Oplotkowy kurs pokazujący krok po kroku, jak opanować podstawy tej techniki i wybrać zestaw narzędzi odpowiedni dla siebie — już gotowy.

Mamy przeczucie, że to będzie nasz tegoroczny HIT i nie zawahamy się go użyć… do zarażania rękodzielniczym optymizmem kolejnych sceptyków.

Dlatego, jeżeli w końcu łapiesz oddech, urlop pozwala zwolnić na chwilę i porozglądać się po Oplotkowych atrakcjach — to nie mogę nie wspomnieć — wskakuj i sprawdź ten nowiuteńki kurs… i koniecznie podziel się wieścią o jego powstaniu dalej 🙂

No dobra — zaczęło się w OPLOTKI od szydełkowania… i nie byłabym sobą, gdybym nie opowiedziała Ci historii, jak zamieniłam szydełko na…

punch needle zestawpunch needle zestaw

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Śniadaniówkę

Kilka godzin później w hotelowym pokoju oglądam siebie mówiącą o społeczności twórców i fanów rękodzieła Oplotki w Pytanie na śniadanie i ciągle nie mogłam uwierzyć, że to było NA PRAWDĘ

Dzień wcześniej przejechałam trasę Poznań-Wawa i wylądowałam w Irysowy Hostel & Apartamenty (świetne miejsce, dlatego ochoczo polecam)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzięki temu, że mężu ogarnął naszą dziecio-załogę, mogłam wyspać się, jak człowiek i wyglądać mniej-zombie niż na co dzień. Wycisnęłam z tego, co się da — z maseczkami na twarz i dzierganiem przed snem w absolutnej ciszy włącznie (chyba tylko dziecio-ogarniacze zrozumieją tę ciszę).

Poczułam się, jak gwiazda, kiedy najfajniejszy makijaż i fryzura, jaką moja głowa widziała… zmaterializowały się w dosłownie kilka minut.

Opowiadałam o przebogactwie dobra, które daje rękodzieło — na żywo… odpowiadając na pytania między innymi od osoby, którą absolutnie podziwiam za profesjonalizm, warsztat i wieloletnie doświadczenie.

Oczywiście przełamując totalne poczucie wstydu i infantylności poprosiłam o epickie (dla mnie na pewno) selfie z Tomasz Kammel.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po wszystkim wróciłam na backstage, żeby trzasnąć fotkę na tzw. „ściance” (no bo jak!).

Zostałam totalnie rozpieszczona wspólnym świętowaniem z osobą, dzięki której całe to zamieszanie w Pytanie na śniadanie na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako superciepłe wspomnienie pierwszej przygody z telewizją Danuta Rolinger-Bednarska – Rolinger PR => Ogromnie dziękuję Ci za profesjonalizm z ludzką twarzą!

Wróciłam do hotelu, żeby to wszystko jeszcze raz zobaczyć… bo TOTALNIE NIE MOGĘ UWIERZYĆ, że to wszystko działo się na prawdę…

 

A jednak!

Obejrzyj koniecznie Pytanie na Śniadanie: Szydełkowanie – na bezsenność, stres i zapobieganie alzheimerowi

To dlatego kończąc ten mój przydługawy wywód — tak bardzo chciałam się z Tobą podzielić, dlaczego dzisiaj O władaniu szydełkiem, czyli jak zamienić szydełko na…

punch needle zestawpunch needle zestaw

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poczucie, że mówię o czymś ważnym, o czym zapomnieliśmy w tempie codzienności

Wierzę, że rękodzieło to nie tylko ręcznie wykonany produkt. To proces, w którym się zanurzamy i do którego zapraszamy najbliższych. To niespieszne godziny w mięciutkim cieple serducha. To powolne tu i teraz zaklęte w świadomym wybieraniu czegoś innego niż bezmyślne scrollowanie. To niby tylko szydełkowanie, ale dla mnie AZ szydełkowanie… i punch needle… i makrama… i tkactwo… i te wszystkie techniki, które sprawiają, że nasza codzienność staje się o wieeeele bardziej kolorowa.

A co jeżeli dopiero zaczynasz przygodę z rękodziełem? Co, jeżeli po lekturze tego tekstu zastanawiasz się, czy to w ogóle jest coś dla Ciebie?

Wskakuj do naszego najnowszego kursu punch needleale ostrzegam… tego nie da się „odzobaczyć” – wciąga bez końca… i twórcze godziny z językiem wywalonym na bok buzi niczym u przedszkolaka w twórczym szale… czają się już jeden klik dalej ;P

 

punch needle

 

Jeśli szukasz rękodzieła na relaks, najlepiej sprawdzą się techniki o powtarzalnym rytmie i prostym wejściu: makrama, szydełko i punch needle. Pomagają odłożyć telefon, uspokoić myśli i wejść w twórcze „tu i teraz”.

Rękodzieło na relaks to takie techniki, które angażują dłonie, powtarzalny ruch i uwagę, dzięki czemu pomagają wyciszyć głowę i zwolnić tempo.

Czasem największą ulgę daje nie kolejna porada, tylko chwila, w której odkładasz telefon i zaczynasz robić coś rękami.

Rękodzieło uspokaja, wycisza, daje tak wiele…

Odkryłam, że rękodzieło to świetny sposób na chwilę dla siebie. A właściwie — chwilę „sam na sam ze sobą”. Kiedy odkładam telefon w kąt, a dłonie w powtarzalnych ruchach uspokajają oddech… mam w końcu spokój myśli.
Trochę tak jest, że często takie „tu i teraz” odkładamy… na weekend, na wakacje… na potem.

Skoro właśnie mamy jedno z takich „potem” (czyt. wakacje) i w końcu możemy się zatrzymać… zachęcam Cię, aby odłożyć scrollowanko na rzecz wakacyjnej nauki rękodzieła i podrzucam 3 techniki, które z powodzeniem możesz do takiego „zwolnienia tempa” wykorzystać.

Zakładam, że może masz jakieś włóczki, tkaniny, albo inne „przydasie” w czeluściach swoich szaf. Podrzucam więc, co też możesz z tymi artefaktami zrobić.

punch needle

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Makramowe sploty

Jeżeli zapasy bawełnianego sznurka lub muliny zalegają w Twoich szufladach, koniecznie zabieraj je ze sobą na wakacje. Dzięki technice makramy możesz je bowiem zaplatać nie tylko w fantazyjne ścianki boho, ale z powodzeniem wykorzystać do mniejszych form — w sam raz do wykonywania na wakacyjnym kocyku.

Jedną z nich są mulinowe bransoletki. Nie wiem, czy jeszcze pamiętasz to szaleństwo — ja nie mogę wymazać z nastoletnich wspomnień tego zaplatanego szału kolorów, kształtów wzorów… i frajdy! Frajdy z obdarowywania koleżanek i rodziny takimi pamiątkami z wakacji. Może to i dla Ciebie będzie fajny pomysł na wakacyjną biżuterię, której niestraszne kąpiele, czy długie godziny na słońcu. Oczywiście makramowe paski do spodni, wisiorki, albo nawet paski do aparatu, (który zabieramy na wycieczki, a niewygodnie uwiera w dłoni — a czemu nie miałby zawisnąć na ramieniu dla wygody) lub nawet makramowe kwietniki, czy minidekoracje wnętrzarskie mogą z powodzeniem wypełnić czas wakacyjnego odpoczynku twórczym tu i teraz.

Po naukę makramy krok po kroku zaglądaj na stronę KURSU MAKRAMy ONLINE

Szydełkowe cudeńka

Osobiście uwielbiam tę technikę właśnie za prostotę i brak zbędnych gratów. Wystarczy włóczka albo sznurek i odpowiednie szydełko, aby wyczarować właściwie wszystko. Od maskotek, po wnętrzarskie akcenty. W czasie wakacji — zachęcam Cię jednak do sięgania po lekkie włóczki z domieszkami bawełny albo bambusa i użycie ich, aby tworzyć chusty! Tak chusty!

W wydaniu jesiennym świetnie sprawdzają się, jako otulacze, ponczo, albo szal, jednak w wakacyjnym wydaniu możesz z powodzeniem zastąpić nimi pareo, sukienkę noszoną na strój kąpielowy lub coś, na czym łatwo przysiąść, kiedy zatrzymasz się na wakacyjnym szlaku. Podrzucam Ci link do kursu szydełkowania on-line, bo wiem, że jeżeli chcesz opanować podstawy tej techniki i taką właśnie chustę zrobić samodzielnie — nie ma szybszej i łatwiejszej drogi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Punch needle mania

No i oczywiście trzecia technika — tutaj oprócz włóczki potrzebna specjalna igła oraz tkanina.
Haft pętelkowy to nic innego, jak nakłuwanie materiału specjalną igłą, która wprowadza włóczkę pomiędzy jego włókna i pozostawia w formie dekoracyjnych pętelek tworzących mięciutkie obrazy. Łatwo nakłuwać i plotkować — nie wymaga superskupienia, a szybko przyrastające puchate formy pozwalają na sprytne dekorowanie toreb, bawełnianych worków, czy nawet tworzenie sprytnych łatek i broszek.

Koniecznie sprawdź, jak zrobić taką handmade ozdobę podczas nadchodzącego warsztatu.
Coraz większe zainteresowanie tą techniką sprawiło, że wyciągamy z szafy babci punch-igły i tworzymy kolejny rękodzielniczy kurs, aby ułatwić Ci drogę do opanowania tej techniki. Jeżeli czujesz, że zamiast scrollowanka chcesz wykorzystać czas wakacji na opanowanie nowej, supermodnej handmade umiejętności — koniecznie sprawdź punch needle kurs o tutaj.

 

FAQ

Jakie rękodzieło najlepiej sprawdza się na relaks?

Najczęściej najlepiej sprawdzają się techniki o powtarzalnym ruchu i prostym wejściu, takie jak makrama, szydełko i punch needle.

Czy rękodzieło naprawdę pomaga się wyciszyć?

Tak. Powtarzalne ruchy dłoni, skupienie na materiale i odłożenie telefonu pomagają uspokoić myśli i wejść w spokojniejsze „tu i teraz”.

Co robić zamiast scrollowania telefonu?

Dobrym zamiennikiem może być proste rękodzieło, które angażuje dłonie i uwagę, ale nie wymaga dużego napięcia. Właśnie dlatego makrama, szydełko i punch needle tak dobrze sprawdzają się na relaks.

Jaką technikę rękodzieła wybrać na początek?

To zależy od tego, co bardziej Cię przyciąga. Makrama jest dobra dla osób lubiących sploty i sznurek, szydełko daje ogrom możliwości projektowych, a punch needle pozwala szybko zobaczyć efekt.

Czy trzeba mieć dużo materiałów, żeby zacząć rękodzieło?

Nie zawsze. Szydełko wymaga właściwie włóczki i szydełka, makrama — sznurka, a punch needle — igły, tkaniny i włóczki. To techniki, które można zacząć dość prosto.

Co zrobić, jeśli chcę nauczyć się jednej z tych technik krok po kroku?

Najlepszym kolejnym krokiem jest skorzystanie z uporządkowanego kursu online, dzięki któremu łatwiej wejść w technikę bez chaosu i frustracji.

Chcesz zacząć od techniki, która naprawdę Cię wyciszy?

Jeśli czujesz, że zamiast kolejnego scrollowania chcesz wejść w twórczy rytm i nauczyć się czegoś własnymi rękami, zacznij od uporządkowanej nauki krok po kroku.

Możesz sprawdzić:

kolory sznurka

 

Tak.

to dosłownie taki tytuł, jak jeden z rozdziałów książki… ale postanowiłam podzielić się z Tobą myślą, której w książce nie zawarłam.

 

Rękodzielniczy autopilot

czyli coś, co uratowało moją psychikę od utonięcia w gęstym macierzyńskim lukrze.

 

Kiedy po raz pierwszy zostałam mamą, byłam przygotowana.

 

A właściwie tak mi się wydawało.

Przeczytałam chyba  wszystkie możliwe poradniki parentingowe. Plan rozwoju dziecka miałam rozpisany do dziesiątych urodzin. Basen w wieku pół roku, umuzykalnianie – na rok. Szkoła muzyczna, albo przynajmniej dobra sportowa. Grafik zapełniony aktywnościami mentalnymi przeplatanymi z kinetycznym wspomaganiem rozwoju mowy. Logopedyczne ćwiczenia przy wieczornym czytanku. Perfecto.

Tylko drobny detal.

Lencia miała gdzieś moje plany.

Ha!

I to była lekcja numer jeden od dzidzi numer jeden.

Ciągle jednak mama-helikopterek podpowiadała, jak najlepiej ułożyć klocki, jak narysować kółeczko i jak trzymać łyżeczkę, żeby nie ubrudzić najmodniejszych wzorów na designerskich śpioszkach.

Ehhh… jak bardzo potrzebny był Tomuś, żebym wyluzowała.

 

Druga ciąża przyszła niespodziewanie. Planowaliśmy oczywiście. Równo po roku. Ale kiedy po 12 miesiącach z poczuciem porażki wróciłam do prowadzenia firmy (załapałam się na AŻ roczny okres tzw. macierzyńskiego i planowałam nie wracać do aktywności, tylko „od razu drugie”, ale jakoś tak się nie złożyło) … z podwójnym poczuciem porażki odkręcałam jej ponowne rozkręcanie. Po miesiącu działalności dzidzia numer dwa zamieszkała pod moim serduszkiem na następne 9 miesięcy ciążowego blasku.

 

kolory sznurka

kolory sznurka

 

Jeszcze próbowałam zaginać rzeczywistość

Zaczęłam pracować z jednym przy boku (jaki żłobek! Jedyna słuszna opcja wychowawcza to mamunia, no i może babcia raz na dwa tygodnie, kiedy już desperacko musiałam podrzucić gdzieś dziecko podczas biznesowego spotkania). Zmęczenie pierwszego trymestru kosztowało mnie największy strach życia. Zasnęłam za kierownicą. Na mikrosekundę, która skończyła się na poboczu (całe szczęście! Bo mogła się skończyć w milionie kawałków karoserii i ciał na masce jakiegoś rozpędzonego tira).

Ta sekunda skutecznie zmieniła trajektorię mojego zawodowego lotu.

Z dnia na dzień oddałam projekty „znajomym po fachu” (wtedy jeszcze ciągnęłam „standardową” architekturę i wnętrza, więc nie było trudno). I wybrałam „zwolnię w domu przy dzieciach”.

 

Wystarczyły jednak 3 miesiące i myślałam, że oszaleję!

Przedsiębiorcza dusza oddychająca tempem sinusoidalnej rzeczywistości zawodowych wzlotów i wyzwań po prostu usychała.

Tak, cieszyłam się z czasu spędzanego w domu z dziećmi.

Tak, byłam dumna z decyzji, że chcę w ich życiu być obecna na 100%.

Tak, miałam poczucie, że to luksus tak po prostu mieć prawo do takiego wyboru niepodyktowanego jakąś finansową desperacją.

 

Ale jednak.

 

W środku miałam poczucie porażki.

Takiej zawodowej.

 

Wyścigi

Od studiów ścigałam się.

A to z kolegami po fachu, żeby pokazać, że kobiety równie (jak nie bardziej) kompetentne na budowie, jak panowie.

A to z klientem, który spieszył udowadniać, że da się tanio i dobrze i szybko (chyba już wszyscy wiemy, że z tego trójkąta da się wybrać tylko 2 dowolne opcje).

A to z mężem, którego równoległa korpo-kariera ścigała się z rozwojem mojej własnej pracowni – oczywiście w kategorii „przychód”.

 

Nagle moja „wygrana” (czyt. prawo do podjęcia własnej decyzji o pozostaniu w domu z dziećmi) usadziła mnie na ławce rezerwowych. Przegrałam wszystkie wyścigi naraz. Albo właściwie zaczęłam biec w innym kierunku.

 

I oczywiście – skoro czytasz ten tekst – w jakiś sposób krążysz w OPLOTKOWEJ orbicie – może czytasz książkę albo korzystasz z naszych kursów on-line…więc wiesz, że ten zwrotny punkt w moim zawodowym życiu był jednocześnie początkiem najlepiej z dotychczas prosperujących moich przedsiębiorstw. Ale ja dzisiaj nie o tym.

 

 

Rola rękodzieła

Dzisiaj o tym, jaką rolę odegrało w tym wszystkim rękodzieło.

Dlaczego?

Bo może – tak jak ja jakiś czas temu – też masz „wyrzuty sumienia”, że „trwonisz czas” na „jakieś dłubanie” zamiast [i tu wstaw dowolne superważne, superdohodowe, superpotrzebne rzeczy, które TRZEBA koniecznie zrobić ZAMIAST coś tam sobie „dłubać” ].

 

Kiedy kolejne miesiące mijały, a ja tonęłam w czarnej dziurze zasysającej po kolei moją zawodową pewność siebie, poczucie, że jestem komuś do czegoś potrzebna, że jestem społecznie użyteczna, finansowo  niezależna. Kiedy moje poczucie wartości stawało się coraz bardziej rozmazanym kształtem na horyzoncie, to właśnie rękodzieło pozwoliło mi je odzyskać.

Tym bardziej jednak nie wynikało ono z zewnętrznych poklasków.

Nie potrzebowałam faktury na tysiące, żeby poczuć, że jestem kompetentna zawodowo.

Nie musiałam być szybsza w wymyśleniu rozwiązania konstrukcyjnego.

Nie trzeba mi było poklepania po plecach od kumpla po fachu.

 

Te fajniejsze kolory sznurka

Moja pewność siebie i poczucie wartości zaczęły płynąć ze środka.

Wartkim strumieniem spokoju wewnętrznego, harmonii z otaczającym światem i ugruntowaniem we własnych potrzebach konkretnego TU i TERAZ.

 

Kiedy siadałam do rękodzieła, z dwójką maluchów towarzyszących w tej podróży, działa się magia. Kiedy szydełkowałam dywanik do ich pokoiku, plątali sznurki przez krótką chwilę, potem jakoś tak zajmowali się sobą i krzywo ułożone klocki nie wypaczyły ich charakterów po wsze czasy.

Kiedy zaczynałam malować, popaprane łapki robiły kilka krop jako baza. Ale szybko uciekały do balkonowego baseniku, zostawiając mnie w jakimś takim medytacyjnym transie.

Kiedy rzeźbiłam, glina stawała się mikroświatem mebelków dla małych ludzików, pojawiało się poczucie, że rozumiemy się bez słów z tymi małymi, tajemniczymi duszami, które jeszcze chwilę temu rosły pod moim sercem. Miałam wrażenie, że wylewa się z ich krótkich zdań mądrość prawieczna. Taka pierwotna, o której w pędzie codzienności tak łatwo nam zapominać. Taka uniwersalna, którą mają sobie wszystkie małe dzieci.

Kiedy zatracałam się w kolejnych robótkach, z czystością sumienia totalnej otwartości na „przeszkadzających” pomagaczy… nie zauważałam tych mikromomentów, kiedy stawali się coraz bardziej samodzielni.

Pozwalałam im się oddalać.

Bez poczucia, że porzucają mnie, jak niepotrzebne (już) techniczne wsparcie.

Ja natomiast odkrywałam siebie.

 

Z każdym momentem ciszy zaklętej w magii powtarzalnych ruchów dłoni.

W każdym pytaniu, na które w końcu był czas odpowiedzieć sobie w samotności.

W każdej chwili, kiedy uczyłam się wybierać sercem, a nie tylko rozumem.

 

Dlaczego Ci o tym piszę?

 

Wątpliwości

Być może tak, jak ja słyszysz:

„To olejesz superpłatne zlecenie wnętrza, żeby po prostu siedzieć w domu z dziećmi?”

„Kiedy w końcu wrócisz do NORMALNEJ (czyt. takiej, na którą się narzeka i broń boziu nie przychodzi z łatwością, poczuciem spełnienia  i uśmiechem na twarzy) pracy?”

„To po to Ci były prestiżowe studia architektury na berlińskiej uczelni, żeby teraz opierać biznes o naukę rękodzieła?”

 

BO może w TOBIE TEŻ burzy się wtedy coś w środku. Czujesz to, ale jak ja kiedyś, nie umiesz nazwać. Narasta, narasta… Ty stajesz przed wyborem między irracjonalnie nieprawidłowym, ale tak TOBIE bliskim i tym, co świat uważa za jedyną słuszną opcję (ale jakoś odpycha Cię na samą myśl).

 

Jeżeli miewasz takie momenty.

To wiem na pewno.

 

Ta książka jest pisana dla Ciebie.

 

Wierzę, że czasem potrzebujemy usłyszeć, przeczytać, dowiedzieć się…

Że nie jesteśmy same z takimi mikro- i makro- wyborami. 

Za nami (i przed też!) armia kobiet, a dzięki temu, że czasem stać nas na odwagę podzielenia się tymi trudnymi momentami wszystkie stajemy się silniejsze. 

 

Wierzę, że znajdziesz w mojej historii siłę. 

Jak na ironię – ona urodziła się z sumy tych wszystkich opisanych w książce momentów słabości. 

przełom

 

W ostatnim odcinku podcastu zanurzyłyśmy się w rozmowie na temat trudnych, przełomowych momentów. Było też dużo o ciekawych książkach, ale wszystko nam się jakoś zbiegało do życiowych przełomów. Coś chyba jest w tych ulotnych chwilach, że zmieniają nas bezpowrotnie. Niby stoimy w tym samym miejscu, ale jakby lata świetlne dalej. Niby na zewnątrz tacy sami, ale w środku już zuuupełnie inni.

Czytaj dalej

spełnianie marzeń

 

Kiedy podzieliłam się wstydliwymi dziwactwami, otrzymałam od Was lawinę Waszych przepięknych dziwactw!

Wyłączacie telefon po 22 ot tak, żeby mieć święty spokój na sen. Wywalacie nadmiarowe rzeczy i zamawiacie te potrzebne przez internet, choćby sklep było widać z okna. Piszecie, że równo ułożone torebki z przyprawami to Wasza domowa misja, a biały ser z majonezem, czy jajecznica z serkiem grani… to norma!

Zakochałam się w tych dziwactwach!
To one nas tworzą!
To one sprawiają, że jesteśmy tak pięknie różnorodne.
To dzięki nim zaskakujemy siebie nawzajem i inspirujemy

 

Tak samo jest z marzeniami

Przywykłyśmy porównywać własne marzenia do jakiś plastikowych wzorów z okładek. Jakoś tak zawsze w takim przypadku moje marzenie o fajnym życiu na co dzień…wyglądało blado przy tych limuzynach i wakacjach w tropikach.

Ehhhh…

Dzisiaj tekst rozpoczynający serię dyskusji wokół książki.
Skoro książka to manifest spełnionego marzenia… to może odczarujmy dzisiaj te nasze marzenia?
Czy one koniecznie muszą być JAKIEŚ?
Takie super-hiper jak z okładki?

No właśnie!

 

Przegląd dziwnych marzeń

Zapraszam Cię na przegląd najdziwniejszych marzeń, które nosiłam w sobie i uważałam za [głupie, niewystarczające, naiwne… i tu wstaw dowolne oceniające pejoratywne określenie] …dopóki nie zaczęłam mówić o nich głośno… i nie odkryłam, że nie tylko ja marzę o takich małych-wielkich rzeczach!

 

Zagiąć czas

Marzyłam o tym, żeby doba miała minimum 48 godzin.
Zdążyłabym zrobić poranną jogę, zjeść śniadanie na siedząco, nie poganiać dzieci przed wyjściem. Może nawet pogadałabym z Jackiem trochę dłużej. Może nawet byłby prysznic z całym rytuałem szczotkowania ciała, czy co tam się teraz robi, aby zachować jędrne poślady. Może zamiast spotkań na Zoom ułożonych piętrowo, byłyby przerwy na oddech, patrzenie na zielone kwiaty, żeby oczy odpoczęły. Może nawet zaczętych po kątach domu robótek zaczęłoby ubywać, zamiast przybywać. No i oczywiście wieczór! Byłby wystarczająco pojemny, żeby była i książka, i Netflix, i czytanie z dzieciakami, i usypianie najmłodszej pięcioma kołysankami z miziankiem małych rączek. Byłby nawet jakiś czas na romantik kolację z Jackiem i może coś tam w bonusie ;P

I co?
I nie spełniło się?
Hm.

No właściwie nie, ale jednak tak!

Nie – nie wymyśliłam czaso-zaginacza (chociaż mogłabym przysiąc, że czas zwalnia, kiedy tylko dzieci zaczynają marudzić, a niebezpiecznie przyspiesza, kiedy odpalam serial i szydełko)…
Ale wymyśliłam sposób, żeby pomieścić to wszystko na raz.

Niektóre rzeczy zaczęłam robić w parach. Lupin + dzierganie. Kolacja i rozmowa. Kąpiel dzieci+jakieś tam zabiegi self-care dla mnie 🙂
Dzięki temu trochę zwolniło się miejsce na skupione godziny nad książką (ciągle porzucam w połowie i zaczynam kolejną, bo brak doby, ale jest progres – już nie piętrzę nieprzeczytanych po kątach domu). Zrezygnowałam z niektórych spotkań. Zostawiłam tylko priorytety – i jakoś udało się przerwy na jedzenie wcisnąć między Zoomowymi call’ami.

 

Patent na spełnianie marzeń

Nie spłynęło na mnie mistyczne oświecenie, jak pomóc Ci spełnić to marzenie, jeżeli śnisz o 48-godzinnej dobie, jak ja. Ale mam za to na czas (a właściwie nie-do-czas) niezły patent.

WYBÓR!

Nikt nam nie mówi, że go mamy!

Nie musimy słuchać zrzędzącej pani w spożywczaku. Szkoda czasu – możemy po prostu wyjść.

Nie musimy robić wszystkiego, bo wypada, bo trzeba, bo nie można inaczej… tylko dlatego, że ktoś nam tak powiedział!

Zamiast zaciskać zęby, spoglądając na zegarek, możemy po prostu powiedzieć NIE rozproszeniu… i wielkie TAK 24-godzinnej dobie złożonej z malutkich momentów, które ładują nasze baterie!

Ma sens?

Jeżeli tak… koniecznie poczytaj o następnym marzeniu.

spełnianie marzeń

 

 

Być piękną

No bo która dziewczynka nie chce mieć włosów jak Złotowłosa, nóg, jak Bambi, oczu, jak Dumbo i osobowości krystalicznie czystej, jak miks kreskówkowych księżniczek z domieszką siły charakteru rodem z Jeżycjady i jeszcze małych punktów indywidualnej supermocy zawodowej niczym prawniczka Ally McBeal z epickiego serialu.

Ja pierdziu!

Naoglądałam się tej papki kreskówkowo-serialowo-pop-kulturowej i wiecznie porównywałam do tych pięknych ludzi/postaci/charakterów.

Chłonęłam idealne ucieleśnienia cnót i nijak mi było do nich z tymi moimi niedoskonałościami.

Wiecznie (czułam się) brzydka, głupia, GORSZA!

I wiesz co…

Zrozumiałam, że to tylko plastik!

I wiem, brzmi naiwnie (no bo niby wiemy, że w tych bajkach to bujda na resorach), ale kiedy przetłumaczysz to sobie na:

„O rety, jaką ona ma super kieckę, i te jej nogi! Rety po trójce dzieci. Ja też trójka, ale moje tak nie wyglądają!”

„Jaaa! Ale ona napisała książkę, a ja co! Marzę o niej od 3 lat i nic mi nie wychodzi! A u niej siódemka dzieci i pewnie jeszcze większy kierat na co dzień niż u mnie! I napisała! I wydała!”

… to już zrozumiesz… o czym mówię.

 

Porównania…

Mamy tak

Nawet czasem nie zdając sobie z tego sprawy.

Wiecznie porównujemy.

Zazwyczaj do tych „lepszych”… więc i konsekwentnie to my wypadamy w takim zestawieniu jakoś słabo…i BOOM …mówienie o sobie „Jestem piękna taka, jaka jestem!” brzmi jak jakaś naciągana bujda na resorach.

Ale wiesz co…kiedy usłyszałam kiedyś od kumpeli (tej, co jej nogi po trójce podziwiam bezbrzeżnie): ”Ale Ci zazdroszczę tych silnych nóg i tyłka… jak ja nienawidzę tych moich szkieletorów!”, to wybuchło coś w mojej głowie! Ona ma te nogi! I porównuje je do moich! (!!!) i uważa, że jej są „gorsze”!!

BOOM w głowie.

Ponownie.

Jesteś piękna!

Wiesz?

I ja też!

I ONA też!

I On!

I tamci też.

 

Wszyscy jesteśmy!

Jesteśmy tak pięknie różni, a jednak ciągle porównujemy się w jakimś przedziwnym nawyku… to do tych, to do tamtych… do innych!

 

Zacznijmy widzieć siebie.

Akceptować.

To już pierwszy krok.

Taka trampolina do powiedzenia tej osobie w lustrze.

Wiesz, jesteś piękna!!!

 

Spróbuj!

Trudne jak cholera.

Ale wchodzi w nawyk.

I mocno uwalnia.

I przykleja uśmiech do twarzy jak na superglue, tak na dobre.

 

Jestem piękna!

I tak właśnie – z dnia na dzień stałam się piękna!

Ot tak!

Bez szczotkowania ud, żeby były najsuper-jędrne.

Bez make-upu level master.

Bez udawania kogoś „lepszego”, niż mi się wydaje, że (nie) jestem.

Po prostu tak zdecydowałam.

Tak postanowiłam.

Ty też możesz!

 

spełnianie marzeń

 

Być bogatą

No i powiedziałam to głośno.

Tak sekretnie zawsze marzyłam, żeby być bogatą.

Jakoś tak nigdy nie wypadało w domu o tym mówić.

W szkole też.

A przy kliencie – O rety! TO już grzech numer uno! Bo przecież pomyśli, że chcesz wyzyskać, oszukać, skroić z gotówki na dobre.

 

Ciągle wydawało mi się, że Ci ludzie z kilkoma domami, super furą, i toną gotówki na spełnianie kaprysów…to jacyś ŹLI ludzie. W jakiś irracjonalny sposób brzydziłam się czymś takim, ale jednocześnie zazdrościłam.

 

Dopóki nie poznałam jednej z takich osób. I kolejnej. I kolejnej.

I wtedy BOOM!

Mój mózg wybuchł ponownie.

To są normalni ludzie>!?!

Zapracowali na to, co mają konsekwencją, siłą charakteru, charyzmą, kreatywnością.

Wykorzystali sytuację, znajomości, podpowiedzi mentorów…po prostu chcieli być w konkretnym miejscu i zapracowali, żeby tam być.

 

Poznałam też ciemniejszą stronę.

Przepracowanie.

Strach o bliskich.

Kiedy usłyszałam historię porwania dziecka (Przecież takie rzeczy dzieją się tylko w filmach, no nie?!? – krzyczało moje wnętrze, kiedy jej słuchałam!) …zobaczyłam drugie dno bogactwa. A raczej częsty jego brak.

 

Spokój ducha.

Zdrowie.

Równowaga.

Rodzina.

Bliscy.

CZAS.

 

Jestem MILIONERKĄ!!!

Autentycznie!

Tójka zdrowych, uśmiechniętych (no, kiedy nie drą się na siebie) dzieciaków. Kochający mąż (potrafi wkurzyć, ale jest raczej z tych „dobrych ludzi”), fajna praca, pieniędzy tyle, że starcza na jedzenie, ubranie, fajne kolorowe życie i wakacje od czasu do czasu (no dobra, kredytowy stresik jest, ale kto go dzisiaj nie ma). MAM WSZYSTKO. A nawet więcej!

Inspirujący ludzie dookoła…

Równowaga.

Rodzina… ale przede wszystkim

CZAS!

… żeby pisać takie teksty.

… żeby zastanowić się czasem.

… żeby się zatrzymać

i docenić.

 

Czas na marzenia

I by marzyć.

Oczywiście dalej marzę… O cudach na kiju też.

Ale kiedy tak sobie popatrzę na te meta-marzenia, które łączą nas wszystkich… to często mi wychodzi, że one już się spełniły.

 

Okazało się, że już żyję w świecie swoich własnych marzeń.

Tylko czasem tego wcale nie dostrzegam.

A może Ty też?

 

A Ty?

O czym marzysz?

Może czujesz, że BOOM!

Twoje marzenie już się spełniło, tylko gdzieś w pędzie codzienności nie udało się tego zarejestrować?

 

Koniecznie podziel się Twoim marzeniem!

O wiele łatwiej jest je spełniać, kiedy wypowiesz je głośno!

O crowdfundingu, crowdfunding

Kiedy dowiedziałam się, że jako kobiety jesteśmy mistrzyniami zbiórek – pomyślałam – NO PEWNIE, że JESTEŚMY! W czym my nie jesteśmy mistrzyniami! Pff!

Ale kiedy okazało się, że jesteśmy mistrzyniami zbiórek dla innych, ale w tych zbiórkach na konkretne „własne” projekty jednak prym wiodą bezkonkurencyjnie panowie… No po prostu nie wytrzymałam.

Crowdfunding subiektywnie

Zapraszam Cię na całkiem subiektywny przewodnik – crowdfunding, jako narzędziu do spełniania marzeń. Takim narzędziu, które warto zacząć wykorzystywać… zwłaszcza nam – kobietom.

Przeczytałam książkę „Crowdfunding. Kobieta z Tłumu. Zrealizuj Kampanię Crowdfundingową w 4 krokach”. Agnieszka Płoska podzieliła się w niej ogromem praktycznej i teoretycznej wiedzy na ten temat. Co pozostanie ze mną, jednak, na zawsze i co stało się motywacją do Oplotkowej kampanii… to smutna statystyka.

Kobiety są w akcjach crowdfundingowych równie skuteczne, a według niektórych badań nawet skuteczniejsze, niż panowie, ale ewidentnie widać, że wolą zbierać „na innych” albo „dla innych”. To panowie wiodą prym w bezkompromisowym wyścigu po spełnianie ambitnych marzeń dzięki crowdfundingowemu narzędziu.

To dzięki niemu realizują biznesowe prototypy, wydają książki, planszówki, nowe produkty…

Panie mierzą niżej, walczą o dużo mniejsze kwoty albo po prostu są nieobecne.

O crowdfundinguO crowdfundingu, crowdfunding

To był zapalnik

Zmieńmy to!

Ochoczo odpowiedziałam na manifest Agnieszki.

Od słowa do działania (jak to u mnie) minęła chwila. I tak oto – przed Tobą – oficjalna kampania crowdfundingowa książki Oplotki. Hanmdade Success.

Manifest, w którym walczymy o duże (jak dla nas, bo wiem, że to względne pojęcie) kwoty – po to, aby pokazać, że w naszym „tłumie” marzycieli, dmuchających sobie nawzajem w skrzydła jest moc realizowania nawet najbardziej szalonych projektów.

Tak szalonych, jak wydawana samodzielnie książka!

Crowdfunding Oplotki. Hanmdade Success

Kwota, która zdecydowanie nie byłaby realna jako jednorazowy wydatek lub inwestycja w Oplotki  i sprawiała, że oplotkowa książka i cenna wiedza, którą się w niej dzielę, była wiecznie spychana na „potem”.

Dzięki crowdfundingowi – suma choćby symbolicznych wsparć daje efekt kuli śniegowej.

Ta nierealnie wielka kwota – złotówka po złotówce – zaczyna się materializować. Powoli zbieramy na kolejne kroki. Zaliczka dla drukarni, opłata za redakcję, korektę, skład, projekt graficzny, budżet na wysyłkę i oczywiście – na miłe niespodzianki dla wspierających – nagle JEST!. Finanse przestają być wymówką.

I tak – kropla drąży skałę… Wspólnie jesteśmy coraz bliżej tego momentu, kiedy każdy z nas trzyma swój własny, pachnący świeżym drukiem egzemplarz książki w dłoni.

Crowdfunding – jak to działa

Przede wszystkim to nie jest (tylko) zbiórka. To wymiana wartości. Tego nauczyła mnie Agnieszka Płoska (Dzięki Aga! Wielokrotnie będę Cię jeszcze cytować!).

Chodzi o to, że w momencie, kiedy w naszej książkowej akcji crowdfundingowej ktoś wspiera przedsięwzięcie swoją wpłatą (czyli niejako kupuje książkę, której jeszcze nie ma) okazuje nam ogromne zaufanie. To dzięki niemu możemy zrealizować projekt i nie tylko dostarczyć samą książkę, ale jeszcze wynagrodzić to właśnie pokładane w nas zaufanie dostarczając o wiele większą wartość.

Nie tylko oferujemy możliwość zarezerwowania egzemplarza książki w najniższej możliwej cenie, ale jeszcze w ramach całej kampanii, planujemy gamę niespodzianek i nagród dla wspierających.

Będzie je można wybierać według uznania i wygodnie dostosować do swoich potrzeb.

I o to właśnie chodzi!

O wymianę wartości!

Nie chcemy wyciągać ręki po pieniądze!

Chcemy transakcji.

Chcemy dawać wzajemność w tym procesie!

Nasze dlaczego

Dlatego, że traktujemy ten projekt jako nasz manifest!

Stanowczo zbyt często spotykamy kobiety o ambitnych planach, świetnych pomysłach, misji, która zmienia świat.

Stanowczo też za często nie realizują one swoich marzeń ze względu na finanse.

Crowdfunding może przyjść z pomocą.

Skoro my możemy, Ty też możesz!

Przekonaj się jak i wskakuj na stronę poświęconą projektowi – zobacz crowdfunding w praktyce: Oplotki. Hanmdade Success

PAMIĘTAJ, że dla każdej osoby, która kupiła pakiet KSIĄŻKA + AUDIOBOOK+ EBOOK „OPLOTKI. Sukces Handamde” wysyłam pakiet bonusów – między innymi szczegółową dokumentacje procesu crowdfunfingu książki!

Jeżeli planujesz swoją kampanię crowdfundingową – to nie ma lepszego źródła, by uczyć się na błędach i sukcesach tej epickiej kampanii.

Sigrun

 

Za sukcesem OPLOTKI stoją LUDZIE. Nie tylko świetny zespół, ale osoby, od których uczymy się pilnie i które inspirują nas na co dzień.

Tutaj więc zebrałam Kobiety, które swoją pracą zmieniają świat na lepszy, a które miałam ogromny zaszczyt poznać osobiście w Online MBA mojej mentorki SIGRUN.

 

Sigrun – moja Mentorka

Artykuł z zeszłego tygodnia wywołał wiele pytań o moją mentorkę. Stwierdziłam, że zamiast odpowiadać na wiadomości – po prostu zbiorę informacje w formie jednego spójnego artykułu.

Dlatego tutaj znajdziesz totalnie subiektywną historię Online MBA mojej mentorki Sigrun… a poniżej inspirujące przedsiębiorczynie, które warto podglądać. Każdą z tych tytanek poznałam, kiedy sama zaczęłam gonić za biznesowo-życiowymi marzeniami i trafiłam do tej internetowej wylęgarni sukcesów na własnych warunkach 😉

Koniecznie podglądaj – te kobiety inspirują!

 

Kasia Krasucka – Motywujący nauczyciel języków

Osoba, która potrafi wydobyć z człowieka wewnętrzne pokłady motywacji do działania, o jakie sami siebie nie podejrzewamy. Serdecznie polecam Ci, jeżeli Ty lub Twoi znajomi potrzebują podszkolić duński, lub chcesz zobaczyć, z jaką gracją można uczyć się nowych umiejętności jako dorosła osoba. Serdecznie polecam Ci też odwiedzić Kasię, jeżeli fascynuje Cię praca nad przekonaniami, które sabotują Twoją drogę do spełniania celów.
Tutaj wysłuchasz naszej wspólnej rozmowy – O nauce języka w domu.

Ania Olesiewicz to pełna empatii specjalistka wspierająca kobiety

Wspierająca zwłaszcza w trudnych momentach. Anię podziwiam bezbrzeżnie za niesamowitą cierpliwość w rozmowie. Słucha jak nikt i wyłapuje malutkie drzazgi, o których istnieniu same nie miałyśmy pojęcia. A co najlepsze – skutecznie i bezboleśnie wyciąga je i uczy, jak przykleić kojący plasterek. Tutaj znajdziesz naszą rozmowę – O tajemnicy sukcesu Oplotki.

 

Aga Zdunek: Mój totalny autorytet w kwestii less-waste i bycia eko-na co dzień

Bez spiny i zadęcia, a przede wszystkim bardzo praktycznie uczy najmniejszych kroczków w kierunku bycia eko. Królowa handmade mydła i świec sojowych. Posłuchaj – Życie less waste również w biznesie oraz  Małe kroki do życia less waste.

Karolina Brzuchalska – wirtualna asystentka

Mentorka wirtualnych asystentek, która również uczy się u tej samej mentorki, co ja – Sigrun, co niewątpliwie wpływa na jej rozrastający się biznes. Zwłaszcza po pandemii… już chyba nie ma kogoś, kto nie zna zawodu Wirtualnej Asystentki. A jeżeli Ty takiej osoby szukasz, lub chcesz sprawdzić, czy taka praca jest dla Ciebie – to po prostu nasza rozmowa to must-watch – O tajemnicy sukcesu.

Elena Pawęta – specka od wystąpień publicznych.

Niezłomnie uczy praktycznych narzędzi to opanowania strachu przed publicznymi wystąpieniami, ale też wspomaga polską konferencję TEDx Women. Zapraszam Cię, do podglądania naszej rozmowy na Youtube: Tajemnica sukcesu Oplotki Dla eksperymentu nagrałyśmy ją po polsku i po angielsku 🙂 Bo czemu nie 😉 Każde wyzwanie to okazja, by się „sprawdzić”. Posłuchaj – Tajemnica Sukcesu Oplotki

 

Basia Bartczak – specka od komunikacji

…zwłaszcza takiej na styku wielu kultur, tradycji, języków. Uwielbiam jej słuchać, bo wnosi do rozmów kwestie, nad którymi w ogóle nie zastanawiamy się na co dzień. Polecam Ci ogromnie naszą krótką, choć bardzo ciekawą rozmowę – O sukcesie

 

Ula Ayache – moja osobista specka od leadershipu dla kobiet

To dzięki niej definiuję rolę liderki po swojemu, walcząc, aby nasz zespół rozwijał się, wspierając talenty każdego z członków. To dzięki niej zrozumiałam, że możemy określić to, jak przewodzimy według własnych wartości, ale też możemy skutecznie zarządzać wspaniałym zespołem bez archaicznych metod terroru szefa-despoty 🙂

Ja jestem urzeczona umiejętnościami Uli. Bo w końcu jedno wiedzieć, a drugie potrafić tak przekazać, żeby inni zrozumieli i wdrożyli w życie. Skuteczne budowanie zgranej ekipy w naszym Oplotkowym teamie to wielka cegiełka kompetencji Uli. Polecam rozmowę – Jak tworzyć zespół

 

Sigrun

Sigrun

 

A tutaj znajdziesz wywiady po angielsku – równie inspirujące.  

Zauważyłam bowiem, że tak naprawdę każdy z nas trochę ten język zna. Nawet jeżeli nie używamy go na co dzień, kiedy słuchamy rozmów 2 osób, z których ani jedna, ani druga nie włada tym językiem jako ojczystym. Całość jest bardzo przystępna nawet z podstawową znajomością Englisha 🙂 Dlatego zapraszam Cię do przeglądu takich wywiadów nagranych właśnie w języku angielskim.

 

Irene Cecile  – Świetna ilustratorka

Jej opowieść o tym zawodzie rozwiała wiele moich bezpodstawnych mitów i przekonań, które wysnułam w swojej głowie na temat takiej kreatywnej pracy z ołówkiem w dłoni.

 

Gudrun Mahlberg – leczy tańcem naszą kobiecą duszę

Ogrom doświadczenia i niesamowita energia rozpiera Gudrun i inspiruje kolejne osoby, aby poszły w jej ślady. Jedną z nich jest wspomniana poniżej Hinatea. A póki co posłuchaj: Jak uczyć tańca online?

 

Natalią – pseudonim artystyczny HINATEA

Zabiera nas w świat Tahiti, tradycji tego regionu, a co najważniejsze w świat barwnego tańca, którego dzięki Natalii możemy się uczyć w Poznaniu stacjonarnie, ale również na całym świecie – dzięki formatowi on-line.

Przyznam, że dzięki Natalii uśmiecham się nawet w najbardziej pochmurne dni. Taniec, którym zaraża i uśmiech, którym promieniuje na co dzień, to ogromny dar, którym hojnie dzieli się ze światem. Posłuchaj – O tajemnicy sukcesu Oplotki

 

Marta Thut – babka, która miała jaja stworzyć rynek, którego nie było!

Wyobraź sobie, że za naszą zachodnią granicą brafitting to nic tak powszechnego, jak u nas! Marta stworzyła sklep z bielizną i skutecznie doradza kobietom, jak dopasować bieliznę… ale może byłaby to zwykła historia, gdyby nie to, że taki zawód praktycznie nie istniał, kiedy ona ruszała ze swoją działalnością! Świetna rozmowa o tym, jak pomaganie innym kobietom może stać się świetnym pomysłem na biznes.

 

Michelle Petit – moja wnętrzarska idolka

Odczarowała wizerunek architektki klikającej nieustanie w komputerku swoje kreseczki.

Ona po prostu wpada do domów klientów i robi magię. Posłuchaj – Wnętrze bez budżetu, ale z duszą – bo osobowość Michell wypełnia każde wnętrze jeszcze skuteczniej, niż jej wnętrzarskie czary…

 

Lona Kozik – osoba, z niesamowitą pasją do muzyki.

Udowodniła, że nawet nauka muzycznej teorii nie ma barier. Skuteczie uczy jej on-line, inspirując kolejne pokolenia muzyków. Posłuchaj – Lona Kozik O Sukcesie

Dla mnie Lona jest niekończącym źródłem inspiracji, bo przecież coś tak ulotnego, jak muzyka, zwłaszcza teoria – ona złapała w świetny format kursów i konsultacji on-line, dzięki czemu służy klientom na całym świecie.

 

Johdi Woodford – specka w tak wielu obszarach, że nawet nie próbuję wymieniać

Dodam jedynie, że w holistyczny sposób łączy najróżniejsze podejścia do uzdrawiania duszy poprzez ciało. Jej zajęcia offline i online skierowane są do kobiet, które poprzez pracę z własnym ciałem chcą dostać się do zatrzaśniętych w nim emocji, traum, przejść, które burzą dobrostan i harmonijną codzienności. Nie – nie powiem nic więcej – słowa nie oddają charyzmy i nietuzinkowej osobowości Johdi – a rozmowę po prostu trzeba zobaczyć – Johdi Woodford O Sukcesie

 

Inspirujące spotkanie z Amel Derragui

Amel Derragui zostawiłam sobie „na deser”. Moja serdeczna mastermind-buddy to osoba, którą głęboko podziwiam za konsekwentnie realizowaną misję. Wyposaża expatów w narzędzia biznesowe do tworzenia przenośnych biznesów. Kiedy wybierasz związek ponad swoją karierę i podążasz za NIM/NIĄ… Kiedy awans, zmiana w pracy pociąga za sobą …Waszą przeprowadzkę… Ona pokazuje, że jesteś w stanie zbudować biznes, który może wyruszyć w drogę razem z Tobą. Czasem takie „zaczynanie od zera” jest świetnym pretekstem do zaprojektowania swojego biznesu tak, aby mógł przenieść się z Tobą w dowolnym czasie w dowolne miejsce!

Tego właśnie uczy i to w diebelnie skuteczny sposób Amel. W tym wywiadzie rozmawiamy o jej spojrzeniu na rękodzieło. A jako że jej korzenie są bardzo egzotyczne, niewątpliwie ta opowieść zaciekawi i zainspiruje Cię do spoglądania na naszą kulturę, tradycję i rękodzieło zupełnie inaczej, niż zwykle.