kolory sznurka

 

Tak.

to dosłownie taki tytuł, jak jeden z rozdziałów książki… ale postanowiłam podzielić się z Tobą myślą, której w książce nie zawarłam.

 

Rękodzielniczy autopilot

czyli coś, co uratowało moją psychikę od utonięcia w gęstym macierzyńskim lukrze.

 

Kiedy po raz pierwszy zostałam mamą, byłam przygotowana.

 

A właściwie tak mi się wydawało.

Przeczytałam chyba  wszystkie możliwe poradniki parentingowe. Plan rozwoju dziecka miałam rozpisany do dziesiątych urodzin. Basen w wieku pół roku, umuzykalnianie – na rok. Szkoła muzyczna, albo przynajmniej dobra sportowa. Grafik zapełniony aktywnościami mentalnymi przeplatanymi z kinetycznym wspomaganiem rozwoju mowy. Logopedyczne ćwiczenia przy wieczornym czytanku. Perfecto.

Tylko drobny detal.

Lencia miała gdzieś moje plany.

Ha!

I to była lekcja numer jeden od dzidzi numer jeden.

Ciągle jednak mama-helikopterek podpowiadała, jak najlepiej ułożyć klocki, jak narysować kółeczko i jak trzymać łyżeczkę, żeby nie ubrudzić najmodniejszych wzorów na designerskich śpioszkach.

Ehhh… jak bardzo potrzebny był Tomuś, żebym wyluzowała.

 

Druga ciąża przyszła niespodziewanie. Planowaliśmy oczywiście. Równo po roku. Ale kiedy po 12 miesiącach z poczuciem porażki wróciłam do prowadzenia firmy (załapałam się na AŻ roczny okres tzw. macierzyńskiego i planowałam nie wracać do aktywności, tylko „od razu drugie”, ale jakoś tak się nie złożyło) … z podwójnym poczuciem porażki odkręcałam jej ponowne rozkręcanie. Po miesiącu działalności dzidzia numer dwa zamieszkała pod moim serduszkiem na następne 9 miesięcy ciążowego blasku.

 

kolory sznurka

kolory sznurka

 

Jeszcze próbowałam zaginać rzeczywistość

Zaczęłam pracować z jednym przy boku (jaki żłobek! Jedyna słuszna opcja wychowawcza to mamunia, no i może babcia raz na dwa tygodnie, kiedy już desperacko musiałam podrzucić gdzieś dziecko podczas biznesowego spotkania). Zmęczenie pierwszego trymestru kosztowało mnie największy strach życia. Zasnęłam za kierownicą. Na mikrosekundę, która skończyła się na poboczu (całe szczęście! Bo mogła się skończyć w milionie kawałków karoserii i ciał na masce jakiegoś rozpędzonego tira).

Ta sekunda skutecznie zmieniła trajektorię mojego zawodowego lotu.

Z dnia na dzień oddałam projekty „znajomym po fachu” (wtedy jeszcze ciągnęłam „standardową” architekturę i wnętrza, więc nie było trudno). I wybrałam „zwolnię w domu przy dzieciach”.

 

Wystarczyły jednak 3 miesiące i myślałam, że oszaleję!

Przedsiębiorcza dusza oddychająca tempem sinusoidalnej rzeczywistości zawodowych wzlotów i wyzwań po prostu usychała.

Tak, cieszyłam się z czasu spędzanego w domu z dziećmi.

Tak, byłam dumna z decyzji, że chcę w ich życiu być obecna na 100%.

Tak, miałam poczucie, że to luksus tak po prostu mieć prawo do takiego wyboru niepodyktowanego jakąś finansową desperacją.

 

Ale jednak.

 

W środku miałam poczucie porażki.

Takiej zawodowej.

 

Wyścigi

Od studiów ścigałam się.

A to z kolegami po fachu, żeby pokazać, że kobiety równie (jak nie bardziej) kompetentne na budowie, jak panowie.

A to z klientem, który spieszył udowadniać, że da się tanio i dobrze i szybko (chyba już wszyscy wiemy, że z tego trójkąta da się wybrać tylko 2 dowolne opcje).

A to z mężem, którego równoległa korpo-kariera ścigała się z rozwojem mojej własnej pracowni – oczywiście w kategorii „przychód”.

 

Nagle moja „wygrana” (czyt. prawo do podjęcia własnej decyzji o pozostaniu w domu z dziećmi) usadziła mnie na ławce rezerwowych. Przegrałam wszystkie wyścigi naraz. Albo właściwie zaczęłam biec w innym kierunku.

 

I oczywiście – skoro czytasz ten tekst – w jakiś sposób krążysz w OPLOTKOWEJ orbicie – może czytasz książkę albo korzystasz z naszych kursów on-line…więc wiesz, że ten zwrotny punkt w moim zawodowym życiu był jednocześnie początkiem najlepiej z dotychczas prosperujących moich przedsiębiorstw. Ale ja dzisiaj nie o tym.

 

 

Rola rękodzieła

Dzisiaj o tym, jaką rolę odegrało w tym wszystkim rękodzieło.

Dlaczego?

Bo może – tak jak ja jakiś czas temu – też masz „wyrzuty sumienia”, że „trwonisz czas” na „jakieś dłubanie” zamiast [i tu wstaw dowolne superważne, superdohodowe, superpotrzebne rzeczy, które TRZEBA koniecznie zrobić ZAMIAST coś tam sobie „dłubać” ].

 

Kiedy kolejne miesiące mijały, a ja tonęłam w czarnej dziurze zasysającej po kolei moją zawodową pewność siebie, poczucie, że jestem komuś do czegoś potrzebna, że jestem społecznie użyteczna, finansowo  niezależna. Kiedy moje poczucie wartości stawało się coraz bardziej rozmazanym kształtem na horyzoncie, to właśnie rękodzieło pozwoliło mi je odzyskać.

Tym bardziej jednak nie wynikało ono z zewnętrznych poklasków.

Nie potrzebowałam faktury na tysiące, żeby poczuć, że jestem kompetentna zawodowo.

Nie musiałam być szybsza w wymyśleniu rozwiązania konstrukcyjnego.

Nie trzeba mi było poklepania po plecach od kumpla po fachu.

 

Te fajniejsze kolory sznurka

Moja pewność siebie i poczucie wartości zaczęły płynąć ze środka.

Wartkim strumieniem spokoju wewnętrznego, harmonii z otaczającym światem i ugruntowaniem we własnych potrzebach konkretnego TU i TERAZ.

 

Kiedy siadałam do rękodzieła, z dwójką maluchów towarzyszących w tej podróży, działa się magia. Kiedy szydełkowałam dywanik do ich pokoiku, plątali sznurki przez krótką chwilę, potem jakoś tak zajmowali się sobą i krzywo ułożone klocki nie wypaczyły ich charakterów po wsze czasy.

Kiedy zaczynałam malować, popaprane łapki robiły kilka krop jako baza. Ale szybko uciekały do balkonowego baseniku, zostawiając mnie w jakimś takim medytacyjnym transie.

Kiedy rzeźbiłam, glina stawała się mikroświatem mebelków dla małych ludzików, pojawiało się poczucie, że rozumiemy się bez słów z tymi małymi, tajemniczymi duszami, które jeszcze chwilę temu rosły pod moim sercem. Miałam wrażenie, że wylewa się z ich krótkich zdań mądrość prawieczna. Taka pierwotna, o której w pędzie codzienności tak łatwo nam zapominać. Taka uniwersalna, którą mają sobie wszystkie małe dzieci.

Kiedy zatracałam się w kolejnych robótkach, z czystością sumienia totalnej otwartości na „przeszkadzających” pomagaczy… nie zauważałam tych mikromomentów, kiedy stawali się coraz bardziej samodzielni.

Pozwalałam im się oddalać.

Bez poczucia, że porzucają mnie, jak niepotrzebne (już) techniczne wsparcie.

Ja natomiast odkrywałam siebie.

 

Z każdym momentem ciszy zaklętej w magii powtarzalnych ruchów dłoni.

W każdym pytaniu, na które w końcu był czas odpowiedzieć sobie w samotności.

W każdej chwili, kiedy uczyłam się wybierać sercem, a nie tylko rozumem.

 

Dlaczego Ci o tym piszę?

 

Wątpliwości

Być może tak, jak ja słyszysz:

„To olejesz superpłatne zlecenie wnętrza, żeby po prostu siedzieć w domu z dziećmi?”

„Kiedy w końcu wrócisz do NORMALNEJ (czyt. takiej, na którą się narzeka i broń boziu nie przychodzi z łatwością, poczuciem spełnienia  i uśmiechem na twarzy) pracy?”

„To po to Ci były prestiżowe studia architektury na berlińskiej uczelni, żeby teraz opierać biznes o naukę rękodzieła?”

 

BO może w TOBIE TEŻ burzy się wtedy coś w środku. Czujesz to, ale jak ja kiedyś, nie umiesz nazwać. Narasta, narasta… Ty stajesz przed wyborem między irracjonalnie nieprawidłowym, ale tak TOBIE bliskim i tym, co świat uważa za jedyną słuszną opcję (ale jakoś odpycha Cię na samą myśl).

 

Jeżeli miewasz takie momenty.

To wiem na pewno.

 

Ta książka jest pisana dla Ciebie.

 

Wierzę, że czasem potrzebujemy usłyszeć, przeczytać, dowiedzieć się…

Że nie jesteśmy same z takimi mikro- i makro- wyborami. 

Za nami (i przed też!) armia kobiet, a dzięki temu, że czasem stać nas na odwagę podzielenia się tymi trudnymi momentami wszystkie stajemy się silniejsze. 

 

Wierzę, że znajdziesz w mojej historii siłę. 

Jak na ironię – ona urodziła się z sumy tych wszystkich opisanych w książce momentów słabości. 

przełom

 

W ostatnim odcinku podcastu zanurzyłyśmy się w rozmowie na temat trudnych, przełomowych momentów. Było też dużo o ciekawych książkach, ale wszystko nam się jakoś zbiegało do życiowych przełomów. Coś chyba jest w tych ulotnych chwilach, że zmieniają nas bezpowrotnie. Niby stoimy w tym samym miejscu, ale jakby lata świetlne dalej. Niby na zewnątrz tacy sami, ale w środku już zuuupełnie inni.

Czytaj dalej

spełnianie marzeń

 

Kiedy podzieliłam się wstydliwymi dziwactwami, otrzymałam od Was lawinę Waszych przepięknych dziwactw!

Wyłączacie telefon po 22 ot tak, żeby mieć święty spokój na sen. Wywalacie nadmiarowe rzeczy i zamawiacie te potrzebne przez internet, choćby sklep było widać z okna. Piszecie, że równo ułożone torebki z przyprawami to Wasza domowa misja, a biały ser z majonezem, czy jajecznica z serkiem grani… to norma!

Zakochałam się w tych dziwactwach!
To one nas tworzą!
To one sprawiają, że jesteśmy tak pięknie różnorodne.
To dzięki nim zaskakujemy siebie nawzajem i inspirujemy

 

Tak samo jest z marzeniami

Przywykłyśmy porównywać własne marzenia do jakiś plastikowych wzorów z okładek. Jakoś tak zawsze w takim przypadku moje marzenie o fajnym życiu na co dzień…wyglądało blado przy tych limuzynach i wakacjach w tropikach.

Ehhhh…

Dzisiaj tekst rozpoczynający serię dyskusji wokół książki.
Skoro książka to manifest spełnionego marzenia… to może odczarujmy dzisiaj te nasze marzenia?
Czy one koniecznie muszą być JAKIEŚ?
Takie super-hiper jak z okładki?

No właśnie!

 

Przegląd dziwnych marzeń

Zapraszam Cię na przegląd najdziwniejszych marzeń, które nosiłam w sobie i uważałam za [głupie, niewystarczające, naiwne… i tu wstaw dowolne oceniające pejoratywne określenie] …dopóki nie zaczęłam mówić o nich głośno… i nie odkryłam, że nie tylko ja marzę o takich małych-wielkich rzeczach!

 

Zagiąć czas

Marzyłam o tym, żeby doba miała minimum 48 godzin.
Zdążyłabym zrobić poranną jogę, zjeść śniadanie na siedząco, nie poganiać dzieci przed wyjściem. Może nawet pogadałabym z Jackiem trochę dłużej. Może nawet byłby prysznic z całym rytuałem szczotkowania ciała, czy co tam się teraz robi, aby zachować jędrne poślady. Może zamiast spotkań na Zoom ułożonych piętrowo, byłyby przerwy na oddech, patrzenie na zielone kwiaty, żeby oczy odpoczęły. Może nawet zaczętych po kątach domu robótek zaczęłoby ubywać, zamiast przybywać. No i oczywiście wieczór! Byłby wystarczająco pojemny, żeby była i książka, i Netflix, i czytanie z dzieciakami, i usypianie najmłodszej pięcioma kołysankami z miziankiem małych rączek. Byłby nawet jakiś czas na romantik kolację z Jackiem i może coś tam w bonusie ;P

I co?
I nie spełniło się?
Hm.

No właściwie nie, ale jednak tak!

Nie – nie wymyśliłam czaso-zaginacza (chociaż mogłabym przysiąc, że czas zwalnia, kiedy tylko dzieci zaczynają marudzić, a niebezpiecznie przyspiesza, kiedy odpalam serial i szydełko)…
Ale wymyśliłam sposób, żeby pomieścić to wszystko na raz.

Niektóre rzeczy zaczęłam robić w parach. Lupin + dzierganie. Kolacja i rozmowa. Kąpiel dzieci+jakieś tam zabiegi self-care dla mnie 🙂
Dzięki temu trochę zwolniło się miejsce na skupione godziny nad książką (ciągle porzucam w połowie i zaczynam kolejną, bo brak doby, ale jest progres – już nie piętrzę nieprzeczytanych po kątach domu). Zrezygnowałam z niektórych spotkań. Zostawiłam tylko priorytety – i jakoś udało się przerwy na jedzenie wcisnąć między Zoomowymi call’ami.

 

Patent na spełnianie marzeń

Nie spłynęło na mnie mistyczne oświecenie, jak pomóc Ci spełnić to marzenie, jeżeli śnisz o 48-godzinnej dobie, jak ja. Ale mam za to na czas (a właściwie nie-do-czas) niezły patent.

WYBÓR!

Nikt nam nie mówi, że go mamy!

Nie musimy słuchać zrzędzącej pani w spożywczaku. Szkoda czasu – możemy po prostu wyjść.

Nie musimy robić wszystkiego, bo wypada, bo trzeba, bo nie można inaczej… tylko dlatego, że ktoś nam tak powiedział!

Zamiast zaciskać zęby, spoglądając na zegarek, możemy po prostu powiedzieć NIE rozproszeniu… i wielkie TAK 24-godzinnej dobie złożonej z malutkich momentów, które ładują nasze baterie!

Ma sens?

Jeżeli tak… koniecznie poczytaj o następnym marzeniu.

spełnianie marzeń

 

 

Być piękną

No bo która dziewczynka nie chce mieć włosów jak Złotowłosa, nóg, jak Bambi, oczu, jak Dumbo i osobowości krystalicznie czystej, jak miks kreskówkowych księżniczek z domieszką siły charakteru rodem z Jeżycjady i jeszcze małych punktów indywidualnej supermocy zawodowej niczym prawniczka Ally McBeal z epickiego serialu.

Ja pierdziu!

Naoglądałam się tej papki kreskówkowo-serialowo-pop-kulturowej i wiecznie porównywałam do tych pięknych ludzi/postaci/charakterów.

Chłonęłam idealne ucieleśnienia cnót i nijak mi było do nich z tymi moimi niedoskonałościami.

Wiecznie (czułam się) brzydka, głupia, GORSZA!

I wiesz co…

Zrozumiałam, że to tylko plastik!

I wiem, brzmi naiwnie (no bo niby wiemy, że w tych bajkach to bujda na resorach), ale kiedy przetłumaczysz to sobie na:

„O rety, jaką ona ma super kieckę, i te jej nogi! Rety po trójce dzieci. Ja też trójka, ale moje tak nie wyglądają!”

„Jaaa! Ale ona napisała książkę, a ja co! Marzę o niej od 3 lat i nic mi nie wychodzi! A u niej siódemka dzieci i pewnie jeszcze większy kierat na co dzień niż u mnie! I napisała! I wydała!”

… to już zrozumiesz… o czym mówię.

 

Porównania…

Mamy tak

Nawet czasem nie zdając sobie z tego sprawy.

Wiecznie porównujemy.

Zazwyczaj do tych „lepszych”… więc i konsekwentnie to my wypadamy w takim zestawieniu jakoś słabo…i BOOM …mówienie o sobie „Jestem piękna taka, jaka jestem!” brzmi jak jakaś naciągana bujda na resorach.

Ale wiesz co…kiedy usłyszałam kiedyś od kumpeli (tej, co jej nogi po trójce podziwiam bezbrzeżnie): ”Ale Ci zazdroszczę tych silnych nóg i tyłka… jak ja nienawidzę tych moich szkieletorów!”, to wybuchło coś w mojej głowie! Ona ma te nogi! I porównuje je do moich! (!!!) i uważa, że jej są „gorsze”!!

BOOM w głowie.

Ponownie.

Jesteś piękna!

Wiesz?

I ja też!

I ONA też!

I On!

I tamci też.

 

Wszyscy jesteśmy!

Jesteśmy tak pięknie różni, a jednak ciągle porównujemy się w jakimś przedziwnym nawyku… to do tych, to do tamtych… do innych!

 

Zacznijmy widzieć siebie.

Akceptować.

To już pierwszy krok.

Taka trampolina do powiedzenia tej osobie w lustrze.

Wiesz, jesteś piękna!!!

 

Spróbuj!

Trudne jak cholera.

Ale wchodzi w nawyk.

I mocno uwalnia.

I przykleja uśmiech do twarzy jak na superglue, tak na dobre.

 

Jestem piękna!

I tak właśnie – z dnia na dzień stałam się piękna!

Ot tak!

Bez szczotkowania ud, żeby były najsuper-jędrne.

Bez make-upu level master.

Bez udawania kogoś „lepszego”, niż mi się wydaje, że (nie) jestem.

Po prostu tak zdecydowałam.

Tak postanowiłam.

Ty też możesz!

 

spełnianie marzeń

 

Być bogatą

No i powiedziałam to głośno.

Tak sekretnie zawsze marzyłam, żeby być bogatą.

Jakoś tak nigdy nie wypadało w domu o tym mówić.

W szkole też.

A przy kliencie – O rety! TO już grzech numer uno! Bo przecież pomyśli, że chcesz wyzyskać, oszukać, skroić z gotówki na dobre.

 

Ciągle wydawało mi się, że Ci ludzie z kilkoma domami, super furą, i toną gotówki na spełnianie kaprysów…to jacyś ŹLI ludzie. W jakiś irracjonalny sposób brzydziłam się czymś takim, ale jednocześnie zazdrościłam.

 

Dopóki nie poznałam jednej z takich osób. I kolejnej. I kolejnej.

I wtedy BOOM!

Mój mózg wybuchł ponownie.

To są normalni ludzie>!?!

Zapracowali na to, co mają konsekwencją, siłą charakteru, charyzmą, kreatywnością.

Wykorzystali sytuację, znajomości, podpowiedzi mentorów…po prostu chcieli być w konkretnym miejscu i zapracowali, żeby tam być.

 

Poznałam też ciemniejszą stronę.

Przepracowanie.

Strach o bliskich.

Kiedy usłyszałam historię porwania dziecka (Przecież takie rzeczy dzieją się tylko w filmach, no nie?!? – krzyczało moje wnętrze, kiedy jej słuchałam!) …zobaczyłam drugie dno bogactwa. A raczej częsty jego brak.

 

Spokój ducha.

Zdrowie.

Równowaga.

Rodzina.

Bliscy.

CZAS.

 

Jestem MILIONERKĄ!!!

Autentycznie!

Tójka zdrowych, uśmiechniętych (no, kiedy nie drą się na siebie) dzieciaków. Kochający mąż (potrafi wkurzyć, ale jest raczej z tych „dobrych ludzi”), fajna praca, pieniędzy tyle, że starcza na jedzenie, ubranie, fajne kolorowe życie i wakacje od czasu do czasu (no dobra, kredytowy stresik jest, ale kto go dzisiaj nie ma). MAM WSZYSTKO. A nawet więcej!

Inspirujący ludzie dookoła…

Równowaga.

Rodzina… ale przede wszystkim

CZAS!

… żeby pisać takie teksty.

… żeby zastanowić się czasem.

… żeby się zatrzymać

i docenić.

 

Czas na marzenia

I by marzyć.

Oczywiście dalej marzę… O cudach na kiju też.

Ale kiedy tak sobie popatrzę na te meta-marzenia, które łączą nas wszystkich… to często mi wychodzi, że one już się spełniły.

 

Okazało się, że już żyję w świecie swoich własnych marzeń.

Tylko czasem tego wcale nie dostrzegam.

A może Ty też?

 

A Ty?

O czym marzysz?

Może czujesz, że BOOM!

Twoje marzenie już się spełniło, tylko gdzieś w pędzie codzienności nie udało się tego zarejestrować?

 

Koniecznie podziel się Twoim marzeniem!

O wiele łatwiej jest je spełniać, kiedy wypowiesz je głośno!

O crowdfundingu, crowdfunding

Kiedy dowiedziałam się, że jako kobiety jesteśmy mistrzyniami zbiórek – pomyślałam – NO PEWNIE, że JESTEŚMY! W czym my nie jesteśmy mistrzyniami! Pff!

Ale kiedy okazało się, że jesteśmy mistrzyniami zbiórek dla innych, ale w tych zbiórkach na konkretne „własne” projekty jednak prym wiodą bezkonkurencyjnie panowie… No po prostu nie wytrzymałam.

Crowdfunding subiektywnie

Zapraszam Cię na całkiem subiektywny przewodnik – crowdfunding, jako narzędziu do spełniania marzeń. Takim narzędziu, które warto zacząć wykorzystywać… zwłaszcza nam – kobietom.

Przeczytałam książkę „Crowdfunding. Kobieta z Tłumu. Zrealizuj Kampanię Crowdfundingową w 4 krokach”. Agnieszka Płoska podzieliła się w niej ogromem praktycznej i teoretycznej wiedzy na ten temat. Co pozostanie ze mną, jednak, na zawsze i co stało się motywacją do Oplotkowej kampanii… to smutna statystyka.

Kobiety są w akcjach crowdfundingowych równie skuteczne, a według niektórych badań nawet skuteczniejsze, niż panowie, ale ewidentnie widać, że wolą zbierać „na innych” albo „dla innych”. To panowie wiodą prym w bezkompromisowym wyścigu po spełnianie ambitnych marzeń dzięki crowdfundingowemu narzędziu.

To dzięki niemu realizują biznesowe prototypy, wydają książki, planszówki, nowe produkty…

Panie mierzą niżej, walczą o dużo mniejsze kwoty albo po prostu są nieobecne.

O crowdfundinguO crowdfundingu, crowdfunding

To był zapalnik

Zmieńmy to!

Ochoczo odpowiedziałam na manifest Agnieszki.

Od słowa do działania (jak to u mnie) minęła chwila. I tak oto – przed Tobą – oficjalna kampania crowdfundingowa książki Oplotki. Hanmdade Success.

Manifest, w którym walczymy o duże (jak dla nas, bo wiem, że to względne pojęcie) kwoty – po to, aby pokazać, że w naszym „tłumie” marzycieli, dmuchających sobie nawzajem w skrzydła jest moc realizowania nawet najbardziej szalonych projektów.

Tak szalonych, jak wydawana samodzielnie książka!

Crowdfunding Oplotki. Hanmdade Success

Kwota, która zdecydowanie nie byłaby realna jako jednorazowy wydatek lub inwestycja w Oplotki  i sprawiała, że oplotkowa książka i cenna wiedza, którą się w niej dzielę, była wiecznie spychana na „potem”.

Dzięki crowdfundingowi – suma choćby symbolicznych wsparć daje efekt kuli śniegowej.

Ta nierealnie wielka kwota – złotówka po złotówce – zaczyna się materializować. Powoli zbieramy na kolejne kroki. Zaliczka dla drukarni, opłata za redakcję, korektę, skład, projekt graficzny, budżet na wysyłkę i oczywiście – na miłe niespodzianki dla wspierających – nagle JEST!. Finanse przestają być wymówką.

I tak – kropla drąży skałę… Wspólnie jesteśmy coraz bliżej tego momentu, kiedy każdy z nas trzyma swój własny, pachnący świeżym drukiem egzemplarz książki w dłoni.

Crowdfunding – jak to działa

Przede wszystkim to nie jest (tylko) zbiórka. To wymiana wartości. Tego nauczyła mnie Agnieszka Płoska (Dzięki Aga! Wielokrotnie będę Cię jeszcze cytować!).

Chodzi o to, że w momencie, kiedy w naszej książkowej akcji crowdfundingowej ktoś wspiera przedsięwzięcie swoją wpłatą (czyli niejako kupuje książkę, której jeszcze nie ma) okazuje nam ogromne zaufanie. To dzięki niemu możemy zrealizować projekt i nie tylko dostarczyć samą książkę, ale jeszcze wynagrodzić to właśnie pokładane w nas zaufanie dostarczając o wiele większą wartość.

Nie tylko oferujemy możliwość zarezerwowania egzemplarza książki w najniższej możliwej cenie, ale jeszcze w ramach całej kampanii, planujemy gamę niespodzianek i nagród dla wspierających.

Będzie je można wybierać według uznania i wygodnie dostosować do swoich potrzeb.

I o to właśnie chodzi!

O wymianę wartości!

Nie chcemy wyciągać ręki po pieniądze!

Chcemy transakcji.

Chcemy dawać wzajemność w tym procesie!

Nasze dlaczego

Dlatego, że traktujemy ten projekt jako nasz manifest!

Stanowczo zbyt często spotykamy kobiety o ambitnych planach, świetnych pomysłach, misji, która zmienia świat.

Stanowczo też za często nie realizują one swoich marzeń ze względu na finanse.

Crowdfunding może przyjść z pomocą.

Skoro my możemy, Ty też możesz!

Przekonaj się jak i wskakuj na stronę poświęconą projektowi – zobacz crowdfunding w praktyce: Oplotki. Hanmdade Success

PAMIĘTAJ, że dla każdej osoby, która kupiła pakiet KSIĄŻKA + AUDIOBOOK+ EBOOK „OPLOTKI. Sukces Handamde” wysyłam pakiet bonusów – między innymi szczegółową dokumentacje procesu crowdfunfingu książki!

Jeżeli planujesz swoją kampanię crowdfundingową – to nie ma lepszego źródła, by uczyć się na błędach i sukcesach tej epickiej kampanii.

Sigrun

 

Za sukcesem OPLOTKI stoją LUDZIE. Nie tylko świetny zespół, ale osoby, od których uczymy się pilnie i które inspirują nas na co dzień.

Tutaj więc zebrałam Kobiety, które swoją pracą zmieniają świat na lepszy, a które miałam ogromny zaszczyt poznać osobiście w Online MBA mojej mentorki SIGRUN.

 

Sigrun – moja Mentorka

Artykuł z zeszłego tygodnia wywołał wiele pytań o moją mentorkę. Stwierdziłam, że zamiast odpowiadać na wiadomości – po prostu zbiorę informacje w formie jednego spójnego artykułu.

Dlatego tutaj znajdziesz totalnie subiektywną historię Online MBA mojej mentorki Sigrun… a poniżej inspirujące przedsiębiorczynie, które warto podglądać. Każdą z tych tytanek poznałam, kiedy sama zaczęłam gonić za biznesowo-życiowymi marzeniami i trafiłam do tej internetowej wylęgarni sukcesów na własnych warunkach 😉

Koniecznie podglądaj – te kobiety inspirują!

 

Kasia Krasucka – Motywujący nauczyciel języków

Osoba, która potrafi wydobyć z człowieka wewnętrzne pokłady motywacji do działania, o jakie sami siebie nie podejrzewamy. Serdecznie polecam Ci, jeżeli Ty lub Twoi znajomi potrzebują podszkolić duński, lub chcesz zobaczyć, z jaką gracją można uczyć się nowych umiejętności jako dorosła osoba. Serdecznie polecam Ci też odwiedzić Kasię, jeżeli fascynuje Cię praca nad przekonaniami, które sabotują Twoją drogę do spełniania celów.
Tutaj wysłuchasz naszej wspólnej rozmowy – O nauce języka w domu.

Ania Olesiewicz to pełna empatii specjalistka wspierająca kobiety

Wspierająca zwłaszcza w trudnych momentach. Anię podziwiam bezbrzeżnie za niesamowitą cierpliwość w rozmowie. Słucha jak nikt i wyłapuje malutkie drzazgi, o których istnieniu same nie miałyśmy pojęcia. A co najlepsze – skutecznie i bezboleśnie wyciąga je i uczy, jak przykleić kojący plasterek. Tutaj znajdziesz naszą rozmowę – O tajemnicy sukcesu Oplotki.

 

Aga Zdunek: Mój totalny autorytet w kwestii less-waste i bycia eko-na co dzień

Bez spiny i zadęcia, a przede wszystkim bardzo praktycznie uczy najmniejszych kroczków w kierunku bycia eko. Królowa handmade mydła i świec sojowych. Posłuchaj – Życie less waste również w biznesie oraz  Małe kroki do życia less waste.

Karolina Brzuchalska – wirtualna asystentka

Mentorka wirtualnych asystentek, która również uczy się u tej samej mentorki, co ja – Sigrun, co niewątpliwie wpływa na jej rozrastający się biznes. Zwłaszcza po pandemii… już chyba nie ma kogoś, kto nie zna zawodu Wirtualnej Asystentki. A jeżeli Ty takiej osoby szukasz, lub chcesz sprawdzić, czy taka praca jest dla Ciebie – to po prostu nasza rozmowa to must-watch – O tajemnicy sukcesu.

Elena Pawęta – specka od wystąpień publicznych.

Niezłomnie uczy praktycznych narzędzi to opanowania strachu przed publicznymi wystąpieniami, ale też wspomaga polską konferencję TEDx Women. Zapraszam Cię, do podglądania naszej rozmowy na Youtube: Tajemnica sukcesu Oplotki Dla eksperymentu nagrałyśmy ją po polsku i po angielsku 🙂 Bo czemu nie 😉 Każde wyzwanie to okazja, by się „sprawdzić”. Posłuchaj – Tajemnica Sukcesu Oplotki

 

Basia Bartczak – specka od komunikacji

…zwłaszcza takiej na styku wielu kultur, tradycji, języków. Uwielbiam jej słuchać, bo wnosi do rozmów kwestie, nad którymi w ogóle nie zastanawiamy się na co dzień. Polecam Ci ogromnie naszą krótką, choć bardzo ciekawą rozmowę – O sukcesie

 

Ula Ayache – moja osobista specka od leadershipu dla kobiet

To dzięki niej definiuję rolę liderki po swojemu, walcząc, aby nasz zespół rozwijał się, wspierając talenty każdego z członków. To dzięki niej zrozumiałam, że możemy określić to, jak przewodzimy według własnych wartości, ale też możemy skutecznie zarządzać wspaniałym zespołem bez archaicznych metod terroru szefa-despoty 🙂

Ja jestem urzeczona umiejętnościami Uli. Bo w końcu jedno wiedzieć, a drugie potrafić tak przekazać, żeby inni zrozumieli i wdrożyli w życie. Skuteczne budowanie zgranej ekipy w naszym Oplotkowym teamie to wielka cegiełka kompetencji Uli. Polecam rozmowę – Jak tworzyć zespół

 

Sigrun

Sigrun

 

A tutaj znajdziesz wywiady po angielsku – równie inspirujące.  

Zauważyłam bowiem, że tak naprawdę każdy z nas trochę ten język zna. Nawet jeżeli nie używamy go na co dzień, kiedy słuchamy rozmów 2 osób, z których ani jedna, ani druga nie włada tym językiem jako ojczystym. Całość jest bardzo przystępna nawet z podstawową znajomością Englisha 🙂 Dlatego zapraszam Cię do przeglądu takich wywiadów nagranych właśnie w języku angielskim.

 

Irene Cecile  – Świetna ilustratorka

Jej opowieść o tym zawodzie rozwiała wiele moich bezpodstawnych mitów i przekonań, które wysnułam w swojej głowie na temat takiej kreatywnej pracy z ołówkiem w dłoni.

 

Gudrun Mahlberg – leczy tańcem naszą kobiecą duszę

Ogrom doświadczenia i niesamowita energia rozpiera Gudrun i inspiruje kolejne osoby, aby poszły w jej ślady. Jedną z nich jest wspomniana poniżej Hinatea. A póki co posłuchaj: Jak uczyć tańca online?

 

Natalią – pseudonim artystyczny HINATEA

Zabiera nas w świat Tahiti, tradycji tego regionu, a co najważniejsze w świat barwnego tańca, którego dzięki Natalii możemy się uczyć w Poznaniu stacjonarnie, ale również na całym świecie – dzięki formatowi on-line.

Przyznam, że dzięki Natalii uśmiecham się nawet w najbardziej pochmurne dni. Taniec, którym zaraża i uśmiech, którym promieniuje na co dzień, to ogromny dar, którym hojnie dzieli się ze światem. Posłuchaj – O tajemnicy sukcesu Oplotki

 

Marta Thut – babka, która miała jaja stworzyć rynek, którego nie było!

Wyobraź sobie, że za naszą zachodnią granicą brafitting to nic tak powszechnego, jak u nas! Marta stworzyła sklep z bielizną i skutecznie doradza kobietom, jak dopasować bieliznę… ale może byłaby to zwykła historia, gdyby nie to, że taki zawód praktycznie nie istniał, kiedy ona ruszała ze swoją działalnością! Świetna rozmowa o tym, jak pomaganie innym kobietom może stać się świetnym pomysłem na biznes.

 

Michelle Petit – moja wnętrzarska idolka

Odczarowała wizerunek architektki klikającej nieustanie w komputerku swoje kreseczki.

Ona po prostu wpada do domów klientów i robi magię. Posłuchaj – Wnętrze bez budżetu, ale z duszą – bo osobowość Michell wypełnia każde wnętrze jeszcze skuteczniej, niż jej wnętrzarskie czary…

 

Lona Kozik – osoba, z niesamowitą pasją do muzyki.

Udowodniła, że nawet nauka muzycznej teorii nie ma barier. Skuteczie uczy jej on-line, inspirując kolejne pokolenia muzyków. Posłuchaj – Lona Kozik O Sukcesie

Dla mnie Lona jest niekończącym źródłem inspiracji, bo przecież coś tak ulotnego, jak muzyka, zwłaszcza teoria – ona złapała w świetny format kursów i konsultacji on-line, dzięki czemu służy klientom na całym świecie.

 

Johdi Woodford – specka w tak wielu obszarach, że nawet nie próbuję wymieniać

Dodam jedynie, że w holistyczny sposób łączy najróżniejsze podejścia do uzdrawiania duszy poprzez ciało. Jej zajęcia offline i online skierowane są do kobiet, które poprzez pracę z własnym ciałem chcą dostać się do zatrzaśniętych w nim emocji, traum, przejść, które burzą dobrostan i harmonijną codzienności. Nie – nie powiem nic więcej – słowa nie oddają charyzmy i nietuzinkowej osobowości Johdi – a rozmowę po prostu trzeba zobaczyć – Johdi Woodford O Sukcesie

 

Inspirujące spotkanie z Amel Derragui

Amel Derragui zostawiłam sobie „na deser”. Moja serdeczna mastermind-buddy to osoba, którą głęboko podziwiam za konsekwentnie realizowaną misję. Wyposaża expatów w narzędzia biznesowe do tworzenia przenośnych biznesów. Kiedy wybierasz związek ponad swoją karierę i podążasz za NIM/NIĄ… Kiedy awans, zmiana w pracy pociąga za sobą …Waszą przeprowadzkę… Ona pokazuje, że jesteś w stanie zbudować biznes, który może wyruszyć w drogę razem z Tobą. Czasem takie „zaczynanie od zera” jest świetnym pretekstem do zaprojektowania swojego biznesu tak, aby mógł przenieść się z Tobą w dowolnym czasie w dowolne miejsce!

Tego właśnie uczy i to w diebelnie skuteczny sposób Amel. W tym wywiadzie rozmawiamy o jej spojrzeniu na rękodzieło. A jako że jej korzenie są bardzo egzotyczne, niewątpliwie ta opowieść zaciekawi i zainspiruje Cię do spoglądania na naszą kulturę, tradycję i rękodzieło zupełnie inaczej, niż zwykle.

mentor biznesowy

 

Prowadzę dobrze prosperującą firmę, na głowie mam trójkę dzieci [i męża]… no to, po jakiego grzyba jest mi jeszcze do szczęścia potrzebna nowa rola – mentor biznesowy w nie swoim programie online MBA???

No właśnie!

Dobre pytanie!

 

Pod skrzydłami mentorki biznesowej Sigrun

Jakiś czas temu wspominałam Ci swoją historię nauki tajemnic biznesu on-line w programie SOMBA [Sigrun’s Online MBA] (tutaj znajdziesz całą opowieść SOMBA CO TO TAKIEGO).

W skrócie – zainwestowałam koszmarne (wtedy) pieniądze w rozwój i pod skrzydłami tej Islandzkiej biznesowej wymiataczki postawiłam pierwsze kroki w online biznesie w oparciu o rękodzieło na długo jeszcze przed tym, jak pandemiczna rzeczywistość popchnęła nas wszystkich w objęcia wymuszonej cyfrowej rewolucji.

To było kilka lat temu.

Choć standardowo po ukończeniu szkoły idziesz dalej w świat… ja uparcie pozostawałam w orbicie mojej mentorki.

Oczywiście z roku na rok wrastałam w jej program i społeczność coraz bardziej.

Jak uczeń, który po prostu nie chce ukończyć studiów, bo na roku zbyt fajna grupa… wraz z innymi dojrzewałam (biznesowo) do coraz odważniejszych decyzji. Pierwsza inwestycja w reklamę na FB, pierwsze zatrudnienie pracownika, pierwszy kredyt „na firmę”, pierwsze zwolnienie pracownika i tworzenie zespołu, w którym naprawdę nie muszę robić wszystkiego sama i powoli odpuszczam pełną odpowiedzialność za firmę na rzecz współodpowiedzialności za organizację, z której jesteśmy dumne.

Pewnego dnia, kiedy nowa uczestniczka programu Sigrun zadała mi banalne (choć niekoniecznie dla niej) pytanie… olśniło mnie!!!

Nie zauważyłam, jak wiele nauczyłam się w ciągu tych kilku lat.

Działo się to tak płynnie, że dopiero jej pełen zaciekawienia wywiad uświadomił mi, jak wiele już za mną.

Ochoczo cofnęłam się „do początku”. Pamiętam, jak ceniłam sobie rady bardziej doświadczonych uczestniczek programu. Przypomniałam sobie dokładnie, jak bardzo ich sukcesy pomagały mi uwierzyć, że takie osiągnięcia są również dostępne dla mnie. Pamiętam, jak wiele to zmieniło. Głównie w mojej głowie.

sombamentor   sombamentor

 

Mentoring biznesowy – czyli pomagam początkującym biznesom

Kiedy więc moja mentorka poprosiła kilka wybranych uczestniczek – „weteranek” jej programów o wsparcie wyjątkowo licznej grupy „świeżaków”. Ochoczo zgłosiłam się, aby zaoferować swój czas jako wsparcie.

Czułam, jak wiele pomocy otrzymałam w społeczności przedsiębiorczych kobiet skupionych wokół Sigrun i chciałam w jakiś sposób przekazać „pałeczkę dalej”. Myślałam, że będzie to jednorazowa „akcja”.

Jak się okazało, w dawaniu jest moc… chyba nawet większa… niż w „braniu”.

Przekonałam się, jak bardzo wspieranie innych rozwija moje umiejętności przekazywania wiedzy, konstruowania procesów samokształcenia i poszukiwania wewnętrznej granicy tego, co jest możliwe.

Coraz większa frajda wypływała również z tych momentów, kiedy odpowiedzi na nurtujące pytania… wydawały się dla mnie coraz prostsze, oczywiste. Takie momenty uświadamiały mi, jak bardzo zmieniło się moje podejście do biznesu, ludzi, rozwoju… ale jednocześnie, jak bardzo aktualne jest motto „pomnożysz, dzieląc się”.

Moja mentorka również odnalazła ogromną wartość we współpracy z „dawnymi” uczniami. Nie tylko nasze relacje zaczęły stawać się coraz bardziej partnerskie, ale również dzięki doświadczeniu pracy z jej programami mogłam aktywnie wpływać na ich ulepszanie, aktualizowanie treści dostosowującej się do zmieniających realiów pandemicznego czasu.

Na pierwszy rzut oka – bez sensu.

Ani z tego budżetu, ani specjalnie namacalnych efektów… a jednak kolejny miesiąc z wypiekami na twarzy wspomagam kolejne uczestniczki programów Sigrun w ich rozwoju biznesowym i czerpię z tego o wiele więcej, niż mogłoby mi się wydawać.

Gdybyś jakiś czas temu powiedziała mi, że zabiorę się za biznesowy mentoring… zareagowałabym z obrzydzeniem. Do dzisiaj sceptycznie podchodzę do określenia „mentor biznesowy”, niestety namnożyło się tych szarlatanów biznesu, którzy nadużywają swojej „ekspertyzy” i przezornie unikam określania siebie tym mianem… ale jednak.

 

mentor biznesowy  mentor biznesowy

 

Mentor biznesowy to…. ja?!

Czas przyjąć do wiadomości, że biznesowy mentoring to coś, co sprawia mi dziką frajdę. O ile w mojej ukochanej branży handmade to coś, co przychodzi mi naturalnie…o tyle coraz odważniej doradzam również przedsiębiorczyniom z innych dziedzin biznesu. Wiem, że biznes on-line to coś, czego można się nauczyć. Rządzi się wieloma zasadami, ale jest trochę, jak moja ukochana architektura z rękodzielniczym twistem. Niby bardzo dużo tu sztywnej matematyki, lejków, konwersji, statystycznych danych…ale jednocześnie mamy eksplozję kreatywności i twórcze splatanie wielu wątków, kompetencji, talentów i aktywności w spójnej, konsekwentnej strategii.

Mój gallupowy wizjoner tryska pomysłami, których nieraz brakuje startującym przedsiębiorczyniom. Może to czas, aby w pełni przyjąć do wiadomości, że dzielenie się wiedzą i umiejętnościami to proces, w którym uczymy się jeszcze szybciej.

Jako ciągły poszukiwacz możliwości rozwoju podejmuję wyzwanie.

Jeżeli Ty też czujesz, że potrzebujesz biznesowego wsparcia i przedyskutowania swoich pomysłów i chcesz je zderzyć z realiami prowadzenia dochodowego biznesu. Znajdziesz moją historię w książce, która lada chwila ujrzy światło dzienne.

Oplotki. Handmade success to pełna szczegółów opowieść, w której jednym z wątków jest właśnie rola biznesowego mentoringu.  Tutaj przeczytasz szczegóły.

A jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o mojej mentorce i programie, który zmienił trajektorię mojego biznesowego lotu – zaglądaj tutaj: Oplotki/Sigrun.

 

FOR ENGLISH: Workshop with Sigrun

 

 

 

 

model biznesowy

 

Często poszukujemy przykładów różnych działalności, aby skonfrontować taką wiedzę z naszymi szalonymi pomysłami. Mamy wizję, ale zastanawiamy się, czy ma ona racjonalne uzasadnienie, albo po prostu, czy ktoś już przetestował ten rachunek zysków i strat.

Mam nadzieję, że ten praktyczny przykład modelu biznesowego, który obudował ściśle potrzeby wynikające z życia prywatnego, podrzuci Ci kilka inspiracji.

Przyznam, że ten model firmy usługowej spodoba się szczególnie tym, którym gromadka dzieci na pokładzie skutecznie wybiła z głowy standardowy etat, czy nawet własną działalność, w której potrzeba więcej niż kilka godzin dziennie aktywnej pracy.

Oplotki narodziły się gdzieś po drugim dziecku, kiedy wiedziałam, że nie dam rady, jako właścicielka studia architektury, ani biegać po budowach przez pół dnia pilnując ekipy, ani konsultując projekty z klientem, czy klikając kolejne wersje rzutów podczas długich godzin przed komputerem.

 

To po prostu nie pozostawiało przestrzeni mentalnej ani czasowej do „bycia” z rodziną.

Po momencie zawodowej pauzy, kiedy po prostu pochłonęło mnie macierzyństwo, zaczęłam odkrywać na nowo to, co na architekturę mnie zaprowadziło, czyli malarstwo, rzeźbę, wszelkiej maści rękodzieło. To powrót do dawnych manualnych pasji takich, jak szydełkowanie zaowocował organizacją warsztatów rękodzieła. Ich organizacja okazała się strzałem w dziesiątkę – wypełniła rynkową niszę gdzieś pomiędzy networkingiem biznesowym a plotkami na placu zabaw – szczególnie dla mam, którym doskwiera macierzyński lukier i zaczynają tęsknić za aktywnością zawodową.

Z czasem, aby nie wpaść ponownie w pułapkę zamiany czasu na pieniądze, zaczęłam budować zespół. Ten nietuzinkowy model biznesowy powstawał niczym samolot budowany w trakcie lotu.

Bezskutecznie szukałam przykładów rękodzielniczych modeli biznesowych, na których mogłabym się uczyć, czy wzorować. Siłą rzeczy zaczęłam poszukiwać dalej. Przyznam, że ogromną inspiracją stała się moja mentorka biznesowa, dzięki której zaczęłam studiować arkana biznesu on-line w jej Online MBA – SOMBA.

model biznesowy biznes rękodzieło

 

To dzięki niej zrozumiałam, że skoro rękodzieło to aktywność wymagająca dobra deficytowego, jakim jest mój czas, mogę sprawić, aby zarabiała skala.

Raz stworzone kursy rękodzieła on-line, jak na przykład kurs szydełkowania on-linekurs makramy on-line, hybrydowe produkty cyfrowo-fizyczne boxy: Druty, Wełna XXL, Tkana makatka oraz (po jakimś, czasie, kiedy inni twórcy zaczęli interesować się takim modelem biznesowym) kursy on-line dla innych twórców, jak Akademia Rękodzielnika, Jak wycenić rękodzieło, Handmade Hobby, czy biznes. O ile kursy i programy wymagają czasu i uwagi na ich prowadzenie, obsługę lub aktywną sprzedaż, e-booki są już jednak produktami bardzo automatycznymi i mocno skalowalnymi. To pozwala na budżetowanie utrzymujące kilku-osobowy zespół, który odciąża mnie w pracy na co dzień. Pozwala mi to optymalizować podział czasu na życie rodzinne i indywidualne klientki lub aktywności ściśle związane ze strategicznym planowaniem rozwoju firmy.

W momencie, kiedy wymuszona pandemią rewolucja cyfrowa sprawiała, że coraz bardziej łaskawym okiem zaczęliśmy spoglądać na biznes on-line…OPLOTKI już od kilku lat uczyły, jak go konstruować.

 

Jak więc on dokładnie wygląda?

Skalowalne produkty cyfrowe:
  • Skutecznie Promuj Rękodzieło na Pinterest – W trakcie kursu wykorzystasz to, co już do tej pory opublikowałaś na temat swojego rękodzieła. Skutecznie pokażesz społeczności na Pinterest swoją stronę www, zdjęcia w internetowym sklepie czy wpisy na Instagramie.
  • Handmade – Hobby, czy biznes – Ten kurs jest dla twórców rękodzieła, którzy chcą zarabiać na swoich unikatowych produktach i umiejętnościach.
Hybrydowe produkty cyfrowo-fizyczne:
Usługi:
  • indywidualne warsztaty rękodzieła on-line (z wysyłką materiałów do domu lub bez),
  • warsztaty dla grup zorganizowanych,
  • firmowe networkingi przy rękodziele on-line,
  • eventy okolicznościowe z rękodziełem w tle: panienskie, baby showers – on-line z wysyłką lub bez.

 

Zespół rośnie wraz z pandemicznym zapotrzebowaniem na tego typu „bez-fizyczno-kontaktowe” usługi. Od specjalistek od obsługi klienta po techniczne wsparcie rozrastającej się  infrastruktury on-line. Od integratora, poprzez szereg project managerów, po asystentki wspomagające podczas „gorących okresów” oraz rękodzielniczki wspierające branżowym know-how.

model biznesowy model biznesowy

 

Przyznam, że największą inspiracją dla modelu biznesowego OPLOTKI są skuteczni producenci internetowego contentu. Misją naszej działalności jest bowiem „zarażanie pozytywnym bakcylem rękodzieła”.

Wierzę, że handmade przychodzi jako sposób na twórcze wylogowanie się z tempa codzienności,  nauka kreatywności, cierpliwości w opanowywaniu nowych umiejętności. Daje też – tak deficytową – frajdę z robienia rzeczy własnymi rękami. Jest w nim nie tylko zaspokojenie naszych pierwotnych potrzeb, ale również przemycone „przy okazji” poszanowanie dla tradycji opakowane w modne „bycie tu i teraz”. Aspekt świadomego mind-care niewątpliwie pomaga nam w przemycaniu świadomego konsumpcjonizmu i przemycaniu idei less-waste.

 

Jak jednak powstał ten niecodzienny, choć coraz częściej powielany model biznesowy?

Piszę o tym więcej w mojej książce OPLOTKI. HANDMADE BIZNES. Przyznam jednak, że z całą świadomością, jak przydatna była dla mnie wiedza biznesowa… to najcelniejsze decyzje wyznaczające kształt tego biznesu, które podejmowałam przez pryzmat potrzeb osobistych – jako matka, partnerka czy po prostu gallupowa wizjonerka, czyli kobieta z apetytem na więcej.

powrót do pracy po macierzyńskim

 

Niezależnie, czy pracujesz „na etacie”, czy ogarniasz własny biznes… przerwa macierzyńska niewątpliwie daje Ci moment na nabranie perspektywy. Powrót do pracy po macierzyńskim rzadko kiedy jest lekki, łatwy i przyjemny… bo bywa, że zupełnie inne priorytety zaczynają rządzić naszym życiem.

Mama wraca do pracy

Czy Twoje wartości – prywatnie i zawodowo – nagle zrobiły fikołka? Moje zdecydowanie tak! Kiedy zdałam sobie sprawę, że nie po to zostałam mamą, żeby moje dzieci cały dzień czekały, aż w końcu ogarnę pracę i spędzę z nimi chwilkę wieczorem, zrozumiałam, że moja dotychczasowa aktywność zawodowa (jako właścicielka wymarzonej pracowni architektury spędzałam niemalże każdą wolną chwilę w pracy) uniemożliwia mi bycie „obecną” w życiu moich pociech.

Wrzuciłam na (zawodowy) luz, spędzałam cały wolny czas z maluchami, ale szybko zaczął mi doskwierać brak aktywności zawodowej. Wróciłam więc „do pracy”, ale w zupełnie nowym wydaniu.

 

powrót do pracy po macierzyńskim urlop

Powrót do dzieciństwa powrotem do pracy?

Kiedy zanurzyłam się w macierzyństwie, znalazłam w końcu czas na to, co w pośpiechu codzienności umykało. Ukochane szydełkowanie, druty, wszelkiej maści rękodzieło, które mogłam uskuteczniać przy dzieciach, okazało się nie tylko balsamem dla duszy, ale dało też początek zupełnie nowej kariery.

Okazało się, że kiedy dałam sobie prawo, aby z całą odwagą zadać (sobie) trudne pytania… odpowiedzi zaskoczyły nawet mnie!

 

powrót do pracy po macierzyńskim urlop

Powrót do pracy po macierzyńskim z Zusu

Kiedy błogi rok (już kolejny, bo to było drugie dzieciątko) Zusowej wolności minął, nie było już czasu na zwlekanie. Wiedziałam, że albo moja odkryta z zaskoczeniem pasja do rękodzielniczych spotkań musi zacząć zarabiać, albo cała przygoda pozostanie tylko miłą przerwą zawodową, zanim znowu nieobecność w domu zacznie przynosić realne dochody.

To wtedy narodziły się OPLOTKI, czyli warsztaty rękodzieła. Wtedy jeszcze głównie stacjonarnie, z czasem również on-line. W moim wydaniu – powrót do pracy po urlopie macierzyńskim okazał się niesamowitą podróżą do głębi siebie. Przedefiniowałam, co w pracy jest dla mnie ważne. Okazało się, że wcale nie jest to puchnące konto, ale raczej balans między życiem prywatnym a zawodowym. Ani jako mama na 1000%, ani jako architektka biegająca cały dzień po budowie… nie czułam się do końca spełniona. Zawsze czegoś brakowało. Dopiero, kiedy pojawiła się równowaga, poczułam, że TO JEST TO.

 

MAMA wraca do pracy

Może i dla Ciebie to moment, kiedy zadajesz sobie pytanie: „czy chcę wracać do poprzedniej pracy?”… może Ciebie też nurtuje „czy chcę wracać do tego, co było?”. Jeżeli tak – zachęcam Cię, abyś odpowiedzi na to pytanie poszukała w sobie.

Od kiedy zaczęłam spisywać swoje perypetie w formie książki, zrozumiałam wiele wydarzeń, które zadziały się, bo intuicyjnie unikałam tego, co nie jest tak do końca „moje”.

Zachęcam Cię do spisania ważniejszych momentów w Twoim zawodowym życiu. Kiedy spoglądasz na nie z perspektywy – pewnie tak jak ja, odkryjesz, że często determinowały je ważne wydarzenia w życiu prywatnym.

I nic dziwnego!!

W końcu to życie zawodowe ma nas wspierać w osobistych celach, a nie odwrotnie…

W końcu pracujemy, by żyć, a nie żyjemy, by pracować 🙂

Praca, dla mamy zdecydowanie wygląda inaczej, niż dla singielki, młodej mężatki, czy osoby, która już swoje ptaszyny „wypuściła z gniazda”. Kiedy zdałam sobie sprawę, że jest to pewien etap w życiu – postanowiłam dostosować swoją rzeczywistość zawodową do niego.

Dzięki Oplotki – mogę spędzać z dziećmi więcej czasu, mogę być przy nich w przełomowych, ekscytujących, trudnych momentach, ale jednocześnie mam ten moment odskoczni od macierzyństwa w postaci pracy.

Postawiłam na biznes w oparciu o rękodzieło, bo to w tym świecie zakorzenione są moje najgłębsze wartości – wspólnota, bycie z drugim człowiekiem, cierpliwość, powtarzalna, przewidywalna praca, nawiązanie do tradycji i międzypokoleniowy dialog.

Dodałam do tego pierwiastek on-line, bo uwielbiam nowe technologie i fascynuje mnie, w jaki sposób potrafią nas wspierać w codzienności.

Zdecydowałam się na budowanie zespołu, bo uwielbiam pracę z ludźmi, ale jednocześnie jest to sposób na „kupienie czasu” dla chwil z rodziną.

 

Jeżeli Ty też zastanawiasz się, co po macierzyńskim…

Zachęcam Cię do zrobienia takiego sumiennego spisu, co kochasz…, ale też i czego nie znosisz.

To będzie bez wątpienia świetny drogowskaz.

Mam wrażenie, że moja historia wyboistej drogi do osobistego i zawodowego spełnienia może dać Ci pewną inspirację – dlatego zapraszam Cię do lektury OPLOTKI. SUKCES HANDMADE. To tam dzielę się obszernie moim sekretem na to, jak w połączyć nasze równoległe dotychczas ścieżki (pracy i rodziny) w jedną spójną całość.


Dziś oddajemy głos grupie fantastycznych młodych dziewczyn, które postanowiły – w trudnych czasach pandemii – wspierać polskie rękodzieło. Małe działania mają sens!

Polską Ręką to projekt społeczny realizowany przez uczennice liceum. Na kontach projektu w mediach społecznościowych zachęcają one do wybierania produktów wytworzonych przez małe polskie firmy oraz pokazują biznesy warte uwagi. Są to producenci biżuterii, ubrań,

akcesoriów, kosmetyków i innych wyjątkowych przedmiotów. Udowadniają, że produkty przez nich produkowane są wysokiej jakości i wyjątkowe. Prezentują, jak łatwo – za pomocą drobnych działań –  można wesprzeć małe polskie firmy.

 

projekt polską ręką oplotki projekt polską ręką oplotki

Skąd pomysł na projekt?

Prace nad projektem rozpoczęłyśmy w czasie pandemii, pojawił się wtedy pomysł na wspieranie małych polskich przedsiębiorców. Tyle się wtedy o tym mówiło, jak upadają firmy, ludzie tracą majątki. Zresztą jak czas pokazał, sytuacja nie zmieniła się na lepsze. Zależało nam, żeby jakoś pomóc, coś zrobić. Stąd pomysł na projekt. I chociaż nie był on pierwszym pomysłem, to bardzo dobrze się w nim odnalazłyśmy i cieszymy się, że na swój sposób możemy próbować wspierać wszystkich Polaków.

projekt polską ręką projekt polską ręką

projekt polską ręką projekt polską ręką

Ile osób jest zaangażowanych w projekt?

W projekt  zaangażowanych jest 8 dziewczyn w wieku od 15 do 17 lat. Każda z nas uczęszcza do drugiej  klasy IX Liceum Ogólnokształcącego im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie.

projekt polską ręką oplotkiprojekt polską ręką oplotki

Co można znaleźć w Waszych mediach społecznościowych?

Pokazujemy w jaki sposób kupowanie w polskich, małych firmach zasila gospodarkę, PKB, jaki ma wpływ na ekologię i związany

z nią ślad węglowy. Można tam znaleźć również konkretne przedsiębiorstwa, które naszym zdaniem wyróżniają się oryginalnymi i

ciekawymi produktami. Staramy się też na bieżąco prowadzić mniejsze serie na story. Przed Bożym Narodzeniem udostępniałyśmy profile

firm, które specjalnie na święta przygotowały wyjątkowe oferty i propozycje na prezenty.

polską ręką polską ręką

polską ręką polską ręką

Zapraszamy do odwiedzenia kont projektu w mediach społecznościowych – na Instagramie i na  Facebooku

 

 

Masz dosyć narzuconych definicji szczęścia?

POZNAJ SEKRET SUKCESU NA WŁASNYCH WARUNKACH

i bądź pierwszą osobą, która przeczyta książkę

 

OPLOTKI. SUKCES HANDMADE.

 

Książka, w której zawarłam lekcje i wskazówki, jak zbudować własną definicję sukcesu na bazie mojej wyboistej drogi.

Porcja skondensowanej wiedzy w cenie dostosowanej do każdego budżetu.

Treść, którą pochłoniesz przy parującym kubku w ulubionym fotelu, w dowolnym miejscu i czasie.