Poznaj uczestniczki Akademii Rękodzielnika.

To był szalony rok. Pandemia, lockdownowa rzeczywistość, która twórcom rękodzieła szczególnie dała się we znaki. Zamknięte pracownie, odwołane warsztaty rękodzieła… Upadłości, zawieszenia działalności i poczucie bezradności.

Były też małe sukcesy, pierwsze przedświąteczne sprzedaże produktów rękodzielniczych, pierwsze warsztaty on-line, małe i większe przełomy. Miałam pisać i chwalić, jakież to sukcesy za nami. Uczestniczki Akademii rękodzielnika pracowały w tym szalonym covidowym sezonie na pełnych obrotach!  Miałam pisać, co też udało się osiągnąć, tylko… po co? 🙂 Stwierdziłam, że najlepiej mówią za siebie historie uczestniczek. Podglądaj je w sieci. Mam wrażenie, że będzie się u nich jeszcze dużo (ręko)działo 😉

PS. JUŻ ZA CHWILĘ startuje kolejna edycja mojego flagowego programu wsparcia biznesowego dla Twórców rękodzieła.

 

Uczestniczki Akademii Rękodzielnika

Katarzyna Dorota Jakubowska

Z wykształcenia magister ekonomii, z zamiłowania rękodzielnik. Prywatnie żona, mama, młoda babcia. Oto ja, w kilku słowach.

Zainteresowanie rękodziełem wyniosłam z domu rodzinnego i rozwinęłam jako pasję w życiu dorosłym. W wolnych chwilach szyłam, dziergałam na drutach oraz szydełkiem, haftowałam, robiłam prostą biżuterię i ozdabiałam przedmioty techniką decoupage. Jednak zawsze wracałam do kolorowej, miękkiej dzianiny, zachłannie poznając różne techniki jej tworzenia.

kasia jakubowska uczestniczki akademii rękodzielnikaUCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA

Poza liczbami i rękodziełem uwielbiam wszystko, co kolorowe: własnoręcznie wykonywane remonty, uprawę kwiatów, rockową muzykę oraz intrygujące obrazy Mistrza Beksińskiego.

Po latach doświadczeń wiem, że tworzenie chust i szali o ciekawych fakturach i kolorach to moje przeznaczenie i droga życiowa. Pragnę dzielić się z moimi klientami tym, co potrafię najlepiej – miękkimi, kolorowymi dzianinami wysokiej jakości, które przyjemnie otulając, poprawiają samopoczucie i dodają uroku codziennej garderobie. Dlatego porzuciłam liczby ukryte w druczkach i formularzach i pracuję nad swoją marką rękodzielniczą Destiny’s Hands – barwne chusty i szale. Już niedługo będę mogła zaoferować kolekcję szali według autorskiego projektu w moim sklepie destinys-hands.pl >>

 uczestniczki akademii rękodzielnika UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA KASIA JAKUBOWSKA

Emilia Sieczka

Mam na imię Emilka.

Długo czekałam, by pokazać, co robię w długie zimowe wieczory. I nadszedł ten czas, by zacząć się dzielić radością obcowania z niepowtarzalnymi rzeczami tworzonymi ręcznie, jednostkowymi egzemplarzami.

Zaczęło się dawno temu, gdy byłam małą dziewczynką, trochę chorowitą i nielubiącą czytać książek. Obok dwie wspaniałe kobiety: Mama i Babcia, z drutami, włóczkami, gałgankami w pobliżu. I jak tu nie złapać bakcyla 🙂 Już nie wiem, czy najpierw nauczyłam się dziergać na drutach, czy na szydełku.
Z czasem porzuciłam druty (nie gramy tej samej melodii), za to szydełko zostało. Jest ze mną do dziś. Razem tworzymy misterne dekoracje – bieżniki, serwety i nie tylko. Powstają też swetry, bluzeczki, kocyki. Za krótkie ubrania dostają drugie życie, dzięki koronkowemu wykończeniu.

Szydełko to jedno, ale jest jeszcze maszyna i gałganki 🙂 Tworzę z nich torby, torebeczki… Ale nie takie zwyczajne. Zawsze są niepowtarzalne, bo robione z sercem po długiej rozmowie osobą, która ma je używać. Torebki mają dodatkowe kieszonki, zakamarki. Niepowtarzalne wykończenie w postaci zindywidualizowanego haftu lub szydełkowej koronki.

uczestniczki akademii rękodzielnika emilia sieczka uczestniczki akademii rękodzielnika

A co do tego mają lalki, które widać na moich zdjęciach? Bo to lalki najbardziej kocham robić. Lalki i inne gałgankowe dziełka powstają, by wesprzeć Gosię, moje najmłodsze dziecko. Nasza Gosieńka boryka się z trudnościami rozwojowymi, poznaje świat troszkę inaczej. A mama, pełen pomysłów nauczyciel przedszkolny, chce ułatwić jej drogę do rozwoju. Pracując z dziećmi, widziałam, jak bardzo ich świat jest zdominowany przez plastik (głównie toporne, twarde lalki) i płaskie układanki / gry tekturowe. Zaczęłam szyć… i powiem Wam, że i mnie przyjemniej jest siąść z córą i pobawić się czymś, co jest miłe, ciepłe i miękkie w dotyku. Szyję laleczki dziewczynki, laleczki chłopaków i bobasy. Dzięki temu możemy bawić się w rodzinę, dom, odgrywać scenki z życia codziennego czy też tworzyć domowe teatrzyki.  Laleczki świetnie sprawdzą się również podczas terapii i zajęć rozwijających kreatywność. Wyraziste twarze, ręce, nogi umożliwiają poznawanie przez dziecko schematu ciała. Laleczki mają zdejmowane ubrania. Przebieranie laleczek umożliwia dziecku ćwiczenie paluszków, dłoni i rąk oraz działania pod kontrolą wzroku. Oprócz tego kształtuje umiejętność zakładania garderoby w odpowiedniej kolejności. I wiele innych umiejętności.

Widząc, jaką frajdę sprawia nam zabawa szmaciankami, postanowiłam się tym dzielić.

Można mnie znaleźć na Facebooku:

Artdziełka Emilki >>

Jako kreatywny człowiek, który nie potrafi odpoczywać (tak twierdzi moja rodzina), wciąż coś tworzę, łącząc techniki i materiały. Tak powstają różne, nieszablonowe rzeczy. Co roku tworzę ozdoby choinkowe. W tym roku króluje juta i koronka :).

Zapraszam do mojego świata i kontaktu. Razem możemy stworzyć coś wyjątkowego. Wspólne spotkania i rozmowa dają zawsze wiele radości, pozwalają poszerzać własne horyzonty i rozwijać twórczą wyobraźnię.

 uczestniczki akademii rękodzielnika UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA emilia sieczka

Dorota Witowska

Tkaniem zajmuję się od ponad trzech lat. Przygodę tę zaczynałam od prac na ramie i po roku spróbowałam swoich sił w tkaniu na krośnie. Dzięki warsztatom prowadzonym przez Panią Annę Bałdygę, w ramach Stowarzyszenia Akademia Łucznica, zapoznałam się z podstawowymi technikami tkackimi, które rozwijam na bieżąco. Rękodzieło rozwija we mnie kreatywność i wyobraźnię, w mojej głowie powstaje mnóstwo pomysłów. Mam nadzieję, że część z nich uda mi się zrealizować.

Lubię otaczać się rękodziełem, w szczególności rzeczami przeze mnie wykonanymi. Zawsze wykorzystuję naturalne materiały. Kocham len, bawełnę i wełnę. Interesuję się wystrojem wnętrz, stąd większość wykonywanych przeze mnie produktów to tekstylia domowe, przede wszystkim dywany. Uważam, że tekstylia do wnętrz odgrywają ważną rolę w tworzeniu poczucia komfortu i spokoju w domu. Poprzez teksturę tkaniny i kolorystykę wnoszę ciepło i oryginalność do każdego pomieszczenia, czego nie może zaoferować żaden inny rodzaj tekstyliów.

 uczestniczki akademii rękodzielnika dorota witowska uczestniczki akademii rękodzielnika

Moje prace inspirowane są prostotą w połączeniu z nowoczesną, minimalistyczną paletą kolorów. Używam tylko wysokiej jakości włókien naturalnych, aby stworzyć trwałe przedmioty.

Ponadto wykonuję na zamówienie elementy garderoby, przede wszystkim szale i szaliki, które poza wysoką jakością dają użytkownikom poczucie komfortu i przyjemność z użytkowania.

Dlaczego tkanie? Zamiłowanie do tkania odziedziczyłam po babci. Kiedyś w wielu wiejskich gospodarstwach domowych głównie kobiety tkały materiały użytkowe na krosnach, które teraz możemy spotkać w muzeach. Dzisiaj nie jest łatwo znaleźć nauczyciela tego rzemiosła, chociaż pomału tkactwo ręczne zaczyna się w Polsce odradzać. Byłam jednak uparta i znalazłam kurs. To były fantastyczne 5 dni spędzone w gronie ciekawych kobiet i nie tylko w pracowni. Nie było końca rozmów, nie pamiętam, kiedy przegadałam dnie i noce i wysłuchałam ciekawych historii innych osób. Nasza nauczycielka również stwierdziła, że nie miała jeszcze takich zapalonych kursantek. Wchodząc po raz pierwszy do pracowni tkackiej, wiedziałam tylko, jak wygląda krosno, do domu wyjeżdżałam z ogromnym entuzjazmem. Zakochałam się w tkaniu, a miłość trwa i pogłębia się 🙂

 uczestniczki akademii rękodzielnika UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA dorota witowska

Anna Żurowska

Cześć, jestem Anna i uwielbiam tworzyć kartki. Dlaczego kartki? Bo mają duszę i potrafią powiedzieć więcej niż słowa. Kartki mają w sobie ogromną moc,  magię i niepowtarzalny urok. Tworzę w różnych technikach rękodzielniczych, ale wszystko zaczęło się od kartek i właśnie je najbardziej kocham.

Późnym wieczorem lub wczesnym rankiem, gdy moi domownicy śpią, ja otwieram drzwi mojej pracowni, przygotowuję potrzebne materiały, uruchamiam wyobraźnię i realizuję napływające pomysły. Siadam i kleję, i tak mija godzina za godziną. Świat zewnętrzny przestaje dla mnie istnieć, znikają problemy, wątpliwości. A ja tonę w papierach i zatracam się w krainie mojej wyobraźni. Czy wy też tak macie? Niektórzy mówią mi, że nie mieliby cierpliwości, że to nie ich bajka. A mnie tworzenie kartek pozwala się wyciszyć i zrelaksować oraz dostarcza energii, aby móc podejmować kolejne wyzwania.

anna żurowska uczestniczki akademii rękodzielnika anna żurowska

Nazywam się Anna Żurowska – rękodzieło to moja pasja od wielu lat. Początkowo tworzyłam dla siebie, rodziny, znajomych. Kilka lat temu zdecydowałam się otworzyć pracownię rękodzieła i florystyki (www.makiaart.pl).

Podstawą mojego działania jest jakość, rzetelność i indywidualne podejście do klienta. Chętnie podejmuję twórcze wyzwania będące odpowiedzią na pomysły i potrzeby moich klientów. To dzięki nim stale się rozwijam, sięgam po nowe techniki i tworzę nowe projekty. Dbam o to, aby moje prace były dopracowane w każdym szczególe i spełniały oczekiwania klientów. Większość moich prac realizuję na zamówienie, a każda z nich jest niepowtarzalna.

Tworzę przedmioty dekoracyjne i użytkowe, które mogą stanowić doskonały prezent lub być jego dopełnieniem. W swojej ofercie posiadam między innymi kartki i zaproszenia na różne uroczystości oraz inne papierowe cuda. Innym stałym asortymentem są szydełkowe torebki
i koszyki z bawełnianego sznurka. Ponadto na indywidualne zamówienie wykonuję przedmioty zdobione techniką decoupage oraz dekoracje świąteczne i okolicznościowe. Miałam okazję współpracować z fotografami tworząc zaproszenia na sesje zdjęciowe oraz etui na płyty CD.

Wyznaję zasadę, że w życiu ważne jest, aby robić to, co się lubi, co daje nam satysfakcję i napędza do dalszego działania mimo napotykanych trudności. Ja lubię pracę z ludźmi i dla ludzi. Rękodzieło mieści się właśnie w tym obszarze. Poza tym rękodzieło jest dla mnie nie tylko pasją, ale również sposobem na relaks. Pozwala na wyciszenie się w pędzie codzienności.  Uwielbiam tworzyć w zaciszu mojej pracowni, a potem pokazywać te projekty innym. Ogromną radość sprawia mi uśmiech i zadowolenie na ich twarzach.

Moją pasją zarażam innych, dzieląc się z nimi wiedzą i doświadczeniem podczas warsztatów rękodzieła. Prowadzę warsztaty zarówno dla dzieci jak i dorosłych, indywidualne oraz grupowe. W tym obszarze współpracuję między innymi z domami kultury oraz firmami szkoleniowymi.

Jestem pełna energii i nowych pomysłów. Moje prace i nowe projekty staram się na bieżąco prezentować na FB na moim fanpage >>
a także na moim koncie na Instagramie >>

 uczestniczki akademii rękodzielnika UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA anna żurowska

Agnieszka Mazurek

Zaczęło się… Myślę, że przy kuchennym stole moich rodziców. W kącie kuchni stała maszyna do szycia, przy pomocy której powstawały ubrania będące spełnieniem marzeń wielu kobiet. Dla mojej Mamy nie było rzeczy niemożliwych. Dlatego przy  tym stole siadywaliśmy my – rodzina, ale i mnóstwo kobiet i dziewcząt, które przychodziły do przymiarki. Nie pamiętam sytuacji, że któraś wychodziła niezadowolona. To po pierwsze zasiało we mnie miłość do tkanin, ale też nauczyło mnie wsłuchiwania się w potrzeby i pragnienia innych tak, by każdy czuł się wyjątkowy. Od Mamy nauczyłam się również myślenia, że jeśli coś jest zrobione czyimiś rękoma, to ja również mogę się tego nauczyć. Wiele rzeczy już próbowałam robić, niektóre z lepszym bądź mniej udanym skutkiem. Ale próbowałam…

Potem były długie lata z dziećmi. Mam ich pięcioro. Kiedy większość mam wyprawiała swoich siedmiolatków do szkoły, moje zostawały w domu. Wtedy, 14 lat temu, edukacja domowa była nieziemskim pomysłem, niewielu zastanawiało się nad sensem szkoły czy reformowaniem podejścia do edukacji. W wielu kwestiach byliśmy pozostawieni samymi sobie i musieliśmy wymyślać sami nauczanie swoich dzieci. Sami ustalaliśmy sobie harmonogram nauki, wyznaczaliśmy cele (razem z dziećmi) , planowaliśmy krótko- i długoterminowe zadania. Była to niezła szkoła wytrwałości i cierpliwości, ale też nauka w przyjmowaniu porażek, ustalaniu priorytetów. No i kreatywności. Rękodzieło dawało mi w tamtym czasie możliwość odpoczynku od codzienności. Prócz tego musiałam czymś zająć ręce w czasie wielu godzin zajęć popołudniowych moich dzieci, gdy czekałam na basenach, w domach kultury czy innych miejscach. Wtedy powstawały upominki dla wszystkich moich znajomych – obrus szydełkowy, który podobał się mojej przyjaciółce, kocyk dla dziecka, które miało się urodzić, czapka i szalik dla przyjaciela. Każde niepowtarzalne i zrobione dla tej konkretnej osoby.

 uczestniczki akademii rękodzielnika agnieszka mazurek

Po kolei przychodziły nowe umiejętności związane z szydełkowaniem, potem tkanie, plecenie makram, szycie. Głowę miałam pełną pomysłów, które skrzętnie notowałam w moim czerwonym zeszycie. Części z nich pewnie nie zrealizuję, ale chętnie do nich wracam.

W ogrodzie mam ponad 30 krzewów róż, każda inna, niepowtarzalna. Kocham ich unikalność tak samo, jak kocham piękno przedmiotów wytworzonych rękoma innego człowieka. W nim zawarta jest część z tej osoby, jej niepowtarzalny charakter. Jeśli jest zrobiony przy użyciu szlachetnych materiałów (takich jak naturalna wełna, jedwab, czy nasz polski len) jego piękno trwa przez długi czas.

Ale oprócz materiałów szlachetnych lubię wykorzystywać ponownie to, co już przestało spełniać swoje pierwotne zadanie. Studia z ochrony środowiska uwrażliwiły mnie na stan świata, który mnie otacza, i pozwoliły mi krytycznym okiem spojrzeć na to, jak niesamowite ilości dóbr konsumujemy i wyrzucamy. I zastanowić się, czy na pewno danej rzeczy nie da się wykorzystać ponownie. Z mojej ulubionej książki z dzieciństwa ”Dzieci z Bullerbyn” zapamiętałam opis pokoju, jaki jedna z mam urządziła dla swojej córki i dywanika, który utkała dla niej z resztek tkanin.

Obserwując moje kury, zauważyłam, że  raczej nie siedzą w miejscu. Ciągle coś grzebią, szukając jak najlepszych kąsków. Podobnie ja – ciągle jestem w ruchu, ciągle coś robię. Czasem mam wrażenie, że doba jest za krótka na ilość pomysłów, które przychodzą mi do głowy. Stąd  porozrzucane po całym domu listy „to do”, które pozwalają mi ogarnąć rzeczywistość tu i teraz.

 uczestniczki akademii rękodzielnika UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA agnieszka mazurek

Ewa Dudzic

Dzień Dobry, mam na imię Ewa i mam 55 lat. Chciałabym opowiedzieć Wam trochę o sobie. Jestem mamą dwóch dorosłych synów ora babcią dla dwójki wnucząt. Jestem szczęśliwą od 35 lat mężatką, jak również od 10 lat właścicielką wspaniałej suczki border collie.

Dlaczego jestem rękodzielnikiem? Robótki ręczne w moim życiu są „od zawsze” – bieżniki na szydełku, szaliki na drutach, sweterki dla dzieci robione na drutach w czasach, gdy w sklepach nic nie było, obrazki do kuchni robione krzyżykami i na koniec obrusiki wyszywane haftem richelieu.

Dzieci rosły i wymagały większego zaangażowania – praca, sprzątanie, wywiadówki, dojazdy do pracy i zarzuciłam wszelkiego rodzaju robótki. Czasami wyszyłam jakiś obrazek (brałam udział w V i VI edycji konkursu „Inspirujemy Kolorem”, wystawa była w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi).

Chłopcy dorastali, wyprowadzili się i wprowadził się pies, bardzo aktywny pies. Codzienne spacery, zabawy niezależnie od pogody, -25 st nie było przeszkodą w wyjściu na 1,5 godzinny spacer i obowiązkową zabawę.

Aż pewnego dnia znalazłam w popularnej sieciowej księgarni magazyn „Beading Polska”. I odkryłam świat koralików Toho, akcesoria do robienia biżuterii. Kupiłam i pokazałam koleżankom w pracy. A one do mnie: „Zrób nam takie bransoletki. Co nie dasz rady! Przecież umiesz robić takie rzeczy”.
I wylazło ze mnie coś, co zawsze w środku siedziało: „TY NIE DASZ RADY? NO KTO, JAK NIE TY?”. I zaczęło się. Co z tego, że umiem robić na szydełku, ale jak, do jasnej anielki, robi się te bransoletki. Odkryłam tutoriale na YouTube. A potem poszło: broszki, bransoletki, naszyjniki, wisiorki i dalsza nauka następnych technik robienia z koralików.

akademia rękodzielnika ewa dudzicakademia rękodzielnika ewa dudzic

Ale ponieważ jestem duszą niespokojną, odkryłam następną gałązkę rękodzieła: zabawki z włóczki robione na szydełku. Zrobiłam pierwsze zabawki dla wnuczki, ciotecznych wnucząt. Co ja się nad nimi nadenerwowałam. Jak się robi to magiczne kółko? Dlaczego nie widzę tych oczek z tego Dolphina? Jak ja mam to zszyć? Ale poszło i powstało kilka(naście) zabawek. Po zabawkach odkryłam kolorowe chusty. I znowu kilka wieczorów z tutorialami i powstały chusty dla synowej, partnerki syna, przyjaciółki w prezencie pod choinkę. Dzieci dostały kocyko-kołderki, ale szycie na maszynie to nie moja bajka.

Jak zaczęły powstawać moje małe dzieła, to trzeba było je fotografować. Trzeba było to jakoś ogarnąć i stwierdziłam, że super aparat jest w telefonie i po przeczytaniu kilku szkoleń coś tam potrafię zrobić (powyższe zdjęcia są przeze mnie zrobione komórką). Zdjęcia zleciłam mężowi – lubi to robić i niech ma chociaż trochę wkładu w moją działalność.

Dlaczego tak bardzo się rozpisałam o tym co robię? Mimo posiadania umiejętności posługiwania się szydełkiem i drutami wielu technik musiałam się nauczyć. Musiałam znaleźć te informacje w internecie, w gazetach. Musiałam znaleźć te informacje sama, ponieważ nikt nie mógł mi pomóc – dzieci się wyprowadziły oraz musiało mi się przede wszystkim chcieć tego szukać. Nauczyłam się i chcę iść dalej. Chcę się dalej uczyć jak sprzedawać, jak zbudować stronę internetową, jak obsługiwać fanpage na FB oraz szukać dalszych technik robienia biżuterii z koralików czy wykonywania zabawek na szydełku. Chciałabym również nauczyć się robić inne rzeczy np. plecenia makramy, które niekoniecznie będę wykorzystywać w swojej działalności , ale chcę zgodnie z moją zasadą „Co? Ja nie dam rady?!”.

Na koniec: mimo że dzieci się wyprowadziły, nadal mam dużo zajęć i muszę być bardzo zorganizowana, aby wszystko pogodzić ze sobą: pracę, psa, obowiązki domowe, sprawy rodzinne i moją dodatkową działalność. I nadal się tego wszystkiego uczę.

Dziękuję za przeczytanie i mam nadzieję, że chociaż trochę mnie poznaliście.

P.S. Nurkować też się nauczyłam.

akademia rękodzielnika ewa dudzic

Karolina Kapustka

Wyobraź sobie miękki fotel, na nim koc, obok na drewnianym stoliku gorąca herbata z imbirem, a tuż obok mruczy głośno kot. Na ścianie wisi gobelin utkany z wełny, która jest szorstka i miękka jednocześnie, a w tle słychać tylko jednostajny szum jesiennego deszczu. Tak dla mnie wygląda idealny wieczór, kiedy najchętniej otwieram swoją przepastną szufladę z włóczkami i zabieram się do tkania.

Mam na imię Karolina i jestem tkaczką, projektuję także warsztaty twórcze. Mieszkam w Poznaniu, więc lubię, kiedy nic się nie marnuje – jeśli nie tkam z wełny, wykorzystuję materiały recyklingowe. Najczęściej są to stare ubrania, które przerabiam na „włóczkę”, z której realizuję projekty. Uwielbiam wszystko, co naturalne, staram się dążyć do prostoty w każdej dziedzinie życia – jeśli obiad, to zrobiony z lokalnych, sezonowych produktów, jeśli pieluszki dla synka – to wielorazowe, jeśli sprzątanie w kuchni – zamiast detergentów ekologiczne, samodzielnie robione czyściki. Jednak kiedy stanę przed wyborem – kupić nową naturalną wełną czy zużyć do tkaniny starą, nienaturalną koszulkę, pewnie jednak wybiorę to drugie.

karolina kapustka uczestniczki akademii rękodzielnika

Prowadzę warsztaty tkackie  i uwielbiam to robić. Zawsze wiąże się to z pleceniem i to nie tylko włóczek! Chwila wytchnienia od codziennych obowiązków, konieczność skupienia się na „tu i teraz”, aby nie pogubić wątku, sprawia, że zabiegane mamy i babcie chętnie wygospodarowują chwilę czasu.  Wśród śmiechów i dzielenia się przepisami na przetwory, sposobami na ogrodowe problemy albo zabawnymi historiami z życia swoich rodzin – tkają cuda. I robią to tylko po to, aby tworzyć coś wyjątkowego, bez oczekiwań czy będzie to praktyczne, potrzebne, przydatne. Uwielbiam obserwować ten proces, kiedy uczestnicy warsztatów przeobrażają się na moich oczach z kogoś, kto nie za bardzo wie, jak połączyć to pionowe z tym poziomym w twórców, którzy potrzebują mnie tylko do konsultacji jaka włóczka, osnowa i krosno będzie najlepsze do realizacji ich autorskich projektów, a splot płótna wykonują z zamkniętymi oczami.

Z kategorii rzeczy lubię/nie lubię. Kocham jesień, to czas spotkań, rozmów i miękkich tkanin! Lubię rzeczy przytulne i miłe w dotyku, dlatego takie są tworzone przeze mnie prace i miejsca. Kocham swetry i mam ich całą kolekcję, nie mogę się doczekać pierwszych chłodów, aby wyciągnąć je z szafy. Większość jest w kolorze niebieskim, który ubóstwiam i mam go wszędzie… Podobnie jak sznurki – to już chyba chorobliwe – poutykane w każdym pomieszczeniu mojego domu. Nie lubię ślimaków bez skorupki – zawsze obawiam się, że je nadepnę i usłyszę ten straszny dźwięk! Zadziwia mnie, że niektórzy potrafią zjeść takiego stwora, zwłaszcza że jestem wegetarianką.

Lubię długie spacery. Pewnie dlatego z pomocą cudownej ilustratorki Zuzanny Bartczak wydałam książkę pt. „Miastotwór”, która jest rodzajem artystycznego nieprzewodnika po Poznaniu. To publikacja dla rodzin, nauczycieli, każdego, kto ma ochotę zwiedzić miasto trochę inaczej – nie tylko spacerując, ale również wykonując twórcze zadania z bliskimi. Oparte są na zasadach warsztatów twórczych, które prowadzę. Ich głównym założeniem jest skupianie się na procesie, a nie efekcie końcowym oraz postawienie uczestnika w takiej sytuacji, aby wyzwolić jego kreatywność, innowacyjność, sprowadzić go z utartej ścieżki. Przykład? Zamiast zaproponować dziecku zadanie: „Narysuj pocztówkę z wakacji”, mówimy: „Zbuduj pojazd, który w sekundę może przenieść cię w miejsce, gdzie byłeś ostatnio na wakacjach. Umieść go w tym miejscu i zaplanuj, jak może sprawić, abyś czuł się w nim jeszcze lepiej. Wymyśl nazwę dla swojego wynalazku”. Tak, w dużym uproszczeniu, może wyglądać zadanie warsztatowe. W takich warsztatach często wykorzystuję materiały recyklingowe. Z dziećmi tworzę, a z nauczycielami pracuję nad ich własnym warsztatem pracy.

UCZESTNICZKI AKADEMII RĘKODZIELNIKA karolina kapustka

Zawsze miałam problem z zaklasyfikowaniem się do jednej szufladki – studiowałam jednocześnie Intermedia i Edukację artystyczną, zajmowałam się filmem i tkactwem, sztuką i pracą w przedszkolu. Jestem roztargniona i dobrze zorganizowana, sentymentalna i twardo stąpająca po ziemi. Ostatecznie stwierdziłam, że moja szufladka jest właśnie szufladką sprzeczności. Wierzę, że to dzięki nim mogę tworzyć rzeczy niepowtarzalne. A są takie, ponieważ nigdy nie tworzę dwóch takich samych prac. W przypadku gobelinów składa się na to kilka powodów. Przede wszystkim – materiał. Najczęściej recyklingowy lub z drugiej ręki. Każdy, kto kiedykolwiek był w sklepie typu second-hand, wie, że znaleźć tam dwa takie same przedmioty to święto (czasem nawet z butami jest problem ;). Ponadto tworząc gobelin, szukam takich kolorów, materiałów, aby jak najlepiej odzwierciedlały charakter osoby, dla której powstaje. Poza tym inspiracją dla moich prac jest Pismo Święte. Nazywam moje gobeliny „Cudami na patykach.” Do nazwy „Cud” zawsze dodany jest werset z Pisma Świętego, który odsyła do konkretnego fragmentu, będącego inspiracją dla gobelinu. Te wszystkie zmienne sprawiają, że nie ma szans na powstanie dwóch identycznych tkanin.

Czasem tworzę też mniejsze prace – Cuda, Cudaki, Cudeńka – zabawki, zakładki, biżuterię czy szydełkowe podherbatniki. Jest to świetny sposób na rękodzieło instant, kiedy w jednej ręce ma się półroczne niemowlę, a w drugiej wątek od zaczętej właśnie tkaniny. Wierzę, że „wszystko się da” – to tylko kwestia, ile czasu zajmie znalezienie sposobu na realizację planu.

Znajdziesz mnie tutaj:

Instagram Cuda na Patykach >>

Cuda na patykach – strona www >>

Stowarzyszenie Paradoks >>

karolina kapustka

Akademia Rękodzielnika – rusza kolejna edycja!

Serdecznie zapraszam Was na strony uczestniczek Akademii Rękodzielnika. I przypominam, że niedługo startuje kolejna edycja mojego flagowego programu wsparcia biznesowego dla Twórców rękodzieła.

 

Zapraszam!

Agnieszka Gaczkowska / Oplotki.pl

Dzisiaj wpis nietypowy – wpis zaproszenie.

Zapraszam nie tylko do plotek przy OPLATANIU, czyli zaplataniu świątecznych ozdób, ale również do kolędowania! Warsztaty kolęd nieznanych i zapomnianych to dobry pomysł na spędzenie przedświątecznego czasu.

Coraz bardziej dostrzegamy społeczny wymiar naszych oplotkowych spotkań on-line. Czujemy, że skoro nie za bardzo możemy wychodzić z domu fizycznie, to coraz chętniej wychodzimy mentalnie i wirtualnie.

Chcemy nie tylko spotkać się przy oplataniu (o-plotkowaniu), ale i śpiewająco zakończyć ten szalony 2020 rok. Ba! Nie tylko śpiewająco! Ale i kolędując!

W związku z tym mam dla Ciebie nietypowe zaproszenie w imieniu Agnieszki. Gościnnej Agnieszki 🙂 Przeczytaj, proszę, jakie niesamowite warsztaty kolęd nieznanych (i zapomnianych) przyszykowała.

Warsztaty kolęd nieznanych i zapomnianych – „Z gwiazdą na kiju”

„Zajmuję się rekonstrukcją historyczną, kładąc nacisk na muzykę dawną świata i muzykę ducha. Tym razem, ruszam w świat z kolejnym świątecznym projektem. Warsztaty „Z Gwiazdą na kiju” przybliżą Wam kolędy nieznane i zapomniane. Wspólnie cofniemy się w czasie, by odkryć dźwięki przeszłości, w czym pomogą nam różne instrumenty.

Organizuję warsztaty dla wszystkich, którzy mają ochotę otworzyć się na piękno muzyki, wsłuchać w biały śpiew, zaznajomić z tradycyjnymi pieśniami i kulturą, poznając zwyczaje związane z czasem przesilenia zimowego. Wszystko po to, aby dźwięki dawnych kolęd mogły znów wybrzmiewać w naszych domach.

Przede wszystkim jednak zależy mi, aby był to czas spędzony w przyjaznej, przepełnionej muzyką atmosferze, z którego każdy wyniesie coś dla siebie. Dlatego też warsztaty mają charakter swobodnego spotkania. Program jest odpowiednio przygotowany zarówno dla dorosłych jak i młodzieży oraz grup mieszanych. Od uczestników nie jest wymagane doświadczenie, czy umiejętności muzyczne”.

Agnieszka Michałowska

Agnieszka Michałowska

Kulturoznawca, edukator, animator, wokalistka i multiinstrumentalistka (bodhran, tin whistle, flet arabski, pianino, lira korbowa, piszczałki, davul, instrumenty perkusyjne). Zajmuje się rekonstrukcją oraz rekreacją muzyki dawnej i pieśni świata. Pasjonuje się śpiewem białym głosem, a także improwizacją muzyczno-wokalną. Poza tym interesuje ją to, co odzwierciedla ekspresję człowieka, psychologia, zielarstwo, graphic design, teatr wędrowny, rękodzieło, majsterkowanie i kilka innych rzeczy.

do warsztatów kolęd

fot. Archiwum A. Michałowskiej

Uwielbia spajać ludzi i odkrywać drzemiący w nich potencjał, szukając możliwości dla indywidualnego rozwoju jednostki w grupie. Pasję i zdobyte umiejętności wykorzystuje w celu promowania kultury, tradycji i sztuki, organizując i współtworząc wydarzenia kulturalne, także prowadząc warsztaty wokalne, artystyczne i projekty zwane konglomeratem sztuk.

Agnieszkę Michałowską znajdziesz w sieci. To linki do jej miejsc:

https://www.facebook.com/KramWenfridy – o szyciu i haftach opartych na znaleziskach historycznych, bądź nimi inspirowane. Dla rekonstruktorów i nie tylko. Zioła i biżuteria.

warsztaty kolęd

W grudniu odbędą się aż 4 spotkania. Pierwsze już dziś – 2 grudnia. Kolejne w dniach: 9.12, 15.12, 23.12

Po więcej szczegółów zapraszamy tutaj >> https://fb.me/e/1JdIvSoWQ

Linki do kolejnych spotkań:


ozdoby-swiateczne-oplotki (1)

3 CENNE LEKCJE
Co powiedziałabym samej sobie sprzed 3 lat? Jakie są 3 cenne lekcje dla rękodzielnika, o których należy pamiętać?

To dopiero wyzwanie!

Zacytuję intrygującego e-maila, który stał się inspiracją do napisania tego wpisu.

Cześć, Piękna Pani,

zastanawiałam się, czy mogłabyś kiedyś cofnąć się w czasie i opowiedzieć, jak wyglądał Twój dzień i tydzień w czasach, kiedy zaczynałaś. Teraz jesteś jak taki rekinek biznesowy. Super przyjazna, motywująca, a jednak z tyłu głowy wciąż ludziom świta, że tak jak Ty, mająca już dodatkowe ręce w oplotkach, nie ogarną na raz tworzenia rękodzieł, mediów społecznościowych, poszukiwania klienta, pracy w kilku formatach (online, handmade, warsztaty… ), głowy, kwestii prawnych i pracy, którą wciąż mamy. Większości ludzi to przytłacza, przeraża itd.

Chyba wiesz, że jak się próbuje wszystko na raz, to to nie działa. A może nie wiesz, bo miałaś już zaplecze zawodowe i biznes przed oplotkami. Pewności nie mam. Zastanawia mnie, na czym się skupić, by nie zginąć samotnie w chaosie. Tylko rzucam temat :*

Trochę zajęło mi przetrząsanie notatek sprzed kilku lat. Jeszcze więcej przeglądanie starych plików, zarchiwizowanej starej strony i przepastnych folderów „stare” na komputerze.

Pewnie już w międzyczasie znalazłaś moje teksty o tym, jak to znalazłam starą kartkę z wizją przyszłości, albo czytałaś moje e-maile o tym, co też tam znalazłam w tych swoich starych zeszytach i jakie refleksje to wywołało.

Dzisiaj będzie konkret – co na początku zrobiłam dobrze i dzięki czemu mi się udało. Czyli: Co bym powiedziała sobie sprzed tych trzech lat?

3 CENNE LEKCJE DLA RĘKODZIELNIKA

JEDNA MENTORKA I TOTALNE SKUPIENIE

Znalazłam cały zeszyt notatek z bezpłatnych webinarów. Na początku swojej działalności uczyłam się tego „onlajnu” jak jakiś maniak. Nie było webinaru czy darmowej check listy, której bym nie miała. Zapisywałam kolejne strony notatek. Wskazówki od speców nad specami. A to porady, jak pisać genialne maile, a to info, jak ustawić najlepsze wydarzenie na FB, a to jak wycenić swoje usługi. MASA wiedzy.

W zeszycie.

Problem w tym, że nic z tego nie zostało wdrożone w życie. Przynajmniej wtedy. Tkwiłam więc w miejscu. Darmowe hektolitry informacji wlewały się w moją mózgownicę jednym uchem i wyciekały drugim, żeby zrobić przestrzeń na kolejną porcję… Bo przecież był kolejny darmowy webinar, szkolenie czy PDF do pobrania.

Zauważyłam wieeeelki przełom w moim notatniku w momencie, kiedy zainwestowałam w online MBA. Sfrustrowana tym, że nic nie działa pomimo tego, że haruję jak wół, kupiłam roczny program i dałam sobie tym samym deadline na sukces.

Coś było w tym mitycznym przekroczeniu mentalnej granicy między darmoszką a inwestycją w rozwój biznesu. Ale też pierwsza lekcja w Online MBA odbyła się pod hasłem: „WDRAŻAJ, zamiast ćpać wiedzę”. 

3 CENNE LEKCJE DLA RĘKODZIELNIKA

Zapisałam to nawet i od tego momentu wszystkie moje notatki były raczej zapisywaniem zadań do wykonania, a nie wiedzą do zapamiętania.

Kiedy teraz patrzę w mój notatnik, czytam w nim (między wierszami) jeszcze jedną lekcję: Wybierz swojego mentora. Jednego. I konsekwentnie trzymaj się jego rad. Choć na początku niektóre wydawały mi się bez sensu, chciałam być mądrzejsza i chciałam przyspieszyć ten upragniony sukces, to teraz widzę, że najmądrzejsze, co zrobiłam na początku swojej biznesowej drogi, to:

  • Wybrałam mentorkę, która dokonała tego, o czym ja marzyłam (Sigrun była wtedy na etapie zatrudniania pierwszych pracowników, skalowania firmy, była w stanie pracować w dowolnym czasie, z dowolnego miejsca na ziemi. Choć nie marzyłam o mężu z innego kraju, to elastyczność czasowa w pracy była dla mnie kluczowa ze względu na macierzyństwo :P).
  • Wybrałam kogoś, dla kogo kluczowe są podobne wartości w biznesie (transparentność, wspieranie innych kobiet, balans praca-dom, godne wynagrodzenie za moją pracę).
  • Wybrałam raz, a porządnie i trzymałam się jej rad, nawet jeżeli inni spece doradzali inaczej. Z czasem nawet przestałam rozpraszać się innymi „guru”. Dało mi to wielki spokój ducha, ale też i laserowe skupienie na ścieżce, którą ona dokładnie wytyczała. Nie myślałam o tym, co mam zrobić za miesiąc czy za rok. Nie zamartwiałam się problemami, które jeszcze nie istniały (choć oczywiście jakieś ogólne zarysy wyznaczałyśmy po drodze), ale skupiałam się na tym, co mam zrobić dziś, czy jutro, że by pchnąć sprawy do przodu.

WSKAZÓWKI DLA RĘKODZIELNIKA

Nawet teraz – kiedy jestem o wiele bardziej samodzielna biznesowo – ciągle trzymam się tej mentorki za każdym razem, kiedy chcę dokonać czegoś, czego sama nie umiem, nie wiem, nie potrafię. Ona już tam jest. Odpowiada mi fakt, że ciągle jest kilka kroków przede mną (w końcu, kiedy ja idę do przodu, ona też nie stoi w miejscu). Ciągle mam wrażenie, że gonię jej wzór, ale w takim pozytywnym znaczeniu. Ona pokazuje mi, co jeszcze jest dla mnie możliwe. Nawet jeżeli jeszcze wczoraj wydawało się absurdalnie odległe i totalnie „nie dla mnie” lub poza moim zasięgiem.

3 CENNE LEKCJE DLA RĘKODZIELNIKA

Co powiedziałabym samej sobie sprzed 3 lat?

  • Wybierz mentora.
  • Zainwestuj w gruntowny program wsparcia biznesowego, który gwarantuje efekt, którego szukasz i trzymaj się go.
  • Odetnij się od szumu bezpłatnych treści, bo one mogą dać Ci tylko malutki krok, nie pomogą jednak przejść całej drogi.

TY, NIKT INNY

Może zabrzmi to egoistycznie, ale zdrowa porcja egoizmu jest potrzebna, żeby wystartować i nie poddać się w tych krytycznych pierwszych 2-3 latach budowania Twojego biznesu. Statystyki są nieubłagane. Pierwszy rok to totalna „rzeź” małych firm. Dwa kolejne to jeszcze ciągle dołująca statystyka. Później jest już dużo lepiej.

Mam wrażenie, że stanowczo zbyt długo zajmuje nam nauczenie się takiego biznesowego egoizmu. Nie ma on nic wspólnego z klientami.

Już spieszę tłumaczyć.

SUKCES RĘKODZIELNIKA

SUKCES. Co widzisz, czytając to słowo? Okładka Forbes? Nowy dom na wsi? A może zero zrzędzącego korpo szefa?

Niezależnie, jak ten termin definiujesz, zrób to porządnie. Jeżeli nie wiesz, co jest DOKŁADNIE Twoim celem, trudno będzie Ci wyznaczyć kolejne kroki, które Cię tam doprowadzą. Po co Ci 15 000 dochodu miesięcznie, skoro nie zatrudniasz trzech osób i wcale nie zbierasz na nową Teslę. Może potrzebujesz 500 zł do pensji, żeby „stary” nie miauczał, kiedy kupujesz fajne buty co miesiąc. Może to właśnie jest ten mityczny SUKCES dla Ciebie.

I UWAGA! Ten sukces nie jest wykuty w skale. Możesz w każdej chwili stawiać sobie nowe cele i sukces definiować na nowo. Ja robię to regularnie na koniec starego roku, planując kolejny. Ale też planuję go z taką 10-letnią wizją w obszarze niedoścignionych marzeń, które zresztą co roku wyglądają inaczej ☺

Nikt tego nie zrobi za Ciebie. Im dłużej będziesz żyć czyimś marzeniem, czyjąś definicją sukcesu, tym dłużej będzie nie wychodzić. Napisz na kartce, nagraj sobie video, zrób motywującą grafikę, ale wyznacz – egoistycznie, jak tylko się da – TWOJE CELE. Nadaj TWOJEMU sukcesowi TWOJE oblicze Bo to będzie Cię motywować na co dzień do działania.

BIZNES RĘKODZIELNICZY

Ja mam jakiś taki przedziwny wbudowany moduł (i nie mam pojęcia, skąd to się we mnie wzięło), że jeżeli STAĆ MNIE na pomaganie innym, to znaczy, że odniosłam spektakularny sukces. Taki trochę z okładki Forbesa, jak te wszystkie milionerki, które zakładają fundacje i stowarzyszenia i budują studnie w Sudanie ot tak – bo mogą.

Oparłam swój model biznesowy o pomoc/wsparcie. Ułatwiam naukę szydełkowania i naukę makramypomagam stawiać biznes rękodzielniczy lub kontaktuję z osobami, które w jakiś sposób mogą Cię w tej drodze wesprzeć, jeżeli ja nie potrafię.

I gdzie ten egoizm???

A no jest go w tym modelu biznesowym MASA!

LEKCJE DLA RĘKODZIELNIKA

BEZPŁATNA WIEDZA TO NIE WSZYSTKO

Owszem, dzielę się wiedzą bezpłatnie: webinary, PDF-y, cotygodniowe motywujące live’y, niezliczone odpowiedzi na maile z porcją pozytywnej motywacji, którąś skądeś w końcu muszę czerpać, ale… są granice. Nazwij je, jak chcesz. Ja nazywam je zdrowym egoizmem.

Jasno określam, do którego miejsca otrzymujesz moją wiedzę, uwagę, zasoby BEZPŁATNIE. Zakładam, że nie chcesz kupować „kota w worku”. Bardzo jasno jednak i bez zbędnego owijania w bawełnę kieruję do swoich płatnych produktów, kiedy tylko widzę, że po drugiej stronie jest ktoś, kto chce osiągnąć założony cel, a nie tylko „spróbować”.

Tak działa moja firma i tak działa Stowarzyszenie OPLOTKI. Jest duuuużo bezpłatnie, ale kiedy podejmujesz decyzję, że chcesz biznes w oparciu o rękodzieło robić na poważnie, że chcesz zarabiać na poważnie – zaczynają się też poważne decyzje o inwestowaniu w swój rozwój. To chyba najcenniejsza lekcja przedsiębiorczości, którą mogę Ci dać – zwłaszcza na starcie.

RĘKODZIEŁO

Kiedyś miałam opory. Na początku mojej działalności wstydziłam się podać cenę swojego kursu szydełkowania, nie wspominając już o innych, bardziej kosztownych programach czy spotkaniach indywidualnych. Kiedy ktoś pytał o poradę po raz trzeci, stresowałam się i biłam z myślami: „Jak nie odpowiem, pomyśli, że olewam. Jak odpowiem, poczuję się wykorzystywana”.

A wystarczyło się nauczyć jasno komunikować uprzejmą informacją w stylu: „Zapraszam na godzinną konsultację. Tam rozwiejemy wszystkie Pani wątpliwości i z pewnością wyczerpiemy temat”  + oczywiście link do odpowiedniej PŁATNEJ usługi.

Może wyda Ci się to banalne – ale właśnie to zadecydowało o moim biznesowym być albo nie być.

Z jednej strony chcę pomagać. Wiem, że niektóre osoby nie mogą sobie pozwolić na moje usługi czy produkty, ale z drugiej… Jeżeli w nieskończoność będę rozdawać siebie, swoją energię, wiedzę, ekspertyzę za przysłowiowe dziękuję, po prostu baaardzo szybko wyczerpię swoje zasoby. Wtedy nikomu nie pomogę.

BIZNES RĘKODZIELNICZY

POSTAW SOBIE CEL

Przełomowym momentem było dla mnie postawienie sobie celu. Chciałam po prostu uzbierać kwotę, która pozwoliłaby mi dołączyć do anglojęzycznego programu mojej mentorki na wyższym, jeszcze bardziej zaawansowanym poziomie. Wiedziałam, że skoro mam być coraz skuteczniejszym mentorem dla twórców rękodzieła, sama potrzebuję rozwoju. Nie mogłabym zainwestować w siebie, gdybym nie nauczyła się przyjmować zapłaty za swoją wiedzę. Ta niewielka zmiana myślenia była dla mnie kluczowa.

Na początku działalności patrzyłam na kwestię wyceny jak na cyferki i wypadkową stałych czynników na rynku rękodzieła. Oceniałam moje klientki przez pryzmat subiektywnego założenia, że twórcy rękodzieła nie mają za bardzo pieniędzy na inwestycje na początku swojej drogi biznesowe”. A później spojrzałam na siebie – ja też absolutnie nie mogłam sobie pozwolić na inwestycję w kolejny program do rozwoju biznesowego autorstwa mojej mentorki, ale wiedziałam, że jest mi potrzebny. Kreatywność, jaką się wykazałam, żeby móc w niego zainwestować popchnęła mnie do najbardziej pracowitego okresu w moim oplotkowym biznesie! Warto było, bo widzę, jak te nowe umiejętności przekładają się na sukcesy moich klientek. Trzeba było nauczyć się tego wcześniej.

Energia pieniądza i zdrowy egoizm to dwa elementy, których rozpracowanie na początku poradziłabym samej sobie sprzed lat.

POMOC TO NIE PORAŻKA

Zosiosamosiowanie to przekleństwo przedsiębiorcy. I nie mówię tu tylko o tym etapie, kiedy stać nas na zatrudnianie i w końcu ktoś uratuje nas od piekła regularnej produkcji treści na social media.

Sobie sprzed lat poradziłabym: Naucz się prosić o pomoc i ją przyjmować.

Koleżanka może zająć się Twoim bobasem przez 2 godziny? Mama zabierze dzieci na weekend? Mąż ugotuje obiad?

Niby banalne, nie?

Dla mnie jednak na początku działalności było to jak atak na wizerunek idealnej matki, pani domu, kobiety, która oczywiście JEDNOCZEŚNIE chciała robić wielkie biznesy. Nie potrafiłam przyjmować pomocy. Traktowałam ją, jak atak na niezależność. Odczuwałam jako osobistą porażkę.

No bo przecież zdefiniowałam swój sukces jako balans między rodziną i biznesem, więc co to za sukces, jak nie mam czasu obiadu zrobić, bo webinar szykuję!

Eh! Postrzegałam to jako porażkę roku.

I tylko ja sama sobie to robiłam.

Biczowałam się, że nie jestem dobrą matką, bo obiad z mrożonki, a potem biczowałam podwójnie, bo te webinarowe slajdy były po prostu słabe (no bo przecież obiad dwudaniowy musiał być).

A wystarczyło POPROSIĆ O POMOC. 

rękodzieło a biznes

Wiem, może zaraz stwierdzisz, że Twój Zenek to wodę w czajniku by przypalił 😉 Mój Jacek też tak miał, ale wystarczyło z nim porozmawiać i powiedzieć o swoich uczuciach, frustracji, przytłoczeniu obowiązkami (a także zdzierżyć pizzę raz w tygodniu), żeby po prostu popychać biznesowe sprawy do przodu na tyle dobrze, żeby było zadowolenie, a nie frustracja.

Może (tak jak ja) nie masz rodziców lub teściów na miejscu, którzy czasem pomogliby przy dzieciach, może Twój partner też spędza większość dnia w korpo, może też nie masz budżetu na wirtualną asystentkę…

ALE:

Może też szorujesz podłogi, myjesz gary, okna, pierzesz gacie i prasujesz dla całej rodzinki za free, podczas gdy w Twoim biznesie ogarniasz wszystko sama?!

A może zamiast wirtualnej asystentki za stówkę, czy dwie za godzinę, lepiej zatrudnić kogoś do pomocy w domu i za tą samą stówę uwolnić dobre kilka godzin czasu i energii, które zainwestujesz w swój rozwój biznesowy? A może umówić się z 1-2 koleżankami na wymienne opiekowanie się gromadką dzieci, żeby zyskać kilka godzin spokoju na pracę? A może spisać kumpli i koleżanki, które tyle razy uzyskały od Ciebie przysługę i mogłyby teraz odwdzięczyć się jakimś wsparciem?

Zwłaszcza teraz, kiedy rękodzieło to pożądany upominek świąteczny. Nie stać kogoś na Twoje prace? Dobra – może w zamian zrobi Ci stronę albo ogarnie fajny szablon do ciekawych postów na social mediach.

Nie zrozum mnie źle, nie polecam barteru i sama unikam go jak ognia. Ale jeżeli nie masz innego wyjścia, a to jest coś, co pozwoli zrobić Ci krok we właściwym kierunku – DZIAŁAJ.

biznes dla rękodzielnika

Proś o pomoc, kiedy jej potrzebujesz, a będziesz zaskoczona, jak możesz ułatwić sobie rękodzielniczy i biznesowy rozwój.

Wiem – może mogłabym więcej. Może mogłabym przytoczyć więcej przykładów, ale mam wrażenie, że te 3 cenne lekcje dla rękodzielnika, których nauczyłam się stanowczo zbyt późno, mogą przydać się Tobie teraz bardziej niż kiedykolwiek. Jeżeli właśnie planujesz 2021, snujesz wizje i po prostu marzysz – przełóż to na konkretne kroki. Daj sobie prawo do zdrowego egoizmu i nie wahaj się prosić o pomoc, a gwarantuję Ci, że za 3 lata będziesz w zupełnie innym miejscu niż teraz.

3 lekcje dla rękodzielnika

Jeżeli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o moim flagowym programie Akademia Rękodzielnika – wskakuj tutaj >> https://oplotki.pl/agnieszka/

A jeżeli jesteś już nieco dalej i szukasz biznesowego mastermindu wskakuj tutaj >> https://oplotki.pl/mastermind

Dziś będzie nietypowo. Oddaję głos Ani z naszego OPLOTKOWEGO TEAMU.

 

Gdyby ktoś spytał mnie 20 lat temu, czy wiążę swoją działalność zawodową z rękodziełem, spojrzałabym na tę osobę, najdelikatniej mówiąc, ze zdziwieniem na twarzy. Ba! 15 lat, 10 lat, a nawet 5 lat temu zareagowałabym w ten sam sposób.

Dobrze pamiętam, kiedy ta myśl po raz pierwszy pojawiła się w mojej głowie. Taka nieśmiała i wątła: „A może by tak…”

Szczerze mówiąc, na początku potraktowałam ją jako jeden z tych żartów, który kończy się opluciem monitora kawą. Bo niby jak? Potem włożyłam do zakładki marzeń, w rodzaju tych „spędzić miesiąc w uroczym domku na Bora-Bora”.

Byłoby wspaniale, ale nie czarujmy się…

To niewiarygodne, jaką ewolucję może przejść jedna mała myśl, prawda? Szczególnie że dzisiaj rękodzieło, które daje zarobić na chleb, nie jest już moim marzeniem, jest faktem, choć mogłabym nawet powiedzieć, że staje się trampoliną do zawodowego rozwoju, który zmierza w całkiem innym kierunku…

Ale ja właściwie nie o tym chciałam, a o tym, skąd ta mała myśl się we mnie zrodziła? Odpowiedź jest prosta – dzieci. Patrzyłam na nie i zastanawiałam się, co im przekażę, gdy wrócę do pracy, której nigdy nie lubiłam, w której nie czułam się dobrze. Frustracja, zmęczenie, stres… Ale co, jeżeli nie podołam?

Wiem, że nie jestem jedyną osobą, której przyszło się zmagać z podobnymi dylematem. Wielu rękodzielników postawiło wszystko na jedną kartę, bardzo często w „najgorszym” momencie swojego życia. Chyba tylko nieliczni od początku wiedzieli, że kroczą właściwą ścieżką, choć – jak sądzę – niepozbawioną wątpliwości.

Ciekawa jestem, jak było z Tobą?

Pamiętasz tę iskrę, która kazała Ci zaryzykować, spróbować? A może jesteś jedną/jednym z tych, którzy wiedzieli? Co Tobą kierowało? Łatwo zapomnieć o tym, od czego wychodzimy, o tych pierwszych powodach naszych decyzji. Szczególnie w trudnych czasach, gdy problemy zdają się walić drzwiami i oknami.

Taka retrospekcja pozwala odnaleźć umykający sens, zweryfikować cel albo po prostu podjąć decyzję. Zacząć znów działać, na przekór wymówkom, które czasem potrafią przybrać nietypowe kształty…

Czy moje wybory pomogą moim dzieciom zwojować świat? A może przeciwnie? Czy wychowuję liderów, czy tchórzy?

Wspominała też o tym Agnieszka w jednym ze swoich tekstów (do poczytania tutaj >> i do posłuchania tutaj >>), który wywołał niezłą burzę, o czym z kolei można posłuchać tutaj >>

Zachęcając do refleksji, przesyłam dużo ciepła i pozytywnej energii!

Anka z ekipy Oplotek

dołącz do akademii rękodzielnika dołącz do akademii rękodzielnika

Nasze ścieżki splotły się podczas wspólnej pracy w Akademii Rękodzielnika. Chyba ani Ania, ani ja nie przypuszczałyśmy, że rękodzielnicze zmagania nabiorą takich kształtów 🙂

Teraz nie wyobrażam siebie pracy nad OPLOTKI bez Ani refleksji, obsługi Facebooka, studzenia szalonych pomysłów. To dzięki niej skutecznie zamieniam ILOŚĆ na JAKOŚĆ.

I niby zaczęło się od mojego Ani pomagania, a teraz to wraca!

A jak to jest u Ciebie? Czy w Twoim rękodzielniczym świecie też pojawiły się takie nieoczekiwane zamiany ról?

Agnieszka Gaczkowska

spotkania w akademii rękodzielnikaakademia rękodzielnika

 

Spełniło się moje największe marzenie, a ja nawet tego nie zauważyłam!

Gdzieś przeczytałam, że wielu z nas jest tak mocno zaaferowanych codziennością, obowiązkami, tą niekończącą się gonitwą, że zapominamy o swoich marzeniach.

Kiedy to przeczytałam, pomyślałam sobie „Ja pierdziu – no jak można zapomnieć o swoich marzeniach, przecież to nas napędza na co dzień!!!”.

A kilka dni potem spadł na mnie grom z jasnego nieba.

OOOOO REEEETTTYYY!!!

Moje marzenie właśnie się spełniło.

I to jeszcze nie byłoby takie dziwne…

Piękne to – powiedziałabym!

Ale dziwne jest to, że ja totalnie przeoczyłam ten moment i przeszłam nad tym marzeniem do porządku dziennego. Oczywiście w głowie mam już kolejne, większe i bardziej śmiałe. Dopiero kiedy sobie uświadomiłam, że żyję życiem, o którym marzyłam, wszystko stało się dla mnie jasne.

Ale po kolei.

program online MBA

Sprzątanie

Czas pandemii niewątpliwie sprzyjał generalnym porządkom. Pewnie nie jestem oryginałem, który z tych nudów i bezsilności ciągłego siedzenia w domu, zabrał się za sprzątanie. Na pierwszy ogień poszły stare ciuchy – wydane do siostry, mamy, koleżanek (szczególnie ciążowe – z mocnym postanowieniem pt. „Żeby już Ci do głowy nie przyszło!”). Potem przyszedł czas na szafeczki z „przydasiami”.

 

Wyczyściłam wszystkie zakamarki. Wełny i włóczki, które już stanowczo za długo czekają na swoją kolej, rozesłałam jako niespodziewane upominki dla osób, które kupowały mój kurs szydełkowania on-line link (kocham to uczucie, kiedy do zamówienia ktoś dorzuca choćby najdrobniejszą niespodziankę i sama pomyślałam, ze puszczę dalej w świat tę fajną energię). Kolejne „bazy” mojego osobistego bajzelku odhaczałam na tej mojej mentalnej liście. Aż w końcu nie było innego wyjścia i zabrałam się za biurko i jego okolice (grrr…).

Oj, jakaż była frajda, kiedy znajdowałam starą korespondencję, rachunki, które wydawały mi się gigantyczne, a teraz są codziennością, zagryzmolone szkicowniki, w których powstało logo OPLOTKI, wielkie i małe wizje na przyszłość.

 

Jakież było moje zdziwienie, kiedy znalazłam kartkę, na której zapisałam swoją „wizję wymarzonej pracy”. Nie uwierzysz. Napisałam to ponad 3 lata temu, kiedy dołączyłam do programu Online MBA mojej mentorki biznesowej SIGRUN i przechodziłam przez takie ćwiczenie, podczas którego puszczamy wodze fantazji i zapisujemy najśmielszą wizję. To takie marzenie, do którego dążymy, dzięki czemu nawet w te gorsze dni mamy po co wstawać z łóżka.

Ja – oczywiście, jak to ja – kartkę gdzieś wcisnęłam i totalnie o niej zapomniałam. Podczas tego sprzątania wpadłam na nią przypadkiem, a kiedy przeczytałam, to się poryczałam…

program online MBA SOMBA

Sprzątanie w głowie

Siedziałam tak i wyłam. Najmłodsza córcia (której jeszcze nie było na świecie, kiedy ta notatka powstawała), co to właśnie wygramoliła się z drugiej drzemki (tylko pozazdrościć tym maluszkom poniżej pierwszego roku życia), przypełzła i przytuliła się do piersi. Popatrzyła tylko na mnie tymi wielkimi, czystymi, bezinteresownymi oczkami i zamknęła je w mruczącym, cieplutkim półśnie…

A ja tak siedziałam i wyłam coraz bardziej, aż przybiegła Lenka (już 7-latka! – rety, jak ten czas pędzi), skonfundowana totalnie (ja z tych twardzieli, co płaczą raczej od wielkiego dzwona) też przywarła tym chudym, napędzanym czekoladą ciałkiem, i wyszeptała:

– Wszystko będzie dobrze, mamusiu, pomogę Ci posprzątać, jak nie masz siły.

Wysmarkałam się w kawałek porozciąganej bluzki (chyba jedyna zaleta Covida, że można trochę w ulubionych ciuchach „podomowych” pochodzić, co to wiecznie w szafie zalegają, bo wstyd założyć, a są tak wygodne, że żal wydać) i zaczęłam się wywnętrzać.

– Wiesz, kiedy napisałam te rzeczy, miałaś cztery latka, Tomuś około dwóch, a Sarci nawet nie było jeszcze na świecie. Byłam bardzo zmęczona siedzeniem w domu z Wami, kiedy tata tyle pracował. Po tym jak postanowiłam, że będę troszkę mniej pracować, żeby móc z Wami trochę więcej czasu spędzać. To było wtedy, kiedy poznałam tą panią, co zawsze nosi czerwone ubrania.

Program online MBA

– Tą, co ostatnio tańczyła na komputerze?.

He he. Lenka fikała ze mną do zooma podczas ostatniej konferencji SIGRUN LIVE, na którą co roku zlatują się przedsiębiorczynie on-line z całego świata – do ZURYCHU – gdzie wymieniamy się pomysłami i planami (tutaj znajdziesz relację z zeszłego roku), a która w tym roku z wiadomych przyczyn odbywała się on-line i okazała się jeszcze bardziej energetyczna niż „live” Sigrun LIVE :P. Jako przerywnik stosowałyśmy energetyzujące tańce i wygibasy, żeby ten ogrom wiedzy, inspiracji i działania skondensowany w weekendowym wydarzeniu po prostu jak najskuteczniej pochłonąć. No, a kiedy o tej porze roku spacer to już nie cały dzień, ale raczej godzina lub dwie, to po prostu cała familia zmuszona była partycypować.

– Tak, ta – odpowiedziałam, wycierając resztki łez.

– Ta, co pomaga ciociom zarabiać duuużo pieniędzy na Legoland i kupować piękne domy?

He he.  Ciocie, bo koleżanki z tego online MBA  to już teraz coraz częściej moje serdeczne przyjaciółki albo partnerki biznsowe, a do „cioci” z Danii regularnie zaciągamy całą naszą ferajnę, aby skutecznie demolować jej przepiękny nowy dom (rzeczywiście kupiony dzięki wzrastającym zarobkom, realizowanym jako cele i marzenia… Dokładnie takie jak te moje, na tej kartce… Tylko że na kartce u „cioci Kasi”).

A Legoland, bo to Lenki cel, na który odkłada do skarbonki (no, pewnie ciut pomożemy), żeby nie wydawać na Oreo w szkolnym automacie. Taki cel trochę przez nas podsunięty, żeby nie skończyło się kolejną stłuczoną przez Tomka lampą, ale raczej wycieczką gdziekolwiek, ale poza dom urządzony w stanowczo zbyt pięknym stylu na wizytę naszych 3 urwisów u „cioci Kasi”.

Lenka oczywiście mówiła, myśląc o tym czerwonym kolorze z komputera,  o „cioci” SIGRUN. Zgrabnie używam mojej mentorki jako takiej trochę mitycznej, ale jednak jak najbardziej prawdziwej postaci, żeby w bajkach na dobranoc opowiadać o kobietach, które zmieniają ten świat na lepszy. Ciocia Sigrun pomaga innym ciociom zarabiać pieniądze: żeby Ciocia Kasia mogła docierać do ludzi, którzy potrzebują wsparcia w nauce Duńskiego, żeby ciocia Gudrun mogła uzdrawiać tańcem coraz więcej kobiet, żeby ciocia Lona uczyła gry na pianinie nawet nauczycieli – i to przez internet nawet w pandemii. I tak dalej, i tak dalej…

oplotki spełnianie marzeń

– Tak. Ta ciocia… – odpowiedziałam i wzięłam głęboki wdech. – Wiesz, ta ciocia kiedyś poprosiła mnie, żebym napisała, dlaczego chcę zarabiać dużo pieniędzy. I wiesz, co napisałam?

Lenka popatrzyła tylko na mnie wielkimi oczami (i mogłabym przysiąc, że pomyślała: „żebyś mogła codziennie jeździć z nami do Legolandu”:P).

– Napisałam, że marzę o tym, żebym mogła mieć dwie ważne dla mnie rzeczy, ale OBIE NA RAZ. Kiedy Ciebie jeszcze nie było na  świecie (tak, Tomcia też, a Sarcia to nawet w planach nie była), bardzo dużo pracowałam. Uwielbiałam to. Lubiłam spotkania z klientami, spotkania z panami na budowie, długie godziny klikania kreseczek na komputerze. Ale kiedy Ty i Tomuś pojawiliście się na świecie, nie chciałam już być gdzieś daleko. Chciałam być przy Was i tulić co chwilę, i bawić się z Wami, i rozmawiać, i szykować jedzonko wspólnie…

– I szydełkować? – dopytała celnie Lenka.

– Tak, i szydełkować.

I to wtedy do mnie dotarło.

W tamtym momencie mojego życia zmęczona szaleńczą pogonią za karierą (nie zrozum mnie źle, kochałam moją pracę, ale jednak macierzyństwo wykluczało takie tempo, a tak „troszeczkę” pracować nie potrafiłam – ja z gatunku ludzi „albo na 100%, albo wcale”), ale jednocześnie zmęczona macierzyństwem, desperacko szukałam balansu. Kiedy trafiłam na webinar Sigrun, bez wahania zainwestowałam w jej online MBA wiedziona pierwszym ćwiczeniem, przez które mnie przeprowadziła. Po raz pierwszy od dawna dałam sobie pozwolenie, by MARZYĆ. Tak po prostu uwierzyłam, że można mieć jedno i drugie. Satysfakcjonująca pracę, ale i również szczęśliwą rodzinę.

Tamtego dnia, na tamtym webinarze, napisałam na kawałku papieru swoje marzenie: mieć jedno i drugie. Pracę, która pozwoli zaspokoić moje ambicje jako przedsiębiorczyni oraz macierzyństwo, które pozwoli mi z pietyzmem pielęgnować w sobie matkę, którą chcę być dla swoich pociech.

I kiedy tak szlochałam na posadzce, z dzieciakami wtulonymi w ramiona, nie mogłam się po prostu nadziwić.

agnieszka gaczkowska program online MBA

JESTEM właśnie w tym miejscu!

Mam jedno i drugie.

Czasem języczek u wagi przechyla się minimalnie mocniej w kierunku macierzyństwa (zwłaszcza teraz, kiedy wirusowy lockdown mówi „sprawdzam”), a czasem w kierunku biznesu (zwłaszcza kiedy zarywam jakiś konferencyjny weekend albo nadganiam zaległości spowodowane chorymi dziećmi w domu).

Ale generalnie…

Moje najskrytsze marzenie o balansie pomiędzy życiem rodzinnym i satysfakcjonującą pracą się spełniło. 

Tu i teraz.

A ja już byłam myślami w kolejnym punkcie, przy kolejnym marzeniu…

I nie chodzi o to, że marzenia są złe.

Ale odkryłam, że tak się rozpędziłam w tym ciągłym snuciu coraz większych wizji, że totalnie nie zauważyłam, że moje marzenie sprzed 3 lat to moja obecna rzeczywistość!

aga gaczkowska oplotki

Klikam w klawisze komputera, pisząc ten tekst podczas drzemki chorej Sarci (październik to były aż 3 dni obecności w żłobku, a potem standard każdego maluszka – gluba, ząbkowanie, kaszelek i siedzenie w domu, jak za karę).

Kończę ten tekst chwilę po tym, jak ogłoszono, że od poniedziałku również starsza córka zostaje w domu. Tym razem z powodu zamknięcia, nie choroby. Więc będzie jeszcze trudniej znaleźć chwilę na służbowego zooma albo pisanie, nagrywanie podcastu, obsługę kursu „Pokochaj wycenę rękodzieła” (właśnie ruszyła listopadowa edycja, ale tutaj zapiszesz się na kolejną >>). 

Ale mam ten niesamowity komfort pracy z domu, możliwości żonglowania pracą i domem w superwydajnym tańcu przyjemnego z pożytecznym. Kiedy już nie mogę patrzeć na tańczące przed oczami literki, zaczynam układać Duplo na dywanie. Kiedy już mam dość pisków i krzyków z dziecięcego pokoiku, idę pakować paczki (do kursu szydełkowania i makramy dodaję zestawy materiałów, żeby nikogo nie narażać na bieganie po pasmanteriach w tych szalonych czasach).

Dlaczego Ci o tym wszystkim piszę?

A no dlatego, żeby przyznać się (trochę sama przed sobą), że totalnie nie doceniałam potęgi marzeń (uważaj, co sobie marzysz, bo może się spełnić!). Odkryłam też, że sama droga do marzeń jest chyba u mnie ważniejsza niż marzenia. Tak bardzo pędzę do kolejnego celu i kolejnego, i kolejnego, że po drodze nie zauważam tych kamieni milowych, które mijam w coraz większym tempie!!!

Po co o tym opowiadam?

A no po to, żeby powiedzieć Ci, że TY TEŻ MASZ TĘ MOC!

A wiesz, kiedy się ona wyzwala???

Kiedy podążasz za marzeniami, które nosisz głęboko w sobie.

Nieważne są te popularne, te z okładek, te WIELKIE.

Ważne są te Twoje. Nawet takie najmniejsze.

Bo kiedy spełniasz choćby najmniejsze z nich, zaczynasz wierzyć, że MASZ TĘ MOC i sięgasz po coraz śmielsze wizje siebie za 3… 6… 9… 12… lat.

Trzymam kciuki za Twoje marzenia.

One też się spełnią, tylko odważ się zrobić w ich kierunku pierwszy krok.

Najlepszy czas, żeby to zrobić, był wczoraj.

(Drugi) najlepszy – to tu i teraz.

Zacznij z tym, co masz.

I nie oglądaj się za siebie!

Jeżeli Twoje marzennia też związane są z pogodzeniem biznesowych ambicji z życiem rodzinnym – śmiało zaglądaj do tego tekstu.

aga gaczkowska

….lub po prostu sięgnij po szczegóły caaaałej oplotkowej opowieści w postaci książki…

Agnieszka

 

biznes handmade

Dlaczego niektóre z nas rzucają wszystko i wyjeżdżają budować szkoły w Afryce, a inne pną się po szczeblach korpo kariery? Dlaczego niektóre trwają u boku mężów, otoczone gromadką dzieci, oddając każdą wolną chwilę ich potrzebom?

A no dlatego, że dla każdej z nas SUKCES to coś zupełnie innego. Dla jednej to poczucie, że zmienia świat na lepszy, dla innej przybywające cyferki na koncie, a dla jeszcze innej to po prostu czas spędzany z rodziną.

Każda z nas definiuje sukces inaczej. Warto zdać sobie sprawę z tego, że tak samo różne są biznesy tworzone w oparciu o rękodzieło.

To, czy osiągniesz „SUKCES,” zależy tylko od Ciebie, ale paradoksalnie – nie znaczy to więcej pracy…

Znaczy to więcej refleksji nad tym, czym właściwie ten SUKCES dla Ciebie jest!

JAK ZACZĄĆ BIZNES HANDMADE

Jak zbudować biznes handmade

Jak się domyślasz – odpowiedź brzmi „to zależy”.

To zależy od tego, co jest Twoim celem. I nie mówię tu tylko o finansach (dla jednych fajny biznes to ten, który płaci rachunki i pozwala na ciekawe wakacje, dla innych wystarcza „dorobienie” kilkuset złotych do stałej pensji, a jeszcze innym marzy się nowa Tesla w leasingu).

Nie tylko o finansach mowa.

Dla jednych własny biznes w oparciu o rękodzieło (inaczej: biznes handmade) to forma zarobku „na chleb”, dla innych to „dorobienie na masełko”, a dla jeszcze innych to po prostu sposób na karmienie ducha (to, co lubimy robić kilka godzin w miesiącu jako hobby, zmaksymalizowane do pełnego etatu, który staje się regularną pracą).

Niezależne od tego, gdzie lokujesz siebie i swój biznes handmade, pierwszym krokiem do realizacji celu jest określenie dokładnie, czym on jest.

biznes a rękodzieło

Czym jest dla Ciebie sukces?

Postawienie własnego sklepu on-line, w którym sprzedajesz swoje prace? A może przeprowadzenie warsztatu rękodzieła?

Może dla Ciebie sukces to fajne współprace ze znanymi markami producentów materiałów do rękodzieła? (Nie wiem, jak Ty, ale gdyby ktoś przysyłał mi nowe włóczki do testowania i jeszcze za to płacił… to byłby niezły awans!).

W moim przypadku to była prosta kalkulacja.

Czuję, że odnoszę sukces, kiedy starcza na rachunki i rozwój firmy. Fajnie, jeżeli zostaje na dobrą książkę i program rozwojowy, choć to nie jest mus każdego tygodnia czy miesiąca. Osiągam cel, kiedy – jak co roku – grudniowe rękodzielnicze żniwa przynoszą dużą rezerwę finansów na pierwszy kwartał kolejnego roku. Sukcesem nazywam swój biznes jednak dopiero wtedy, kiedy czuję, że wspiera mnie w roli obecnej mamy, żony, która ma na twarzy uśmiech spełnienia i koleżanki „po fachu”, która inspiruje do działania, rozwoju, wzrostu. No i kiedy mogę nałogowo kupować rękodzieło, nie oglądając się na jego ceny.

zarabianie na rękodziele

Ot, taka moja definicja sukcesu…

U Ciebie wcale tak być nie musi. Rozumiesz, do czego zmierzam?

Kiedy zrozumiałam, że każda z nas ma swoją własną definicję sukcesu, bardzo mocno wpłynęło to na strukturę mojego autorskiego programu wsparcia twórców rękodzieła.

Akademia rękodzielnika ma na celu wspierać Cię w budowaniu biznesu handmade.

Sukces jednak  definiujesz samodzielnie, a im jaśniej określisz swój cel, tym lepsze efekty osiągasz w programie.

Tutaj przeczytasz więcej o Akademii rękodzielnika >>

A tu przeczytasz historię powstania tego programu >>

akademia rękodzielnika

Wkurw.

Wkurw.

Dobrze czytasz, choć nie mam w zwyczaju używać takich słów, ba! ja nawet nie przeklinam na co dzień!

Ale inaczej nie potrafię wyrazić tego, co się w Polsce dzieje…

I daleka tu jestem od oceniania, czy aborcja jest dobra, czy zła. Jako matka trójki mam łzy w oczach na samą myśl, że mogłabym kiedyś stanąć przed obliczem takiej decyzji.

Moje macierzyństwo jest łatwe (o ile jakiekolwiek takie jest).

Trójka zdrowych dzieciaków.

Wspierający (no, trochę wymusiłam to wspieranie, ale to inna historia) mąż.

Nigdy nie poroniłam.

Nigdy nie byłam nawet w okolicy decyzji o aborcji.

Największą chwilę grozy przeżyłam podczas konsultowania wyników badań prenatalnych. Ginekolog się pomylił i odczytał wynik innej pacjentki. Zaczął mówić, że ryzyko nieznacznego upośledzenia mojego dziecka wynosi 1:10.

Wpadłam w panikę, popłoch, zalałam się łzami, a kamień gigant przygniótł wszystko inne, co wydawało mi się w tamtej chwili superważne. Po 15 minutach pielęgniarka weszła z prawidłowym wynikiem (w sensie moim właściwym) i świat znowu stał się słoneczny.

Mimo mojego wieku 35+ (wiek podobno już „ryzykowny”, więc prenatalne są obowiązkowe), Sarcia rosnąca pod moim sercem otrzymała „zielone światło” i gigantyczne prawdopodobieństwo, że wszystko pójdzie w jak najlepszym kierunku.

A co gdybym musiała kiedyś stanąć przed taką decyzją?

A co gdyby moja córka musiała?

A moja koleżanka, kuzynka, jakakolwiek inna kobieta?!

Nie ma we mnie zgody na to, żeby ktokolwiek podejmował tak trudne decyzje za nas!

I choć nie mam pojęcia, co robić, zrobię, co czuję.

wkurw

Namawiam Cię do zarabiania PIENIĘDZY!

Tak!

Kasy, siana, mamony.

Możemy sobie myśleć, że to takie nieeleganckie. Niekobiece nawet (tak mi kiedyś zarzucono).

Ale brutalna prawda jest niepodważalna.

One mają realną władzę.

Pieniądze.

Kiedy je masz – możesz wesprzeć partię, organizację pozarządową, ba! możesz kupić reklamy na Facebooku i promować idee, w które wierzysz…

Dlatego zarabiam na handmade. 

Nie wstydzę się tego.

Uczę innych twórców zarabiać.

I jestem z tego dumna.

Teraz bardziej niż kiedykolwiek.

Podcast to projekt, który kosztuje mnie ogrom pieniędzy.

Więc cieszę się, że je mam.

Stać mnie, aby powiedzieć głośno, co czuję.

Stać mnie wyrazić WKURW tak głośno, jak tylko potrafię, żeby dotrzeć do CIEBIE po drugiej stronie. Choć pewnie bez KASY na podcast nigdy bym Cię nie poznała.

kobieto zarabiaj pieniądze

P

Powiedzmy to głośno!

Czas się ocknąć i na poważnie zarabiać pieniądze.

Czas zacząć się cenić. Nawet jeżeli sama nie wierzysz, że TWOJA PRACA jest warta DUUUŻO, to uwierz, że zarabiasz, by móc wspomagać…

Zmienia perspektywę, nie?

I trzymam kciuki za Twoje sukcesy finansowe.

Niezależnie od tego, czy jesteś przedsiębiorczynią, czy osobą na etacie. Czy jesteś młoda, czy starsza, czy pro, czy anty.

Bo wtedy masz realny wpływ.

Świata nie zbawię, wszystkim nie pomogę, ale w takich chwilach czuję mocniej niż kiedykolwiek, że twórcom rękodzieła potrafię pomagać – pomagać zarabiać, wyceniać, promować.

A że to branża kobieca (jak mało która), apeluję do Ciebie:

Nie wstydź się żądać więcej! Miej realny wpływ. Kiedy pieniądze i władza będą w rękach kobiet, a nie podstarzałych panów, takie cuda jak 22.10.2020 nie będą miały miejsca.

Nie mam więc grama wstydu, by promować kurs, który rusza w listopadzie.

Teraz bardziej niż kiedykolwiek wierzę, że jest BARDZO POTRZEBNY w naszej handmade niszy!

zarabiaj pieniądze na handmade

Pokochaj wycenę rękodzieła

Zarabiaj pieniądze na handmade.

Dużo pieniędzy.

I miej realny wpływ.

Niezależnie od tego, na co je wydasz! Wydając na to, co TY CHCESZ, masz realny wpływ na rzeczywistość, w której żyjemy.

Startujemy w listopadzie.

I wiem, że będzie OGIEŃ.

Ja płonę.

Bo ogarnia mnie – WKURW. 

 

kurs szydełkowania online

 

Pamiętasz jeszcze zajęcia ZPT?

Taka plastyka, tylko dla starszaków. Czasem gotowanie, czasem jakieś podstawy elektronicznych układów, a czasem tkanie, zaplatanie i dzierganie… U mnie to był moment triumfu! Kiedy byłam mała, babcia nauczyła mnie szydełkowania krok po kroku. Kiedy pani nauczycielka zaczęła więc wykładać podstawy słupków, oczek i półsłupków, miałam swój mały moment chwały.  Ja tę „czarną magię” znałam na wylot, ale kolega, z którym wiecznie konkurowałam w wyścigu o lepsze stopnie z polskiego czy matmy, poległ!

Ha!

Jakaż to była frajda! 

Mogłam uczyć koleżanki i kolegów z klasy tak jak „moja pani”!

Ależ się czułam wtedy ważna. A jaka mądra 😛

Fajne wspomnienie.

Potem przyszło życie. 

Lata nauki, wymarzony zawód (architektura) i to przytłaczające poczucie, że choćby nie wiem ile się uczyć, zawsze będzie coś nowego, czego jeszcze nie znam. Nowy materiał na elewację, nowy rodzaj faktury do wnętrza albo totalna zmiana trendów (a wtedy cała zabawa zaczyna się od nowa).

Kiedy zrobiłam sobie przerwę zawodową (czyt. macierzyństwo), trochę odetchnęłam od tego wiecznego dokształcania, bo na nowo odkryłam szydełkowanie.

Szydełkowanie – mój sposób na relaks

Znajomy luz.

Oj, jak przyjemnie było projektować koce, pledy, dywany i pufki z poczuciem, że tutaj wszystko jest „stałe”.

W końcu szydełkowanie to na dobrą sprawę kilka podstawowych splotów. Potem ogranicza Cię tylko wyobraźnia!!!

I znowu poczułam tę frajdę.

Radocha, że wiem, że ogarniam, że panuję nad tą materią 🙂

Pamiętasz jeszcze to uczucie?

Szydełkowanie daje taką właśnie frajdę z robienia rzeczy własnymi rękami. Taką MOC sprawczą. Pamiętam radość koleżanek i kolegów z podstawówki, kiedy już potrafili zapleść swój „łańcuszek”. Odkryłam, że taką radochę potrafię dawać też dorosłym!!!

Długie godziny w domu spędzałam na kreatywnym urządzaniu naszych wnętrz przy pomocy mięciutkich, ręcznie dzierganych akcesoriów wnętrzarskich. Kolejne koleżanki („po fachu”) uświadamiały mi, jak ogromna jest wartość tego rękodzieła w kategoriach dostosowywania się do dowolnych wnętrz: kolor, faktura, materiał, czas wykonania, możliwość zmiany (w końcu zawsze można spruć dywanik, który się znudził i zamienić na pufkę).

To one uświadomiły mi też, że warto dzielić się tą umiejętnością (bo ochoczo przesiadywały u mnie na „kawce” i wspólnie dziergały).

Po pewnym czasie, kiedy radość macierzyństwa powoli zamieniła się w rutynę, zaczęłam prowadzić warsztaty szydełkowania, żeby po prostu wyjść na plotki i złapać równowagę psychiczną. W relaksujących oparach kawy, w poczuciu, że daję innym kobietom taką właśnie frajdę tworzenia, zrozumiałam, że to coś cennego.

Coś, czym warto się dzielić dalej. 

Kilka miesięcy zajęła mi „rozkmina”, jak mogę się dzielić tym „darem” bez ograniczeń (jeszcze jeden warsztat w tygodniu i mąż wystawiłby mi walizki za drzwi…).

nauka szydełkowania

Zrobię kurs szydełkowania online! 

W końcu skoro można uczyć biznesu, copywritingu, ba, nawet szycia przez internet, to czemu by nie spróbować z szydełkowaniem.

I zaczęło się.

Nauka narzędzi, WordPress, grupa na Facebooku, nagrywanie filmików, trzaskanie zdjęć, obróbka.

Godziny, dni, tygodnie nieustannej pracy.

Zanim trafiłam na mentorkę biznesową, która pokazała mi, jak sprzedaje się takie produkty cyfrowe, wydałam krocie na pseudonauczycieli biznesu on-line. Masa wpadek, ale dopięłam swego!

Kurs szydełkowania krok po kroku

Trzy lata temu – aż nie mogę uwierzyć, że to już tak dawno – powstał kurs szydełkowania online!

Od tego czasu niezmiennie pomaga kolejnym osobom opanować  sztukę dziergania w łatwy i przyjemny sposób.

Bez godzin na YouTube i frustracji, że nie wychodzi.

Przy wsparciu społeczności w facebookowej grupie.

W jasnych, uporządkowanych krokach. Dzięki kolejnym uczestnikom i ich feedbacku kurs jest ciągle ulepszany.

Nie przypuszczałam, że rękodzieło stanie się moim narzędziem do zawodowego powrotu.

Nie da się ukryć, że niezmienność magii rękodzieła i jego uniwersalny charakter we wnętrzach mocno mnie uskrzydla. Coraz częściej używam rękodzielniczych akcentów w swoich realizacjach, ale też i uczę, że nie trzeba być „wnętrzarzem”, żeby móc swój dom urządzić ze smakiem.

Nie potrzeba też pokaźnego budżetu (rękodzielnicze prace potrafią kosztować krocie w internetowych butikach).

Można po prostu zrobić samemu. 

To dlatego w kursie szydełkowania online skupiam się nie tylko na nauczeniu Cię techniki, ale również na nauczeniu Cię, jak projektować własne prace. Staram się zachęcić Cię do eksperymentowania i szukania własnego rozmiaru, koloru, wzoru. Daję Ci raczej wędkę niż rybę (a właściwie szydełko i sznurek zamiast gotowej pracy).

kurs szydełkowania krok po kroku

Jak działa kurs szydełkowania online?

Przechodzisz kolejne moduły – od omówienia szydełek, sznurków, włóczek i podstawowych splotów przez ćwiczenie prostych projektów po naukę bardziej zaawansowanych prac. Na sam koniec potrafisz projektować własne wzory i do tego też bardzo Cię zachęcam.

Do kursu dołączam grupę na Facebooku, gdzie kolejne „pokolenia” kursantek pomagają sobie wzajemnie, dyskutują na temat ulubionych sznurków i dzielą się podpowiedziami, gdzie kupować najfajniejsze włóczki.

Jeżeli Ty też odkładasz frajdę dziergania na wieczne potem – to może być ten moment!

Szydełkowanie krok po kroku – to naprawdę proste! 🙂

Oczywiście nie będę Cię tutaj popychać do zakupów, pisząc, że kurs szydełkowania online nagle zniknie, jeśli dziś, tu i teraz, go nie kupisz…

Kurs szydełkowania nie ucieknie, ewentualnie stracisz kolejny dzień frajdy dziergania 😉

Ja tymczasem uciekam, ale zostawiam Cię z galerią fotek szydełkowych prac, które z pewnością ogarniesz i Ty, kiedy już opanujesz nawet najbardziej podstawowe sploty.

szydełkowanie krok po krokuszydełkowanie krok po kroku szydełkowanie krok po kroku szydełkowanie krok po kroku szydełkowanie krok po kroku szydełkowanie krok po krokujak nauczyć się szydełkowania jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkować jak zacząć szydełkowaćjak nauczyć się szydełkowania jak nauczyć się szydełkowania

RĘKODZIEŁO ile to kosztuje

Rękodzieło – ile to powinno kosztować? I dlaczego tak trudno jest samemu wycenić wartość swojej pracy? Dziś mam dla Ciebie prawdziwą historię. Wycena rękodzieła to trudna sprawa, ale jeśli tylko chcesz, możesz się tego nauczyć.

Mam koleżankę (oczywiście nie zdradzę jej imienia), która w końcu postanowiła spróbować swoich sił w „byznesie”.

Często pytała:

Ile to powinno kosztować według Ciebie?

Generalnie – delikatnie mówiąc – „tłukłam jej do głowy” (no bo inaczej nie da się tego określić), żeby NIE SPRZEDAWAŁA swoich szydełkowych toreb TAK TANIO!

jak wycenić prace szydełkowe

Podliczała koszt materiałów, na oko dodawała „coś tam dla siebie” i była super zadowolona, kiedy udało się sprzedać.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie z płaczem:

Musiałam zrezygnować z zamówienia za kilkanaście tysięcy złotych!!!

Zapytałam:

Co? Oszalałaś?!

a w duchu pomyślałam, że to wino, co miałyśmy razem wypić, jak już przestaniemy karmić piersią, to obaliła sama.

Odpowiedziała:

Nie, niestety.

jak wyceniać szydełko

Zadzwonił do niej nasz wspólny kolega – korpowyjadacz.

Pani z działu HR zapytała, czy nie zna kogoś, kto wykonałby prezenty dla wszystkich kobiet w firmie. W tym roku dyrekcja zadecydowała, że Dzień Kobiet ma być hand made, zero waste i made in Poland. (Ha! W końcu made in china jest już ble nawet dla korpo!).

Jak się domyślasz, kolega znał tę moją szlochająca mi w słuchawkę artystkę.

Polecił ją, zarekomendował najlepiej, jak potrafi, powiedział, że dla swej żony kupił u niej hand made szydełkową torbę za xxx zł (nie wyciągniesz ze mnie za ile, bo to psucie rynku, zaniżanie cen i rozbój w biały dzień, który aż w oczy szczypie) z opakowaniem!

Pani z działu HR bardzo się ucieszyła, nawet już pociągnęła za sznurki, przygotowała budżet i wszystkie papiery (wiesz, jak to w korpo – machina szefów musiała pozatwierdzać, podpisywać i w ogóle cała kampania).

ile kosztuje rękodzieło

Kiedy do niej (tej mojej koleżanki, nie pani z działu HR) zadzwonili z super newsem, spodziewali się czegoś w stylu:

Ogromnie dziękuję za zamówienie. Tutaj konto – proszę przelać zaliczkę na materiał, jutro wysyłam podpisany skan umowy na maila.

Tymczasem usłyszeli:

To jest niewykonalne.

A czemu?

I tu zostawię Cię ze zgadywanką. Bo:

  • nie była w stanie wydziergać tylu prac w zadanym czasie?
  • kiedy chciała poprosić koleżankę od szydełkowania o pomoc (jak myślisz, do kogo zadzwoniła?), to jej powiedziała, że za tyle (niezależnie, czy licząc za produkt, czy za godzinę dziergania), to nawet made in china drożej wychodzi, więc niech gna do Pepco i modli się, żeby coś było na przecenie
  • kiedy chciała zadzwonić do konkurentki, z którą się podglądały i obniżały cenę o 50 groszy co jakiś czas, żeby było taniej od tej drugiej, to jej jakoś głupio było. No bo jak to teraz tak po prostu pomóc/współpracować, podzielić się zyskiem… (Jakim zyskiem? Nawet na podatek od tego zlecenia braknie, więc by pewnie jeszcze dołożyły)?
  • powiedziała, że nie da rady, bo ma pilny wyjazd. Po prostu nie wiedziała, co ma począć i zadzwoniła do zgadnij kogo i szlochała w słuchawkę.

Masz rację – każda z odpowiedzi to smutny finał tej historii.

PS. Moja koleżanka się „zbiera”…

rękodzieło ile to kosztuje

Rękodzieło – ile to powinno kosztować?

Wierzę, że ta cała przygoda była po to, żeby unaocznić jej, że WARTO ZASTANOWIĆ SIĘ NAD WYCENĄ swojego rękodzieła 🙂

A Ty? Jak myślisz, czego nauczyła nas wszystkie ta historia?

Jeżeli tego, że lepiej zmierzyć się z niełatwym tematem wyceny rękodzieła od razu, zamiast odkładać na wieczne potem – MASZ RACJĘ.

Jeżeli masz ochotę poczytać więcej – zapraszam do tego wpisu blogowego:

Jak dobrze wycenić rękodzieło?

A jeszcze bardziej zapraszam Cię do rosnącej grupy osób, które wzięły udział w kursie na temat wyceny rękodzieła. Kliknij grafikę poniżej

​Jeżeli czujesz, że to nie jest ten moment, aby zająć się wyceną Twojego rękodzieła, ale chcesz pozostać w kontakcie i otrzymywać bieżące informacje o tematyce związanej z wyceną rękodzieła, zapisz się na nasz newsletter:

kulisy kursu online oplotki.pl 

Dlaczego postanowiłam uczyć innych, jak wyceniać rękodzieło?

Będzie zawile i z detalami – ostrzegam!

Pytacie o to, jak ja się uczę „robić biznes online” i jak to przekładam na „polską rzeczywistość” branży rękodzieła – to (w końcu) przysiadłam i piszę…

Będzie o tym, jak powstawał kurs, którego kolejna edycja już niedługo.

Wierzę, że kiedy opowiem Ci, jak i dlaczego powstał, zrozumiesz, dlaczego jest tak skuteczny.

SOMBA, czyli ONLINE MBA

Kiedy zdałam sobie sprawę, że chcę, żeby rękodzieło dla wnętrz stało się dla mnie regularnym źródłem utrzymania, takim jak była (i właściwie ciągle jest) architektura, nie łudziłam się, że „samo się zrobi”.

Żeby zostać architektem, potrzebne były umiejętności, studia, praktyka zawodowa i rozsądna strategia biznesowa. Tak samo założyłam, że będzie w przypadku biznesu w oparciu o rękodzieło.

Umiejętności były – babcia nauczyła szydełkowania i podstaw wielu innych technik, a resztę szlifowałam w praktyce dzięki kursom internetowym i warsztatom stacjonarnym.

Studia? No nie koniecznie, ale potraktowałam naukę podstaw technik rękodzielniczych jak studiowanie. Zgłębiałam na podstawie literatury, przyglądałam się „profesorom” (najczęściej zbliżone wiekiem do moich wykładowców kobiety = rękodzielnicze encyklopedie) i po prostu próbowałam (oj, aż żal tych kilometrów sznurków i włóczek, które maltretowałam swoimi koślawymi słupkami i półsłupkami).

jak zrobić kurs online somba

Jako praktykę zawodową potraktowałam warsztaty rękodzieła (głównie szydełkowania, ale teraz również podstaw makramy, haftu, filcowania na mokro). „Bycie z ludźmi” na żywo nauczyło mnie więcej niż jakiekolwiek lekcje albo teoria. Teraz już rozumiem, dlaczego najlepiej uczymy SIĘ, ucząc innych – po prostu każde nowe pytanie „ucznia” to bodziec do kolejnej „rozkminy”.  I przyznam, że tutaj najcenniejsze było podejście!

OTWARTOŚĆ NA POPEŁNIANIE BŁĘDÓW – to, że dawałam sobie prawo, aby na jakieś pytanie odpowiedzieć „nie wiem”. Oczywiście później doczytywałam, dokształcałam się i wracałam z wyczerpującą odpowiedzią, ale po prostu nie bałam się uczyć. W końcu nikt z nas nie wie wszystkiego. Takie nastawienie uchroniło mnie przed załamaniem się, kiedy „wymiataczka” haftu wpadła na warsztat i wstydziłam się, że właściwie to ona mogłaby tego haftu uczyć mnie (zresztą nawiązałyśmy współpracę i do dziś prowadzi u nas OPLOTkowe warsztaty od czasu do czasu ☺).

Dałam sobie prawo uczyć PODSTAW, bo dla początkujących jestem idealnym nauczycielem – zaledwie mały krok przed nimi – i uczę z wyrozumiałością, humorem. Sama dobrze pamiętam, jak to jest z przerażeniem patrzeć na igłę i tamborek albo wieszak do makramowej dekoracji ☺. Kiedy potrzeba więcej – zapraszam na warsztaty dla zaawansowanych, które prowadzą już nasze OPLOTKowe „wymiataczki”.

Rozsądna strategia biznesowa to podstawa

Jak się domyślasz – rozpiszę się nad tym ostatnim krokiem, czyli rozsądną strategią biznesową. 

Jako dziecko pary przedsiębiorców (mama po latach pracy w księgowości i handlowania na lokalnych targowiskach prowadzi od ponad 20 lat własny sklep; tata robił już chyba wszystko: od naprawy sprzętu RTV i video – zgodnie z wyuczonym zawodem – po prowadzenie wypożyczalni kaset video i „budowlankę”) wyssałam ten dreszczyk emocji życia przedsiębiorcy „z mlekiem”.

Nawet kiedy pracowałam w kolejnych biurach architektonicznych, aby „nauczyć się zawodu”, robiłam notatki, żeby ogarniać własne biuro (do dzisiaj śmieję się z tych zapisków pt. „Rób spotkania przy kawie i gadaj z ludźmi, nie pozwól im się poczuć, jak kolejny komputer w leasingu,  to oni są najważniejszą częścią Twojej firmy”).

ALE..

strategia biznesowa rękodzielnika

O ile tradycyjnego „biznesu” można się było uczyć w praktyce, prowadząc po prostu swoją działalność, o tyle kiedy startowałam z OPLOTKI nie bardzo miałam w swoim otoczeniu osoby, które odniosłyby sukces, prowadząc biznes online. I to jeszcze w oparciu o (podobno) niedochodowe rękodzieło. I na dodatek chętnie chciałyby się dzielić know-how. Podglądałam Panią Swojego Czasu, Hakerki, Kaśkę Żbikowską, ale ciągle czułam, że to nie taki model biznesowy, w jakim mogłabym się poczuć „u siebie”.

Wyszłam z założenia, że po prostu muszę znaleźć miejsce, gdzie mogę pooglądać różne modele biznesowe, bo ewidentnie takiego biznesu, jaki chodził mi po głowie, jeszcze nie spotkałam. Naturalnie pomyślałam o studiach biznesu. Skoro uczy się tam przy pomocy case studies, czyli przykładów, to jedyna słuszna droga.

Przeglądając z przerażeniem koszty podjęcia studiów MBA trafiłam na SOMBA >>

Okazało się, że deficyt przykładów biznesów online, na których bazie można by się uczyć tego nowego rodzaju przedsiębiorczości, jest powodem, dla którego Sigrun stworzyła swój Online MBA. I jak się domyślasz – w tym programie przykładów biznesowych nie brakuje.

Ten program zmienił moje patrzenie – nie tylko na biznes, przedsiębiorczość, ale również podejście do posiadania wiedzy, wpływu, własnego zdania, prawa do kreowania rzeczywistości wokół mnie.

Niezależność finansowa rękodzielnika

Skracając długą historię (więcej spokojnie poczytasz w artykule SOMBA CO TO TAKIEGO, zrozumiałam, że realny wpływ na swoje życie mam wtedy, kiedy jestem niezależna finansowo.

Nie zrozum mnie źle. Jestem partnerką mojego męża – również finansowo. Ale dopiero po wielu latach prowadzenia swoich biznesów dotarło do mnie, jak WAŻNE są pieniądze.

Jak na ironię dostrzegłam to dopiero, kiedy przyglądałam się twórcom rękodzieła, u których panował (i niestety panuje) wieczny deficyt…

Kiedy podaję ceny swoich usług architektonicznych, nie mam z tym najmniejszych problemów. W końcu szuflada dyplomów i lata doświadczenia robią swoje dla poczucia własnej wartości. Ale kiedy miałam wycenić szydełkowy puf, dywanik albo (o zgrozo!) wziąć pieniądze za warsztat szydełkowania (czyli trzygodzinne plotki przy kawie w dobrej knajpce, które właściwie traktowałam jako rozrywkę od pieluchocodzienności), pojawiał się niewytłumaczalny zgrzyt.

niezależność finansowa rękodzielnika

Okazuje się, że nie tylko ja tak miałam (i właściwie ciągle mam, bo cierpię katusze, kiedy mam podnosić ceny) i bez konkretnych narzędzi, sprytnych sposobów i sprawdzonych metod po prostu nie da rady.

W ramach akcji SOMBA SUMMER SCHOOL (taka przyjazna nazwa na „zapierdzielamy, kiedy wszyscy wylegują się na plażach”), przypuściłam atak na zmorę twórców rękodzieła – wycenę.

Wycena rękodzieła – od czego zacząć? 

W ciągu wakacji 2020 powstał kurs „POKOCHAJ WYCENĘ RĘKODZIEŁA”.

Pierwsza edycja  tradycyjnie była bezpłatna. Wszystko po to, aby jak największa liczba uczestników mogła przez kurs przejść w najgorszym możliwym czasie na pracę nad trudnymi kwestiami, czyli w wakacje. Wiedziałam, że jeżeli kurs zadziała wtedy, to zadziała zawsze!

Kiedy przeglądałam skrzętnie tworzone przez ostatnie lata notatki dotyczące sposobów na wycenę swoich prac, usług, działalności, szybko zorientowałam się, że jest tego za dużo!

Nie chciałam, aby uczestnicy kursu utonęli w hałdach wiedzy teoretycznej, jednocześnie chciałam, aby mieli konkretne efekty.

Zaczęłam więc od tych efektów.

Zadałam sobie pytanie:

Z czym mam największy problem w kwestii wyceny?

…i okazało się, że nie jestem jedyna.

Zmaganie się z samooceną, wewnętrzny głos mówiący: “A kto to kupi tak drogo, a to za tanio, pomyślą, że chińską tandetę sprzedajesz”. Tak źle i tak niedobrze. Niezależnie z jakiego mądrego wzoru, narzędzia czy kalkulatora bym nie korzystała, cena zawsze budziła jakieś wątpliwości.

Nawet kiedy już wydawało mi się, że cena jest „prawidłowa”, wtedy zawsze trafiał się ktoś, kto mówwił

Co tak drogo?!

Pani oszalała? Kto to kupi za tyle???

To chyba jakaś chińska podróba… Pani się to opłaca??

Każdy z takich komentarzy zawracał mnie do punktu zero w moich zmaganiach z wyceną.

Kiedy przygotowałam ankietę dla uczestników kursu i zadałam w niej pytania, co sprawia w kwestii wyceny największy problem, odkryłam, że nie jestem sama. Inni też tak mają!

Nieliczenie jest problemem! Każda z nas podstawy matmy zna i wie, że jak to ma być biznes, to zyski mają przewyższać koszty, no i ma zostać trochę „na górkę” (tak z grubsza można streścić wszystkie obliczenia i kalkulacje). (No chyba że chcemy mieć kosztowne hobby, a nie biznes).

Problemem jest za to poczucie, że ta kwota, którą ostatecznie po tych wszystkich wyliczeniach wybieramy, jest tą słuszną!

I tu mnie olśniło!

sposoby na wycenę

Wycena produktów – jak to zrobić dobrze?

Nie chodzi tak bardzo o to, jak wyceniać (oczywiście te wszystkie kalkulacje to napakowany konkretem pierwszy moduł), ale o to, jak czuć się dobrze z taką wyceną, żeby:

  • nie obniżać w panice cen, kiedy nikt jeszcze nie kupił;
  • nie zawyżać sztucznie cen, tylko dlatego, że ktoś napisał, że rękodzieło ma być drogie, bo to dla klienta premium (co to w ogóle znaczy, no nie??);
  • nie panikować, kiedy pani prosi o rabat, a my wiemy, że jeszcze złotówka mniej  dokładamy do interesu;
  • poczuć w końcu, że ta cena odzwierciedla realną wartość mojego produktu, mojej pracy;
  • poczuć w końcu spokój, a nie strach za każdym razem, kiedy wyceniam kolejny produkt/usługę.

wycena rękodzieła online

Poczuj się dobrze ze swoimi cenami

No więc nie zdziwię cię pewnie informacją, że 3 z 4 modułów kursu „Pokochaj wycenę rękodzieła” dają właśnie takie konkretne narzędzia do pracy nad tym, jak poczuć się dobrze z własnymi cenami i nauczyć się komunikować ceny odbiorcy.

Dlaczego uważam, że to największa wartość kursu?

Po ludzku – bo mam na to dowody 😉

Zadowolone uczestniczki, świetne opinie, wartościowe refleksje. Takie niby małe zmiany, które jednak zmieniają wszystko – w strategii, w podejściu do wyceny, do klienta, do komunikowania wartości wyrażonej w pieniądzu…

Można powiedzieć, że kurs został „przetestowany na ludziach” i dzięki temu wprowadziłam wszystkie niezbędne ulepszenia. W takiej formule lada chwila trafi do stałej sprzedaży na oplotki.pl.

Ale nim tak się stanie, śmiało możesz zapisać się na listę zainteresowanych, żeby nie przegapić informacji o starcie kolejnej edycji.

Jeżeli dla Ciebie wycena rękodzieła to również obszar, który napawa stresem, niepotrzebną niechęcią – zmień to i POKOCHAJ WYCENĘ RĘKODZIEŁA, by sprzedawać z sukcesem.